Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym.


Na poczatek materiał filmowy: Grzegorz Braun Przesądy polskiej inteligencji

„…Demokracja nie ma absolutnie żadnego udziału w gospodarce rynkowej, rozwoju przemysłu, podniesieniu poziomu życia, wynalazkach technicznych i odkryciach naukowych, wzroście produktywności – wszystko to nastąpiło wyłącznie dzięki temu, że nadal w demokracji istnieją prawa własności, choć gwałcone są w stopniu nieporównywalnie większym niż miało to miejsce w dawnych monarchiach

…Ponieważ , niezależnie od formy państwa, uczestnictwo w aparacie państwowym jest zawsze uczestnictwem w podziale cudzej własności, to im mniejsza konkurencja w dziedzinie władzy (monarchia dziedziczna), im węższa grupa rządząca (arystokratyczna oligarchia), im mniej ludzi ma prawa wyborcze (cenzus wyborczy) , tym lepiej, bo tym mniej aspirantów do uczestnictwa w podziale cudzej własności. Ogólna zasada brzmi zatem: „im bardziej demokratyczne jest państwo, tym gorzej”, albowiem każdy krok w kierunku większej demokratyzacji, to krok w kierunku większej redystrybucji dochodów i majątków…

…Król jako prywatny „właściciel” monopolistycznego „protection racket” opodatkowuje poddanych i narusza prawa własności, ale ma bodźce, aby te naruszenia ograniczać, aby „inwestować”, „akumulować kapitał”, aby poprawiać, a przynajmniej nie pogarszać, położenia swojego ludu. Jest bardziej racjonalnym homo economicusem, który troszczy się o swoją domenę, o wzrost jej wartości. U wybieralnych i wymienialnych władców demokratycznych ta motywacja jest słabsza, gdyż obiektywna sytuacja skłania ich do maksymalizowania dochodów w trakcie dość krótkiego czasu, kiedy uczestniczą we władzy. Jako tymczasowi zarządcy publicznej własności (państwa jako publicznej firmy) „przejadają kapitał”, trwonią go i marnotrawią, dokonują błędnej alokacji środków, powiększają deficyt budżetowy etc. Muszą tak robić, bo inaczej ryzykują, że jeśli nie skonsumują natychmiast , to nie skonsumują nigdy

demokracja jest największym wynalazkiem z zakresu techniki rządzenia i organizacji władzy mającym na celu poszerzenie obszaru państwowej przemocy i wyzysku, stworzenie jak największej przestrzeni dla działania władzy (opodatkowania i regulowania) a równocześnie zapewniającym stabilizację systemu politycznego. Demokratyczna struktura decyzyjna jest najlepszym ze znanych nam sposobów wyzyskiwania i wywłaszczania poddanych, wspaniale działającą maszynerią do zwiększenia dochodów państwa, utrzymywania ich na wysokim poziomie i rozdzielania przez aparat państwowy, który posługuje się metodą „dziel i rządź” w sposób tak doskonały, że dawni monarchowie, widząc to, mogliby tylko westchnąć z zazdrości[12]. Redystrybucja bogactwa i dochodów na skalę masową nie jest jakąś przypadłością demokracji , którą można wyeliminować, ale należy do jej istoty, jest nieusuwalną częścią jej definicji. Partie, grupy i frakcje zaangażowane w „demokratyczną konkurencję” rywalizują tylko w jednej dziedzinie: kto przechwyci więcej zasobów od poddanych i najsprawniej je podzieli. Aby ustabilizować poziom dochodów państwa na możliwie najwyższym poziomie, stosuje się takie metody redystrybucji, które można najlepiej „sprzedać” opinii publicznej np. metodę polegającą na oferowaniu poddanym coraz większej ilości dóbr takich jak edukacja, opieka społeczna, opieka zdrowotna, autostrady, etc. Ta funkcja producenta dóbr stanowi osłonę dla jeszcze wyższych podatków, jeszcze większej redystrybucji dochodów, jeszcze większej regulacji życia ekonomicznego.
Dlaczego demokracja okazała się tak doskonałą techniką wyzysku i wywłaszczania, i skąd bierze się jej stabilność polityczna? Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z powodu istnienia powszechnego prawa wyborczego, które daje każdemu poddanemu (każdemu z nas) prawo do wyciagnięcia ręki po własność każdego innego poddanego. Każdy z nas może mieć nadzieję, że wejdzie do jednej z większości zmieniających się u władzy, aby móc panować, wywłaszczać i wyzyskiwać. Państwo demokratyczne odwołuje się do istniejącego w naszej duszy pożądania, aby władać innymi ludźmi i dominować nad nimi, stwarza nam szansę zaspokojenia naszej osobistej żądzy władzy, jeśli nie teraz to następnym razem ( „ I ty zostaniesz prezydentem, premierem, ministrem, posłem”). Rozpatrując rzecz na płaszczyźnie bardziej wymiernej niż psychologiczna, możemy stwierdzić, że systematyczna polityka redystrybucji ma uczynić nas wszystkich wspólnikami w rabunku ewentualnie paserami. Hasło „demokratyzacji” to nic innego jak zaproszenie nowych ludzi do partycypacji w podziale łupu…

…Porównując oba ustroje Hoppe posługuje się zaczerpniętym z ekonomii pojęciem „preferencji czasowej” ( time preference), które odnosi się do stopnia, w jakim jednostka preferuje teraźniejsze dobra ponad przyszłe (wysoka preferencja czasowa) lub dobra przyszłe nad dobra teraźniejsze (niska preferencja czasowa). Oczywiście już samo powstanie państwa, jego struktura i zasady funkcjonowanie są wyrazem „wysokiej preferencji czasowej”, ale w monarchii, interpretowanej jako prywatna własność należąca do rodziny i przekazywana w spadku, istnieje instytucjonalna tendencja do obniżania „preferencji czasowej”, natomiast w demokracji, interpretowanej jako publiczna własność zarządzana i nieprzekazywalna spadkobiercom, tendencja jest odwrotna…

…demokracja jako rząd publiczny charakteryzujący się wyższą niż monarchia preferencją czasową i posiadający największą zdolność do podatkowego wywłaszczania i redystrybucji dochodów – pozwalają zrozumieć i wyjaśnić dlaczego przejście od monarchii do demokracji oznacza stały wzrost podatków, stały wzrost przepisów i regulacji, stały wzrost liczby urzędników a zatem wzrost „stopy wyzysku”[13].
Hoppe wskazuje na ważny fakt, że demokratyzacja przynosi podwyższenie poziomu „preferencji czasowej” nie tylko wśród rządzących, ale w całym społeczeństwie (ryba psuje się od głowy, ale w końcu psuje się cała), a tym samym przyczynia się do upowszechnienia postaw infantylnych (dzieci mają bardzo wysoką preferencję czasową) i hedonistyczno-konsumpcyjnych. Demokracja, zdaniem niemieckiego ekonomisty, promuje moralny relatywizm, potęguje negatywne zjawiska społeczne typu rozwody, nieślubne dzieci, przemoc dorosłych wobec dzieci, przemoc dzieci wobec rodziców, przemoc w małżeństwie, aborcja, homoseksualizm[14], powoduje pogorszenie się obyczajów i właściwych form zachowania. W demokracji rośnie także przestępczość, bo przestępcy mają niezwykle wysoki poziom „preferencji czasowej”, co harmonijnie współgra z ogólnosystemową tendencją. Obalenie monarchii, brzmi surowy werdykt Hoppego, przyniosło jedynie infantylizację i barbaryzację życia społecznego; demokratyzacja okazała się procesem „decywilizowania narodów”[15]

…W ładzie naturalnym wszystkie ideologie i koncepcje finansowane dziś przez państwo (np. przez państwowe uniwersytety) takie jak feminizm, kult homoseksualizmu, sekularyzm, moralny relatywizm, multikulturalizm, neomarksizm, etc. etc. będą mogły funkcjonować wyłącznie jako prywatne opinie sprzedawane na wolnym rynku. Cała kontrkulturowa superstruktura lewicy rozpadnie się w jednej chwili, jeśli pozbawiona zostanie bazy ekonomicznej zapewnianej jej dziś przez państwo. Rozwiązane zostaną kwestie rasowe, bo nie będzie ani przymusowej segregacji, ani przymusowej integracji rasowej. Przestanie istnieć problem imigracji[19] .
W ładzie naturalnym, przewiduje Hoppe, nastąpiłaby automatycznie odbudowa „kulturalnej i moralnej normalności”, choć oczywiście prawa własności ludzi „kulturalnie i moralnie nienormalnych” byłyby szanowane, ale wyłącznie oni sami ponosiliby koszty swojej „nienormalności”, dzisiaj finansowanej przez państwo…

…Hoppe zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że przejście od demokracji do „ładu naturalnego” nie jest czymś, co może dokonać się łatwo i bezboleśnie. Państwo demokratyczne opanowało wszak najistotniejsze z punktu widzenia utrzymania władzy dziedziny życia społeczno-ekonomicznego takie jak edukacja, komunikacja i propaganda oraz, co szczególnie ważne, zmonopolizowało w swoich rękach bankowość tworząc banki centralne, czyli Wydziały d/s Fałszowania Pieniędzy (terminologia profesora Hoppego – T.G.) , i emisję pieniądza. Weszło ponadto w strategiczny sojusz z bankierami prywatnymi i wielkim biznesem w celu sprawniejszego wyzyskiwania poddanych i lepszego kontrolowania ich politycznych zachowań.
Ideologii demokratycznego Lewiatana posługującego się sloganami typu „dobro wspólne”, „dobra publiczne”, „zapewnienie bezpieczeństwa” nikt dziś nie kwestionuje. Zlanie się w jedno państwa i społeczeństwa czyni władzę mniej widzialną, bezosobową, zdepersonalizowaną, ukrywa ją pod „rządami prawa”, „demokratycznym konsensusem” itp. , co osłabia szanse oporu poddanych; inaczej niż w monarchii, gdzie lud jest realną opozycją właśnie z tego powodu, że władza jest spersonalizowana i odpowiedzialna, istnieje jasno wytyczona granica pomiędzy nią a rządzonymi, co powoduje zachowanie bardziej wyrazistej „świadomości klasowej”. Opór wobec demokratycznej tyranii maleje też z powodu, wspomnianej wyżej, techniki przekształcania i kanalizowania oporu poddanych poprzez odblokowanie, via wybory powszechne, ujścia dla tkwiącej w nich (w nas) żądzy władzy.
Demokracja jest, zdaniem Hoppego, niereformowalna,[20] żadnego sensu nie mają próby opanowania na drodze wyborów lub rewolucji aparatu państwowego, gdyż niczego by to nie zmieniło. Ale Hoppe jest przekonany, że demokratyczne państwo czeka nieuchronny upadek, zatem ład naturalny musi być koncepcyjnie dopracowany jako teoretyczna i realna alternatywa. Po „końcu demokracji” nie będzie restauracji monarchii, ale nastanie Nowe Średniowiecze. Hoppe używa pojęcia „ład naturalny” właśnie ze względu na jego średniowieczno-scholastyczne konotacje. Historia rozpoczęła się od względnie bezpaństwowego ładu feudalnego i do tego ładu powróci…”

całość tu: Gabiś: Hoppe o monarchii, demokracji i ładzie naturalnym

podobne: KNP: Młode, wściekłe, wolne feniksy. Mapa wydatków i przychodów państwa wg. programu KNP. Wróćmy do monarchii.  oraz: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz. i to: Równość czy hierarchia? Które jest bliższe ideału?

Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego. Bez racjonalnego oglądu świata – a to zapewnia jedynie nauka – nie ma logicznie podejmowanych decyzji. Zasadniczą rolę pełnią wtedy emocje, afekty, zabobony, demagogia i mitomaństwo. O upolitycznionym religianctwie nie wspominając.

Jak stwierdza prof. Stefan Opara (Tyrania złudzeń. Studia z filozofii polityki), „te przestrogi sprzed 2,5 tysiąca lat brzmią dziś dziwnie aktualnie. Elity Zachodu radzą sobie z wadami demosu poprzez coraz bardziej nachalną manipulację i teatralizację wyborów – cała bowiem władza ludu sprowadza się do sezonowego dziś udziału w głosowaniu referendalnym lub na kandydatów do parlamentu czy do samorządów. Manipulacja polega głównie na stosowaniu technik marketingowych i na presji wszechwładnych mediów wtłaczających ludowi dowolne opinie. Gdy brakuje faktów, fabrykuje się je w całości lub częściowo…” (więcej tu: Demokracja… czyli Dyktatura Durni)

podobne: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Czemu PIS broni demokracji? i to: Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

…patologiczny mechanizm epatowania obywateli wartością „demokratycznego państwa prawa”, zasadza się na nieuzasadnionym identyfikowaniu demokracji jako gwaranta/warunku wolności. A przecież w tym systemie chodzi o nic innego jak o narzucanie przez tzw. „ustawową większość” (kto liczyć potrafi ten wie że nie jest to żadna większość) całej reszcie czyli tzw. „mniejszości” swojej woli, którą obecnie kształtuje patologiczna ideologia centralnego zawiadowania gospodarką (tj. mieniem prywatnym) i ingerowanie w życie społeczne nie wykluczając spod kurateli państwa prywatnych relacji międzyludzkich (co się szumnie nazywa „opieką państwa nad obywatelem”). Pal licho gdyby prawo tworzone w tym systemie było sprawiedliwe, uczciwe i równe dla wszystkich, albo żeby w ulegało zmianom w tym właśnie kierunku. Niestety jest dokładnie na odwrót! Prawo tworzone w tym chaosie (gdzie odpowiedzialność za jego tworzenie rozmywa się na kilkuset „posłów” i setki tysięcy urzędników) jest tak naprawdę wynikiem widzimisię poszczególnych klik politycznych, reprezentujących „prywatne” grupy interesów dla zapewnienia sobie przewagi w terenie (czy to w formie władzy, czy w formie monopolu gospodarczego). „Demokratyczne państwo prawa” jest zatem emanacją realnej władzy „elit” wywodzących się z tych klik.

Tworzenie prawa w systemie „demokratycznego państwa prawa”, dokonuje się w zależności (i pod pretekstem) „społecznego poparcia” dla takich czy innych „interesów grup społecznych”, by być ostatecznie narzuconym w sposób całkowicie niedemokratyczny bo etatystyczny („nakazowo rozdzielczy”) przez aparat państwa który sprawuje REALNĄ władzę. Prawo to (a raczej lewo) jest więc często nie dość że wewnętrznie niespójne (bo różne kliki w różnym czasie mają chrapkę na różne rozwiązania pod SWÓJ interes polityczny), ale jest przede wszystkim sprzeczne z ideą „pożytku publicznego”, a to dlatego że cały ten system ma tylko jeden spójny cel i wspólny mianownik – dzielić społeczeństwo na uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych, oraz rządzić tymi drugimi (za ich pieniądze skumulowane w tzw. „budżecie państwa”) przez tych pierwszych (mieniących się ustawowymi przedstawicielami).

Na tym gruncie podziału społecznego dokonuje się BEZKARNIE (bo „zgodnie z prawem”) pospolity rabunek ludzi z tego na co sami ciężko (teraz już można powiedzieć że całe życie) pracują. Cała ta demokracja odbywa się więc wbrew podstawowym zasadom ekonomii, wbrew prawu naturalnemu, etyce i wbrew logice. To tak jak uczynić złodzieja wspólnikiem na własnym majątku. Przez to jest owa demokracja całkowitym zaprzeczeniem wolności, a mieni się być „ostoją” życia społecznego i gospodarczego. Nijak się taki układ nie opłaca, ale jeśli ktoś DOBROWOLNIE się na taki dil godzi, to niech się nie dziwi że ktoś za niego (i wbrew niemu) decyduje o wolnościach i prawach (zwłaszcza w sferze własności), bo właśnie sam się tego prawa zrzekł „dla dobra ogółu”, który to ogół ma jego indywidualne potrzeby gdzieś. Tym to sposobem mamy zakrojony na szeroką skalę konflikt milionów indywidualnych PRYWATNYCH interesów różnych grup zawodowych i społecznych (górników, stoczniowców, pielęgniarek, nauczycieli, urzędników, i wreszcie sektora prywatnego który za to wszystko płaci), które zamiast być załatwiane na gruncie prywatnym (dobrowolnej umowy miedzy usługodawcą a usługobiorcą), stają się (w zależności od potrzeb rozgrywki miedzy politykami) „interesem państwowym”, gdzie każdy z tych interesów dąży do wymuszenia u państwa pierwszeństwa swojego interesu przed interesem całej reszty. Jako że te interesy są ad hoc sprzeczne to państwo nimi w sposób sprzeczny zawiaduje, zaburzając tym samym naturalny proces rynkowy, przyczyniając się do pogłębiania niesprawiedliwości (bo żeby komuś dać to trzeba najpierw innemu zabrać), i do coraz większego zakresu reglamentacji „środków publicznych”. I to tyle na temat wolności w demokracji… (Odys – Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?)

do obejrzenia: Demokracja po polsku. (Historia Bez Cenzury)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Do przyjaciół narodowców. Naród a państwo czyli… Ile jest z narodowca w socjaliście? i to: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

„…Elita, to coś niezależnego, bo: wolna czyli w zupełnej pełni odpowiada za wszelkie własne czyny /aż do kary śmierci i przepadku całego mienia włącznie/, posiadajaca własność dzięki której nie musi chodzić przed nikim na zadnich nogach, no i ceniąca własne i cudze życie: dająca żyć innym i sobie.Politycy to nie są elity. Profesorowie to nie są elity. Etatyści to nie są elity. Elity nie mają pryncypałów i nie potrzebują autorytetów.

…gdy Rzeczpospolita była u szczytu swej potęgi, to w Polsce nie było partii politycznych…

Czemu służą politycy? Ano wyłącznie dwóm rzeczom. Po pierwsze mają nas dzielić byśmy byli wiecznie podzieleni i najlepiej gdy skłóceni. Po drugie mają nam / narastająco/ reglamentować – zgodnie z talmudem przysługujące nam jako niewinnym ludziom, nasze darowane nam przez Stwórcę Wszystkie Trzy Prawa Naturalne /Prawa Boże/: Prawo do Życia, Prawo do Właności i Prawo do Wolności. Na zachętę mogą nas bezkarnie skubać /chcą naszego dobra/.

Dlatego lepiej jest gdy jest dziesięć partii a nie sto. Lepiej pięć niż dziesięć. Lepiej trzy niż pięć. Lepiej dwie niż trzy. Lepiej jedna niż dwie. A najlepiej gdy jak niegdyś: wreszcie nie będzie żadnej. Sejmiki ziemskie i sejm walny starczą w zupełności. Z Intronizowanym Wiadomym Władcą i Jego Władającymi nad wszystkim Prawami

…już w Rzeczypospolitej szlacheckiej – władcy byli pierwszymi pośród równych, każdy szlachcic mógł był zostać „królem”, ale to Bóg był królem, Jezus Chrystus…

Intronizacja jest zaś potrzebna po to, aby nad wszelkimi przepisami wymyślanymi przez jakichkolwiek urzędników /zwanymi prawami stanowionymi/, nad wszelkimi takimi przepisami stały bezpośrednio w Konstytucji zapisane ich Wysokości Wszystkie Trzy Prawa Naturalne!
Władca może być duchowy, nieobecny cieleśnie w naszej fizycznej rzeczywistości, Prawa Mają Rządzić ! Nie teoretycznie. lecz naprawdę! Gdy niegdyś król jechał na wyprawę i opuszczał kraj, to kto rzadził? Jego Prawa, w pewnym uproszczeniu: prawa władcy.

Jeśli nie uda się nam podporządkować wszelkich urzędniczych przepisów Prawom Naturalnym zwanym Prawami Bożymi, to zginiemy na zawsze w oceanach ciągle wymyślanych wobec nas reglamentacjach Praw Naturalnych w wielomilionowych ilościach..
Te Wszystkie Trzy Prawa Naturalne, to Ich Wysokości:
– Prawo do Życia,
– Prawo do Własności,
– Prawo do Wolności.
Z nich się wywodzą wszelkie systemy wartości we wszelkich cywilizacjach i zawsze albo je szanują, albo naruszają.

Obecnie w polskim prawie cywilnym nie ma nawet definicji własności, więc z czym do ludzi /do Polaków/…
Prawo do Wolności, to nie samowolka /że „robię co chcę”/, przeciwnie, prawie niczego nie wolno… Prawo do Wolnosci, to inaczej nic innego jak to, że Każdy z Was odtąd w całej zupełności odpowiada za wszystkie swoje czyny, aż do utraty gardła i całego mienia. To czyni ludzi odpowiedzialnymi i dorosłymi. I poważnymi. To postawi Polskę na nogi, uczyni Was prędko milionerami bez specjalnego starania, a takich uporczywie pracowitych ludzi jak pan Gabriel zrobi prędko multimilionerami /aż strach pomyśleć, bo nadmiar kasy może niektórego właściciela kompletnie zdemoralizować, ale mogą równie dobrze być zaczynem wielkiego dobra wspólnego w swoich środowiskach!/..

Gdy w Polsce zaczną rządzić Prawa Naturalne, to Polska stanie na nogi w parę tygodni.
Żaden władca ziemski jak chce drogi pan Barun jest nam zaś niepotrzebny. Słudzy Polsce są potrzebni by tego dokonać, nie panowie. Panów mamy nadto: panowie to cały lud polski liczący obecnie niecałe 30 milionów w kraju, reszta na razie zwiała.
Żeby było dla każdego jasne, o co chodzi z Tymi Prawami Naturalnymi, to potrzebna jest rzecz jasna Intronizacja, jako wybór władcy przed którym warto się mocno pokłonić, azaliż przed byle kim nie warto padać na kolana…” (WJD – 18 czerwca 2016 o 01:22)

podobne: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków). oraz: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

„Bez Rycerstwa Niepokalanej nie będzie katolickiej Polski, nie będzie w ogóle Polski do dnia ostatecznego. Stabilny, mądry, Boży Naród – tylko taki może przetrwać wszystkie dzieje świata, aż do zamknięcia historii stworzenia. Jeżeli nie będzie tej wierności, to nie będzie Polski” (ks. prof. Tadeusz Guz – Konferencja cz. 1 – 28 maja 2016 r.)

Advertisements

13 comments on “Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym.

  1. Witam. Przepraszam z góry za komentarz niezwiązany z tematem, ale mam zapytanko 😉
    Jak odpowiedzieć najładniej Rosjaninowi, który napisał mi, że nie rozumie konfliktu pomiędzy nami?
    Nie trzeba mi od razu pisać pełnej wypowiedzi :p
    Chodzi mi głównie o to, na czym się skupić i od czego zacząć 😉

    Lubię

    • Witam. Nie ma problemu. Pytanie dobre jak każde inne 🙂
      Osobiście żadnego konfliktu nie widzę poza głupkowatą retoryką między „elitami” naszych krajów 🙂 Zanim zacznie mu Pan cokolwiek wyjaśniać, niech Rosjanin najpierw sam się określi o co mu konkretnie chodzi 🙂

      Lubię

  2. Nie mogę się zgodzić z tezą jakoby państwo we władaniu monarchy sprawniej rozgrywało gospodarkę niż państwo prywatne we władaniu obywateli. Król nie akceptuje konkurencji, nawet jeśli dzieli się władzą i dobrobytem z oligarchią. Brak konkurencji zamraża innowacyjność takiej gospodarki i sprawia, że nawet jeśli jest silna, to jest to siła będąca efektem wykorzystania splotu okoliczności, np. to o czym pisałem u siebie: bogactwo I RP wynikało z zapotrzebowania na płody rolne na zachodzie. Zachód płacił sowicie za zboże z Polski, ale w tym samym czasie przeskakiwał kolejne stopnie na drabinie rozwoju, podczas kiedy Polska jako dostawca zboża cofała się. Ilekroć spadały ceny, tylekroć zamiast rozwoju wybierano ciaśniejszy gorset: odbierano ziemię chłopom, intensywniej ją użytkowano. W efekcie nadprodukcja wymuszała dalszy spadek cen, co z kolei wymuszało dalszy krok nazad. I tak dalej. A i tak wtedy własność była w rękach grupy większej niż król i magnateria, choć oczywiście oligarchowie mieli spory udział w tym torcie. Wszystkie grupy dbały o to, by chłopi nie mieli nic do powiedzenia. Zamiast mechanizmów rynkowych rządziła tradycja, przyzwyczajenie i swego rodzaju syndykalna umowa ponad głowami większości społeczeństwa.

    Inna rzecz, że wolny rynek jako taki nie istniał niemal nigdy, więc porównujemy marchewki z Ziemi do selerów z Marsa (tych ostatnich nikt nigdy nie widział). Gdybyśmy stworzyli wolny rynek, który z założenia wymaga demokracji (też prawdziwej, nie takiej jak teraz), to byśmy zobaczyli czy to działa.

    A teraz doczytam Twój post, pewnie się okaże, że powyższe napisałem zbyt prędko 😉

    Lubię

    • „Nie mogę się zgodzić z tezą jakoby państwo we władaniu monarchy sprawniej rozgrywało gospodarkę niż państwo prywatne we władaniu obywateli. Król nie akceptuje konkurencji, nawet jeśli dzieli się władzą i dobrobytem z oligarchią”

      Dlatego wielokrotnie podkreślam we wpisach że gospodarka ma być wyłącznie w rękach obywateli a król ma być WYŁACZNIE strażnikiem tego porządku 🙂

      „Zamiast mechanizmów rynkowych rządziła tradycja, przyzwyczajenie i swego rodzaju syndykalna umowa ponad głowami większości społeczeństwa.”

      I to był główny problem a nie to że „Polska się cofała w rozwoju” bo się nie cofała. Problemem było nadmierne uprzywilejowanie mniejszości nad większością. Monopol wąskiej grupy ludzi.

      „Inna rzecz, że wolny rynek jako taki nie istniał niemal nigdy, więc porównujemy marchewki z Ziemi do selerów z Marsa (tych ostatnich nikt nigdy nie widział). Gdybyśmy stworzyli wolny rynek, który z założenia wymaga demokracji (też prawdziwej, nie takiej jak teraz), to byśmy zobaczyli czy to działa”

      Nie mamy prawdziwej demokracji? A czym jest według Ciebie prawdziwa demokracja? 🙂 Naprawdę uważasz że to mądry system w którym dwóch żuli spod budki z piwem może przegłosować człowieka który posiada firmę i ciężko pracuje na swoje dzieci?
      Oczywiście że wolny rynek istnieje. Problem w tym że jego dobroczynne skutki są niestety mocno ograniczane gdyż większość zysków z WOLNEJ wymiany handlowej zagrabiana jest przez monopol państwowy i korporacyjny (ergo brak równości WSZYSTKICH podmiotów na rynku). Gdyby nie było wolnego rynku mielibyśmy na nim wyłącznie upaństwowione podmioty, a tak nie jest (i nie musi dopóki państwo dysponuje „prawem” do podatków).

      Lubię

      • z prawdziwą demokracją się zagalopowałem, przyznaję. Oczywiście ktoś kto twierdzi czym jest „prawdziwa demokracja” jest zapewne głupcem, bo im głebiej w las… Tym niemniej oczywiście nie jestem zwolennikiem prymatu głupich nad mądrymi, wcale nie uznaję tego za jądro demokracji. Choć de facto „prawdziwa” demokracja chyba nie powinna być dyskryminacyjna.

        Wolnego rynku nie ma, gdyż wolny rynek nie polega na względnej wolności niektórych podmiotów, ale na swobodzie działalności. Wolny rynek pozwoliłby Tobie w przyszłym tygodniu założyć firmę wydobywającą złoża miedzi lub produkować broń, a pracownikom płaciłbyś dokładnie tyle ile byś płacić musiał. I tak dalej, i tak dalej. Swobody na rynku nie ma. Koncesje, regulacje, licencje, pozwolenia, sprawozdania, kontrole – współczesna codzienność rynkowa, zarazem zjawiska nie mające wiele wspólnego z wolnym rynkiem.

        I jeszcze król… czy rzeczywiście może być wyłącznie strażnikiem porządku? Państwo to jego firma, czemu ma zatem siedzieć w cieniu i bawić się w trybunał?

        Lubię

      • Albo rządy prawa, albo większości. Tu nie ma drogi pośredniej.
        Problemem nie jest jakaś tam dyskryminacja ale nieprzyjemne konsekwencje oddania prawa do decydowania w wielu wrażliwych (dla kieszeni podatnika i nie tylko) kwestiach, każdemu kto ma ochotę się wypowiedzieć. Państwo to nie jest forum internetowe żeby każdemu dawać prawo do wpływania na nie 🙂
        Wielu chciałoby mieć dostęp do broni albo prawo jazdy, ale nie każdemu daje się takie prawo (z oczywistych przecież powodów). Tymczasem demokracja pozwala byle komu na decydowanie w dużo poważniejszych (i na dużo większą skalę) kwestiach. Konsekwencje tej nieodpowiedzialności, tj. braku cenzusu w nadawaniu „prawa do głosu”widać gołym okiem. Wielu ludzi nie potrafi podjąć właściwej decyzji w prostych osobistych sprawach a tu daje im się prawo decydowania o życiu innych obywateli (w skali całego kraju!). To jest szaleństwo. „Ciekawe czasy” których nie unikniemy są w prostej linii skutkiem tego szaleństwa.

        Oczywiście że wolny rynek jako zasada/prawo wymiany handlowej (bo tym właśnie jest – relacją międzyludzką) funkcjonuje i działa. Miliony ludzi na całym świecie DOBROWOLNIE dokonują zakupów i sprzedaży. Nie ma sensu zaprzeczać że odbywa się to w sposób wolny i na zasadach rynkowych, bo tak to po prostu działa (i na tym polega). Problem w tym że efekty tej wymiany (w postaci zysków) są wysysane głównie przez tych którzy go we własnym dobrze pojętym interesie albo zmonopolizowali albo opodatkowali, niczym mafia dojąc przede wszystkim konsumentów (bo wszyscy udziałowcy rynku to konsumenci, nawet producenci to konsumenci 🙂 ). Wymieniłeś mechanizmy/narzędzia które ograniczają swobodę/wolność owego rynku, ale gdyby go nie było to nie byłoby czego ograniczać 🙂 prawda? Musi najpierw istnieć „coś” (jakaś działalność) nad czym można by było sprawować kontrolę, lub czemu można byłoby nadać koncesję. Musi być najpierw jakaś działalność żeby można ją było opodatkować, a nie ma dla państwa innej działalności do oskubania jak prywatna, podjęta z wolnej woli chęć wyprodukowania i sprzedania komuś czegoś – ergo musi najpierw istnieć wolny rynek. To prawda że jest on pozbawiony swobody o jakiej piszesz (ale jest! 🙂 ). Nazwijmy ten stan rynkiem zniewolonym (wyzyskiwanym) w znacznym zakresie na co podałeś oczywiste fakty, ale jednak wolnym (jako dobrowolna ludzka działalność).

        Jeśli da się „królowi” tylko takie pole do działania (pod groźbą prawa obywateli do rokoszu i dekapitacji jeśli wyciągnie łapy po gospodarkę) to w jego żywotnym interesie będzie skupić się na pilnowaniu biznesu który go utrzymuje. Po co ma sobie komplikować życie bawiąc się w centralne zarządzanie gospodarką, skoro obywatele sami się tym zajmują? Monarcha dziedziczny z pewnością będzie bardziej zainteresowany pilnowaniem porządku, bezpieczeństwa i sprawiedliwości (dla przyszłych pokoleń w tym własnej dynastii) w takim kraju gdzie obywatele sami sobie radzą ze swoimi potrzebami i jeszcze mu płacą 🙂

        Lubię

      • z cesuzami wyborczymi już parokrotnie próbowano, najciekawiej bodaj w Republice Rzymskiej, gdzie prawo wyborcze mial – o ile dobrze pamiętam – każdy obywatel, ale samo głosowanie odbywało się dzielnicami i grupami majątkowymi, zaś siła głosu nie była równorzędna, ale zależna od przynależności do konkretnej grupy. Działało to na tyle dobrze, że władzę w Rzymie przejęli Cesarzowie, każdy bardziej chory od poprzedniego.

        Czyli Twoim zdaniem wolny rynek działa np. w ten sposób, że kowalski jak chce otworzyć sklepik na osiedlu to słyszy, że zakaz handlu, natomiast rok później likwidują park i powstaje tam wielki market, w którym handel już realizować można. W mojej branży – drzewnej – państwo jest monopolistą, gdyż dysponuje ok 98% zasobów leśnych. Wolność rynku objawia się m.in. tym, że niemieckie firmy mają zarezerwowaną pulę tańszego surowca niż polskie, dzięki czemu sporo polskich tartaków kupuje polski surowiec z Niemiec, bo tak jest taniej. Mam ostatnio zbyt dużo na głowie spraw związanych z realizowaniem rozmaitych – bzdurnych na ogół – wytycznych wymyślanych przez jakieś idiotyczne instytucje by rozmowa o wolnym rynku mnie bawiła. Zresztą, wolny rynek nie może istnieć w sposób ciągły także z innego powodu: zawiera w sobie nasiona własnej zagłady, gdyż prędzej czy później powoduje narastające rozwarstwienie majątkowe, to zaś bardzo szybko eliminuje „wolność” rynkową. Kowalski nigdy nie sprosta konkurencji Tesco czy Lidla (inna rzecz, że państwo pomaga wielkim, m.in. umożliwiając im niepłacenie podatków bądź wprost zwalaniając okresowo z ich opłaty, dodatkowo jeszcze inwestuje w infrastrukturę ect). Wolność rynku z jaką mamy obecnie do czynienia to po prostu rynek inny niż centralnie planowany, który był bardzo niewolny ;-). Z klasycznym leseferyzmem mamy jednak obecnie mało do czynienia…

        Lubię

      • I wszystko dobrze w Rzymie działało! Z obywatelstwem (oprócz przywilejów) wiązał się obowiązek płacenia podatków, zatem konsekwencje swojego „prawa do głosu” ponosili wyłącznie Ci którzy brali udział w życiu publicznym (nie wszyscy ten przywilej obywatelstwa posiadali). Jak sobie wybierali tak mieli:) Moim zdaniem to było uczciwe. Aż znalazł się cesarz (szuja,choć tu pragnę zaprotestować że nie każdy cesarz był szują i że rozrzut ich okrucieństwa kończył się zazwyczaj na metropolii i tzw. „patrycjuszach”), który sobie wymyślił obdarzyć przywilejem obywatelstwa każdego mieszkańca Rzymu żeby móc wszystkich strzyc równo. Nie ma więc co zwalać winy na cenzus a co najwyżej na… demokrację i tchórzostwo/głupotę elit rzymskich które tolerowały na tronie szaleńców. Jednak to nie zmienia w niczym faktu że całe połacie tzw. prowincji (czyli wszystko co znajdowało się poza granicami „wiecznego miasta”) cieszyły się sielskim życiem i dobrobytem z dala od szaleństw centrum cesarskiego.

        Moim zdaniem rynek działa i to tylko dlatego że wciąż ma jakiś udział z zysków dla siebie. Gdzie istnieje granica dla „interwencjonizmu” nie wiem. Wiem jednak że w końcu lewiatan zadławi się własnym ogonem i zdechnie a wtedy wreszcie będziemy korzystać z wolności w takim stopniu na jaki zasługujemy (w każdym bądź razie będą korzystać ci którzy posiadają środki produkcji/ziemię albo potrafią coś w życiu robić więc się najmą).
        Oczywiście masz rację wskazując na skalę zawłaszczenia/monopolu państwa w tej czy innej branży (nie tylko leśnej, ale spójrzmy na energetyczną od surowców po produkcję prądu), ale jak już wspomniałem to nie znaczy że mechanizm wolnego rynku zniknął całkowicie bo to nieprawda. Problem dotyczy skali pasożytnictwa na tym czym wolni ludzie codziennie się zajmują by na chleb zarobić.

        „Zresztą, wolny rynek nie może istnieć w sposób ciągły także z innego powodu: zawiera w sobie nasiona własnej zagłady,..”

        To nie wolny rynek zawiera w sobie źródło zagłady ale dokładnie to na co zwracasz uwagę – ZŁA interwencja w ten rynek, która po pierwsze stwarza nierówności w prawach i obowiązkach podmiotów na nim działających, a po drugie prowadzi do monopoli (często za „publiczne” pieniądze). Gdyby ta interwencja była dobra, czyli polegała na pilnowaniu równych praw (choćby takiego samego opodatkowania dla wszystkich, bez żadnych ulg, przywilejów czy „programów ratunkowych”) oraz skupiła się na ściganiu oszustów/złodziei, to wolny rynek byłby wolny w wystarczającym zakresie (bo masz rację że stanu ciągłej równowagi bez odchyleń nie da się osiągnąć). A że jest on „bardzo niewolny” to się zgadzam w 100% i podoba mi się to określenie.
        Wzorzec idealny służy tylko do porównania jak daleko jesteśmy (za murzynami😉 )

        Lubię

      • Rynek nawet bez interwencjonizmu musi się w końcu sam zjeść. Co prawda, jak wskazałem gdzie indziej, prawdziwie wolny rynek regulowałby się cyklem koninktury/dekoniunktury, jednak summa summarum, kapitalizm po prostu wymusza na jakimś etapie tak astronomiczną akumulację kapitalu, że właściwie następuje game over. Zobacz sam co się dzieje w USA, gdzie jest najwięcej miliarderów na świecie (czyli tych, których rynek kapitałowy doprowadził do takiej właśnie astronomicznej akumulacji) przy istnieniu obszarów biedy tak ogromnych, że chyba tylko dzięki promowaniu american dream przez skretyniałe Hollywood nikt tam się buntuje… A to nie koniec, bo spaślaki żrą dalej, tym razem pożerając resztę świata. Może za dziesięć, może za sto lat pozostanie ich na Ziemi ograniczona ilość, w rękach będą mieli ok 80% wszystkich dóbr i nawet myszka nie piśnie bez ich pisemnej zgody. Będzie to zarazem ostateczny krach rynku kapitałowego i tego co uznawane jest za wolny rynek.

        Lubię

      • Ja twierdzę że nie musi implodować jeśli panują na nim rzeczywiście wolnorynkowe warunki i zasady. Interwencjonizm państwowy bez szwanku dla wolnorynkowych warunków powinien ograniczyć się do stania na straży przestrzegania owych zasad. Jeśli bowiem wolność rozumiemy jako co prawda wolne ale i rozumne działanie człowieka to musimy z tej wolności wykluczyć te prawa i zachowania które prowadzą do autodestrukcji, ergo – wolny rynek nie musi być w 100% wolny żeby być wolny. I to wcale nie jest paradoks. Game over i cykle koniunkturalne są naturalnym procesem wszelkiego życia i działalności. Górki i dołki towarzyszą nam od dawna w każdym aspekcie życia i to jest naturalne że tak się dzieje. Wszelkie interwencjonizmy próbujące wpływać i ograniczać dekoniunkturę są za to nienaturalne i wywołują w konsekwencji częstsze fluktuacje niż gdyby rynek funkcjonował bez interwencji. Mało tego, te fluktuacje trwałyby o wiele krócej. A zatem wolny rynek w którym występują cykle to nic złego. Niech więc sobie spaślaki rosną i obrastają w tłuszcz, byle nikt ich nie ratował kiedy już im żołądek pęknie. Niech ich będzie jak najwięcej bo to system naczyń połączonych. Każdy człowiek który się bogaci zmniejsza populację biednych 🙂 A im więcej bogatych (wolny rynek daje szansę na wzbogacenie każdemu który coś potrafi) tym mniejsze prawdopodobieństwo zmowy bo bogaczy będzie zbyt dużo. Będą musieli między sobą walczyć o zbyt dla siebie i o ręce do pracy na ich „folwarkach”. Ja tu nie widzę innego powodu na implozję takiego rynku jak… zbyt dużo bogaczy (!) na których nie ma już komu robić 🙂 Przykra perspektywa, ale jakże odmienna i odległa czasowo (w porównaniu do „kryzysów” które targają obecnym rynkiem niemal co roku).

        Lubię

      • pytanie zasadnicze: czy w realiach wolnorynkowych możliwe jest równe gromadzenie kapitału przez wszystkich uczestników rynku? Nie znam odpowiedzi, ale stawiam na „niet”. Bo ludzie nie są równi, jeden jest bardziej leniwy od drugiego, trzeci ma od tej dwójki lepsze pomysły, czwarty zaś się dobrze ożenił itd. W perspektywie czasu muszą zatem narastać dysproporcje, które ostatecznie i tak doprowadzają do tego co mamy obecnie, czyli ogromnego rozwarstwienia i de facto szklanych sufitów.

        Osobne byłoby pytanie o realną wartość pieniądza w hipotetycznej sytuacji w której wszyscy pieniędzy mają dużo. W rozumieniu inflacyjnym wartość pieniądza musiałaby drastycznie spaść, co oznaczałoby że wszyscy mieliby dla odmiany mało kasy. A raczej dużo kasy za którą mało by kupili. Wychodzi na jedno. Ideą niskiej inflacji jest sensowne ograniczenie ilości pieniędzy na rynku. Pytanie pomocnicze: czy gdyby odebrać pieniądze miliarderom i podzielic równo pomiędzy wszystkich, przy tej samej ogólnej ilości środków płatniczych, czy inflacja byłaby taka jak obecnie (nawet ujemna w niektórych państwach) czy nie? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć i nie ufałbym odpowiedziom ekonomistów, którzy zwykle oddają cześć określonym bożkom. Zwykle dzielą się na zwolenników i przeciwników inflacji, a wszystkie dowody dopasowują do dogmatów wiary ;-). Być może odejście od rynku opartego na kapitale – czyli coś co nas czeka – spowoduje, że będzie można mieć po równo… przy czym jedni będą mieli bardziej równo niż inni 😉

        Lubię

      • Pytanie zasadnicze jest kompletnie od czapy. Bo w wolnym rynku nie chodzi o równe gromadzenie kapitału przez wszystkich uczestników. Chodzi o równe dla wszystkich zasady uczestnictwa i nic więcej. Nie wyobrażam sobie jako wartości sytuacji w której ktoś kto produkuje byle jak i byle co ma taki sam udział jak ktoś kto produkuje taniej i lepiej. Zasada wolnego rynku służy między innymi temu by jednostki bardziej wartościowe wypierały te mniej wartościowe.

        Po równo to już mamy… Przeca w Konstytucji zapisane (pod hasłem „społeczna gospodarka rynkowa”) więc nie rozumiem problemu 😉 A na poważnie to nie mam zamiaru zamartwiać się tym że ludzie nie mają „po równo”. Mają tyle na ile zasłużyli. Od zawsze.

        „przy czym jedni będą mieli bardziej równo niż inni”… Właśnie to obserwujemy i to nie jest wina wolnego rynku który został w sporej części zawłaszczony. To jest właśnie efekt utopii że wszyscy muszą mieć „po równo” 🙂 Z jakiej to niby racji? A nie łaska tyle na ile zapracowałeś?

        Lubię

  3. Pingback: AKUPA Michowicza… czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu, ksenofobii i antysemityzmu, oraz „dobrodziejstwie” komunizmu | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s