Leszczyna czyli… coryllus o Młynarskim. Po co nam talent?


„Czy porządek rzeczy stanął na głowie, że człowiek, stworzenie żyjące i rozumne, i przez to Boże, wydaje się sobie wartościowy dopiero wtedy, gdy ma na własność bezduszne przedmioty?” (Boecjusz)

…miał Wojciech Młynarski wiele zrozumienia dla świata, a pewnie i dla siebie i skłonny był wybaczać bliźnim wiele, w odróżnieniu od młodych idealistów. To go zaprowadziło na manowce. Całe życie bowiem występował w swoich pieśniach w obronie wrażliwości zwykłego człowieka przeciwko chamstwu władzy i różnych ciemnych sił. Zapominał tylko czasem, że sam stoi po stronie tego chamstwa, a wynajęli go właśnie po to, by wymyślał atrakcyjne zasłony dla ich brutalności i świństw. Czy my mamy o to do Pana Wojciecha Młynarskiego pretensję? W żadnym wypadku. My go kochamy, tak samo jak kochaliśmy go 20 i 30 lat temu. Tak samo dziś oddajemy mu hołd, bo geniusz pozostaje geniuszem, bez względu na to jakiej sprawie służy. I nie ma żadnego znaczenia, że Wojciech Młynarski bronił Tuska i głosował na Komorowskiego. To są paprochy…

…Odszedł wielki artysta, a przede wszystkim odszedł człowiek rozumiejący melodię języka polskiego i mający do tego języka zupełnie niezwykły słuch i przekonanie. I to był chyba ostatni mistrz obdarzony takimi umiejętnościami. Nikogo już więcej nie mamy. Czeka nas więc prawdziwa bieda…

…Już pisaliśmy do czego służą kryminały, ale jeszcze powtórzmy – do ładowania w mózgi propagandy antywolnościowej. Chodzi o gloryfikowanie policji i dewastowanie małych społeczności, które nie chcą przyjmować emigrantów. Ten sposób musiał wymyślić jakiś znany socjolog, może Bauman, a może ktoś odeń gorszy. I teraz nasz pisarz – Remigiusz Mróz – który nie jest w stanie zrozumieć ani jednego kontekstu, ani jednej frazy z piosenek Młynarskiego, bo jego wrażliwość jest wrażliwością cepa, postanowił dać światu polskiej naśladownictwo tego gówna. I jeszcze zacząć od kłamstwa przy tym. Nie istnieje taki gadżet jak wysyłanie rękopisów do wydawcy. Żeby coś takiego zrobić wydawca musi znać autora i pozostawać z nim w bardzo zażyłych stosunkach, w takich przynajmniej jak swego czasu Jędrusik z Gąsowskim. Nie ma mowy, żeby ktoś wieczorem czytał rękopisy jakiegoś faceta z Wysp Owczych, co opowiada, że jego matka była Polską. To jest odegrane. Numer ten przeprowadzono, po to, żeby wzbudzić zainteresowanie czytelnika, który dzięki działalności Miłoszewskiego, Tokarczuk i Bondy, przyjmuje już wyłącznie końskie dawki emocji. Nic więcej. Do tego dziś służy literatura – do stępiania wrażliwości i dewastowania mózgu. Ktoś powie, że zawsze tak było. Nie zawsze. Wojciech Młynarski jest na to dowodem, całe jego życie i cała jego twórczość. Prawdziwa wielkość istnieje, nie łudźcie się, bo zaprzeczając jej, możecie wpaść w straszną pułapkę i drogo za to zapłacić. Duch bowiem wieje kędy chce. A ja mam całkowitą pewność, że ten cały Remigiusz Mróz, człowiek o wyglądzie małego kotka, porzuconego na klatce schodowej przez złą pańcię, niebawem się o tym przekona. Przekonają się o tym także wydawcy. Oby jak najszybciej cała ta pulpa trafiła do papierni w Konstancinie. Wszyscy powinniśmy się o to modlić. Bo jak ci ludzie zaczną organizować wieczorki i pogadanki o jakości, o języku polskim, o jego używaniu, to po nas. I po Młynarskim przy okazji, bo roczniki poniżej Mroza, już nic z niego nie zrozumieją. O tym, by przejąć się opisem domu Dygatów, jaki zostawił Młynarski, nie będzie już mowy. Z tego zakresu będzie już można liczyć tylko na to, że pisarze przejdą do porównywania sobie genitaliów, nas stawem, pod wierzbą rosochatą, żeby zwrócić uwagę czytelnika i wywołać przy tym nastrój patriotyczny. Co zrobią pisarki, nawet nie chcę myśleć. Póki co jednak posłuchajmy sobie piosenki o leszczynie.” (coryllus – Ofensywa paranoików)

Moje ulubione drzewo – W. Młynarski

Ja tam nie mam uwag do „tłumu” za jego Żywioły… i nie mam problemu ze zgubieniem się w tłumie, jeśli się już w takim znajdę. To rzecz tak naturalna jak pójście na zakupy do popularnej galerii handlowej, albo na koncert i żaden powód do wstydu (chyba że jest to discopolo, albo walka przy koszach na promocje). Ba! Czasem jest to lepsze towarzystwo jak kameralne grono próżnych, przekonanych o własnej wyższości nad tłumem tzw. elit. Takie „zagubienie” jest bardziej uczciwą postawą od tej, kiedy z jednej strony ktoś się od tłumu głośno i pod publikę (czyli aspirując do innego tłumu) dystansuje, a z drugiej zabiega o jego uznanie nie gardząc płynącymi z tego tytułu korzyściami. Czynią to całe stada artystów, ale tak sobie myślę że tylko ci o naprawdę wybitnym talencie nigdy nie pochylali się nad tłumem w ten charakterystyczny dla ludzi niepewnych swojej wyjątkowości sposób… Wskazywali mniej lub bardziej trafnie na wady, ale nie stawiali się w sposób demonstracyjny i z własnej woli ponad.

Nie lubiłem Młynarskiego, ale wiem jak ważne było ujawnienie się (sterowane czy nie guzik mnie to obchodzi) jego talentu… Tak jak Kaczmarskiego czy Szpotańskiego, którzy pozostawili po sobie (WŁASNYM dorobkiem) taką poprzeczkę, że choćby przyszło po nich tysiąc Bond(ów), i pokazały wszystko co mają pochowane tu i ówdzie, to NIGDY nie zajmą ich miejsca… Oni zrobili swoje, i nawet jeśli zrobili to z próżności, a system komunistyczny to wykorzystał (tego nie zamierzam negować i jak najbardziej potępiam), to zrobili przy okazji coś dla innych. To coś to azyl dla potrzeby obcowania z czymś więcej jak nędza wciskanej nachalnie propagandy – seksualno fekalnej pseudo intelektualnej patologii udającej sztukę.

Wojciech Młynarski – Róbmy Swoje

I za ten konkretny dorobek, za tę jedną piosenkę (i za jeszcze jedną) po którą zawsze mogę sobie sięgnąć kiedy czuję taką potrzebę szanuję ś.p. Wojciecha Młynarskiego, i będę o nim pamiętać w modlitwach. Niech mu Pan Bóg poczyta te wszystkie lata życia w ciężkiej chorobie jako pokutę – za tę część działalności w której powierzonych mu talentów używał źle, o czym również pamiętać i wiedzieć należy.

bo choć nie ma Młynarskiego

mówić będą teksty jego

(jak leszczyny prosty szum)

baśń Cogito ergo sum

Odys, 17 marzec 2017

podobne: Kultury dobre i złe, oraz prowokacje i profanacje czyli… obrzydzanie sztuki przez socjalistów. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu oraz: Władysław Panasiuk: Artyści nie z tej ziemi czyli… w pogoni za sławą (i pieniędzmi) oraz o braku “złotego środka” czyli dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…” i to: Bogacz potężniejszy od władców czyli… sztuka dzielenia się pięknem a także:  Prawo do literatury… W połowie „dobry” polecam również: Sebastian Zaradny „Auto(ironiczny)portret” oraz… 5 grzechów poety kontra „poeta duszy”

Albert Henry Collings – The Influences on Man’s Ambitions’ or Life’s Dilemma or Life’s Decisions

Advertisements

5 comments on “Leszczyna czyli… coryllus o Młynarskim. Po co nam talent?

  1. Pingback: Zaśnij (od Bacha) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s