Jesienne wspomnienie Panasiuka oraz Michalkiewicza o wiośnie „oświecenia” w służbie ciemnoty refleksja czyli… początek końca według „Jesiennej wiosny ludów” Jacka Kaczmarskiego


rys. Jarosław Kukowski

rys. Jarosław Kukowski

„…A jesień  idzie przez parki, lasy i na ulice wchodzi ukradkiem. Ludzie zdyszani biegną do pracy, by kredyt płacić za dach nad głową. Nie postrzegają, że świat się zmienia i liści rudych, co wiatr zamiat, i tej jesieni, co się tak złoci. A babie lato płynie nad głową czasami włosy czarne ozdobi albo zawiśnie gdzieś na gałęzi. Wiewiórki noszą do gniazd zapasy i czasem wrona jakby na zgrozę rozedrze dziób. Młode dziewczyny idą do szkoły wymalowane jak w karnawale. Wpisane w piękno owej natury, w drzewa z kolorów pełną paletą. Przy uszach dzierżą swoje komórki i tym sposobem z chłopcami grzeszą.

A ja wspominam tamte jesienie, o których nawet zapomniał czas, tamte dziewczyny pełne urody, i tamten polski brzozowy las. Niemena, który  zrywał mimozy i wracał zdyszany ze szkoły, wtedy od listów pachniało w sieni, a nad głowami białe anioły jak babie lato latały wszędzie. Takich jesieni zapomnieć trudno i tej radości, która ich śladem odeszła w dal. Jeszcze gdzieś smuga ciepłego dymu wciąż się unosi nad kartofliskiem i błyszczą w słońcu skiby przecięte ostrzem lemiesza. I tamte konie skubiące trawę jak malowane mistrzowską dłonią, wciąż ożywają w noc niespokojną. Żal mi  tych koni i żal taborów stojących w lesie…

…Jesień przemierza parki i lasy, czasami zajrzy na wrzosowisko, by zdmuchnąć wiatrem ostatnie listki, zbudzić gałęzie z jesiennej drzemki. Rozpalić ogień gdzieś na polanie , by w ciszy leśnej wśród rudych drzew wzbudzić raz jeszcze to łkanie strun. Niech się radują wszyscy Cyganie, którzy od domów są zbyt daleko. Jadą tabory z naszego kraju do innych lasów w nieznany świat, by szukać szczęścia z dala od domu. By się zagubić w służebnej roli i weteranom zza Odry rodem obmywać stopy i ścielić łoża. Wkładać cegiełkę do dobrobytu, który po wojnie nabrał rumieńców. Służyć wrogowi, który przed laty palił domostwa i gwałt uprawiał, czy to się godzi? Minęły lata, a nasza młodzież (z wątłą historią) na Zachód pędzi, bo w kraju bieda. Chce demokracji zasięgnąć rad i na zmywaku lub na budowie młodość swą spędza. Taki od dawna Polaka los, nikt się nie liczy z naszym narodem.

A tej złotawej polskiej jesieni wszystkim nam brak, za nią tęsknimy z dala od rodzin, bo taka jesień już się nie zdarzy.” (Władysław Panasiuk, Chicago)

podobne: Nostalgia, czyli… Warmińskie wioski, Maciejka i letnie smaki dzieciństwa oraz: Ks. Jacek Gniadek: „Każdy jest migrantem”. Władysław Panasiuk: „Ptak w koronie” i to: Sznur… do grafiki Andrzeja Krauze a także: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości” polecam również: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? i jeszcze: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty oraz: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”.

„…Antoni Słonimski: „Porwały mnie plemiona zdziczałych tubylców, zbrojnych w maczugi światła, strzały laserowe, ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce, paraboliczne bębny, flety bioplazmy, wtórujące podskokom sztucznych serc lub krwawych, wydartych z piersi trupów jeszcze nie ostygłych. O, drogi Pani Hrabio, jakże mi daleko do dworu ukrytego w sadach, do komnaty ksiąg pełnej, gdzie rozmowy wiedliśmy przy kawie, wonnej kawie słodzonej z cukiernicy srebrnej!”…

…warto zwrócić uwagę na dokonane przez „zdziczałych tubylców” połączenie najnowszej techniki z archaicznym przeznaczeniem („maczugi światła”, albo serca „wydarte z piersi trupów jeszcze nie ostygłych”). Najwyraźniej autora musiały wspierać proroctwa, bo przewidział, że w awangardzie cywilizacyjnego upadku starej Europy znajdą się instytucje we wcześniejszych epokach pełniące rolę latarni rozpraszających mroki światłem wiedzy. Chodzi oczywiście o uniwersytety, które z roku na rok pogrążają się w coraz głębszym upadku za sprawą żydokomuny, będącej główną siłą napędową niszczącej Europę i Amerykę komunistycznej rewolucji. Ten upadek widoczny jest zwłaszcza w naukach humanistycznych, bo jeśli chodzi o nauki ścisłe, to tam obowiązuje jeszcze dawna dyscyplina; dwa plus dwa nadal równa się cztery, bo mosty nie powinny się walić, samoloty spadać, a energia docierać do miejsca przeznaczenia. W naukach humanistycznych nie jest to konieczne, toteż hulają tam niczym tornado rozmaici obłąkani docenci, którzy wprawdzie potrafią zrzynać jeden od drugiego w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, ale kiedy zabierają głos, to niepodobna nie odnieść wrażenia obcowania z przeraźliwymi durniami. Weźmy na przykład niedawną deklarację pani profesor Moniki Płatek, że „Małżeństwo jest dzisiaj przede wszystkim wyrazem uczestnictwa w społeczności ludzi uznanych za godnych i godność posiadających. Odmawianie ludziom prawa do małżeństwa, z racji ich orientacji seksualnej, czy identyfikacji płciowej, jest odmową uczestnictwa w społeczności ludzi godnych.” Wydawałoby się, że pani Monika Płatek, zwłaszcza jako profesor nauk prawnych, powinna rozumieć, że każdej nazwie powinien odpowiadać określony desygnat, że „małżeństwo” oznacza związek mężczyzny z kobietą, a nie związek mężczyzny z kozą, czy związek dwóch mężczyzn, albo dwóch kobiet – bo wprawdzie takie związki są, ale gwoli uniknięcia chaosu semantycznego, powinny być nazywane inaczej, na przykład kozofilia, jako umiłowanie kozy – ale w żadnym razie nie „małżeństwo”. Nie ma to nic wspólnego z odmawianiem komukolwiek „godności”, bo jeśli ktoś w takich związkach gustuje, to sam się sytuuje w miejscu przez siebie wybranym. I jestem pewien, że pani profesor Monika Płatek to rozumie, tylko nadużywa swego profesorskiego autorytetu do forsowania w sposób całkowicie sprzeczny z logiką ważnego celu komunistycznej rewolucji w postaci uzyskania przez żydokomunę panowania nad językiem, by za jego pośrednictwem doprowadzić ufne masy ludzkie do stanu całkowitego oduraczenia. Bo celem komunistycznej rewolucji jest zniszczenie fundamentów cywilizacji łacińskiej, by z doprowadzonych w w ten sposób do stanu bezbronności europejskich narodów, uczynić „plemiona zdziczałych tubylców”. Po co pani Monice Płatek jest to potrzebne, co ona z tego ma, albo na co w związku z tym liczy – trudno zgadnąć, więc najprostszym wyjaśnieniem będzie takie, że zwyczajnie zgłupiała („takiście panie ucony, taki ucony, jaze głupi” – mówił baca z anegdoty). Tymczasem „wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie” – zwłaszcza gdy zatrudniony jest na stanowisku docenta i z tej wieży z kości słoniowej może demoralizować młodych ludzi, którzy przecież nie muszą wcale wiedzieć, że mają do czynienia z osobą wykonującą zadanie…” (Stanisław Michalkiewicz – Rezerwaty ciemnoty)

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą i to: Koneczny: „Walka trwa, póki jedna z walczących cywilizacji nie zostanie unicestwiona” czyli… Co łączy masonerię z inwazją islamu na Europę (rozmowa z dr Stanisławem Krajskim) oraz: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos a także: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? i to: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach

„Żywioł się rzuca na zapory
I każdy chce być świadkiem cudu
Jak rzeki – drwiąc ze starych koryt
Niosą jesienną Wiosnę Ludów.
Radości płacz i bicie w dzwony
„Z tej drogi nie ma już odwrotu”
Polityków tłum zaskoczony
Już nie wysiada z samolotów.

Zwierciadło istnień – Grzegorz Kmin

Mówią, że chiński Rok to Smoka
Lub rzadki nadmiar plam na słońcu…
Cóż nam po wróżbach i urokach!
Wszak jest początek w każdym końcu!

Patrzą na zachód ze swych zagród
Głodni Azjaci i Słowianie
Czekając za cierpienia – nagród,
Które ma Bóg Wolności dla nich.
Jadą na zachód osadnicy
Wozami swoich martwych dziadków
Do europejskiej, do winnicy
Gdzie czeka na nich Bóg Dostatku…

Mówią, że chiński Rok to Smoka
Lub rzadki nadmiar plam na słońcu…
Cóż nam po wróżbach i urokach!
Wszak jest początek w każdym końcu!

I nie pamięta się o burzy
Gdy się pogodny świt nasili
Choć przecież modlą się niektórzy
Za tych, co tego nie dożyli.
Choć przecież troszczą się mężowie
W czterech europejskich ścianach
Co robić by ogarnąć mrowie
Wędrownych plemion Dżyngis-Chana.

Mówią, że chiński Rok to Smoka
Lub rzadki nadmiar plam na słońcu…
Cóż nam po wróżbach i urokach!
Wszak jest początek w każdym końcu!

Żywioł się rzuca na zapory
I każdy chce być świadkiem cudu
Jak rzeki – drwiąc ze starych koryt
Niosą jesienną Wiosnę Ludów.
Jak powstał wir – tak się ukoi:
Coś zniszczy, stworzy, coś pochłonie.
Ktoś się raduje – a ktoś boi
Że ten początek ma swój – koniec.” 

Jacek Kaczmarski – Jesienna wiosna ludów 1989

11.11.1989

poprzednio: Jacek Kaczmarski: „Dylemat”

 

Wirtualna Polonia

Wśród grających liści na jesiennym wietrze pamięć ludzka się plącze jako sieć pajęcza.  Czas opowiada historii  dzieje i opisuje bitewne pola gdzie krzyże znaczą żołnierski trud. Te rocznice okrągłe jak Ziemia, co nas ubiera i żywi – stają się ważnym symbolem . Choć pamięć krótka i ulotna jak jesienny wiatr, pielęgnować  ją warto.

View original post 817 słów więcej

Advertisements

5 comments on “Jesienne wspomnienie Panasiuka oraz Michalkiewicza o wiośnie „oświecenia” w służbie ciemnoty refleksja czyli… początek końca według „Jesiennej wiosny ludów” Jacka Kaczmarskiego

  1. Pingback: „Królestwo Bez Kresu”. | Łódź Odysa

  2. Pingback: „Do dwunastu mediów” czyli wiersz do każdego polskiego ucha. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Warmińskie wioski i Maciejka. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Anna Jurek: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”. Różewicz: „Chleb który żywi i zachwyca który się w krew narodu zmienia”. | Łódź Odysa

  5. Pingback: Jacek Kaczmarski: „Przejście Polaków przez Morze Czerwone” | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s