Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.


„…Zjawisko niewypłacalności państw warunkuje nadal specyfika państwowej podmiotowości (suwerenność) i jej nadrzędnej pozycji w szeregu systemów prawnych. Dlatego choć dzisiaj państwa mają coraz słabszą pozycję i nie dysponują katalogiem instrumentów, które pozwalają im samowolnie uchylać się od zapłaty długów, to jednak wierzyciele ciągle nie mają wystarczającego zestawu narzędzi do oddziaływania wobec państwowych dłużników. Prawo regulujące ten problem pochodzi też z różnych reżimów: międzynarodowego publicznego, międzynarodowego gospodarczego i krajowego. Członkostwo państwa w organizacji integracyjnej dokłada tu również normy tej organizacji. W efekcie konkretne rozwiązania są skomplikowanym pakietem norm, uzależnionym od konkretnego kontraktu wiążącego państwo.

W przypadku Grecji, jej obecny status w UE warunkuje szereg regulacji chroniących jej pozycję. Dotyczą one nieodwracalności członkowstwa w strefie walutowej, praktycznej nieusuwalności z UE, jak i uznanie jej sytuacji w roku 2010 za uwarunkowaną obiektywnymi czynnikami. Dwa pierwsze elementy ograniczają możliwość oddziaływania UE na państwo greckie. Unia nie ma prawnych narzędzi, by przymusić Grecję do przyjęcia konkretnych warunków kredytodawców. Bez zgody Grecji nie jest możliwy też żaden manewr prawny zmieniający jej status członka Unii. Do tego dochodzą też trudności czasowe, bo każda zmiana traktatowa wiążę się z konieczności przyjęcia noweli traktatowych przez państwa w ich trybach konstytucyjnych. To otwiera drogę do roszczeń innych krajów. Z kolei trzeci element ogranicza zrzucanie winy za kryzys na państwo greckie, skoro formalnie uznany został za spowodowany przyczynami zewnętrznymi. Zarzuty mogą jedynie dotyczyć sposobu wychodzenia z niego.

Obie sytuacje są jednak formalnie odrębne. Czym innym jest prawna relacja Grecji i jej wierzycieli (także państw członkowskich UE), a innym kwestia pomocy unijnej dla Grecji w związku z jej bankructwem. Obie regulują odrębne reżimy prawne. Obie spaja jedynie fakt udziału Grecji w unii walutowej, a więc wpływ kryzysu greckiego na sytuację polityczno-ekonomiczną samej UE, jej waluty, a przez to i innych państw.

Obecne problemy UE związane z niewypłacalnością Grecji są skutkiem naruszenia norm traktatowych na etapie jej przyjęcia do unii walutowej. Ale w powstałej sytuacji Unia skazana jest na wspieranie Grecji, nie tylko dlatego, że tym samym wspiera inne państwa członkowskie – wierzycieli Grecji. Status prawny Grecji ma też skutki generalne. Rozwiązanie problemów finansowych poprzez jego zmianę miałby przełomowe konsekwencje polityczne dla UE. Oznaczałby odwrócenie kierunku procesu integracji europejskiej. Dziś ma on na celu stworzenie z państw członkowskich „coraz ściślejszej unii”, posiadającej wspólną walutę i opartej na solidarnym rozwiązywaniu problemów. Wystąpienie lub wyrzucenie Grecji z UE, ale jeszcze bardziej usunięcie jej ze strefy euro, byłoby działaniem sprzecznym z tymi celami traktatów unijnych. Zostałoby odebrane na świecie jako wielka klęska polityczna projektu. Na to – mimo racjonalności ekonomicznej właśnie tego rozwiązania – UE politycznie raczej nie stać. Stąd werbalne groźby unijnych polityków, w szczególności niemieckich, są tym samym emocjonalnym działaniem bez pokrycia, co rząd grecki wydaje się rozumieć.

Ciekawa jest pozycja prawna państw-wierzycieli. Ich relacje z Grecją odnośnie długu reguluje prawo pozaunijne. Ale z drugiej strony unijni wierzyciele są podmiotami współdecydującymi o polityce fiskalnej Grecji w ramach unijnych instytucji (Rada), jak i potencjalnej unijnej pomocy. I próbują te kwestie połączyć z korzyścią dla siebie. Widać to w szczególności po działaniach Niemiec. Jak donosiły media, unijna pomoc w większości szła na spłaty dla niemieckich banków i zakupy w Niemczech. Stąd tak mocno używany jest szantaż w formie groźby ograniczenia pomocy, jeśli Grecja nie porozumie się z wierzycielami.
Jedynym słabym punktem w tej walce interesów, są obywatele greccy. Dlatego państwa unijne będą prawdopodobnie kierować presję ekonomiczną i propagandową w ich stronę. Tylko ich niezadowolenie wywołane szeregiem utrudnień, jak np. brakiem dostępu do gotówki, może doprowadzić do wymiany rządu greckiego na bardziej spolegliwy. Jeśli to się nie uda, Unia ulegnie i będzie dążyć do porozumienia, choć to dla niej samej nie jest najlepsze rozwiązanie. Ale to jedyne wyjście dla odzyskania choć części długu przez jej największych członków, którzy preferując swoje indywidualne cele, ujawniają prawdziwą unijną hierarchię interesów.

Jeśli to nastąpi, prawdopodobnym sposobem na rozwiązanie problemu będzie poszukanie formuły na ominięcie traktatów w drodze różnych cząstkowych rozwiązań politycznych lub prawnych na poziomie pozatraktatowym. Tym bardziej, że taka praktyka od pewnego czasu cechuje już proces ewolucji UE (np. pakt fiskalny). Nieograniczona możliwość takich posunięć nie pozwala nawet spekulować na temat ich potencjalnego kierunku. Może to być bezpośrednia pomoc powiązana z szeregiem reform. Może też być pojawiająca się propozycja równoległego powrotu do drachmy i funkcjonowania w Grecji czasowo dwóch walut, i inne. Wszystkie będą na pewno mniej lub bardziej wątpliwe traktatowo.

Ponieważ jednak rozwiązanie problemów Grecji wiązać się będzie z potężnymi kosztami finansowymi i politycznymi, w ujęciu długofalowym można spodziewać się też dalszego działania UE na rzecz uniknięcia podobnych sytuacji. Będzie to polegać na tworzeniu narzędzi do unijnej kontroli polityki budżetowej państw członkowskich, w szczególności państw strefy euro, i to na poziomie traktatowym. Dzisiejsze rozwiązania w tej płaszczyźnie są zbyt słabe w porównaniu do istniejącej integracji walutowej. Ta dysproporcja pozwala państwom na swobodę budżetową, generującą problemy. Tym samym integracja europejska, przynajmniej w strefie euro, ulegnie pogłębieniu w płaszczyźnie polityki budżetowej państw, wdzierając się w kolejny obszar ich suwerenności. Możliwe bardzo jest także, że strefa euro rozbuduje się na poziomie instytucjonalnym, odrębnym od ogólnounijnego. Dlatego w interesie państw sprzeciwiających się pogłębianiu integracji leży doprowadzenie do Grexitu.

Sprawa grecka ma również kontekst Polski. O ile kwestia relacji Grecja – wierzyciele, to sprawa z obszaru powszechnego prawa międzynarodowego, z kolei ochrony waluty „euro” to sprawa państw unii walutowej, o tyle już ewentualna kwestia wsparcia Grecji ze środków unijnych odbywa się przy pomocy mechanizmów, w których finansowo uczestniczą także państwa spoza strefy euro, w tym Polska. Powstaje pytanie, dlaczego Polska nie uczestniczy w negocjacjach, skoro ma w gaszeniu kryzysu swój finansowy udział. Negocjacje nie powinny być prowadzone tylko na poziomie państw-członków unii walutowej. Tym bardziej jest to konieczne, że w powstałej sytuacji politycznej po referendum greckim, będą miały one kontekst ogólnounijny. To pokazuje na słabość rządu polskiego i brak podmiotowości decyzyjnej polskiego państwa w UE. Udział w decydowaniu o kierunku procesu integracji jest dla polskiej racji stanu kluczowy.”  (Mariusz Muszyński)

całość tu: Bankructwo Grecji a przyszłość Unii Europejskiej

podobne: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen) oraz: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

…Sam tekst jest ciekawy bo traktuje o czymś o czym mało gdzie można przeczytać, tj. o sytuacji prawnej i procedurach związanych z pomocą, wyjściem i niewypłacalnością krajów w ramach UE. Nie znalazłem w nim żadnych rażących/drażniących opinii poza jednym w zasadzie fragmentem gdzie napisano: „…trzeci element ogranicza zrzucanie winy za kryzys na państwo greckie, skoro formalnie uznany został za spowodowany przyczynami zewnętrznymi. Zarzuty mogą jedynie dotyczyć sposobu wychodzenia z niego.” co wzbudziło u mnie lekki uśmiech politowania. Bo skoro istotą są „zarzuty” co do sposobu wychodzenia Grecji z kryzysu a nie jego źródło które „radośnie” zrzucono na „czynniki zewnętrzne” (ustalono to sobie nie w oparciu o realne źródło problemu, ale dlatego żeby móc Grecji udzielić pożyczki z unijnych programów „ratunkowych” – SIC!) to jasno z takiego stawiania sprawy wynika, że czynnikiem nadrzędnym dla tej analizy jest obrona samego systemu zależności i „integracji europejskiej”, która jest obecnie zagrożona (zresztą jest to właśnie jeden z celów statutowych ośrodka który opinię stworzył 🙂 – promowanie integracji UE) a nie próba znalezienia realnego wyjścia z kryzysu i neutralizacji jego przyczyn.

Skupianie się na analizie prawnej zaistniałej sytuacji, i deliberowanie nad tym co jest prawnie dopuszczalne a co nie w warunkach kiedy jakiś kraj członkowski znajduje się na granicy niewypłacalności, jest moim zdaniem bezsensownym biciem piany. Nie ma to bowiem żadnego znaczenia dla realnego zagrożenia przed jakim stoi Grecja (i cała reszta zadłużonych po uszy). Problemem nie jest tu „zakłócenie procesu integracji UE” i niuanse prawne warunkujące casus bankruta, ale fakt że za chwilę Grecja nie będzie miała pieniędzy na swoje funkcjonowanie. W związku z tym, zupełnie niepoważnym jest deliberowanie nad tym, co w takiej sytuacji jest legalne czy dopuszczalne przez traktaty. Jak to mówią „inter arma silent leges” 🙂 O tym czy (nie)możliwe jest opuszczenie strefy EURo tudzież UE nie zadecydują przepisy i podpisy, ale żywioł własnego interesu i gdzie Grecy go dostrzegą.

Istotą problemu jest również to że Grecy chcą po prostu dalej balować za cudze. Szkodząc tym nie tylko sobie, ale przede wszystkim innym gospodarkom które muszą się dorzucać do tej „pomocy” (Żelazna Logika: Jak Polska Grecję ratowała…). Tymczasem Grecy udowodnili na przestrzeni swoich dziejów wiele razy jak potrafią gospodarować i że nie warto im pożyczać nawet złotówki… cytuję:

„…Stan niewypłacalności przydarzał się europejskim krajom 73 razy. Rekordzistami są Grecy, którzy od momentu uzyskania niepodległości w 1829 r. połowę czasu spędzili w stanie bankructwa i restrukturyzacji…” (całość tu: Upadek finansowy krajów nie jest niczym nowym i nadzwyczajnym)

Dopóki ktoś żyje ponad stan (ale za swoje) to ja nie mam nic ani przeciwko. Niech przepija „swojej babci domek cały” nawet i 1000 razy! Tyle że w normalnych warunkach możliwy jest tylko JEDEN raz na długi czas, bo potem trzeba dłuuuugo odrabiać zanim coś znowu będzie można przechlać. Druga rzecz to fakt że w normalnych rynkowych warunkach nikt nie da takiemu bankrutowi złamanego grosza „pożyczki”. Tymczasem Grecy stanowią niebezpieczny casus i co najgorsze pretekst do tego żeby spirala długu kręciła się dalej a „integracja w ramach UE” przybrała jeszcze bardziej pazerną na suwerenność poszczególnych krajów formę:

„…Będzie to polegać na tworzeniu narzędzi do unijnej kontroli polityki budżetowej państw członkowskich, w szczególności państw strefy euro, i to na poziomie traktatowym. Dzisiejsze rozwiązania w tej płaszczyźnie są zbyt słabe w porównaniu do istniejącej integracji walutowej. Ta dysproporcja pozwala państwom na swobodę budżetową, generującą problemy. Tym samym integracja europejska, przynajmniej w strefie euro, ulegnie pogłębieniu w płaszczyźnie polityki budżetowej państw, wdzierając się w kolejny obszar ich suwerenności…”

Grecy dają też przykład na to że opłaca się mieć w d… swoje zobowiązania. Jest to tak NIEMORALNE, że dziwię się iż ktokolwiek ten stan rzeczy usprawiedliwia widząc tylko jedną stronę medalu – lichwę, zaś tego że ktoś z PREMEDYTACJĄ sięga po cudze nie dostrzega… (Odys)

„Ostatnie wydarzenia wokół komedii greckiej  (z elementami tragedii) uwidoczniły wszystkim totalitarny charakter euro imperium i zarazem  jego podporządkowanie hegemonowi zza oceanu…

(…)

…w krytycznej fazie negocjacji ujawnił poufne memo IMF. Z memo wynika że IMF od lat wiedział że bez wspomnianego odpuszczenia przynajmniej części długów wszelkie ratowanie Grecji nie ma sensu. Nie chwaląc się 2GR wiedziały to od lat. Stanowiło to i stanowi wyrzucanie pieniędzy euro podatnika do kratki ściekowej. Ironią jest że Grecy podnosząc tę kwestię mieli na swój sposób rację. Owszem, żyli w błogim socjalizmie ponad stan długie lata i nie bardzo chcieli z tego teraz rezygnować. Jednak nie dający się obejść fakt jest taki że żadne ładowanie nowych ciężarów na dawno padłego konia nie postawi go na nogi.

Dobre serce hegemona natomiast wynika naturalnie z chęci utrzymania Grecji w NATO, bez uciążliwej konieczności organizowania tam kiedyś nowego majdanu,  czy może nawet przywracania rządu pułkowników.  Długi greckie natomiast Ameryka może sobie łatwo odpuszczać do dnia Sądu Ostatecznego bo ich prawie nie ma.  Na haczyku wisi tu głównie wasal niemiecki i jego euro, które w waszyngtońskich planach NWO/TIIP i tak jest potrzebne jak psu piąta noga.

(…)

…Wygląda też na to że hegemon nakazał swoim euro wasalom pilną zbiórkę  w rządku celem zbiorowego zatwierdzenia chórem pozytywnego załatwienia sprawy greckiej…

(…)

Ostatecznie jak wiadomo rzecz załatwiono polubownie nie załatwiając niczego. Hegemonowi, z pomocą francuską, udało się zapobiec jedynemu rozsądnemu rozwiązaniu jakim byłby grexit. Niemcom udało się zapobiec jakiemukolwiek odpuszczeniu długów greckich.   Tsiprasowi udało się zapobiec utracie posady.  Grekom uda się zapobiec życiu  na własny koszt do następnej odsłony kryzysu

całość tu: dwagrosze.com

podobne: Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?) i to: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.

… W jednej tylko kwestii nie zgodzę się z „cynikiem”. Otóż uważam że Niemcy już dawno nie chodzą na sznurku USA, czemu niejednokrotnie w ostatnim czasie dali wyraz („Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA i to: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami). Z tego też względu wtrącenie się MFW (ekspozytury amerykańskich interesów na świat) w problem grecki wygląda raczej na próbę ugotowania Niemców w ich własnym sosie, by skończyć z ich dominacją w projekcie UE (ale zmusić do dalszego firmowania patologii). Podstawą planu ratunkowego proponowanego przez MFW jest bowiem konieczność umorzenia greckiego długu, co oznacza ni mniej ni więcej że niemieccy wierzyciele (banki) nie dostaną „swoich” pieniędzy z powrotem (a przynajmniej nie tyle ile by chcieli odzyskać). Desperacka propozycja MFW by „pomagać” Grecji to konieczność ponoszenia przez Europę dalszych ogromnych kosztów utrzymywania bankruta za „unijne” pieniądze (a nie amerykańskie – oni do tego nic nie dopłacą!), przy jednoczesnym wątpliwym zwrocie kapitału do niemieckich banków 🙂

Wszystko rzecz jasna po to by nie dopuścić do dostania się Grecji w orbitę Kremla. Stąd też USA zrobi wszystko żeby Europa po raz kolejny się zrzuciła na „haj lajf” Greków. Trzeba sobie bowiem zdawać sprawę z istoty tego dramatu, który polega na tym, że Grecy wcale nie myślą zaciskać pasa – inaczej w ogóle nie negocjowaliby żadnej „pomocy”.

Grecja nie opuści UE również z tego powodu, że nie ma tym kraju elit które poważnie by o tym myślały. Nie ma odważnych którzy powiedzieliby w końcu swoim obywatelom że tak dalej żyć nie można (wydając więcej niż się zarabia – do tego cudzych pieniędzy). Greków gubi już na starcie ich rozbuchany roszczeniowo temperament do życia ponad stan. Oni chcą tylko kasy! Inaczej już dawno zachowaliby się jak Islandczycy albo Węgrzy. Tymczasem po raz kolejny sami się skazują na jeszcze bardziej niespłacalny dług, i dogorywającą z tego powodu gospodarkę (z ogromnym bezrobociem, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie zainwestuje grubszej forsy).

Mówi się że Grecja jest protektoratem (ofiarą) UE/Niemców/lichwiarzy/banków itd. itp. ale nie mówi się o tym, że obecne problemy Grecji to wynik własnej głupoty i pazerności na cudze pieniądze…

Większość „solidaryzujących” się z Grecją nie chce rozmawiać o tym skąd się wziął „grecki” dług – dlaczego Grecy pożyczyli tyle pieniędzy i na co je wydali? I tu nie chodzi o to że ja cokolwiek neguję z tego że ktoś „głupi” im te pieniądze dał, ale to jest tylko jedna strona tego samego medalu. Owszem mamy do czynienia ze „sprytną” lichwą, ale Grecy po nią bez skrupułów sięgnęli by finansować swój „bal na Tytanicu”, mimo tego że nikt ich do tego nie zmuszał. Tak jak teraz nikt ich nie zmusza, a jednak znowu po cudze pieniądze sięgają. Grecy nie protestują przeciwko „pomocy” – oni się jej wręcz domagają! Protestują tylko przeciwko cięciom jakimi jest ona uwarunkowana (a bez których nie będzie w ogóle skuteczna – tak jak poprzednie). Grecja zachowuje się jak pospolity wyłudzacz. Bezczelnie realizuje program „DAWAJCIE ile się da ale my tego oddawać NIE BĘDZIEMY” (i oszczędzać też nie mamy zamiaru). Grecy chcą dalej żyć na takim samym poziomie jak przed kryzysem choć nie mają na to własnych środków. To jakiś absurd. Ile jeszcze można się usprawiedliwiać mówiąc „jestem niewinny grzechu bo mnie kuszono”. Grecy i ludzie grekopodobni nie chcą się oprzeć pokusie, nawet w sytuacji kiedy konsekwencje są dla nich po raz kolejny takie same – tragiczne.

Bądźmy szczerzy. Tego rodzaju postawa jaką wykazują się demoludy (bo tu nie chodzi tylko o Grecję) nie napawa optymizmem że cokolwiek się zmieni w przyszłości. Nawet jak Grecja wyjdzie ze strefy EURo a UE kiedyś upadnie, to na miejsce tego projektu powstanie inny podobnie złośliwy (niczym rak). Dopóki dominuje w umysłach ludzi postawa roszczeniowa i przywiązanie do etatystyczno-socjalistycznego modelu państwa, dopóty będą trwały kryzysy zadłużeniowe.

W tym miejscu należy się więc również zastanowić nad sensem demokracji, jako systemu legitymującego do rządzenia państwem ludzi wybranych tylko na podstawie kaprysu „większości”. Skutki demokratycznych wyborów pokazują bowiem ewidentnie, że tego rodzaju decyzje są w zdecydowanej większości przypadków błędne. Wola „większości” to nie jest żadna wartość z której wynikałoby jakiekolwiek dobro (prócz rzecz jasna dobra dla „wybrańców narodu”). Tłum jest zbyt podatny na populizm, i nie rozumiem jak można mu było kiedykolwiek pozwolić decydować o tym kto ma rządzić państwem… (Odys)

„…Zaraz potem, jak naród grecki w referendum większością głosów odrzucił ofertę przygotowaną przez finansowych grandziarzy, do Brukseli został wezwany na przesłuchanie tamtejszy premier Cipras. Wzięto go na konwejer – a na konwejerze, jak to na konwejerze – po 17 godzinach każdemu rura mięknie i godzi się na wszystko, byle tylko położyć kres udręce. Tak właśnie było z premierem Ciprasem, który zresztą chyba pierwszy raz w życiu skonfrontował się z gestapowskimi metodami i nawet bez bicia podpisał wszystko, co mu podsunęła Nasza Złota Pani do spółki z francuskim filutem Hollandem, nawet nie tłumacząc się, że „bez swojej wiedzy i zgody”. Zgodził się na wszystko, przeciwko czemu tydzień wcześniej agitował mniej wartościowy naród grecki. Od razu widać, że ci wszyscy Umiłowani Przywódcy to Scheiss, z którego można – jak powiada Kazimiera Iłłakowiczówna – „wszystko zrobić i w każdą formę ulepić”. Żadnej odporności – ale właściwie na jakiej zasadzie oczekiwać odporności od demokratycznych przywódców, którzy nie mają żadnych zasad, tylko akomodują się do nacisków – raz nacisku większości, a innym razem – nacisku Naszej Złotej Pani, która też wykonywała zadanie zlecone jej przez plutokratów, którym te wszystkie rządy napędzają niewolników?

Ale zgoda premiera Ciprasa była tylko pierwszym aktem upokorzenia demokracji przez plutokrację, bo jego zgoda musiała być jeszcze zatwierdzona przez grecki parlament. No i parlament, przechodząc do porządku dziennego nad wyrażoną tydzień wcześniej w referendum wolą narodu, zgodził się na ultimatum finansowych grandziarzy. Grecja będzie musiała wziąć ponad 80 miliardów euro pożyczki, za którą spłaci poprzednią pożyczkę, wziętą gwoli spłacenia jeszcze wcześniejszej pożyczki, która… – i tak dalej – a ponadto zgodzić się na partycypowanie w funduszu w wysokości 50 mld euro utworzonym gwoli zabezpieczenia spłaty greckiego długu „prywatyzacją” państwowego majątku Grecji.

Dzięki temu niemieccy i francuscy bankierzy odetchnęli z ulgą, podobnie jak po 13 grudnia 1981 roku, kiedy to generał Jaruzelski przeprowadził pomyślne usmirenije polskawo miatieża…” (Stanisław Michalkiewicz)

…oddając komuś nieograniczoną władzę nad moim majątkiem (pomijając absurdalność samego pomysłu) jako człowiek myślący MUSZĘ zakładać że ten ktoś ma możliwość zrobić z nim co chce. Jeśli tego nie zakładam to jestem po prostu durniem! Jeżeli chcemy utrzymać taki system jak obecnie to trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób zamierzamy oduczyć ludzi kraść i kombinować kiedy mają taką władzę nad innymi (tu podpis tam pieczątka i firma załatwiona, tam podpis tu pieczątka i firmę przejmuje kolega, itd. itp.) a wszystko zgodnie z prawem. Bo trzeba sobie zdawać sprawę że socjalizm to nie jest tylko rozdawnictwo. To przede wszystkim RABUNEK i pasożytnictwo na tych którzy SAMI coś tworzą bez „pomocy państwa” a zatem im większy jest ten aparat tym patologia większa i nie da się nad tym zapanować…

Żeby nie było! Sama władza nie jest zła bo ktoś musi rządzić, ale nie na takich zasadach jakie funkcjonują obecnie bo to jest nie do obrony (zbyt kosztowne i niesprawiedliwe). Nie wystarczy bowiem wymienić ludzi w systemie, bo to nie jest tylko problem ludzi a patologicznej administracji i prawa. Ci co tym systemem zarządzają i w nim funkcjonują robią to co robią bo MOGĄ i taka jest ich praca, więc wiara w to że wystarczy te setki tysięcy ludzi (które niejednokrotnie pracują po urzędach całymi rodzinami!) zamienić na „uczciwych” (jak to zweryfikować?) co odejmą sobie od pyska, jest jeszcze większą utopią jak sama wiara w istnienie państwa opiekuńczego. Dość popatrzeć jak poszczególne działy sektora publicznego żyjące z publicznego grosza jeden za drugim wychodzą dziś na ulicę i wysuwają coraz śmielsze żądania finansowe – jak ich wszystkich nawrócić? NIE DA SIĘ!

Trzeba systemowych zmian poczynając od likwidacji koryta i ograniczenia ZNACZNEGO władzy państwowej nad gospodarką. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Albo chcemy wolności by się swobodnie rozwijać i bogacić, albo idziemy w drugą stronę (tyle że już po drugiej stronie byliśmy – komuna zbankrutowała). Wolność to tyle ile każdy z nas z osobna (a nie „rząd” czy inna „władza”) ma „w kieszeni” jako SWOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚĆ. Etatyzm, centralizm, socjalizm w wydaniu „państwowym” doprowadził właśnie do tego co mamy obecnie – WYWŁASZCZENIA z własności i PRAW OSOBISTYCH. Im więcej cedujemy na państwo tym mniej mamy do gadania jako obywatele i po prostu ludzie. Ergo wiara w to że okazja przestanie czynić złodzieja jest niczym nieuzasadniona poza życzeniowym podejściem do problemu. Uczciwi ludzie są w mniejszości i to zdecydowanej. Nie można mieć pretensji do złodzieja że kradnie skoro sami mu to umożliwiamy. Na co komu milionowa armia urzędników? Nie chodzi o sam koszt ale o zwykłą SAMODZIELNOŚĆ oraz jedynie uczciwy przepływ kapitału – od pracodawcy do pracobiorcy, bez żadnych państwowych pośredników którzy tylko kosztują (i to coraz więcej)… (Odys)

całość tu: Paroksyzmy demokracji w Grecji i Zakierzońskim Kraju

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Reklamy

7 comments on “Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

  1. Pingback: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? | Łódź Odysa

  2. Pingback: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.

  3. Pingback: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a. | Łódź Odysa

  5. Pingback: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. | Łódź Odysa

  6. Pingback: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. | Łódź Odysa

  7. Pingback: Czy dziecko szczęścia, Rothschildów, i demokracji zapewni Francji „kolorową” przyszłość? Historia Mac(a)rona nawijanego na uszy | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s