Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość?


Kulisy lustracji prof. Kieżuna – Klub Ronina 29.09.2014 

Pan prof. Kieżun jest niewątpliwie szczerym patriotą i odnoszę wrażenie że od zawsze sprawy Polski leżą mu na sercu. Jednak jego pomysł na Polskę jest jak dla mnie ciągle w znacznej większości nie do zaakceptowania a to dlatego że często w swoich wypowiedziach i opracowaniach nie stroni on od socjalistycznych i etatystycznych rozwiązań w kwestiach urządzenia państwa polskiego (jego ustroju i gospodarki) w skrócie „socjalizm tak – wypaczenia nie” (Prof. Kieżun. PiS-ekonomika z Afryki). Dlatego właśnie w swoim czasie jego osoba cieszyła się „sympatią” PRLowskiej władzy a jego działalność naukowa była przez nią nawet pochwalana (za co otrzymał w latach 50 tych od komunistycznych władz odznaczenie). Nie zamierzam deprecjonować tego, że mimo socjalistycznych ciągot leży Kieżunowi na sercu dobro Polski, jednak dla mnie same „porywy serca” to za mało, bo nie można moim zdaniem być jednocześnie piewcą „patriotycznej prawicy” i być tolerancyjnym dla pewnych socjalistycznych rozwiązań w gospodarce, która w Polsce największej krzywdy doznała właśnie ze strony socjalistycznej ideologii jej urządzenia.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Retoryka jaką prof. Kieżun do dziś posługuje się poruszając tematykę gospodarczą pozostaje (w moim mniemaniu) dalej zwodnicza a wręcz szkodliwa nie tylko dla tej części społeczeństwa wśród której jego osoba szczyci się estymą, ale głównie dla tych którzy nieopatrznie uważają że można być jednocześnie szczerym patriotą i ślepo uważać socjalistyczny model urządzenia państwa pod pewnymi względami (bo przetykany patriotycznymi wtrętami) za „niegroźny” a nawet godny uwagi. Przecież na tym właśnie zasadzało się kłamstwo komuny, na tolerancji dla WIELKIEGO RABUNKU własności prywatnej na rzecz „wzmocnienia” państwa (co trwa do dzisiaj w ramach „sprawiedliwości społecznej”, „państwa opiekuńczego” i „społeczno-rynkowego” urządzenia gospodarki i co zmierza prostą drogą do bankructwa za które WSZYSCY zapłacimy). Podejrzewam że właśnie to socjalizowanie miało znaczący wpływ na „sympatię” i zainteresowanie się osobą Kieżuna przez służby PRL.

Prof. Kieżun to ani „Konrad Wallenrod” ani (moim zdaniem) „rasowy” TW a po prostu człowiek „zarejestrowany” których w tamtym okresie były tysiące, i który starał się odnaleźć we wrogiej (chociaż z materiałów, których autentyczności nikt jeszcze nie podważył wynika że nie tak bardzo znowu wrogiej) sobie rzeczywistości komunistycznej, którą starał się sobie tylko znanymi sposobami (bo nikt w głowie u Kieżuna nie siedzi) neutralizować.

Gdyby Kieżun rzeczywiście był w jakiś negatywny (na zasadzie wysługiwania się komunie kosztem innych osób) sposób powiązany z aparatem bezpieczeństwa PRL to w moim przekonaniu nie starałby się dziś tak bardzo zaistnieć w środowisku patriotycznym bo zaraz by mu ktoś przypomniał skąd mu nogi wyrastają i tyle byłoby jego kariery i autorytetu. Nie wątpię, że bezpieka starała się znaleźć na niego kompromitujące fakty, ale to co zgromadziła i co publikuje Cenckiewicz pokazuje zaledwie tyle, że nie szkodził on zbytnio władzy (to za mało żeby Kieżuna stawiać w jednym szeregu ze „współpracownikami” i „donosicielami” po trupach), zaś sama władza na próżno go „zwerbowała” bo Kieżun nie wykazywał się jakąś szczególną inicjatywą. To że jeździł za granicę (w zamian za sprawozdania z tych wyjazdów) i że miał to szczęście rozwijać swoją karierę za czasów komuny (nie bez pewnych trudności rzecz jasna), to jednak jednoznaczny dowód dla mnie że władza wiązała z nim jakieś poważniejsze plany. Nie jasne jest tylko dla mnie kto pierwszy wyciągnął rękę i dlaczego. Na ile jednak poważny związek z tego powstał, to każdy może sobie ocenić sam czytając te „donosy”, które są zwykłymi opisami rzeczywistości w której Kieżun funkcjonował. To tak jakby ktoś dziś opowiedział Policjantowi co robił wieczorem pewnej soboty z kolegami, w ramach prowadzonego przez tego Policjanta dochodzenia. Z dokumentów wynika że ten ktoś („Tamiza”) „meldował” się władzy i spowiadał się jej z tego co robi a swoje „meldunki” budował w taki sposób by władza była przekonana że jest aktywny, ale bez żadnych konkretów. Jak dla mnie to nic poważnego ani niecnego.

Muszę przyznać że większe podejrzenia wzbudziła we mnie reakcja na całą tę historię/histerię samego Kieżuna, który raz demonstracyjne drze szaty pod publikę i opowiada o tym jak to córka mu pistolet z ręki wyrwała (żeby niby chciał się targnąć na własne życie), a dwa odmawia jednoznacznego odpowiedzenia Cenckiewiczowi na kilka prostych pytań w związku z ujawnionym materiałem i opowiada o tym że do takich ludzi trzeba strzelać. Skoro publikacja jest oparta o AUTENTYCZNE ŹRÓDŁA, które zostały upublicznione to Kieżun jako osoba PUBLICZNA (i pewien autorytet) nie powinien tak panikować (skoro w swoim przekonaniu niczego złego nie zrobił) i udawać bardziej świętego niż jest w rzeczywistości, bo to naprawdę wygląda jakby rzeczywiście miał coś na sumieniu. Moim zdaniem nie ma jednak w tych materiałach niczego co miałoby jednoznacznie wskazywać na zaprzedanie duszy diabłu przez prof. Kieżuna i dlatego też „oskarżanie” go przez Cenckiewicza o to że nie utrudniał komunie życia tak jak powinien(?) (tzn jak powinien?) i że bezpieka się nim interesowała (a kim się nie interesowała w środowisku naukowym? ) nie jest jednoznaczny z tym że się jej wysługiwał na szkodę narodowi polskiemu, ale że w jakiś sposób jej się wysługiwał jest FAKTEM.

Myślę że ten „bunt” Kieżuna dotyczy wstydu o to że korzystał on z „dobrodziejstw” nie przeszkadzania komunie a nawet idąc z nią na pewien układ (ostatecznie jałowy) by móc rozwijać swoją karierę naukową i żyć normalnie wśród bądź co bądź wrogów za jakich zawsze uważał komunistów. PRL starał się przekupywać i zachęcać do współpracy Kieżuna i fundował mu spokój oraz wycieczki zagraniczne. Ten wstyd wynika z tego że obok takich karier jak Kieżun były inne „kariery” i przykłady na to jak ludzie o podobnym statusie społecznym i intelektualnym jak Pan prof. nie żyli tak jak on bo po prostu ginęli (na śmierć). Ja ten wstyd rozumiem i tak sobie tłumaczę tę panikę Kieżuna i jego teatralne gesty… Mleko się jednak rozlało i trzeba tę sprawę wyjaśnić bez względu na to czy się godzi czy nie godzi dyskutować na temat kontrowersyjnych faktów z życia bądź co bądź pewnych autorytetów… Pisze Rafał Ziemkiewicz:

„…Każdy przypadek kolaboracji z peerelem trzeba by rozpatrywać indywidualnie. Nie zamierzam być sumieniem profesora Kieżuna, kiedy i gdzie zatracił zdolność dostrzegania granicy pomiędzy koncesjami dla systemu za cenę możliwości pozytywnej pracy w jego obrębie, a zaprzedaniem się złu. Dokumenty wystawiają mu złe świadectwo, a sposób, w jaki się broni, nie przekonuje.

Ale nie mówimy o tym, czy Witold Kieżun w swej drugiej drodze życiowej jest na plusie, czy na minusie. Mówimy o tym, czy godzien jest być wzorcem prawości, bohaterstwa i oddania Ojczyźnie dla młodego pokolenia, i czy samą swą obecnością uświęca obóz polityczny, który autoryzuje swym poparciem. 

Moim zdaniem to właśnie ludzie, którzy postanowili użyć profesora w takiej funkcji, udając, że lata 1949-89 spędził on na wygnaniu w Londynie albo gdzieś w czwartym wymiarze, wyrządzili mu ogromną krzywdę. Nie ci, którzy upublicznili znane wtajemniczonym już wcześniej dokumenty i zweryfikowali mit „najbardziej zasłużonego z Polaków”, ale właśnie ci, którzy postanowili, wzorem wrogów, zrobić sobie z sędziwego człowieka totem…

…niewiele od ludzi wymagam, ale od tych, którzy chcą uczestniczyć w debacie publicznej, jednego wymagam stanowczo i od tego nie odstąpię: logiki i konsekwencji. Jeśli kto z pozycji umownie „prawicowych” stawia na piedestał Kieżuna – to musi generalnie zweryfikować całe swoje spojrzenie na PRL. Musi się w nim bardzo zbliżyć, do tego, co od 25 lat uparcie twierdzą działacze i media SLD, „Przegląd”, czy ostatnio pismo „Tak po prostu” redaktora Barańskiego. Czyli uznać, że PRL był jednak niepodległą Polską, „jedyną jaka mogła wtedy być” i czyjaś działalność w PZPR oraz stronnictwach sojuszniczych sama z siebie nie jest powodem, aby temu komuś odmawiać szacunku.

Alternatywą jest obłuda. Tu już nie chodzi o lustrację, o hipokryzję, jaką jest histeryczne odrzucanie faktów dotyczących TW „Tamizy”, gdy się wielokrotnie wytykało kapowanie „Bolkowi”, jaką jest szermowanie argumentem, że lud potrzebuje bohaterów i mitów, a nie prawdy, na którym to myśleniu zbudowany został przecież żenująco marny film Głowackiego i Wajdy. Jeśli tylko te jawne koncesje wobec reżimu, których dokonał  w swym życiu – może słusznie, może musiał, o to się teraz nie spieram – Witold Kieżun nie umniejszają jego prawa do bycia Wielkim Bohaterem, to morda w kubeł nie tylko odnośnie stalinowskich zaangażowań i agenturalnego uwikłania Geremka, wobec epizodu „Czerwonego harcerstwa” u Kuronia i innych autorytetów salonu, ale także i wobec tych, którzy Polsce służyli w orszaku Piaseckiego i Moczara!..” (całość tu: dorzeczy.pl)

…Reasumując zacytuję to co kolega „Solkraken” napisał w komentarzu (pod artykułem): „niewątpliwie Kieżun musiał współpracować, aby skończyć studia i znaleźć pracę ale nie musiał szkodzić Rodakom. podobnie było było w PZPR – wielu AKowców związanych przed 1939r z PPS pomagało PRZYNAJMNIEJ znaleźć pracę swoim Braciom Polakom z oddziałów podległych do 1945r rządowi w Londynie – pełno było takich „niejasnych” sytuacji w środowisku Polskich Patriotów ALE PRZECIEŻ groziło im zarąbanie przez ciemną masę wynędzniałych bandziorków z UBecji, którym PERFIDNE rozkazy pisali co prawda nieliczni ale WSZECHMOCNI aszkeNAZIole.”

…z czym się zgadzam w zupełności i nie mam w związku z tym pretensji do Kieżuna że żył inaczej jak ci niepokorni którzy przypłacili swój bunt życiem. A tak w ogóle to jak słusznie zauważył kolega Jerzy Tatol: „Debata nad Kieżunem czy Wielgusem nie ma najmniejszego sensu dopóki akta operacyjne „służb specjalnych” PRL objete sa najwyższą klauzulą „tajemnicy państwowej”! Jakiego państwa to tajemnica? Polski czy Związku Zdradzieckiego?”

Zalecam więc nie podniecanie się tym co „ujawnił” Cenckiewicz, bo on tego nie sfabrykował a poznanie prawdy należy się wszystkim jednakowo, ze szczególnym uwzględnieniem osób publicznych uchodzących za autorytet, gdyż prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Nietykalny jest tylko Bóg (dlatego że jest święty).

…Odys

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.  oraz: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. i to: Andrzej Talarek: O nazywaniu rzeczy i spraw po imieniu, czyli o poprawności politycznej inaczej

rys. Żukow

rys. Żukow

Wirtualna Polonia

IPN Prof. Kieuzn

W związku z formułowanymi zarzutami i nieprawdziwymi ocenami zakresu relacji prof. Witolda Kieżuna z SB ujawnionymi w artykule Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego „Tajemnica Tamizy”, zdecydowaliśmy się opublikować najważniejsze materiały archiwalne dotyczące tej sprawy.

Nie chcemy tutaj rozpisywać się na temat zawartości tych materiałów, nie chcąc czegokolwiek narzucać i sugerować. Kolejną analizę materiałów „Tamizy” zawiera poniedziałkowy tekst Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego w „Do Rzeczy” pt. „O Tamizie raz jeszcze”.

View original post 583 słowa więcej

Reklamy

7 comments on “Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość?

    • A może konkret żeby było wiadomo co według Pana jest krzywdą i na czym miałaby ona polegać… Zresztą ja wyraźnie zaznaczam, że ferowanie wyroków na temat z którego wiem tyle na ile ktoś coś opublikował jest pozbawione sensu. Najlepiej gdyby każdy pokrzywdzony przez Kieżuna sam się wypowiedział w konkretach publicznie w czym i jak został skrzywdzony… Przed takim wyznaniem uchylę czoła a póki co nie bije pokłonów żadnej ze stron

      Lubię to

  1. Pingback: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dyzonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). | Łódź Odysa

  2. Pingback: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w „państwo opiekuńcze&

  5. Pingback: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s