Przegrany kontra zamordowany. Czy między Komorowskim a Narutowiczem można postawić znak równości?


„…Demokracja polega również na tym, że w imię wolności słowa i prawa do krytyki władzy godzić się trzeba z faktem, iż niektórzy korzystają z tego prawa nieelegancko, łamiąc normy dobrego smaku, wulgarnie. Nie ma w demokracji polityka, na którego ktoś by kiedyś nie zabuczał, nie wygwizdał, nie rzucił jajem czy butem, nie wypisywał obelg albo nie robił sobie z niego chamskich żartów. Ale świat nie słyszał o przywódcy, który by się ośmieszał publicznym jojczeniem – oj, sponiewierali, panie, naurągali, a ja taki dobry, a te ludzie takie podłe, buuuu… To żałosne. Szczególnie, gdy obłudnie leje krokodyle ślozy polityk, który celował w kampanii negatywnej i całe swe polityczne istnienie opierał na ugruntowywaniu nienawiści i pogardy jednej części społeczeństwa wobec drugiej, w przekonaniu, że wybrał tę liczniejszą. 

A porównywać wyborczą przegraną z politycznym mordem może tylko skrajnie cyniczny propagandysta albo skończony idiota.

(Na marginesie zostawmy już fakt, że legenda śmierci Narutowicza, do której z zamiłowaniem odwołuje się Michnik i cała lewica, jest zwyczajnie fałszywa. Narutowicz nie został zamordowany przez politycznego przeciwnika, tylko przez wariata, w imię szalonego planu „wstrząśnięcia narodem”. Morderca, wbrew tej legendzie, nie miał afiliacji politycznych, jeśli już, był raczej piłsudczykiem niż endekiem, i to właśnie Piłsudskiego zamierzał zabić, na Narutowicza zdecydował się ostatecznie wskutek przypadku. Brutalna kampania prowadzona przeciwko prezydentowi, na tle swych czasów nie będąca niczym szczególnym, nie miała na niego wpływu.)

Bronisław Komorowski odchodzi bez klasy. Już po przegranych wyborach zatrudnił w swej kancelarii dodatkowych 70 osób, czyszcząc w ten sposób budżet przeznaczony na cały rok, tak, że następca musi zaczynać od zadłużania się. Potem zwolnił wszystkich swoich protegowanych w ramach zwolnień grupowych, co nie tylko pozwoliło rozdać im wyższe odprawy, ale zgodnie z prawem uniemożliwia nowemu prezydentowi zatrudnienie na ich miejsce kogokolwiek przez najbliższy rok, poza objętymi zwolnieniem ludźmi Komorowskiego. Nie zwolnił też w porę mieszkania, tak, że nowy prezydent z rodziną mieszkać musi w hotelu. No i rzecz najbardziej skandaliczna – przed odejściem z urzędu polecił Komorowski za publiczne pieniądze wynająć dla siebie i swej rodziny mieszkanie na rok, a docelowo na pięć lat, mimo, iż oprócz domu w Budzie Ruskiej jest właścicielem dwóch lokali w Warszawie – jeden z nich wynajął na biuro kancelarii prawniczej, a w drugim mieszka jego dorosły syn, któremu z jakiegoś powodu nie poradził, żeby wziął kredyt, zmienił pracę i sam się o własne lokum zatroszczył.

(…)

Bronisław Komorowski przegrał, bo jest politycznym nielotem, pozbawionym charyzmy, samodzielności i niezbędnych prezydentowi talentów – pięć lat temu zawdzięczał wyniesienie ponad poziom swych kompetencji Tuskowi, który wybrał osobę najmniej zdolną mu zagrozić, oraz Kaczyńskiemu, który zamiast wystawić do wyborów kogokolwiek innego, kandydował sam, nie przyjmując do wiadomości, jak wielki ma elektorat negatywny. Przegrał, bo był prezydentem PO, partii, która naobiecywała i żadnych obietnic nie dotrzymała, a teraz brnie w zaprzeczanie oczywistym faktom i szydzenie z niedożywionych dzieci, choć zawstydzającą skalę polskiej biedy potwierdzają wszelkie możliwe statystyki, od GUS i PCK po Eurostat (nawiasem – czy już potępiono należycie i wyszydzono panią Ochojską za prowadzoną od lat wspirającą propagandę Putina akcję „Pajacyk”?). Przegrał, bo uparł się wmawiać ludziom, że żyją w „złotych czasach” i że są zadowoleni. Bo wymyślił zupełnie idiotyczne referendum z bezsensownymi, pisanymi na kolanie, w nocy (jak właśnie wysypał go Henryk Wujec) pytaniami, z którego nie wynika nic, poza wsadzeniem kolejnych stu milionów złotych z publicznej kasy przysłowiowemu psu pod ogon. W najmniejszym stopniu dlatego, że prowadził nieudolną kampanię, podkreślającą wszystkie jego wady i bufonowate zachowania, a nie eksponującą nawet tych nielicznych osiągnięć, którymi by się mógł pochwalić.

Ale, oczywiście, milej jest sobie wmawiać, że się padło ofiarą przemocy, zorganizowanej fali nienawiści, i w ogóle że winny jest cały świat. W sumie normalny ludzki odruch, uczciwość każe przypomnieć, że politycy PiS, na czele z samym prezesem, też po przegranych nie umieli się przed takimi żałosnymi zachowaniami powstrzymać. Tyle, że wtedy i Komorowski, i PO, i wszyscy funkcjonariusze TVN, „Polityki” czy „Wyborczej” widzieli, że to żałosne. A teraz z poważnymi minami próbują wmówić swoim targetowym lemingom, że Komorowski jest męczennikiem i trzeba nad nim ronić łzy współczucia. Gdyby naprawdę byli przyjaciółmi byłego prezydenta i dobrze życzyli jego partii, powinni go raczej namawiać, by się ze swym rozgoryczeniem, obrażeniem na wyborców i brakiem klasy dobrze ukrył, zamiast jeszcze podbijać mu bębenka pochlebstwami o podobieństwie jego gorzkiego losu do Narutowicza.” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Były prezydent Bronisław Komorowski nie umie odejść z klasą.

„…Niewiadomski był przypadkiem analogicznym do Andreasa Breivika, a nie do Ryszarda Cyby. Ale przypadkiem dla polskiej lewicy i lewicy w Polsce niezwykle korzystnym, dosłownie darem z niebios. Gdyby nie zbrodnia, dokonana przez wariata, Narodowa Demokracja, popierana i przez większość społeczeństwa, i mająca najlepsze, najbardziej fachowe kadry dla nowego państwa, jak nic sięgnęłaby po władzę. Nie byłoby tak łatwo usprawiedliwić w oczach społeczeństwa Zamachu Majowego, terroru „oficerskich” bojówek, dławienia wolności słowa i rozmaitych zbrodni piłsudczyków. Zbrodnia w Zachęcie dała zaś propagandzie lewicy niewyczerpaną pożywkę, którą usiłuje się ona posilać jeszcze nawet dziś, po prawie stuleciu – nawet gdyby legenda o „fanatycznym endeku” była prawdą, mieszanie jej do bieżącej polityki i tak miałoby tyle samo sensu, co oskarżanie Mitta Romneya o masakrę w Mountain Meadows.

Tak naprawdę więc nikt nie ma większych powodów dziękować Temu, w Którego Gorliwie Nie Wierzy, za zesłanie jej w porę Niewiadomskiego niż lewica we wszystkich swoich nurtach. I dziękuje – co prawda w sposób szczególny.

Kilka lat temu przypomniał sobie o Narutowiczu, w programie u Lisa, redaktor Michnik. Przypomniał sobie, by walkę z „tymi, którzy zamordowali pierwszego prezydenta”, uczynić legitymizacją III RP ze wszystkimi jej aferami, podłościami i nikczemnością przyssanych do koryta elit. Zabrzmiało to tak głupio, że przez dłuższy czas nikt wątku nie podjął, ale nie ma takiego dna, którego debata publiczna III RP w końcu nie przebiła – więc oto Narutowicz znalazł kolejnych czcicieli w osobach Palikota i Millera.

Ochotniczo przyłączył się do nich jeszcze pajac, który z transparentem oskarżającym o tę zbrodnię narodowców włączył się w ich manifestację z wielką nadzieją, że ktoś mu da w zęby i będzie mógł robić za męczennika. Niestety, narodowcy nie potraktowali prowoka tak, jak sobie założył, co i tak nie przeszkodziło mu paradować po mediach w nimbie męczeństwa uzasadnionego tym, że mu ów transparent uprzejmie wyrwano, a jego samego wystawiono za policyjny kordon (w pełni realizując w ten sposób postanowienia ustawy o zgromadzeniach publicznych, która nakłada na organizatorów obowiązek kontrolowania niesionych banerów i odpowiedzialność za nie).

Miller i Palikot są od Michnika skromniejsi – do walki z dawno powieszonym Niewiadomskim zabrali się nie w imię usprawiedliwienia magdalenkowego dilu, ale dla ratowania swoich więdnących partyjek. Pijarowcy Tuska rzucili hasło „walka z nienawiścią”, jego lewicowe przystawki podchwyciły więc i próbują się nagle wykreować na jedyną obronę przed zagrożeniem, jakie stanowić ma dla III RP organizujący się dopiero ruch narodowy…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Pośmiertne życie prezydenta

Między prawdziwym morderstwem a polityczną porażką jest tak głęboka przepaść, że żaden nawet najbardziej wymyślny absurd nie jest w stanie jej zasypać…

Odnoszę wrażenie, że w całym tym klangorze chodzi o to, że współczesne nam środowiska lewicowe (dla których w tamtym czasie zabójstwo Narutowicza spadło jak manna z nieba przynosząc nieocenione korzyści polityczne), wprost żałują że dla nich w obecnym czasie nie trafiła się taka gratka. Ci ludzie (nie tylko z GW) popadli już w takie odmęty szaleństwa i strachu przed nowym rozdaniem, że wręcz modlą się o jakiś „cód” (choćby mały zamach) który zrobi z ich „kochanego prezydenta” męczennika. A tu klops! Jak na złość nikt nie chciał tego człowieka zabić (nie licząc incydentu z krzesłem i gościa który się „zamachnął” na niego ręką, ale nie na życie 🙂 ) więc GW z braku laku wymyśliła sobie że „tak na prawdę” to zabito go w inny sposób.

Tego rodzaju taktyka wykręcania kota ogonem, oprócz oczywistej głupoty ma rzecz jasna jeden całkiem logiczny cel. Jest nim dalsze, celowe antagonizowanie obu środowisk politycznych i mobilizowanie elektoratu negatywnego (i to po obu stronach) do sypania coraz większych szańców, by tą „odwieczną walką” zła z mniejszym złem odwrócić uwagę obywateli od ZASADNICZYCH dla nich problemów. Zasada dziel i rządź jest sprawdzona na naszym politycznym podwórku jak żadna inna polityczna maksyma. Wystarczy poczytać wpisy które się pojawiły pod artykułem Pana Ziemkiewicza i które się jeszcze pojawią (zarówno z jednej jak i z drugiej strony tego samego cyrku na kółkach), żeby dostrzec że „to działa”.

Show must go on! Tymczasem tak jeden jak i drugi obóz niczym się od siebie nie różnią. Jedni i drudzy od niesławnego rozdania w „Magdalence”, bacznie stoją na straży socjalizmu i etatyzmu państwowego który nas (obywateli, konsumentów, podatników) wyciska co dnia od 25 lat jak cytrynę. Czasem tylko przed tym „ściskaniem” rżnąc (nie powiem w co) a czasem blendując mózgi co bardziej podatnym na propagandę wyborcom, którzy od 25 lat wybierają sobie do rządzenia (sobą) TYCH SAMYCH dobro(zło)dziejów… tylko inaczej przebranych, żeby pod wpływem tego prania mózgu nie czuli „bulu” jaki z owego „ściskania” wynika. Znieczulenie działa prawidłowo a największym jego stymulantem jest wzajemna nieskrywana nienawiść (i chęć odwetu) podzielonych jak nigdy dotąd Polaków – na wyraźne życzenie i za sprawstwem kierowniczym ich politycznych i medialnych idoli.

Wracając do motywu „zamachu” na Pana Komorowskiego można śmiało powtórzyć słowa byłego już prezydenta które jak bumerang w tej sytuacji wracają do niego – „jaki prezydent taki zamach”… (Odys)

podobne: „Dzień w skrócie” 8 czerwca 2015 roku. Występują: PO które z pomocą hejterów chce walczyć z mową nienawiści i odzyskać internet, Komorowski z „depresją”, POśpiech z 10 ustaw’kami gospodarczymi i in. a także: Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu. i to: Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole… oraz: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! i jeszcze: „Tusku kur…. zrób coś!” czyli… służby spuszczone ze smyczy i walka z „mową nienawiści”

Reklamy

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s