Izabela Brodacka: Jesteśmy idiotami??” – Przez uprzejmość nie zaprzeczę czyli….


Jak to się stało, że w ciągu ostatnich 20 lat przeciętny maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły podstawowej w PRL?

Upadek edukacji

Mam przed sobą zbiór zadań do matematyki dla klasy V-VIszkoły podstawowej. Autorzy: Tadeusz Korczyc i Jerzy Nowakowski. Wydawnictwo WSiP 1985. Z tego podręcznika uczyły się moje dzieci. Chodziły do zwykłej, dzielnicowej,  mocno skomunizowanej szkoły  imienia WP,  razem z dziećmi dozorców i lokalnego marginesu. Ani moje dzieci, ani dzieci dozorców, które przychodziły czasami do mnie na matematykę nie miały z tymi zadaniami żadnych poważnych problemów.

Daję zadanie z tego zbioru tegorocznym maturzystom, których douczam w ramach kursu przygotowawczego. Jest to zdanie 37.11 ze strony 182. Podaje dokładne dane, żeby każdy „niewierny” mógł sobie osobiście sprawdzić.

Oto zdanie: < Doświadczenie polega na trzykrotnym rzucie monetą. Czy zdarzenie „wypadnie przynajmniej jeden orzeł” jest tak samo prawdopodobne jak zdarzenie „ wypadną dokładnie dwie reszki”? >.

Kiedy dziesiąta z kolei osoba deklaruje, że nie ma bladego pojęcia jak to rozwiązać pokazuję okładkę książki. Ogólne niedowierzanie. „Jak to – to zadania dla szkoły podstawowej?   Chyba jesteśmy idiotami”- samokrytycznie stwierdza jeden z kursantów.

 „ Przez uprzejmość nie zaprzeczę” – odpowiadam zgodnie zresztą z najgłębszym przekonaniem.

W tym samym zbiorze są zadania dotyczące wektorów na płaszczyźnie i w przestrzeni, elementy statystyki, nierówności z wartością bezwzględną. Większość tych zadań zdecydowanie przerasta obecne możliwości maturzysty wybierającego maturę na poziomie podstawowym.

Jak to się stało, że w ciągu ostatnich 20 lat przeciętny maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły podstawowej w PRL?

1) Pierwsza przyczyna to celowe obniżenie poziomu. Przez 20 lat nie było obowiązkowej matury z matematyki,  a program liceum był konsekwentnie kastrowany.

Kiedy zaczynałam uczyć w szkole, w programie była analiza matematyczna : granice ciągów i funkcji, szeregi, badanie funkcji, całki. Badanie funkcji było przerabiane w II klasie. Doskonale radziły sobie z nim nawet klasy ogólne. W klasach matematycznych badało się również funkcje wykładnicze i logarytmiczne. Ktoś mnie przekonywał, że w klasach ogólnych badało się tylko wielomiany i funkcje wymierne i że badanie funkcji jest nad wyraz algorytmiczne (czyli można się go nauczyć na zasadzie recepty na piernik). Zgodziłabym się z nim  gdyby nie fakt, że te same funkcje wymierne sprawiają teraz poważny kłopot studentom I roku politechnik i SGH.

Z programu i wymagań egzaminacyjnych w liceum  kolejno wypadły : szeregi w tym szereg geometryczny zbieżny, oczywiście całki , potem pochodna i badanie funkcji. Z programu rachunku prawdopodobieństwa wypadł schemat Bernoulliego, prawdopodobieństwo warunkowe, wzór Bayesa, rozkład zmiennej losowej, wartość oczekiwana i wariancja. Zadania z prawdopodobieństwa całkowitego zaleca się obecnie rozwiązywać „ drzewkiem” – czyli jak w V klasie szkoły podstawowej moich dzieci. W trygonometrii zlikwidowano nierówności trygonometryczne i wzory redukcyjne.

Jakiś mędrek powie: po co znajomość wzorów, które są przecież w tablicach i w Internecie?

Odpowiem. Zawsze na pierwszym roku studiów, w kursie algebry, wprowadzano liczby zespolone i było to traktowane jako rozgrzewka. Jako najłatwiejszy dział do opanowania. Obecnie z liczbami zespolonymi jest koszmar. Studenci nie potrafią operować postacią trygonometryczną liczby zespolonej bo nie operują wzorami redukcyjnymi i ogólnie rzecz biorąc trygonometrycznymi.

Poza tym jeżeli ktoś nie wyprowadzał tych wzorów i ich nie „ uwewnętrznił” źle rozpoznaje ich strukturę. Dam przykład . sin2Φ= 2sinΦcosΦ. ( jak wiadomo i jest to przecież w tablicach i w Internecie). Uczeń ma według tego wzoru rozwinąć sin10Φ= 2sin5Φcos5Φ, ale zamiast tego nagminnie pisze sin10Φ= 10sinΦcosΦ, co jest bzdurą. . Źle rozpoznał wzór, bo go nie używa z namysłem – ufa tablicom.

2) Nadużycie kalkulatorów i komputerów.

Na ten sam kurs uczęszcza uczeń  szkoły amerykańskiej. Otrzymują w szkole ogromne kalkulatory obliczające wszystko i rysujące wykresy funkcji punkt po punkcie. Ma za zadanie narysować wykres funkcji kwadratowej po sprowadzeniu jej do postaci kanonicznej. Upiera się, że użyje swego kalkulatora. Wpatruje się w napięciu, ze zmarszczonym -jak pies rasy mops-  czołem w pojawiającą się wolniutko na ekranie banalną parabolę. Pomijając fakt, że regulamin matur nie dopuszcza używania podczas egzaminu takiego sprzętu , użycie go do tak trywialnego problemu to strzelanie z armaty do wróbla.

Młody człowiek ze swoim liczydłem przypomina mi inkasenta elektrowni albo kontrolera parkometrów, a w najlepszym wypadku panienkę sprzedającą buraki która liczy na kasie 2+2=4.  Ten chłopak jest na prostej drodze do wykonywania właśnie takiego zawodu.

„ A co będzie gdy to liczydło ci się zepsuje?” – pytam.

„ Kupię sobie nowy”- odpowiada butnie.

Oczywiście nie jest tak, że nie doceniam znaczenia kalkulatora czy komputera. Pewne obliczenia bez tych urządzeń byłyby niemożliwe. Dzięki kalkulatorom statystyka przestała być dla studentów koszmarem rachunkowym. Za to stała się koszmarem intelektualnym. Kto nie wierzy niech porozmawia z I rokiem SGH.

3) Wprowadzenie gimnazjów i koncepcja „ programu spiralnego” .

W założeniu ma się wracać kilka razy do tego samego tematu ale na wyższym poziomie. W praktyce nie przerabia się go wcale. Trygonometria w trójkącie prostokątnym powinna być wprowadzona w gimnazjum. Nauczyciele mówią jednak; „będziecie to mieli w liceum” i nie podejmują tematu. W liceum nauczyciele mówią: „ mieliście to w gimnazjum” i zaczynają nauczanie od środka. Rezultaty jak widać.

4) Demokratyzacja oświaty sprowadza się według decydentów do zamiany jakości w ilość.

Sama słyszałam przewodniczącego CKE , który wyjaśniał nauczycielom, że żeby poprawić wyniki nauczania (w stosunku do UE) należy obniżyć poziom wymagań.

Za czasów PRL nasi uczniowie wyjeżdżający do Europy czy do Stanów uważani byli za geniuszy. Teraz zrównali w dół. Tyle, że w krajach europejskich obok oświaty dla plebsu przeznaczonego do sprzedawania buraków i obsługi stacji benzynowych istnieją elitarne szkoły na bardzo wysokim poziomie. W Stanach też obserwuje się pozorny paradoks, że przy bardzo niskim poziomie przeciętnego ucznia poziom uczelni jest wysoki. To kwestia specjalizacji.

Kto nie interesuje się nauką może poprzestać na tym niskim poziomie szkoły publicznej, zdawać maturę z pielęgnacji niemowląt i szukać sobie z powodzeniem miejsca w społeczeństwie. Nauka jako awans społeczny była to specjalność ZSRR i demoludów. Teraz w Stanach tak naukę traktuje „ żółta rasa” . Dla tego w laboratoriach naukowych dominują Chińczycy.

Na koniec uwaga do fantastów, którzy ekscytują się perspektywami E–learning.

To bardzo wygodna proteza nauczania dla młodzieży z oddalonych ośrodków, której nie stać na stancję i utrzymanie w mieście.

Nauczanie to interakcja z mistrzem. Nauczanie przez komputer tak się ma do prawdziwej edukacji jak seks- telefon do miłości.

Pewien przypadkowy w naszej bacówce gość usiłował mnie kiedyś przekonać, że pornografia ( w Internecie) daje takie bogactwo bodźców jakich nigdy nie da realny stosunek. Na jego usprawiedliwienie przyjęłam, że był mocno znieczulony. Został wyśmiany przez moje – dorosłe już- dzieci, co go bardzo zabolało.

Podobnie traktuję argumenty na temat wizualizacji wszelkich zagadnień fizykalnych, obrazu tropikalnych mórz i rozwiązań wszelkich zadań matematycznych obecnych w sieci.

Moim uczniom zabroniłam korzystania ze stron samopomocowych, gdyż nie mam czasu ani ochoty prostować znajdujących się tam bredni. A co do traktowania Internetu jako mistrza.  Proponuję wklepać w wyszukiwarkę hasło „prawdziwe zdjęcia duchów” i potem uwierzyć w to co zobaczycie i posługiwać się tym w dyskusjach.

Izabela Brodacka

źródło: dakowski.pl

więcej o tzw. „edukacji” – PAN daje przykład jak “edukowac” (nie)należy – są pierwsi POsłuszni

i fragment z Feliksa Konecznego:

„Pozwolę sobie jeszcze na jedną uwagę; nie znające się na rzeczy władze państwowe narzucały szkole już od dwóch pokoleń kult miernoty. Wyniknęło to z mylnego zapatrywania, jakoby społeczeństwa rozkwitały przez podnoszenie przeciętnego poziomu. Skutek wzięto za przyczynę. Przeciętna miernota podnosi swój poziom automatycznie w miarę, jak niebosiężnieją szczty. Życie historyczne społeczeństw rozwija się przez wybitność personalizmów, a gdy tego zabraknie, poziom społeczny opada. Ogół winien służyć talentowi za piedestał. Dbajmy o szczyty, a reszta na pewno się znajdzie. Gdy ogół przestaje patrzeć w górę (bo nie ma na co), przestanie też stąpać pod górę. Zupełnie to fałszywa droga, żeby szkołę urządzać dla miernoty, a zdolniejszych oddawać do osobnych szkół, na „elitę”. Doświadczenie poucza, jak dalece nie sposób orzec na pewno, który z żaków szkolnych rozwinie się w talent, a który stępieje potem na miernotę; toteż wybieranie „elity” pomiędzy chłopcami jest po prostu fałszywą grą. Tacy wybrańcy tępieją zwykle od samej zarozumiałości. Są to eksperymenty antypedagogiczne. W klasie zaś szkolnej zdolniejsi są niezbędni, ażeby stanowić drogowskaz w górę i zachętę.
Nie należy też obniżać poziomu klasy balastem uczniów leniwych, tępych, krnąbrnych. Jeżeli nauczyciel ma być odpowiedzialnym za wyniki nauczania, musi szkoła mieć prawo, żeby się pozbywać uczniów niepożądanych i wydalać ich. Ukochanie miernoty doprowadziło do tego, że można siedzieć trzy lata w jednej klasie.” („Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”)

polecam również: “Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”…

Edukacja - Vitek Skonieczny

Edukacja – Vitek Skonieczny

…problemem jest PANstwowa edukacja, czyli upolitycznienie tych usług na „rynku”. Dziś się po prostu nie opłaca myślec samodzielnie, bo tylko „myślący” pod tzw. klucz mogą liczyc na przychylnośc MONOPOLISTY na „rynku” edukacji, czyli tzw. „państwa”… Trzeba zatem temu państwu ZABRAC ten monopol i oddac go w ręce ludzi na wolnym rynku. Wielośc podmiotów i swoboda (bez MENowskiego sztampowego programu) kształcenia wywoła konkurencję – tj. rywalizację, która w walce o klienta wymusi na podmiotach zajmujących się edukacją stałe podnoszenie kwalifikacji kadry i poziomu szkolnictwa… Ludzie podziękują nieefektywnym szkołom a będą wybierac ich zdaniem (a nie zdaniem idiotów z rządu) przydatne i potrzebne na rynku pracy czy ideologicznie szkoły. Dziesięc razy się zastanowią do której szkoły posłac dzieci kiedy będą musieli płacic za to ze swojej kieszeni… Innej drogi nie ma!

…Odys

polecam również: Wielkie żarcie się kończy! Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie.

Advertisements

38 comments on “Izabela Brodacka: Jesteśmy idiotami??” – Przez uprzejmość nie zaprzeczę czyli….

  1. bardzo celne uwagi, pamiętajmy jeszcze, że szkoły głównie „przygotowują” do testów, które zaczynają się już w 3 klasie szkoły podstawowej; uczeń nie musi umieć myśleć i analizować, wyciągać wniosków, ma się „wstrzelić” w klucz, przykre… a efekty niestety widać…

    Lubię to

    • Dlatego bardzo ważne jest żeby rodzice byli świadomi czego ich pociechy są uczone i żeby w związku z tym podjęli odpowiednie kroki zaradcze. To w końcu chodzi nie tylko o przyszłośc dzieci ale i samych rodziców. Państwo nie zdaje egzaminu

      Lubię to

      • Fakt, tylko ilu rodziców ma tą świadomość i możliwość podjęcia kroków zaradczych? Szkoła jednak powinna UCZYĆ, albo chociaż dać skuteczne instrumenty. Niestety tego nie robi. A cóż nawet świadomy rodzic może zrobić? Cały proces edukacji od podstawówki do liceum to pomyłka. Wydłużono edukację a ograniczono programy. Od uczniów wymaga się określonych sztampowych zachowań edukacyjnych, przykłady można mnożyć, nauczyciele też nie zawsze są dobrze merytorycznie przygotowani. I mówię to nie tylko jako rodzic, ale też nauczyciel.

        Lubię to

      • No niestety dopóki mamy to co mamy (a mamy poważny problem) to odpowiedzialnośc spoczywa właśnie na tej świadomej części społeczeństwa… Tymczasem należy uświadamiac ludzi do czego to dąży i przekonywac że potrzebujemy zabrac państwu monopol na naukę… Pozostaje jednak ciągle kwestia wychowania z ktorego to obowiązku żaden rodzic nie jest zwolniony.

        Lubię to

    • Matura z języka polskiego to nauka sztampowego podejścia do tematu, rozwiązywania testów, pisania oczywistych skojarzeń i pomijania niuansów, jak i własnego zdania. Znałam dziewczynę, zdolną literacko, poetkę, dziennikarkę, już w czasie liceum z sukcesem w postaci wydania tomiku oraz licznych nagród literackich. Do tego działalność w gazetce szkolnej. Przyszedł czas matury, została „przystrzyżona” do poziomu klucza testu, 60% z poziomu podstawy…

      Lubię to

  2. W nowej podstawie programowej ministerstwo chwali się „sukcesem edukacyjnym”, czyli zwiększeniem liczby maturzystów i studentów. Gimnazjum miało na celu wydłużenie obowiązkowej nauki o rok. Nie wiadomo czy to ma być powód do dumy, czy to wstydu, jednak aby coś było dostępne dla większości, musi być łatwiejsze, czyli trzeba z czegoś zrezygnować, spuścić z tonu, obniżyć loty.

    Lubię to

    • „Sukces” polega na tym, że rząd wydłuża w ten sposób czas pozostawania młodych ludzi poza rynkiem pracy (poprawia sobie w ten sposób statystykę bezrobocia). To oczywiście powód do wstydu. Rząd chowa głowę w piasek a w głowy dzieci i młodzieży kładzie sieczkę która nie przygotowuje ich w żaden sposób do wejścia w dorosłe życie… Jednocześnie zdaje się nie zauważac, że „hoduje” sobie armię „oburzonych” której może nie byc w stanie kontrolowac kiedy ci młodzi zorientują się że „ktoś” ich oszukał… Władza piłuje gałąź na której siedzi.

      Lubię to

      • Widziałam rzesze studentów, zwłaszcza z pedagogiki, którzy snuli się jak cienie i tylko szukali okazji jak zakombinować wpisy, jak nie przyjść na zajęcia, jak załatwić lewy wpis z praktyk przy jak najmniejszym wysiłku. Zero przygotowania warsztatowego do pracy, sama teoria i to jeszcze okrojona i była jakaś miażdżąca atmosfera oszustwa, przekrętu, dostawiania tytułu naukowego za nic. Patrząc na tych „studentów” dziwiłam się, dlaczego nie znaleźli się w zawodówkach. No właśnie, a co stało się z kształceniem zawodowym? Z cechami rzemieślniczymi? Ze szkołami przyzakładowymi? Ja sama z wielką chęcią skończyłabym szkołę zawodową, tyle że młody człowiek, głupi, nie wiedział co wybiera.

        Lubię to

      • Tu właśnie „leży” (dosłownie!) odpowiedzialnośc rodziców (oczywiście nie na etapie studiów bo to już dorośli! ludzie, ale trochę wcześniej) żeby rozmawiac poważnie z dziecmi o przyszłości a nie wypychac je z domu na studia bo tak to wygląda… Kolejne rzesze bezrobotnych co roku rozczarowane w zderzeniu z rzeczywistością kończą nieprzydatne kierunki..do tego niedojrzałe do życia w społeczeństwie bo jedyne czego się nauczyli to migania się od odpowiedzialności za własne życie. Katastrofa powtarza się co rok

        Lubię to

      • śmiem się nie zgodzić… oni piłują gałąź na której będzie siedział kto inny za parę lat ;] do swojego gniazda by kupy nie robili.

        Lubię to

      • 🙂 ale ci „inni” to przyszli bezrobotni a nie podatnicy… i do tego baaaardzo niezadowoleni… Taki niezadowolony tłum będzie protestował przeciwko ludziom systemu, który obiecał że o nich zadba… który karmił ich bajką o tym że studia i „dyplom” załatwią sprawę, podczas gdy nie została załatwiona najważniejsza sprawa – miejsca pracy, których ubywa… Robią kupę i to dużą… Kwestia jest tego typu czy robią to celowo czy są po prostu bandą idiotów

        Lubię to

  3. mój tata jest nauczycielem fizyki, i twierdzi, że „produkty gimnazjum” ( jego określenie) tak uzależniły się od maszynek, że jak ma podzielić 28 przez 4 i coś mu się niechcący źle wciśnie, w związku z ty wychodzi wynik 1024 to wpisuje. zero zastanowienia jak mógł wyjść taki wynik

    Lubię to

    • Powiem tak… Powinno się takie dzieci „odsiewac”… Kiedyś się po prostu nie przepuszczało do następnej klasy. W szkołach średnich uczą się dzieci które powinny co najmniej całe gimnazjum powtórzyc… „Ktoś” te dzieci jednak przepuszcza i daje promocje do następnej klasy… Tak nie powinno byc!

      Lubię to

    • ale się nie odsiewa, bo podstawówkę i gimnazjum każdy musi skończyć; najpierw wymagania obniża się poniżej poziomu śmieszności, a potem takiego delikwenta przepuszcza z klasy do klasy – niech dalej sobie z nim radzą…

      Lubię to

      • Bo liczą się etaty w przechowalni żeby upchnąc jak największą liczbę bezrobotnych poza rynkiem pracy… Lobby nauczycielskie jakie wytworzyło się wokół placówek publicznych tudzież „niepublicznych”, ale jednak uzależnionych od publicznych pieniędzy – o decyzjach administracyjnych nie wspominając – okopało się na państwowym żerowisku i gra na równi z władzą. Tylko prywatyzacja szkolnictwa może wymusic podniesienie poziomu i prawdziwą selekcję na tym rynku usług.

        Lubię to

  4. Nie zgodzę się w jednej kwestii: deprecjonowania internetu i e-learningu. Przygotowuję się właśnie do obrony pracy magisterskiej, wcześniej skończyłam dwa kierunki na poziomie licencjatu w trybie MISH. Na każdym moim roku byłam najlepszą studentką. I nadal uważam, że najwięcej nauczyłam się dzięki internetowi. Rozwijający się obecnie ruch MOOC-ów (masowych otwartych kursów przez internet) – takich jak Coursera czy edX – jest dla mnie najlepszym i najciekawszym sposobem nauki. Studiuję obecnie na UW (licencjat robiłam na UŁ, w tym trzeci rok na UMK w ramach programu MOST). Na wszystkich tych uczelniach ciężko jest znaleźć zajęcia, które dorastałyby poziomem do tych oferowanych przez MOOC-i. Owszem, jest trochę takich, które przerastają wszystko – ale na kilka tysięcy godzin zajęć, w jakich uczestniczyłam przez ostatnie 5 lat, były to trzy, może cztery przedmioty, które były prowadzone przez naprawdę wybitne postacie.

    Dodatkowo MOOC-i są dla mnie przyjazne, ponieważ jestem osobą aspołeczną i nie odczuwam przyjemności z siedzenia z ćwierć-inteligentami na zajęciach. Kurs internetowy daje tę przyjemną możliwość nauki bez obecności innych uczniów.

    Dlatego polecam serdecznie poczytać najpierw o takich sprawach, a dopiero potem wygłaszać ogólne, nieprzyjemne i krzywdzące sądy.

    Lubię to

    • Powiedzmy sobie szczerze… E-learning sprawdza się TYLKO w wypadku jednostek potrafiących samemu się zmobilizowac do wytężonej pracy przez co SAMI SOBIE przynoszą wymierne korzyści. Tu nie chodzi o sposób pozyskania wiedzy, ale o samodzielną pracę młodego człowieka, który posiada do tego predyspozycje osobowe. Wielu zna Pani ludzi podobnych do Pani? Większości młodych ten typ nauczania nie mobilizuje do niczego! No bo jak sobie Pani wyobraża tego jak się Pani wyraziła „cwiercinteligenta” że się sam mobilizuje to takiej pracy jaką Pani wykonuje – bo to o nich właśnie jest mowa bo w nich leży problem… Pani odosobniony przypadek to promil, ale nie będę się „ścierał” za autorkę artykułu że ma w 100% rację bo nie znam badań na ten temat a mogę się tylko domyślac obserwując „pęd do wiedzy” młodych po tym co mówią z własnego doświadczenia osoby takie jak autorka artykułu 🙂

      Lubię to

  5. Pingback: Quo vadis “polska” edukacjo? czyli… Mickiewicz i Sienkiewicz w odstawkę. | Odys Syn Laertesa

  6. Pingback: Pieniądze przemówiły. “Laboratorium w Toruniu” przestanie istnieć. | Odys Syn Laertesa

  7. Pingback: Ordo Iuris: MEN chce ręcznie sterować szkołami i ingerować w prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami. Rodzice trzeci raz zbierają podpisy. | Łódź Odysa

  8. Pingback: Gimnazjaliści nie radzą sobie z trudniejszymi zadaniami, ale szkołę lubią. Prawo do odręcznego pisania. Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem. | Łódź Odysa

  9. Pingback: O patologiach na polskich uczelniach. Podręcznikowa korupcja w szkołach. Potrzebujemy nowej koncepcji nauczania matematyki. | Łódź Odysa

  10. Pingback: W kolejną rocznicę napaści nazistów… o agenturze wpływu w ramach przymusowej „szkoły publicznej”, oraz o patriotyzmie w ramach edukacji domowej. | Łódź Odysa

  11. Mam pytanie do autorki tekstu. Jeżeli ktoś nie ma uzdolnień matematycznych i po prostu nie rozumie matematyki to czy Pani zdaniem nadaje się do liczenia 2+2 na kasie? A co jeśli ta osoba jest np świetna z języków obcych, geografii czy historii?

    Lubię to

    • Oj… autorka jest tylko cytowana. Ale pozwolę coś od siebie w tej kwestii. Matematyka to nie tylko wzory i liczenie, to również bardzo ważna umiejętność racjonalnego patrzenia na świat… W związku z tym każdy nadaje się do tego przedmiotu, ale nie każdy musi się w nim spełniać jako specjalista od całek 🙂 Taka różnica jeśli Pan/Pani rozumie co mam na myśli.
      Poza tym ten kto potrafi liczyć nie musi liczyć na innych i a przez to nie musi się martwić o to że ktoś go oszuka/wyzyska.
      Jeśli ktoś spełnia się w innych „przedmiotach” (naukach) to nie oznacza że ma być kulawy pod względem matematycznym. Jedno nie stoi w konflikcie z drugim, ale też nie może zastąpić (i nie zastąpi) braków w wiedzy matematycznej. Jeśli się ktoś uprze to oczywiście może „wszystko”… tylko po co? Czy takiemu komuś kto się uparł że mu matematyka nie jest do niczego potrzebna (co samo przez się jest nieprawdą bo matematyka jest niemal wszędzie) będzie przez to w życiu łatwiej? Uważam że nie.

      Lubię to

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s