„Egzamin z orgazmu” kontra „Wychowanie Seksualne w Rodzinie”.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

Parę dni temu głośnym echem w internecie (innych mediów nie śledziłem, więc gdybać nie będę) obiła się informacja, że w niemieckim mieście Borken, podczas obowiązkowych lekcji seksu dla szóstoklasistów część dzieci musiała zostać poddana hospitalizacji. W czasie zadania „schematycznego rozcięcia modelu organu płciowego” jeden z uczniów  stracił przytomność a kilkanaścioro innych dzieci zaraz po lekcji zostało hospitalizowanych. Najdziwniejsze w tym wszystkim zaś było to, że choć dyrektorka szkoły uznała to wydarzenie za okropne i niedopuszczalne to prowadząca lekcję oświadczyła, że była to naturalna reakcja, którą da się wyjaśnić. (sic!) Sami rodzice nie kryli oburzenia tego typu wychowaniem seksualnym i promowaniem pornografii” wśród dzieci… Z kolei dziewięciolatki z innej szkoły (w Kolonii) miały mieć oprócz zadania domowego z seksu, również… egzamin z orgazmu.

A teraz o „zaleceniu” czego dzieci powinny się uczyć na temat seksu w różnych grupach wiekowych w ramach tzw. „standardów edukacji seksualnej w Europie”:

„Wiek 0-4 lat: Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja;  Świadomość, że związki są różnorodne; Różne koncepcje rodziny;

Wiek 4-6 lat: Związki osób tej samej płci;Szacunek dla różnych norm związanych z seksualnością, Zadowolenie i przyjemność z dotykania własnego ciała (masturbacja/autostymulacja).

Wiek 6-9 lat:  Zmiany dotyczące ciała, miesiączkowanie, ejakulacja; Wybory dotyczące rodzicielstwa i ciąży; Mity dotyczące prokreacji;Rożne metody antykoncepcji; Akceptacja różnorodności.

Wiek 9-12 lat: Skuteczne stosowanie prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych; Przyjemność, masturbacja, orgazm; Różnice między tożsamością płciową i płcią biologiczną; miłość wobec osób tej samej płci; Akceptacja różnych opinii, poglądów i zachowań w odniesieniu do seksualności.

Wiek 12-15 lat: Podejmowanie świadomego wyboru co do metody antykoncepcji i jej skuteczne stosowanie; Tożsamość płciowa i orientacja seksualna, w tym „coming out”/homoseksualizm; Ciąża (także w związkach między osobami tej samej płci);Umiejętność negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu.

Wiek 15 lat: Krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp.; Akceptacja rożnych orientacji seksualnych i tożsamości; Zmiana możliwych negatywnych odczuć, odrazy i nienawiści wobec homoseksualizmu na akceptację różnic seksualnych; Dokonanie „coming out’u” (czyli ujawniania wobec innych uczuć homoseksualnych lub biseksualnych); Struktura rodziny i zmiany, małżeństwa z przymusu, homoseksualizm/ biseksualizm/aseksualność, samotne rodzicielstwo…”

czemu ma służyć ta wiedza? ano „Te nowoczesne metody przyczyniły się do pojawienia się całkowicie nowych możliwości oddzielenia współżycia seksualnego od prokreacji…” a przygotowały je Biuro Regionalne Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i Federalne Biuro ONZ ds. Edukacji Zdrowotnej. Jak ideologia gender niszczy niewinność dzieci?  Argumenty przeciwko edukacji  seksualnej forsowanej przez genderystów.  SZOKUJĄCE MATERIAŁY edukacyjne

Każdy z dzisiejszych dorosłych był przecież kiedyś dzieckiem i nie był poddawany tzw. „edukacji seksualnej”. Czy w związku z tym ktokolwiek ma prawo uważać że taki ktoś nie ma kompetencji w tym temacie żeby go tłumaczyć dziecku w cztery oczy w domu? Jakim prawem ktoś uważa że dziecko samo jest za głupie żeby się dowiedzieć o tym co je interesuje w odpowiednim dla niego czasie? (bo tak to się odbywało). W dobie seksualizacji obyczajności której dziś pełno w mediach dzieci są bezustannie w „edukowane” i wprowadzane w świat DOROSŁYCH od najmłodszych lat. Kiedyś zdobywanie wiedzy na ten temat odbywało się w sposób naturalny bez przymusu i „edukatorów” z nadania „prawa”. Każdy we właściwym dla siebie czasie i w sposób dla siebie najlepszy – INTYMNY zaspokajał potrzebę takiej wiedzy bez wystawiania swojej godności na wstyd publiczny. Pytało się jak nie rodziców to zahaczając o te tematy w rozmowach ze starszymi znajomymi/kolegami/koleżankami, albo czytając mądrą książkę którą ktoś polecił. Nikt nikogo nie uczył techniki uprawiania seksu(!) a jakoś w odpowiednim dla każdego indywidualnie czasie ludzie sobie radzili (jak nie za pierwszym to za kolejnym razem nabierając doświadczenia i odwagi). Nie było problemu z przedwczesną inicjacją, gdyż było to słusznie uważane za margines i zdecydowana większość dzieci/uczniów unikała „wpadki” a dziś to uchodzi za jakiś sport. Nikt nie wymyślał żadnych norm w tej kwestii poza jedną – dzieci nie powinny uprawiać seksu i nie powinno się ich do tego zmuszać ani zachęcać, czy milcząco zezwalać obdarowując prezerwatywami. Domeną dzieci było uczyć się matematyki, języka polskiego i innych ważniejszych na tym etapie rozwoju dziecka rzeczy, gdyż seks był sprawą zarezerwowaną dla dorosłych/dojrzałych (z wiekiem a nie z ilością przeczytanych książek czy obejrzanych filmów).

Czy ktokolwiek z obecnie dorosłych (którzy mają już własne dzieci) może powiedzieć o sobie że był (albo jest) niewyedukowany seksualnie tylko dlatego że nie chodził na takie lekcje? Co się zmieniło przez te wszystkie pokolenia że według polityków i propagandystów dzieci raptem potrzebują w klasach zbiorczych łamać na komendę swój wstyd i wyrażać zadowolenie opowiadając sobie o masturbacji, pozycjach seksualnych, albo jak „obsługiwać” członka zakładając na niego prezerwatywę na oczach podochoconych (niezdrową ciekawością) rówieśników a jeszcze może zboczeńca uśmiechającego się pod wąsem/szminką zwanego „nauczycielem/nauczycielką od seksu”. Czyżby ci ludzie nie pamiętali co czuje dziecko zmuszone o takich sprawach głośno przed rówieśnikami dyskutować? Nie pamiętają własnego wstydu i zażenowania kiedy pierwsze wiadomości na ten temat wzbudzały dziecięcy strach i zażenowanie (bo dzieciak był za młody żeby się interesować, albo miał w głowie co innego i nie czół „zewu natury”). Po co DZIECIOM taka wiedza i to udzielana od najmłodszych lat – W PRZEDSZKOLACH przymusowo!? Dlaczego te „lekcje” są obowiązkowe i kto na tym robi kasę obsadzając te wszystkie „etaty”?

Wszystko co dzieje się wobec dzieci pod innym przymusem jak rodzicielski jest bezprawiem, pomijając już fakt dlaczego tak się dzieje bo chodzi o samą zasadę podważania kompetencji rodziców w stosunku do własnych dzieci. Powinno być tak, że jak ktoś ma ochotę wysłać swoje dziecko na takie „lekcje” to niech sobie wysyła… Kto nie chce – tego nie powinno się zmuszać.  Dzieci są RODZICÓW i to oni powinni podejmować decyzję, bo tylko oni są w stanie odgadnąć potrzeby własnych dzieci. Że nie wszyscy rodzice się tym interesują? A co to za argument! ŻADEN. ZAWSZE znajdzie się taka grupa dzieci „nieprzypilnowana” przez rodziców (i to z różnych powodów). Raz – nie wszystkie dzieci życzą sobie konsultować swoją wiedzę i odczucia na ten temat z rodzicami – i te dzieci (dziś dorośli) również żyją (nie wyginęły z „braku wyedukowania”) i mają własne dzieci, prowadzą życie seksualne zupełnie poprawnie w swoich związkach, więc o co chodzi? Dwa – nie można śrubować dla całego społeczeństwa jakichś „norm” (do tego jawnie patologicznych!) tylko dlatego że życie ludzkie jest niedoskonałe. Że nie wszystkim się udaje porozmawiać z dziećmi na ten temat, albo nie każdy potrafi? – to nie uzasadnia stosowania przymusu zwanego mylnie „edukacyjnym” wobec wszystkich!  (Odys)

pisze br. Damian Wojciechowski:

„…Cały akcent położony jest na promocję różnego rodzaju zboczeń, prawie nic nie mówi się o normalnej rodzinie i miłości. Nic o niebezpieczeństwach związanych z perwersją seksualną, z wolnym seksem, nic o szkodliwości antykoncepcji, nic o zaletach wstrzemięźliwości seksualnej. Seks sprowadzony jest do używania drugiego człowieka w celu uzyskania maksimum przyjemności przy minimalnych stratach.  Nawet jeśli proponuje się pozytywną wiedzę to jednak adresowana ona jest dla  tak małych dzieci, że napawa to przerażeniem jaki to może mieć wpływ na ich psychikę. Niedawno znajoma opowiadała mi jak jej 12 letnia córka wróciła cała w łzach ze szkoły i powiedziała, że nigdy więcej do niej nie pójdzie. Okazało się, że seksedukatorka na występach gościnnych uczyła dzieci, jak zakładać prezerwatywę na sztucznego penisa….

Edukacja seksualnaPrzypomina mi się w związku z tymi wszystkimi złotymi myślami anegdota z mojej młodości. W tamtych czasach było tylko jedna czasopismo dla młodzieży: „Świat młodych” z „niebieską kolumną”, gdzie mądre panie z redakcji pisały do siebie listy,  a potem same na nie odpowiadały. I oto jeden z takich listów: „Droga redakcjo, mam 14 lat, Czarek 15, znamy się od dwóch tygodni. Rodzice nie pozwalają nam się ryćkać. Co robić!? Zrozpaczona Ania. Odpowiedź redakcji: Co prawda nie wiemy co znaczy „ryćkać się”, ale ryćkajcie się dalej.” I do tego „ryćkajcie się dalej” sprowadza się tak naprawdę cała zawartość tych zaleceń wyprodukowanych przez szacowne organizacje. Ale jakie w ogóle ONZ i WHO ma prawo, żeby cudze dzieci uczyć ryćkania się? Mogę sobie wyobrazić, że ktoś miał trudne dzieciństwo i stres zaowocował uzależnieniem od masturbacji, ale to przecież nie jest powód, żeby taki człowiek chodził do sąsiadów i uczył tego ich 4 letniego synka!  

Bolszewicy po rewolucji wymyślili „taktykę salami” w walce ze swoimi przeciwnikami (np. Kościołem)  – jeśli nie można od razu złapać całą kiełbasę, to trzeba ją odcinać cienkimi plasterkami. Te „standardy seksulane” to tylko początek, pierwsze nieśmiałe kroczki w kierunku seksualnego jasnogrodu. Pamiętajmy, że na początku programy edukacji seksualnej dla dzieci np. w Niemczech były o wiele bardziej stonowane, a co teraz?… „(patrz przykład z Borken!)

całość tu: Ryćkajcie się dalej!, a tu Ks. Dariusz Oko – Brońmy się przed ideologią gender

podobne: “Nowoczesne” społeczeństwo, czyli “róbta co chceta” a nawet więcej róbta!

…w kontrze do tego co proponują nam ideologowie „gender” a w zasadzie nie proponują a systematycznie nas do uprawiania tej ideologii zmuszają (małymi „niewinnymi” ustępstwami) konkretnymi przepisami wynikającymi z przymusu edukacyjnego i seksualizacją życia publicznego – Wychowanie Seksualne w Rodzinie wg. Pani Hanny Święcickiej, fragmenty:

„…Utwierdza mnie to w przekonaniu, że uświadomienie seksualne to sprawa nie wiedzy i nie rzemiosła, lecz rodzicielskiego artyzmu, i że musi być ono potraktowane indywidualnie i na szerszym tle ogólnego wychowanie moralnego. Mówi mi to moje doświadczenie matki. Z tej też pozycji będę snuć dalsze rozważania oparte przede wszystkim na własnym doświadczeniu. Stąd ich specyficzny, trochę osobisty charakter…

art. Andrew Loomis

art. Andrew Loomis

Nasze pruderyjnie wychowane matki i babki były, jak się wydaje, mniej znerwicowane od dzisiejszej seksualnie szkolonej młodzieży. Zresztą wszystko zależy od siły nacisku społecznego. Polacy, którym jeszcze Boy często zarzucał nieporadność w sztuce kochania, również nie hołdowali nigdy przesadnego purytanizmowi i tendencjom manicheistycznymi. Po prostu kochali zwyczajnie i „po polsku” i takiej polskiej miłości uczyli dzieci. Zachowali też szczęśliwie narodową jurność w połączeniu z romantyzmem, czego za granicą bardzo nam zazdroszczą. I chyba jest czego…

Wydaje się więc, że w naszej polskiej rzeczywistości pruderyjność nigdy nie była, a w każdym razie na pewno nie jest związkiem groźnym, i walka z nią jest jak wywalanie otwartych drzwi. (…)Wielu rodziców wie, jak i w jakiej tonacji należy do dzieci mówić, a jednocześnie nie może pozbyć się wspomnianego już skrępowania i tendencji do uników. Rodzice nie są w stanie przestawić się wewnętrznie na tyle, żeby sprawy płci traktować poważanie, rzeczowo i z naturalną swobodą.  

 Czy to znaczy, że trzeba o nich mówić bez uczucia wstydu?…

Źle jest, oczywiście, jeżeli rodzice krygują się, są skrępowani i nienaturalni wobec dzieci. Źle, jeżeli zachowują się tak, jakby mieli do ukrywania coś brzydkiego i złego – chyba że rzeczywiście mają, ale wtedy w ogóle nie powinni się zabierać do wychowania. Źle, jeżeli nie są dość elastyczni i „muzykalni”, żeby przyjąć właściwy ton.

  Natomiast chyba słusznie jest traktowanie samego aktu płciowego jako jednej z tajemnic życia, wobec której obowiązuje dyskrecja i delikatność. Bo on jest tajemnicą. Kto inny może tego nie widzieć, ale rodzice wiedzą. Oni sami przecież doświadczyli tego niepojętego zjawiska, że ich miłość stała się życiem – owym maleństwem powierzonym im rękom. Nigdy się nie zgodzą, że powołała je do życia jakaś tam czynność fizjonomiczna. Mogli jej sobie nawet w pełni nie uświadamiać. Ale na pewno uświadomili sobie miłość…

tendencja, żeby życie w ogóle i wszystkie jego przejawy z seksualnymi włącznie traktować jako cytrynę, z której trzeba wycisnąć możliwie najwięcej rozkoszy, przyjemności i błogiego samopoczucia, jest obecnie bardzo powszechna. I to wcale nie młodzież ją lansuje. Ona ją tylko aprobuje, skoro starsi ją podsuwają. Dziwne by było, gdyby tego nie robiła. To dorośli pragną swoje pociechy pouczyć, jakimi sposobami można takie błogostany osiągnąć. Rozpracowuje się więc naukowo wszelkie seksualne smaczki i przyjemnościowe sytuacje i zaleca je młodzieży, nie dbając o to, że zarazem unicestwia się główne źródło seksualnych radości – spontaniczności. Uczy się ją przy tym egoizmu, celebrowania siebie, i utrwala postawę konsumpcyjną, a w rezultacie odbiera się jej możliwość zakosztowania szczęścia. Może trudnego, ale szczęścia, a nie powierzchniowych doznań.

  Opisy doświadczeń sypialnianych i różnych wariantów zachowania, wraz z instruktażem, jak to robić, żeby było przyjemnie, potraktowane uroczyście naukowo, nie tylko są wychowawczo wątpliwe, ale po prostu śmieszne. Efekt jest wręcz humorystyczny, jak zwykle gdy mędrca szkiełko i oko chcemy zastosować do żywych prawd. Ale młodzież jest nimi zszokowana. Ona jedna z nich się nie śmieje. Traktuje je z przejęciem i jak najbardziej poważnie zatracając proporcję wartości i nerwicując się czekającymi ją skomplikowanymi zadaniami, a nikt jej nie powie, że są one takie proste, gdy zwyczajnie kocha…

A Słowo Ciałem się stało i zamieszkało między nami - Jan 1, 14I dlatego staje się coraz bardziej oczywiste, że doradcami młodzieży nie mogą być „fachowcy” i ludzie, którzy tylko wiedzą i którzy wzięli pod mikroskop preparat zwany miłością, ale ludzie, którzy czują. Czują, jak tętni życie i serce zakochanego chłopaka i dziewczyn. Ludzie, którzy potrafią sami żyć i sami kochać. Potrzebni więc i pilnie poszukiwani są w tym celu rodzice, w pełnym pozytywnym znaczeniu tego pięknego słowa.

 Rola rodziców polega oczywiście nie na uczeniu, lecz na wychowaniu. Zatem i uświadomienie przez rodziców nie będzie polegało na przekazywaniu przez nich wiedzy, ale na wychowaniu w oparciu o właściwe zasady…”

całość tu: Wychowanie Seksualne w Rodzinie

…gorąco polecam lekturę całego artykułu, który jak mogą państwo przeczytać jest lekturą niezwykłą bo całkiem inną od genderowskiej metody podawania informacji, która często przybiera formę zwykłej pornografii, pozbawionej wszelkich głębszych uczuć i troski o umysł i wrażliwość dziecka.

…Odys