Marsz „sztywnych” i marsz „faszystów” czyli dwie (a nawet trzy) Polski wg. Andrzeja Talarka


Po ostatnich obchodach Święta Niepodległości można odnieść wrażenie, że w Polsce wykształciły się na stałe dwa modele czczenia tego święta. Modele, których założenia i sposoby realizacji leżą na przeciwnych biegunach naszej rzeczywistości, tak jak na jej przeciwnych biegunach są z jednej strony bogaci ludzie, o zapewnionej przyszłości, a nawet ci mniej bogaci, ale chcący świętego spokoju, a na drugiej ludzie nie widzący przed sobą perspektyw w tej Polsce, którą dostali na maturę swej młodości.

Pierwszy model, którego doskonałą egzemplifikacją są mieleckie obchody tego święta, wzór pewnie powielany w tysiącach gmin i powiatów całej Polski, z mniejszym czy większym rozwinięciem pewnych elementów, polega z grubsza na tym, że miejscowi dostojnicy i politycy, wsparci (pod przymusem) kadrą zależnych od nich instytucji i szkolnymi dziećmi, a także wspierani przez osoby „aspirujące” a bardzo lubiące się „pokazać w towarzystwie” odprawiają mszę dziękczynną za Ojczyznę, która dała im dużo i są jej wdzięczni, a potem z kwiatami kupionymi za nasze pieniądze, udają się pod jakiś pomnik czy tablicę, gdzie w śmiertelnej powadze te kwiaty składają w ustalonym z góry porządku i obrządku. Zwykli obywatele w tych igrzyskach – skądinąd, wg. mnie, potrzebnych – nie biorą wcale udziału, bo im to zwyczajnie zwisa.

Drugi model to w zasadzie Marsz Niepodległości i jego mniejsze mutacje w różnych miejscach Polski. Ma szczytnie założenia, jego uczestnicy najczęściej sami finansują swoje wyjazdy czy flagi, ale ma jedną przypadłość: zazwyczaj kończy się rozróbą. I nie jest ważne, czy te rozróby to prowokacje, czy chuligańskie wybryki pijanych kibiców (zwanych kibolami), czy wylanie złości i frustracji młodych uczestników Marszu, którzy wraz z autentycznym patriotyzmem przynoszą na Marsz autentyczną frustrację i gniew przeciwko państwu, które – ich zdaniem – nie daje im tego, co powinno.

Bo o ile w marszach pierwszego rodzaju udział biorą ci, którzy są zadowoleni – i chyba nie budzi to niczyjej wątpliwości – to w marszach drugiego rodzaju biorą udział niezadowoleni z istniejącego stanu państwa, w którym żyją. Tu zapewne nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale i o to po części chodzi.

Adam Michnik w Wyborczej z 31 sierpnia poprzedził swoim wstępem esej zatytułowany „Ludzie zbędni w służbie przemocy”, autorstwa wielkiego polskiego socjologa z przedwojnia, Stefana Czarnowskiego, który w 1936 roku pisał o rodzącym się w Polsce faszyźmie. Faszyzm to dyżurny temat Michnika, ale w tym przypadku długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego Michnik ten esej zamieścił. Bo czytając o roku 1936 – gdyby nie parę wtrętów typu „koński zaprzęg” – mamy jak na dłoni super dokładny opis sytuacji w dzisiejszej Polsce. Takie same problemy z biednymi i bezrobotnymi, takie same problemy ekonomiczne, ba, bliźniacze wręcz sytuacje z kapitałem i jego stosunkiem do rzeczywistości. A to przecież prawie 80 lat temu. Kilka cytatów, by nie zanudzać… „Bez pracy, bez nadziei, pełni poczucia niższości – to z nich rekrutuje faszyzm swoje czarne i brunatne koszule”. Powstaje na naszych oczach armia wykolejeńców, coraz liczniejszy margines.” Pomnożenie tego marginesu „następuje w łączności z wyżej wspomnianym związaniem – zmonopolizowaniem środków produkcji i prawa do wykonywania zawodu przez klasy uprzywilejowane”. Do zwycięstwa faszyzmu potrzebne jest istnienie marginesu społecznego, czyli ”jednostek zdeklasowanych, niemających określonego społecznego statutu, z punktu widzenia produkcji materialnej i intelektualnej uważanych za zbędnych i za takich się uważających.” „Kartelizacja doprowadza do zamykania warsztatów w imię usunięcia konkurencji. Racjonalizacja – do ograniczenia ilości robotników. W rezultacie olbrzymie rzesze bezrobotnych tracą wszelką nadzieję znalezienia kiedykolwiek zatrudnienia, a młodzież – z roku na rok liczniejsza – znajduje wszystkie drzwi przed sobą zamknięte” Itd., itp. Kto ciekawy, doczyta.

Do dzisiaj nie wiem, dlaczego to wielkie oskarżenie tamtej II RP Michnik zamieścił w swojej gazecie.
Bo wynika z niego, że za rodzenie się faszyzmu odpowiedzialne było tamto państwo. A ponieważ to nasze, obecne państwo, popełnia dokładnie te same błędy można je oskarżyć o rodzący się w Polsce faszyzm. Oskarżyć rząd, nie tych młodych ludzi.
Jeśli ja tego nie robię, to z jednego prostego powodu – nie wierzę, że to, co się dzieje w Polsce, to odradzanie się faszyzmu. Ale cała reszta spraw pozostaje.
I te marsze niepodległości są – moim zdaniem – takim okrzykiem niezadowolenia, buntu tych, którzy znaleźli się na marginesie społeczeństwa.
Można będzie – i chyba tego rychło doczekamy – zakazać takich marszy, ale gniewu tych młodych ludzi stłumić się w ten sposób nie da i on znowu znajdzie sobie ujście gdzie indziej, może w sposób bardziej brutalny.

Ci ludzie, obserwowani przeze mnie pod Pałacem Kultury (sic), to nie była żadna prawica, żaden ruch narodowy, żaden patriotyzm. To tępa, by nie powiedzieć brutalna, siła. Stałem na Placu Defilad i obserwowałem zorganizowane grupy młodych ludzi. Obok nas stała grupa z Dębicy. Nie słuchali przemówień kombatantów, nie słuchali patriotycznych piosenek, patriotycznych deklaracji. Słuchali swojego przywódcy, kiedy zacząć krzyczeć. Inni, zamaskowani jak Palestyńczycy, rzucali petardami. Ja nie twierdzę, że wszyscy tak się zachowywali. Było wielu studentów, którzy rozdawali ulotki, gazetki, widać, że byli zaangażowani. Pewnie reprezentowali tę narodową prawicę.
Ale wielka część była po prostu przeciw, była antysystemowa. Dlatego pewnie między innymi PiS odciął się od tych obchodów, bo nawet jakby kiedyś zdobył władzę, to ci ludzie będą przeciw niemu, bo będą przeciw państwu, które nie jest w dużej mierze dla nich.

Zrobiły się nam dwie Polski, a właściwie trzy. Polska ludzi zadowolonych, idących w pierwszym pochodzie, Polska ludzi odrzucanych, idących w pochodzi drugim, może prosto do faszyzmu, jak chce Michnik, a na pewno do przemocy, i Polska ludzi siedzących w domu albo wyjeżdżających za granicę.
Nie wiem, do kogo apel kierował Prezydent Komorowski, by iść w pochodzie razem. Jeśli do tych młodych ludzi, to chyba nie wiedział, co mówi.

Jak ktoś myśli, że jestem „za” – za czymkolwiek – to się myli. Ja w takich razach przywołuję przykłady mądrych narodów, które umiały zapobiegać złu, nie zmuszane siłą ulicy.
Tylko czy ktoś u nas tak myśli, składając sztywno wieniec pod pomnikiem jakiegoś bajkowego szewca? Kiedy za jakiś czas z taką samą powagą złoży wieniec naszym „wyzwolicielom”? A zapomni o prawdziwych bohaterach, zamordowanych tak niedawno.

Ps. Ten wiersz napisałem dwa miesiące temu po przeczytaniu w/w eseju.

Faszyści

Nie jest ważne, w jakiej kolumnie maszerują,
w jakie szaliki zawinęli twarze
ani jakie emblematy trzymają nad głowami,
gładkimi jak globus, nad którymi sztandary.

Nie jest ważne, jaką śpiewają pieśń.
O swojej drużynie, o futbolu, o bojówce w glanach,
o „żydach” czy o rycerzach spod kresowych stanic.
Każda brzmi tak samo groźnie
jak ochrypły krzyk w ustach tysięcy.

Patriotyczne uniesienia przeplatane
wstążką bluzgu, układają w warkocz,
który ma łączyć drobne siły jednostki
w nierozerwalną linę wspólnoty.

Opaszą nią świat, który ich wyrzucił
na zewnątrz, uczynił outsiderami
cywilizacji, nie dał pracy ani nadziei,
zacisną mu ją na szyi,
zabiorą oddech ,
dobre samopoczucie.

Starzy ludzie oskarżą ich o zakłócanie
ciszy nocnej, świętego spokoju,
uporządkowanego w swej powolności
ciągu myśli.

Gazeta nazwie ich faszystami,
naśle na nich policję, wdepcze w ziemię,
zorganizuje medialną rzeź.
Telewizja pokaże umiejętnie
wykrzywione twarze, lśniące potem
w blasku ognia. Wyda wyrok: winni!

Swojego nieszczęścia?

Na co mogą liczyć? Kiedy ani pracy,
ani przyszłości, ani nadziei!?
Na kim się mogą oprzeć? Kiedy
nie stać ich na rodzinę!?

Z braku miłości rodzi się samotność.
Z braku perspektyw rodzi się frustracja.
Są wpychani w zbiorowy amok,
w dudniące równym marszem szaleństwo.
Kto jest winny, że stają się winni?

Państwo,
dla którego są wyrzutkami,
ludzkim nawozem, na którym ma rozkwitać
jego pomyślność, z której nie korzystają.

Dlatego chcą wziąć ją siłą.

źródło: felieton.blog.onet.pl

….Dobry felieton… Zwłaszcza wnioski autora w kontekście istoty buntu ludzi młodych, którzy chodzą (uważam podobnie jak autor) na „marsze” (różnego rodzaju) nie po to żeby manifestować patriotyzm, ale wyrazić frustrację z powodu mizerii dnia codziennego i przyszłości, która jawi się dla nich w czarnych barwach, pomimo wszechnachalnej propagandy sukcesu i cukierkowej „zielonej wyspy”… Wielkie żarcie zadowolonych z siebie „elit” i tych którym „skapło” kiedyś się skończy. Ci którzy na tym “wielkim żarciu” zarabiali pieniądze kłamiąc i wbijając do głów młodym ludziom fałszywą ideologię o „sprawiedliwości społecznej” (że “każdemu się należy”), będą kiedyś musieli wypić piwo życia w społeczności którą SAMI sobie “wyhodowali”. To jest w “społeczności” (już nie narodzie) opatrzonej „światowego życia” w „serialowej rzeczywistości”, ale uświadomionej “życiowym kopem”, że dla nich zabrakło bo ich tak naprawdę “plan” nie obejmował a tylko wycisnął na potrzeby tzw. “elit”.

Sfrustrowanych i rozczarowanych “dyplomem uczelni” – który żarcia wbrew szumnym zapowiedziom i obietnicom demagogów i zaklinaczy nie daje – przybywa bowiem z każdym końcem roku szkolnego. Władza wyhodowała sobie roszczeniowców dając zły przykład rabunku obywateli w majestacie prawa i władza zbierze tej hodowli żniwo…Odys

polecam również: Wielkie żarcie się kończy… podobne: „Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce? oraz: Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm. i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. a także: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu. i jeszcze: „Szmaty” obraziły się na Pawłowicz… za własne słowa (sic!) polecam również: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców.

Świety gniew - Grzegorz Kmin

Świety gniew – Grzegorz Kmin

Reklamy

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s