Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”


Ivan Vladimirov - Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

Ivan Vladimirov – Searching for food in the trash bin. 1919. Starving people in Petrograd, 1918

„…W filmiku na youtubie o krótkim życiu towarzysza Yakowa Swierdłowa, który wydał rozkaz zabójstwa Cara Mikołaja II i jego Rodziny w 39 min. podany zostaje spis zawartości sejfu Yakowa Swierdłowa, zmarłego nieoczekiwanie „od grypy hiszpanki”. Spis jest podpisany przez samego Genrika Jagodę. Otóż klasyczny idealista komunistyczny , zresztą nr 2 zaraz po Leninie, zostawił w tajnym sejfie (który musiał otworzyć wyciągnięty na tę okazję z celi „fachowiec”) m.in złotych monet carskich na kwotę 108.525 rubli, jubilerskich detali 705, kredytowe bilety carskie na kwotę 750.000 rubli, pewna liczba paszportów na różne nazwiska, jeden na nazwisko niemieckie. Łącznie złota było prawie 100 kg. A tymczasem włamu dokonano w poszukiwaniu „głowy cara”, którą miał sobie zażyczyć „na pamiątkę”.” (pink panther – 10 stycznia 2017)

Film o dzielnym tow. Swierdłowie (Jakow Swierdłow Krwawy mechanik władzy radzieckiej) unaocznia czym dla władzy lódowej był ploretariat, i do czego tak naprawdę była komunistom potrzebna mantra o „sprawiedliwości społecznej”, „równości” i innych tym podobnych nośnych dla prostych umysłów klasy robotniczej hasłach. Jakiż wstyd musiał trawić tych wszystkich idealistów, kiedy zamiast „romantycznej” pamiątki z bojowych rewolucyjnych dokonań Swierdłowa (zakonserwowanej w słoiku z formaliną), odkryto w jego sejfie dowody na pospolitą bandyterkę i złodziejstwo. Taki to był idealista, na dodatek hobbysta, numizmatyk i podróżnik (biorąc pod uwagę paszporty).

A oto historia Heńka G… czyli dokonania „idealisty” w skali mikro… (Odys)

„…24 maja. Dziś cała krew we mnie zawrzała, kiedy egzekutorzy rozłożyli się u nas w mieszkaniu. Przyszło dwóch nażartych chamów i kazali sobie od razu zapłacić 57 zł i 54 grosze. Nie było ani grosza w domu. To oni nie czekali długo i zaczęli wyrzucać wszystko z szafy na podłogę i zabrali zegar. Matka zeszła z łóżka i zaczęła ich prosić, i płakać, żeby nie zrobili śmieci, i wszystkiego, żeby poczekali, to się przyniesie pieniądze, ale oni odepchnęli matkę i powiedzieli, że jeszcze protokół spiszą, że przeszkadza.. Pożyczono 30 złotych i dano mu, ale on krzyknął „nie wezmę” i odrzucił pieniądze. […]

25 maja. Zwróciłem się do J.K., który jest sekretarzem w Związku Młodzieży Komunistycznej i powiedziałem, że chce przystąpić do „pracy”. […] Chcę walczyć z kapitalizmem, który wydał takich darmozjadów, jak tamci egzekutorzy! […]

23 lutego 1931. Znowu wyciągnąłem pamiętnik, żeby zapisać ważny fakt. Wczoraj byłem w Łazienkach z Lonią i ona sama mi zaproponowała, że jeśli chcę, mogę z nią spółkować. Położyliśmy się na trawie, tam ją wychędożyłem. Ale wśród tego, złapał mnie policjant za kark i podniósł mnie […]. Policjant powiedział, że płacę złotówkę „za obrazę moralności”. Lonia nie przestraszyła się, dała mi 50 groszy i powiedziała, żebym ja też dał 50 gr. I tak zrobiłem. Lonia była potem zadowolona i powiedziała mi, że postąpiliśmy, jak prawdziwi komuniści.[…]

2 kwietnia 1931. Ładna historja z tą Dorką! Przychodze do niej i proszę, żeby mi dała małą pożyczkę, a ona daje mi chętnie 15 złotych i prosi, żebym z nią poszedł na spacer, bo ma mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Schodzimy i ona mi mówi, że spodziewa się wkrótce mieć dziecko! W pierwszej chwili patrzałem na nią jak na obłąkaną, a ona powiada mi, że już była w tej sprawie u doktora i on jej powiedział, że jest w drugim miesiącu. Potem Dorka powiedziała: „Przecież nie zaprzeczysz, że to dziecko jest z ciebie?”. Powiedziałem, że nie jestem wcale pewny, to ona się rozpłakała i powiedziała, że tylko mnie się oddała. […]

7 maja 1931. Dorka popełniła samobójstwo! Ja wiedziałem, że ona nie przetrzyma. Czytam w gazecie o tem i czytam nekrolog – i wcale nie przejmuje się, jakbym ja jej nie znał.[…] Czytam tę wzmiankę i nie czuję żadnego wyrzutu sumienia, ani politowania – jakby była zupełnie obca! Ostatni raz widziałem się z Dorką w ogrodzie[…]

14 marca 1932. Byłem dziś na cmentarzu („szłojszem” po ojcu) i spotkałem matkę Dorki i rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nie może zapomnieć o jej śmierci; i ze znaleziono list Dorki zaadresowany do mnie, gdzie pisze, że ona mnie jeszcze kocha i żebym o niej nie zapomniał nawet po jej śmierci. Byłem szczęśliwy, jak się już ta stara odczepiła ode mnie! […]

 Oto mamy bezpośrednią relację z czasów, gdy owo pokolenie, które tak bardzo nam zalazło za skórę, się, że się tak wyrażę, dopiero hartowało. Mogę się oczywiście mylić, natomiast wydaje mi się, że tu właśnie możemy znaleźć nie jedną, nie dwie, ale wiele naprawdę odpowiedzi na dręczące nas pytania.

No i refleksja druga. Po ciężką cholerę organizacja tak z całą pewnością cwana, jak nowojorski Institute for Jewish Reasearch publikuje tekst tak w gruncie rzeczy antysemicki? Otóż mamy i na to pytanie odpowiedź, w dodatku udzieloną przez samych zainteresowanych we wstępie do wspomnień owego Heńka G. Otóż wedle relacji autorów tego opracowania, Heniek to absolutny wyjątek. Heniek to „człowiek pozbawiony idealistycznych złudzeń, który staczał się w stronę społecznego marginesu. [Heniek, choć trudno mu odmówić inteligencji] był zarazem prymitywny, niedojrzały emocjonalnie, brutalny, ogarnięty obsesją seksualną. […] Być może, że działalność w grupie komunistów (do której trafił w sposób raczej przypadkowy) uchroniła go przed całkowitym stoczeniem się do świata przestępczego, ale z drugiej strony nadała jego brutalnym zachowaniom ideologiczne uzasadnienie”.

A zatem (niesamowite, prawda?) i tu dostajemy odpowiedź na każde nasze pytanie, na każdą naszą wątpliwość. Heniek to wyjątek. Można by wręcz powiedzieć, że klasyczny. Autentyczny klasyk. I to wszystko. Dziękuję.” (toyah)

więcej przygód Heńka G. do przeczytania tu: toyah1.blogspot.com –  Z pamiętnika najmłodszego syna Bencjona Segala

podobne: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

…A zatem plan doprowadzenia powszechnej szczęśliwości do każdego jednego egzemplarza ludu pracującego miast i wsi był generalnie dobry, tylko Heniek i Swierdłow wszystko zepsuli swoją nadgorliwością. Szczerość w ujawnianiu tego typu przypadków ma zaś za zadanie pozbawić nas czujności niczym powiedzonko o piekle co to jest dobrymi chęciami wybrukowane. Cały problem polega jednak na tym że komunizm (tak jak piekło) z zasady był i pozostaje generatorem prymitywizmu i zbrodniczych skłonności. Nic tu nie pomoże idealizowanie i załamywanie rąk nad wyjątkami, bo fakty historyczne krzyczą same za siebie. Milionami pomordowanych w katowniach oraz z głodu. Wrogiem komuny jest bowiem jak na czyste zło przystało sama komuna… (Odys)

„…rosyjskie gangi okazały się po wielkiej wojnie na tyle mocne, a ich członkowie na tyle zdecydowani, że ludzie pokroju Baumana nie mieli z nimi szans. Trzeba by było bowiem dokonać konfrontacji bezpośredniej, a na to nikt nie mógł sobie pozwolić. To co Memches kwituje zdaniem

W komunizmie dostrzega przypuszczalnie ambitne zadanie budowy nowego, lepszego świata, w którym zostaną przezwyciężone wszelkie podziały między narodami i między klasami społecznymi.

Jest w rzeczywistości konfrontacją pomiędzy funkcjonariuszem tajnej policji i propagandy, a oficerem frontowym. Ten ostatni w rzeczywistości przewalających się frontów, masowych egzekucji, nieliczenia się z życiem i mieniem ludzi, powszechnym rabunkiem i brakiem jakikolwiek zasad, poza tą jedną, która stanowi, że rządzi siła, ma po prostu przewagę. I dlatego pan Zygmunt przeżywa swoje rozczarowania, którymi ekscytuje się Filip Memches. Gdyby oficer frontowy był choć trochę mniej brutalny i mniej zdecydowany pan Zygmunt wysłałby go do piachu i dalej opowiadałby o swojej chęci zbudowania lepszego świata

prześledźmy jak realnie wyglądało wychowanie żydowskiej młodzieży, oraz do jakich zadań ją przeznaczano. To jest wielka nauka, którą powinniśmy sobie wszyscy przyswoić. Ja w celu wyjaśnienia tego, celowo ukrywanego fenomenu, nie będę sięgał do żadnych pism laickich uniwersalistów, ale do pięknych i uwodzicielskich powieści. Moimi ulubionymi zaś są te napisane przez kapitana UB Izabelę Czajkę Stachowicz, która nie zrobiła co prawda tak wielkiej kariery, jak jej kolega Zygmunt, ale swoje zasługi miała.” (coryllus – Zygmunt Bauman – żydowski idealista)

podobne: Próbna matura z…. Baumana (sic!), czyli jak „polska edukacja” pomaga kreować „ałtorytety” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

Ivan Vladimirov - В подвалах ЧК

Ivan Vladimirov – В подвалах ЧК

Zestawiając te wszystkie wyznania i fakty w nich zawarte otrzymujemy „prawidłowość” nie do podważenia. Znika idealizm a naszym oczom ukazuje się cała naga prawda o każdym jednym socjaliście i legendzie komunizmu. Który jeśli nie brał bezpośrednio udziału w gwałtach, rabunku i mordach, to tuszował te sprawy albo zajmował się ideową propagandą by wybielać tych „walczących o lepsze jutro” na pierwszej linii frontu. Normalnym ludziom pozostaje czerpać z tych opowieści wiedzę i cytować wszystkim zakłamanym „ałtorytetom”, które również dziś stręczą nam tę „ideologię” z „romantycznym” zadęciem i w nieutulonym żalu, jak to zabrakło zrozumienia i że gdyby nie głupi opór oraz „wyjątki” to już dziś mielibyśmy raj na ziemi.

Jak to napisał toyah – nie trzeba nam produkować żadnych własnych „przemyśleń” o żydach i komunistach (chyba tylko po to żeby zostać zniszczonym jako antysemita) bo sami się ci wszyscy degeneraci przyznają do tego co robili i w imieniu czego. Trzeba natomiast każdemu któremu łazi po głowie bratanie się czy cywilizowanie patologii, która ciągle imponuje jednemu z drugim „oczytaniem” i „kulturą osobistą” z racji zaczadzenia opium „humanizmu”, tudzież z uwagi na „ambicję” „podyskutowania” sobie z Sierakowskim czy innym nawiedzonym, otóż trzeba takim ludziom rzucać w twarz ww fakty i żądać zajęcia jednoznacznego stanowiska, żeby nie udawali durniów co to niby chcą dobrze tyle że kolejny raz „nie wiedzą co czynią”. Albo się wyciąga wnioski z owoców komunizmu/socjalizmu, albo kończy się na ich ołtarzu jako nawóz, zhańbionym do końca świata (a może i na wieczność) za służbę wcielonemu złu. Nie da się bowiem bezkarnie zwalić wszystkiego na Stalina, po czym zaprosić sieroty po nim jak gdyby nigdy nic do wspólnego stołu, by urządzać świat według kolejnego kompromisu, który oznacza ni mniej ni więcej jak ustępstwo wobec zła. Dopóki „lewa” strona nie zrozumie komu/czemu służy i się nie nawróci (nie wyrzeknie) to nie ma o czym rozmawiać… Ich tożsamość jest toksyczna i wroga z samego założenia nie tylko dla polskości, ale całej ludzkości. Traktowanie ich jako równych z uwagi na „demokratyczne państwo prawa” jest nie tylko błędem, ale w swojej konsekwencji zbrodnią, która prędzej czy później zamieni się w przykrą niespodziankę… (Odys)

podobne: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym oraz: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„…Najpierw zrobią z kościoła pomnik narodowy, miejsce zbeszczeszczone i pozbawione duszy, preparat martwy, taki, jakim jest dziś św. Marcin w Neapolu, albo Certosa w Pawji, albo Sainte Chapelle w Paryżu. Mszy nikt tam nie odprawia, modlić się nikt nie będzie; głupi strażnik będzie oprowadzał trzody głupszych jeszcze turystów, którzy kapelusza nie zdejmą, gapiąc się na gro­bowce, albo oglądając relikwie św. Piotra, przeniesione do zakrystii i tam w szklanej umieszczone skrzyni. I to będzie pierwsza faza. Potem pomyślą sobie, że szkoda tak ogromnego gmachu na muzealne jakieś zbiory, i urządzą tu miejsce ludowej zabawy; po kaplicach będą różne sklepy, kupczyki będą pić piwo przed mar­murową Madonną Michała Anioła; wszędzie będą bufety, wido­wiska w kościele, w kopule, a na konfesji apostoła ulicznica śpie­wać będzie nierządne piosenki. W dnie świąteczne orkiestra za­gra kankana monstre na osobnym rusztowaniu za ołtarzem, a jakiś clown przebrany za papieża, otoczony orszakiem histrionów, bę­dzie udawał, że błogosławi naród. To będzie druga faza. Potem potem pokaże się szpara w kopule, więc starą kamienną kopułę zniosą i zastąpią imitacją z żelaza; niedługo jednak spostrzegą się, że nie warto starego gmachu konserwować, więc zrównają z ziemią, założą fabrykę pudrety, a w Chicago zbudują z blachy pomalowanej ogromny model tej bazyliki, aż się sprzykrzy i będzie rozprzedany na bruch.

To będzie koniec

…Za rzecz najgroźniejszą w rewolucji rosyjskiej uważam wypowiedzenie wojny Bogu. Niszcząc ideę Boga, tym samem niszczy się ideę człowieka, jako istoty, noszącej w sobie obraz i podobieństwo Boże. Myślą i duszą człowiek sięga ponad materię; bolszewizm, wypleniając z duszy jego wyższe idealne pierwiastki, deptał ją, plugawił, bestializował. Czy można wyobrazić sobie podlejszy cel? Starałem się to nieraz wykazać, w słowa moje wkładałem całą moc uczucia, naiwnie sądziłem, że niejednemu otworzą się oczy. Były grochem, rzuconym o ścianę, bo kto, powtórzę słowa znakomitego Niemca, ma dziś czas mieć duszę, kogo wzrusza walka o Boga, o duszę?

I słusznie w kołach emigracji rosyjskiej w Paryżu postawiono przed kilku laty kwestię bolszewizmu na nowej płaszczyźnie. „Za­gadnieniem epoki naszej” – mówił prof. Piotr Struwe – „dzielącym ludzkość na dwa przeciwległe i wzajemnie wykluczające się światy, jest wolność, jest uczucie wolności. Jedni ją czują, inni nie. Komu uczucia tego brak, ten jest urodzonym niewolnikiem, i miejsce jego jest w państwie sowietów”. Tę myśl z właściwą sobie siłą i plastycznością rozwinął Miereżkowski: „Brak czucia wolności” – powiedział – „odbija się na obliczu tego, kto go nie zna. On jest czymś zupełnie innym, niż ja jestem, nie tylko du­chowo, ale fizjologicznie, on innymi oddycha płucami. To, czym ja żyję, czym płonę, co kocham, to jego zabija, w atmosferze wol­ności on się dusi. Jesteśmy świadkami powstawania nowego ga­tunku istot; fizycznie są to niby ludzie, moralnie – nie; to antropoidy, stoimy przed straszliwą grozą inwazji antropoidów”.

Zdawałoby się, że elementarne, z naturą człowieka zrośnięte uczucie godności ludzkiej nie zamarło jeszcze, że żyje w tych nawet, co się wyrzekli Boga i duszy. Więc zapłoną oburzeniem, gdy im ktoś pieczęć podłości przyłoży do twarzy i nazwie ich, ponieważ duszą się w atmosferze wolności, istotami tylko fizycznie podobnymi do człowieka, lecz pozbawionymi tego, co człowieka człowiekiem czyni. Gdzie tam! „Zrąb nowej twórczej siły” – czytamy w polskim pisemku komunistycznym – to maszyna przetwarzająca człowieka na obraz i podobieństwo swoje”. Więc zamiast Boga – maszyna, człowiek-maszyna, czy automat, więc „człowiek wyzuty z indywidualności, z sumienia, człowiek z men­talnością szpiega, z duszą kata, a poddany dyscyplinie katorgi”, słowem człowiek spodlony – oto ideał człowieka nowego. Roz­mowę z nim możnaby streścić w następujący sposób: „Czyżbyście chcieli być idiotami moralnymi i nie wstydzicie się tego?” – Cze­go się mamy wstydzić? Co wy zidioceniem moralnym nazywa­cie, jest najwyższym celem historii. Właśnie chodzi nam o czło­wieka bezforemnego, plastycznego, jak glina udeptana, pozba­wionego więzi narodowej, tradycyjnej, pozbawionego wewnętrz­nej autonomicznej więzi moralnej, odpowiedzialnego tylko przed zwierzchnikiem”. Innymi słowy, spodlone, zdziczałe stado ludzi i kij dyktatora, czyniący porządek w tym zdziczałym i spodlonym stadzie

Gdy się imperium Rzymskie rozpadało, zawładnęli nim bar­barzyńcy, ale przyjęli religię i cywilizację ginącego świata. Cywi­lizacja nasza rozpadnie się – przepowiedział to już Ernest Renan – od wewnętrznego barbarzyństwa, i to – dodam – w po­staci najohydniejszej, jaka da się pomyśleć; źle mówię, dotychczas nic podobnego nie dawało się pomyśleć. Przyznawano się do gwał­tów, do okrucieństw, upatrując w tym dowód energii w dąże­niu do celu. Ale kto stawiał świadomie spodlenie powszechne jako cel, kto do własnej podłości triumfalnie się przyznawał?

Przed tym zjawiskiem niechybnego rozkładu i końca stoimy bezsilni i bezradni. Ale trwajmy w oporze naszym. Może jakiś nowy przypadek, zamiast gubić, tym razem uratuje nas.” (magazynzapisz.wordpress.com, Marian Zdziechowski, „W obliczu końca”, Wilno 1938)

podobne: Michalkiewicz o porządkach rewolucyjnych wg. strategii bolszewickiej (na podstawie 6-cio latków i konwencji „CAHVIO”), oraz Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos a także: „Muza nie żyje”: Kiedy sztuka jest wyrazem wysokiej kultury? „Jezus wyszydzony”: Zmaganie się o duszę tego świata polecam również: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu” i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Walka o Kościół to walka o godność osoby ludzkiej (stworzonej na obraz i podobieństwo Boga). Walka z Kościołem prowadzi więc w prostej drodze do usunięcia owej godności spośród poszukiwanych charyzmatów oraz powszechnego użycia, oraz do „zincitatuizowania” sumień (od konia którego Kaligula obrał senatorem) obyczajów i relacji międzyludzkich. Uzależnienia wolnych ludzi od kaprysu „elit”.
Bo władza może być albo święta – w służbie/ochronie owej godności, albo świecka ze wszystkimi tej „świeckości” (oświecenia) konsekwencjami – równaniem w dół aż do zrównania „nieba” z piekłem na ziemi, zgodnie z wolą człowieka który siłą „większości głosów” ogłosi się demokratycznie bogiem… Innej możliwości, jak sama historia pokazuje nie było, nie ma i nie będzie. Kult władzy/siły oparty o „uświęconą” tzw. „prawem” „rację większości” kończy się zawsze tak samo… (Odys)

rys. Andrzej Krauze

„…nie budujmy świeckich panteonów, bo nawet się nie zorientujemy kiedy podmienią nam bóstwa w nich ustawione. Widać to było doskonale po wojnie, kiedy to bohaterów prawdziwych zastąpili Nowotko i Finder.

Dlaczego polska państwowość nie istnieje bez Kościoła lub jest wtedy jedynie namiastką państwowości, jakimś protektoratem? Ponieważ kościół to dziś jedyna jawna organizacja o charakterze uniwersalnym, która głosi dobrą nowinę.

Państwo zaczyna się od doktryny. W czasach, które opisuję w II tomie Baśni, wszystkie prawie kraje w Europie próbowały uciec od doktryny Kościoła lub zawłaszczyć ją i zbudować własną doktrynę o takim charakterze. Państwo bez doktryny nie istnieje. Pamiętajmy o tym. Jeśli nie ma doktryny staje się łupem innych. W XVI wiecznej Europie trzy potęgi, prócz Kościoła miały doktrynę uniwersalną, imperialną, doktrynę nie tyle podboju, co objęcia opieką całego świata. Były to: Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, Turcja i Moskwa, która rozpoczęła swoją karierę od zbierania ziem ruskich, ale wkrótce ją udoskonaliła i została III Rzymem. To są gracze najmocniejsi, nawet jeśli wydają się chwilowo słabi. Tak ich oceniamy po latach. Siłę czerpały owe organizacje właśnie z doktryny. Żeby dokonywać ekspansji wszystkie trzy musiały walczyć z Kościołem. Moskwa miała swój Kościół, więc początkowo jej wojna z doktryną Kościoła Katolickiego prowadzona była na poziomie najprostszym i najbardziej czytelnym. Była to wojna z Litwą po prostu. Turcy walczyli z papieżem, ponieważ, o czym mało kto pamięta, ich doktryna była doktryną cezariańską. Turcy już od czasów seldżuckich mówili od sobie – Rumi czyli Rzymianie. Sułtan zaś był cesarzem Rumu czyli Rzymu. Rzymem zaś był Konstantynopol. Turcy mówili o sobie w ten sposób jeszcze przed podbiciem Bizancjum, a więc ich doktryna i organizacja były celowo i dobrze zaplanowane. Turcja nie atakowała Europy z pozycji barbarzyńskich, ale z pozycji wyższej cywilizacji, która narzuca swoje prawa i obyczaje, słabszym i gorzej działającym organizacjom. Warto o tym pamiętać, bo oznacza to, że nie mogło być zgody pomiędzy papieżem a sułtanem. Nigdy i na żadnej płaszczyźnie. Papież dysponował bowiem konkurencyjnym w stosunku do sułtańskiego Rzymem, którego mógł nie utrzymać bez pomocy wojsk obcych. Tych zaś dostarczali Niemcy, ale robili to nieszczerze i mieli w tym zbożnym dziele konkurencję. Papieże, przynajmniej ci przytomniejsi zadawali sobie sprawę z tego, że walka pomiędzy cesarstwem niemieckim, a Rzymem nie skończyła się nigdy i każdy niemiecki cesarz, chce podporządkować sobie stolicę apostolską, a potem uzbrojony w dwie doktryny; świecką i religijną, obydwie obejmujące cały znany świat, przystąpić do rozmaitych korekt granic i rabunku mienia na niespotykaną dotąd skalę. Byli więc Niemcy ukrytymi, operującymi na bardzo głębokim poziomie sojusznikami Imperium Otomańskiego w walce z Rzymem. W I połowie XVI wieku, którą opisuję w II tomie Baśni polegało to na systematycznym niszczeniu dwóch królestw, które stanowiły dla papieża oparcie na wschodzie, królestw, które nie połączyły się w jedno, choć była taka szansa i przez to obydwa musiały ponieść klęskę. Węgry padły pierwsze, bo znajdowały się na pierwszej linii walki pomiędzy papieżem a sułtanem. Węgry były krajem papieskim, krajem, który swoją doktrynę opierał na łączności z Kościołem. Niemcy zaś chcieli Kościół podporządkować sobie. To się nie mogło udać bez zniszczenia i podziału Węgier. Cesarze gotowi byli dla tej idei podpisać pakty z diabłami siedzącymi w najgłębszych kręgach piekła, nie tylko z sułtanem. I to właśnie się dokonało. Na oczach zdumionej Europy.

Polska, przez obecność na tronie dynastii litewskiej, której relacje ze stolicą apostolską są głęboko nieuczciwe, usiłuje wydobyć się spod wpływu Rzymu nie rozumiejąc, że oznacza to wprost podział kraju i jego rabunek. Niemcy bowiem nie są zainteresowani utrzymywaniem monarchii polsko- litewskiej w całości. Oni ją wręcz ignorują, tak jakby jej w ogóle nie widzieli. Wydobycie się spod wpływów Rzymu oznacza wprost dostanie się pod bezpośredni wpływ Niemców. Oraz Moskwy, która cały czas porozumiewa się z cesarzami. Podział Polski nie dokonał się z kilku powodów, z których każdy znajdował się daleko poza jej granicami. Był także jeden powód krajowy, który jest cały czas lekceważony w opracowaniach historycznych. Nie może tego zrozumieć nawet ktoś taki jak Jasienica. Oto polska szlachta doskonale zdaje sobie sprawę co się wyrabia na świecie i za nic nie chce by władza królów z dynastii jagiellońskiej sięgała tam gdzie nie powinna. Potem zaś, za nic nie chce by na tronie zasiadł Niemiec.

W Europie są też inne kraje i inne doktryny. Jest Francja, najstarsza córka Kościoła, którą niemiecka propaganda tamtych czasów opisuje w barwach najczarniejszych i straszliwych. Francuzi i ich królowie doskonale jednak rozumieją sytuację i doskonale wiedzą, że kraje, które nie posiadają doktryny uniwersalnej są skazane na zagładę. Oni zaś nie mają takiej doktryny, mają Kościół i dynastię. Kościół ten został nie tak dawno podporządkowany dynastii i teraz, w I połowie XVI wieku zanosi się na to, że zginie wraz z nią. Francja więc wkracza do Włoch, by tam stanąć po stronie słabego papieża przeciwko cesarzowi. Akcja ta jest opisywana jako przejaw nieodpowiedzialności i głupoty królów z Paryża. Ci którzy tak piszą są po prostu durniami. Nie można ich inaczej nazwać. Francja toczy we Włoszech uporczywą wojnę o przeżycie, o wszystko. Przegrywa kampanię za kampanią i dalej ładuje pieniądze w te wojny, bo od tego zależy czy kraj przetrwa. Podobnie czynił później król Stefan w Inflantach, tam również wojna toczyła się o wszystko, choć na pozór rzecz wcale tak nie wyglądała. Francji zarzuca się nacjonalizm, tak jakby nie istniało na świecie Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Francja nie może sobie pozwolić w tamtych czasach na doktrynę narodową, bo zginie. Jest jednak ktoś kto może sobie pozwolić na taką doktrynę, ktoś kto konstruuje ją w dodatku tak, że zapewnia sobie i swoim poddanym sukces i bezwzględną przewagę. Tym krajem jest Anglia, która szybko zamienia się w Wielką Brytanię. Brytyjska doktryna podboju nie opiera na na cezariańskich mrzonkach. Anglicy nie chcą sobie nikogo podporządkowywać i brać zań odpowiedzialności przed historią, Panem Bogiem czy kimś jeszcze. Anglicy chcą panować w oparciu o własne wybraństwo, chcą eksploatować inne kraje i zwozić ich bogactwa do siebie. I to właśnie czynią od początku stulecia XVI do roku 1945. Swoją doktrynę zaś opierają na Starym Testamencie i na wybraństwie Żydów. I to oni wygrywają bezapelacyjnie, choć oczywiście mają kilka słabszych momentów. Chcę podkreślić, że w tamtych czasach nie istnieje, jak to się czasem pisze w polskich książkach, żadna polska doktryna narodowa. Gdyby taka istniała zginęlibyśmy, chyba że byłaby ona oparta na wybraństwie analogicznym do tego które pożyczyli sobie od Żydów Anglicy. Szlachta uważa się co prawda za grupę elitarną i wybraną, ale zawsze podkreśla swoją przynależność do Kościoła. Jest więc częścią organizacji uniwersalnej, częścią średniowiecznego jeszcze, zjednoczonego Kościoła. Szlachta, która przystępuje do obozu reformacyjnego zaś, czyni to wiedziona koniunkturalizmem. Liczy na upadek i podział monarchii polsko-litewskiej.

Po co ja to wszystko piszę w dodatku pod tak mało zachęcającym tytułem? Czynię to ponieważ uważam, że to jest właśnie właściwy sposób omawiania spraw dotyczących Polski, historii i patriotyzmu. Sposób, którego nie ukradnie nam żaden tajniak, ani żaden sprzedawca, bo oni są na to zwyczajnie za głupi. Jeśli zaś pozostaniemy przy wywieszaniu flag i machaniu nimi od czasu do czasu, na komendę w dodatku, to będzie z nami naprawdę źle. Uważajmy więc i nie unikajmy trudnych wyzwań. To nas uratuje.” (coryllus – Zdejmijcie flagi, bo)

podobne: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego i to: Od wielkości do śmieszności czyli… różnica między powagą Wielkiej Brytanii a Polski w UE. Czym jest londyńskie „City”, Europa dwóch prędkości i „Exchange Stabilization Fund”. Gdy światem rządzą banksterzy i gangsterzy a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…Wielu ludziom w Polsce i nie tylko wydaje się, że owym źródłem władzy jest jakaś poważna struktura urzędnicza, albo mafijna, albo mundurowa. Co w sumie na jedno wychodzi. To są złudzenia, w dodatku niebezpieczne, bo każda taka struktura może być zlikwidowana w dwa dni, bez specjalnego kłopotu. Potrzebna jest do tego jedynie determinacja i wroga wobec struktury, ale skrajnie wroga i niszcząca, doktryna…

…istniejące do dziś stowarzyszenie „Czaszka i piszczele”, z którego wywodzą się tacy politycy jak George Bush, zainicjowało swoją działalność okradając grób innego charyzmatycznego Indianina – Geronimo. Im także potrzebny był charyzmat. Dobrze bowiem wiedzą ci nowocześni, bogaci i lekko zblazowani ludzie, że bez charyzmatu wszelkie aspiracje do władzy można potłuc o kant sami wiecie czego. Warto w tym miejscu zapytać, dlaczego oni po prostu nie poszli po błogosławieństwo do tego swojego kościoła tylko rozkopywali groby biednych Indian, którym wcześniej ukradli ziemię. To chyba jasne? Bo ich charyzmat nie ma nic wspólnego z kościołem, ani z tamecznym, ani z Kościołem Katolickim

Co na to Polacy?…

…chcą być nowocześni i uważają, że będą tacy poprzez realizację swoich, całkowicie nie przystających do realiów aspiracji. Polacy utrzymują, że ich polityczna tradycja, tradycja Unii polsko litewskiej, koresponduje z politycznym projektem nazywanym Unią Europejską. To jest absolutna brednia i fałsz, a widać to choćby po tym, że w Unii polsko-litewskiej chodziło o to, by obywatele posiadali coraz więcej i bogacili się wskutek tego posiadania, w tej zaś nowej unii chodzi o coś przeciwnego. O to, by posiadanie było dla obywatela ciężarem oraz o to, by miast bogacić się obywatel zadłużał się coraz bardziej w banku

…Piewcy fałszywego, aspiracyjnego charyzmatu, wierzą także, że istniało coś co nosi dziś roboczą nazwę „polityki jagiellońskiej”. Chodzi o to, by pod jednym berłem zgromadzić jak najwięcej krajów Europy środkowo wschodniej. Pisząc „berłem” szydzę, bo wiadomo, że nie ma mowy o berle, za to jest mowa o parlamencie, procedurach, strukturach, koafiurach i całej reszcie. Otóż nie było żadnej polityki jagiellońskiej. Ową nicość maskuje się w podręcznikach historii fałszywym i oślizłym potworkiem językowym, czyli sławną „polityką dynastyczną Jagiellonów”. Cóż to jest polityka dynastyczna? To jest budowanie złudzenia, że będąc półpogańskim, dzikim Litwinem, zdeprawowanym przez włoskich pederastów i zadłużonym po uszy, można przeciwstawić się niemieckim bankom, cesarzowi, który swoje charyzmaty bierze wprost z Rzymu, Turkom uważającym się za nowych Rzymian od czasu zdobycia Konstantynopola, oraz miastom takim jak Gdańsk, Lubeka, czy Nowogród Wielki, które dyktują ceny zboża na świecie. To są niemożliwe rzeczy proszę Państwa. Polityka dynastyczna Jagiellonów jeśli nawet przyjmiemy, że istniała, polegała na mniej lub bardziej chętnym podporządkowywaniu się decyzjom silniejszych. Po upadku zaś Węgier w roku 1526 Jagiellonom pozostało już tylko słuchanie co mówi do nich cesarz, albo Turcy, albo Gdańsk, a najczęściej na słuchaniu tego co mówi do nich Albrecht Hohenzollern. To co dziś w Polsce nazywa się „polityką jagiellońską” jest w istocie polityką Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, a raczej Jana Zamojskiego, bo Zygmunt III był organicznie niezdolny do prowadzenia działań politycznych. Polityka ta oparta była o charyzmat Kościoła, w dodatku o ten najważniejszy, czyli misyjny, którego realizacją zajmowały się najważniejsze w Kościele struktury – zakony. W naszym przypadku chodziło o Jezuitów. I to był szalenie ważny moment, bo od razu widać było, że wszystkim w kraju się polepszyło, a ci co mieli słabsze albo oszukane charyzmaty dostali ataku wściekłości. Początkowo ruchy zmierzające do likwidacji charyzmatycznej Rzeczypospolitej były rachityczne, ale w końcu stały się nieco bardziej zdecydowane, a prawdziwych rumieńców nabrały one w roku 1648, kiedy to – jak piszą współcześni mędrcy – zbuntowali się Kozacy i chłopstwo, bo szlachta ich gnębiła i nie chciała utrzymywać kozackiego rejestru, w liczbie 30 tysięcy wojska. Ciekawe co by powiedzieli ci wyrozumiali pseudobadacze, gdyby dziś ktoś im kazał utrzymywać bandę najemników, ot tak na wszelki wypadek, bez żadnej gwarancji, że najemnicy ci nie zdenerwują się bezczynnością i nie napadną na kraj, który im płaci. Albo, że ktoś nie przebije stawki, albo, że oni sami nie zażądają więcej, bo się będą nudzić. Albo, że nie sprowokują wojny z sułtanem jak to już nie raz bywało, bo ile można siedzieć i czekać aż coś się zacznie.
Jeśli już mówimy o buncie biednych, oszukanych Kozaków, porównajmy wpierw pewne liczby. Sicz zaporoska była osadą liczącą stale mniej więcej 3 tysiące mieszkańców, samych mężczyzn. Chmielnicki zaś wyprowadził w roku 1648 w pole aż 17 wielkich pułków, czyli około 50 tysięcy ludzi. Skąd on ich wziął mili Państwo na tych dzikich polach i jakimi drogami oni tam doszli? Toż pielgrzymka ta widoczna być musiała z kosmosu. Ważniejsze zaś pytanie brzmi: kto za ich obecność w szeregach armii Chmielnickiego płacił. Skąd wzięły się pieniądze na te zaciągi. Bo oczywiste jest, że były to zaciągi, a nie żaden spontaniczny bunt oszukanych szeregowców.
Dziś jak widzimy nie jest tak łatwo, albowiem sytuacja różni się znacznie od tej z XVII wieku. Oto wtedy na unię polsko-litewską napadli w kolejności wymienionej: Kozacy, Moskwa, Szwedzi, Węgrzy. A kiedy już się wszystko uspokoiło i szło na lepsze, przyszli jeszcze Turcy. No, a teraz my wraz ze Szwedami, Węgrami, Niemcami oraz całą resztą próbujemy przekonać Kozaków, że powinni się do nas przyłączyć. Nie wysyłamy do nich jednak już jezuitów z sakramentami, których oni zabijali, ale posła Kowala. Jemu proponuje się grzecznie udział w programie kulinarnym, ale to wszystko na razie. O przystąpieniu do unii mowy nie ma bo jak powiedziałem sytuacja jest inna i Chmielnicki z Krzywonosem dziś są na nic. A do stracenia jest znacznie więcej niż wtedy. Dobrze o tym wiemy. No i charyzmaty już nie te.” (coryllus – O fałszywych doktrynach i fałszywej historii)

podobne: Skąd się wzięła Ukraina czyli Rusi Czerwonej rys historyczny, i co to są „granice etniczne”. Nie karmić niedźwiedzia! i to: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. oraz: Jacek Drozd: „Sarmacki Katyń” – bitwa pod Batohem (czerwiec 1652) a także: cynik9: Kulminacja cyklu wojny w 2014. Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie  polecam również: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. Polscy i ukraińscy żołnierze w mołdawsko-rumuńskim batalionie sił pokojowych. „Der Spiegel”: Rosja nie planuje nowej ofensywy we wschodniej Ukrainie i jeszcze: Rok po wyborze Poroszenki Ukraina pogrążona w chaosie. PostMajdanowa (DE) oligarchizacja i Samobójcze prawo serii  oraz: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

Polityka mi wisi dorodnym kalafiorem.
Błogosławieni cisi i ci, co pyszczą w porę.
Historia mnie nie bierze, literatura nudzi.
Ja tam już w nic nie wierzę, a już na bank – nie w ludzi.

Adam Wycichowski niewolnik

Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!

A jak się urządzili ci z władz i z opozycji?
Ten bił, a tego bili – obydwaj dziś w policji.
Więc żaden mnie nie skusi na byle ćmoje-boje.
Błogosławieni głusi i ci, co słyszą swoje.

Nawet drzewa, by przeżyć, korzenie
Zapuszczają głęboko pod ziemię.

Katabas kirchę wznosi nie dla nas, a dla Pana.
Więc jakby sam się prosił by z glana kapelana.
Mnie tego nikt nie wrzepi, ja chcę mieć święty spokój.
Błogosławieni ślepi i ci, co widzą w mroku.

Nawet drzewa rosną w ciemnościach
W dupie mają – na czyich kościach.

Dla mnie się liczy kasa, kwatera i gablota.
Jak trafię skórę – klasa – pierogi wyłomotam.
Wykaże test, żem HIV-nik, to w żyłę – i odjadę.
Błogosławieni sztywni i ci, co żyją z czadem.

Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.

Jacek Kaczmarski – „Odpowiedź na ankietę Twój system wartości”
4.2.1995

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania oraz: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ i to: dwa cytaty z coryllusa i jeden z Kaczmarskiego. „A Ty siej…”

Reklamy

21 comments on “Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

    • To historia która wciąż się powtarza, stąd cała „trudność”.
      Ja już nie mogę patrzeć na infantylne świętowanie narodowych tragedii i rocznic „niewiadomoczego”. A najgorsze jest to bicie piany przez polityków na głowach zindoktrynowanych rodaków, którzy historię znają z telewizyjnej i szkolnej propagandy… za którą daliby się niemal pokroić, czym zarażają kolejne pokolenia. „Chocholi taniec”

      Lubię to

      • to taka trudna historia… rządzący…podcinający skrzydła narodowi… Europa miks :(, a chochoły… to my!
        pozdrawiam dobrze, że piszesz!

        Lubię to

      • Nie udawajmy że coś w naszej historii jest trudnego albo ciężkiego poza tym że banda oszustów na tym żeruje. Wystarczy poprawiać jak się słyszy głupoty, albo przynajmniej odmawiać ich słuchania. Nie przytakiwać bezmyślnie. To też dużo.
        Jeśli oczywiście komuś zależy/potrzebuje bo inaczej źle się czuje 🙂

        Ja tylko wyszukuję 🙂 i dobrze że jest gdzie. Pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

      • zmęczeni wiązaniem końca z końcem dają się ogłupiać, jednostki traktowani jak dziwaki i krzykacze rządzą… nie tylko w polityce. Niestety prawda jest trudna jak ludzie. Wyszukuj, zawsze czegoś się dowiem … czy wydaje mi się, że mniej optymistycznie teraz patrzysz na naszą teraźniejszość? Wszystkiego dobrego:), nie chciałam Cię zarazić swoimi lękami, choć niezmiennie się boję, a otaczają mnie chochoły :(, a więc tylko w małych Ojczyznach wytchnienie 🙂 pozdrawiam 🙂

        Lubię to

      • Patrzę cały czas tak samo krytycznie, tyle że bez emocji, i bez lęku.
        Po prostu pewne historie które czułem podskórnie a nie potrafiłem nazwać w końcu nazwać potrafię. Dzięki temu jestem niepodatny na propagandę. Zamiast się z patologią konfrontować (walczyć z wiatrakami) po prostu unikam ich toksycznego „towarzystwa” (osób, opinii, książek, tekstów).
        Małe ojczyzny to jest właśnie to. Bo kto sobie własnoręcznie kawałka Polski nie zbuduje, albo nie odnajdzie takiego bez oglądania się na innych, a zwłaszcza na tzw. „elity” ten nie zazna nawet odrobiny „ojczyzny”, ani dobra na tej ziemi.
        I nie chodzi tu tylko o polityczne „elity”, ale przede wszystkim różnych „guru kultury”, jej twórców i przetwórców, a także kołczów co w psychice grzebią i tylko szukają niteczek za które mogliby pociagnąć karmiąc własną próżność a czasem nawet nienawiść prując przy tym duszę drugiego człowieka. Każdy z nas jest inny i nie ma co marnować czasu na złote środki i plany tworzone przez innych ludzi. Jeden jest tylko lek na całe zło i zagubienie 🙂
        Szkoda trochę tego zmarnowanego czasu i energii, ale w końcu na tym polega nauka. Wszystko się w jakiś sposób przydaje, żeby zdać sobie sprawę dla jakich idei i ludzi w małej ojczyźnie miejsca już nie ma. Czas pożegnać się ze starymi nawykami, które dawały jakąś tam satysfakcję i przyziemne zadowolenie. Trzeba iść naprzód i nie oglądać się wstecz.
        Dixi! 🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • gdy przeczytałam książkę o Wierze Gran i poszłam śladami Jej wspomnień …do budowania kultury powojennej… ręce mi opadły i głowa też… nie ma szansy Janko Muzykant 😦
        Bardzo Cię podziwiam 🙂

        Lubię to

      • „Janko Muzykant” to też niezły archetyp 🙂 Nelson mający wymusić kaca moralnego, i żerujący na emocjach bunt przeciwko kapitalizmowi (kapitalistom). Tak jak „Ludzie bezdomni”, „Siłaczka” i inne podobne. Większość tej tzw. literatury dewastuje ludziom mózgi i umiejętność realnego postrzegania rzeczywistości…
        I to się dziś odgrzewa w kolejnych pokoleniach pisarzy, którzy się pochylają nad nędzą i patologią, epatując z chirurgiczną precyzją jej okropieństwami i błędnie/fałszywie wskazując „burżuazyjną moralność” za winną zgnilizny i wszystkiego złego… Liczy się „wolność, równość, braterstwo” i oczywiście relatywizm (każdy ma prawo mieć rację, a piękno i dobro rozumieć po swojemu – cóż za logika).
        Nie ma czego podziwiać naprawdę (nie zawstydzaj mnie 🙂 ). Nie aspiruję do przewodnictwa i zakazywania czy nakazywania komukolwiek czegokolwiek. Każdy jest niejako skazany na samodzielne rozliczenie się ze swojej „wiary”. To że czasem w dyskusji wychodzą na wierzch moje poglądy (to normalne, bo każdy się kieruje jakimś systemem „wierzeń i wartości”) nie oznacza że mam ambicje wpływania i zmieniania czyjegoś myślenia na moją modłę. Cieszę się gdy znajduję „pokrewieństwo”, w innym wypadku nie jestem po prostu zainteresowany dalszą znajomością… nie ma sensu za każdym razem wysłuchiwać pretensji i konfrontować się z nimi. Wolnoć Tomku 🙂 jak to mówią. Bóg uczynił nas ludźmi wolnymi

        Polubione przez 1 osoba

      • Myslalam o wspolczesnych JANKACH MUZYKANTACH już nie biednych, ale bez układów… Ja wychowywalam się właśnie na wspomnianwj lekturze i dlatego tak się boję… Jeszcza Antek, Anielka… potem Pozegnanie z Marią i inne smutasy 😦 no tak, ale wiekszość moich rowieśników miala to w nosie i mają się dobrze!
        Moje poglady różnią się od Twoich, ale mam nadzieję, ze mnie nie skreślisz z listy znajomych 😉 Chętnie będę czytac dalej 🙂

        Lubię to

      • Jak uczy historia tzw. „sukcesu” w tej branży, żaden POWAŻNY „Janko” bez układu (akceptacji przez układ) nie miałby odpowiedniej promocji i nie zrobiłby kariery 🙂 Niewielu jest takich których stać by z własnej kieszeni i poza układem stworzyć własną i w dodatku na przekór modzie i trendom markę (na poważną skalę – bo o tym rozmawiamy, o wpływaniu na społeczeństwo/naród w skali makro, poza własnym blogiem czy lokalną społecznością rodziny i znajomych)

        „wiekszość moich rowieśników miala to w nosie i mają się dobrze!”

        Właśnie dlatego że mieli to w nosie 🙂 o ile nie wpadli pod koło postępu na innych odcinkach – spoza tzw. „klasyki”. Chodzi o to że dziś nikt nie musi czytać tamtych lektur (poza przykrym szkolnym obowiązkiem) żeby zwariować /pobłądzić, a efekt jest ten sam. Zmieniły się tylko (a może raczej wyostrzyły/wyspecjalizowały) gusta i potrzeby. Jakie „produkty kultury” są dziś modne i mają największy wpływ widać już na pierwszy rzut oka po krótkiej analizie „topten” sprzedaży i popularności branży filmowej, muzycznej i książkowej.

        Nigdy Ci Twoich poglądów nie wypominałem prawda? Zwłaszcza że nie wiem jakie one są 🙂 Do tej pory udało się jakoś (szczęśliwie) ominąć ten temat, choć rozmawiamy dość szeroko za każdym razem 🙂 Znaczy że można.
        Nikogo nie skreśliłem (ani nie wyganiam), co najwyżej ograniczyłem odwiedziny, lekturę i komentowanie w kilku miejscach „nie z mojej bajki” (bez żalu, pretensji, oburzenia czy rozczarowania które kiedyś mi towarzyszyło)

        Polubione przez 1 osoba

      • No to się cieszę, lubię Cię odwiedzać… i mam nadzieję szlifować swoje myśli… język się czasem rozszaleje, ale klawiatura pozwala zwolnić… 😉 Miłego wieczoru 🙂

        Lubię to

  1. Pingback: O Mac(a)ronie nawijanym na uszy czyli… „kolorowa” przyszłość po wyborach we Francji | Łódź Odysa

  2. Pingback: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu | Łódź Odysa

  3. Pingback: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) | Łódź Odysa

  4. Pingback: Przyzwoitość, moralna wina i moralni sprawcy czyli… kto i dlaczego w czasie wojny „bał się bardziej Polaków niż Niemców”. Reinefarth, Dirlewanger, Kamiński. „Workhouse” jako brytyjski wkład w „państwo opiekuńcze&

  5. Pingback: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) | Łódź Odysa

  6. Pingback: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) | Łódź Odysa

  7. Pingback: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością | Łódź Odysa

  8. Pingback: Konfiskata rozszerzona, donoszenie na samego siebie do fiskusa, ekologia (nie)podległości i inne „dobre zmiany” zasad życia w komunie… czyli „sekretne życie drzew” i „Młody las” (Kaczmarskiego) | Łódź Odys

  9. Pingback: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wcią

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s