Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).


Z teologicznego punktu widzenia każda praca wymaga przestrzeni wolności, gdyż jest ona ludzkim czynem podjętym w sposób wolny i świadomy. W podobny sposób na pracę patrzył austriacki ekonomista i filozof, Ludwig von Mises (†1973) . Praca według niego ma wszelkie znamiona działania jako dobrowolnej wymiany, w której człowiek próbuje zastąpić mniej satysfakcjonujący stan rzeczy stanem bardziej zadowalającym. W celu usunięcia odczuwalnego dyskomfortu działający człowiek porządkuje i stopniuje dostępne w świecie środki według nadanej im użyteczności.” (ks. Jacek Gniadek)

Tyle na temat uczciwych warunków pracy i płacy, a teraz o patologicznych (ale zgodnych z prawem) pomysłach tzw. władzy by żyć na koszt innych.

1.Tak Zwana „Średnia Krajowa”.

„Powiedzenie „istnieje kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka”, z powodzeniem można by zastąpić dziś „jest kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa”

GUS liczy średnią krajową zbierając dane od przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Jest to ok. 40% wszystkich zatrudnionych w Polsce na umowę o pracę.

40% z 11,6 milionów to 4.64 mln ludzi.

Powróćmy do liczby wszystkich zatrudnionych – 15,5 mln.

4,64 mln branych pod uwagę przy wyliczaniu średniej krajowej spośród 15,5 mln wszystkich zatrudnionych. To nawet mniej niż 30%! Przyjmijmy błąd w szacunkach, niech sięgnie nawet 10% i weźmy ponad 5 mln z 15,5, otrzymamy idealne 33% czyli jedną trzecią społeczeństwa.

Zatem do obliczenia średniej krajowej w Polsce bierze się pod uwagę wynagrodzenia 1/3 pracujących tylko w największych firmach (oczywiście z budżetówką na czele).

To wiecie już skąd się wzięło 3,9 tys. złotych brutto.

„Średnia”

„Gdy idę z psem na spacer, to statystycznie średnio mamy trzy nogi” – to zdanie idealnie pasuje do świeżych rewelacji w sprawie wynagrodzeń w spółkach państwowych. Jak się dowiedzieliśmy, Prezes jednej z takich spółek zarabiał ok. 500 tys. złotych miesięcznie. Zatem gdy weźmiemy jego oraz owego człowieka pracującej za minimalne wynagrodzenie 1850 złotych – obaj średnio zarabiają 251 tys. złotych.

Zaś żeby z tym jednym tylko prezesem osiągnąć owe 3,9 tys. złotych „średnio” potrzeba dla równowagi, 236 osób z minimalnym wynagrodzeniem.

Tyle mniej więcej warte jest liczenie „średnich wynagrodzeń”.

No dobrze, to jak sprawdzić realne zarobki?

Istnieją jeszcze dwa pojęcia podawane przy sprawdzaniu zarobków. Mediana i dominanta.

Mediana to wskaźnik, który dzieli wszystkich pracujących na dwie połowy. 50% zarabia więcej niż dana kwota i 50% zarabia mniej. Dla Polski w roku 2014, mediana wynosiła 3,1 tys. zł brutto.

Dominanta zaś to wskaźnik który podaje najczęściej spotykane wynagrodzenie wśród zatrudnionych. Wg GUS w 2014 roku było to nieco poniżej 2,5 tys. złotych brutto

Podsumowanie

Mamy zatem średnią krajową liczoną z 33% zatrudnionych na poziome 3,9 tys. zł brutto

Medianę dzielącą nas na pół – 3,1 tys. zł brutto

Dominantę, najczęstsze wynagrodzenie – 2,5 tys. zł brutto.

Który z nich najlepiej odzwierciedla faktyczny stan zamożności społeczeństwa? Tego nie podejmujemy się ocenić. Jednakże warto znać zarówno wszystkie wskaźniki, jak i przede wszystkim dane wyjściowe i metodologię liczenia, która w sposób oczywisty odbiega od rzetelnego badania opartego na twardych danych dla całej populacji.

PS. Aha. To wszystko są kwoty brutto, zatem realnie zarabiamy ok. 70% z podanych kwot.”

źródło: Kłamstwo, wierutne kłamstwo i średnia krajowa

Pytanie. Co komu po średniej krajowej skoro możliwe jest obliczenie dominanty? Jak dla mnie chodzi o sianie propagandy i wywołanie w głowach obywateli iluzji bycia bardziej zamożnym niż się jest w rzeczywistości. Uśrednianie dochodów to jeden z  celów socjalistycznej utopii, który próbuje się osiągnąć przez tzw. redystrybucję („sprawiedliwy” podział), będącą w rzeczywistości kradzieżą własności jednych ludzi by dać ją innym… (Odys)

podobne: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. oraz: Jaka jest naprawdę „średnia” płaca w Polsce i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

2.Tak Zwana „Płaca Minimalna”.

„…Sieć Wendy’s zmuszona nagle do wypłacania kasjerowi stawki $15 za godzinę, zamiast $8, zostaje niejako zmuszona do szukania tańszej alternatywy – w tym przypadku będzie to robot kasowy. Jednak pamiętać należy, że choć robot będzie pracował taniej od kasjera – powiedzmy że koszt jego funkcjonowania wyniesie $10 za godzinę – to nadal wydatki poniesione przez przedsiębiorce będą wyższe, od dotychczasowych $8 wypłacanych kasjerowi.
Jedyna sytuacja, w której zatrudnienie robotów w miejsce kasjerów byłoby korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, to sytuacja w której dzięki rozwoju technologii i/lub spadku ceny i/lub kosztów eksploatacji robotów, godzina pracy maszyny okazałaby się tańsza od dotychczasowej ceny godziny pracy kasjera – czyli spadła poniżej $8. Wówczas mielibyśmy do czynienia z efektywniejszym wykorzystaniem czynników produkcji przez przedsiębiorcę, a ponadto uwolniono by pracę ludzką, którą można by skierować do innych przeznaczeń.
Aby podwyżka płacy minimalnej do $15 nie spowodowała redukcji zatrudnienia, kasjerzy musieliby być na tyle wydajni, aby przychód przedsiębiorcy wynikający z 1 godziny ich pracy przewyższał kwotę $15. W przeciwnym razie jest po prostu niemożliwością, aby pracownicy zachowali swoje stanowiska pracy. Identycznie sprawa ma się z zatrudnianiem maszyn – ich praca zostanie zatrudniona, gdy będą wytwarzały dobra/usługi warte dla konsumentów tyle, że zapłacą oni przedsiębiorcy więcej, niż wynosi koszt utrzymania maszyn.
W każdym przypadku więc, gdy rząd dekretuje sztuczny wzrost ceny jakiegoś dobra, np. pracy, generuje to nieodwracalne straty dla całej gospodarki. Wysokość tych strat wynikających z nieoptymalnego wykorzystania czynników produkcji, wynosi tyle, ile różnica w cenie nowych czynników zatrudnionych po zmianie, a starych, zatrudnianych przed nią...” (Rafał Trabski – Czy płaca minimalna sprzyja postępowi?)

O co chodzi z płacą minimalną? Im więcej pracodawca musi zapłacić pracownikowi tym wyższa składka/podatek trafia z tytułu tej „podwyżki” do Skarbu Państwa. Co się dzieje z miejscami pracy które nie są warte podwyższonych kosztów? Jeśli przestają się opłacać przedsiębiorcy są rzecz jasna likwidowane, albo przechodzą do tzw. „szarej strefy”. Ten naturalny mechanizm (wynikający z prawa tzw. „krzywej Laffera”) nie dotyczy oczywiście tych „miejsc pracy” które utrzymują się z owych podatków i składek (tu prym wiodą wszelkie urzędnicze etaty)… (Odys)

podobne: cynik9: Szwajcarzy odrzucają płacę minimalną. Lewactwo odprawione z kwitkiem. oraz: Efekt płacy minimalnej w Hiszpanii? Stada bezrobotnych kretynów i to: Dobrobyt pracownika jest ściśle związany z sukcesem przedsiębiorcy pracodawcy

polecam również: Tomasz Jaskóła (Kukiz’15) „TO PAŃSTWO ŻYJE NA KOSZT WSZYSTKICH!” i to: Posłowie Kukiz’15 MASAKRUJĄ pomysł ZWIĘKSZENIA PŁACY MINIMALNEJ!

3. Rząd PISu pozwoli bankom ukraść Twoje oszczędności.

„Mija 3-cia rocznica rabunku deponentów na Cyprze, w akcji unijnej zwanej od tamtego czasu „cypryzacją”. Pamięć o tym wydarzeniu jest w narodzie dobra, ale niestety krótka. Świadczy o tym niedawna dyskusja na tym blogu w której dały się słyszeć głosy że może cypryzacja nie była aż takim skandalem jakim była, albo inne które dowodziły że skandal przycięcia depozytu bankowego ” średnio o 7-9%” jest znacznie mniejszy niż przycięcie go o 40%. To oczywiście jest wariantem syndromu sztokholmskiego wg którego należy dziękować rabusiowi za to że ci przestrzelił tylko kolano bo mógł przecież czaszkę. W pokrewnym rozumowaniu w innym wątku dotyczącym Brexitu drogi czytelnik nie widzi związku tego wydarzenia z Polską i domaga się aby zamiast tego pisać o osiągnięciach gospodarczych PiS.

Docenią ją dopiero wtedy gdy osiągnięcia gospodarcze PiS doprowadzą do cypryzacji banku na rogu. Względnie, w przypadku Brexitu, dopiero po niewczasie zrozumieją jaką szansę kraj stracił nie reagując na tektoniczne zmiany w strukturze EU jakie wydarzenie to może spowodować…

…Istotne w tym jest co innego. Nie ma żadnej gwarancji że w kolejnej cypryzacji, być może w wyniku sukcesów gospodarczych PiS-u, unijne gwarancje depozytów będą honorowane gdziekolwiek. Spodziewanie się tego przez niektórych jest skrajną naiwnością. To co wygląda dobrze na papierze w przypadku odizolowanego upadku jednego banku na skutek tzw. gromu z jasnego nieba nie ma zastosowania w wypadku systemowego kryzysu bankowego i seryjnego padu całego szeregu banków, jeden pociągający za sobą drugi. Nie bez powodu przecież EU wcisnęła w gardło opornym rządom dyrektywę „cypryzacyjną”, ustalającą kolejność strzyżenia w cypryzacjach, pardon me, „przymusowych restrukturyzacjach”. Po długim ociąganiu się polski rząd również przepchał mozolnie przez sejm swoje ustawy dostosowujące polskie ustawodawstwo do tego…” (cynik9 – Memento unijnego strzyżenia)

podobne: Informacja warta 3,7 mld Euro, czyli „cypryzacja depozytów bankowych” – DwaGrosze oraz: Inwestycje bezpieczne zdaniem mas oraz zdaniem analityków – DwaGrosze a także: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” 

„…20 maja br. Sejm 221 głosami Prawa i Sprawiedliwości uchwalił ustawę o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w której znajduje się między innymi art. 201 ust. 1, zgodnie z którym Bankowy Fundusz Gwarancyjny może „bez zgody właścicieli oraz wierzycieli podmiotu w restrukturyzacji dokonać 1) umorzenia lub konwersji zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji; 2) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych do instytucji pomostowej w celu wyposażenia jej w fundusze własne; 3) umorzenia lub konwersji zobowiązań przenoszonych w ramach instrumentu wydzielania praw majątkowych; 4) umorzenia zobowiązań w ramach instrumentu przejęcia przedsiębiorstwa.” Ustęp 2 tego artykułu stanowi, że „umorzenie lub konwersja zobowiązań w celu dokapitalizowania podmiotu w restrukturyzacji jest dopuszczalna w przypadku, gdy w jej wyniku podmiot w restrukturyzacji spełni określone odrębnymi przepisami warunki prowadzenia działalności oraz istnieją uzasadnione przesłanki, że w wyniku restrukturyzacji o której mowa w art. 214, osiągnie długoterminowa stabilność finansową.”

Co z tego wynika? Ano to, że Sejm przeszedł do porządku nad art. 64 ust. 3 konstytucji, stanowiącym, że „własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy I TYLKO W ZAKRESIE, W JAKIM NIE NARUSZA ISTOTY PRAWA WŁASNOŚCI.” (podkr. SM). Umorzenie lub konwersja wierzytelności bez zgody wierzyciela jest naruszeniem istoty prawa własności, do której należy plena in re potestas czyli pełne władztwo nad rzeczą, przysługujące WŁAŚCICIELOWI, z wyłączeniem innych osób. Regulacja te sprzeczna jest również z art. 508 kodeksu cywilnego, który stanowi, że zobowiązanie wygasa, gdy WIERZYCIEL zwalnia dłużnika z długu, a dłużnik zwolnienie przyjmuje. W tej czynności nikt nie może wierzyciela zastąpić i umorzyć wierzytelności w jego imieniu, nawet gdyby bankowi, co to znalazł się w finansowych tarapatach, było to bardzo na rękę. Tymczasem wspomniana ustawa idzie jeszcze dalej, stanowiąc w art. 105 ust. 3, że „prawomocny wyrok sadu administracyjnego stwierdzający wydanie przez Fundusz decyzji z naruszeniem prawa, nie wpływa na ważność czynności prawnych dokonanych na jej podstawie i nie stanowi przeszkody do prowadzenia przez Fundusz działań na jej podstawie, w przypadku gdyby wstrzymanie tych działań stwarzało zagrożenie dla wartości przedsiębiorstwa podmiotu, ciągłości wykonywania zobowiązań, których ochrona jest celem przymusowej restrukturyzacji, stabilności finansowej lub nabytych w dobrej wierze praw osób trzecich, w szczególności osób, które nabyły prawa majątkowe lub przejęły zobowiązania w wyniku decyzji Funduszu o zastosowaniu instrumentów przymusowej restrukturyzacji.”

Skąd ta skwapliwość Sejmu do ochrony interesów bankowych nawet kosztem ochrony własności i prawa obywateli do sądu? Okazuje się, że wynika to z konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej, a konkretnie – do dyrektywy z 15 maja 2014 roku, bo za opóźnienia w jej implementacji Unia Europejska „surowe głosi kary”. Mamy więc osobliwą sytuację, że za zasłoną spektakularnego sporu o Trybunał Konstytucyjny, gdzie zarówno rząd, jak i prezes Jarosław Kaczyński ma możliwość pokazania całej Polsce, jak to stawia czoło unijnym mandarynom w rodzaju Fransa Timmermansa i broni suwerenności – otóż za zasłoną tego spektaklu rząd pani Beaty Szydło w podskokach realizuje banksterskie dyrektywy. W takiej sytuacji lepiej rozumiemy przyczyny, dla których, mimo gromkich pohukiwań o obronie suwerenności, jakoś nie słychać o uchyleniu podpisanej 24 stycznia 2014 roku przez prezydenta Komorowskiego ustawy nr 1066 o bratniej pomocy. Może ona przydać się jak znalazł, kiedy trzeba będzie konfiskować depozyty i otoczyć banki kordonem żandarmów, chroniących je przed naporem zdesperowanych wierzycieli.

Jakby tego było mało, to na deser warto przytoczyć relację ze spotkania pana wicepremiera Mateusza Morawieckiego z przedsiębiorcami w Gorzowie Wielkopolskim 30 maja br., którą otrzymałem od pana Rafała Z. Pan Rafał podczas tego spotkania zapytał wicepremiera Morawieckiego o szanse przywrócenia ustawy o działalności gospodarczej, autorstwa Mieczysława Wilczka z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i oto co usłyszał w odpowiedzi. „Pan premier był do bólu szczery. Zwrócił się do zebranych, aby pokazali mu kraj, gdzie wprowadzono podobne, wolnościowe prawo. Dodał, że takie rozwiązanie, jak to, które obowiązywało w Polsce od 1 stycznia 1989 roku, może działać tylko wtedy, gdy zachodzą rewolucyjne zmiany w warunkach „głębokiej transformacji”. Państwo, które musi zaaplikować sobie 70 procent legislacji z zewnątrz, czyli z Brukseli, nie może pozwolić sobie na ustawę o wolności gospodarczej. Poza tym, po 27 latach od ustawy Wilczka, po 12 latach w UE, w Polsce – kontynuował – jest dużo poukładane. Jest gąszcz sprzecznych interesów różnych grup, co wytwarza konflikt, jak w przysłowiu „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Ponadto – podkreślił premier – Polska nie może wprowadzić ustawy o działalności gospodarczej, wzorowanej na Wilczku, bo wejdzie w głęboki konflikt z UE. Kończąc odpowiedź na moje pytanie, rzucił optymizmem i zadeklarował: „ale będziemy upraszczać”. Zapewne miał na myśli ulżenie przedsiębiorcom, czy coś w tym guście. Wcześniej mówił o tym, skąd Polska weźmie pieniądze na rozwój gospodarczy. No więc weźmie z nowych kredytów, które zaciągnie w zachodnich bankach. To jest tani pieniądz – zaznaczył – bo w zasadzie nieoprocentowany.”

Skoro tak, to lepiej rozumiemy skwapliwość rządu w spełnianiu najskrytszych marzeń banksterów, kosztem ochrony własności, podobnie jak gromkie pokrzykiwania pana prezesa Kaczyńskiego w obronie suwerenności. Tyle naszego, to znaczy – tyle tej całej „suwerenności”, co sobie pokrzyczymy. I na koniec nie mogę oprzeć się przypomnieniu, dlaczego w 2003 roku byłem przeciwko Anschlussowi. Otóż w 1990 roku na zaproszenie UPR przyjechał do Polski prof. Milton Friedman, który spotkał się z parlamentarzystami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Podczas tego spotkania udzielił rady, która i dzisiaj jest aktualna. Polska – mówił – nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, jakie bogate kraje zachodnie stosowały u siebie, gdy były tak biedne, jak Polska. Święte słowa – ale w następstwie umowy stowarzyszeniowej ze wspólnotami europejskimi, Polska zaczęła dokonywać recepcji tzw. standardów, to znaczy – zachowywać się, jakby była bogatym krajem zachodnim. Warto porównać postępy w recepcji owych „standardów” ze zwiększaniem się corocznych deficytów budżetowych. Zależność bije w oczy.

Toteż w 2003 roku próbowałem przekonywać, że poza Unią też jest życie i jako przykład podawałem m.in. Szwajcarię. Moi oponenci powiadali wówczas, że Szwajcaria to zły przykład, bo to kraj bogaty. – Owszem, bogaty – odpowiadałem – ale przecież nie dlatego, że zapisał się do Unii, tylko z jakichś innych przyczyn, na przykład – że się mądrze rządzi. No to my też spróbujmy mądrze się rządzić, zamiast robić sobie iluzje, ze Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Warto to przypomnieć zwłaszcza dziś, kiedy to w ostatnim referendum Szwajcarzy większością prawie 79 procent głosów odrzucili komunistyczny pomysł wprowadzenia „dochodu gwarantowanego”, czyli 2500 franków miesięcznie „od państwa” dla każdego. U nas – odwrotnie; iluzja zwyciężyła i zwycięża, a deklaracja pana wicepremiera Morawieckiego w Gorzowie pokazuje, że rzeczywiście znowu może być, jak za Gierka – zwłaszcza pod koniec „przerwanej dekady”.” (Stanisław Michalkiewicz – Będzie jak za Gierka?)

podobne: Independent Trader: Bail in – uporządkowana likwidacja banków. Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w bankach w Polsce? Jak zabezpieczyć kapitał przed oczekiwanym krachem na rynkach finansowych  i to: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Bezpiecznie „jak w banku”? Już nie! a także: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze) polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i jeszcze: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

4. Tak Zwany „Bezwarunkowy dochód gwarantowany”.

„…Szwajcarzy jako jeden z nielicznych narodów doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwy wolny rynek (nie mylić z monopolami) oraz ograniczony udział rządu przekłada się na dobrobyt społeczny, dzięki czemu kilka miesięcy temu opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu płacy minimalnej. W zeszły weekend zagłosowali także przeciwko wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu gwarantowanego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się świadomość, że jeżeli rząd ma Ci coś dać, to w pierwszej kolejności musi zabrać z podatków przynajmniej półtora raza tyle

…Wysokość zasiłków, szczególnie w przypadku licznej rodziny sprawia, że nikt z nich nie myśli o pracy, rozwoju czy o edukacji dzieci. Model rodziny żyjącej z socjału przechodzi z pokolenia na pokolenie. Podobnych przykładów zresztą nie trzeba szukać daleko. W ostatnim czasie w polskich mediach aż huczy nt. rodziców przepijających zasiłki otrzymywane w ramach programu 500 +.

Zupełnie inaczej podchodzi się do pieniędzy zarobionych, a inaczej do tych otrzymanych od państwa. Jeżeli przez miesiąc ciężko pracujemy na nasze wynagrodzenie to szanujemy pieniądze. Zasiłki natomiast wielu traktuje na zasadzie „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

…Nigdy, ale to przenigdy nie możemy zapominać, że na każde świadczenie, które otrzymujemy od rządu musimy się w pierwszej kolejności sami złożyć...

Największą patologią dzisiejszego świata jest wszechobecny socjalizm połączony z dyktaturą korporacji, z czego zdaje sobie sprawę mniej niż 5% społeczeństwa. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. W zbankrutowanej UE jest to astronomiczne 48%. Za połowę gospodarki odpowiada niewydolne i skorumpowane państwo. W Polsce odsetek ten jest trochę niższy, ale i tak wynosi 41,5%. Rozrośnięty rząd, zbędne regulacje oraz świadczenia socjalne sprawiają, że utrzymanie państwa jest niezwykle drogie. Efekt jest taki, że obywatele muszą oddawać państwu prawie połowę swoich dochodów. W Polsce dzień wolności podatkowej przypada na 11 czerwca. Oznacza to, że w ujęciu rocznym na państwo pracujemy przez prawie pół roku! Dla porównania na początku XX wieku w USA dzień wolności podatkowej przypadał na koniec stycznia. Państwo mogło funkcjonować i funkcjonowało doskonale, utrzymując się z podatków 7-krotnie niższych niż obecnie.

Uzależnienie społeczeństwa od rządowej jałmużny jest jednocześnie tym, na czym politykom zależy. Otrzymując coś od państwa skazujemy się na łaskę i niełaskę rządzących, stając się nowoczesnymi niewolnikami. Władza korumpowała od zawsze. Nie zmienimy ludzkiej natury. Celem nadrzędnym polityków jak i prawdziwych architektów systemu jest kontrola, a tą zapewnia system dystrybucji kapitału…” (Trader21 – Bezwarunkowy dochód gwarantowany)

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo oraz: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii i to: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa a także: Do czego potrzebne mi państwo i czemu do wydawania moich pieniędzy?

„Czegoś głupi? Boś biedny. Czegoś biedny? Boś głupi. – głosi popularne porzekadło. Ukazuje ono stosunek wynikania między biedą a głupotą. No dobrze – ale co to właściwie jest głupota? Sięgnijmy do katechizmu, który wprawdzie o głupocie expressis verbis nie mówi, natomiast wspominając o siedmiu grzechach głównych, a więc – najbardziej rozpowszechnionych – na pierwszym miejscu wymienia pychę…

co to właściwie jest, ta pycha? Najłatwiej określić ją przez jej przeciwieństwo, czyli pokorę. Pokora, jak wiadomo, polega na postrzeganiu własnej osoby bez złudzeń, tylko w prawdzie. Jest zatem spełnieniem ideału starożytnych mędrców, którzy zachęcali, by poznać samego siebie. Człowiek pokorny, to innymi słowy człowiek mądry. No a człowiek pyszny? Skoro pycha jest odwrotnością pokory, to człowiek pyszny jest po prostu głupi…

…Czy głupota może być źródłem bogactwa? Wydaje się, że nie – ex nihilo nihil fit, co się wykłada, że z niczego nic nie powstanie. Skoro zatem głupota nie może być źródłem bogactwa, to czy może być źródłem biedy? To już prędzej, chociaż nie zawsze można to natychmiast zauważyć…

Szwajcarzy pokazali, że w większości są mądrzy, bo rozumieją, że „państwo” niczego nikomu dać nie może, a jeśli daje, to tylko to, co wcześniej odbierze. Odbieranie jednemu, żeby dać drugiemu, jest kradzieżą, a jeśli – jak w przypadku państwa – dokonuje się pod przymusem, to nawet kradzieżą zuchwałą. Siódme przykazanie Dekalogu zabrania kradzieży, więc Szwajcarzy udowodnili, że opierają swój system prawny na zasadach etyki chrześcijańskiej, w odróżnieniu od wielu innych narodów, które wprawdzie chełpią się swoim przywiązaniem do chrześcijaństwa, ale jak tylko mogą coś komuś ukraść, zwłaszcza w tak zwanym „majestacie prawa”, to nie przepuszczą takiej okazji. Bo między chrześcijaństwem, a komunizmem jest zasadnicza i nieusuwalna różnica. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy socjalizm i komunizm – „bierz!”…” (Stanisław Michalkiewicz – Czegoś biedny? Boś głupi!)

Wraz ze wzrostem wolności wzrasta poczucie odpowiedzialności – Stanisław Michalkiewicz

polecam również: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

„…Trzecim filarem cywilizacji łacińskiej jest etyka chrześcijańska, jako podstawa systemu prawnego państwa. Podstawą tej etyki jest uznanie, że każdemu człowiekowi, niezależnie od pozycji społecznej i sytuacji materialnej, przysługują naturalne prawa i pewne minimum godności, jako dziecku Bożemu – a prawo stanowione powinno to respektować. Jak łatwo przekonać się już na podstawie tego pobieżnego przedstawienia, cywilizacja łacińska opiera się na stabilnych podstawach, w przeciwieństwie do społecznych inżynierii. Dlatego też ideologie skoncentrowane na społecznych inżynieriach dążą do unicestwienia cywilizacji łacińskiej. W ulubionej kultowej piosence komunistów śpiewa się między innymi, że „przeszłości ślad dłoń nasza zmiata”. O jaki „ślad przeszłości” tu chodzi? A o jakiż by, jeśli nie o znienawidzoną przez komunistów łacińską cywilizację? Komunizm pozostaje w głębokiej i nieusuwalnej sprzeczności z łacińską cywilizacją. Nie uznaje bowiem obiektywnego charakteru prawdy, ponieważ kieruje się „mądrością etapu”. Nie uznaje zasad prawa rzymskiego, bo jest wrogiem własności. Wreszcie, nie uznaje etyki chrześcijańskiej, ponieważ forsuje walkę klas. Niektórzy durnie, również utytułowani, dopatrują się podobieństw między chrześcijaństwem i komunizmem. Ale żadnych podobieństw między chrześcijaństwem a komunizmem nie ma. Najlepiej widać to właśnie na przykładzie podejścia do nierówności społecznych. Chrześcijaństwo mówi: „daj!”, podczas gdy komunizm judzi: „bierz!” Warto o tym pamiętać zwłaszcza dzisiaj, kiedy to bardzo wielu poczciwców duraczonych jest przez grandziarzy, uwijających się wokół ugruntowania w opinii publicznej przekonania o bezalternatywnym charakterze nieubłaganego postępu…

chociaż strategia się zmieniła, to cel rewolucji komunistycznej się nie zmienił; jej celem jest wyhodowanie człowieka sowieckiego, który tym się różni od normalnego człowieka, że wyrzekł się wolnej woli. Z tego powodu człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, bo w normalnym świecie codziennie trzeba dokonywać samodzielnych wyborów, a tej umiejętności on się nie tylko wyrzekł, ale nawet ją znienawidził. Dlatego drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska, w którym mogliby żyć, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono m.in. tym, ze nie toleruje żadnej władzy poza własną, a więc np. władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, czy wreszcie – władzy właściciela nad rzeczą…” (Stanisław Michalkiewicz – Zielony i czerwony daje brunatny)

5. Moralność rządowych „programów socjalnych” (na przykładzie „500+”).

Moralność… „gr. ethos − obyczaj, zwyczaj; łac. moralitas – obyczajność – ogólny obowiązek, który narzuca się człowiekowi w jego relacjach z drugimi, z sobą samym i z przyrodą; wymaganie, które – w przeciwieństwie do prawa – jest wyzwaniem, a w odróżnieniu od obiegowego zwyczaju i społecznego obyczaju, nie obowiązuje jedynie ze względu na sankcje społeczne, ale z tej racji, że skierowuje się do człowieka jako bytu rozumnego i wolnego. Człowiek, stosujący się do tych wymagań, działa dobrze; gdy zaś wykracza przeciw nim, czyni zło. Jest on poddany uwarunkowaniom biologicznym, psychologicznym i socjokulturalnym; nie są one jednak jego determinacjami. W miarę jak je uobiektywnia, poznaje albo na nowo poznaje, osądza lub za nie odpowiada, odrzuca albo próbuje zmienić, realizuje się jako byt moralny.”

„…Nam dziś wszędzie wmawiają „nie oceniaj” . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w „nie potępiaj” – a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę … głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu „jesteś głupi” a „głupio postąpiłeś”. To pierwsze daje piętno na człowieka – dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie „głupio postąpiłeś” daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne „nie oceniaj”- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj knebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! „taki już jestem i mnie nie oceniaj”-  to się do cholery zmień!! Te kneble „nie oceniaj” stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

…osoby żądające od nas „nie oceniaj”chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie „wcinam” w jego/jej życie – chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się:”JAK TO???” ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a – jak można odrzucić takie „dobro”?) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie…” (michalxl600 – Nie oceniaj)

Jakiś czas temu toczyłem spór o ocenę moralną kradzieży (jakim jest program 500+ obecnej partii rządzącej) z ludźmi którzy uważają się za prawicowców poważających etykę chrześcijańską, ale nie widzą niczego złego w tym że ktoś (władza) pod pozorem „prawa” i pod przymusem grabi dobro jednych obywateli by dać je innym pod pewnymi warunkami, które według owej władzy uprawniają ją do tego rodzaju „interwencji”.

Dłuuuugo próbowałem „zmusić” dyskutantów do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy tego rodzaju kradzież (maskowaną pod różnymi szczytnymi hasłami jak „redystrybucja” albo „wyrównywanie szans”) jest złem czy też nie, i czy godzi się w jakimkolwiek wypadku ją usprawiedliwiać. Nikogo przy tym personalnie nie nazwałem złodziejem. Wobec jednej z osób użyłem natomiast określenia manipulant, kiedy zamiast odpowiedzieć mi na wyżej wspomniane pytanie wprost, osoba ta uwarunkowała prawo do oceny  moralnej programu „500+” od posiadania przeze mnie dzieci. Jakbym bez spełnienia tego „warunku” nie miał prawa nazywania patologii po imieniu. Najbardziej poraża fakt że ta osoba (i nie tylko ona) uważała jednocześnie konieczność istnienia zasad moralnych (takich jak nie kradnij, nie pożądaj cudzej rzeczy) jako obiektywnego dobra służącego prawidłowemu rozwojowi społecznemu. Pozostaje pytanie na co komu jakiekolwiek zasady (tudzież publiczne identyfikowanie się z nimi) skoro jednocześnie publicznie i z premedytacją relatywizuje się ich sens i cel. Nie rozumiem też dlaczego osoby uprawiające tego rodzaju „ekwilibrystykę ideologiczną” (zaprzeczające przy tym samemu sobie) obrażają się i czują się personalnie atakowane kiedy zwróci się im na to uwagę.
Uważam że pobłażanie i puszczanie oka do takich postaw (a nie samych ludzi bo człowiek zawsze może się zmienić – byle na dobre) w imię „dobrosąsiedzkich stosunków”, lub tzw.”pragmatyzmu” według którego „jeśli dają to trzeba brać” (co było m.in. jednym z „argumentów” mających usprawiedliwić wspomnianą inżynierię społeczną) to współudział w szerzeniu zła. Wyłapywanie i nazywanie po imieniu  tego rodzaju manipulacji to po prostu obowiązek każdego kto uważa się za osobę „moralną” i deklaruje konieczność istnienia w relacjach międzyludzkich pewnych elementarnych i obiektywnie dobrych zasad. Nie potępiam ludzi! Bo po pierwsze nie jestem w stanie nikogo skazać na takie potępienie, a po drugie nie wykazuję nawet takich aspiracji. Logiczne zestawienie słów/czynów z zasadami na które w końcu pewne osoby SAME się powołują to nie jest potępianie ani wywyższanie się… (Odys)

„Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją”  (Mahatma Gandhi)

PodziemnaTV – Robią nas w konia: Prezydent Duda o 500+ państwo coś wreszcie daje a nie zabiera #149 oraz: Niższe zarobki Polaków w Polsce niż za granicą #152 (czyli skąd się bierze bogactwo)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy!

Frederic Bastiat (ekonomia, przewidywalność, skutki, zysk, strata)

Reklamy

20 comments on “Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków).

    • To zależy w jaki sposób ta „chęć” się przejawia. Jeśli nie opiera się na krzywdzie innych (i z poszanowaniem ich wolnej woli) to owszem jest dobra. Zwłaszcza jeśli później ten dobrobyt potrafi się dzielić się bezinteresownie z innymi (niezaradnymi), oraz daje pracę i płacę (zaradnym).
      Problemem jest przymus i kradzież (jakkolwiek by tego zła ktoś pięknie nie nazywał).

      Polubienie

    • Nie o utopię tu chodzi, a o NATURALNE mechanizmy rynkowe które w socjalizmie są odgórnie duszone (na szkodę wszystkim) a w kapitalizmie pozostają do dyspozycji wolnych ludzi jako narzędzie do budowania sobie i wokół siebie dobrobytu (wspólne dobro).

      I wybaczy kolega/koleżanka, ale nie wystarczy zamieścić bonmontu że coś jest takie samo (tzn. w czym?). Proszę zatem włożyć więcej wysiłku w następny komentarz i wymienić mi te podobieństwa, żebym miał się do czego odnieść.
      Na dobrą sprawę wystarczy zapoznać się z prostą definicją obu systemów żeby już na wstępie dostrzec istotną różnicę – przymus kontra wolność. Kradzież kontra praca. Rozdawnictwo kradzionego kontra dobroczynność. Naturalne predyspozycje gospodarcze kontra inżynieria społeczna.

      Polubienie

  1. Pingback: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. | Łódź Odysa

  2. W większości „zachodnich” krajów udział państwa w gospodarce kształtuje się między 40 – 45%. <

    No właśnie. Gdzie ten wolny rynek, drogi Panie? Czyżby zajmował pozostałe 55-60%? 😉

    Co do pozostałych tematów, to właściwie nie sposób nic dodać – piszesz o rzeczach, których nie są świadomi często nawet ludzie prowadzący działalność gospodarczą. Boże, mówimy o kraju, w którym przeciętny przedsiębiorca poprzez ekonomię rozumie co najwyżej prawo popytu i podaży, a i to pewnie nie do końca… W sumie zatem czego oczekiwać od ludzi, dla których kontakt z gospodarką sprowadza się do wiadomości telewizyjnych? Ewentualnie dyskusji o hasłach politycznych kolejnych politykierskich ekip…

    Dodam zatem coś obok: tak jak „konstruktywnie” liczone są średnie krajowe, tak też liczy się poziom bezrobocia. Parę razy przeżyłem głębokie zdumienie dowiadując się, że nie każdy bezrobotny ma prawo do oficjalnego uznania za bycie bezrobotnym, ponadto do statystyk dorzuca się dodatkowe parametry „usprawniające” liczenie, a w rezultacie je zaciemniające. Zresztą, druga strona barykady nie jest lepsza, bo przecież połowa bezrobotnych pracuje na czarno, zatem oficjalne zaniżanie bezrobocia być może ma sens, choć przypadkowy 😉

    Socjalizm nie jest ani dobrem, ani złem. Jest koniecznością dziejową. Wkraczamy w okres, w którym rozdawnictwo – niestety – będzie regułą, ale także z przyczyn praktycznych. Skoro produkcja (technologia druku 3d wprowadza nas w nową rewolucję) i sprzedaż będą w coraz większym stopniu zautomatyzowane (już dzisiaj w wielkim Tesco możesz skorzystać z kasy bez kasiera), to gdzie się mają zatrudniać ludzie? W usługach? A ile tych usług można świadczyć? Nowe społeczeństwo będzie miało mniejsze zapotrzebowanie na pracę – wbrew przepowiedniom niektórych zmaleje popyt także na wyrafinowane prace, które już teraz są przejmowane przez programy eksperckie, często oparte na sieciach neuronalnych, a wkrótce także na SI. Rozdawnictwo nie utrzyma się jednak w nieskończoność, raczej jest próbą utrzymania bieżącego modelu społecznego u zarania nowej ery. Upowszechnienie druku cyfrowego i technologii umożliwiających w rozproszony sposób uzyskiwać energię, przetwarzać odpady ect docelowo zlikwidują rynek jako taki. Chyba, że rewolucję powstrzymamy dekretami 😉

    Polubienie

    • „No właśnie. Gdzie ten wolny rynek, drogi Panie? Czyżby zajmował pozostałe 55-60%?”

      Skoro drogi Pan tak uważa to zgłaszam swoje wotum separatum 🙂 Uważam że już wystarczająco na ten temat napisałem. Teraz to już Pańska głowa udowodnić że ŻADNEJ swobody nie ma (i w jakim procencie), oraz że nie zachodzą „w przyrodzie” mechanizmy o których napisałem. Choć myślę że kolega dobrze wie o co chodzi z tym procentem i co on pokazuje, a pokazuje skalę zawłaszczenia rynku przez państwo. Jeśli natomiast według Pana wolność owego rynku (jeśli mamy się jej tak kurczowo trzymać) ma polegać na absolutnej swobodzie (łącznie z autodestrukcyjnym kanibalizmem 🙂 ) to nie mamy o co kruszyć kopii bo o takie zwierze gardłować nie zamierzam.
      „Sam tego chciałeś Grzegorzu dyndało” więc pytam – gdzie według kolegi zaczyna się wolny rynek (tylko proszę uważać bo to podchwytliwe pytanie)😉

      „W sumie zatem czego oczekiwać od ludzi, dla których kontakt z gospodarką sprowadza się do wiadomości telewizyjnych? Ewentualnie dyskusji o hasłach politycznych kolejnych politykierskich ekip…”

      Niczego! Pisać, opowiadać, dyskutować i ciąć węzły gordyjskie na swoim poletku (na blogu, w najbliższym otoczeniu) i czyścić umysły z socrealizmu 🙂 Kto zechce słuchać ten z pewnością zrozumie i weźmie tę wiedzę pod uwagę choćby przy kolejnych wyborach. Kto nie zechce tego może już tylko jakaś katastrofa nawrócić, ale nie takie „oszołomy” jak ja czy kolega 😉

      O cyrku ze „statystycznym” bezrobociem też już kiedyś pisałem i mam dokładnie takie same przemyślenia jak kolega.
      A co do „pracujących na czarno” (połowy czy nie, jedyne czego żałuję to że wszyscy nie pracują „na czarno” czyli na siebie), to mam dla nich prosty przekaz – pozostańcie tam gdzie jesteście! Zadbajcie o siebie i rodziny bo nic nikomu nie jesteście winni (na pewno nie politykom) jeśli rzeczywiście utrzymujecie się za swoje i nie sięgacie po to co jest finansowane z podatków. Choć jeśli wydajecie swoje pieniądze na „legalnych” stacjach benzynowych i w „legalnych” sklepach, oraz płacicie „legalnie” rachunki, to znaczy że też odprowadzacie podatki więc macie pełne prawo czuć się obywatelami tego państwa i korzystać z jego „opieki”.

      „Socjalizm nie jest ani dobrem, ani złem. Jest koniecznością dziejową. Wkraczamy w okres, w którym rozdawnictwo – niestety – będzie regułą, ale także z przyczyn praktycznych…”

      Socjalizm jako zinstytucjonalizowana forma rabunku jednych by dać innym jest oczywistym złem i to z powodu tej właśnie „praktycznej” „dobroczynności” zwanej „państwem opiekuńczym” mamy to co mamy czyli: dług (bo opieka i organizowanie ludziom życia/usług kosztuje) a za tym nadmierny fiskalizm, a za tym wysoko opodatkowaną pracę, a za tym „niskie” płace i zwijanie się miejsc pracy, a za tym emigrację zarobkową, a za tym zapaść demograficzną i biedę.

      „Skoro produkcja (technologia druku 3d wprowadza nas w nową rewolucję) i sprzedaż będą w coraz większym stopniu zautomatyzowane (już dzisiaj w wielkim Tesco możesz skorzystać z kasy bez kasiera), to gdzie się mają zatrudniać ludzie?”

      Jak to gdzie? W urzędach! Ktoś musi pilnować żeby te drukarki podatek odpowiedni płaciły 😀 Skoro socjalizm jest koniecznością dziejową i nie jest zły to należy wszystkich upychać w „obsłudze” tego systemu a drukarki niech zapieprzają!
      A na poważnie Kiedyś ludzie SAMI się utrzymywali na kawałku ziemi i być może będą zmuszeni do tego wrócić. Poza tym drukarki 3D jak i każda nowa technologia wymaga (od zawsze) obsługi ludzi więc już się pojawiają miejsca pracy w nowych branżach (usługo/obsługo/projektowo/nadzorczych właśnie).

      „Upowszechnienie druku cyfrowego i technologii umożliwiających w rozproszony sposób uzyskiwać energię, przetwarzać odpady ect docelowo zlikwidują rynek jako taki. Chyba, że rewolucję powstrzymamy dekretami…”

      Luddyzm? Nie w tych czasach kolego. Rynek bowiem nie zostanie zlikwidowany (niby jak? komunizm na skalę globalną? to się nie uda zamknąć miliardy ludzi w kołchozach). Rynek produkcji i usług po prostu zmieni swój koszyk 🙂 Będziemy produkować i handlować ulepszeniami do drukarek 3D

      Polubienie

      • wolny rynek to wolny rynek, wolny w 100% i w 100% samostanowiący, absolutnie niezawisły od instytucji, woli lub niewoli politycznej i trendów wyborczych. Wolny rynek to także rynek, w którym nie ma tego czego tak bardzo nie lubisz, zatem okradania jednych by dać drugim. Wolny rynek nie istnieje, nigdy właściwie nie istniał. Tym niemniej istnieje sformułowanie „wolny rynek”, a mnie irytuje określanie wolnym rynkiem niewolnego rynku. Bo rynek z którym mamy obecnie do czynienia nie jest wolny. Podlega zbyt wielu regulacjom na każdym możliwym polu. W sumie jednak podchodzimy do tematu z dwóch stron, tworząc odpowiednio definicje pozytywne i negatywne, więc chyba się nie spotkamy po środku ;-). Gdzie się ten wolny rynek miałby zacząć? Cholera wie, ale wiadomo gdzie by się skończył: w którymś z kręgów piekielnych 😉
        problem z rynkiem jest taki, że aby go utrzymać trzeba utrzymać na nim siłę nabywczą. Redystrybucja dochodu – wcale nie jestem jej zwolennikiem a i samo sformułowanie mnie irytuje potęgą swojej hipokryzji – to po prostu jakieś rozwiązanie kłopotu braku kapitału na rynku nabywczym. I niemal jestem pewien, że w tym miejscu odpowiesz: „jakże to! Kto powiedział, że w ogóle należy stosować takie lub podobne rozwiązania?” Otóż nie byłoby to konieczne gdyby – hehe – rynek był wolny. Bo jedną z cech wolnego rynku (zapomniałem wskazać to wyżej) jest jego liberalne podejście do kryzysów. Wolny rynek choć z jednej strony zapewnia wielu podmiotom nieskończony wzrost, to jednak przy okazji ma wbudowany ogranicznik w postaci sinusoidy wzrostu i spadku. Rynek w obecnym kształcie nie jest na tyle wolny by sobie pozwolić na spadki. Rynek obecnie nie jest strukturą naturalną, ale narzędziem przed którym postawiono cele do realizacji, m.in. zapewnienie trwałego i nieskończonego procesu wzrostu PKB, redukcję bezrobocia, ect. Rynek nie może zatem mieć kryzysu, kryzys jest złym wypadkiem przy pracy. Stąd rynek jest ratowany a często wręcz utrzymywany na kroplówce. Stąd np. gigantyczne subwencje dla banków (udzielane na zasadzie „bez zasad”), dopłacanie do tworzenia miejsc pracy czy polityki fiskalne typu „helicopter money”. A skoro już uznamy, że rynek musi non stop kipieć i musi być dość stabilny by kaska leciała we właściwą stronę, to redystrybucja dochodu jest właściwie niemożliwą do odrzucenia koncepcją realizacji tego założenia. C.n.u. 😉

        Obawiam się, że sama obsługa drukarek 3d to za mało dla paru miliardów ludzi ;-). I owszem, drukarki wymagają obsługi, ale w ujęciu na jednostkę produktu (produktem też jest usługa) w miarę przesuwania się w prawo na linii czasu mamy coraz mniejsze obłożenie pracy ludzkiej. Czyli w czasie drugiej wojny światowej aby wyprodukować tonę stali potrzeba było np. 100 ludzi. Dzisiaj trzydziestu. Za dwadzieścia lat: trzech. W mojej własnej mikrofirmie dziesięć lat temu mieliśmy w biurze cztery osoby pracujące po osiem godzin dziennie. Dzisiaj trzy, choć całkowite zatrudnienie wzrosło trzykrotnie, a wolumen produkcji sześciokrotnie. A moja branża jest branżą pracochłonną i oporną na innowacje.

        Polubienie

      • No cóż… Cieszę się że w końcu dotarliśmy do istoty problemu. Walki o coś …czego nie ma, a nie ma bo taka jest „konieczność” etapu. Nie mam zamiaru z tym polemizować, a proponuję odpowiedzieć sobie na pytanie co jest lepsze i na podstawie znajomości mechanizmów patologicznych działających na wolnym rynku (wszak jeśli wolność to kwestia 100% – cokolwiek to znaczy 🙂 ) zacząć działać odwrotnie (zamiast tłumaczyć się patologiczną koniecznością dziejową), oczywiście wedle zasad które tej 100% wolności nie gwałcą… Kolega rozumie że sam sobie zaprzecza bo to jest niewykonalne? Bo jeśli wiemy że wolnego (w 100%) rynku mieć nie możemy to o czym my w ogóle dyskutujemy? O jaki tak naprawdę rynek się spieramy? Ja się przecież nigdzie nie upieram przy tym że jest on w 100% wolny a wręcz zastrzegłem że o taki „walczyć” nie zamierzam. Ma być tylko wolny w dużo większym zakresie w jakim jest teraz. Bez monopoli i lichwiarskiego fiskalizmu które stwarza państwo. Jeśli to wystarczy do wolnego rynku to ja się zgadzam, tylko czy kolega zaakceptuje taki rynek jako wolny? 🙂

        Obsługa drukarek to tylko jedna z branż. Nie pytał mnie kolega co w innych branżach i o jakiej właściwie rewolucji rozmawiamy więc to nie moje zmartwienie.
        Niemniej jednak jak już wspomniałem ludzie będą zmuszeni wrócić do czasów kiedy SAMI o siebie dbali (bo przecież jakoś dbali – nawet w czasach rewolucji przemysłowej, komputerowej, a teraz internetowej). Ja tam wszędzie gdzie nie pojadę widzę połacie nieuprawianej i niezamieszkałej przez nikogo ziemi. Ludzie potrafią sobie radzić jeśli im się tylko na to pozwoli i nie wykoślawi ich inicjatywy/kreatywności do napisania wniosku o zasiłek czy zapomogę.

        Polubienie

      • ja wcale nie twierdzę, że taki rynek powinien zaistnieć, spieram się o niuans semantyczny, w moim mniemaniu ważny ;-). I wcale sobie nie zaprzeczam, bo przecież piszę o rynku wolnym jako o rynku wolnym według obiektywnej nie zaś subiektywnej definicji. Wolność subiektywna to wolność relatywna – ludzie w Korei Północnej też są poinformowani, że są wolni i że są szczęśliwi, jednak obiektywnie rzecz ujmując wolni nie są. Nie lubię hipokryzji, więc wolałbym nie nazywać syndykalno-koncesyjno-mafijnego ustroju wolnym rynkiem, bo to urąga znaczeniu wolności. Trochę na takiej zasadzie jak opluwa się obecnie liberalizm (czyli de facto skłonność do dawania wolności) poprzez liberalizm rozumiejąc jakąś jego rachityczną, zrakowiałą formę…

        Cieszy mnie że u progu osobliwości masz takie optymistyczne zdanie 😉

        Polubienie

      • W zasadzie nawet czysto teoretycznie żadnych warunków nie da się nazwać (w sposób zamknięty) wolnym rynkiem. Ja do tej pory nie wiem co kolega rozumie pod pojęciem „wolny rynek” (obiektywnie), i gdzie widzi granice jego wolności (jakie warunki muszą się spełnić). Stąd wynika semantyczna różnica między nami w jego postrzeganiu. Nawet nie wiem czy da się w ogóle podejść do problemu w sposób zero-jedynkowy (i po co?). Jak dla mnie nakładanie sobie tego rodzaju chomąta to pułapka ideologiczna i młyn na wodę wszelkiego rodzaju defetystów którzy twierdzą że wolny rynek to utopia. Dla jednego nie kończy wolności na rynku dostępność firm/usług państwowych, dla innego zaś jest to warunek wykluczający ową wolność – i na tym przykładzie można się poróżnić o kilka innych elementów, jak chociażby wspomniana wolność (czy powinna być totalna/bez ograniczeń, czy jednak nie). Dlatego ja mówię że wolny rynek istnieje tylko jest w sposób nieuczciwy zniewalany, po to by przynosić korzyści (bezprawnie!) tym którzy dysponują mechanizmami jego zniewalania.
        Pomimo tych różnic i innego spojrzenia nigdy i nigdzie żadnego syndykalno-koncesyjno-mafijnego ustroju wolnym rynkiem nie nazwałem. Dostrzegam jednak istnienie mechanizmów wolnorynkowych poza tym układem (choćby w szarej strefie „nielegalnie”) w zakresie którym ludzie samodzielnie dysponują. Dlatego uważam że wolny rynek działa (jako zasada), ale jest duszony przez ów „ustrój” (w zasadzie rozstrój) przez co nie może w pełni zaistnieć. Wymiana handlowa/popyt/podaż i co tam jeszcze określa charakter działalności ludzkiej pod nazwą gospodarcza odbywają się jakby nie patrzeć dobrowolnie i z zyskiem dla podmiotów którzy w tym uczestniczą. A że nie jest to wolność jakiej byśmy sobie życzyli to zupełnie inna kwestia.
        Ma kolega rację co do tego że jakby nie patrzeć na to z czym mamy do czynienia to do wzorca wolnego rynku się nie umywa, i to samo tyczy się liberalizmu. Ale jedno wiemy na pewno – zasady na których opierają się te idee działają i warto uświadamiać ludziom ich dobrodziejstwo, o ileż większe gdyby rynek uwolnić całkowicie (albo chociaż w takiej części jak to ma miejsce w Szwajcarii). Raka trzeba wyciąć a wtedy organizm ruszy z kopyta i wszystkim będzie się żyło lepiej (nawet ludziom mniej zaradnym, bo kto zabroni zamożnemu społeczeństwu być hojnym w stosunku do bliźnich jeśli tylko będą mieli czym się dzielić).

        Polubienie

  3. Pingback: „W przedszkolu naszym nie jest źle” czyli… o jedynie słusznej misji publicznej PISu w „narodowych” mediach i w gospodarce (by znowu było jak za Gierka) | Łódź Odysa

  4. Pingback: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS. | Łódź Odysa

  5. Pingback: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie? | Łódź Odysa

  6. Pingback: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? | Łódź Odysa

  7. Pingback: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. | Łó

  8. Pingback: Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju”

  9. Pingback: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) | Łódź Odysa

  10. Pingback: Stanisław Michalkiewicz z okazji 20 rocznicy „majówki” o „świętości” pracy, trybunale oraz konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej. „Teatr na Wyspie” (Gajowniczka) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s