KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.


Kongres Nowej Prawicy

Kongres Nowej Prawicy

(…) Dziś, gdy opadł już wyborczy pył bitewny, opinia publiczna powoli oswaja się z nową rzeczywistością polityczną. Komentujących można z grubsza podzielić na dwie grupy. Wśród pierwszych dominuje przede wszystkim dojmujące zdziwienie, że przedwyborcze sondaże jednak się sprawdziły i taki „niespodziewany” sukces w ogóle mógł mieć miejsce. Drudzy zaś (którym łatwiej przychodzi akceptacja rzeczywistości i nieuchronność wydarzenia uświadomili sobie już nieco wcześniej) robią to, co zwykle następuje po dowolnym „szoku poznawczym” – uzewnętrzniają wywołane nim negatywne emocje. Część poprzestaje na krytyce głosujących, którzy „mieli czelność” dokonać takiego wyboru, niektórzy zaś dodatkowo usiłują go „usprawiedliwić” – czy to niedojrzałością elektoratu, czy też jego „naiwnym oburzeniem”.Niestety, wśród tej powodzi komentarzy i analiz nie znajdziemy wyjaśnienia najbardziej naturalnego i oczywistego – że wyborcy KNP, którymi w ogromnej mierze są ludzie młodzi, podjęli po prostu decyzję racjonalną, dojrzałą i zgodną ze swoim interesem. Czas zatem najwyższy się przedstawić. Kim jesteśmy i czego chcemy? I – co równie ważne – dlaczego opiniotwórcze elity nie muszą się ani na nas oburzać, ani się nas bać?

Przeciw protekcjonalnym mądralom

Piszący o nas popełniają najczęściej dwa podstawowe błędy. Sądzą bowiem, że nie wiemy, na co głosujemy. A gdy nawet przyznają, że wiemy – to przypisują nam swoje własne wyobrażenie o tym, na co oddajemy głos.

Źródłem pierwszego błędu jest arbitralne odmówienie nam umiejętności podejmowania dojrzałych i przemyślanych decyzji – tylko z racji niedostatecznego wieku. To założenie łamie jedną z podstawowych zasad poprawnego osądu – nikt nie powinien zostać uznany za winnego, dopóki nie udowodni mu się winy. Nikomu nie można odmawiać racjonalności tylko dlatego, że jego poglądy różnią się kompletnie od naszych. Krytycyzm, sprzeciw i wreszcie bunt wobec zastanej rzeczywistości nie są „dowodem na niedojrzałość” – to po prostu jedna z możliwych postaw wobec świata. Ani lepsza, ani gorsza, dopuszczalna tak samo jak każda inna. Bez empirycznych, poprawnych metodologicznie badań nie można oceniać wyborów 20- i 30-latków – tylko z powodu wieku i „kontrowersyjności” ich decyzji, „bo tak się nam wydaje” – jako bardziej niedojrzałych niż wybory 40- czy 60-latków. Chyba że ma się w pogardzie minimalne reguły rozsądnego dyskursu publicznego i protekcjonalnie traktuje resztę jego uczestników.

Niestety, nawet ci, którzy z trudem, bo z trudem, ale jednak uznają naszą dojrzałość, praktycznie nigdy tych wyborów nie rozumieją właściwie.

Oczywiście nie głosowaliśmy – wbrew powszechnym stereotypom – za ”wykluczeniem niepełnosprawnych, odbieraniem prawa głosu kobietom i monarchią”. Żadna z tych rzeczy nie jest elementem programu wyborczego KNP! Za to znaleźć w nim można to, co uważamy za ważne i potrzebne – niskie podatki, ”państwo minimum” i wolność gospodarczą…

(…)My bowiem nie głosowaliśmy na takie czy inne prywatne poglądy, które nie dotyczą w jakikolwiek sposób polityki i gospodarki. Oczekujemy po prostu określonej wizji państwa – a taką prezentuje dziś tylko KNP.

Mamy dość

Dlaczego jednak oddajemy głos na tak bezkompromisowo wolnorynkową partię? Ponieważ nie możemy dłużej znosić sytuacji, w której na nasze barki złożono największą część kosztów utrzymania obecnego systemu społeczno-gospodarczego. Choć jego kształt nie był głównym przedmiotem wyborów europejskich, to po prostu dopiero tym razem uwierzyliśmy, że nasz głos nie będzie głosem zmarnowanym.

Dość często powtarza się mity o różnych grupach społecznych, których ”nikt nie reprezentuje” – emerytach, chorych, najuboższych – bo nie są tak zorganizowani jak nauczyciele, głośni jak górnicy czy nie mają ”własnej” partii jak rolnicy. Tymczasem to my jesteśmy częścią społeczeństwa najsilniej dotkniętą brakiem kogokolwiek, kto realnie zadbałby o nasze interesy. Tak jest np. z tzw. prawem pracy, o które związki zawodowe toczą zażarte boje – chroni ono dzisiejszych pracowników, ale odbiera szanse na pracę nam, którzy dopiero wchodzą na rynek. Podobnie działają wysokie, pozapłacowe koszty pracy i płaca minimalna. Jeśli zaś mamy już to szczęście, że znajdziemy zatrudnienie, to w różnych formach – w podatku dochodowym, podatkach pośrednich i parapodatkach w postaci składek na ZUS i NFZ – oddajmy ponad 50 proc. swojego ciężko wypracowanego dochodu państwu.

Co dostajemy w zamian? W porównaniu z poniesionymi nakładami – nic.

(…)Dlatego wybieramy jedyną liczącą się na polskiej scenie partię, która może przywrócić elementarną sprawiedliwość relacjom międzypokoleniowym.

Nie chcemy żadnych nowych przywilejów ani tym bardziej rekompensat.

Nie protestujemy przeciwko brakowi pracy i perspektyw, ale przeciwko konkretnym rozwiązaniom prawnym i gospodarczym, które do tych braków prowadzą.

Oczekujemy wyłącznie normalności, przywrócenia zachwianej równowagi i zakończenia największego w naszej historii międzypokoleniowego transferu środków.

Zwyczajnie i po ludzku nie godzimy się na bycie okradanym na rzecz wąskiej kasty uprzywilejowanych – dzisiejszych emerytów, rencistów, wszelkiej maści biurokratów, związkowców ze spółek skarbu państwa i innych beneficjentów tej grabieży.

Ta krzywdząca nierówność od dawna była oczywistością dla niektórych z nas. Jednak dzisiaj dostrzegają ją już nie tylko jednostki, lecz spora część całej generacji. Ale w przeciwieństwie do niektórych grup społecznych nie przyjmujemy w rezultacie postawy roszczeniowej – bo „nam się należy”. Chcemy tylko powrotu zdrowego rozsądku do życia publicznego. By „solidarne” było nie państwo, ale społeczeństwo. By dobroczynność była zawsze wyborem serc, jak chociażby podczas Wielkiej Orkiestry, nigdy zaś przymusem.

I dlatego mówimy basta – systemowi politycznemu oraz tworzącej go klasie politycznej.

We have a dream

(…)Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek marzyć o innej, lepszej rzeczywistości. Takiej, w której obywatel jest podmiotem, a nie przedmiotem. W której politycy nie mówią nam, jak mamy żyć. Gdzie sami decydujemy o swoich potrzebach i o tym, co robić z naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

Marzymy, by państwo nie traktowało własnych obywateli jak dzieci, które trzeba dla ich dobra otoczyć zakazami i nakazami. Chcemy, aby każdy był właścicielem samego siebie, a nie własnością garstki urzędników decydujących za nas o naszym zdrowiu, edukacji i majątku.

Co ważniejsze, to nasze marzenie jest szansą dla wszystkich – nie tylko tego pokolenia, ale całego społeczeństwa. Niektórzy, jeśli nawet na nim coś stracą, to tylko w bardzo krótkim okresie. W perspektywie średnio- i długoterminowej zyskujemy wszyscy. Na bardziej efektywnej gospodarce, sprawniejszym państwie, pomocy trafiającej do tych, którzy naprawdę jej potrzebują. Dlatego ta walka o zmiany, w przeciwieństwie do działań różnych innych znanych nam środowisk, nie jest motywowana jakimś wąsko rozumianym „interesem grupowym”. Jest starciem o przyszłość nas wszystkich.(…)

Strachy na Lachy

(…) wierzymy i chcemy bronić przed zakusami napędzanej taką czy inną ideologią władzy wolności słowa, wolności zgromadzeń czy indywidualnej własności. Walczymy o państwo prawa, czytelny podział władz i transparentność administracji publicznej. Bardziej niż ktokolwiek inny dostrzegamy realne współczesne patologie – nepotyzm, korupcję czy klientelizm – i chcemy z nimi walczyć. Nie jesteśmy też w żadnym razie „wrogami Europy”, lecz jedynie jej obecnej postaci – chcemy tylko, by wróciła do swych korzeni: strefy wolnego handlu i układu z Schengen.

Łączą nas wspólne wartości i wspólni wrogowie – ci, którzy wierzą, że w imię swoich subiektywnych przekonań mogą nam wszystkim narzucić własne hierarchie celów i potrzeb oraz odebrać jeszcze więcej wolności.(…)

Dziś bezapelacyjnie dominuje – jak pokazały ostatnie wybory – narracja wolnościowa. Mamy zatem prawo mówić, że ten „głos Feniksów” jest w dużej mierze głosem całej generacji. Ale tak nie musi być zawsze. Jeśli więc nie chcecie powiewających nad Sejmem flag z sierpem i młotem ani sztandarów z falangą, idźcie z nami. A przynajmniej – nie bójcie się pokolenia Feniksów.

*Arkadiusz Łepecki, publicysta, rocznik 1987       źródło: wyborcza.pl

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………
Budżet państwa i system podatkowy w świetle programu Kongresu Nowej Prawicy (całość tu: wmeritum.pl)

2

Powyższe koszty ulegną jeszcze pewnemu obniżeniu poprzez likwidację ZUS i KRUS (ok 5 mld zł) oraz niektórych pozycji wydatkowych ZUS wyżej nie wyszczególnionych (jak np. zasiłki chorobowe, zasiłki pogrzebowe, itd.). Sukcesywna spłata zobowiązań Państwa i zaprzestanie deficytowych budżetów także przyczyni się z czasem do obniżenia kwoty związanej z obsługą długu publicznego.

Sposoby finansowania (system podatkowy):3

Przechodząc do tego jak zamierzamy finansować takich wymiarów zobowiązania, KNP stawia na prostotę i w tym względzie postulujemy aby system podatkowy składał się z m.in.: VAT, akcyz, podatków od nieruchomości (dwuskładnikowego, zwyczajny od powierzchni i katastralny), podatku pogłównego, podatku od firm i składki zdrowotnej pobieranej od emerytów i rencistów (w wysokości takiej jak obecnie). Poniżej podjąłem próbę oszacowania wpływów z przedstawionych podatków:

* Wpływy podatkowe z VAT i akcyzy w 2011 roku wyniosły blisko 180 mld. Średnie opłaty na tzw. ZUS i podatek dochodowy to ok. 1900 zł, po odliczeniu pogłównego to ok. 1500, zakładając że większość z tych pieniędzy zostanie wydana na rynku to 15% z tej wartości wróci w VAT i akcyzach. Daje to kwotę, blisko 50 mld zł. Licząc dochody podatkowe z towarów i usług pozostających jak dotąd w szarej strefie oraz wzrost wpływów będący konsekwencją wzrostu gospodarczego liczę na wzrost jeszcze o dodatkowe ok 15 mld zł wpływów.

** W Polsce jest przeszło 24 mln osób zdolnych do pracy, zakładamy, że po naszych reformach będą chcieli podjąć zatrudnienie albo wyjdą z szarej strefy (do wszystkich obliczeń przyjąłem liczbę 19,2 mln osób pracujących).4

Powyższe wpływy nie uwzględniają grzywien, mandatów, kosztów sądowych oraz innych pozabudżetowych wpływów do budżetu. Więc nawet w sytuacji kiedy ożywienie gospodarcze nie nastąpi w przeciągu pierwszych kilu miesięcy, to na pewno znajdą się środki w budżecie, które tą czasową nierówność budżetu zbilansują. Chociażby wpływy ze sprzedaży czy wynajmu nieruchomości obecnie zajmowanych przez zbędną administrację Państwa wraz z budynkami ZUS-u i KRUS-u. Poza tym praktyką normalną jest najpierw ciąć wydatki a dopiero potem wydatki, tak więc w krótkim czasie liczę, że pojawią się spore oszczędności, aby przygotować się na reformy podatkowe.

Jeżeli okaże się, że powyższe szacunki będą niewystarczające i wpływom do budżetu nie pomoże obniżka VAT i akcyz do poziomu optymalnego (jako poziom startowy możemy zacząć od 18-20% VAT i akcyzy na paliwa na poziomie min. wymaganego przez UE), oraz proponowane podatki nie pokryją wydatków, to trzeba będzie myśleć czy podwyższać podatki od nieruchomości czy np. podatek pogłówny. Można także osób 50 albo 55+ nie zwalniać z ubezpieczenia ZUS – jednak myślę, że obejdziemy się bez tego.

W proponowanym wyżej systemie podatkowym osoba zarabiająca obecnie 3000 brutto, na rękę otrzyma blisko 3300 zł. Obecnie przy pensji brutto na tym poziomie pracownik na rękę otrzymuje 2150 zł, przy czym koszta zatrudnienia przez pracodawcę są bliskie 3650 zł.

Artur Mryczko
Kongres Nowej Prawicy – Mielec
www.arturmryczko.pl

UWAGA! Docelowo KNP VAT-u oraz akcyz nie przewiduje, jednak z uwagi na kolosalne zobowiązania względem obecnych i przyszłych emerytów i rencistów są one niezbędne. Obecnie także istnieją wymogi członkostwa w UE, które zobowiązują nas do pewnych stawek VAT i akcyz – jednak stawki te w miarę wzrostu gospodarczego i sukcesywnego spłacania zobowiązań będziemy obniżać, aby tylko utrzymać równowagę w budżecie. Chcemy wprowadzić jedną stawkę VAT na produkty i usługi – spowoduje to podwyższenie cen usług i towarów obecnie objętych VAT-em preferencyjnym, ale jednocześnie spowoduje obniżkę cen większości towarów, więc bilans dla osób najgorzej sytuowanych powinien wyjść zdecydowanie na plus. KNP nie jest zwolennikiem bonu edukacyjnego docelowo, jednak jest to pomysł, który akceptujemy jako ten, który ma szansę szybciej uzyskać akceptację.

Grafika: facebook.com/livexpromotions

podobne: Socjalizm po polsku. Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) oraz: KNP: ogłosić bankructwo i znieść obowiązek ubezpieczeń społecznych! i to: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

Musimy zablokować wzrost długu publicznego! – Przemysław Wipler

………………………………………………………………………………………………………………………..

JKM likwiduje koryto

JKM likwiduje koryto

Najpierw o tym jaką rolę według mnie powinna odgrywać KNP po nowym rozdaniu (tj. po dostaniu się do Sejmu)… Partia przede wszystkim powinna wystrzegać się „współrządzenia”. Żadnych koalicji, czy wchodzenia w układy w zamian za taką czy inną tekę „malowanego ministra”. Należy się wystrzegać obejmowania z nadania politycznego jakichkolwiek synekur w ramach „koalicji” z kimkolwiek z „bandy pięciorga”. Partia powinna wykorzystać swoją obecność w parlamencie, do promowania z trybuny sejmowej i w mediach własnych inicjatyw ustawodawczych, mających na celu ograniczanie wpływu władz centralnych oraz samorządowych na gospodarkę. Nie wspominając o oczywistym dążeniu do zmniejszenia fiskalizmu, czy likwidacji przymusu tzw. „ubezpieczeń społecznych”. Walka z etatyzmem, socjalizmem i marnotrawstwem jest kluczowa dla państwa, więc partia która chce tym państwem rządzić musi mieć w tych kwestiach opracowane konkretne plany. „Obce” inicjatywy ustawodawcze powinny być wspierane wyłącznie wtedy, kiedy wypełniają te podstawowe warunki. Pierwszą i najistotniejszą sprawą powinno być doprowadzenie do debaty publicznej na temat długu publicznego, żeby naród wreszcie się dowiedział o tym że „niczego nie będzie”, i że będzie zmuszony ponosić koszta poprzednich rozrzutnych nierządów, oraz kto za ten stan rzeczy odpowiada. KNP powinno wykorzystać moment i jako pierwsza partia poważnie mówić ludziom o tym że ZUS jest bankrutem, oraz wskazywać ludziom jak widzi rozwiązanie tego problemu.

Równolegle należy budować oddolne struktury około partyjne, oraz dążyć do okrzepnięcie samej partii. Ludzie którzy chcą się dołączyć do ruchu muszą wiedzieć do czego chcą się dołączyć i dlaczego. Ci którzy przyszli z własnej woli bycia aktywnym działaczem (członkiem struktury politycznej) bo chcą zmian (a nie dlatego że im się Korwin podoba) powinni tym bardziej dbać o samą ideę, natomiast osobiste ambicje powinni schować do kieszeni. Sama partia powinna pozostać strukturą elitarną, zhierarchizowaną i powinna skupić się na jakości (a nie ilości) przyjmowanych członków. Członkowie partii powinni być w swoich poglądach jak najbliżsi ideału wolnościowca-konserwatysty. Nie ma sensu rozwadniać tej struktury „odpadami” z innych partii. Pluralizm poglądów na tzw. dołach jest wskazany i tam powinny się docierać „niejasności”, „niuanse” i „drobne różnice poglądowe”, ale szefostwo po prostu musi sobą reprezentować ściśle określoną ideę. Należy w związku z tym, za każdym razem podkreślać ideowość tej partii i opierać się o niewzruszalne zasady (program gospodarczy jest ważny, ale dopóki obowiązuje demokracja, to jest on raczej niemożliwy do przeforsowania, co nie znaczy że nie mamy go mieć, bo trzeba być zawsze gotowym na jego prezentowanie). Idea natomiast, jest wartością nie do podrobienia, i to jest to co przyciągnęło tylu ludzi do KNP i dalej będzie przyciągać, bo obóz przeciwny coraz bardziej się kompromituje na tym polu.

Partię czeka długi marsz po władzę i mam nadzieję że kiedyś po nią sięgnie. Jednak do tego czasu należy uczulać młody narybek na to, że to się nie stanie z dnia na dzień (tudzież w kolejnych wyborach). Nie należy młodych mamić wizją szybkiego objęcia rządów! Należy ich ukierunkowywać na ciężką pracę i motywować przede wszystkim do działania w ich naturalnym środowisku (w rodzinie i wśród znajomych) i mobilizować do tego żeby SAMI chodzili na wybory, bo nie chodzą! Łatwo jest narzekać na partię, ale partia której wyborcy „sympatycy” nie chodzą głosować jest tylko nazwą na stronie internetowej (na której chętnie każdy się wpisuje by coś skomentować, albo żeby kliknąć w „lajka”).

A teraz będzie trochę obok tematu, ale jednak jakby nie patrzeć w związku z obecną złą sytuacją gospodarczą i społeczną jaka ma miejsce w Polsce, oraz na poczet zmian jakie osobiście chętnie bym widział jako sympatyk KNP… Będzie zatem o ustroju politycznym i gospodarczym…

W zasadzie nazwa rządów jest nieważna a chodzi o ich proste i sprawne zorganizowanie. Tak naprawdę to w każdym ustroju chodzi o „monarchię” a ściślej o związane z władzą przywileje i czerpanie z tego tytułu korzyści. Jest zrozumiałe, że żeby sprawnie zarządzać państwem to trzeba ludziom nim zawiadującym nadać pewne nadzwyczajne uprawnienia i chodzi tylko o to, żeby one w jak najmniejszym stopniu kosztowały obywateli i nie były używane do załatwiania prywaty czy tworzenia monopolu, oraz żeby aparat władzy był jak najmniejszy i jak najmniej zbiurokratyzowany. Chodzi też o zerwanie łańcuszka powiązań gospodarka – aparat państwa i żeby państwo nie rabowało obywatela i każdego traktowało równo wobec prawa.

Problem leży „tylko” w tym, że dzisiejsi nasi suwereni mieniący się „demokratycznie wybranymi przedstawicielami” to nic innego jak pamiętna „szlachta gołota” (w jej najgorszym – swawolnym i zdradzieckim wydaniu) która zorganizowała się w tzw. „zewnętrzne organa władzy” tylko w jednym wspólnym celu (niezależnie od sztandarów jakimi powiewa a zwłaszcza że jest to tak naprawdę jeden sztandar tylko o różnych odcieniach czerwoności) – okradania całej reszty pracujących w sektorze prywatnym obywateli (jak chłopów pańszczyźnianych). Wszyscy ci „panowie bracia” są w swej władzy nadmiernie uprzywilejowani, przez co bezkarni – obwarowani prawem, które każdego szarego obywatela z góry skazuje w konfrontacji z państwem na przegraną i dotkliwą (kosztowną) karę. Ta „klasa próżniacza” żyje kosztem reszty obywateli stojąc ponad nimi a ich odpowiedzialność za ewentualne nadużycia jest rozmyta bo liczba „zawiadowców” i „dobrodziejów” (za cudze) idzie w setki tysięcy „urzędników” najróżniejszej maści (od sołectw po ministerstwa, kancelarie premiera i prezydenta), którzy regulują niemal każdy aspekt życia społecznego. Każdy jeden z tych „szlachciców” decyduje o sporym kawałku naszej własności (zagrabionej w podatkach i składkach) czyli tak naprawdę decyduje o polskiej gospodarce (i na nasz koszt) o naszym mieć lub nie mieć – czerpiąc na dodatek z tego tytułu nieuzasadnione zyski.

Monarcha dziedziczny, (zaprzysiężony na konstytucję gwarantującą wolność gospodarczą, własność prywatną i wolność wyznania) z gabinetem doradców (ministrów) w zupełności wystarczy do kierowania państwem – stania na straży porządku i przestrzegania prawa (faktycznej opieki nad jego najważniejszym ogniwem – obywatelem/poddanym). Monarcha stoi na straży tego by ludzie w spokoju (nie krzywdząc się nawzajem) SAMI organizowali sobie usługi jakie im do życia potrzebne. Król nie może narzucić niczego co miałoby w ostateczności wpływ na gospodarkę i własność prywatną (poza wyjątkowymi sytuacjami jak wojna czy katastrofa naturalna) oraz wolności obywatelskie zapisane w konstytucji. Stoi na straży prawa – ogólnych zasad funkcjonowania państwa (konstytucji) ale nie organizuje ludziom gospodarki w terenie ani systemu sprawiedliwości… Tak to właśnie kiedyś wyglądało że ludzie sami sobie organizowali życie społeczne, zawodowe i kulturalne (a obok tego istniały instytucje królewskie) więc dziś przy obecnej technice, wykształceniu i ucywilizowaniu świata samoorganizacja życia gospodarczego i społecznego jest jeszcze łatwiejsza. A zatem monarcha oraz 6 osobowy rząd ministrów: skarbu, policji i służb, armii, dyplomacji i gospodarki (ziemia i środowisko), oraz sprawiedliwości (jako doradców króla i pod jego przewodnictwem) pracują nad prawem ogólnokrajowym, które król zatwierdza lub nie.

W terenie panuje SAMORZĄDNOŚĆ. Gmina jako najbardziej zbita i zgrana społeczność w której wszyscy w miarę się znają powinna stanowić podstawę podziału administracyjnego – żadnych powiatów czy województw (i dublowania w związku z tym kompetencji). Naród jako zorganizowana w terenie gospodarczo i administracyjnie siła z NIENARUSZALNYM prawem własności jako źródło utrzymania minimalnego państwa z jego królem, ministrami, armią policją i służbami specjalnymi… Bogaty naród – to silny i „nakarmiony” aparat władzy oraz armia, policja i służby specjalne które nie dysponując prawem do zawiadowania niczyją własnością (poza swoją prywatną) muszą dbać o to żeby jego prawdziwy suweren czuł się bezpiecznie i mógł pomnażać swoje bogactwo z którego utrzymywany jest cały aparat. Mieszkańcy gminy w ramach samorządności wyznaczają spośród sobie znanych osób (stąd gmina jako jedyna komórka podziału administracyjnego) swoich administratorów i sami organizują sobie życie: pracę i lokalne struktury w postaci szkoły, służby zdrowia i tego co do życia potrzebne. Co tu kontrolować i po co, skoro ludzie SAMI sobie urządzają świat? Byle bez naruszania porządku prawnego i z poszanowaniem takich samych praw i swobód u współobywateli.

Jeden linowy podatek dla obywateli od tzw. konsumpcji, i jeden podatek dla przedsiębiorców też linowy od obrotu (celowy). Podatek linowy jest moim zdaniem sprawiedliwy bo proporcjonalnie dotyka każdego w taki sam sposób. Konsumpcyjny i od obrotu dlatego, że nikt go wtedy nie uniknie bo KAŻDY kupuje i konsumuje. Dochód z takiego podatku powinien być transparentnie (publicznie prezentowany) rozdzielany na poszczególne resorty władzy jak skromna administracja terenowa (coś na zasadzie trybunów ludowych w Rzymie – oczy i uszy króla), oraz wojsko, policję i służby specjalne. Wymiar sprawiedliwości (sędziowie i prokuratorzy) powinien być organizowany lokalnie i wybierany z lokalnej społeczności a co za tym idzie utrzymywany z lokalnych opłat żeby sędziowie i prokuratorzy wiedzieli komu służą.

Budżet ma być zbilansowany a jak coś się nie domyka to czas na oszczędności – koniec kropka! (bezwzględny zakaz uchwalania budżetu z deficytem!). Zwiększenie wydatków państwa może nastąpić wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach: 1. za zgodą obywateli na czasowe podniesienie podatku; 2. bez zgody wyłącznie w wypadku wojny. Zakaz emisji papierów wartościowych przez państwo. Na prywatnym rynku jak ktoś chce to niech sobie pożycza i się zadłuża, ale niech nie liczy na pomoc państwa czy ratowanie systemu bankowego. W razie kłopotów niewypłacalności jakiejkolwiek instytucji finansowej działającej na polskim rynku (choćby zagranicznej) wchodzi do niej polski komisarz i nadzoruje zabezpieczenie jej majątku na poczet polskich obywateli którzy trzymali tam pieniądze… Pieniądz to towar a zatem powinien podlegać takiemu samemu prawu jak reszta towarów i powinien móc być emitowany również przez banki prywatne. Wtedy tylko szaleniec będzie chciał go psuć obniżając zaufanie do swojej instytucji. W skrócie trzeba skończyć z monopolem na drukowanie pieniądza i zakończyć powiązania bankstersko-państwowe poprzez nieodpowiedzialne „akcje kredytowe” (emisje obligacji). Dochód państwa nie może być przedmiotem spekulacji dla kapitału zagranicznego. W silnym gospodarczo państwie, dynamicznie się rozwijającym i sprawnym administracyjnie, z niskimi podatkami i możliwościami rozwoju dla każdego kto zechce firmę założyć, wartość pieniądza może tylko rosnąć. Problem w tym że reformę trzeba zacząć od wszystkiego NA RAZ bo wszystkie te elementy stanowią nierozerwalną całość… nie da się odbudować silnej waluty bez gruntownej naprawy gospodarki (i na odwrót)…

To o czym napisałem to oczywiście tylko wzór jak ja to widzę. Trzeba zacząć od przywrócenia ludziom władzy nad własnym życiem i majątkiem żeby się bogacili i zaczęli poczuwać się do odpowiedzialności za własne życie. Żeby przestali wyciągać ręce do państwa po „pomoc” i „darmowe”, bo to prowadzi do rozrostu biurokracji i kosztownego marnotrawstwa. Kluczem jest wolność i własność prywatna. Należy maksymalnie zmniejszyć obciążenia fiskalne jednocześnie likwidując zbędną i przerośniętą administrację. Pozwolić rodzimym „MIŚom” normalnie działać, żeby mogły skutecznie konkurować z firmami zagranicznymi… Pozwolić ludziom cieszyć się z tego na co ciężko pracują i nie przeszkadzać im w samodzielnym funkcjonowaniu… Państwo niech pilnuje porządku i chroni nas przed wrogiem zewnętrznym… Polak potrafi tylko trzeba mu zostawić pieniądze w kieszeni a już on będzie wiedział co z nimi zrobić. Mając więcej w kieszeni obywatel chętnie podzieli się z państwem z którym wreszcie zacznie się identyfikować. Bogaty obywatel chętniej też podzieli się tym na czym mu zbywa z innymi obywatelami którzy są mniej zaradni (nie z własnej winy).

Miroslav Yotov - Odwaga - W jedności siła

Miroslav Yotov – Odwaga – W jedności siła

Przywróć nam Boże monarchię! Za monarchii Polska była potęgą i była sprawnie zarządzana jako państwo. Wszystko zaczęło się psuć od momentu nadawania przywilejów szlachcie, nawet spod znaku tzw. „gołoty” (bez majątku, przez co podatnej na łapówki) i coraz większych jej wpływów na rządzenie państwem – w ramach tzw. „demokracji szlacheckiej” – kosztem władzy suwerena (króla). Analogia tej patologii do dzisiejszych czasów jest aż nadto widoczna.

Pisałem na początku o partii, na koniec parę przemyśleń w kontekście „szarych” wyborców – zwłaszcza niezdecydowanych i rozczarowanych Polską, zobojętniałych ale jednak czujących że zmiany są potrzebne. Bo zanim wykształcimy w oparciu o działalność partii i sympatyków kolejne pokolenia wolnościowców, to należy się starać przemówić i dotrzeć do tej rzeszy Polaków, która gdyby zechciała dać się przekonać stanowiłaby realną siłę mogącą przesądzić o politycznych możliwościach KNP na realną władzę w państwie już dziś. Jednak bez zmiany mentalności u stosownej „większości” obywateli (dopóki system rządzenia zasadza się na głupiej demokracji) nikt nie będzie w stanie przeforsować choćby najbardziej potrzebnych, a jednocześnie niepopularnych i przez to trudnych do zaakceptowania przez stosowną „większość” reform. Społeczeństwo nie będzie po prostu tych zmian popierało i może się zbuntować. Bez poprzedzenia zmian ustawowych zmianą mentalną ciężko będzie na dzień dzisiejszy cokolwiek realnie zmienić.

Póki co nie uważam żeby ktokolwiek w Polsce potrafił potrząsnąć Polakami na tyle mocno, żeby się masowo z dnia na dzień obudzili z chocholego tańca. Uważam niestety tak jak ktoś kiedyś napisał, że (z pamięci) „ludzie obudzą się dopiero wtedy gdy po włożeniu karty do bankomatu przeczytają napis POCAŁUJ MNIE W D…” i taka jest brutalna prawda, więc czas na poważne zmiany jeszcze nie nadszedł. Wolnościowców jest w społeczeństwie za mało! Jedyny czas jaki nadszedł, to czas na wyrugowanie z umysłów Polaków naiwnej wiary w demokrację, etatyzm i socjalizm. Jest czas na wskazywanie ludziom alternatywy, oraz sukcesywne gromadzenie wokół niej ludzi szczerych, nie bojących się konkretnych zmian w kierunku WOLNOŚCIOWYM, i gotowych tę ideę propagować bezkompromisowo wśród reszty Polaków. Do tego czasu partia powinna działać organicznie w terenie, zaś sympatycy którym brak zmysłu organizacyjnego (czy chęci na poświęcenie czasu polityce) zawsze mogą skutecznie działać nawet poza polityczną organizacją. To co każdy z nas może zrobić, to zwykła rozmowa z ludźmi z najbliższego otoczenia – w rodzinie, w towarzystwie kolegów, znajomych, współpracowników, na rzecz przekonania tych którzy chcą słuchać (nie musimy przekonywać wszystkich! to jest zresztą niemożliwe do wykonania 🙂 ) do wolnościowych poglądów i głosowania w jakichkolwiek wyborach na KNP.

Czas bardziej gwałtownych zmian nadejdzie moim zdaniem dopiero wraz z wojną lub z kryzysem „bankomatowym”. Do tego czasu należy ludzi leczyć z demokracji i socjalizmu oraz modlić się (tak właśnie!) o nawrócenie moralne (albo chociaż o ROZUM i chęć dokonywania prawidłowych wyborów w życiu – nie tylko przy urnie) i o króla który zagwarantuje ludziom ich słuszne prawo do wolności, własności, praworządności, porządku i bezpieczeństwa.

…Odys

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. a także: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i to: Naród a państwo oraz Ile jest z narodowca w socjaliście. oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz.

Feniks, odradzający sie jak Polska z popiołów (alegoria)

Feniks, odradzający sie jak Polska z popiołów (alegoria)

Reklamy

15 comments on “KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.

  1. Pingback: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! | Łódź Odysa

  2. Pingback: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Krzysztof Gędłek: Hofman i spółka, czyli o ciemniakach i złodziejach. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału? | Łódź Odysa

  5. Pingback: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym! | Łódź Odysa

  6. Pingback: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim | Łódź Odysa

  7. Pingback: „Królestwo Bez Kresu”. | Łódź Odysa

  8. Pingback: Wywiad z Grzegorzem Braunem kandydatem prawicy na prezydenta | Łódź Odysa

  9. Pingback: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. | Łódź Odysa

  10. Pingback: „Do dwunastu mediów” czyli wiersz do każdego polskiego ucha. | Łódź Odysa

  11. Pingback: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. | Łód

  12. Pingback: Mamy wolnościowców w Sejmie ale bez KORWiNa (strach przed wolnością?). Pyrrusowe zwycięstwo PiS i perspektywa terroryzmu ekonomicznego by ratować „teoretyczne państwo” w spadku po PO. | Łódź Odysa

  13. Pingback: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. | Łódź Odysa

  14. Pingback: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm

  15. Pingback: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s