„Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu!


Opozycja krytykuje krok Komorowskiego ws. referendumKucharczyk: to błąd, że prezydent ściga się z Dudą na populizmEksperci: JOW-y wbrew pozorom wzmacniają pozycję dużych partii.

11.05. Warszawa (PAP) – Tylko PO pozytywnie oceniła krok prezydenta Bronisława Komorowskiego, który dzień po I turze wyborów zaproponował referendum ws. m.in. jednomandatowych okręgów wyborczych. Zdaniem polityków opozycji propozycja prezydenta jest całkowicie niewiarygodna.

W poniedziałek rano prezydent Komorowski ogłosił, że chce referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, zmian systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym (wprowadzenie rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika). Swoją propozycję wysunął po ogłoszeniu wyników sondażowych I tury wyborów prezydenckich, w których kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał 34,5 proc. głosów, on sam – 33,1 proc., a Paweł Kukiz, który jest zwolennikiem wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych – 20,5 proc.

Andrzej Duda komentując propozycję Bronisława Komorowskiego ocenił, że prezydent „zmienił nagle zdanie o 180 stopni w sprawie JOW-ów, podatków i finansowania partii politycznych z budżetu państwa”. „Do tej pory w ogóle nie było o tym mowy. Wszystkich, którzy wychodzili z inicjatywami, traktował z góry” – mówił.

Sam Duda powiedział w niedzielę, że „jest otwarty” w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych.

Z kolei rzecznik PiS Marcin Mastalerek propozycję prezydenta (i w sprawie JOW-ów, i w sprawie finansowania partii) nazwał „rozpaczliwą”. „Jeżeli ktoś pięć lat jest prezydentem i trzy lata marszałkiem Sejmu, a obietnicę referendum składa po przegranej I turze przed II turą, jest to całkowicie niewiarygodne. Komorowski po przegraniu pierwszej tury może obiecać absolutnie wszystko i wszystkim. Co prezydent robił pięć lat?” – powiedział PAP Mastalerek.

„Nie będziemy odpowiadali na poważnie na propozycje, które padają między I a II turą. Nie wierzymy temu” – dodał.

Mariusz Witczak z PO podkreślił natomiast w rozmowie z PAP, że propozycje prezydenta Komorowskiego to „niezwykle ważne punkty programowe”, z którymi wcześniej Platformie trudno się było przebić. „Byliśmy blokowani w tych rozwiązaniach jak się dało, przez PiS i inne partie, a dzisiaj, skoro jest dobry klimat dla tych punktów programowych, to podnosimy je do rangi referendalnej i patrzymy na reakcję PiS, które zaczyna w tej kwestii zmieniać poglądy” – zaznaczył Witczak.

Poseł przypomniał, że sam kilka lat temu był w Senacie autorem poprawki, która do uchwalonego wcześniej w Sejmie Kodeksu wyborczego wprowadzała jednomandatowe okręgi wyborcze w głosowaniu do izby wyższej polskiego parlamentu. „Batalia o wprowadzenie JOW-ów w Senacie toczyła się wówczas i w Senacie, i w Sejmie przy okazji prac nad Kodeksem wyborczym. W Sejmie nie udało nam się wprowadzić jednomandatowych okręgów, ponieważ przeciwko głosował PiS, a w głosowaniu zabrakło kilku posłów PSL. Później sam zgłosiłem to jako poprawkę w Senacie” – tłumaczył Witczak.

Jak dodał, JOW-y wprowadzone zostały też w wyborach do rad gmin w gminach niebędących miastem na prawach powiatu. „Platforma więc tam, gdzie się da, małymi krokami wprowadza okręgi jednomandatowe” – zaznaczył Witczak.

Jeśli chodzi o likwidację finansowania partii z budżetu państwa, to – jak przypomniał polityk PO – również jest to jeden z dawnych postulatów Platformy, na który również do tej pory nie zgadzał się PiS. „Kilka lat temu, podczas kryzysu, doprowadziliśmy do obniżki finansowania partii z budżetu o 50 proc.; nigdy jednak było ze strony PiS zgody na całkowitą likwidację finansowania” – zaznaczył Witczak.

Popierający Dudę szef klubu Zjednoczona Prawica Jarosław Gowin podkreślił w rozmowie z PAP, że chętnie poparłby wszystkie propozycje prezydenta Komorowskiego, bo są one zbieżne z jego poglądami, gdyby padły w innych okolicznościach. „W tej chwili to przejaw rozpaczliwej walki o utrzymanie się na stanowisku prezydenta. To nie budzi naszego zaufania” – podkreślił.

Z kolei szef PSL Janusz Piechociński, odnosząc się do zapowiedzi Komorowskiego i Dudy ws. jednomandatowych okręgów wyborczych ocenił, że sztaby obu kandydatów niepotrzebnie się koncentrują na pozyskaniu głosów kandydatów z pierwszej tury. „Po I turze mamy do czynienia z emocjonalnym szukaniem wyborców” – powiedział PAP Piechociński. Jego zdaniem obaj kandydaci raczej powinni kłaść nacisk na przyciągnięcie wyborców, którzy nie poszli głosować. „To poważny faul ze strony obu komitetów. Trzeba się było koncentrować na tych, którzy zostali w domach” – mówił wicepremier.

Oceniając postulat wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych Piechociński zaznaczył, że „trzeba też myśleć kategoriami: co po wyborach?”. W jego ocenie – przez wprowadzenie JOW-ów „można wprowadzić wielką destabilizację”.

Piechociński nie jest też zwolennikiem zniesienia systemu finansowania partii z budżetu. „Już mieliśmy model, w którym polityka nie była od tej strony kontrolowana” – zauważył. Podkreślił, że przejście do wariantu finansowania partii z budżetu miało swoje uzasadnienie. Jak mówił, takie dziedziny, jak służba zdrowia, obronność, czy polityka nie mogą funkcjonować bez pieniędzy. Jego zdaniem obecny system ma wiele wad, z których pierwszą jest niechęć społeczna do finansowania działalności społecznej, ale – jak dodał – w jego miejsce może być wprowadzony „system zasilania szarej strefy polityki”.

Z kolei sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski, odnosząc się do propozycji Komorowskiego, powiedział, że prezydent „posiał populizmem, jakiego nie słyszeliśmy od niego przez ostatnie pięć lat”. „Jednomandatowe okręgi wyborcze i zakaz finansowania partii politycznych z budżetu państwa to działanie populistyczne prezydenta prowadzące tylko i wyłącznie do tego, by zebrać elektorat Pawła Kukiza, a potem najzwyczajniej w świecie go oszukać” – mówił.

Gawkowski przypomniał, że zniesienie finansowania partii z budżetu państwa zapowiadał już b. premier i lider PO Donald Tusk i „nic z tego nie wyszło”. „PO jak zwykle dokonuje politycznego zwrotu, ale tylko i wyłącznie dlatego, że jest to jej dzisiaj potrzebne, a w najmniejszym stopniu nie ma zamiaru zmieniać w tej sprawie prawa” – dodał sekretarz generalny Sojuszu.

Według niego zniesienie finansowania partii z budżetu byłoby „niepoprawne i głupie”, bo spowodowałoby, że partie stałyby się „mafiami do zbierania pieniędzy, a nie uprawiania polityki”.

Gawkowski przekonywał też, że jednomandatowe okręgi wyborcze to rozwiązanie, które ogranicza demokrację. „Najlepszym tego przykładem jest Wielka Brytania, gdzie w parlamencie nie są reprezentowane wszystkie ruchy i trendy społeczne. Na pewno ordynacja większościowa nie pozwala na taką pełną reprezentację” – mówił. (PAP)

mce/tgo/gł/wni/mkr/ann/ as/ malk/

11.05. Warszawa (PAP) – Prezydent Bronisław Komorowski proponując m.in. referendum ws. jednomandatowych okręgów wyborczych, ściga się z Andrzejem Dudą na populizm; to błąd – uważa szef Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk.

Prezydent Komorowski zapowiedział w poniedziałek, że chce referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, zmian systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym. Wysunął tę propozycję po ogłoszeniu sondażowych wyników I tury wyborów prezydenckich, w których kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał 34,5 proc. głosów, on sam – 33,1 proc., a Paweł Kukiz – 20,5 proc.

„To był – podejrzewam – pomysł śmiertelnie wystraszonego sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego, jego ludzie boją się dziś, że zostaną obwinieni za klęskę mało dynamicznej kampanii” – powiedział PAP Kucharczyk.

Według niego inicjatywa prezydenta była błędem. „To wygląda, jakby prezydent zaczął ścigać się z Andrzejem Dudą na populizm po to, by zdobyć wyborców Kukiza” – ocenił. Na wygraną w tym wyścigu – zdaniem Kucharczyka – prezydent ma bardzo małe szanse.

Zdaniem eksperta Komorowski powinien dziś „powalczyć raczej o tych, którzy zostali w domu, których nie przekonał nikt”, w tym szczególnie o elektorat lewicowy.

Kucharczyk stwierdził ponadto, że prezydent i jego ludzie też powinni lepiej odczytywać sygnały, które daje mu elektorat Kukiza. „Tu przecież nie chodzi o postulat jednomandatowych okręgów wyborczych, bo tego terminu większość wyborców pana Kukiza zapewne nie rozumie, tylko o wyrażenie protestu, szczególnie wobec ekonomicznej sytuacji ludzi młodych” – zaznaczył ekspert. (PAP)

wni/ gma/ abr/

11.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Jednomandatowe okręgi wyborcze nie likwidują, a wzmacniają pozycję dużych partii; w Polsce klasyczne JOW-y doprowadziłyby do systemu dwupartyjnego, bardziej zróżnicowany efekt mógłby przynieść ewentualnie system mieszany – ocenili eksperci w rozmowie z PAP.

Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, w których wybory są większościowe, jako sposobu na odpartyjnienie życia publicznego jest postulatem Pawła Kukiza, który według sondażowych wyników, zajął trzecie miejsce w wyborach prezydenckich, uzyskując pond 20 proc. poparcie. Ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział w poniedziałek, że chce zarządzić za zgodą Senatu ogólnokrajowe referendum, które dotyczyłoby m.in. wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Na dyskusję o JOW-ach otwarty jest też kandydat PiS Andrzej Duda, któremu sondaże dają zwycięstwo w pierwszej turze wyborów i który w II turze, 24 maja, spotka się z Komorowskim.

Według konstytucjonalisty, profesora Uniwersytetu Gdańskiego Piotra Uziębło, jednomandatowe okręgi wyborcze mają więcej wad niż zalet. „Podstawową zaletą tego systemu jest to, że jest on bardzo czytelny dla wyborców. Wyborca oddaje głos na konkretnego kandydata i ten spośród nich, który uzyska najwięcej głosów, uzyskuje mandat” – powiedział.

Jak zaznaczył, praktyka pokazuje, że nieprawdziwy jest argument zwolenników JOW-ów, według których sprzyjają one odpartyjnieniu wyborów, bo kandydaci nie startują z list partyjnych tylko indywidualnie. Zwrócił uwagę, że w państwach, w których ten system działa, na przykład Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, „uzyskanie mandatu przez kandydata niezależnego jest rzeczą zupełnie incydentalną”.

„W ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii mamy jeden taki mandat, uzyskany przez kandydatkę w jednym z okręgów w Irlandii Północnej. Jest to jednak osoba, która miała ciche wsparcie jednej z partii politycznych; to nie jest kandydatka stricte niezależna” – powiedział Uziębło.

Podobną sytuację – zaznaczył – mieliśmy w Polsce w ostatnich wyborach do Senatu: na sto mandatów jedynie trzy uzyskali kandydaci niezależni. „Tyle że zarówno Marek Borowski jak Włodzimierz Cimoszewicz startowali wprawdzie z własnego komitetu, ale byli po cichu wspierani przez PO, która nie wystawiła przeciwko nim kontrkandydatów i popierała ich w sposób nieformalny” – dodał.

Drugą kwestią podkreślaną przez zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych – mówił konstytucjonalista – jest to, że przy takim systemie partie polityczne nie mają decydującego wpływu na wystawianie kandydatów.

„To też jest fikcją, bo jeżeli znowu spojrzymy na Wielką Brytanię, to tam właśnie organizacje partyjne decydują, kto w którym okręgu zostanie wystawiony. Bardzo często kandydaci, którzy są popierani przez władze partyjne, otrzymują okręgi, gdzie szanse na mandat są duże, natomiast kandydaci niewygodni dostają miejsca w tych okręgach, w których dana partia raczej szans na mandat nie ma” – powiedział Uziębło.

Pytany, dlaczego mechanizm, który w teorii ma służyć kandydatom niezależnym i małym partiom, w praktyce działa na rzecz dużych partii, podkreślił, że kandydaci dużych formacji mogą liczyć na „machiny partyjne, które są niesłychanie sprawne w prowadzeniu kampanii wyborczej”.

„Ponadto w grę wchodzi przyzwyczajenie wyborców, którzy – mimo różnych haseł i zaklęć – w praktyce nie głosują na kandydatów tylko na szyldy partyjne” – powiedział. Jak dodał, przykładem tego mechanizmu są ostatnie wybory samorządowe w Polsce, które po raz pierwszy zostały przeprowadzone w systemie większościowym we wszystkich gminach z wyjątkiem miast na prawie powiatu.

„Jeśli spojrzymy na wyniki, to w większości przypadków decydowały jednak szyldy partyjne” – powiedział. Jak dodał, z badań przeprowadzonych przez niego w województwie pomorskim wynika, że łącznie kandydaci niezależni, startujący z własnego komitetu, zdobyli nieco ponad 1 proc. mandatów.

Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis zaznaczył w rozmowie z PAP, że pod pojęciem „jednomandatowe okręgi wyborcze” kryje się wiele rozwiązań: istnieje przynajmniej siedem podstawowych systemów stosujących jednomandatowe okręgi wyborcze, z których każdy ma odmienne konsekwencje.

„Mamy system stosowany w Wielkiej Brytanii. On ma swoje zalety, ale one nie odpowiadają oczekiwaniom, o których się w pierwszej kolejności w Polsce mówi, na przykład system ten nie likwiduje władzy central partyjnych, tylko ją wzmacnia. W stosunku do obecnego polskiego systemu nawet zwiększa kierowanie się identyfikacjami partyjnymi” – powiedział Flis.

„Poza tym nie wiem, czy w Polsce jesteśmy przygotowani na to, że wybory będą się odbywać w pasie pomiędzy Częstochową, Kaliszem a Toruniem, bo w całej reszcie będzie z góry wiadomo, kto wygrywa, jak to się dzieje w Anglii, gdzie walka się toczy tak naprawdę tylko w co dziesiątym okręgu” – dodał ekspert.

Flis podkreślał jednak, że istnieją takie rozwiązania uwzględniające jednomandatowe okręgi wyborcze, które w Polsce by się sprawdziły. W jego ocenie takim systemem jest ten obowiązujący np. w Niemczech, który jest systemem mieszanym, gdzie połowa posłów uzyskuje mandaty w okręgach jednomandatowych, a połowa jest wybierana z list partyjnych. „Przy zastosowaniu takiego systemu w Polsce w Sejmie znaleźliby się też posłowie PO z Podkarpacia i posłowie PiS z woj. zachodniopomorskiego” – ocenił.

Według niego wprowadzenie jednomandatowych okręgów bez „dodatkowych urozmaiceń” doprowadzi do sytuacji, jaka jest dziś w Senacie, gdzie dominują dwie największe partie: PO i PiS. „Wprowadzenie JOW-ów oznaczałoby z grubsza tyle, że na zachód od Konina nie będzie żadnego posła PiS, a na wschód od Radomia nie będzie posłów PO”. „Posłów mniejszych partii nie będzie wcale” – mówił Flis.

Zdaniem Flisa „polski system wyborczy jest fatalny, natomiast nie każda zmiana będzie zmianą na lepsze i nie każda zmiana przyniesie takie efekty, jak obiecują jej zwolennicy”.

O tym, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych doprowadziłoby w Polsce do systemu dwupartyjnego, przekonany jest szef Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk. „Nie rozumiem, jaka idea przyświeca panu Kukizowi. On zachowuje się jak karp, który żąda przyśpieszenia Bożego Narodzenia” – powiedział PAP ekspert. Kucharczyk zaznaczył, że gdyby w jesiennych wyborach parlamentarnych obowiązywały JOW-y, w Sejmie zasiedliby jedynie przedstawiciele PiS i PO.

Największym niebezpieczeństwem dla demokracji – zdaniem Kucharczyka – byłoby połączenie JOW-ów i likwidacji subwencji dla partii politycznych. „Wtedy najbogatsi mogliby organizować partie i wręcz kupować sobie głosy. To byłby model oligarchiczny, jak na Ukrainie” – ocenił. (PAP)

mzk/ mce/ wni/ mok/ abr/

źródło: stooq.pl

Ciekawe nieprawdaż? Do podobnych konkluzji jak eksperci doszedłem już dawno samodzielnie, nie wiedząc nawet o praktycznym wymiarze funkcjonowania JOWów (dopiero w ostatnim czasie sięgnąłem po lekturę) a kierując się wyłącznie logiką funkcjonowania tłumu w systemie demokratycznym. Kukiz zachowuje się jakby o tych oczywistych inklinacjach/patologiach (potwierdzonych praktycznie nawet w tak „cywilizowanych” demokracjach jak brytyjska!) funkcjonowania JOWów nie wiedział! Głupi? Czy też może…. staliśmy się ofiarą kolejnej zasłony dymnej (dobry glina kontra zły glina) w postaci pretekstu do wprowadzenia JOWów (z woli „lódu”), które ostatecznie zabetonują polską scenę polityczną na rzecz obecnego układu w obronie przed wzrostem liczby wyborców niezadowolonych z obecnego stanu rzeczy – paradoksalnie zebranego pod nazwiskiem kandydata który tę scenę betonować POMAGA.

podobne: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym. Niestety na ignorancję nie ma paragrafu! Stanisław Michalkiewicz: Chaos kontrolowany

a teraz od początku o innych ciekawych historiach, bo też od kilku dni dzieją się dziwne rzeczy…

Kraśko (i nie tylko on) atakuje sondażownie! Te same na które tak chętnie się powoływał on i jego koledzy/koleżanki w swoich stronniczych rozmowach z kandydatami na prezydenta (to samo zresztą dotyczy innych wyborów). Tę pralnię mózgów wzięli oczywiście w obronę wszelkiego rodzaju marketingowcy, socjolodzy i politolodzy którzy żyją z okłamywania ludzi na podstawie tego rodzaju propagandy, kupowanej przez polityków za pieniądze tych których ogłupianiu potem służą. Wszak to właśnie dzięki sztuczkom socjologicznym takim jak „badanie opinii publicznej” czy „sondaż poparcia” ludzie wiedzą na kogo warto głosować żeby nie „zmarnować” swojego głosu jeszcze zanim go oddali (sic!). Krytykę funkcjonariusza Kraśko można określić mianem „złodziej krzyczy łapaj złodzieja”, gdzie obaj rżną przysłowiowego głupa, bo nie udało się tym razem sterować ludźmi. Kto winien? Oczywiście głupi „lód” bo nie wie co to jest „próba” i „reprezentatywna grupa obywateli”, oraz że takie „badanie” NIE JEST ZOBOWIĄZUJĄCE bo to tylko „część rzeczywistości”. Co oczywiście jest zgodnie z prawdą, tylko czemu zatem wszyscy „eksperci” posługują się tą propagandą skoro nie służy ona PRAWDZIE? 😉

Michnik przerażony wynikiem Kukiza straszy rządami „absurdu i szczujni” i nazywa elektorat buntu „gówniarzami”. Pakuj manatki Aaronie Szechter 🙂 skoro nie potrafisz żyć uczciwie i zamiast służyć LUDZIOM wybrałeś wysługiwanie się „elitom” które naród doją. Swoją drogą piękne to było uczucie zobaczyć przerażenie i konsternacje na twarzach tych wszystkich ludzi którzy ciągną ile wlezie z „państwowego” cyca: „kultury” (jak np. Wajda), „mediów” (jak wspomniany Aaron Szechter zwany Michnikiem, czy Kraśko) i polityki (jak Pan Nałęcz, Protasiewicz czy „misiek” Kamiński) zgromadzonych w studiach jako eksperci i komentatorzy gdzie dawali upust swojej frustracji, zadając kłam myśli przewodniej „prezydenta rezydenta Komorowskiego” o swojej „racjonalności” i chęci do zgody. Ale też mają czego się obawiać, skoro poświęcili absolutnie wszystko (łącznie z duszą) dla wysługiwania się obecnemu obozowi „zdrady i zaprzaństwa”. Skoro do tego stopnia zatracili się w jej firmowaniu, to można ich dziś spokojnie traktować jako współodpowiedzialnych za rządzenie Polską. Pociągając rzecz jasna moralnie, bo przecież fizycznie nikomu żadnej krzywdy nie zrobili. Myślę że oni wszyscy czują nie tyle strach przed tym co się stanie z Polską, ile chodzi im głównie o ich karierę, ciepłe posadki i źródło finansowania swojej szkodliwej działalności, kiedy na jesieni zmieni się układ sił w parlamencie 🙂

podobne: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

Kukiz tam, Kukiz tu – wszędzie Kukiz (Kukiza Kukizem pogania). Fenomen braku programu, ale umiejętnie zagospodarowanych emocji. Do niedawana pijak i szołmen dla niemal wszystkich reżimowych komentatorów „człowiek nikt”, a od kilku dni „nowa siła” na polskiej scenie politycznej skupiająca „elektorat buntu”. Przyznam że tego rodzaju kategoryczny „chrzest” uczyniony w reżimowych mediach przez różnego rodzaju ekspertów wygląda dość dziwnie. Mało tego jest w dość dziwnie „kreatywny” sposób używany do dyskredytowania Komorowskiego i odnoszę wrażenie że konkurencyjnie wobec… JKMa, który (a propos) przecież od ponad 25 lat jest „zbuntowany” (wręcz znienawidzony!) przez cały „establiszmęt” postmagdalenkowski (od lewa do lewa), nigdy nie współpracował z żadną z reżimowych partii, nie zmieniał też sympatii politycznych ani poglądów tak jak Kukiz a mimo to nie uzyskał nigdy takiego wyniku poparcia, jakim może się pochwalić Kukiz w ciągu zaledwie kilku dni! Co jest z tym buntem? 😉 Może to, że mając na uwadze Pana Kukiza związki ze związkami w ramach „Platformy Obużonych” (PO 😉 ), socjalizowanie w poglądach gospodarczych, przychylne nastawienie do „eurosojuza”, oraz z racji wspomnianej już przeze mnie na początku JOWialności demokratycznej, (a wszytko to POdlane sosem BEZ groźnych dla establiszmętu KONKRETÓW), jest to całkiem „przyjazna” alternatywa dla pogrobowców PO, przez co sam elektorat pachnie podejrzanie platformą – zagubionymi „lemingami” a nie żadnymi „zbuntowanymi” (a już na pewno nie wolnościowcami).  Czas pokaże jak mocno i czy nie za mocno 😉

Pachnie jednak odwrotnie proporcjonalnie do Komorowskiego który zaczyna śmierdzieć politycznym trupem do tego stopnia że wyciąga swoją „solidarnościową” łapę do… lewicy kwaśniewskiej (zwanej kawiorową) 😀 Nie umknęła też mojej uwadze atmosfera idącej zmiany w zapatrywaniu się salonu na niedawnego pieszczocha. Jeszcze w wieczór powyborczy wszyscy komentatorzy byli baaaardzo ostrożni w krytyce prezydenta, ale od dwóch dni wszystkie stacje telewizyjne łącznie z reżimowymi, od rana do wieczora wytykają Komorowskiemu jaki był leniwy, ospały i zamknięty na głos „lódu”. Ktoś ewidentnie przestawił wajchę! Czyżby już padło w tajnych gabinetach sakramentalne „spuszczamy go!” Tego dowiemy się za dwa tygodnie. Wiele jednak wskazuje na to że tak właśnie się stanie… Zastanawiam się w związku z tym, czy na ten gwałtowny odwrót salonu od „naszego prezydenta” nie miały przypadkiem jego słowa wypowiedziane dość głośno (ale przemilczane w mediach 😉 ) względem Rosji, wyłamujące się z dotychczasowej retoryki zagrożenia, więc raczej nie konsultowane z sojusznikiem zza oceanu. „Incydent” miał miejsce 5 go maja w Elblągu, gdzie Bronisław Komorowski apelował do samorządowców Warmii i Mazur, by nie rezygnowali z dobrych sąsiedzkich relacji z Rosją. Przekonywał, by „tam, gdzie to możliwe”, współpracować z Rosjanami, np. w oparciu o mały ruch graniczny. Była to ostatnia debata przed niedzielnymi wyborami, poświęcona w znacznej części relacjom polsko-rosyjskim. Padły tam słowa o tym, że „…Polska powinna być „w szpicy krajów i społeczeństw obywatelskich, które mówią: +my chcemy dobrych relacji z Rosją+”. Komorowski zastrzegł, że współpraca ta może się odbywać „w tych obszarach, w których jest to możliwe” bez naruszania pryncypiów dotyczących m.in. praw człowieka.„Może Rosja się na tyle zmieni, że będzie możliwy nie tylko dialog świat zachodni – Rosja, ale i powrót do dialogu NATO – Rosja. Kiedy to będzie możliwe? Nie wiem” – mówił Komorowski. W dalszej części wystąpienia dodał, że ma nadzieję, iż Polska znajdzie się wśród tych krajów, które namówią Rosję do wycofywania się z awanturniczej polityki…”… Przyznacie sami państwo, że tego rodzaju deklaracje mogły zdenerwować działające w Polsce „stronnictwo amerykańskie”, które prowadzi wobec Rosji rękami Polski politykę raczej nieprzyjazną. Moim zdaniem od tego momentu zaczęła się jazda na obalenie Komorowskiego i zastąpienie go Dudą. Za Komorowskim dopiero poszło spuszczanie PO z jednoczesnym urabianiem „elektoratu buntu”, by oderwać go od prawdziwej ideologicznie wolnościowej formacji (która dotychczas rosła w siłę a ZAWSZE mówiła o potrzebie skończenia z klientelizmem również względem USA – mówię tu o KORWiNie) i przekazać Kukizowi który był na majdanie i krzyczał „sława Ukrainie” 😉Wracając jednak do samej kampanii wyborczej, to trzeba sobie jasno powiedzieć że sporo błędów popełnił „sztab wyborczy” tego nieszczęśnika, który bez kartki nawet żony nie potrafi pozdrowić. Za późno się odgrażał Pan prezydent, że wyciągnie z kampanii, cytuję: „daleko idące konsekwencje” (na własne uszy słyszałem jak to przeczytał). Wygląda też na to, że nikt się tą groźbą nie przejął skoro wsadzono go na kolejną minę, jeszcze większą od „zgody i bezpieczeństwa” czy utrzymywania podziału na „Polskę racjonalną i radykalną”. Minę która prawdopodobnie całkowicie go pogrąży, ukazując ewidentny brak własnej tożsamości jako polityka. „Kazano” mu bowiem udawać Kukiza i obiecać ludziom JOWy (a i jeszcze więcej!). Teraz by się uwiarygodnić musi się biedak wyrobić w dwa tygodnie z tym, na co mu w 5 letniej kadencji czasu nie starczyło, podczas której wąsy tylko zdążył zgolić bez szkody dla obywateli. Przez resztę czasu był zajęty podwyższaniem wieku emerytalnego, rabunkiem OFE, ustawą o bratniej pomocy, lewacką ustawą o „przemocy w rodzinie”, wysyłką sześciolatków do szkół, dopuszczaniem GMO itd, itp. Takie „spontaniczne” przebudzenie w przeddzień widma utraty stanowiska i immunitetu, nie dość że nie wypada zbyt wiarygodnie to jest aktem czystej desperacji. W dodatku brzmi to jak jakaś kpina, bo swojego czasu partia Pana Komorowskiego „zmieliła” głosy obywatelskie w sprawie projektu wprowadzenia JOWów. Sam też na owe propozycje nie raczył odpowiadać, aż tu raptem od kilku dni obiecuje cuda na kiju, twierdząc na dodatek że od zawsze chciał to wszystko zrobić tylko (uwaga!) PIS nie pozwalał (co akurat odnośnie pomysłu zniesienia finansowania partii z budżetu jest prawdą). Co do interpretacji podatkowej z korzyścią dla podatnika to polecam tekst: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. Myślę że jakby nie patrzeć to Pan Komorowski jest w swoich obietnicach baaardzo szczery – tak jak szczery do wyciągania ręki jest KAŻDY któremu się ziemia spod nóg osuwa. I najprawdopodobniej to osunięcie się ziemi wyrównało poziom do którego Pan prezydent nie potrafił się dotychczas zniżyć by wziąć udział w debacie ze swoim kontrkandydatem. Teraz sam „wzywa” swojego kontrkandydata do wzięcia udziału w „spektaklu populizmu” 🙂

Tym to sposobem prawdopodobnie przegra z człowiekiem, któremu po prostu się chce i który jest wcale nie lepszym populistą od Komorowskiego, ale ma więcej charyzmy, jest erudytą, panuje nad emocjami i nie straszy ludzi na wiecach „zgodą i bezpieczeństwem”. Jeszcze kilka miesięcy temu Pan Andrzej Duda był cieniem „prezesa” partii „podpalaczy Polski”, którego „Polska radykalna” ma dziś więcej szabel (proporcjonalnie) od Polski „racjonalnej” – dziś jest samodzielnym politykiem, który zawsze wie co powiedzieć nawet jak go ktoś sprowokuje. Teraz już tylko strach wyborców przed PISem może Pana Komorowskiego uratować, bo wątpię by lewica poszła jawnie na współpracę z człowiekiem który dokonał tylu niepopularnych – krytykowanych głośno przez samą lewicę decyzji. Polsko! Jeśli chcesz dobra swojego państwa, prezydenta i tych wszystkich „racjonalnych” ludzi (z salonu VIPów) to po prostu musisz się bać! 😀 (i taka podejrzewam będzie strategia komunikacji z wyborcami przez pozostałe do drugiej tury dni).

W sumie to masz prawo się bać Polsko. Bo tak naprawdę ani jeden ani drugi kandydat nie gwarantują niczego nowego i nie przyjdzie z tego żadna zmiana – o ile nie będzie korzystna dla środowisk z których się wywodzą, co jest jednoznaczne z tym że będzie to zmiana niekorzystna i kosztowna dla narodu… Fakty są bowiem następujące:

„Prounijny, ukrainofilski, usłużny wobec demoliberalnego mocarstwa zza oceanu, państwa położonego w Palestynie i dominującego w tęczowym eurokołchozie Berlina solidaruch i były polityk Unii Wolności przed prounijnym, ukrainofilskim, usłużnym wobec demoliberalnego mocarstwa zza oceanu, państwa położonego w Palestynie i dominującego w tęczowym eurokołchozie Berlina solidaruchem i byłym politykiem Unii Wolności.

Smoleńczycy w ekstazie, fajnopolaczki płaczą.

O co tu k..wa chodzi?”  (Katon Najmłodszy)

Chodzi o to że dżuma i cholera walczą między sobą o pierwszeństwo przy chłeptaniu krwi „lódu” 🙂 A lód jak to lód za dwa tygodnie będzie mógł sobie wybrać komu będzie za tę „łaskawość” płacił… Widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów…

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…”

Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” [Caeci sunt oculi, cum animus alias res agit]

Niestety! W imię „święta demokracji” reszta kandydatów musiała obejść się smakiem, ale taka jest rzeczywistość ideowców, do których jednak (jestem przekonany) należy przyszłość. Zwłaszcza jeśli nowy prezydent okaże się być równie miałkim (chodzącym na innym sznurku) „ojcem narodu” jak jego poprzednik (czego mu nie życzę, ale czego się jednak spodziewam), i jeśli na tym rozczarowaniu zacznie przybywać ludzi rozumnych, którzy pojmą wreszcie prawdę o jakiej pisał  Sébastien-Roch Nicolas de Chamfort:

„Pewien człowiek rozumny utrzymywał wobec milionerów, że można być szczęśliwym posiadając sześć tysięcy franków renty. Ci oponowali z niechęcią, a nawet z uniesieniem. Opuściwszy towarzystwo, zastanawiał się człowiek rozumny nad przyczyną niechęci ze strony ludzi, którzy darzyli go przyjaźnią. W końcu ją znalazł. Niechęć pochodziła stąd, że dał im do zrozumienia, że jest od nich niezależny. Każdy człowiek posiadający małe potrzeby zdaje się grozić bogatym, że co chwila gotów się im wymknąć. Tyrani spostrzegają, że tracą niewolnika. Refleksję tę można zastosować do wszystkich namiętności w ogóle…” 

PIS czy PO to jeden ch… dopóki jesteśmy niewolnikami… „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu.

PS… na wybory oczywiście pójdę. Nie zamierzam ich bojkotować i pozwolić innym decydować za mnie, by beton partyjny tryumfował że to oni są „większością” i że „mają rację”. Im więcej ludzi pójdzie głosować tym większy problem dla władzy która MUSI reagować, kombinować, budować alternatywy i zakłamywać rzeczywistość – co z kolei nie pozostaje niezauważone i zmusza przynajmniej część społeczeństwa do zastanowienia się że coś jest nie tak – a kiedy zaczynają się wątpliwości i zaczyna się myślenie to jest to pierwszy krok ku wolności i samodzielności. Oczywisty przykład to „niespodzianka” w postaci Kukiza, którą układ będzie chciał zagospodarować (o ile nie prowadzi jej od początku 😉 ).

Brak uczestnictwa w wyborach większości obywateli świadczy rzecz jasna o tym że demokracja to nie jest coś czym ludzie mają ochotę się zajmować, a jej wynik (od ponad 25 lat TEN SAM) świadczy dobitnie o tym że wręcz nie powinni bo nie znają się na polityce, ekonomii, prawie itd.itp. – słowem na ŻADNEJ ze sfer działalności która decyduje o funkcjonowaniu państwa. Więc tak! Pójdę na wybory i z zimnej kalkulacji zagłosuję na Andrzeja Dudę. Nie dlatego że go popieram, ale dlatego że Komorowski to dla mnie „kryminał” i trzeba go usunąć z zajmowanego stanowiska.

Co dalej? Trzeba robić swoje! Praca organiczna i budzenie ludzi z socjalistycznego letargu ku wolnościowemu myśleniu musi się odbywać dalej, bez względu na to kto jest u sterów władzy. Taka jest brutalna rzeczywistość ale nie można dać się jej zwyciężyć.  (Odys)

polecam również: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Reklamy

9 comments on “„Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu!

  1. Pingback: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) | Łódź Odysa

  2. Pingback: Czy POPiS zapewni sobie władzę na kolejne kilkadziesiąt lat? W co gra Kukiz i co powinien zrobić KORWiN. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Komentarz POwyborczy… „Ostatnia niedziela” dla Komorowskiego (grana na dudach). | Łódź Odysa

  4. Pingback: „Elektorat buntu”, „bezpartyjny” Kukiz i „Ściana ze szkła” czyli… jak naprawić zegarek? Jeśli antysystemowcy nie wykorzystają obecnej sytuacji będą winni wobec historii. | Łódź Odysa

  5. Pingback: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI. | Łódź Odysa

  6. Pingback: Przegrany kontra zamordowany. Czy między Komorowskim a Narutowiczem można postawić znak równości? | Łódź Odysa

  7. Pingback: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prez

  8. Pingback: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s