Michalkiewicz o chałturze snobów w imię „pedagogiki wstydu”. Kisiel o poszukiwaniu sensu czyli… Jak opisać drzewo?


„Stanisław Cat-Mackiewicz powiada, że wyraz „snob” jest wprawdzie pochodzenia angielskiego, ale jego źródłosłów jest łaciński i oznacza skrót dwóch słów: „sine nobilitate” – co się wykłada, że – bez szlacheckości. Snobami nazywano w XIX-wiecznej Anglii tych uczniów szkół arystokratycznych, którzy nie pochodzili z arystokracji i podlizywali się swoim arystokratycznym kolegom. Kiedyś w dawnych, dobrych czasach, za typowego snoba uchodził Beniamin Disraeli, dwukrotny premier Wielkiej Brytanii w drugiej połowie XIX wieku. Dwukrotny premier rządu najpotężniejszego wówczas mocarstwa świata – a jednak snob – co dowodzi, że przed snobizmem nie chronią nawet najwyższe dygnitarstwa.

Franciszek książę de La Rochefoucauld nie bez złośliwości zauważył, że nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu. Jestem pewien, że w pierwszej kolejności miał na myśli właśnie snobów, zwanych inaczej półinteligentami. Półinteligenci tworzą dzisiaj w Polsce całą warstwę społeczną, rozproszoną wprawdzie we wszystkich środowiskach, ale z jakiegoś powodu szczególnie licznie reprezentowaną wśród tak zwanych „ludzi chałtury”, czyli pracowników przemysłu rozrywkowego. Lubią oni nazywać się „ludźmi kultury” – ale właśnie w tym pretensjonalnym określeniu manifestuje się snobizm, bo przemysł rozrywkowy, zwłaszcza w dzisiejszych czasach z kulturą ma bardzo niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek wspólnego.

Jak w każdym środowisku, również i w tym prawdziwy talent spotykany jest nader rzadko. Znacznie częściej mamy do czynienia z namiastkami talentu, toteż i snobizm w tym środowisku jest właściwością bardzo często spotykaną, żeby nie powiedzieć – charakterystyczną, bo zdecydowana większość uważa się za niezwykle utalentowanych, krótko mówiąc – za artystów. Ponieważ przemysł rozrywkowy, wychodząc naprzeciw politycznemu zapotrzebowaniu na tak zwane „circenses” rozwija się u nas znacznie szybciej, niż inne dziedziny gospodarki, rośnie również zatrudnienie w tej branży, a w związku z tym również ranga „artysty” ulega galopującej inflacji. Prawdziwe tornado szaleje zwłaszcza dzięki telewizji, w której od samego początku, to znaczy – jeszcze od pierwszej komuny – nieprzerwanie mamy do czynienia z doborem negatywnym.

Nieliczne wyjątki nie podważają tej reguły i właśnie tam sprawdza się co do joty formuła przedstawiona przez Janusza Szpotańskiego w poemacie „Bania w Paryżu”: „przez łóżek sto przechodzi szparko, stając się damą i pisarką” – może z aktualizującym uzupełnieniem, że mówiąc o „damie” trzeba mieć na uwadze obydwie płcie. Jeszcze u progu transformacji ustrojowej mówiło się na mieście, że między pierwszym, a drugim programem rządowej telewizji jest taka różnica, że pierwszy zdominowany jest przez sodomitów, podczas gdy drugi – przez nimfomanki. Dzisiaj sytuacja zmienić się mogła tylko na gorsze, chociaż oczywiście nimfomanki chyba nadal jeszcze się pojawiają, zwłaszcza w starszym pokoleniu, co to jeszcze samego znało Stalina – o czym świadczy przypadek pani Kingi Dunin, oskarżanej o molestowanie, a nawet gwałt przez swego przelotnego przyjaciela – też zresztą pisarza.

rys. Arkadiusz Gacparski

rys. Arkadiusz Gacparski

Nie będziemy jednak zajmowali się tutaj jakimiś plotkami, bo jeśli już przyglądamy się snobizmowi, to przede wszystkim dlatego, że mamy do czynienia z wyraźnie rysującym się trendem. Otóż kiedy tylko stało się jasne, że pod egidą Muzeum Historii Żydów Polskich przygotowywana jest nowa, uzupełniona i poprawiona (pan prezydent Komorowski przemawiając na uroczystości otwarcia Muzeum zauważył nawet, że bez znajomości historii żydowskiej, historii Polski pojąć niepodobna) wersja historii Polski na użytek mniej wartościowego narodu tubylczego – najbardziej spostrzegawczy i sprytni półinteligenci postanowili wyjść naprzeciw temu zapotrzebowaniu i w swojej chałturniczej działalności skoncentrowali się na pryncypialnym wyszydzaniu tubylczych przywar. Oczywiście przywar urojonych, a właściwie nie tyle może urojonych, co przypisywanych mniej wartościowemu narodowi tubylczemu w ramach aplikowanej mu profilaktycznie tak zwanej „pedagogiki wstydu”…” (całość tu: michalkiewicz.pl

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Łajdacy się obrazili”… ale prawda jest niepodzielna. i to: Historia i sztuka przez pryzmat fiuta, czyli… a także: „Kupa gówna” (w puszce) czyli traktat o „sztuce”.

„…nieudolne pióro wysunęło na pierwszy plan kukiełkowe figurki, z których składa się moja cotygodniowa szopka – zniknął, zatarł się sens moralny, kulturalny, polityczny. To niedobrze, to nawet bardzo źle!” (Stefan Kisielewski)

„…Młodzieńcze halucynacje cielesności zawstydzają dziś mą duszę i peszą moje pióro. Są mi obce, niczym klejnoty bez żalu uronione do studni. Leżą na dnie pamięci i nie wabią swym fałszywym blaskiem. Może to i rodzaj kalectwa, chociaż prędzej rzecz normalna gdy się żyło cztery piąte wieku, i tym bardziej normalna gdy się wstąpiło do klasztoru dawnymi laty. Czemu czas i los miałyby mnie oszczędzać, jeżeli nie oszczędzają nikogo?Czyż wszystkie te białogłowy, które posiadłem za młodu, sterowany grzesznym instynktem, wybroniły przed bezwzględnością upływającego czasu swe żądze, swoje zamiłowanie do lubieżności (albo nawet sprośności) i swój cielesny powab? Tamta kapłanka bogini Wenery zdążyła już oswoić swą starczą samotność, jakże inną niż samotność młodej szafarki wdzięków, która uprawiając kultowy nierząd też żyje samotnie we własnym ciele, chociaż nie bez przerwy, gdyż coraz to dzieli swe ciało z przygodnym jego użytkownikiem. Chutliwa młodość była nam niby morze pełne czarownych wysp; płynęliśmy kołysani falami popędów, nie widząc lądu stałego, gdzie są cmentarze, a dzisiaj ten ocean zdaje się nam sadzawką. Kapłance miłości — maleńką, zbyt szybko przepłyniętą; mnie — płytką, zbyt podatną zwierzęcemu wyuzdaniu. Ceremoniał gaśnięcia w klasztornym kręgu ciszy — kręgu skupienia podczas wspólnych modlitw, i milczenia podczas wspólnych rozmyślań, a tym bardziej podczas odosobnień — ma tę wyższość nad rytuałem kopulacji, że prowadzi cię zew ducha, a nie zew organu wydalającego płyny cielesne. To autentyczna wolność. Tak właśnie spekulujemy, by zabić żal, iż nie wróci zwierzęca młodość — przymus zmysłów. 

Franciszek Żmurko - Przeszłość grzesznika. Siedem grzechów głównych

Franciszek Żmurko – Przeszłość grzesznika. Siedem grzechów głównych

Czytałem wczoraj pogańskie pismo, ukryte pośród rzadko ruszanych pism klasztornej biblioteki. Myśli jedynego cesarza, który umiał głębiej myśleć. Przerwał mi tę lekturę promień słońca, niespodziewany, gdyż tygodniami było chmurno. Zerknąłem ku oknu. Musiał chyba powiać ciepły wiosenny wiaterek, bo drobne witrażowe szybki odmarzły i zaczęły płakać. Marek Aureliusz bez złudzeń traktował miraże czarownych wysp młodego tudzież dojrzałego wieku, pisząc: „Namiętność miłosna mną powodowała, a później ozdrowiałem”Mogę to rzec o sobie tymi samymi słowy. Zresztą słowami Marka Aurelego mógłbym prawić też o innych rzeczach czy ludziach, choćby o moim drugim ojcu, bo i Marek, i ja mieliśmy drugich ojców — każdego z nas adoptowano. Marka adoptował cesarz Antonin Pius, mnie trybun Fulviusz. Antonina Marek tak charakteryzuje: „Nikt nie wyraziłby się o nim, że był gadułą lub sofistą. Był mężem dojrzałym, niedostępnym pochlebstwu, zdolnym kierować sobą i drugimi też. Szanował ludzi godnych szacunku, lecz przy tym bez łatwowierności. Życzliwie traktował takich, co wymagali opieki, i takich, którym konieczna była pomoc. Miał przekonania tradycyjne, wedle wzorów, jakie przodkowie dali, ale nie puszył się nimi dla blasku. Potrafił wstrzymywać się od tego, od czego większość ludzi wstrzymać się nie umie. Zachowywał siłę i trzeźwość właściwą mężom niezłomnym, o twardych duszach”. Mogę też adresować refleksję Marka do wydarzeń, które spisywałem przez tyle miesięcy: „Wszystko, od wieków, w podobny dzieje się sposób, i wciąż się powtarza. Na to samo patrzymy, patrząc na coś, co się działo sto lat temu, dwieście lat, dzisiaj, jutro i pojutrze, zawsze”. Los ma czkawkę nieuleczalną, z lenistwa. Miast wymyślać zupełnie nowe trafy i charaktery — kopiuje stare wątki bez ustanku. A może nie przez lenistwo, tylko wskutek misjonarskiej obsesji? Jak artysta, który wciąż tworzy repliki, tłukąc dłutem bryłę, lub rymopis, który wciąż drąży słowami wnętrze jednego tematu, lub preceptor, który zmusza kolejne roczniki dziatwy, by kuły na pamięć starą melodię czy pierwotny dekalog, wierząc, iż jedynie w taki sposób da się ocalić resztki uniwersalnych prawd i zasad.

Jestem już zmęczony słowami, które tu kaligrafuję i które wzajemnie się przedrzeźniają, sumowane dla opowiedzenia tej historii z dawno minionych czasów, kiedy rozpierała mnie młodość. Nie jestem ukontentowany. Boję się, że opisałem drzewo, jego korę, gałęzie, liście, szerokość i smukłość, cały jego wygląd — a przecież chciałem opisać jego naturę wewnętrzną i te soki, które w nim płynęły, dając mu korzenie, wzrastanie i cały jego wygląd. Teraz, gdy muszę opisać już tylko jego zagładę, ręka mi drży…” (fragment z „Ostatnia Kohorta” Waldemara Łysiaka)

poprzednio: Kisiel: Nie ufać fachowcom. podobne: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY” oraz: Fizyka kwantowa a wiara. Kisiel: Umysł, rzeczywistość i piękno i to: DESIDERATA… do obrazów „Podróż przez życie” (Cole Thomas) i „Gwiezdny wędrowiec” (Mariusz Lewandowski) a także: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna! polecam również: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

Carlos Barahona Possolo - Uwięziona dusza

Carlos Barahona Possolo – Uwięziona dusza

Stefan Kisielewski "Kisiel"

Ale raz do roku przychodzi chwila wytchnienia. Przy drzewku wigilijnym i szopce, z dziećmi na kolanach, podczas gdy na dworze huczy wiatr zimowy a dziewczynka z zapałkami nie zagląda już do okien, siedzi sobie człowiek (niby ja) i próbuje myśleć solo: co właściwie robi, co chciałby robić, kim jest? Tak – na pewno chciałby zdziałać coś ważnego – satyra, polemika, atak – to tylko pretekst, pozór – chodzi jednak o coś istotnego, o pewne formy życia, myślenia i odczuwania, bez których istnieć byśmy nie mogli – jak ryba nie może istnieć bez wody. A jeśli nie – jeśli felietony te nie mają istotnego wydźwięku – tym gorzej dla autora – widocznie polemiczne „handryczenie się” z tymi lub owymi małoludkami przysłoniła istotny cel i sens felietonów – nieudolne pióro wysunęło na pierwszy plan kukiełkowe figurki, z których składa się moja cotygodniowa szopka – zniknął, zatarł się sens moralny, kulturalny, polityczny. To…

View original post 9 słów więcej

Reklamy

10 comments on “Michalkiewicz o chałturze snobów w imię „pedagogiki wstydu”. Kisiel o poszukiwaniu sensu czyli… Jak opisać drzewo?

  1. Pingback: Czekając na barbarzyńców czyli o tym jak góra przyszła do Mahometa. | Łódź Odysa

  2. Pingback: Walentynki. Tradycja jest za darmo, ale biznes żerujący na „miłości” kwitnie…„Opowieść o małpie z Aleksandrii” | Łódź Odysa

  3. Pingback: DESIDERATA… do obrazów „Podróż przez życie” (Cole Thomas) i „Gwiezdny wędrowiec” (Mariusz Lewandowski) | Łódź Odysa

  4. Pingback: Kisiel: Wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii. | Łódź Odysa

  5. Pingback: Posiąść kobietę. | Łódź Odysa

  6. Pingback: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… W pogoni za sławą. | Łódź Odysa

  7. Pingback: Virtus, pietas, fides… Samotność rzymianina (według Waldemara Łysiaka) | Łódź Odysa

  8. Pingback: „Upadek Featona” czyli… właściwy kierunek. | Łódź Odysa

  9. Pingback: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem | Łódź Odysa

  10. Pingback: Nobel Dylana i promocja obłędu za publiczne pieniądze w „fabryce bestselerów” czyli… Paranienormalny(ch) „klub literata i literatki”. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s