Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)


„…Interesy polityczne i krótkowzroczność strategiczna Waszyngtonu, nakazujące zaniechania jakiejkolwiek współpracy z Teheranem i Damaszkiem w zwalczaniu Państwa Islamskiego, kreują sytuację, w której groźba fiaska wojny z Kalifatem staje się coraz bardziej realna. Roli koordynatorów w namierzaniu niezwykle mobilnych i rozproszonych sił Państwa Islamskiego, szczególnie w Syrii, nie są póki co w stanie przejąć także ani Kurdowie, ani „umiarkowani” sunniccy rebelianci.

O słabości operacyjnej koalicji i całkowitym braku koordynacji jej działań z tym, co dzieje się na lądzie, świadczyć może przebieg operacji humanitarnej w sierpniu br., mającej na celu udzielenie pomocy irackim Jazydom i chrześcijanom, uciekającym przed oddziałami IS w płn. Iraku. Niemożność efektywnego wykorzystania przez koalicję dominacji w powietrzu na rzecz realnej pomocy dla dziesiątek tysięcy ludzi, kosztowała w efekcie życie wielu spośród tych uchodźców.

Podobnie rzecz się ma ze wsparciem materiałowym dla oblężonych w enklawie Kobane jej kurdyjskich obrońców. Zrzuty zaopatrzenia i broni (podjęte zresztą z dużym opóźnieniem i o raczej symbolicznej skali) są dokonywane bez dokładnej koordynacji z Kurdami, co sprawia, że cześć tego wsparcia trafia bezpośrednio w ręce dżihadystów z IS.

Koalicja nie jest w stanie przekuć swej pełnej dominacji w powietrzu na sukces nawet tam, gdzie wydaje się to oczywiste i naturalne. W połowie października br. w części mediów i na specjalistycznych portalach pojawiła się sensacyjna informacja, że Państwo Islamskie dysponuje co najmniej dwoma zdobycznymi – i co ważne całkowicie sprawnymi – samolotami bojowymi (zapewne typu MiG-21 lub -23). Maszyny te, stacjonujące w zdobytej przez IS bazie SAAF w Al-Dżara’ah koło Aleppo, wykonywały w tym czasie szereg lotów ćwiczebnych, a instruktorami adeptów pilotażu z IS mieli być doświadczeni lotnicy z dawnych irackich sił powietrznych. Rodziło to poważne obawy, że samoloty te mają być ostatecznie pilotowane przez terrorystów-samobójców z Państwa Islamskiego i wykorzystane jako narzędzie zamachu terrorystycznego na bliżej nieznane cele w regionie (Pałac Prezydencki w Damaszku?, Bejrut?, Bagdad?). O sprawie głośno było przez kilka dni, w sieci pojawiły się liczne amatorskie nagrania samolotów startujących i lądujących w bazie w Al-Dżara’ah, koalicja w żaden sposób nie odniosła się jednak oficjalnie do tej – obiektywnie niezwykle istotnej i rodzącej wiele zagrożeń operacyjnych i strategicznych – kwestii. Ostatecznie problem został rozwiązany dzięki… samym SAAF, które 21 października br. dokonały nalotu na swą dawną instalację w Al-Dżara’ah, niszcząc znajdujące się akurat na ziemi samoloty należące do IS. Samotny syryjski Su-24MK „Fencer D” z polowej bazy w Tiyas przeleciał ponad 100 mil, wykonał zadanie i powrócił bez przeszkód na macierzyste lotnisko. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, dlaczego to proste w gruncie rzeczy zadanie nie zostało zrealizowane przez maszyny sił powietrznych koalicji, niemal codziennie przeprowadzające loty i ataki w okolicach Aleppo? Co sprawiło, że koalicyjni planiści i sztabowcy nie zauważyli lub nie zdiagnozowali należycie problemu, o którym huczał cały internet i media elektroniczne? Jakie wnioski co do kondycji i sprawności amerykańskiego wywiadu (i podobnych służb sojuszniczych) można wysnuć z tej historii?

Podobnych przykładów było w ostatnich tygodniach więcej. Gdy obrona kurdyjska w Kobane zaczęła się chwiać pod ciosami kolejnych, coraz bardziej gwałtownych szturmów oddziałów IS, koalicja zwiększyła tam swe działania powietrzne aż o 200 proc., co oznaczało jednak w praktyce wzrost średniej dziennej liczby ataków… z dwóch do ośmiu. Osiem uderzeń lotniczych, przy czym każde oznaczające atak z wykorzystaniem średnio jednej sztuki standardowej amunicji lotniczej. Trudno się dziwić, że tak „poważna” skala aktywności nie wpłynęła w istotny sposób na zahamowanie postępów bojowników IS wokół Kobane.

Stratedzy Pentagonu utrzymują, że rolę koalicyjnych sił lądowych mogą w Iraku spełnić zarówno irackie siły zbrojne, jak i kurdyjscy Peszmergowie, w Syrii zaś „umiarkowani” sunniccy rebelianci. Póki co jednak armia iracka faktycznie nie istnieje, rozbita nie tylko w sensie fizycznym, ale też – co ważniejsze – moralnym dzięki całemu pasmu mniej lub bardziej spektakularnych klęsk i porażek, poniesionych od Mosulu (czerwiec 2014) po Falludżę i zachodnie przedmieścia Bagdadu (październik 2014). Minie wiele czasu, zanim irackie siły zbrojne otrząsną się po tych ciosach i będą w stanie skutecznie stawić czoła islamistom z IS. Póki co, obrona irackiej stolicy spoczywa więc w głównej mierze na barkach szyickich ochotników (zarówno z Iraku, jak i całego regionu, a nawet z Afganistanu i Pakistanu), irańskich „zielonych ludzików” z Pasdaran oraz… amerykańskich i brytyjskich „doradców”. Peszmergowie z kolei nigdy nie byli siłą militarną sensu stricto, a już z pewnością nie o charakterze ofensywnym. Ich podstawowym zadaniem i celem było chronienie (a więc głównie pasywna obrona) terenów kurdyjskich w Iraku, w czym faktycznie byli perfekcyjni. Formacja ta, choć nominalnie silna liczebnie, karna i zmotywowana oraz dość dobrze wyszkolona, musi przejść więc dużą metamorfozę, aby stać się siłą zdolną przejąć inicjatywę w walce z IS i móc przystąpić do zakrojonych na szerszą skalę działań ofensywnych. To zaś wymagać będzie olbrzymich nakładów finansowych, materiałowych i organizacyjnych oraz przede wszystkim czasu. Czasu, którego koalicja w istocie nie ma, jeśli nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii.

Podobnie rzecz się ma z innym filarem amerykańskiej strategii walki z Kalifatem, czyli z „umiarkowanymi” rebeliantami sunnickimi. Założenie, że istnieje realna możliwość wyszkolenia i wyposażenia przez Zachód, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, „armii” złożonej z „umiarkowanych” rebeliantów i zdolnej stawić czoła w polu doświadczonym bojownikom z Państwa Islamskiego – zakrawa już wprost na „political fiction”. Syryjskie formacje rebelianckie, mające jeszcze jakiekolwiek operacyjne, personalne lub finansowe związki z zachodnimi wywiadami (a więc tym samym uznawane na Zachodzie a priori za „umiarkowane”, prozachodnie i „demokratyczne”), mogą dzisiaj wystawić w polu najwyżej 20–30 tys. bojowników, przy czym mowa tu o wielu oddziałach liczących najwyżej po 2-3 tys. ludzi każdy, rozproszonych w różnych częściach kraju i działających bez większej koordynacji, za to z reguły ściśle współdziałających z dominującymi na danym terenie dużymi formacjami antyreżimowymi – głównie islamistami z Frontu Islamskiego, a nawet dżihadystami z Frontu Al-Nusrah, czyli ekspozytury Al-Kaidy w Lewancie. Dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód tych ugrupowań „prozachodnich” jest więc tym samym pośrednio wspieraniem islamskich radykałów, wrogich w istocie Zachodowi i stawiających sobie za cel islamizację Syrii.

Podsumowanie i wnioski:

• Nominalne rozmiary terytorium Kalifatu, wraz z jego uwarunkowaniami geomorfologicznymi, czynią zeń dogodny obszar do działań o charakterze nieregularnym. To także idealny teren do skutecznego ukrycia rozproszonych i wysoce mobilnych sił i środków militarnych IS. Ich wytropienie i zniszczenie z powietrza (przy obecnej w gruncie rzeczy niewielkiej skali działań koalicyjnych) będzie niezwykle trudne, a w praktyce – wręcz niemożliwe.

• Efektywność strategii walki z Kalifatem powinna więc polegać na ścisłej koordynacji działań powietrznych koalicji z operacjami przeprowadzanymi na ziemi przez zdolne do tego i militarnie skuteczne siły lądowe. Trwające od początku operacji przeciwko IS usilne poszukiwanie takich partnerów dla działań koalicji nie przyniosło rezultatów, co skutkuje nieprzerwanym pasmem sukcesów Państwa Islamskiego. Wydźwięk propagandowy takiego stanu rzeczy („jesteśmy w stanie działać i wygrywać ‘pod gradem bomb’ zrzucanych przez niewiernych”) jest doskonale wykorzystywany przed medialne komórki Państwa Islamskiego i tylko umacnia wśród radykalnych muzułmanów na świecie image i legendę Kalifatu jako „boskiego dzieła”, zwiększając jego popularność i atrakcyjność.

Po dwóch miesiącach trwania kampanii przeciwko Kalifatowi sytuacja operacyjna koalicji nie przedstawia się najlepiej. Pomimo ataków koalicyjnych, Państwo Islamskie nie tylko zachowało swe zdolności operacyjne, ale nawet jest w stanie kontynuować działania ofensywne, zwłaszcza na kluczowych kierunkach (Aleppo w Syrii, Bagdad w Iraku). Straty, poniesione dotychczas przez siły Kalifatu w wyniku nalotów koalicji – szacowane łącznie na ok. 1–1,5 tys. wyeliminowanych bojowników i zniszczonych kilkadziesiąt sztuk różnego rodzaju sprzętu – nie są absolutnie w stanie wpłynąć na zmniejszenie nieprzerwanie wysokiego tempa działań formacji liniowych IS, nie mówiąc już o jego zahamowaniu. Wbrew nadziejom, nie udało się też w poważnym stopniu naruszyć ekonomicznych podstaw funkcjonowania Państwa Islamskiego. Dotyczy to zwłaszcza rozbudowanej infrastruktury „eksportu” ropy naftowej i jej pochodnych, opartej w głównej mierze na zaangażowaniu tysięcy ludzi – mieszkańców pogranicza syryjsko-tureckiego i iracko-kurdyjskiego.

• Strategia walki z Kalifatem, realizowana obecnie przez koalicję, posiada na poziomie operacyjnym szereg luk i białych plam. Widać już wyraźnie, że ani Kurdowie iraccy, ani sami Irakijczycy, o sunnickich rebeliantach w Syrii nie wspominając – nie są obecnie (i zapewne długo jeszcze nie będą) w stanie spełnić narzuconej im a priori przez Waszyngton roli lądowego komponentu koalicji. Z kolei te siły w regionie, które dysponują stosownym potencjałem i doświadczeniem, z góry są przez USA i ich sojuszników skreślone jako „politycznie niepoprawne” lub wręcz wrogie. Wraz z wciąż symboliczną skalą koalicyjnej operacji powietrznej przeciwko Państwu Islamskiemu może to oznaczać, że Kalifat nadal nieprzerwanie rozszerzać będzie swe granice. Chyba, że Stany Zjednoczone – zmuszone okolicznościami – zarzucą swą dotychczasową doktrynę niezaangażowania własnych sił lądowych.

całość tu: geopolityka.org

Jak dla mnie odpowiedź na pytanie dlaczego USA w tak nieudolny sposób postanowiło zwalczać Państwo Islamskie jest bardzo prosta. Wbrew powszechnemu przekonaniu że USA nie chce dopuścić do wielce prawdopodobnego rychłego rozszerzenia granic Kalifatu o kolejne regiony Syrii i Iraku, a być może także Libanu i/lub Jordanii uważam że USA właśnie tego chce. „Dżihadyści” nie zostali jeszcze unicestwieni, gdyż mają ciche przyzwolenie USA na naruszenie stabilizacji w regionie by w ostateczności stworzyć „moralny mandat” do konwencjonalnej interwencji sił zbrojnych USA w celu podporządkowania sobie wszystkich krajów w regionie i zainstalowania w nich rządów które przegonią ze swoich terenów konkurentów USA czyli Chiny i Rosję a nawet Europę (stąd wyjątkowo brutalne ataki na chrześcijan). Moim zdaniem w ostateczności może dojść nawet do tego, że USA „pogodzą się” z powstaniem Państwa Islamskiego o ile państwo to uzna protekcję USA i pójdzie z nimi na współpracę gospodarczą.

„Dżihadyści” wyhodowani przez USA i ich arabskich sojuszników zostali stworzeni jako narzędzie do zlikwidowania „reżimów” stających okoniem wobec amerykańskich planów w regionie. Jednym z tych „reżimów” który ciągle nie chce się poddać amerykańskiej protekcji jest jest syryjska „dyktatura”. Więc póki Asad rządzi Syrią to Państwo Islamskie nie traci swojej racji bytu. Dlatego też dozbrajanie i doszkalanie przez Zachód syryjskich ugrupowań „prozachodnich” jest całkowicie logiczne i nie ma tu znaczenia fakt, że tym samym pośrednio wspierani są islamscy radykałowie, wrogo nastawieni do Zachodu i stawiający sobie za cel islamizację Syrii. Priorytet jest na dziś dzień zupełnie inny – zmusić Asada do kapitulacji. Po tym co się stanie później z Państwem Islamskim zobaczymy na ile ISIL jest czymś więcej jak tylko psem który zerwał się z łańcucha i na ile niezdarność z jakim USA  zabiera się za jego „odstrzelenie” była przypadkowa (moim zdaniem nie jest)

Może być też tak, że od początku chodziło o to żeby na terenie zdestabilizowanym uplasować „nowego” gracza, co będzie już jednoznacznym dowodem na to że ISIL to nie był wypadek przy pracy a od początku do końca prawdziwy cel „rewolucji arabskiej” w regionie – stworzenia od podstaw trzeciej rzekomo „spontanicznej” siły którą dałoby się kontrolować a która sama stanowiłaby na rzecz pasożyta kontrolę nad światem arabskim pod płaszczykiem Państwa Islamskiego. Póki co brak rzeczywistego zapału USA na wypicie po męsku piwa jakiego same naważyły świadczy przeciwko szczerym intencjom likwidacji przez Amerykanów Państwa Islamskiego.

…Odys

PS… „…Oto na naszych oczach dokonuje się somalizacja świata, którą przed kilku laty przepowiedział (czy raczej zapowiedział) Jacques Attali, z pewnością jeden z najlepiej poinformowanych współczesnych polityków. Przypomnijmy, że Somalia to państwo praktycznie nieistniejące, w którym od kilkudziesięciu lat nieprzerwanie trwa wojna domowa, którego terytorium podzielone jest pomiędzy quasi‑państewka kontrolowane przez rozmaite klany i zwykłe bandy.

Somalia nie jest jednak jedyna – w podobny sposób wygląda już od dawna sytuacja w wielu (szczególnie afrykańskich) krajach, których mieszkańcy stale żyją w strachu, cierpiąc gwałty, porwania, zabójstwa, rozboje oraz będące ich konsekwencją: głód i choroby. Pogłębiający się chaos na Bliskim Wschodzie – bezpośredni efekt tak zwanej arabskiej wiosny – już teraz doprowadził do rozpadu kilku państw (Libia i Syria) i utworzenia przez fanatyków z ISIS bandyckiego kalifatu w Iraku.

Somalizacja nie musi jednak pozostać domeną Afryki czy Azji. Do czegóż innego bowiem prowadzi krwawa wojna karteli narkotykowych w Meksyku? Do czego innego może doprowadzić przedłużanie się wyniszczającego konfliktu pomiędzy prorosyjskimi separatystami w Donbasie a wojskami ukraińskimi? Czy Europa pozostanie oazą spokoju na morzu nieszczęść, jeśli choćby kilka procent spośród imigrantów z krajów muzułmańskich zechce się przyłączyć do dżihadystów, przenosząc swą „świętą wojnę” z brzegów Eufratu nad Tamizę i Sekwanę?

Jak to jednak możliwe, że wszystko to nie powoduje jakiejś zdecydowanej reakcji najsilniejszych mocarstw, posiadających wszak dziś środki i możliwości zaprowadzania pokoju nieporównywalnie większe niż w ubiegłych wiekach? Może w ich interesie, lub w interesie niektórych środowisk sprawujących w nich władzę, jest właśnie nie konserwowanie istniejącego porządku międzynarodowego, ale jego destabilizacja?…” 

całość tu: wirtualnapolonia.com

podobne: MaxTV news: Ebola & Khorasan. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla mówi Wojna 20 razy w ONZ. Amerykański generał o szkoleniu „syryjskich rebeliantów”.  i to: Arabia Saudyjska: koalicja przeciwko islamistom. Syria uzna naloty za akt agresji. Niemcy i Wlk. Brytania: nie dla nalotów w Syrii i Iraku. Dżihadyści śmieją się z USA. Francuscy islamiści biorą udział w egzekucjach. polecam również: Walki z islamistami: Syria – 3 miliony uchodźców, Irak – dramat chrześcijan. Stanisław Michalkiewicz: „Pustynna burza” oraz: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki

ISIL, USA, Arabia Saudyjska, Państwo Islamskie

Advertisements

3 comments on “Tomasz Otłowski: Wojna z Kalifatem: aspekty operacyjne. Nieudolność USA (celowa?)

  1. Pingback: USA i ich priorytety na bliskim wschodzie. Irak i Państwo Islamskie kluczem do pokonania Syrii. Republikanie prą do interwencji lądowej. Co wiemy a czego nie wiemy o ISIS. | Łódź Odysa

  2. Pingback: Francuzi już nie są u siebie? Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s