O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością


rys. Andrzej Krauze

„…dwa obecnie najważniejsze obszary dyskusji politycznej są ze swej istoty fikcyjne. I jak każda fikcja zwalniają do obowiązku myślenia oraz zastanawiania się naprawdę nad tym co robić, jak robić i jakie są okoliczności brzegowe. Animatorzy dyskusji barykadowej i lewicowo-prawicowej czuję się w swoich rolach świetnie, bo albo ze szczętem już zgłupieli, albo ktoś ich przekonał, że tak właśnie trzeba. Myślę, że nie pieniędzmi bynajmniej, ale dobrym słowem i równie fikcyjnym co owe dyskusje wyróżnieniem, jakimś takim mianowaniem na intelektualistę…

… Każdy członek organizacji „oddolnej” marzy o tym, by stać się członkiem organizacji „odgórnej”, bo dobrze wie, że w strukturach sprofilowanych i zaprogramowanych na osiągnięcie szybkiego sukcesu nic takiego jak tenże sukces nie nastąpi. Istotną bowiem funkcją organizacji oddolnej jest jej jak najszybsze podłączenie do jakiejś innej struktury mającej budżet i kierowanej przez kogoś „z pomysłem”.
Organizacja musi mieć lidera, a ten lider musi mieć cojones czyli jaja jak się mówi u nas w Polsce i to jest warunek powodzenia organizacji oraz jej wiarygodności…

W blogosferze głównym zajęciem „jastrzębi” wzywających lud na barykady jest właśnie szukanie ludzi z cojones, wręcz ich typowanie. (…) Oni zasypiając wyobrażają sobie jak pędza z mieczem na tłumy gorzej uzbrojonych i słabszych pod każdym względem wrogów, pierzchających przed nimi w popłochu. Oni wierzą w to, że można pokonać rząd przelewając cudzą krew na ulicach, wierzą w to, że ludzie zdesperowani miast milczeć i przeżywać swoje upokorzenie w samotności wyjdą na ulicę pełną prowokatorów i ruszą z kamieniami w rękach w kierunku siedziby Donalda Tuska. To są projekcje szkodliwe i po prostu zdradzieckie.
Konflikt pomiędzy lewicą i prawicą jest także konfliktem fikcyjnym. Został on dawno temu zbudowany wokół kwestii własności. Ci co mieli byli prawicą, a ci co nie mieli – lewicą. Chcieli oni ponadto zmiany stosunków społecznych tak, by było na odwrót – niech prawica nie ma, a lewica ma. Chcieli jednym słowem takiego prawa, które usankcjonuje rabunek. I to się im udało. Nazwano ten przekręt rewolucją – to była wersja hard, albo demokracją – wersja soft. I teraz prawica nie ma, a lewica ma. Własność jednak nie jest już tym wokół czego koncentrują się różnice polityczne. To jest złudzenie pracowicie utrzymywane w blogosferze i publicystyce. To jest złudzenie wprost przeznaczone dla aspirujących członków organizacji „oddolnych”. I dla nikogo więcej

W ogólnym rozrachunku chodzi o takie pojęcia, które zapewniają ideologiczną ochronę własności dużych i wpływowych grup, oraz – jednocześnie – kwestionują prawa do własności grup innych i czynią z tej ich własności balast ściągający członków tych grup na samo dno. To jest właśnie walka polityczna w wydaniu soft. Teraz spróbujmy sobie wyobrazić co się stanie kiedy ona się zaostrzy. Ona się już zaostrza a poznajemy to po coraz większym zadłużeniu, w które ludzie popadają z dnia na dzień. Kiedy już dług przekroczy masę krytyczną zacznie się – tak myślę – wielka windykacja. W skrócie WW. I wtedy dojdzie do prawdziwego kryterium ulicznego, na które bynajmniej nie czekają ci co głoszą jego potrzebę dziś. To będzie takie kryterium, którego oni nie chcieliby widzieć w najczarniejszych snach, ale może się zdarzyć, że zobaczą. I niestety nie dojdzie wtedy do zmiany władzy przez ludzi, ale do czegoś wręcz odwrotnego – do zmiany ludzi przez władzę…” (cdn.)

„…Do poznawania rzeczywistości, o czym mimo licznych w kraju uniwersytetów nie każdy wie, potrzebne są narzędzia. Nie chodzi mi oczywiście o takie narzędzia jak piła motorowa czy kielnia. Chodzi mi o metodę. Narzędzia bywają dobre i złe. Można je wykorzystywać właściwie lub na opak, można nawet – chcąc wprowadzić ludzi w błąd – sprzedawać im narzędzia, które do niczego się nie nadają, ale wyglądają bardzo dobrze i ludzie wierzyć będą, że one posłużą im właściwie.

Jeśli na przykład chcemy dowiedzieć się czegoś o socjalizmie i komunizmie, jego celach i metodach poszukujemy pism socjalistów i komunistów, czytamy je i zdobywamy potrzebną wiedzę. Dowiadujemy się z tych pism, że socjaliści chcieli dobrze, a komuniści jeszcze lepiej albowiem bolał ich niesprawiedliwy podział dóbr i chcieli je podzielić od nowa. Tak to z grubsza wyglądało. Jest to oczywiście kłamstwo, które zostało wielokrotnie skompromitowane, ale wraca ponieważ od ostatniej kompromitacji minęło dużo czasu i ludzie wszystko zapomnieli, a do tego dorosły nowe roczniki, którym można sprzedawać dawne komunistyczne utopie w nowym europejskim opakowaniu i oni to kupią. Są młodzi, ideowo lub konsumpcyjnie nastawieni do życia i leniwi jak jasna cholera, a podprogowy przekaz komunistów – być może ich najważniejszy przekaz – jest taki: nie będziesz się musiał chłopie narobić, a wszystko ci samo łatwo przyjdzie. O trudzie i walce komuniści mówią tylko na początku, potem jest już tylko konsumpcja owoców zwycięstwa, czyli vodka and ogórcy…” (coryllus – Vodka and ogórcy albo czytajcie literaturę postępową!)

podobne: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy).

„…W Sejmie trwają zażarte spory o katastrofę smoleńską – kto ma „krew na rękach”, a kto „kompromituje nasz kraj”, albo o ripostę prezesa Kaczyńskiego na uwagę jakiegoś posła, że skoro PiS nie zastosowało siły podczas grudniowej blokady sejmowej sali plenarnej, to jest „ludzkim panem” – na co prezes Kaczyński ripostował, że owszem, „bo my jesteśmy panami, w odróżnieniu od innych”. Jak widzimy, są to dialogi bardzo podobne do tych, jakie w powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza „Kariera Nikodema Dyzmy, prowadził z Dyzmą Zorż Ponimirski: „Jaki pan”? Pan to jestem ja! Rozumie osoba?”

Tymczasem wicepremier Mateusz Morawiecki, („nasz Balcerowicz jest lepszy!”) przedstawił swój wiekopomny „plan” wprowadzenia Polski na szlak wiodący ku świetlanej przyszłości. Na ponad 300 stronach snuje marzenia, jak ta świetlana przyszłość ma wyglądać i rzeczywiście – wizja jest nawet ciekawa, a właściwie byłaby – gdyby nie pewien point faible w postaci finansów. Otóż trudno się zorientować, za jakie pieniądze – a potrzeba będzie, bagatela! – 2 biliony, czyli dwa tysiące miliardów złotych! – te marzenia zostaną zrealizowane. Wprawdzie autor z dużą pewnością siebie wspomina o „dotacjach” i „kredytach”, ale wygląda mgliście, jakby pisanie na wodzie, podczas gdy nie widać oznak odblokowywania narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego szczelnie przez kapitalizm kompradorski, postępującą biurokratyzację państwa i niemiecki projekt „Mitteleuropa” w roku 1915.W tej sytuacji musimy zadowolić się zapowiedzą, że od 1 marca wchodzi z życie regulacja, zgodnie z którą policja skarbowa będzie mogła bez zapowiedzi wtargnąć do mieszkania podejrzanego podatnika, żeby przyłapać go w ten sposób na jakimś gorącym uczynku – bo jużci wiadomo, że nikt nie jest bez grzechu wobec Boga ani bez winy wobec cara. W ten oto sposób zaczyna powoli wyłaniać się odwrotna strona medalu rządowych programów rozdawniczych, przy pomocy których PiS nie tylko próbuje zapewnić sobie ponowny sukces wyborczy, ale – co jest skutkiem o wiele poważniejszym – wprowadza państwo w jednokierunkową ulicę, z której nie ma odwrotu…” (Stanisław Michalkiewicz – Europejskie i krajowe dialogi na cztery nogi)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. oraz: Co „prawdziwa prawica” Kaczyńskiego szykuje dla przedsiębiorców i reszty Polaków i to: Stan Tymiński: Nowy program PIS – populismus über alles i to: Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro a także: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i jeszcze: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS polecam również: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

„…Jeśli ktoś chce – dla przykładu – zdewastować gospodarkę na obszarze tak dużym jak Rzeczpospolita Obojga Narodów. Gospodarkę, która za pośrednictwem Gdańska, utrzymywała prosperity Niderlandów, powinien zakwestionować stosunki własnościowe panujące na tym obszarze, określić je jako niesprawiedliwe, wymagające reformy czy czego tam, a także wystąpić w imieniu klasy upośledzonej domagając się poprawy jej losu. To raz. Dwa – ta sama siła – osoba lub organizacja – powinna wskazać winnego czasowo występujących obniżek koniunktury (za które sama odpowiada, albowiem celem jej jest dewastacja wspomnianego obszaru) i domagać się identycznej reformy, ale w imieniu grupy, która aspiruje do władzy na omawianym terenie. Władza zaś, jak już ustaliliśmy, to po prostu kontrola kanałów dystrybucji. Mamy więc dwie siły krajowe, które za pomocą obcego charyzmatu podcinają gałąź na której siedzą. Jedni – biedacy – chcą podziału ziemi, drudzy – bogatsi pośrednicy lokalni – chcą wyeliminowania organizacji zajmujących się pośrednictwem w skali globalnej, czyli żydów po prostu. Tak wyglądała, wygląda i będzie wyglądać istota lewicy i prawicy w Polsce i na świecie. Są to organizacje i formaty głęboko niesamodzielne, z czego rzecz jasna nie zdają sobie sprawy. Kiedy im się to wypomina zwykle dostają szału i sięgają po noże i rewolwery. Kiedy wspomniane organizacje z zewnątrz doprowadzą już swój projekt do końca, złożą pośrednikom globalnym nowe propozycje, a ideowych przeciwników obszaru, który był celem ich bandyckich działań wepchną wszystkich razem do wora i wydadzą komuś, kogo akurat wyznaczyli na strażnika zdewastowanego terenu, na przykład towarzyszowi Stalinowi. Ten powybiera z worka co potrzebniejsze jednostki, gotowe na różne ustępstwa, a całą resztę, razem z workiem rzuci na podwórko, i każe swoim pachołkom tłuc w ten worek kijami, póki się zawartość nie przestanie ruszać.

O tym, by obie zasilane z zewnątrz organizacje pogodziły się, albo za wartość nadrzędną uznały rację stanu, czyli dobro przyszłe pokoleń żyjących w dobrobycie na terenie I i II RP, nie może być nawet mowy, a to z tego względu, że ten prosty komunikat – dobro przyszłych pokoleń – uwłacza inteligencji i aspiracjom liderów tych organizacji. Oni dążą ku wyższym celom i gotowi są w imię ich realizacji doprowadzić do każdej katastrofy, którą później określać będą jako prawie sukces, albo niepełny sukces, albo będą wspominać, że po tej katastrofie jakiś brytyjski generał czy polityk powiedział na ich temat dwa cieplejsze słowa…” (coryllus – Dobre przykłady z Niemiec czyli prosty mechanizm)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego a także: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji.

„…Najbardziej irytującą cechą władzy jest jej arogancja. Jeśli więc oczekujemy na zmianę ekipy Tuska, mamy prawo przypuszczać, że ci nowi będą się zachowywać inaczej niż tamci, bo po to na nich w końcu głosujemy. Mamy prawo przypuszczać, że minister nie będzie wręczał nagród swojemu bratu, a profesor Legutko przyjmie założenie, że ludzie jednak wiedzą co ten Platon napisał o demokracji i jak to się ma do naszych dzisiejszych okoliczności. Jeśli jednak on tego nie rozumie, a uporczywie nam tego Platona wciska, zachodzi obawa, że to co tam jest napisane profesor Legutko traktuje serio. I tu już nie ma miejsca na żarty. Jeżeli złożymy sobie bowiem to co tam stoi czarno na białym w tych dialogach z wypowiedziami ministra Morawieckiego, a także z tym co o wolności i państwie mówi Jarosław Kaczyński oraz z różnymi drobnymi lapsusami, takimi jak wycofanie się z pozwolenia na wycinkę drzew, to zaczyna się robić dziwnie. Dlaczego nasze dyskusje o demokracji mają być oparte o pisma tego starego doktrynera? Czy nie możemy porozmawiać o naszej, rodzimej demokracji szlacheckiej? Nie. To byłby grzech najcięższy. Gdybyśmy choć pisnęli o tej demokracji prof. Legutko spaliłby nas wzrokiem. Popatrzyłby tak mądrze i przenikliwie jak jeszcze nigdy mu się to nie zdarzyło, nawet a parlamencie europejskim i byłoby po nas. Musi być Platon, a to z tego względu, że wszyscy w środowiskach, w których akurat Legutko przebywa tego Platona kojarzą i wiedzą, że każda o nim wzmianka czyni ich lepszymi ludźmi. Jedno zaś nawet wspomnienie o demokracji szlacheckiej degraduje ich i spycha na samo dno towarzyskiego piekła. No, tak, ale przecież ten Platon chciał normalnie oszukiwać ludzi, dobierać ich w pary pod przymusem i odbierać dzieci rodzinom. I żeby wszyscy mówili do wszystkich wujku i ciociu…..Chciałbym zobaczyć minę Legutki, kiedy jakieś obce dziecko mówi do niego wujku. Może się doczekam. Albo do Morawieckiego, to byłoby jeszcze lepsze…

…jakiś człowiek w Grodzisku został skazany na milionową grzywnę za wycinkę drzew na swoim terenie. Sąsiedzi na niego donieśli. Naczytali się Platona, przemyśleli go dokładnie i polecieli zawiadomić straż miejską, bo facet wbrew dobru państwa, czyli ich także wyciął swoje drzewa na swoim terenie. I ja się już teraz zakładam o co chcecie, że wcześniej ci sami ludzie składali na niego donosy w straży, że liście z tych drzew lecą im na posesje i oni nie mogą tego wytrzymać, a także skarżyli się na to, że drzewa te rzucają cień, przez co u nich cały dzień nie ma słońca na podwórku i ich mały piesek jest z tego powodu smutny.

Ja nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić nawet, że ktoś za wycinkę kilku drzew zostaje skazany na milionową grzywnę. Co on ma zrobić w takiej sytuacji? To jest nie do zapłacenia przecież. Znaleźliśmy się w okolicznościach jakie panowały w Anglii za dobrego króla Henryka II z dynastii Plantagenet, kiedy to kastrowano chłopów za złowienie w sidła zająca. A wszystko to czyniono rzecz oczywista dla dobra państwa. U nas nazywa się to trochę inaczej, mówi się o tym dobro demokracji. Bo demokracja jest dobrem nadrzędnym…” (coryllus – Dlaczego Polacy wierzą w demokracje?)

podobne: Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej) w ramach inżynierii społecznej. Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. oraz: Czy „500 zł na dziecko” to polityka prorodzinna czy też marnowanie pieniędzy rodziny? Dzieci rodzą się z miłości a nie z pieniędzy! a także: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym. polecam również: Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy

Najbardziej nieznośne jest biadolenie zmieniających się u władzy demokratów nad upadkiem powagi państwa, którego dokonali rzecz jasna poprzednicy, choć następcy robią dokładnie to samo. Czasem się zastanawiam czy ta bezczelność nie jest rodzajem jakiegoś opętania. Bo jak inaczej nazwać zuchwałe i z premedytacją łamanie 7 i 10 przykazania (które wielu z nich oficjalnie poważa), oraz posługiwanie się szatańską ideologią która demonstracyjnie podważała (i nadal podważa) wynikające z owych przykazań prawo własności?

Sposób w jaki ci „dobrodzieje” zabierają się za zarządzanie już nie tylko gospodarką, ale i światopoglądem prowadzi prostą drogą do usankcjonowania bolszewickiej tradycji masowego donosicielstwa, oraz pielęgnowania zawiści wobec stanu posiadania bliźniego. Dzięki temu władza sprowadzi na swoich obywateli plagę roszczeniowców (ofiar państwowego rozdawnictwa i zaboru), których rodzice nie będą już w stanie wychować na ludzi przyzwoitych, bo w zasadzie ich prawdziwymi rodzicami i autorytetami będą politycy i urzędnicy kierujący się tzw „prawem” i „przepisami” które ze sprawiedliwością niewiele mają wspólnego. Etatystyczno-socjalistyczna czereda, która od dziesięcioleci – a biorąc pod uwagę ideową tradycję „oświecenia” i „humanizmu”, od stuleci – z wyćwiczoną do perfekcji miną zatroskanego o naród społecznika/cudotwórcy od szklanych domów/elektrycznych samochodów, kupuje sobie całe pokolenia młodych ludzi za pieniądze ich rodziców, sprzedając im bajki o raju na ziemi i równym udziale w dobrobycie (tudzież w „zrównoważonym rozwoju”), który nastąpi rzecz jasna wtedy kiedy się na czeredę zagłosuje – a ona tych co posiadają i wytwarzają legalnie obrabuje, czyli rodziców i dziadków tych dzieci, za które potem czereda zmuszona jest przejąć budżetową odpowiedzialność.

Tylko patrzeć jak wujek Legutko i inni będą jeździć od miasta do miasta by tłumaczyć swoim wychowankom że w budżecie skończyły się pieniądze, i młody gniewny nie dostanie na nowego smartfona (a ci ambitniejsi na mercedesa – elektrycznego oczywiście). I to jest ta „wesoła i optymistyczna” wersja przyszłości, bo jak historia uczy bardziej realna wydaje się koncepcja utworzenia dla wszystkich tych „sierot” obozów pracy pod nadzorem organów siłowych („Workhouse” jako brytyjski wkład w „państwo opiekuńcze”). Stąd właśnie wynika silna potrzeba/tradycja powoływania przez lewicę tajnych policji i agentur, oraz tworzenia przyjaznej (patriotycznej) atmosfery dla donosicielstwa i inwigilacji… Tu nie chodzi o żadne poczucie bezpieczeństwa obywateli, ale o potrzebę kontroli strzyżonych i ochronę „umiłowanych przywódców” przed rosnącym niezadowoleniem niewolników. Więcej tu: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem…(Odys)

„…agentury raczej nie lokuje się w środowisku gospodyń domowych, tylko tam, gdzie rozmaite pomysły przekształcają się w obowiązujące prawo, a więc – w konstytucyjnych organach państwa, następnie tam, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, tam, gdzie decyduje się o śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu nie, tam, gdzie wydaje się wyroki, czyli w niezawisłych sądach i wreszcie tam, gdzie kształtuje się masowe nastroje, a więc w niezależnych mediach głównego nurtu, przemyśle rozrywkowym i innych środowiskach opiniotwórczych. Dysponując tak uplasowaną agenturą można nie tylko ręcznie sterować wszystkimi segmentami państwa, ale nawet wszystkimi segmentami życia publicznego…

Ta agentura nie podlega już żadnej lustracji, bo nawet gdyby dokumenty dotyczące jakiegoś konfidenta znalazły się w Zbiorze Zastrzeżonym, to Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która ma ostatnie słowo w sprawie ich ujawnienia pod pretekstem dbałości o „bezpieczeństwo państwa”, z całą pewnością do ujawnienia tych dokumentów nie dopuści. Oczywiście „bezpieczeństwo państwa” to tylko taki pretekst, bo tak naprawdę chodzi o utrzymanie i umocnienie wpływu bezpieczniackich watah na struktury państwa, o utrwalenie okupacji państwa przez bezpieczniackie watahy…

…trzon aktualnej agentury WSI został zwerbowany już w „wolnej Polsce”, zatem dotycząca jej dokumentacja jest poza wszelkimi „Zbiorami Zastrzeżonymi” i poza Instytutem Pamięci Narodowej, który w związku z tym zaoferował nam odgrzewane kotlety. Nie przeczę, że i nimi można się pożywić i jeszcze długo opinia publiczna będzie skwapliwie zbierać każdy okruszek – ale one nie mają już większego, a być może nawet żadnego wpływu na okupację państwa przez starych kiejkutów. Tymczasem czy stare kiejkuty występują pod szyldem Wojskowych Służb Informacyjnych, czy pod jakimś innym – to przecież zwerbowana przez nich agentura pozostała na swoich miejscach. Nie tylko pozostała, ale w dodatku ci wszyscy agenci doskonale pamiętają, kto postawił ich na tych eksponowanych miejscach, komu zawdzięczają pozycję społeczną, polityczną i materialną i jako ludzie inteligentni, spostrzegawczy i sprytni, zdają sobie sprawę, że dalsze pozostawanie na tych miejscach, a nawet możliwość przekazania pozycji społecznej swemu potomstwu, zależy od przetrwania fundamentu, na którym ta cała misterna konstrukcja się opiera. Dlatego, chociaż zmieniają się szyldy, agentura wie, komu winna lojalność i posłuszeństwo…

…Dlatego właśnie teraz, kiedy zostaliśmy poczęstowani odgrzewanymi kotletami, warto wrócić do pytania, czy częściowe ujawnienie Zbioru Zastrzeżonego stanowi dowód odejścia od niepisanej zasady konstytuującej III Rzeczpospolitą: „my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych” – czy też nową formę starego kopania się po kostkach – ale nie wyżej! Sprawa wydaje się warta zastanowienia tym bardziej, że chociaż powołani na świadków przez sejmową komisję badającą sprawę Amber Gold prokuratorzy i sędziowie są niezwykle małomówni i jeszcze mniej spostrzegawczy, to jednak z tych przemilczeń i z tej niewiedzy wyłania się wyraźny obraz, że jakieś Moce musiały te wszystkie sądowe marionetki wprawiać w ruch i nagle zatrzymywać w bezruchu. Najwyraźniej jednak Komisja zauważenie tych Mocy ma surowo zakazane, skoro na liście świadków nie ma ani jednego generała, ani nawet – żadnego pułkownika.” (Stanisław Michalkiewicz – Odgrzewane kotlety)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?) i to: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości” polecam również: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu a także: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?  polecam również: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

„…Ludzie, którzy przeżyli pierwszą Solidarność, utożsamianą przez nich z walką o niepodległość, a potem rozpoznaną u zarania swego jako prowokacja tajniaków, siedzieli po więzieniach, ukrywali się, cierpieli i doczekali drugiej Solidarności, której przywódcą został odpasiony solidnie Lech Wałęsa. Nie mogłem uwierzyć, kiedy go zobaczyłem po tych 9 latach. Tak się zmienił. Druga Solidarność też była karnawałem, od początku wszyscy mówili o tym, że jest fajnie. Były różne eventy i fiesta, walił się system. Nie było jeszcze GW i knebla medialnego, był Tygodnik Solidarność i różne pisma, gdzie można było mówić i pisać co się chce. Wydarzenia te dziś nazywamy oszustwem, zdradą lub jakoś podobnie. Mówią tak ludzie pierwszej Solidarności, którzy zostali oszukani przez swoich kolegów…

Ale kto ich oszukał? Esbecja? Nie tylko, także wszyscy ci, którzy uważali się za sojuszników Polski na arenie międzynarodowej. To oni dogadali się z agentem Bolkiem, to oni wyłożyli pieniądze na GW i inne rzeczy.

Jadwiga Chmielowska opowiadała, że pomoc dla Solidarności z samej tylko Kalifornii wynosiła 2,5 miliona dolarów. Tyle, że została wykorzystana przez kogoś innego, nie wiadomo dokładnie przez kogo. I znowu, kiedy zaczynam rzecz drążyć słyszę odpowiedź – byliśmy młodzi. Ok, w porządku. Ale dziś nie jesteście.

Jak więc wy wszyscy, którzy przeżyliście tamte wydarzenia, wy których oszukano dwa razy, wy ktorym zmarnowano życie w sposób perfidny i chamski, możecie wzywać dziś ludzi młodych lub tylko młodszych od was do tego by popełniali te same błędy? By pakowali się w ten sam syf, w tę samą oszukaną narrację, która jest od początku do końca przez kogoś przygotowywana. Bo tak to już działa, że wszystko się planuje. Tylko ostatnim głupkom wydaje się, że rzeczy dzieją się same. Jak możecie wierzyć, że tym razem się uda? Skąd wam się to bierze? Z zazdrości? Nie ma czego zazdrościć. Nie mamy etatów, nie mamy lat pracy, nie mamy perspektyw, nie mamy nic poza naszymi dziećmi i domami na kredyt. Ja nie mam kredytów czym się szczycę, ale zawdzięczam to tylko i wyłącznie swojej pomysłowości. Nie będziemy mieli emerytur, prawdopodobnie poumieramy w nędzy. Skąd w was te pomysły? To przekonanie, że ulica jest miejscem, gdzie można odnieść sukces polityczny? Ja chcę to wiedzieć.

…słyszę, że łażenie po ulicy jest czynem patriotycznym. Bo możemy się policzyć. W domach też możemy, jeszcze dokładniej. Poza tym będziemy poza okiem władzy, która ani nas nie policzy ani nie rozpozna. Patriotyzm dziś jest tak samo oklapły i tak będzie tak samo nieskuteczny jak ten z roku 1980, o którym opowiadała Jadwiga Chmielowska. Strajki solidarnościowe i bibuła, bibuła i strajki solidarnościowe. Lęk przed prowokatorami, których było pełno. Władza trzymała łapę na wszystkim. – Dlaczego się nie kontaktowaliści ze sobą? – Byliśmy młodzi. Dlaczego nie wierzyliście jeden drugiemu? Baliśmy się prowokatorów. A dziś co? Prowokatorzy wymarli? Przeżywacie drugą młodość? Walki politycznej nie toczy się metodami proponowanymi przez przeciwnika. To jest zabawa, uczestniczą zaś w niej ludzie, którzy uwielbiają podniecać się w grupie. Nic więcej tam nie ma. Czasem mam wrażenie, że w tym wszystkim chodzi o to, by wreszcie móc rozdawać krzyże walecznych za rozlepianie ulotek. I o nic więcej.

I jeszcze raz o prowokacji – ludzie pierwszej Solidarności bali się jak ognia tych całych prowokatorów. Myślę, że trzy razy na dzień powtarzali jeden drugiemu słynną maksymę Piłsudskiego o prowokatorach uaktywniających się w czasach kryzysu. Potem zaś – kierując się zdrowym instynktem i logiką wybrali na przewodniczącego związku Wałęsę, a jego zastępcą zrobili Borusewicza. Taka jest mentalność ludzi kierujących masami i w masach upatrujących źródło sukcesu politycznego” (coryllus – O ojczyźnie rzeczywistej i urojonej)

„…Tymczasem generał Jaruzelski szykował się do podjęcia sławnej „suwerennej decyzji”, czekając, aż wyrośnie mu „wielka piącha”, która znokautuje zaplutych karłów reakcji. W rezultacie po czyśćcu stanu wojennego nadeszła jutrzenka swobody w postaci naszej młodej demokracji, w której polska wspólnota rozbójnicza zastrzegła sobie 65 procent politycznego wpływu, pozostawiając historycznemu narodowi Polskiemu zaledwie 35 procent. Taki parytet został zatwierdzony przez mocarstwa ustalające kształt nowego porządku politycznego w Europie, który miałby zastąpić rozsypujący się porządek jałtański. Wiele wskazuje na to, iż najtwardszym jądrem politycznego konfliktu, jaki wstrząsa naszym nieszczęśliwym krajem, jest utrzymanie zatwierdzonego w Magdalence parytetu na kolejne 25, a może nawet 50 lat. Krótko mówiącchodzi o to, czy nadal ma obowiązywać demokracja kierowana, której zasady ustanowiono przy „okrągłym stole”, czy też demokracja spontaniczna. Przypomnę, że demokracja kierowana polega na tym, że obywatele wprawdzie głosują – ale zgodnie ze wskazaniami starszych i mądrzejszych, podczas gdy demokracja spontaniczna polega na tym, że obywatele głosują, jak chcą…” (Stanisław Michalkiewicz – System edukacyjny nadal duraczy)

„…Solidarność, nie powstała w roku 1880, ale rok wcześniej. Jej utworzenie związane jest z nieugiętą postawą niejakiego Kazimierza Puchewicza, którego źródła opisują jako młodzieńca posępnego i niedostępnego. Górował Puchewicz nad Waryńskim, swoim partyjnym oponentem, metodycznością i zamiłowaniem do ciężkiej pracy. Tak nam to opisują w założonym przez Leona Wasilewskiego czasopiśmie „Niepodległość”, które za cel postawiło sobie opisywanie najnowszych dziejów Polski. To jest dość zaskakujące połączenie – Puchewicz i najnowsze dzieje Polski, a mamy tu na myśli czas od roku 1877 – ponieważ w deklaracjach ideowych Kazimierza Puchewicza nie ma ani słowa o Polsce, narodzie, niepodległości i innych tak bliskich wielu ludziom pojęciach. Jest za to wiele o zniesieniu własności ziemi i fabryk, które mają być przejęte przez robotnicze stowarzyszenia. Bystry czytelnik łatwo się domyśli, że w czasach kiedy Puchewicz zakładał swoją Solidarność w opozycji do Waryńskiego i jego programu terroru, nie istniało jeszcze pojęcie związku zawodowego. O przymiotnikach „niezależny” i „samorządny” także nie było mowy. Mamy więc te stowarzyszenia robotnicze, które miały przejąć fabryki i mniejsze zakłady, a potem zarządzać nimi tak, by wszystkim żyło się lepiej.

Z czyjego polecenia działał Puchewicz nie możemy dziś odgadnąć, albowiem źródeł do jego działalności pozostało bardzo niewiele, sama zaś Solidarność liczyła ledwie piętnastu członków i została szybko zlikwidowana przez żandarmerię. Możemy przypuszczać, że Puchewicz nie był wcale rzeczywistym oponentem Waryńskiego, a jedynie oponentem fikcyjnym. Człowiekiem, który miał za pomocą prostego i mętnego bardzo programu sprawdzić jakie są rzeczywiste nastroje wśród robotników w Królestwie. Gdyby było inaczej guru polskiego socjalizmu – Stanisław Mendelson – nie pisałby o Solidarności w swojej gazecie „Przedświt”, której celem było rozdymanie do niewyobrażalnych rozmiarów każdego, najmniejszego nawet wyczynu socjalistów w Warszawie. Gdyby Puchewicz nie był fikcją wymyśloną po to, by poprowadzić rozpoznanie walką, Mendelson załatwiłby go tak samo jak załatwił Szymona Diksztajna i Marcina Kasprzaka oskarżając go o współpracę z Ochraną. Puchewicz zaś został aresztowany, skazany na osiedlenie w Zachodniej Syberii, ale ostatecznie wylądował w Dęblinie, w twierdzy, w celi, gdzie stał wielki kaflowy piec. Przesiedział tam trochę, ale okazało się, że ma gruźlicę i go wypuszczono. Potem znów go aresztowano, ale znów wyszedł, ze względu na zły stan zdrowia. Nie zapisał żadnej właściwie karty w dziejach socjalizmu i nikt o nim nie wspominał od wielu lat do dziś, kiedy to moja skromna osoba pochyliła się nad jego nielekkim losem…” (coryllus, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Partya Robotnicza Solidarność)

„W gruncie rzecz biorąc cały spór polityczny w Polsce toczy się o to, kto będzie dziedziczył sukces Solidarności. To jest jedyna doktrynalna i ideowa jakość, którą współczesne elity traktują w miarę serio. Stąd ten cały kontredans wokół Wałęsy i stąd te kreacje z czasów PO, ta cała Krzywonos i reszta. Jako człowiek, który nigdy z Solidarnością nie miał nic wspólnego trochę się dziwię. Fakt pozostaje faktem, to jest jedyny moment, który oni traktują serio. A zatem uznać należy, że wierzą oni w to, iż to Solidarność obaliła komunę i dzięki działalności tej organizacji runął mur berliński oraz zawalił się ZSRR. Przyznam się Wam, że to jest potworne.

Dyskusje zaś dotyczące tradycji politycznej toczą się wokół tego, kto dłużej spał na styropianie, albo dlaczego Macierewicz z Naimskim usiłują wykluczyć Onyszkiewicza z Czarnej jedynki. Może być jeszcze – czy Wałęsa był bohaterem czy tchórzem. Ja wiem, że stanowczo za często używam tej metafory, ale to się samo narzuca – skrzynka pocztowa na dworcu, faceci w czerni i gromada malutkich kosmitów modląca się do starej karty rabatowej z pizzerii. Spór ten bowiem w istocie dotyczy tego, kto przez najbliższe dziesiątki lat będzie łgał na temat naszej historii i wkręcał kolejne pokolenia w pułapkę bez wyjścia. Oskarżając rzecz jasna wszystkich innych o to, że są agentami Moskwy. Jeszcze trochę tego dobrego i epitet – agent Moskwy stanie się w Polsce komplementem, na tron zaś w glorii i chwale powróci Leszek Miler.

To jest nurt podstawowy – zawłaszczanie tradycji lewicowej, która nie ma już komu podkradać, a jednakowoż dalej chce uszczęśliwiać ludzkość redystrybucją dóbr. Jak może nie wszyscy wiedzą, walka o to, kto będzie jedynym i prawym dziedzicem tej tradycji jest walką na noże, bo też i jest o co powalczyć – chodzi w końcu o władzę opartą na instytucji tajnej policji. Bez tego przecież lewicy nie ma. Władzę sponsorowaną z zewnątrz, bo po jednym roku rządów lewicowych, bez względu na to kto rządzi, ludzie zaczynają odwracać się w innym kierunku i patrzeć z zaciekawieniem w niebo, na przelatujące samoloty. Niektórzy zaś wierzą, że z tych samolotów leci na nich trucizna. Nawet to jest lepsze, od wysłuchiwania telewizyjnych przepowiedni. Można rzec, że takie jest życie i zamknąć dyskusję. Można rzec, że przecież to tylko polityka w warunkach realnej demokracji, czyli kokieteria wobec mas. Te zaś są dziś tylko w jednym miejscu – przed telewizorem. My tak jednak nie czynimy, dobrze bowiem wiemy, że tradycja lewicowa, czyli juma nie ma dolnej granicy. To znaczy nie istnieje linia ubóstwa, za którą nie można już nikomu nic odebrać…

Tym bowiem zajmują się w wymiarze istotnym partie lewicowe – degradacją osoby ludzkiej, której nie potrafią nadać żadnego znaczenia poza kosumpcyjnym. I nic doprawdy nie wynika z faktu, że raz konsumpcja odbywa się przy wtórze Podmoskiewskich wieczorów, a raz przy wtórze Rozkwitały pąki białych róż…” (coryllus – Kto jest największym bohaterem Solidarności?)

podobne: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu  i to: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. a także: Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów.

„…Biada narodowi i państwu jego, jeżeli siła żywotności w nim za słabą jest, by owładnąć zdołała żywioły ujemne, bo w takim przypadku życie dodatnie zostaje zbezwładnione czyli zneutralizowane siłą ujemną, co daje w rezultacie obojętność narodowego życia, czyli śmierć. Bo na żywiołach dodatnich tylko wznosić się może potęga narodu, gdy w ujemności niema żadnych warunków życia. Zasługi, cnoty i w Bogu uświęcona miłość sprawy powszechnej, są to właśnie owe warunki bytu i życia narodów wolnych, i są to owe żywioły dodatnie, pod któremi rozumieć mamy to wszystko co dobre i wzniosłe i święte. Przewaga zatem żywiołów dodatnich nad ujemnemi daje narodom stan normalny błogości i szczęścia, jakiem Stwórca pragnie obdarzać wszystkie swoje stworzenia.Strona zaś ujemna narodów jest jako grzech pierworodny, który wciągnięty w życie publiczne nie ginie wraz z umierającemi indywidualnościami, ale zlewa się z pokolenia na pokolenie.

Im więcej błędów i grzechów spełnia się wśród narodu, tem słabszą jest jego strona moralna i dodatnia, a silniejszą ujemna czyli grzeszna. I tem bardziej naród taki zbliża się do ostatecznego rozkładu i moralnej śmierci, im więcej przeważa w nim strona ujemna nad dodatnią. Bo tem więcej panuje tam materya i świeckość nad duchem, a w świecie ducha tylko to, co z Boga jest, tylko to, co dobre i wielkie i święte, daje życic trwałe i jędrne i zdrowe, a wszystko, co jeno sprzeciwia się temu dobremu pierwiastkowi, prowadzi do zagłady i śmierci. Te same żywioły, które podkopują dobro powszechne narodu, przcciwią się i Bogu, bo są to żywioły złego ducha, któremu najwięcej zależy na tem, aby przedłużać panowanie swoje kosztem zdrowia i życia utrzymywać i potęgować się mającego w człowieczeństwie i w społeczności ludzkiej.

Potęga i wzrost każdego narodu wypływa z ducha, jaki w nim się wyrabia, gdy dąży do uświęcenia się w pierwiastku najwyższego dobra, a tem samem i do pojednania się z Bogiem. W tym pierwiastku wszechmiłości krzepi się i potęguje duch ludzki, a wszystkie cząstki oderwane zbliżają się ku sobie i łączą w jednym, wspólnym duchu, w jednej społeczności, którą kościołem zowiemy…” (Magazyn ZapiszMarcel Dłużniewski – „Naród i religia” [1861])

podobne: „Nie ma ludzi” i Kisiel wbrew Kotarbińskiemu czyli… bardzo konkretne skutki społeczne religii, moralności, cnoty i nacjonalizmu  oraz: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos i to: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją

„…Do czego służy socjalizm? Tak jak każda herezja służy on do niszczenia konkurencji gospodarczej, która połączona jest z misją Kościoła. Dlaczego socjalizm odniósł sukces w XX wieku, a nie mógł go odnieść wcześniej? Ponieważ nie było półpięterka pomiędzy organizacją państwową legitymizowaną przez bożego pomazańca, a piekłem herezji. Takie ustrojstwo wymyślono dopiero niedawno i nosi ono nazwę „demokracja”. To jest trampolina z której socjalizm i komunizm wybiły się w górę, by dolecieć do stratosfery i zawładnąć połową świata. Demokracja, czyli rządy tajne, rządy trustów i gangów posługując się starą, heretycką retoryką, dążyły do zlikwidowania ostatnich śladów sakralizacji władzy. Polacy, jako demokraci z urodzenia i miłośnicy wolności pomagali w tym dzielnie, albowiem tak się złożyło, że ostatnie legitymizowane przez organizacje religijne monarchie to były monarchie zaborcze. Kiedy już demokracji wspólnie z Polakami udało się je zniszczyć, ta sama demokracja lekką ręką chciała wtrącić Polaków do piekła komunizmu. Całe szczęście coś się w mechanizmie popieprzyło i dostaliśmy, jak mawiał kiedyś Łysiak, 20 lat urlopu od historii. Niestety był to urlop bezpłatny, a my go wykorzystaliśmy całkiem źle.

Co takiego uwodzicielskiego jest w wyprodukowanym przez demokratyczne gangi socjalizmie, że ludzie słysząc o nim głupieją. Oto – mawiają zwolennicy demokracji i socjalizmu, a także wolnych wyborów, gdzie wyborcami koniecznie muszą być pozbawieni wszystkiego i zadłużeni nędzarze – kiedy jest dziki kapitalizm to przepaść pomiędzy bogactwem a biedą ogromnieje i jest nie do zasypania. Człowiek zaś wolny i uczciwy, a także wrażliwy nie może na to spokojnie patrzeć. Musi działać i odbierać bogatym, by dawać biednym ( a dziś musi ratować uchodźców). Teraz rzecz najważniejsza. Taka przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi rzeczywiście rośnie, ale tylko w jednym ustroju – w demokracji. Nie wierzycie chyba w to, że w wilhelmińskich Niemczech robotnikowi żyło się źle. A biograf Waryńskiego, Andrzej Notkowski, pisze nam bez zbędnych ceregieli, że kapitalista w Królestwie Polskim obowiązany był dać robotnikowi mieszkanie i opał na zimę. W demokracji, która bez ceregieli korzystała z taniego, importowanego z Rosji i Niemiec robotnika nędza pojawiała się cyklicznie, po okresie prosperity następował krach i kryzys, a ludzie gotowi byli mordować dla kawałka chleba. Mam tu na myśli USA i wielki kryzys światowy, a także to co nastąpiło po nim czyli new deal. Czasy te poprzedził okres niespotykanej prosperity budowanej rękami robotników cudzoziemskich zwożonych z Włoch, Irlandii, Niemiec i Polski. Jeśli potem nastąpił kryzys, to może jego przyczyną było to, że ci robotnicy, którzy przyjechali do USA w wielkiej masie nie mieli gdzie wrócić, bo ich kraje rodzinne były zdewastowane wojną i rewolucją? A jakby tego było mało, zniknął olbrzymi rynek zbytu w Europie wschodniej. Cała bowiem Europa Wschodnia została, dzięki socjalizmowi zamieniona w obóz pracy, gdzie tania siła robocza dogorywała harując jak zwierzęta…” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – O nowej Baśni raz jeszcze)

podobne: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa oraz: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie 

(cd)”…Konflikt polityczny prawdziwy to konflikt pomiędzy tymi, którzy myślą o wieczności a tymi którzy myślą o spłacie kredytu i wzięciu kolejnego. To jest konflikt głęboki i poważny, ale jego istota jest ukrywana. Jeśli ktoś nie rozumie dlaczego, to trudno. Tłumaczył nie będę. Konflikt ten jest ukrywany pod idiotycznymi dyskusjami o lewicy-prawicy oraz biciu i nie biciu się na ulicy.
Konflikt ten jest najważniejszym konfliktem ludzkości, a jego kolejne odsłony prowadzą do wielkich wojen i wielkich tragedii. Próby łagodzenia tego konfliktu zawsze przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych. Podłożem tego konfliktu jest zawsze gospodarka, ale fakt ten jest także skrzętnie ukrywany.
Wszelkie inne konflikty – w całości nieprawdziwe – służą ukryciu i rozwodnieniu tego właśnie konfliktu oraz odwróceniu uwagi ludzi od tego co jest celem – od ich relacji z Panem Bogiem. To jest rzecz główna. Jeśli uda się z umysłów i serc usunąć wszystko co przez lata narosło wokół tej relacji władza będzie miała do dyspozycji tłumy niemych rabów. Gotowych na wszystko. Po to właśnie, by tę relację człowiek – stwórca osłabić, zniszczyć lub odwrócić na nice – tworzy się konflikty sztuczne. Po to także kreuje się istoty takie jak palikot i rozmaitych charyzmatycznych przywódców z cojones. Niczemu innemu ludzie ci nie służą. Są marionetkami.
Gdzie w takim razie widoki na sukces? Otóż nie ma takiej władzy, która opanowała by wszystkie dziedziny życia, być może gdzieś tam w czasach najdawniejszych jacyś plemienni kacykowie taką władzę mieli, ale to się skończyło. Trwają oczywiście cały czas starania, by do tego stanu powrócić, ale to jest niemożliwe. Nawet komuniści tego nie dokonali, zawsze był jakiś margines wolności. Dziś jest on obecny tym bardziej, ale myśmy zatracili już zdolność do samodzielnego działania i samodzielnego myślenia. Zastąpiono nam to wiarą w jakichś fałszywych mesjaszy z cojones. Trzeba się od tego odwrócić. Ponieważ największym niebezpieczeństwem dla władzy są silne więzi międzyludzkie – więzi rodzinne, własnościowe, więzi wynikające ze wspólnego przeżywania świąt religijnych, one powinny być dla nasz rzeczą najważniejszą. Pisałem już o tym w tekstach o ziemiaństwie polskim. To jest najważniejsze, a nie jakieś mityczne europejskie standardy, o których mówił prezes Mańkowski na wieczorku ziemiańskim w Klubie Ronina. Więzi te, więzi które spajały Polskę ujawniły się w roku 1920 w czasie wojny bolszewickiej. Polska się wtedy ujawniła, bo ona istniała przez cały czas trwania zaborów, szczególnie silnie zaś istniała od roku 1864. To był najważniejszy rok. Rok, w którym zdefiniowana została rola dworu, rola ludzi tam mieszkających, rola ich fortepianów, bibliotek i karabinów. Lata 1864 – 1914 były czasem kiedy definicja ta przechodziła ostatni szlif. Potem zaś historia powiedziała – sprawdzam. Polska zaś położyła karty na stół. To były dobre karty. Ktoś je jednak później podmienił, jakiś szuler.
I my dzisiaj mamy nowe rozdanie. Nie możemy jednak za wcześnie odsłonić naszych kart. Nawet jeśli namawiają nas do tego faceci z cojones, którzy wyglądają na prawdziwych bohaterów opozycji…” (coryllus –  O wodzeniu ludu na barykady)

podobne: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” a także: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem.

Lemingi – Artur Żukow

 

Reklamy

4 comments on “O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością

  1. Pingback: O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią | Łódź Odysa

  2. Pingback: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) |

  3. Pingback: Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę | Łódź Odysa

  4. Pingback: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s