Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?


„…Orbán wytyka zachodnim elitom hipokryzję – także tą skrywaną za parawanem politycznej poprawności. Wzywa do przywrócenia tradycyjnych – jeśli kto woli chrześcijańskich – wartości, które stoją w sprzeczności z brutalną Realpolitik, chciwością prowadzącą do kolejnych kryzysów, przeciwstawiają się popkulturze promującej przemoc i obyczajowość pozbawioną hamulców moralnych. Padają retoryczne pytania: dlaczego mielibyśmy słuchać pouczeń na temat konieczności prowadzenia rozsądnej polityki budżetowej w czasie gdy połowa państw zachodnich jest bardziej zadłużona? Albo pouczeń o równym dostępie do rynku od Jean Claude’a Junckera, który sam kilka lat wcześniej szedł na rękę wielkim międzynarodowym koncernom uciekającym do Luksemburga w poszukiwaniu cichej przystani dającej ochronę przed podatkami w innych państwach Unii Europejskiej.

…Krytykowany za sławetną politykę „otwarcia na Wschód“, w ramach której Węgry poszukują kontaktów nie tylko z Rosją, ale także z niekoniecznie demokratycznymi państwami leżącymi w pasie od Turcji, przez Iran po Chiny sam Viktor Orbán (albo jego minister spraw zagranicznych Péter Szíjjártó) odpowiadał: przecież wy robicie to samo. Czy Angela Merkel albo Francois Hollande podczas zeszłorocznych wizyt w Chinach użyli terminu „prawa człowieka“? My kupujemy od Rosjan elektrownię atomową ale zachodnie koncerny budują bez wahania gazociągi przez Morze Bałtyckie (podpisując kolejne umowy w czasie obowiązywania nałożonych na Rosję sankcji!), a Francuzi chcieli sprzedać Putinowi najnowocześniejsze okręty desantowe. Dlaczego większym i silniejszym wolno więcej? A jeśli już chodzi o czysty biznes to zostawmy na boku moralizatorskie wykłady…

…Główny problem w relacjach Węgier z Zachodem polega jednak na w tym, że krytykując cynizm i naciąganie zasad przez zachodnie elity Orbán w swojej własnej praktyce politycznej naruszył kilka tabu. Chodzi o fundamentalne zasady zachodniej demokracji – jak trójpodział władzy czy niezawisłość wymiaru sprawiedliwości – których w okresie powojennym nie kwestionowały żadne siły polityczne, od lewicy po konserwatywną prawicę. Mimo wręcz rewolucyjnej retoryki za próbę zmiany porządku konstytucyjnego nie zabrały się ugrupowania nawet tak radykalne jak grecka Syriza.

Tymczasem podczas trwającej od 2010 r. „konserwatywnej rewolucji“ rząd Fideszu całkowicie zmodyfikował podstawy prawne funkcjonowania państwa, zmieniając w tym celu ponad 600 ustaw i kodeksów prawnych, łącznie z konstytucją. Węgierski premier przemawiając na letnim uniwersytecie w rumuńskim Baile Tusnad (węg. Tusnádfürdő) otwarcie zakwestionował konieczność trzymania się zasad liberalnej demokracji. Powiedział przy tym, że sukcesy mogą odnosić systemy inne niż zachodnie demokracje i wskazał jako pozytywne, a przynajmniej warte uważnej analizy przykłady owych „skutecznych systemów“ Rosję, Turcję czy Chiny.

Takie postawienie sprawy zirytowało już nie tylko zachodnich Europejczyków ale i Amerykanów, którzy od dawna wypominają rządowi Fideszu odchodzenie od kanonu demokracji, osłabianie trójpodziału władzy i utrudnianie życia niechętnym rządowi mediom. Po wciągnięciu na listę osób niepożądanych w USA kilku oskarżonych o korupcję wysokich rangą urzędników węgierskich i po niezwykle krytycznym przemówieniu ambasador USA w Budapeszcie Colleen Bell w relacjach Budapesztu z Waszyngtonem powiało dawno nieodczuwanym chłodem. Na listę krytycznych uwag pod adresem Budapesztu Amerykanie dopisują też wyjątkowo słabe zaangażowanie Węgier w zachodnią wspólnotę obronną (mimo oficjalnych zapewnień o udziale we wspólnych akcjach NATO państwo wydające na obronność poniżej 1 proc. PKB pozostaje słabym sojusznikiem).

Orbán – niezależnie od politycznych kontrowersji, które wzbudza – okazał się prekursorem rozlewającego się coraz szerzej fermentu. Co ciekawe drogą buntu przeciwko dyktatowi tradycyjnych elit polityczno-biznesowych Europy podążają dziś siły polityczne spod najróżniejszych sztandarów ideologicznych. W podobne tony uderzają działacze zarówno polskiego Prawa i Sprawiedliwości, jak i francuskiego Frontu Narodowego czy radykalnie lewicującej hiszpańskiej partii Podemos albo greckiej Syrizy

na przełomie roku 2014 i 2015 przez kraj przetoczyła się fala protestów w związku z kilkoma błędnymi i skrajnie niepopularnymi decyzjami rządu szukającego na gwałt dochodów. Najbardziej irytujący, zwłaszcza ludzi młodych okazała się pomysł opodatkowania ruchu w internecie. Były też i inne – jak wprowadzenie różnorakich opłat i quasi-podatków albo wyjątkowo niepopularna decyzja o zakazie handlu w niedziele. Wreszcie protesty związkowców wywołały problemy bytowe dużej części pracowników najemnych – niskie i wolno rosnące dochody a także zagrożenie ubóstwem dotykające prawie ćwierci Węgrów

Większość Węgrów akceptowała zmiany. Podobały się zwłaszcza działania rządu podkreślające podmiotowość państwa. Po fatalnych skutkach zadłużenia olbrzymiej rzeszy ludzi w obcych walutach z zadowoleniem powitano twardą politykę wobec banków (głównie zagranicznych), na które nałożono najwyższy w Europie podatek bankowy sięgający w przypadku największych instytucji finansowych 0,53 proc. sumy bilansowej. Nie tylko spodobało się to jego wyborcom ale co gorsza okazało się zaraźliwym przykładem także dla kilku innych państw. Innym znienawidzonym przez banki posunięciem stało się obligatoryjne przewalutowanie kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich (i to na krótko przed gwałtownym skokiem kursu szwajcarskiej waluty).

Równie zdecydowane posunięcia Orbán zastosował wobec wielkich sieci handlowych (choć z powodu sprzeciwu Unii Europejskiej będą one musiały zostać złagodzone), firm telekomunikacyjnych i przedsiębiorstw oferujących usługi komunalne. Zostały one obłożone „solidarnościowym“ podatkiem sektorowym. Do tego doszło wymuszona administracyjnie redukcja cen energii dla gospodarstw domowych. Propaganda rządowa na każdym kroku eksponowała „rozliczenie“ (obcego kapitału) i „obniżenie“ (kosztów życia). Hasłem przewodnim stał się eksponowany na reklamowych bilbordach slogan „Węgry działają lepiej“.

Nie oznacza to bynajmniej, że Orbán automatycznie stał się przeciwnikiem obcego kapitału jako takiego. Od dawna twierdził, że „gospodarce spekulacji“ przeciwstawia „gospodarkę opartą na pracy“, której istotą jest tworzenie realnej wartości a nie obracanie kapitałem. Dlatego rząd bez żalu przyjmował do wiadomości zapowiedzi wycofania się kilku zagranicznych banków (Citi, Erste, Sberbank, Raiffeisen), zaś z otwartymi ramionami witał inwestycje przemysłowe. Ich symbolem stała się najnowocześniejsza w Europie fabryka Mercedesa zbudowana w Kecskemét. Węgry stały się wielkim środkowo-europejskim zagłębiem przemysłu motoryzacyjnego (ma on 23 proc. udział w produkcji przemysłowej kraju i 13 proc. udział w eksporcie)…

…Zmianami odebranymi pozytywnie było wprowadzenie prorodzinnej polityki podatkowej (posiadające troje dzieci rodziny o przeciętnych dochodach praktycznie nie płacą podatków dochodowych) i obniżenie stawek CIT. Wprowadzono też 16 proc. podatek liniowy…

…Wyborcy z rosnącym krytycyzmem obserwowali bezwzględne egzekwowanie większości konstytucyjnej Fideszu, absolutną dominację w systemie sądowniczym, podporządkowanie mediów publicznych i systematycznie podkładanie nogi krytykującym posunięcia władz mediom prywatnym…

Równie krytycznie oceniane były także zbyt bliskie związki władzy z wpływowymi, majętnymi przedsiębiorcami budującymi swoją pozycję dzięki zamówieniom publicznym…

Ostatnim ogniwem serii błędów politycznych Fideszu okazała się polityka informacyjna. Zbyt uproszczona i jednostajna propaganda sukcesu prowadzona monotonnie w kontrolowanych przez rząd mediach publicznych zaczęła podważać ich wiarygodność. Do tego dochodzi niezrozumiała, chaotyczna polityka personalna (w grudniu po raz kolejny zwolniono dużą grupę dziennikarzy, w tym nawet autorów najpopularniejszych programów). Mimo finansowania przez państwo na poziomie 80 mld forintów (270 mln euro) łączna oglądalność wszystkich kanałów telewizji publicznej nie przekracza 15 proc. (dwie główne telewizje prywatne RTL Klub i M2 przyciągają prawie 30 proc. widzów).

Nic dziwnego, że rząd zaczął poszukiwać atrakcyjnej tematyki ilustrującej kontynuację swoich sukcesów… 

…W pierwszym kwartale 2015 r. w Budapeszcie z entuzjazmem odnotowano, że gospodarka węgierska odnotowała prawie najwyższe tempo wzrostu w Europie (chwilowo zbliżające się nawet do 4 proc.). Wyraźnie zmniejszyło się też bezrobocie (obecnie 6,5 proc.). Rosną płace, eksport i konsumpcja wewnętrzna. Poprawił się też stan finansów publicznych…

…Krytycy zaznaczają jednak, że obraz sytuacji nie jest aż tak różowy jak pokazują to oficjalne dane. PKB w rzeczywistości wciąż nie odzyskał jeszcze poziomu z 2008 r., a poziom zadłużenia państwa wciąż pozostaje wysoki (nieco poniżej 77 proc. PKB). Ponad 200 tys. miejsc stworzonych w ostatnich latach pracy to tylko słabo opłacane roboty publiczne. Także utrzymanie wysokiego tempa wzrostu będzie raczej niemożliwe – wzrost PKB na koniec roku zwolnił do 2,8 proc., a w przyszłym roku może zejść w okolice 2 proc. Nadal wysokie są obciążenia podatkowe (udział podatków w dochodach państwa to ponad 39 proc., a podstawowa stopa VAT na poziomie 27 proc. pozostaje najwyższa w Europie). Mimo skutecznego przyciągania zagranicznych inwestycji bezpośrednich ogólny poziom inwestycji w gospodarce jest zbyt niski. Prawdopodobnie nieco zmniejszy się też efekt transferów z funduszy europejskich, które w ubiegłych latach wykorzystywano szczególnie intensywnie.

To jednak na razie tylko dywagacje ekonomistów. Realnie pojawiające się pozytywne trendy w gospodarce zaczęły pomagać Fideszowi, którego notowania w pierwszych miesiącach roku ustabilizowały się. Zaś wszelkie rozważania o ekonomii i polityczne spory wewnętrzne zeszły na plan dalszy gdy wiosną na Węgry dotarł pochód uchodźców, czy też jak konsekwentnie nazywały ich rządowe media „osób nielegalnie przekraczających granicę“. Strach przed masową migracją okazał się tak silny, że w ciągu zaledwie kilku tygodni wszelkie inne problemy przestały się liczyć...

Naruszane standardy demokracji, skandale korupcyjne, zachłanni karierowicze w otoczeniu premiera, nadmierne sympatie prorosyjskie i szkodliwy konflikt z Amerykanami – wszystko to dla większości Węgrów przestało się liczyć. Przynajmniej do czasu gdy machina informacyjna władzy jest w stanie utrzymać ich w przekonaniu, że wobec zagrożenia najważniejsza jest narodowa jedność…” (Jarosław Giziński)

polecam lekturę całości tu: Budapeszt – studium przypadku

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i jeszcze tu: Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

„…Gdy w 2010 roku Orbán wygrał pierwsze wybory i przejął władzę na Węgrzech, dostał do zarządzania naprawdę zrujnowany kraj. W 2009 roku PKB spadł aż o 6,8 proc., a zadłużenie państwa przekraczało 80 proc. PKB i rosło. W tej sytuacji Orbán zrobił wszystko, aby ograniczyć wzrost zadłużenia, co mu się udało. Ale nie zrównoważył wydatków i Węgry wciąż mają deficyt budżetowy. W drugim roku jego rządów gospodarka zaliczyła regres w wysokości 1,7 proc. PKB. Pełzający wzrost gospodarczy w porównaniu do powolnego wzrostu to jednak ogromna różnica. Orbán zapewnił Węgrom stabilność, a także przekonanie, że rząd wie, dokąd zmierza.
Węgierski model zarządzania państwem oparty jest dziś na dużych transferach socjalnych (ulgi podatkowe na każde dziecko), wysokim VAT (stawka podstawowa to aż 27 proc.) i niskich podatkach dla ludzi (PIT 15 proc.) oraz małych i średnich firm (10 proc.). Selektywnie VAT jest obniżany na popularne produkty (np. wieprzowinę – 5 proc.). W ten sposób węgierski rząd chce zachęcać do oszczędzania, a nie do konsumpcji.

W 2016 roku właśnie w wielkiej obniżce podatków (PIT z 16 proc. do 15 proc., VAT na wybrane produkty) Orbán upatruje szansy na przejście do szybkiego wzrostu gospodarczego. Obniżono nawet podatek bankowy od aktywów z 0,53 proc. do 0,31 procent. W 2017 roku ma on spaść do 0,21 procent.

Węgrom nie udał się specjalnie plan skutecznego opodatkowania banków. Zagraniczne instytucje zaczęły wycofywać się z Węgier. Banki odkupywał rząd, który nie bardzo wiedział, co z nimi zrobić – i dziś z powrotem chce je prywatyzować. Posiadanie konta na Węgrzech, zwykłego rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego, zaczęło kosztować około 600 zł. Aby zapewnić darmowe wypłaty z bankomatów, trzeba było wprowadzić je ustawowo.

Także drugi sztandarowy pomysł PiS, wzorowany na węgierskim podatek od hipermarketów, nad Dunajem zakończył się fiaskiem. W listopadzie ubiegłego roku parlament zlikwidował ustawę wprowadzającą 6-procentowy podatek dla dużych sieci handlowych. Powodem były szybkie decyzje Unii Europejskiej, która uznała ów podatek za niezgodny z unijnym prawem i godzący w uczciwą konkurencję. Zresztą w warunkach węgierskich podatek ten miały zapłacić zaledwie dwie sieci: brytyjskie Tesco (około 350 mln zł rocznie) i holenderski Spar (połowę tej kwoty). W skali państwa, nawet węgierskiego, są to kwoty nie zmieniające sytuacji gospodarczej. Skończyło się na powszechnym podatku handlowym wynoszącym 0,01 proc. sprzedaży netto.

Polska – problem małej stabilizacji

Zupełnie inną sytuację gospodarczą dostał do zarządzania PiS. W 2015 roku polska gospodarka wzrosła o około 3,4 procent. Oficjalny poziom zadłużenia względem PKB to około 51 procent. Problemem naszej gospodarki jest to, że wzrost jest niewielki i w dużej części oparty na rosnącym zadłużeniu. W 2013 roku rząd Donalda Tuska znacjonalizował część zadłużenia (około 150 mld zł) względem OFE i na papierze poprawił wyniki. Polski rząd stoi jednak w obliczu zbankrutowanego systemu ubezpieczeń społecznych. Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest po prostu niewypłacalny. „Reforma” Platformy Obywatelskiej i PSL polegała na złamaniu umowy ubezpieczenia i podniesieniu wieku, od którego można pobierać emerytury. Było to rozwiązanie nie tylko niezgodne z prawem i przyzwoitością, ale również nie rozwiązujące problemu. Jak bowiem przyznał sam twórca reformy emerytalnej z 1999 roku, prof. Marek Góra, system zacznie się „spinać” tylko wtedy, gdy podniesiemy wiek pobierania emerytur do… 75 lat.

PiS wzięło na siebie obowiązek przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego, a to oznacza, że kłopot, który rząd PO-PSL wypchnął w przyszłość, wróci bardzo szybko. Na dłuższą metę nie da się go rozwiązać inaczej niż zmieniając system ubezpieczeń społecznych i otwarcie deklarując bankructwo bismarckowskiego systemu emerytur.

Kolejnym polskim problemem jest prymitywna gospodarka. Naszym głównym towarem eksportowym są owoce (jabłka, truskawki) i meble. Pozostałe przetworzone produkty to dzieło zagranicznych firm mających w Polsce tylko siedziby i montownie, a płacących prawdziwe podatki w macierzystym kraju. Polski wzrost gospodarczy to zasługa dużego rynku wewnętrznego, którego nie wykorzystujemy we właściwy sposób. Na skutek idiotycznej polityki dopłacania do zagranicznych inwestycji wyhodowaliśmy rodzimym przedsiębiorcom taką konkurencję, że nie mogą oni nawet zacząć działalności. Nie dość, że rynek okupuje duży, rozwinięty gracz, to jeszcze ma za sobą dotacje i pomoc państwa.

Władza ponad wszystko

Jeżeli PiS nie przystąpi do radykalnej zmiany systemowej w gospodarce, to będziemy mieli wzrost gospodarczy zbliżony do tego, który był w czasie rządów PO. Plan rozdania 500 zł na każde drugie i następne dziecko na pewno przyniesie wzrost poparcia dla PiS. Ale jego głównym celem nie jest bynajmniej gospodarczy wzrost, lecz stworzenie stabilnej bazy wyborczej dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Rodziny, które nagle otrzymają dopływ gotówki, zasilą w dużej części elektorat PiS. Redystrybucja i zmniejszenie różnic da rządowi chwilę wytchnienia, ale nie rozwiąże systemowych problemów gospodarki. To może pozwolić Prawu i Sprawiedliwości rządzić osiem lat, ale wskaźniki ekonomiczne w końcu dadzą o sobie znać.

Kaczyński jest bliski wizji Polski jako folwarku, a sam jest dziedzicem, który to nadzoruje – komentował w wywiadzie dla „Polska The Times” publicysta Rafał Ziemkiewicz. – To na pewno największa słabość PiS – jest Komendant, który jako jedyny wszystko wie i ogarnia, a hierarchia zależy od wierności Komendantowi – mówił Ziemkiewicz. Dosyć dobrze zobrazował obecną sytuację, w której PiS stara się rozwiązać problemy strukturalne doborem odpowiednich osób. Faktycznie jednak należałoby się skoncentrować nad takimi rozwiązaniami, wg których pomyślność gospodarcza i bezpieczeństwo państwa nie opierałoby się na jednostce, ale na procedurze…” (Jan Piński)

polecam lekturę całości tu: Kaczyński. PRAWIE jak Orbán

podobne: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński oraz: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa.

…władza (niemal) absolutna posiada ten przywilej że przy jej zaprowadzaniu można (jeśli się jest dostatecznie zapobiegliwym i przewidującym) w dość łatwy sposób kupić sobie przychylność „podwładnych” dopuszczając ich, tudzież cedując na nich udziały w przejmowanych dobrach publicznych. Problem polega na tym, że aparat państwa nie jest w stanie wchłonąć na stałe dostatecznej liczby obywateli, żeby zaspokoić i zadowolić z urządzania państwa na nowo wszystkich (lub chociażby większość). Orbanowi się to udało bo nie szermował hasłami narodowymi wyłącznie w celu propagandowym by mieć społeczne poparcie na czas wyborów. Nie odcinał od koryta swoich poprzedników tylko po to by powtórzyć ich błędy. Nie zadowolił się przejmowaniem stanowisk w ramach „łupu wojennego” dla swoich, co jest rzecz jasna naturalną konsekwencją „wymiany elit” (i co jak czytamy zrobił). Orban i jego ekipa wsparli bowiem jednocześnie ową przemianę kilkoma autentycznie owocnymi GOSPODARCZO reformami/zmianami, które miały bezpośrednie przełożenie na korzyść samych obywateli i ich portfeli, znacznie i raczej trwale poszerzając w ten sposób grono zadowolonych.

Dziś już wiemy że władze Węgier idą dalej tą sprawdzoną drogą, cedując coraz więcej prywatności i własności na obywateli poprzez obniżanie kolejnych podatków (ostatnio VATu) i bilansując budżet by nie stanowił obciążenia dla zwykłych Węgrów. Dzięki temu obywatele czują się coraz bardziej właścicielami swojego kraju i mogą się zająć sobą. Nie przejmując się zbytnio „dyktatorskimi” zapędami Orbana i jego partii. Węgrzy w większości autentycznej (a nie jak to jest w wypadku PISu ograniczonej do elektoratu) chętnie identyfikują się ze swoim państwem, i jednoczą kiedy trzeba by solidarnie wspierać pomysły swojego „duce” kiedy tylko dobro Węgier tego wymaga lub jest ono zagrożone (nawet jeśli te decyzje są niepopularne na zachodzie).

Zwracam na te aspekty uwagę z oczywistego względu. W Polsce możemy bowiem obserwować jak nowe władze się „orbanizują”. PIS małpuje „antydemokratyczną” ścieżkę jaką poszedł Orban, i jest za to tak samo przez zachód krytykowany. Niestety podobieństwo kończy się (moim zdaniem) na kwestii zabezpieczania interesu politycznego i partyjnego w ramach przejmowania aparatu władzy (głównie konfitur z niej wynikających). Brakuje natomiast analogii w posunięciach na polu gospodarki, które byłyby tak perspektywiczne jak to obecnie wygląda na Węgrzech, tj. idące w kierunku bogacenia się obywateli a nie „elit” politycznych kosztem właśnie obywateli. U nas zamiast zbilansowania deficytu jest jego powiększenie, zamiast obniżenia podatków mamy ich podwyższanie a w kolejce do nałożenia już czekają nowe. „Składki” na ZUS i „zdrowotne” poszły do góry. To drugie zostało nawet zamienione wprost na podatek i tylko czekać kiedy to samo stanie się z ZUSem, na którego obsługę za jakiś czas również będziemy zmuszeni płacić specjalny „narodowy” podatek, bo inaczej system tzw. „ubezpieczeń społecznych” zbankrutuje). Podwyżki mają też dotknąć podatek od przedsiębiorców. I tak oto władza mieniąca się „narodową” zamiast pozostawić pieniądze w kieszeni owego narodu by było go stać na rodzinę, obiecuje mu jakieś zasiłki w postaci „500 zł na dziecko”, które najpierw każdy (który się zakwalifikuje) będzie musiał od państwa wyżebrać, a przy którego rozdzielaniu obłowią się w pierwszej kolejności urzędasy, zaś efekt tej „pomocy” ad hoc będzie taki że żeby ktoś dostał te pieniądze to najpierw „ktoś” musi „komuś” zabrać odpowiednią kwotę w podatkach…(Odys)…

i zabierze PodziemnaTV: Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

…Teraz nadszedł pierwszy moment, pierwszy papierek lakmusowy, który pokaże na ile silny i spójny wewnętrznie jest nowy rząd. To jednak tylko wprawki przed generalnymi porządkami.

Już powinna być przygotowana pierwsza wielka operacja antykorupcyjna!
Przez cały okres rządów PO i PSL czuliśmy jak pieniądze hulają bokiem, jak wielkie sumy z budżetu i z funduszy publicznych przelewają się do prywatnych kieszeni. To trzeba pokazać, nazwać. Wiem, ze czasem to nieestetyczne, czasem publiczność ogląda płaczące kobiety – niestety śmiertelną chorobę korupcji trzeba zacząć zwalczać, a nie pudrować. To naturalnie przyniesie sporo emocji, złodziejskiego jazgotu, ale przy okazji uzdrowi wiele publicznych relacji.

Potem przyjdą już najtrudniejsze, gospodarcze batalie: podatek obrotowy od sklepów wielkopowierzchniowych, podatek bankowy i odbudowa polskiego rynku finansowego. To wszystko musi być wykonywane w biegu, przy utrzymaniu płynności finansów publicznych. Operacja niezwykle trudna i bolesna. Będzie przebiegać przy wtórze rozmaitych protestów organizowanych za ogromne pieniądze korporacji.

Krok dalej to już pełne bagno – próba uporządkowania i odbudowania mechanizmów funkcjonowania powszechnej służby zdrowia – piszę powszechnej, bo mówienie o jej „bezpłatności” jest już tylko nużącą i irytującą hipokryzją.

No i wreszcie trzeba przygotować realny, dający się zastosować, projekt odbudowy systemu ubezpieczeń społecznych. 
To wszystko musi przebiegać przy nienawistnym warczeniu nieprzychylnych, polskich jedynie z nazwy, mediów.

A przecież musimy odbudować polską armię, polskie media, odzyskać energię do rodzenia dzieci, odbudować polska gospodarkę i stworzyć warunki do kreowania w Polsce marek rynkowych, które mogą być znane w Europie i na świecie.

Zwykły Polak na co dzień nie zajmuje sobie tym wszystkim głowy, jednak to właśnie od wymienionych przeze mnie działań zależy fakt, czy ten zwykły Polak lepiej się poczuje, odzyska wigor i chęć do życia…” (Witold Gadowski)

całość tu: Zwykły Polak spogląda na rząd PiS

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku

…tymczasem jedyne czym PIS się zajmuje na poważnie (tzn. osiąga dokładnie takie efekty jak zakładał) to zagarnianie dla siebie coraz więcej realnej władzy, przez co „pierwsza wielka akcja antykorupcyjna” wygląda tak – „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Nie po to bowiem partia o etatystycznym poglądzie na państwo, mająca w planie stworzenie „silnego centrum zarządzania” sięga po władzę, żeby się nią dzielić ze zwykłymi obywatelami, a wiedza o agentach, układach i przekrętach to największa władza. Tym większa w im większej tajemnicy pozostaje, bo tylko tak można ludzi szantażować i nimi sterować.

Oczywistą zależnością jest, że im więcej tworzy się uprawnień i monopoli dla administracji (w tym nowe ministerstwa i urzędy) tym bardziej się ludzi uzależnia od urzędników, i tym mniej swobód oraz wolności pozostaje dla tych, których kompetencje zostaną przez ową administrację przejęte. Jeśli ktoś nie rozumie tej oczywistej zależności, albo myśli że to dla naszego dobra to współczuję – w pierwszym wypadku braku logicznego myślenia a w drugim naiwności. Z samej litery nowo uchwalonego w ostatnich tygodniach prawa można wszak wyczytać, że nowej władzy wcale nie chodzi o to żeby budować państwo obywatelskie, albo żeby je oczyszczać czy robić transparentnym. Państwa obywatelskiego nie buduje się bowiem w oparciu o zwiększanie uprawnień inwigilacyjnych dla organów bezpieczeństwa, ani na tym że zagarnia ono dla siebie coraz więcej naszych pieniędzy i coraz więcej kosztuje.

PIS buduje zatem coś w rodzaju międzywojennej „sanacji” (tu odsyłam do historii czym była sanacja dla szarych obywateli – podatników) tj. państwo stanowiące realną własność kliki partyjnej, na wskroś etatystyczne z kłopotami gospodarczymi na WŁASNE życzenie, i z coraz bardziej zubożałym (a przez to niezadowolonym) społeczeństwem. Za wyjątkiem rzecz jasna szeregu swojaków/cwaniaków, odcinających teraz kupony od tego że wcześniej stali wiernie po „właściwej stronie mocy”, klepiąc „biedę” bycia poza tzw. mainstreamem. Inni natomiast niczym „stary grandziarz” Leon Kunicki (vel Kunik) bohater książki Dołęgi-Mostowicza podczepią się jak zwykle pod kurki budżetowe, by wreszcie móc prowadzić swoje biznesy bez strachu o konkurencję ze strony tych, którzy nie mają znajomych wśród nowo wybranych „umiłowanych przywódców”… (Odys)

„…Oto II RP, państwo socjalistów utopistów, którego działalność wymierzona była wprost we własnych obywateli różnych narodowości. Także w Polaków, a może przede wszystkim w Polaków, szczególnie tych którzy coś mieli. Państwo wszechwładzy urzędów podatkowych i urzędników władz lokalnych, którzy bez mrugnięcia okiem potrafili doprowadzić do bankructwa zamożnych obywateli, przez co ci popełniali potem samobójstwa. II RP w nadziejach Polaków miała być kontynuacją Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Korony i Litwy, a w rzeczywistości stała się niespełnioną utopią oszalałych socjalistów-syndykalistów, którym zdawało się, że przyszłość świata należy do urzędników redystrybuujących podstawowe dobra w myśl zaleceń Marksa – żeby było sprawiedliwie. Ponieważ jednak większość urzędników, ze szczególnym wskazaniem na tych bardzo ideowych, to złodzieje, tak więc utopia pozostała do ostatniego dnia budowlą niedokończoną.
O tym, że II RP nie będzie żadną kontynuacją prawdziwej Polski wiadomo było już wtedy kiedy oddano sowietom Mińszczyznę. Potem zaś było jeszcze gorzej. Zniesiono herby, które i tak nie miały już znaczenia, żeby pokazać najgorszym chamom którędy wiedzie droga do sukcesu. I pokazano z wiadomym skutkiem. Litwa nie zniosła herbów uznając, że Litwini, naród mały, zależny od Niemców, zostanie jednak depozytariuszem tradycji królewskiej, magnackiej i prawdziwie demokratycznej na wschodzie Europy.
Do jakiej tradycji w takim razie odwołała się II RP budując niedoszły raj na ziemi. Do socjalistycznej, czyli do takiej co ją wymyślono dawno temu w Londynie, żeby za jej pomocą dewastować kontynentalne gospodarki i przebudowywać strukturę społeczną tak, by w koloniach i na Wyspie nigdy nie zabrakło taniej siły roboczej praz świrów gotowych do rzucania bomb. Polscy politycy z Józefem Piłsudskim na czele, ale także z endekami, żeby mi nie zarzucono jakichś uprzedzeń, traktowali to wszystko serio. Uważali ponadto, że preferowanie pewnych grup społecznych może im zapewnić sukces. Od dawien dawna wiadomo, że kokieteria, szczególnie finansowa nikomu nigdy nie zapewniła sukcesu. No, ale żeby to wiedzieć potrzebna jest znajomość prawdziwej historii, a nie historii, w której zapisano, że motorem dziejów jest postęp…” (coryllus –  O tradycji państwowej dostrzegalnej w propagandzie)

podobne: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP i to: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP

…i PIS postanowił dokończyć budowę tej utopii/satrapii. Rachunek w postaci coraz wyższych kosztów jej funkcjonowania, i niebezpiecznych na przyszłość precedensów w postaci rozsadzania pewnych obiektywnie dobrych zasad prawa (jak trójpodział władzy by żadna z nich nie zdominowała pozostałych), zapłacimy rzecz jasna my obywatele. Nie mówię tu o samej Konstytucji, bo też uważam że nadaje się ona w obecnym brzmieniu w sporej części na śmietnik, ale o powadze i kompetencji organów które mają stać na straży przestrzegania zapisanych w niej praw i wolności (NASZYCH obywatelskich) przed zakusami JAKIEJKOLWIEK władzy i chciwości polityków (a ni na odwrót!). Taka jest jednak kolej rzeczy i konsekwencja oddania władzy „dobrodziejom” zainfekowanym etatyzmem, uprawiającym zakamuflowany socjalizm pod płaszczykiem „misji narodowej” i „demokracji”… (Odys)

„Strzeżcie się przywódców, którzy bębnią w bębny w celu wprawienia obywateli w patriotyczny ferwor, bo patriotyzm jest w rzeczy samej mieczem obosiecznym. Zarówno zagrzewa krew jak i zawęża umysł. A kiedy bębny wojenne osiągają gorączkowe tempo i krew gotuje się od nienawiści, a umysł się zamyka, przywódca nie będzie miał potrzeby w przejmowaniu praw obywateli. To raczej obywatele, zaparzeni strachem i oślepieni przez patriotyzm, ofiarują wszystkie swoje prawa na rzecz przywódcy i uczynią to chętnie. Skąd to wiem? Bo ja to zrobiłem. I jestem Cezarem” (Juliusz Cezar)

Snucie pięknych i idealistycznych wizji rodem z Budapesztu nie ma póki co niczego wspólnego z polską rzeczywistością, poza analogią do bezwzględnego wobec oponentów politycznych przejmowania władzy, i radości z kwiku odrywania poprzedników od koryta. Jaki jednak z tej operacji ma być zysk dla „zwykłego Polaka” (poza specyficzną grupą wyborców PIS i ich potrzebą zaspokojenia prymitywnej chęci odwetu na rywalach), skoro na miejsce starych zasiądą nowe „świnie”? Które będą przecież funkcjonować w tym samym systemie, na tych samych zasadach i za te same pieniądze co poprzednicy, a więc będą tak samo uciążliwe i pazerne (bo jeszcze nienachapane). Te kilka żałosnych gestów „rozliczania” poprzedników, w postaci wyrzucenia z roboty w telewizji (zwanej publiczną), czy z szefostwa organów centralnych (służb i co ważniejszych urzędów), tudzież ze spółek Skarbu Państwa kilku płotek (czyt. głupich bo bezkrytycznie a wręcz nachalnie wysługujących się poprzedniej władzy aparatczyków), nie przywróci Polakom poczucia własnej wartości. Nie zapewni im pracy, perspektyw rozwoju, czy bezpiecznej emerytury, o prawidłowej opiece lekarskiej na którą płacą „składki” nie wspominając. Wspominając za to o tym że ludzie dalej będą tkwić w kolejkach jak za komuny, dopóki nie umrą uwalniając państwo od kosztów utrzymania tego, za co same bez pytania kogokolwiek o zgodę wzięło na siebie odpowiedzialność (i konkretne pieniądze)… (Odys)

„…Chodzi o przywrócenie ludziom władzy nad bogactwem, jakie swoją pracą wytwarzają, a z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców pod pretekstem opieki. Jak zauważył nieżyjący już amerykański noblista Milton Friedman, mamy cztery sposoby wydawania pieniędzy. Pierwszy – kiedy wydajemy własne pieniądze na siebie samych. Wydajemy oszczędnie, a przede wszystkim – celowo, bo doskonale własne potrzeby znamy. Sposób drugi – kiedy wydajemy własne pieniądze na kogoś innego. Nadal wydajemy oszczędnie, ale już nie tak celowo, bo potrzeb tego innego człowieka nie znamy tak dobrze, jak własnych. Sposób trzeci – gdy wydajemy cudze pieniądze na nas samych. Nie liczymy się wtedy z kosztami, ale przynajmniej wydajemy celowo. I wreszcie sposób czwarty – gdy wydajemy cudze pieniądze na kogoś innego; ani oszczędnie, ani celowo, zwłaszcza gdy tych „innych” jest 38 milionów. Państwo wydaje pieniądze w sposób trzeci i czwarty – bo nigdy nie ma własnych, tylko zawsze „cudze” tzn. – podatkowe…” (Stanisław Michalkiewicz)

Więc dopóki kolejne pokolenia tzw. „elit” politycznych będą w dalszym ciągu sięgać obywatelom coraz głębiej do kieszeni, by marnować dobro z którego podstępem (pod pozorem tzw. „opieki”) ich uwalniają, to Polacy nigdy nie wybiją się na prawdziwą niepodległość i wolność. Będą do końca swoich dni niewolnikami przywiązanymi kredytami do mieszkań których nie mogą kupić za uczciwie zarobione pieniądze, ponieważ muszą się nimi dzielić z tzw. „państwem”, głównie na poczet obiecanej emerytury która będzie śmieciowa bardziej niż zmiażdżone kłamliwą propagandą socjalistyczną umowy cywilnoprawne. Wystarczy policzyć ile płacimy na ZUS (i zdrowotne) łącznie z tą częścią składki jaką płacą za nas pracodawcy, dodać do tego wszędobylski VAT, nie wspominając o akcyzie i innych opłatach czy para podatkach, i ile z tego dostajemy z powrotem w postaci „darmowych usług” by sobie uzmysłowić skalę rabunku.

W tym złodziejskim systemie który PIS przejął i kontynuuje po swoich poprzednikach (dokładając od siebie jak już wspomniałem ciężarów) zyskują wyłącznie „elity” polityczne, bo to one w pierwszej kolejności żrą to na co Polacy tak ciężko pracują, uzurpując sobie przedstawicielstwo narodu na mocy „demokratycznej woli” (tj. zaślepienia ideologicznego) jakiej grupy politycznych sympatyków w ramach „większości”, która nawet nie jest REALNĄ większością. „Zwykły Polak” powinien chcieć a przede wszystkim móc utrzymywać się za swoje pieniądze bez kosztownych pośredników w postaci „umiłowanych przywódców”, którzy dbają o nasze dobro w taki sposób że coraz bezczelniej nas go pozbawiają… (Odys)

podobne: Kacza „sprawiedliwośc” – zabrac bogatym, czyli… ukarać biednych. a także:„Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców).

Jerzy Wasiukiewicz

Jerzy Wasiukiewicz

Reklamy

10 comments on “Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?

  1. Pingback: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być

  2. Pingback: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm

  3. Pingback: Obrońcy etatyzmu i sentymentaliści rodem z PRL kamienują „złodziejski kapitalizm” czyli… dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy? Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie” (w postaci antyreformy rolnej). | Łód

  4. Pingback: Na Węgrzech i w Polsce trwa „uwłaszczenie” w postaci antyreformy rolnej. Czy państwo działa na ślepo? | Łódź Odysa

  5. Pingback: „Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji. Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce? | Łódź Odysa

  6. Pingback: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. | Łódź Odysa

  7. Pingback: Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium. | Łódź Odysa

  8. Pingback: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. | Łódź Odysa

  9. Pingback: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ru

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s