Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?


„…Tak długo nam to wmawiano, że aż w ten kapitalizm uwierzyliśmy. Jak ten biedny Żyd-domokrążca, któremu w domu bogaczy zapachniała drożdżowa babka i postanowił sobie taką zrobić – wszyscy żart znają, ale przypomnę, że jego bohater wziął od kucharki przepis, ale pożałował masła, więc zastąpił je gęsim smalcem, zamiast pszennej mąki dał żytnią, pożałował jajek, z braku piecyka upiekł to jako placek na popiele, a gdy w końcu spróbował, nie mógł się nadziwić, że bogacze jedzą takie świństwo. I my się też nadziwić nie mogliśmy przez ćwierć wieku, że mamy kapitalizm, a jakoś do Zachodu wciąż nam daleko.

Aż tu nieoczekiwanie wiatr się zmienił. Pan Jan Krzysztof Bielecki, który jako premier rozpoczął masową wyprzedaż polskich banków w ręce „prywatne”, czyli wielkich bankowych korporacji zachodnich – odkrył poniewczasie, że jednak dla gospodarki byłoby dobrze, gdyby Polska miała chociaż jeden duży, państwowy bank. I nawet uruchomił pewne starania o odkupienie jednego z wyprzedanych banków, jak przetrzeźwiały alkoholik starający się odzyskać jakąś pojedynczą łyżkę z przepuszczonych na wódkę rodzinnych sreber. Niestety, nie udało się.

A potem już poszło. Emerytury? Żadne prywatne fundusze nie zagwarantują ich tak dobrze, jak państwo – oddawajcie, wredni prywaciarze, dziaćki, z powrotem do zusowskiej kasy! Podręcznik? Na podręcznikach nie powinni zarabiać jacyś prywaciarze, podręczniki lepiej przygotuje i wydrukuje państwo. Tak samo, jak państwo nie pozwoli, żeby jacyś prywaciarze zarabiali na uczeni angielskiego czy rytmiki dzieci w przedszkolach. Państwo samo dzieciom zapewni, a jak nie zapewni, to lepiej, żeby dzieci się nie uczyły – po co zresztą, jak się wyuczoną to jeszcze będą za mądre i wyrosną na wyborców PiS albo czegoś jeszcze gorszego.

Teraz, w tle afery taśmowej, dowiadujemy się o przejmowaniu przez państwo handlu węglem. Po co prywatny hurt cennego paliwa, po co rynek, na którym zarabiają jacyś prywaciarze, jakiś Falenta czy inny? Państwowe Składy Węgla – to brzmi! Jak, nie przymierzając, Państwowy Bank Zbożowy Nikodema Dyzmy.  

Ciekawe swoją drogą: Milton Friedman powiedział, że państwo powinno się zajmować tylko trzema rzeczami: wojskiem, bezpieczeństwem wewnętrznym i budową dróg. Na stan naszego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego spuśćmy zasłonę milczenia, powiedzmy, że państwo jakoś tam się nimi zajmuje, choć niektóre prerogatywy – z podsłuchami na czele – najwyraźniej uległy „dzikiej prywatyzacji”. Ale dróg budować nigdy nawet nie próbowało, zostawiając to np. panu Kulczykowi. Ciekawe, czy Kulczyk będzie kolejnym po Falencie „tłustym misiem”, któremu zechce władza wpływy odebrać, czy będzie umiał lepiej od tamtego ją od takich planów odwieść?

Mniejsza. Jak widzicie, doktryna „państwowe złe, prywatne dobre” zastąpiona została, niczym w „Folwarku Zwierzęcym” Orwella modyfikacją „prywatne dobre, państwowe lepsze”.

Dwie rzeczy trzeba więc zaznaczyć wyraźnie. Po pierwsze – to nieprawda. Z wyjątkiem paru ściśle określonych dziedzin, państwo jest zwykle gorszym gospodarzem, niż właściciel prywatny. To się nie zmienia, doświadczenie reagonomiki i thatcheryzmu pozostaje aktualne. Jeśli gospodarką rządzą reguły rynkowe, oczywiście, a nie kolesie pousadzani na stołkach i zbrojni w dekrety czy rozporządzenia. Państwo zbudowało nam Stadion Narodowy, buduje Gazoport, kupuje Pendolino – jest wiele przykładów jego skuteczności.

Po drugie, tam, gdzie państwowe ma sens, ma go tylko wtedy, gdy to państwo jest pod kontrolą obywateli.

A III RP nie jest. III RP jest państwem bezradnym, bezsilnym, toczonym przez zmowy, sitwy i układy. Tak zostało zaprojektowane 25 lat temu, celowo, by nie mogło przeszkodzić silnym grupom interesów w realizacji ich gangsterskich celów. I przez te 25 lat podlegało stałej erozji, aż doszło do stanu, gdy niewiele się już da zeń wydoić metodą zamieniania państwowego w prywatne. Gdy kolejni kolesie, chcąc dorównać poprzednikom, muszą raczej odwrotnie – zwiększyć pulę państwową. Ale nie dlatego, że ich przyparła troska o wspólne dobro, tylko dlatego, że to państwo jest tak naprawdę ich własnością. Ich folwarkiem, na którym, dokładnie tak jak nomenklatura w PRL, robią co chcę i doją jak chcą. Bo państwo – to konkretne, III RP – to nie my, państwo to Oni…”

całość tu: fakty.interia.pl

Problemem nie jest nieskrępowany rynek a właśnie skrępowany w różnego rodzaju układach politycznych z władzą która zapewnia wybrańcom monopol. Taki Microsoft na dobrą sprawę byłby dużo mniejszą firmą gdyby nie jego kontakty (i kontrakty) z władzą USA.

Na naszym podwórku, dobrym przykładem medium upasionego na kontaktach (i kontraktach) z władzuchną jest Gazeta Wyborcza. Należąca do „Spółki Agora” gazeta to obok TVNowskiego ITI jeden z głównych graczy na rynku mediów w Polsce, ale dzięki czemu posiada ono taki udział? Wyłącznie dzięki kontraktom z państwem. Odciąć to medium od państwowego cycka a na rynku nie będzie miało szans i stanie się niszową gazetą. I to samo dotyczy wielu firm w Polsce na stałe i od lat powiązanych różnymi sznureczkami z budżetem państwa i ludzikami zasiadającymi po urzędach centralnych. To władza czyni rynek patologią pomagając wybrańcom którzy grają z nią w drużynie dbając o jej dobry wizerunek w prasie i TV.

Kiedy w początkach lat 90 tych w Polsce wchodziła ustawa Wilczka firmy powstawały jak grzyby po deszczu i było ich setki tysięcy w bardzo krótkim czasie. Ludzie mogli przebierać w pracy o ile tylko chcieli pracować albo sami zakładali firmy bo władza ograniczyła do minimum swoją ingerencję, więc się opłacało. Dopiero z czasem kiedy władza zaczęła wprowadzać nowe i podnosić kolejno podatki, oraz nakładać ograniczenia czy obostrzenia na prowadzenie działalności gospodarczej (pozwolenia, zezwolenia, koncesje) zrobiło się źle i dzieje się źle po dziś dzień.

Władza zrobiła to by pomóc sobie i tym „swojakom” którzy po „transformacji ustrojowej” z towarzyszy zamieniali się w kapitalistów – i do dziś to robi. Ludzie z „nomenklatury komunistycznej” nieobyci z rynkiem nie radzili sobie z wychodzącą z ukrycia (duszoną przez socjalizm) młodą kapitalistyczną gospodarką, działającą często do tej pory „nielegalnie”, przez co zahartowanej w boju o klienta. Tworzono więc pod „towarzyszy” prawo, umacniając ich monopol w sferze na której władza ciągle trzymała łapę bezpośrednio (spółki skarbu państwa), lub w tej części „kapitalistów” którzy pochodzili z dawnej nomenklatury i uwłaszczyli się na majątku państwowym. Zakłócając w ten sposób najważniejszą zaletę wolnego rynku – konkurencję. Tymczasem wolny rynek bez konkurencji NIE ISTNIEJE. Konkurencja to jedyne uczciwe rozwiązanie dla rozwoju gospodarczego. To ona bowiem wymusza na przedsiębiorcy szukanie ciągłych rozwiązań które przyciągną klientów po dany towar i pracowników do pracy. Zaburzanie tej pożytecznej cechy wolnego rynku jest złem dla gospodarki i jest zabójcze dla konsumentów, oraz rynku pracy. Nie każdy pracodawcą, ale pracownikami zdecydowana większość, zaś konsumentem jest każdy! Więc każda ingerencja państwa w ten naturalny mechanizm rozwoju i samokontroli jest złem.

Dlatego uważam, że państwo nie może pod żadnym pozorem zajmować się gospodarką poza strategicznymi branżami dla obronności czy porządku publicznego. Własność prywatna musi być w Polsce bezwzględnie chroniona a działalność gospodarcza nisko opodatkowana. Wtedy mamy do czynienia z samoregulującym się mechanizmem i prawdziwą konkurencją, która w sposób naturalny sprzyja pracownikom gdyż mają wybór zajęcia zarobkowego między wieloma podmiotami, którzy żeby zachować u siebie pracownika muszą mu dobrze płacić albo zapewnić innego rodzaju przywileje (ale już nie w ramach centralnego państwowego wora, ale z prywatnego utargu właściciela firmy).

„Dobrze to brzmi, ale czy gdzieś na świecie jest działający taki system?” W czystej postaci nigdzie tak nie ma, są mniej lub bardziej zbliżone do tego modelu gospodarki i na tym to polega żeby do tego dążyć (Liberalizm – to działa! Czyli „Europa kładzie się do trumny”)… Już raz dane nam było poznać na krótki czas jak wolny rynek działa a i spora liczba krajów w ten właśnie sposób dochodziła do swojego bogactwa przykład współczesnego niemal ideału…

Ustawa Wilczka nie dlatego spowodowała taki bum że firm na rynku nie było – to źle postawiony problem (bo były) ale dlatego że opłacało się zakładać nowe i konkurować z innymi które nie były już uprzywilejowane w stosunku do prywatnych. W normalnych (rynkowych) warunkach każdego monopolistę można łatwo wygryźć jeżeli firma ma lepszy produkt albo potrafi produkować taki sam ale taniej. Niestety dziś jest tak że monopoliści kupują sobie u władzy różnego rodzaju regulacje które utrudniają przedsiębiorczość małym wywołując duże koszty już na starcie, na które to koszty duży gracz może sobie pozwolić. Do tego co jakiś czas słyszymy jak taka czy inna firma zostaje rozwalona przez jakąś głupią regulację która wprost z dnia na dzień czyni jakąś działalność nieopłacalną na rzecz innej. Już nie wspominając o wprost mafijnych praktykach kiedy nasyłani są urzędnicy skarbowi na jakąś firmę po to żeby ją wykończyć (przykład Pana Romana Kluski i jego firmy „Optimus”).

Mechanizm antyrynkowej patologii „wspierają” również różnego rodzaju (tak bardzo dziś popularne) granty (dotacje, subwencje) ze wspólnego wora dla wybrańców i tzw. „programy pomocowe”, gdzie pieniądze są rozdawane dla z góry upatrzonych firm mężów, żon, pociotków polityków i nikt nie patrzy, że wcześniej te środki zostały zabrane w niemałych podatkach komuś kto wypracował zysk bez „pomocy” państwa ciężką pracą być może okupioną niską płacą i zaciskaniem pasa żeby cokolwiek zarobić i nie zbankrutować.

Zatem nie ma się co zastanawiać czy gdzieś działa wolny rynek w czystej postaci a trzeba robić wszystko żeby taka sytuacja zaistniała w jak najbardziej zbliżonym stopniu. Samoregulujący się mechanizm to jedyne wyjście, bo każda regulacja z nadania państwowego rodzi pokusę do kolejnych a każda kolejna wymaga organów kontrolnych i administracji. Tu nie może być półśrodków… Wielopodmiotowość i konkurencja jest możliwa wyłącznie w sytuacji kiedy państwo się nie miesza i nie „pomaga” na którą to pomoc komuś musi zabrać.

Reasumując, to co dziś się dzieje w naszej gospodarce to czysty socjalizm, gdzie regulacje „społeczne” z centralnego nadania uspołeczniły rynek na publiczną modłę i na koszt sektora prywatnego. Efekt to mizernej jakości „usługi publiczne”, dwucyfrowe bezrobocie i emigracja zarobkowa z powodu braku miejsc pracy i marnej płacy rabowanej podatkami i składkami na ogromną skalę

podobne: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. oraz: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku a także: 25 lat ustawy Wilczka – ostatniego cudu gospodarczego w XX wieku

fragment artykułu autorstwa Damiana Kubiaka z „Najwyższego Czasu!”:

Wielu Polaków uważa, że aby zmienić Polskę na lepsze, wystarczy wymienić obecną klasę rządzących na „patriotów” i wszystko będzie dobrze. Niestety Polska nie potrzebuje „patriotów”, którzy z patetycznymi okrzykami na ustach zamierzają wprowadzić w naszym kraju pewną odmianę socjalizmu, który moglibyśmy nazwać „socjalizmem konserwatywnym”. Socjalizm konserwatywny różni się bowiem od socjalizmu zwyczajnego tylko tym, że jego wyznawcy chodzą do kościoła. Polska ma jednak realne problemy, których nie da się rozwiązać za pomocą okrzyków „Wielka Polska” czy też „Jarosław, Polskę zbaw”. Tych realnych problemów nie rozwiążą na pewno osoby, których poglądy gospodarcze są zasadniczo zbieżne z tym, co na temat ekonomii myślą Szumlewicz, Ikonowicz, Miller czy Palikot….

Polska polityka po 1989 roku nigdy nie opierała się na konfrontacji odmiennych idei czy też sprzecznych światopoglądów. Polscy politycy zawsze wykorzystywali idee instrumentalnie i nigdy nie przywiązywali do nich większej wagi. Prowadzenie polityki w Polsce to gra na emocjach potencjalnych wyborców i brak jakiejkolwiek dyskusji na tematy fundamentalne. Taktyka gry na ludzkich emocjach zawsze okazywała się jednak niezwykle skuteczna, toteż nasi pragmatyczni politycy trzymali się środka, który zapewniał im ostateczny cel – dojście do władzy. Jednak ostatnimi czasy jeden z owych polityków zabrał głos w sprawie, w której głosu zabierać nie powinien. Mowa oczywiście o słynnym już wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego w Wysokiem Mazowieckiem.

Wolny rynek marzeniem komunistów?

Jeżeli czołowy polski polityk mówi na temat tego, co jest prawicą, a co nie – to jest to wydarzenie bezprecedensowe, które należy dokładnie zanalizować. Poniższa analiza pozwoli nam również wreszcie poznać odpowiedź na pytanie: jakie właściwie poglądy ma Jarosław Kaczyński?

Prezes Kaczyński rozpoczął odpowiedź na pytanie o Korwin-Mikkego i Kongres Nowej Prawicy następująco: „Jak w Polsce upadał komunizm, to komuniści mieli kilka dobrych pomysłów. Jednym z nich było właśnie to wszystko, co działo się wokół Korwin-Mikkego. Ja nie mówię, że on to świadomie robił, ale nic tak w głowach nie mieszało młodym jak ta ideologia; ideologia, która nie ma nic wspólnego z żadną rzeczywistością! Nigdzie na świecie te idee nie są realizowane”.

Czyli prezes od razu przystępuje do swojej starej, sprawdzonej taktyki – gry na emocjach słuchaczy, sugeruje bowiem że JKM działał (i działa) na korzyść komunistów. Kaczyński nie stara się jednak tej dosyć wątpliwej tezy poprzeć racjonalnymi argumentami. Czy wprowadzenie wolnego rynku w Polsce rzeczywiście byłoby korzystne dla komunistycznych aparatczyków?

Wolny rynek opiera się na prawie popytu i podaży, które są uniwersalne i obowiązują zawsze w gospodarce. Tak więc komunistyczni dygnitarze, którzy dorobili się majątków w sposób nieuczciwy, w momencie wprowadzenia w Polsce wolnego rynku zostaliby skazani na łaskę i niełaskę ze strony konsumentów, o których musieliby na dodatek konkurować z innymi przedsiębiorcami. Jeżeli komunistyczni aparatczycy byliby w stanie zadowolić konsumentów, to z pewnością na rynku by się utrzymali. Bardziej prawdopodobny jest jednak scenariusz eliminacji z rynku nomenklatury komunistycznej przez bardziej przedsiębiorczych nowych producentów, którzy pojawiliby się na rynku po wprowadzeniu kapitalizmu leseferystycznego. Tak więc prezes Kaczyński nie ma racji, twierdząc, jakoby wolny rynek był korzystny dla bogatych komunistycznych aparatczyków. Dużo bardziej korzystną dla nich sytuacją jest obecny stan rzeczy, w którym wysoka etatyzacja polskiej gospodarki chroni bogatych przed potencjalną konkurencją ze strony innych przedsiębiorców. Dla potwierdzenia wysokiego stopnia zetatyzowania polskiej gospodarki można przywołać chociażby liczbę zawodów, których wykonywanie wymaga specjalnej licencji wydawanej przez organy państwowe. Lista tych zawodów liczyła w 2011 roku 380 pozycji i była zdecydowanie najdłuższa w Europie!

Kaczyński mówi również, że wolnego rynku nie ma nigdzie, w żadnym państwie na świecie. Co to jednak za argument? Czy z przesłanki, że wolnego rynku nie ma nigdzie na świecie, możemy wysnuć wniosek, że wolny rynek jest „zły” i nie powinno go być również w Polsce? Jest to tego samego typu rozumowanie co twierdzenie, że jeżeli we wszystkich krajach na świecie występują morderstwa, to znaczy, że są one dobre i muszą koniecznie występować również w Polsce.

Jak zorganizować Polskę?

Kaczyński zarzuca również Korwinowi bałamucenie młodzieży. Twierdzi, że młodzi ludzie, zamiast myśleć, jak zorganizować Polskę – „roją o jakimś superliberalizmie”. Tu Kaczyński popisuje się rażącym brakiem logiki w swoim wywodzie. Ci młodzi ludzie właśnie myślą o tym, jak zorganizować Polskę; oni chcą ją zorganizować w sposób „superliberalny” – jak sam to ujął szanowny pan prezes. Młodzi ludzie, w przeciwieństwie do Kaczyńskiego, wiedzą, jak tę polską rzeczywistość „zorganizować”, a Kaczyński i jego zwolennicy chyba cały czas się jeszcze nad tym problemem zastanawiają….

całość tu: nczas.com

…Polska Kaczyńskiego i Tuska (oraz innych pomniejszych pogrobowców spod „okrągłego stołu”) to „Rzeczypospolita szlachecka” z najgorszymi jej tradycjami. Prywatą (nie mylić z prywatyzacją!), kumoterstwem, pieniactwem, warcholstwem, interesem partyjnym, nepotyzmem, korupcją i pańszczyzną połączoną z bezkarnym rabunkiem gospodarki którą tworzy NARÓD czyli osoby prywatne. Rzeczpospolita z wąsatą mordą pełną socjalistycznej „wyższości” plująca na „dorobkiewiczów” i gardząca „prywaciarzami” zajmującymi się „żydowską robotą”, ale chętnie ich rabująca do kości. Tych „dzikich kapitalistów” których należy „zgodnie z prawem i dla dobra ogółu” (czyt. elit) okradać, chociaż to właśnie dzięki ich pracy ta „elita” obrasta w tłuszcz (sic!)… Przez socjalistyczny luddyzm i jednocześnie „saskie” marnotrawstwo, te szlachciury ciągle nie mają złamanego grosza ani na armię ani na chleb dla narodu (który za każdym razem co 4 lata obiecują karmić), który ku ich zdziwieniu ani „patriotyzmem” ani „ciepłą wodą w kranie” nażreć się nie może, tak jak chciałaby wierchuszka – samozwańcza „elita narodu” pierdząca w ministerialne stołki mądrzejsza od całej jego reszty…

W efekcie tej autodestrukcyjnej paranoi która kreuje powszechną biedę, w momencie realnego zagrożenia jedyne co tzw. „państwo” może z siebie wykrzesać dla obrony swoich obywateli, to garść pijanego mołojecką bohaterszczyzną (i utopią „wspólnoty”) pospolitego ruszenia pędzącego z obnażonymi pałaszami w rozchełstanych koszulach na złamanie karku na czołgi i samoloty bo „honor” (czyt. „twarz” elity) tak im nakazuje. A kiedy okazuje się że reszta narodu nie ma wcale ochoty umierać za swoich ciemiężycieli to nazywa się go „bezrozumną tłuszczą” (lemingami, ciemnogrodem, zdrajcami). Chociaż wcześniej nie przeszkadzało „elicie” kadzenie owej tłuszczy i karmienie jej urojeniami i fałszywymi ideologiami o „IV RP”, „sprawiedliwości społecznej”, „równości”, „cudzie gospodarczym”, „dumie”, „potędze”, które w sposób niezmienny i niezależny od „strony” z jakiej padają zatruwają proste polskie umysły od dziesiątek lat, ale brzuchów i portfeli Polaków napełnić nie potrafią!

Pojawia się za to dobra mina do złej gry, jaką jest „machanie szabelką” przed nosem silniejszych narodów choć samemu wcześniej właziło się im w przysłowiowy tyłek. Za dobrą minę robi oczywiście skamlenie że trzeba ponosić koszty w polityce zagranicznej, że bilans handlowy ujemny, że gaz drogi, że mięsa z Polski nikt kupić nie chce. Koszta tej „narodowej” polityki ponosi biedny obywatel, co w konsekwencji pogłębia jego frustrację i powoduje niechęć do ziemi na której się urodził. Te straty ma kompensować często fałszywe poczucie „wyższości moralnej”. Fałszywe dlatego, że żerujące na ciągle tej samej zdartej płycie martyrologii i poświęcenia się Polski na ołtarzu „wolności” na rzecz innych narodów, kosztem jej samej. Historyczne klęski okupione milionami trupów, służą jedynie do wycierania sobie nimi gęby przez „szlachtę” przy okazji uroczystych rocznic narodowych, ale nigdy do nauki i wyciągania wniosków…

Każda taka rocznica jest dodatkowo okazją do kradzieży przelanej krwi na rzecz głoszenia partykularnych roszczeń bądź też propagandy sukcesu „patriotów” którzy zwalczając się nawzajem twierdzą (każdy o sobie) że to on jest ten „prawdziwy”. Na dowód czego dają publicznie wyraz cierpieniu z powodu tego że nie mogą bohatersko poprowadzić ludu na barykady w celu unurzania go we krwi dla własnej chwały którą mylnie zwą „interesem publicznym”. Silnie więc dążą do wywołania tych okoliczności a rozczarowani powszechnym zniechęceniem i minimalnym odzewem mają ten sam lud któremu kadzą i do którego apelują o „przebudzenie” w pogardzie, bo  się nie buntuje tak jak sobie bohatersko umyślili „patrioci”, bo nie chce dostrzec „zielonej” rzeczywistości o jakiej ciągle opowiada władza, i wreszcie bo nie chce dać fizycznie wyrazu swojej nienawiści do czego zachęcają go owi „patrioci” swoimi niewybrednymi opiniami o przeciwniku, którego należy „dorżnąć” jak watahę, albo „obwiesić” na drzewach zamiast liści…

Ta „szlachta” nas drenuje i skłóca udając że „walczy” o naszą wolność i „lepsze jutro”. Wolność w ich retoryce jest tak naprawdę pustym frazesem i lepem dla naiwnych „wyznawców”, bo w rzeczywistości to przywilej z którego korzystają tylko ONI niezależnie od tego czy są w rządzie czy w opozycji. Wolność to dziś przywilej władzy, ponieważ to ona decyduje (jak trzeba to przy pomocy przymusu) o naszych pieniądzach, własności, dzieciach i umysłach.  Dla narodu o który tak zawzięcie między sobą „walczą” pozostaje co najwyżej modlitwa żeby kolejna samozwańcza „elita” która dopcha się do koryta nie okazała się większymi złodziejami od poprzedników…

Do du.. z taką wizją państwa które we własności prywatnej i bogactwie obywatela widzi zagrożenie dla siebie. Etatyści pokroju Kaczyńskiego, Tuska, Milera, Palikota i innych pomniejszych „zawodowych polityków” to złodzieje wolności i pieniędzy pracowitego narodu jakim są Polacy. Precz z takimi „patriotami”, którzy ciągle walczą z wolnym rynkiem chociaż już dawno go zamordowali.

…Odys

podobne tu: Wielka Polska Ruchu Narodowego czyli Wielka Nędza oraz: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i tu” Odzyskać wolnorynkowców. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński i to: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Advertisements

15 comments on “Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?

  1. Pingback: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. | Łódź Odysa

  2. Pingback: Polska gospodarka: Produkcja przemysłowa w sierpniu dużo gorsza od oczekiwań, eksport będzie rósł (pomaga ruch przygraniczny). Zlikwidujmy opłaty targowe apelują kupcy. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja

  4. Pingback: zobaczzrozum: Niewidzialna ręka rynku wg. Adama Smitha. | Łódź Odysa

  5. Pingback: cynik9 o „promocji” Ryanaira na pustych lotniskach w Polsce za „unijną” kasę. | Łódź Odysa

  6. Pingback: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? | Łódź Odysa

  7. Pingback: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo wiemy czym jest wolność. | Łódź Odysa

  8. Pingback: Niemcy: obcokrajowcy to czysty zysk dla budżetu. Czeka nas kolejna fala emigracji. Przyczyną nie są tylko rządy PO a kapitalizm kompradorski. | Łódź Odysa

  9. Pingback: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). | Łódź Odysa

  10. Pingback: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta. | Łódź Odysa

  11. Pingback: Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy. | Łódź Odysa

  12. Pingback: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? | Łódź Odysa

  13. Pingback: Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie” w postaci antyreformy rolnej. Czy państwo działa na ślepo? | Łódź Odysa

  14. Pingback: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ru

  15. Pingback: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s