Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego)


Jacek Malczewski - W tumanie

Jacek Malczewski – W tumanie

„…Jeszcze przed zawieszeniem broni p. A. Tyszkiewicz w przewidywaniu, że Niemcy będą musieli kraj opuścić, a Rosjanie go nie zajmą, opracował projekt współżycia czterech głównych nasz kraj zamieszkujących elementów: polskiego, białoruskiego, litewskiego i żydowskiego. Zakomunikowawszy swój elaborat kilku przedstawicielom każdej z trzech chrześcijańskich grup, udał się także do pewnego rabina, uchodzącego za bardzo wpływowego pośród wileńskiego żydostwa, którego nazwiska w tej chwili sobie nie przypominam1. Mędrzec Izraela, któremu odczytał cały swój memoriał, gdy skończył czytanie, powiedział mu z tą zewnętrzną proroczą powagą, którą kiedyś tak wyśmienicie sobie przyswajał sławny aktor Żółkowski w sztuce „Żydzi”, mniej więcej dosłownie: „Wszystko, co pan graf mi przeczytał, może być bardzo interesujące z punktu widzenia teoretycznego; ale z praktycznego ja sądzę, że to żadnego skutku mieć nie może. Kiedy pan graf pofatygował się wniknąć w rozmaite fazy tej wielkiej wojny, w jej przebieg i w jej rezultaty, to mógł się już przekonać, że walczyły między sobą i wzajemnie się wyniszczały rozmaite narody i państwa chrześcijańskie, ale prawdziwymi triumfatorami będziemy bez wątpienia my. I my także pomyśleliśmy o przedmiocie, który pana grafa interesuje, i mamy nasz własny plan. Ale on się od pańskiego bardzo różni.”…

…Kilka dni po zawieszeniu broni 11 listopada 1918 roku odwiedził Orłowskiego baron Maurycy de Rothschild, ambitny członek parlamentu światowo mu znany, i nie bez pewnej uroczystości mu oświadczył, że udaje się do niego jako do wybitnego członka Kolonii polskiej z ostrzeżeniem, które może mieć dla jego, Orłowskiego, ojczyzny duże znaczenie. Osobiście p. Rothschild, pamiętając, że aż do końca XVIII wieku Polska była najbardziej w Europie tolerancyjnym dla Żydów państwem, życzyłby sobie, żeby kwestia żydowska zupełnie nie była na Kongresie poruszana, lecz pozostawiona układom w samej Warszawie między obywatelami obu wyznań, mojżeszowego i chrześcijańskiego, które potrafią dojść do zgody. Ale ten pogląd nie jest wśród Izraela ogólnie przyjęty. Między chrześcijanami panuje przekonanie, że całe żydostwo na całym świecie jest absolutnie solidarne i w kwestiach politycznych maszeruje jak jeden człowiek. To jest wielki błąd: bo istnieje cały szereg zagadnień, co do których panuje między samymi Żydami wielka rozbieżność; np. w kwestiach socjalnych i ekonomicznych, on, Rothschild Żyd, i p. Lejba Trocki także Żyd, idą w zupełnie przeciwnych kierunkach.

Lecz jest jeden punkt, na którym rzeczywiście cały naród Izraela jest do ostatniego człowieka absolutnie solidarny, mianowicie kiedy idzie o honor Izraela. Np. w historycznej sprawie Dreyfusa bardzo mało Żydów dbało o to, czy jakiś p. Alfred Dreyfus będzie, czy nie będzie gnił dożywotnie na „Wyspie Diabła”. – Ale żaden Żyd na całym świecie nie mógł dopuścić, aby było sądownie przyznane i stwierdzone, że oficer Żyd może być zdrajcą swego munduru. Dlatego wówczas Izrael wystąpił rzeczywiście jak jeden człowiek i zwyciężył.

Otóż teraz występuje casus zupełnie analogiczny. Jeśli na Kongresie oficjalnym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej będzie (nie wymieniając nazwiska) ten „były od miasta Warszawy członek Dumy Państwowej Rosyjskiej”, który zyskał wszechświatowy rozgłos jako zajadły antysemita, to cały Izrael i p. Rothschild sam będą uważali taką nominację za policzek wymierzony w twarz całego ich narodu i stosownie do tego postąpią. Hrabia Orłowski powinien wiedzieć, że wpływy żydowskie na postanowienia Kongresu pokojowego są bardzo wielkie. Niechaj wie z góry i uprzedzi, kogo należy, że kiedy Polska będzie oficjalnie reprezentowana przez tego pana, to Izrael zastąpi jej drogę ku wszystkim jej celom, a one są nam znane. „Wy nas znajdziecie na drodze do Gdańska, na drodze do Śląska pruskiego i do Cieszyńskiego, na drodze do Lwowa, na drodze do Wilna i na drodze wszelkich waszych projektów finansowych. Niech pan hrabia to wie i stosownie do tego postąpi.”…

…Gdy Orłowski skończył swoją opowieść, zapytałem go: „A cóż, czy powtórzyłeś tę całą rozmowę z Rothschildem p. Romanowi Dmowskiemu?” – „Nie, bo to było bardzo drażliwe, ale uprzedziłem jego bliskiego przyjaciela Jana Żółtowskiego.” – O ile znam zacnego, ale do przesady delikatnego p. Jana Żółtowskiego, to musiał on tego polecenia nie spełnić. Zresztą pytanie, czy nawet uprzedzony i gotów do osobistego poświęcenia p. Dmowski mógłby z licznych innych względów usunąć się bez znacznej szkody dla sprawy. Tylko prawdopodobnie miałby się na ostrożności i uniknąłby pewnych antysemickich manifestacyj, które Żydów i ich Kongresowych szabesgojów jeszcze bardziej rozjątrzyły. – „W każdym razie uprzedzam ciebie, Ksawery, że ponieważ żadnego zastrzeżenia o poufnym charakterze swojej opowieści nie zrobiłeś, to ja jej przyznaję takie znaczenie historyczne, że zachowuję sobie prawo ją przy okoliczności rozgłosić.” – „A rozgłaszaj sobie, kiedy chcesz!”. Otóż i rozgłaszam.” (coryllus – Hipolit Korwin Milewski i traktat wersalski)

podobne: Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: AKUPA Michowicza i „Wołyńska” manipulacja czyli o zarządzaniu stadem za pomocą nacjonalizmu (na ruskim sznurku), ksenofobii i antysemityzmu, oraz o „dobrodziejstwie” komunizmu w celu „pojednania”.

Po wielkiej wojnie wszystkich
Gdy świat sam siebie złupił
Na krwawym targowisku
Czekamy kto nas kupi
Najlepszych z nas wybili
A reszcie mało trzeba
Zbyt dużośmy przeżyli
By móc się dobrze sprzedać…

„…W roku 1919 Lewis Namier, dawny Ludwik Bernstein-Namierowski reprezentował Wielką Brytanię na kongresie pokojowym w Paryżu, gdzie ustalano granice państw w nowej Europie. Był tam również Roman Dmowski, którego Namier pamiętał jeszcze ze Lwowa i nienawidził serdecznie za postawę, jaką lwowska endecja wobec niego przyjęła. Bohater nasz zwalczał ze wszystkich sił pomysły, by granica Polski przesunięta była maksymalnie na wschód, Andrzej Zięba wiąże to nie tylko z niechęcią wobec polskości jako takiej, ale także z niechęcią do spolonizowanej rodziny, której majątki pozostać musiałyby za kordonem, gdyby jego pomysły wcielono w życie. Dmowskiego w Paryżu zwalczał Namier szczególnie zajadle i podstępnie. Ponoć posunął się nawet do tego, że zafałszował przebieg linii Curzona, przesuwając ją głęboko na zachód w ten sposób, by Lwów został po stronie bolszewickiej Rosji. Nie wahał się przy tym argumentować na rzecz niepodległości Ukrainy, co było wyjątkowym fałszem z jego strony, albowiem wielokrotnie dawał dowody na to, że nie wierzy w istnienie żadnego narodu ukraińskiego. Twierdził otwarcie, że cały wschód Rzeczypospolitej powinien po prostu należeć do Rosji Sowieckiej, co było oczywiście w całości zgodne z planami politycznymi Wielkiej Brytanii.

Całe szczęście wojna z Rosją nie potoczyła się po myśli Ludwika Namiera i polityków Brytyjskich. Ze skorygowanej ponoć przez niego linii Curzona skorzystali za to po II wojnie światowej politycy wielkiej trójki, którzy wyznaczyli granicę Polski tak, jak to widzimy na mapach dzisiaj. Dzięki czemu Lwów jest miastem ukraińskim.

Aspiracje Namiera zostały przez Brytyjczyków wykorzystane, a on sam po spełnieniu swojej roli przesunięty został w cień. W czasie drugiej wojny światowej, choć szukał towarzystwa Polaków przebywających na emigracji, nie miał już żadnego wpływu na politykę brytyjską wobec Polski. Nie musiał mieć, bo to co w Polsce było najbardziej wartościowe i pełne, czyli wielka własność ziemska której nienawidził, nie istniało. Zostało zlikwidowane przez obydwu okupantów. Właściciele dóbr na Podolu zostali zamordowani lub uciekli za granicę, to samo dotyczyło szlachty litewskiej, o której tak pięknie pisał Michał Kryspin Pawlikowski. Pozostał tylko lud, który Namier kokietował swoją fałszywą miłością, lud który niczego nie rozumiał i niczego nie chciał poza ochłapami z porozbijanych pańskich stołów. Politycy Wielkiej Brytanii, USA i Rosji poradzili sobie po II wojnie światowej bez Namiera. Mógł on więc spokojnie zająć się pisaniem swoich oszukanych pamiętników. Potrzebny był tylko wtedy, kiedy w Polsce istniała jeszcze jakaś siła i jakaś własność, która mogła zatrzymać plany wielkich tego świata. Kiedy jej zabrakło, sfrustrowany młodzieniec którym Namier pozostał do końca życia, przestał być potrzebny…

…Nie sposób pozostawić bez słowa jeszcze jednego aspektu działalności Lewisa Namiera. Otóż odrzucony przez polskich nacjonalistów stał się syjonistą, nacjonalistą żydowskim. (…) Nie wiem czy go zaakceptowali, przypuszczam że nie, bo w każdym takim przypadku – czy to polskim, czy brytyjskim, czy syjonistycznym – działa ten sam mechanizm odrzucenia. W jego istnienie jednak Lewis Namier nie uwierzył do końca życia.” (fragment książki Gabriela Maciejewskiego „Baśń jak niedźwiedź”)

podobne: Piotr Szubarczyk: „Pakt Hitler – Stalin”. Powersalski porządek świata jako przyczyna II Wojny Światowej oraz: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa

…Na wzgórzach jak w teatrze
Ruchome horyzonty
Możemy stąd wypatrzeć
Ruiny naszych świątyń
Na placu pośród ruin
Krzyżują się poglądy
Szczekają beczą plują
Psy owce i wielbłądy…

„…Dlaczego tego nie uczą w szkołach? Czy to nie dziwne? Na oczach zdumionego świata, jakiś urzędas, który ledwo pięć lat jest poddanym Jego Królewskiej Mości, fałszuje linię wyznaczoną przez byłego lorda gubernatora Indii i nic się nie dzieje! Rząd brytyjski nie protestuje, Dmowski nie woła – zaraz panowie, to skandal, jak można uprawiać taką hucpę! Dlaczego? Może dlatego, że Dmowski nie miał zbyt wielkiego sentymentu do Kresów? Nie to co Sienkiewicz i Piłsudski. Ja nie próbuję nawet zgadywać. No, ale jak w takim razie uwierzyć, że Namier dokonał tego fałszerstwa przeciwko Dmowskiemu, który był takim samym doktrynerem jak on, tyle, że z przeciwnie ustawionym wektorem.
Całe szczęście sprawa przynależności Lwowa rozstrzygnęła się w tamtych czasach nie w czasie dyplomatycznych pogawędek, ale w boju. Gorzej było ze sprawą Mińska, nie wiemy czy pan Namier także maczał w tym palce czy podstawili tam kogoś innego, bardziej przekonującego. Trudno jednak uwierzyć, by korekty granic na wschodzie odbywały się w tamtych czasach, bez udziału urzędników Korony.
Kwestia sfałszowania linii Curzona nie została w Polsce podniesiona chyba nigdy, a na zachodzie oszustwo to nazwano po prostu linią Curzona B. I tak już zostało. Nie pytajcie mnie dlaczego. Domyślać się możemy, że Namier, człowiek który wspierał ruch syjonistyczny, wydawał pieniądze swoich żon i te pochodzące z budżetu Korony, na żydowskie bojówki, jest dziś autorytetem nie do ruszenia. Nie można go tak po prostu potępić i nazwać kanciarzem politycznym. Był wybitnym naukowcem, przyjacielem Freuda, pionierem psychohistorii, obojętnie co by to nie oznaczało. Wychował kilku równie jak on wybitnych historyków, którzy stali się po wojnie podporą lewicy. Nienawidził Niemiec i pisał, że już przed wojną zauważył, że Niemcy są zagrożeniem dla całej europejskiej cywilizacji. Jaka szkoda, że nie zauważył zagrożenia sowietów, jaka szkoda, że nie pisał o głodzie na Ukrainie i o likwidacji Polaków na Białorusi po podpisaniu traktatu ryskiego. Co za wybiórcze podejście do historii….” (coryllus – Pan Bernstein-Namier ziomal Sienkiewicza)

podobne: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

…Ci bardziej doświadczeni
Co ich sprzedano nieraz
Na gołej siedzą ziemi
Nie chcą się z nikim spierać
A są wśród nich uczeni
Artyści rzemieślnicy
I chłopi są bez ziemi
I mówcy bez mównicy…

„…Pan Piłsudski mocno nastawał na to, że prosty lud na Kresach właściwie nie jest polskim, żadnego patriotyzmu polskiego odczuwać nie może i trzeba by było wyjaśnić, co Polska tej ludności przyniesie, aby ją do siebie przywiązać i zyskać jej dobrowolne uznanie. Ponieważ na tej myśli zatrzymywał się z niemałym naciskiem, zabrałem głos i powiedziałem mniej więcej: że jeśli pan Naczelnik Państwa pod tym, co Polska przyniesie tym obcoplemieńcom, szczególnie Białorusinom, rozumie, jakieś ideały, porywy uczuciowe, głośne hasła patriotyczne, polityczne, nawet socjalne, religijne itd., jest pewne że ona im właściwie nic nie przyniesie i przynosić im tego nie warto, bo ci ludzie, których (przynajmniej Białorusinów) dobrze znam, są na te wszystkie pobudki ideowe najkompletniej nieczuli. – Ale za to ci ludzie są wielce praktyczni. Doskonale rozumieją, co im jest potrzebne i korzystne. Nie są jeszcze kulturalni, ale potrzebę kultury już głęboko odczuwają i namiętnie do niej dążą. A tu właśnie Polska może im dać dobro dla nich nieocenione, którego ani od Rosji carskiej, ani od niemieckich okupantów, jeszcze bardziej od bolszewików nie doznali, tj. dobrą i praktyczną administrację. W ogóle we wszystkich krajach polityka, formy rządowe itp. interesują często do namiętności tylko sfery inteligentne lub półinteligentne. Lecz administracja interesuje do żywego najskromniejszego pachołka na wsi. On już czuje, że mu są potrzebne najrozmaitsze dogodności życiowe, których ani on sam, ani jego gmina dostarczyć mu nie mogą, lecz tylko państwo. On już potrzebuje i to coraz gwałtowniej dobrych dróg komunikacyjnych, szkół, szpitali, poczt, dobrych sądów, dobrej policji, instytucyj asekuracyjnych, kas oszczędnościowych itd. itd. To wszystko należy nie do dziedziny polityki, ani do form zewnętrznych rządu, ale do administracji. Niech Polska tym ludnościom obcoplemiennym, pozbawionym dotychczas tak polskiego jak i rosyjskiego patriotyzmu, ale potrzebującym i pragnącym we wszystkich kierunkach postępu, przyniesie to, co się nazywa dobrą administracją, to one się do niej prędko przywiążą i będą jej broniły tak, jak chłop i prostak niemiecki, którzy dali Wilhelmowi II wyssać prawie ostatnią kroplę ich krwi i potu nie dlatego, żeby im szło o wielkość domu Hohenzollernów lub o „Deutschland über alles”, ale dlatego, że niemiecka administracja im dostarczyła masy codziennie odczutych korzyści i wygód, bez których nie mogliby się już obejść. Inaczej mówiąc, czuli się akcjonariuszami ogromnego stowarzyszenia, które im dawało dużą dywidendę…” (coryllus – Piłsudski hipnotyzuje Hipolita Milewskiego)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Piotr Zychowicz: „Pakt Piłsudski–Lenin, czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium”

…Nie w cenie nasza wiedza
Ambicje i talenty
Kupcy orzechy jedzą
I mają wzrok niechętny
Handlarze chodzą z kijem
Prostują słabe grzbiety
A kupcy wino piją
I patrzą na kobiety…

„…wbrew szablonowym demagogicznym twierdzeniom wartość, produkcyjność i twórczość większych narodów nigdzie nie zależała i jeszcze nie zależy od gatunku jego plebsu. Zależy wyłącznie od jego warstwy czołowej, tak zwanej elity, stosunkowo nielicznej; bez jej kilkusetwiekowej pracy i wysiłków ten plebs jeszcze by się składał z prawdziwego stada dwunożnych stworzeń okrytych zwierzęcymi skórami, żyjących pod szałasami z gałęzi, broniących swego życia od drapieżników za pomocą kamieni lub kołów drewnianych. Otóż w końcu XVIII wieku, jeśli plebs kresowy różnił się swoją gwarą domową i po części obyczajami od rdzennie polskiego, to warstwa czołowa i tu, i tam była do takiego stopnia zlana i zrównana, jak się tego jeszcze wtenczas nie zauważało między południowymi i północnymi Francuzami lub Niemcami. – Nawet, i to jest także zjawisko ogólnoeuropejskie u wszystkich większych narodów, ta wschodnia elita polska miała uczucie patriotyczne raczej silniejsze niż zachodnia. Dawał się też u niej zauważyć fenomen, którego po dziś dzień nie można nie zauważyć u innych narodów europejskich, mianowicie: że jakościowo ta elita kresowa przedstawia nie mniejszą lecz raczej większą wartość specyficzną niż wśród ludności od granic kraju bardziej oddalonej

…od jesieni 1920 r., dzięki już opisanemu systematycznemu odpolszczaniu Kresów oraz zbrodniczemu traktatowi w Rydze, dokonywuje się to, co można by nazwać „rozwodem Jadwigi z Jagiełłą”. I to nieodwołalnie, bez możebności przyszłego pogodzenia, bo z jednej strony nikt już temu cieśli senatora Korostowcewa, który jesienią 1920 roku pytał się z przerażeniem, co to za człowiek ten Białorus i skąd on się wziął, nie wyjmie z głowy, że tym Białorusinem jest on sam, i że między nim a Polakiem jest antagonizm nie tylko klasowy (o czym zawsze wiedział) lecz i narodowościowy, a z drugiej strony, kiedy Rzeczpospolita Polska, co jest rzeczą najdalej jednego pokolenia, wyzuje z majątków całą szlachtę polską kresową, wszystkich tych „Niedobitowskich na bastionie wschodnim” Marii Rodziewiczówny, którzy jeszcze się pazurami trzymają tej swojej gleby, co dzień pod nimi się kurczącej jak skóra szagrynowa Balzaka, to z nimi na wieki wieków zgaśnie ten płomień polskości, który się tam wbrew wszystkim gwałtom rosyjskim utrzymywał i nawet rósł aż do czasów ostatnich. Na to, żeby wśród danej ludności wyrobiła się „śmietana” narodowa, potrzebne są liczne pokolenia: na to, żeby wyschła, jak to widzimy obecnie w Rosji, wystarcza jednego…

…Naród polski posiada niezaprzeczony dar szybkiego asymilowania sobie cudzych myśli i metod; bogatą wyobraźnię, dowcip oraz niezwykłą proporcję „spryciarzy”. To już wyklucza myśl o idiotyzmie. Ale potęga i twórczość narodów nie zależą od ich zalet umysłowych, lecz od ich zalet charakteru…

…W 1914 roku dawny legendowy patriotyzm polski, zwykle niedorzeczny lecz zawsze bezinteresowny, był po stu dwudziestu latach daremnych cierpień wyczerpany do dna. Choć wydawano go dalej jako pretekst, lecz podkładem jego była w najlepszym z lepszych razie chęć popisu, a u ogromnej większości bądź u socjalistów-terrorystów, bądź u narodowców różnych odcieni ten niby patriotyzm już nie był romantycznym, lecz utilitarnym, dążącym do opanowania czy gwałtem, czy drogą strategii politycznej „talerza z masłem” w różnych jego kształtach; to pociąga za sobą usuwanie od niego konkurencyjnych firm. Stąd „agentury”, które były, są i będą…” (Fragment tekstu – Hipolit Korwin Milewski. Rozwód Jadwigi i Jagiełły)

podobne: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego. oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?   i to: (Nie)aktualność idei jagiellońskiej.

…Na dachach naszych domów
Posągi obcych bogów
Przed nimi my w pokłonach
Na naszym własnym progu
Przeżyliśmy! – To słowo
Z wszystkiego nas rozlicza
Dozorcy krzyk nad głową
Zapędza nas do życia.

Jacek Kaczmarski „Targ” (muzyka) 

poprzednio: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.

„…Mamy więc samych chrześcijan i narodowców, wydawców i milionerów, którzy popierają ideę polskiej szkoły i marzą o tym, by Polska była wolna. Mamy też dwory i zakładane w nich szkoły, o których mało piszą autorzy z dworów się wywodzący, bo im się ten temat wydaje nudny i nie mają aż takiego poczucia misji, jak socjaliści i ludzie idący z postępem…

…Czy wobec tego uda nam się tu teraz zbudować opozycję pomiędzy bogatymi i oświeconymi członkami społeczeństwa polskiego, wywodzącymi się z gmin starozakonnych, ludźmi sponsorującymi oświatę, ochronki, pisarzy, domy dla robotników, ludźmi całym sercem kochającymi Polskę, a rozwydrzonym ziemiaństwem, które do lisa i zająca strzelało kulą i posyłało trumny do numeru jakichś biednych obsesjonatów, opętanych myślą o śmierci? Jasne, że się nie uda. Już tłumaczę dlaczego. Prócz jednych i drugich istniał tam jeszcze ktoś trzeci, ktoś kogo w początkowym okresie reprezentował wróg Dmowskiego – Piłsudski, ale i on znalazł się w końcu w grupie zarządzanej przez Józefa Bernsteina. Co nie znaczy, że jego macierzysta drużyna została rozwiązana. Przeciwnie, ona się umocniła i została dofinansowana przez innych sponsorów. Należeli do owej drużyny ludzie tacy jak Feliks Dzierżyński, w Polsce, a Rosji zaś Włodzimierz Lenin i Lew Trocki. Potem kiedy się wszystko wymieszało, po wojnie i rewolucji, pojawił się w tej grupie ktoś jeszcze, mało znaczący działacz nazwiskiem Ozjasz Szechter. I on, całkiem niespodziewanie stał się symbolem naszych czasów, a także symbolem opozycji w łonie patriotów polskich, bo co do tego, że Ozjasz był patriotą, nie można mieć żadnych wątpliwości. Wygląda ta opozycja następująco: z jednej strony papa Bernstein, jego czarnoziemy, gorzelnie, jego fabryki kontakty i jego plany jakże budujące, a z drugiej papa Szechter. On też ma plany i budżet, ale jest jedynie jego dysponentem i nie zawiaduje niczym osobiście, my zaś traktujemy go dziś tutaj jedynie jako symbol. Jest papa Szechter częścią wielkie piramidy finansowanej przez tych samych ludzi, którzy załatwili pracę w komisji pokojowej w Paryżu Lewisowi Namier’owi rodem z Woli Okrzejskiej. Być może on sam o tym nie wie, ale my wiemy, bo w książce wybitnego brytyjskiego historyka Normana Davisa zatytułowanej „Orzeł biały, czerwona gwiazda” znajdujemy zdanie: Piłsudskiemu brakowało ogłady intelektualnej bolszewików. Naprawdę, Norman tak napisał, jego miłość do Polski i Polaków jest bowiem znana szeroko w świecie.

Czas pokazał, że wybory papy Bernsteina były niestety chybione, nie rozumiał on bowiem wszystkiego. Nie sposób jednak odmówić mu szczerych intencji. Jego pomyłka co do nadchodzących czasów brała się pewnie stąd, że był zbyt bogaty i czuł się zbyt pewnie. Co innego papa Szechter, on był czujny i wiedział skąd wiatr wieje. Opozycja, którą tu zarysowałem przekłada się na dwie wizje Polski. Wizję demokratyczną i wizję jeszcze bardziej demokratyczną. My zaś możemy sobie wybrać, która nam bardziej odpowiada, oświecona, reformatorska, zasobna wizja papy Bernsteina, który nie wahał się wydziedziczyć swojego syna renegata, czy rewolucyjna i bardziej dynamiczna wizja papy Szechtera. Decydować musimy teraz, nie ma wyjścia, za progiem kolejne wybory.

Nie podoba Wam się, co? Chcielibyście trzeciego wyjścia? Chcielibyście z Zalutyńskim kulą do lisów strzelać? Prowokacje w teatrach urządzać? Toasty z Hallerem wznosić? Niedoczekanie, do nauki…do pracy na rzecz ojczyzny trzeba Was zagonić, wartości pozytywne powinniście krzewić, potęgę kraju budować….Tak właśnie…i jeszcze te, mieszkania na kredyt kupować, w osiedlach dla młodych małżeństw, co nie mają się gdzie podziać. Podobne całkiem do tych co je Wawelberg, ten wydawca Sienkiewicza, w dawnych czasach budował.

Aha, byłbym zapomniał, Polską Macierzą Szkolną kieruje dziś żona znanego działacza narodowego i matka równie znanego działacza narodowego i katolickiego pani Giertychowa.” (coryllus – Żydzi i polski patriotyzm)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Ostatnia chudoba - Aleksander Kotsis

Ostatnia chudoba – Aleksander Kotsis

 

 

 

Reklamy

8 comments on “Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego)

    • Najprostsza z możliwych…
      Wreszcie można poznać prawdziwą przyczynę klęski Polski. To naprawdę nie jest „Bolek” czy ZSRR, bo to są tylko skutki. Kolejne etapy zniewolenia, które zaczęło się od zaszlachtowania szlachty.
      We wszystkich tych etapach powtarza się ciągle ten sam modus operandi… Czemu dał wyraz nie tak dawno Pan Kaczyński „najpierw państwo” (czyli aparat złodziejstwa i opresji).
      To jest jak wirus a reszta (rozbiory, zabory, przegrane wojny, komuna itd.) jest oczywistą i tragiczną w skutkach konsekwencją osłabienia w ten sposób jak to wyraził Kaczyński zdrowej tkanki silnego organizmu jakim była RON.

      Polubienie

      • widzisz sam” Mądralo” – mądry Człowieku tak naprawdę wielu z nas jest zwykłymi zarobionymi ludźmi nie znającymi powiązań, układów…, dlatego łatwo nami manipulować. Oczywiście, że łatwo zauważyć, że Polską nie rządzą Polacy, bo za mało dobrego się w naszym wolnym kraju dzieje, ale w tych małych Ojczyznach…
        Dzięki jeszcze raz, że tak dzielisz się swoją wiedzą i źródłami. Pozdrawiam serdecznie 🙂

        Polubienie

  1. Pingback: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski | Łódź Odysa

  2. Pingback: Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego) | Łódź Odysa

  3. Pingback: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wcią

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s