Kryzys demograficzny w Polsce. Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny?


„…Problemów demograficznych nie rozwiąże samo prowadzenie kosztownej, chociaż często nieudolnie realizowanej polityki prorodzinnej. Charakteryzuje się ona bowiem brakiem spójności i koordynacji działań oraz stosowaniem nieodpowiednich „narzędzi”. Często więc pomoc ze strony państwa nie trafia do wielodzietnych rodzin, które najbardziej potrzebują tej pomocy. Przykładem mogą być ulgi na dziecko, z których korzystało w 2013 roku w pełni 76% rodzin z jednym dzieckiem, 68% z dwojgiem dzieci i już tylko 31% tych wychowujących troje lub więcej dzieci [13]. Innym przykładem jest becikowe oraz świadczenia na wspomaganie matek samotnie wychowujących dzieci, których samotność jest często fikcyjna. Ponadto niż demograficzny powoduje, że inwestycje w żłobki i przedszkola okazują się często nietrafione. Młodzi ludzie, którzy nie mają stabilnej pracy i godziwego wynagrodzenia, po prostu nie chcą mieć dzieci. Aby rozwiązać obecne problemy demograficzne należy więc jak najszybciej doprowadzić do radykalnego zmniejszenia bardzo wysokich w naszym kraju kosztów pracy. Są one bowiem głównym czynnikiem powodującym spadek dzietności w Polsce. Gdyby bowiem pracownik otrzymywał na rękę tyle, ile ze wszystkimi obciążeniami jego pensja kosztuje pracodawcę, to z powodzeniem mógłby utrzymać żonę i dwójkę dzieci, bez konieczności wysyłania żony do pracy i bez korzystania z różnych zasiłków z tytułu posiadania dwójki i więcej dzieci.

…Do młodych, w sporej części bezrobotnych, nie bardzo przemawiają argumenty o szybko starzejącym się społeczeństwie i groźbie deficytu za 20–25 lat rąk do pracy i załamania się systemu emerytalnego. Odnoszą się oni także dosyć obojętnie do niepokojących prognoz dotyczących spadku o 7 mln liczby Polaków w 2060 roku i raczej nie przejmują się jeszcze dramatycznie pogarszającą się strukturą demograficzną ludności naszego kraju. O ile bowiem w 1960 roku żyło w naszym kraju 7 mln dzieci w wieku do 10 roku i tylko 200 tys. osób powyżej 80 roku życia, to w 2060 roku dzieci będzie zaledwie 2 mln, a osób powyżej 80 roku życia aż 4 mln. Postępującego starzenia się polskiego społeczeństwa nie da się powstrzymać nawet poprzez prowadzenie bardzo szczodrej polityki prorodzinnej. Nie ma obecnie „cudownych recept na dzieci” [14]. Obok czynników materialnych, związanych z brakiem pracy oraz przede wszystkim brakiem perspektyw na uzyskanie dobrze płatnej pracy umożliwiającej zakup na kredyt mieszkania i zapewnienia godziwych warunków bytu swojej rodzinie, dzietność hamują także czynniki socjologiczne.

Coraz większa liczba kobiet korzysta z wolności wyboru między posiadaniem i nieposiadaniem dzieci. Coraz więcej też kobiet w wieku rozrodczym podejmuje pracę i odkłada na późniejsze lata założenie rodziny. Wreszcie spora część kobiet nie chce rodzić dzieci, bo stanowi to dla nich duże obciążenie psychiczne. W takich krajach jak Polska, a także w „prorodzinnej” Francji, większość obowiązków związanych z posiadaniem dzieci nadal spoczywa na kobietach. Nie można więc mieć pretensji do wielu kobiet, że nie chcą pomagać w zwiększaniu przyrostu naturalnego kosztem swoich karier zawodowych i życia osobistego. Wielu potencjalnych rodziców przestaje się także łudzić tym, że dzieci zmienią ich życie na lepsze. Dzieci dają szczęście, ale tylko do 6. roku życia. Pomimo faktu, że dzieci są przez Polaków wymieniane na drugim miejscu jako warunek udanego i szczęśliwego życia, to w praktyce te oczekiwania nie sprawdzają się, co szczególnie jest widoczne, kiedy dziecko rośnie. Wyniki badań socjologów z Instytutu Maxa Plancka potwierdzają fakt, że krzywa szczęścia rodziców radykalnie spada po ukończeniu przez dziecko kilku lat [15].

Minęły już czasy, kiedy w rodzinie liczyła się każda para rąk do pracy. Nie mają więc obecnie większego wpływu na liczbę posiadanych dzieci tzw. względy ekonomiczno-praktyczne. Coraz mniejsze znaczenie odgrywają też w wielu rodzinach względy emocjonalne, chęć przedłużenia życia poprzez przekazywanie swoich genów, wzrost statusu społecznego poprzez posiadanie większej liczby dzieci itp. Potencjalni rodzice, z wyjątkiem rodziców w niektórych krajach azjatyckich, nie decydują się na posiadanie dzieci głównie dla zabezpieczenia swoich potrzeb na starość. Model ten od wielu już lat nie sprawdza się w krajach europejskich, gdzie to nie dzieci pomagają starszym rodzicom, lecz najczęściej to rodzice pomagają dorosłym dzieciom. Z roku na rok w Polsce, przybywa dorosłych dzieci, często grubo po trzydziestce, którzy nadal mieszkają ze swoimi rodzicami i pozostają na ich utrzymaniu. Według danych GUS od 2005 roku liczba takich „wiecznych dzieci” zwiększyła się o 700 tys. W 2012 roku ze swoimi rodzicami mieszkało 44,5% młodych ludzi w wieku 25–34 lat (2,8 mln). Było to 8% więcej niż w 2005 roku [16]. Przyczynami tego stanu rzeczy jest słaba koniunktura gospodarcza w naszym kraju i brak pracy. Młodzi ludzie nie mogą się usamodzielnić, gdyż zdobycie pracy na etacie jest obecnie w Polsce zjawiskiem graniczącym z cudem. Na jedną ofertę zatrudnienia przypada bowiem średnio w kraju ponad 60 bezrobotnych, a w niektórych województwach nawet ponad 100. Jest to oczywiście wielkość „uśredniona”. Coraz częściej bowiem o jedno wolne miejsce pracy ubiega się nawet kilkuset bezrobotnych. Dotyczy to szczególnie tzw. stabilnych miejsc pracy w sferze budżetowej (na pełnym etacie) lub w spółkach skarbu państwa. Należy zaznaczyć, że bardzo wielu młodych ludzi pracuje znacznie poniżej swoich kwalifikacji za minimalne wynagrodzenie i to często na podstawie umowy na czas określony. Szacuje się, że na takich umowach pracuje już w naszym kraju prawie jedna trzecia młodych ludzi. Nic więc dziwnego, że mają oni ogromne trudności z uzyskaniem kredytu na zakup własnego mieszkania i siłą rzeczy zmuszeni są do mieszkania u rodziców. Taka sytuacja działa odstraszająco na potencjalnych rodziców, którzy coraz częściej odkładają decyzję o posiadaniu dzieci lub w niezbyt na szczęście jeszcze licznych przypadkach całkowicie rezygnują z ich posiadania.

Dzieci zapewniają swoim rodzicom różnorakie przeżycia i emocje, często z przewagą tych negatywnych, co niezbyt dobrze wpływa na samopoczucie szczególnie starszych rodziców, którzy chcieliby spędzić jesień swojego życia w spokojniejszym otoczeniu. Tego rodzaju doświadczenia zniechęcają także potencjalnych rodziców do posiadania większej liczby dzieci. Coraz częstszym więc wyborem jest posiadanie tylko jednego dziecka. Trzeba więc liczyć się ze stopniowym zmniejszaniem się populacji, co już ma miejsce w wielu krajach gospodarczo wysoko rozwiniętych. Łatwiej wtedy będzie można zapewnić mniejszej liczbie ludności edukację i opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie oraz stymulować rozwój nowoczesnej gospodarki zapewniającej wysoko produktywne i dobrze płatne miejsca pracy. Samo więc skłanianie potencjalnych rodziców do posiadania możliwie jak największej liczby dzieci nie zawsze i nie w każdym kraju prowadzi tylko do pozytywnych następstw i wzrostu dobrobytu zarówno rodziców jak i dzieci. Czasami więc ograniczenie tempa przyrostu naturalnego, szczególnie w krajach biednych, mających problemy z wyżywieniem swojej ludności, odziedziczą więcej po swoich rodzicach i będą żyć w mniej „zatłoczonym” świecie.” (Adam Gwiazda: Kryzys demograficzny w Polsce)

„…Pomysły sypią się jak z rękawa; ulgi podatkowe, karty rodzin wielodzietnych, dłuższe urlopy macierzyńskie, na każde dziecko tysiąc złotych wypłacane co miesiąc aż do pełnoletniości, a teraz program 500+

…słyszymy nieustannie, że dzieci są potrzebne, bo nie będzie miał kto na nas pracować. Nic, ani słowa o tym, że dziecko jest wartością samą w sobie. Dzieci to, owszem, obowiązki, kłopoty, trudności, ale dzieci to przede wszystkim radość, miłość, realizacja samego siebie. I tu chyba jest klucz do całego problemu.

Naturalną rzeczą było do niedawna, że kobieta i mężczyzna nie czuli się spełnieni bez swojego potomka. Każdym z nich kierowały inne powody, inne przesłanki, ale posiadanie dziecka dopełniało ich samych i ich jestestwo. W tej chwili ta paleta możliwości jest znacznie większa, ale też i akceptowalna. Nikogo już nie oburza związek dwóch osób, które nie posiadają dzieci. Nacechowane negatywnie pojęcia, takie jak „stara panna” czy „stary kawaler” praktycznie wyszły z użycia. By zaspokoić swoje „ja” albo jak kto woli, ID, można się realizować w pracy, działalności społecznej i na wielu innych płaszczyznach. Potomek nie determinuje już tego, czy „coś po sobie pozostawimy”, co zdaniem kulturoznawców stanowi podstawę wszelkiej działalności człowieka. Jako człowieczeństwo, jako ludzie zatracamy naturalną potrzebę posiadania dzieci, które są naturalnym przedłużeniem naszego życia. Ważniejsze stają się kwestie, które można sprowadzić do pojęć mówiących o samorozwoju, osiągnięciu określonego statusu społecznego i materialnego, zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych, egzystencjalnych i wszelkich innych. Dzieci w tych pojęciach nijak się nie mieszczą. Pochłaniają czas, naszą uwagę, każą rezygnować z tak pojmowanego siebie…

…Jesteśmy właśnie świadkami zmiany kulturowego wymiaru naszej rzeczywistości. Takiego, który nakreśla nową epokę oraz nowe postrzeganie dzietności, związków i rodziny.

Bronisław Malinowski, opisując obowiązujący jeszcze nie tak dawno model życia społecznego, zauważał, że „dzieci muszą zawsze zwrócić w późniejszym życiu to, co otrzymały wcześniej. Sędziwi rodzice są zawsze na utrzymaniu swych dzieci, zwykle żonatych chłopców. Dziewczęta, wychodząc za mąż, często wnoszą swym rodzicom jakiś rodzaj wynagrodzenia, a potem nadal im pomagają i opiekują się nimi”. Prawda, że takie podejście wydaje się dziś archaiczne? A obowiązywało jeszcze nie tak dawno. Tyle że w wielu kwestiach, głównie tych materialnych, odpowiedzialność przerzuciliśmy na państwo. System emerytalny to, owszem, wielka zdobycz cywilizacyjna. Nikt jednak chyba nie myślał, że tak bardzo wpłynie to na status rodziny, konieczność posiadania dzieci jako polisy na życie, funduszu emerytalnego i zabezpieczenia trwałości nazwiska. Gdy pracujemy, pieniądze regularnie odkładamy na konto, prowadzimy bogate i rozległe życie towarzyskie i osiągamy sukcesy, to wizja starości bez wnuków nie jest wizją katastrofalną.

Dlatego bez zmiany myślenia, mentalności i podejścia do samych siebie żadna inicjatywa polityczna nie zmieni tego, że Polacy (zresztą nie tylko) coraz rzadziej decydują się na dziecko. Jeśli brać pod uwagę tylko względy ekonomiczne, logistyczne i techniczne, to nigdy nie ma dobrego czasu na to, by zdecydować się na dziecko. Ono w takich uwarunkowaniach zawsze jest nie w porę…” (Marek Kacprzak)

całość tu: „Dzieci rodzą się z miłości, nie z pieniędzy. I tym bardziej nie dla pieniędzy”

„Po wprowadzeniu rządowego programu Rodzina 500+ trudno znaleźć na ten temat krytyczny artykuł w katolickiej prasie. Ku mojemu zaskoczeniu tylko dwóch polityków znajdujących się po przeciwnej stronie sceny politycznej, Janusz Korwin-Mikke i Ryszard Bugaj (były przewodniczący Unii Pracy), ma odwagę mówić otwarcie o ubocznych skutkach moralnych tego projektu. Obaj obawiają się, że część wielodzietnych rodzin może przeznaczyć te pieniądze na alkohol.

Jest to bardzo realne zagrożenie, ale na myśli mam zupełnie coś innego. Program Rodzina 500+ stawia w niebezpieczeństwie ludzką wolność, a życie rodziny i dziecka zostaje uprzedmiotowione. Rządowy program jest brutalnym wejściem w najbardziej intymną sferę ludzkiego życia. Interwencjonizm państwowy w kontekście kryzysu imigracyjnego w Europie nie tylko dzisiaj nakazuje nam, kogo mamy u siebie przyjąć w własnym domu, ale za pieniądze podatników chce wpływać również na kształt naszych rodzin.

Ku mojemu zaskoczeniu w prasie katolickiej widzę zupełny brak teologiczno-moralnej oceny rządowego programu. Czy każdy człowiek nie ma prawa do tego, aby urodzić się w sposób godny, w wolnym „akcie miłości rodziców”, a nie dlatego że w dalszej perspektywie pojawia się rodzinny zasiłek?… 

Człowiek jest potraktowany jako niezdolny do wzięcia własnego życia we własne ręce i już w punkcie wyjścia pozbawiony jest ludzkiej godności. Ile jeszcze upłynie czasu, aby teologowie zrozumieli, że taki warunek spełnia tylko płaca wolnorynkowa, gdyż tylko ona ma w pełni charakter osobowy, ponieważ każdemu przysługuje prawo do rozporządzania własnymi zdolnościami i siłami.

„Świat bez wolności w żadnym przypadku nie jest światem dobrym”. To jest cytat i bynajmniej nie pochodzi on z książek Ayn Rand. Tak o wolności w swojej encyklice o nadziei Spe salvi pisał papież emeryt Benedykt XVI.” (Ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Dziecko – najmniejsza mniejszość

więcej na ten temat w krótkim wykładzie Pana Konrada z Podziemna TV: Robią nas w konia: Pierwsze oszustwo nowego rządu PiS – 500zł na dziecko #138 i tu: Robią nas w konia: Minister rządu PiS o „Rodzina 500 plus” – uczciwy vs cyniczny rząd #143

Polecam również rzeczowa krytykę programu „500+” popartą analizą skutków podobnych programów „prorodzinnych” wprowadzanych przez POprzedników obecnej „dobrej zmiany”: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zmasakrowanie programu 500 plus i to: Rafał Wójcikowski (Kukiz’15) zamiast 500 plus – przestać odbierać ludziom pieniądze!

…krótko – 500 zł na dziecko nie spadnie z nieba ale zostanie odebrane właśnie najbardziej „kreatywnym” rodzicom, bo pracującym na to żeby m.in. wychować i wykształcić swoje dzieci. To nie jest żadna polityka prorodzinna a zwykła redystrybucja zabranych wcześniej (właśnie rodzinom!) pieniędzy po to by opłacić w pierwszej kolejności urzędników którzy będą się zajmować „rozdawnictwem”, a to co zostanie przekazać tym wśród których nie zabraknie roszczeniowych dzieciorobów bez pomysłu na życie, by mogli dorzucić do rachunku podatników kolejny zasiłek i żyć na koszt m.in. tych, którzy przez kolejne obciążenie „socjalne” (będące oczywistym marnotrawstwem), być może nigdy nie założą własnej rodziny. Z tych pieniędzy nie urodzą się „nowe” dzieci. Zostaną one skonsumowane na bieżące potrzeby rodzin które sięgną po ten zasiłek wyłącznie po to, by ulżyć bieżącej trudnej dla nich finansowo sytuacji. Podstawowy cel – wzrost dzietności by zwalczyć kryzys demograficzny, z całą pewnością nie zostanie zrealizowany… (Odys)

podobne: Polityka prorodzinna okiem libertarianina, czyli „Bez retuszu” 5.07.2015. NIK „w Polsce polityka prorodzinna praktycznie nie istnieje”. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. i to: Ministerstwo daje i zabiera… biednym. Wzrost wydatków budżetowych na KRRiT oraz inne urzędy i kancelarie. Na wcześniaków pieniędzy nie ma (przestępcza działalność NFZ?) a także: „Czy się stoi czy się leży” (nowy program dla młodzieży) czyli… „Pierwsza (i ostatnia) praca” za pieniądze zabrane… pracującym. Adam Wielomski: Bezsens polskiej polityki demograficznej polecam również: Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). i jeszcze: Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu. oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

I kolejny materiał godny wysłuchania: Samoobrona rodzinna. Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Advertisements

21 comments on “Kryzys demograficzny w Polsce. Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny?

  1. Ważna sprawa… w naszym kraju nigdy nie było polityki prorodzinnej, zawsze coś jest przeciw… choćby mówiono co chcemy usłyszeć, działań prorodzinnych nie ma! Jest za to przeciw rodzinie! Bardzo to smutne…

    Lubię to

  2. Nie ma wyboru. Ktokolwiek usiądzie na tych tam stołkach, natychmiast będzie grał jak mu pasuje. Wolność, mniej państwa, sprawiedliwość.. to wszystko są slogany, które politycy mamią swoich wyborców na miesiąc przed wyborami. Wszyscy, bez wyjątku…

    Lubię to

    • No to pozostało położyć się i umrzeć 🙂
      Ja widzę alternatywę którą rzecz jasna trzeba sprawdzić, ale bez dania sobie tej szansy nic się nie zmieni… Tylko dureń pcha łapę po raz kolejny do ognia licząc na to że za kolejnym razem wynik będzie inny… Pora zmienić „przyzwyczajenia” 🙂

      Lubię to

  3. Przeto przezorny książę powinien obmyśleć sposób, aby obywatele zawsze i w każdej okoliczności odczuwali potrzebę jego rządu, wtedy stale będą mu wierni.
    Niccolò Machiavelli

    Lubię to

  4. Ta pomoc to zamydlenie oczu i próba odwrócenia uwagi od istotnych i bagatelizowanych problemów rodzin, choć z całą pewnością tymi pieniędzmi nikt nie pogardzi, a dla wielu mogą być nawet jedynym ratunkiem.
    Tak naprawdę brak prawdziwego poszanowania dla rodzin przez Państwo, które problemy rodzin rozwiązuje stosując patologiczne metody….
    Jednym z większych problemów, pomijając sytuację finansową, to brak świadomości dorosłych i prawdziwego świadomego rodzicielstwa, wynikającego z miłości do dzieci.
    Szczęśliwe, kochane (nie mylić z rozpieszczaniem) dzieci to lepszy świat, budowany na najważniejszych fundametach. Ale to już osobny temat…

    Ps.Ciekawy artykuł, dający do myślenia.

    Lubię to

    • Problemy realne rozwiązania fatalne…
      Polskie społeczeństwo w sporej części ma wręcz wytatuowaną na umyśle wrażliwość na tzw. „sprawiedliwość społeczną”, której nie potrafi w prostej linii zidentyfikować ze zwykłą kradzieżą.
      Przecież nikt z nas nie dałby złamanego grosza komuś kto przychodzi do domu i proponuje taki oto układ że zabierze nam większość dochodu, z czego część wypłaci sobie w zamian za „opiekę” nad nami a resztę wyda tak jak mu się podoba na tę rzekomą „opiekę”.
      Janosik to był złodziej i bandyta a krążą o nim legendy jaki to on dobry bo dzielił się tym co rabował z biednymi… Kuriozum

      Lubię to

  5. Pingback: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? | Łódź Odysa

  6. Pingback: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm

  7. Pingback: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. | Łódź Odysa

  8. Pingback: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. | Łódź Odysa

  9. Pingback: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków). |

  10. Pingback: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s