Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”


„…Autor omawianej książki stwierdził, że „Wojsko Polskie wczesną jesienią mogło bez większego trudu zająć cały teren przedrozbiorowej Rzeczypospolitej”. Zakładany przez niego sceanriusz jest jednak zbyt optymistyczny. W rzeczywistości Kijów i okolice były poza zasięgiem Wojska Polskiego. Denikin wkroczył tam już 31 sierpnia 1919 r., podczas gdy Polacy byli wtedy w okolicach Równego (250 km na zachód). Zychowicz pominął zupełnie fakt, że w tym czasie pomiędzy Galicją Wschodnią i zachodnim Wołyniem, opanowanymi przez Polaków, a armią Denikina, funkcjonowała jeszcze Ukraińska Republika Ludowa pod przywództwem Symona Petlury. Ukraińcy trzymali się na wschodnim Podolu i wschodniej części Wołynia. Denikin absolutnie nie uznawał ukraińskich aspiracji niepodległościowych i faktycznie toczył wojnę na dwa fronty. Do walki z armią URL jesienią 1919 r. rzucił ok. 25 tys. dobrze uzbrojnych żołnierzy. To niewątpliwie osłabiało jego siłę uderzeniową podczas ofensywy na Moskwę.

Sojusz z Denikinem oznaczałby wrogą postawę wobec Ukraińskiej Republiki Ludowej i faktyczną akceptację zajęcia środkowej Ukrainy przez Białych Rosjan. Tymczasem Piłsudskiemu zależało przede wszystkim na oderwaniu Ukrainy od Rosji, bo to właśnie pozbawiało ją mocarstwowości. Dlatego podjęta przez niego decyzja była jak najbardziej racjonalna. Dopiero po upadku Denikina można było przystąpić do rozgrywki o Ukrainę, jaką był sojusz Piłsudski-Petlura w kwietniu 1920r.

Polski przywódca zamierzał nie tylko realizować swoją koncepcję federacyjną. Stawiał także na demokratyczną „trzecią Rosję”, popierając Borisa Sawinkowa – socjalistycznego rewolucjonistę i terrorystę, który utworzył w Warszawie Rosyjski Komitet Polityczny. Jak trafnie opisał to Zychowicz, plan Piłsudskiego podzielony był na trzy etapy:

• rozbicie „Pierwszej Rosji” (białej) rękami bolszewików,
• rozbicie „Drugiej Rosji” (czerwonej) przez Wojsko Polskie,
• stworzenie „Trzeciej Rosji” (demokratycznej).

Tak więc faktyczne ciche porozumienie z bolszewikami był „elementem jego dalekosiężnej strategicznej układanki”.

Trzeba się natomiast w pełni zgodzić z dokonaną przez Zychowicza oceną przyczyn niepowodzenia „wyprawy kijowskiej” wiosną 1920 r. W polskiej literaturze utrwalił się pogląd, że winni byli sami Ukraińcy, którzy nie poparli Petlury. W rzeczywistości większość mieszkańców Ukrainy była nastawiona antybolszewicko. Zawinili przede wszystkim Polacy. Po pierwsze: cztery tygodnie to za mało czasu na sformowanie armii ukraińskiej. Po drugie: Wojsko Polskie zachowywało się często jak okupant, a nie sojusznik, zniechęcając ludność do sojuszu. Po trzecie: nie ogłoszono powszechnej mobilizacji do armii ukraińskiej i nie przekazano władzy administracyjnej w ręce Ukraińców. Popełniono też liczne błędy w dowodzeniu (np. wstrzymanie ofensywy na 10 dni, co pozwoliło bolszewikom na wycofanie się za Dniepr), w wyniku których już po miesiącu armia polska musiała opuścić Kijów.

Druga szansa na realizację koncepcji federacyjnej pojawiła się jesienią 1920 r., po polskim zwycięstwie w bitwie warszawskiej oraz późniejszym rozgromieniu bolszewików w bitwie nad Niemnem. Armia Czerwona cofała się w rozsypce, a droga na wschód praktycznie stała otworem. Od południa, z przyczółka krymskiego, bolszewików atakowali Biali Rosjanie, dowodzeni przez gen. Piotra Wrangla („Czarnego Barona”). W głębi Rosji wybuchały bunty i powstania chłopskie. Warto w tym miejscu wspomnieć o silnym ruchu powstańczym na Ukrainie, liczącym co najmniej 40 tys. partyzantów. Już w sierpniu 1920 r. połączone zgrupowania chłopskie zbliżyły się na odległość 30 km od Kijowa. Armia Ukraińskiej Republiki Ludowej, walcząca po polskiej stronie, liczyła również około 40 tys. ludzi.

W momencie wejścia w życie rozejmu z bolszewikami, podpisanego w Rydze 12 października 1920r., Wojsko Polskie zajęło już Mińsk, a na południowym odcinku frontu Korosteń, położony zaledwie 140 km na zachód od Kijowa. Tymczasem Wrangel szykował się do ofensywy na południowej Ukrainie (w rejonie Zaporoża i Mariupola). Wspólnymi siłami, przy wsparciu powstańców, można było w dwa tygodnie opanować całą Ukrainę i Białoruś. Sojusznicy spotkaliby się na wschód od Kijowa, a następnie dobili ciągnących resztkami sił bolszewików. Niestety, polska delegacja na rozmowy pokojowe dążyła do jak najszybszego podpisania rozejmu z Sowietami.

W literaturze przytacza się zwykle dwa argumenty przekonujące, że tak być musiało. Po pierwsze: wyczerpana armia polska nie miała sił do dalszej walki; po drugie: naród polski miał już dosyć wojny i pragnął pokoju. Zychowicz przekonuje jednak, że wystarczył dodatkowy, zaledwie dwutygodniowy wysiłek (przysłowiowowy rzut na taśmę), aby dojść do linii Dniepru, a na to z pewnością było stać uskrzydlone zwycięstwami Wojsko Polskie. Ponadto, zawierając sojusz z Wranglerm mogliśmy liczyć na wsparcie (polityczne i materialne) ze strony Francji. Nie chodziło tutaj też o brak woli walki w narodzie, tylko o postawę większości elit politycznych – rządzących socjalistów, ludowców i endeków. Łączyła ich niechęć do polskich „obszarników„ – ziemiaństwa z ziem wschodnich oraz do koncepcji federacyjnej Piłsudskiego. Pragnęli w istocie ”Polski dla Polaków”.

Zarówno lewica, jak i endecja, uważały, że bolszewicy są „mniejszym złem„ od carskiego generała Wrangla. Dobitnie to wyraził Stanisław Grabski, gdy podpisując rozejm w Rydze rzekł: „Podpisujemy w tej chwili wyrok śmierci na armię Wrangla„ (Zychowicz skomentował tę wypowiedź następująco: „Nieszczęsny człowiek – nie rozumiał, ze podpisuje również wyrok na Polskę”). Autor recenzowanej książki słusznie podkreśla istotne różnice między Denikinem a Wranglem. ”Czarny Baron” był gotów na kompromisy ze wszystkimi potencjalnymi sprzymierzeńcami w walce przeciwko bolszewikom. Uznał nawet prawo Ukrainy do niepodległości (choć stało się to dopiero 5 listopada 1920 r., gdy Wrangel był już całkowicie przyciśnięty do muru – o czym Zychowicz nie wspomina). W każdym bądź razie sojusz z nim nie zamykał bynajmniej drogi do realizacji koncepcji federacyjnej.

Obszerną część książki poświęcono opisowi i ocenie polsko-bolszewickich rokowań pokojowych, zakończonych podpisaniem 18 marca 1921 r. traktatu w Rydze. Zychowicz poddaje ten dokument i polską delegację sejmową totalnej krytyce (moim zdaniem całkowicie słusznie). Traktat nazywa hańbą ryską, Nową Targowicą, zdradą stanu, kapitulacją zwycięzców, aktem głupoty politycznej, samobójstwem, czwartym rozbiorem Polski. Był to niewątpliwie punkt zwrotny w dziejach Polski. Umarła idea wielonarodowego mocarstwa, porzucono ideę jagiellońską. II Rzeczpospolita była tylko cieniem dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Bolszewicka delegacja w Rydze składała się z wytrawnych dyplomatów (z przewodniczącym Adolfem Joffe na czele), potrafiących wykorzystać podziały wśród Polaków. Natomiast Polska, zdaniem Zychowicza, wysłała amatorów z sejmowego klucza politycznego, w szczególności „póinteligenta„ Jana Dąbskiego i ”grabarza Rzeczyspospolitej” Stanisława Grabskiego. Doszło do sytuacji wręcz kuriozalnej. Polscy delegaci dążyli do szybkiego podpisania rozejmu, zadając cios w plecy własnej armii. A przecież to Lenin pragnął w tym momencie pokoju za wszelką cenę, aby uratować swoją władzę. Bolszewicy byli gotowi oddać Polsce całą Białoruś jako zapłatę za szybki rozejm na froncie i zrzeczenie się przez stroną polską poparcia dla niepodległościowych dążeń Ukrainy.

Trudno w to uwierzyć, ale Grabski nie przyjął takiego prezentu i chwalił się nawet, że „wyciął wrzód miński„. Jako zwolennik Polski etnicznej uznał, że w państwie polskim byłoby wtedy za dużo mniejszości narodowych. Ponadto naiwnie liczył, co potem sam przyznał, na ”utrwalenie trwałej przyjaźni politycznej z Rosją sowiecką”. W gruncie rzeczy dokonano wówczas rozbioru Białorusi. Jakże inaczej wyglądałaby dzisiejsza Białoruś, gdyby zamiast sowietyzacji i rusyfikacji uzyskała autonomię w ramach Rzeczypospolitej. Ze względów strategicznych, granica opierająca się na północy o Dźwinę i Dniepr, zaś na odcinku środkowym o bagna poleskie, byłaby również znacznie łatwiejsza do obrony.

W rozdziale zatytułowanym „Jałta ’21„, Zychowicz zwrócił uwagę na fakt niemal zupełnie zapomniany, a wyjątkowo haniebny. Otóż zdradziliśmy wtedy naszych sojuszników – Ukraińców, Rosjan, Białorusinów i Kozaków – którzy w łącznej liczbie 70 tys. żołnierzy walczyli ramię w ramię z Polakami przeciwko bolszewikom. Bez ich udziału mogłoby nie być zwycięstwa. W szczególności Polska złamała umowę sojuszniczą z Ukraińską Republiką Ludową, podpisaną 21 kwietnia 1920 r. Dla Ukraińców traktat ryski oznaczał kolejny rozbiór Ukrainy – ”nowe Andruszowo”.

W Rydze zdradzono nie tylko sojuszników, ale także (a może przede wszystkim) 1,5 miliona Polaków mieszkających na wschód od ustalonej linii granicznej. Dotyczyło to w szczególności patriotycznej szlachty zagrodowej ze wschodniej Białorusi (barwnie opisanej w powieści Floriana Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”) oraz polskich skupisk w okolicach Kamieńca Pdolskiego, Płoskirowa i Żytomierza. Jak przekonuje Zychowicz, rozmawiając z bolszewikami z pozycji siły można było uratować nie tylko Białoruś, ale także Podole i wschodnią część Wołynia. Zapisy traktatu ryskiego o ochronie praw ludności polskiej w ZSRS były tylko pustymi słowami.

Krytyczne oceny traktatu ryskiego były już wielokrotnie formułowane w historiografii. Np. Władysław Pobóg-Malinowski nazwał go „olbrzymią klęską polityczną„ po wielkim zwycięstwie militarnym. Z kolei Norman Davies w książce „Orzeł biały, czerwona gwiazda„ napisał, iż podpisanie rozejmu w Rydze zostało przyjęte przez Lenina jako „zbawienna łaska”. Doszedł nawet do wniosku, że ”w kategoriach obiektywnych trudno mówić o jakimś zwycięstwie. Żaden z celów nieprzyjacielskich stron nie został osiągnięty”. Niemal wszyscy historycy byli jednak zgodni co do tego, że Józef Piłsudski musiał zaakceptować decyzje zapadające w Rydze i właściwie nic innego nie mógł zrobić.

Odmienną tezę wysunął przed laty Józef Mackiewicz, stwierdzając, że Piłsudski, podobnie jak endecy, wybrał kompromis z bolszewikami. Po nieudanej próbie stworzenia socjaldemokratycznej „Trzeciej Rosji”, nie chciał zwycięstwa Wrangla. Zychowicz idąc tym tropem stwierdza, że Piłsudski faktycznie nie zrobił absolutnie nic, aby storpedować rozejm w Rydze, choć miał takie możliwości. Jako zwycięski wódz cieszył się przecież ogromnym autorytetem w wojsku i społeczeństwie. Mógł osobiście interweniować w Rydze, a w ostateczności zorganizować coś w rodzaju buntu gen. Żeligowskiego, ale na większą skalę. Tymczasem było zupełnie przeciwnie, niż sądzi większość Polaków. Piłsudski świadomie wybrał szybkie zakończenie wojny, o czym świadczy ujawniony kilka lat temu przez prof. Andrzeja Nowaka dokument na temat tajnej misji wysłannika Piłsudskiego do bolszewików we wrześniu 1920 r.

Według Zychowicza, Naczelnik Państwa miał wówczas do wyboru dwa warianty korzystne dla Polski. Wariant maksymalny to całkowite pobicie bolszewików w sojuszu z Wranglem. Gdyby się nie udało jesienią 1920 r., mogło być dokończone wiosną 1921 r. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że w momencie gdy podpisywano traktat ryski (18 marca 1921) władza bolszewicka była wciąż bardzo słaba. W całym kraju tliły się bunty chłopskie, a na wyspie Kronsztad koło Piotrogrodu wybuchło powstanie marynarzy. Dopiero wprowadzenie Nowej Ekonomicznej Polityki (NEP) było wybawieniem dla Lenina.

Wariant drugi (minimalny) polegał na szybkim dotarciu Wojska Polskiego do Dniepru i podyktowaniu bolszewikom warunków pokoju. Przyparci do muru musieli by oddać nie tylko Białoruś, ale również większą część Ukrainy. Na obszarze między Zbruczem i Dnieprem mogła powstać Ukraińska Republika Ludowa. Tak więc Piłsudski miał szansę realizacji swojej koncepcji federacyjnej. Niestety po nieudanym pierwszym podejściu (wyprawie kijowskiej) zrezygnował z drugiej próby. Zabrakło mu konsekwencji i determinacji. Wiele lat później miał powiedzieć: „Ja przegrałem życie, nie udało mi się stworzyć federacji”.

Moim zdaniem oba warianty były jak najbardziej realne. Nieopłacalny w realizacji był natomiast postulowany przez Zychowicza podbój całej Litwy i łotewskich Inflant Polskich. Militarnie było to oczywiście możliwe, ale polityczne koszty byłyby zbyt duże. Rzeczpospolita musiałaby borykać się z litewskim i łotewskim nacjonalizmem na terenach, gdzie Polacy byli jednak w zdecydowanej mniejszości. Przede wszystkim spotkałoby się to z potępieniem ze strony elit państw zachodnich, przywiązanych do propagandowego sloganu o „samostanowieniu narodów”.

W ostatniej części książki Autor opisał niezwykle obrazowo tragiczne następstwa traktatu ryskiego, czyli prawdziwy Holokaust Polaków w Związku Sowieckim. Przypomniał, że w czasie Wielkiego Głodu na Ukrainie zginęło co najmniej 60 tys. naszych rodaków. Tymczasem rząd polski, dbając o poprawne stosunki z Moskwą po zawarciu paktu o nieagresji w 1932 r., nie zrobił nic, aby ich ratować. Na dodatek, w prasie cenzurowano informacje o tej tragedii. Nawiasem mówiąc, nie wykorzystano doskonałej okazji, aby skutecznie ukrócić komunistyczną agitację o „sowieckim raju„, szerzoną wśród ukraińskich chłopów w Polsce. Później, w latach 1937–1938 w wyniku ludobójczej „akcji polskiej„ zamordowano w ZSRS 200 tys. Polaków. Ledwie 18 lat po traktacie ryskim, Rzeczpospolita utraciła ziemie na wschód od Bugu, a Polaków na tych terenach spotkały deportacje i kolejny akt ludobójstwa. Długofalową konsekwencją Rygi było także powstanie ”Polski Ludowej”. Co istotne, to wszystko było do przewidzenia. Przed takim rozwojem wydarzeń ostrzegali cytowani w książce konserwatywni politycy i publicyści, np. prof. Marian Zdziechowski. Niestety, nikt nie chciał ich słuchać…”

całość tu: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

podobne: Piotr Szubarczyk i Stanisław Cat Mackiewicz: 18 marca 1921r. Traktat ryski oraz: Gloria victoribus! czyli… 93. rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. polecam również: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie.

Wojna Polsko-Sowiecka 1920 (Polski plakat propagandowy z 1920)

Wojna Polsko-Sowiecka 1920 (Polski plakat propagandowy z 1920)

 

Reklamy

3 comments on “Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

  1. Pingback: Cud (nad Wisłą). | Łódź Odysa

  2. Pingback: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus opowiada o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm̶

  3. Pingback: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s