Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”


Jakub Różalski - January 1863

Jakub Różalski – January 1863

„Poszła młódź do lasu,
Pustką stoją dwory,
Pozostał pod strzechą
Kto stary, lub chory…”

„…Dla wydobycia się spod obcej wprawdzie, despotycznej i niekatolickiej władzy, dla wywalczenia wolności sobie i ojczyźnie zaczynacie od zaprzedania dusz waszych władzy, pokątnej, bezimiennej, samowstrętnej, przed nikim nie odpowiedzialnej? Czy może być nad to większy nierozum, bardziej upokarzająca niewola?

Ach Bracia, ludzie ci są nieznani, ale znane ich czyny dawniejsze i stałe zasady. Czy nie dosyć jeszcze popisywali się oni swoją bezbożnością słowem i drukiem, byście wy kapłani na nich poznać się nie mogli? Czy nie dosyć zmarnowali ludzi i majątków krajowych? Czy nie zmarnowali po dwakroć poświęcenia ludu Wielkopolskiego, majątków obywatelskich? Czy nie wywołali rzezi galicyjskiej, po której dotąd ta część dawnej Polski do siebie przyjść nie może? Czy w r. 1848. nie poświęcili młodzieży, zasobów narodowych i samego dobrego imienia polskiego, dla czynienia nędznych burd i dywersyi na korzyść rewolucyi europejskiej? Czy świeżo w imię patriotyzmu nie popchnęli zbłąkanej młodzieży, do nieznanych w dziejach naszych, a nigdy użytecznych morderstw politycznych? Czy nie gotowi i obecnie poświęcić narodu? Jest jedną z wad praktycznych sprzysiężeń tajnych, iż jak skoro są zagrożone odkryciem, popychają kraj choćby najbardziej nie w czas do wybuchu i dziś to chcą uczynić? Ma więc być powstanie wobec tak wielkiej siły zbrojnej, na jakąż pomoc uorganizowaną liczycie? Czy na jakie mocarstwo? Śmiało zapytam, gdzie są Bogi wasze, w których pokładaliście nadzieję? To może kraj ma zasobów wojennych i braci podostatkiem? Wiem dobrze że nie. Dla czegoż chcecie powstawać? Oto bo myślicie więcej o własnem bezpieczeństwie, niż o przyszłości kraju; potem dla tego, że rewolucya europejska tak chce i każe. Czytałem przypadkiem ogólnik tłumaczący, iż aby Garibaldi mógł odbić Wenecyą, potrzeba, aby cała Austria i Polska były w powstaniu. Dlatego powstaniecie, choć sami wasi sprzymierzeńce socialiści moskiewscy ostrzegają was, że nie czas, bo wiedzą, że ich rodacy przerażeni odezwami obalającemi własność, rodzinną wszelką religią, garną się do rządu. Powstaniecie więc na korzyść Włoch i rządu rosyjskiego, który się dziś jeszcze czuje na sile do zgniecenia was; a wy kapłani dla pociechy jego zaczynacie schizmę, choćby zrazu modlącą się po polsku, czy po łacinie, co to szkodzi, rząd był zawsze gotów na to przystać…

…Już po kościołach odzywacie się po sekciarsku, zamiast mówienia prawdy wszystkim, pobudzacie do nienawiści biedniejszych przeciwko zamożniejszym. Nie jest to już słowo Boże, jedno ludzkie albo szatańskie. Jeżeli chcecie być nie już kapłanami polskiemi, ale kapłanami Polskie ubóstwionej, do czego świeccy zapaleńcy dążą, zamiast białej komży Boga miłosierdzia i pokoju, wdziejcie czerwoną bluzę, wynieście przenajświętszy  Sakrament z kościoła, jako przesąd średniowieczny. Zanieście do świątyni, ubranej w barwy narodowe i rewolucyjne, ozdobionej popiersiami wielkich patriotów, zanieście obraz wystawiający powstańca z kosą stojącego na trupach bratnich i wrożych, podającego dłoń lewą kacapowi z zakrwawioną siekierą na karkach panów i czynowników, prawą Włochowi ze sztyletem w ręku i trucizną w zrabowanym kielichu kościelnym, z Machiawelem i odezwami proroka idei (Mazziniego) pod pachą. Na miejsce Matki Boskiej Częstochowskiej postawcie jakąkolwiek niewiastę z okiem bezwstydnem a bluźnierstwem na ustach, wyobrażającą republikę socialna, i zanućcie potem Z dymem pożarów lub hymn marsylski: bo taka jest idea, taki niezbędny koniec (przy podobnych sprzymierzeńcach) komitetu Centralnego. Uczyńcie tak Bracia, będzie to okropne, będzie bezbożne, ale przynajmniej szczerze; albo też zaraz rzućcie się do stóp Ojców waszych Biskupów i proście o uwolnienie od klątw, w któreście popadli, choćbyście się też mieli wystawić na sztylet komitetu Centralnego…

Naród rozpalony jak kruszec w stanie płynnym gotów przyjąć, wlać się we wszelką formę, którą mu podstawią. Naród umiera bezbronnie pod kopytami końskimi, nucąc hymny patryotyczno-religijne, dzieweczki przechadzają się spokojnie przed nabitemi i wymierzonemi działami, a jednego dziennika katolickiego w całej Polsce nie ma, owszem wszystkie wydatnie antykatolickie, a mimo to wszystkie czytane bez oburzenia. Tego przeciwieństwo i choroba popularności u niektórych nie tłumaczy, bośmy przecie wiele już zyskali na odwadze moralnej, muszą być jeszcze głębsze powody. Skądże tedy ta sprzeczność? Trzeba bolesną prawdę powiedzieć, a raczej przypomnieć. Od podziału kraju naszego, rozżaleni grzechem rewolucyjnych monarchów, rzuciliśmy się w objęcia bezbożnej rewolucyi ludowej francuzkiej, która ze swej strony dobrodusznemu królowi ścięła była głowę. Odtąd wszelka oppozycya u nas popłatna, wszelka rewolucya (zachowująca dawne u Polaków znaczenie, zmiany w stosunkach państw) pełna dla nas uroku. Polak umiarkowany, zachowawczy w domu, rewolucyjny za granicą i w polityce. Dla siebie marzy majorat angielski, za granicą brata się z Prudhonem. Arystokratki nasze z rodu nawyknień i przekonań, popisywały się czerwoną bluzą, szczęśliwe i pyszne, gdy dostały wizerunek Garibaldiego. Czy podobna, aby kłamstwo takie trwało długo bez szkody? Czy podobna, by zasady podziwiane u obcych nie przyjęły się w domu? Nic nie podobna. Jest logika nieubłagana, jest Nemezis społeczna. Wyobrażenia zachodnio rewolucyjne, przewiane bezbożnością, musiały wpaść całą siłą do Polski, w której nie znajdowały oporu, albo słaby i pokątny tylko.

…Polacy w te pędy znaleźli wzór pogodzenia wszystkich stronnictw i wywalczenia całości kraju, porównali jedność swoją historycznie stopniowo wykształconą, a gwałtownie rozdartą z podbojem piemonckim, przekupstwem i sztyletem podpieranym. Sympatie wszystkie co niekatolickie dla Piemontu, sympatie Rossyi i Prus, nie ostrzegły was, że tu sprawa rewolucyi gwałtu i jedności plemiennej, jaką by była u nas cała słowiańska a nie narodowa. Że stronnictwo gwałtowne tak utrzymywało, że dziennikarstwo niekatolickie, (mniej więcej u nas jak gdzie indziej zależne od towarzystw tajnych) tak głosiło, że rzesza niecierpliwa ciężkiego jarzma temu wierzyła, to rzecz prosta, ale że wy bracia hołdownicy praw historycznych, zwolennicy walki moralnej i legalnej na toście przystali, to i błąd i grzech ciężki. Bóg sam w miłosierdziu swojem wielkiem, wam zachowawcom a nie mogącym się oprzeć na rządzie obcym, podawał jedyny najszczęśliwszy środek stanięcia  przy najwyższym, najczystszym, jedynym dziś wyobrazicielu prawdziwego konserwatyzmu praw historycznych, przy papieżu, od chwili szczególniej, gdy rozbój piemoncki doszedł do granic jego bezbronnego państewka: a wyście tej chwili opatrznej nie pojęli i nie pochwycili. Kiedyście pisali on piękny adres, a raczej skargę i protestacyą do cesarza, należało spółcześnie napisać drugą do Ojca św. który ma od Boga w składzie źródło wszelkiej władzy, którego przodkowie jedyni protestowali przeciwko rozszarpaniu waszej Ojczyzny, który choć od was widocznie opuszczony, dwa razy on jeden odezwał się do was, ze słowem otuchy i pociechy. O ileżby więcej uczynił, gdyby widział naród cały szczerze katolicki do niego w nieszczęściu jego i słabości przemocniej z ufnością garnący się miłośnie. O! Bracia chcieliście bronić podań prawa zgwałconego, walczyć bronią moralną, bronią ducha, więc odwieczną bronią kościoła, a poświęciliście naturalnego waszego naczelnika i opiekuna dla zdobywcy, który w ciemięzcach waszych szukał i znalazł sprzymierzeńców…

skoro przyklaskiwaliście rozbojom piemonckim we Włoszech, musicie cierpieć podobne u siebie, ubarwione także frazeologią liberalną i postępową, bo u Boga dwóch wag i dwóch miar nie ma, i nie czyń drugiemu co tobie niemiło. Przyklaskiwaliście jedności włoskiej siłą  przeprowadzanej, żartowaliście z małych narodowości podpieranych przez szlachtę i Xięży, wytrzymajcież parcie wielkiej jedności Rossyjsko-Słowiańskiej i pod formą państwa i pod formą rzeczypospolitej, w którejbyście koniecznie rozpłynęli się. A nie zastawiajcie się tem, że Włosi mają jeden język piśmienny (piśmienny tylko); bo już więcej niż dwie trzecie piśmiennych Polaków umie po rosyjsku, a reszta chętnie czy niechętnie rychłoby się nauczyła.

Panowie Bracia! Jeżeli to piszę, to powtarzam nie dla lichego tryumfu miłości własnej, żem jeden z tych, których tuman nie oślepił, wicher nie uniósł. Winienem to nie moim zdolnościom, których wielu z was więcej ma, jedno żem w prostocie serca, chciał być katolikiem z papieżem, z biskupami, nie z politykami i dziennikarstwem, piszę dlatego, iż jakokolwiek rzadko Bóg pozwala w rzeczach zewnętrznych tymże samym ludziom naprawić błędy przez nich popełnione, widzę jednak tak ojcowską rękę opatrzności względem nas, chcącą naszego upamiętania się nie zaguby, iż nie wątpię, że w tej chwili jeszcze, bylebyście się szczerze uderzyli w piersi, z większym trudem zapewne, ale wiele byście jeszcze odzyskać i naprawić zdołali. Dałby Bóg, aby nie pogardzili prawdą dla podłości pośrednika, przez jakiego do was ona przychodzi! Wtenczas podwójnie miłe będą wszystkie choćby przykre następstwa tego ostrzeżenia danego i miłym Braciom moim kapłanom i zacnemu obywatelstwu.

Pisałem w Rzymie, w oktawie Trzech Króli r. p. 1863.” (x. Hieronim Kajsiewicz – List otwarty do braci xięży grzesznie spiskujących)

podobne: Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu

„…Rozpoczęło się „dzieło”. Pretekstem było, że dowódca jakiegoś partyzanckiego oddziału, Wysłouch, przedzierając się lasami z Królestwa Polskiego w kierunku północnej granicy prusko-rosyjskiej i chcąc przekroczyć Berezynę1przez prom, znajdujący się na folwarku ługomowickim, zwanym także Berezyną, zatrzymał się w nim kilka godzin i kazał pachciarce Rubinowej wydać sobie, jakie miała zapasy chleba, masła i śmietany.

W nawiasie dodam, że w niczym system „chodzenia z pochodnią koło strzechy rodzinnej” nie występuje jaskrawiej, jak w organizowaniu przez Warszawski Komitet Rewolucyjny zbrojnego powstania na naszych kresach. Pod względem militarnym było to coś żałośnie dziecinnego. Gdzie doszło do potyczki, powstańcy uzbrojeni wyłącznie w broń myśliwską, noszącą o 120 kroków, byli bezpiecznie bez żadnych strat ostrzeliwani przez bezpiecznych Moskali, których ręczna broń już wówczas niosła na przeszło 300 kroków. Jedno pewne, że liczba zabitych Moskali w polu na Litwie nie równała się nawet trzeciej części powieszonych lub rozstrzelanych Polaków (siedmiu w jednej Oszmianie wówczas, kiedy w całym powiecie nie zahuczał ani jeden wystrzał). Zresztą byłoby niesprawiedliwe zarzucać prawdziwym kierownikom tego ruchu głupotę”.

Nie, nie, coś zupełnie innego. Nie darmo petersburski student Zdanowicz, słabo mówiący po polsku syn lekarza wojskowego, którego po śmierci syna spotkałem w generalskim mundurze, jeden z głównych organizatorów wileńskich, gdy go po odczytaniu wyroku na śmierć prezes Sądu wojennego zapytał, jak to tak bystry człowiek (a on nim był) mógł się do takiego stopnia omylić co do widoków powodzenia powstania polskiego, odpowiedział spokojnie: „Widzę, że p. pułkownik się zupełnie myli co do moich celów, one nie są chybione, ani moje dzieło stracone. Dokończy go pewniej, niżbym sam potrafił, mój spadkobierca… Michał Mikołajewicz Murawiow”2.

11) Mowa nie o Berezynie wschodniej, Napoleońskiej, która wpada do Dniepru, lecz o zachodniej, znacznie krótszej, choć spławnej, która wpada do Niemna.

2) Miał rację. Jemu i jego stronnikom, którzy pchali do walki zbrojnej naiwne polskie ziemiaństwo, wcale nie szło o to, aby to polskie ziemiaństwo zwyciężyło. Szło o to, aby ono zginęło. To był wspólny cel i Zdanowicza, i Murawiowa…” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski o rewolucjonistach)

„…Jedzie sznur kibitek
Na wschód od Tobolska
Tylu swoich synów
Żegna Matka – Polska.”

 (Maria Konopnicka – rok 1863)

„…Po roku 1864 zaborca wiedział, że nareszcie złamał stos pacierzowy swego powalonego rywala i, że odtąd musi go już tylko systematycznie rusyfikować. Mógł więc sobie pozwolić na terror, który był niemożliwy bez uprzedniego fizycznego zniszczenia infrastruktury polskiego życia narodowego. Na „ziemiach zabranych” udało mu się to w dużym stopniu. Popatrzmy więc przez chwilę na rosyjskie zyski z powstania oczyma Moskala. Bezcenne są w tej mierze urzędowe listy Michała Mikołajewicza hr. Murawiewa, zwanego przez swych współczesnych po prostu „Wieszatiel”. Chociaż był wielkorządcą tylko „Kraju północno-zachodniego”, czyli terenów b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednakże opinie, sugestie i opisy posunięć tego wielkorządcy stanowią obraz całej polityki Moskwy w stosunku do pokonanego narodu polskiego, a tyle tylko różne od innych, że wyrażone z w pełni poufną szczerością barbarzyńcy.

Chociaż tylko na Litwie, Żmudzi i Białorusi represje rosyjskie przy-brały formę tak totalnego niszczenia polskości, niemniej jednak prof. Henryk Mościcki, który przed 60-ma laty listy „Wieszatiela” wybrał i ogłosił w przekładzie, miał rację pisząc, iż posiadają one symbolicz-ne niemal znaczenie w dziejach konfliktu polsko-rosyjskiego. A co najsmutniejsze dla nas, to fakt, iż za rządów Murawiewa i dzięki jego metodom, wykopana została na ziemiach Litwy i Białorusi przepaść pomiędzy Polakami i innymi grupami narodowościowymi, przesądzająca na przyszłość szanse Polski na tych ziemiach. To był trwały „zysk” rosyjski z polskiej matieży. Chociaż na tych listach opierało się wielu historyków w ostatnim półwieczu piszących o roku 1863, sądzę, iż warto podać tu garść fragmentów z tej korespondencji, które lepiej niż wszelki pośredni opis obrazują polski los w „Kraju północno-zachodnim”. Zanim jeszcze powstanie upadło, 7 stycznia 1864 r., generał piechoty Murawiew przesłał: „Do Pana Ministra Dóbr Państwa” A. A. Zielenoja …spis osób… uczestniczących w buncie… wraz z sugestiami, które przytoczę w skrócie:

1. Postarać się, by jak najwięcej majątków przeszło w ręce Rosjan. Tylko tym sposobem można dopiąć tego, że osiądzie w kraju tu-tejszym znaczna ilość właścicieli pochodzenia rosyjskiego, którzy, tworząc w pewnych miejscowościach ścisłą masę, będą mieli możność przeciwdziałania występnym zamiarom obywateli polskich, aby oderwać od Rosji jej gubernie północnozachodnie.
2. Z przesłanego Waszej Ekscelencji spisu osób, uczestniczących w buncie, raczy Pan zauważyć, że tylko bardzo nieznaczna ich część jest właścicielami samodzielnymi; większa zaś część są to dzieci przy rodzicach żyjących, a przeto nie korzystają z praw samodzielnych właścicieli. Okoliczności tej nie należy uważać za przypadkową: wglądając w system powstania, musimy zauważyć, że rodzice umyślnie zostawali w swoich majątkach, aby zaopatrywać bandy, w których były ich dzieci, w pieniądze, żywność i inne środki, licząc, że przytem unikną wszelkiej odpowiedzialności za czyny swoich dzieci…
(tu następuje rada, jak tych rodziców zmusić tylko do zamiany (majątków!  na pieniądze lub papiery wartościowe).
3. Zmusić osoby, które zostały wysłane drogą administracyjną za szkodliwy wpływ na społeczeństwo do oddalonych gubernii wielkorosyjskich, aby sprzedały w ciągu roku majątki… Obywatele ci, którzy zwykle należeli do najbardziej wpływowych osób w gubernii, dopomagali buntowi, jeżeli nie otwarcie, to wszystkimi zależnymi od nich środkami materialnymi i moralnymi i ich obecność w kraju tutejszym będzie zawsze szkodliwa dla rządu i spokoju publicznego.
4. Rozciągnąć przepisy o sprzedaży przymusowej także i na majątki, które nie podlegają konfiskacie, lecz które są pod sekwestrem

W konkluzji zmuszony jestem dodać, że dopóki obywatele Polacy zostaną w liczbie obecnej, nie można będzie uważać kraju tutejszego za zupełnie uspokojony i wyzwolony z czynników buntu.

Narzekając na „uprzednie błędy rządu”, które Rosję za drogo kosztują, dobry Rosjanin, Murawiew, już miesiąc później (1 lutego 1864 r.) przedstawiał temuż samemu ministrowi Zielenojowi swój pogląd historycznopolityczny na „Kraj zachodniopółnocny”.
… czas postawić jasno pytanie, czy Rosja ma tutaj istnieć, czy nie. Wielu z naszych mężów stanu nie ma odwagi wypowiedzieć szczerze swego zdania i działa dwuznacznie, obawiając się utraty popularności europejskiej, zapominając o Rosji. Czas nam nareszcie opamiętać się i przekonać, że kraj tutejszy od wieków był rosyjski i takim winien zostać, że żywioł polski jest tu napływowy i powinien być ostatecznie i stanowczo zduszony; teraz pora jest odpowiednia, aby z nim skończyć…” (reszta tu: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli)

„…Ojciec już przewidywał, do czego doprowadzi ten obłęd. Zgadzała się z nim co do tego i matka, która choć bardzo egzaltowana i religijnie i patriotycznie, z powodu stanu swego zdrowia wiodła skoncentrowane w sobie życie i skłonna była do zastanawiania się nad rzeczami; toteż gdy ojciec stanowczo zadecydował, że ani on, ani nikt z rodziny w tych dziecinnych i niebezpiecznych wybrykach manifestacyjnych udziału nie weźmie – matka bez protestu poddała się w tak ważnej materii pod decyzję głowy rodziny i była bodaj jedyną damą, która do końca żałoby nie nosiła; tak samo sobie jak i swoim trojgu dzieciom zawsze nakładała jakąś kolorową ozdobę. To naturalnie nie miało odwrócić żadnej z przykrości i strat, których później, jak dalej opowiem, było nam sądzone doznać od rządu moskiewskiego wówczas, kiedy niemało ówczesnych manifestantów i manifestantek, podpalaczy umysłów, jakoś się szczęśliwie wykręciło.

Dużo, dużo rzeczy różni mnie od poglądów i metod działania p. Romana Dmowskiego; a jednak serdecznie bym go uścisnął za to, że w ostatniej swojej książce „Jako odbudowano Polskę” miał pierwszy bodaj z naszych koryfeuszów politycznych szczerość i odwagę wypowiedzieć to zdanie, że wszystkie nasze powstania, wybuchłe nie w porę, powinny być uważane ze względu na ich prowodyrów nie za zasługę, lecz za ciężkie względem ojczyzny winy. Jak powiadał później wymowny Paderewski w Wilnie, nie wolno chodzić z pochodnią koło strzechy rodzinnej; kto to czyni i strzechę zapala, choćby się sam boleśnie oparzył, nie jest bohaterem, lecz karygodnym wichrzycielem.

Znałem i wówczas i później osobiście licznych uczestników awantury 1863 r., nie z grona konspiratorów i ludzi chętnie łowiących ryby w mętnej wodzie, bo nic nie mają do stracenia, a spodziewają się wyskoczyć na ojców ojczyzny, lecz z grona tych „bene nati et possessionati”, którzy nie mogli nie paść pierwszymi ofiarami tego szaleństwa 1863 r.

Ani jednego nie pamiętam, który by twierdził, że w tych latach miał najmniejszą, najbardziej oddaloną nadzieję powodzenia tej imprezy, do której się zaprzągł. Owszem, wszyscy bez wyjątku na dowód swej przezorności chwalili się tym, że przewidywali, iż ta impreza (choć nie w takich olbrzymich rozmiarach, jak się to zdarzyło) skończy się klęską. Jeden z głównych organizatorów całego ruchu na Litwie – Gieysztor w swoich Pamiętnikach wyraźnie to przyznaje; więc po co leźli i dlaczego?…” (coryllus – Kolejny fragment wspomnień Hipolita)

polecam wykład: Czy Polacy są narodem rewolucjonistów? (dr Jan Przybył) i to: Czy Grzegorz Braun umniejsza historię, negując polskie skłonności samobójcze?

„…Karki jak dęby, serca – dzwony,
W umysłach prawda, jak łza, czysta:
Nie bacząc na rachunek słony
Grzmimy, jak jeden wielki wystrzał.
Szubrawcy drżą, padają trony,
Jutrzenka nam się jawi mglista;
Przed lustrem ćwiczy już ukłony
Ten, który bunt nasz wykorzysta…”

(Jacek Kaczmarski: „Weterani”)

I tak co roku w styczniu (w listopadzie itd) obchodzimy z dumą tamte chwalebne dni martyrologii, poddając się bez refleksji poprawnej politycznie zadumie nad poświęceniem i ofiarnością przodków, choć dziś już wiemy że z podpuszczenia i dla obcych interesów przeznaczone były. Lubimy słuchać o tym jaki to wielki i pozytywny wpływ miała „narodowowyzwoleńcza” walka na późniejsze (łącznie z dzisiejszymi) pokolenia Polaków, i że wszyscy jesteśmy (powinniśmy) być dumni z tradycji niepodległościowej, bo gdyby jej nie było to nie bylibyśmy tym narodem jakim jesteśmy dziś a być może nie odzyskalibyśmy niepodległości. Pomijając wszystkie te okrągłe i oklepane zwroty że „powinniśmy” i „musimy”, oraz dywagacje and tym jakim to obecnie narodem jesteśmy (tu każdy w zależności od punktu siedzenia ma różne wizje), jest to dla mnie twierdzenie bałamutne, bo nie wiemy co by było gdyby. Wiemy natomiast jakie były straty, i w jaki sposób rzutowały one (oraz nadal rzutują) na przyszłość Polski.

Najbardziej bolesną dla narodu konsekwencją wszystkich zrywów było wymordowanie i ograbienie  jego elit. Potencjał intelektualny, gospodarczy i energia z jaką ci ludzie funkcjonowali w społeczeństwie – to wszystko zostało stracone bezpowrotnie. A co konkretnie o tym opowiada coryllus w jednej ze swoich książek:

“(…) Była to organizacja hermetyczna, niedostępna dla innych, obcych. Nie można było tak po prostu zostać polskim ziemianinem. Różni próbowali, ale to się udawało dopiero w trzecim pokoleniu. Była to organizacja hierarchiczna, ale oparta na hierarchiach bardzo szczególnego rodzaju – nie dość, że każdy dwór miał swoją, to jeszcze była ona dziedziczna i w krytycznych momentach okazywało się, że rola kobiet w tej hierarchii jest tak samo ważna jak rola mężczyzn, a czasami ważniejsza. Ziemianie polscy mogli w każdej chwili używać języka obcego niezrozumiałego dla innych. Przeważnie był to francuski, rzadziej angielski. Czynił ów fakt z ziemiaństwa organizacje półtajną, nieprzenikalną dla agentów wszystkich trzech władców ani dla innych agentów. Ziemiaństwo było organizacją zróżnicowaną pod względem majątkowym, ale mająca – nawet przy różnicach poglądów i nienawiści wzajemnej – kilka ważnych punktów jednoczących całość bez względu na majątek – wiarę katolicką i wiarę w odzyskanie niepodległości. Ziemianie czerpali zyski z dziedziczonej przez siebie ziemi, a także co szalenie ważne, mieli własne banki oraz duży kredyt w bankach obcych. Ziemianie kształcili się przy tym w bardzo elitarnych, niedostępnych dla innych zawodach, do tego piastowali funkcje publiczne do premiera rządu włącznie, w strukturach państw zaborczych. Inaczej mówiąc – mieli sporą dynamikę i to oni penetrowali inne organizacje, a nie na odwrót. W każdym dworze i w każdym pałacu znajdowała się spora biblioteka – w niewielkich w sumie Kałużycach, gdzie gospodarował brat Melchiora Wańkowicza, liczyła ona trzy tysiące tomów. Prócz tego ważnego narzędzia w dworach znajdowały się także inne równie ważne narzędzia – w każdym było co najmniej kilkanaście sztuk broni palnej i kilkadziesiąt sztuk broni białej. W każdym mieszkało przynajmniej kilkunastu mężczyzn, którzy potrafili się tym sprzętem posługiwać z wprawą zawodowych wojskowych.
Wszystko to czyniło z ziemiaństwa polskiego organizacje groźną i niebezpieczną. Organizację, którą należało zniszczyć za wszelką cenę, żeby móc przeprowadzać w Europie Środkowej swoje plany polityczne. Musimy sobie uzmysłowić jedno – jeśli z naszych myśli wyrzucimy całkowicie fałszywe pojecie osi czasu, to znikną także takie pojęcia jak staroświeckość i nowoczesność. W ich miejsce zaś pojawią się inne pojęcia – skuteczność i nieskuteczność. Czy ziemiaństwo polskie było organizacją skuteczną? Bardzo. (…)
Przejdźmy teraz do wad polskiego ziemiaństwa. W przeciwieństwie do ziemiaństwa niemieckiego czy nawet węgierskiego, ziemiaństwo polskie było organizacją aspiracyjną. Ziemianom imponował Paryż, Londyn i inne stolice oraz bady, całkowicie przespali oni moment kiedy załamała się legimistyczna jedność posiadaczy na kontynencie, a przespali go przez to, że wierzyli w niepodległości i byli gotowi do ustępstw na rzecz chłopów. Nigdzie tego nie było, by w imię jakiejś idei posiadacz chciał się dzielić majątkiem z biedakiem. W Polsce były takie przypadki, a ich podstawą była wiara w niepodległość i przyszłą siłę zjednoczonej Polski wszystkich stanów. Była to mrzonka. Ziemiaństwo było organizacją statyczną, która by przetrwać, musiała bronić swojego stanu posiadania za wszelką cenę. Niepodległość zaś odzyskano w wyniku wojny, która stan posiadania uszczuplała, a w dodatku odzyskano ją w oparciu o socjalizm, który w ogóle nie zakładał, że istnieje coś takiego jak ziemiaństwo. W głupiej wierze w fałszywą ideę, którą Piłsudski wziął jak swoją, bo mu chwilowo pasowała, zniszczono jedyną polską hermetyczną organizację, która była gwarantem utrzymania tradycji i polskości na olbrzymich obszarach Europy. Nie mógł tego zrobić ani nowo mianowany urzędnik na nędznej pensji, ani chłop, ani żołnierz mieszkający w koszarach. (…)
Miast hermetycznej, silnej, opartej o tradycję, własność, broń i hierarchię organizacji dostaliśmy oszukany kredyt, głupich urzędników z aspiracjami, tak zwane masy robotnicze i moderujących ich ruchy działaczy, którzy byli na żołdzie państw obcych, czyli wszystko to, co tak kochają socjaliści i fantaści, a co stanowi o słabości państwa, prowadzi do jego zguby i autentycznej likwidacji…” (G. Maciejewski o ziemiaństwie polskim w „Baśń jak niedźwiedź”)

 podobne: Wacława Sobieskiego „Pańska buta” do „Rokoszu” Jacka Kaczmarskiego. Szlachta (nie) pracuje!

Spójrzmy z perspektywy tej sprawnej i elitarnej machiny jakim były szlachta – ziemiaństwo na to kim obecnie jesteśmy, a być może inaczej zaczniemy oceniać naszą rzeczywistość i to co się obecnie w Polsce (oraz wokół niej) dzieje. Czy rzeczywiści jesteśmy narodem mądrzejszym, który wyciąga lekcje z historii? Jak się mają osiągnięcia tego naszego „ćwierćwiecza wolności” (nazywanego przez niektórych złotym wiekiem), do osiągnięć IRP. Czy możemy się dziś nazywać wolnymi ludźmi tylko dlatego że nie jesteśmy przywiązani do ziemi (z pominięciem kredytów), oraz dlatego że możemy myśleć i mówić co chcemy (zwłaszcza jeśli w większości mówimy tak jak zostaliśmy wyedukowani)? Czy naprawdę jako ludzie/obywatele jesteśmy wolni zważywszy na strukturę własności, gdzie o dostępie do cywilizacyjnych osiągnięć decyduje oligopol państwowo-korporacyjny, korzystający ze stopniowego ograniczania siły nabywczej gospodarstw domowych? Jak się mają nasze prawa i ich przestrzeganie – zwłaszcza w konfrontacji państwo/korporacja – obywatel? Co z bezpieczeństwem i niepodległością biorąc pod uwagę naszą rzeczywistą pozycję na arenie międzynarodowej – uzależnienia od obcej woli i siły? (Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej)… Czy my dziś w ogóle posiadamy jakieś elity, wokół których można się gromadzić w przekonaniu że są one w stanie kompetentnie rządzić państwem, oraz reprezentują nasz interes?

Taki np. hetman Czarniecki mógł zebrać siłę zdolną ocalić kraj tylko dlatego, że istniała w tamtym czasie dostateczna liczba ludzi, która identyfikowała się z owym krajem i miała interes w jego obronie. Tym interesem był PRYWATNY majątek, prawa i wolności, gwarantowane obywatelom przez ówczesną władzę… Dziś nikt takiej grupy nie zmobilizuje, bo jej nie ma. Została skutecznie wytrzebiona przez socjalistów i dalej się to niszczenie dokonuje. Programy socjalne nie odbudują tej dumy narodowej i poczucia wspólnoty interesu między obywatelem a administracją państwową. Programy socjalne jako ordynarna i bezczelna łapówka pogłębiają podziały i niechęć do władzy (rabusia), a jedyne co są w stanie kupić to chwilowe zadowolenie tzw. elektoratu (dopóki dziura w budżecie nie imploduje), czyli wspólnoty opartej na zupełnie innego rodzaju interesie – paserce tego co władza ukradła innym.

Próbkę możliwości obecnego państwa mogliśmy obejrzeć przed świętami. Po jednej i drugiej stronie prowokatorzy i spadkobiercy zdobyczy rewolucji – budżetu, etatyzmu i socjalizmu, walczący między sobą o doraźny interes partyjny (jak największy udział w budżecie). Za nimi zaś w kolejności dziobania kamaryle na etatach, tuby propagandowe, oraz stada rozhisteryzowanych poddanych/wyznawców (którym z budżetu skapuje) i pożytecznych idiotów (którzy nic z tego nie mają poza dziką satysfakcją), wzywanych na barykady do obrony „demokracji” (która spina ideologicznie całe to towarzystwo), kiedy tylko któraś ze stron czuje się „oszukana” przy podziale łupów – zdobyczy rewolucji.

Spora część obywateli (jak pokazuje frekwencja wyborcza), nie identyfikuje się jednak z państwem i władzą. Więc w przypadku konfliktów politycznych stoi co najwyżej z boku. Śmiem twierdzić że w przypadku poważnego zewnętrznego zagrożenia, ta grupa nie oddałaby nawet paznokcia za umiłowanych przywódców, którzy nie potrafią stworzyć warunków do bogacenia się i posiadania w tym kraju czegoś więcej jak kredytu, za to wybitnie przyczyniła się do masowej emigracji za granicę. Nowa szlachta gołota, tj. uraczeni pińcetplusem i innymi „darmochami” też palcem nie kiwnie dla swoich „dobrodziejów”. Ich lojalność opiera się wyłącznie na wyciąganiu ręki po „pomoc od państwa” (na którą zrzucają się inni). Śmiem twierdzić że spora część obywateli powitałaby albo oczekuje na nową siłę (choćby obcą) bo ma po dziurki w nosie obecnej jak i przeszłej władzy, która tylko żeruje i sieje zamęt. W tym narodzie duch umiera a coroczne marsze z chorągiewkami i piosenkami z okazji takich czy innych „powstań”, tudzież „dnia niepodległości” (których sens mało kogo interesuje, a jeśli już to wyłącznie jako wydarzenie rozrywkowe) nie buduje jedności, ani nikomu nie przysparza realnych korzyści z bycia Polakiem… (Odys)

podobne: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka.

„…Ktoś powie, że nie było innego wyjścia. To prawda, ale nie jest to żadne usprawiedliwienie. Państwo bowiem powojenne było jedynie protektoratem, a także powstało dzięki temu, że udało się mu zniszczyć naturalną strukturę społeczną kraju. I jeszcze raz powtórzmy – winą za to obarczyć należy socjalistów. Dlaczego ich? Ponieważ oglądając świat przez pożyczone, różowe okulary, realizowali nie swój program dewastując wszystko wokoło i przyczyniając się w ten sposób do uzależnienia dużych grup ludzi od sił obcych. Robotnik nie wyzwoli się z przymusu pracy dzięki socjalistom, on może co najwyżej stać się targetem sprzedażowym dla konsorcjów, które muszą zapewnić sobie płynność na rynku akcji dystrybuując różne produkty wśród mas. Pieniądze, które się robotnikowi powierza w ramach polepszania jego losu, nie są jego własnością, ale są mu jedynie powierzane na bardzo konkretny cel. W czasach dzikiego kapitalizmu rodziny robotnicze wynagradzane były w naszych okolicach srebrem. Dziś dostają papier, którego starcza w sam raz na zakupy w Biedronce. Na wszystkie inne dobra, przyziemne w istocie, które nazywane są przez socjalistów luksusowymi, musi pożyczać w banku stając się tym samym własnością tego banku. Tak to wygląda. Socjaliści uwielbiali posługiwać się takimi metaforami – robotnik jest niewolnikiem kapitalisty, chłop zaś pana feudalnego. No tak, ale nawet jeśli w to uwierzymy, okaże się, że wtedy przynajmniej ludzie ci znali swojego pana i wiedzieli na co go stać. Dziś nie mają pojęcia kto nim jest. I nie dowiedzą się tego nigdy…” (coryllus – Siła polskich rodzin)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców

„Był Kraj, co wieki cierpień znał,
Pieśń pismem blizn pisaną śpiewał,
A ziemia żyzna mierzwą ciał
Rodziła myśli jako drzewa.
Aż powiał nad nią twardy wiatr
I posiał w glebę plon zatruty.
Wymarłym wielkim drzewom w ślad
Skarlałe rodzą się kikuty.

Kto chce – niech zowie borem – sad
Przyciętych drzewek na rozstaju.
Nie zmieni tym najprostszej z prawd:
Nie ma już – drodzy – tego kraju.
Jest tylko wiatr, bezwzględny wiatr,
Co nagle w środku nocy budzi
I, jak spod ziemi – puszcza w świat
Zupełnie odmienionych ludzi.

Był sobie kraj, był sobie kraj…”

(Jacek Kaczmarski: „Bajka”)

Wynarodowienie, wywłaszczenie i pozbawienie Polski kręgosłupa gospodarczo militarnego jakim była szlachta i ziemiaństwo – oto efekt powstań. Należy pamiętać po katolicku tych którzy w szczerej wierze oddawali to co mieli najlepszego za Polskę, ale przede wszystkim należy pamiętać o tym jakie były i do dziś są tego konsekwencje. Nie dla zadumy i krokodylich łez nasi przodkowie poświęcali swoje życie, ale żebyśmy nie musieli iść w ich ślady. Żebyśmy zdali sobie sprawę i dobrze zapamiętali jak się kończy fałszywe pojmowanie wolności i odpowiedzialności, oraz że to wszystko jest niemożliwe do osiągnięcia bez własności i niezależności – również a może przede wszystkim duchowej.

Dziś my, rozbrojeni przez socjalistów posiadacze długów, zatrudnieni na etatach u obcych możemy co najwyżej zagłosować w plebiscycie na kolejnych socjaluchów, którzy dbają o to żeby tamta tradycja i siła nie wróciła i nie wybiła się na niepodległość. Dlatego zamiast silnej i niezależnej klasy średniej – prawdziwej szlachty, Pan Morawiecki buduje (na kredyt) nową klasę średnią – szlachtę gołotę spod znaku PanDa! po to żeby za jakiś czas Pan Prezes i spółka wygrali dla siebie i swoich dworów kolejne wybory uprawiające do żerowania na „mniej wartościowym narodzie tubylczym” aż do jego całkowitej bezwolności… (Odys)

„…po 1830 r., i do 1870 r., ogół narodu francuskiego, odważnego i ceniącego odwagę, której wówczas u Polaków nie brakło, odczuwał do nich przeważnie litościwą, lecz szczerą sympatię jako do walecznych półgłówków. Komuna położyła temu koniec. Wykształceni Francuzi pod wrażeniem niedawnej depeszy dziękczynnej Wilhelma I do Aleksandra II: „Waszej Mości po Bogu Niemcy zawdzięczają swoje zwycięstwo” za wstrzymanie na początku wojny Austrii od zbrojnej interwencji, wiedzieli, że zawdzięczają ten „cios sztyletem w plecy” właśnie swoim platonicznym sympatiom do Polski, i to mniej notom dyplomatycznym z 1863 r., jak osobiście obraźliwym incydentom 1867 r. Jadąc do Paryża, Aleksander II jakby dla przygotowania terenu podpisał w Wierzbołowie dość skromną amnestię dla winowajców 1863 – został przyjęty w Paryżu słynnym „Vive la Pologne, Monsieur” adwokata Ch. Floquet, spudłowanym wystrzałem Berezowskiego i przyznaniem ostatniemu przez paryski Sąd przysięgłych okoliczności łagodzących, aby jego, cesarza, pozbawić możności wyproszenia u Napoleona III złagodzenia kary1. A już mówiłem, że Aleksander II był chorobliwie mściwy. – Dla „Francuzów z ulicy” Polacy z ich „generałem” Dąbrowskim (jedyny z generałów komuny, który nie okazał się błaznem, szukał i znalazł waleczną śmierć) zostali wówczas sprzymierzeńcami zdrajców ich ojczyzny. Odtąd patrzano na nich jak na niebezpiecznych warchołów, nadużywających gościnności; dopiero w 20 lat później, z wybuchem długiej rusofilskiej manii, i aż do rewolucji rosyjskiej zaczęto nas uważać głównie za nudziarzy, którzy przeszkadzają nowemu romansowi z przepotężną niby kochanicą; a gdy w Brześciu Litewskim kochanica okazała się do niczego niezdatną nierządnicą, zostaliśmy znowu wyniesieni na godność mopsa, który może w danym razie chwycić za łydkę niemieckiego wilkołaka…” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski. Fragment wspomnień)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Z. Noskowski – Kolęda, Robert Pożarski, Camerata Vistula, 2003

Advertisements

16 comments on “Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

  1. Pingback: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski i honor Żydów. Targ (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

  2. Pingback: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego | Łódź Odysa

  3. Pingback: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wiarę kontra pogoń za sensacją | Łódź Odysa

  4. Pingback: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja | Łódź Odysa

  5. Pingback: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością | Łódź Odysa

  6. Pingback: O etosie żołnierza i ułańskiej fantazji szarej piechoty czyli… Polacy w kampanii hiszpańskiej i bitwa o Fuengirolę roku 1810 | Łódź Odysa

  7. Pingback: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) |

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s