Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy.


„Prezydenci największych polskich miast oraz prezesi państwowych spółek zarabiają miliony złotych mimo funkcjonowania tzw. ustawy kominowej. Jak zahamować apetyt żyjących z podatków?…

…W ostatnim czasie spore zainteresowanie wzbudziła tzw. lista prezydentów, zawierająca nazwiska najbogatszych prezydentów polskich miast. Powstała na bazie danych opublikowanych przez urzędy miejskie. Podstawowe zarobki z tytułu bycia prezydentem są oczywiście porównywalne (mniej niż 13 tys. złotych miesięcznie), niemniej lista dodatków i sposobów dorabiania jest imponująca.

Największe roczne zarobki ma bezapelacyjnie prezydent Krakowa – ok. 160 tys. złotych za pracę w urzędzie miasta plus ponad 280 tys. złotych za pracę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Drugie miejsce przypadło prezydent stolicy – Hannie Gronkiewicz-Waltz. Do 166 tys. zł zarobionych w urzędzie miasta trzeba dodać 103 tys. za wykłady na Uniwersytecie Warszawskim. Powyższe kwoty są (zgodnie z oświadczeniem prezydent Warszawy) kwotami brutto.

Wysokie kwoty płynące na konta prezydent Warszawy i prezydenta Krakowa sprawiły, że włodarze pozostałych miast w rankingach przygotowanych przez „Super Express”, „Fakt” czy „Gazetę Wyborczą” zostali daleko w tyle. Jedynie prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, zbliżył się do powyższej dwójki – do swoich 105 tys. za pracę w urzędzie miasta dodać może 68 tys. złotych, które zarabia, zasiadając w zarządzie Szklarskiej Poręby Sport (to spółka zajmująca się m.in. zarządzaniem stadionem lekkoatletycznym wraz z przyległym ośrodkiem sportowym – czytamy na ich stronie internetowej).

Krezusi z państwowych spółek

Idące w setki tysięcy roczne wynagrodzenia płynące z państwowych uczelni do kieszeni prezydentów dwóch największych miast nie mogą się jednak mierzyć z kwotami, jakie spływają do kieszeni szefostwa państwowych spółek. Oprócz „podstawy”, wynikającej z ograniczeń ustawy kominowej, za pośrednictwem kontraktów menadżerskich prezesi potrafią zarabiać nawet kilka milionów złotych…”

całość tu: Rośnie apetyt żyjących z podatków

„Wysłanie kosmicznej sondy na Plutona kosztowało 700 mln $ ( ok. 2,6 mld zł). Informatyzacja ZUSu natomiast pochłonęła już ponad 3 mld zł.” (Petros Tovmasyan)

„…Ocenę tego czy wizyta na Plutonie okazała się tak „promocyjna”, czy też może jednak jesteśmy mistrzami w marnotrawieniu publicznych pieniędzy pozostawiamy Waszej rozwadze. Postanowiliśmy jednak przyjrzeć się kilku innym, głośnym w ostatnich latach wydatkom z budżetu państwa, żeby w odpowiedniej skali porównać je z wycenianą na około 2,6 miliarda złotych wycieczką w odległe zakątki Układu Słonecznego.

(…)

O ile jeszcze problematyka zbrojeń wydaje się zrozumiała, tak o wiele mniej atrakcyjnie w gronie wydatków budżetowych rysuje się obsługa długu publicznego, na którą rocznie przeznaczamy około 37 miliardów złotych – kolejnych 15 wypraw kosmicznych. T. Cukiernik w ciekawym artykule wylicza, że około 50 miliardów złotych zbędnych wydatków pożera biurokracja, m.in. poprzez przyznawanie urzędnikom pensji wyższych niż w sektorze prywatnym, wspieranych przy tym dodatkowymi przywilejami. Wskazuje przy tym, że w budżecie roi się od wycenianych na miliardy pomysłów typu „zwiększanie aktywności społecznej w funkcjonowaniu państwa w zakresie dialogu obywatelskiego”, o których nie do końca wiadomo, co one mogą w ogóle oznaczać.

Koszt budowy Stadionu Narodowego „zamknął się” w okolicy 2,2 miliarda złotych, czyli mniej więcej „jednego Plutona”, choć początkowe szacunki były znacznie niższe. Czy tak duży wydatek na arenę sportową miał sens? Tutaj odpowiedź zależeć będzie zapewne w dużej mierze od aktualnej formy Reprezentacji…

Pogłoski o nieudolnej informatyzacji ZUS są niestety prawdziwe, ale skoro sama tylko nowa strona ZUS o możliwościach na poziomie Bezprawnika kosztowała mniej więcej 18 milionów złotych, nie sposób się dziwić, że projekt przez lata pochłonął przez lata równowartość jednej misji na Plutona (a nieoficjalnie mówi się nawet o równowartości dwóch misji, choć dziennikarze śledczy wliczają tutaj m.in. nieudokumentowaną korupcję). „Jeden Pluton” to mniej więcej także roczne zarobki wszystkich pracowników ZUS…

(…)

I żeby była jasność – zdaję sobie sprawę, że do tego sprowadza się idea Państwa, by w interesie społecznym obracać dużymi kwotami wspólnie uzbieranych pieniędzy. Nie mam wątpliwości co do tego, że należy nam się piękny obiekt sportowy, który zresztą dobrze nam służy. Jednocześnie jednak nie sposób nie zauważyć, że część z tych publicznych pieniędzy jest wydawana źle, a nawet bardzo źle – na dodatek na przestrzeni lat. Prym w tej materii niestety niezmiennie wiedzie system ubezpieczeń społecznych…”

całość tu: bezprawnik.pl

podobne: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem. oraz: NIK negatywnie o nadzorze nad budową Stadionu Narodowego. Przetarg na zadaszenie Stadionu Śląskiego – do unieważnienia. i to: Prokom/Asseco synonimem afery? ZUS znowu musi wyjaśnić sprawę przetargu na system informatyczny. a także: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat

fragment wspomnianego artykułu Tomasza Cukiernika:

„…Nawet jeśli przyjąć socjalistyczne założenia, że poza wojskiem, policją i wymiarem sprawiedliwości w rękach państwa powinna być służba zdrowia, edukacja, wydatki socjalne i system emerytalny, to pozostaje jeszcze ogromne pole manewru w likwidacji wydatków państwa.

Biurokracja – oszczędności: ok. 54 mld zł

Najbardziej oczywistą kwestią jest likwidacja niepotrzebnej biurokracji. Na płace dla urzędników, którzy zarabiają ok. 1100 zł więcej niż średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw, idzie rocznie około 65 mld zł. Wystarczy część z nich zwolnić, a reszcie obniżyć płace do poziomu płac w przedsiębiorstwach i w ten sposób bez problemu można by zaoszczędzić co najmniej 30 mld zł! Mało tego, tylko w latach 2008-12 wydatki na biurokrację (zwiększenie zatrudnienia urzędników i zwiększenie ich pensji) poszybowały w górę o 10,6 mld zł. Do tego dochodzą tzw. „trzynaste” pensje dla urzędników (proceder, którego nie ma w sektorze prywatnym), na które tylko w 2012 roku wydano 5 mld zł. Ponadto na inwestycje budowlane i zakupy inwestycyjne urzędów w 2014 roku państwo ma wydać ponad 8 mld zł.

O zbędności znacznej części urzędniczej kasty świadczy choćby cel, na który w budżecie na rok 2014 przeznaczono „drobne” 20 mln zł. Ta okrągła sumka ma zostać wydana na „zwiększanie aktywności społecznej w funkcjonowaniu państwa w zakresie dialogu obywatelskiego”. Według tego urzędniczego bełkotu, „podstawowe znaczenie w realizacji zadania ma tworzenie warunków dla rozwoju wolontariatu oraz podmiotów prowadzących działalność pożytku publicznego, a także współpracy tych podmiotów z organami administracji publicznej oraz prowadzenie dialogu obywatelskiego. Równie istotne jest wspieranie społeczeństwa obywatelskiego i gospodarki społecznej poprzez rozwój instytucji gospodarki społecznej, jak również wsparcie programów partycypacyjnych w kreowaniu i wdrażaniu polityk publicznych”. I już wiemy, że chodzi wyłącznie o uzasadnienie urzędniczym bełkotem niepotrzebnych nikomu (poza urzędasami) wydatków – żeby nadal mogli tkwić w biurokratycznym bagnie, czyli pracować bez zbędnego wysiłku i kreatywności do samej emeryturki.

Należałoby także zlikwidować wszelkie partykularne przywileje różnych grup, które pasą się na podatniku i powodują zobowiązania finansowe ze strony finansów publicznych, na przykład przywileje emerytalne czy dotacje dla partii politycznych (w 2012 roku kosztowały ponad 125 mln zł). Sama znienawidzona przez kierowców Inspekcja Transportu Drogowego będzie kosztowała w 2014 roku prawie 133 mln zł. Ponad 10 mln zł kosztuje Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, 9,4 mln zł – Ośrodek Studiów Wschodnich im. Marka Karpia, a ponad 4,2 mln zł – Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Należy także zaniechać szkodliwych polityk, które uskutecznia nadmierna biurokracja, jak inicjatywy zapewniające wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w bilansie paliwowo-energetycznym, w tym biopaliw (ponad 132 mln zł) czy przeciwdziałanie zmianom klimatu. Ostatnio nowy prawicowy rząd Australii wycofuje się z polityki walki z „globalnym ociepleniem”.

Wsparcie dla biznesu – oszczędności: ok. 33 mld zł

Państwo nie powinno wtrącać się do gospodarki nie tylko poprzez nieuchwalanie regulacji, a ustalanie racjonalnie niskich i nieskomplikowanych podatków, ale z drugiej strony powinien istnieć całkowity zakaz jakichkolwiek dotacji, programów wsparcia i pomocy dla biznesu czy to prywatnego czy państwowego, także dla nowo powstających firm czy też bankrutujących. Tymczasem tego typu wydatki stanowią znaczą część budżetu na rok 2014. Likwidacja wielu regulacji rynku pociągnie za sobą konieczność zlikwidowania całego szeregu niepotrzebnych instytucji państwowych: Urząd Nadzoru Finansowego (ponad 218 mln zł), Urząd Komunikacji Elektronicznej (ponad 102 mln zł), Urząd Regulacji Energetyki (ponad 36 mln zł), Urząd Transportu Kolejowego (prawie 27 mln zł). Podmioty na rynku mają działać w ramach prawa, a wszelkie spory powinny rozwiązywać sądy i do tego nie jest potrzebny dodatkowy urząd

(…)

Praca – oszczędności: ponad 22 mld zł

Państwo nie powinno wtrącać się także do kwestii zatrudnienia i nawet jeśli ureguluje pewne sprawy, to na pewno nie powinno na ten cel wydawać pieniędzy podatników, bo skutek jest przeciwny do zamierzonego. Zamiast się zmniejszać, w wyniku interwencji państwa bezrobocie rośnie…

(…)

Dlaczego dziura budżetowa jest coraz głębsza, a zadłużenie publiczne coraz większe? Czy państwu brakuje pieniędzy? Otóż nie! – państwo ma ich za dużo, tylko marnotrawi i wydaje nie na to, na co potrzeba. Dlatego konieczna jest racjonalizacja wydatków publicznych i głębokie cięcia w tych dziedzinach, w których państwo nie powinno w ogóle ingerować. Tylko powyższe propozycje pozwolą w łatwy sposób zaoszczędzić co najmniej 144 mld zł wypracowanych i zabranych podatnikom pod przymusem (prawie połowa wydatków budżetu!). To tylko początek. Celem są wydatki publiczne na poziomie około 20 procent PKB, tak jak w Hongkongu, a nie prawie 50 procent PKB, jak w krajach UE.” (Tomasz Cukiernik)

…polecam lekturę całości tego artykułu tu: Można zredukować wydatki o 144 mld zł. Jest to całkiem rzetelne studium skali marnotrawstwa „pieniędzy publicznych”, wcześniej rzecz jasna będących pieniędzmi prywatnymi, ale zabranymi ciężko pracującym w sektorze prywatnym obywatelom, by zapewnić dobrą pracę urzędnikom, politykom, ich rodzinom, znajomkom, kochankom i całego tego dworu który można nazwać Towarzystwem Wzajemnej Adoracji. Tyle że to towarzystwo siłą sobie tych przywilejów nie wywalczyło, ale za zgodą i w ramach mandatu którego co kilka lat udzielają mu tzw. wyborcy. Pomijając bowiem fakt że oni sami sobie uchwalili takie prawo, to jednak widziały gały co brały i mogły już dawno (na przełomie 25 lat nawet kilka razy!) całe to towarzystwo wymienić, skoro widać było do czego idzie już po pierwszym razie.

Tymczasem przywilej rabowania podatników w imieniu tzw. „prawa” jest tylko (smutną) konsekwencją tego, że ludzie oddają komuś nieograniczoną władzę nad swoim majątkiem. Pomijając absurdalność samego pomysłu, jako człowiek myślący MUSZĘ zakładać, że ktoś komu oddaję taką władzę ma możliwość zrobić z tym majątkiem co chce (zwłaszcza że nie jest to nigdzie uściślone poza „prawem” jakie TWA samo sobie uchwala). Jeśli tego nie zakładam to jestem po prostu durniem. Jeżeli chcemy utrzymać taki system jak obecnie to trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób zamierzamy oduczyć ludzi kraść i kombinować ZANIM dostaną władzę nad innymi.

Tymczasem wolą „większości” do władzy i na stanowiska dostają się ludzie którzy uchwalają prawo pod siebie (i swoich kumpli). Tworzą i przegłosowują przepisy, które umożliwiają jednym podpisem takiego czy innego ministra/naczelnika/dyrektora urzędu likwidować całe firmy, albo doprowadzać do takie stanu żeby ktoś (kolega) mógł  sobie taką firmę przejąć za grosze, albo pozbyć się w ten sposób konkurencji – a wszystko zgodnie z prawem. Bo trzeba sobie zdawać sprawę że socjalizm to nie jest tylko rozdawnictwo. To władza monopolu państwowego a przede wszystkim RABUNEK i pasożytnictwo na tych którzy SAMI coś tworzą bez „pomocy państwa”. I im większy jest ten aparat, tym patologia większa i nie da się już niestety nad tym zapanować bo jest tego za dużo (urzędów, spółek i agencji rządowych/samorządowych jest tyle że o niektórych ludzie nawet pojęcia nie mają). Żeby nad tym zapanować, to trzeba by było nad każdym ważniejszym „szlachcicem” postawić UCZCIWEGO obywatela, żeby patrzył mu na ręce. A czyż nie jest tak że mamy do tej funkcji powołanych szereg służb i organów kontrolnych, a poróbstwo i złodziejstwo jak było tak dalej ma się dobrze? To nie jest proszę Państwa kryzys państwa ale KONSEKWENCJA istnienia koryta z którego ta cała czereda czerpie sobie ile chce bez ograniczeń. Prawda według której „okazja czyni złodzieja” ma tu jak najbardziej właściwe zastosowanie.

Żeby nie było! Sama władza nie jest zła bo ktoś musi rządzić, ale nie na takich zasadach jakie funkcjonują obecnie bo to jest nie do obrony (zbyt kosztowne i niesprawiedliwe). Nie wystarczy bowiem wymienić ludzi w systemie, bo to nie jest tylko problem ludzi a patologicznej administracji i prawa. Ci co tym systemem zarządzają i w nim funkcjonują robią to co robią bo MOGĄ i taka jest ich praca. Wiara w to że wystarczy te setki tysięcy ludzi (które niejednokrotnie pracują po urzędach całymi rodzinami!) zamienić na „uczciwych” (jak to zweryfikować?) co to odejmą sobie od pyska z własnej woli, jest jeszcze większą utopią jak sama wiara w istnienie państwa opiekuńczego. Dość popatrzeć jak poszczególne działy sektora publicznego żyjące z publicznego grosza jeden za drugim wychodzą dziś na ulicę i wysuwają coraz śmielsze żądania finansowe – jak ich wszystkich nawrócić? NIE DA SIĘ!

Trzeba systemowych zmian poczynając od likwidacji koryta i ograniczenia ZNACZNEGO władzy państwowej nad gospodarką. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Albo chcemy wolności by się swobodnie rozwijać i bogacić, albo idziemy w drugą stronę (tyle że już po drugiej stronie byliśmy – komuna zbankrutowała). Wolność to tyle ile każdy z nas z osobna (a nie „rząd” czy inna „władza”) ma „w kieszeni” jako SWOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚĆ. Etatyzm, centralizm, socjalizm w wydaniu „państwowym” doprowadził właśnie do tego co mamy obecnie – WYWŁASZCZENIA z własności i PRAW OSOBISTYCH. Im więcej cedujemy na państwo tym mniej mamy do gadania jako obywatele i po prostu ludzie. Ergo wiara w to że okazja przestanie czynić złodzieja jest niczym nieuzasadniona poza życzeniowym podejściem do problemu. Uczciwi ludzie są w mniejszości i to zdecydowanej. Nie można mieć pretensji do złodzieja że kradnie skoro sami mu to umożliwiamy. Na co komu milionowa armia urzędników? Nie chodzi o sam koszt ale o zwykłą SAMODZIELNOŚĆ oraz jedynie uczciwy przepływ kapitału – od pracodawcy do pracobiorcy, bez żadnych państwowych pośredników którzy tylko kosztują (i to coraz więcej)… (Odys)

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. oraz: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym. i to: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu. a także: Marnowanie publicznych pieniędzy czyli NIK i „kontrakty socjalne”. polecam również: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? i to: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

rys. Gatis Sluka

rys. Gatis Sluka

Advertisements

5 comments on “Apetyt żyjących z podatków oraz misja na Pluton kontra „informatyzacja” ZUS czyli… skala marnotrawstwa „publicznych” pieniędzy.

  1. Pingback: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Roboty publiczne (interwencjonizm). | Łódź Odysa

  2. Pingback: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. | Łódź Odysa

  3. Pingback: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta. | Łódź Odysa

  4. Pingback: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) | Łódź Odysa

  5. Pingback: Tusk: istotą PO prowadzenie Polaków do zwycięstw… ale raport NIK temu zaprzecza! | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s