Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

1.Antypolska histeria w kraju.

Na początek ciętym co prawda językiem, ale w punkt sytuację w tzw. korytowym nurcie „polskich” mediów opisuje Pan Kokoszkiewicz:

„…Sytuacja, w jakiej po wyborczej przegranej znaleźli się przedstawiciele tak zwanego salonu III RP jest z psychologicznego punktu widzenia bardzo ciekawym zjawiskiem. Oto na margines odchodzi cała generalicja i adiutantura „autorytetów moralnych i medialnych”, której poczucie wyższości wynikało nie tyle z intelektualnej przewagi nad innymi, ile z trwającego całe ćwierćwiecze wzajemnego pompowania własnych ego. Środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej” posługując się dość prostym patentem i przewagą na konkurencją, jaką otrzymali w czasie uzgodnień zawartych przy okrągłym stole – działało według zasady: My ogłosimy, że jesteś wyjątkowo mądry, a ty w drodze rewanżu powiesz, że my jesteśmy jeszcze mądrzejsi. My okrzykniemy cię posiadaczem najpiękniejszego życiorysu, a ty skromnie odpowiesz, że nasze życiorysy nie są wcale gorsze.

Ona jest nie tylko śmieszna i żałosna, ale dla mnie jak najbardziej zrozumiała. Mamy oto kliniczny przypadek syndromu odrzucenia określany przez fachowców, jako RS (rejection sansitiviti). Oni czują się dzisiaj jak dziecko, którego z powodu gorszej sprawności fizycznej nikt z podwórka czy podczas lekcji w-f nie chce już wybrać do drużyny. Oni wyglądają jak podpierający ścianę na wiejskiej zabawie kawalerowie z dużymi kolorowymi grzebieniami w tylnych kieszeniach oraz pryszczate pokraczne panny, z którymi nikt już nie chce zatańczyć.

Przyjrzyjcie się Drodzy Czytelnicy oraz posłuchajcie dzisiaj Michnika, Smolara, Jastruna, Hartmana, Stuhra, Żakowskiego, Lisa, Kraśki, Kuźniara, Miecugowa, Olejnikowej, Lewickiej, Kublikowej, Środy czy Wielowieyskiej. To jest usilne i rozpaczliwe zabieganie o akceptację w czasach, kiedy nikt nie chce już ich oglądać i słuchać.

Spróbujmy wczuć się dzisiaj w Michnika i zrozumieć jego cierpienie. On przez dwie prezydenckie kadencje Kwaśniewskiego i jedną Komorowskiego, – czyli całe 15 lat – wchodził do Pałacu Prezydenckiego, kiedy chciał i jak chciał. Do tego stopnia czuł się tam jak u siebie, że czasami nawet zapominał zmienić butów i biegał po komnatach w plastikowych sandałach, albo wprowadzał tam cały pluton swoich pisarczyków do odznaczenia. Kto teraz będzie pamiętał o jego imieninach i urodzinach? Kto do niego zadzwoni lub napisze? Kto uzupełni orderami klapy jego wyciągniętej psu z gardła marynarki, aby w końcu wyglądał jak prawdziwy sowiecki generał?

Nad tymi wszystkimi odrzuconymi ktoś powinien się w końcu pochylić i ufundować im jakąś zbiorową terapię. Zaapelujmy o to do nowego ministra zdrowia zanim dopadnie ich choroba sieroca i zaczną na klęczkach kiwać się rytmicznie wbijając w ścianę płaczu swój nieobecny tępy wzrok.”

całość tu: kokos26 – Na kolana!

Prawda że smutna to sytuacja, kiedy nasi (bądź co bądź) rodacy przeżywają tak głęboką traumę tylko dlatego że demokracja pokazała swoje prawdziwe oblicze? 🙂

Niestety! Kto mieczem (etatyzmu , protekcjonizmu i demokracji) wojuje ten od miecza ginie… natychmiast! gdy tylko inna (wraża) ręka, która ma SWOJE interesy do załatwienia (i swoje gęby do wykarmienia) za niego chwyci. Gdyby bowiem pewne środowiska poszły po rozum do głowy i myślały perspektywicznie (a przede wszystkim nie egoistycznie) to nie stworzyłyby mechanizmów do tego, by państwo i jego aparat mogły zostać użyte do zagwarantowania jakiejś grupie interesów z mocy „prawa” monopolu na „prawdę” (rację). Nie siałyby kłamstwa i terroru o tym że „większość ma zawsze rację”, i nie miałyby w związku z tym problemu że kiedyś lódowi się odwidzi. I to do tego stopnia, że wybierze on sobie do władzy jako „reprezentację” inną grupę interesu (o innych poglądach i „prawdach”). Którzy wykorzystają ten sam mechanizm do własnych celów – przeciwko staremu układowi. Zagrażając zdobyczom dotychczasowej waaadzy prawem zwycięzcy i silniejszego, z mocy TAKIEGO SAMEGO mandatu demokratycznego, w myśl zasady „teraz k..wa MY!”. O pułapce socjalistycznego modelu rządzenia państwem pisze Ks Gniadek:

„…Z organizatorami marszu nie było mi do końca po drodze, ale nie widzę równocześnie niczego niewłaściwego w haśle narodowców „Polska dla Polaków”. To, że ktoś nie chce mieszkać razem z Niemcami lub muzułmanami, nie oznacza jeszcze, że nie chce z nimi handlować na odległość. Może jest i prawdą, że dzięki imigracji wzrosłyby dochody, ale dobrobyt i bogactwo to pojęcia subiektywne. H.H. Hoppe trafnie zauważa, że to dobrowolność kontaktów umożliwia ludziom odmiennych ras, narodów, języków, religii czy kultur nawiązanie pokojowych relacji, a co a tym idzie wolny handel (Demokracja,- bóg, który zawiódł, Warszawa 2006).

Dobrowolność kontaktów jest tu istotna i dlatego jeszcze bardziej nie po drodze jest mi z tymi, którzy są przeciwko organizatorom Marszu Niepodległości. Myślałem, że argumenty na rzecz wolnego handlu wydają się od czasów D. Ricarda (+1823) logicznie niepodważalne. Ze świeczką jednak szukać w Polsce partii politycznej, która nie popierałby polityki państwowego protekcjonizmu. Trudno mówić o wolności, jeżeli nie mogę według mojego uznania wymieniać własnych produktów z dowolnymi partnerami poza granicami mojego kraju. Współczesnych ruchów imigracyjnych też nie można utożsamiać z wolnością, gdyż są one wymuszone przez państwowy interwencjonizm, który hojnie obdarza imigrantów prawem do zasiłku integracyjnego.

J. H. de Soto, współczesny hiszpański ekonomista i przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomii, taki system nazywa niehumanitarnym, ponieważ uniemożliwia człowiekowi wolne dążenie do wyznaczonych celów przy pomocy środków, które są według niego najwłaściwsze i dostępne. System, który oparty jest na instytucjonalnej agresji wobec wolności korzystania z funkcji przedsiębiorczej, jest definiowany przez hiszpańskiego ekonomistę jako socjalizm.

Pius XI przyznał, że socjalizmu nie można pogodzić z chrześcijaństwem (Quadragesimo anno, nr 120)…”

całość tu: Ks. Jacek Gniadek – Polska dla Polaków

podobne: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy. oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

…tymczasem spirala antypolskiej histerii tzw. „salonu” idącego wbrew zdrowemu rozsądkowi pod prąd coraz silniejszego zapotrzebowania (zwłaszcza wśród młodych) na tożsamość narodową, kręci się coraz szybciej. Lewica (bo to jest właśnie środowisko lewicowe) do tego stopnia straciła kontakt z rzeczywistością, że nawet brak przemocy i poważnych incydentów na tegorocznym „marszu niepodległości” ustami (z poważnej miny) niejakiego Sierakowskiego uznała niemal za problem (sic!) – bo oto „faszyzm” „rasizm” i „ksenofobia” zamiast jawnie zamanifestować swoje brunatne oblicze jawną przemocą (paląc np. jakiś wóz transmisyjny wiadomej stacji „komercyjnej” przed jej kamerami) schowało się za biało czerwonymi  flagami, racami, hasłami „Bóg, honor, ojczyzna”, do tego stopnia „terroryzując” Warszawę, że według tego Pana wyglądała na wyludnioną, smutną i przestraszoną (sic!). Nie wiem co ten Pan wziął, i dlaczego on i kilku innych redaktorków z wyraźnym żalem w głosie dyskutowali o tym że oto nic się nie dzieje (bo krew się nie leje?), ale tego rodzaju zachowanie można określić tylko w jeden sposób – psychoza, czyli „…stan umysłu, w którym doznaje się silnych zakłóceń w percepcji (postrzeganiu) rzeczywistości. Osoby, które doznają stanu psychozy, doświadczają zaburzeń świadomości, spostrzegania, a ich sposób myślenia ulega zwykle całkowitej dezorganizacji. Osoba znajdująca się w stanie psychozy ma przekonanie o realności swoich przeżyć i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie. Istotą psychozy jest brak krytycyzmu wobec własnych, nieprawidłowych spostrzeżeń i osądów…”. Geneza tego szaleństwa przebiegała w sposób następujący:

„…Nie udało się wcisnąć Polakom, że „patriotyzm jest jak rasizm”, więc spróbowano ich świętowanie skierować w stronę „kolorowej niepodległej”

Nie udało się świętowanie Niepodległości „na kolorowo”, więc spróbowano wkręcić, że „Święto zostało ukradzione”

Nie udało się wkręcić, że „Święto zostało ukradzione”, więc postanowiono przyjąć wersję szerszą – „Po co nam Niepodległość? Wszak zabory przyniosły postęp i modernizację!”

Nie udało się wcisnąć Polakom, żeby wybrali Europejskość zamiast Polskości, więc wracamy do punktu wyjścia. „Patriotyzm jest jak….”

I przy okazji w taki oto sposób użyto symbolu Polskiego Lotnictwa, które ma wybitne zasługi w walce z faszyzmem.”

o czym pisze

podobne: „Niezbędnik Historyczny” Lewicy a także: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”.

…ten przykry a przy tym absurdalny dla oka i ucha stan gdzie „Polska dla Polaków” ma być rzekomo hasłem rasistowskim i ksenofobicznym (co to jest rasizm i ksenofobia, oraz na czym polegają polecam doczytać samodzielnie) trafnie określa Pan Michalkiewicz:

„…To jest, mówiąc nawiasem, jakaś epidemia wśród Zasrancen zatrudnionych w charakterze chłopaków, czy panienek do pisania w żydowskiej gazecie dla Polaków. Każdemu z nich wydaje się, że zjadł wszystkie rozumy, tymczasem każdy tylko świeci światłem odbitym od majestatu Judenratu. Gdyby tak, dajmy na to, panu redaktorowi Michnikowi zepsuł się telefon, to wśród tamtejszych Zasrancen zapanowałby chaos: nie wiemy, co myślimy. Na szczęście Pan Bóg miarkuje wiatr na wełnę jagnięcia, w związku z czym telefon pana redaktora Michnika jest cały czas sprawny. Wracając zaś do pani red. Katarzyny Wiśniewskiej, to właśnie rozkazała Episkopatowi Polski, żeby przed 11 listopada zrobił porządek z uczestnikami marszu Niepodległości, a konkretnie – żeby odwiódł tych „zadymiarzy” od wznoszenia haseł „nacjonalistycznych”. Na przykład: „Polska dla Polaków”, bo wiadomo przecież, że Polska nie jest dla żadnych Polaków, tylko przede wszystkim – dla Żydów, potem – dla „uchodźców” – najlepiej z Syrii (bo oni wszyscy są teraz „ z Syrii”, nawet gdy pochodzą z Afganistanu), a dopiero potem – ewentualnie – dla Polaków – bo ktoś przecież musi zarówno Żydów, jak i „uchodźców” obsługiwać…

całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Z majestatu Judenratu „Prawy.pl” (prawy.pl) • 13 listopada 2015

…Pozostaje zapytać wprost – To dla kogo w końcu ma być ta Polska i dlaczego nie dla Polaków, skoro to jest właśnie nasze (Polaków!) państwo? Czyżby dla środowisk opiniotwórczych zogniskowanych wokół GW, Krytyki Politycznej, Niusłika (i innych pomniejszych) publikujących również za pieniądze podatników (Polaków) najmniej pożądanym i uprawnionym „elementem” do zamieszkiwania w tym kraju byli właśnie Polacy? To kim WY tak naprawdę jesteście? Mam rozumieć że nie Polakami? Czy to dlatego tak chętnie podajecie się za krytyczny wobec Polski głos „zagranicy”?

polecam: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”

2. Antypolska histeria „zagranico”.

„…Ledwie Beata Szydło podała skład swojego przyszłego rządu, w niemieckich mediach zapanowało poruszenie.

Tamtejsi dziennikarze natychmiast uznali, że nowy gabinet będzie trudny do zaakceptowania nie tylko dla Berlina, ale i Brukseli. Sadząc po pierwszych komentarzach, Niemcy najbardziej obawiają się nowego polskiego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego i szefa MON Antoniego Macierewicza. To oczywiście dla Polski dobra informacja – i wskazówka, że nowy rząd realizował będzie interesy Warszawy, a nie Berlina.

Największe obawy wzbudziła nad Renem nominacja Witolda Waszczykowskiego na szefa polskiego MSZ. Niemieckie media informują, że wraz z nim stwardnieje linia polskiej dyplomacji, która teraz będzie wyjątkowo konserwatywna i skierowana w kontrze wobec Brukseli i Berlina. Jednocześnie gazety chwalą dyplomatyczne doświadczenie Waszczykowskiego oraz doceniają jego dobre i wszechstronne wykształcenie. Dużo miejsca poświęcono także Antoniemu Macierewiczowi. O przyszłym ministrze obrony narodowej dziennikarze zza zachodniej granicy mówią właściwie wyłącznie w kontekście katastrofy smoleńskiej.

Dziennik „Südwest Presse” zaalarmował po podaniu przyszłego składu rządu, że Polską będą teraz rządzić nacjonaliści. Zarzutem było to, że zwycięzcy październikowych wyborów stawiają… jedynie na narodowe interesy. Dziennik obawia się szefa polskiej dyplomacji, który zapowiedział współpracę z sąsiadami respektującymi potrzeby Polski w kwestii bezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem rosyjskich zagrożeń. „Niemcy w tej chwili, zdaniem Waszczykowskiego, nie należą do tej grupy, albowiem przedkładają nad wszystko interesy z Rosją” – żali się niemiecka gazeta (przy okazji myląc nazwisko przyszłego szefa polskiej dyplomacji nazywając go Witoldem Waszczowskim). Ten sam dziennik sugeruje, że Jarosław Kaczyński już w trakcie kampanii wyborczej straszył szariatem, więc pewnie teraz odrzuci umowy dotyczące imigrantów, do których zobowiązała się Ewa Kopacz. Przed zbyt nacjonalistycznym rządem ostrzega także dziennik „Schwäbische Post”…

całość tu: Waldemar Maszewski – Niemieckie media w popłochu…

podobne: Szyderczy śmiech historii czyli… „Przyjeżdżają tu rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”.

…pomijając śmieszność twierdzenia że rząd PISu będzie realizował polską rację stanu (chyba że będzie zbieżna z USraelską to i owszem), należy zwrócić uwagę na małostkowość i bezczelność pretensji „zagranicznej prasy” (dlaczego w cudzysłowiu o tym będzie później) o to, że jakiś rząd chce realizować swoje narodowe interesy nie pytając nikogo obcego o zdanie. Pozostaje zadać niemieckiej prasie pytanie: czyje zatem interesy powinien Polski rząd realizować? 😀 (i dlaczego nie swoje). Należałoby też uspokoić „zatroskanych” pismaków, bo pierwsze publiczne deklaracje (przyszły minister ds. europejskich Konrad Szymański: „… Nie odwołamy decyzji ws. przyjęcia uchodźców przez Polskę […] Nie ma podstaw prawnych, by decyzja w sprawie przyjęcia uchodźców przez Polskę została unieważniona.”) chociażby w kwestii tzw. „uchodźców” wskazują na to że Warszawa będzie posłuszna UE w tej kwestii i będzie solidarna z każdym postanowieniem jakie zostanie przez ten twór uchwalone. Nie wspominając już o tym że i za pierwszej kadencji PISu u władzy współpraca z Niemcami kosztem polskiej racji stanu również miała miejsce, o czym więcej tu: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. i tu: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? Nie wspominając już o samym anszlusie Polski do UE za którym PIS również agitował. Głos ma znowu Pan Michalkiewicz:

„…W związku z tym naszły mnie wspomnienia z kampanii poprzedzającej referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej w czerwcu roku 2003. Płomienni zwolennicy Anschlussu, wśród których było wielu działaczy PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele, argumentowali, że jeśli nie dojdzie do Anschlussu, to wylądujemy „we Władywostoku”, a w najlepszym razie – w „Białorusi”. Zwracałem wówczas uwagę, że taka np. Szwajcaria nie jest w UE, bo nie chce, a cóż złego byłoby, gdyby Polska upodobniła się do Szwajcarii? No tak – słyszałem w odpowiedzi – ale Szwajcaria jest bogatym krajem, podczas gdy Polska – nie. – Owszem – odpowiadałem – Szwajcaria jest bogatym krajem, ale przecież nie dlatego, że zapisała się do Unii, tylko, że się dobrze rządzi. No to my też spróbujmy dobrze się rządzić, a nie łudźmy się nadziejami, że Unia sypnie złotem i znowu będzie jak za Gierka. Stało się jednak inaczej, a co się stało, to się nie odstanie. W tej sytuacji oczywiście też można liczyć na „przełom”, ale taki – wedle stawu grobla.”

całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Oczekując na „przełom”

„…Nie jest tedy rzeczą przypadku, że pierwszy Marsz Niepodległości odbył się 11 listopada 2009 roku – w miesiąc po ratyfikowaniu przez pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego traktatu lizbońskiego. Wszedł on w życie 1 grudnia 2009 roku, zaś najważniejszym jego postanowieniem było proklamowanie nowego podmiotu prawa międzynarodowego pod nazwą „Unia Europejska” (…) Bardzo wiele osobistości gorliwie przekonywało nas wtedy, że Unia Europejska nie jest państwem…

…Nie ma jeszcze własnych sił zbrojnych, ale kto wie, czy wkrótce nie będzie ich miała, bo np. pan Waszczykowski bardzo ten pomysł popiera, słowem – Unia Europejska ma wszelkie atrybuty państwa. Dlaczego w takim razie tyle, zdawać by się mogło, poważnych osobistości gorliwie przekonywało nas i nadal próbuje przekonywać, że Unia Europejska żadnym państwem nie jest? Nietrudno się domyślić – dlaczego. Otóż gdyby przyznali, że Unia Europejska jest państwem, wtedy trzeba by odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie, jaki w takim razie jest status prawno-międzynarodowy krajów członkowskich, przede wszystkim – czy są one nadal niepodległe, czy już nie. Kraje członkowskie stanowią bowiem części składowe Unii Europejskiej, a historia poucza nas, że nigdy żadna część składowa jakiegokolwiek państwa nie była niepodległa. Owszem – mogła mieć mniejszy czy większy zakres autonomii, ale podlegała władzom państwa, w którego skład wchodziła, właśnie jako jego część składowa. Zatem, gdyby się okazało, że Unia Europejska państwem jednak jest, to by oznaczało, że 1 grudnia 2009 roku Polska, podobnie jak inne kraje członkowskie Unii Europejskiej, utraciła niepodległość.

…Ciekawe też, że dopiero po formalnej rezygnacji z niepodległości, rozpoczęły się u nas Marsze Niepodległości. Czy przypadkiem nie powinny nazywać się Marszami Zamiast Niepodległości?…”

całość tu: Stanisław Michalkiewicz – Ten tylko się dowie, kto cię stracił

podobne: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki. oraz: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

…jest jeszcze jeden znaczący element tej antypolskiej histerii. Dotyczy on posługiwania się opiniami rzekomej zagranicy przez i na potrzeby lokalnych antypolskich środowisk, które dla celów politycznych próbują za pomocą propagandy obliczonej na wywołanie nieuzasadnionego poczucia wstydu manipulować i wywołać u Polaków mylne przekonanie o niskiej wartości…

„W mediach III RP obrodziło tytułami w rodzaju: „Niemiecka prasa przestrzega przed rządami PiS”, „Belgijska gazeta zaniepokojona przyszłością demokracji w Polsce”, „Washington Post: rządy PiS groźne dla Polski i Europy”, i tak dalej. Nic nowego…

Okazuje się, że w zdecydowanej większości autorami materiałów, którymi – jako głosami Zachodu, a więc Białego Człowieka pouczającego głupich tubylców – epatuje czytelników „Gazeta Wyborcza” i media jej pokrewne, są autorzy „Gazety Wyborczej” i mediów jej pokrewnych.
Gromi rządy PiS „The Guardian”? Tak, piórem Adama Leszczyńskiego z „Gazety Wyborczej” i Agaty Pyzik z „Krytyki Politycznej”. Przestrzega przed PiS „New York Times”? Owszem, piórem, Joanny Berendt z „Gazety Wyborczej”, wymiennie z Hanną Kozłowską, stałą autorką portalu Tomasza Lisa. Krytykują gazety niemieckie? Owszem, w „Die Welt” Julia Szyndzielorz z „Newsweek Polska” a w „Berliner Zeitung” Jan Opielka z „Krytyki Politycznej”…

…Nie chcę zanudzać czytelników wyliczaniem nazwisk, tytułów i konkretnych publikacji. Kto ciekawy, znajdzie je w tygodniku „Do Rzeczy” albo na portalu „Żelazna Logika”, a pewnie drugie tyle wyguglać może sam. Jedno nie ulega wątpliwości – źródło antypolskiego hejtu bije tu, nad Wisłą. To stąd przegrany obóz władzy i totalnie odrzucona przez Polaków lewica skamla do zachodnich towarzyszy: ratujcie!…

…Powiedzmy sobie szczerze, zachodnia opinia publiczna raczej nie poświęca wspomnianym materiałom wielkiej uwagi – ma dość własnych problemów. Owszem, dokładają one swoje do stereotypu Polski – i całej w ogóle środkowej Europy – jako siedliska ciemnoty i nacjonalistycznych zabobonów, dzikusów, nie umiejących się z należytą potulnością odwdzięczyć za łaskę, jaką było przyjęcie ich do Unii Europejskiej i obsypanie dotacjami (miliardów wyciąganych dzięki tej „łasce” z regionu przez zachodnie banki i koncerny nikt tam oczywiście publicznie nie rachuje). Ale przede wszystkim obliczone na oddziaływanie na tutejszą, tubylczą ludność…

Kto zna naszą literaturę, historię, wie, że od wieków obok Polaka niepokornego, upierającego się przy wolności i niezawisłości, przewija się w niej postać Polaka-renegata, którego wszystko co polskie brzydzi, wkurza i boli, a najbardziej go boli to, że nie urodził się Francuzem, Anglikiem czy Niemcem, niechby nawet Ruskim, tylko nadwiślańskim podludziem.
Za okupacji zyskało to nawet urzędową nazwę – volksdeutsch. Tak, ja wiem, że to drastyczne porównanie, bo przecież nie można zestawiać zbrodniczej okupacji hitlerowskiej z patriarchalną, kolonialną eksploatacją przez lepiej rozwinięte kraje, dobrotliwie odpłacające za pracowitość szklanymi paciorkami. Ale kiedy słyszę jak czołowy publicysta Salonu bez cienia wstydu oznajmia, że właśnie życzy sobie, aby Niemcy zmusiły – zmusiły! – Polskę do przyjęcia większej liczby „uchodźców”, bo trzeba Polaków ucywilizować przymusem, sami z siebie się przecież z ciemnoty nie dźwigną, to nie umiem tego nazwać inaczej niż mentalnością volksdeutscha…”

całość tu: Rafał Ziemkiewicz – Jesień volksdeutscha

podobne: Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. oraz: Do przyjaciół narodowców… polecam również: POtrioci o patriotyźmie, czyli… „Nie znam się ale się wypowiem” i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

…na koniec garść obiektywnych i racjonalnych uwag (godnych zapamiętania) porządkujących doznania którymi jesteśmy bombardowani w kraju i „zagranico”:

„…Metody są proste – bombardowanie publicznej przestrzeni medialnej coraz to nowymi wymysłami, wymysłami oczywiście najbardziej chwytliwymi z chwyliwych. A to akcje, w stylu tej przed wyborami: “Zabierz dowód babci”; a to przypisywanie negatywnych cech oponentom, które w sposób szczególnie efektywny wbijają się w głowę osób przeciętnych, którzy tak na co dzień nie interesują się polityką: “Moherowe berety”; “Zacofanie”; “Państwo religijne”. Można wymieniać dalej, tylko po co?

No właśnie. Skoro świadomość o powszechnym manipulowaniu jest tak mało obecna? Polacy są wciągnięci w nieustanny wir strachu, który różni się tym, z której strony nadchodzi. Czy z lewa, czy z prawa. Ginie w tym głównie merytoryczna dyskusja, ale i nie tylko. Szkody są jak po każdej większej nawałnicy – opłakane, lecz chyba mało kto się tym przejmuje, oprócz osób, które są dotykane tym bezpośrednio. Absurd tej całej zaistniałej paranoi strachu przestał być w zasadzie publicznie zauważany. Paranoiczne nieprzemyślane okrzyki lęku są równie, a czasem i nawet bardziej szkodliwe dla “sprawy” niż czyny, które można by wprowadzić.

Niestety ta mentalność ludzi chorych na wyolbrzymiony lęk, połączona jest naturalnie – z niewiedzą, która potęguje tylko mocno osadzone w psychice „Kowalskiego” poczucie niskiej wartości – w kontekście “czynu”. Każda ze stron pielęgnuje ten festiwal wzajemnych obaw. Politycy – politykom. Dziennikarze – dziennikarzom. Zwykli ludzie – zwykłym ludziom. Każdy zagubiony, ale w tym chaosie szukający swojej szansy. Swoich pięciu sekund na szczycie. Wzajemne ciągnięcie się w przepaść. Sytuacja absurdalna, ale prawdziwa.

Pamiętajmy by nawet jeśli się z czymś nie zgadzamy, dać temu szansę by ukazało swoje oblicze, a kontrolę sprawować bardziej prywatną, osobistą, cichą, aniżeli bezmyślnie krzykliwą i nieokrzesaną. Być czujnym, ale w przemyślany i sprytny sposób. Skoro jesteśmy przez socjologicznych specjalistów traktowani wyrachowanymi podstępami, My – społeczeństwo musimy wyrachowanie reagować.

W tym oto momencie pozostaje mi życzyć państwu trafnych, ale przede wszystkim przemyślanych analiz, ostrzeżeń i czujności, która potrafi się wyrwać z obłędu, by stanowić realny, płynący z rozsądku i niczym nieograniczony głos w dyskusji na dowolny temat, który dotyczy kręgu Naszych zainteresowań…

całość tu: Sołtysik Grzegorz – Polska malowana strachem

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. oraz:  “Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy polecam również: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli… i to: Kłamstwo “postępu”: “Ludzie! Jesteście zajebiści!” a także: O „Lisie łańcuchowym” i innych „hienach”…

PS… „11.11.1918 jest datą, kiedy Polska – po 123 latach rozbiorów – stała się ponownie niepodległym państwem. Aby upamiętnić tą rocznicę, każdego roku ulicami w centrum Warszawy maszeruje blisko 100 tysięcy osób. Z dumą mogę ogłosić, że wśród tłumów maszerowało ponad stu Węgrów. Tylko sama delegacja młodzieżówki Jobbiku liczyła sobie około 50 osób.”  (Posel Jobbiku Gergely Farkas w węgierskim parlamencie o Marszu Niepodległości)

„Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu. Nacjonalizm!!! [Tuba Cordis 12 I A.D. 2014]

Advertisements

7 comments on “Marsz „Polski dla Polaków” i antypolska histeria w „zagranicznych” mediach dla których nacjonalizm to rasizm.

  1. Pingback: „Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich

  2. Pingback: Nosił wilk… tfuuu!… Lis razy kilka. Konwulsje zdychającej III RP | Łódź Odysa

  3. Pingback: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? | Łódź Odysa

  4. Pingback: Marsz „sztywnych” i marsz „faszystów” czyli dwie (a nawet trzy) Polski wg. Andrzeja Talarka | Łódź Odysa

  5. Pingback: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s