„Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.


pisze Pan Krzysztof Wojciechowski:

„…W przekazie ogólnopolskim, Traktat Lizboński sprowadzony został do kilku bardzo chwytliwych i w gruncie rzeczy utartych już sloganów – ale w dalszym ciągu, bardzo skutecznych – o „Europie równych szans”, o „Europejczykach”, itp…, tak jakby Polska leżała gdzieś w Azji.

Mogłoby się wydawać, że po przegranym referendum w Irlandii (12 czerwca, gdzie 53.4 proc. Irlandczyków odrzuciło traktat), sprawa jest już zamknięta i bezprzedmiotowa. Po prostu, traktat został odrzucony i koniec kropka.

rys. Żukow

rys. Żukow

A jednak tak nie jest. Libertyńskie, lewicowe i postkomunistyczne elity Europy postanowiły – wbrew opinii zdecydowanej większości swoich obywateli (wcześniej przegrane referenda we Francji i w Holandii), w dalszym ciągu forsować – zupełnie nie respektując i kpiąc sobie z demokratycznych zasad – powstanie jednego państwa europejskiego pod niemieckim przewodem. Do tego potrzebna jest jakaś podstawa prawna, i wymyślono sobie, że będzie nią właśnie traktat z Lizbony.

Traktat Lizboński dla krajów europejskich ma różny wymiar, tak jak różne jest geograficzne położenie tych państw. Dla Polski oznacza totalne osłabienie i praktycznie podporządkowanie się interesom Niemiec – gwoli prawdy i bez tego traktatu, trendy – „podporządkowania” się Niemcom są bardzo widoczne. Problem jest w tym, że interesy Niemiec – na wielu płaszczyznach, są totalnie sprzeczne z interesami Polski.

Niemieccy politycy do perfekcji opanowali zasady tzw. „poprawności politycznej”, nigdy na garbatego nie powiedzą „garbaty” tylko „prosty inaczej” – takie czasy. A w polityce, jest to jeszcze dużo bardziej zagmatwane – oficjalnie, mówi się o dążeniach do współpracy, roztacza się wizje powszechnej europejskiej miłości i politycznej idylli, a tak faktycznie toczy się twarda walka o narodowe interesy głównych rozgrywających w UE. O tych prawdziwych celach i dążeniach nie mówi się wcale albo bardzo mało.

Dla wszystkich niemieckich rządów, od zakończenia II wojny światowej, naturalnie w zależności od sił i możliwości, celem numer jeden zawsze była odbudowa Niemiec w granicach sprzed 1939 roku. Po zjednoczeniu z byłą NRD w 1990 r., ten cel do połowy został zrealizowany. Następnym etapem, ma być zagarnięcie polskich, prastarych ziem piastowskich z Wrocławiem, Szczecinem i Gdańskiem – znając konsekwencje Niemców i tradycyjny brak roztropności ze strony polskiej, jest całkiem realne, że w perspektywie kolejnych 50 lat, może to im się udać zrealizować.

Jeśli ktoś ze strony polskiej tego nie widzi i nie rozumie, to jest politycznym ślepcem, naiwniakiem i głupcem – i to są najbardziej delikatne określenia, jakimi takich ludzi można obdarzyć. Dla Niemców jest to cel minimalny, bo celem maksymalnym jest totalne zdezintegrowanie Europy Środkowo-Wschodniej, a w konsekwencji kolejny rozbiór Polski.

Dzisiaj taki pogląd może wydawać się wręcz skrajny – może nawet absurdalny, zupełnie nierealistyczny, bo przecież Niemcy tyle robią dla pokoju, dla europejskiej integracji. Ale prawda – wbrew temu co na pierwszy rzut oka może się wydawać, jest inna. Ta niemiecka maska, europejskiego przyjaciela wszystkich, jest tylko sprytną i udawaną pozą. Taki pogląd – gdy wszyscy myślą o Niemcach pozytywnie, jest właściwie podstawowym warunkiem realizowania ich chytrych planów. Chodzi o to, aby nie wzbudzać alarmu u sąsiadów, a tym samym alarmu w Europie czy na świecie. W nowych realiach politycznych, Niemcy tak właśnie mają być odbierani – jako ci pozytywni, i tak przez większość Europy niestety są odbierani.

Niemcy, nie mają innych sposobów osiągania swoich celów, niż poprzez „integrowanie” Europy – szczególnie gdy odpadł, przynajmniej na razie czynnik militarny. Później, gdy ich pozycja jako europejskiego lidera będzie na tyle mocna i niepodważalna, nastąpi proces dezintegracji – pod byle jakim pretekstem i o tym też Niemcy będą decydować – a wtedy może okazać się, że polska granica już nie jest na Odrze i Nysie Łużyckiej. Naturalnie, „pies z kulawą nogą” o polskie interesy się nie upomni – jak zwykle zresztą, a gdyby ewentualnie był ktoś taki z autorytetem, to zawsze w ramach środków zapobiegawczych, może dojść do kolejnej „katastrofy gibraltarskiej”…

Czy wolno nam zapadać na totalną amnezję i zapominać, że to Niemcy są odpowiedzialne za wywołanie w XX wieku, dwóch największych, wojennych kataklizmów w dziejach świata? Że, to Niemcy odpowiedzialni są za prawie wszystkie dziejowe klęski Polski? Czy my Polacy albo Czesi, mamy udawać za wszelką cenę – a już broń Boże aby sobie tylko nie popsuć relacji z Niemcami – że, wszystko jest takie harmonijne, a wszelkie sporne sprawy zostały w wielkiej zgodzie rozwiązane? Kogo chcemy okłamać i oszukać, czy aby nie samych siebie?

Zaakceptowanie i zgoda Polski na Traktat Lizboński, to jest przypieczętowanie fundamentów pod kolejny rozbiór Polski. To nie stanie się natychmiast i od razu – i jeszcze wiele razy potem usłyszymy różne, buńczuczne słowa politycznych propagandzistów ze szklanych ekranów: „no i gdzie jest ten rozbiór?” czy „gdzie jest to wykupywanie Polski?” – ale tak czy inaczej, to są fundamenty pod przyszły rozbiór Polski. Już dzisiaj, to tzw. „stronnictwo pruskie” jest tak mocne w Polsce, jak nigdy nie było wcześniej. Mamy do czynienia ze świadomą i celową dezintegracją, osłabianiem i celowym niszczeniem państwa, na dosłownie wszystkich płaszczyznach. Później, tym bardziej tego procesu upadku już nie da się kontrolować, będzie działać zasada domina.

Zastanówmy się tak bez emocji – chociaż trudno o tych sprawach pisać „na spokojnie”, nawet jeśli słowo pisane winno być bardziej ważone. Media? W czyich są rąkach? Na ziemiach tzw. „Odzyskanych” po II w.ś. przez Polskę, niemal w całości kontrolowane przez niemiecki kapitał. Armia? Po tzw. „profesjonalizacji” – już w perspektywie 10-20 lat, Polska będzie praktycznie zupełnie bezbronnym krajem – analogiczna sytuacja do końca XVIII wieku. Gdyby była nagła potrzeba powołania choćby tylko milionowej armii, Polska nie będzie tego wstanie zrobić, bo nie będzie miała wyszkolonych roczników i bazy. Polityka zagraniczna? Tak, jest jeszcze minister spraw zagranicznych III RP i nazywa się Radosław Sikorski. Tylko czyje ten minister reprezentuje interesy? Bo z pewnością nie polskie.

Szkolnictwo? Właśnie otrzymaliśmy kanon nowych lektur szkolnych, nie ma tam ani Żeromskiego ani Sienkiewicza – z jakim więc modelem wychowania będzie miała do czynienia polska młodzież: z patriotycznym czy z kosmopolitycznym?

Przemysł i gospodarka? Dla przykładu górnictwo – kiedy w Polsce zatapiano kopalnie węgla, to po drugiej stronie granicy, w Czechach – budowano je od podstaw. W Czechach się opłacało, a w Polsce nie. Polska, która posiada 80 proc. zasobów węgla w Europie, zaczyna być jego coraz większym importerem. Hutnictwo – wyprzedane za bezcen, i natychmiast jego nowym właścicielom zaczęło przynosić ogromne zyski.

Przemysł stoczniowy – ostatecznie likwidowany decyzjami rządu PO-PSL – feta u Lecha Wałęsy jest też w tym kontekście bardzo symboliczna, tego by nawet Orwell nie wymyślił. We wszystkich liczących się krajach, ratuje się miejsca pracy, wspomagając różne branże przemysłowe miliardowymi dotacjami, w Polsce tego zrobić nie można – niech sto tysięcy ludzi idzie na bruk. Energetyka – w ogromnym segmencie wyprzedana. Banki – blisko w 80 proc. w obcych – niepolskich rękach. I tak długo można by jeszcze wymieniać – coraz bardziej to wszystko przypomina „bal na tonącym Titanicu”…

Czy naprawdę musimy dawać Niemcom ‚maczugę” i liczyć na to, że może jednak nie będą nas nią okładać? Czy też jak zwykle, mądrzejszymi będziemy dopiero po szkodzie?

(źródło: Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec)

pisze Pan Stanisław Michalkiewicz:

„…„Potężne siły dążą do tego, żeby Polska nie była tym, czym mogłaby być” – powiedział niedawno pan prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, wskazując zarazem, że Polska powinna brać przykład z Turcji. Jakże mi miło, że co prawda dopiero po upływie 11 lat, niemniej jednak, pan prezes Kaczyński zmądrzał i zaczyna mówić to, co dajmy na to, ja – a przecież nie byłem odosobniony – mówiłem już w 2003 roku, podczas referendum w sprawie Anschlussu. W okresie poprzedzającym to referendum pan prezes Kaczyński, nawet wbrew stanowisku części członków własnej partii, poparł Anschluss Polski do Unii Europejskiej, której politycznym kierownikiem są przecież Niemcy – jedna z tych „potężnych sił”, co to „dążą” – i tak dalej. Dlaczego pan prezes Kaczyński był wtedy za Anschlussem – tego oczywiście nie wiem, bo on mi się nie zwierza – ale wykazał się podobną układnością wobec owych „potężnych sił” również 1 kwietnia 2008 roku, kiedy to – również wbrew stanowisku części posłów PiS – głosował w Sejmie za ustawą upoważniającą prezydenta do ratyfikowania traktatu lizbońskiego, który w rękach owych „potężnych sił” jest narzędziem służącym pozbawieniu Polski niepodległości i suwerenności politycznej. Co gorsza, pan prezes Kaczyński wypowiadał się publicznie również za utworzeniem europejskich sił zbrojnych, które w rękach ”potężnych sił” stałyby się dodatkowym, jakże skutecznym narzędziem do zmuszania Polski, by „nie była tym, czym mogłaby być”. Najwyraźniej musiał działać w stanie pomroczności jasnej, bo przypuszczenie, iż pan prezes Kaczyński w pełni świadomości nie zdawał sobie sprawy z oczywistych i nieuchronnych następstw własnych politycznych poczynań, byłoby po prostu niegrzeczne.

Jak wiemy, traktat lizboński został przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego ratyfikowany 10 października 2009 roku, wkrótce po deklaracji prezydenta Obamy, w której to amerykański prezydent dokonał słynnego „resetu” w stosunkach z Rosją. W rezultacie polityka wschodnia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w imieniu Polski podjął się roli amerykańskiego dywersanta w Europie Wschodniej, legła w gruzach. I nie to było najgorsze, że legła, ale to, że prezydent Kaczyński podjął się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta za darmo. W rezultacie Polska nie uzyskała z tego tytułu żadnych korzyści, a podrywając mniejszość polską na Białorusi w charakterze jedynego, a w każdym razie głównego przeciwnika prezydenta Łukaszenki, nie tylko doprowadziła do zniwelowania swoich wpływów w tym kraju do gołej ziemi, ale w dodatku – dostarczyła pretekstu innym krajom regionu do prześladowania i oprymowania polskiej mniejszości – co obecnie robi ośmielana do tego przez Niemcy Litwa…” 

„…Pan prezes Jarosław Kaczyński niewątpliwie jest zwolennikiem podjęcia się przez Polskę roli amerykańskiego dywersanta w Europie Wschodniej – bo udowodnił to wydając na kijowskim Majdanie kabotyńskie okrzyki – ale stara się w żaden sposób nie narazić „potężnym siłom”, których nawet nie ośmiela się wskazać. Jeśli więc teraz zauważa, że Polska postępuje znacznie gorzej, niż Turcja, to trzeba powiedzieć, ze stało się tak również w następstwie różnych działań jego samego. W tej sytuacji należałoby kupić mu w prezencie szklany nocnik – żeby zobaczył, co narobił.” (całość tu: michalkiewicz.pl)

rys. Buch

rys. Buch

„…W najważniejszych sprawach, jak choćby stosunek do Traktatu Lizbońskiego, nie ma różnic pomiędzy PiS-em a PO, tylko jakieś sprawy kosmetyczne. Właśnie przy tego typu, tzw. przełomowych momentach, można zorientować się, co jest naprawdę grane. Teatr robiony przez niektórych przedstawicieli PiS-u w sprawie Traktatu Lizbońskiego, totalnie kompromituje tą partię.
Wmawianie społeczeństwu że, „czarne to białe” i odwrotnie, że „to korzystne dla Polski”, jest szczytem zakłamania i hipokryzji.
Wyraźnie widać, że ogromna część polskiego społeczeństwa, zupełnie nie ma swoich przedstawicieli w parlamencie. W Sejmie mamy lewaków z byłej komunistycznej partii, których wspólną platformą jest popieranie seksualnych dewiacji podlanych „sosem” prymitywnego antykatolicyzmu, mamy jawnie poskomunistyczną Platformę Obywatelską, która z nieznanych bliżej powodów przedstawia się jako partia prawicowa. Mamy w końcu PSL, które siedzi i działa w strukturach dawnego, komunistycznego ZSL-u, oraz PiS które dla zyskania konserwatywnego i chrześcijańskiego elektoratu, również stroi się w piórka polskiej prawicy.(…)
W polityce jest prosta zasada, jeśli przekonałeś się, że wybrani przez ciebie ludzie, to oszuści – to wiesz, że masz do czynienia z oszustami. Jeśli w następnych wyborach, znowu oddasz na nich głos, to znaczy, że jesteś durniem…”
(całość tu: Dwóch Kaczyńskich jak pół Piłsudskiego?)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

…Ciężko mi jako Polakowi pogodzić się z faktem w jak głębokiej dziurze własnej ignorancji jako naród siedzimy, chociaż historia już nas nie raz za głupotę karała. To że Niemcy konsekwentnie realizują swoje interesy kosztem Polski mnie nie dziwi. To że z wyrafinowaniem i z wielkim sprytem neutralizują wszelkie przejawy zdrowego krytycyzmu nielicznych głosów sprzeciwu z Polski na to co można nazwać projektem „mitteleuropy” też mnie nie dziwi. Dziwi mnie (a w zasadzie irytuje) trwanie w malignie ogromnej większości Polaków, którzy chociaż czują że żyje im się co raz gorzej, to zdają się nie dostrzegać najważniejszej przyczyny tego stanu rzeczy i od 25 lat wybierają do władzy ludzi, którzy są ewidentnymi stronnikami obcych a nawet wrogich Polsce interesów…

…Odys

PS… „Od kiedy w 2009 r. prezydent RP podpisał zaakceptowany już dwa lata wcześniej traktat abdykacyjny (zwany dla zmylenia przeciwnika, czyli nas, traktatem lizbońskim), nie sposób dowiedzieć się, co ostatecznie przesądziło o zrzeczeniu się przez Polskę suwerenności na rzecz eurokołchozu. Ilekroć kwestia ta zostaje podniesiona na forum publicznym – zawsze znajdzie się ktoś, kto czuje się w obowiązku bronić śp. Lecha Kaczyńskiego przed „atakiem”.

Zamiast rzeczowej odpowiedzi ze strony niewczesnych „obrońców” śp. prezydenta (którzy najczęściej pozostają wiernymi i lojalnymi aż do braku krytycyzmu wyborcami partii dziś rządzącej) zawsze możemy liczyć na obrażone miny i zniecierpliwione wzruszenie ramion: „Podpisał, bo musiał, bo były naciski”. Zwłaszcza magiczne słowo „naciski” w ciągu ostatnich ośmiu lat zrobiło w tym kontekście prawdziwą karierę. Niektórzy więc nawet po latach kontentują się w tej sprawie niedopowiedzeniami, jak jeden z sympatycznych blogerów, który tak sobie naiwnie tę sprawę wytłumaczył: „Podpisał po wielu wizytach, namowach UE, rządu, niekończących się naciskach, błaganiach, groźbach – praktycznie przymuszony do uczynienia tego” (sic) – taka właśnie typowa retoryka patriotycznego autoszantażu, zamykania sobie samemu ust do dziś pokutuje w retoryce patriotycznych mediów, które same ochotniczo podtrzymują aurę tajemniczości, jaka otacza Lizbonę.

Czas więc upomnieć się o konkrety w tej sprawie. Kto, gdzie, kiedy i komu składał wizyty, jak rozumiem, w treści poufne? Kto wywierał owe słynne naciski, kto ośmielał się grozić prezydentowi RP? Jaki był łańcuch decyzyjny i jakie przesłanki do podjęcia ostatecznie tak tragicznej decyzji – której rezultatem jest wszak dziś upokarzająca praktyka tłumaczenia się władz warszawskich przed brukselskimi czy weneckimi komisjami. Jak do tego doszło? Warto poznać prawdę – aby wrogowie naszej niepodległości nie mogli łatwo sięgnąć po to samo narzędzie politycznego „lewarowania” Polaków.

…Poza wspomnianym już aktem lizbońskiej abdykacji z suwerenności parę jeszcze jego decyzji i zaniechań pozostanie na zawsze czarnym memento dla każdego polskiego państwowca – ot, choćby: wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem; rozmontowanie (wspólne z bratem) większości parlamentarnej za życiem; zatrzymanie lustracji (poprzez autosabotaż ustawy o IPN i odłożenie ad acta aneksu do raportu o likwidacji WSI); socjalistyczna awersja do tzw. prywatyzacji, czyli zwrotu mienia zagrabionego polskim właścicielom; gołosłowna retoryka polityki jagiellońskiej połączona z fatalną praktyką izolowania Białorusi; deklarowanie na kredyt wiecznej lojalności sojuszniczej wobec Izraela i jednoczesne koncesjonowanie działalności jawnie antypolskich organizacji w rodzaju B’nai B’rith Polin etc., etc. Na czymże więc miałaby polegać owa tylekroć już deklarowana wola realizacji „politycznego testamentu” Lecha Kaczyńskiego? W naszej historii przypadnie mu miejsce bynajmniej nie monumentalne – między tragedią a groteską – między Sikorskim a Mikołajczykiem…” (Grzegorz Braun: Pytajcie o naciski – zawczasu nie po fakcie!)

podobne: Kryzys gospodarczy oddala Niemców od partnerów w Europie… polecam również: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół oraz: Z deszczu pod rynnę czyli… jak Polska dorabia Europę a także: Rytualny ubój polskiej gospodarki i to: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. oraz: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”. a także: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi.

Z deszczu pod rynnę - Żukow

Z deszczu pod rynnę – Żukow

Advertisements

19 comments on “„Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”.

  1. Pingback: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ru

  2. Pingback: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE). Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Unia doigrała się Brexitu. Eurosceptycy tryumfują, skowyt histerii wśród euroentuzjastów (od lewa do PISu). Wielka Brytania przed historyczną szansą, a co z Polską? Czekam na Polexit. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gang

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s