Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)


Jan Matejko - Koronacja pierwszego króla R.P. 1001. (Bolesław Chrobry)

Jan Matejko – Koronacja pierwszego króla R.P. 1001. (Bolesław Chrobry)

Bolesław Chrobry, książę polski od 992 roku, król od 1025 roku. Najstarszy syn Mieszka I i księżniczki czeskiej Dobrawy. Urodził się już w kraju chrześcijańskim. Gdy miał sześć lub siedem lat, jego ojciec, Mieszko, został zmuszony oddać go jako zakładnika na dwór cesarski. Nie wiemy, jak długo tam przebywał. Być może wtedy właśnie zawarł wiele przyjaźni z przedstawicielami niemieckiej arystokracji. Może też wtedy nauczył się niemieckiego. Wydaje się, że wraz z dojściem do pełnoletności i zawarciem małżeństwa uzyskał Bolesław własną dzielnicę, najprawdopodobniej była nią ziemia Wiślan ze stolicą w Krakowie.

Data urodzenia: 966 lub 977 n.e.

Książę Czech 1003 – 1004 r.

Data śmierci: 17 czerwca 1025 n.e.

źródło: Numizmatyczny portret władcy – Bolesław Chrobry

Mapa Polski za panowania Bolesława Chrobrego (992-1025)

Omnis etas, omnis sexus, Omnis ordo currite (Carmen lugubre)

Ludzie wszelkiej płci i wieku! Wszystkie stany, spieszcie! Pogrzeb króla Bolesława w bólu dziś obaczcie! Nad wielkiego męża zgonem ze mną w płacz uderzcie! Biadaż nam, o Bolesławie! Gdzież twa sława wielka? Gdzie twe męstwo? Kędy blask twój? Kędy moc twa wszelka? Jeno łzy ma dziś po tobie Polska-rodzicielka!

Podźwignijcie mnie mdlejącą, pany-towarzysze, Wojownicy, niech współczucie z waszych ust posłyszę! Żem dziś wdowa, żem samotna – spójrzcie, ach, przybysze! Jakaż boleść, jaka żałość śród książąt Kościoła! Wodze w smutku odrętwieli, pochylili czoła. I kapłany, i dworzany – każdy „biada” woła.

Wy, Panowie, co nosicie łańcuch, znak rycerzy, Coście dzień po dniu chadzali w królewskiej odzieży, Wraz wołajcie: „Biada wszystkim! Wszędy ból się szerzy!”

Wy, matrony, swe korony rzućcie niepotrzebne! W kąt schowajcie stroje cenne, złociste i srebrne, W suknie strójcie się włosienne, żałosne i zgrzebne!

Przecz odchodzisz od nas, ojcze Bolesławie? …Gorze! Przecz mężowi tak wielkiemu śmierć zesłałeś, Boże? Przecz nie dałeś i nam wszystkim umrzeć w jednej porze?

Cała ziemia opuszczona, wdowa swego króla, Jako pusty dom bezpański, w którym wicher hula, Pada, słania się w żałobie, ani się utula.

Wszyscy ze mną czcijcie pogrzeb męża tej zacności; Bogacz, nędzarz, ksiądz czy rycerz, i wy, kmiecie prości, Czy kto rodem jest z słowiańskich, czy z łacińskich włości!

Czytelniku, niech ma prośba nie będzie daremną; I ty wzrusz się i łzę wylej, choćby potajemną! Bo nieludzki byłbyś wielce, byś nie płakał ze mną!

Anonim tzw. Gall  Przekład Jόzef Birkenmajer lub Roman Grodecki  

źródło: prawica.net

podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka. oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?

muzyka: „Omnis etas, omnis sexus” (wykonawca: Ensemble Peregrina & Agnieszka Budzinska-Bennett)

Jan Matejko - Święty Kazimierz Jagiellończyk

Jan Matejko – Święty Kazimierz Jagiellończyk

Władca roztropny nie podejmuje pochopnych decyzji, nie działa ze szkodą dla poddanych, a stara się wyważać racje i znaleźć najlepsze rozwiązanie. Sprawiedliwość królewicza Kazimierza była widoczna, gdy sam rozstrzygał spory, czy gdy w jego obecności sprawowano sądy. To miało ogromne znaczenie w budowaniu tego poczucia, że monarcha jest sprawiedliwy i stara się o to, by każdemu oddać to co jest mu należne. Zarówno co do postępków, jak i co do zasług – mówi w rozmowie z pch24.pl prof. Krzysztof Ożóg, historyk UJ, wybitny mediewista.

Jest wiele świadectw mówiących o tym, że królewicz był człowiekiem o bardzo głębokim poczuciu sprawiedliwości. Kiedy miał możliwość czynienia sprawiedliwości, czy wpływania na to jak ta sprawiedliwość funkcjonuje w państwie, podejmował działania, szczególnie gdy przez dwa lata (1481-83) rządził Koroną w zastępstwie ojca. Król był wtedy na Litwie i borykał się z wieloma trudnymi problemami – buntem, spiskiem na jego życie. W tym okresie widać wyraźnie jak u królewicza ta cnota sprawiedliwości, roztropności oraz umiarkowania znajduje zastosowanie w codziennym działaniu monarszym.

…Wśród cnót kardynalnych mamy też męstwo. Tu trzeba podkreślić, że Kazimierz musiał się zmierzyć z trudnymi problemami, w tym klęską polityki swego ojca. Po matce, Elżbiecie Habsburżance (Rakuskiej), jej synowie mieli prawa do tronu czeskiego i węgierskiego. Tron czeski objął w 1471 roku pierwszy z synów króla Kazimierza – Władysław. W tym samym roku rozpoczęła się wojna z Maciejem Korwinem, królem węgierskim, który przez Jagiellonów był uznawany za uzurpatora tronu. Właśnie królewicz Kazimierz, z woli ojca, stanął na czele wyprawy na Węgry, by odsunąć Macieja Korwina i przejąć tron. Z różnych powodów wojna się przedłużała i nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W efekcie Kazimierz zimą 1472 roku musiał się wycofać. Zatem on, jako ten, który był przeznaczony na tron węgierski zmierzył się z tą poważną klęską jagiellońskiej polityki. To była też jego porażka, bo droga do węgierskiego tronu pozostała zamknięta…” (Marcin Austyn • pch24.pl)

całość tu: Kazimierz – sprawiedliwy i święty królewicz

„…Kazimierz urodził się 3 października 1458 roku jako drugi syn Kazimierza Jagiellończyka. Był drugi w kolejce do tronu polskiego. W 1471 roku jego starszy brat Władysław został królem Czech. W tym samym mniej więcej czasie na Węgrzech wybuchł bunt przeciwko królowi Maciejowi Korwinowi. Niechętni mu możnowładcy zaprosili na tron Kazimierza. Miał on wówczas zaledwie 13 lat i trudno przypuszczać, by samodzielnie podjął decyzję o przyjęciu bądź odrzuceniu intratnej propozycji. Jednak cechą przyszłych świętych jest nadzwyczajna roztropność, a już jego pierwszy nauczyciel Jan Długosz podkreślał, że młodzieńca tak szlachetnego, tak rzadkich zdolności i niepospolitej nauki raczej dla ojczystej ziemi zachować, niż go oddać obcym. Kronikarz pod rokiem 1471 jednakże notuje:Lud czeski […] ze wstrętem odrzuciwszy króla węgierskiego jako znanego ze srogości i obmierzłego ciemięzcę, […]całe owo sejmujących koło […]Władysława, najstarszego syna króla Kazimierza, czeskim królem obrało i wykrzyknęło. […]Królewicz Kazimierz, na prośbę senatu węgierskiego, który znienawidził tyranię króla Macieja, zostaje wysłany z wojskiem na Węgry.

A zatem: zostaje wysłany, choć z całą pewnością wyprawę tę postrzega jako okazję do pójścia w ślady stryja Władysława Warneńczyka, którego chwalebny przykład wskazywał mu nauczyciel Jan Długosz. Jednak wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Król Maciej ani myślał ułatwiać Jagiellonom realizację polityki dynastycznej, a po przybyciu pod stołeczną Budę okazało się, że roztaczane przez wysłanników węgierskiej opozycji wizje powszechnego poparcia dla Kazimierza były grubo przesadzone. Piewcy jego świętości pisali później o niechęci do przelewu krwi chrześcijańskiej jako przyczynie odwrotu królewicza. Wydaje się jednak, że była ona bardziej prozaiczna. Na skutek braku pomocy Węgrów, zdecydowanej postawy Macieja Korwina oraz trudności z opłaceniem wojsk najemnych, Kazimierz musiał się wycofać do Polski. O tym, że miał zakusy na koronę św. Stefana oraz polską, świadczą przypisywane mu słowa: celem moim było zjednoczenie Węgier z Polską, a nie wywołanie bratobójczej krwawej walki wewnętrznej.

Problematyczna była zresztą już sama obecność trzynastoletniego następcy tronu na niebezpiecznej i dalekiej wyprawie. Spory panów polskich dotyczyły nie tyle tego, czy skorzystać z węgierskiego zaproszenia, ale czy wysyłać Kazimierza wraz z wojskiem. Ostatecznie przeważyły racje propagandowe. Z politycznej kalkulacji wyszło, że korzystniej będzie pokazać Węgrom nowego króla.

Do porzucenia – tymczasowo – przez Jagiellonów kierunku węgierskiego przyczyniła się również interwencja papieża Sykstusa IV, który próbował wskrzesić ideę krucjat i zjednoczyć chrześcijańską Europę do walki z Turkami. Wenecki poseł Ambrosio Contarini, który w 1474 roku spotkał się z Jagiellończykiem i jego synami (później porównał ich do pięknych aniołów, zwłaszcza Kazimierza, który rozmawiał szczególnie rozumnie) przybył na zamek lubelski w sprawie zawiązania koalicji antytureckiej.

Rozczarowanie nieudaną ekspedycją na Węgry nie przesądziło o wyborze przez królewicza sukienki duchownej. Wprawdzie 12 sierpnia 1472 roku przystąpił on do konfraterni zakonu Paulinów, ale wraz z nim przyjęto do zgromadzenia całą rodzinę królewską. Następnie Jagiellonowie udali się z pielgrzymką na Jasną Górę, co uwiecznił Tomasz Dolabella na obrazie Komunia Jagiellonów.

Ponieważ pierworodny syn Jagiellończyka sprawował rządy w Czechach, Kazimierz brał czynny udział w życiu politycznym u boku ojca i sposobił się do odziedziczenia tronu. Wbrew temu, co sugerują hagiografowie, modlitwy nie zajmowały mu całego czasu. Przeciwnie – uczestniczył w audiencjach zagranicznych poselstw, towarzyszył królowi podczas sejmów, a w 1476 roku udał się z ojcem do Malborka, gdzie zrobił duże wrażenie roztropnością i elokwencją…

Jesienią 1481 roku dwór polski podjął starania o wyswatanie dla Kazimierza Kingi Habsburżanki, córki cesarza Fryderyka III. Jednak małżeństwo nie doszło do skutku. Za powód podaje się często brak entuzjazmu królewicza, który podobno złożył śluby czystości (tę cechę chętnie wychwalają hagiografowie), jednak gdyby poważnie myślał on o koronie polskiej, musiałby ze ślubów zrezygnować, by zapewnić ciągłość dynastii. Najbardziej prawdopodobną przeszkodą w zawarciu tego związku była choroba przyszłego świętego, który cierpiał na ataki suchot, co można uznać za początki gruźlicy. Aby zapewnić synowi zdrowsze powietrze, w 1483 roku król Kazimierz wezwał go na Litwę. Spełnił tym samym prośby Litwinów, którzy od co najmniej pięciu lat nalegali na przysłanie królewicza, by wprawiał się także w rządzeniu wielkim księstwem. Król długo się przed tym wzbraniał, jednak ostatecznie ustąpił.

Po przybyciu do Wilna królewicz Kazimierz początkowo pełnił funkcję królewskiego podkanclerzego, jednak trapiony chorobą zrezygnował z urzędu. Oddał się modlitwom i działalności dobroczynnej, która przeszła potem do legendy i zyskała mu miano obrońcy ubogich. W końcu jednak choroba go zmogła. zmarł 4 marca 1484 roku na zamku w Grodnie, w wieku zaledwie 26 lat. Dzień ten został później wpisany do kalendarza liturgicznego jako święto Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Szczególnie uroczyście obchodzi się go w Wilnie i Radomiu. Na Litwie dzień św. Kazimierza to słynne Kaziuki, gdy sprzedaje się obwarzanki, pierniki i palmy. W 1983 roku Jan Paweł II ustanowił św. Kazimierza patronem Radomia, a w 1992 całej diecezji radomskiej.

…Jagiellonowie mieli ambicję posiadania w rodzie świętego, jak przystało każdej liczącej się dynastii królewskiej. Na dodatek wciąż jeszcze byli gdzieniegdzie postrzegani jako neofici, ochrzczeni niespełna sto lat wcześniej. Małżeństwo Jagiełły ze Jadwigą, późniejszą świętą, nie wystarczało. Władysław Jagiełło świętym nie mógł zostać z racji tego, że urodził się poganinem i pognębił Krzyżaków pod Grunwaldem. Władysław III Warneńczyk co prawda zginął za wiarę, ale w młodym wieku i dość niejasnych okolicznościach, Kazimierz Jagiellończyk stale prowadził zmagania z zakonem krzyżackim. Dlatego najlepszym kandydatem był królewicz Kazimierz – skromny, wykształcony, a przy tym opromieniony opinią miłosiernego i sprawiedliwego, zmarły młodo i w stanie bezżennym.

Szansa na kanonizację była duża, a czas – wydawało się – sprzyjający. Rosła bowiem potęga i wpływy Jagiellonów w Europie, która potrzebowała jedności, by obronić się przed ekspansją turecką. A to z kolei wzmacniało papieską przychylność dla dynastii. Jednak polityczne zawirowania sprawiły, że niemal wiek minął, nim Kazimierz został kanonizowany. Czasy były już nieco inne, ale wzorce osobowe i święci, u których można szukać wsparcia, zawsze są w cenie.” (Andrzej Brzozowski, historyk mediewista, redaktor naczelny miesięcznika „Pamięć.pl”)

całość tu: jandlugosz.edu.pl Święty Kazimierz – boski młodzieniec

podobne: „Święci w dziejach Narodu Polskiego” – Hetman Stanisław Żółkiewski oraz: ks. Adam Martyna: O cnotach kardynalnych

 „…widać, w niej było coś takiego, co tkwiło w indywidualności św. Franciszka – dar narzucania ludziom swego autorytetu. Odwiedza sama, choć w towarzystwie tegoż wuja, ponownie pana de Baudricourt i robi na nim takie wrażenie, że po dłuższych, co prawda, wahaniach pomaga jej wybrać się w podróż. Skaptowała sobie sześciu rycerzy, pan de Baudricourt ofiarował jej miecz rycerski.

Na królu młoda dziewczyna robi tak poważne wrażenie, że życzy sobie porozmawiać z nią na osobności i tutaj, w cztery oczy, zwierza się jej, że nie wie, czy powinien domagać się korony, bo wątpi, aby był prawdziwym delfinem, czyli następcą tronu. Urodził się przecież w czasie, kiedy choroba umysłowa jego formalnego ojca była bardzo ciężka i kiedy królowa, jego matka, żyła prawie otwarcie ze swym kochankiem, księciem Orleańskim.

…Skąd płynie to, że wydaje rozkazy rycerzom, a rycerze ją słuchają? Przecież jest pastuszką ze wsi, nieumiejącą pisać i czytać. Czyż nie należy przypuszczać, że jest po prostu czarownicą nasłaną przez diabła? To przecież jest chyba wyjście najprostsze i najbardziej naturalne.

Zaczynają się indagacje, w których bierze udział ta część episkopatu, która zamieszkuje terytorium będące we władzy Karola VII. Roztrząsa tę kwestię uniwersytet w Poitiers. Ale ktoś z najmędrszych przypomina, że diabeł nie może działać poprzez dziewicę – dziewice z samego przyrodzenia nie są i być nie mogą służebnicami diabła…

…Staje na czele armii, która idzie na Orlean. Wydaje rozkazy, przemawia nawet tonem surowego wodza: „Jeśli w tej chwili nie zrobisz tego, co ci mówię, to każę ci uciąć głowę”. Bitwa pod Orleanem jest wygrana. Entuzjazm ogarnia tłumy. Anglicy są bici na łeb, na szyję. Joanna trzyma w ręku biały sztandar ze złotymi liliami, herbem domu Kapeta, herbem także naszej Jadwigi. Wśród triumfów wojennych prowadzi Karola VII do Reims i jest obecna, stoi koło niego, w czasie jego namaszczenia i koronacji. Potem pierwsza pada przed nim na kolana i całuje jego nogi jako wierna poddanka…” (Stanisław Cat-Mackiewicz fragment książki „Herezje i prawdy”)

źródło: Stanisław Cat-Mackiewicz Joanna d’Arc

Jan Matejko - Dziewica Orleańska (Joanna dArc fragment)

Jan Matejko – Dziewica Orleańska (Joanna dArc fragment)

„…W 1337 roku wybuchła wojna między Francją i Anglią, zwana później stuletnią. Główną przyczyną konfliktu był skomplikowany spór dynastyczny o koronę i terytorium wielkiego królestwa Francji pomiędzy angielskimi Plantagenetami a francuskimi Walezjuszami. W roku 1428 wydawało się, że Anglicy ostatecznie zajmą całą Francję. Zakute w ciężkie zbroje, przeważające liczebnie rycerstwo „pierwszego w chrześcijaństwie królestwa” przegrywało wielkie bitwy ze znakomitymi łucznikami angielskimi. Teraz wyspiarze trzymali w żelaznej dłoni Paryż, Normandię, Bretanię, Bordeaux; Księstwo Burgundii było ich sojusznikiem.

…Skromne władztwo Karola we Francji było chronione linią Loary i położonych nad rzeką zamków. Regent Francji, angielski lord Bedford, w 1428 roku postanowił przerwać tę linię, dobić francuskiego króla i zająć całe terytorium na rzecz Anglii. Na jego rozkaz 12 października Anglicy pociągnęli na Orlean. Była to twierdza-klucz, otwierająca drogę do centralnej Francji. Anglicy pod ostrzałem artylerii i kuszników silnie umocnioną twierdzę otoczyli bastejami, czyli ziemnymi umocnieniami, usiłując odciąć dowóz żywności. Nowy dowódca, John Talbot, jak i dwór francuskiego króla byli przekonani, że upadek Orleanu i królestwa Karola VII jest tylko kwestią czasu. Francuzi od blisko stu lat umieli bowiem głównie przegrywać.

I wtedy na arenie dziejów pojawiła się postać niczym z baśni – Joanna Darc (Tarc). Takie nosiła nazwisko, nim została uszlachcona. Kim była?

Wiele o niej wiemy z akt późniejszego procesu i kronik. Urodziła się około 1410 roku i wychowała we wsi Domrémy, w Wogezach, w biednej, skromnej, pobożnej rodzinie jako jedno z pięciorga dzieci. W zaścianku położonym na granicy z Lotaryngią, którego poza jednym incydentem nie dotknęły okropności wojny, choć wiele wieści o łupiestwach i bitwach docierało i tutaj. Domrémy sprzyjało Walezjuszom, ale już 3 km dalej inna wieś opowiadała się za Burgundczykami i Anglikami. Joanna była pasterką; jej matka prawdopodobnie pielgrzymowała do Rzymu, więc widziała więcej świata. Być może mówiła o nim Joannie i miała rozeznanie w rozgrywających się zdarzeniach. Wiemy też o wpływie franciszkanów na jej wychowanie i pobożność; zapewne też od księdza spowiednika słyszała o łupiestwach i okrucieństwie angielskich najeźdźców.

I oto w wieku 13 lat skromna, łagodna, pracowita, ponoć niezwykle piękna Joanna usłyszała po raz pierwszy niespodziewanie w ogrodzie koło domu „Głosy Niebieskie”. Objawili jej się też święci: Michał, Katarzyna i Małgorzata. Już później dodawała, że nie znała ich imion, sami święci jej o tym powiedzieli. Zdumiewające było ukazanie się jej postaci błogosławionych związanych z dziejami Francji i jej przyszłą misją. Wtedy też ślubowała zachowanie dziewictwa i zaprzestała tańców.

Bo Głosy i Święci, których widziała w światłości przez kilka lat, oznajmili Joannie, że ma misję do spełnienia. Bóg ustami świętych zlecił jej ocalenie Francji: wypędzenie Anglików i doprowadzenie do koronacji prawowitego dziedzica tronu, Karola Delfina. Podjęcie misji przez Joannę nie wiązało się zatem z zemstą za gwałt i śmierć najbliższych, jak sugeruje film Luca Bessona. Z biegiem lat zadania się skonkretyzowały: niespełna już wówczas 18-letnia Joanna zgodnie z życzeniami Głosów miała udać się zamku Vaucouleurs i jej komendanta Roberta Boudricourta. Od niego miała otrzymać zbrojny oddział, by przedrzeć się przez niespokojny kraj na dwór Karola Delfina. „Jestem biedną wieśniaczką – odparła wystraszona Joanna. – Nie umiem jeździć konno ani wojować”.

Okazało się, że umiała – i to jak. Mimo wielu przeciwieństw, które zniechęciłyby niejednego średniowiecznego herosa. Komendant bowiem, przed którym stanęła w maju 1428 roku, przyjął ją, jak na wojskowego przystało: niepiśmienną dziewicę uznał za wariatkę i odesłał nie do króla, ale z powrotem do wioski. Jednakże podczas następnej wizyty coś zdumiało i poruszyło rubasznego Boudricourta. Oto piękna Dziewica 12 lutego 1429 roku powiedziała: „W imię Boże! Zanadto zwlekasz z odesłaniem mnie. Dzisiaj miły Delfin poniósł wielką klęskę koło Orleanu”. Chyba w kilka dni później przyszła wieść o pogromie Francuzów w tzw. bitwie śledziowej. Anglicy, konwojujący beczki z postnymi śledziami dla pobożnych kolegów oblegających Orlean, zostali zaatakowani przez kilkakroć silniejsze siły francuskie. Mimo to niesforni Francuzi zostali rozbici; pole bitwy zasłały nie tylko trupy nieszczęsnych rycerzy francuskich, ale i śledzie z rozbitych beczek. Boudricourt czym prędzej wyprawił więc zadziwiającą Pannę w daleką ryzykowną podróż do Chinon. W męskim przebraniu na dwór Karola Delfina.

…Spróbujmy spojrzeć na niedługie już życie Joanny d’Arc przez pryzmat rzeczy niecodziennych, skoro codzienne zupełnie dobrze znamy. Skromna dziewczyna przebywa 400 km bez przeszkód przez groźny kraj, porażony wojną. Przewiduje śmierć strażnika, który ją wyśmiewa na moście w Chinon; w godzinę później nieszczęśnik wpada do wody i tonie. W pamiętnej scenie na tymże zamku Karol Delfin celowo zakłada skromny strój i chowa się w tłumie dworzan. Joanna – dziewczyna ze wsi – nie zwracając uwagi na dostojników w jedwabiach, obwieszonych drogimi kamieniami, wiedziona tajemną siłą dociera od razu do Delfina i składa mu ukłon. Oznajmia o misji wypędzenia Anglików i skłania melancholijnego, depresyjnego władcę do dłuższej, dwugodzinnej rozmowy (to z pewnością nie był wesołek, jak na filmie). Zdaje się, że podczas niej przywraca wiarę apatycznemu Karolowi i pozyskuje jego zaufanie: „mówię ci to od Pana, że jesteś prawdziwym dziedzicem Francji i synem króla. Posłał mnie Pan do ciebie, abym zawiodła cię do Reims i byś tam otrzymał koronę i namaszczenie”.

Mimo to Karol VII polecił śledzić Joannę i wysłał do uczonych teologów z Poitiers. Po tygodniach badań wyrok sędziów kanonicznych pod przewodem arcybiskupa Reims i kanclerza Regnaulta de Chartres brzmiał: szczera, dziewicza i pobożna, „od jej narodzenia przez całe życie wiele wydarzeń cudownych uznano za prawdziwe”. Prosta wieśniaczka wywiera też ogromne wrażenie dwornością, polotem, jazdą konno, władaniem włócznią. Kto ją tego nauczył? Wreszcie przepowiada cztery zdarzenia: że zmusi Anglików do opuszczenia Orleanu, doprowadzi Delfina do koronacji w Reims, że książę orleański powróci z niewoli w Anglii, a Karol VII odzyska Paryż (co stanie się już po śmierci Joanny). Kto ułożył jej taki „program polityczny”?

W ciężkiej zbroi, na białym rumaku, z krótko obciętymi włosami, 28 kwietnia 1429 roku ruszyła z Blois na Orlean na czele 3-4 tys. zbrojnych ze sztandarem, który własnoręcznie wyhaftowała: Bóg błogosławiący białe lilie i napis „Jezus-Maria”. To był wstrząs dla ówczesnych: kobieta w armii i na jej czele! Wytrzymywała trudy, które zwaliłyby z nóg atletę; raczej nie dowodziła, choć bardzo trudno to ocenić. Natomiast z niesłychaną odwagą prowadziła natarcia, powiewając chorągwią, nie rozlewając krwi ludzkiej. Wygłodniały Orlean był bliski poddania się Anglikom; lecz gdy pojawiła się Joanna, Francuzi z przedziwnym zapałem rzucili się do walki i zdobyli trzy główne basteje. 7 maja w wyniku krwawych walk padła najważniejsza basteja angielska chroniąca most na Loarze – Tourelles. Most zarwał się pod uciekającymi Anglikami i wielu znacznych potonęło, zresztą ku zgrozie żołnierzy liczących na sowite okupy. John Talbot i inni dowódcy angielscy dostali się w niewoli; Anglicy przegrali też wielką bitwę pod Patay.

Tak nieoczekiwana zmiana sytuacji sprawiła, że imię Joanny stało się znane w całej niemal Europie; na jej temat zabrali głos najwięksi wówczas uczeni. Najgorzej ocenili Dziewicę teolodzy uniwersytetu paryskiego, oskarżając ją o czary; niebawem Anglicy mieli to wykorzystać. Tymczasem ich armia wpadała w panikę; Joanna naciskała więc na Karola Delfina, by podjął ryzykowny marsz na Reims. I ta ciężka, długa i nieprzygotowana wyprawa nieoczekiwanie powiodła się: po zajęciu kilku ważnych twierdz 17 lipca Karol VII uroczyście został ukoronowany w katedrze w Reims, czemu przypatrywała się Joanna stojąca obok ze sztandarem.

Był to jednak kres wielkich triumfów Joanny d’Arc. Król nie wykorzystał entuzjazmu narodu i nie zdołał zdobyć Paryża ani wyrzucić Anglików z królestwa, do czego zdążała Dziewica i co wówczas było możliwe. Pozostawiona z kilkoma oddanymi dowódcami, podczas odsieczy Compiegne Joanna dostała się 23 maja 1430 roku do niewoli Burgundczyków. Ci odsprzedali ją Anglikom za 10 tys. skudów.

Przebiegli wyspiarze uczynili jak Piłat przed niemal półtora tysiącem lat wobec Jezusa, oddając Go pod sąd żydowski. Teraz Anglicy oddali Dziewicę pod sąd francuski: normandzki i paryski. Na czele stanął proangielski, skrajnie stronniczy i obłudny biskup Pierre Cauchon. Sam Karol VII nie pofatygował się, by wykupić tę, której zawdzięczał koronę ze świętymi olejami oraz przebudzenie narodu francuskiego w obronie dynastii i Francji.

Proces Joanny d’Arc, który rozpoczął się w grudniu 1430 roku, był wielkim skandalem: na rozkaz Cauchona od razu naruszono prawo, osadzając ją nie w więzieniu kościelnym, a cywilnym, gdzie narażona była nawet na próby gwałtu. Podobno dlatego m.in. nadal żądała męskich szat. Cauchon chciał doprowadzić do uznania Dziewicy Joanny za czarownicę, i to mu się po półrocznym procesie udało. Wyobraźcie sobie samotną, prostą dziewczynę naprzeciw uczonych teologów; ileż hartu, siły wewnętrznej i emocjonalnej inteligencji miała, by przetrzymać ten huragan podstępnych pytań zadawanych przez niechętnych jej duchownych. Raz nawet, na cmentarzu, w obliczu tłumów, załamała się i przyznała do herezji, ale w kilka dni odwołała zeznanie. Sędziowie uznali ją jednak za „heretyczkę, odszczepieńca, bałwochwalczynię”, a naczelnym dowodem miało być noszenie przez nią męskich ubrań i krótkiej czupryny. Zasądzili dożywocie i przekazali Anglikom. Ci 30 maja 1431 roku założyli na bakier mitrę na głowę i spalili na staromiejskim rynku w Rouen. Umierała odważnie, wybaczając oprawcom; ponoć nawet kardynał angielski płakał wraz z innymi dostojnikami. Prochy wielkiej męczennicy wyspiarze wyrzucili do Sekwany.

Ale Anglicy nie zdołali już zatopić ani pamięci, ani wzbudzonego przez d’Arc patriotyzmu Francuzów. Wypadki przebiegły w zgodzie z przepowiedniami Joanny. Ona sama doczekała się szybko rehabilitacji, w 1920 roku została kanonizowana, przedtem stając się bohaterką narodową Francji…” (Jerzy BesalaTajemnica Joanny D’arc)

podobne: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu   oraz: Cyceron: „Cnota jest doskonałym rozumem”. O uczciwości, przebaczeniu i poświęceniu dla drugiego człowieka i to: Święci papieże. Beatyfikacja i kanonizacja. Najbardziej znane cytaty z wystąpień Jana Pawła II

– Joanno, szykuj się na śmierć.

Igor Sid

Igor Sid

– Dlaczego śmiercią mnie straszycie?
Wszystko najgorsze już poza mną –
Dni rozciągnięte na torturach,
Śmierć moim wybawieniem, nazwą.
Krew, pot i łzy, co ze mnie uszły,
Ciało zsuszyły na pergamin,
Co spłonie szybko, lecz bez duszy,
Która powieje popiołami
Nad bladym światem pogrzebowo,
Bo kłamstwem żyje wasze słowo.

– Joanno, szykuj się na potępienie.

– Dlaczego piekłem mnie straszycie?
Wszystko najgorsze już poza mną –
Piekło zostawiam za plecami,
Na których waszych rąk są ślady.
Znam piekło sławy, piekło władzy
I piekło strachu przed zawiścią,
Która zabija za brak wiary
Tych, którym wiara daje życie.
Gorszego ognia Bóg nie wznieci,
Niż ten spod palców jego dzieci.

– Joanno, szykuj się na zapomnienie.

– Czemu niebytem mnie straszycie?
Przecież mój niebyt już poza mną –
I sami w ciele mym rzeźbicie
Mój pomnik – kijem, ogniem, stalą.
Niech krzyknę: Ludzie! Chcą mnie spalić! –
To tysiąc głośno się zaśmieje,
A drugi tysiąc mnie ocali.
Płonąc zostaję jak nadzieja –
Joanną w krwi niewinnej, w łzach.
Inkwizytorzy, szykujcie się na strach!

Jacek Kaczmarski 1978

poprzednio: „Portret płonący”

Advertisements

4 comments on “Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)

  1. Pingback: Jacek Kaczmarski: „Epitafium dla księdza Jerzego”… nienasyconym (w rocznicę morderstwa) | Łódź Odysa

  2. Pingback: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) | Łódź Odysa

  3. Pingback: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s