Śmierdzącym dmuchem „Wprost” w Romana Giertycha. Komentarz Stanisława Michalkiewicza.


07.07.2014 (IAR) – (…) Z publikacji tygodnika wynika, że Giertych chciał stworzyć mechanizm wyłudzania pieniędzy od najbogatszych Polaków, wśród których byłby Jan Kulczyk, Zygmunt Solorz, Leszek Czarnecki oraz Michał Sołowow. Według „Wprost”, w trakcie spotkania zainicjowanego przez Romana Giertycha z dziennikarzem Piotrem Nisztorem i Janem Pińskim , były lider LPR miał składać „szokujące propozycje”. Z nagranej rozmowy wynika, że Giertych chciał odkupić prawa autorskie do książki o Janie Kulczyku, by wstrzymać jej publikację (miał proponować Piotrowi Nisztorowi 400 tysięcy złotych za rezygnację z planów wydania książki). Zaproponował też napisanie kolejnych pozycji, które zawierałyby tak zwane haki na czołówkę rodzimych biznesmenów.

Według Piotra Nisztora, były wicepremier proponował mu stworzenie spółki, która w podobny sposób wymuszałaby pieniądze od najbogatszych Polaków.

Roman Giertych broni się, że propozycja była blefem. Utrzymuje, że język rozmowy oraz argumentacja były dostosowane do „gangstera”, który do niego przyszedł. Mianem „gangster” określił Piotra Nisztora, który był jednym z dziennikarzy publikujących niedawne podsłuchane rozmowy polityków. Zaznaczył też, że zapis rozmowy uzyskano dzięki nielegalnemu podsłuchowi.

Giertych twierdzi, że używał takiej argumentacji, by wykupić prawa autorskie do książki. Zdaniem byłego wicepremiera, publikacja taśm to zemsta za prowadzenie spraw kilku podsłuchanych polityków. Jako adwokat Giertych reprezentuje Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego przeciwko „Wprost” w sprawie podsłuchów. Oskarża on dziennikarzy o działanie w grupie przestępczej oraz o ujawnianie treści, uzyskanych drogą nielegalnych podsłuchów.

Sprawą już zainteresował się rzecznik dyscyplinarny warszawskiej Rady Adwokackiej. Sprawdza on, czy zachowanie i wypowiedzi Romana Giertycha mogą być podstawą do wszczęcia przeciwko niemu postępowania dyscyplinarnego. Doktor Łukasz Chojniak poinformował, że zlecił już przeprowadzenie czynności sprawdzających mających na celu zweryfikowanie wypowiedzi Giertycha we „Wprost” i w „Gazecie Wyborczej”.

Według rzecznika dyscyplinarnego, zbadania wymaga doniesienie tygodnika jakoby mecenas Giertych miał szukać „haków” na znane osoby oraz fragment wypowiedzi mecenasa dla „Gazety Wyborczej”, w którym mówi, że co do pewnych kwestii nie jest związany tajemnicą adwokacką.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/wcześn./lu/dyd

źródło: stooq.pl

…Oto ledwo zdążyłem zauważyć, że od pewnego czasu pan mecenas Roman Giertych, co to nie tylko przeszedł na jasną stronę Mocy, ale i pomyślnie odbył kwarantannę, której Salon, z obawy przed strefieniem, wymaga od nawróconych szabesgojów – że tenże pan mecenas Roman Giertych jest nie tylko intensywnie nadymany, ale nawet chyba stręczony mniej wartościowemu narodowi tubylczemu w charakterze autorytetu politycznego i moralnego – a tu nagle historia dokonała zwrotu o 180 stopni i nie wiadomo co będzie z tak pięknie zapowiadającą się karierą pana mecenas Romana Giertycha. A przecież prawie już nie wychodził z telewizora i nawet resortowa „Stokrotka”, która kiedyś nie chciałaby dotknąć pana mecenasa Gierytcha nawet przez papierek, teraz, bez śladu dawnej władczej arogancji, cicha i pokornego serca, spijała mu z dzióbka polityczne i moralne mądrości etapu. Nieomylny był to znak, że starsi i mądrzejsi i to tacy, przed którymi zgina się każde kolano: niebieskie, ziemskie i piekielne, wyznaczyli panu mecenasu Giertychu jakąś ważną rolę do odegrania na tubylczej politycznej scenie.

Nawet nietrudno było domyślić się – jaką – zwłaszcza po proklamowaniu przez naszych okupantów świętej wojny z „faszyzmem”, co przypadkowo zbiegło się w czasie z utworzeniem z grona tzw. „byłych ludzi” sławnego Instytutu Myśli Państwowej, w którym obok pana mecenasa Giertycha zasiadł także wystrugany ongiś z banana przez Jarosława Kaczyńskiego były premier („yes, yes, yes!”) Kazimierz Marcinkiewicz, też zresztą przez resortową „Stokrotkę” obcmokiwany, a także do niedawna przypominający prosię tylko zewnętrznie pan Michał Kamiński, a obok Leszka Moczulskiego również człowiek o zszarpanych nerwach, czyli Stefan Niesiołowski. Podejrzewam, że ten cały Instytut został utworzony na wypadek, gdyby nasi okupanci, w ramach świętej wojny z „faszyzmem”, postanowili nie tylko obciąć głowę młodemu pokoleniu mniej wartościowego narodu tubylczego, które zaczęło im szurać, ale w miejsce obcięte przyprawić swoją główkę-detaszkę – właśnie w postaci wspomnianego Instytutu.

I oto kiedy wydawało się, że pan mecenas Giertych, który w dodatku został był Doradcą Doskonałym przy panu ministrze Sikorskim, co to myśli, że im droższe wino, tym lepsze – więc kiedy się wydawało, że pan mecenas Giertych już wita się z gąską – nagle z redakcji „Wprost”, której od samego początku towarzyszyła fama, że jest medialną odkrywką jakiejś bezpieczniackiej watahy, wyszły na świat kolejne śmierdzące dmuchy, tym razem chyba wykonane własnoręcznie przez pana red. Nisztora, który najwyraźniej musiał zapatrzyć się w pana red. Michnika, co to ma w zwyczaju nagrywać swoich gości, a przynajmniej jednego z nich, w osobie Lwa Rywina. Śmierdzący charakter tych dmuchów nie polega na tym, że pan mecenas negocjował z panem Nisztorem wysokość odstępnego za poniechanie dyffamowania pana Jana Kulczyka – bo adwokaci w ramach swego zawodu siłą rzeczy muszą stykać się z wszelkiego rodzaju szubrawcami, między innymi – z szantażystami – ale na tym, że pan mecenas Giertych natrząsał się z homoseksualistów, co w oczach Salonu jest zbrodnią porównywalną do dowcipkowania o Żydach.

Nieomylny to znak, że kwarantanna nie przyniosła spodziewanych rezultatów, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość, a nawet w sile wieku, trąci. I chociaż „Gazeta Wyborcza”, do której pan mecenas Giertych pobiegł się poskarżyć i wypłakać, niby stanęła w jego obronie, ale w taki sposób, że ta obrona w każdej chwili może zmienić się w bezlitosny atak w rodzaju „Giertych do wora, wór do jeziora!” Najwyraźniej pan red. Michnik nie zdążył jeszcze skonsultować się w tej sprawie z sanhedrynem, w związku z czym na razie nie wiemy, co myślimy tym bardziej, że redakcja „Wprost” publikując nagranie akurat teraz, też mogła być inspirowana przez bezpieczniacką watahę, która z jakiegoś, sobie znanego, powodu, postanowiła wykorzystanie Instytutu Myśli Państwowej storpedować. Być może zatem rekonstrukcja tubylczej sceny politycznej będzie znacznie głębsza, niż się obecnie wydaje tym bardziej, że niemiecka prasa daje do zrozumienia, iż tamtejsze służby nie tylko o nagraniach „Pod Pluskwami” wiedziały, ale nawet – że dysponują pełnym ich kompletem. To drugie poważne ostrzeżenie ze strony drugiego strategicznego partnera może oznaczać, że nie tylko rekonstrukcja będzie głębsza, ale również – że nieubłaganie przybliża się realizacja scenariusza rozbiorowego. No bo skoro historia zaczyna galopować, to wszystko staje się możliwe, z obdarowaniem naszego mniej wartościowego narodu tubylczego nową, jerozolimską szlachtą włącznie.

Stanisław Michalkiewicz

podobne: Największy kryzys w rządach Tuska. Kto kontroluje sytuację? czyli „Don Corleone Kiepski” (Rafała Ziemkiewicza) oraz: Buldogi na dywanie czyli… walka służb o ochłapy władzy (i pieniędzy) i to: Stanisław Michalkiewicz: Przygotowania się przeciągają

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s