„1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.


1. 1920 – zapomniany appeasement i murzyńskość zachłyśniętych zachodem…

Staram się widzieć siebie samego -jako Polaka- bez sentymentów  i szczególnych względów. Krytyczny ogląd mojej narodowej tożsamości nigdy nie jest jednak powodem do samobiczowania, co jest modną perwersyjną rozrywką wielu medialnych pozerów. Obiektywizm w ocenie polskich wad różni się dla mnie zasadniczo od salonowego masochizmu na pokaz. Lizusostwo wobec tak zwanych lepszych nacji, każe wielu zakompleksionym krajowym pseudointelektualistom wyrażać się z pogardą o rodakach. Odraza budzi ciągłą konieczność obrazy. Nienawistnik czuje się wciąż obrażany utożsamianiem go z polskością, więc ciągle musi obrażać tę swoją wstydliwą przynależność. Intryguje mnie jednak nie tyle sam ten psychospołeczny fenomen, ile jego pochodzenie. Znakomitą pracą, która pozwala zrozumieć tę przypadłość współczesnych anty-Polaków, jest tom profesora Andrzeja Nowaka  „Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany  appeasement”. Ograniczenie czasowe zawarte w tytule jest nieco zwodnicze. Wartość tej książki nie polega wyłącznie na wnikliwej analizie zdradzieckiej polityki państw zachodnich wobec polskich aspiracji niepodległościowych w roku wojny odrodzonej Rzeczypospolitej z bolszewicką Rosją. Autentyczny autorytet profesora z Krakowa skłonił mnie w rozmowie z nim do pytań o narzucające się analogie do czasów współczesnych. Następstwa tamtych sprzeniewierzeń, zaprzaństw i nielojalności są widoczne do dziś. Idealizm polskości przetrwał jednak wszystko, więc wypada mieć nadzieję, że nie jest śmiertelny, ożywiany przez Polaków, którzy wciąż są wierni, jednak oby już bez naiwności zdradzonych o świcie…

(…) 

Słowo „appeasement” zostało spopularyzowane właściwie dopiero w 1938 roku w związku z konferencją w Monachium, która w odróżnieniu od tej „pierwszej zdrady Zachodu” z 1920 roku, została lepiej zapamiętana. Lepiej to znaczy dokładniej i z pewnym zawstydzeniem, że jednak porozumienie z Hitlerem na Konferencji w Monachium zawarte przez premiera Wielkiej Brytanii Neville’a Chamberlaina i premiera Francji  Édouarda Daladiera okazało się nie tylko moralnie obrzydliwe, ale też głupie. Nic nie dało po prostu. Przedłużyło pokój, który z taką dumą ogłosił Neville Chamberlain wracając do Londynu z konferencji, na której sprzedał Czechosłowację Hitlerowi, na raptem kilka miesięcy. Hitler oczywiście nie ograniczył swojego apetytu jak każdy totalitarny barbarzyńca tylko do małego kawałka tortu. Chciał połknąć cały tort, czyli całą Europę. To samo dotyczyło właśnie Rosji Sowieckiej w 1920 roku, czego Lloyd George nie rozumiał. Potem mamy następny rozdział appeasementu, również bardziej znany niż ten z 1920 roku, czyli Jałtę. To jest też appeasement czyli „zaspokajanie”, bo to znaczy w istocie to słowo: zaspokajanie totalitarnego agresora kosztem słabszych jego sąsiadów przez zachodnie mocarstwa.

A w jaki sposób Polska Piłsudskiego i Dmowskiego broniła się przed wiarołomstwem liberalnych mocarstw?

Decydujące znaczenie miało to, że Polska zmobilizowała się do samoobrony, jeżeli można tak powiedzieć. To znaczy, że ten mniej więcej milion żołnierzy, który stanął pod bronią w 1920 roku nie zdezerterował, nie załamał się tym brakiem jakiegokolwiek poparcia ze strony Wielkiej Brytanii. Trzeba powiedzieć, że nie cały Zachód nas zdradził w tym momencie. My Polacy wykorzystaliśmy pomoc moralną i materialną, jaką uzyskaliśmy od Francji. Ta francuska pomoc moralna polegała na obecności 700 oficerów francuskich rozproszonych przy oddziałach polskich  broniących Warszawy i kraju przed bolszewikami w sierpniu 1920 roku, ale także na sprzęcie zakupionym do lata 1920 roku we Francji. To nie były żadne dary, to było przez Polskę kupione za ciężką gotówkę lub na kredyt, potem spłacany. Ta właśnie mobilizacja, umiejętne wykorzystanie tych szans, które dawało porozumienie z Francją przede wszystkim, spowodowało, że Polska się obroniła wbrew Lloyd George’owi. Ale to warto pamiętać, że latem 1920 roku, premier brytyjski i społeczeństwo brytyjskie, zwłaszcza jego lewicowe kręgi, związki zawodowe i Labour Party …

Sabotowały polskie dążenia …

Tak, robiły wszystko, żeby Polska upadła. Nie było możliwości wysyłania jakichkolwiek dostaw sprzętu wojskowego do Polski latem 1920 roku, bo występowali przeciwko temu dokerzy brytyjscy. A zablokowali drogę do Polski od południa Czechosłowacy. Ich rola w 1920 roku jest wyjątkowo ohydna, powiedziałbym, że jeszcze bardziej ohydna niż rola Brytyjczyków. To zasługuje na osobną książkę, ale tu mówię głównie o polityce brytyjskiej i amerykańskiej.

(…)  

Mamy tutaj w naszym regionie taki kocioł narodowościowy, polityczny. Z jakiego powodu ta prawdziwa niepodległość narodów w środku Europy to jest kwestia tak drażniąca Zachód? Dlaczego pojawiły się nawet takie określenia, które Pan cytuje: „these  cursed small  states”,  „te przeklęte, małe państwa” ?

(…) Ten okrzyk to poczucie  beznadziejności Europy Wschodniej, która przeszkadza tylko Zachodowi. Dlaczego przeszkadza? Cóż, występuje tu połączenie dwóch elementów – ignorancji i arogancji. Ignorancję najlepiej wyraża powiedzenie premiera Chamberlaina z konferencji w Monachium o Czechosłowacji:  „Przecież nie będziemy wywoływać wojny o kraj daleki, o którym nic nie wiemy”. A mówił to o kraju w samym środku Europy. I drugie powiedzenie prezydenta Roosevelta, wyjątkowo ciemnej, ohydnej, obrzydliwej postaci,  jeśli idzie o stosunek do Polski. Na równi  go stawiam z Lloydem Georgem. Roosevelt  w Jałcie mówił: „Polska przeszkadza nam od pięciuset lat”. Mówił to prezydent kraju, który istniał dopiero sto siedemdziesiąt lat  – wtedy,  w czasie konferencji jałtańskiej.

(…)

…za Niemcami są tylko barbarzyńcy, dzikie pola. Nic tam nie ma.

„Dalekie kraje, o których nic nie wiemy.”

Tak, a dalej jest Rosja. Rosja, która zamieszkują barbarzyńcy z punktu widzenia zachodnich elit, ale za to barbarzyńcy, którzy potrafili zbudować silne imperium. Trzeba się z nimi liczyć. Rosja jest traktowana inaczej niż Niemcy, ale też poważnie.  W początku XXI wieku to się zmieniło, bo Rosja zyskała ten element szacunku i podziwu, który miały Niemcy na początku XX wieku. Kultura rosyjska stała się wizytówką i swego rodzaju legitymacją w oczach elit zachodnich. Pamiętam taki szokujący dla mnie komentarz, kiedy kraje naszego regionu weszły do Unii Europejskiej w maju 2004 roku. Na łamach literackiego dodatku „Sunday Timesa” w Londynie ukazał się ogromny esej amerykańskiego historyka. Wywodził  on, że bardzo źle się stało, iż kraje takie jak Polska, Węgry, Czechy przystąpiły do Unii Europejskiej, bo to odsuwa Rosję, kraj wielkiej kultury. A te kraje nic przecież, żadnej kultury nie mają. Tak jakby ten człowiek, należący przecież do kulturalnej elity amerykańskiej, nie słyszał  nigdy o Chopinie, o Bartoku, o Dworzaku. Nie mówię już o literaturze, ale język muzyki jest bardziej uniwersalny. On słyszał tylko Czajkowskiego, Szostakowicza i Strawińskiego, nie wiedząc naturalnie, choć szkoda jako historyk, że Szostakowicz, czy Strawiński byli z pochodzenia Polakami.

Cytujemy współczesne elity intelektualne, płynnie przeszliśmy do naszych czasów. A chciałbym przypomnieć, że takie dyskredytujące Polaków epitety pojawiają się w ustach naszych polityków. No, bo jeżeli mówimy o Kafirach, to pojawiło się w wypowiedzi byłego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego słowo o naszej „murzyńskości”.  Eksminister postawił trafną diagnozę, czy to jest raczej świadectwo jego własnego mentalnego zniewolenia?

Myślę, że mówił po prostu o sobie. Najczęściej to, co mówimy przede wszystkim świadczy o nas, a nie o tych, o których mówimy. Ja w tej chwili też wystawiam głównie sobie świadectwo. Sądzę, że część polskich elit przyjmuje taką perspektywę uległości i podporządkowania. Perspektywę, którą niektórzy nazywają postkolonialną czy kolonialną, że „my zawsze gorsi, musimy się kłaniać, my nic nie umiemy, dopiero muszą przyjść i nas nauczyć”. Część natomiast traktuje nasze relacje z Zachodem w sposób bardziej normalny. Jest wiele rzeczy, których od Zachodu powinniśmy się uczyć i jest wiele takich rzeczy w zachodnich elitach, które powinniśmy piętnować i przypominać Zachodowi, że właśnie zdradza swoje ideały. Myślę, że taką rolę też powinniśmy pełnić w relacjach z Zachodem, a nie tylko kulić się pod razami intelektualnymi, czy pod szpicrutą, którą elity zachodnie chciałyby nas okładać. Tutaj zresztą dodam taki drobiazg. Czasem 1920 rok niektórzy pamiętają przez pryzmat znanej książki lorda D’Abernona, lidera misji między-alianckiej wysłanej w 1920 roku w lipcu do Warszawy. W tej książce bitwa z bolszewikami jest uznana za 18 decydującą bitwę świata. Możemy podbechtać swoje ego, jak to dobrze pisze o nas lord D’Abernon. Niestety, badałem jego listy wysyłane na bieżąco z Warszawy. One na początku odzwierciedlają dokładnie ten punkt widzenia, że Polacy to ludzie, którzy nic nie potrafią i trzeba postawić nad każdym Polakiem jednego nadzorcę, tak jak w Egipcie. Mówił to, bo wcześniej był gubernatorem w Egipcie. Ale stopniowo zmieniał swój pogląd, bo był na miejscu w Warszawie w tych gorących dniach i on, inaczej niż Lloyd George, zmienił swój punkt widzenia. Dobrze by było, żebyśmy nie przyjmowali  punktu widzenia na Polskę tych, którzy siedzą w Londynie, w Nowym Jorku, czy w Paryżu i nigdy w Polsce nie byli. Nie widzieli, jak różni są Polacy. Są tacy, którzy zasługują na określenie „murzyńskość”. Być może nawet część elit. Ale są też tacy, którzy z pewnością na to nie zasługują.

(…)

Pan cytuje określenie Stalina, który nazwał Polskę „przepierzeniem” do Niemiec, a ja się zastanawiam, czy wciąż nad naszym krajem nie wisi taka właśnie „stalinowska klątwa” tego określenia.

No cóż, ona się nie wiąże ze Stalinem. To jest  geopolityczne dziedzictwo rozbiorów i kiedy czytam, słucham wypowiedzi Putina, skierowanych do niemieckich odbiorców, a bardzo często prezydent Putin kontaktuje się mediami niemieckimi, to zawsze nawiązuje do takiej właśnie metafory,  a mianowicie odwołuje się do tych „złotych pięknych czasów”. Odwołuje się nie do paktu Ribbentrop – Mołotow, co byłoby politycznie niepoprawne, ale do czasów kanclerza Bismarcka i kanclerza Gorczakowa, czyli do XIX w. kiedy, jak podkreśla prezydent Putin, Europa miała się najlepiej, była w rozkwicie, wszystkie imperia kwitły i Rosja kwitła.

„Piękny koncert mocarstw”, ale nie dla nas – piękny.

Piękny koncert, bo przecież między Rosją a Niemcami, nie było nic, była tylko granica. Do tego zachęca publiczność niemiecką Władimir Putin. No cóż, pozostaje nam nie tylko mieć nadzieję, że nie zachęci, ale pozostaje nam pracować wytrwale, żeby przypominać publiczności niemieckiej, ale także brytyjskiej i francuskiej, że tego rodzaju pokusy źle się kończą dla nich samych.

Cytowałem Stalina, ale w Polskiej debacie publicznej pojawia się czasem bardziej brutalne określenie niż „przepierzenie”. Mianowicie, mówi się czasami, że po zagadkowej tragedii smoleńskiej  jesteśmy „wycieraczką we wspólnym domu Berlina i Moskwy”. Pan by się zgodził z takim radykalnym określeniem naszej dotychczasowej polityki zagranicznej?

Nie do końca rozumiem metaforę „wycieraczki”. Spotykam się z nią pierwszy raz. Rozumiem, że można tam wycierać te zabłocone buty, z krwi także, chociaż przypominam sobie także metaforę, której użył znany dzisiaj polityk, pan Donald Tusk w swoim eseju publikowanym w „Znaku” w 1987r.

„Polskość to nienormalność” .

„Polskość to nienormalność”, ale tam właśnie mówi o tym, że jesteśmy takim „korytarzem”, w którym „brudne buciory” ciągle wycierają sobie nasi sąsiedzi i że byłoby dobrze, gdybyśmy właśnie mogli uniknąć tego stanu. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy tego stanu, realności tej metafory, uniknąć. Pytanie jak właśnie zmienić ten stan rzeczy? Myślę, że należy zmienić nasze stosunki, przede wszystkim z zachodnim naszym sąsiadem i nie zapominać o tej pracy. Jeszcze raz to powtórzę:  elitom zachodnim, społeczeństwom zachodnim, ogólnie rzecz biorąc, trzeba przypominać, że na wschód od Niemiec jest coś jeszcze więcej oprócz Rosji, że są tam jakieś kraje. Myślę, że jedenaście lat naszej obecności w Unii, ta niestety tragiczna dla Polski emigracja, masowa emigracja setek tysięcy młodych, zdolnych Polaków na Zachód, paradoksalnie odgrywa być może pod tym względem pozytywną rolę, w kontaktach ze swoimi zachodnimi rozmówcami. Jest co raz więcej polskich studentów na uczelniach brytyjskich, niemieckich, amerykańskich. To powoduje pewnego rodzaju „osmozę ideową”. Są ci Polacy gdzieś na zachodzie Europy i mówią, że jest Polska. Tam często jest inaczej niż w kraju, niż w tej części krajowych mediów opiniotwórczych. Ci młodzi ludzie stykając się  z pytaniem- „A skąd wy jesteście?”- szukają korzeni i odkrywają je. Wtedy przyznają się stopniowo z dumą:  „tak, jestem z Polski”.  I tak niejako bronią nas przed powtórką z „appeasementu”.

Neutralnoscrozmawiał Bogdan Zalewski

całość tu: Irokez Murzyna

polecam również: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

podobne: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. oraz: „Orzeł niezłomny” o marginalizowaniu przez Zachód tragicznych doświadczeń Polaków w czasie wojny.

W kontekście aluzji Pana profesora do czasów współczesnych i zachowania się zachodu na tle konfliktu ukraińskiego polecam również: Porozumienia genewskie sukcesem Rosji i klęską państw zachodnich. Sueddeutsche Zeitung: „Putin maszeruje, Zachód tylko reaguje”. i to: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. oraz: Rosja: „Dzień zwycięstwa” demonstracją siły. Merkel oddaje hołd żołnierzom radzieckim („Tagesspiegel” krytycznie o pomijaniu w Niemczech zbrodni Stalina). Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”(!). Łukaszenka: „w świecie zwycięża nie siła prawa, a prawo siły”.

2. Rachunek z bolszewickiej inwazji ciągle czeka na wystawienie…

„…Ostatnio z racji 75 rocznicy rozpoczęcia wywózki Polaków na Sybir i dokonania zbrodni katyńskiej nadano kolejną powtórkę programu Wołoszańskiego o zbrodniach Stalina i Berii /tak jakby to tylko oni ponosili za nie odpowiedzialność/.

(…)

…masowe deportacje Polaków w 1940 roku były poprzedzone licznymi aresztowaniami i mordowaniami w roku 1939. Objęły one nie tylko tych którzy stawiali zbrojny opór bolszewickiej inwazji we wrześniu 1939 roku, ale wielu znajdujących się na przygotowanych przez ich agentury listach proskrypcyjnych, a nawet osobach przygodnych.

(…)

Już w czasie wojny były zarówno przez armię Andersa, rząd w Londynie i władze krajowe polskiego państwa podziemnego, zbierane dane na temat liczby wywiezionych. PRL starannie unikała tego tematu stwierdzając że na „gościnnej ziemi radzieckiej Polacy znaleźli schronienie”, a po wojnie byli repatriowani.

Nie mniej istnieją dane statystyczne dotyczące tych którzy ocaleli i udało im się wydostać z tej „gościnnej” ziemi.

Jednym z licznych, a szczególnie haniebnych grzechów „III Rzeczpospolitej” jest fakt że mimo posiadania licznych i kosztownych służb nie dokonała ona starannego wyliczenia ofiar bolszewickiej agresji w stosunku do Polski począwszy od 17 września 1939 roku, a także w latach poprzedzających ją czyli od chwili objęcia władzy przez bolszewików.

(…)

Naród polski ma prawo otrzymania możliwie pełnej informacji na temat swojej historii ze szczególnym uwzględnieniem najbardziej zafałszowanej historii najnowszej.

I temu dziełu powinny być poświęcone prace licznych instytucji zajmujących się dotąd sprawami bagatelnymi i podrzędnymi, a między innymi również działalność informacyjna z TVP „Historia” włącznie.

Odrębną sprawą jest obowiązek przedstawienia przez autorytatywne władze polskie pełnego zestawienia naszych strat i krzywd poniesionych w wyniku wspólnej agresji niemiecko sowieckiej.

Takie opracowanie zawierające wszelkie niezbędne informacje powinno być opublikowane w postaci dokumentu mającego moc ustawy i stanowić podstawę dla niezbitego polskiego prawa do zadośćuczynienia.

Ponad wszelką wątpliwość napaść na Polskę we wrześniu 1939 roku była wspólnym dziełem Niemiec i Sowietów działających w zbrodniczej zmowie. Obydwa te kraje złamały obowiązujące je traktaty z Polską i prawo międzynarodowe. Pozostaje zatem w mocy polskie żądanie uznania winy i poniesienia wszelkich konsekwencji materialnych i niematerialnych związanych z tym przestępstwem przez jego sprawców, lub prawnych następców. Orzeczenie sądowe może być wydane przez powołany specjalnie trybunał lub istniejące sądy międzynarodowe.

Dla Polski istotne znaczenie ma prawne ustalenie charakteru i rozmiarów zbrodni zarejestrowane jednoznacznie w narodowej pamięci.

Polska ma prawo, a jej legalne i prawdziwe przedstawicielstwo – obowiązek przedstawienia całemu światu rachunku ofiar i strat, a także kosztów /to ostatnie stanowi jedyny bodajże język zrozumiały w tzw. „zachodnim świecie”/ naszego pierwszego i bezprecedensowego oporu w stosunku do grabieżczych sił zagrażających bytowi cywilizowanego świata.

Andrzej Owsiński • naszeblogi.pl  całość tu: wzzw.wordpress.com

podobne: Tomasz Sommer: „Operacja Polska” czyli rozstrzelać Polaków! oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. i to: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji?

3. Niech cała Polska tworzy politykę historyczną.

„…Budowa świadomej i odpowiedzialnej polityki historycznej, opartej na prawdzie, to zadanie niesłychanie istotne do którego powołany jest każdy obywatel. Realizacja tego zadania wymaga jednak przede wszystkim zaangażowania trzech elementów: edukacji w szkołach, nowoczesnych środków komunikacji oraz polityków. Ich współdziałanie na odpowiednich poziomach może przynieść znakomite efekty.

Jak podkreśla wielu nauczycieli i rodziców, a także sami uczniowie, edukacja historii z powodu źle zorganizowanego rozkładu zajęć w najlepszym wypadku kończy się na I wojnie światowej, a historia Polski po tej dacie, a zwłaszcza po 1945 roku jest robiona po łebkach, choć to właśnie w tym okresie Polska i Polacy przeżywali największe dramaty – okupację niemiecką i sowiecką, a potem komunistyczne zniewolenie. Opuszczając szkolne mury duża część absolwentów ma niewielkie pojęcie o historii Polski w XX wieku.

(…)

Także politycy mają ogromną rolę do odegrania, zwłaszcza jeśli chodzi o wizerunek naszego kraju na świecie. Polska musi skutecznie bronić swojej racji stanu nie tylko za oceanem, ale także tu w Europie. Fiasko polityki historycznej ma dziś swoje konsekwencje w relacjach z Litwą, Ukrainą, a także wbrew oficjalnej propagandzie także Niemczech, czego dowodem był szkalujący Polskę serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, który skwapliwie wyemitowała TVP.

Obecna ekipa rządząca nie potrafiła też twardo wyartykułować tak oczywistych rzeczy jak ludobójczy wymiar zbrodni katyńskiej i rzezi wołyńskiej, zastępując je politpoprawnymi eufemizmami.

(…)

Przy obecnej dostępności internetu i ogromnej roli jaką odgrywa dziś kultura masowa budowanie świadomości historycznej wśród Polaków jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Jeszcze kilka lat temu na próżno było szukać raperów śpiewających o Żołnierzach Niezłomnych i sklepów z patriotyczną odzieżą. A właśnie w ten sposób najłatwiej i najszybciej dotrzeć zwłaszcza do młodego pokolenia.

Budowaniu właściwych postaw służą także filmy, co bardzo dobrze pokazuje przykład Stanów Zjednoczonych. Amerykanie przez ostatnie dziesięciolecia nakręcili setki filmów i seriali opowiadających o walce z państwami Osi (często wyolbrzymiając swoje zasługi), co pozwoliło im stworzyć mit państwa, który wziął na siebie cały ciężar walki z hitleryzmem…”

Marcin Strzymiński • wpolityce.pl  całość tu: wzzw.wordpress.com

…z uwagi na to że politycy albo mają we d… politykę historyczną, albo traktują historię w sposób wybiórczy – fałszując fakty lub przeinaczając je dla wygody tudzież ochrony partyjnych lub prywatnych interesów, osób i środowisk powiązanych ideowo bądź z racji rodowodu z władzą, ideą bądź ludźmi która Polskę okupowała, wyzyskiwała i grabiła (często mordując przy tym tysiące Polaków) – należy odebrać politykom monopol na kształtowanie opinii publicznej w tym zakresie, a tym bardziej na edukację. Historią powinni zajmować się przede wszystkim ludzie prywatni nie związani z żadnym politycznym środowiskiem (a to jest ściśle związane ze źródłem finansowania). Co na szczęście w dobie internetu jest coraz bardziej powszechne, pełniąc obok edukacyjnej pożyteczną funkcję kształtowania świadomości narodowej.

W tej chwili należy bardzo krytycznie podchodzić do tego co nam tzw. „publiczne” ośrodki badań nad historią (z nadania państwowego) przedstawiają do „wierzenia”, zwłaszcza jeśli ma to formę opinii.

podobne: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” oraz: „Niezbędnik Historyczny” Lewicy i to: „Die Welt” broni AKowców a także: Rosyjska Gazeta: „AK zabijała czerwonoarmistów” (publikacja dokumentów o AK). IPN odpowiada na rosyjską prowokację. Żołnierze Wyklęci i ostatnie polskie powstanie. i jeszcze: Pakt Ribbentrop-Mołotow i wybiórcza pamięć lewicy. polecam również: Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Advertisements

10 comments on “„1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.

  1. Pingback: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”. | Łódź Odysa

  2. Pingback: Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Nosił wilk… tfuuu!… Lis razy kilka. Konwulsje zdychającej III RP | Łódź Odysa

  4. Pingback: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu. | Łódź Odysa

  5. Pingback: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. | Łódź Odysa

  6. Pingback: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

  7. Pingback: Szwagrzyk i „Wyklęci”, romantycy czy realiści? Czy postokrągłostołowe rozbójnicze elity to jest to o co walczyli? Legenda NSZ i próba jej oczernienia przez PRL. Brygada Świętokrzyska. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s