Michelle K. i Katarzyna Wołyniec do grafiki Christiana Martina Weissa.


Christian Martin Weiss - Sen

Christian Martin Weiss – Sen

„Zawsze byłeś 

tylko duchem 

chłopca

kiedy potrzebowałam 

więcej”

Michelle K., „You, You” 
„Chodź
zgubimy się w sobie
tak dawno Cię tu nie było

ciało już prawie zapomniało
wszystkich szlaków
nakreślonych Twoimi dłońmi

dlatego
owiń mnie
przyjemnym dreszczem
zabłądź między
kącikami moich ust
scałuj niepewność
a na koniec
uwiedź mnie słowem

i rozkochaj w sobie”

Christian Martin Weiss - Gość

Christian Martin Weiss – Gość

Reklamy

12 comments on “Michelle K. i Katarzyna Wołyniec do grafiki Christiana Martina Weissa.

  1. Mam deja vu.
    I tak się zastanawiam, czy to przewidywalna powtarzalność, czy może bardziej powtarzalna przewidywalność. A tak w ogóle – nie za dużo „zu viel’u”? 🙂
    Miłego dnia.

    Lubię to

    • Nie pomogę z odpowiedzią, jeśli nie poznam meritum problemu i ukrytego znaczenia „zu viel’u”… Czytać w myślach niestety (a może stety 😉 ) nie potrafię…

      PS. dobry prokurator oprócz stawiania zarzutów powinien jeszcze umieć dobrze je uzasadnić. Potrafisz? Zdołasz?

      Lubię to

      • Ależ ja nie stawiam żadnych zarzutów, jeśli tak to zrozumiałeś – przepraszam.
        Po prostu miałam deja vu. Za które, faktycznie, nie możesz brać odpowiedzialności. 🙂
        A „zu viel”? Określenie tak samo uprawnione i ocenne, jak wyliczanka.
        Na wkus i cwiet towariszczi niet. 🙂

        Lubię to

  2. To dobrze, że świt jakiś dostrzec zdołałeś,
    jak mnich z „Monachomachii” słońce ujrzałeś.
    Niech Cię zawsze prowadzi przez ciemności mroki
    i w stronę jasności kieruje Twe kroki. 🙂

    Lubię to

    • Codziennie świt „jakiś” moje oko dostrzega.
      Lecz nie na zmyśle wzroku owo „widzę” polega.
      Odkąd umysł mi poraził „kaganek niebieski”.
      Choć przez mrok brnąć wciąż muszę…
      …proste są mej drogi kreski. 🙂

      Lubię to

  3. Pingback: Walentynki. Tradycja jest za darmo, ale biznes żerujący na „miłości” kwitnie…„Opowieść o małpie z Aleksandrii” | Łódź Odysa

  4. Pingback: Pocałunki, dreszcze… i coś jeszcze (Miłość zabija powoli VII: „Meet Joe Black”) | Łódź Odysa

  5. odpi(cenzura) się przybłendo jeb(cenzura) od mojej strony bo ci łep upier(cenzura) i w dupe wyru(cenzura) ty kó(cenzura) niedoje(cenzura)..

    (wulgaryzmy co by tak nie raziły za bardzo pozostałych czytelników poucinałem na tyle, aby sens „życzeń” pozostał w formie niezmienionej… czekam też na namiary strony od której mam się od… czepić. Pozdrawiam… Odys)

    Lubię to

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s