Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”.


„To, co dwa czołowe nurty (PO i PiS) w istocie jednej, rusofobicznej polityki polskiej, nam proponują, jest całkowitym zaprzeczeniem tego, w jaki sposób Roman Dmowski i jego obóz polityczny widział miejsce Polski w polityce europejskiej i światowej.”

fragment:

„…Juliusz Zdanowski, w swym „Dzienniku”, pod datą 1 sierpnia 1929 r., zanotował, że Dmowski, w odpowiedzi na pytanie pułkownika-emisariusza obozu pomajowego, odnośnie warunków współpracy z sanacją, stwierdził: „zagraniczną politykę musicie robić naszą”.

Aby zdefiniować „naszą”, czyli endecką politykę zagraniczną, o której mówił Dmowski należy cofnąć się do okresu, w którym sprawował on urząd Ministra SZ. To właśnie wtedy, 16 listopada 1923 r., podczas obrad Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu, Dmowski przedstawił swoje credo odnośnie polityki zagranicznej państwa polskiego. Powiedział wówczas:

„W systemie polskiej polityki zagranicznej punktem wyjścia są dla mnie dwa fakty:
1. fakt, że mamy ustalone i uznane przez mocarstwa granice;
2. nasze położenie wewnętrzne, w którem na pierwszym planie znajduje się potrzeba uzdrowienia naszego skarbu.
Z tych dwóch założeń wychodząc, uważam, że polityka nasza musi być ściśle pokojowa. Wynika to z faktu, że posiadamy uznane granice, co daje nam pewność prowadzenia polityki pokojowej. Chcąc zaś uzdrowić skarb musimy dążyć do zgodnego pożycia z sąsiadami.
Z tego powodu polityka nasza musi się opierać:
1. na poszanowaniu jak najściślejszem traktatów;
2. na nieinterwenjowaniu w sprawy wewnętrzne sąsiadów i innych państw;
3. musi dążyć do jak największego rozwoju naszych stosunków handlowych i ułożenia ekonomicznego współżycia z państwami.”

Powyższe zasady są wyrazem realizmu politycznego Dmowskiego, jednocześnie są głęboko zakorzenione w myśli Narodowej Demokracji. W tym miejscu należy wyraźnie podkreślić – w opozycji do współczesnych nam opinii – że polityka realna nie oznacza skakania z kwiatka na kwiatek, nie oznacza bycia chorągiewką na wietrze, niestałym, nieprzewidywalnym graczem z tendencją do częstej zmiany frontu. Bieżąca polityka realna – to przede wszystkim polityka celów możliwych do osiągnięcia w danych okolicznościach i w danym czasie. Na dalszą metę zaś – to polityka długofalowa, konsekwentna w swych założeniach i konsekwentnie je realizująca. W skali makro Dmowski konsekwentnie optował za polityką sojuszu z Francją, jeżeli zaś chodzi o Wielką Brytanię, praktyka pokazała, że w momencie odejścia czynnika antypolskiego i jednocześnie proniemieckiego (Lloyd-George), stosunki mogły układać się dla Polski całkiem korzystnie.

Stosunek do Niemiec

Jest truizmem stwierdzenie, że polityka endecka była antyniemiecka. To antyniemieckość stała się głównym wyznacznikiem zwrotu politycznego dokonanego przez Dmowskiego w 1908 r. („Niemcy, Rosja i kwestia polska”). Stanowiła zerwanie z tradycją XIX-wiecznej, antyrosyjskiej polityki polskiej oraz była fundamentem, na którym oparła się polityka Narodowej Demokracji w czasie I wojny światowej i później, w okresie walki o kształt Polski w Wersalu. W wolnej Polsce, pewne zaostrzenie polityki wobec zachodniego sąsiada w okresie kierowania resortem spraw zagranicznych przez Seydę i Dmowskiego, wynikało z dbania o interes Polski, a nie było wyrazem intencji pogorszenia stosunków z Niemcami. Postawa Dmowskiego wobec Niemiec była na przestrzeni lat konsekwentna, będąc jednocześnie wyrazem jego łacińskich pojęć o polityce.

Już w „Myślach nowoczesnego Polaka”, Dmowski wspominał o „nie mniejszym” wstręcie, jaki odczuwałby do nauczyciela Polaka prześladującego dziecko za to, że jest dzieckiem ruskim, niż do pruskiej kanalii pedagogicznej, ale także uczynił zasadnicze rozróżnienie pomiędzy ludźmi nikczemnymi, których nienawidził, bez względu na narodowość, oraz pomiędzy zbrodniarzami a tymi, którzy walczyli z narodem polskim w imieniu swego, wymieniając w tym miejscu również Niemców. Swój stosunek do Niemiec wyraził w „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” pisząc:

„Pracowałem cale życie przeciw Niemcom, bo chciałem, żeby Polska żyła, polityka zaś niemiecka za cel sobie postawiła jej zgubę. Myliłby się wszakże ten, kto by sądził, że kieruje mną jakaś ślepa nienawiść do Niemców lub że niezdolny jestem do sprawiedliwego sądu o wartości narodu niemieckiego i o jego zasługach dla cywilizacji.(…) Byłbym też szczęśliwy, gdyby stosunki wzajemne między nami a Niemcami mogły być zdrowymi stosunkami sąsiedzkimi, opartymi na wzajemnym szacunku i umożliwiającymi współdziałanie tam, gdzie to jest potrzebne”.

Za podsumowanie politycznej postawy Dmowskiego wobec Niemiec należy uznać jego wypowiedzi podczas nieformalnej rozmowy z dwoma przedstawicielami prasy hitlerowskiej, która miała miejsce, na ich prośbę, w Warszawie, prawdopodobnie na początku grudnia 1937 r. Jędrzej Giertych w swej relacji pamiętnikarskiej „Stronnictwo Narodowe a kryzys dziejowy 1938 roku”, tak wspomina wystąpienie Dmowskiego:

„Z postulatów polskich, które [Dmowski] określił jako nienaruszalne, wymienił trzy: nienaruszalność granic Polski (…), nienaruszalność granicy niemiecko-czeskiej oraz niedopuszczalność wszelkich pomysłów budowania państwa ukraińskiego (…).”

W sprawie niemieckiej należy poruszyć jeszcze jedną kwestię, mająca bardzo silne odniesienie do naszej współczesności. Od kilku lat obserwujemy, jak się dzisiejszym rzekomym wyznawcom polityki realnej wydaje, że można było przed wojną dowolnie wybierać stronę i iść z Niemcami, handlując z nimi polską ziemią w zamian za „zdobycze na wschodzie”. Myślenie takie rozbija się nie tylko o fakt nieistnienia wystarczającego zaplecza politycznego i społecznego w Polsce dla takiego pomysłu, o marginalną, także w obozie sanacyjnym, pozycję ludzi głoszących podobne poglądy ale i o doświadczenie polityczne I wojny światowej. Polska w systemie niemieckim, to byłby kadłub pozbawiony nie tylko dostępu do morza oraz zaboru pruskiego, ale i pozbawiony granicznego pasa bezpieczeństwa (dla Niemiec) na zachodzie zaboru rosyjskiego oraz, co równie ważne, pozbawiony ziem wschodnich, czego traktaty brzeskie są dowodem nie podlegającym dyskusji.

Ale, o ile wyobrażanie sobie, że w 1939 r. Niemcy z sojuszniczą Polską powalające ZSRR, zrezygnują z popierania Ukraińców, Litwinów i Białorusinów, oraz zrezygnują z dalszych żądań terytorialnych odnośnie Polski, jest świadectwem braku przenikliwości politycznej, który wynika z quasi mistycznej nienawiści do Rosji, o tyle, wyobrażanie sobie, że Sanacja znalazłaby wystarczającą siłę w narodzie, która pozwoliłaby jej przeprowadzić politykę oddania Niemcom ziem polskich na życzenie Hitlera i podjąć wspólną wyprawę na ZSRR, jest pomysłem z dziedziny fantastyki i świadectwem myślenia życzeniowego skrojonego wg wyobrażeń współczesnych, a całkowicie oderwanych od epoki, której dotyczy.

Można by te pomysły zbyć uśmiechem politowania, gdyby nie ich nośność medialna i propagandowa. Antyniemiecka postawa większości narodu w okresie międzywojennym była faktem, ale była też po prostu słuszna. Polacy, w swej masie, zostali mentalnie przywróceni do piastowskich źródeł państwowości, do myślenia o ziemiach piastowskich jako o kolebce państwa i narodu (znów jest to zasługa endeków, z Janem Ludwikiem Popławskim na czele). Ziemie te bądź znajdowały się nadal w posiadaniu powersalskich Niemiec, bądź, w przypadku tych znajdujących się w granicach II RP, były przez Niemcy ciągle zagrożone. Co najistotniejsze jednak – granica polsko-niemiecka była fundamentem systemu wersalskiego. Nie dziwi wobec powyższego konsekwentnie sprzeciwiające się planom niemieckim w tej sprawie stanowisko Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji. Tym, którzy roili sobie, że oddawanie ziemi polskiej Niemcom jest możliwe, Dmowski odpowiedział krótko („Świat powojenny i Polska”):

„[Niemcy] nie wiedzą też, że gdyby się znalazł w Polsce polityk, który by chciał traktować o ustąpieniu Pomorza, dostałby kulę w łeb, jak amen w pacierzu. Podobnie skończyłby każdy, który by, idąc wbrew woli narodu, na jakiejkolwiek drodze wystawił Polskę na zmarnowanie tego, co po wojnie światowej odzyskała.”

Stosunek do Rosji

Stanisław Kozicki, wybitny polityk endecki i bliski współpracownik Dmowskiego napisał w swych pamiętnikach: „Znacznie później zdobyłem głębszą wiedzę o Rosji (…), co doprowadziło mnie do zrozumienia w pełni poglądu Dmowskiego, który uważał, że doprowadzenie do porozumienia z Rosją i ustalenia z nią jakiegoś modus vivendi na dalszą metę, jest pierwszym i najgłówniejszym zadaniem polityki polskiej”.

Roman Dmowski wielokrotnie wyrażał daleko idącą niechęć, a nawet pogardę dla Moskali i działań. Jest to, zwłaszcza dzisiaj, podkreślane przez ludzi pragnących dokonać rewizji myśli narodowodemokratycznej w kierunku antyrosyjskim i ma służyć uzasadnieniu ich programu politycznego. Świadczy to o głębokim niezrozumieniu zagadnienia. Stosunku narodu do sąsiada tak istotnego jak Rosja, nie buduje się na opiniach o tych czy innych Rosjanach, o tym, czy innym ich rządzie, ale na analizie politycznej i wnioskach z niej wypływających. Na potrzeby zaborów taką analizą była książka „Niemcy, Rosja i kwestia polska”. W wolnej Polsce Dmowski wypowiedział się na ten temat kilka razy i są to wypowiedzi mające charakter wskazań nie tylko na teraźniejszość współczesną ich autorowi, ale także na przyszłość bliższą i dalszą. Ich symbolicznym, w tym kontekście, wyrazem praktycznym w międzywojniu był fakt, że to właśnie za czasów kierowania przez przywódcę Narodowej Demokracji resortem spraw zagranicznych, Polska – podpisem Dmowskiego – uznała, jak napisano w nocie oficjalnej, Związek Socjalistycznych Republik Rad.

Dmowski widział Rosję jako istotny dla Polski podmiot bez względu na formę panujących tam w danym okresie rządów.(…) 

(…)„Nie chodzi tu o politykę dzisiejszą, o stosunek do rządu sowieckiego lub do tego, czy innego obozu przeciwników jego na emigracji, do tych lub do innych czynników przemijających. (…) Idzie więc o stosunek do czynnika trwałego, do narodu rosyjskiego, o stworzenie gruntu, na którym się oprze jutrzejsza polityka nasza względem rosyjskiego państwa. Im mniej my dziś w tym względzie pracujemy, im mniej posiadamy planu, im mniej przygotowujemy opinię publiczną do jego zrozumienia, tem większe powodzenie ma robota niemiecka, która dąży do ukształtowania stosunków między Polską a Rosją zgodnie ze swojemi planami. Idzie ona bez przerwy nie tylko w Rosji, ale i u nas. Wpływy niemieckie sączące się do Polski bardzo różnemi kanałami, pracują przede wszystkiem w dwóch kierunkach: z jednej strony pozyskują one ludzi dla planów handlowych i komunikacyjnych, prowadzących do zrobienia z Polski niemieckiego mostu do Rosji; z drugiej – usiłują przedstawić Rosję, jako głównego wroga Polski i główne jej niebezpieczeństwo, utrwalić i rozwinąć dawną psychologję nienawiści do ciemiężców, hypnotyzuja Moskalem jak za dawnych przedwojennych czasów, tak jak gdyby się nic w Naszem położeniu względem Rosji nie zmieniło. Sprzyja im nieruchomość duchowa społeczeństwa, które ciągle nie posiada jeszcze psychologji narodu wolnego, niezawisłego, ale tak na różne sprawy reaguje, jak gdyby żyło jeszcze w czasach niewoli i ucisku. Sprzyja im też rozwinięta szeroko u nas skłonność do robienia patrjotyzmu możliwie najtańszym kosztem. A cóż mniej dziś kosztuje, jak szczucie na Moskala?…

W ten sposób urabia się psychologja społeczeństwa w stosunku do Rosji, która później może bardzo utrudnić najważniejsze dla naszego bytu, a niewątpliwie najtrudniejsze zadanie – zorganizowania po naszej stronie i wywołania po stronie rosyjskiej jedynej polityki, mogącej i nam, i Rosji zapewnić samodzielność gospodarczą i polityczną oraz rolę w świecie, odpowiadającą siłom i położeniu każdego z dwóch narodów. Pierwszym warunkiem tej polityki jest, żeby Polska nie dawała się używać za narzędzie przeciw Rosji, a Rosja przeciw Polsce. Pierwsze zależy w całości od nas; na drugie możemy mieć mniej lub więcej wpływu w zależności od tego, ile dobrej woli, energji i rozumienia rzeczy w pracę na tem polu włożymy.(…)”

W „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” w 1925 r. Dmowski z naciskiem powtórzył: „Nauczyłem się na stosunek nasz do Rosji patrzeć w perspektywie dziejowej, ze spokojem, w którym myśli politycznej nie zamącają namiętności, wytworzone przez przeszłość i podsycane stale do ostatnich czasów przez politykę rosyjską względem Polski(…). Zdaniem mojem było rzeczą niegodna naszego narodu oburzać się jedynie na krzywdy, protestować przeciw nim i albo czekać na zmianę postępowania Rosji, albo tez ślepo dążyć do jej zguby, chociażbyśmy sami mieli razem z nią zginąć. Obowiązkiem naszym było mieć swoją względem Rosji politykę, politykę rozumną, zwalczającą w niej to, co dla nas było szkodliwe, ale umiejącą szczerze i uczciwie poprzeć to, co było z korzyści dla naszej sprawy. (…). Podkreślam to umyślnie, ażeby ludzie u nas nie myśleli, że polityka zbliżenia z Rosją, szukająca oparcia stosunku z nią na wzajemnej życzliwości, była wywołana tylko potrzebami chwili, i dziś już należy do historii. Niejedno pokolenie przeminie, a ta sprawa ciągle będzie aktualną, żywotną, ciągle będzie miała pierwszorzędne znaczenie dla obu narodów.(…)”

Kwestia ukraińska

Stosunek Dmowskiego do sprawy Ukrainy był wypadkową jego stosunku do kwestii niemieckiej i rosyjskiej rozpatrywanych łącznie. Z jednej strony, tzw. wolna Ukraina musiałaby być wasalem niemieckim, zarządzanym przez kapitał międzynarodowy, z drugiej, istotą naszego przyjaznego stosunku do Rosji powinien być brak poparcia dla ukrainizmu w każdej postaci.

W „Świecie powojennym i Polsce” Dmowski pisał: „Nie ma siły ludzkiej, zdolnej przeszkodzić temu, ażeby oderwana od Rosji i przekształcona w niezawisłe państwo Ukraina stała się zbiegowiskiem aferzystów całego świata (…) rzezimieszków i organizatorów wszelkiego gatunku prostytucji (…) Ukraina stałaby się wrzodem na ciele Europy; ludzie zaś marzący o wytworzeniu kulturalnego, zdrowego i silnego narodu ukraińskiego, dojrzewającego we własnym państwie, przekonaliby się, że zamiast własnego państwa, mają międzynarodowe przedsiębiorstwo, a zamiast zdrowego rozwoju, szybki postęp rozkładu i zgnilizny.”

Warto w tym miejscu zauważyć, że współcześnie pojawiające się w kręgach związanych z Młodzieżą Wszechpolską hasła współdziałania z Ukrainą przeciwko Rosji (skutkujące zapraszaniem i rozmowami z młodymi neobanderowcami), nie są pomysłem nowym. Także przed wojną nurt neoromantyczny w Ruchu Narodowym, zaczął w drugiej połowie lat 30-tych naginać myśl narodową do haseł romantycznych z XIX wieku, skierowanych przeciwko Rosji. W lutym 1939 r. jeden z autorów Wielkiej Polski, czasopisma wyrażającego takie właśnie idee napisał: „Jestem zdecydowanym zwolennikiem rozbicia przez Polskę państwa rosyjskiego na szereg narodowych organizmów państwowych, wśród których istnieć musi Ukraina Naddnieprzańska.(…) Za kilka, czy kilkanaście lat staniemy razem (z „Ukraińcami”) do walki z Rosją, staniemy razem, bo będzie to w interesie i naszym i ich, staniemy razem, choć przed tym walczyliśmy i po tym będziemy walczyć z sobą.”

Endecka „Polityka Narodowa”, nr 3 z 1939 r. skomentowała powyższe pomysły następująco: „Zgoła się nie posuwamy do „jedności celów” z wyznawcami podobnych poglądów. Zagadnienie, czy Polska ma się wlec w ogonie polityki niemieckiej, chcącej we własnym interesie rozbijać Rosję na kilka „narodowych organizmów państwowych” i wznawiać traktat brzeski, czy też ma mieć postawę niezależną – między innymi – w sprawie ukraińskiej zasadniczo odmienną od zalecanej przez „Wielką Polskę”, jest dziś jedną z głównych linii podziału w naszym narodzie”. Rzeczywistość pokazuje nam, że także i tym przypadku, niejedno pokolenie przeminęło, a linia podziału pozostała na swoim miejscu…

Międzymorze

Na zakończenie chciałbym poruszyć kwestię tzw. Międzymorza, czyli obszaru pomiędzy Bałtykiem, Morzem Czarnym a Adriatykiem, który miałby być zorganizowany politycznie przez Polskę. Idea Międzymorza, różnie rozumiana, opanowała umysły polskie i od stu bez mała lat, jest głoszona jako rzekomo wspaniała alternatywa dla Polski. Pomysł politycznego zorganizowania tego obszaru, zblokowania krajów do niego należących, pojawia się zarówno u romantyków, piłsudczyków, a więc u żywiołów nienawidzących Rosji, jak również w sferach endeckich. U tych pierwszych miał to być blok państw skierowany przeciwko Rosji i Niemcom, u drugich, skierowany przeciwko Niemcom, a z Rosją współpracujący.

Z biegiem lat idea nabrała wydźwięku zdecydowanie antyrosyjskiego, choć wciąż była obecna również w programach organizacji o profilu endeckim. Idea ta jest obciążona dwoma zasadniczymi wadami, które wykluczają jej praktyczną realizację. Pierwszą, zawsze obecną, jest założenie, że to Polska będzie liderem takiego bloku państw, a więc pozostałe państwa się jej politycznie podporządkują (założenie nieskonsultowane z pozostałymi ewentualnymi uczestnikami bloku).

Drugą, występującą w nieco zmienionej postaci przed wojną i obecnie – to słabość wewnętrzna bloku spowodowana nie dającymi się przełamać przeciwnościami pomiędzy krajami tego obszaru. Przed wojną, była to słabość Czechosłowacji, obciążonej ogromna mniejszością niemiecką, niechęć Węgier do krajów ościennych, które otrzymały po I wojnie światowej ziemie należące wcześniej do nich (Czechosłowacja, Rumunia, Jugosławia), spór bułgarsko-grecko-jugosławiański, wewnętrzna słabość Jugosławii itd.. Tę słabość przed wojną zauważał Dmowski, prowadząc politykę opartą o sojusz z Francją i porozumienia dwustronne oraz traktując kraje bałtyckie (Łotwę i Estonię) jako de facto, strefę wpływów Rosji. Stanisław Kozicki w swoich wspomnieniach wykazał wszystkie słabości tego pomysłu. Jako pomysł antyrosyjski Międzymorze było i jest jeszcze bardziej nierealne.

Wydaje się, że hasło Międzymorza, zwłaszcza po stronie endeckiej, było z premedytacją przedstawione jako właśnie tylko hasło, pewien dobrze wyglądający postulat, na którego jednak realizację nie było ani pomysłu, ani środków ze strony Polski, oraz ochoty ze strony potencjalnych uczestników. Jeżeli dzisiaj wraca się do tego pomysłu, z tą modyfikacją, że patronem Międzymorza miałyby być Stany Zjednoczone, nie zważając na wciąż istniejące zastrzeżenia natury ogólnej (rola lidera dla Polski) oraz na rozbieżność interesów państw tego regionu, zwłaszcza na skutek wojen bałkańskich z lat 90-tych XX wieku i obecnego rozszczepienia na tle konfliktu na Ukrainie, to po raz kolejny dowodzi to życzeniowości polskiego myślenia o polityce, oderwania od rzeczywistości i swego rodzaju zacietrzewienia. Źródłem takiego zachowania jest nienawiść do Rosji.

Podsumowanie

(…)Dzisiaj Polska grzęźnie w antyrosyjskim obłędzie, powtarzając wszystkie błędy przeszłości, które polskiej polityce wytykał Dmowski. Stajemy się jedynie wykonawcą obcych planów, wyobrażając sobie, że realizujemy jakąś wielką ideę rozbicia Rosji, z nami na czele. Jest dokładnie odwrotnie, niemniej zaślepienie nie pozwala tego zauważyć. Zamiast polityki pokojowej, głosimy hasła wojownicze, zamiast układania stosunków jak najlepiej, głosimy, że powinny one być złe. Zamiast łagodzić, jątrzymy. Zamiast przyjaciół, wspieramy i hodujemy wrogów. Rozkład stosunków gospodarczych uważamy za sukces. Podburzającą stare uprzedzenia propagandę zewnętrzną, przyjmujemy za poparcie naszych dążeń.

Polityce polskiej potrzebny jest wstrząs, który na wzór tego z przełomu wieków XIX i XX, przeorientuje nas i zatrzyma chocholi taniec oraz odnowi zrozumienie zagadnienia głównego polityki polskiej.

Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 47-48 (23-30.11.2014) …całość tu: mysl-polska.pl

podobne: Gospodarka narodowa…głupcze! a także: I powstanie prawica jak Feniks z popiołów! czyli… i to: Spór o mit założycielski II RP, czyli dlaczego świętujemy 11 listopada? Komu służyła Rada Regencyjna? oraz: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? polecam również: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry.  i jeszcze: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? oraz: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? i to: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.

 Roman Dmowski

Advertisements

8 comments on “Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”.

  1. Pingback: W rocznicę śmierci: Jan Emil Skiwski – „Piłsudski a Polska wieczna”. Cywilizacja a tolerancja. | Łódź Odysa

  2. Pingback: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium” | Łódź Odysa

  5. Pingback: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prez

  6. Pingback: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. | Łódź Odysa

  7. Pingback: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. | Łódź Odysa

  8. Pingback: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s