Prawo do pamięci (tym którzy za mało umarli)


 

Sławny kto „zdjął spodnie” by przed kamerami
świecić tym co zostać powinno za drzwiami

Innym razem starczy narysować Boga
By głupcy się śmiali – to „pamięci” droga

Potem przerażeni: „Gdzieś Ty był!” (wołali)
Tam gdzieście Go wcześniej w pysze swej posłali

I choć czuwał wiernie przeżyciem was darząc
miast dziękować mu za to lżycie go obrazą

Jeszcze w bezczelności za słuszną zatratę
macie czelność liczyć na ziemską zapłatę

Patrząc tylko tego by słupków rachunku
nie zmniejszyło Innych prawo do frasunku

Ile dziś kosztuje pamięć o zagładzie
tych co nie nosili Dawidowej Gwiazdy?

Czy by jedna prawda mogła ludzi karcić
inną trzeba wymazać przemilczeć, zatracić?

Co to za „sprawiedliwość” która każe czekać
„gojom” choć też ginęli od nazizmu piekła?

Co choć kraj swój mają i groby ich znane
krzyczeć o nich nie można bo to „zakazane”

Bez „muzeów zagłady”. Bez „marszów pamięci”
Kto przypomni o męce nieżydowskich dzieci?

W czym ich śmierć jest gorsza? W tym że kat tak samo
ale w innej kolejce mordował co rano?

A może ich winą jest to że przeżyły?
„Rasie panów” służąc „łaski” dostąpiły

Jak podliczył poeta i co warte jest wspomnienie:
„…Wieczna wdzięczność dla naroda
który przyznał nam cierpienie…”

Odys, styczeń 2015

podobne: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny. i to: O „wyższości” holokaustu.IL nad holokaustem.PL oraz: W rocznicę obchodów wyzwolenia Auschwitz (bez Pileckiego). Mosze Kan­tor: „Wła­di­mir Putin jest wiel­kim przy­ja­cie­lem śro­do­wisk ży­dow­skich”. Czy żydom grozi exodus? Brytyjski historyk ostro o bierności Zachodu wobec zagłady.

Children taken from eastern Europe during the SS „Heuaktion” (Hay Action), and temporarily imprisoned in Auschwitz awaiting their transfer to Germany, look out from behind the barbed wire fence.[The blonde boy at the lower right may be Kalman Cylberszac (b. 1934), the son of Rachel and Nachum Cylberszac from Lask, Poland.] źródło: http://collections.ushmm.org/search/catalog/pa11385

Heuaktion (pol. Akcja Siano) – niemiecka nazistowska akcja przesiedleńcza i germanizacyjna realizowana w latach II wojny światowej w ramach programu rabunku dzieci, będącego częścią Generalnego Planu Wschodniego, mająca na celu pozyskanie jednostek uznanych przez eugenikę niemiecką za „wartościowych rasowo”.

Heuaktion została zarządzona przez Alfreda Rosenberga w 1941 i realizowana była w ograniczonej formie po agresji Niemiec na ZSRR w tym samym roku – szczególne jej nasilenie przypada na rok 1944, kiedy wycofująca się armia niemiecka pochwyciła na terenie Polski 40 do 50 tysięcy dzieci w wieku 10-14 lat w celu przewiezienia ich do Niemiec. Plany te realizowała wówczas Grupa Armii „Północna Ukraina” (na terytorium Ukrainy wcielano przymusowo do formacji SS młodzież powyżej 17 lat, a do formacji pomocniczych SS osoby poniżej 17 roku życia) i Grupa Armii „Środek” pod dowództwem m.in. Walthera Modela, ponoszącego współodpowiedzialność za te działania, a także niemiecka 9 Armia. Henning von Tresckow podpisał rozkaz w ramach akcji, mimo że był przeciwnikiem Hitlera…”

„…Dzieci uprowadzane były przemocą, często z użyciem podstępu i w wyniku zamordowania rodziców[1], kierowano je do specjalnych ośrodków i wydziałów odpowiednich instytucji lub do eufemistycznie nazwanych przez nazistowską propagandę tzw. wiosek dziecięcych – w istocie były to obozy selekcji rasowej (tzw. selekcji wartościującej) dla dzieci (niem. Kindererziehungslager), gdzie niszczono oryginalne metryki urodzenia zastępując je nowymi, zmieniano nazwiska dzieci na niemieckie i dokonywano wstępnej germanizacji[2]. Z obozów germanizacyjnych dzieci przekazywane były rodzinom niemieckim[1]. Dzieci uznane za „małowartościowe” odsyłano do obozu koncentracyjnego w Auschwitz w celu eksterminacji lub do osiedlenia w Generalnym Gubernatorstwie. Jednym z najbardziej znanych przypadków rabunku i germanizacji polskich dzieci jest historia Alojzego Twardeckiego…” (za Wikipedia)

Porwane do adopcji

„…Sposobów „rabunku dzieci” było wiele. Tajny plan Heinricha Himmlera zakładał, że w przyszłości na terenie dawnych ziem polskich pozostaną wyłącznie cztery klasy szkoły powszechnej, w których nauka byłaby ograniczona do liczenia do 500, pisania swojego nazwiska oraz przyswajania tego, że – nakazem natury i zgodnie z zasadami krwi – obowiązkiem jest posłuszeństwo wobec Niemców. Jeżeli jednak polskie dziecko wyróżniałoby się, to do 12. roku życia trafiałoby ze zmienionym nazwiskiem do Rzeszy. Plan przewidywał adopcję, zmianę danych personalnych i dalszą germanizację.

pismo Lebensbornu

Pismo Lebensbornu z 18 grudnia 1943 do obywatela Niemiec Karola Müllera, z zawiadomieniem, iż znaleziono dla niego dwóch chłopców (Sepp Piehl i Eugen Bartel), z których jednego będzie mógł sobie wybrać. Chłopiec wymieniony w piśmie jako Eugen Bartel, to polskie dziecko o sfałszowanej metryce urodzenia – naprawdę nazywał się Eugeniusz Bartczak (źródło:Archiwum RuSHA w Łodzi/PD)

Tak jak większość wizji wysoko postawionych SS-manów, którzy zbyt dosłownie angażowali się w nazistowską ideologię, tak i powyższy plan był w rzeczywistości zupełnie nierealny. „Wartościowe rasowo” dzieci w rzeczywistości odbierano rodzicom siłą lub podstępem. Z terenów, na których mieli zamieszkać niemieccy koloniści, ludność wysiedlano, a raczej: wysyłano do obozów pracy lub obozów koncentracyjnych. Dzieci wysiedlonych nie miały w warunkach terroru szans, by czymkolwiek „wyróżniać się” poza cechami fizycznymi. Dlatego selekcja była prosta: te o wyglądzie nordyckim (na oko silne, „aryjskie”, a przede wszystkim – zbyt małe, by pamiętać swoją przeszłość) jechały do Niemiec. Reszta trafiała do obozów. 

Czasem wysiedlenia dzieci spotykały się z silnym oporem ludności. Na Zamojszczyźnie, na trasach, którymi transportowano do Rzeszy porwane maluchy, konspiracyjne organizacje wojskowe (przede wszystkim Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie) wykradały lub wykupywały dzieci od niemieckich konwojentów. Pomoc ta była jednak zbyt słaba. Większość porwań zakończyła się sukcesem okupanta. Przewiezione do Rzeszy dzieci umieszczano w specjalnych zakładach lub od razu w niemieckich rodzinach zastępczych. Ich metryki oraz wszelkie możliwe dokumenty potwierdzające prawdziwą tożsamość skrupulatnie niszczono. Prawdopodobnie do dziś żyje wiele z nich. Równie prawdopodobne jest to, że wielu nigdy nie poznało swojej historii i nigdy nie zdawało sobie sprawy ze swoich polskich korzeni…”

całość tu: odkrywcy.pl    …więcej tu: „Zniemczanie” wartościowych rasowo dzieci na przykładzie Polski.

Advertisements

5 comments on “Prawo do pamięci (tym którzy za mało umarli)

  1. Tak, bardzo prawdziwe aż do bólu , nawet więcej- niewyrażalne w słowach. Bo jak wypowiedzieć tęsknotę i żal dzieci za rodzicami, których niejednokrotnie nawet pamiętali przez jakiś czas a potem? Potem życie w zupełnie innej rzeczywistości 😦

    Lubię

    • Tak mało się o tym mówi, (a przecież na dniach była okazja) że aż czasami człowiekowi dech odbiera bezczelność z jaką niektórzy cudzą krzywdę przeliczają afiszując się przy tym i grzejąc jak głupie kurczaki pod lampą…ehhh

      Lubię

  2. Pingback: „Ostatni sen” o marności świata (do grafiki Raven Grey) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s