Victoria Valenta: „Skarpetki…” czyli… gdyby mężczyźni nosili pończochy.


Kiedyś wszystko było proste… Dopóki nie wymyślono skarpetek (i pończoch) – emanacji męskości i kobiecości na przedmioty, które dziś mogą być dowolnie/zamiennie stosowane zarówno przez jedną jak i drugą „uwarunkowaną kulturowo” (jak się mówi w pewnych środowiskach) stronę płci…

O skarpetkach już było więc teraz będzie o pończochach… najkrócej jak się da 😛

„Nic tak kobiety nie upiększa, jak żądza podobania się zaczerpnięta z potrzeby kochania.” (Sanial Dubay)

Gaylord Ho - Taniec Namiętności

Gaylord Ho – Taniec Namiętności

Rozwiązaniem problemu męskich skarpet są pończochy – stąd taki a nie inny podtytuł dla ciekawego tekstu Victorii. Nie nie! Wcale nie chodzi o to żeby mężczyźni się w nie ubierali, jak mógłby się w pierwszej chwili sugerować czytelnik. Chodzi o pończochy porozrzucane tu i ówdzie (podobnie do skarpet) w wyniku fizycznego (jak również w męskiej wyobraźni) dopełnienia się pewnej relacji damsko-męskiej. Pończochy które nie są przyczyną samą w sobie a są jedynie katalizatorem, opakowaniem, obietnicą tego co podkreślając reprezentują – a mianowicie kobiecości… Tak! Gdyby mężczyźni nosili w głowie pończochy, to nie zostawialiby po sobie skarpet. Czyżby? Tak mogą uważać tylko seksistowskie szowinistyczne męskie świnie, które myślą że wystarczy kobiecie dostarczyć taniego poczucia bycia pożądaną żeby przestała zwracać uwagę na szczegóły 😛

„Kobiecie dumnej niepotrzebna jest nawet przyjaźń.”  (Fiodor Dostojewski)

Oczywiście że by zostawiali, bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego, i niezależnie od „dowartościowania” swojej kobiety można jej równie skutecznie działać na nerwy. Te zmyślne stworzenia mają tak podzielną uwagę, że potrafią w jednej chwili przeżywać dwa skrajnie różne rodzaje emocji. Dla nas to abstrakcja ale dla nich? Nie powiem że chleb powszedni (to już od nich samych zależy), ale zdolność fizycznie osiągalna, tak jak umiejętność maskowania emocji z którymi nie chciałyby się zdradzać z obawy przed utratą poczucia własnej godności. Tym sposobem skarpety kumulują się i urastają do rangi przeszkody niemożliwej do przeskoczenia, na której łamią sobie swoje piękne zdobne pończochami nogi, zbyt dziś subtelne, zbyt wiele mające do zaoferowania światu żeby miały puchnąć w jakimś poważnym związku a co dopiero w małżeństwie zawalonym męskimi skarpetami.

Wyobraźmy sobie teraz sytuację w której to facet rzuca/rozwodzi się z kobietą dla problemu ala skarpety. Dlatego że np. jego rybeńka kolejny raz zapchała podpaską toaletę, albo za to że znowu zostawiła włosy na umywalce, utytłanej na dodatek w farbie podczas robienia się na blond bóstwo. Jak można wyżywać się na kochanej drugiej połówce, za to że dba o swoją kobiecość dzięki czemu wygląda jak milion dolarów, przez co „król skarpet” może czuć się dumny że to cudo należy do niego? Nieee… żaden facet nie zrobiłby tego sobie. Nawet gdyby chciał kobiecie dopiec, to nie w tak głupi (obraźliwy dla siebie samego) sposób.

„Kochajaca żona to najcenniejsze, co mężczyzna posiadać może” (Robert Burton)

Pamiętacie dziewczyny jak to było, zanim w facecie z którym od kilku lat żyjecie zaczęłyście dostrzegać wyłącznie skarpety? Czy w ogóle pamiętacie żeby coś takiego jak skarpety walały się po mieszkaniu waszego faceta zanim z nim zamieszkałyście „na stałe”? Co by było gdybyście dostrzegły te skarpety zanim związałyście się z ich właścicielem na dobre? Pamiętacie jeszcze dlaczego przy tym prosiaku nie myślałyście o takich rzeczach jak „równouprawnienie”, „feminizm”, „przemoc wobec kobiet” i „skarpety”?

Gaylord Ho - Ewa

Gaylord Ho – Ewa

„Kobiety bez towarzystwa mężczyzn więdną, a mężczyźni bez kobiet głupieją.” (Antoni Czechow)

Dzięki Bogu za kobietę. Zwłaszcza za taką, która z nieudawaną troską i wyrozumiałością podnosi z podłogi kolejny już raz skarpety swojego faceta by wrzucić je do pralki, a potem suche i pachnące chowa z pietyzmem do szuflady żeby jej biedny safanduła (o czym nie powinny wiedzieć jej koleżanki) miał co założyć na drugi dzień i nie przynosił swojej kobiecie wstydu. I tak dzień za dniem do końca świata, jakim dla kochającej kobiety zawsze będzie moment w którym pewnego dnia obudzi się sama, bo jej „brudasa” już nie będzie na tym świecie (albo w jej życiu). I nie będzie komu przestawić mebli, wynieść śmieci, naprawić cieknącego kranu, czy poklepać po pupie swój „milion dolarów” (choć z czasem pomarszczonych ale własnych), lub choćby ucha do którego mogłaby się poskarżyć na swoje dolegliwości.

Terry Pratchett powiedział że „[…] poprawnie sformułowany problem zawiera własne rozwiązanie.” Idąc tym tropem, należałoby sobie powiedzieć że pytanie o to „czy ktoś wie, jak żyć w związku kobieta – mężczyzna” nie jest właściwym pytaniem, bo NIKT tego nie wie. To że są takie związki które się udają, wcale nie musi oznaczać że ich sposób będzie działał zawsze i wszędzie. Oznacza to tylko ni mniej ni więcej że jest to możliwe.

Dużo się na ten temat pisze i mówi, obiecując (oczywiście nie dosłownie) obcym ludziom złote środki, ale prawda jest taka, że nikt jeszcze nie znalazł sposobu by zajrzeć w czyjeś serce, o kształtowaniu za kogoś jego przyszłości nie wspominając. Pewne czyny, gesty, słowa, które sprawdzają się u jednych u innych mogą być przyczyną rozpadu związku/małżeństwa… Najczęstszym zaś błędem jest przekonanie przy pierwszej lepszej okazji o „poznaniu się na kimś”, które przecież nie ma końca, bo nikt nie jest taki sam od początku do końca na tej długiej drodze życia. W pewnych kwestiach proces poznawczy ZAWSZE będzie rozczarowujący, ale w innych wcale taki być nie musi więc nie dajmy się sprowokować jakimiś (za przeproszeniem) pierdołami… Zmiany możliwe są w obie strony.

Nasze babki i prababki (a pewnie i matki) choć według współczesnych „wyemancypowanych” „standardów kobiecości” uchodzą za ciemnogrodzianki, znały tę „tajemnicę” i potrafiły w sposób mądry nią się kierować. A przecież im wcale nie było łatwiej, bo jako istoty rozumne (wcale nie głupsze od dzisiejszych kobiet, jak niektóre z nich sobie to dziś próbują tłumaczyć) też miały swoje ambicje, plany i tak samo przeżywały rozczarowania, oraz zmagały się z pierdołami które je raziły w ich mężach, a mimo to nie poddawały się. Dzięki ich determinacji i dojrzałości (którą dziś się nazywa „niewolnictwem” ale kiedyś nazywało się to „powinnością kobiety” i było jej emanacją jak dzisiejsze pończochy) my mieliśmy szansę przyjść na świat by móc dziś wybrzydzać, z jednej strony na „brak męskości u mężczyzn”, a z drugiej na „brak kobiecości u kobiet”, nie wiedząc tak na dobrą sprawę co dziś oznaczają te określenia.

Gaylord Ho - Adam

Gaylord Ho – Adam

„Kiedy kobieta kocha, przebacza wszystko, nawet zbrodnie; kiedy nie kocha, nie przebacza niczego, nawet cnót.” (Honoriusz de Balzac)

W telewizji, kolorowej prasie i w romansidłach mówią nam o prawie do „szczęścia” i „spełnienia”, najlepiej poprzez uleganie coraz to wymyślniejszym „modom” na „standardy życia”, i udowadnianie drugiej połówce jak bardzo nie jesteśmy od niej zależni, za to we wszystkim lepsi. I tak jak w sporcie zawsze wygrywa najsilniejszy i najsprawniejszy, a czasem ten komu uda się oszukać – tak samo jest w każdej rywalizacji do której dajemy się namawiać nie siląc się na spojrzenie z szerszej perspektywy, za to gapiąc się przez coraz droższe i kiczowate oprawki. I choć w głębi duszy szukamy związku z drugą osobą „na dobre i na złe”, to nie dopuszczamy do siebie możliwości (to kolejny błąd) zaistnienia tego drugiego, i poddajemy się przy pierwszej lepszej okazji egoizmowi „pokonania przeciwnika” lub pozbycia się „balastu”, na widok którego jeszcze nie tak dawno dostawaliśmy ślinotoku…

„Błędy kobiet – to jeden akt oskarżenia przeciw egoizmowi, niedbalstwu i nicości mężów.” (Honoriusz de Balzac)

Każdego można pokonać i powalić na kolana (zwłaszcza kiedy druga osoba nie jest w najlepszej formie). Można z każdej konfrontacji wychodzić z przekonaniem że moje jest na wierzchu i naginać cierpliwość otoczenia do upragnionego momentu, gdzie już że nie będzie nikogo wokół kogo można by było poskromić i pokonać. Moje gratulacje! Właśnie skazałeś się na samotność. Nadbudowałeś swoje ego, tylko na co ci taki TY skoro nie możesz z nikim dzielić swojego „triumfu”? Partnerstwo budowane na rywalizacji nie ma szansy powodzenia. Miłość jest wzajemnością nie tyle w dawaniu, co bardziej w ustępowaniu – pokonywaniu własnego egoizmu (oczywiście z wzajemnością, ale ciężko będzie nauczyć drugą połówkę kiedy się samemu do tego nie stosuje).

Chwała tym którzy dali się „pokonać” w imię miłości i trwają, bo nie znają dnia ani godziny kiedy wszystko wróci „samo” na właściwe tory za sprawą siły ich spokoju. Ci którzy wytrwali ze sobą w złym – bogatsi o te wszystkie doświadczenia – będą z uśmiechem politowania nad naiwnością mędrców i poetów, czytać sobie Adama Asnyka:

„Serce kobiety to cenna księga
oprawna w srebro i złoto;
rzadko mężczyzna czyta ją pilnie,
każdy przerzuci z ochotą.”

a kobiety (w rewanżu) swoim mężczyznom Joannę Wicherkiewicz: 

Gaylord Ho - Wieczna Miłość

Gaylord Ho – Wieczna Miłość

„mężczyzna i kobieta
spotkanie nieosobliwe
on znawca wszechrzeczy
ona życiowy dramat
zaczęło się zwyczajnie
rozmowy głaskaniem
w półsłówkach akty męskie
wierszy malowanie
potem wtargnął w jej duszę
nie zapraszała
wrzód znalazł
czyścił będzie
oby wyzdrowiała”

…uśmiechając się do siebie ponad skarpetami z pończochami w głowie na głowie i wszędzie gdzie się da 😉

Miało być krótko a wyszło jak zwykle, a to dlatego że choć sam uśmiech trwa krótko to nie zawsze da się krótko o tym uśmiechu napisać.

…Odys

podobne: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz) oraz: Anonim: „Z dedykacją dla wszystkich pięknych kobiet…” i to: W jedności siła. Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się i uzupełniają. a także: „Dekadencki Rzym” kontra „ZARADNI MĘŻCZYŹNI I PIĘKNE KOBIETY”

Herbert James Draper - Ariadna pozostawiona przez Tezeusza

Herbert James Draper – Ariadna pozostawiona przez Tezeusza

Advertisements

7 comments on “Victoria Valenta: „Skarpetki…” czyli… gdyby mężczyźni nosili pończochy.

      • Prawda? 🙂
        Lista wzajemnych „nieuważności” jest długa i niepostrzeżenie, ale nieuchronnie wiedzie najpierw do zniecierpliwienia, a potem do zobojętnienia. Może być inaczej, jeśli i Adam, i Ewa nauczą się najpierw w ogóle dostrzegać, a potem jeszcze doceniać… Także, a może przede wszystkim to, że skarpetki same nie wchodzą czyste do szuflady. 🙂
        „(…) A gdy prasuje mi koszulę,
        wodząc żelazkiem wzdłuż i wszerz,
        robi to czule, znacznie czulej,
        niż ja, gdy czuły piszę wiersz…”

        Lubię to

  1. Pingback: Walentynki. Tradycja jest za darmo, ale biznes żerujący na „miłości” kwitnie…„Opowieść o małpie z Aleksandrii” | Łódź Odysa

  2. Pingback: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu. | Łódź Odysa

  3. Pingback: dobrze że jesteś… kobietą i fragment z pamiętnika Adama | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s