Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.


1. Powściągliwe supermocarstwo i jej peryferyjny aliant. Miejsce Polski w szeregu.

„…Jakkolwiek Amerykanie bez większego problemu obsługują swój dług (obligacje USA są nadal poszukiwane na rynku), to mają świadomość, że nie da się bez końca żyć ponad stan. Eksperci przewidują, że, o ile nie dojdzie do zasadniczej zmiany po stronie wpływów lub wydatków, pod koniec trzeciej dekady XXI wieku budżet ugnie się pod ciężarem finansowania opieki zdrowotnej, systemu emerytalnego i armii.

Aby wyjść ze spirali zadłużenia, waszyngtońskie elity polityczne winny zawrzeć kompromis dotyczący cięć w budżecie lub podniesienia podatków. Nie są go w stanie osiągnąć od lat i dlatego polityka amerykańska znajduje się w stanie permanentnego systemowego kryzysu. Ustrój USA skonstruowany jest na zasadzie „sprawdzaj i równoważ” (check and balance), gdzie poszczególne władze (wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza) wzajemnie się ograniczają. Skuteczność takiego systemu zależy od zdolności elit do zawierania kompromisów. Ich brak skutkuje paraliżem machiny państwowej, a w konsekwencji nieskutecznością Ameryki na arenie międzynarodowej…

…W trakcie ostatniego szczytu NATO w Newport we wrześniu 2014 r. Amerykanie odmówili realnego wzmocnienia wschodniej flanki NATO i nie zgodzili się na stałe stacjonowanie tam kilku ciężkich brygad US Army. To stanowisko Departament Stanu potwierdził w czerwcu 2015 zapewniając, że podczas przyszłorocznego szczytu NATO w Warszawie nie zostanie podjęta decyzja o budowie stałych baz w Polsce. I uzasadnił to tym, że w 1997 mocarstwa zachodnie zobowiązały się wobec Moskwy, że nie będą rozmieszczały „poważnych sił” na terytoriach nowych państw członkowskich Sojuszu.
Stanowisko to wyjaśnia doktryna regulacji, zgodnie z którą w sytuacji kryzysowej działania dyplomatyczne mają przewagę nad użyciem sił zbrojnych. Jak pokazał przykład Gruzji w 2008 r. atak na sojusznika Ameryki wcale nie musi oznaczać jej automatycznej zbrojnej odpowiedzi. Polska różni się oczywiście od Gruzji tym, że związana jest z USA traktatem północnoatlantyckim. Trudno jednak nie zauważyć, że doktryna regulacji osłabia nasze gwarancje bezpieczeństwa. Zgodnie z jej zasadami, Stany Zjednoczone użyją sił zbrojnych tylko w wypadku zagrożenia swoich żywotnych interesów. Czy zatem zdecydują się na wojnę, gdy Polska zostanie zaatakowana przez Rosję? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Doktryna regulacji sugeruje zastosowanie przez USA pomocy moralno-dyplomatycznej przed militarną.

W razie ewentualnego ataku na Polskę decyzja o wysłaniu jednostek US Army uzależniona będzie także od gotowości do przyjścia nam z pomocą sojuszników europejskich. Dlatego wstrzemięźliwy stosunek Niemiec do obrony flanki wschodniej winien nas bardzo niepokoić. Opinie części polskich ekspertów i polityków, którzy nie życzą sobie żołnierzy Bundeswehry na polskiej ziemi, są więc wysoce nierozsądne.

Amerykańscy stratedzy z zasady nie dostrzegają Polski. Większość z nich nie przewiduje dla niej żadnej roli w planach utrzymania globalnego przywództwa. Wyjątkiem jest Zbigniew Brzeziński, ale i on wyznacza jej rolę statysty. W „Strategicznej wizji” poświęca naszemu krajowi trzy akapity. Polska miałaby być rodzajem przyzwoitki dla mocarstw zachodnioeuropejskich, Francji i Niemiec, które współdziałałyby z Ameryką na rzecz rozszerzenia o Rosję wspólnoty politycznej Zachodu.

Polska nie jest skazana na bycie słabym krajem peryferyjnym. Jej awans w hierarchii międzynarodowej jest możliwy. Przykład winniśmy brać z Turcji, ale także pamiętać, że powrót do roli mocarstwa regionalnego zajął jej prawie 100 lat.

Polska jako kraj średni mogłaby aspirować do roli mocarstwa regionalnego, ale obecnie nie dysponuje odpowiednimi zasobami. Armia jest drastycznie zredukowana i słabo uzbrojona. Emigracja i drastyczny spadek dzietności są wyraźnymi symptomami katastrofy demograficznej. Z kolei nadmierna zależność od Niemiec utrzymuje gospodarkę w stanie peryferyjnej podrzędności. Brakuje elit, które zdolne byłyby prowadzić podmiotową politykę zagraniczną…

…Region środkowoeuropejski po zakończeniu „zimnej wojny” przestał odgrywać istotną rolę w polityce Waszyngtonu. Z tego powodu już w roku 1989 prezydent George Bush (starszy) zaoferował Niemcom partnerstwo w przywództwie (partnership in leadership). Ta propozycja wynikała z realistycznej oceny sił. Ameryka zamiast sama gwarantować równowagę w Europie główny ciężar odpowiedzialności chciała przekazać największemu mocarstwu kontynentalnemu. To Berlin był głównym adwokatem członkostwa państw środkowoeuropejskich w NATO i UE, i beneficjentem tego procesu. W praktyce Waszyngton uznał więc nasz region za obszar szczególnych wpływów Niemiec…

  • W relacjach międzypaństwowych, w których decyduje równowaga sił, rozstrzygające słowo mają mocarstwa. Polska jest słabym, peryferyjnym krajem Zachodu, który na dodatek nie ma potencjału, a momentami również ochoty do gry ani na wielkiej, ani na małej szachownicy. Po roku 2008 zrezygnowała nawet z aktywnej polityki regionalnej, ustępując pola największemu mocarstwu europejskiemu – Niemcom.
  • Satelicka polityka nie przyniosła efektów. W zamian za uległość nie uzyskaliśmy poważnych koncesji na rzecz realizacji naszych interesów. A musieliśmy żyrować słone rachunki mocarstw, godząc się na traktat lizboński, pakiet klimatyczny, czy niemiecko-rosyjskie partnerstwo gazowe.
  • Część polskich elit politycznych szansy na poprawę pozycji międzynarodowej Polski szuka w USA, wierząc, że oba kraje łączą specjalne i uprzywilejowane stosunki. To tylko połowiczna prawda. Waszyngton jest dla Warszawy rzeczywiście najważniejszym partnerem, choćby dlatego, że to on stoi za natowskimi gwarancjami bezpieczeństwa. Jednak ta relacja nie jest symetryczna. Z punktu widzenia USA jesteśmy partnerem drugorzędnym, co zawdzięczamy peryferyjnemu charakterowi naszego regionu i bierności naszej dyplomacji…

Ażeby zwrócić uwagę Ameryki, Polska winna dokonać zwrotu w dotychczasowej polityce zagranicznej. Powrócić do budowy silnej pozycji w regionie. Wzrost jej geopolitycznej wagi może odbyć się jednak tylko kosztem Niemiec i Rosji. Budowa ugrupowania regionalnego, nawet silnego, nie może mieć za jedyny cel konfliktu z tymi mocarstwami. Amerykańscy stratedzy, a szczególnie zwolennicy zasady równowagi sił i koncertu mocarstw, tacy jak Kissinger, uznaliby nas za burzycieli porządku międzynarodowego. Środkowo i wschodnioeuropejska koalicja, której liderem mogłaby być Polska, musiałaby wpisywać się w ewentualną amerykańską strategię politycznej rewitalizacji Zachodu…” (Krzysztof Rak)

polecam lekturę całości tu: Powściągliwe supermocarstwo i jej peryferyjny aliant

podobne: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? oraz: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. i to: Nasz Dziennik: Czas najwyższy na rewizję strategii obronnej. a także: Siemoniak: Zachód musi zbudować system reagowania. Jesienią kolejni amerykańscy żołnierze w Polsce  polecam również: Niemcy podzielone miedzy Zachodem a Rosją. i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„… Pozycja Polski w Europie jest słaba ale nie dlatego, że tak być musi, bo jesteśmy mali i nic nie znaczący. Wystarczy spojrzeć na mapę aby dostrzec, że nie jesteśmy małym krajem a ze względu na położenie geograficzne, Polska ma kluczowe znaczenie w środkowo-wschodniej części Unii Europejskiej.

Od momentu upadku komunizmu jednak nie staramy się swoich atutów wykorzystać ponieważ dosyć liczna grupa Polaków przyzwyczajona jest do traktowania siebie i swojego kraju tak jakby po 1989 roku nic się nie zmieniło i Polska nadal była krajem pozbawionym suwerenności. Ten spadek po komunizmie jest głównym hamulcowym zmiany pozycji Polski na arenie międzynarodowej i dopóki nie nastąpi naturalna wymiana pokoleniowa niewiele się w tej kwestii zmieni na lepsze.

Na razie są tylko symptomy poprawy. Polacy wybrali Prezydenta, który otwarcie mówi o tym, że z Polską trzeba się liczyć i uwzględniać jej zdanie w każdej decyzji dotyczącej wschodnich rubieży Unii Europejskiej. Andrzej Duda nie mówi niczego kontrowersyjnego jednak w porównaniu z kończącą się już mam nadzieję polityką „płynięcia w głównym nurcie”, to rzeczywiście przewrót iście kopernikański.

Symboliczne jest to, że postawę dumy narodowej reprezentuje młody polityk a w roli jego krytyków występują najczęściej polityczni weterani. Niestety do tej grupy należy także Minister Spraw Zagranicznych, który chyba przestraszył się, że jego własny postulat zmiany formatu normandzkiego może rzeczywiście zostać zrealizowany…”

całość tu: Miejsce Polski w szeregu

podobne: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. oraz: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty).

…w świetle powyższej analizy naszej sytuacji na arenie międzynarodowej i sugestii o budowie silnej pozycji w regionie tekst Adolfa Bocheńskiego…

2. „Aktualność idei jagiellońskiej”. 

„… Polacy, którzy ją wysuwają, uważają się za przyjaciół mniejszych narodów Europy Wschodniej i sądzą, że zrobią im przyjemność przebąkując o Jagiellonach. Jednocześnie jednak ta sama idea jagiellońska jest dla tych małych narodów największym straszakiem i symbolem najbardziej agresywnego imperializmu polskiego… 

…Jeżeli chodzi o Polskę, to przede wszystkim stwierdzić trzeba, że idea jagiellońska dała nam wyniki nadzwyczajne, wbrew woli ówczesnych generacji naszego narodu. Jeżeli bowiem jako istotę okresu jagiellońskiego określimy spolszczenie wyższych warstw ludności kresowej, dzięki liberalnej polityce narodowościowej Polski, to zrozumiemy, że liberalizm ten nie zawsze był zgodny z wolą kierowniczej warstwy polskiej w owym czasie. Wręcz odwrotnie, był on właściwie narzucony przez dynastię jagiellońską, po bardzo ciężkich walkach staczanych z najbardziej kwalifikowanymi reprezentantami opinii polskiej. Chodzi nam tu oczywiście o liberalizm w sensie czysto narodowościowym. Inna rzecz, że i Jagiellonami kierował wtedy nie tyle patriotyzm, ile interes dynastyczny, który wymagał odrębności dziedzicznej Litwy, w przeciwieństwie do elekcyjnej Korony. Niemniej jednak oni byli głównymi promotorami tego prawie bezbolesnego zasymilowania szlachty litewskiej, które nastąpiło może właśnie głównie dlatego, że miała ona swą nienaruszoną niepodległość państwową. Możnowładcy polscy – przy całym swym niewątpliwym patriotyzmie – nie zdawali sobie sprawy z trudno dostrzegalnego, ale niemniej ciągle postępującego naprzód procesu asymilacji szlachty litewskiej. Korzyści dla Polski poszukiwali też nie tyle w asymilacji narodowej, ile w ścisłym związaniu prawno-państwowym obu krajów. Gdyby możnowładztwo polskie zrealizowało istotnie swój inkorporacyjny program w stosunku do Litwy, wywołałoby to prawdopodobnie tak silną reakcję, iż asymilacja w ogóle nie byłaby nastąpiła, tak natomiast nastąpił proces niespodziewany przez samych jego autorów. Profesor Dąbrowski podkreśla, iż unia horodelska, która wedle jego koncepcji była wielkim ustępstwem na rzecz autonomii państwowej Litwy ze strony polskiej, była jednocześnie ogromnym krokiem naprzód, o ile chodzi o asymilację narodu litewskiego…

…Dziś już nie tylko co wybitniejsi publicyści polscy zdają sobie sprawę, że właśnie liberalna polityka okresu jagiellońskiego prowadziła do asymilacji narodowej. Zdają sobie z tego sprawę i ci, którzy byli tej polityki niegdyś obiektem, tzn. Litwini i Rusini. I ta właśnie okoliczność niesłychanie osłabia możliwość wysuwania wspomnień jagiellońskich i możliwość powtórzenia tego okresu jako czynnika mającego wiązać ze sobą te trzy narody…

Jagiellonowie i Litwini

…związek z Polską rzeczywiście przyczynił się do obrony całości terytorialnej wielkiego księstwa – to jednak ugodził Litwinów w punkt najczulszy każdego narodu. Zagroził on bowiem istnieniu w ogóle jakiejkolwiek litewskiej odrębności narodowej. (…) Właśnie wspomnienie jagiellońskie jest głównym powodem niemożliwości uregulowania stosunków polsko-litewskich. Ten nierealny wobec małego, ale dzielnego narodu majak asymilacyjny nabiera tu cech nawet wprost koszmarnych i ciąży nad teraźniejszością przez siłę i wyrazistość swego kształtu dziejowego. Usuńmy Jagiellonów w niepowrotną przeszłość. Uznajmy tamten eksperyment za skończony, a niewątpliwie ułatwimy sobie porozumienie z Litwinami.

Jagiellonowie i Ruś

…Ekspansja polskości na Ukrainę nie była tak pokojowa jak na Litwę. Pomijając już sprawę unii i walk, które dookoła niej się zrodziły, sam proces szlacheckiego osadnictwa polskiego na Podolu połączony był z całą litanią gwałtów, które głęboko zapadły w dusze Ukraińców. Wiaczesław Lipiński 7) w swej mistrzowskiej biografii Stanisława Krzyczewskiego uwydatnił tę stronę stosunków polsko-ukraińskich. O ile „idea jagiellońska” w oczach Litwinów posiada przede wszystkim charakter przyjaźni, która kończy się pochłonięciem narodu, o tyle w oczach ukraińskich nabiera ona wprost cech rozboju. Takie też ujęcie idei jagiellońskiej jest dominujące we współczesnej publicystyce ukraińskiej. Pomijam tu drażliwą sprawę, czy twierdzenia Ukraińców są słuszne, czy też kłamliwe. Chodzi tylko o zapoznanie czytelnika polskiego z reakcjami ościennych narodów na hasło idei jagiellońskiej. Z reakcjami, jakie są – nie zaś, jakie powinny być.

Jeżeliby ktoś chciał krótko i dobitnie odmalować stosunek Ukraińców do naszej idei jagiellońskiej, to najlepiej do tego nadawałaby się następująca anegdota francuska. Ludwik Filip, przemawiając na zebraniu chłopów w Normandii, zakończył swą mowę gromkim okrzykiem: „Je veux votre bien.” Na to jeden z włościan odmruknął półgłosem: „Tu ne l`auras pas.” 8) Mówiąc o idei jagiellońskiej, chcemy okazać Ukraińcom – życzliwość, chcemy ich dobra. Ale oni to dobro rozumieją bardziej przyziemnie, jako własną substancję narodową, którą znowu chcemy im zabrać.

Zupełnie natomiast odmiennie znów przedstawia się oddziaływanie słowa „epoka jagiellońska” i „idea jagiellońska” na Węgrzech i w Czechach. Tam bowiem Władysław i Ludwik Jagiellończycy pozostawili po sobie dobrze zasłużoną reputację najniedołężniejszych monarchów, jacy w ogóle kiedykolwiek w tych krajach rządzili. Et c’est beaucoup dire… 9)

Wielka przeszłość i średnia teraźniejszość

Trudno więc wyobrazić sobie frazes agitacyjny gorzej wybrany w stosunku do mniejszych narodów Europy Wschodniej, jak frazes jagielloński. Czyż może to być jednak decydującym argumentem? Jak daleko wreszcie pójdziemy w ograniczeniu naszych upodobań zależnie od zachcianek sąsiednich narodów? Już i tak wyzbyliśmy się starożytnej nazwy „Ruś” dla zupełnie coś innego w polskim języku oznaczającej „Ukrainy”. Czyż miałoby sens dla przypodobania się Ukraińcom i Litwinom znów przestać’ mówić o „idei jagiellońskiej”? I dlatego po zbadaniu kwestii, jaki wpływ wysuwanie tej idei wywiera na naszych sąsiadów, musimy zastanowić się nad jej wewnętrznym pożytkiem…

…Polska warstwa rządząca podobnie jak węgierska wchłonęła w siebie mnóstwo elementów należących do narodów ościennych….

…W okresie, w którym nastąpiła wyżej wspomniana asymilacja, szlachta stanowiła jedyną naprawdę aktywną warstwę narodu. Odebranie narodowi szlachty wykreślało go właściwie z listy żyjących politycznie. Stąd u narodów, które innym szlachtę zabrały, wyrobiło się przeświadczenie, że te inne narody właściwie w ogóle nie istnieją i że pojawienie się ich na arenie dziejowej jest jakimś przykrym nieporozumieniem. Prawdziwe tradycje tych narodów miały być tam, gdzie znajdowała się ich szlachta. Tradycje Litwinów i Rusinów w historii polskiej; Słowaków w historii węgierskiej. Pragę wielu historyków niemieckich uważa za miasto właściwie niemieckie. Z drugiej strony wielowiekowe przyzwyczajenie do spotykania pewnych narodów tylko wśród niższych warstw społeczeństwa wyrobiło głębokie przeświadczenie o ich niższości, a własnej wyższości, tak samo przejawiające się na przykład w naszym ustosunkowaniu się do Ukraińców. Na tle tych dwu przeświadczeń wyrasta też iluzja ponownej asymilacji względnie nadzieja na powtórzenie procesu jagiellońskiego…

Odebrawszy tym narodom ich szlachtę w poprzednich wiekach, staliśmy się narodem wyższym od nich, bardziej niewątpliwie pańskim. Ale nie zyskaliśmy żadnych atutów do przeprowadzenia na nowo tej asymilacji narodowej. 

Nareszcie zapomnijmy o możliwościach asymilowania sąsiadujących z nami narodów. Żadna mądra idea, choćby układało ją dziesięciu Piaseckich i Wasiutyńskich, nie potrafi dziś spolszczyć tych narodów, które już raz o mało nie zostały spolszczone i mają się na baczności. Zrozumiejmy, że ani Litwini, ani Ukraińcy, ani Białorusini nie mają najmniejszej ochoty zostać Polakami – i uszanujmy tę ich wolę.

Nie tyle potrzeba nam idei do asymilowania, ile zdrowego programu politycznego. Rozpisanie konkursu na „ideę” w ślad za konkursem Akademii Literatury na hymn narodowy pozostawiamy lepszym czasom. Jeżeli mamy mieć jakąś ideę na zewnątrz, to niech będzie to idea nienarzucania nikomu żadnych idei, lecz pozostawienia narodom pełnej możliwości urządzenia sobie samemu własnego życia narodowego. Głęboka zasada: „Nic o nich bez nich”, wraz ze zrozumieniem, że w interesie Polski jest powstanie w naszym pobliżu maksymalnej ilości organizmów państwowych, powinna być tu wytyczną. Nie ma nic wspólnego pomiędzy ofensywą polityczną a narzucaniem innym narodom własnych koncepcji kulturalnych. Im mniej będziemy zaborczy kulturalnie, tym większe będą możliwości realizacji naszych celów politycznych.

Ich wzajemne antagonizmy osłabiłyby niewątpliwie ostrze imperializmów godzących dziś w granice Rzeczypospolitej Polskiej. Tylko przez pełną realizację zasady: „Nic o nich bez nich”. możemy właściwie dojść do spokojnej realizacji naszego naczelnego hasła: „Nic o nas bez nas.” Dążenie natomiast do zapanowania nad sąsiednimi narodami i narzucania im jakiejś asymilacji, drogą ad hoc tworzonych „idei” czy nawet starej i szacownej idei jagiellońskiej, to czynienie z nas marnej karykatury imperializmu rosyjskiego i niemieckiego, i niesłychane ułatwianie roboty tym państwom.

całość tu: magazynzapisz.wordpress.com

Faktem jest, że pozostawienie Ukrainy komuchom po wojnie z bolszewikami było błędem. Od tamtej pory żyjemy w nienawiści i wzajemnych pretensjach (podsycanych przez lata przez bolszewików) i ciężko to będzie nadrobić o ile nigdy nam się to nie uda, jeżeli właśnie nie staniemy się atrakcyjnym rynkiem pracy i kultury dla Ukraińców. Dotyczy to zresztą również Litwinów i Białorusinów… I do tego powinniśmy dążyć – wiązać ich bezpośrednio z nami na PARTNERSKICH zasadach a nie stręczyć im potwora zwanego UE…

Dlatego też to najpierw u siebie musimy zrobić porządek. Najpierw sami musimy stać się potęgą gospodarczą i kulturową, a wtedy nasi sąsiedzi sami będą chcieli się schować pod nasze skrzydła i chętnie będą utożsamiali się z Polską. Budujmy więc swoją niezależną pozycję i nie wpierniczajmy się do ich wewnętrznych spraw, bo żadne autonomiczne państwo nie lubi jak mu się ładuje z buciorami jakiś watażka który sam u siebie ma niezły burdel. Zgadzam się w 100% ze stwierdzeniem że polityką wyższości, czy też imperialnymi ambicjami, nie zdołamy dziś przekonać do siebie narodów które kiedyś tworzyły jedną wielonarodową Rzeczypospolitą. Tamte czasy minęły bezpowrotnie jeśli nie odbudujemy w pierwszej kolejności własnej pozycji i nie będziemy mieli tym narodom/państwom do zaoferowania czegoś więcej jak własnych ambicji… Odys

podobne:Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy a także: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: Adam Śmiech: System Dmowskiego czyli… „zagraniczną politykę musicie robić naszą”. oraz: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie. i jeszcze: Badania opinii publicznej na Litwie: co czwarty (27%) respondent uznał Polskę za „wrogie państwo”. polecam również: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi. i to: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie. oraz: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego.

Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 - Jan Matejko

Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja. R.P. 1573 – Jan Matejko

Advertisements

12 comments on “Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.

  1. Pingback: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. | Łódź Odysa

  2. Pingback: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ? | Łódź Odysa

  3. Pingback: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby? | Łódź Odysa

  4. Pingback: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. | Łódź Odysa

  5. Pingback: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. | Łódź Odysa

  6. Pingback: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. | Łódź Odysa

  7. Pingback: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka. | Łódź Odysa

  8. Pingback: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w wojsku oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. | Łódź Odysa

  9. Pingback: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” | Łódź Odysa

  10. Pingback: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

  11. Pingback: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s