Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego.


„Podpisany w Rydze traktat graniczny polsko-bolszewicki był najważniejszą międzynarodową umową odrodzonej Rzeczypospolitej, choć nikt z tego traktatu nie był zadowolony. Wschodnia granica Polski daleko odbiegała od linii granicznej Rzeczypospolitej sprzed I rozbioru. Na terenie Bolszewii zostały tysiące Polaków, którzy pod koniec lat 30. będą poddani ludobójczej „operacji polskiej” na rozkaz Stalina. Nowa granica rozdzielała także tereny zamieszkiwane przez Ukraińców i Białorusinów, co przysporzy II RP wielu problemów. Polska nie była ani federacją, ani państwem etnicznym. Do tego bolszewicka zaborczość i perspektywa niemiecko-sowieckiego porozumienia ponad głowami Polaków, które stanie się faktem w roku 1939.

Mimo wszystko, traktat ryski trzeba uznać za polski sukces militarny i dyplomatyczny.

Podpisano go dzień po uchwaleniu przez Zgromadzenie Narodowe konstytucji marcowej. To były dwa najważniejsze dni w historii Polski roku 1921. 18 marca na uroczystym posiedzeniu trzech delegacji (polskiej, rosyjsko-bolszewickiej i ukraińsko-bolszewickiej) minister Jan Dąbski a ze strony bolszewickiej Adolf Joffe odczytali i podpisali 3 wersje językowe traktatu: polską, rosyjską i ukraińską.

15 kwietnia Sejm RP zatwierdził ustalenia traktatowe, a następnego dnia naczelnik państwa Józef Piłsudski ratyfikował je w imieniu Rzeczypospolitej.

30 czerwca 1921 r. Polska nawiązała stosunki dyplomatyczne z Rosją bolszewicką.

Postanowienia traktatu ryskiego:

Stan wojny pomiędzy Polską i Rosją bolszewicką ustaje.

Strony uznały „niepodległość” Ukrainy i Białorusi [!], czyli usankcjonowały fikcję „niepodległości” „republik socjalistycznych” podporządkowanych Bolszewii.

Określono przebieg granicy państwowej między Polską a Rosją, Białorusią i Ukrainą. Szczegóły uściśliła później w terenie mieszana Komisja Graniczna.
Zagadnienie terenów spornych między Polską a Litwą traktat pozostawiał zainteresowanym. Polacy załatwili kwestię Wileńszczyzny w następnym roku, nie czekając na żaden arbitraż międzynarodowy (tzw. „bunt Żeligowskiego”).
Wzajemnie zrzeczono się wszelkich zobowiązań, powstałych w okresie Imperium Rosyjskiego. Gwarantowano wzajemnie poszanowanie suwerenności i nietolerowanie na swych terytoriach jakichkolwiek przedsięwzięć skierowanych przeciwko którejś ze stron traktatu.
Po obu stronach linii granicznej gwarantowano możliwość wyboru obywatelstwa dla zainteresowanych. Gwarantowano prawo do repatriacji.

Gwarantowano prawa mniejszości narodowych na terenie państwowym drugiej strony. Prawa do swobodnego rozwoju kultury, wykonywania obrządków religijnych, posługiwania się językiem narodowym.

Gwarantowano poszanowanie autonomii wewnętrznej kościołów i związków wyznaniowych, poręczano użytkowanie przez nich majątku niezbędnego dla wykonywania posługi religijnej i utrzymania duchowieństwa.
Strony zrzekły się wzajemnie zwrotu poniesionych w związku z wojną kosztów i odszkodowań wojennych.

Zobowiązywano się do poszanowania miejsc pochówku ofiar wojny, prawa do ekshumacji i wzniesienia pomników.

Zadeklarowano amnestię w sprawach o charakterze politycznym.

Regulowano wzajemne zobowiązania odnośnie do zabytków ruchomych i archiwaliów. Odnosiło się to przede wszystkim do uprawnień strony polskiej. Strona bolszewicka zobowiązywała się do zwrotu przedmiotów wywiezionych do Rosji lub do Ukrainy od 1 stycznia 1772 r. z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Z tytułu aktywnego udziału ziem Rzeczypospolitej Polskiej (w granicach II RP) w życiu gospodarczym byłego Imperium Rosyjskiego, Rosja sowiecka i Ukraina sowiecka w ciągu roku od daty ratyfikacji traktatu wypłacą Polsce 30 mln rubli w złotych monetach lub sztabach.

Uregulowano kwestię reewakuacji mienia osób prywatnych, samorządów, instytucji niepublicznych – ewakuowanych na wschód po wybuchu I wojny światowej. Wyznaczono 18 miesięcy od ratyfikacji na te zwroty. Podobnie w sprawach wierzytelności bankowych – zarówno kapitału państwowego, jak i prywatnego.
Zwolniono Polskę ze zobowiązań odnośnie do udziału ziem Rzeczypospolitej w zadłużeniu państwowym byłego Imperium.
Traktat zobowiązywał strony do podjęcia rokowań w sprawach zawarcia szczegółowych umów o współpracy handlowej, konwencji konsularnej, umowy pocztowej, telegraficznej i kolejowej, sanitarnej, weterynaryjnej i żeglugowej.

Strony przyznały sobie wzajemnie prawo tranzytu, z wyjątkiem towarów o charakterze wojskowym i prohibicyjnym.

Zobowiązano się do pilnego nawiązania stosunków dyplomatycznych po ratyfikacji.

Traktat ryski – choć per saldo bardzo dla Polski korzystny – nie miał szans na pełną realizację – ze względu na totalitarny charakter bolszewickiego państwa i praktykę niewywiązywania się przez to państwo ze zobowiązań międzynarodowych, traktowanie umów z innymi państwami wyłącznie w kategoriach taktycznych, okłamywanie drugiej strony i podawanie fałszywych danych.

Traktat obowiązywał formalnie aż do konferencji poczdamskiej. W praktyce był przez Sowiety naruszany od samego początku, a w roku 1939 został podeptany do spółki z Hitlerem. W roku 1945 do spółki z „aliantami” Polski…

Po wojnie komunistyczni kolaboranci Stalina w Polsce chętnie przywoływali konstytycję marcową, by mydlić Polakom oczy „demokracją”. Do traktatu ryskiego nigdy się nie odwoływali, bo nie mieli do tego pozwolenia Stalina. Polska nie była już suwerennym państwem, lecz dominium sowieckim.

źródło: wolnapolska.pl

…i fragment z Stanisław Cat Mackiewicz, „Historia Polski  od 11 września 1918 do 17 września 1939″:

„…Ziemie wschodnie dawniej Rzeczypospolitej podzielono pomiędzy Sowietami a Polską w ten sposób, że bolszewicy otrzymali większość tych ziem, my – mniejszość. Na swoich ziemiach bolszewicy, oczywiście, zorganizowali państwa bolszewickie, które dając Ukraińcom i Białorusinom wszelką zresztą swobodę używalności ich języków, uniemożliwiłyby im propagowanie aspiracji narodowych. Każde hasło narodowoukraińskie było prześladowane tam z energią, siłą i okrucieństwem, na które nigdy by nie stać było państwa polskiego. W ten sposób ukraińskie czy też białoruskie hasła narodowe mogły już teraz rozbrzmiewać i działać tylko na naszym terytorium, czyli ewentualny rozwój nacjonalizmu ukraińskiego, albo białoruskiego, nie zmieniałby już w niczym statutu terytorialnego Rosji sowieckiej, natomiast uderzyłby w Polskę. Nacjonalizm ukraiński czy też białoruski nie mógł już teraz być użyty do rozczłonkowania Rosji, mógł osłabić tylko Polskę. Ten układ stosunków zmuszał nas po prostu do zaniechania pomocy Ukraińcom w emancypacji, zmuszał nas do stosowania wobec nich programu Dmowskiego, czyli dążenia do ich narodowej asymilacji i połączenia z narodem polskim

Polska otrzymała tyle Ukraińców i Białorusinów, ile mogła ich strawić – oto było zwycięstwo programu Dmowskiego i Grabskiego.

Wydawało się to rozsądne w tej chwili. W roku 1921 jesteśmy w zenicie doktryny państwa narodowego. Zdaje się wtedy ogólnie, że państwa narodowe należą do przeszłości, nie mają przyszłości. Wielka wojna podniosła zasady polityki narodowościowej Napoleona III do wysokości kanonu i doktryna Dmowskiego była ogólnie zrozumiała, natomiast dążenia Piłsudskiego istotnie nie odpowiadały duchowi czasu… (całość tu: niezlomni.com)

podobne: Gloria victoribus! czyli… 93. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku polecam również: „Rewia Kawalerii” czyli Wojsko Polskie w przededniu wybuchu wojny niemiecko-polskiej 1939 roku. Zarys sytuacji politycznej i wojskowej.

„…Warszawa chciałaby o kresach, rzuconych dobrowolnie na żer bolszewikom, zapomnieć, Warszawa cieszy się pokojem, kosztem kresów osiągniętym i tylko rachuje zyski, jakie z otwartej granicy rosyjskiej osiągnąć potrafi. Jeżeliby np. niespodzianie wyszedł dekret, usuwający kresowców z Warszawy, nikogo by to nie zadziwiło przy panującym nastroju. Na trybunę wszedł prezes Komitetu Obrony Kresów, Wasilewski, i z ciężkiem uczuciem zaznaczył, że organizacje kresowe miały fundusze i chciały urządzić dla wracających punkt obiadowy, urządzić dla nich czytelnię i t. p., ale otrzymały od władz formalne oświadczenie, że jest na to organizacja rządowa „Jur” i że organizacjom kresowym do tego wtrącać się nie należy.

Ponieważ na zebraniu był obecny mecenas Porębski, który jako delegat kresowców jeździł do Rygi, podjąłem sprawę traktatu pokojowego z dnia 18 marca, w którym interesy kresowców zupełnie zaniedbane zostały, a specjalnie tych, którzy na terytorjum Kongresówki się schronili, czyli prawie wszystkich, albowiem § VI głównie tyczy się tych, którzy znajdują się na terytorjach Białorusi i Ukrainy. Mecenas Porębski naprzód protestował, że źle interpretuję tekst traktatu, a gdy odczytaniem tekstu słowa swoje potwierdziłem, dowodził, że w „Rzeczypospolitej” omyłkowo było wydrukowane. Nie chcąc pogłębiać i tak ciężkiego i beznadziejnego nastroju zebrania, odłożyłem wyjaśnienie do bytności mojej w prezydjum naszych organizacyj na Długiej. I tam jeszcze spotkałem się z zarzutem pesymistycznej interpretacji, aż dopiero interpelacja posła Seydy na posiedzeniu komisji sejmowej spraw zagranicznych w dniu 11 kwietnia, mojemi prawie słowami wypowiedziana, oprzytomniła zainteresowanych, a rzecz znamienna, rząd przyznał się do niemożności wyjaśnienia sprawy i polecił ks. Sapieże przyśpieszyć dochodzenie. Z tego jednego faktu wywnioskować można, jak dalece Joffe wiedział, czego chce, jak dalece delegacja ryska polska stała niżej od rosyjskiej, skoro nie rozumiała, co podpisuje i jak jej sprawy, tyczące się kresów, były obojętne. Niewyjaśniona też i dotychczas pozostała sprawa, czy nam kresowcom, dla obrony naszych spraw majątkowych, wskazane jest lepiej brać świadectwo w odnośnych urzędach, że jesteśmy obywatelami polskimi, czy też raczej uważać siebie za poddanych Bolszewji i, korzystając z praw opcji prosić o przyjęcie do poddaństwa polskiego, ponieważ optanci mają zastrzeżone traktatem pewne prawa majątkowe, zaś obywatele polscy korzystają w Bolszewji tylko z praw najbardziej uprzywilejowanych narodowości. Jaki w ogóle nastrój panował dla kresowców w Warszawie, dosyć będzie stwierdzić, że, gdy w komisji sejmowej była podjęta sprawa obrony mienia kresowców w Bolszewji i omawiano, azali nie należy przed ratyfikacją pokoju sprawy tej poruszyć, większością jednego głosu interpelacja zamierzona upadła i co dziwniejsza, jakoby tym jednym głosem był poseł Kamieniecki, widocznie antykresowym duchem zarażony. Więc też z wielkim aplauzem sprawa pokoju w Sejmie przeszła: zgrzytem tylko było, wyrzucone przez obecnego na galerji sejmowej hr. Henryka Grabowskiego, prawnuka po kądzieli Reytana, słowo „hańba” i wyrzucone przez niego na głowy posłów sejmowych proklamacje. Demonstrant został przez milicję zatrzymany, a pisma warszawskie zajście zbagatelizowały, jako tylko niewłaściwe zakłócenie porządku obrad sejmowych. Traktat był trzy razy odczytany i ratyfikowany. Cześć wam, posłowie suwerenni, za 4 rozbiór kraju! Zaiste, dziwne to jest niezrozumienie całej ważności kresów dla Polski, tak ze strony władzy, jak społeczeństwa w Warszawie i ciągłego lekceważenia interesów kresowych, graniczące nieraz z niesumiennością, że się powołam chociażby na fakt następujący: 3 listopada 1918 r. był wydany dekret o pierwszej pożyczce państwowej, która miała być wypłacona dłużnikom 1 listopada 1919 r. „w takiej walucie, w jakiej wydana została, a jeśli będzie ustalona inna waluta w państwie, to w takiej walucie”. Koroniarze i wielkopolanie subskrybowali naturalnie w markach; galicjanie w koronach; kresowcy w rublach. Ponieważ państwo gwałtownie potrzebowało pieniędzy, a myśmy jeszcze nie wiedzieli, że będziemy, jako „wrzód białoruski’’ operowani, szła między nami silna propaganda możliwie usilnej subskrypcji i chude kieszenie białoruskie wypróżniały się do dna. Nie będę mówił już o tem, że kwestja walutowa i dotąd nierozstrzygnięta. Nie o to nawet chodzi, że gdyśmy, wracając chwilowo do siedzib naszych w jesieni 1919 roku i, licząc na sukurs w zwróconej według dekretu 3 listopada 1918 r. pożyczce, pomocy tej nie otrzymali, bo może Skarb nie był w możności wypłaty, ale niesprawiedliwość w tem nie do darowania, że ta niesłowność tyczyła się tylko kresów...” (fragment wspomnień Edwarda Woyniłłowicza)

źródło: coryllus.pl

„Zatrzymałem się dłużej na historii tego długotrwałego zajazdu przez dziewiątą dywizję wojsk polskich na mój majątek Łazduny, bo, o ile wiem, stanowił najbardziej jaskrawy epizod tej „bandyckiej” okupacji (jak mówiono w polskim Sejmie) Kresów Wschodnich w październiku 1920 r. A znowu ta okupacja, kompletny przewrót w ciągu trzech miesięcy sposobu rządzenia tymi Kresami w porównaniu z rokiem 1919-1920, już wspomniany system odpolszczenia kraju, który trwa dotychczas, warunki zawartego z Rosją Sowiecką w Rydze traktatu, wszystko razem stanowi zagadkę, której normalny człowiek sobie nawet wytłumaczyć nie może inaczej jak na podstawie nieraz stwierdzonego „instynktu samobójczego” polskiego narodu. A to wszystko musi pociągnąć za sobą już dziś nieodwołalne skutki dla przyszłości tego narodu.

Należę do tych licznych sceptyków, którzy uważają przyszłość polskiego Państwa w jego kształcie obecnym jako problematyczną; sądzę owszem, że narodowość polska w tej lub innej formie przetrwa jeszcze długie czasy, zatem jeszcze będzie miała swoją historię; to jest swego rodzaju perz, którego w ciągu stu dwudziestu lat ani niemiecki pług, ani rosyjski topór wykorzenić nie potrafiły.(…)

Nawet dzisiaj, kiedy o nas już coś wiedzą na Zachodzie, zapytajcie się przeciętnego Anglika lub Francuza, o jakich znakomitych Polakach on słyszał od czasu zagłady polskiego państwa, on wyliczy wam grodzieńskiego szlachciurę Kościuszkę, Wołyniaka ks. Józefa Poniatowskiego, także Wołyniaka ks. Adama Czartoryskiego, Nowogrodzianina Adama Mickiewicza, o ile jest artystycznie wykształconym, Mińszczuka St. Moniuszkę, Grodzieńczuka Henryka Sienkiewicza, urodzonego w Wilnie, wychowanego w Krzemieńcu Słowackiego, Podolanina Paderewskiego. O prawdziwie wielkich Koroniarzach, jak Aleksandrze Wielopolskim, ten cudzoziemiec nie wie, bo przed pół wiekiem jego właśni rodacy zjedli go w ciągu dwóch lat, a o Zygmuncie Krasińskim dlatego, że sam nie chciał, żeby ci cudzoziemcy o nim wiedzieli.

Otóż od jesieni 1920 r., dzięki już opisanemu systematycznemu odpolszczaniu Kresów oraz zbrodniczemu traktatowi w Rydze, dokonywuje się to, co można by nazwać „rozwodem Jadwigi z Jagiełłą”. I to nieodwołalnie, bez możebności przyszłego pogodzenia, bo z jednej strony nikt już temu cieśli senatora Korostowcewa, który jesienią 1920 roku pytał się z przerażeniem, co to za człowiek ten Białorus i skąd on się wziął, nie wyjmie z głowy, że tym Białorusinem jest on sam, i że między nim a Polakiem jest antagonizm nie tylko klasowy (o czym zawsze wiedział) lecz i narodowościowy, a z drugiej strony, kiedy Rzeczpospolita Polska, co jest rzeczą najdalej jednego pokolenia, wyzuje z majątków całą szlachtę polską kresową, wszystkich tych „Niedobitowskich na bastionie wschodnim” Marii Rodziewiczówny, którzy jeszcze się pazurami trzymają tej swojej gleby, co dzień pod nimi się kurczącej jak skóra szagrynowa Balzaka, to z nimi na wieki wieków zgaśnie ten płomień polskości, który się tam wbrew wszystkim gwałtom rosyjskim utrzymywał i nawet rósł aż do czasów ostatnich. Na to, żeby wśród danej ludności wyrobiła się „śmietana” narodowa, potrzebne są liczne pokolenia: na to, żeby wyschła, jak to widzimy obecnie w Rosji, wystarcza jednego.(…)” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski. Rozwód Jadwigi i Jagiełły)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców

Polska po traktacie ryskim i włączeniu Wileńszczyzny. Żółta linia na mapie II RP pokazuje granicę II rozbioru Rzeczypospolitej z roku 1793. Odrodzona Rzeczpospolita nie wróciła na swoje wschodnie Kresy, odzyskaliśmy jedynie niewielkie skrawki terytorium, zabranego przez Rosję w I rozbiorze. Gdyby podobne linie nałożyć na współczesną mapę Polski, okazałoby się, że wszystkie trzy zabory rosyjskie zostały w Jałcie i w Poczdamie „zatwierdzone” przez naszych aliantów! Obecna Polska leży na obszarze zaborów pruskich i na terytorium, które przed I rozbiorem do Polski nie należało.

Polska po traktacie ryskim i włączeniu Wileńszczyzny. Żółta linia na mapie II RP pokazuje granicę II rozbioru Rzeczypospolitej z roku 1793. Odrodzona Rzeczpospolita nie wróciła na swoje wschodnie Kresy, odzyskaliśmy jedynie niewielkie skrawki terytorium, zabranego przez Rosję w I rozbiorze. Gdyby podobne linie nałożyć na współczesną mapę Polski, okazałoby się, że wszystkie trzy zabory rosyjskie zostały w Jałcie i w Poczdamie „zatwierdzone” przez naszych aliantów! Obecna Polska leży na obszarze zaborów pruskich i na terytorium, które przed I rozbiorem do Polski nie należało.

Advertisements

3 comments on “Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego.

  1. Pingback: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium” | Łódź Odysa

  2. Pingback: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski i honor Żydów. Targ (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

  3. Pingback: Unia z Litwą i „przedmurze chrześcijaństwa” czyli Polska między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby? | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s