Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Każdy zdrowy człowiek pamięta swoją przeszłość i ciekaw jest przeszłości osób, z którymi się bliżej styka. Ponieważ wszyscy ludzie to robią, jest to właściwość uniwersalna wszystkich cywilizacji. Można stąd wyciągnąć wniosek, że musi to być żywotny czynnik w życiu i rozwoju społeczeństw, skoro żadne się nie ostało, które by wiedzy o swojej przeszłości nie wytwarzało i nie gromadziło, aby ją przekazywać…

Jeśli wiedza o przeszłości jest jednym z niezbywalnych nurtów kultury, wobec tego pytanie o pożytek z historii znaczy tyle samo, co pytanie o potrzebę kultury i jest tak samo zbyteczne, jeśli go nie uściślimy, aby wyjść poza oczywistości…

…jak wielkie znaczenie miała znajomość polskiej historii w sporach i procesach polsko-krzyżackich i różnych akcjach dyplomatycznych. Przytoczę dla przykładu akapit z rozdziału napisanego przez Mariana Zwiercana, najlepszego wciąż znawcę Janowego Komentarza (s. 15-16):

Uzdolnienia prawnicze i wiedzę historyczną Dąbrówki wykorzystał król Kazimierz Jagiellończyk w ważnych misjach dyplomatycznych. W 1462 r. uczony uczestniczył jako rzeczoznawca w zjeździe piotrkowskim, na którym rozstrzygano spór między królem a Piastami mazowieckimi i śląskimi o spadek po książętach płockich. Swymi ekspertyzami przysądził na rzecz króla ziemie rawską i gostyńską. W sprawie tej posłużył się przygotowanymi uprzednio materiałami historycznymi oraz genealogicznymi. Następnie w 1463 r. w Brześciu Kujawskim zbijał prokrzyżackie stanowisko legata papieskiego Hieronima, arcybiskupa Krety, występującego z pośrednictwem pokojowym między Polską a Zakonem Krzyżackim… 

…Rozpoznajemy w powyższym szkicu działalności pierwszego polskiego profesora historii przynajmniej dwa pola historyczności. Najpierw genealogię książąt polskich jako klucz do sprawiedliwego podziału spadku po Piastach. Następnie kalendarium władztwa polskich książąt na ziemiach zagarniętych bądź zagrożonych przez Zakon Krzyżacki. O tym wymiarze pracy krakowskiej szkoły historycznej pisze w monografii Komentarza Piotr Węcowski (s. 68):

W skład tej grupy wchodziło kilka osób związanych z krakowskim środowiskiem uniwersyteckim: Jan z Dąbrówki, Jan Długosz, Jakub z Szadka, Mikołaj z Kalisza i Sędziwój z Czechla. Łączyły ich wspólne cele, ale i podobne poglądy oraz zainteresowania intelektualne. Jak zauważył Jacek Wiesiołowski, „program Polski etnicznej, piastowskiej, wydaje się wspólny dla całej grupy ekspertów królewskich Kazimierza Jagiellończyka”. Dążyli oni do powrotu Polski do granic „pierwszych Bolesławów”, eksponując zasięg terytorialny Korony Królestwa Polskiego (…).

Nauka historii, rozpoczęta tak chwalebnie na Uniwersytecie Krakowskim w XV wieku, i w całej Europie, nie zastąpiła oczywiście indywidualnych ścieżek pozyskiwania, gromadzenia i przekazywania wiedzy o swojej przeszłości. Zdarzało się, że ta warstwa podstawowa rozmijała się z oficjalną wykładnią historii czyli polityką, „rozumem narodowym”, którym zawiadują elity. Bywa, że część elit zostaje skorumpowana i przez wiele lat uczestniczy w zagładzie państwa (np.[LINK]) Bolesne przykłady fatalnych skutków takiej niszczącej samozagłady, skutkującej oddawaniem stopniowo państwa we władanie wrogich potęg, można by mnożyć…” (Andrzej Dąbrówka)

całość tu: „Po co nam historia?”

podobne: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego. a także: Gimnazjaliści nie radzą sobie z trudniejszymi zadaniami, ale szkołę lubią. Prawo do odręcznego pisania. Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem. oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem) i jeszcze: Jeszcze o alternatywnej wersji historii pichconej przez lewicę

„Jarosław M. Rymkiewicz w bardzo ważnej rozmowie z Joanną Lichocką:

…Jest bowiem tak, że z literaturą, z wielkimi pisarzami w żaden sposób nie można wygrać – wielkie dzieła ducha i umysłu mają siłę – tajemniczą, niewidzialną – która ujawnia się wtedy, kiedy chce. Tak jak nasza miłość do Polski, tak i nasza literatura narodowa była przez tych, którzy w ostatnich latach rządzili Polską, lekceważona, wyśmiewana, marginalizowana, wyrzucana ze szkół – wydawałoby się, skazana już na nieistnienie. Tym złym ludziom chodziło oczywiście o to, żeby dzieci nie uczyły się miłości do Polski, żeby pokochały coś nowoczesnego i milszego niż Polska – jakieś popkulturowe głupoty. Ale na nic zdały się ich wysiłki, bo nie można wygrać z wielkimi pisarzami – oni są nieśmiertelni i na zawsze pozostaną tutaj z nami. Warto tu jednak zauważyć, że jeśli chodzi o literaturę polską, to jest też i tak, że ona w swojej całości, wszystkimi swoimi dziełami, nawet tymi podrzędnymi, oddziaływała i nadal oddziałuje na losy Polaków. To wydaje mi się bardzo tajemnicze – i nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Może w tym jest jakaś szczególność naszej literatury narodowej, może to odsłania jej szczególne przeznaczenie – że również pisarze niewielkiego talentu przykładają się do wielkiego wysiłku uczenia Polaków, jak należy służyć swojej ojczyźnie. Na przykład Władysław Bełza, zmarły przed ponad stu laty lwowianin, który dzięki jednemu małemu wierszykowi wszedł do panteonu wielkich Polaków – bo dobrze się Polsce przysłużył.

…Ciekawe, że różne nonsensowne powody, dla których Polska powinna zostać zlikwidowana i wymazana z mapy Europy– niekiedy nawet trochę podobne do tych wymienionych – pojawiały się już kilka wieków temu – w wieku osiemnastym i dziewiętnastym i dwudziestym. Różnica jest tylko taka, że wówczas te powody, które miały usprawiedliwić rozbiór Polski, wymyślano w Petersburgu, Berlinie i Wiedniu, a teraz wymyślają je z upodobaniem Polacy, którzy już nie chcą być Polakami…”

całość tu: Czego uczy nas literatura Polska?

podobne: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.  oraz: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.

Ma rację Pan Rymkiewicz że literatura ma tajemniczy wpływ na umysły Polaków, ale nie powinno być obojętne co z tej literatury zostaje w głowach, i jakiego rodzaju „tajemniczość” jest udziałem naszych „namiętności”. Jako naród i państwo wyszliśmy zwłaszcza na „romantycznych” uniesieniach jak przysłowiowy Zabłocki. Każdy kto choć trochę orientuje się w historii Polski wie jak, i na czym wyrosła potęga I RP. Na pewno nie na Reju, ani na Kochanowskim, ani na żadnej innej literaturze czy sztuce. Kierunek był odwrotny – sztuka i literatura były tylko pięknym dodatkiem a raczej emanacją potęgi, która swoje źródło miała po pierwsze w wolności (zanim stała się samowolą), po drugie w praworządności (zanim stała się nierządem), a po trzecie w harcie ducha (zanim strawiła go zgnilizna moralna w postaci prywaty i zaprzedaniu się obcym wpływom). Po upadku tego wszystkiego co stanowiło siłę/kręgosłup Rzeczypospolitej, pozostał tylko sentymentalny jęk za dawną świetnością (który trwa do dziś), a w zasadzie za pewnym jej symbolem, trafnie opisanym przez Mickiewicza w „Panu Tadeuszu”: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? –jakoś to będzie!”. Sentyment za wzorem opływającego w złoto paniska idioty kompletnie nie liczącego się z brutalną rzeczywistością (jak np. druzgocąca przewaga militarna okupanta), niecierpliwie czekającego okazji żeby „porwać się na tysiące” (jak Sienkiewiczowski Kmicic) i bohatersko skrwawić w przekonaniu że „tak trzeba” i że Bóg dopomoże szaleństwu, bo kiedyś przecież przodkowie gromili przeważające siły wroga. Przekonanych o tym że czekanie cierpliwie na okazję (słabość okupantów) to strata czasu a wręcz zdrada. Po macoszemu traktujących pozytywistyczną strategię, by odbudować Polskę silną nie tylko sentymentem literackim, ale przede wszystkim zorganizowaną w terenie pod względem administracyjnym i ekonomicznym, nie dającą się sprowokować do krwawych powstań kończących się zawsze pacyfikacją i wywłaszczeniem zasobów ludzkich, gdzie ciągle panował podział na szlachtę i chłopstwo. Kto ośmielił się kalkulować na zimno i nazywać gorące porywy szaleństwem ten był zdrajcą świętej sprawy (do dziś używa się tej kalki).

Ślepy i głupi bunt ubierany w barwy „romantyzmu”, który tak naprawdę z każdym swoim wybuchem kończył się zwijaniem resztek państwowości polskiej i eksterminacją jego elit, doprowadził do tego że po dziś dzień jesteśmy tylko nędznym kadłupkiem (pisownia celowo nawiązująca do nie tak dawnego mitu Polski jako potęgi gazowej) dawnej Rzeczypospolitej i jej pierwotnych ideałów, które nie miały nic wspólnego z „rewolucyjnym romantyzmem”, który doprowadził do tego, że spora część Polaków mieniąca się dziś „konserwatystami” (republikanami?) czuje sentyment do jakobińskiej rewolucji (sic!). Jednocześnie (paradoksalnie) tęskni za szlachecką RP, nie potrafiąc skojarzyć oczywistej prawdy że skoro w tamtym systemie większość Polaków była zwykłymi chłopami (bez przywileju wolności osobistej czy własności), to i oni znaleźliby się podobnie jak tamtejsze chłopstwo poza nawiasem tak polityki jak i pańskiej dumy, którą dziś się karmią snując narkotyczne wizje o przynależeniu do elity. I ta nosząca znamiona wady wrodzonej fascynacja, ciągle jest karmiona i podsycana przez ludzi takich jak Pan Rymkiewicz. Zapominają „prawdziwi patrioci” że w tamtym systemie tylko co dziesiąty z nich mógłby się nazywać „narodem” (z racji pochodzenia szlacheckiego). Analogicznie nawiązując do mitu II RP musieliby się wywodzić/należeć do sanacyjnej szlachty towarzysza Ziuka, żeby móc odnosić wymierne korzyści ze swojego poświęcenia dla ojczyzny.

„Trochę jestem konserwatystą, trochę republikaninem, trochę jakobinem. Konserwatywna jakobińska rewolucja – to mi się podoba.” pisze Pan Rymkiewicz, nie zdając sobie (chyba) sprawy z anty cywilizacyjnego i antychrześcijańskiego (a więc ANTYpolskiego) charakteru tego rodzaju mieszanki. Bo nie można dwóm Panom służyć, i jak pisał swojego czasu Koneczny – nie można być cywilizowanym na dwa sposoby (Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?). Jeśli podoba Ci się jakobinizm to znaczy że niewiele w tobie z konserwatysty, bo nie można być tylko trochę w ciąży. Polsce jest dziś zatem potrzebna kontrrewolucja wobec tego co zrobili Jakobini, a ich ideowi spadkobiercy tj. szeroko pojęta lewica (od bolszewików po socjalistów z „ludzką twarzą”) radośnie kontynuują. Tymczasem ma miejsce kolejna (r)ewolucja socjalistycznych mrzonek opartych o masowe (pod płaszczykiem „interesu publicznego”) złodziejstwo dusz i portfeli jako konieczną ofiarę ku chwale ojczyzny… (Odys).

„…nie ma w Polsce innej tradycji patriotycznej niż socjalistyczna. Wiąże się to oczywiście z procesem odzyskiwania przez Polskę niepodległości, którą wywalczono w wyniku szeregu rewolucji lansujących idee lewicowe. Polska niepodległość jest na stałe przyspawana do socjalizmu, a jak ktoś twierdzi inaczej to już mu socjaliści wyjaśnią, że jest zdrajcą. W warunkach niebytu państwowego, opresji i szykan, inna niż socjalistyczna postawa, jawiła się bowiem ludziom jako forma zdrady, mniej lub bardziej jawnej. Dla socjalisty zdrajcą był ziemianin co inwestował w maszyny rolnicze, zdrajcą był robotnik, co nie zapisywał się do partii i zdrajcą był sklepikarz, który odmawiał płacenia rewolucyjnych haraczy. Można oczywiście twierdzić, że socjaliści to ludzie czynu, rzucają bomby, strzelają z browningów i dzięki temu powstaje Polska. To jest niby prawda, niby powiadam, bo koszta powstania takiej Polski są dla samych Polaków nie do udźwignięcia, a przykład 20 lecia pokazuje, że najważniejszym celem socjalistów po odzyskaniu niepodległości, była przemiana w establishment z mniej lub bardziej oszukanymi tradycjami, który próbuje coś tam robić na arenie międzynarodowej. Bez skutku, rzecz jasna, bo ludzie lansujący socjalizm w krajach takich jak Polska byli, są i będą z istoty socjalizmowi wrodzy. I tylko idiota może myśleć, że zdobywszy władzę jako socjalista będzie mógł zamienić się w konserwatystę i gadać z tamtymi jak równy z równymi. To głupstwa. I to widać na licznych przykładach, tak rewolucyjnych, jak i parlamentarnych…” (coryllus)

podobne: Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? oraz: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

Potrzebne jest zatem stworzenie (na początek) nienaruszalnego, (tj. niepodlegającego demokratycznym fantazjom) porządku prawnego, opartego o sprawiedliwość. Ale nie o tę zwaną „społeczną” (rodem z komuny) gdzie redystrybuuje się zagrabione ludziom dobra by było „po równo”, a najlepiej na kredyt który będą spłacać obywatele i ich dzieci okradzione w ten sposób z przyszłości już na starcie. Chodzi o sprawiedliwość opartą o prostą zasadę – NIE KRADNIJ, a przymus stosuj tylko po to by zapobiegać niesprawiedliwości, w tym podstępowi w umowach zawieranych między wolnymi ludźmi. Prawo powinno być „defensywne”, tj. stać na straży wolności i własności prywatnej WSZYSTKICH (to jedyna równość która winna być pożądaną, jedyna „prawicowa” równość), a nie „ofensywne” tj. służące zabezpieczeniu niedookreślonego interesu „publicznego”, który okazuje się być ekonomicznym interesem jakiejś grupy „umiłowanych przywódców” (oraz najbardziej zasłużonych spośród „wyborców”), kosztem całej reszty wolnych ludzi – słowem zabezpieczeniem pasożytowania władzy na obywatelach… (Odys)

„…Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję…” (coryllus)

Żeby temu zapobiec potrzebna jest pisemna gwarancja wolności i własności obywateli tego kraju (i pozbawienie władzy możliwości kierowania gospodarką), zamiast doraźnego pisania „prawa” pod samowolę władzy, i dociskanego go później kolanem w Sejmie. Władza która uważa że może zmieniać jednostronnie umowę kiedy jej się podoba, na dodatek wstecz lub w trakcie gry (bo jakiś „budżet” tego wymaga), po to głównie by rozbudowywać swój (i dla „swoich”) aparat w oparciu o zagrabione Polakom pieniądze, otóż taka władza nie jest żadną elitą a bandą pospolitych zbójców i powinna natychmiast stracić swój mandat do rządzenia państwem. Wszystko to co zostało stworzone w ramach tzw. „administracji”, a nie mieści się w kategoriach zapewnienia porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli, nie jest tak naprawdę obywatelom potrzebne. Ani do życia, ani do prowadzenia jakiejkolwiek działalności bo tylko żre i przeszkadza. To jest kolumna stojąca ZAWSZE po stronie kosztów i wydatków, choć niektórzy starają się ją ubrać w tzw. „inwestycję” albo „dobro wspólne”. Dobrem publicznym jest wyłącznie to, by każdy mógł uczciwie na siebie i swoje rodziny pracować (bez strachu że go ktoś okradnie), a potem ewentualnie DOBROWOLNIE dzielił się tym na czym mu zbywa z innymi. „Państwo opiekuńcze” jest zaprzeczeniem idei opieki, dobroczynności i w co tam jeszcze próbują je ubrać wszyscy ci, którzy w pierwszej kolejności z tego typu „administracji” korzystają.

Zacząć natomiast trzeba od naprostowania pokrętnej semantyki, i zdemaskowania głosów które mieszają ludziom w głowach, tj. uprawiają „masowe duraczenie” (jak to nazywa Pan Michalkiewicz), czyniąc nieczytelnymi pojęcia i idee jakimi się rzekomo kierują, ubrani w nie jak przysłowiowy diabeł w ornat. Przez ten „nieporządek”, grupę socjalistów, etatystów i „trochę konserwatystów” nazywa się „prawdziwą prawicą”, a interes partyjny (bądź innej kliki) myli się z interesem narodowym. Ten mechanizm o którym ględzę nieustannie, można spokojnie podciągnąć pod każdy jeden element „układu”, który rządzi Polską (z przerwami) od wieków – począwszy od tzw. „demokracji szlacheckiej” po obecną „demokrację”, za którą każda jedna z dotychczas rządzących klik dałaby się pokroić, bo bez niej nie byłoby „budżetu” i monopolu władzy. Rozciągniętego do granic absurdu na słodkie bułki w szkolnych sklepikach, a z drugiej strony na to że zamiast cieszyć się z owoców swojej pracy, trzeba żebrać u państwa o zasiłki płacone z pieniędzy wcześniej zagrabionych (w podatkach i „składkach”) uczciwie pracującym ludziom. A potem się dziwimy kiedy po tak przygotowaną gołotę wyciągają ręce obce wpływy, i że obcy (jak niegdyś pruskie, ruskie i austriackie ambasadory w przeddzień rozbiorów) znowu czują się w „wolnej Polsce” jak u siebie, przekupując Polaków za grosze by szkodzili własnemu państwu.

Trudno czuć się Polakiem, tudzież może bardziej pasować będzie stwierdzenie że trudno identyfikować się z państwem które upadla własnego obywatela. Czyni go dłużnikiem już od narodzenia, potem przez lata dojną krową a na końcu bankrutem. Nędzarzem bez przyszłości i ciężarem dla przyszłych pokoleń. Wiecznie na dorobku jeśli się nie wpasuje w zastany układ (lub nie ucieknie za granicę), wyrzuconym poza nurt rozwoju którym steruje ktoś inny, wykluczonym. Więc epatowanie tak upodlonego człowieka koniecznością miłowania ojczyzny i państwa, które jest głównym sprawcą jego poniżenia, zakrawa na bezczelność. Ciężko jest założyć rodzinę i karmić ją wyłącznie Mickiewiczem, Sienkiewiczem czy Rymkiewiczem. Jeśli jakiemuś patriocie nie mieści się to w głowie, to polecam pielgrzymkę po tzw. Polsce B i rozmowę z zapomnianymi przez „warszafke” (jak niegdyś przez szlachtę) chamami i zapytanie ich czy znają Mickiewicza albo Słowackiego i czy żyje im się dzięki tym literatom dobrze. Zresztą z tego co pamiętam nowej władzy wcale nie trzeba udowadniać jak wygląda Polska, bo dobrze miała to policzone w kampanii wyborczej, prowadzonej w oparciu o hasło „Polska w ruinie” (o czym więcej tu – dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy). Dobrze też wiedzą że tego problemu nie załatwi podwyższanie deficytu i rozdawnictwo w postaci „500 zł na (nie)każde dziecko”. Jeśli jednak w to wierzą to są żywym przykładem tragicznych efektów karmienia umysłu „rewolucyjnym romantyzmem” i niczym się nie różnią w swoich „naprawczych” zamysłach od poprzedniej władzy („Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach)… (Odys)

„…Pisał bowiem Piętak o tym, że trzeba koniecznie przypominać pułkownika Kuklińskiego i innych wielkich to wtedy wzrośnie nam poziom patriotyzmu. Oczywiście, a jak ustawimy w każdym mieście głośnik na rynku i zaczniemy przez ten głośnik puszczać muzykę Szopena to przybędzie nam melomanów, szczególnie wśród nieuświadomionej muzycznie ludności najuboższej. Porzucą oni swoje dotychczasowe zainteresowania i miast ryczeć po pijanemu ile sił w płucach – głęboka studzienkaaaaaaaa, głębokooooo kopanaaaaaaaa – popadną w zamyślenie i zaczną chłonąć wszystkimi porami skóry piękno mazurków i polonezów. To jest znany i praktykowany od dawna sposób na propagowanie treści polskich i patriotycznych. On się za każdym razem kończy kacem i katastrofą, uwolnić się odeń jednak nie można. I dziś właśnie wyjaśnimy sobie dlaczego. Otóż kultura narodowa jest dobrem całkowicie przez Polaków nieznanym

…Igor Janke będzie sobie publicystykował wraz z ministrem w telewizorze na tematy gospodarcze, a dla nas tutaj, z przeznaczeniem do prywatnej dewocji, ustawi się ikony bohaterów przed którymi palić będziemy kadzidła. Jak ktoś będzie to czynił opieszale to może na razie nie nazwie się go zdrajcą, ale zwinie mu się na przykład bloga, albo wymyśli coś innego.
No więc jak powiem to co Cambronne w chwili kiedy czworoboki gwardii stojące na łące pod Waterloo, były już mocno przerzedzone – a gówno. Nie będzie tak. I teraz właśnie przechodzimy do naszego, zapomnianego już nieco postulatu. Nie będziemy palić żadnych kadzideł przed monidłami, a już na pewno nie będziemy tego czynić za namową czy z polecenie ministra-bankiera o prawdziwie polskiej duszy. Niech on to sobie wybije z głowy. Nie możemy sakralizować własnej przeszłości, to jest pierwsza część mojego postulatu, bo to pogaństwo, masonerka i szamanizm. O przeszłości zaś musimy pisać zawsze w sposób bezwzględnie atrakcyjny….

…Póki co jednak nie zanosi się, by ktoś napisał coś podobnego. Czymu – jak pytają czasem mieszkańcy Katowic. Tymu mianowicie, że świeżo pochowani bohaterowie to fetysze, służące towarzyskiej nobilitacji i za opisywanie ich mogą brać się jedynie osoby najdostojniejsze, umocowane towarzysko lub na wielkich pisarzy mianowane, ot takie choćby jak Maria Nurowska, stara grafomanka, która napisała o Kuklińskim książkę pod tytułem „Mój przyjaciel szpieg”. Dopóki tendencja ta nie zostanie odwrócona nie ma szansy na to, by cokolwiek w tej tak ukochanej przez wszystkich publicystów promocji Polski ruszyło do przodu. No, a właśnie na zmiany się nie zanosi, zanosi się na całkowite zabetonowanie. Zanosi się na chóralne śpiewy pieśni okołopowstaniowych i przemarsze zespołu Mazowsze przez deski sceny w sali Kongresowej w tę i nazad. Zanosi się na późnego Gierka mówiąc w skrócie. Zanosi się na podział głęboki na tych co omawiają poważne sprawy i na mentalne przedszkole, w którym wychowawcą jest Piętak roniący łzę nad grobem Kuklińskiego. Powtórzę więc jeszcze raz – a gówno. Nie będzie tak, bo nikt w Polsce tego nie chce . Ludzie chcą triumfu prawdziwego, sukcesu, który ich umocni i uniesie…” (coryllus)

całość tu: Palenie zabija czyli hurrapatriotyzm

„Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.” (Ignacy Krasicki, Do ks. Adama Naruszewicza, o pisaniu historii)

„Jeśli chodzi o słuchaczy, to dzieło moje, pozbawione baśni, wyda im się może mniej interesujące, lecz wystarczy mi, jeśli uznają je za pożyteczne ci, którzy będą chcieli poznać dokładnie przeszłość i wyrobić sobie sąd o takich samych lub podobnych wydarzeniach, jakie zgodnie ze zwykłą koleją spraw ludzkich mogą zajść w przyszłości”. (Tukidydes)

I po to właśnie potrzebna jest nam historia i takoż literatura – żebyśmy znali prawdę, oraz powielali i kultywowali dobre/pożyteczne zachowania/postawy, oraz pamiętali i uczyli się na błędach jakie popełniali nasi przodkowie, by następnie wyciągnąć z nich stosowne wnioski unikając podobnych zdarzeń na przyszłość. Jednak żeby tego rodzaju wnioski stały się naszym udziałem w życiu politycznym (państwa, narodu i indywidualnym) historia musi stać się nauką opartą o fakty, a nie infantylną historyjką rodem z „harlekinowej” literatury życzeniowej, podsycającej niezdrowe sentymenty na użytek partykularnych interesów jakiejś grupy podrzędnych karierowiczów żywo zainteresowanej ekscytowaniem mas (dopóki im płacą). Prawda i dobro też potrafią „rozerwać” i być atrakcyjne, to tylko kwestia/miara talentu… (Odys)

„Wiedza o historii, szacunek i sentyment dla niej zaliczają się do naczelnych czynników spajających narody. Rolę tę spełniają jednak tylko wtedy, gdy nikt nie próbuje amputować wiedzy, tłumić jednych umiłowań, by sztucznie hodować inne. Jeśli się nie spełnia tych warunków, sprawa fałszowanej historii dzieli ludzi, wytwarza między nimi przepaście” (Paweł Jasienica właśc. Lech Beynar – polski historyk)

Prawda jako obiektywna wiedza na dany temat powinna być celem i środkiem wszelkich badań historycznych (czy namysłów nad literaturą) – na pohybel powiedzeniu jakoby historia była pisana przez zwycięzców. Bo pisana w ten sposób często nie jest żadną historią a zwykłym kłamstwem, lub jak kto woli propagandą. Na tego rodzaju fałszywej wiedzy można wyhodować wyłącznie niepewność, kompleksy i niesprawiedliwość, które prędzej czy później odbijają się na całym narodzie, z jednej strony podsycając w nim nastroje szowinistyczne, a z drugiej strony czyniąc go zgrają zepsutych, niemoralnych ludzi. Wtedy zamiast dążyć do pokojowego rozwoju ludzkości we wzajemnym poszanowaniu, państwa ciągle wysuwają wobec siebie „zadawnione” pretensje. Kwestią czasu jest przejście od pretensji do roszczeń, a następnie do „casus belli”. Uznanie i odkupienie win z przeszłości może prowadzić do uzyskanie przebaczenia i zamknąć stare ropiejące od wieków rany krzywd. Tylko tego rodzaju podejście do historii daje szansę skłóconym narodom na koegzystencjalną (nie koniecznie wspólną) pokojową przyszłość. Kłamcy i propagandyści nie powinni zatem nigdy pełnić funkcji „nadwornych” historyków (zwłaszcza publicznie). Tego typu ludzie powinni być w tej branży zwalczani bezwzględnie, gdyż są tak samo niebezpieczni dla państw i narodów jak nieodpowiedzialni politycy… (Odys)

„Historia jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia”. (Cyceron)

tymczasem…

„Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła”. (Wilhelm Friedrich Hegel)

więc póki co „Naród, który nie zna swej przeszłości nie ma szans na napisanie nowej historii”. (autor nieznany) Będzie powtarzał stare błędy aż wyginie doszczętnie. Na koniec fragment artykułu pod tytułem: „Z Rymkiewiczem nie zbudujemy Polski Jana Pawła II” (Fronda.pl).

„…Logos a nie chaos

Niebezpieczna jest także rymkiewiczowska koncepcja wolności, którą sprowadzić można (jeśli pominąć cały niezwykle estetycznie dojmujący sztafaż eseistyki) do pochwały samowoli. To właśnie tak rozumiana wolność – co bardzo mocno podkreślał błogosławiony Jan Paweł II – doprowadziła Polskę do upadku. „Myśmy kiedyś, nasi praojcowie, zawinili, zawinili wobec wolności. Nazywaliśmy to „złotą wolnością”, a okazała się zmurszałą!” – mówił Ojciec święty podczas pielgrzymki do Polski w 1987 roku, i przypominał, że tylko wolność osadzona na Bogu (a to znaczy na Logosie) może rzeczywiście budować.

Inaczej niż Rymkiewicz błogosławiony Jan Paweł II kładł zatem nacisk na rozsądek (poeta przeciwstawia Polaków rozsądnych, którzy zostają zdrajcami) Polakom szalonym) i mądrość obywatelską, która doprowadziła do powstania konstytucji 3 maja. To właśnie ukryta w niej rozumność, racjonalność, zdolność do nawrócenia, a nie pogrążenia się w odmętach szaleństwa, stały się – wedle błogosławionego Jana Pawła II – fundamentem odrodzenia Polski. „Ona sprawiła, że nie można było odebrać Polsce jej rzeczywistego bytu na kontynencie europejskim, bo ten byt został zapisany w słowach Konstytucji 3 maja. A słowa te, mając moc prawdy, okazały się potężniejsze od potrójnej przemocy, która spadła na Rzeczypospolitą” – zauważał Papież podczas pierwszej pielgrzymki do wolnej Polski. Odrodzenie Polski, jej moc i siła przychodzą zatem dzięki Prawdzie, Mądrości i Odpowiedzialności, a nie dzięki szaleństwu czy samowoli, która doprowadzić nas może do apologii ślepej przemocy.

…Polska potrzebuje bowiem rozsądku, tak samo jak męstwa, które jednak, gdy przekształca się w szaleństwo staje się brawurą, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistą odwagą…” (całość tu: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!)

podobne: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” i to: Powstanie Wielkopolskie – „kolebka” niepodległej Polski. Czemu o nim tak cicho? “Bliżej” – J. Pospieszalskiego oraz: Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy.

PS…

„…Poetom bowiem przede wszystkim zależy na publikacji, a przez to są całkowicie bezradni wobec policji, dziennikarzy i różnych oszustów, którzy się koło nich kręcą. Poeci nie mają innego wyjścia jak wierzyć w szczere intencje kłamców, bo sami mają nieszczere intencje. Wydaje im się, że jak napiszą wiersz korespondujący z polityką, to on zostanie zauważony. Mickiewicz musiał napisać cały poemat, a do tego dwa lata pełnił funkcje urzędnicze w carskim aparacie przemocy, dopiero potem przyszła sława, ale i tak nie była ona słodka, a na pewno nie tak słodka, jak to sobie poeta wymarzył. Dziś zaś poeci po napisaniu jednego czy kilku wierszy domagają się uwagi, bo te wiersze są o Smoleńsku. Czy panowie zadbali o to, by mieć po swojej stronie jakichś krytyków i dziennikarzy? Nie. Przeciwnie, wystawiliście się na osąd publiczności i podłożyliście się takiemu cynglowi jak Staszewski, a pan Nessun Dorma pointuje to nieszczęście bajaniem o etyce. W walce propagandowej nie ma miejsca na etykę. Wiersze o Smoleńsku nie są potrzebne PiS i nie mogą być potrzebne. Gdyby PiS zaczął je skupować, w kraju pojawiłoby się dwustu co najmniej poetów, lepszych od Rymkiewicza.

Teraz kolej na niego. Jarosław Marek Rymkiewicz istnieje nie po to, by dawać przykład i torować szlaki młodym, ale po to, by ci młodzi nie mieli wstępu na obszary, które on zajmuje. Tak jest zawsze ze sławnymi poetami. Partia, policja, jakaś polityczna siła powinna mieć po swojej stronie poetę, bo to ma wymiar nobilitujący. To jedna ze zdobyczy rewolucji socjalistycznej, czego nikt właściwie nie rozumie, jedynie my tutaj. I dzięki temu sporo na tym korzystamy. Otóż jest tak, jeśli likwiduje się fizycznie i fiskalnie klasę nobilów musi powstać na jej miejscu coś, co będzie ją imitowało. Nie może być inaczej, bo tak jest już zorganizowane ludzkie stado. Nawet jeśli mamy do czynienia ze skrajnym przykładem rewolucji socjalistycznej, takiej jak w Kambodży. Tam też były elity i tam też marzono o nobilitacji. Normalnie jest tak, że elity dzielą się na jawne i tajne. Tajne to te, które własnymi rękami mordowały klasę posiadaczy, a teraz dzierżą władzę. Jawne zaś to te, które przy tej likwidacji ubrudziły się najmniej, czyli propagandyści opiewający rewolucję, zwani czasem poetami.

Zawoła ktoś – daj pan spokój, przecież Rymkiewicz nikogo nie zamordował! Oczywiście, że nie, ale podobnie jak wszystkie dziś partie polityczne jest on jednym ze spadkobierców socjalistycznego przewrotu, który na przełomie wieków XIX i XX całkiem zmienił świat. Poeci, pisarze, twórcy generalnie to dziś klasa nobilów. Kłopot w tym, że polityka chciałby mieć w ręku sito, na którym odsiewać będzie tych jej potrzebnych, od tych co się nie nadają. Istnieje jednak coś takiego jak pozory, które socjalizm wypracował, żeby usprawiedliwić przed innymi socjalistami swoje zbrodnie i lepiej wypaść na tel Czerwonych Khmerów. I one muszą być zachowane. A skoro tak, każdy teoretycznie może pisać wiersze i liczyć na sukces. I tu jest właśnie ta pułapka. Każdy może, ale o sukcesie musi zapomnieć jeśli nie zna redaktora Staszewskiego z gazowni, albo jakichś prawicowych redaktorów. Z tymi ostatnimi jest znacznie gorzej niż ze Staszewskim, ponieważ on chce być tylko dziennikarzem, oni zaś chcieliby być dziennikarzami, poetami, pisarzami, noblistami, a Terlikowski chciałby jeszcze mieć swój harem do tego. Dlatego właśnie pisanie wierszy o Smoleńsku nie ma sensu i zawsze spotka się jedynie z milczeniem – periodyki prawicowe, albo szyderstwem – gazownia. Rymkiewicz zaś będzie stał tam gdzie stoi i patrzył spod swoich krzaczastych brwi. Kiedy zaś go zabraknie, postawią na jego miejscu inną figurę, albo wręcz manekin, żeby było taniej…” (coryllus)

całość tu: Kłótnie poetów patriotów

Witold Pruszkowski - Wizja

Witold Pruszkowski – Wizja

Reklamy

20 comments on “Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.

  1. Pochwała pozytywistycznej wizji Polski przeciw szaleństwu „romantycznej” zuchwałości i brawurze, która służyła prowodyrom i prowokatorom, by „sprowokować do krwawych powstań kończących się zawsze pacyfikacją i wywłaszczeniem zasobów ludzkich, gdzie ciągle panował podział na szlachtę i chłopstwo. Kto ośmielił się kalkulować na zimno i nazywać gorące porywy szaleństwem ten był zdrajcą świętej sprawy (do dziś używa się tej kalki).…” to także wyrażenie noszonego we mnie sprzeciwu wobec szaleństwu „romantycznemu’ w Polsce.
    Dzięki Panu, Odysie synuLaertesa za tę publikację i proszę w mniejszych może tekstach częściej i na innych gościnnych stronach odsłaniać, pokazywać zło, którym jesteśmy infekowani przez „poetów” i nadwornych historyków wciąż promujących idee niszczące nas i nasze państwo.
    Jesteśmy zarażeni patriotyzmem romantycznym a nie pozytywistycznym. Gotowi bronić Polski czyli oddać życie na bagnetach ( to takie proste szybko umrzeć), zamiast je szanować, tworzyć społeczeństwo obywatelskie, wspierające wzajemnie, współpracujące dla dobra indywidualnego i wspólnego, na pożytek państwa. Kto dziś mówi naszej młodzieży, ze obecne czasy wymagają nowego patriotyzmu : ludzi mądrych, wykształconych, dobrej pracy, nauki,wytrwałości w trudzie, bogacenia się a nie umierania w brawurowych zrywach ? Zachęcam Pana, aby z uporem w krótszych publikacjach uczył młode pokolenie odwagi mierzenia się z przeszłością, uczciwości w jej ocenie dla większego dobra i oczywiście porywał do pozytywistycznego działania.
    Plautilla

    Polubienie

    • Dziękuję za tak miłe słowa. Jest mi tym bardziej miło jeśli się komuś na coś przydaje to moje marudzenie… No i spróbuję się streszczać by zwięźlej ujmować tematy. Jednak trudno to zrobić kiedy w jednym wpisie próbuję zawrzeć kilka powiązanych ze sobą kwestii… Pozdrawiam

      Polubienie

  2. Pingback: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ru

  3. Pingback: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego. | Łódź Odysa

  4. Pingback: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus opowiada o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm̶

  5. Pingback: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka. | Łódź Odysa

  6. Pingback: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Czym będą żyć Polacy po Wajdzie? | Łódź Odysa

  7. Pingback: Marsz „sztywnych” i marsz „faszystów” czyli dwie (a nawet trzy) Polski wg. Andrzeja Talarka | Łódź Odysa

  8. Pingback: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” | Łódź Odysa

  9. Pingback: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli | Łódź Odysa

  10. Pingback: Od klasyki Jezuitów do postępowej ZNP czyli… o zawłaszczeniu edukacji i informacji przez pro rewolucyjne „elity”. O drodze do wynarodowienia i „dobrej zmianie” w gimnazjach | Łódź Odysa

  11. Pingback: Socjalizm i śmierć – zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego… Bo wszystko już było (na kole historii) | Łódź Odysa

  12. Pingback: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s