„Ci cholerni cudzoziemcy” i „Niepotrzebni bohaterowie” czyli… Polscy lotnicy w bitwie o Anglię.


Polscy lotnicy wyróżnili się w czasie kampanii wrześniowej i zaznaczyli swoją obecność w czasie kampanii francuskiej. Szczególną jednak rolę odegrali w 1940 r., gdy rozegrała się – decydująca dla losów Wielkiej Brytanii i całej koalicji – powietrzna Bitwa o Anglię (8 VIII-31 X). Przemysł brytyjski produkował wystarczającą ilość maszyn, ale w tak krótkim czasie nie można było wyszkolić pilotów. Dlatego trudno jest przecenić rolę cudzoziemskich lotników wśród których największą grupę stanowiło 151 polskich pilotów. Walczyli oni zarówno w jednostkach brytyjskich, jak i w polskich dywizjonach myśliwskich 302 i 303 oraz bombowych 300 i 301. W czasie Bitwy o Anglię Polacy zestrzelili 203 maszyny Luftwaffe, co stanowiło 12% ogółu strat niemieckich w tej bitwie.

Sukcesy Polaków skłoniły dowództwo brytyjskie do rozbudowy polskich sił lotniczych: do lata 1941 r. powstało łącznie 8 dywizjonów myśliwskich i 4 bombowe. Później tworzono następne, a m.in. Polish Fighting Team (od nazwiska dowódcy zwany „cyrkiem Skalskiego”), który walczył w Afryce Północnej. Polscy piloci brali udział w walce z Luftwaffe osłaniając Anglię – m.in. zniszczyli 193 niemieckie pociski rakietowe V 1 i V 2 – i w wyprawach na kontynent, gdzie walczyli w osłonie eskadr bombowych, bombardowali wyznaczone cele (m.in. Zagłębie Ruhry, Hamburg, Bremę), osłaniali działania wojsk lądowych w czasie inwazji w czerwcu 1944 r. W 1944 r. polska jednostka lotnicza stacjonująca we Włoszech przerzucała do kraju ludzi i wyposażenie dla AK, a podczas Powstania Warszawskiego polskie załogi 91 razy startowały do lotów z zaopatrzeniem dla walczących. W latach 1940-1945 polskie dywizjony i Polacy służący w lotnictwie brytyjskim strącili na pewno 621 samolotów przeciwnika, a łącznie z kampaniami wrześniową i we Francji zestrzelono około 900 samolotów (i 189 prawdopodobnie). (Fantastyka Polska i Światowa)

„Bloody Foreigners” to pierwszy brytyjski dokument poświęcony dokonaniom polskich pilotów z 303. Dywizjonu Myśliwskiego Warszawskiego im. Tadeusza Kościuszki. Początki służby w angielskiej armii były dla polskich ochotników wyjątkowo trudne. Lotnicy nie umieli latać na angielskich maszynach, przeszkodą była też bariera językowa. Cudzoziemcy szybko jednak pokonali przeciwności i zaimponowali żołnierzom RAF-u swoją odwagą i skutecznością. Dywizjon 303 zestrzelił dwa razy więcej niemieckich samolotów, niż inne jednostki angielskiego lotnictwa. Mimo to po wojnie sukcesy zostały zapomniane, a na londyńskiej paradzie zwycięstwa w 1946 roku nie było ani jednego Polaka… 

Fragment wywiadu Niepotrzebni bohaterowie autorów książki „Sprawa honoru” z Pawłem Wrońskim:

(…)Wasza opowieść zaczyna się od opisu parady zwycięstwa. W 1945 r. w Londynie defilują Brytyjczycy i Amerykanie, a także Czesi, artylerzyści z Brazylii, żołnierze z Fidżi. Wśród wiwatującego tłumu stoi as polskiego lotnictwa Witold Urbanowicz. 

Olson: Bo Polaków nie zaproszono na paradę.

Rozmawiałem niedawno z brytyjskim historykiem, który twierdzi, że to tylko polska legenda. W rzeczywistości ich zaproszono. 

Olson: Ówczesny rząd brytyjski Clementa Attlee robił wszystko, by nie urazić Stalina. A dla Stalina polski rząd na emigracji był rządem faszystowskim – co prowadziło do paranoicznej konstatacji, że i polscy lotnicy, którzy walczyli z faszystami, byli faszystami. Jednak na zakaz udziału polskich żołnierzy w defiladzie ostro zareagowało dowództwo RAF. Angielscy piloci twierdzili, że z polskimi kolegami wspólnie walczyli przez całą wojnę i byłoby niesprawiedliwością, gdyby Polacy nie wzięli udziału w paradzie. Na krótko przed uroczystością rząd brytyjski się ugiął – zdecydował, że kilkunastu polskich lotników może defilować. Piloci powiedzieli wówczas „nie”. Nie będą maszerować bez swoich kolegów z marynarki, piechoty, czołgistów gen. Maczka.

Gdy wertowaliśmy archiwa brytyjskie, natrafiliśmy na wspomnienia i protesty brytyjskich pilotów, którzy uważali, że władze brytyjskie postąpiły z Polakami podczas parady zwycięstwa w sposób haniebny. 

Protestował też Churchill. 

Olson: Tyle że Churchill był wówczas w opozycji i osobiście nienawidził Clementa Attlee. Wcześniej jednak uczynił wiele, by do tego stanu doprowadzić.

Cloud: Trzeba jednak przyznać, że wśród Brytyjczyków zachowała się pamięć o polskich pilotach, którzy walczyli w obronie Anglii. Przekonaliśmy się o tym wielokrotnie, zbierając materiały do naszej książki.

W swojej książce piszecie, że polscy piloci przesądzili o wyniku bitwy o Anglię. Czy to nie przesada? 

Cloud: Tak nam mówili historycy angielscy. Podczas wizyty w Warszawie potwierdziła to brytyjska królowa Elżbieta II. W sierpniu 1940 r., w momencie gdy Dywizjon 303 wszedł do akcji, brytyjskie siły powietrzne RAF były w dramatycznej sytuacji. W ciągu dwóch tygodni zginęło 103 pilotów, 124 było poważnie rannych. To blisko jedna czwarta lotnictwa myśliwskiego. Na lotniska trafiali ledwo przeszkoleni młodzi ludzie, których wsadzano do samolotów, a ci od razu ginęli. Polaków jednak nie dopuszczano do akcji. Dowództwo uważało, że nie znają brytyjskiej taktyki i procedur.

W końcu jeden z pilotów, Ludwik Paszkiewicz, w czasie lotu ćwiczebnego nie wytrzymał, odłączył się od szyku i zestrzelił niemieckiego messerschmitta. Dzięki jego niesubordynacji dowództwo brytyjskie przekonało się, jak wartościowych ma sojuszników. Polacy wystartowali i niebawem Dywizjon 303 miałnajwięcej zestrzeleń.

Działo się to w najbardziej dramatycznym momencie bitwy o Anglię. We wrześniu 1940 r. Niemcy byli o krok od unicestwienia lotnictwa brytyjskiego. Gdyby zapewnili sobie panowanie w powietrzu, inwazja na wyspy była nieunikniona. Polacy przybyli z odsieczą niczym kawaleria w westernie. Dywizjon 303 miałnajwięcej zestrzeleń w całym RAF. 

Co różniło polskich pilotów od brytyjskich? 

Cloud: Polacy byli absolwentami najlepszej wówczas szkoły lotniczej w Dęblinie. Zgłaszała się tam przed wojną masa ludzi ogarniętych pasją latania. Byli najlepsi. Trening był nieprawdopodobnie ciężki i niebezpieczny. Jedno z ćwiczeń polegało na tym, że dwa samoloty leciały naprzeciw siebie na „czołowe zderzenie” i piloci musieli w ostatniej chwili wykonać manewr ominięcia. Piloci ćwiczyli też najbardziej niesamowite figury akrobatyczne. Notorycznie przelatywali pod mostem w Dęblinie.

Latali na samolotach starego typu, dlatego we wrześniu 1939 r. musieli bardzo blisko podlatywać do przeciwnika. W czasie bitwy o Anglię brytyjscy piloci byli zdumieni, że Polacy niemal taranowali wroga. A oni po prostu czekali, aż – tak jak w 1939 r. – samolot wroga „wypełni im cały celownik”. W końcu rzecz najważniejsza – Polacy mieli doświadczenie bojowe, walczyli z Niemcami w Polsce i Francji.

Polskim pilotom z Dywizjonu 303 w ciągu sześciu tygodni walk zaliczono 126 pewnych zestrzeleń, czyli dwa razy więcej niż jakiemukolwiek dywizjonowi brytyjskiemu. Z dnia na dzień stali się bożyszczami Anglii.

Niczym gwiazdy piłkarskie? 

Olson: Dokładnie tak samo. Jedną z walk powietrznych brytyjska gazeta skwitowała tytułem: „Niesamowici Polacy znowu górą 7:0”. O ich towarzystwo zabiegała brytyjska arystokracja. Uczennice wysyłały im kieszonkowe, brytyjscy kamerdynerzy w Nowym Jorku urządzili bal dobroczynny na budowę klubu polskich lotników. Matką chrzestną Dywizjonu 303 została jedna z najpiękniejszych kobiet Anglii – Jean Smith-Bingham. Lotnicy brytyjscy udawali Polaków, by mieć większe powodzenie u kobiet.

Najbardziej dramatyczny w tej opowieści jest kontrast między dniami chwały i poczuciem zdrady, jakie było udziałem nie tylko polskich lotników, ale wszystkich polskich żołnierzy pod koniec wojny. Bohaterowie nagle okazali się niepotrzebni.

Otóż to. Jesteśmy w roku 1943. Na konferencji w Teheranie Churchill i Roosevelt zgodzili się w tajemnicy przed Polakami na linię Curzona jako wschodnią granicę Rzeczypospolitej… 

W hołdzie polskim lotnikom… i coś do słuchu „List” (Monstrum)

…Pisze i nie wiem czy
To nie ostatni list
Nadzieja już opuszcza mnie
O jedno pytam
Na kogo padnie los
Gdy znowu w górze tam
W piekielnym wirze kul
Ze śmiercią tańczyć mam

Może to dzisiaj ja
Spadnę głową w dół jak ptak
Gdy za spust pociągnie wróg
Tego nie wie nikt…

Podobne tu: Sosabowski. “Generał, który oddał tak wiele, a otrzymał tak niewiele”

Advertisements

6 comments on “„Ci cholerni cudzoziemcy” i „Niepotrzebni bohaterowie” czyli… Polscy lotnicy w bitwie o Anglię.

  1. Pingback: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. | Odys Syn Laertesa

  2. Pingback: Czarne barwy września 1939 r. Bohaterom – chwała! Na błędach nieudaczników – uczmy się! | Łódź Odysa

  3. Pingback: Sosabowski. „Generał, który oddał tak wiele, a otrzymał tak niewiele” | Łódź Odysa

  4. Pingback: Niezłomni: Lew ze Lwowa. Stanisław Maczek. Generał, o którym Polska przypomniała sobie jako ostatnia | Łódź Odysa

  5. Pingback: Tajemnica Enigmy ostatecznie ujawniona. Honory dla trzech Polaków za równanie, które zakończyło II wojnę światową. | Łódź Odysa

  6. Pingback: O etosie żołnierza i ułańskiej fantazji szarej piechoty czyli… Polacy w kampanii hiszpańskiej i bitwa o Fuengirolę roku 1810 | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s