Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu (Frederic Bastiat o równowadze handlowej). Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności.


Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

„…Głos ulicy uważa, że ekonomia to tylko dziedzina wiedzy ludzkiej, a nie zbiór zewnętrznych, niezależnych od ludzi praw wynikających z natury rzeczywistości. Sami zresztą piszą:

„Prawa ekonomii nie są niezależnymi od nas prawami logiki czy matematyki ani prawami przyrodniczymi.”

Ach, no tak, zatem rzadkość zasobów (scarity of resources) [Starve the state! #24 – Lekcja ekonomii dla lewaków, czyli o rzadkości dóbr – 31.01.2016] to czysty wymysł człowieka? W rzeczywistości dysponujemy nieskończonymi zasobami węgla, ropy naftowej, złota, diamentów i wszystkiego innego, ale ktoś się pomylił, napisał w książce ekonomicznej, że zasoby są rzadkie i dlatego świat męczy się z fikcyjnymi problemami ekonomicznymi? A co z ceną rynkową? Z czego, Panowie-reformatorzy, wynikają ceny? Też są sztucznie ustalane? Nie maja nic wspólnego z  podażą, popytem, wartościowaniem? Katalaktyka to także, jak rozumiem, arbitralna dziedzina wiedzy nie mająca nic wspólnego z realna rzeczywistością?

No dobrze, dyskusja z nimi na poziomie teorii nie ma sensu, uparli się, że można wygrać z prawami natury i tyle – natura boleśnie ich za to ukarze, gdy mając w szafce 100 gramów mąki spróbują upiec kiedyś 20 kg chleba 😉 Lepiej zająć się faktycznymi postulatami, jakie napotykamy w kolejnym wpisie naszych reformatorów z ulicy zatytułowanym „Chleb rodzi się na polu, nie w banku”.

„Zamyka się dwie szkoły, żeby utrzymać trzecią.”

A o nauce jaka jest demografia i aktualnej piramidzie demograficznej słyszeliście? Kto ma chodzić do tej trzeciej szkoły? Duchy? Kogo maja uczyć nauczyciele tam pracujący?

„Likwiduje się dwa szpitale, żeby utrzymać trzeci.”

Rozumiem, że lepiej będzie, jeśli zbankrutują wszystkie trzy naraz, bo dwa rentowne będą dopłacały do tego trzeciego, nierentownego?

„Zwalnia się ludzi z pracy, żeby kupić maszyny.”

Panowie, wyobraźcie sobie hipotetyczna sytuację: prowadzicie prywatne przedsiębiorstwo, zatrudnijcie 20 robotników i płacicie im po 1500 zł na miesiąc, czyli 30.000 zł miesięcznie. Robotnicy produkują co miesiąc dobra które sprzedacie za 35.000 zł. Inne koszty działania fabryki, sprzedaż i reklama to 4 tysiące zł. Zostaje Wam 1 tysiąc zysku. Możecie zastąpić 10 pracowników dwiema maszynami, których koszt pracy wynosi 3 tysiące złotych miesięcznie. Bilans: (10×1500)+(2×3000)+4000= 25.000 zł. 35.000-25.0000=10.000 zł. Pytanie do Was: zatrudniacie dalej 20 robotników, czy kupujecie maszyny? Zapewne powiecie, że dla „dobra ogólnego” byście zatrudniali. To teraz troszkę urealnię ten przykład – wszyscy konkurenci kupią maszyny, będą mogli obniżyć o 20% cenę swoich dóbr i wasz towar przestanie się sprzedawać. Bankrutujecie. Proste?

„Mówią nam, że w Polsce nic się nie opłaca. Nie opłaca się tanio budować, nie opłacają się szkoły, szpitale, koleje, kultura.”

Opłaca się, ale minimalnie. Opłacałoby się bardziej, ale rząd nakłada gigantyczne podatki, multum regulacji, zakazów, nakazów, utrudnień, licencji, koncesji i jeszcze ustala płacę minimalną, kontrole skarbowe, sanitarne, środowiskowe i cholera wie co jeszcze.

„Rolnictwo najlepiej zredukować, zamknąć kopalnie, huty, fabryki.”

Jeśli mam do wyboru, aby z moich podatków dofinansowano nierentownego chłopka ze wschodniej Polski, który nawet nie uprawia swojego pola, bo Unia mu za to płaci, aby nie uprawiał, to wolę, aby rolnictwo zlikwidowano, pieniądze pozostały w mojej kieszeni i żebym mógł kupić zboże z Brazylii, Chin albo skądkolwiek, gdzie ludzie jeszcze nie stracili rozumu.

„Tak jest, ale czy tak musi być?”

Oczywiście że nie musi – są dwa wyjścia. Możemy uciąć chciwe łapska rządowych złodziei i unijnych biurokratów oraz sypiających z nimi w jednym łóżku bankierów i korporacje i wprowadzić prawdziwy wolny rynek albo – zgodnie z Waszymi postulatami – wprowadzić jakieś wariacje na temat socjalizmu, gdzie „kredyt jest publiczny” a prawa ekonomii nie są brane pod uwagę. Kambodża, Związek Sowiecki, Chiny Mao – oni wszyscy tez myśleli, że ekonomia to burżuazyjne wymysły….”

całość tu: Chleb nie rodzi sie na polu, tylko w piekarni…. czyli krótki komentarz na majaki Głosu ulicy.

„…Narzędziem do przeciwdziałania importowi są cła. (…) to nie JA dysponuję wpływami z ceł, a państwo. I nie jest to dla mnie dobre, bo płacąc cło, mam mniej pieniędzy. Ale posiada je państwo, a ono — jak mówił inny profesor — działa dla wspólnego dobra, w tym również i mojego. No więc sprawdźmy, czy to państwo działa na rzecz naszego dobra. Ono za te pieniądze na przykład buduje drogi, lotniska, czy stadiony. Może to i dobrze, bo dzięki tym drogom, mogę sprawniej zaimportować mój nowszy samochód. Ale nie należy nie dostrzegać, w jaki sposób ono to robi. Drogę, której nie było, a teraz jest, trzeba odśnieżać i remontować. Droga, której nie było, to nowy koszt, którego nie było, a teraz jest. Jeżeli budowa drogi została jeszcze nawet tylko częściowo sfinansowana długiem, to obsługa długu jest też kosztem, którego nie było, a teraz jest. W taki oto sposób koszty, których nie było, a się pojawiły generują potrzebę wprowadzenia nowych ceł. Ponieważ państwa są zmuszone ponieść ciężar nowych kosztów, to są zmuszone poszukać kogoś, komu by tu jeszcze ochronić jego „miejsce pracy”. Na siłę. Takie: nie „chcem”, ale „muszem”.

Nie należy nie dostrzegać jeszcze innego aspektu spraw, związanych z cłami. Importować można, gdy się chce albo się musi. Muszę importować, gdy nie jestem w stanie czegoś wyprodukować u siebie nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że nie umiem. Ostatnio czytałem na przykład, że nie jesteśmy w stanie w Polsce wyprodukować podwozia do jakiejś haubicy i zrobią to dla nas Koreańczycy. Tak samo jak pojedynczy ludzie nie umieją robić wszystkiego, tak całe społeczeństwa nie umieją produkować wszystkiego. Nikt nie jest samowystarczalny, samowystarczalne nie są gminy, powiaty, województwa, czy państwa i takie jest prawo przyrody, że z tego powodu musimy wejść w relację z drugim człowiekiem, czy grupą ludzi. To się nawet opłaca i to nie tylko dlatego, że dzięki takiej współpracy mogę mieć coś, czego nie jestem w stanie wytworzyć sobie sam. Wiemy to choćby od takiego Ricardo, który jeszcze do tego udowodnił, że oprócz tego, że na takiej współpracy korzystam zarówno ja, jak i ten drugi, to bardziej na tej relacji korzysta biedniejszy z nas. Natura wspomaga biedniejszego. Bogacimy się obydwaj, ale biedniejszy z nas bogaci się w szybszym tempie. Z samego tylko podjęcia współpracy są więc korzyści, a do tego dochodzi jeszcze zjawisko synergii, które w świecie przyrody jest czymś powszechnym… Straszliwie to wszystko skomplikowane…

…Mój samochód zaimportowałem, bo uważałem i uważam, że leży to w moim interesie. Przypuszczam, że poprzedni właściciel wyeksportował go, bo uważał, że taki jest jego interes. Korzyści z importu i eksportu mają importer i eksporter. Jeżeli moim celem jest import, a eksport tylko środkiem do tego celu, to nakładając cła na import — nakładam je sam na siebie i nie działam we własnym interesie. I jeżeli cła, spływające do budżetów państw są używane do tworzenia nowego kapitału tych państw, który nie daje zwrotu (niektóre stadiony, drogi, lotniska), a który z kolei trzeba odtwarzać, co generuje dług i nowe koszty, to państwa muszą wymyślać nowe cła i chronić jakieś inne „miejsca pracy”, bez zastanawiania się już nad tym, czy ta ochrona ma sens. Bez względu na wszystko, potrzebne są wtedy nowe cła, aby obsłużyć nowe koszty. Te państwa przypominają człowieka, który siedzi na wózku, znajdującym się na równi pochyłej, na dole której czeka katastrofa. Jeżeli przy tym przez wprowadzanie nowych ceł zniewalają one ludzi, to po pierwsze muszę być Matce Naturze wdzięczny za tę katastrofę, bo ona przywróci mi wolność…

ostatnio usłyszałem od jednego profesora, że inflacja jest „dobra”, a deflacja „groźna” i że trzeba koniecznie ją zwalczać. (…) mam dysonans, bo to przecież w warunkach deflacji mogę sobie coraz więcej kupić za tę samą kwotę. To dzięki deflacji mam coraz więcej, nawet tylko leżąc na kanapie i dłubiąc w nosie. Staram się jednak nie poddawać chorobie, walczę z nią ile mam sił i próbuję dalej sobie wmawiać, że jeśli od lat zarabiam ciągle tyle samo, to inflacja jest dla mnie mimo wszystko dobra, choć dzięki niej mogę sobie coraz mniej za mój stały zarobek kupić…” (Leszek Rydzak – O granicach, dyskryminacji i imporcie)

Frederic Bastiat – Równowaga handlowa (genialny esej) 🙂

Frederic Bastiat (prawo naturalne, Bóg, państwo opiekuńcze, dotacje, subwencje, cło, podatki, opieka społeczna, socjalizm, wolność, etatyzm, biurokracja, urzędnicy)

„…Zdaniem Smitha o ile wyraźnie przeceniamy znaczenie nagromadzonego bogactwa dla naszego szczęścia, o tyle należy pamiętać, że właśnie dzięki ambicji powołano do życia rolnictwo, zbudowano miasta, odkryto wielkie prawdy naukowe i stworzono dzieła sztuki, które „upiękniają życie ludzkie”. Według filozofa właściciel dużego gospodarstwa, który nadzoruje pracę na swoich polach, wyobraża sobie, że jest w stanie to wszystko skonsumować, co Smith ujmuje następująco: „Popie oczy, wilcze gardło, co zobaczy, to by żarło”. Gdy więc właściciel ten nabywa więcej ziemi, aby ją uprawiać, wówczas uważa, że robi to, aby zaspokoić swój ogromny apetyt. Tymczasem pragnienia tego człowieka okazują się tak naprawdę dość ograniczone. Ostatecznie i tak musi się podzielić nadwyżkami produkcji, zatrudniając ludzi do pracy na roli, do prowadzenia domu, do dbania o ogród i do pielęgnacji wozów. Wszystko to zapewnia godne życie dziesiątkom innych ludzi.

Oto podsumowanie tego, co zdaniem Smitha osiągają w rzeczywistości ludzie o wygórowanych ambicjach: Niewidzialna ręka prowadzi ich do dokonania nieomal takiego samego podziału artykułów pierwszej potrzeby, który by następował, gdyby podzielić ziemię na jednakowe części między wszystkich jej mieszkańców, i w ten sposób samorzutnie i bezwiednie przyczynia się do zwiększenia korzyści społeczeństwa i dostarcza środków do rozmnażania gatunków. Dzieląc ziemię między kilku właścicieli, Opatrzność nie zapomniała ani nie pominęła tych wszystkich, których jakoby pozostawiła bez przydziału…

…Filozof powiada, że nosimy w sobie silny impuls i wielkie ambicje, które nam jako jednostkom służą kiepsko, ale ostatecznie wyprowadziły nas z jaskiń do słońca cywilizacji. Myślę, że to komplement, choć dość nieoczywisty.

…Zanim Albert Einstein stworzył teorię względności, zanim Auguste Rodin wyrzeźbił Mieszczan z Calais, zanim powstały wieża Eiffla i budynek Chryslera, zanim Brutus założył Londyn, zanim pierwszy człowiek zdał sobie sprawę, że można zasiać ziarno i poczekać, aż urośnie, zanim zakorzeniona głęboko w nas ambicja wywołała te wszystkie zmiany w warunkach bytowania człowieka, byliśmy podobno myśliwymi i zbieraczami żyjącymi w małych bandach albo klanach. Przetrwanie stanowiło szczyt marzeń tak trudnych do spełnienia. Życie było bardzo kruche, śmierć przychodziła wcześnie i często.

W takim świecie sposób, w jaki wchodziliśmy w interakcje ze sobą, był dosłownie sprawą życia i śmierci. Nie istniały firmy ubezpieczeniowe, które chroniłyby naszą dzidę. Nie było rządów, które wypłacałyby zasiłki chorobowe, gdybyś złamał nogę w pogoni za obiadem. Ludzie musieli polegać na sobie w bardzo dużym stopniu. Podstawą było zaufanie. Niezdolność do dołożenia się, do udzielenia pomocy, do wykonania swojej części obowiązków musiała być karana cały czas i dość tanio, początkowo za pomocą wstydu i złości, a z czasem poprzez wykluczenie i wygnanie, jeżeli sytuacja nie uległa zmianie. Każda rodzina, każda większa rodzina, a może i każda grupa czy każdy klan, dzielili się ze sobą tym, co mieli, z konieczności.

…Współczesna postać aktywności gospodarczej bardzo się różni od tej, którą znali nasi przodkowie. Obecnie konieczne są bowiem zupełnie inne normy społeczne i rozwiązania prawne, które umożliwiają nam wymianę handlową. Jak wskazał Leonard Read, nawet bardzo prosty produkt, taki jak ołówek, wymaga nieskoordynowanej współpracy milionów ludzi. Ten niezwykły rodzaj współpracy, która się wyłania bez udziału żadnego menedżera, tylko dzięki ludzkiej skłonności do „umowy, wymiany i kupna”, często określa się mianem rynku — choć jego podręcznikowa wersja pozostaje oczywiście mechanistyczna. Smith rozumiał, że proces ten ma charakter organiczny i jest bardzo złożony.

Kiedy dzwonimy do dostawcy albo nawet do kogoś z naszej firmy, lecz na drugim końcu kraju, mamy styczność z obcą osobą, której nasz dobrostan prawie na pewno jest obojętny. Oczywiście istnieją normy kulturowe, które tonują egoizm w tego rodzaju sytuacjach. Równie istotne są zasady łagodzące konkurencję — moje pragnienie wykorzystania klienta, który jest mi obcy, zostaje powściągnięte przez niebezpieczeństwo, że osoba ta pójdzie do konkurencji. Wkrótce odkrywamy, że jeżeli będziemy się zachowywali tak, jakbyśmy dbali o swoich klientów — choć tak naprawdę nie obchodzą nas ich losy — zyskamy większe szanse na sukces. Miejsce pracy jednak nigdy nie będzie przypominało naszego domu.

W tym samym okresie, kiedy wchodzimy w dorosłe życie — i zaczynamy mieć styczność z właścicielami, pracodawcami, konkurentami w biznesie — często zakładamy rodzinę. Wtedy znów widzimy ostry kontrast między pełnym miłości światem małżeństwa i rodzicielstwa, gdzie wszystko jest wspólne i współpraca wyrasta z miłości, a mniej przyjaznym światem pracy, gdzie współpraca jest sprzężona z potencjalnym zyskiem i obawą przed poniesieniem strat.

Światy te są zupełnie różne. (…) Według von Hayeka chcemy próbować choć trochę upodobnić makroekonomię do mikrokosmosu naszej rodziny, biorąc obowiązujące w niej normy równości i przenosząc je, za pomocą ustroju politycznego, na całe społeczeństwo.

Von Hayek uważał, że wskutek rozciągnięcia norm obowiązujących w rodzinie na całe społeczeństwo znaleźlibyśmy się na drodze do tyranii. Nie wiem, czy Smith zgodziłby się z tym stwierdzeniem; socjalizm, marksizm, komunizm w 1759 roku jeszcze nie istniały. Filozof jednak przeczuwał, że nie możemy przenosić miłości i zainteresowania innymi ludźmi (zarówno bezinteresownego, jak i egoistycznego) poza krąg najbliższych nam osób. Możemy tylko udawać, że to robimy…

Na szczęście nie muszę kochać dyrektorów generalnych fabryk, gdzie produkuje się zastawki, samochody, które spalają sześć litrów benzyny na 100 kilometrów, albo iPhone’y. Jednocześnie owi dyrektorzy nie muszą kochać mnie. Czynią moje życie łatwiejszym i bardziej interesującym, mimo że nigdy mnie nie zobaczą ani tym bardziej nie poczują do mnie tego, co czuje moja rodzina. I dobrze. Szukasz miłości? Rozejrzyj się wokół siebie. W życiu i tak mamy bardzo mało tego cennego uczucia, więc zarezerwujmy je dla tych, z którymi się widujemy na co dzień. Kochaj lokalnie, handluj globalnie.” (Russ Roberts)

Fragment książki „Jak Adam Smith może odmienić Twoje życie. Zaskakujące rozważania o ludzkiej naturze i szczęściu”

polecam lekturę całości tu: „Czytając Adama Smitha (2). O bogactwie i moralności”

„…Człowiek dąży do zaspokojenia potrzeb wyższych, ale nie jest to możliwe bez uprzedniego zaspokojenia fizycznego głodu. Jest to uczucie, które człowiek doznaje każdego dnia. Tylko na pierwszy rzut oka jedzenie należy do prozaicznych czynności. Ludwig von Mises, dwudziestowieczny austriacki filozof i ekonomista twierdzi, że celem działającego człowieka jest zawsze usunięcie dyskomfortu w przyszłości i nie dotyczy to przyszłości w ogóle, ale konkretnego odcinka czasu w najbliższej przyszłości. Ludzkie życie uwarunkowane jest przez czynniki naturalne. Najważniejszym zadaniem człowieka jest więc ciągłe zmaganie się z ograniczeniami, które nakłada na niego natura. Tym działaniem, to znaczy świadomym dążeniem do możliwie jak najskuteczniejszego wyeliminowania dyskomfortu, zajmuje się ekonomia. Dzisiaj ekonomia głównego nurtu została jednak postawiona do góry nogami…

sposób rozumowania, który zakłada, że dobrobyt człowieka nie jest ograniczony rzadkością, jest jedną z największych iluzji ekonomicznych naszych czasów. Rzadkość dostępnych zasobów niezbędnych do przetrwania nie jest sztucznym wytworem ustanowionym przez człowieka. To taki, a nie inny świat jest miejscem stworzonym i danym człowiekowi przez Boga, gdzie ma on dążyć do swojej doskonałości i swojego zbawienia. Nie ma innego świata. Każda próba wyobrażenia sobie innego świata i próba wprowadzenia go w życie jest szatańską pokusą…

…W świecie na co dzień zmagamy się z rzadkością zasobów w stosunku do nieograniczonych potrzeb. Miejsce pustynne jest miejscem szczególnym, gdzie doświadczamy tej rzadkości. Jezus zabiera nas dzisiaj na pustynię, gdyż doskonale wie, że jest to idealne miejsce, gdzie możemy nauczyć się tego, co to znaczy być wewnętrznie wolnym. To doświadczenie jest niezbędne do tego, by móc później w życiu podejmować odpowiednie decyzje wolne od instynktownych czynników.

Dobra materialne są moralnie obojętne. Pisał o tym w II wieku Klemens Aleksandryjski w traktacie o stosunku do dóbr materialnych zatytułowanym „Który człowiek bogaty może być zbawiony”. To tylko od człowieka zależy, czy będzie ich używał dobrze albo źle. Rzeczy materialne powinny być tylko środkami do osiągnięcia innych, wyższych pragnień

…Cele ostateczne człowieka w ekonomii nie podlegają ocenie z punktu widzenia absolutnych standardów, gdyż nikt nie ma prawa decydować o szczęściu drugiego człowieka. Ekonomiści nie mają tutaj nic do powiedzenia. Cele te są subiektywne i dlatego każdy sam musi je sobie wyznaczyć. Nie ma to jednak nic wspólnego z relatywizmem moralnym, gdyż każdy człowiek sam musi odkryć Boga jako cel swojego życia. Nie jest to łatwe, gdyż nasze życie w ziemskim pielgrzymowaniu nie istnieje bez pokus. A pokusy istnieją dlatego, gdyż występuje rzadkość danych nam przez Boga zasobów do przeżycia…” (ks. Jacek Gniadek)

całość tu: Nieustanna walka z pierwotną rzadkością i pokusami szatana… czyli „Nie samym chlebem…” (Jak zbudować własną skalę wartości?)

…świadomość ograniczonych zasobów (posiadają ją zwłaszcza ci którzy zaznali głodu i niedostatku) uczy nas jeszcze czegoś – poszanowania dla ludzkiej pracy i przedsiębiorczości. Tak przynajmniej było kiedyś, ale dziś z tą świadomością jest coraz gorzej. Sytość i przesyt zostały uznane za „naturalne” prawo każdego „cywilizowanego” człowieka, i stały się celem samym w sobie. Być może ludzkość potrzebuje totalnej katastrofy która wywoła ogólnoświatowy głód i kryzys dostępu do zasobów, żeby wrócić na drogę przedsiębiorczości i powrotu do poszanowania prawdziwego prawa naturalnego, gdzie zaspokojenie potrzeb to uczciwa zapłata adekwatna do włożonej pracy… (Odys)

podobne: Niewidzialna ręka rynku wg. Adama Smitha. Kisiel: Nie ufać fachowcom. a także: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną. oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. i to” Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. polecam również: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy.

Jan Paweł II (mieć, być, bogactwo)

Advertisements

4 comments on “Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu (Frederic Bastiat o równowadze handlowej). Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności.

  1. Pingback: W Hiszpanii nie ma rządu a gospodarka rośnie. Opłacalność „ekonomi trynitarnej” kontra interwencjonizm państwowy. | Łódź Odysa

  2. Pingback: O materii wynikającej z ducha (Stefan Oleszczuk i dr Jan Przybył) | Łódź Odysa

  3. Pingback: Z listów starego diabła do młodego czyli…W święta z trwogą o promocję na karpia, czy z Bogiem bez trwogi. | Łódź Odysa

  4. Pingback: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… jak działa korpoustRÓJ. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s