Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić?


„…W 1996 r. złoty potok słów, że potrzeba Polsce nowych i tylko nowych samolotów, płynął już nie tylko z ust polityków, ale i coraz liczniejszych dziennikarzy. Mniej więcej w tym samym okresie dwa państwa – Niemcy i Belgia zaproponowały nam nie wypożyczenie, ale darowiznę. Niemcy zaoferowali nam nieodpłatne przekazanie wszystkich swoich Alpha-Jetów w liczbie 72 sztuk. Prawdą jest, że nie były to już samoloty nowe, ale posiadały znakomitą awionikę, niezłe parametry techniczno-taktyczne i mogły z dużym powodzeniem zastąpić zupełnie już przestarzałe polskie Iskry. Razem z maszynami oferowano duże ilości części zamiennych… Jednak dość niespodziewana reakcja ówczesnego Dowództwa Wojsk Powietrznych spowodowała ostatecznie, że samoloty te w konsekwencji przejął Egipt, a lotnictwo tego kraju jest z nich po dziś bardzo zadowolone. W 1996 r. Belgia dość nieoczekiwanie zaproponowała Polsce bezpłatne przekazanie 30 używanych maszyn typu F-16 Block 30. Była to propozycja bardzo racjonalna i korzystna dla obu stron, ale… znów polscy politycy wszelkiej maści, popierani przez generalicję, zgodnym tym razem chórem śpiewali, że żadne stare, tylko samoloty nowe itd. Coraz bardziej i głośniej było też słychać, że „jedynie słusznym” samolotem dla Polski jest tylko i wyłącznie nowy F-16 Fighting Falcon.

Samolot F-16 powstał w roku 1972. Wtedy też oblatano prototypy, a już w 1974 zaczęto go produkować seryjnie. Był stosunkowo tani w porównaniu z innymi maszynami, bo, zależnie od wersji, koszt tej maszyny wahał się na początku od 4,5–6,5 mln USD za egzemplarz. W wersjach późniejszych koszty podnosiły się stopniowo do około 18 mln USD za maszynę. Jednak stale unowocześnianie awioniki włącznie z radarami oraz wyposażeniem, nie zmieniły faktu, że jest to jednak konstrukcja z epoki lat 1970’.

Nieco później zbudowany rosyjski odpowiednik i zarazem przeciwnik, czyli MiG-29 ma gorszą, czyli mniej nowoczesną awionikę, ale jest oceniany jako maszyna o znacznie większych możliwościach bojowych w wersji myśliwskiej.

Falcona przystosowano też z czasem do zadań szturmowych. Strona amerykańska lansowała wówczas tezę, że jest to konstrukcja sprawdzona w boju. Przyznać uczciwe jednak wypadało, że udział w operacji „Pustynna Burza”, gdzie w powietrzu nie było praktycznie przeciwnika, przypominała raczej ostry trening… Natomiast Izrael, który posiada dużą liczbę różnych typów maszyn bojowych, używa F-16 tylko i wyłącznie jako maszyny szturmowej, zadania myśliwskie zostawiając samolotom F-15. Poza Stanami Zjednoczonymi, Falcona używa też kilkanaście państw NATO, np. Włochy, Norwegia, Belgia, Hiszpania, a spoza sojuszu także m.in. Japonia, Emiraty Arabskie, Malezja, wspomniany już Izrael i jeszcze kilka innych. Wersje tego samolotu w samych Stanach Zjednoczonych z lat 1980, czyli Block 30, pozostają dziś w dyspozycji lotnictwa Gwardii Narodowej. Natomiast USAir Force używa głównie wersji Block 50/52 z lat 1990’ [3].

Wielkie zakłady Lockheeda w Fort Worth w Teksasie produkowały także w późnych latach 1990’ i początkach XXI wieku również znakomitą maszynę F-22 Raptor, która zastępuje w linii F-15 Eagle. Jednak po wyprodukowaniu około 230 sztuk, kontrakt na Raptora zakończono. Trudno się temu dziwić – początkowa cena za jedną maszynę tego typu miało wynosić ok. 160 mln USD. W rzeczywistości koszty wytworzenia, a co za tym idzie – cena końcowa wzrosła do ponad 200 mln USD za jeden egzemplarz. Ponieważ ze zrozumiałych względów Raptora nie sprzedawano nawet najbliższym sojusznikom, program ten okazał się po prostu horrendalnie drogi nawet dla bogatych Stanów Zjednoczonych W ten sposób wielka instalacja przemysłowa w Fort Worth stawała się dla administracji USA coraz droższa w utrzymaniu. Tu trzeba dodać, że ta wielka fabryka dysponuje dwoma zasadniczymi wielkimi liniami produkcyjnymi. Na jednej wytwarza się obecnie maszynę piątej generacji czyli F-35. Wielozadaniowa maszyna F-35 Lightning II zastąpi docelowo właśnie F-16… Jej produkcja seryjna rozpoczęła się w październiku 2012 r., ale problem polega na tym że Lockheed musi utrzymywać też jeszcze co najmniej do roku 2026 zdolność produkcyjną i remontową technologii F-16 [4] – na wypadek, „gdyby coś”… Dlatego też słusznym jest, ale tylko z amerykańskiego punktu widzenia, że lepiej jak ta druga linia, nawet w minimalnej ilości, ale jednak samoloty produkuje. I jeszcze lepiej, jak ktoś za to zapłaci… Nietrudno się domyślić, że tym płatnikiem została na dziesięcioletni okres właśnie Polska ze swoim 48-maszynowym zamówieniem.

rys. Artur Krynicki

rys. Artur Krynicki

Kolejnym przysłowiowym „kwiatuszkiem z typowej oślej łączki” jest moduł awioniki. Te nieliczne samoloty, które otrzymuje jeszcze amerykańskie lotnictwo (tylko w ramach wymiany samolot za samolot do rezerwy) posiadają awionikę Block 60. Taki sam typ otrzymały samoloty dostarczone m.in. do Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i do Malezji. Polsce zaproponowano natomiast nieco starszy moduł, czyli Block 50/52. Wszelkie argumenty strony polskiej, żeby nasze Falcony otrzymały również najnowocześniejszą awionikę zbywano przy pomocy różnych pretekstów… W końcu zaproponowano naszemu krajowi specjalnie dla nas skonstruowany, czyli nietypowy moduł awioniki, 50/52 plus, który oczywiście kosztuje więcej – drobiazg, jakieś 250 tys. USD na jeden samolot… A mimo olbrzymich kosztów ta awionika nie należała już najnowocześniejszej generacji… Za to wszystko w finale płaci, i to słono, polski podatnik. Wynegocjowany kontrakt był też kuriozalny po stronie gwarancji, serwisu itp.

Oczywiście strona amerykańska dała gwarancję fabryczną na F-16, ale jakoś dziwnie w polskim kontrakcie był to tylko okres 3-letni… Emiraty Arabskie przykładowo otrzymały 6-letni okres gwarancyjny, Izrael zwykle otrzymuje 10 lat, a trzeba dodać, że maszyny tego państwa posiadają zwykle ok. 300–450 godzin rocznego nalotu, czyli mniej więcej tyle, ile samoloty będące w pierwszej linii lotnictwa amerykańskiego. Natomiast nasza strona, czyli w tym wypadku Dowództwo Wojsk Powietrznych, przewidziało roczny nalot na poziomie 150 godzin. Złośliwi, a może tylko mądrzy, twierdzą, że jeżeli utrzymamy około 90 godzin rocznie na poszczególny samolot w kategoriach wylatanych godzin to i tak będzie bardzo dobrze… Pierwsze lata eksploatacji potwierdzały, że nasze samoloty, latają przeciętnie po około 60–70 godzin rocznie…

Miernie, nawet na pograniczu przestępstwa, przedstawiciele strony polskiej wynegocjowali offset, jest sprawą znaną. Lockheed zainteresowany był np. wspólnymi pracami nad „błękitnym laserem”, ale wyłącznie na terenie USA itd. Dziś już wyraźnie widać, że kontrakt offsetowy został po stronie polskiej wynegocjowany źle, a nawet te niewielkie zresztą segmenty, co do których podpisano bardzo konkretne umowy, nie są w pełni realizowane…

Należałoby teraz podać konkretne sumy, ile ostatecznie będzie kosztować nas całość kontraktu, ale wliczając w to też koszty poza kontraktem. Polska zapłaci finalnie, oczywiście w kredycie, za 48 zakupionych Falconów, wraz z podstawowymi modułami, ok. 8,5 mld USD. To jednak dopiero początek. Szkolenie pilotów, mechaników, obsługi naziemnej to kolejne, bagatela, 450 mln USD. Teraz dochodzi jeszcze zakup określonych pakietów uzbrojenia do tych samolotów. Skromnie licząc i na przysłowiowe „dzień dobry” zapłaciliśmy dalsze 1,7 mld USD i to tylko na najbardziej potrzebne i podstawowe pakiety uzbrojenia. Kolejny koszt rutynowej modernizacji samolotów po około 6 latach eksploatacji, pochłonie, jak się oceniało, ok. 1,5 mln USD na samolot. Do tego dochodzą koszty stałej eksploatacji, konserwacji i szeregu innych niezbędnych przecież wydatków. Wylicza się, że zakup, i wszelkie szeroko rozumiane koszty eksploatacyjne w przedziale 10 lat łącznie, to minimum 18 mld USD.

Rząd amerykański, udzielił Polsce kredytu na zakup F-16. Jest to w kategoriach prawdy, kredyt dogodny, niedrogi, ale jednak kredyt. Jego ostatnia rata miała uiszczona w tym roku.

Żywotność maszyn bojowych dzisiejszych czasów, wbrew pozorom, jest długa i wynosi ok. 30 lat. W tym okresie samolot przechodzi 2–3 gruntowne modernizacje, połączone z wymianą całej awioniki, silników itd. Na tyle też nasi planiści rozważali możliwość użytkowania zakupywanych F-16, szumnie ochrzczonych „Jastrzębiami”.

Tymczasem w światowej technice lotniczej, wymiana generacyjna samolotów już się rozpoczęła, a następcą Falcona nie tyle będzie, co już jest, wspomniany F-35 Lightning II. Zgodnie z przewidywaniami, samolot ten, obok F-22 Raptor, staje się już samolotem dominującym zarówno w lotnictwie USA, jak zapewne niebawem w innych państwach NATO – oczywiście za wyjątkiem Francji, która pozostanie przy swoim nowym Rafale, ale już nie przy Miragach oraz grupie państw, która będzie używać Eurofightera. Warto przypomnieć, że zarówno Zjednoczone Królestwo, jak i Niemcy kilka dobrych lat temu złożyły opcje na zakup F-35. Jak się ocenia obecnie Polska, która praktycznie spłaciła posiadane F-16, które posiadają po ok. 1500 godzin nalotu, staje po mału przed kolejnym wielkim dylematem strategicznym. Nasze Falkony dalej są względnie nowe, ale absolutnie nie nowoczesne, a wręcz generacyjnie mocno przestarzałe. Do nowej generacji samolotów rosyjskich posiadane przez Polskę amerykańskie maszyny mają się tak, jak w latach 1990’ Migi-21 do ówczesnych F-16. Wszystko, co będą mogły zrobić nasze samoloty w ewentualnym starciu z maszynami kolejnej generacji, to po prostu odlecieć jak najszybciej z pola walki, chociaż na pewno to się nie uda. Wspomniany dylemat przekształca się więc w pytanie: czy nie czas zatem zacząć myśleć o złomowaniu teoretycznie sprawnych jeszcze i nowych F-16 i przejść do nowej generacji, czyli samolotów klasy F-35 Lightning II, tyle tylko, że taki zakup ok. 50– 60 maszyn będzie wydatkiem rzędu 100 mld USD?(…)

(…) Przez ostatnich około 200 lat nasze elity cywilne i wojskowe toczyła bardzo brzydka i zaraźliwa choroba, zwana „kundlizmem pospolitym”. Okazuje się że paroksyzmy tej epidemii bynajmniej nie minęły. Dużą radość, ale i politowanie sprawiają obserwatorom ludzie, którzy jeszcze 25 lat temu opowiadali przysłowiowe bajki o dzieciątku Lenin i bezgranicznej wierności dla Związku Radzieckiego, a obecnie uczą się na pamięć obszernych fragmentów „Chaty Wuja Toma”… Może byłoby lepiej, jeżeli już muszą, aby raczej wkuwali „Grona Gniewu”. Przecież tę znakomitą książkę napisał też Amerykanin i noblista.”

całość tu: geopolityka.org

podobne: Eugeniusz Januła: Amerykańska tarcza antyrakietowa – prawdy i fikcje. oraz: Polski mundur made in China. Amerykańskie F-35 nadal uziemione. i to: Konsolidacja polskiej zbrojeniówki. Zacieśnienie współpracy wojskowej USA – Polska. polecam również: Romuald Szeremietiew: Sytuacja polskiego przemysłu zbrojeniowego

Reklamy

4 comments on “Nabici w F-16. Eugeniusz Januła o problemie nie tylko samolotów. Za co Polska musi płacić?

  1. Pingback: Romuald Szeremietiew: Czy będziemy solidarni w obronie? | Łódź Odysa

  2. Pingback: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („S

  4. Pingback: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s