Zamieszanie z delegacjami posłów. Krzysztof Gędłek: Hofman i spółka, czyli o ciemniakach i złodziejach.


13.11.2014 (IAR) – Lista posłów korzystających delegacji sejmowych rozgrzała polityczne emocje do czerwoności. Wczoraj Kancelaria Sejmu opublikowała kilkadziesiąt stron wykazu poselskich podróży. Dziś wszyscy wzajemnie oskarżają się o nieuczciwość.

Szef Klubu PiS zakazał swoim posłom podróżowania prywatnymi samochodami na posiedzenia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Mariusz Błaszczak zwrócił się też na piśmie do marszałka Sikorskiego o zmianę zasad rozliczania poselskich delegacji. Propozycja obejmuje zakaz korzystania z prywatnych środków transportu podczas zagranicznych wyjazdów służbowych oraz rezygnację z wypłacania zaliczek na wyjazd zagraniczny na rzecz refundacji kosztów wyjazdu po powrocie z delegacji na podstawie przedstawionych dokumentów.

Rano Mariusz Błaszczak zarzucił nieuczciwość ministrowi Administracji i cyfryzacji Andrzejowi Halickiemu. Stwierdził, że między 24 a 29 czerwca 2012 roku polityk miał być w Strasburgu, a jednocześnie 28 czerwca głosował w polskim Sejmie.

Andrzej Halicki odpiera zarzuty Mariusza Błaszczaka i zapowiada złożenie pozwu. Szef klubu poselskiego Prawa i Sprawiedliwości powiedział, że w czerwcu 2012 roku obecny minister administracji i cyfryzacji uczestniczył w posiedzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy i w tym samym czasie był w polskim Sejmie.

Andrzej Halicki zarzuty Błaszczaka nazwał skandalem i zapowiada skierowanie sprawy do sądu. Będzie domagał się odszkodowania i przeprosin. Na spotkaniu z dziennikarzami wyjaśnił, że okres wyjazdu do Strasburga jest czasem trwania sesji Zgromadzenia Parlamentarnego. Polscy posłowie nieraz jednak wracali ze Strasburga wcześniej, aby uczestniczyć w głosowaniu w Sejmie. Tak było też w czerwcu 2012 roku. Halicki wyjaśniał, że poleciał do Strasburga w niedzielę, a wrócił we wtorek i w czwartek uczestniczył w głosowaniu w Sejmie. Jego dieta za wyjazd jest niższa, niż gdyby był w Strasburgu przez całą sesję. Na potwierdzenie swych słów przedstawił bilety lotnicze. Dodał, że zawsze latał do Strasburga samolotem, a dokumenty dotyczące jego wyjazdów są dostępne w Kancelarii Sejmu.

SLD chce z kolei, by prokuratura sprawdziła wszystkie samochodowe podróże posłów.

Rzecznik Sojuszu Dariusz Joński podkreślił, że dla jasności prokuratura powinna sprawdzić każdy przypadek. Dlatego dziś przedstawiciele jego partii złożą tam wniosek uzupełniający w tej sprawie. Zdaniem Jońskiego, niektórzy posłowie Twojego Ruchu, PiS i Platformy Obywatelskiej zbyt często deklarowali korzystanie z samochodów. Rzecznik Sojuszu chce wiedzieć, czy w rzeczywistości nie korzystali z tanich linii lotniczych podobnie jak trzej byli posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Dodatkowo Dariusz Joński zaapelował do dwóch polityków PO, by wyjaśnili wybór środka transportu w przypadku podróży do Francji. Chodzi o wicemarszałek Sejmu Elżbietę Radziszewską i wiceministra administracji i cyfryzacji, Stanisława Huskowskiego. Obojgu przysługiwało auto służbowe.

Wczoraj na wniosek SLD prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia popełnienia oszustwa przy rozliczaniu służbowej podróży do Madrytu przez trzech byłych posłów PiS.

Adam Rogacki, Adam Hofman i Mariusz Antoni Kamiński mieli jechać do Madrytu samochodem, na co, według doniesień medialnych, wzięli po kilka tysięcy zaliczki z sejmowej kasy. Ostatecznie polecieli tam tanimi liniami lotniczymi. W poniedziałek Komitet Polityczny PiS jednogłośnie wykluczył ich z partii.

Wczoraj marszałek Sejmu Radosław Sikorski zarządził między innymi audyt w sprawie poselskich podróży.

Z listy poselskich podróży, które opublikowała Kancelaria Sejmu wynika, że posłowie VII kadencji wydali na podróże zagraniczne ponad 8,6 miliona złotych.

Dokąd jeżdżą posłowie? Cele podróży są bardzo różne. Od spotkań Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, poprzez spotkania z Polonią, po posiedzenia i misje OBWE. Zdarzają się też wyjazdy w egzotyczne z naszej perspektywy miejsca jak Kampala, Johanesburg, Meksyk, Adis Abeba, Abudża i Lusaka. Koszty wyjazdów też są bardzo różne. Najwięcej zapłaciliśmy za pięciodniowy pobyt posła Adama Szejnfelda z PO w Meksyku w 2012 roku – ponad 27 tysięcy złotych. Zdarzały się też grupowe wyjazdy np. na spotkanie Unii Międzyparlamentarnej oraz spotkanie Stowarzyszenia Sekretarzy Generalnych, gdzie delegacja dla każdego posła kosztowała od 19 do 26 tysięcy złotych. Rekordzistą pod względem sumy kosztów podróży jest poseł Tadeusz Iwiński z SLD. Jego delegacje kosztowały Sejm w sumie ponad 320 tysięcy złotych.

Zastanawiająca jest też różnica zarówno w kosztach delegacji w te same miejsca, nawet w ramach jednej delegacji oraz to, na czyje zaproszenie jeżdżą posłowie. Najbardziej interesujące pozycje to: „Na zaproszenie prezesa Regionalnej Izby Gospodarczej w Łodzi”, „Misja obserwacyjna startu statku ATV w Kourou (Gujana Francuska), na zaproszenie Francuskiej Grupy do Spraw Kosmosu”, „Na zaproszenie p. J.J. Dordaina’a Dyrektora Generalnego Europejskiej Agencji Kosmicznej do udziału w misji obserwacyjnej startu rakiety Sojuz wynoszącej statek kosmiczny Gaia z bazy ESA w Kourou”, „Na zaproszenie Klubu „Gazety Polskiej” w celu odbycia cyklu spotkań otwartych z Polakami zamieszkałymi w Chicago”, „Promocja Piłkarskich Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA EURO 2012 i Turniej Piłkarski – wyjazd w składzie Delegacji Prezesa Rady Ministrów”. Co ciekawe, w części wyjazdów opisanych jako „wyjazd w składzie delegacji Prezesa Rady Ministrów” Sejm płacił za koszty przejazdu (nawet do 23 tysięcy złotych za osobę), w innych widnieje kwota zero złotych.

Osobna kwestia to podróże samochodami. Rekordzistami tutaj są byli posłowie PiS-u: Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamińskim oraz Adam Rogacki. Z dokumentacji wynika, że najdalej samochodem wybrali się do Madrytu. W sumie Adam Rogacki odbył 27 różnych wyjazdów, Mariusz Antoni Kamiński – 24, a Adam Hofman – 20 wyjazdów.

iar zbiorcza/moc/kl

źródło: stooq.pl

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

„Śledząc perypetie grupki niesfornych posłów Prawa i Sprawiedliwości, trudno nie przypomnieć słynnych słów poczciwego Kisiela o „dyktaturze ciemniaków”.

 Bo tymi właśnie słowy Kisiel postanowił odpowiedzieć na kampanię komunistycznych władz wymierzoną w „antyradzieckie” „Dziady” Adama Mickiewicza. Mniejsza już o kontekst historyczny – nie on wydaje się być tutaj najważniejszy. W tych dwóch słowach Kisiel streścił przecież to, co później Zbigniew Herbert rozwinął w wierszu „Kwestia smaku”, obrazowo wyłuszczając, dlaczego system komunistyczny musiał upaść. Problem w tym, że „dyktatura ciemniaków” – niczym grzyb – cichaczem rozwija się w dogodnych warunkach polskiego demoliberalizmu. A i nie bez znaczenia jest tutaj kwestia smaku…

(…)warto przyjrzeć się złodziejom dzisiaj i tym – jak to się zwykło popularnie mawiać – sprzed wojny. Ci współcześni, ukształtowani są głównie w środowiskach pospolitych mętów, jedyną wartością, w jaką wierzą jest pieniądz, który musi zostać zrabowany. Nie ważne w jaki sposób, mniejsza również o okoliczności. Inaczej było chociażby w czasach Drugiej Rzeczpospolitej, gdy złodziejstwo traktowano nieomal jak zawód! Istniały całe złodziejskie rodziny – podobnie jak dzisiaj mówimy o rodzinach „lekarskich” czy „adwokackich”. Wówczas niechlubnym fachem zajmowali się nierzadko syn, ojciec oraz wuj a kto wie, może i dziadek. Przed wojną ze złodziejstwa można było nie tylko żyć, ale złodzieje często mieli prawdziwe i, powiedzmy, normalne rodziny. Uprawianie złodziejstwa, jako sposób na życie umożliwiały dość łagodne kary, pozwalające obliczyć jak długa odsiadka może grozić za taką czy inną kradzież. Co ważne, małżeństwo i dzieci pozwalały trudniącym się przestępstwem ludziom utrzymywać pewien poziom etyczny. A ten nie tylko chronił przed kompletną demoralizacją, ale także pozwalał żyć w swoistej symbiozie z wymiarem sprawiedliwości. Bowiem swoista tolerancja dla ówczesnych złodziei nie była bezwarunkowa. To raczej efekt czegoś w rodzaju niepisanej umowy między stróżami prawa a rabusiami. We Lwowie na przykład było specjalne miejsce, gdzie złodzieje zostawiali dokumenty ze skradzionych portfeli i – co ciekawe – policja w owym miejscu nie podejmowała żadnych interwencji, choć zapewne zrobiwszy tam obławę, odniosłaby wiekopomny sukces w walce z kieszonkowcami. Jednak ciche przyzwolenie stróżów prawa na istnienie takiego miejsca, pozwoliło okradzionym odzyskiwać utracone dokumenty i uniknąć w ten sposób uciążliwej procedury ich odzyskiwania.

Obecnie, co nie trudno zauważyć, rzadkością jest, by złodziej zwrócił nieprzydatne dokumenty, a cóż dopiero przestrzegał jakichkolwiek reguł honorowych, jak choćby powstrzymywanie się od rabunków w zamieszkiwanej dzielnicy. Ale przyznajmy też – zarówno złodziej dzisiejszy jak i ten sprzed dziesiątek lat kradł tak samo, a więc złamawszy moralne normy, dopuszczał się tej samej krzywdy.

Oto elita

Różnica między Tuskiem czy Kaczyńskim a Hofmanem i Nowakiem jest mniej więcej taka sama jak między przedwojennym złodziejaszkiem a współczesnym rabusiem. To dwa pokolenia zupełnie inaczej wychowane, zdobywające szlify w zupełnie innych politycznych warunkach. Całą czwórkę łączy jedno – z lubością taplają się w politycznym bagienku, a nie mając zdolności wybicia się ponad polityczną przeciętność, podążają wiernie za głosem ludu i sondażowym dyktatem. Starsze pokolenie polityków zachowuje jednak coś w rodzaju „złodziejskiego etosu”, niepozwalającego mu chociażby upijać się w publicznych miejscach, za publiczne pieniądze. Inaczej jest w przypadku młodych wilczków – ci, o czym mogliśmy się niedawno przekonać, są wyjątkowo łasi na wszelkie frukta ważnych, politycznych stanowisk…”

całość tu: pch24.pl

„…Przecież wiadomo, że i osoba wydająca im zgodę na tę eskapadę, czyli de facto wypłacenie kilkunastu tysięcy złotych zaliczki musiała wiedzieć, że jest to zwykły bezczelny przekręt. Samochodowa trasa z Warszawy do Madrytu to prawie 3000 km. Tylko kompletny idiota mógł uwierzyć, że rzekomo udający się na trzydniowe obrady posłowie postanowili dymać samochodami w tą i z powrotem 6000 km. Tym razem padło na PiS, ale nie wierzcie drodzy Czytelnicy, że ktoś przeprowadzi w tej sprawie rzetelny audyt i sprawdzi wszystkie poselskie podróże, bo okazałoby się, że to nie tylko Madryt, ale i Burkina Faso, Kenia, RPA, Emiraty, Tajlandia, Bangkok, Nepal, Indie, USA, Brazylia, Peru, Argentyna, Nowa Zelandia i oczywiście Australia. Żywiołowa turystyka odbywana przez parlamentarzystki i parlamentarzystów wszystkich ugrupowań za nasze pieniądze jest od dawna tajemnicą Poliszynela, a wpadka darmozjadów z PiS jest tylko efektem wywołanej w samolocie awantury, na dodatek w trakcie trwania kampanii wyborczej.

Problem jest inny. Jak pamiętamy zarówno PiS, jak i PO powstały na fali przekrętów i skandali rządu towarzysza Leszka Millera i jego SLD. To afera Rywin-Michnik wywołała społeczne oburzenie, a Jarosław Kaczyński i Donald Tusk rozwinęli sztandary, na których widniały hasła „Stop korupcji”, „Przywróćmy uczciwość w polityce”, „Dość przekrętów i rozpasania klasy próżniaczej”. Licytacja dotyczyła jedynie tego, kto jest bardziej wiarygodny i zdeterminowany by zło wypalić gorącym żelazem. Co dzisiaj z tego zostało? Zero… nic…” (Mirosław Kokoszkiewicz)

podobne: Człowieki honoru i standardy PO czyli…”Praca za głos” i „tylko jeden zegarek” Nowaka oraz: O korupcji i jej “zwalczaniu” – Stanisław Michalkiewicz i to: Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a także:  Sprawiedliwośc – “Układ zamknięty”? i to: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Trzeba zwrócić Polakom ich własność a nie umacniać czy centralizować władzę która jest źródłem korupcji i rozpasania partyjno-urzędniczego, na każdym szczeblu od sołectwa w samorządzie do ministerstw w rządzie. Precz z urzędnikami, precz z władzą która pasożytuje na pracy ludzi z prywatną inicjatywą. Dość fasadowych „rządów” spółek, gdzie kliki z partyjnymi układzikami czają się na rządowe kontrakty aby wydrenować dziesiątki (a przez lata tysiące!) miliardów pieniędzy podatników.

To władza jest złem, urzędy są złem, socjal jest zły, związki są złe. Po co nam to wszystko? Po co nam ta banda nierobów siedząca okrakiem na paśnikach wybudowanych za nasze pieniądze? Któremu przedsiębiorcy do prowadzenia firmy jest potrzebny jakikolwiek urzędnik? Przedsiębiorcy jest potrzebna swoboda i niski podatek a nie „państwo opiekuńcze” ze swoim „prawem” które tylko go ogranicza i nie pozwala mu inwestować własnych pieniędzy w co zechce, zatrudniać ludzi u siebie za godziwe pieniądze i wydawać tego co zarobi na towary innych przedsiębiorców – owoce pracy innych ludzi, którzy produkują REALNE dobra a nie bezużyteczne sterty papierów za które trzeba jeszcze płacić a które zapisywane są tysiącami regulacji podcinających skrzydła przedsiębiorczym ludziom. Jak towary mają być tanie kiedy ich produkcja jest tak dramatycznie obciążona daninami publicznymi? Jak jako konsumenci mamy normalnie żyć skoro tak biznes, jak i nasze pensje są nam w znacznej części odbierane? Jak może się cokolwiek w tym kraju zmienić skoro główna partia mieniąca się opozycyjną ma taki sam plan rabunku naszego mienia jak partia rządząca? Jedyne co PIS może Polakom zapewnić to samo co PO, tyle że na swoich zasadach i ze swoją bandą darmozjadów. Pora skończyć z socjalizmem i życzeniowym podejściem do życia drodzy obywatele. „Starzy” stracili szanse na wolność…a nas skazali na niewole i prace do końca życia.

Wybierajcie Janusza Korwin-Mikke i Nową Prawicę która już dawno apeluje o „wolność i praworządność”. Przeczytajcie program KNP który jest tak prosty jak proste jest NIE OKRADANIE ludzi z owoców ich pracy. Czytajcie a potem wybierajcie – socjalizm i prace do śmierci na emeryturę Pana Wałęsy, Tuska, Komorowskiego, Rostowskiego, Kaczyńskiego, Błaszczaka, Hoffmana, Kalisza, Milera, Kwaśniewskiego, Pawlaka, Sawickiego, Piechocińskiego, Palikota, Grodzkiego, Biedronia i innych „celebrytów” którzy znani są z tego że są znani… albo wolność w dysponowaniu WŁASNYM majątkiem i pracą z której owoców będziecie korzystać przede wszystkim wy sami i wasze dzieci.

…Odys

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Reklamy

3 comments on “Zamieszanie z delegacjami posłów. Krzysztof Gędłek: Hofman i spółka, czyli o ciemniakach i złodziejach.

  1. Pingback: Ryczałty Sikorskiego, Arłukowicza, Neumanna to tylko wierzchołek góry lodowej. Bo nie o to chodzi ile im wolno, ale o to że w ogóle wolno! | Łódź Odysa

  2. Pingback: Dajcie, bo będziemy kradli! czyli… PIS i PSL kolejny raz przeciw zmianom w finansowaniu partii politycznych. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s