Ciemnogród w postępowej gazecie? Ks. Tischner udzielił Wyborczej „wywiadu”… zza grobu.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Wszyscy pamiętają scenę z filmu „Potop”, kiedy Kmicic przybywa do Lubicza i tam rozpoczyna się pijaństwo, takie prawdziwe, ostre pijaństwo, z gwałceniem niewiast i strzelaniem do portretów przodków. Wydaje się, że nic nie zmityguje uczestników i porwą się oni na wszelkie szczyty oraz osiągną wszystkie możliwe dna, jakie człowiek pijany może osiągnąć. W jednym momencie jednak przychodzi opamiętanie. Oto jeden z uczestników libacji chce wznieść toast za zdrowie osoby dawno nieżyjącej. Na to inni wołają z oburzeniem – co ty? Zdrowie nieboszczyka pijesz?! No właśnie – są granice, których, jak pisała dawno temu Zofia Nałkowska, przekraczać nie wolno.

Komu nie wolno, temu nie wolno. Powiedzcie dziennikarzom gazowni, żeby nie pijali zdrowia nieboszczyków, a ofukną Was tylko. Jak któryś będzie miał dobry humor, powie, że im akurat wolno, a reszta ma siedzieć cicho i trzymać gęby na kłódkę. Jak pewnie już wszyscy wiedzą, gazownia przekroczyła kolejny Rubikoń, wyemitowano wywiad z księdzem Tischnerem, który gada o Smoleńsku. Ja niestety, z racji zbytniego obciążenia obowiązkami, straciłem umiejętność finezyjnego szydzenia z absurdów, ale spróbuję napisać coś tak po prostu, bo mam przeświadczenie, że trzeba.

Nie ma to jak wykreować sobie całkowicie fikcyjny autorytet, wmówić w siebie samego, że jest to sama moc i potem kazać mu gadać po śmierci. To jest coś jak Golem, ale gorsze, bo na ulicę wyjść nie może. Możne jednak udzielać odpowiedzi, co było do okazania. W piosence Jacka Kaczmarskiego zatytułowanej „Mimochodem” jest taka fraza – swego boga za słomianą szarpią brodę….I to jest ów moment, gazownia zaczęła szarpać za słomianą brodę swego boga, którego wcześniej pracowicie kreowała przez wiele lat. Katolicki ksiądz – Józef Tischner został obsadzony w roli pogańskiej wyroczni, która orzeka o wypadkach jak najbardziej współczesnych. Sybilla w koloratce normalnie. Do wieszczenia już tylko jeden krok, do wieszczenia za opłatą dwa. I to akurat może się przydać, bo ja pamiętamy odebrano gazowni możliwość czerpania z budżetu państwa. Przynajmniej oficjalnie, bo w to, że im odebrano tak naprawdę i wszystko to ja łatwo nie uwierzę. No, ale ksiądz Tischner to tylko wstęp. Poczekajcie na to co się będzie działo jak umrze Michnik. Oby mu Pan Bóg dał jeszcze długie lata i ze sześcioro dzieci. Tam za nim już jest jednak kolejka młodzieńców, z których każdy szykuje się na jego miejsce. Latka lecą, Adam uporczywie żyje, a im włosy wypadają i oczy zachodzą mgłą. Jak temu nieszczęsnemu Karolowi, który może i liczył na koronę po matce, ale sam już nie pamięta kiedy to było. Ile można czekać? I tu znowu wracamy do wódki i innej piosenki Kaczmarskiego – po marzeniach przyszła kolej na dziewczyny oraz łyk, co pozwolił nam zapomnieć o czekaniu. No właśnie, jeden łyk, drugi, trzeci i w końcu któryś wstał i mówi – to może, kurna, ożywimy Tischnera? Że kogo? – Smoleński na to. – Tischnera mówię przecież wyraźnie. – A po co? – Niech powie, że w Smoleńsku nie było zamachu. – A po co? – Jak to ku…a „a po co”? Żeby wszyscy uwierzyli, że nie było! – I tak nie uwierzą….No, ale my się mniej będziemy nudzić…czekając aż Adam odwali kitę…” (coryllus – Słomiana broda księdza Tischnera)

„… już Aleksander Fredro wkłada w usta Rejenta Milczka sentencję, że „nie brak świadków na tym świecie”, a kropkę nad „i” w powieści „Kariera Nikodema Dyzmy” stawia adwokat konsystorski, któremu Nikodem Dyzma powierzył prowadzenie sprawy unieważnienia małżeństwa Niny Kunickiej z grandziarzem i hochsztaplerem Kunickim, który tak naprawdę nazywał się „Kunik”. Na spostrzeżenie Dyzmy, że niektórzy świadkowie już nie żyją, adwokat pyta, czy Dyzma naprawdę uważa, że wydobycie zeznań zza grobu powinno kosztować taniej? A któż lepiej od funkcjonariuszy „Gazety Wyborczej” może wiedzieć, jak się takie zeznania wydobywa? Przecież na takich właśnie relacjach opiera się jeśli nie cały, to w każdym razie znaczna część „przemysłu holokaustu”, a w Stanach Zjednoczonych – o czym sam mogłem się przekonać – w miarę upływu czasu pojawia się coraz więcej tak zwanych „świadków historii”, którzy na obstalunek zeznają, co tylko trzeba. Podobnie zresztą było i w Polsce za pierwszej komuny, o czym w swoim „Dzienniku 1954” wspomina Leopold Tyrmand. Oto podczas jakiegoś zjazdu rewolucjonistów z całego świata zasłabł grecki rewolucjonista Apostologs Grozos. Do hotelu sejmowego, gdzie rewolucjoniści kwaterowali, wezwano tedy doktora Dobrzańskiego, który próbował się z pacjentem porozumieć w różnych językach: a to po angielsku, a to po francusku, ale bez skutku. Próbował też po rosyjsku, ale Grek w obecności ubeckiej nadzorczyni o manierach ruskiego generała, po rosyjsku też nie rozumiał. Wezwano tedy rewolucjonistkę z Argentyny, co znała wszystkie języki świata. Zagadała ona do Greka w narzeczu, które doktor Dobrzański, nawiasem mówiąc, z pierwszorzędnymi „korzeniami”, pamiętał z przedwojennych Nalewek. Zrobił pacjentowi zastrzyk i pożegnał go życzliwym: „a giten cześć!” Okazało się, że „Grek” jest uczestnikiem tzw. „cyrku Stalina”, w którym żydowscy absolwenci komunizmu z ulicy Gęsiej lub Smoczej w Warszawie, przedstawiają, a to argentyńskich peonów, a to bohaterskich Malajów. Sama z nimi wygoda; takiego jednego z drugim peona, czy Malaja całymi tygodniami trzeba by uczyć, jak ma nawijać, podczas gdy tubylczy absolwent komunizmu chwyta mądrości etapu w lot. No to dlaczego on nie ma być świadkiem? Okazuje się, że za sprawą żydowskich migracji, stalinowskie wynalazki znakomicie przyjęły się i sprawdzają również w Stanach Zjednoczonych!

Ksiądz Tischner został przez funkcjonariusza „Gazety Wyborczej” przesłuchany na okoliczność katastrofy smoleńskiej i nie trzeba chyba dodawać, że rozsmarował złowrogiego Antoniego Macierewicza na podłodze. Taki wywiad może być pośrednim dowodem na istnienie życia pozagrobowego, nawet jeszcze lepszym od tych, które co i rusz odkrywa judeochrześcijański portal „Fronda”, bo tam podają jakieś mgliste poszlaki, a tu proszę – świadkuje nam sam ksiądz profesor Tischner we własnej osobie! Ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o to, że na potrzeby ostatecznej rozgrywki z rządem, Wojskowe Służby Informacyjne mobilizują wszystkie rezerwy. Nie tylko partyjnych, ale i bezpartyjnych, nie tylko niewierzących, ale i wierzących, nie tylko żywych, ale nawet umarłych!” (Stanisław Michalkiewicz – WSI mobilizują nieboszczyków)

Swoją drogą to ciekawe że medium podające się za chorążego postępu i co rusz racjonalizujące podejście Polaków do kwestii takich jak wiara w życie pozagrobowe samo wywołuje ducha, i to nie byle kogo bo księdza katolickiego żeby przeprowadzić z nim wywiad (spirytystyczny).  🙂 (Odys)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. i to: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli… a także: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka.

Dinozaur (martwi, żywi)

Advertisements

12 comments on “Ciemnogród w postępowej gazecie? Ks. Tischner udzielił Wyborczej „wywiadu”… zza grobu.

  1. Pingback: Szwagrzyk i „Wyklęci”, romantycy czy realiści? Czy postokrągłostołowe rozbójnicze elity to jest to o co walczyli? Legenda NSZ i próba jej oczernienia przez PRL. Brygada Świętokrzyska. | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s