Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu.


socjalizm, sanacja, Piłsudski

„Etatyzm był kamieniem węgielnym wmurowanym pod budowę gmachu odrodzonej Polski – II Rzeczypospolitej.

(…) 

Przykładów na potwierdzenie tej tezy jest aż nadto. Oto pierwszy z brzegu: carska Rosja nie pozwalała swoim poddanym wyjeżdżać za granicę bez paszportu i pobierała za jego wyrobienie wysokie opłaty; państwo niemieckie i austro-węgierskie nie stosowały takiego przymusu, a jeśli ktoś musiał wyrobić paszport, to wiedział, że opłaty będą minimalne. Na jakim państwie w polityce paszportowej wzorowała się II RP? Tak, zgadli Państwo bez pudła – Polska wzorowała się na Rosji.

Przejdźmy do innych przykładów. Spośród trzech państw zaborczych najwyższą taryfę celną miała Rosja – i właśnie takie rozwiązanie wybrała II RP. W Niemczech i w Austro-Węgrzech istniały przymusowe izby handlowo-przemysłowe – II RP rozciągnęła ten przymus na całe państwo. Warto przypomnieć, iż do zorganizowania tych izb, które zaczęły powstawać tak na dobrą sprawę po zamachu majowym, walnie przyczynił się jeden z czołowych sanatorów, Eugeniusz Kwiatkowski. Przedsiębiorcom te kosztowne instytucje były kompletnie niepotrzebne, albowiem pomimo ich wprowadzenia biznesmeni nadal opłacali działalność związków powołanych dla obrony ich interesów. Pomysłodawcom przymusowych izb handlowo-przemysłowych na sercu wcale nie leżało dobro przedsiębiorców – izby te stały się narzędziem, za pomocą którego państwo kontrolowało polski biznes, wywierało na niego różne naciski i tym samym utrudniało jego działalność.

Podobnie rzecz się miała z izbami rolniczymi. Przed I wojną światową były przymusowe tylko na ziemiach zaboru niemieckiego (pruskiego). Po wojnie nasze władze objęły tym przymusem terytorium całego państwa. Jedynie w monarchii austro-węgierskiej stosowano przymusowe ubezpieczenie urzędników – II RP oczywiście musiała skopiować to rozwiązanie (tzw. ubezpieczenie pracowników umysłowych). Również w Austro-Węgrzech funkcjonowały monopole tytoniowy i solny, nieznane w Rosji i w Niemczech. Polska przejęła te monopole i rozciągnęła na ziemie byłego zaboru niemieckiego i rosyjskiego. Za to Rosja mogła się „pochwalić” monopolem spirytusowym, który Polska wprowadziła i rozszerzyła na dawny zabór austriacki i niemiecki… itd., itp.

(…)

To m.in. wzorowanie się państw europejskich na systemie emerytalnym tzw. solidarności pokoleń, wprowadzonym w Niemczech przez żelaznego kanclerza Ottona von Bismarcka, jest jedną z przyczyn tego, że obecnie gospodarka starego kontynentu trzeszczy w szwach. Natomiast Rosji można zarzucić stosowanie w dziewiętnastym stuleciu prymitywnej, jakiejś zapóźnionej formy merkantylizmu. Kosztem rozwoju rolnictwa, po połowicznej i niepełnej reformie uwłaszczeniowej z 1861 roku, zaczęto w sztuczny sposób, przy pomocy protekcjonizmu celnego, pobudzać przemysł. Austria zaś, tak jak i carska Rosja, w ogóle nie przeszła przez etap liberalizmu gospodarczego – prosto z epoki absolutyzmu oświeconego przeskoczyła do gospodarki mocno biurokratycznej, z rozdętym budżetem i rozrośniętą machiną państwowo-biurokratyczną. I z takiej szkoły myślenia państw zaborczych rekrutowali się nasi działacze społeczni, politycy, urzędnicy.

(…)

I włościan, i ziemian, i urzędników, i inteligentów coś łączyło – tym czymś była pogarda dla zysku. Taka postawa nie wzięła się z sufitu; swymi korzeniami sięgała ona dziejów Polski w XVI i XVII wieku. To wtedy szlachta uwierzyła w dogmat spichlerza, tzn. uległa złudzeniu, że Europa Zachodnia nie może się obyć bez polskiego zboża; skoro tak – myślała szlachta – trzeba trzymać się gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej. Przywileje ekonomiczne król nadawał tylko szlachcie, względnie szlachta nadawała je sama sobie drogą ustaw sejmowych. Mieszczaństwo, czyli warstwa społeczna, której Europa Zachodnia zawdzięczała postęp i kapitalizm, u nas podlegało restrykcjom, np. mieszczanin polski od 1496 roku nie mógł kupić ziemi, a polski kupiec nie mógł od 1565 roku wyjeżdżać z polskim towarem za granicę. Szlachcic polski już wolał, żeby bogacił się Żyd (stąd w otoczeniu polskiej szlachty tylu Żydów arendarzy i faktorów), lecz nie polski kupiec. Do tego wszystko dorobiono ideologię pogardy wobec zysku, w myśl której zarobkowanie poprzez handel i rzemiosło stało się niegodne człowieka szlachetnego.

W konsekwencji w okres niepodległości w 1918 roku polskie społeczeństwo wchodziło ze słabą klasą średnią, hołdującą ideom szlachetczyzny…

(…)

Poza tym nie zapomnijmy, że sanatorów uformowało wojsko – byli wysokiej rangi oficerami, generałami; ci ludzie posiadali mentalność trepów, a to sprzyjało kultowi omnipotencji państwa, również w gospodarce. Większość z prominentnych polityków sanacyjnych należała do wolnomularstwa – organizacji grupującej ludzi chcących uszczęśliwiać społeczeństwo. A że ze skrzyżowania socjalisty z trepem i masonem na dokładkę nie może powstać nic dobrego, nie dziwota, iż powstał polityk sanacyjny, uszczęśliwiający innych na siłę. Jeśli jeszcze do tego dodamy chęć dorwania się sanatorów do żłobu, żądzę nachapania się (byłoby to niemożliwe w warunkach gospodarki wolnorynkowej), to przepis na nieszczęście mamy gotowy.”

całość tu: Skąd wzięło się zło w gospodarce II RP. Przyczyny etatyzmu

„JAK SANACJA BUDOWAŁA SOCJALIZM”. KSIĄŻKA SŁAWOMIRA SUCHODOLSKIEGO JAKO PIERWSZA NA RYNKU OBNAŻA PRAWDZIWĄ NATURĘ II RP. JEST DOSTĘPNA:
W WERSJI PAPIEROWEJ – TUTAJ (KLIKNIJ)
W WERSJI ELEKTRONICZNEJ (PDF) – TUTAJ (KLIKNIJ)

podobne: Sławomir Suchodolski: Dwa miliony nielegalnych zapalniczek czyli… monopole w II RP. oraz: cynik9: Nosił wilk razy kilka czyli… związkowa „przedsiębiorczość” w PKP, oraz „refleksja historyczna” z etyką kolejarską na tle przedwojennej PKP. i to: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP a także: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu. polecam również: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.

„…dlaczego polscy urzędnicy zachowują się w Polsce tak, jakby byli w kraju okupowanym? A ma to tradycję sięgającą roku 1918. Otóż dlatego, że oni są w kraju okupowanym. To był nawyk i sposób myślenia wyniesiony ze szkół rosyjskich głównie, bo w Poznańskiem ludzie zdaje się myśleli inaczej i stąd tacy mieszkańcy Kresów jak Edward Woyniłłowicz przenosili się z resztkami swoich majątków albo do Wielkopolski albo na Pomorze. Żeby było czym oddychać po prostu. Polski urzędnik, który przeszedł przez szkołę urzędowania rosyjskiego zachowywał się – co łatwo sprawdzić w stosownych wspomnieniach – jak okupant. Tyle tylko, że nie reprezentował władzy świętej uosobionej przez cara, ale władzę tajną uosobioną przez kolegów naczelnika państwa.

Przykład do takich zachowań dawali rzecz jasna sami liderzy najważniejszych politycznych ugrupowań w Polsce. Żeby nie flekować tak bez przerwy pana Romana, przypomnę co powiedział Witos, kiedy bolszewicy szli na Warszawę – że Kresów nie będzie się bronić. Ciekawe co też Witos rozumiał pod tym pojęciem? Józef Piłsudski zaś wprost mówił, że naród nie dorósł do tego co on temu narodowi proponuje, mówił też wyraźnie o nienawiści do księży. Na tym tle ja osobiście dostrzegam tylko dwie postaci, które ratują honor i przyzwoitość tej odzyskanej dla nie wiadomo kogo Polski. Mam na myśli generałów Hallera i Dowobor-Muśnickiego.

Plan Piłsudskiego na Polskę polegał na tym, żeby głodomorów nakarmić tym co się zrabowało posiadającym, a zubożonym po wojnie ziemianom…

jak zachowywali się urzędnicy w Wilnie po pierwszym i drugim najeździe bolszewickim? Jak bolszewicy. Kradzieże, konfiskaty mieszkań i dzikie parcelacje były codziennością. Bolszewicy zająwszy miasto opodatkowali wszystkich mieszkańców na spore kwoty, zebrali dużą sumę na różne swoje potrzeby, ale wydali – jak to legaliści – kwity tym wszystkim obrabowanym. Zaskoczeni nagle przez „naszych” uciekli z miasta a forsa została. Ludzie przyszli z kwitami, żeby odzyskać swoje pieniądze, ale im powiedziano, że to dla Polski. No właśnie, dla Polski czyli dla kogo? W tamtym momencie dziejowym akurat dla aktualnego zarządcy Wilna i okolic, który później został szefem spółki zajmującej się parcelacją zrujnowanych majątków. Te zaś były niszczone nie tylko przez czerwonego, ale także przez „naszych”, którzy z polecenia towarzysza Ziuka zachowywali się jak w kraju okupowanym, albowiem to oni narażając życie i przelewając krew wywalczyli Polskę. Reszta zaś musiała się im podporządkować. Wiele się pisało o magnetyzmie Piłsudskiego, ale z tego co przeczytałem wynika, że żadnego magnetyzmu tam nie było. To był pan, który z wielkim sprytem potrafił narażać życie i zdrowie innych, chroniąc przy tym bardzo przebiegle własne.

Echa tych ponurych postępków, w których czynny udział brali późniejsi bohaterowie wojenni, ho, ho, tak, tak, pozostały z nami do dziś. To tylko echa, ale wrażenie jest dość wyraźne. Przez długi czas nie można było krytykować nikogo i niczego (no może tylko Kaczyńskiego) bo ludzie tacy jak Wałęsa i Frasyniuk odzyskali dla nas Polskę. Teraz z kolei nie można krytykować PiS bo oni odzyskali dla nas Polskę. I tak w koło Macieju. Jak sobie czytałem te wszystkie książki, dziwiąc się wybrykom urzędników i oficerów rabujących nie swoją przecież własność w imię proletariackiej rewolucji narodowej i koncepcji takiego Witosa, który powiedział, że dwór chłopa denerwuje, miałem przed oczami twarze Sakiewicza i Targalskiego. Nie inaczej. To jest ten sam sznyt. Jeden jest partyzantem wolnego słowa, a drugi strategikiem politycznym, którego koncepcji zwyczajny człowiek nie rozumie, musi mieć odpowiednie przygotowanie. Koniec ich zaś będzie taki sam dokładnie jak koniec bohaterów odzyskanego w roku 1918 śmietnika – zostaną załatwieni przez innych socjalistów, u których szukają pomocy, zrozumienia i akceptacji. Nie kumając, że socjalizm z ludzką twarzą nie istnieje, że to są mrzonki, a oni są po prostu wynajętymi ludźmi, którzy mają realizować pewien plan. Jeśli tego nie czynią odsuwa się ich i wyrzuca na śmietnik. I tyle…” (coryllus)

całość tu: Czy Polacy są Europejczykami?

polecam również: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?  i to: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.  a także: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem  i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: „Pułapki tolerancji i dialogu”, czyli komunizm „z ludzką twarzą”.

Mirosław Dzielski

Mirosław Dzielski

 

 

Reklamy

18 comments on “Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu.

  1. Pingback: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. | Łódź Odysa

  2. Pingback: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? | Łódź Odysa

  3. Pingback: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. | Łódź Odysa

  5. Pingback: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus opowiada o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm̶

  6. Pingback: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji. | Łódź Odysa

  7. Pingback: W USA: prezydenta wybrał Putin, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze) | Łódź Odysa

  8. Pingback: Jak Grabski zrujnował II RP czyli… o praktycznym znaczeniu złudzeń | Łódź Odysa

  9. Pingback: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością | Łódź Odysa

  10. Pingback: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wcią

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s