Jacek Drozd: Konfederacja Barska… przyczyny, przebieg i skutki


„…W 1766 roku Fryderyk II pouczał swego posła, że „W gruncie rzeczy byłoby dobrze i pożytecznie, gdybyś pan znalazł ludzi, którzy by pracowali przeciwko załatwieniu tej sprawy; można by to sprawić przez trzecie albo czwarte ręce”. Wtórował mu Nikita Panin: „Sprawa dysydentów nie ma być zupełnie pretekstem do rozkrzewienia w Polsce naszej wiary i protestanckich wierzeń, lecz jedynie dźwignią gwoli pozyskania sobie za pomocą naszych jednowierców i protestantów silnego i przyjaznego stronnictwa z prawem uczestnictwa we wszystkich polskich sprawach”. Prusy i Rosja zażądały równouprawnienia dla różnowierców (równouprawnienia politycznego, ma się rozumieć, bo prawa cywilne już posiadali. Dodajmy na marginesie, że takiego równouprawnienia dla „dysydentów” nie było w tym czasie ani w Prusach, ani w Rosji, a także we Francji, Anglii – po prostu nigdzie). W tej sprawie do akcji ruszyły także ówczesne „autorytety moralne” i „środowiska opiniotwórcze” w postaci zachodnich filozofów, kreując obraz Rzeczypospolitej jako gniazda straszliwej nietolerancji i fanatyzmu religijnego (nota bene przybyły w 1767 roku do Warszawy nuncjusz papieski Durini oskarżał Rzeczpospolitą o odstępstwo od wiary). Z żądaniem przywrócenia dawnego równouprawnienia dysydenci wystąpili już na sejmie konwokacyjnym. Na sejmie w 1766 roku Rosja i Prusy, wsparte przez przedstawicieli Anglii, Danii i Szwecji, zgłosiły podobne żądania wobec Rzeczypospolitej. Zażądano przy tym także rozwiązania konfederacji generalnej oraz przywrócenia liberum veto.

Propozycje te spotkały się z gorącym przyjęciem ze strony opozycji antykrólewskiej i „antyfamilijnej”. Zresztą, nie chcąc narażać się szlachcie i Rosji, Familia zaczęła oddalać się od Stanisława Augusta Poniatowskiego. Do Rzeczypospolitej wysłane zostały nowe oddziały wojska carskiego, pod osłoną których w marcu 1767 roku zawiązano dwie konfederacje dysydenckie – polską w Toruniu i litewską w Słucku. Były one jednak za słabe, by zaważyć na układach politycznych w Rzeczypospolitej. Z inicjatywy ambasadora rosyjskiego doszło więc do zawiązania 23 czerwca 1767 roku w Radomiu, pod przewodnictwem Karola Radziwiłła „Panie Kochanku”, konfederacji generalnej szlachty katolickiej przeciwko królowi.

Konfederaci potępili dotychczasowe reformy i wysłali poselstwo do Katarzyny II z prośbą o gwarancje dla dawnego ustroju oraz detronizację Stanisława Augusta Poniatowskiego. Na sejmie zebranym jesienią 1767 roku przywrócono prawa dysydentów: mogli oni znów pełnić wszelkie funkcje publiczne, uzyskali swobodę kultu i prawo budowy świątyń oraz szkół. Katolicyzm został przy tym uznany za religię panującą („przejście od Kościoła rzymskiego do jakiejkolwiek innej religii […] za kryminalny występek deklarujemy”). Nie zniesiono też kar za apostazję. Ponadto sejm ustanowił tzw. prawa kardynalne, zaliczając do nich: wolną elekcję, liberum veto, prawo wypowiadania posłuszeństwa królowi, wyłączne prawo szlachty do piastowania urzędów i posiadania dóbr ziemskich, władzę szlachcica nad chłopem (co prawda XX paragraf głosił, że „od tej pory za zabicie chłopa szlachcic już nie grzywną, lecz utratą własnej głowy swojej” ma być karany), zasadę neminem captivabimus, unię z Litwą i przywileje Prus Królewskich.

Zasadzie jednomyślności podlegać miały tzw. materie stanu, tzn. sprawy dotyczące polityki międzynarodowej, podatków, wojska, sposobu sejmowania, rządu i wymiaru sprawiedliwości. O kwestiach nie należących do „praw kardynalnych” oraz „materii stanu” miało się w przyszłości rozstrzygać większością głosów. Wszystkie postanowienia tego sejmu zyskały gwarancję imperatorowej Katarzyny II. Król na skutek nacisku posła pruskiego musiał też zrezygnować ze swego pomysłu sformowania Rady Nieustającej. Mimo zapisów zawartych w „prawach kardynalnych”, które były zgodne z jej oczekiwaniami, część szlachty katolickiej uznała, że i tak „oto przychodzi niemylne nadwątlenie i prawie powszechna zguba na wiarę świętą rzymską katolicką”. Ogólną sytuację pogorszyło dodatkowo aresztowanie (w nocy z 13 na 14 października 1767 roku) oraz wywiezienie do Kaługi na rozkaz ambasadora Mikołaja Repnina biskupów Kajetana Sołtyka, Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna Rzewuskiego. Taki krok poczyniony przez „schizmatyka” przelał czarę goryczy w grupie – nieco sfanatyzowanej – szlachty. Szykowano się z wolna do walki.

Walka miała być prowadzona pod hasłem detronizacji króla, powołania na tron Sasa oraz powrotu do zasad ustrojowych z tej epoki, mających być w mniemaniu konfederatów esencją „niepodległość” Ojczyzny.

Konfederacja barska

Jeszcze przed zakończeniem obrad sejmowych (29 lutego 1768 roku) zawiązała się w Barze na Podolu nowa konfederacja, której akt powstania – „konfederacji prawowiernych chrześcijan katolickich rzymskich” – ogłosili starosta warecki Franciszek Pułaski oraz starosta różański Michał Krasiński. Niewielka grupa szlachty podolskiej uzyskała wkrótce poparcie kilku sąsiednich województw, do ruchu przyłączyła się też część wojsk komputowych. W manifeście nawołującym do walki z królem oraz popierającą go Rosją stwierdzano m.in.: „Ale jest Bóg w Jeruzalem, jest jeszcze i prorok [konfederaci mieli na myśli karmelitę Marka Jandołowicza], który wszystkie wróży pomyślności”. Z „Pieśni konfederatów” możemy dowiedzieć się, że „choć się spęka świat i zadrży słońce, chociaż się chmury i morza nasrożą, choćby na smokach wojska latające – nas nie zatrwożą” i dalej że „Bóg jest ucieczką i obroną naszą, póki On z nami, całe piekła pękną – ani ogniste smoki nas ustraszą, ani ulękną”. Tymczasem rzeczywistość okazała się bardzo bolesna i brutalna. Wprawdzie przez oddziały konfederackie przewinęło się w czasie działania całego ruchu do 200 tys. ludzi, jednak najwyższy stan wojsk wahał się jednorazowo od 10 do 20 tysięcy. Były to przeważnie oddziały nieregularnej jazdy, niedostatecznie uzbrojonej, niewyszkolonej i słabo zdyscyplinowanej. We znaki dawał się barzanom również brak piechoty. Kadra oficerska była pozbawiona jednolitego dowództwa, skłócona i niewyszkolona. Większość walk konfederackich miała charakter niepowiązanych ze sobą, lokalnych akcji. Mimo niewątpliwej ofiarności i gotowości do poświęceń wojsko konfederackie skazane było na działania o charakterze partyzanckim, prowadzone zresztą przez nie w sposób mało wydajny. Polegały one zasadniczo na wzniecaniu coraz to nowych ognisk niepokoju oraz nękaniu wojska rosyjskiego.

Taka taktyka wobec przewagi przeciwnika (wojska rosyjskiego i korpusów koronnych) nie dawała szans na osiągnięcie decydującego sukcesu. Co prawda w końcu 1770 roku konfederaci usiłowali zmontować stała linię obronną nad górną Wisłą, spoza której mogliby prowadzić dalsze działania nękające, ale akcja ta, podjęta na wniosek francuskiego doradcy wojsk konfederackich, gen. Karola Franciszka Dumourieza, przyniosła nikłe efekty. Konfederatom udało się bowiem utrzymać dłużej jedynie Lanckoronę i Tyniec. Porażkami zakończyły się próby wzniecenia walk na Litwie, doraźne sukcesy odnosił także najlepszy dowódca konfederacki Wielkopolski, Józef Zaremba, przy czym konfederaci musieli pamiętać o edykcie króla Prus zabraniającym konfederatom zbliżania się do granic pruskich na trzy mile.

Jakby tych wszystkich problemów było mało, na terenach ukrainnych Rzeczypospolitej pojawił się jeszcze jeden. Otóż tamtejsi chłopi, przy wsparciu Kozaków, wystąpili przeciwko polskiej szlachcie. Sławną „koliszczyzną” kierowali Maksym Żeleźniak i Iwan Gonta, setnik nadwornych Kozaków rodu Potockich. Kierowane przez nich oddziały rozprawiały się bezwzględnie ze szlachtą, a także Żydami-arendarzami, jak np. miało to miejsce w Humaniu. Jak wyraził się na ten temat Paweł Jasienica: „Pierwsza faza ruchu barzan utonęła we krwi wytoczonej przez święcone po klasztorach prawosławnych noże chłopskie”. Trzeba przyznać, że gwałty zadawane przez konfederatów mocno przyczyniły się do takiego stanu rzeczy. Rosja najpierw wsparła nieoficjalnie hajdamaczyznę, a potem – otwarcie i gromko – przyczyniła się do jej wytępienia, wspomagając wojska koronne walczące z hajdamakami. Pewne nadzieje na lepsze czasy dla konfederacji rozbudził wybuch wojny rosyjsko-tureckiej w październiku 1768 roku. Sułtan Mustafa III mówił o rozpoczętej wojnie jako o wojnie polskiej („Rosja ośmieliła się zniszczyć wolność Polski, zmusiła Polaków do uznania za króla człowieka, który nie był ani księciem krwi, ani elektem narodu”), a Tatarzy obiecywali bezpośrednią pomoc konfederatom….” (Jacek Drozd całośc tu: Najwyższy Czas!)

podobne: Targowiczanin herbu “Ciołek” i jego naśladowcy herbu “euro”

Konfederacja Barska - Kazimierz Pułaski pod Częstochową - obraz Józefa Chełmońskiego

Konfederacja Barska – Kazimierz Pułaski pod Częstochową – obraz Józefa Chełmońskiego

Advertisements

3 comments on “Jacek Drozd: Konfederacja Barska… przyczyny, przebieg i skutki

  1. Pingback: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm | Odys Syn Laertesa

  2. Pingback: Konstytucja 3 maja. Masońska czy nie masońska? | Łódź Odysa

  3. Pingback: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) |

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s