Prawo do literatury… W połowie „dobry”.


Adrian Borda - Miłość od pierwszego wejrzenia

Adrian Borda – Miłość od pierwszego wejrzenia

„…Komuż potrzebny byłby pisarz bez czytelników?– Sobie, panie profesorze – odpowiedział Młody Autor. – Przede wszystkim sobie.– Sobie? – tym razem to Profesor Literatury wyglądał na zdziwionego.– Tak, sobie – powtórzył z naciskiem Młody Autor. W pisaniu najważniejsze jest samo pisanie. Ten moment, ten ułamek sekundy, w którym podejmuję decyzję, by porzucić wszystkie sprawy otaczającego mnie świata, i zamienić strumień myśli w mojej głowie na ciąg znaków i liter. Te godziny spędzone przed czystą kartką papieru, stopniowo wypełniające się treścią. Ta radość, którą odczuwam, gdy szukam tego jednego, jedynego i najważniejszego w całym zdaniu słowa, i w końcu je znajduję. To uczucie, gdy stawiam ostatnią kropkę. To jest najważniejsze w pisaniu. A nie, to jaki książka będzie miała ostatecznie tytuł i okładkę. Nie to, w jaki sposób ocenią ją czytelnicy. Nie to, co napiszą o niej krytycy. Nie to, co powie o niej… – tu Młody Autor zawahał się lekko – nawet pan.

Profesor Literatury jakby wzdrygnął się, i po chwili zamilkł. Następnie wstał, zabrał wiszący na oparciu fotela płaszcz, i bez słowa opuścił kawiarnię. Młody Autor pozostał przy stoliku sam. Po chwili wyjął z kieszeni niewielki czarny notes i ołówek, i wyraźnie zamyślony, zaczął notować. Salę wciąż wypełniał kawiarniany gwar. Przez okno dobiegały dźwięki warszawskiej ulicy.”

Źródło: Prawo do literatury

Pieter Bruegel - Pejzaż z szubienicą

Pieter Bruegel – Pejzaż z szubienicą

Piękny twój landszaft

gdy tak lekko i niewinnie malujesz

niebo, drzewa, pagórki,

rzekę leniwą, domy,

korowód postaci barwnych

a wszystko „dla nich samych”

by potem jednym słowem

jak „niemożliwą figurą”

pokazać

o co Ci tak naprawdę chodzi.

 

Powiedz mi jeszcze raz

patosem brutalnej prostoty

to Twoje „jedyne” słowo

zanim postawisz kropkę

– jak srokę na szubienicy Bruegel’a.

Ukarz się sobie w tej prawdzie

„dobry” (s)twórco.

 

PS. Tylko nie zapomnij zrobić z tego notatek których nikt nie przeczyta.

 

W połowie dobry – Odys, 7 grudzień 2015

podobne: Sebastian Zaradny – „Auto(ironiczny)portret” oraz… 5 grzechów poety kontra „poeta duszy” oraz: Sylwia.T. Hryciuk „Lęk przed pozą” i Tadeusz Konwicki o „podobaniu się czytelnikom”. i to: łatwopalny a także: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… W pogoni za sławą. polecam również: Z miłości do wierszy i jeszcze: „Mówią o mnie że żyję” jak „Pył na wietrze”. na koniec: KODEKS CZŁOWIEKA POBŁAŻLIWEGO

„Można przejść przez każde piekło, można przeżyć każdą tyranię, można wydostać się z każdego bagna i z każdej udręki, jeśli istnieje choć odrobina pewności czy choćby nadziei, że gdzieś istnieje człowiek, który chodzi tak samo jak ty, oddycha tak samo jak ty; tak samo cierpi, poszukuje czy walczy pozostając czystym” (Marek Hłasko)

…więc piszmy dla siebie… nawzajem

Advertisements

16 comments on “Prawo do literatury… W połowie „dobry”.

  1. Proste. Pisanie, jakakolwiek twórczość jest celem samym w sobie. Dla autora może być rozmową z samym sobą, formą autoterapii, potrzebą opróżnienia z przelewającego się naczynia… Powodów można znaleźć tysiące.
    A jeśli do tego znajdzie się choćby jeden wierny odbiorca – niech będzie nagrodą.

    Świetne.
    Pozdrawiam 🙂

    Lubię

    • No właśnie mam spore wątpliwości czy pisanie jest celem samym w sobie 🙂 a nawet jeśli jest to nie wiem czy koniecznie trzeba to komukolwiek udowadniać… Nagrodą niech będzie poczucie użyteczności – choćby rozwoju samego siebie 🙂 (najlepiej w dobrym całkowicie kierunku)
      Pozdrawiam

      Lubię

    • Jest to jakiś sens, ale no właśnie… silenie się na wartościowanie że to jedynie słuszny/godny sens jest lekką przesadą 🙂 Dlatego nawet jak ktoś jest dobry w pisaniu to tylko „w połowie”… Osobiście doceniam możliwość czytania innych… Pozdrawiam

      Lubię

    • Ależ ja tak nie myślę 🙂 Nie każdy musi się wypowiadać. Też czasem jestem „tylko” czytelnikiem. Raz – nie muszę przecież wszystkiego komentować, a dwa – czasem słów brakuje (zachwytu) żeby za coś dobrego podziękować wystarczająco właściwie 🙂

      Lubię

    • Też tak uważam. Jest w nich pewnego rodzaju tajemnica a jednak każdy element ma swoje umocowanie w jakiejś intencji. Poza tym ten styl jakby dziecko malowało trąci (nie)zamierzoną karykaturą. Lubię takie kombinacje.

      Lubię

  2. Mam mieszane uczucia:

    Z jednej strony są sytuacje, kiedy trzeba coś napisać tylko dla siebie. Po prostu wyrzucić myśli krążące w kołowrocie, nakreślić ich mapę i uporządkować. Są też historie, które trzeba stworzyć, nie myśląc o ich wydaniu, ostatecznej oprawie czy opinii odbiorców. A jeszcze ponad to są dzieła, które przeleżą lata w zapomnieniu, by ich odkryły przyszłe pokolenia.

    Z drugiej strony pisanie jest specyficzną formą bliskości z czytelnikiem, kontaktu z nim. Jako produkt ma się mu podobać, by ją kupił i przeczytał. Okładka, przystępna forma, odpowiednie opracowanie – to wszystko są elementy „zalotów” pisarza do czytelnika. Taka książka buduje relację, która z czasem staje się coraz bardziej pełna i wartościowa dla obu stron.

    Tyle tylko, że z mojego doświadczenia wynika, iż piszący, który nie ma w sobie takiego pędu i radości z tworzenia jak ów Autor, bez czytelników dopingujących go na każdym kroku, porzuci pisanie na rzecz bardziej popłatnych zajęć. Brak automatycznego odzewu od odbiorców będzie negatywnie wpływał na jego poziom „weny” oraz kreatywności. Popróbuje, popróbuje i przestanie, jeśli nie zostanie „odkryty”. A nawet wtedy może wpaść w pułapkę – tym razem bycia dobrą wróżką czytelników i spełniania ich wszystkich życzeń.

    Dlatego moim zdaniem warto umieć pisać przede wszystkim dla siebie. 🙂 Ale i nie zapominać, że każda napisana powieść będzie kiedyś przeczytana oraz oceniona przez kogoś. Choćby miałby to być sam autor, to warto zainwestować dodatkowy czas na poprawki autorskie, dzięki którym zwiększy się swoje umiejętności.

    Pozdrawiam!

    Lubię

    • Przychylam się do Twojej analizy. Słowo dobry nie przez przypadek jest w cudzysłowiu… Doceniam każdą motywację. Czy jest to ukochana samotność czy też na odwrót chęć podzielenia się z innymi. Dopóki bowiem treść jest dobra (a nie tylko talent/umiejętności twórcy) to taka twórczość stanowi wartość „samą w sobie”. „Pretensja” dotyczy zaś wyłącznie samej egzaltacji – obnoszenia się twórcy z „nieszczęśliwą” samowystarczalnością 🙂
      Pozdrawiam

      Lubię

      • Osobiście wątpię w „posiadanie talentu” czy też istnienie „weny” jako siły sprawczej w życiu twórcy, więc dla mnie pozostają najważniejszymi chęci oraz wytrwałość adepta. Tak naprawdę dochodzą gdzieś tylko ci, którzy od początku uczą się chodzić samodzielnie, a nie zaledwie pozwalają się ciągnąć i popychać innym. W ostatecznym rozrachunku nie liczy się także, czy narzekali na cokolwiek, czy okazywali swoje prawdziwe (lub urojone) problemy, czy nie. Najważniejsze będzie, czy dotarli tam, gdzie planowali.

        Mnie śmieszą też osoby, które głoszą, że nie potrzebują czytelników do niczego, bo wszystko wiedzą najlepiej i napisali to głownie dla siebie, a w następnym zdaniu narzekają, bo ich powieść nie sprzedaje się wystarczająco dobrze. Albo opisują siebie jako „prawdziwego artystę”, który tworzy sobie a bogom sztuki, a za moment namawiają do masowego wykupu ich dzieł nie gorzej od przekupki na targu lub domokrążcy. 😉

        Lubię

      • Talent czy wena jak zwał tak zwał – chodzi rzecz jasna o umiejętność „tworzenia” a nie mityczne bóstwo sprawcze. Zaś skąd się bierze talent (umiejętności) i dlaczego jedni go „posiadają” a inni nie to już jak kto uważa (mam swoją teorię na ten temat ale to nie ten czas ani miejsce 🙂 ). Dotrzeć tam gdzie się planowało? A co to znaczy i kto potrafi tak o sobie powiedzieć? Po drugie kto miałby (i na jakiej podstawie) weryfikować „prawdziwość” tego typu deklaracji.
        Samozadowolenie? 🙂 Znam wielu takich którzy to „coś” deklarują ale jakby ich za język pociągnąć to…

        Zgadzam się w temacie śmieszności bo właśnie na ten „problem” chciałem zwrócić uwagę 🙂

        Lubię

      • Nie wiem, jak mają inni, ale ja wiem, że osiągnęłam (bądź nie) cel, który sobie założyłam na dany czas.

        Raczej rozkład na części pierwsze i chłodna analiza każdego elementu, ale można i tak to określić. 😉

        Może i brakuje im szczerości względem siebie? Bo jeśli chce się czegoś w życiu, to należy się o to starać, a nie o rzeczy z drugiego bieguna.

        Lubię

      • Skoro tak twierdzisz to nie mam powodu Ci nie wierzyć 🙂

        Nawet jeśli są to rzeczy z drugiego bieguna to niech sobie będą (nie mój problem takie „szczęście” 🙂 ). Zwłaszcza jeśli nikt przy tym nie ucierpiał (łącznie z narażeniem na wspomniany niesmak 🙂 )

        Lubię

  3. Pingback: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem | Łódź Odysa

  4. Pingback: Leszczyna czyli… coryllus o Młynarskim. Po co nam talent? | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s