Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB)


1. Frank szwajcarski do górySzwajcaria: Narodowy Bank o swej decyzji zniesienia minimalnego kursu euro.

15.01.2015 (IAR) – Ciężkie chwile dla posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich. Gwałtowna zwyżka kursu waluty Helwetów dotknie 700 tysięcy osób, które zdecydowały się na pożyczkę w tej walucie. Po tym jak Bank centralny Szwajcarii zniósł minimalny kurs wymiany franka do euro, jego wartość poszybowała.

Przed godziną 15.00 w stosunku do złotego wzrost wyniósł ponad 17 procent. To 4,17 zł za franka. Nieco mniej, bo o ponad 16 procent ta waluta wzmocniła się do euro. Kosztuje 97 centów. Najmniej do dolara – o prawie 16 procent. 1 frank to w tej chwili 1 dolar i 14 centów.

Aprecjacja franka doprowadziła do spadków akcji szwajcarskich firm. Indeks giełdy w Zurychu tracił rano ponad 12 procent, po południu już mniej – 9 procent.

Wzrost kursu franka wobec euro jest nieprzyjemną niespodzianką dla przedsiębiorstw szwajcarskich eksportujących swoje wyroby. Mogą stać się one niekonkurencyjne.

Poza spadkami na giełdzie szwajcarskiej drogi frank może niekorzystnie wpłynąć też na sektor turystyczny. Ceny w ośrodkach sportów zimowych dla klienteli ze strefy euro mogą drastycznie wzrosnąć. Może to doprowadzić do odpływu turystów już teraz w szczycie sezonu narciarskiego.

Minimalny kurs wymiany franka Szwajcaria wprowadziła we wrześniu 2011 roku. Bank Centralny uzasadniał to tym, że wysoka wartość waluty jest zagrożeniem dla gospodarki. Kurs wymiany ustalono wówczas na 1,20 franka.

Narodowy Bank Szwajcarii obciął też stopy procentowe do poziomu minus 0,75 procent. Oznacza to, że banki chcące zdeponować swoje środki w banku centralnym będą mu za to płacić.

Gwałtowny wzrost kursu franka znów wywołuje dyskusję wśród polityków, chcących metodami administracyjnymi wesprzeć kredytobiorców. Wicepremier Janusz Piechociński zapowiedział, że w tej sprawie spotka się z prezesem NBP i członkami Rady Polityki Pieniężnej. Zapytany o termin, odpowiedział, że chciałby, aby do spotkania doszło jak najszybciej. Ma też o tym rozmawiać później z ministrem finansów.

Tymczasem NBP nie ma zbyt dużego manewru, by wzmocnić polską walutę. Polskę wciąż dotyka deflacja, która daje argumenty za zmniejszaniem stóp procentowych, a nie ich zwiększaniem.

Życie z drogim frankiem może potrwać. Analityk biura maklerskiego TMS, Bartosz Sawicki podkreśla, że przez dłuższy czas jego cena będzie wynosić powyżej 4 złotych. Według eksperta cena szwajcarskiej waluty nie powinna powrócić do notowanych dziś rekordowych poziomów, około 5 złotych. W długim terminie, obniżenie stóp procentowych do minus 0,75 procent spowoduje, że kurs wobec głównych walut będzie się osłabiał. Zdaniem analityka jest to jednak marne pocieszenie dla tych, którzy zaciągali kredyt we frankach płacąc za nie połowę mniej niż obecnie.

Z kolei główny ekonomista banku PKO BP Piotr Bujak powiedział w Polskim Radiu 24, że kredyty we frankach mocno zdrożeją. Osobom zadłużonym radzi jednak, żeby nie wpadali w panikę, bo pierwsze reakcje rynków często są przesadzone i możliwe, że za kilka dni sytuacja nieco się uspokoi.

Ekspert dodał, że jeśli umocnienie franka okaże się długotrwałe, będzie to poważny problem dla całej gospodarki, zwłaszcza dla banków, które udzielały kredytów w tej walucie.

Piotr Bujak nie sądzi jednak, że obecna sytuacja poważnie zachwieje sytuacją finansową polskich banków. Ekspert jest za to przekonany, że umocnienie franka skutecznie zniechęci Radę Polityki Pieniężnej do obniżania stóp procentowych, w obawie przed dalszym osłabieniem złotego.

Główny analityk Centrum Finansów Aviva Paweł Majtkowski radzi, by dać sobie trochę czasu na uspokojenie sytuacji. Tym bardziej, że dla szwajcarskiej gospodarki tak nagłe umocnienie waluty nie jest dobre. Spada bowiem konkurencyjność gospodarki Szwajcarii, a wzrasta cena eksportowanych przez nią towarów. Zdaniem Majtkowskiego, jeśli jednak obecny kurs utrzyma się przez dłuższy czas, warto by zastanowić się nad tym jak pomóc tym, którzy wzięli kredyty we frankach.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/łp/mitro/

15.01.2015 (IAR) – Euro kosztuje poniżej jednego franka, na wartości traci szwajcarska giełda – Szwajcaria odczuwa pierwsze konsekwencje decyzji Narodowego Banku o zniesieniu minimalnego kursu euro.

Utrzymanie stałego kursu euro w stosunku do franka nie jest więcej potrzebne – argumentował podczas konferencji prasowej Thomas Jordan, szef Narodowego Banku Szwajcarii. Sytuacja ekonomiczna jest tak dobra, że euro nie musi być więcej chronione – twierdzi SNB (Narodowy Bank Szwajcarii). Dotychczas kurs euro był sztucznie utrzymywany przez Narodowy Bank Szwajcarii na stałym poziomie – 1,20. „Nie ma sensu, z powodów ekonomicznych, prowadzić dalej bezsensownej polityki” – tłumaczył prezes Narodowego Banku. „Nie mamy wpływu na rynki międzynarodowe, dlatego wycofanie się było lepsze” – zapewnił.

Od rana, kiedy decyzja ta została ogłoszona, zanotowano znaczny spadek wartości euro, które kosztuje teraz poniżej jednego franka. Szwajcarska giełda straciła już 12 %.

Na tej decyzji zyskają przede wszystkim obywatele Szwajcarii kupujący za granicą – będzie nawet o 20% taniej. Szczególnie zyskają centra hadlowe blisko szwajcarskiej granicy, np. w Niemczach, i firmy eksportowe. Zdaniem ekspertów, straci na tym sam Narodowy Bank Szwajcarii, który od wielu miesięcy gromadził obcą walutę, przede wszystkim właśnie w euro.

Prezes Narodowego Banku Szwajcarii zapewnia, że SNB cały czas obserwuje rynki walutowe i jeśli będzie to konieczne, ponownie może wprowadzić limit ceny euro. Ma on jednak nadzieję, że rynek się ustabilizuje i nie będzie to więcej konieczne.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Krystyna Nurczyk/em/

2. T. Sadlik: Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd.

15.01.2015 (IAR) – Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd – twierdzi w rozmowie z IAR Tomasz Sadlik – założyciel stowarzyszenia „Pro Futuris” działającego na rzecz osób poszkodowanych przez banki. Jego zdaniem decyzja szwajcarskiego banku jest katastrofalna dla osób, które spłacają kredyt we frankach. „Raty ponownie wzrosną, ale trzeba walczyć o swoje” zaznacza Tomasz Sadlik.

„Jedynym ratunkiem jest sąd. Trzeba pamiętać, że większość naszych umów została zawarta z naruszeniem praw konsumenta. Pamiętajmy, że Komisja Nadzoru Finansowego w 2007 roku ostrzegała przed znaczącym ryzykiem kursowym, a nas informowano, że to jest fikcja i że frank szwajcarski jest stabilny i nie ma mowy o żadnym ryzyku” – mówi Tomasz Sadlik. Przypomina, że zmiana kursu franka, a przez to wzrost rat dotknie 700 tysięcy Polaków, którzy zaciągnęli kredyty we frankach. „Trzeba pamiętać o tym, że jest nowa ustawa o upadłości konsumenckiej i część ludzi ucieknie w upadłość, a ci którzy uznają nasze racje, powinni jak najszybciej udać się do sądu” – radzi. Przeciwko bankom przygotowanych jest już dziesięć pozwów zbiorowych, trzy zostały złożone, a w jednym przypadku sąd przyznał już rację kredytobiorcom.

Zdaniem założyciela stowarzyszenia „Pro Futuris”, polski rząd powinien rozpocząć negocjacje ze Związkiem Banków Polskich dotyczące zmian umów kredytowych i w ten sposób pomóc frankowiczom. Krakowianin Tomasz Sadlik pierwszy w Polsce pozwał bank za kredyt we frankach i doprowadził do rozpoczęcia procesu. Pozwał Raiffeisen Bank za udzielenie mu kredytu hipotecznego w obcej walucie. Jego zdaniem było to oszustwo, bo pracownica banku nie poinformowała go rzetelnie o zasadach zaciągnięcia kredytu. Tłumacz z Krakowa po kilku latach spłacania, musi oddać bankowi dwa razy większą kwotę niż pożyczył.

Szwajcarski Bank Centralny zrezygnował ze sztywnego kursu franka do euro. Dziś rano frank kosztował średnio 3 złote 54 i grosze. Po informacjach ze Szwajcarii kurs wymiany radykalnie wzrósł, w szczytowym momencie osiągając 5 złotych 14 groszy. Po godzinie 13 za jednego franka trzeba zapłacić nieco ponad 4 złote i 30 groszy.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/ Paweł Pawlica/ab

źródło: stooq.pl

3. Podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy o prawie upadłościowym i naprawczym, wchodzi w życie w grudniu. Da ona szansę by zadłużeni kredytami mieszkaniowymi mogli stanąć na nogi…

„…Szokuje fakt, że z ryzyka, jakie niosą za sobą kredyty hipoteczne w obcej walucie, instytucje nadzorujące zdawały sobie sprawę już od 2006 r., a może i wcześniej. Maciej Krzysztoszek z biura prasowego KNF w odpowiedzi na pytanie, czy instytucja nie za późno wprowadziła obostrzenia wobec banków, cytuje fragment Rekomendacji S, z którego wynika, że już w 2006 r. KNF rekomendowała bankom oferowanie produktów kredytowych w złotych.

Z kolejnego jej fragmentu wynika, że „bank może złożyć klientowi ofertę kredytu, pożyczki lub innego produktu w walucie obcej lub indeksowanego do waluty obcej dopiero po uzyskaniu od klienta banku pisemnego oświadczenia, potwierdzającego, że dokonał on wyboru oferty w walucie obcej lub indeksowanej do waluty obcej, mając pełną świadomość ryzyka związanego z kredytami, pożyczkami i innymi produktami zaciąganymi w walucie obcej lub indeksowanymi do waluty obcej”.

Stanowisko KNF chętnie komentuje Tomasz Sadlik, który we wrześniu tego roku zorganizował pikietę pod siedzibą instytucji w Warszawie, chcąc zwrócić uwagę na bezskuteczność działań Komisji wobec banków. Sadlik uważa, że stanowcze zapisy Rekomendacji S zaczęły obowiązywać zbyt późno, bo dopiero w 2014 r.

– Komisja wydawała zalecenia, których banki nie spełniały. Dostrzegała „zagrożenia i nieprawidłowości” i nic z tym nie robiła – mówi Sadlik.

Komisja w raporcie z 2007 r. zawarła ostrzeżenie, że wzrost kursu franka do złotego może przekroczyć 50 proc. i że istnieje znaczne ryzyko wzrostu stóp procentowych. Raport ten trafił do banków w 2008 r., ale klientów o możliwym ryzyku nikt nie poinformował. KNF odpowiada, że dokument był udostępniony publicznie, a wszyscy zainteresowani mogli go pobrać ze strony internetowej instytucji. – Jak mogłem trafić na coś, o czym nie wiedziałem, że istnieje? – pyta Sadlik.

Z windykatorem będzie im lepiej

– W mojej ocenie problem kredytów hipotecznych we frankach jest zarówno przez Związek Banków Polskich, jak i Komisję Nadzoru Finansowego oficjalnie bagatelizowany. Fakt, iż kredytobiorcy spłacają aktualnie zobowiązania kredytowe nie oznacza, iż będzie tak nadal. Za chwilę znaczna część z nich może już nie mieć takich możliwości. Takie sytuacje są nam sygnalizowane. Wielokrotnie zwracałam uwagę, że kredyty walutowe to bomba z opóźnionym zapłonem. Pomijam już fakt, jak zachowanie ww. instytucji, jak i samych banków wpływa na poziom zaufania wobec systemu bankowego i instytucji finansowych w Polsce. – alarmuje mecenas Śmigielska i dodaje, że najbardziej zaangażowany w akcję kredytową we frankach Getin Noble Bank całkiem niedawno sprzedał pakiet wierzytelności wart 710 mln zł, w większości z tytułu złych kredytów walutowych, funduszowi inwestycyjnemu Kruka za 260 mln zł. Rzecznik banku Wojciech Sury, zapytany, czy nie można było najpierw spróbować renegocjować umowy z klientami, stawia sprawę jasno: „Decyzja o sprzedaży portfela wierzytelności jest ostatnim etapem działań banku w zakresie odzyskania powierzonych Klientowi środków. Następuje ona po nieskutecznych negocjacjach i restrukturyzacji zadłużenia, najczęściej na etapie windykacji komorniczej lub po jej bezskutecznym zakończeniu. Wbrew prezentowanej opinii, sytuacja ta może być korzystna dla Klientów. Firmy windykacyjne ze względu na inne regulacje prawne niż te, które obowiązują banki, są zazwyczaj bardziej elastyczne w zakresie negocjacji z wierzycielami”.

Specyficzne podejście do klientów w Getin Noble Bank obrazuje także historia pani Aleksandry (imię zmienione – przyp. autorki) z Warszawy. W 2011 r. kobieta skorzystała z oferty przeniesienia do nich kredytu mieszkaniowego. Bank zaoferował jej niższą ratę i dodatkowe środki na spłatę innych, mniejszych pożyczek. Produkt „Rata o pół w dół” miał zapewnić pani Aleksandrze spokój finansowy. Jak mówi, dopiero gdy otrzymała list z harmonogramem spłaty rat, okazało się, że po okresie promocji, rata wzrośnie dwukrotnie, z 1900 do ponad 4 tys. zł. Do tego, by dostać kredyt, musiała skorzystać z zakupu produktu krytykowanego między innymi przez KNF i Federację Konsumentów – tzw. polisolokaty.

„Mój kredyt jest gorszy od kredytów walutowych i powoduje ciągły proces utraty majątku. Rata zabiera mi 150 proc. dochodów, co jest niezgodne z Rekomendacją S wydaną przez KNF” – tłumaczy kobieta.

Dotychczas próbowała szukać pomocy u posłów, w instytucjach nadzorujących banki, u rzecznika praw konsumentów i Rzecznika Praw Obywatelskich. Bez skutku. Złożyła także do sądu zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez bank. Kolejne instancje oddalają jej powództwo.

Szukając ratunku

W opinii prof. Dariusza Gątarka, analityka UniCredit Bank w Monachium, problem kredytów walutowych powinien zostać rozwiązany w sposób systemowy. Nie należy go zostawiać do indywidualnych rozstrzygnięć między bankami a klientami, bo stworzy to szkodliwą sytuację asymetrii, w której banki będą wykorzystywać swoją oczywistą przewagę. „Należałoby powierzyć ekspertom obliczenie akceptowalnego poziomu strat, dajmy na to 20 proc. powyżej kosztu kredytu, jaki ponieśli kredytobiorcy złotówkowi. Parytet tych strat winien zostać rozdzielony miedzy bankami a skarbem państwa, dajmy na to 50 na 50 proc., a na koniec rozwiązanie powinny autoryzować ZBP, KNF, banki i Ministerstwo Finansów” – kreśli możliwy scenariusz prof. Gątarek.

Inne rozwiązanie widzi Tomasz Sadlik, który uważa, że to banki powinny same wyjść z propozycją renegocjacji umów z klientami, którzy wpadli w pułapkę ryzyka walutowego. Na przykładzie Sadlika widać, że jeśli banki nie staną się bardziej elastyczne w podejściu do „frankowiczów”, ci będą zakładać kolejne stowarzyszenia i składać do sądów grupowe pozwy – tylko w tym roku wpłynęło ich już ponad pięć, w Warszawie, Krakowie i Łodzi.

Zaogniającą się sytuację może zmienić podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy o prawie upadłościowym i naprawczym, która ma wejść w życie w grudniu. Martwe prawo dotyczące upadłości konsumenckiej, z którego na 2375 złożonych w ostatnich pięciu latach wniosków, skorzystało jedynie 87 osób, ma zostać ożywione. Dzięki niemu zadłużeni kredytami mieszkaniowymi dostaną szansę, by zacząć od nowa. „Konsument będzie mógł ogłosić upadłość, jeżeli nie popadł w stan niewypłacalności ze swojej winy lub w wyniku rażącego niedbalstwa. A i tu ustawodawca pozostawił „furtkę” sędziemu, który będzie mógł z uwagi na względy słuszności postanowić o ogłoszeniu upadłości wobec takiej osoby. Skrócony także został do 36 miesięcy termin, przez który upadły jest zobowiązany dokonywać spłat zobowiązań włączonych na listę wierzytelności. Do tej pory było to 5 lat. Sąd może także umorzyć zobowiązania bez ustalania planu spłat. W przypadku sprzedaży mieszkania, w którym dłużnik zamieszkuje, zwiększono także do 12-24 miesięcy okres, na jaki wydziela się upadłemu ze sprzedaży tego mieszkania kwotę na czynsz. To także pomoże konsumentowi szybciej „stanąć na nogi”” – tłumaczy Izabela Dąbrowska-Antoniak z Federacji Konsumentów.

„Frankowicze” żartują, że kiedy tylko nowe prawo wejdzie w życie, banki na pewno zrobią wszystko, by zatrzymać ich u siebie. Szkoda tylko, że żadna z instytucji sprawujących nadzór, nie była w stanie ich do tego zachęcić wcześniej, zanim kartą przetargową stało się słowo „ostateczność”.

Sandra Borowiecka

całość tu: interia.pl

podobne: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii. oraz: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…Już się pojawiają bezczelne głosy roszczeniowców – którzy zamiast brać kredyt (skoro już po niego sięgnęli) w walucie w której zarabiają (to jedna ze złotych zasad jaką powinien kierować się kredytobiorca skoro już chce się uwiązać kredytem czasem na 1/3 swojego życia!) połasili się na coś o czym zielonego pojęcia nie mieli – o sfinansowanie im RYZYKA na które się SAMI zgodzili, i o którym zostali poinformowani podpisując umowę kredytową…

Wielu się tłumaczy że nie wiedziało na co się godzi, albo że zostali celowo wprowadzeni w błąd. Tylko jak człowiek myślący, podpisujący taką umowę (daleko poważniejszą od kredytu konsumpcyjnego) może nie sprawdzić wcześniej SAMODZIELNIE tego na co się godzi, albo chociaż poradzić się kogoś innego jak bankiera, który nie ma interesu mówić o wszystkim a nawet jak powie to może manipulować informacją. Żeby tak chociaż jeden z drugim prześledził wykres kursu walutowego, jak potrafi się on zmieniać na przestrzeni kilkunastu lub kilkudziesięciu lat (nie tylko na korzyść kredytobiorcy!), to może podjąłby inną decyzję, ale nieeee… A teraz ratujta i zrzucajta się na moje mieszkanko, bo chciałem przechytrzyć papierowy pieniądz… Mam nadzieję że ten złodziejki rząd nie ugnie się przed presją ludzi podobnie do niego nieodpowiedzialnych.

Słówko do tych którzy uważają że to co zrobił Orban z kredytami na Węgrzech to „pomoc państwa”… Przypominam że rząd (ŻADEN!) nie ma własnych pieniędzy… Koszta tych co byli na tyle nierozsądni by brać kredyty w walucie innej niż sami zarabiają, pokryje cała reszta obywateli a wśród nich nawet ci którzy żadnych kredytów nie mają i nawet im przez głowę nie przeszło żeby jakiś mieć 🙂 Głupota ludzka nie zna granic a „pomoc państwa” zalicza się do niej na pierwszym miejscu. Stąd najtrafniejszy komentarz i cała prawda o „państwowej pomocy” w takich przypadkach brzmi tak: „Jeżeli zamieniono franki na forinty po kursie rynkowym przy znacznie wyższym przeliczniku niż początkowy tzn, że wartość kwoty głównej kredytu i raty kapitałowej jest wyższa . Jeżeli tak, to znaczy, że przy obecnym oprocentowaniu forinta rata odsetkowa też będzie wyższa. Zatem rata kapitałowo odsetkowa też musi być wyższa, a nie niższa. Coś jest nie tak. Z kolei podana kwota 9 mld euro sugeruj , że Orban pokrył straty ż…wskich banków i wykupił zagrożone kredyty. Oni dostali kasę z całym zyskiem od razu, a teraz niech on się martwi co z tym będzie. Wygląda to na dofinansowanie tych oszustów, aby tylko dali ludziom spokój. Oczywiście za pieniądze publiczne”Analfabetyzm ekonomiczny zbiera w społeczeństwie straszne żniwo – tak czy siak zarabiają banki, a prawo które pozwala na tego rodzaju „dile” rządów z bankami też o czymś świadczy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Pamiętajcie ludzie że sami jesteście sobie winni, nie wymagajcie więc teraz żeby inni płacili za waszą pazerność. To jest raz że niemoralne, a dwa przyczynia się do zubożenia wszystkich którzy nie mają obowiązku ponosić odpowiedzialności za czyjąś nieodpowiedzialność. Uczcie się liczyć sami! Nie ufajcie bankom a najlepiej nie bierzcie kredytów skoro was na nie nie stać. Jak sami nie zaczniecie traktować siebie i swoich pieniędzy poważnie, to żaden KNF czy „państwo” was nie obroni, bo ten system nie po to powstał by pilnować waszego interesu – inaczej by go pilnował a tak nie jest! Czasami aż słów brakuje na określenie człowieka, który uważa że jego prywatnych spraw finansowych powinien pilnować rząd…

Mając na uwadze, że spora część „cwaniaków” co to zaczęli przegrywać swój zakład z rynkiem to posłowie, poślinki i masa urzędasów, to można się spodziewać że (nie)rząd będzie chciał pomóc „ratować” zagrożone podwyższonymi kosztami kredytu towarzystwo… (Odys)

Pisze Trader21:

„…Aby zrozumieć dokładnie co się stało wrócę na chwile do roku 2011, kiedy to postanowiono sztywno powiązać franka z euro. Praktycznie przez cały rok 2010 mieliśmy do czynienia z problemami w strefie euro. Grecja praktycznie zbankrutowała. Pojawiały się głosy, iż kraj ten może w pośpiechu porzucić wspólną walutę, ogłosić bankructwo i powrócić do zdewaluowanej drachmy.

W USA nie było lepiej. Problemy z 2008 zostały odsunięte w czasie w efekcie bezprecedensowego dodruku dolarów, przekazanych w prezencie zbankrutowanym bankom. Japonia borykała się z recesją, a w Chinach zaczynała pękać bańka na rynku nieruchomości.

Globalny kapitał szukał bezpiecznej przystani. Funkcję taką przez lata sprawował frank szwajcarski. Kapitał zaczął napływać do Szwajcarii praktycznie z całego świata, w szczególności ze strefy euro. Ogromny popyt na franka sprawił, iż zaczął on gwałtownie drożeć względem innych walut. Nagle w obawie o „losy eksporterów” szwajcarski bank centralny zdecydował, iż zacznie „dodrukowywać” franków i skupować za nie euro. Sztucznie wygenerowana nadpodaż franków oraz zwiększony popyt na pozostałe waluty miał ustabilizować kurs franka i utrzymać go na poziomie 1,2 w stosunku do euro.

Po krótkim okresie niepewności kurs udało się ostatecznie ustabilizować. W całym procesie sztucznego osłabiania franka tak naprawdę nie chodziło o eksporterów, ale o utrzymanie kursów wszystkich najważniejszych walut na podobnych poziomach. Dzięki temu tworzona była iluzja stabilizacji na rynkach walutowych. Ostatecznie ceny franka, dolara Singapuru, czy złota bijące w stratosferę obnażyłyby problemy euro, dolara, czy innych papierowych waluty niszczonych dodrukiem w imię ratowania systemu.

Obecna sytuacja

Przez 3 lata jednak sytuacja gospodarcza na świecie nie specjalnie się zmieniła. Problemy strefy euro pogłębiły się. Bezrobocie oraz dług w relacji do PKB znacznie wzrosły. Praktycznie każdy kraj EU zmaga się z ogromnym deficytem. Grecja ponownie zaczęła domagać się redukcji długów. Poważnie rozważa opuszczenie strefy euro. W samym procesie nie chodzi absolutnie o małą Grecję, odpowiadającą za 3% PKB, ale o ustanowienie precedensu oraz o straty wynikające z niespłacalnych długów.

Gdyby Grecja wyszła ze strefy euro zapoczątkowałoby to reakcję łańcuchową. W ciągu tygodni Hiszpania, Włochy, Portugalia, Słowenia i być może Francja także porzuciłyby wspólną walutę. Co więcej, długi denominowane w euro nagle przestałyby być spłacane, na czym bardzo ucierpiałyby banki francuskie i niemieckie. Europejski Bank Centralny w takiej sytuacji najprawdopodobniej przystąpiłby do desperackiego ratowania systemu jedynym narzędziem jakie mu pozostało, czyli dodrukiem na bezprecedensową skalę. Taki ruch tylko dobiłby wspólną walutę.

Abstrahując od tego czy Grecja i inne kraje porzucą wspólną walutę, musimy zdać sobie sprawę z jednej rzeczy. Długi wielu krajów denominowane w euro są niespłacalne. Lata zerowych stóp procentowych doprowadziły do takiego rozpasania wszystkie rządy, że zadłużenie jest zbyt duże, żeby je uczciwie spłacić.

Aby zatem przeciwdziałać rozpadowi strefy euro, Europejski Bank Centralny nie będzie miał wyjścia i ostatecznie zacznie dodruk euro, pomimo ogromnych sprzeciwów ze strony Niemiec. Opór jest wyjątkowo silny, gdyż wielu Niemców doskonale zdaje sobie sprawę z dramatycznych konsekwencji dodruku.

Stajemy zatem w sytuacji, w której albo euro rozpadnie się pod ciężarem nadmiernego długu, albo dług się zdewaluuje w efekcie ogromnej inflacji wywołanej dodrukiem.

Szwajcarzy doskonale zdają sobie sprawę, że dni strefy euro są policzone i próbują odciąć się od strat wywołanych bezmyślnym skupem euro prowadzonym przez ostatnie 3 lata….

…To, co dziś stało się z ceną franka nie było absolutnie wypadkową jednej decyzji, ale reakcją na niszczenie głównych walut przez ostatnie kilka lat. Frank po prostu odreagował gwałtownym wzrostem trzy lata sztucznie utrzymywanej niskiej ceny…”

całość lektury do której zachęcam tu: independenttrader.pl

podobne: Grexit i Brexit. Przyszłość Wielkiej Brytanii w UE, Grecji w strefie euro. EBC i luzowanie ilościowe. Fatalne prognozy dla Francji która tonie w długach. Islandia: negocjacje czy pożegnanie z Unią. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów) i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą

…Nie jest zatem prawdą jaką przekrzykują się „eksperci” z telewizora, że „winę” za wzrost wartości Franka ponosi „przesadzona reakcja rynków”… Rynki doskonale wiedzą w jakim stanie znajduje się „strefa EURo”, ale nie tylko! bo tu chodzi również o pozostałe gospodarki krajów tworzących UE. Uwolniony kurs Franka szwajcarskiego – waluty kraju, który jeszcze nie tak dawno straszył referendum w sprawie zwiększenia rezerw złota o które być może za niedługi czas oprze swoją walutę – zweryfikował o brutalną RZECZYWISTOŚĆ walutę każdego jednego kraju, który utrzymuje się z rolowania długu – nieudolnej sztuczki próbującej przykryć prawdziwy stan poszczególnych gospodarek. Należy też pamiętać o tym że kraje BRICS również od jakiegoś czasu skupują z rynku złoto, by zabezpieczyć w razie czego własne waluty przed tym co nadchodzi. To tylko durna UE uważa że może papierem zatkać dziurę, jaką na własne życzenie wykopała pod sobą swoim niepohamowanym złodziejskim marnowaniem tego, co wcześniej zagrabiła swoim obywatelom zadłużając ich po uszy… (Odys)

PS. Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom. (F. Bastiat)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Advertisements

5 comments on “Narodowy Bank Szwajcarii uwolnił Franka. NBP robi dobrą minę do złej gry. Ratunkiem dla frankowiczów może być sąd, albo upadłość. Komentarz Tradera21 (o potencjalnym dodruku przez ECB)

  1. Pingback: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? | Łódź Odysa

  2. Pingback: Frankowicze pozywają banki i chcą się na nich odegrać. Banki pracują nad pomocą. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Eurokołchoz: Z Grecji uchodzi powietrze. Tsipras prosi Junckera o pomoc. Najpierw reformy, potem pieniądze. Drukowanie euro osłabia tę walutę. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Polska gospodarka: Embargo nie zatrzymuje polskich owoców i warzyw (Rosja wylicza nam straty). Polski system podatkowy nieprzyjazny, państwo przegrywa z oszustami, tragiczna polityka surowcowa. Banki chcą by rząd dopłacał do ich zysków (KNF: to ods

  5. Pingback: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s