Ile z Irlandczyków jest w Irlandii, czyli mity i fakty na temat zielonej wyspy, oraz o powstawaniu państw czyli podziale zasobów


rys. Żukow

Komu była potrzebna i czym jest tak naprawdę produkt/pułapka „Niepodległa Irlandia”? Czym była (jest?) walka o niepodległość, a raczej kto i po co sprowokował do niej Irlandzkich patriotów. Odpowiedź na te pytania pozwoli z całą pewnością spojrzeć inaczej na słynny kryzys zakończony wielką emigracją… Podobieństwa pod pewnymi względami do sytuacji Polaków po likwidacji Rzeczypospolitej Obojga Narodów nieprzypadkowe, ale jest też o istotnych różnicach… (Odys)

Spotkanie Gabriela Maciejewskiego z czytelnikami. Pretekstem była książka jego autorstwa pt. „Irlandzki Majdan”

„Książka, która próbuje odpowiedzieć na ważne, a nigdy nie zadane pytania dotyczące najnowszej historii Irlandii. Autor zastanawia się jak to jest, że w Dublinie, przed pocztą główną, gdzie w Wielkanoc roku 1916 ogłoszono niepodległość republiki nie stoi pomnik człowieka, który dla sprawy wolnej Irlandii poświęcił życie – Patricka Pearse’a. Stoi tam bowiem inny pomnik, upamiętniający Jima Larkina, związkowca, komunistę, czerwonego gangstera, przewodniczącego komunistycznej partii USA, który nie brał udziału w Powstaniu Wielkanocnym. Co skłania Irlandczyków do honorowania tego człowieka?”

do kupienia tu https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/irlandzki-majdan/

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Po co pracować…czyli Irlandia i jej system pomocy socjalnej i to: „Pod Twoją obronę” w (przed)dzień matki, czyli referendum aborcyjne w Irlandii i Gietrzwałd jako przejaw Maryjnej opieki nad Polską. Chrześcijanie a grypsera a także: „Workhouse” jako brytyjski wkład w niewol… znaczy się w „państwo opiekuńcze” polecam również: Secesja Szkocji ciąży Wlk. Brytanii. Komu niepodległa Szkocja bardziej potrzebna: Szkotom czy może Rosji?

„…Nigdy, poprawcie mnie jeśli się mylę, nie mówi się o planowanym udziale państw nowo tworzonych w gospodarce globalnej. A to jest chyba istotne. Powiem może konkretnie o co chodzi. Żeby powstało państwo żydowskie trzeba było zaplanować jego istnienie w globalnej siatce wymiany, a także stworzyć mu tam miejsce. Oczywiście czyimś kosztem, bo globalna gospodarka zawsze jest strukturą pełną i nie ma tam miejsca na jakieś podboje dziewiczych terenów. Trzeba kogoś okraść, żeby dać komuś innemu. Kogo okradziono w związku z planowaniem państwa żydowskiego? Najpierw Turków, to jasne. Bez rozpadu imperium osmańskiego nie byłoby mowy o państwowości żydowskiej. Jak jednak zaplanowano finansowanie tego państwa, a przecież trzeba było to zaplanować, nie dowiemy się pewnie nigdy. Turcy na osłodę dostali nacjonalizm, republikę i mogli do woli wiwatować na ulicach na cześć Kemala Paszy, który im wmówił, że przegrana wojna jest w istocie wojną wygraną. Turcy stali się europejczykami i ponoć był nawet taki event, że Kemal kazał się im zebrać nad Bosforem, a potem wszyscy naraz zrzucili fezy wprost do wody i założyli eleganckie kapelusze. Nie pytajcie mnie gdzie wyprodukowane, raczej nie w Skoczowie. Turcja stała się więc rynkiem zbytu dla zachodnich tekstyliów i z tego powodu otrąbiła sukces. Turcja stała się więc rynkiem zbytu dla zachodnich tekstyliów i z tego powodu otrąbiła sukces. No, a Palestyna zamieniła się w brytyjski mandat Palestyny. To są sprawy znane, które nie będą nas dziś interesowały. Wiadomo, że każda nowa organizacja potrzebuje jakiegoś samofinansującego mechanizmu. Nie można jej tak po prostu dawać pieniędzy, bo to jest deprawacja i zwiastun klęski. Pieniądze można dawać, w ograniczonej ilości na jakieś polskie powstania, czy coś podobnego, bo to jest inwestycja innego rodzaju i wcale nie niepodległość jest jej celem. Poważna impreza polityczna musi się sama sfinansować. A nie dość tego, musi mieć jeszcze gwarancje na to, że kiedy już ujawni swoje istnienie i okrzepnie nie stanie się, jak Polska w dwudziestoleciu, pariasem poszukującym gwałtownie kredytu i gotowym płacić za ten kredyt monopolami, ale będzie od razu przyjęta do grona państw zasiadających przy najważniejszym gospodarczym torcie. No więc powtórzę – jeszcze wiele do odkrycia przed nami, jeśli idzie o kulisy powstania państwa Izrael. Wiemy, że nie było łatwo, bo negocjacje i poważna komunikacja pomiędzy kontrahentami trwały od roku 1902 a zakończyły się w roku 1948. Po drodze wybuchły dwie wojny, których trudno nie uznać za element politycznych targów dotyczących sposobu osadzenia nowego państwa w światowym ładzie. By państwo to powstało trzeba było ów ład, mam na myśli ład gospodarczy, nie polityczny nieco zmienić. Tak by Izrael mógł spokojnie utrzymać się na powierzchni. Oczywiście dwie wojny załatwiały także mnóstwo innych spraw, mniejszych i większych, ale sądzę, że kwestia powstania państwa żydowskiego, był kluczowym elementem tych targów…” (Coryllus – O sposobach komunikacji stosowanych w polityce)

podobne: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego. i to: Naród wybrany czyli… o Nowym Przymierzu, „herezji” nawracania Żydów i walce z uzależnieniem od (anty)semityzmu a także: Socjalizm w służbie niepodległości czyli jak powstała „wolna Polska” i dlaczego wybito ziemiaństwo (krótka lekcja z historii) polecam również: O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich. i jeszcze: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja

Alegoria I rozbioru Polski, kolorowana rycina z 1773 r. (drugi z lewej król Stanisław August Poniatowski)

Reklamy

„Pod Twoją obronę” w (przed)dzień matki, czyli referendum aborcyjne w Irlandii i Gietrzwałd jako przejaw Maryjnej opieki nad Polską. Chrześcijanie a grypsera


Eduard Veith – Madonna mit Jesus umgeben von Kindern

„…Pius IX był papieżem w czasach bardzo burzliwych. Jego pontyfikat trwał aż 32 lata (1846-1878) i był po św. Piotrze najdłuższym pontyfikatem w historii Kościoła. Papież dość szybko zorientował się jakie mechanizmy czają się za ruchami narodowo-wyzwoleńczymi, bo sam za ich przyczyną stał się więźniem Watykanu. Pius IX był nazywany mianem „defensor Poloniae” – obrońcą Polski. Co dla Nas chyba nie bez znaczenia 28 stycznia 1863 r. potępił zdecydowanie wybuch powstania styczniowego, o czym został poinformowany w czasie audiencji Ludwik Orpiszewski, który był wysłannikiem Władysława Czartoryskiego – emisariusza dyplomatycznego Rządu Narodowego. Z drugiej jednak strony Pius IX podczas powstania zwrócił się do cesarza Franciszka i Napoleona III o pomoc dla naszego kraju.

Wiele lat później – 6 czerwca 1877 przyjmując pielgrzymkę polską, wygłosił do niej mowę, w której zawarł słowa: „miejcie nadzieję, wytrwałość, odwagę i módlcie się, a ciemiężcy wasi runą i Królestwo Polskie powróci”.

Dokładnie trzy tygodnie później miało miejsce pierwsze objawienie w Gietrzwałdzie…

Czy to był czysty przypadek? Moje krótkie dochodzenie prowadzi do wniosków, że wcale tak być nie musiało.

Otóż w dniu narodzin – 13 maja (ach ten 13 maja!!!) 1792 roku – Jan Maria Mastai Ferretti, bo tak nazywał się przed wstąpieniem na tron papieski Pius IX, został przez swą matkę poświęcony Niepokalanej Dziewicy. Jednym z jego pierwszych papieskich dokonań było ogłoszenie dogmatu wiary, że Najświętsza Maryja Panna była całkowicie wolna od grzechu pierworodnego, od pierwszej chwili Jej poczęcia.

Oto jak w swej książce pt. Pius IX opisuje niezwykłe okoliczności tego wielkiego wydarzenia prof. Roberto de Mattei:

„Wszyscy obecni potwierdzili, że w chwili ogłoszenia dogmatu oblicze Piusa IX skąpane we łzach, rozświetlił snop światła, który zstępował z wysokości (…).  Monsignor Piolanti, który zbadał świadectwa składane przez obecnych tam wiernych, potwierdza, w świetle swojego długiego pobytu w Bazylice Watykańskiej, że w żadnym okresie roku, a tym bardziej w grudniu, nie jest możliwe, aby promień słońca wchodził przez któreś z okien i oświetlał jakąkolwiek część absydy, w której znajdował się Pius IX. (…)
Pewna zakonnica zapytała kiedyś papieża, co czuł w chwili ogłoszenia dogmatu, a sam Pius IX odpowiedział: „To, czego doświadczyłem i co poznałem, ogłaszając ten dogmat, jest tak wielkie, że żadne ludzkie słowa tego nie wyrażą. Kiedy zacząłem obwieszczać dekret dotyczący dogmatu, obawiałem się, że mój głos będzie zbyt słaby, aby usłyszał go niezmierzony tłum (50 tysięcy osób), który tłoczył się w Bazylice Watykańskiej. Ale kiedy doszedłem do formuły zdefiniowania dogmatu, Bóg nadał głosowi swojego Zastępcy taką moc i siłę nadprzyrodzoną tak wielką, że rozbrzmiewał w całej Bazylice. Byłem tak wzruszony tą pomocą Bożą, że musiałem wstrzymać na chwilę przemówienie, aby dać upust łzom. Poza tym, kiedy Bóg obwieszczał dogmat ustami swojego Zastępcy, objawił mojej duszy poznanie tak przejrzyste i tak ogromne niezrównanej czystości Najświętszej Maryi Panny, że jak w przepaści zatraciłem się w głębi tego poznania, którego żadne słowa nie są w stanie opisać, a moją duszę wypełniła niewypowiedziana rozkosz. Rozkosz, która nie jest z tego świata i można jej doświadczyć jedynie w niebie. Żadne szczęście, żadna radość ziemska nie jest w stanie dać nawet namiastki tej rozkoszy; i nie obawiam się stwierdzić, że Zastępca Jezusa Chrystusa potrzebował specjalnej łaski, aby nie umrzeć ze szczęścia pod wrażeniem tego poznania i tego uczucia nieporównywalnego piękna Niepokalanej Maryi”.

To tak krótko, o samym papieżu i jego niezwykłych relacjach z Matką Boską.

A teraz zanurzmy się na chwilę we fragmentach lektury, w której Pius IX dopomina się o swoją armię – armię chrześcijańskich matek.

Pierwszy urywek będzie traktował o lekturach. Cała Szkoła Nawigatorów i w sumie także „makulektury” są zbudowane na czytaniu, więc przeczytajmy:

„…ważna wskazówka i napomnienie dotyczy lektury. W czasach dzisiejszych ludzie lubią czytać. Nawet dzieci. To zamiłowanie lektury wyzyskują synowie tego świata, którzy według słów Pana Jezusa: „mądrzejsi są od synów światłości” by z niebywałą gorliwością za pomocą pism wpajać swe przewrotowe idee i zamysły w mózgi i serca ludzkie, zarzucając świat prawdziwą powodzią Książek, czasopism, gazet i ulotek. Ta powódź pism, pochodząca po większej części od ludzi usposobionych wrogo do Chrystusa i Kościoła, stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla wiary i chrześcijańskich obyczajów, szczególnie u młodzieży i dzieci. Niech przeto matka chrześcijańska czuwa, by się one nie dostały do rąk dzieci. Niech żadna książka nie zbeszczeszcza świętego przybytku chrześcijańskiej rodziny. Alebowiem jest to trucizna dusz. Gdy matka gotuje grzyby na obiad, to uważa pilnie, by się jakiś trujący grzyb nie dostał do potraw, bo dziecko mogłoby to przypłacić życiem. Niech tę samą, i większą jeszcze ostrożność zastosuje do pism, które mogą podkopać życie nadprzyrodzone, wiarę i cnotę dziecka”. 

(betacool – Czy papież może marzyć o armii?)

podobne: Styczeń 1863 w służbie Piusa IX (Ostatni Krzyżowiec) oraz proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją oraz: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…” i to: O praktycznym znaczeniu objawień (Gietrzwałd), oraz uwagi Grzegorza z Nyssy o pielgrzymowaniu. Koronacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej na Węgrzech a także: „Ta, która depcze węża” i „Ten, który mówi jak orzeł” czyli… Hernan Cortes, ofiary z ludzi i cud nawrócenia Azteków polecam również: 3 maja – Królowej (Matki)

Zostańmy jeszcze na chwilę przy objawieniach w Gietrzwałdzie, i kontekście polityczno historycznym dotyczącym naszego kraju w tamtym czasie, który był tak bliski Piusowi IX. Jest to bowiem czas planów wywołania przez Niemcy światowego konfliktu, w którym Polska została wyznaczona do odegrania niechlubnej (i na swoją zgubę) roli rewolucyjnego żywiołu, który na fali narodowo wyzwoleńczych majaków nieostygłych po powstaniu styczniowym, ma zapalić świat. O czym mało kto wie, a jeszcze mniej osób potrafi to połączyć z opatrznością Bożą, w postaci bezpośredniej interwencji Najświętszej Maryi Panny, która te plany pokrzyżowała właśnie w Gietrzwałdzie… Miejsce i czas nie są tu bowiem przypadkowe 🙂

Zapraszam zatem na opowieść sensacyjną. Miejscami nawet trochę humorystyczną, jeśli zestawimy powagę i dramaturgię (nie)ludzkiej pomysłowości owładniętych manią wielkości ludzi, z możliwościami Boga. Dlaczego od 27 czerwca do 16 września 1877 r, i dlaczego w Gietrzwałdzie ukazywała się Matka Boża? Na podstawie książki Ks. dr hab. Krzysztofa Bielawnego „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu” opowiada Grzegorz Braun. Gwarantuję że nie jest to opowieść nudna:

Gietrzwałd 1877 – nieznane konteksty geopolityczne

A teraz wróćmy do matek, dzieci, i aborcji.

Oto mamy maj. W Polsce miesiąc Maryjny, w którym również obchodzimy Dzień Matki. I tak się jakoś przypadkiem zbiegło, że w przeddzień owego święta, w innym (często kojarzonym z naszym tradycyjnym przywiązaniem do katolicyzmu) kraju, tj. w Irlandii, doszło do referendum zwanym aborcyjnym.

Irlandczycy właśnie zdecydowali o losie tzw. Ósmej Poprawki, która mówi, że „państwo uznaje prawo do życia nienarodzonych, z należytym uwzględnieniem równego prawa do życia matki”. Ma ona zostać zniesiona i zastąpiona „prawem do przerywania ciąży”, pomimo obowiązującego od 2014 zapisu, który w sposób literalny zezwalał na zabicie dziecka jeśli ciąża w sposób bezpośredni zagraża życiu matki.

Według wstępnych danych, jeśli idzie o proporcje „za/przeciw”, Irlandczycy głosowali niemal identycznie jak w 1983 roku… tyle że odwrotnie. 25 lat temu, za przyjęciem poprawki (również w referendum) głosowało 67% obywateli, no a teraz ok 68% głosujących było za jej zniesieniem. Można więc powiedzieć że w 25 lat po tamtej decyzji, Irlandczycy zmienili zdanie o 180 stopni. Wystarczyło jedno pokolenie (może dwa) by życie następnych przestało wywierać wrażenie na już żyjących… (Odys)

podobne: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim oraz: Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie i to: Salve, Regina, Mater misericordiae, vita, dulcedo, et spes nostra, salve! Królowa Polski, królobójcy i Salazar czyli 100 rocznica Objawień Fatimskich na tle Portugalii z przełomu XIX i XX w… a świat się (nie)zmienia a także: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji) polecam również: I (niestety nie zawsze) żyli długo i szczęśliwie. Przemoc domowa w Irlandii i „Konwencja o przemocy wobec kobiet”… kontra „Mężczyzna wojownikiem” (ks. Piotr Pawlukiewicz)

„…Albo mamy świat wartości dostępny wszystkim i łaskę takąż, albo mamy hierarchię organizacji, w skład których nie wchodzą wyświęceni kapłani, ale jacyś inni ludzie, którzy wyłonili się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jakimi zasadami się kierują.

Na czym polega w praktyce walka z grypserą? Na ochronie miejsc kultu i obszarów, gdzie tradycja chrześcijańska jest silna i trwała. Grypsera bowiem jest mocna tylko w tych miejscach, gdzie dominuje całkowicie i nieodwołalnie. W innych zaczyna się targować, wiercić palcem w kolanie, uśmiechać się krzywo i składać jakieś dziwne, a czasem niestosowne propozycje. Należy na to uważać. Generalnie zaś grypsera składa propozycję dotyczące kooptacji. To znaczy włączenia chrześcijan w strukturę grypsery. To jest rzecz jasna pułapka, bo grypsera to narzędzie rewolucji, ta zaś służy do degradacji i masowego upadlania ludzi. Grypsera – zwarta, nie dająca szans na jakikolwiek ruch i swobodę struktura, zaczyna zwykle swoją przemowę od zaproponowania większej wolności. Ludzie, którzy tę propozycje słyszą, nie rozumieją przeważnie, że chodzi o wolność „pod celą” kosztem najsłabszych, którzy nie dość, że nie potrafią się grypserze przeciwstawić, to jeszcze przeważnie nie mają szans na zrozumienie tego co się wokół nich dzieje. Tylko w konfrontacji z takimi istotami i tylko przy zastosowaniu wszystkich środków przymusu, legalnych i nielegalnych grypsera ma szansę. Upraszczając – realnie grypsera ma szansę jedynie pod celą. Stąd przemożna chęć zamiany świata całego w jedną wielką celę. To już było ćwiczone nie raz, a teraz mamy świeży przykład z Irlandii. Gdzie znowu zwyciężyła wolność. I teraz już, każdy będzie mógł tam robić co chce, oczywiście w ramach zasad narzuconych przez grypserę. Uważajmy na to co się tam dzieje…” (Coryllus – Chrześcijanie a grypsera)

Zakończę ciekawostką do przemyślenia,tj. fragmentem z takiej grypsery właśnie, znanej pod nazwą  „Hymnu Bojowego Republiki”  autorstwa Julii Ward Howe.  Amerykańskiej  abolicjonistki, działaczki społecznej, aktywistki politycznej i pisarki. Oraz pomysłodawczyni (za Wikipedią) Dnia Matki, w wersji postępowej z 1872 roku jako Matki dla Pokoju… Zaiste! Pontyfikat Piusa IX pełen był znaczących, burzliwych, i symbolicznych wydarzeń. Oraz pola walki, również w kwestii roli matki. Walka ta jak widać nie straciła na znaczeniu, i będzie trwać do końca świata, czyli do czasu nadejścia Boga, który odda sprawiedliwość wszystkim. Również niedoszłym „matkom” (nie tylko z Irlandii), które bardziej ceniły „wolność” od życia swoich dzieci…(Odys)

…Przeczytałem w Ewangelii rząd płonących stalą słów:
„Jako z Mym szydercą czynisz, taką łaskę da ci Bóg”;
Niechaj Heros, syn niewiasty, zdepcze węża u Swych stóp,
Oto Bóg nadchodzi już.

Chór:
Gloria! Gloria! Alleluja!
Gloria! Gloria! Alleluja!
Gloria! Gloria! Alleluja!
Oto Bóg nadchodzi już.

On brzmi zawsze w sygnałówce co nie woła nigdy w tył;
On ocenia serca ludzkie w sądu dzień na tronie Swym;
Och, ma duszo bądź gotowa aby być oddaną Mu!
Bo nasz Bóg nadchodzi już.

Chór:….

Tam nad morzem, pośród lilii, Chrystus Pan narodził się;
Jego piersi pełne chwały przemieniają ciebie, mnie:
Życie oddał by cię zbawić, życie swe za wolność złóż,
Kiedy Bóg nadchodzi już…

Alfie Evans czyli o tzw. „państwie prawa”, albo „na zdrowie” poddanym Jej Królewskiej Mości, albo o władzy nad światem


rys. Andrzej Krauze

Nasz Pan Ludzkość (Człowiek w miejscu Boga. Fragmenty z Adama Zamoyskiego „Święte szaleństwo” i II listu św Pawła do Tesaloniczan)

…W sobotę na profilu Franciszka ukazały się następujące słowa w kilku językach, także po polsku: „Jestem głęboko dotknięty śmiercią małego Alfiego. Dziś szczególnie modlę się za jego rodziców, a Bóg Ojciec niech przyjmie go w Swe czułe ramiona”.

Papież zaangażował się w ratowanie ciężko chorującego na niezdiagnozowaną chorobę neurologiczną chłopca i polecił watykańskiemu szpitalowi Bambino Gesu podjąć starania, by sprowadzić go do Rzymu. Nie zgodził się na to brytyjski sąd... (PAP)

Socjalizm jest nie tylko ustrojem niewolniczym, ale również – zbrodniczym. Znakomitą ilustracją jest sprawa Alfiego Evansa, którego funkcjonariusz państwowy nakazał odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. To jeszcze można by zrozumieć, bo w Wielkiej Brytanii państwo finansuje leczenie chorych i z tego tytułu sprawuje nadzór nad szpitalami. Toteż Alfiego Evansa od aparatury odłączono, ale mimo to chłopiec nadal żyje. W tej sytuacji włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyraziło gotowość natychmiastowego przyznania Alfiemu Evansowi włoskiego obywatelstwa, a szpital Bambino Gesu zaoferował kontynuowanie leczenia. Rodzice chłopca skwapliwie by z tej szansy skorzystali, ale sąd apelacyjny, do którego się zwrócili, okazał się nieugięty i odmówił zgody na przewiezienie małego pacjenta do szpitala Bambino Gesu. Pretekstem tej odmowy są względy medyczne; lekarze zajmujący się chłopcem i reprezentujący jego interesy przed sądem doszli do wniosku, że doznał on uszkodzeń mózgu, w następstwie których został pozbawiony co najmniej czterech zmysłów i dalsza terapia „nie leży w jego interesie”.

Ta sytuacja skłania do postawienia zasadniczych pytań. Po pierwsze – kto ma ostatnie słowo w sprawie losów małoletniego dziecka – czy funkcjonariusze państwowi – bo w takim charakterze występują lekarze, podobnie jak i sąd, który jest opłacany z funduszy publicznych, czy też rodzice dziecka, zwłaszcza gdy znaleźli sposób alternatywnego finansowania terapii? Krótko mówiąc – czy dziecko jest własnością państwa, którego funkcjonariusze mają w ostatniej instancji decydować o jego losie, czy jednak rodzice? Pytanie jest szczególnie aktualne, bo w następstwie rewolucji komunistycznej, która przetacza się przez Europę i Amerykę Północną, na naszych oczach zlikwidowana została władza rodzicielska z której pozostał tylko obowiązek alimentacyjny. Władzę tę podstępnie przejęli funkcjonariusze państwowi, zgodnie z celem komunistycznej rewolucji. Jest nim wyhodowanie człowieka sowieckiego, a więc takiego, który wyrzekł się wolnej woli. W związku z tym, człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, w którym trzeba codziennie dokonywać samodzielnych wyborów. Dlatego drugim celem komunistycznej rewolucji jest stworzenie człowiekowi sowieckiemu sztucznego środowiska, w postaci państwa totalitarnego. Charakteryzuje się ono między innymi tym, że nie toleruje żadnej władzy, poza własną – a więc między innymi – władzy rodzicielskiej. Sprawa Alfiego Evansa pokazuje to w całej rozciągłości i zgrozie…” (Stanisław Michalkiewicz – W cęgach reżymu)

Na początek świadectwo o tym dlaczego warto walczyć o każde ludzkie życie… Był martwy przez 45 minut i ożył (wypowiedź na forum ONZ)

Nosiłem się kilka dni z tą sprawą i różnymi myślami oraz emocjami, które jak się okazało zatoczyły na koniec pewnego rodzaju koło. To znaczy, zaczęły się od spokojnego żalu (z powodu śmierci tego chłopca) i do spokojnego żalu wróciły (tylko trochę innego)… Gniew, a czasem wręcz nienawiść, dojrzały, opadły i zgniły, więc teraz już na spokojnie, pozwolę sobie sklecić tych parę słów… Powinienem napisać o samym Alfiem. O tym jak i dlaczego żył (nawet po odłączeniu od aparatury), ale że nie wiem o nim niczego poza tym do czego został użyty, napiszę o okolicznościach tego użycia, które skończyło się śmiercią. Jest to bowiem sprawa moim zdaniem przełomowa. W wymiarze prawa precedensowa. Bezwzględna niczym słynne prawa Murphiego, które w tym wypadku brzmi… Sędzia ma zawsze rację. Reszta to w zasadzie tło, łącznie z tymi którzy popierali jak i protestowali przeciwko temu co zaszło.

Kilka dni temu mogliśmy się bowiem równie bezradnie przyglądać innemu precedensowi, który miał miejsce w bratnim wyspiarzom kraju anglosaskim, znajdującym się po drugiej stronie oceanu (o którym pisałem tu: możliwe konsekwencje UStAwki 447), a dziś w niedalekim odstępie czasu, jesteśmy po bardzo istotnym przekroczeniu kolejnej bariery człowieczeństwa. Oto bowiem żyjemy w świecie, w którym nie tylko można skazać niewinnego człowieka na śmierć (lub jak kto woli „ułatwić mu rozstanie ze światem”) z powodu jego częściowej ułomności (ciekawe gdzie będzie ta granica za kolejnych kilka lat), ale można również odmówić (pod groźbą konsekwencji karnych), wszelkich prób ratowania go od śmierci… Państwo rozumieją w jakim kierunku zmierzamy? Jestem przekonany że kiedyś historia oceni oba wydarzenia jako punkt zwrotny sensu naszego istnienia tu na ziemi. Dziś natomiast obie sprawy prezentują się jako lokalne epizody/ciekawostki prawnicze. Wydarzyły się jak gdyby nigdy nic, i to pośród istnienia instytucji/organizacji, które na swoich sztandarach mają zapisane tzw. ochronę „praw człowieka” (i obywatela), a także podobno dziecka. O ochronie innego rodzaju życia na ziemi nie wspominając, co zwłaszcza u nas (również w tych dniach) mogliśmy oglądać/słyszeć przy okazji wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie wycinki drzew w jednej z polskich puszczy. Ja się więc pytam (bo już całkiem zgłupiałem), o jakim prawie mówimy, i gdzie jest w nim miejsce na ludzkie życie? Bo jak dla mnie prawo w którym człowiek (nawet ułomny) znaczy mniej od drzewa nie jest żadnym prawem, a już na pewno nie „człowieka”.

Znam tylko jedną równie wrogą człowiekowi postawę, która od zarania dziejów czasem manifestuje w ten sposób swoją obecność i pogardę dla ludzi, uważając nas za szkodników dla całej reszty stworzenia, których należałoby solidnie przetrzebić. Mówię o diable i jego woli do uwodzenia słabych ludzkich umysłów przeciwko nim samym, których wykwitem jest owo autodestrukcyjne „prawo” pozwalające już nie tylko legalnie okradać i zabijać, ale blokujące realną pomoc chorym ludziom (fragment filmu „Pozwać Szatana”)

To właśnie dlatego nikt równie poważny, i w równie zdecydowanym tonie nie wydał rezolucji choćby potępiającej to, co zrobił sąd JKM Elżbiety II (w postaci „ciekawej” osobistości jaką jest niewątpliwie Anthony Paul Hayden), i nie poparł Papieża w jego akcie dobrej woli. Żywe ułomnie, ale nawet w tej ułomności żyjące na dużo wyższym poziomie od każdego, choćby bardzo rzadkiego drzewa czy nawet kornika, ludzkie dziecko, nie zasłużyło sobie w oczach tego świata na taką uwagę i protest w jego obronie, jakiego ze strony środowisk lewicowych doczekały się w Polsce drzewa, a w zasadzie kornik drukarz. Dlaczego Alfie Evans musiał zostać zamordowany? Ile to miało wspólnego z handlem organami, i innymi tropami prowadzącymi do firm kosmetycznych, z którymi to biznesami „wścibscy” internauci powiązali niemal natychmiast ową klinikę, w której rodzice Alfiego nieopatrznie go umieścili, gdzie ostatecznie był przetrzymywany pod ochroną policji aż umrze? Nie mam pojęcia, i nie chce mi się tego wszystkiego zgłębiać, bo żaden z tych tropów nie jest zasadniczym problemem. Gdzie był w tym czasie ONZ i Amnesty International? Gdzie były trybunały praw dziecka i człowieka? Co robił Europejski Trybunał Sprawiedliwości i wrażliwi społecznie politycy/głowy państw, oraz ich wyznawcy tak miłujący owe prawo i te instytucje… również w Polsce? To wszystko może sobie każdy sprawdzić, śledząc doniesienia prasowe w internecie z tamtych dni… Jeśli oczywiście ma ochotę.

Tymczasem uważam że warto mieć w pamięci i bardzo uważać na przynajmniej „naszą” lokalną odmianę wyznawców owego w specyficzny sposób pojmowanego „prawa”, które na wyspach właśnie wchodzi w fazę wykonania konkretnych wyroków. Wiedzieć kto stoi za tymi wszystkimi czarnymi marszami domagającymi się zabijania ludzi w imię pokrętnie rozumianych praw człowieka, i zapisania tego diabelstwa w naszym prawie jako „wolności obywatelskich”. Warto dostrzec związek z tym dlaczego tak zajadle walczą oni w obronie tzw. „państwa prawa”, którego „konstytucję” uważają za wartość najwyższą, wartą wyjścia na ulicę i konfrontacji z organami porządku. Warto kojarzyć kto w imię tego postawionego na głowie porządku wartości, w czasie kiedy wydawano na Alfiego wyrok śmierci (zakazując jakiejkolwiek pomocy), walczył aktywnie o prawo do życia… dla kornika drukarza. Domagano się też więzienia dla Szyszki za „zbrodnie na puszczy popełnionej”, ale ani słowa o więzieniu, lub choćby potępieniu milczącej zgody królowej Anglii, ani dla jej sędziego. Państwo rozumieją to szaleństwo?… A teraz kiedy Alfiego już nie ma, ci sami praworządni obywatele mówią innym „ciszej nad tą trumną”, ale sami w osobie Lisa i Przemysława Witkowskiego oraz innych zaangażowanych w „praworządność” (i bezkarność sędziów) milczeć nie zamierzają, kując żelazo chorej ideologii której zaprzedali duszę, i wypisując rzeczy wołające o pomstę do nieba.

Szczytem władzy i bogactwa nie jest bowiem posiadać wielkie majętności, czy zasiadać w jakiejś organizacji. Tym szczytem jest decydować w skali globalnej o tym, co jest dobre a co jest złe. Kiedy sobie to uzmysłowimy, łatwiej będzie nam zrozumieć słowa Pisma Świętego

…Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło»…

Tam nie chodziło bowiem o jakąś pospolitą kradzież. Ale o aspirację by być jak Bóg.

Żal mi was biedni głupcy, bo ewidentnie nie wiecie co czynicie. Nie Alfiego, który spoczywa już bezpiecznie z daleka od waszej pogardy dla jego życia, ale was. Jesteście bowiem już jedną nogą tam gdzie nikt się nad wami nie ulituje. A kto wie czy na ziemi nie zakosztujecie osobiście owocu tego, czemu dziś kibicujecie skacząc na trumnie Alfiego z radości po decyzji sędziego JKM Elżbiety II… która w tym samym czasie doczekała się prawnuka. Jaki będzie jego świat kiedy sam zasiądzie na królewskim tronie? Urodzić się jako spadkobierca domu w którym panuje taki „porządek” nie życzyłbym najgorszemu wrogowi… Odys

podobne: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. oraz: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak” i to: Grażka, Rom i Eluana czyli… W trzech historiach o wojnie cywilizacji na śmierć i życie a także: Człowieku XXI wieku uświadom sobie tę najstraszliwszą prawdę, o której wiesz ale za wszelką cenę chcesz zapomnieć… Piekło i jego władca Szatan istnieją. i jeszcze: Między Niebiem i Piekłem – Ziemia… Umarłym (za życia)… Wstań i idź

 

 

„Przejście Polaków przez Morze Czerwone” Kaczmarskiego. Czy w oczekiwaniu na ofertę Putina własność prywatna zostanie doceniona? Czyli… możliwe konsekwencje UStAwki 447


…Gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował… (Frederic Bastiat)

„…Jestem głęboko przekonany, że w przypadku łamania prawa własności, które w USA jest, a przynajmniej do niedawna uchodziło za święte, nie pomoże żadna socjotechnika, choć będzie ona stosowana z niespotykanym do tej pory natężeniem. Nie ma takiej socjotechniki, która przekonałaby ludzi, że złodziej nie jest złodziejem. Musi ów złodziej przyjść z kolegą bandytą, a ten powinien mieć jeszcze dwóch pomocników z rewolwerami. Wtedy rzeczywiście, obrabowywany może przystać na ich warunki, a po otrzymaniu ciosu w głowę, powiedzieć nawet do kamery, że oto stała się sprawiedliwość. Do niczego takiego rzecz jasna nie dojdzie, bo jak napisałem wczoraj, zawsze jest ktoś trzeci. Tym trzecim jest w naszym przypadku Włodzimierz Putin, człowiek wiele rozumiejący i dobrze osadzony w rzeczywistości. On, w momencie kiedy zacznie się odzyskiwanie mienia bezspadkowego na pewno złoży różnym środowiskom w Polsce jakąś ofertę. Ona będzie rzecz jasna oszukana, bo w zadanych warunkach pan Putin nic nie może, ale będzie. I wtedy wszyscy, którzy będą przeciwko ustawie 447 zostaną ogłoszeni ruskimi agentami.

Ja to już pisałem dawno temu, ale jeszcze powtórzę – to kogo i z jakiego powodu nazywa się ruskim agentem nie ma żadnego znaczenia, a w 90 procentach przypadków także związku z rzeczywistością. Ruscy agenci bowiem nie wyglądają na ruskich agentów, a także – mam 90 procent pewności, a to dużo – nie wypowiadają kretyńskich kwestii w miejscach publicznych, które umożliwiłyby ich rozpoznanie. Tak się zachowują ludzie, którzy chcieliby być ruskimi agentami i brać za swoją popularyzatorską działalność pieniądze, ale ich ludzie pana Putina nie wciągną na listę płac z całą pewnością.

Dawno temu piłem wódkę z moimi ukraińskimi kolegami. To były to jeszcze lata dziewięćdziesiąte, a oni byli normalnie z Polski tyle, że z tej mniejszości co mieszka na Podlasiu. No i mówią w pewnym momencie do mnie, że Polacy uważają ich za ruskich agentów. Przypomniałem to sobie teraz, bo dziś wszyscy Polacy będą ruskimi agentami, a oni będą dobrymi i właściwie sprofilowanymi patriotami, którzy nawet nie zerkną w stronę Moskwy, a pewnie także zaczną głosować na PiS. Tak to działa. Kluczem do oceny jest własność i stosunek do tej własności narodu wybranego. Właśnie nam udowodniono, że wszelkie roszczenia dotyczące mienia, poza żydowskimi, są nieważne. Ciekawe wobec tego czy II RP i w ogóle prawo działające w Europie Środkowej, a może także w całej Europie ma jakiekolwiek znaczenie czy jest może tylko tymczasową dekoracją, która zasłania bardzo istotne zmiany zachodzące poza zasięgiem naszego wzroku. To się okaże niebawem. Osobiście sądzę, że ta ustawa to bubel i nie ma możliwości by z niej skorzystać, a jeśli tamci spróbują to będzie początek końca dominacji amerykańskiej na świecie. Jasne, że to może być także początek końca Polski i w ogóle świata jaki znamy, ale nikt nam nie obiecywał, że będzie łatwo. Oni zaś, jeśli się nie opamiętają, także muszą liczyć się z konsekwencjami. Te niestety będą narastać powoli, ale pierwszy krok został zrobiony…” (coryllus – Wszyscy będziemy ruskimi agentami)

…Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej… (Frederic Bastiat)

W zasadzie już ten temat poruszałem kilka notek wcześniej tu:  O drugiej kategorii ludzi czyli… Dłoń która (w imię eksperymentów socjalnych) przeszłości ślad zmiata.”Ballada o bieli” (Kaczmarskiego) Więc o tym jak jest, tudzież jak może być, wszyscy którzy znają ten problem wiedzą, a jak nie, to po przeczytaniu tego co podlinkowałem wyżej właśnie się zapoznali… Chodzi więc o to co zrobić żeby uniknąć czarnego scenariusza, za który uważam wojnę domową, a nie koniecznie zewnętrzne naciski, bo takowe w zasadzie zawsze nas konsolidowały i mobilizowały do utożsamiana się z tym co stanowi naszą narodową odrębność. Najgorszy będzie masowy bunt obywateli przeciw własnemu państwu, łącznie z szukaniem za wschodnią granicą siły która miałaby nas obronić przed zgniłym zachodem (oni z całą pewnością cieszą się tak jak Żydzi, i inni którym nasz naród przeszkadza), który jak można przeczytać właśnie stracił instynkt samozachowawczy. Oficjalnie bowiem pogrzebano pod ziemią jedno z podstawowych praw/zasad cywilizacji łacińskiej która odróżnia nas od dzikich barbarzyńców, a którą jest poszanowanie suwerenności innego narodu, oraz wolności osobistej jego obywateli, która w dużej mierze opiera się o własność… Tu przejdziemy na trochę wyższy od polityki poziom relacji międzyludzkich. Fragment komentarza spod cytowanego wyżej felietonu. Pisze pink panther 25 kwietnia 2018 o 11:22

„…Wskazówka jest taka, że kiedy miała być pobudowana trzecia Świątynia Jerozolimska za czasów Juliana Apostaty, który sam wyłożył kasę na to przedsięwzięcie, to kiedy już były wytyczone fundamenty – zrobiło się takie trzęsienie ziemi w Palestynie starożytnej, że daleka Petra się rozpadła a Jerozolima też.  Czyli: człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.

Ja wiem, że Amerykanie mają wprawę w jumie: zajumali kawał Wicekrólestwa Królów Hiszpanii (300 lat istnienia) – łamiąc traktat z Meksykiem , potem wyzuli z ziemi Indian łamiąc traktaty podpisane przez siebie a w wolnych chwilach ostrzeliwali z armat irlandzkie kościoły katolickie na swoich terenach „Zjednoczonych Stanów Ameryki Północnej”. W wielu XX – oddali 51% terytorium sojusznika czasu wojny czyli II RP – w ręce Stalina i nikt im złego słowa nie powiedział. Czyli: zdolność moralna – jest, chęć – jest, środki – są. Żeby zajumać majątek całej Polski i oddać „bele komu”. Potrzeba jeszcze tylko – Woli Bożej. Pożyjemy, zobaczymy.”

Spójrzmy bowiem prawdzie w oczy. Naprawdę spójrzmy. Czego się nasi „sojusznicy” spodziewają po tym bezprawiu dla siebie? Albo Żydzi? Chyba tylko  powolnej od tej pory drogi do bycia w hańbie i nienawiści u innych narodów, a w konsekwencji do własnej zagłady… Nie tylko w wymiarze tego „prawa” (nie pamiętam jak się taki gwałt na prawie fachowo nazywa), ale przede wszystkim w wymiarze sensu istnienia… Już kto chce ten od tej pory oficjalnie wie kim są Żydzi, i czym jest rząd USA który ich podżyrował… Niech im się tylko noga powinie a może się okazać że nikt nie stanie w ich obronie… Bo z jakiej to niby racji?

Jest bowiem napisane:  „Pan Bóg nie pozwoli z siebie kpić”

Tymczasem, na miejscu polskiego rządu, zamiast topornej propagandy o tym jak to nie oddamy żadnego guzika, uczyniłbym jawnym (i podawał to Polakom do wiadomości) wszystkie projekty budżetowe z których biorą pieniądze organizacje żydowskie, i sukcesywnie podliczał ile tych pieniędzy poszło. Jest świetna okazja by zakończyć legalność tego rodzaju żerowisk, i skończyć z mitem ich „społecznego pożytku”, bo widać gołym okiem do czego to prowadzi. Ani złotówki z pieniędzy podatników na jakiekolwiek cudze iwenty. Jeden po drugim bym je zamykał, jednocześnie zaczynając wielki projekt stopniowego zwrotu Polakom ich własności (utraconej za sanacji i komuny). Łącznie z obniżeniem REALNYM podatków, i zakończeniem procedury finansowania czegokolwiek „z budżetu państwa” za pomocą jakichkolwiek pożyczek/kredytów branych wiadomo od kogo.

Słowem uczyniłbym wielki ukłon w stronę własności prywatnej Polaków i obwarował ją prawem, czyli coś zupełnie innego od tego co zrobili Amerykanie… Ja rozumiem że nie ma na te wszystkie zwroty w tej chwili pieniędzy, ale chodzi o to żeby to wreszcie zacząć. Każdy Polak to zrozumie, jeśli zostanie potraktowany w końcu poważnie. Są to proste i uczciwe działania, które z całą pewnością cieszyłyby się szerokim poparciem. Podobny projekt odzyskiwania dla obywateli państwa właśnie się realizuje na Węgrzech, więc da się.

Pozostaje pytanie czy i jaka byłaby reakcja naszych „sojuszników” na taką z naszej strony bezczelność. Wycofanie tych skromnych kontyngentów wojskowych, czy coś więcej?

Tu dla przypomnienia fragment innej ważnej notki coryllus a o roli USA w upadku I Rzeczypospolitej… (Odys)

„…w roku 1790 zawarto sojusz z Prusami, który miał wyzwolić Polskę z moskiewskiej opresji, prócz tego wprowadzono podatek dziesiątego grosza i zastosowano ten sam podatek wobec dóbr kościelnych, tyle, że w wymiarze podwójnym. Do tego przyjęto ustawę o niepodzielności ziem Rzeczpospolitej. Ustawę tę wyszydził nawet człowiek tak naiwny jak Paweł Jasienica, nie ma więc potrzeby byśmy się nią tutaj zajmowali. Sojusz z Prusami nazywa BenjaminVaughan wyzwoleniem Polski! I porównuje go w dodatku do rewolucji we Francji! A jakby tego było mało Polska jest w jego memorandum wymieniona na miejscu pierwszym. Ciekawe czemu?

…Prusy przed pierwszym rozbiorem to spłachetek piachu nad morzem, nawet po przyłączeniu Śląska to jest europejskie byle co, z czym liczyć się nie trzeba. Być może owa teoretyczna słabość Prus, plus osoba Benjamina skłoniły Koronę do zakończenia wojny. No, a wtedy pozostało już tylko wzmocnić Prusy czyimś kosztem i sprawa załatwiona. USA ma nowego partnera w Europie. Taka jest moja wersja, ale pozostaje jeszcze wyjaśnić dlaczego Korona zgodziła się na pokój. Tę kwestię naświetlił wczoraj Jacek. Otóż twierdzi on, że Korona za nic nie mogła zgodzić się, by Moskwa podporządkowała sobie cały obszar Rzeczpospolitej, bo kolidowało to z interesami Korony na Bałtyku. Prusy zaś, teoretycznie słabe i małe, stanowiły ważny czynnik brytyjskiej polityki w regionie, były ogranicznikiem wpływów Moskwy, pod jednym wszakże warunkiem – Rzeczpospolita musiała zostać zgładzona. Zmierzamy więc wprost do konkluzji, że Stany Zjednoczone powstały kosztem i na trupie Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a do tego przejęły jej tradycję republikańską. Organizacją zaś, która wytransferowała te idee za ocean było Towarzystwo Rewolucji, założone w Londynie na rok przed wybuchem rewolucji we Francji…” (coryllus całość tu: Prawicowi intelektualiści i wielka rewolucja)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? i to: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest  oraz: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu polecam również: Od oszołoma do szpiega czyli „mądrości etapu” bezradnych propagandystów. Konrad Rękas: Szpiegomania (z bezpieczeństwem energetycznym w tle)  i jeszcze: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka? a także: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  i to: Joint w rocznicę Powstania Warszawskiego czyli o wojnie przedmurza z zadupiem w kolejnym pokoleniu, o młodzieży na prowokacji chowaniu i złotym intetesie sojuszników z okupantami (patrioty(zm) z Izraela)

Jacek Kaczmarski – Przejście Polaków przez Morze Czerwone

W imię biurokracji. O powierzchownym rozumieniu i wykładni prawa czyli o tym jak Szyszko we własnym lesie zabłądził. „Młody Las II” Kaczmarskiego.


Paco Pomet – Red

Na początek polecam lekturę notki której dotyczy cytowany poniżej tekst. Aczkolwiek materia zawarta w owym komentarzu w sumie tego nie wymaga, bo notka dotyczy tylko jednego z wielu przykładów (w tym wypadku chodzi o wyrok TS Unii Europejskiej w sprawie wycinki drzew w Polsce) na to, w jak patologiczny sposób funkcjonuje w niektórych umysłach pojęcie prawa… Co nie byłoby w zasadzie niczym niezwykłym, wszak istnieją w naszym społeczeństwie ludzie obłąkani, i żyjący w swoim świecie marzyciele, gdyby nie to że ów sposób myślenia dotyczy ludzi którzy mają władzę nad innymi, jak również (a w zasadzie to przede wszystkim) tych którzy do tej władzy aspirują (obecnie mieniąc się dla niepoznaki opozycją). Władzę zaś należy rozumieć jako aparat przymusu urzędniczego z dostępem do pieniędzy obywateli naszego państwa.

Oto ów artykuł, opublikowany w „Szkole Nawigatorów” przez Greenwatcher – Salomon Szyszko

a teraz wspomniany komentarz, który moim zdaniem powinno się wydrukować i rozdawać ludziom na ulicach. A w czasie tzw. szczytu oglądalności, ten tekst powinien przez kilkanaście minut wisieć sobie na ekranie (zamiast głupio uśmiechniętej gęby Rachonia czy innego Klarenbacha i ich ekspertów, nie wspominając nawet z oczywistych względów o konkurencyjne wobec „publicznej” propagandzie), żeby każdy człowiek mógł go dobrze przeczytać,  i wyciągnąć wnioski co do własnej osoby i poglądów w tej delikatnej, ale jakże istotnej materii jaką jest prawo. Nie jeden bowiem spotkany na mojej drodze człowiek, w desperackiej obronie „swoich” racji sięgał z niekłamaną wyższością, wbrew poczuciu elementarnej sprawiedliwości rozumowi i logice po argument: „bo takie jest prawo”. Obyś się praworządny obywatelu nigdy z tym prawem nie zetknął osobiście, i nie wpadł w jego tryby które mielą bezlitośnie z byle powodu… Zapraszam zatem do lektury… (Odys)

„…W Unii, jak w każdym tworze parabolszewickim obowiązuje prymat prawa procesowego nad materialnym – i taki był wywód inkryminowanego Trybunału, którego uzasadnienie wygłosił Marek Safjan, jego członek. Nie chodzi o to, co  i czy Szyszko ochronił – czy uczynił dobrze, a o to jaki przepis naruszył. Zło (bolszewickie) w ciałach pozbawionych aksjologii, służacych Szatanowi polega na naruszeniu formalizmów, bo w świecie bez zasad nie ma wspólnych zasad – nie ma żadnych zasad – więc ich nie można chronić i na nie się powoływać. Można natomiast wskazać datę okresu lęgowego pliszki dziobatej i z faktu, iż wycięto jedno drzewo po tej dacie uczynić delikt. 

Szyszko nie rozumie, że nie chodzi o żadne meritum (prawo materialne) czy dobro puszczy – a o to, że jak się psa chce urzerzyć to kij się znajdzie – i to on właśnie jest reprezentantem tego psa.  A psa chcą uderzyć – i puszcza się do tego świetnie nadaje, bo jest tematem nośnym, który rozumie prawie każdy – las to natura, a natura jest „święta”, kto przeciwko niej – ten jest wyklęty. Takie, dla przykładu Niemcy zlikwidowały swoje „rospudy” by im barki rzeczne prosto pływały – ale zrobiły to „wtedy” a nie „teraz” więc się nie liczy. Podobnie z Żydami – mordowali wtedy – a my chcemy teraz. To, że nie możemy – to tylko kwestia techniczna – bo jak byśmy mogli, to dopiero byśmy pokazali. Nie chcemy? To nasza subiektywna opinia – a poza tym – oni wiedzą lepiej.

Szyszko jest w Porozumieniu Centrum od samego początku – i wydaje się mu, że jest nietykalny – tzn. że jego państwo nie ruszy – tak jak rusza zwykłego obywatela, który doskonale wie, że naruszanie formalizmów go grzech śmiertelny świeckiego państwa. Tyle – że Luksemburg czy Unia szeroko rozumiana to oberpaństwo, którego polskie podziały kastowe nie dotyczą – oni mają gdzieś, kto tutaj jest święty. Traktują naszych ministrów czy premierów tak, jak u nas traktowany jest zwykły kowalski, nawet jak nie jest żulem. 

Na czym polega różnica pomiędzy prawem materialnym a procesowym – i co jest grzechem – to najłatwiej zrozumieć na podstawie podatków. Co jest więszym grzechem – niezapłacenie podatku czy niezłożenie deklaracji podatkowej? Podatek to prawdziwe pieniądze – kto nie płaci – ten grzeszy. Tak myśli zwykły ludź, wychowany w „obskuranckiej” Polsce. Tymczasem „grzechem ciężkim” jest niezłożenie deklaracji – czyli kartki papieru lub pliku o zerowej wartości.

Wartością państwa świeckiego nie jest np. bycie niewinnym – a niewieniesienie zaskarżenia w terminie zawitym. Przecież ograny mają prawo popełniać błędy – bo inaczej zostałyby sparaliżowane – a ko się nie odwołuje (w terminie) przyznaje rację organowi. Inny przykład – jedziecie z nadmierną prędkością, bo wieziecie umierającego do szpitala. Zatrzymuje was Policja – za niemanie OC i badań pojazdu. Chory w międzyczasie umiera.  Wy – ciemnota – twierdzicie, że działaliście w warunkach kontratypu, byliście na prawie i działaliście słusznie. A sąd twierdzi, że to policjant miał rację, bo on jest od przestrzegania prawa – a kwestia oceny stanu zdrowia jest subiektywna, zaś funkcjonariusz Policji nie jest lekarzem, by to ocenić. Powinniście wezwać pogotowie – zgodnie z prawem. Nawet jakby chory zmarł – dochowaliście należytej staranności. Z puszczą to samo – macie działać zgodnie z prawem – a że puszcza umrze?

To nie jest mój wymysł, a uczone wywody równie uczonych profesorów, co wprost mówią, że Unia jest wielokulturowa, wieloreligijna, wieloetniczna – nie ma wspólnego mianownika wartości (pomimo, że ciągle bredzi o unijnych wartościach, które sprowadzają się zazwyczaj do prawa kopulacji między osobami tej samej płci). Ponieważ tych wspólnych wartości nie ma – to liczy się instrukcyjny przepis i procedura,  a nie sens, dobro i piękno – czy prawda – bo każdy ma swoją. Tak naprawdę liczy się tylko interes silniejszego – a prawo międzynarodowe to zalegalizowany bandytyzm – a nie żadne ochy i achy. Puszcza pełni rolę pałki do walenia po głowie.

Następnym razem, jak Pan Minister dochowa terminów – to się okaże, że wypełnił zły formularz – albo coś w tym typie. Chodzi o to, by kilku gości w czapeczkach z legitymacjami klubu Lucyfera, za dziwnym stołem mogło grzmieć „prrrrrawooo!” „prrrrawwooo!” – „złamał prraaawooo!” – jak te mutanty z filmu z Marlonem Brando „Wyspa” czy jakoś tak.

Prof Szyszko może mieć dużą trudność w ocenie prawnych zawiłości – jako, że  W wyborach prezydenckich w 1995 pełnił funkcję szefa krajowego komitetu wyborczego Adama Strzembosza i dalej: Adam Strzembosz wycofał się, popierając Hannę Gronkiewicz-Waltz (PC cofnęło mu poparcie). Adam Strzembosz to człowiek znany z bonmotu stwierdzającego iż wymiar sprawiedliwości sam się oczyści.  Człowiek będący jego częścią wygłaszający takie dictum nie ma albo rozumu, albo kręgosłupa. Ostatecznie może być ignorancja – no, ale, no ale… kandydat na konsetrwatywnego prezydenta. Wiem, wiem, robi się tytmi ludźmi, co są, a innych nie ma.

Zalecałbym w przypadku Pana profesora przmus adwokacki w kontaktach z Unią – bo wprawdzie na niwie prywatnej radzi sobie całkiem nieźle – ale wody międzynarodowe, co nie nasz mały grajdołek.

Z puszczą jest jak z sądownictwem – dla nich (Unii) – nic nie jest dobrze i nie będzie dobrze – fakty są bez znaczenia. Uratujemy puszczę od kornika – źle, bo żeśwa cięli. Nie uratujemy – źle, bo nie cięli. W uzasdanieniu napiszą, że skazują za cięcie w złej dacie, albo niecertyfikowaną piłą, co gwałciła matkę Geę. Bez znaczenia. Szyszce się wydaje, że jak on ich przyciśnie twardym i mocnym argumenem – to oni się zapowietrzą i nic nie zrobią, będą sparaliżowani siłą racji. Nasłuchał się biedak legend o tym, że na „zachodzie” o nie jest tak, jask u nas, że tam się racje respektuje.

Oczywiście grę pozorów prowadzić trzeba, czyli pisać o tych dorych rzeczach jakie się uczyniło i kleić głupa, że się nie rozumie, że mamy dostać po pysku za samą niesubordynację. Jednak – jak sie idzie na wojnę – to trzeba mieć cojones i pokazać wrogowi (bo to wróg) – co się myśli na jego temat. Mógłby np. Dominik Tarczyński puścić nieformalny news, że cała puszcza będzie wycięta, bo znaleziono na jej terenie złoża molibdenu, największe na świecie – i będzie sie go wydobywać metodą odkrywkową – a Polska będzie najbogatszym krajem Unii. Tę informację powinien zdementować min. Błaszczak – iż to pomyłka, a Pan Poseł jest w błędzie – puszcza będzie wycięta ze względów militarnych – by się w niej nie zalęgła ruska partyzantka – i że jest to wymóg NATO. Tak tajny, że on nie może nic na ten temat więcej powiedzieć. Z terrorystami się nie negocjuje – nawet jak mają śmieszne pelerynki i czapeczki i udają kapłanów świeckiego porządku.

Król Salomon to był wedle kryteriów unijnych – zwykły bandyta. Wydał wyrok, że należy zabić dziecko i dać po połowie ciała obu kobietom, co mają roszczenie o opiekę – a z kontradyktoryjnego ustalenia – obie uzasadnione. Dopiero w drugiej instancji, gdy szlachetna niewiasta wycofała pozew – stawiając życie dziecka ponad swoje prawa – zmodyfkował wyrok.

Z Prokuraturą i ściganiem szkodników nie jest tak prosto. Za Platformy – było prościej. Prokuratura była niezależna – można więc było zadzwonić i coś zasugerować. Teraz jest całkowicie zależna (podobno) – więc nie można dzwonić, bo obowiązuje prawo. Prokuratura musi więc sama zgadnąć, co jest właściwe, jak w teleturnieju. Z tym zgadywaniem nie jest prosto – co pokazała sprawa Ambera Golda – w której prokurator mianowany przez min. Ziobrę w 2007 – nie dał rady. Nie dał rady – pomimo, że był synem szefa lokalnej SB – więc kwalifikacje fachowe (background) miał nieliche. Może ich po prostu w politykę i leśnie sprawy nie mieszać, bo źle zgadną? (Wolfram)

„Nie czas żałować róż gdy płoną lasy” pisał poeta… Chyba że są to lasy w Polsce, a Róża to Pani Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein, godna następczyni innej Róży (Luksemburg), reprezentująca interesy parabolszewickiej Unii Europejskiej, która codziennie „morduje” tysiące drzew by na ich truchle drukować swoje biurokratyczne gnioty, będące bezprawnym bezhołowiem… (Odys)

A kiedy rośnie młody las
Bo taki jest natury bieg
Zielone kiełki prą do gwiazd
I słychać szmer podziemnych rzek

Lecz stary wciąż w nim ryje dzik
Myszy sytości czują czas
Obfitość obiecuje świt
Gdy rośnie młody las

Gdy się panoszy młody las
I pyszni się wielością barw
Czesze go niewidzialny czas
Deszcz siejąc śmiercionośnych larw

Zdychanie rządzi nim i wzrost
Kosztem utraty form i kras
I tak sam siebie – jak chce los –
Pustoszy młody las

A gdy wyrośnie młody las
Kiedy stwardnieją skóry kor
Pnia przeznaczeniem – nagi maszt
Korzeń – sklepieniem lisich nor

Pozorem wieczny koron chór
Wzrosłych na próchnie własnych ras –
Bo śmiercią swą lśni nocą bór
Gdzie młody wzrastał las

podobne: Konfiskata rozszerzona, donoszenie na samego siebie do fiskusa, ekologia (nie)podległości i inne „dobre zmiany” zasad życia w komunie… czyli „sekretne życie drzew” i „Młody las” (Kaczmarskiego)

oraz: O szukaniu prawdy w oczekiwaniu na Paruzję czyli jak zrobić miejsce dla Chrystusa Króla we współczesnym świecie kultu państwa opiekuńczego. a także: „Roztargnieni pod specjalną ochroną” czyli prawo w służbie niesprawiedliwości (krótka lekcja z WOSu na temat władzy realnej) i to: (Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie  oraz: Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego) i jeszcze: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) polecam również: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym i to: Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy.

Zabij Bura i porozmawiajmy o śluzie czyli za co lewica kocha Terlikowskich, i o tym jak świat (na przykładzie RPA) naprawiała


Na początek będzie film. Przy kawie o sprawie. Czy bić mężczyzn?

Niby żart, ale jak się ostatecznie z jednego z komentarzów samych twórców pod owym błyskotliwym dziełem dowiedziałem, wcale nie żart… Bić czy nie bić mężczyzn, to poważna sprawa. W tym wypadku jednak tylko pretekst, i wcale nie po to by właśnie na ten temat porozmawiać, bo normalny człowiek sam dobrze o tym wie i nie potrzebuje żadnego specjalnego konsylium na ten temat.  Tutaj chodzi o to żeby „wykazać”, że istnieje ścisły związek między tradycją a przemocą, bo według tych Pań ktoś „usprawiedliwia przemoc tradycją”. Rzecz jasna nie byle jaką tradycją bo katolicką. Mamy więc tu do czynienia ze „sprytnie” (no może nie całkiem bo część osób się jednak zorientowała) wykreowanym i odpowiednio spreparowanym (w myśl jednej z zasad Chomskiego) problemem, któremu dzielna lewica daje natychmiastowy  odpór, dodając sobie i wyznawcom animuszu poprzez udrapowanie go w pseudo inteligentną szyderę.

Wyszło to moim zdaniem marnie, ale zanim przejdę do rzeczy nadmienię tylko że przewodniczącą/prowadzącą tej loży szyderczyń  jest Pani Agata Diduszko. Nazwisko być może dla niektórych znane, albowiem jest to ślubna (ciekawe czy kościelna) prowokatora który udawał trupa podczas jednej z zadym, jakie przeciw naszej umiłowanej de-mo-kra-ty-cznie (akcentuję, bo ci ludzie mienią się demokratami pełną gębą) wybranej władzy, zorganizowała jakiś czas temu tzw. opozycja. Reszty zaproszonych do tych wygłupów bogato utytułowanych gościń/gościnin? (przepraszam ale nie wiem jak się to odmienia) jak ich nazywa Pani prowadząca wymieniał nie będę. Szkoda miejsca i czasu (w materiale wszystko jest). Wspominam o tej scenie tylko dlatego że nie jest udawana, a więc przez swą autentyczność zabawna. One tam nie udają zwykłych kobiet, o których interes/prawa rzekomo walczą, ale z wielkim namaszczeniem i dumą prezentują się jako niezwykłe, co od razu każdego chama powinno właściwie spionować i nauczyć pokory wobec tego co mówią. Polecam zatem obejrzeć chociaż początek 🙂

Pożartowali a teraz do rzeczy. Ta satyra bowiem oprócz tego co już napisałem, ma głównie na celu coś o wiele ważniejszego. Chodzi o odwrócenie uwagi od rzeczywistych sprawców przyzwolenia na przemoc, i przedmiotowego traktowania drugiego człowieka nie tylko w skali rodziny, czy relacji kobieta mężczyzna. Pierwszy lepszy przykład to  ideowy kolega owego zgromadzenia (a dla niektórych pewnie więcej jak ideowy), produkujący się od lat na łamach bratniego medium (TVN u, albo Polsatu), podstarzały dzieciak który pozwala na siebie mówić Kuba, czyli niejaki Wojewódzki. Wszak to właśnie on wcielił w praktykę tradycyjnie lewicowe postrzeganie drugiego człowieka (zwłaszcza kobiety) jako przedmiotu. To on przecież w sposób jak najbardziej stereotypowy i uwłaczający godności kobiety spopularyzował postać tzw. „wodzianki”. Nieudolnie sparodiowanej jako żarcik w omawianym materiale, oczywiście bez wskazania z imienia i nazwiska prawdziwego ojca tego „sukcesu”. Wszak nie o to chodzi żeby własne gniazdo kalać, ale ewentualnie o to żeby smród pozostał w rodzinie, i żeby z tego tytułu pięknie się różnić, obstawiając jednocześnie (w ostateczności) kierunek samokrytyki obywatelskiej.

Bo to nikt inny jak właśnie lewica odpowiada za niszczenie podmiotowości ludzkiej natury (nie tylko kobiety)… Zrzucanie skutków lansowanej przez wieki idei o „nawozie historii” na inną tradycję jak lewicowa, w dodatku w tak głupkowaty sposób jak to przedstawiono w tym teatrzyku jest żałosne, a obliczone rzecz jasna na prymitywny ze strony oglądaczy poziom świadomości /wiedzy o tym kto tak naprawdę odpowiada za to, na co te kobiety postanowiły zwrócić uwagę. A w zasadzie to wykorzystać to co się samemu narobiło do obrzucenia odwiecznego wroga lewicy, zwanego wymownie w doktrynie „opium dla mas”.
Niby żartem ale ostatecznie całkiem na serio paniusie odgrywają swoje role pastwiąc się nie nad tym na czym powinny. Próbując w ten sposób zamienić miejscami ofiarę ze sprawcą. Debatują nad kompletnie zmyślonym problem, jakim według nich jest przyzwolenie w Polsce na przemoc, i jej rzekome usankcjonowanie przez tradycję katolicką, którą lewica traktuje ad hoc jako przemoc samą w sobie.

Nie wzięto w obroty tych tradycji, które rzeczywiście taką przemoc usprawiedliwiają. Polecam studia nad tym jaką rolę kobiecie przypisuje Islam który lewica tak bezinteresownie ukochała, i co faktycznie może kobiecie bezkarnie zrobić mężczyzna wyznający Allaha, gdy nie jest ona tej tradycji posłuszna. Nie wspominając o specyficznym postrzeganiu kobiety innych wyznań czy kultur. Pole do popisów dają też inne, jeszcze bardziej egzotyczne kultury, gdzie od dziecka kobiety są poddawane różnym bestialskim rytuałom. Gdzie przemoc wobec nich, niejako wprost z ustawy jest dopuszczalna. Czy na ten przykład wycinanie łechtaczki tudzież inne zabiegi pielęgnacyjne to nie jest wymarzony materiał na jeszcze bardziej pikantną satyrę dla gościnin? Drżeć się na myśl o Kościele który napomina o godności osobistej i ochronie życia, a w wymienionych faktach zachowywać „zdrowy dystans” i „zrozumienie” to moim zdaniem spory dysonans poznawczy (wyrażając oględnie).

Nasza tradycja jest pod tym względem naprawdę zacofana. Zwłaszcza część wywodząca się z religii  Katolickiej, która od zarania jej dziejów piętnuje jako grzech (w prawie karnym przestępstwo) każde najmniejsze agresywne zachowanie wobec drugiego człowieka, i to już na poziomie myśli. Bez różnicowania ludzi na płeć, wiek, zdrowie umysłowe i fizyczne, czy status społeczny.

podobne: O polityce miłości (inaczej). Francja: Feministki przeciwko seksizmowi w zabawkach. Niemcy: Zatrzymać seksualizację dzieci. Polska: MEN chce ograniczyć uprawnienia rodziców. Lepkowski o pedofilii wśród Rabinów.

A oto fragment wpisu który obnaża rzeczywiste skutki lewicowych pomysłów na  świat, koniecznie bez białych rąk, ubranych w rękawiczki „opresyjnych tradycji”. Polecam tę notkę owym pańciom jako temat na prawdziwy tym razem problem do dyskusji – lewicy portret własny… Niczym portret Doriana Greya. Nie tego co prawda Greya który w obecnym czasie wywołuje u niektórych osobników płci obojga wypieki na mózgu, choć jakby dobrze pogrzebać to i tu znalazłyby się trafne analogie. Bo niektórym sprawianie drugiemu człowiekowi bólu i poniżanie go sprawia ogromną przyjemność… (Odys)

„… Dziennie zabija się w RPA 51 osób a gwałt na kobiecie w RPA dokonywany jest co 26 sekund a policja pociesza, że jednak jest lepiej, bo tylko co 36 sekund. Dzieci są gwałcone co 24 minuty, nie wyłączając niemowląt.

Od lat liczba gwałtów (zarejestrowanych przez policję) sięga 48 tysięcy rocznie. Gwałcone są kobiety białe i czarne – bez różnicy. Gwałceni są mężczyźni a co najstraszniejsze – 41% gwałtów ogółem dokonywana jest na dzieciach a tym 15% na dzieciach w wieku poniżej lat 9. W 2000 r. policja zanotowała 21.538 gwałtów lub usiłowań gwałtów na osobach poniżej 18 roku życia.

Wg badań prowadzonych przez różne agencje rządowe i naukowe – ilość mężczyzn, którzy zgwałcili kobietę nie będącą ich żoną/narzeczoną wynosi 15% a w niektórych regionach sięga 37%.

Zaczyna królować styl myślenia gangów i np. dzieci szkolne już nie uważają gwałtu czy molestowania seksualnego za przestępstwa a tzw. gang rape staje się częścią stylu życia.

Jeśli chodzi o tzw. przemoc w rodzinie, o której uwielbiają godzinami debatować panie nowoczesne w TVN, oskarżając „katolicką kulturę patriarchalną”, to w RPA wg statystyk – co 6 godzin zabijana jest jakaś kobieta przez swojego męża lub tzw. narzeczonego. O gwałtach na żonie/narzeczonej nawet się już nie wspomina. Tendencja jest rosnąca, albowiem np. w roku 1994/1995 zanotowano 44 tysiące gwałtów a w roku 2004/2005 – już 55 tysięcy i dało wskaźnik 114 na 100.000 osób. Pierwsze miejsce na świecie.

Dla porównania: Szwecja czyli „europejska stolica gwałtu” – to 65,3 na 100.000 i 6-te miejsce , USA – 27,3 na 100.000 i 14-te miejsce, Izrael – 17,6 i 26-te miejsce a Polska 4,1 na 100.000 i miejsce 69, co też nie jest powodem do chwały, bo Węgry mają wskaźnik 2,5 na 100.000 i miejsce 84, podobnie jak Słowacja.

Jeśli chodzi o mordy, to wg statystyk obejmujących państwa z ludnością powyżej 35 mln – RPA zajmuje również pierwsze miejsce ze wskaźnikiem na poziomie 31 na 100.000 obywateli.

Towarzyszy tym zjawiskom masowa emigracja białych obywateli RPA, głównie do Australii, Nowej Zelandii czy do Kanady. Efektem jest rosnący brak specjalistów i znikanie małych i średnich firm oraz kapitału.

Specjaliści wyliczyli, że od roku 1994 wyemigrowało z RPA ok. 1,6 mln specjalistów, niekoniecznie tylko białych ale za to z wiedzą i kapitałem. Podobno wyjazd każdego z tych przedsiębiorców i specjalistów spowodował likwidację 100-200 miejsc pracy co się przekłada na zniknięcie ok. 3-5 milionów miejsc pracy w realnej gospodarce ale też w administracji gospodarczej.

A zaczęło się niewinnie. W ramach „likwidacji nierówności w biznesie” rządy ANC opracowały wielowątkową „akcję afirmatywną”, w ramach której firmy RPA miały obowiązek „posiadać czarnego członka zarządu” i/albo – udziałowca. Cała ta operacja została nazwana programem Black Economic Empowerment czyli Ekonomiczne Równouprawnienie Czarnych. Na skalę masową zaczęło się to w 2001 r. Ale szlaki przecierali ludzie związani z liderami ANC czyli Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Takim sposobem do miliardów doszedł szwagier przyszłego pana prezydenta RPA Cyrila Ramaphosa kolegi pana Nelsona Mandeli – pan Patrice Motsepe… „ (Pink Panther – Polska i RPA czyli Muzeum Polin, „Zabij Bura”, biali farmerzy i Janusz Waluś)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm

Niech żyje wolna od białych Afryka… Europa… I Polska…

Polecam również tekst Toyaha, w którym obnażony został klasyczny przykład ignorancji pewnego znanego dziennikarza (podobno prawicowego) tym temacie. Ignorancji na tyle paskudnej i bezczelnej gdyż silącej się na uzasadnianie ww okrucieństwa jako sprawiedliwego odwetu na białych, za lata kolonializmu. Czy redaktor Klarenbach wie, że w Afryce nie mówi się po murzyńsku?

Oraz jeszcze jeden obrazek, będący przykładem iście diabelskiego sprytu w kreowaniu przez lewicę okazji, czyli promocji tzw. pożytecznych idiotów jako wizerunku „prawdziwego/fajnego katolicyzmu”, który w rzeczywistości jest jego karykaturą… Krótki fragment, a po szczegóły zapraszam pod linkiem… (Odys)

„… Coryllus napisał coś takiego: „Wyobraźmy sobie, że człowiek, który przez całe życie karmił się treściami z GW i TVN, nagle stwierdził, iż są one niekompatybilne z jego codziennym, praktycznym doświadczeniem, a także obserwacjami czynionymi na bardzo podstawowych poziomach. Zrezygnował więc z pochłaniania tych treści i rozpoczął poszukiwanie nowych. Zamyślił się i powiedział sam do siebie – a może w tym całym Kościele mają coś interesującego? No i sięgnął po pierwszą rzecz z zakresu publicystyki katolickiej jaka mu się w sieci nawinęła. Była to recenzja książki Terlikowskiego o Wenantym Katarzyńcu umieszczona na stronach portalu prowadzonego przez Targalskiego, kolejnego tuza myśli prawicowej. Koniec. Nasz hipotetyczny poszukujący prawdy czytelnik, dokończył lekturę, po czym ze spokojem powrócił do GW i TVN, bo uznał, że to jest jednak jakiś poziom, nawet jeśli go oszukują, to czynią to w sposób nie ubliżający zarówno inteligencji, jak i emocjom. No może czasem, ale to jest doprawdy nic, w porównaniu z tym co robi Terlikowski”.

Moim zdaniem Zarząd Agory ma pełną świadomość słuszności tego, co pisze Coryllus i dlatego właśnie zlecili red. Sroczyńskiemu przeprowadzenie rozmowy z Małgorzatą Terlikowską. Nie oszukujmy się. Oni doskonale wiedzą, że przeciętne polskie katolickie małżeństwo, starannie praktykujące swoją wiarę, modlące się wspólnie z dziećmi przed zaśnięciem, chroniące dzieci przed tym co złe i wychowujące je na ludzi uczciwych i porządnych, tą są dokładnie tacy sami ludzie jak oni, tylko znacznie, znacznie lepsi, a przede wszystkim szczęśliwsi i w najmniejszym stopniu nie przypominający tej parki freaków. I oni zrobią wszystko, by świat się tej prawdy nie poznał. I dlatego do skutecznej realizacji tego swojego poplątanego planu potrzebują kogoś, kto ten styl życia skutecznie światu obrzydzi, a do tego celu potrzebują ludzi takich jak Terlikowscy, którzy dostarczą mu zaledwie dwóch informacji. Pierwszej takiej, że typowy polski katolik modli się głównie o to, by Bóg im zesłał pieniądze na nowy samochód, ewentulanie większy telewizor, a kiedy już się to uda załatwić, żeby pozwolił mu na czysto rozwiązać dylematy związane z integralną i jakże fundamentalną sferą życia, jaką jest dupa. Wystarczy.” (Toyah – 17 mgnień wiosny, czyli o funkcji dupy i pieniądza w życiu człowieka pobożnego)

podobne: Gazeta Wyborcza i kult tolerancji dla pedofilii czyli… kogo ochrania i kto zarabia na Lex Trynkiewicz. O grzebaniu w psyche i „świat na opak” oraz: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

„(…) A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi. Pełni są też wszelakiej nieprawości, przewrotności, chciwości, niegodziwości. Oddani zazdrości, zabójstwu, waśniom, podstępowi, złośliwości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, w tym, co złe – pomysłowi, rodzicom nieposłuszni, bezrozumni, niestali, bez serca, bez litości. Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią…” (Z listu do Rzymian św. Pawła apostoła)

Shahrzad Hazrati – Historia

„Roztargnieni pod specjalną ochroną” czyli prawo w służbie niesprawiedliwości (krótka lekcja z WOSu na temat władzy realnej)


„… tym, którzy przez wytrwałość w dobrych uczynkach szukają chwały, czci i nieśmiertelności – życie wieczne; tym zaś, którzy są przekorni, za prawdą pójść nie chcą, a oddają się nieprawości – gniew i oburzenie. Ucisk i utrapienie spadnie na każdego człowieka, który dopuszcza się zła, najpierw na Żyda, a potem na Greka. 10 Chwała zaś, cześć i pokój spotka każdego, kto czyni dobrze – najpierw Żyda, a potem Greka. 11 Albowiem u Boga nie ma względu na osobę. 

12 Bo ci, którzy bez Prawa zgrzeszyli, bez Prawa też poginą, a ci, co w Prawie zgrzeszyli, przez Prawo będą sądzeni. 13 Nie ci bowiem, którzy przysłuchują się czytaniu Prawa, są sprawiedliwi wobec Boga, ale ci, którzy Prawo wypełniają, będą usprawiedliwieni. 14 Bo gdy poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą3, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. 15 Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające. 16 [Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii. 
17 Jeżeli jednak ty dumnie nazywasz siebie Żydem, całkowicie zdajesz się na Prawo, chlubisz się Bogiem, 18 pouczony Prawem znasz Jego wolę i umiesz rozpoznać co lepsze, 19 a jesteś przeświadczony, żeś przewodnikiem ślepych, światłością dla tych, którzy są w ciemności, 20 wychowawcą nieumiejętnych, nauczycielem prostaczków, mającym w Prawie wyraz wszelkiej wiedzy i prawdy… 21 Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz…” (Z listu św Pawła apostoła do Rzymian)

„… Właśnie opinia publiczna została poruszona salomonowym wyrokiem Sądu Najwyższego, który uniewinnił sędziego przyłapanego na kradzieży 50 złotych, a więc nawet nie żadnego „złota”, tylko papierowego Scheissu o niewielkiej wartości. Niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy przyjął bowiem, że ów sędzia nie miał wcale złych intencji i tych 50 złotych wcale nie „ukradł”, tylko „wziął” wskutek roztargnienia. Najwyraźniej musiał być tak przyzwyczajony do chowania do kieszeni każdego banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku, że to przyzwyczajenie zeszło u niego do poziomu instynktów, a jak wiadomo, instynkt wyłącza działanie świadome. Tymczasem, według staroświeckich poglądów, które przydają się również, a może nawet zwłaszcza w takich sytuacjach, wyłączenie świadomości sprawcy czynu tempore criminis sprawia, że nie można przypisać mu winy, nawet nieumyślnej, a skoro tak, to nie ma innej rady, jak tylko delikwenta uniewinnić. Toteż niezawisły (jeszcze) Sąd Najwyższy tak właśnie uczynił, być może kierując się przesłanką tak zwanej notoryjności sądowej – że żaden sędzia nie potrafiłby oprzeć się pokusie schowania do kieszeni banknotu, jaki znalazł się w zasięgu jego wzroku i ręki. Skoro bowiem sędziowie stanowią wyjątkową pod każdym względem „kastę” ludzi, to muszą się od ludzi normalnych różnić jakąś, przynajmniej jedną, istotną właściwością. Dlaczego zatem nie taką?… 

nasycenie środowiska sędziowskiego i prokuratury konfidentami, wywołuje dodatkowe skutki, zarówno w zakresie ustawodawstwa, jak i praktyki wymiaru sprawiedliwości. Rzecz w tym, że agentura w prokuraturze i sądach jest wykorzystywana nie tylko do ochrony bezpieczniaków przed odpowiedzialnością karną za rozkradanie państwa i inne machinacje, ale również do ochrony przed odpowiedzialnością karną zwyczajnych konfidentów, którzy przez swoich mocodawców i zleceniodawców wynagradzani są właśnie bezkarnością. Żeby uniknąć niepotrzebnej ostentacji, przeprowadzone zostały odpowiednie zmiany w ustawodawstwie. Bo zazwyczaj konfident przyłapany na dorabianiu sobie za pomocą kradzieży, bywa pod rozmaitymi pretekstami oczyszczany z zarzutów, z czego oczywiście korzystają również funkcjonariusza organów ścigania, zgodnie z biblijną jeszcze zasadą, że „nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu”. Wtedy taki konfident musi tylko opłacić łapówki – oczywiście „po czinu”, czyli według rangi zajmowanej w strukturze organów ścigania przez osobę tuszującą sprawę. Ale bywa i tak, że taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym uczynku i ze względu na rozgłos w opinii publicznej sprawy zatuszować nie można bez utraty prestiżu i wywołania podejrzeń wobec organów ścigania. Na taką okoliczność we wrześniu 2013 roku, a więc w ramach grillowania premiera Donalda Tuska z powodu nieudanej próby uzyskania autonomii wobec starych kiejkutów, które zrobiły z niego człowieka, uchwalona została nowelizacja kodeksu postępowania karnego, w ramach której wprowadzona została instytucja tzw. dobrowolnego poddania się karze. Jeśli taki jeden z drugim konfident zostanie przyłapany na gorącym, to układa się z prokuratorem, że dobrowolnie podda się karze. Prokurator w takiej sytuacji już nie drąży sprawy, tylko występuje z odpowiednim wnioskiem do niezawisłego sądu, który bez przeprowadzania rozprawy i bez żadnego postępowania dowodowego, przyklepuje przyłapanemu karę, którą tamten uzgodnił z prokuratorem – jak się możemy domyślać – nie za darmo. Prawdopodobnie i sędzia też podłączany bywa do spółdzielni, bo nowelizacja obfituje w rozmaite zachęty; sędzia „może”, ale „nie musi”, a skoro tak, to trzeba go jakimiś argumentami do tego przekonać. W tej sytuacji tylko głupek by nie skorzystał, a wiadomo, że wśród niezawisłych sędziów żadnych głupków nie ma. Wszyscy są więc zadowoleni; przestępca – bo unika kłopotliwych pytań, nie mówiąc już o podłączaniu do prądu, dzięki czemu może chronić wspólników, którzy w tej sytuacji poczuwają się do solidarności i składają na łapówki. Funkcjonariusze organów ścigania – bo nie muszą przemęczać się pracą, a pieniążki płyną – jak mówi poeta: „skąd, gdzie – ani wiesz!” , no i niezawisłe sądy – bo postępowania toczą się sprawnie, jak na NKWD-owskim konwejerze, żadnych apelacji nie ma co się obawiać, a co się odłoży, to się odłoży… ” (Stanisław MichalkiewiczRoztargnieni pod specjalną ochroną)

podobne: „Ludzie skłonni są myśleć, że to, co jest legalne, musi być dobre” czyli… Stanisław Michalkiewicz o konsekwencjach bezprawia.  oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: (Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

”…Rzeczy materialne w tym świecie są dobrami rzadkimi. Szatan jest bytem inteligentnym i sprytnie to wykorzystuje. Kusi nas i jest mistrzem ubierania zła w pozory dobra. Człowiek nigdy nie wybiera zła za swój cel działania. Zawsze znajduje usprawiedliwienie dla swoich wyborów. Jezus był kuszony na pustyni przez Szatana, aby kamienie zamienił w chleb. Rzeczy materialne, same w sobie stworzone przez Boga, są dobre. Są neutralne, ale to my nadajemy im wartość w naszym działaniu. I nigdy nie powinny stać się celem naszych działań. Na pierwszym miejscu naszej skali wartości powinno być miejsce tylko dla Boga…” (Ks. Jacek GniadekZrobić miejsce dla Chrystusa)

„… Ludzie mogą żyć i zaspokajać swe potrzeby tylko dzięki bezustannej pracy… 

…wszystkie prawne środki powinny chronić własność i prześladować rabunek.

Lecz ogólnie rzecz biorąc prawo jest tworzone przez jednego człowieka albo przez jedną grupę ludzi. A ponieważ prawo nie może działać bez sankcji i wsparcia przeważającej siły, siła ta musi zostać złożona w ręce tworzących prawo.

Fakt ten, w powiązaniu z fatalną ludzką skłonnością do zaspokajania potrzeb możliwie najmniejszym wysiłkiem, wyjaśnia niemal powszechne odwrócenie funkcji prawa. Łatwo więc zrozumieć, w jaki sposób prawo, zamiast zwalczać niesprawiedliwość, staje się jej niezwyciężonym narzędziem. Łatwo zrozumieć, dlaczego prawodawca używa prawa, by niszczyć wolność osobistą innych ludzi za pomocą różnych stopni niewoli, ich wolność za pomocą ucisku i ich własność za pomocą rabunku. Wszystko to dzieje się dla dobra osoby wydającej prawa, proporcjonalnie do posiadanej przez nią władzy.

Ofiary legalnego rabunku
Ludzie oczywiście buntują się przeciw niesprawiedliwości, gdy stają się jej ofiarami. Dlatego gdy prawo organizuje rabunek na korzyść tworzących prawo, wszystkie obrabowywane klasy próbują środkami pokojowymi albo rewolucyjnymi uczestniczyć w tworzeniu praw. W zależności od stopnia oświecenia klasy uciskane mogą wybrać dwa zasadniczo odmienne cele swego dostępu do władzy: mogą zechcieć albo wstrzymać legalny rabunek, albo w nim uczestniczyć.

Biada krajowi, w którym ten ostatni cel przeważy, gdy z kolei masy ofiar legalnego rabunku posiądą władzę tworzenia praw!

Zanim tak się stanie, mniejszość uprawia legalny rabunek większości – powszechna praktyka tam, gdzie udział w tworzeniu praw jest ograniczony do niewielkiego kręgu ludzi. Ale potem w tworzeniu praw zaczynają brać udział wszyscy, i wszyscy próbują zrównoważyć swe przeciwstawne interesy za pomocą wszechobecnego rabunku. Zamiast usunąć niesprawiedliwość ze społeczeństwa, ludzie czynią ją powszechną. Gdy tylko klasy okradane posiądą władzę polityczną, ustanawiają system odwetu na innych klasach. Nie likwidują legalnego rabunku – to wymagałoby wyższego stopnia oświecenia, niż przez nie posiadany. Zamiast tego naśladują złych poprzedników uczestnicząc w legalnym rabunku, nawet wbrew własnym interesom.

Jak gdyby każdy musiał, zanim zapanuje sprawiedliwość, odcierpieć swoją część okrutnej odpłaty w części za zło, w części za niezrozumienie.

Rezultaty legalnego rabunku
Nie można wprowadzić w społeczeństwie donioślejszej zmiany ani większego zła, niż zamiana prawa w narzędzie rabunku.

Jakie są konsekwencje takiej przemiany? Trzeba tomów, by opisać je wszystkie. Musimy się więc zadowolić wypunktowaniem najbardziej uderzających.

Przede wszystkim sumienie ludzkie przestaje rozróżniać między sprawiedliwością a niesprawiedliwością.

Żadne społeczeństwo nie może istnieć, jeżeli jego prawa nie są przynajmniej w pewnym stopniu przestrzegane. Najpewniejszym sposobem zapewnienia poszanowania praw jest uczynienie ich godnymi szacunku. Gdy prawo i moralność stoją w sprzeczności, obywatel jest postawiony przed okrutnym wyborem: albo utraci zmysł moralny, albo poszanowanie dla prawa. Oba te zła mają równe konsekwencje i człowiekowi trudno pomiędzy nimi wybierać.

Naturą prawa jest strzeżenie sprawiedliwości. To wiele znaczy, bo w umysłach ludu prawo i sprawiedliwość są tym samym. Każdy z nas mocno skłania się ku uznawaniu tego, co legalne także za sprawiedliwe. Pogląd ten jest tak bardzo powszechny, że wielu ludzi mylnie sądzi, że rzeczy są „uczciwe”, bo prawo je takimi czyni. Dlatego aby dla wielu sumień rabunek wyglądał na uczciwy i uświęcony, trzeba tylko, by został zadekretowany i usankcjonowany przez prawo. Niewola, ograniczenia własności i monopole znajdują obrońców nie tylko wśród tych, którzy na nich korzystają, ale również wśród tych, którzy przez nie cierpią…

…Musimy wypowiedzieć wojnę socjalizmowi. Zgodnie z definicją socjalizmu autorstwa Charlesa Dupin, słowa te znaczyły: Musimy wypowiedzieć wojnę rabunkowi.

Ale o jakim rabunku mówił? Istnieją przecież dwa rodzaje rabunku: legalny i nielegalny.

Nie sądzę, aby nielegalny rabunek, taki jak kradzież albo oszustwo, który prawo karne określa, przewiduje i karze, mógł być nazwany socjalizmem. To nie ten rodzaj rabunku systematycznie podkopuje fundamenty społeczeństwa. W każdym razie walka z tym rodzajem rabunku nie rozpoczęła się na rozkaz wymienionych panów. Walka z nielegalnym rabunkiem toczyła się od zarania dziejów. Na długo przed rewolucją 1848 roku, na długo przed pojawieniem się socjalizmu istniały we Francji policja, sędziowie, żandarmeria, więzienia, lochy i szubienice do zwalczania nielegalnego rabunku. Walkę tę prowadzi samo prawo i uważam (oraz życzę sobie), że powinno ono zawsze zachowywać to nastawienie przeciw rabunkowi.

Prawo chroni rabunek
Jednak nie zawsze tak się dzieje. Niekiedy prawo broni rabunku i w nim uczestniczy. Oszczędza beneficjentom rabunku wstydu, niebezpieczeństwa i skrupułów, na jakie byliby bez tego narażeni. Niekiedy prawo oddaje do dyspozycji rabujących cały aparat sądów, policji i żandarmerii, a ofiarę, gdy ta się broni, traktuje jako przestępcę. Krótko mówiąc, jest to legalny rabunek, który bez wątpienia miał na myśli de Montalembert.

Taki właśnie legalny rabunek może być tylko izolowanym wtrętem wśród dostępnych ludziom środków prawnych. Jeżeli tak jest, to najlepiej znieść go bez zbędnych mów i oświadczeń, wbrew głosom ukrytych interesów.

Jak rozpoznać legalny rabunek?
Ale jak rozpoznać legalny rabunek? Jest to całkiem proste. Trzeba sprawdzić, czy prawo zabiera jednym osobom to, co do nich należy i daje innym osobom, które nie mają do tego prawa. Trzeba sprawdzić, czy prawo daje korzyści jednemu obywatelowi kosztem innego, w sposób, jakiego sam obywatel nie może się podjąć nie popełniając przestępstwa.

Prawo takie trzeba bezzwłocznie znieść, bo jest ono nie tylko złe samo w sobie, ale staje się ono także obfitym źródłem dalszego zła, powodując odwet. Jeżeli taki izolowany przepis nie zostanie natychmiast uchylony, poszerzy się, zwielokrotni i rozrośnie w system.

Osoba ciągnąca korzyści z takiego przepisu będzie się gorzko skarżyć, broniąc swych praw nabytych. Będzie podnosić, że państwo ma obowiązek ochrony i ułatwiania jego partykularnej działalności; że proceder ten wzbogaca państwo, bo chroniona sfera jest zdolna do większych wydatków i może więcej płacić ubogim pracownikom.

Ta sofistyka kryjąca prawdziwe interesy nie jest warta uwagi. Uznanie tych argumentów pozwoli na rozbudowę legalnego rabunku w system, co już się właściwie stało. Dzisiejsze oszustwa polegają na usiłowaniu wzbogacenia wszystkich kosztem wszystkich, uczynienia rabunku powszechnym pod pretekstem jego zorganizowania.

Legalny rabunek ma różne oblicza
Legalnego rabunku można dokonywać na niezliczone sposoby. Mamy więc niezliczone nazwy dla planów jego organizowania: cła, ochrona, zasiłki, dotacje, zachęty, progresywne podatki, szkoły publiczne, gwarantowane zatrudnienie, płaca minimalna, gwarantowane zyski, prawo do zasiłku, prawo do narzędzi pracy, nieoprocentowany kredyt i tak dalej. Całość tych planów, zmierzających do legalnego rabunku, tworzy socjalizm.

Ponieważ z definicji tej wynika, że socjalizm jest tu podstawową doktryną, nie można zaatakować go inaczej, niż za pomocą innej doktryny…(Frederic Bastiat – Prawo)

podobne: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Czy podatki dają pracę? (czy może odbierają) oraz: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) polecam również: Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.

” Otóż władza może być albo święta albo tajna. Nie ma innej możliwości, bo inna władza po prostu nie spełnia swojej funkcji, nie działa. To znaczy działa jakiś krótki czas, a następnie degeneruje się w brzydki sposób.” (Gabriel Maciejewski – O prawdziwej naturze władzy)

„…Fikcja, w którą wierzymy opisywana jest w podręcznikach do WOS-u. Władza dzieli się na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a jej gwarantem jest naród, który głosuje w powszechnych wyborach. Naród ten nazywany jest czasem suwerenem. Realnie władza dzieli się na flotę, armię i bojówkę lub bojówki. Te ostatnie mają nadrzędny w stosunku do armii i floty charakter, albowiem za ich pomocą dyscyplinuje się generałów i admirałów. W obecnym świecie bojówka ma charakter oficjalny i nosi nazwę tajnych służb. Ponieważ każda kolejna władza musi mieć pewność, że bojówka jest wierna, bo od niej zależy wszystko, tworzy nowe służby, które kontrolują poprzednie. Tamte zaś rozwiązuje, albo i nie, jeśli okaże się, że nazbierali oni tyle haków na władzę, że nic im nie można zrobić. W takiej sytuacji wszyscy siadają do negocjacji i coś ustalają. A co z suwerenem? Nic. Naród już od dawna ma w nosie wybory, głosuje tylko 30 proc. społeczeństwa i tak jest dobrze. Nikt nie chce tego zmieniać, bo gdyby wszyscy uprawnieni poszli do wyborów, zmieniły by się w sposób istotny realia polityczne, a to pociągnąć mogłoby za sobą rozruchy, w wyniku których ktoś musiałby zginąć. A ci co giną, zawsze są wcześniej do śmierci wyznaczeni. Nie informuje się ich jednak o tym, bo ta śmierć jest przedmiotem targów, pomiędzy władzą aspirującą, mającą do dyspozycji nową bojówkę, a starą bojówką i częścią władzy, która nie ma sił, by utrzymać się na powierzchni i szuka nowych rozwiązań. U nas jeszcze do takich rzeczy nie doszło, ale one są znane z historii. Przykład wielkiego pensjonariusza Niderlandów – Jana de Witt i jego brata Cornelisa jest tu najbardziej wyrazisty.

W opisanym wyżej układzie potrzebny jest jakiś stabilizator czyli gwarant. I to zawsze jest bank, który daje zabezpieczenie aktywom starej bojówki i nowej władzy. Ten bank może przez to wpływać realnie na to kto będzie rządził. I to jest clou systemu, ale o tym się nie mówi. To znaczy nie mówi się dziś, w epoce rozbuchanych mediów, wolnego słowa i różnych innych fikcji jakże podobnych do konfederatek i kontusików oszalałych mitomanek biegających ulicami polskich miast w latach 1863-64. Dawniej pisało się o tym otwarcie w gazetach… ” (coryllus – O realnym i fikcyjnym podziale władzy)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów i to: Styczeń 1863 w służbie rewolucji czyli wyzwolenie z rozumu i własności… „Był sobie kraj…”

Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zadrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadziwcie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie starając jedynie o zaspokojenieswych żądz…” (List Jakuba 4:1-3)

Folwark Zwierzęcy

(Nie)pewne skutki reformy sądownictwa czyli… Sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie


„…W rezultacie sławnej transformacji ustrojowej partia została zlikwidowana, a bezpieczniacy utworzyli struktury zorganizowanej przestępczości, wśród których najgroźniejsze były Wojskowe Służby Informacyjne. W rezultacie niezawisłe sądy wyemancypowały się z jakiejkolwiek zależności od konstytucyjnych struktur państwa i podlegały już nie żadnym tam „ustawom”, tylko – oficerom prowadzącym – bo przecież nikt nie ma chyba najmniejszej wątpliwości, że stare kiejkuty plasowały agenturę nie w środowisku gospodyń domowych, tylko między innymi – w wymiarze sprawiedliwości, gdzie – jak powiada poeta – „sypią się piękne wyroki”. Ostatnie kongresy sędziów, organizowane przez panią Małgorzatę Gersdorf, która z sędziowskiej pensyjki potrafiła uciułać sobie miliony pokazują, że agentura mogła stanowić nawet 10 procent ogółu sędziów. Posłuszeństwo wobec starych kiejkutów zapewniało całkowitą bezkarność, toteż nic dziwnego, że wystarczyło 25 lat takiego stanu rzeczy, by w środowisku wytworzyło się przekonanie, iż jest to stan naturalny, a sędziowie są wyjątkową „kastą”, rodzajem Ubermenschów, nawet jeśli w skromnych początkach jeszcze „srać chodzili za chałupę”. Ale fortuna kołem się toczy i pysznych poniża, toteż nic dziwnego, że i nasi Zasrancen w końcu się doigrali.

W ramach rekonstrukcji przedwojennej sanacji, która najwyraźniej jest ideałem pielęgnowanym w sercu prezesa Jarosława Kaczyńskiego, przyszła kryska i na nich, zgodnie z art. 4 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 roku, stanowiącym, iż „w ramach państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. Wynika z niego, że poza państwem nie ma życia. No dobrze – ale cóż to właściwie jest, to „państwo”, poza którym nie ma życia? Ano, to nic innego, jak państwowa biurokracja. Toteż uchwalone niedawno nowelizacje ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych oraz rządowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym nie pozostawiają złudzeń, że rząd przeszedł na ręczne sterowanie niezawisłymi sądami. Wbrew lamentom, że to „koniec państwa prawa”, podporządkowanie sądów rządowi wcale nie musi być gorsze od podporządkowania ich starym kiejkutom. Cokolwiek można złego powiedzieć o rządzie, to ma on przynajmniej tę zaletę, że wiadomo, kto go tworzy, kto jest, dajmy na to, premierem, a kto – ministrem sprawiedliwości, podczas gdy w przypadku starych kiejkutów była to całkowita enigma, bo – jak wiadomo – po rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych, starych kiejkutów oficjalnie „nie ma”…

…lamenty, jakoby Polska była dotąd „państwem prawa” mogą wzbudzać śmiech pusty, jeśli nie „litość i trwogę”. Recenzję w tej dziedzinie wystawił III Rzeczypospolitej nie żaden działacz PiS, tylko funkcjonariusz, minister spraw wewnętrznych w rządzie premiera Tuska, w podsłuchanej, a więc niewątpliwie szczerej rozmowie stwierdzając, że to „ch…, d… i kamieni kupa”. Może pulchna pani poseł Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer uważa, że tak właśnie „państwo prawa” powinno wyglądać, w co chętnie wierzę, bo już na pierwszy rzut oka widać, że „naiwne to i niewinne” – chociaż oczywiście wie, z której strony chleb jest posmarowany i do Nowoczesnej trafiła, jak po sznurku, którego przecież sama sobie chyba nie naciągnęła. Sytuację rządowi PiS ułatwiła arogancja sędziów, a zwłaszcza – pana prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, który nie tylko kolaborował w posłami PO przy nowelizowaniu ustawy o TK, ale i nie protestował przeciwko wyborowi „nadliczbowych” sędziów tego Trybunału i nadal pozuje na autorytet moralny, najwyraźniej uważając, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty” – czy pani Małgorzaty Gersdorf, nie mówiąc już o przebierańcach drobniejszego płazu, z którymi mają do czynienia zwykli obywatele. Uchylenie zasłony dotychczas skrywającej kulisy afery Amber Gold, czy warszawskiej reprywatyzacji, w których sędziowie, prawdopodobnie na polecenie starych kiejkutów, nie tylko patrzyli przez palce na łajdactwa, ale nawet i dzisiaj demonstrują świadomą dyscyplinę, na pytanie komisji o nazwisko odpowiadając: nie wiem, nie pamiętam, ostatecznie przekonało opinię publiczną, że nie ma kogo żałować, że PiS wprawdzie stosuje kozackie metody, ale widać inaczej rozgonić tego łajdackiego towarzystwa wzajemnej adoracji się nie da.

Nie jest też wykluczone, że nawet gdyby PiS utraciło władzę, to ekspozytura Stronnictwa Pruskiego wcale nie musi zrezygnować z ręcznego sterowania niezawisłymi sądami. Wykorzystując te same procedury, powyrzuca tylko faworytów obecnego rządu i na ich miejsce wprowadzi tak zwanych „naszych sukinsynów”, którzy w podskokach zrobią, co tam będzie się od nich oczekiwało… (Stanisław Michalkiewicz„Kasta” się doigrała)

podobne: Utopione w Wiśle POdsłuchy dojrzały do wypłynięcia (dzięki Schetynie?). PIS domaga się komisji śledczej, PO kontratakuje SKOKiem. Czy sądy czeka ręczne sterowanie? Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta. oraz: UWAGA! – Sąd Najwyższy: Polacy nie są właścicielami składek ZUS! i to: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

…pod koniec dnia odezwał się Prezydent, ogłoszając, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym, o ile Sejm nie przyjmie jego nowelizacji ustawy o wyborze członków Krajowej Rady Sądownictwa, gdzie o wyborze sędziego ma decydować już nie zwykła większość sejmowa, ale 3/5 głosujących.

      Kiedy to usłyszałem, przyznaję, że odetchnąłem z ulgą, przede wszystkim dlatego, że Prezydent zadeklarował gotowość podpisania ustawy o Sądzie Najwyższym, na której nam wszystkim bardzo zależy, ale też przez to, że on swoim oświadczeniem rozwiązał problem owego KRS-u. Ja bowiem nie mogłem znieść sytuacji, kiedy naczelnym argumentem za tym, że zmiany w systemie sprawiedliwości są jak najbardziej uczciwe i nie mające niż wspólnego z polityką, jest to, że sędziów Sądu Najwyższego nie będzie wybierał Sejm, ale wskazani przez Prawo i Sprawiedliwość sędziowie. Przepraszam bardzo, ja jestem starym kaczystą i do końca moich dni będę głosował na Prawo i Sprawiedliwość, ale to w żaden sposób nie oznacza, że jestem idiotą, który nie rozumie, co się dzieje. Nie może być bowiem tak, że politycy Prawa i Sprawiedliwości uznali, że z tą swoją nędzną większością jakoś dociągną do następnych wyborów, potem się zobaczy, a ja się będę na to głupio uśmiechał. Niech się może trochę bardziej postarają i bardzo dobrze, że prezydent Duda ich do wyjścia z tej gnuśności zmusił.

      Ale jest jeszcze coś, co uważam za dużą korzyść płynącą z prezydenckiego gestu. Otóż on w ten sposób przekazał części parlamentarnej opozycji bardzo czytelną wiadomość, że oto przed nimi ostatnia szansa, by zdążyć na pociąg, który już za chwilę odjedzie. Że oni oczywiście dostaną miejsce w wagonie towarowym, i na razie lepiej już nie będzie, ale przynajmniej nie zostaną na peronie ze Schetyną i Petru i tą całą bandą durniów, którzy dziś się cieszą, że może Adrian stał się wreszcie Andrzejem…” (Krzysztof Osiejuk, szkolanawigatorow.pl – Nasi napadają)

podobne: Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza a także: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

Chodzi wszak nie tyle o odpolitycznienie sądownictwa tudzież jego niezawisłość, bo to są puste slogany mające na celu wykreowanie w umysłach prostych ludzi szkodliwe złudzenie, że sędzia to jakiś półbóg który ze względu na to że nosi togę i łańcuch, nie może podlegać kontroli i zasadzie ograniczonego zaufania, bo z zasady nie popełnia błędów. Jak ktoś wierzy w takie bajki to już jego problem, tymczasem chodzi o taką konstrukcję nadzoru nad wymiarem sprawiedliwości, tj. kadrami które go tworzą, w którym wszyscy (tak rząd jak i opozycja) są zmuszone do wspólnej za sędziów odpowiedzialności (patrząc sobie wzajemnie na ręce), nie mogą się więc w zależności od zajmowanego miejsca przy korycie przerzucać winą jak przekupki, że to nie oni a inni ponoszą winę. W końcu to nie sędziowie tworzą prawo a tylko stoją na straży jego przestrzegania. Jaka władza takie prawo (nie wyłączając sędziów), i najwyższy czas dostrzec tę różnicę między twórcą patologii a jego wykonawcą (często ślepym na sprawiedliwość, bo podwieszonym pod aktualną władzę). Ta reforma jakkolwiek nie idealna, to dzięki interwencji prezydenta (która jak dla mnie wcale nie wygląda na nieuzgodnioną z rządem 😉 ) pozwoli wyborcom wreszcie dostrzec kto tak naprawdę trzyma w tym kraju lejce sprawiedliwości… A jeśli przy okazji oczyści środowisko sędziowskie (czas pokaże) to czego chcieć więcej… (Odys)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Pustynia kwitnąca prawem Ewangelii czyli… pierwsi mnisi (pustelnicy) i kościół w Polsce doby piastowskiej. Do czego potrzebne są zakony? a także: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? polecam również: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

„…W obecnym systemie wyborczym rząd jest zawłaszczony przez polityczne gangi zwane „partiami”, a „suwerenowie” – jak w szczytowym momencie nadymania się własnym gazem scharakteryzowała obywateli naszego nieszczęśliwego kraju Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pihowicz – nie mają na jego postępowanie żadnego wpływu. Skoro więc pan prezydent Andrzej Duda, który najwyraźniej wkroczył na drogę wytyczoną przez Kazia Marcinkiewicza, z którego prezes Kaczyński też wystrugał człowieka, a nawet mężyka stanu, wyznaczył na 11 listopada 2018 roku referendum konstytucyjne, to warto by postawić w nim pytanie, czy gwoli uzdrowienia sytuacji w wymiarze sprawiedliwości nie odstąpić, przynajmniej na 50 lat, od zasady nieusuwalności sędziów i nie zmusić ich do poddania się kontroli ze strony „suwerenów”, czyli do poddania się procedurze wyborczej. Sędzia, bez względu na szczebel w hierarchii sądów, musiałby co 5 lat poddać się wyborom i gdyby nie został wybrany, to nie byłoby od tego żadnego odwołania. Podobnej procedurze należałoby poddać prokuratorów i komendantów policji, przynajmniej podstawowych szczebli. Ja nie jestem ultrasem demokracji, ale skoro już się w nią bawimy, to dobrze – niech w takim razie obywatele maja wpływ również, a może przede wszystkim na tych dygnitarzy, z którymi mają do czynienia bezpośrednio i na co dzień. Obywatel może przez całe życie nigdy nie spotkać się z żadnym posłem, czy senatorem, nie mówiąc już o prezydencie – podczas gdy z komendantem policji, prokuratorem czy sędzią, może zetknąć się wielokrotnie i to niekoniecznie jako podejrzany, czy oskarżony, ale znacznie częściej – jako poszkodowany przez czyjeś – również dygnitarskie łajdactwo, czy jako ofiara przestępstwa, których dopuszczają się korzystający dotychczas z przywileju bezkarności konfidenci WSI, czy innych bezpieczniackich watah, hulających po Polsce na podobieństwo tornada. Z punktu widzenia obywateli uzyskanie wpływu na obsadzanie tych stanowisk jest znacznie ważniejsze – a z tego właśnie zostali podstępnie wyzuci przez polityczne gangi, które dzisiaj przepychają się między sobą o to, który z nich będzie obsadzał swoimi łajdakami niezawisłe sądy.” (Stanisław Michalkiewicz – Lewatywa dla niezawisłych sądów)

rys. Andrzej Krauze

Zamiast reprywatyzacji i własności, „nacjonalizacja” i więzienia z pustaków na kredyt (zwane „MieszkaniePlus”) czyli… O tradycji wywłaszczania Polaków przez „elity” naiwne i mściwe (II). Dwór który wciąż jest.


Artur Grottger – Polonia VI. Obrona dworu

„…Z opowieści o czombrowskim domu, który próbował przetrwać bolszewików z ich metodycznym, zaplanowanym paleniem polskich dworów najbardziej chcę pamiętać jedną, podzieloną na dwie części. Nie jest to opowieść o przyrządzaniu tortu makowego, czy o ubieraniu choinki, ani o pięknych paniach w wytwornych sukniach popijających herbatę w trzcinowych fotelach. To opowieść o Majowym, której pierwsza część jest taka:

„Przed I wojna, w przedpokoju koło drzwi do jadalni stał ołtarzyk z figurką Matki Boskiej, przystrojony kwiatami. Wieczorami zbierali się przy nim domownicy i część służby. Przy zapalonych świecach Maria intonowała kolejne wezwania, a pozostali odpowiadali „Módl się za nami”. Po powrocie [po I wojnie] do pustego czombrowskiego dworu zwyczaj ten powrócił, z tym, ze teraz wszyscy klękali w ogołoconym z mebli salonie. I znów jak dawniej płynęły przy świetle świecy słowa Litanii Loretańskiej. Maj 1942 roku jeszcze udało się jakoś przeżyć w miarę spokojnie.”

Druga część opowieści czeka tuż tuż:

„Bardzo szybko zaczął sie nowy koszmar, gdy w okolicy pojawiła się sowiecka partyzantka. W dzień zagrażali Niemcy, w nocy czerwoni partyzanci (…) Od września 1942 roku czerwone bandy rozpoczęły palenie stodół ze zbiorami i stogów zboża, aby w ten sposób zniszczyć zaplecze aprowizacyjne dla Niemców. (…) Czombrowska stodoła z całym użątkiem spłonęła w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1942 roku.
A potem przyszedł czas na dwory i ich mieszkańców. Dowódcy oddziałów partyzanckich dostali dyrektywy wraz z dołączonymi formularzami sprawozdawczymi. W punkcie 29. mieli wpisywać spalone dwory.(…)
16 maja 1943 roku, kiedy w Czombrowie szalały bzy i śpiewały słowiki czerwoni partyzanci przyjechali po południu. Podpalali od czterech narożników.
I tu Joanna Puchalska, autorka książki Dziedziczki Soplicowa, która mnie przez Czombrów prowadziła cytuje Zosię z filmowego planu, wnuczkę ostatniej właścicielki:
Wynosiliśmy w pospiechu tłumoczki naprędce zgarniane, a partyzanci wnosili i rozsypywali na podłodze słomę. Zebraliśmy się na trawniku przed domem. Babunia uklękła i rozpoczęła ostatnie w Czombrowie majowe. Królowo Męczenników, Królowo Wyznawców, Królowo Polski – módl się za nami. A dom płonął jak wielka ofiarna świeca.”

Kto zobaczy w tej scenie tylko pławienie się w roli dyżurnego męczennika Europy – niczego z Polski nie zrozumiał. Bo dworu dziś nie ma. Są rodzinne groby kolejnych właścicieli majątku i szczątki kaplicy cmentarnej. Nie ma dworu, a jest. Wciąż jest.” (Anna Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (1) – Czombrów)

„…wciąż widywałam w portalach turystycznych sformułowane bez potrzeby jakiegokolwiek wytłumaczenia frazy: „Dwór oddany na skarb państwa”. A na mosiężnych tabliczkach – informacje: „W posiadaniu muzeum od 1946 roku”. No, dobrze, , czasem muzeum podawało trop nieco dokładniejszy choć wciąż pełen niespotykanej dyskrecji, jak na przykład: „Z kolekcji Potockich w Krzeszowicach”, które to Krzeszowice można było sobie obejrzeć w stanie lekko zrujnowanym w sieci i dośpiewać resztę.
Czytałam, oglądałam, już widziałam w tym i ludzi i rolę jaką obywatele ziemscy pełnili przez stulecia. A jednak dopiero rok temu zadałam sobie pytanie, od którego wszystko powinno się zaczynać.

Ile? 

Ile majątków zabrał obywatelom ziemskim w 1944 roku dekret PKWN, podpisany przez Bieruta, Osóbkę Morawskiego, Wasilewską, Berlinga? Do tej pory wiedziałam, że dużo, widziałam szczegóły tej nienazwanej w historiografii oficjalnej opowieści. Ale nie zapytałam siebie o skalę. A skala stała się oczywista, kiedy tylko wyciągnęłam po nią rękę. Ciotka Wiki, od czci i wiary często odsądzana, podała mi ją tacy. Prawie dziesięć tysięcy majątków ziemskich zabrano ludziom tu, w tych granicach, które narysowała dla nas Jałta. Kolejne piętnaście tysięcy pozostało za grubą kreską mapy, zaproponowaną przez Curzona jeszcze w negocjacjach ryskich…” (Anna-Mieszczanek, szkolanawigatorow.pl – Powracanie ziemian (2) – Ile?)

podobne: Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta oraz: Kobus: Czy własność może szkodzić? i to: Traktat ryski czyli rozwód Jadwigi z Jagiełłą. Jak wolna Polska obeszła się z Kresami oczami Szubarczyka, Mackiewicza, Woyniłłowicza i Korwin Milewskiego

„…Rok 1989 rozbudził nadzieje środowisk poszkodowanych tzw. nacjonalizacją, że zagrabiona Polakom własność nareszcie zostanie zwrócona, a oni sami w końcu przestaną być obywatelami drugiej kategorii i zaczną podlegać cywilizowanemu prawu. Wydawało się to i naturalne, i oczywiste, zwłaszcza, iż lansowano wówczas modne pojęcie „państwa prawa”. I rzeczywiście, pewne własności zostały zwrócone, w tym część kamienic i własność związków wyznaniowych, w tym własność kościelna i potem, w 1997 r. – własność gmin żydowskich…

…Nadzieją dla środowisk poszkodowanych nacjonalizacją były rządy PiSu. Środowiska te wyrażały wielką radość po wyborczych zwycięstwach Kaczyńskich. Nareszcie! Teraz tylko jeszcze reprywatyzacja i Polska popłynie, będzie znowu Polską! Takie były powszechne nastroje. Z czasem jednak okazało się, że PiS do reprywatyzacji miał stosunek mętny i niejasny, a po uważniejszym sprawdzeniu – w istocie niechętny. Sam Jarosław Kaczyński wypowiadał się PRZECIWKO zwrotowi Polakom zagrabionej własności. Ze względu na nacisk społeczny /ogromne poparcie przez nasze środowisko Kaczyńskich w wyborach/, PiS na siłę rozpoczął niemrawe procedowanie nad SLDowskim projektem reprywatyzacyjnym – zwrotu 15% wartości mienia, BEZ PRAWA ZWROTU MAJĄTKU W NATURZE /a więc z szansą szczucia na dawnych właścicieli, że obciążają budżet państwa i ograbiają egoistycznie podatników/. Iście szatański projekt!

Spójrzmy na to matematycznie, bo matematyka nie kłamie. Jeżeli bolszewia zabrała 100% majątku, a komuniści i za nimi PiS chcieli oddać 15% /naturalnie ze wspólnej kasy!/, to proste działanie: 100% – 15% = 85% oznacza, że PiS również występował w roli bolszewii, że był nią w 85% i na dodatek chciał ponownie rąbnąć wspólną kasę Polaków na 15% wartości zwracanego mienia… 

… reprywatyzacja jest – poza dochowaniem elementarnej sprawiedliwości i poza zadośćuczynieniem za wyrządzone krzywdy i nieprawości – rzeczywistą dekomunizacją na polu gospodarczym. I to nawet w znaczeniu symbolicznym, gdyż najsmaczniejsze kąski z zagrabionego majątku przejęli komuniści i ich ZSLowscy komiltoni.

Poza własnością miejską /kamienice, domy, parcele/ i kościelną, w swej zasadniczej masie reprywatyzacja dotyczy środowisk przemysłowych /w niewielkiej części/, środowisk ziemiańskich /ziemianie domagają się zwrotu w naturze zaledwie 5% gruntów rolnych w kraju, co stanowi zaledwie 20% areału gospodarstw popegeerowskich/, rolników i drobnego przemysłu wiejskiego, rolno – spożywczego.

Szacuje się, że rodzin ziemiańskich , zainteresowanych reprywatyzacją jest około 14 tysięcy /szacunki nawet od 9 tysięcy/, a rodzin chłopskich od 340 tysięcy do 400 tysięcy. Przyjmując tradycyjną liczebność, zwłaszcza rodzin chłopskich, daje to szacunkową liczbę ok. 3 milionów osób, oczekujących na zwrot własności. A są to środowiska tradycyjnie prawicowe, związane z Kościołem, przenoszące przez pokolenia polskie tradycje społeczne, polityczne, gospodarcze i kulturalne.

Zanim opiszę sytuację ziemian, która jest mi najbardziej znana, chcę podkreślić że bardzo tragiczne w skutkach było „rozkułaczanie” rolników, czyli grabież większych i sensowniej prowadzonych gospodarstw chłopskich i ziemi drobnej szlachty zagrodowej, która od warstwy chłopskiej różniła się tylko pieczołowicie przechowywanym rodowym klejnotem. Dla chłopów i „szaraczków” zabór ziemi i domów był niewyobrażalną tragedią – bez wykształcenia i środków materialnych pauperyzowali się i ginęli w wielkich miastach. Niczego bowiem, poza uprawą ziemi, nie potrafili…(KOSSOBOR – Dlaczego w Polsce nie ma reprywatyzacji? UKRYTA PRAWDA. Część I)

podobne: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)  oraz: Czerwonym szatanom bez żadnej klasy o polskiej prywatnej własności i ziemi czyli… jak Karp międzynarodowym rynkiem zbożowym zatrząsł, oraz wspomnienia księdza Blizińskiego i to: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński a także: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu

„…Przeglądając z konieczności archiwalia, natknęłam się na teczkę z korespondencją znakomitego rolnika, właściciela sporego kawałka ziemi na Pomorzu, z Juliuszem Poniatowskim. Poniatowski był ministrem Rolnictwa i Reformy Rolnej. Tak się to ministerstwo nazywało. Był tym ministrem wielokrotnie, poczynając od Tymczasowego Rządu Republiki Polskiej w Lublinie Ignacego Daszyńskiego, w listopadzie 1918 roku. Rząd ten miał ubiec Radę Regencyjną. Jednym z postulatów tego rządu, szokująco lewicowego, była likwidacja wielkiej i średniej własności ziemskiej. W sumie Poniatowski był ministrem rolnictwa wielokrotnie, w różnych rządach, a w przerwach działał w oświacie. Wincenty Witos usunął go ze stanowiska, nie zgadzając się z Poniatowskim w kwestiach rolnych. Witos był chłopem, podkreślmy to.

Sprawa o której piszę rozgrywała się w końcówce lat trzydziestych ubiegłego wieku. Przedmiotem owej korespondencji była rozpaczliwa obrona wysokorolnego, hodowlanego i nasiennego /doskonałe odmiany ziemniaków – sadzeniaków/, zmechanizowanego gospodarstwa przed parcelacją. Maszyny, jak lokomobila i pługi parowe obsługiwały dodatkowo przyległe gospodarstwa chłopskie. Ilość koni hodowanych dla Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, ilość merynosów na wełnę zakontraktowaną na mundury wojskowe, ilość ziemniaków dla pracującej w majątku gorzelni – a dodatkowo jeszcze kontraktowanych u sąsiadujących rolników, mających tym samym stały i pewny zbyt na swoje plony – wszystko to od dziesiątków lat było rozplanowane na taki właśnie, spory areał gruntów uprawnych. Dodajmy jeszcze, że ziemia w tym majątku była jedynie IV kategorii i osiągane plony były zasługą wiedzy rolniczej /był po rolnictwie w Berlinie i praktykach w majątkach ziemiańskich/ i talentu gospodarskiego właściciela. Parcelacja oznaczała ruinę całego zamysłu. Ruinę gospodarki, po prostu.

Nie miało to jednak najmniejszego znaczenia dla ministra Poniatowskiego.

…jak wiemy, realizacja Manifestu Lipcowego, czyli totalny rabunek i tym samym anihilacja „warstw posiadających” – była priorytetem. Wraz z KBW przyjechał tzw. „historyk sztuki”, o wybitnie lewantyńskich rysach, naturalnie, i pokazując palcem rzeczy w domu – kazał je wynosić do samochodów. Ale najważniejszą kwestią było natychmiastwe wywłaszczenie z ziemi. Właścicielowi nie wolno było nawet pojawiać się w powiecie, w którym leżał jego majątek. Wejście do swojego lasu – a taki, nasadzony, był w majątku, zresztą pod stałą kontrolą państwa! – mogło spowodować ZASTRZELENIE na miejscu byłego już właściciela.

Zarówno Poniatowski, jak i komuniści używali pojęcia „obszarnicy”. Owszem, wówczas Poniatowski, należący do skrajnie lewicowego skrzydła piłsudczyków, był na emigracji. Ale w koncu wrócił i jak na wysokiego funkcjonariusza II RP i sanacji – nie spotkały go żadne represje i doskonale w PRL funkcjonował. I to jest ZDUMIEWAJĄCA informacja…

PS. Za miarę „celowości” parcelacj tegoż majątku przez Poniatowskiego niech posłuży to: po wojnie tylko małe skrawki ziemi „wzięli” /musieli zapłacić państwu/ okoliczni chłopi. W majątku utworzono PGR, całkowicie deficytowy przez cały okres PRLu. W drugiej połowie lat 80tych nastał kolejny dyrektor i wówczas skomasował te rozparcelowane kawałeczki – rolnicy chętnie ich się pozbyli.” (KOSSOBOR – 13.10.2012)

„…Grabski z Daszyńskim uważali za pełnoprawnych obywateli nowej Polski tych jedynie, którzy mogli stać się klientami nowej klasy urzędniczej, bez względu na narodowość, wyznanie i zasługi. W czasie kiedy odbierano herby i parcelowano majątki pod osadnictwo wojskowe nie zapewniając osadnikom nic prócz nędznego kredytu, Maria Rodziewiczówa z własnych, wyszarpywanych ziemi ciężką pracą pieniędzy budowała świetlice wiejskie, odbudowywała żydowski heder i pomagała prawosławnym chłopom. Ci sami chłopi spluwali potem za nią, kiedy odwróciła się plecami, bo była wszak dziedziczką i panią. Tak samo zachowywali się polscy urzędnicy, którym zdawało się, że polityka i historia stanęły w miejscu i teraz będzie już sprawiedliwie i pięknie, jeśli tylko uda się im rozprawić z tymi anachronicznymi i niedzisiejszymi ziemianami. Przez połowę życia II Rzeczpospolitej państwo zajmowało się systematycznym ograbianiem swoich najwierniejszych i najlepszych obywateli, kokietując jednocześnie tych wszystkich, którzy z tego państwa czerpali niezasłużone zyski lub wręcz je zwalczali dążąc do oderwania kresów od Polski.

Maria Rodziewiczówna pisała o tym książki, pisała także książki o pracy i ziemi. Czyli dwóch najważniejszych dla niej sprawach. My jednak nie czytamy dziś jej książek, bo ktoś nam kiedyś powiedział, że są anachroniczne, napisane słabo i bez polotu. Tak jakby Żeromski – czołowy społecznik – w rzeczywistości oszust i hochsztapler literacki – pisał z polotem. Myślę, że komuna tak łatwo poradziła sobie z Polską i Polakami po II wojnie światowej, bo połowę roboty odwaliły za nią przedwojenne rządy, które zajmowały się wydawaniem setek kilogramów ustaw przez zamachem majowym. Ustaw wymierzonych w klasę posiadającą, która w każdym innym kraju i systemie byłaby chroniona i wspomagana…

…Rodziewiczówna budzi niechęć także z innego powodu. Ona uprawia jeden właściwie wielki temat – opowiada o relacjach człowieka z jego własnością. I to własnością nie byle jaką, własnością która została odziedziczona, która ma wszystkie atrybuty świętości i jest bardzo wymagająca. A co może obchodzić wymagająca własność jakąś gromadę gołodupców i złodziei? Nic proszę Państwa. Nic, zupełnie. Opowieści takie mogą jedynie przeszkadzać i mącić kładziony do głów obraz dziejów jako triumfującego postępu, który walczy z reakcją i wstecznictwem. Czyni to zaś za pomocą skrytobójców, o których się milczy i awangardowych artystów, o których mówi się bardzo wiele…” (coryllus – Czego nas uczy Maria Rodziewiczówna)

podobne: Jakub Wozinski: Jak Grabski zrujnował II RP oraz: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców i to: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS polecam również: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach

„…ziemiaństwo nie musiało zginąć z powodu swojej mniejszej lub większej atrakcyjności intelektualnej, ale dlatego, że tak postanowili towarzysze radzieccy, a milczącą zgodę na to wyrazili polscy socjaliści, którym zdawało się, że sami zbudują nową Polskę i jeszcze ją obronią. Ziemiaństwo – choć według pana nie było atrakcyjne intelektualnie – posiadało inne walory – miało ziemię i pieniądze. I tą ziemią i pieniędzmi towarzysze zbrodniarze i towarzysze fałszywi reformatorzy usiłowali ratować swoje nędzne plany oraz przeznaczone na ich realizację budżety. To wszystko. I nie było na całej planecie Ziemia nikogo, kto mógłby polskich ziemian uratować. W dodatku wpędzono ich w wielką i bardzo sprytną pułapkę – w odzyskiwanie niepodległości razem z łapczywymi socjalistami i całą resztą tej parlamentarnej swołoczy. Odzyskano niepodległość. Kosztem ziemian właśnie, kosztem ich krwi, majątku i poświęcenia. Po to tylko, by ją zmarnować idiotyczną polityką…” (coryllus – O rodzajach obłędu)

podobne: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) oraz: Sławomir Suchodolski o etatyzmie i socjalizmie w gospodarce II RP. Echa „socjalizmu z ludzką twarzą” w Polsce PISu. i to: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości”

„…Jak wiadomo, przedwojenna sanacja dążyła do rozciągnięcia kontroli ze strony „państwa”, czyli ze strony państwowej biurokracji, nad wszystkimi segmentami życia nie tylko gospodarczego, czy politycznego, ale w ogóle – życia publicznego. (…) Ukoronowaniem tych wszystkich zabiegów był art. 4 konstytucji z 1935 roku, tak zwanej „kwietniowej”, który w ustępie 1 stwierdzał, że w ramach Państwa i w oparciu o nie kształtuje się życie społeczeństwa”. >W ramach „Państwa” – to znaczy, że życie społeczne zostaje ujęte w „ramy” wyznaczone przez „państwo”, czyli – urzędników, którzy też stanowią dla niego „oparcie”, to znaczy – określają również treść tego „życia”. W skutkach jest to bardzo podobne do formuły Mussoliniego: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Jest oczywiste, że przy takiej historycznej rekonstrukcji „państwa”, to znaczy – urzędników, będących wszak reprezentantami „państwa”, musi być coraz więcej. No i będzie, a jak będzie, to przecież żaden z nich nie będzie kąsał ręki, która daje mu chleb, dzięki czemu demokracja stanie się jeszcze bardziej przewidywalna...

…ludzie będą wspominali błogosławione czasy prezesa Kaczyńskiego, podobnie jak dzisiaj wspominają błogosławione czasy Edwarda Gierka, który za pożyczone pieniądze też stworzył iluzję dobrobytu na kilka lat…

…w dniach ostatnich rząd za 100 mln złotych odkupił Stocznię Szczecińską – w charakterze nabywcy podstawiając fundusz inwestycyjny „Mars”, będący częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, skupiającej ponad 60 spółek, przeważnie państwowych. Przy tej okazji pan minister Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów ujawnił, że celem rządu jest „odejście od prywatyzacji, aby budować majątek narodowy”. I słusznie, bo na takim „majątku narodowym”, to niejeden się pożywi, a melasy nigdy nie zabraknie, niczym we flaszce-niedopitce, bo nawet jakby zabrakło, to przecież zawsze można zasilić się z zasobów obywateli, który w dodatku będą myśleli, że to wszystko dla ich dobra. Pan minister Kowalczyk odgraża się, że „do marca” wypracowany zostanie „nowy model zarządzania” tymi spółkami, a na początek ma być powołana Rada Spółek, znaczy się – taki ogólnopolski gospodarczy Sowiet. Słowem – zgodnie z koncepcją spiralnego rozwoju procesu dziejowego wkraczamy w etap renacjonalizacji gospodarki, czyli budowania socjalizmu. Wprawdzie z sowietami – ale bez złego Putina – czyli dążymy do socjalizmu własną, polską drogą, jak to w słynnej „Rozmowie w kartoflarni” deklarował ukraińskiemu poecie Tarasowi towarzysz Wiesław: „Do socjalizmu mam polską drogę i naśladować was wprost nie mogę (…) nie chcę budować w stepie baraków, będę więzienia wznosił z pustaków!”…(Stanisław Michalkiewicz – Rozwijamy się spiralnie)

podobne: Polska Grupa Zbrojeniowa ma zgodę UOKiK na przejęcie 8 spółek sektora obronnego. Przed szczytem NATO. oraz: Ponad 226 mld zł zysku spółek PGZ, modernizacja armii szansą na eksport. Speckomisja bada nieprawidłowości przy przetargach. i to: Modernizacja polskiej armii. Zakup pocisków JASSM (Eksperci podzieleni), PGZ będzie budować polską(?) wersję tarczy (anty)rakietowej „Narew”. Za tydzień umowa na dywizjon rakietowy dla marynarzy. a także: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”

Gavin Reece

…przejdźmy więc z marszu do wspomnianych więzień z pustaków, czyli programu socjalnego zwanego szumnie „mieszkanieplus”, który ma zrekompensować Polakom zatrzymaną przez obecną władzę reprywatyzację, tj. zwrot zagrabionego przez komunistów mienia… (Odys)

„…Pod pretekstem wsparcia polskich rodzin w kraju o niżu demograficznym, rysuje się utopijną wizję dobrobytu mieszkaniowego i łatwego dostępu do mieszkań socjalnych dla każdego. Gdy jednak zanalizujemy twarde czynniki i sprowadzimy wszystko do liczb, a następnie do arkusza kalkulacyjnego – sprawy zaczynają wyglądać zupełnie inaczej…

…powołana zostanie Krajowa Rada Mieszkaniowa. Rząd tym razem rezygnuje ze swojego słowa-klucza „narodowa”, aby ta nowa instytucja nie kojarzyła się nadto z „Państwową Radą Mieszkaniową” od czego już o krok od skojarzeń z PRL (…)  Podstawowym zadaniem nowego organu ma być ocena rocznej informacji o stanie realizacji działań w ramach programu, jak również przedstawianie analiz i opinii związanych z polityką mieszkaniową państwa. Innymi słowy będzie do zapewne grupa prominentnych działaczy partii lub jej sponsorów, którzy przepychać będą do rządu nowe projektu ustaw dotyczących rynku budownictwa bocznymi drzwiami…

…Jeszcze straszniej wygląda sprawa finansowania całego przedsięwzięcia, bo to jest klucz do całej zagadki. Rząd zakłada bowiem, że działania programu finansowane będą ze środków pozyskiwanych przez Narodowy Fundusz Mieszkaniowy (kolejny „państwowy”…). W źródłach finansowania wpisane są takie elementy jak pieniądze budżetowe (skąd? podwyższenie podatków?), Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (jak? podatki?), oraz uwaga : ZE ŚRODKÓW PRYWATNYCH. Ten ostatni element oznacza przede wszystkim utworzenie nowej linii produktów w kasach oszczędnościowych pod kątem wieloletniego wpłacania pod pretekstem rozmytej wizji otrzymania mieszkania w przyszłości…

…Celem programu jest zwiększenie dostępu do mieszkań dla osób o dochodach zbyt niskich, aby mogły one pozwolić sobie na wynajęcie lub nabycie mieszkania po cenach komercyjnych. Po co zatem ludzie mają bogacić się, rozwijać swój portfel dochodów, skoro osoba nieudolna, wykluczona społecznie (cokolwiek to znaczy) – otrzyma mieszkanie od państwa? Przynajmniej taki miraż tworzy przed obywatelami nowa władza.

Gdy rząd zabiera się za takie projekty jak „zwiększenie podaży mieszkań”, „obniżenie kosztów budowy”, „poprawa jakości mieszkań”, „zachęcanie do systematycznego oszczędzania na mieszkanie” – to jesteśmy już tylko jeden krok przed ZAGŁADĄ. Bezpośrednia ingerencja w wolny rynek, nadmierne opodatkowanie celem zaspokojenia roszczeń socjalnych , uprzywilejowanie grup społecznych lub biznesowych – to są metody komunistyczne, które kończą się zagładą finansów państwa, a w konsekwencji przewrotem państwowym lub wojną, nie zawsze domową…

…Kolejnym ważnym elementem programu jest Narodowy Operator Mieszkaniowy. Tak, to nie żart ! Naprawdę tak nazwano kolejny powołany organ, którego zadaniem ma być wsparcie budownictwa poprzez fundusze inwestycyjne udzielające dofinansowania inwestycji mieszkaniowych gminom. Perełką jest tutaj możliwość wsparcia budownictwa społecznych mieszkań czynszowych (co?!) budowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe, oraz również uwaga : towarzystwa budownictwa społecznego (!!!). Innymi słowy kasa będzie szerokim strumieniem płynąć do kas oszczędnościowych i różnych powołanych spółek-córek w postaci towarzystw, fundacji, stowarzyszeń i podobnych.

Po prostu partia w każdym regionie będzie budować swoje struktury w oparciu o kontrolę rynku ziemi i mieszkań. Dokładnie podobny model stosowała PZPR budując swoje lokalne struktury władzy na styku developerki i finansów. Wybory samorządowe za pasem.

Idąc dalej – dowiadujemy się, że spółki gminne oraz spółdzielnie mieszkaniowe i towarzystwa budownictwa społecznego (czytaj: partia), będą mogły ubiegać się o preferencyjne kredyty w Banku Gospodarstwa Krajowego, z dopłatą budżetową, na budowę społecznych mieszkań czynszowych lub spółdzielczych lokatorskich. Zgodnie z zasadą : finansujemy wiernych, windykujemy niewiernych.

Powoli dobiegamy do końca, czyli wisienki na torcie. Punktem kulminacyjnym programu jest Indywidualne Konto Mieszkaniowe (IKM). Jest to powrót znanego z PRL rozwiązania z książeczkami mieszkaniowymi, na które niektórzy wpłacali całe swoje życie – a mieszkania nie doczekali (…) Indywidualne Konto Mieszkaniowe to przede wszystkim konto w lokalnych kasach oszczędnościowych. Nie każdy bank na tych samych zasadach będzie miał możliwość prowadzenia takiego rachunku, natomiast zaprzyjaźnione kasy oszczędnościowe będą miały warunki uprzywilejowane. I to jest gwóźdź całego programu…” (Jarosław Narymunt Rożyński – Skok na kasę : Mieszkanie Plus)

podobne: Tomasz Cukiernik: Książeczki mieszkaniowe czyli Amber Gold z PRL oraz: cynik9: „Rodzina na swoim” czyli…”Mieszkania dla tych co jeszcze zostali” na koszt tych co jeszcze pracują i to: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą a także: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

„Po nocnej ustawie o ziemi, to już w zasadzie oświadczenie o wyższości państwa nad własnością mnie nie dziwi. Ta doktryna będzie obowiązywała dopóki ostatni uczestnik jumy gospodarki polskiej lat 90-tych „z ramienia szlachetnej opozycji” nie spocznie w cichej mogile a nad nim wielkie białoczerwone wieńce i wielkie medale „za zasługi”. Spełnia się testament towarzysza Grudnia, co to wynalazł „sposób na opozycję”: dać im etaty, biurka, gabinety, sekretarki i samochody służbowe i będzie święty spokój. I rzeczywiście. Chłopaki ze WSI przeżuwają wraz z dziatwą spokojnie to, co zajumali w 1944 i w 1989 a tutejsze patrioci pilnują, żeby tylko emigranci z 1982 r. nie wrócili z Australii, USA i RPA z kapitałem i paroma pytaniami:))) Teraz rządzą absolwenci europeistyki a ze starszych – historycy i filozofowie marsksizmu-leninizmu a inżynierów, techników i generalnie roboli nikt o nic nie pyta i nie zamierza pytać. Nawet nie wiedzą, jakie pytania mieliby zadać.
Stan świadomości własności jest w służbach urzędniczych taki, że panie urzędniczki „dorabiają” na sprzedaży dzieci odebranych biednym rodzinom – za granicę lub „kuleżance w dobre ręce, bo się buduje”. I tylko wisi omerta nad historią „przemian gospodarczych lat 90-tych” i będzie wisiała, aż pochowają ze wszystkimi honorami ostatniego „patriotę”, co „negocjował” wydanie z 5% wartości branży w obce ręce a potem tylko odwracał głowę , kiedy buldożery rozwalały fabrykę do fundamentów. A dziatwa już siedzi na kolejnych etatach , specjalnie dla niej stworzonych. Polska to bogaty kraj, tylko Polaczki wredne i nie chcą się dzielić własnością. Najwyższy poziom własności w nieruchomościach w Europie i jak tu deweloper ma zarobić. Przynajmniej z ziemią zrobiło się porządek:))) Stalin by lepszej ustawy nie wymyślił.
A „państwo” jest tak „silne”, że aby bronić się przed oskarżeniami o „polskie obozy śmierci” to musi prywatny Obywatel i Więzień skarżyć z prywatnego powództwa niemiecką stację telewizyjną, bo „państwo nie czuje się na siłach”. A potem jacyś entuzjaści wynajmują samochód i jeżdżą jak cyganie z banerem po Europie. Bo państwo nadal nie potrafi nawet bronić własnego dobrego imienia. Pan minister kultury uśmiecha się bezradnie kiedy w państwowym teatrze obrażane są uczucia katolików i wystawiane bluźnierstwa a etatowy profesor dowodzi „prowadzenia polityki niewolnictwa” „przez polskich panów”.
Pan Bóg ma wielkie poczucie humoru i pokazuje teoretykom wyższości państwa nad własnością, dokąd dotarła „praktyka” . Socjaliści potrzebują „mieć lud, żeby nim zarządzać”. Bo „lud sam nie umie”. Zwłaszcza tutejszy” (pink panther 5 lutego 2017)

podobne: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. i to: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

„…Wielka polityka bowiem polega na konstruowaniu pułapek na wielkie grupy ludzi, na przykład na całe narody. Jedną z metod jest odcinanie narodu od źródeł żywności, czyli niszczenie lokalnego rolnictwa, poprzez kretyńskie reformy mające poprawić życie biedoty. Ja się nie będę teraz rozpisywał nad konsekwencjami reformy rolnej pozostanę przy określeniu jej istotnej funkcji. Państwo nie funkcjonuje ponieważ prowadzi rozdawnictwo dla jednych kosztem drugich, ale dlatego, że ma doktrynę. Oszukani socjaliści z międzywojennej Polski nie mieli o tym wszystkim pojęcia i od razu jak tylko wzięli władzę zabrali się za ulepszanie świata po swojemu, w myśl wskazówek nie lokalnych elit bynajmniej, ponieważ te na samym początku zdegradowali i unieważnili, ale w myśl wskazówek podsuwanych im przez doradców z tak zwanych krajów rozwiniętych i gospodarczo okrzepłych, czyli przez agenturę po prostu…

Właściwa diagnoza dotycząca polskich elit powinna rozpocząć się od zmierzenia stopnia nasycenia tych elit przez obcą agenturę, która z własnej woli lub uwiedziona idiotycznymi projekcjami zdecydowała się na dokonanie zbrodni na własnym narodzie. Pisząc elity mam na myśli elity urzędnicze i polityczne, a także wojskowe mające wpływ realny na bieg wypadków

przyczyną klęsk naszych nie jest idealizm i chęć noszenia nieskazitelnie białego płaszcza, jak nam próbuje wmówić Vermeer, ale powiązanie idei niepodległości i całkowicie oszukaną ideą socjalizmu. Czyli wmawianie ludziom, że gangi idące na włam to wybawiciele ludzkości

…Naszą przygodę z Polską powinniśmy zacząć od początku, czyli od określenia miejsca, w którym się znajdujemy i celu, do którego zmierzamy. Musimy także zrozumieć, że nikt nie chce dla nas dobrze, a wszystkie rady nam podsuwane są oszustwem.
Ja tu już pisałem o organizacjach, które są podstawą wszystkiego i o doktrynie też pisałem. No więc z doktryny i organizacji należy wypreparować znak i charyzmaty, bez tego nigdzie nie pojedziemy. Doktryna musi być powiązana z Kościołem i Panem Bogiem. Nie z socjalizmem, nie z uszczęśliwianiem dużych grup ludzi okradanych następnie za pomocą podatków, które gwarantują byt mafiom urzędniczym i wojskowym. Charyzmaty zaś wypływają wprost z tego czym zajmować się będą czynne w Polsce organizacje, a winny się one zajmować pomnażaniem budżetów. Ściąganiem pieniędzy zza granicy i przeciwstawianiem się w sposób czynny, ale zgodny z prawem mafiom działającym w strukturach państwa, bo one wykonują złą robotę. Są na usługach obcych, którzy nie mają dobrego planu dla nas, a przeciwnie mają plan upiorny. (…) Nie może mieć dobrego planu ktoś kto myśli tylko o tym jak się podpiąć do jakiegoś fikcyjnego budżetu, wyciągniętego nie wiadomo skąd, który ze swojej istoty jest pułapką. Dobry plan może mieć jedynie ktoś kto ma jakieś prawdziwe aktywa i chce za ich pomocą zwiększyć zakres swojej realnej władzy. Realnej, czyli takiej, kiedy to on sam decyduje i kiedy z jego decyzji korzyści płyną wyłącznie dla niego. W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele to hasło dla idiotów i oszustów. A także dla urzędników niższego szczebla, ci z wyższego bowiem myślą, że realizują plan, który ja tutaj zakreśliłem, ale to nie jest prawda, oni uczestniczą w planie globalnym i żadne nawet najbardziej realistyczne złodziejstwo, które uprawiają ich z tej pułapki nie uwolni.
Wielka polityka bowiem jest zawsze polityką globalną, język zaś którym się posługuje jest językiem czarowników i smoków, a nie intelektualistów z uniwersytetów. Ci bowiem powołani zostali do tego jedynie by ukrywać prawdę i oszukiwać dzieci. Musimy o tym zawsze pamiętać.” (coryllus – O elitach naiwnych i mściwych)

podobne: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom? i to: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos

„…Wielki posiadacz, ziemianin i pan pełną gębą, Edward Woyniłłowicz, dożywał swoich dni w Bydgoszczy, w małym mieszkanku, do którego musiał nosić po schodach węgiel. Nie skarżył się, ale też nie uważał za stosowne, by swoją sytuację maskować w jakikolwiek sposób. Nie wyciągał ręki po zasiłki i nie prosił nikogo o wsparcie. Jego myśl polityczna i gospodarcza roztrzaskała się o socjalistyczne i fiskalne rafy, a urząd podatkowy niepodległej Polski wysyłał do niego monity dotyczące zapłaty podatku od rzekomego wzbogacenia.

Pycha socjalistów pozostawała nienaruszona przez całe dwadzieścia lat. Przez całe dwadzieścia lat łudzono się, że okradanie właścicieli i rozdawanie ziemi tym, którzy ani chcą, ani mogą ją uprawiać, zapewni państwu lojalność poddanych fiskusa zwanych obywatelami dla niepoznaki jedynie. Łudzono się, że wolna Polska samym tylko swym istnieniem wyleczy wiejskie dzieci z jaglicy, zatrzyma emigrację zarobkową i da każdemu, nawet najbiedniejszemu szansę na sukces. Budowano jakiś wice-komunizm, licząc na to, że komuniści prawdziwi, gangsterzy spod znaku czerwonej gwiazdy zbledną na jego widok i sami zaczną się cywilizować. Nic takiego nie nastąpiło, a historia pokazała – nie pierwszy raz zresztą – że największym wrogiem socjalisty jest inny socjalista. Taki, który jeszcze mocniej oszukuje swój naród w imię nierozpoznanych interesów, taki, który jeszcze więcej grabi, jeszcze więcej kłamie, a kiedy przychodzi do zabijania, zabiera się za tę robotę z chęcią i satysfakcją…” (tu: Księgarnia Coryllusa – Edward Woyniłłowicz. Wspomnienia. Część II)

PS…

„…Gdy zaś pragnie się utrzymać między ludźmi opinię [rządu] hojnego, niepodobna obejść się bez pewnego rodzaju wystawności, tak że zawsze taki [rząd] wyczerpie podobnym postępowaniem wszystkie swe zasoby i będzie w końcu zmuszony, jeżeli zechce utrzymać opinię hojnego, obciążyć nadzwyczajnie swe ludy, uciekać się do konfiskat i do innych środków, jakie się tylko nadarzą, byle uzyskać pieniądze; wobec tego zacznie budzić nienawiść wśród [obywateli], a u wszystkich tracić poważanie, gdyż zubożeje; skrzywdziwszy więc przez taką swoją hojność wielu ludzi, a dogodziwszy niewielu, poczuje każdą, choćby najdrobniejszą przeciwność i padnie przy pierwszym lepszym niebezpieczeństwie; gdy zaś, widząc niebezpieczeństwo, zechce wydobyć się z niego, narazi się natychmiast na niesławę skąpstwa.

Otóż [rząd], nie mogąc bez swej szkody posługiwać się tą cnotą hojności w taki sposób, by znalazła ona uznanie, powinien, jeżeli jest rozumny, nie dbać o opinię skąpca, zawsze bowiem z czasem zacznie się uważać go za bardziej hojnego, gdy się spostrzeże, że dzięki jego oszczędności wystarczają mu jego dochody, że potrafi bronić się przeciw każdemu, który wypowiada mu wojnę, i że może podejmować wyprawy bez obciążania ludności; w ten sposób okaże się hojny względem tych wszystkich, którym nic nie zabrał, a takich jest mnóstwo, skąpym zaś względem tych, którym nic nie daje, a tacy są nieliczni. Widzieliśmy, że za naszych czasów ci tylko ludzie dokonywali wielkich rzeczy, których uważano za skąpych, przegrywali zaś wszyscy inni.” (Niccolo Machiavelli, „Książę”, Rozdział XVI – O hojności i skąpstwie)

podobne: To nie sanacja, to katastrofa! Coryllus o ekipie Piłsudskiego (na podstawie wspomnień Ks. Mariana Tokarzewskiego i Edwarda Woyniłłowicza). Nie możemy pozostawać przy kulcie bałwanów, którzy zaprowadzali w Polsce „wice komunizm”. Do czego nam edukacja historyczna? oraz: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą  a także: Kultury dobre i złe, oraz reglamentacje, prowokacje i profanacje czyli… materialna i niematerialna sztuka rewolucji. Polska tożsamość kontra „Klątwa” etatyzmu

Sergei Ivanovich Lukin – It Has Come to Pass. Inevitable. Bolshevik Stands Guard Inside the Winter Palace (Czerwony Gwardzista w sali tronowej Pałacu Zimowego. Koniec epoki kapitalizmu)

 

Konfiskata rozszerzona, donoszenie na samego siebie do fiskusa, ekologia (nie)podległości i inne „dobre zmiany” zasad życia w komunie… czyli „sekretne życie drzew” i „Młody las” (Kaczmarskiego)


Claude Monet – Relaxing in the Garden

*

„…Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
Co tu mówić o ludziach, frajerzy!…”

„…Jeżeli drzewo będzie miało większy obwód, jego planowaną wycinkę trzeba będzie zgłosić w gminie. W zgłoszeniu trzeba będzie podać imię i nazwisko wnioskodawcy, oznaczyć nieruchomość, oraz dołączyć rysunek bądź mapkę gdzie na działce znajduje się planowane do wycięcia drzewo.

Po dokonaniu zgłoszenia, gmina będzie miała 21 dni, by przeprowadzić oględziny drzewa, które miałby zostać wycięte. Następnie samorząd będzie miał 14 dni na wydanie ewentualnego zakazu. Urzędnik sprawdzi np. czy drzewo bądź drzewa nie są chronione. Urząd będzie mógł nie zgodzić się na wycinkę m.in. na nieruchomości wpisanej do rejestru zabytków, na terenie przeznaczonym w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na zieleń lub chronionym innymi zapisami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, bądź jeśli drzewo będzie nosiło znamiona drzewa pomnikowego. W tym ostatnim przypadku kryteria, na podstawie których samorząd będzie mógł wydać taki zakaz, zostaną określone w rozporządzeniu ministra środowiska. Będzie on miał na nie jeszcze pół roku.” (niezalezna.pl – Już tak łatwo drzewa nie wytniesz)

„…oczekiwanie społeczne było takie by było więcej drzew (było ładnie i zielono itp.), a wiec państwo – władza – ma wypełnić to oczekiwanie. Jak to zrobiono?
Znacjonalizowano prywatne, zamiast przede wszystkim zachowywać i tworzyć owo wspólne, poprzez np. sadzenie drzew na gruntach, będących w zasobie skarbu państwa, utrzymywanie i zakładanie parków, zielonych skwerów, przydroży, alei, tworzenie i realizację miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, itp. W jakieś części te zadania realizowano, ale „zielony” zasób prywatny, znacjonalizowany, i tak był i jest nieproporcjonalnie większy od wspólnotowego, no i … tańszy. Być może uzasadnionym rozwiązaniem byłoby nabywanie lub dzierżawa tego co prywatne, a wartościowe np. starych drzew, drzew „siedliskowych”, ich zgrupowań itp., ale to oczywiście byłyby koszty, a więc co uczyniono?
Przerzucono oczekiwanie społeczne, wraz kosztami ochrony, na obywateli, zachowując jednocześnie pełną możliwość handlowania gruntami, należącymi do skarbu państwa, nierzadko o wysokich walorach przyrodniczych (także w miastach). Znacjonalizowano prywatne, tłumacząc to dobrem wspólnym, a ostatnio nawet dobrem Wspólnoty (powtórka z internacjonalizmu i komunizmu). Państwo przerzuciło ciężar ochrony przyrody, które jest oczekiwaniem społecznym, na obywatela. A propos „wielkich” kosztów, które państwo miałoby łożyć na zakładanie terenów zieleni lub dzierżawę wartościowych drzew. Zadajmy sobie pytanie: jak zakładali parki i aleje nasi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie? Czy oni byli bardziej bogaci niż my i było ich stać na taki wydatek? Czy oni i ówczesne elity (np. rajcy miejscy i ludzie magistratu) mieli większą świadomość ekologiczną? Byli bardziej wrażliwi niż my? Jeśli tak, to musimy uznać, że obecne programy edukacji przyrodniczej, pochłaniające rocznie dziesiątki milionów złotych, są nie tylko marnotrawstwem, ale są niepotrzebne, bo nasi antenaci nie byli im poddani, a tereny zielone i tak zakładali.
6. Ten powyższy system nacjonalizujący suwerenność i własność obywatela, był i jest szczególnie mocno eksploatowany przez pozarządowe organizacje ekologistyczne. Państwo było i jest dla nich tylko narzędziem opresji na obywatelu, który nie poddaje się ich ideologii. Głoszą oni, że społeczeństwo jest nieświadome ekologicznie (głównym konsumentem projektów edukacji ekologicznej jest właśnie trzeci sektor) i dlatego musi być skrępowane gorsetem prawa. Zauważmy: to nie jest przypadek, że najbardziej przeciwni nowemu prawu są właśnie ekologiści. Do tej pory kontrolowali obywatela, a nawet terroryzowali go za pomocą państwa i prawa, będąc w tle – rzadko lub w ogóle nie ujawniając się. Co więcej, wielu z nich to właśnie owi eksperci, którzy za opłatą podejmowali się ocen, ekspertyz o obecności bądź braku obecności gatunków chronionych, którzy przygotowywali raporty oddziaływania na środowisko itp. opracowania – płatne. Kuriozalne było to, w tym układzie państwo-obywatel, że to właśnie oni, dzięki owej ekspertyzie, byli wybawieniem od opresyjnego państwa, a samo państwo uosobieniem zła. Co więcej, państwo, które nie wypełniało swojego obowiązku wobec oczekiwania społecznego (ma być ładnie i zielono), a w zamian nacjonalizowało drzewa, było dla ekologistów idealne, bo to oni wypełniali niszę opiekuna np. poprzez nagłaśnianie akcji „ratowania drzew” (cóż z tego, że prywatnych). Ci sami ludzie, którzy chcieli i chcą surowego prawa ochrony przyrody są jednocześnie płatnymi ekspertami, ale czy o tym wie obywatel? To co wie, to wiedza ekologii kanapowej i ekologizmu apokaliptycznego: brak drzew to brak tlenu. Sam fakt oddychania drzew, skutkujący wydaleniem dwutlenku węgla, mógłby spowodować, w podobnie uporczywej kampanii edukacyjnej i medialnej, wycinkę wszystkich drzew w miastach, bo wytwarzają CO2. Osamotniony obywatel z blokowiska nie zastanawia się, gdzie jest jego najbliższa reprezentacja (np. zarząd spółdzielni). Ostatnia rzecz jaka mu przyjdzie do głowy to indywidualna aktywność w tym zakresie: co ja zrobiłem żeby drzewa były na mojej ulicy i osiedlu? Pierwszą jest chęć decydowania i panowania nad cudzym (komuna zamiast wspólnoty), a drugą – przyłączenie się do ekologistów, bo to oni, pozornie, go reprezentują. Obywatel nie ma oparcia w państwie (władzach gminy, dzielnicy itd.) i tę potrzebę wypełniają organizacje ekologistów.
Podsumowując, można stwierdzić, że denacjonalizacja suwerenności i własności obywateli w odniesieniu do prawa usuwania drzew i krzewów na gruntach prywatnych miała wymiar nie tylko stanowienia konstytucyjnego prawa, ale była szansą na uzdrowienie państwa i jego instytucji, które wreszcie musiałoby sprostać oczekiwaniom bezpieczeństwa swych obywateli. To jest mechanizm państwowotwórczy, bo takie państwo, stwarzające bezpieczną przestrzeń, jest potrzebne każdemu obywatelowi. Obawiam się, że ostatnia poprawka do nowych przepisów, reaktywna, oparta na emocjach i bez faktycznej oceny analizy jej skutków, ogranicza sferę odpowiedzialności i wolności obywatela, rozbudowuje biurokrację, a przede wszystkim petryfikuje antypaństwowy układ pan – sługa. (Greenwatcher, szkolanawigatorow.pl – Denacjonalizacja drzew i krzewów)

podobne: Czy feministka i wiewiórka to „istota czująca”? O roli kobiety według lumpenproletariatu i o podejrzanym zapachu z ekologicznej i patriotycznej d…ziupli oraz: NIK o patologii w „sadowniczych uprawach ekologicznych”: Sadzili sady – zbierali dopłaty. Michalkiewicz i Umiłowani Przywódcy w „trosce” o (nie)swoją ziemię i to: Prezydent podpisał nowelizację ustawy. Lasy Państwowe nie zostały sprzedane a także: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność polecam również: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I)

Caspar David Friedrich – The Lone Tree

„PiS przeforsował kolejną niefortunną ustawę. Tym razem w ramach nowelizacji kodeksu karnego wprowadził do systemu prawnego potworka z postaci tzw. ustawy o konfiskacie rozszerzonej mienia

…scyzoryk sam się w kieszeni otwiera ilekroć stroną zainteresowaną w konfiskacie mienia obywatela  jest wszechwładne państwo które go w tym celu oskarża, sądzi i jednocześnie wymierza mu karę. Tym bardziej państwo socjalistyczne, z niedowładem organizacyjnym i ze skorumpowanym do cna sądownictwem które miałoby w takich sprawach „orzekać”.   Na korzyść kogo „orzeknie” na przykład sędzia M. z Trójmiasta? Zwłaszcza po telefonie z góry?  Poza tym – nemo iudex in causa sua – odkryli już starożytni Rzymianie,  co oznacza że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

Nie zdziwimy się więc gdy prawny potworek spłodzony przez min. Ziobro przejdzie do historii pod nazwą „Kluska bis”. To co ustawa robi jest bowiem sankcjonowaniem tego samego bezprawia którego ofiarą stał się znany przedsiebiorca IT Roman Kluska. Ustawa zasadniczo sprowadza się do uzurpacji przez państwo prawa konfiskaty wszystkiego wszystkim.   W szczególności, jako dobro szczególnie wartościowe, skonfiskowane mogą  zostać kompanie, trudne do utworzenia a nadzwyczaj łatwe w konfiskacie. Wystarczy w tym celu zamknąć pod fałszywym pretekstem szefa firmy, tak jak państwo zamknęło Kluskę,  albo zająć  rachunek bankowy spółki.   Konfiskatę dopełni automatycznie tzw. ząb czasu.

Aby ząb czasu mógł zadziałać błyskawicznie nowe przepisy przewidują możliwość natychmiastowego zabezpieczenia mienia na poczet przyszłej konfiskaty. Jako „ząb czasu” będzie wtedy robił wyznaczony przez sąd, oczywiście „niezależny”, „zarządca” który cyt. zapewnia ciągłość pracy zabezpieczonego przedsiębiorstwa oraz przekazuje sądowi lub prokuratorowi posiadane informacje mające znaczenie dla toczącego się postępowania.    Not too bad… jak na dobrą zmianę…   […]

[…]  Potencjalnym celem terroru państwowego stać się może nie tylko przedsiębiorca ale każdy posiadacz czegokolwiek wartościowego, od dzieła sztuki przez antyki po sztabki złota. To przecież nie państwo będzie miało obowiązek udowodnić  podejrzanemu że nabył swoją sztabkę  w ostatnich pięciu latach i zapytać  go grzecznie  skąd wziął na nią środki. To podejrzany przynieść będzie musiał w zębach papierowe dowody z pieczątkami. Jeśli ich nie przyniesie to sztabka, choćby w rodzinie z dziada pradziada, z definicji okaże się  z „nieujawnionego źródła”. Tudzież środki na jej zakup, c.b.d.o.”  (cynik9 – Konfiskata rozszerzona czyli “Kluska bis”)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? oraz: Od koniczka do śmietniczka czyli… „męczeństwo” klaczy ważniejsze od interesu obywateli. „Dobra zmiana” u koryta i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? polecam również: Rząd poprawia sobie finanse i zwiększa fiskalizm bez mówienia o wzroście podatków i jeszcze: “By żyło się lepiej”: skarbówka nie daruje nikomu

„Życie w Polsce wyraźnie przyspiesza, bijąc przy okazji światowe rekordy. Już nie tylko miesięcznice zastępują obchodzone dawniej rocznice, których udawało się zmieścić w roku tylko jedną. Z miesięcznicami tych problemów nie ma. Rząd, jeśli wierzyć Rzepie (24.05.17), zafundować zamierza Polakom także dnice. Mamy nadzieję że się ta nazwa przyjmie bo trudno inaczej nazwać projekt nowelizacji ordynacji podatkowej przewidujący że przedsiębiorcy przesyłać mają fiskusowi dobowe wyciągi z firmowych kont. Owszem, to nie pomylka – co 24 godz! Byłby to absolutny rekord świata w inwiligilacji.

Ministerstwo finansów nadpremiera Morawieckiego chce drogą codziennej kontroli „wyłapywać podejrzane transakcje”, i do czorta z jeszcze jedną warstwą biurokracji nakładanej firmom przez „dobrą zmianę”. Zamiast produkować artykuły rynkowe firmy będą musiały przestawić część mocy przerobowych na produkcję wymaganych przez Morawieckiego danych. Dobra zmiana chce najwyraźniej obniżyć dalej i tak już niewielkie bezrobocie w kraju bo przecież  produkcja codziennej  porcji makulatury wymagać może dodatkowych księgowych i biegłych rachmistrzów. Co prawda banki mają  spontanicznie podjać się roli kapusiów kablując do fiskusa dane rachunku nawet bez udziału firmy ale dotyczy to tylko rachunków krajowych. Banków zagranicznych do automatycznego kablowania na polskich przedsiębiorców na razie skłonić się jeszcze nie udało. W tym przypadku donoszeniem na siebie zająć się będą musiały same firmy. Po drugiej stronie skokowy wzrost wolumenu przychodzących do US danych wymagał będzie także wzmocnienia mocy kontrolnych a więc dalszego naboru nowych kadr oraz kadr kontrolerów kontrolujących te kadry.

Wprawdzie po usunięciu dawno już temu jakiejkolwiek prywatności finansowej nic i tak już nie przeszkadza fiskusowi we wglądzie do konta krajowego dowolnej firmy ale wiąże się z tym jednak pewna fatyga. Trzeba mianowicie wszcząć kontrolę czy też wysmarować pismo do banku. Podobno najnowszy wynalazek nadpremiera Morawieckiego – jednolity plik kontrolny, z jego kolejną warstwą biurokracji – już nie wystarcza. Z drugiej strony wiadomo że złowrogie karuzele VAT-u kręcą się coraz szybciej a transakcje wykonywane są w nich nawet co dzień. Tak więc dzięki dobrej zmianie, Polska wskoczy jednym susem do awangardy państw z firmami poddanymi bezbolesnemu zabiegowi totalnej, codziennej inwigilacji państwa. Kuracja Morawieckiego, oczyszczająca biznes z karuzeli VAT-u, pożyczyć może slogan z przedwojennego środka farmakologicznego: „ czyści nie przerywając snu”…” (cynik9 – Wojna z karuzelami czyli kapowanie firm trybem ciągłym)

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę polecam również: „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? i to: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni a także: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński polecam również: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i jeszcze: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo

„…Niekontrolowany przez nikogo urzędnik skarbówki będzie miał wg projektu nowelizacji Morawieckiego całkowitą i pełną wiedzę o wszelkich przepływach  finansowych firmy,  niezależnie od tego czy firma będzie czysta jak łza czy nie…

…A wiedza to siła.  Dane te mogą okazać się zbyt cenne aby  nie skorciły jednego czy drugiego urzędnika do ich wykorzystania,  świadomie czy nawet nieświadomie.  Taka jest po prostu natura ludzka a Morawiecki przecież całego fiskusa nie upilnuje.  Jego urzędnik będzie więc miał  nieuzasadnioną siłę bo będzie miał  dostęp do wiedzy,  niezależnie od tego czy ktoś oszukuje na VAT-cie czy nie.   Kto zagwarantuje że zachowa ją tylko dla siebie?  Kto zapewni że jej nie wykorzysta przeciwko firmie albo dla osiągnięcia osobistych korzyści materialnych?   Jaką rekojmię będzie miała firma że jej dane nie wyciekną do konkurencji czy nie zostaną  użyte do szantażu? W  kraju tak korupcyjnym jak Polska nikt o zdrowych zmysłach nie może żywić nawet wątłej nadziei że tak się stanie,   a jeszcze mniej że poniesione szkody firma kiedykolwiek wyprocesuje od państwa.

Ludzie którzy wykończyli Kluskę zamiast wisieć do dzisiaj chodzą wolno.   Stanowią żywe memento tego że mimo zmian są sektory w których  nie zmieniło się nic i  że nadal brniemy drogą  Kluski…

…Nieprzemyślany potworek Morawieckiego, w zaproponowanej wersji, sprowadzi się do permanentnej „fishing expedition” –  spójrzmy na dane dowolnej firmy  a z pewnością już do czegoś się dogrzebiemy.  Jak nie do VAT-u to przyczepimy się do tuzina innych rzeczy które wyjdą na jaw.

Szkodliwy, totalitarny gniot dobrej zmiany!” (cynik9 – Gniot nadpremiera jeszcze o fiskusie i automatycznych wyciągach dziennych z kont firmowych)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. oraz: W służbie zdrowiu czyli prosto do nieba. O walce rządu z „toksyczną konkurencją” w szpitalach i aptekach kosztem pacjentów i konsumentów a także: Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro polecam również: Leonid Savin: Lobbing, jako najwyższa forma korupcji czyli… Rewolucję raz poproszę! i jeszcze: podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz

Jean Rousselot – Protection

„…W książce „Sekretne życie drzew” chodzi o to, że drzewa tworzą coś w rodzaju komuny, ale przychodzą źli ludzie i je wycinają. I to jest powód do wzruszeń i płaczu. Ja nawet nie próbuję wyjaśniać nikomu, że jak ktoś używa słów takich jak komuna, kolektyw, nowe społeczeństwo albo innych, o zbliżonym znaczeniu, to znaczy, że jest wysłannikiem Ala Capone, który bada możliwość ściągnięcia haraczu z frajerów przy minimalnym wysiłku. To jest nie do wytłumaczenia, albowiem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wiodą inne, sekretne życie, które jest o wiele ważniejsze od tego jawnego, podporządkowanego emocjom serwowanym przez domy wydawnicze. Te zaś służą tylko temu, by odwrócić naszą uwagę i zasłonić czymś degradację, jakiej poddawani jesteśmy przez całe życie. I niech się nikomu nie zdaje, że tu chodzi o jakieś użeranie się z prezesem spółdzielni mieszkaniowej, organizacji z istoty samej przestępczej i heretyckiej, skupionej na tym, by za rzecz najbardziej oczywistą, czyli dach nad głową, pobierać od ludzi horrendalne sumy wespół z finansującym ją bankiem. Tym zaś biednym ludkom wmawiać, że tworzą jakąś wspólnotę, jakąś komunę, jak te drzewa w książce o sekretnym życiu i stwarzać im złudzenie wolności i samodzielności. Chodzi o sprawy o wiele poważniejsze. Oto nie ma innej opcji dla ludzi i drzew żyjących w komunie jak niezawiniona śmierć. Jedyne zaś co mogą oni po sobie zostawić, to pułapka na kolejnych im podobnych, tak sprytnie skonstruowana, by stworzyć złudzenie, że co prawda wtedy nie wyszło, ale tym razem uda się na pewno. Nigdy się nie uda, bo członkowie komun i kolektywów są przeznaczeni do krótkotrwałej obsługi urządzeń konstruowanych przez inżynierię społeczną. Rotacja kadr jest błyskawiczna, a nadzorca nie znosi sprzeciwu i domaga się, by zostawać w robocie po godzinach. Wszystko zaś przedstawiane jest jako szczyt szczęścia i sukcesu. Kończy się zaś zawsze tak samo. Z krzaków wyłaniają się drwale z pilarkami, ludzie których istnienia komuna nawet nie podejrzewała i zaczynają swoją robotę. Nie ma mowy o potomstwie i dziedziczeniu, bo w warunkach, w których rządzi kolektyw są to przesądy. Nie ma mowy o życiu po życiu, bo to są jeszcze gorsze przesądy. Jest tylko całkiem złudna i oszukana nadzieja na trwanie i to niesamowite zaskoczenie kiedy okazuje się, że to jednak już, że dalszego ciągu nie będzie.

System ten, choć groźny i ponury, ma swoje wady i niedociągnięcia. Jest nieszczelny, o czym zaświadczyć mogę ja osobiście, ale także bardzo kosztowny. To znaczy utrzymanie ludzi w trwającym długo złudzeniu generuje koszty bardzo poważne, stąd misją każdej herezji, także tej, jest skrócenie życia, a także zanegowanie rozrodczości i dziedziczenia. Skąd się w takim razie bierze nowych frajerów do obsługi systemu? Przyciąga się ich zza morza, stwarzając na obszarach gdzie mieszkają prawdziwe piekło. Przy czym pamiętać musimy, że nie ma takich kosztów, których jeszcze nie dałoby się obniżyć. No, ale świat współczesny, to świat luksusu, o czym ty gadasz chłopie? Już ja wiem o czym.

Złudzenie luksusu na kredyt nie może przy tym trwać wiecznie, bo bańki spekulacyjne pękają. Zastępuje się wtedy luksus siermięgą i sekretnym życiem drzew, a magazyny czyści się z towaru. Potem przychodzi czas nauki i tytanicznej pracy dwóch pokoleń przybłędów. Kiedy trochę okrzepną, proponuje im się kredyty i buduje kolejne złudzenie. I tak w kółko...” (coryllus, źródło: szkolanawigatorow.pl – Sekretne życie ludzi)

„…Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
A przecież istnieją – bezgrzesznie.”

podobne: Wyjątkowe przypadki idealistów Swierdłowa, Baumana i Heńka G. czyli o realnym socjalizmie i „polityce jagiellońskiej”, fałszywej historii, doktrynach i świeckich fetyszach. Jacek Kaczmarski: „Odpowiedź na ankietę – Twój system wartości” i to: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) a także: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

PS…

„…Jeżdżąc przedwczoraj i wczoraj, opłotkami jak zwykle, zobaczyłem cztery miejsce, w których powalone drzewa położyły się wprost na linię energetyczną lub telefoniczną. Przy ul. Łagodnej, cały rząd wierzb rosnących nad stawami został wprost wywalony wraz z korzeniami i nad ulicą sterczały w górę wielkie karpy, pnie zaś pozrywały linię telefoniczną. Nikt tego nie naprawiał i pewnie jeszcze nie naprawił. W poprzek ul. Piaskowej położyły się dwa wielkie świerki, to one chyba złamały słup energetyczny, który stał przy ulicy. Na pewno zablokowały jezdnię na długie godziny. Najgorzej jednak było przy przedszkolu przy ul. Górnej. To znaczy jeśli oglądać wszystko od naszej strony, bo nie wiem jak było w mieście. Nie wjeżdżałem tam. Ktoś dopuścił, że przy parkingu na niewielkim placyku urosły wysokie osiki samosiejki. Nie wiem czy plac jest miejski czy prywatny, ale tych drzew tam nie powinno być. Większość z nich była zainfekowana jakimś owadem czy grzybem i schła od góry. Przed wczoraj huragan powalił wszystkie te drzewa wprost na samochody stojące pod przedszkolem. Widok nie był za wesoły, a ja pomyślałem o tych wszystkich osobach, które płaczą, że zły minister Szyszko wycina dobre i kochane drzewa, która tak upiększają krajobraz. Te drzewa nie upiększały niczego, pozostawione same sobie w przestrzeni miejskiej, wyrosłe na żwirowatej – wcześniej był tam skład tłucznia i materiałów budowlanych – przepuszczalnej glebie, z płytkim systemem korzeniowym, stanowiły tylko zagrożenie. Do tego były rozsadnikiem chorób. Na sam koniec zaś stały się przyczyną poważnych szkód. Ktoś powie, że to są wypadki losowe. Oczywiście, ale są też granice zidiocenia, które tak zwani miłośnicy przyrody, szczególnie tej rosnącej na cudzych nieruchomościach, przekroczyli już dawno. Wszyscy wiedzą ile potrzeba korowodów, by wyciąć na swojej własnej działce jedno czy dwa drzewa. Próbowano to zmienić, ale PiS ugiął się pod naciskiem organizacji terrorystycznych zwanych z nierozpoznanych przyczyn organizacjami ekologicznymi…” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Pik idiotizma)

„Gdy wycinają młody las
I cieknie sok z przeciętych pni
Nie gaśnie żadna z ważnych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni
I słychać tylko siekier jęk
Bo nie jest skargą drzew ich trzask
W tej ciszy duma jest i lęk
Gdy wycinają las

Vladimir Kush – Redwood Cutting

A kiedy zwożą młody las
Gałęzi rośnie gęsty stos
Za którymś ze strąconych gniazd
W rozpaczy ptak gdzieś krzyczy w głos
Ale nie tonie nikt we łzach
Gdy pnie padają raz po raz
W tej ciszy godność jest i strach
Gdy zwożą młody las

A kiedy palą młody las
To słychać jęk i pisk, i huk
I dym przesłania słońca blask
A żar ogromny zwala z nóg
I piją z drwalem drwal za trzech
Zyskowny chwaląc sobie czas
I słychać rzeczy wiecznych śmiech
Gdy palą młody las

Po karczowisku błądzi wiatr
Popiół rozwiany, ogień zgasł
Odeszli drwale do swych chat
I rośnie młody las”

Jacek Kaczmarski – Młody las

poprzednio: Magnetyzm socjalizmu od przedszkola do Opola czyli śladami hrabiego Ronikiera – towarzysza „Istotek” po „wesołym miasteczku” (Kaczmarskiego) podobne: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ

Atak hakerski na międzynarodową skalę i Snowden jako czubek góry lodowej czyli… o bezpieczeństwie informacji, równych i równiejszych, masie (bez)krytycznej, oraz Polsce skazanej na zagładę


Paweł Kuczyński – Confessional

27.06.2017, Moskwa, Londyn (PAP/AFP/Reuters/media) – Szybko rozprzestrzeniająca się fala ataków hakerskich dotknęła we wtorek wiele firm i instytucji na Ukrainie, w Rosji, a następnie w Europie Zachodniej, aż dotarła do USA. Systemy teleinformatyczne zainfekowane zostały wirusem żądającym okupu (ransomware). Wydaje się, że najbardziej ucierpiała Ukraina, gdzie celem zmasowanego ataku były: system bankowy i telekomunikacyjny, rządowe sieci komputerowe, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie, elektrownie oraz metro w Kijowie i sieć supermarketów Auchan.

Hakerzy zaatakowali m.in. sieć komputerową nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie trzeba było przejść na ręczny monitoring promieniowania wokół czwartego reaktora, który wybuchł w 1986 roku.

W Rosji zaatakowano m.in. serwery państwowego koncernu naftowego Rosnieft, a także kontrolowanej przez koncern spółki naftowej Basznieft, koncernu metalurgiczno-wydobywczego Evraz oraz bankowe systemy teleinformatyczne, których część udało się hakerom zainfekować, choć działalność banków nie została przerwana.

„Atak hakerski mógł mieć poważne konsekwencje, ale firma przeszła na rezerwowy system przetwarzania i produkcji; ani wydobycie, ani rafinowanie nie zostały wstrzymane” – zapewnił Rosnieft w komunikacie zamieszczonym na Twitterze.

Przedstawiciele rosyjskiej firmy Group-IB zajmującej się badaniem przestępstw komputerowych ogłosili, że w sumie kilkadziesiąt firm w Rosji i na Ukrainie zostało zaatakowanych za pomocą wirusa Petrwrap, nowej wersji wirusa Petya bądź Pety.A (czyt. Pietia), który blokuje komputery aż do przekazania pod wskazany adres równowartości 300 dolarów w bitcoinach.

„Jeśli widzisz ten tekst, to oznacza, że Twoje pliki nie są już dostępne, bo zostały zaszyfrowane. Być może jesteś teraz zajęty poszukiwaniem sposobu, by odzyskać swoje pliki, ale nie trać czasu. Nikt nie może odzyskać plików bez odszyfrowania ich przez nas” – głosił napis, jaki pojawił się na ekranach komputerów.

Następnie poinformowano, że w wyniku cyberataków ucierpiały w Europie Zachodniej m.in. duński koncern A.P. Moeller-Maersk działający głównie w branży transportu morskiego i energii, brytyjska firma WPP – gigant z branży reklamy i public-relations, terminale w największym w Europie porcie w Rotterdamie oraz francuski koncern produkujący materiały budowlane Saint-Gobain.

O awarii systemów komputerowych firma A.P. Moeller-Maersk, która zatrudnia 120 tys. pracowników w 135 krajach, poinformowała rzeczniczka koncernu, potwierdzając, że powodem jest cyberatak na liczne należące do koncernu firmy i strony internetowe.

Do A.P. Moeller-Maersk należy m.in. firma APM Terminals, która potwierdziła, że również padła ofiarą cyberataku, który zakłócił pracę 17 należących do niej terminali kontenerowych, w tym dwóch w porcie w Rotterdamie.

Norweskie służby odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo przekazały, że w Norwegii celem ataku stała się „międzynarodowa firma”, której nazwy nie podano. Również w tym przypadku hakerzy zażądali okupu za odblokowanie serwerów.

Niemiecka telewizja NDR podała, że „nic nie działa w siedzibie” firmy Beiersdorf, znanej z produkcji kremu Nivea.

Potem fala ataków hakerskich dotarła do USA, gdzie pierwszą ofiarą stał się odział koncernu farmaceutycznego Merck na Wschodnim Wybrzeżu. Awarię sieci teleinformatycznych zgłosił też koncern spożywczy Mondelez, producent m.in. ciastek Lu i Oreo.

Eksperci ostrożnie wypowiadają się o dokładnym sposobie wtorkowego ataku. Część wskazuje na podobieństwo do działania wirusa WannaCry, którego użyto do międzynarodowego cyberataku w maju br., kiedy to zarażone zostały setki tysięcy komputerów na świecie. Rosyjska firma ds. cyberbezpieczeństwa Kaspersky Labs podaje jednak w wątpliwość, czy rzeczywiście chodzi o wirus Petya, jak twierdzą władze niektórych krajów.

„Nasza wstępna analiza sugeruje, że nie chodzi o wersję ransomware Petya, jak dotąd wskazywano, ale o nowy rodzaj ransomware, dotąd nieznany. Z tego powodu nazwaliśmy go NotPetya” – głosi komunikat firmy, która zaleca uaktualnienie używanej wersji systemu operacyjnego Windows.

Amerykański producent oprogramowania antywirusowego Symatec wskazał, że za atakiem stoi grupa hakerska Lazarus, którą wiąże się z Koreą Północną.

Strona ukraińska obciążyła Rosję odpowiedzialnością za cyberatak. (PAP)

podobne: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie). Ukraina: Ofensywa na pozycje separatystów. Konwój (nie)humanitarny Rosji, ćwiczenia wojskowe przy granicy UE i na Wyspach Kurylskich.

„„Folwark Zwierzęcy” to jedna z bardziej znanych powieści George’a Orwella. Jej głównymi bohaterami są zwierzęta, które postanowiły przeprowadzić „rewolucję” wewnątrz gospodarstwa i pozbyły się znienawidzonych gospodarzy, by poprawić własną sytuację. Tuż po buncie, zwierzęta ustaliły kilka głównych zasad z których kluczowa brzmiała: Wszystkie zwierzęta są równe.

Bardzo szybko okazało się, że ktoś jednak musi mieć ostateczny głos przy podejmowaniu decyzji. Władzę przejęły świnie. Czas mijał, cele które pierwotnie przyświecały rewolucji wydawały się coraz bardziej odległe, a świnie z dnia na dzień coraz bardziej upodabniały się do przegonionych gospodarzy. Wszystko to było możliwe ze względu na bierną postawę reszty zwierząt, które były zbyt wystraszone by reagować. Ostatecznie świnie zdecydowały się nieco zmodyfikować główną zasadę. Od tej pory brzmiała ona: Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych.

Wspomniana powieść Orwella to lektura obowiązkowa. Jednym z głównych celów angielskiego pisarza było ośmieszenie stalinizmu. Między innymi dlatego powieść Orwella była w Polsce zakazana przez cenzurę aż do 1988 roku.

Upadek Związku Radzieckiego nie oznaczał jednak, że „Folwark Zwierzęcy” stracił na aktualności. Ostatecznie powieść stanowi ostrzeżenie przed każdym totalitaryzmem, a w ostatnich dekadach wiele rozwiniętych krajów zaczęło podążać właśnie w kierunku tego ustroju. Liczba „świń” (skorumpowanych polityków, ich współpracowników, przekupnych dziennikarzy, przekupnych sędziów, przekupnych urzędników itd.) zaczęła szybko rosnąć. A im więcej świń i im większa ich chęć do utrzymania władzy, tym większe koszty dla zwykłych obywateli i powszechniejsze ograniczanie wolności. To naturalna konsekwencja – władza opiera się na zastraszaniu w stylu „obronimy Was przed tym zagrożeniem, jeżeli pozwolicie wprowadzić takie i takie prawo”. I tak krok po kroku, obywatele rezygnują z wolności na rzecz iluzji bezpieczeństwa. A politycy stają się coraz bardziej bezczelni…” (cdn.)

podobne: Zamiast emerytury czeka nas los Boxera z „Folwarku zwierzęcego” oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”

„Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Josepha Snowdena, byłego współpracownika specjalnych agend rządowych USA, tj. Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) oraz Centralnej Agencji Wywiadu (CIA zakresu inwigilacji prowadzonego w ramach wieloletnich programów szpiegowania), dała kolejną okazję do moralizowania przez zawodowych hipokrytów, pośród których prym wiedli, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, politycy chcący poprawić swój medialny image, udający że właśnie dopiero co dowiedzieli się o takich praktykach ze strony wyspecjalizowanych agend rządowych. Oczywiście udawane oburzenie jest odnoszone do działania agend obcych rządów, a nie do agend rządu własnego, no ale jak wiadomo, każdy aspirujący do kariery polityk jest nieuchronnie skażony moralnością Kalego. Co najwyżej może odczuwać dyskomfort z takiego oto powodu, iż agendy podległe jego rządowi nie dysponują tak dużymi możliwościami w tym zakresie, co agendy podległe innemu rządowi. I ten dyskomfort odreagowuje powtarzaniem moralitetów o tym, co wypada w relacjach międzynarodowych, a czego nie wypada w żadnym razie. Takie to są bajania dla naiwnych wyborców, którzy wszak powinni bezwzględnie kultywować wiarę w demokratyczne gusła, albo jak kto woli, standardy.
Rozwój programów inwigilacji jest w prostej proporcji pochodną rozwoju technik informatycznych i teledetekcyjnych, na które wszystkie liczące się kraje nie skąpią funduszy. Waga przechwytywanych (zwłaszcza bez wiedzy adresatów) danych jest równie istotna, co dysponowanie stosownym potencjałem odstraszania. Jeśli potencjały militarne mogą się wzajemnie szachować, wówczas przewaga uzyskana w zakresie rozpoznania faktycznych oraz potencjalnych planów, zamiarów, strategii i taktyki działań politycznych i gospodarczych podejmowanych przez przeciwników (jak też sojuszników), pozwala na uzyskiwanie zakładanych efektów bez uciekania się do użycia destrukcyjnego arsenału zbrojnego...

…Rozwinięciem programu Echelon stał się program totalnej inwigilacji internetu o ładnej nazwie PRISM (Pryzmat), będącej akronimem, którego pełny tytuł brzmi: Planning Tool for Resource Integration, Synchronization and Management. Nazwa miała określać, że jest to jakieś banalne narzędzie służące do planowania, integracji i synchronizacji zarządzania. Zielone światło dla przygotowania technik zbierania tak dużego zakresu danych dał pod koniec swojej kadencji prezydent George Walker Bush. Gotowość operacyjną PRISM osiągnął od 2008 roku i była ona stale rozwijana w trakcie obydwu kadencji prezydentury Baracka Husseina Obamy.
A oto, co, m.in., w zakresie możliwości systemu PRISM zostało ujawnione lub udało się ujawnić w necie. Otóż zarządza tym programem NSA, zaś w jego ramach posiada dostęp do serwerów gigantów rynku internetowego, jak np. Microsoft. Google, Apple, Facebook, Yahoo, You Tube, AOL, a poprzez serwery do zasobów poczty e-mail, treści wiadomości z komunikatorów, filmów i zdjęć zamieszczanych i przesyłanych w sieciach, czatów głosowych, wideokonferencji, zawartości plików przesyłanych pomiędzy serwerami wewnątrz danej sieci, profili z portali społecznościowych czy plików gromadzonych i przechowywanych w tzw. chmurach. Oczywiście wszystkie te dane są precyzyjnie oznaczone czasem ich logowania. Co chyba najważniejsze, system PRISM umożliwia dostęp do dowolnych danych w czasie rzeczywistym. Rzecz jasna, głównym celem i zadaniem PRISM jest zbieranie informacji o charakterze wywiadowczym które są następnie wykorzystywane w działaniach dyplomatycznych, gospodarczych, kulturalnych, propagandowych etc…

Ponadto operatorzy na rynku telekomunikacyjnym zostali zobowiązani do dostarczania codziennie billingów ze wszystkich rozmów odbytych poza granice USA oraz rozmów wewnątrz USA, włącznie z połączeniami lokalnymi, przez okres każdego kolejnego kwartału. A to wcale nie wszystko do czego mogą mieć dostęp służby. Np. na inwigilację i analizę połączeń w ramach telefonii komórkowej opracowano odrębne oprogramowanie systemu MAINWAY (jest to tylko jeden z wykorzystywanych systemów, ale nie sposób omawiać wszystkich istniejących, nawet tych, co do których są opublikowane jakiekolwiek dane), uruchomione w pełnym wymiarze operacyjnym w początkach bieżącego stulecia. Otóż oprogramowanie tego systemu pozwala na zgromadzenie danych dotyczących numerów telefonów, pomiędzy którymi dokonano połączeń, datę i czas rozpoczęcia rozmowy oraz czas aktywnego połączenia.
Ponadto zakup amerykańskich spółek telekomunikacyjnych lub nabycie kontrolnego pakietu ich udziałów/akcji możliwe jest pod warunkiem przekazywania przez nowych właścicieli danych żądanych przez amerykańskie agencje wywiadowcze

…W ostatnich latach NSA dokonało skutecznego przełamania zabezpieczeń używanych przez agendy rządowe oraz organizacje komercyjne obcych państw

…„Afera” z podsłuchami rozmów prowadzonych z telefonów kanclerzycy A. Merkel czy prezydenta F. Hollande w ramach systemu PRISM wskazuje, iż zabezpieczenia wprowadzone przez służby kontynentalnych państw europejskich przed inwigilacją nie stanowią wystarczającej bariery wobec możliwości oprogramowań stosowanych przez Anglosasów… (stanislaw-orda, szkolanawigatorow.pl – Snowden albo czubek góry lodowej)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”  oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie i to: LONDYN: Kolejne rewelacje Snowdena z ustawą o przechowywaniu danych w tle a także: „Der Spiegel” – amerykański i brytyjski wywiad mają dostęp do danych Deutsche Telekom.  polecam również: Co dwie głowy to nie jedna! czyli jak służba służbę zinwigilowała… i jeszcze: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: 10 chwytów ciemnych typów

(cd.) „…Wpływy kasty rządzącej rosną, co pozwala na korumpowanie dziennikarzy, sędziów czy nawet znanych osób z życia publicznego. W efekcie powstaje ogromna machina, która zastrasza ludzi odpowiednią narracją, a następnie pozwala sobie na podejmowanie coraz bardziej bezczelnych decyzji… 

…Politycy mają coraz większy wpływ na życie obywateli, rosnące armie urzędników blokują rozwój gospodarczy, jesteśmy coraz silniej inwigilowani, a poziom bezpieczeństwa wcale się nie podnosi. Wręcz przeciwnie, na wielu do tej pory rozwiniętych obszarach, poziom bezpieczeństwa spada. Na przykładzie Europy możemy wspomnieć chociażby o sytuacji w Szwecji, zachodnich Niemczech czy wielu dzielnicach Paryża bądź Brukseli.

Należy podkreślić gigantyczną rolę, jaką w tym wszystkim odgrywają media. Każdy kraj czy grupa osób, które działają w sposób niezależny, bardzo szybko staje się obiektem drwin… 

…Jak z tym walczyć? Rozwiązanie brzmi prosto – dywersyfikować źródła informacji i CZYTAĆ. Wyrzucić telewizor przez okno i pozostać przy Internecie. Niestety, rozwiązanie dotyczy zarówno tych zapracowanych, jak i osób z większa ilością wolnego czasu. Bez wysiłku i poświęcenia czasu nie da się być w pełni świadomym człowiekiem. Dopiero czytając i rozwijając wiedzę na temat obecnej sytuacji jesteśmy w stanie podejmować odpowiednie decyzje i chronić resztki wolności. W innym wypadku zostaniemy zdominowani strachem, a to bardzo silne uczucie…” (Zespół Independent Trader – Nie daj się zastraszyć)

podobne: Permanentna inwigilacja, czyli… co Pan/Pani robią z prądem oraz: Dzień ochrony danych osobowych. Krok po kroku będą wiedzieć o nas co raz więcej i to Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  a także: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. i jeszcze: Ciasteczkowy POtwór, czyli kolejne „ministerstwo” w akcji

„…Tak to już bowiem jest, że w naszym starciu z systemem ponosimy klęskę już na samym początku, na poziomie opisu podstawowego. Weźmy cztery elementy, trzy organizacje i coś, co nazwiemy masą. Przy udziale tych czterech elementów budowane są obowiązujące wszystkich gawędy, które następnie, pokolenie czy dwa po ich powstaniu są utrwalane przez różnych genialnych pisarzy i dramaturgów. Oto uniwersytet, media i rynek książki, a także odbiorcy czyli w oczach szefów wymienionych organizacji masa. Masa ma reagować wedle wskazówek wymyślonych w tajnych kamerach władzy i teoretycznie nie może z niej wyjść nic, co sprawiłoby władzy jakiś kłopot lub wywołałby sytuację ambarasującą. No, ale jest uniwersytet, którego misją jest dochodzenie do prawdy i ustalanie faktów ważnych ponad wszelką wątpliwość, a więc walka z kłamstwem. Tak więc władza musi przede wszystkim opanować i zmienić w sposób niejawny misję uniwersytetu. Do tego służy rewolucja, ale jednorazowo tej sprawy załatwić się nie da. Nawet jeśli rewolucja wymieni całą kadrę i z woźnych zrobi profesorów, a z profesorów woźnych. Prędzej czy później jakiś niezorientowany gamoń zapyta głośno na zebraniu rady wydziału, jak to było z tym Newerlym w Oświęcimiu. Żeby utrwalić zmianę potrzebne są media. One mają powielać obowiązujące narracje i bez przerwy je powtarzać

One się jednak szalenie podobają, bo pozwalają ludziom zachować coś, do czego masa i jacyś ząbkujący politycznie liderzy masy są przywiązani najbardziej. Chodzi mi rzecz jasna o poglądy. Poglądy aplikowane są masie jak pavulon umierającym w karetkach łódzkiego pogotowia ratunkowego. Nośnikami poglądów są kreacje medialne. Dla chamów są to kreacje ze świata rozrywki, na przykład Kukiz, a dla ludzi aspirujących do pewnej subtelności, są to profesorowie. Po połknięciu codziennej porcji poglądów wygłoszonych przez namaszczonych mędrców masa, jak kraj długi i szeroki zasypia…

Jakie środki podejmuje władza, żeby wyeliminować ryzyko zakwestionowania pozorów misji uniwersytetu, a tym samym ryzyko zadawania głupich pytań przez niezorientowany element? (…) Powstają całe serie książek o przygodach bohaterów, od pozycji poważnych, w których czytamy, że bohaterowie nie byli postaciami jednoznacznymi, ale przecież nie możemy się czepiać o wszystko, do serii popularnych, gdzie bohaterowie zajmują się głównie uwodzeniem dziewcząt…

…To nie wszystko jednak. Prócz rynku książki władza organizuje także grupy ekstremistów.(…) Rola grup ekstremistycznych jest szalenie ważna. Doświadczenie bowiem uczy, że jeśli ktoś nie wykonuje poleceń żadnej organizacji i nie ogląda za dużo TVN, skłonny jest do tego, by porozumieć się ze swoim bliźnim, nawet jeśli bliźni ten jest kaczystą. To są rzeczy nie do pomyślenia. One muszą być eliminowane już w zarodku, czyli w momencie, kiedy człowiek pomyśli – a po co my się tak szarpiemy, przecież możemy porozmawiać? Nie można do tego dopuścić i dlatego uruchamia się właśnie grupy ekstremistyczne. To znaczy Zandberga z tamtej strony i sami wiecie kogo z naszej. No i w zasadzie jest pozamiatane.

Na ten, niedoskonały przyznam opis, narzucić trzeba siatkę uzależnień globalnych. Ale to nie wszystko, dodać trzeba jeszcze tępotę i chciwość polityków lewicy. No i zwykłą zdradę. Ktoś powie, że politycy dobrej zmiany, celowo nie piszę prawicy, bo żadnej prawicy nie ma już od roku 1932, też nie są lepsi. No nie, tak tępi jak Zandberg i tak roszczeniowi jednak nie są. Oni oczywiście nie analizują historii i nie analizują poszczególnych politycznych casusów w dziejach w sposób właściwy tajnym kamerom Londynu, ale coś im tam w głowach pieje od czasu do czasu. U Zandberga nie ma nic, poza niedokładnie przeczytaną instrukcją. O co chodzi? O to, by będąc krajem o mocno zaznaczonych ograniczeniach lokalnych prowadzić politykę globalną. To jest misja Polski, która, jeśli jej nie będzie wypełniać, ponosząc koszty i ryzyko, zostanie zlikwidowana. (…) No, ale – powie ktoś – żeby realizować twój program bracie, potrzebne są czyjeś gwarancje. Na ile one są szczere? Odpowiadam – gwarancje są nieszczere z istoty, no chyba, że dotyczą utrzymania wspomnianych tu lokalnych ograniczeń. Co innego jest ważne. Chodzi o to, by korzystając z chwilowego, trwającego dwa, trzy pokolenia spokoju zbudować, w oparciu o fałszywe gwarancje tyle sprawnych i oddanych racji stanu organizacji, które nie pozwolą krajowi upaść. Taka jest misja państwa poważnego. No, ale…kto niby miałby stanąć na czele takich organizacji? Jak to kto? Janek Pietrzak, Marcin Wolski, Kukiz i redaktor Sakiewicz…ludzie, którzy mają słuszne poglądy i których oglądamy w mediach…to chyba oczywiste… Tylko ze świadomością, że oni stoją na straży najdroższych nam wartości, my, szara i bezmyślna masa, będziemy mogli spokojnie zasnąć. Dzień jednak wstanie….” (coryllus, szkolanawigatorow.pl – Dlaczego Polska skazana jest na zagładę?)

podobne: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu  i to: Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury a także: Komisja Edukacji Narodowej oraz Dekret Kasacyjny czyli o konieczności rozbiorów Polski w imię postępu, o „bohaterach” z polskich podręczników („oświeconych” rabusiach), oraz o „narodowym potencjale” (elitach) polecam również: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego

Adam Wycichowski niewolnik – złota rybka

Sprawiedliwość kontra chciwość czyli miłe (złego) początki prawa własności (na Synodzie Łęczyckim), oraz lichwiarskie fałszerstwa Żydów (w przywileju Bolesława Pobożnego)


Artur Grottger – Modlitwa wieczorna rolnika

„…Świadomemu dziejów krajowych, nietajno, jak przeważny wpływ duchowieństwo i ustawy kościelne, wywierały na stan kraju i prawodawstwo; nieobojętną jest zatem rzeczą, poznać okoliczności i ustawy pierwszego u nas i z największą pewnością wspominanego Synodu, a zarazem zjazdu, któremu historycy największe oddają zalety; od którego datują zarys prawodawstwa; w którym widzą jutrzenkę odrodzonej spokojności kraju; i dla którego, ówczesnemu monarsze tytuł Sprawiedliwego nadali. Takim jest zjazd i Synod Łęczycki w roku 1180 odbyty.

Prawodawstwo kraju, co z potrzeba i duchem czasu formowało się, co nie było wpływem woli pojedynczej, a takim było nasze średniowieczne, musi być śledzone we wszystkich swoich postępach i odcieniach; bo wtedy się najlepiej duch jego wykaże, pewniej jak z urojonej zasady, przyjętej od niektórych z współczesnych pisarzy w tym przedmiocie, ale przeszłość sama i fakty mówić muszą za sobą.

Z tego i takiego punktu, jak na wszystkie ustawy synodalne, tak szczególniej na Synod Łęczycki, zapatrywać się należy, w przekonaniu, że jeżeli kiedy, to wówczas, wpływ ustaw duchownych był najpewniejszym. Dziś bowiem już jest dowiedzione, że wszystkie modyfikacje prawa starożytnego rzymskiego, które stało się zasadą wszystkich innych, przez wpływ duchowieństwa nastąpiły; bo rozdział i walka między duchownym a świeckim stanem, nie była u nas tak zaciętą i nigdy nie miała takiego charakteru, jak gdzie indziej. Duchowieństwo nasze, mające w narodzie przewagę naukową, najczynniejsze w radach publicznych i prywatnych, nie może być pominięte w rozbiorze i dostarczaniu materiałów, do dziejów krajowych i Kościoła. Zjazd i Synod Łęczycki, poprzedzający ustawą swoją, wszelkie piśmienne znane u nas prawodawstwo, stał się pierwszym zarysem prawa publicznego, w stosunkach panów i podwładnych, w stosunkach sukcesyjno – familijnych i wpływie stanu na stan: wart więc bliższego i szczegółowego poznania…

…Po rozdziale, piszą oni, jedynowładnej w karbach posłuszeństwa utrzymywanej monarchii, przy rozdrobionej władzy pojedynczych książąt, przy przemocy rycerstwa i możniejszych, zwyczaje ustanowione dla bezpieczeństwa kraju i wygody żołnierza, stały się powodem najazdów, grabieży i ucisku; powinności czynione niegdyś tylko królom i to w pewnych czasach, przywłaszczone od możnych, czyniły stan mieszczan i wieśniaków opłakanym; całe ich mienie bowiem w sprzężaju, dobytku i zasobach wszelkiego rodzaju, było każdej chwili zagrożone łupem. Nieszczęśliwe to położenie klas niższych, podzielało i duchowieństwo ówczesne: majątek ich kościelny lub prywatny, wyniszczony różnego rodzaju uciskami, po śmierci posiadaczy, stawał się łupem przemocy, pod rozmaitymi pozorami. Chcących poznać bliżej stan kraju w owym czasie, odsyłamy do Kadłubka (lib. 2) i Długosza (lib. 6); tu dość nam powiedzieć, że w takim stanie rzeczy, cnotliwy i sprawiedliwy Monarcha, nie mógł zostać obojętnym; i nie został też, znalazłszy pomoc w światłych i cnotliwych obywatelach. Za najskuteczniejszy środek zaradzenia złemu, uznał zwołanie zjazdu, nie tak dla braku władzy i możności zaprowadzenia ulepszeń przez siebie samego, jak raczej z tej mądrej uwagi, że otwierając narodowi, wpływ do wspólnych obrad prawodawczych, zobowiąże sobie tym sposobem niechętnych, i ustanowić się mającym prawom, większej powagi i mocy doda. Nie spodziewał się niestety że krok ten, stanie się z czasem zarodem swawoli i uzurpacji tej świetnej prerogatywy…” (całość tu: szkolanawigatorow.plKs. Jan Mętlewicz, O Synodzie Łęczyckim 1180 r)

„…Po doprowadzeniu z powrotem do posłuszeństwa wszystkich, dzielnic Królestwa Polskiego dzięki niezwykłej zręczności i obrotności, sławny z męstwa książę uznał za swoje pierwsze zadanie przywrócenie wolności i sprawiedliwości ojczyźnie udręczonej wyszukanymi sposobami ucisku i ciężarami. Znosi więc i unieważnia wszystkie daniny, trybuty, cła i świadczenia nowo ustanowione przez jego brata Mieczysława oraz jego naczelników i urzędników, ukróca oszczerstwa, a oszczerców skazuje na banicję lub piętnuje. Usuwa wszystkie niesprawiedliwe sądy, przez które ludzie tracili majątki i przywraca rzetelny wymiar sprawiedliwości. Następnie cały swój wysiłek obraca na wytępienie większych nadużyć, których według dawnego prawa zwyczajowego nie zaliczano do przestępstw i występków, ale do ustaw i praw królestwa. Ponieważ rozpowszechniły się one wśród książąt, baronów i panów polskich, tym trudniej je było wykorzenić, bo panowie nie mogli ścierpieć pozbawienia ich przywilejów i korzyści. Był bowiem od dawna ustalony zwyczaj w Polsce, że szlachta i rycerze w czasie przejazdów i podróży po Królestwie żądali od wieśniaków nie tylko siana, słomy i plew, ale zboża i innych środków żywności. W razie odmowy najeżdżali i burzyli domy i spichlerze, samowolnie zaspokajali swoje potrzeby i nie tylko wypasali, ale także wydeptywali grunty wieśniaków. Nadto szlachta i rycerze, chcąc załatwić swoje prywatne, nierzadko mało ważne sprawy, chwytali po wsiach i polach konie wieśniaków. Dosiadali ich sami albo ich służba i szybkim, niezmordowanym pędem przebywali niekiedy wielkie połacie kraju.

Następstwem tego, że konie męczono lub osłabiano do tego stopnia, że już nie mogły odzyskać sił, a często nawet zajeżdżano na śmierć lub uprowadzano daleko, a czasem, jeśli były dobre i ładne, przywłaszczano sobie — były wielkie straty i zubożenie wieśniaków, którzy pozbawieni koni, zaniedbywali swoje prace w polu. Nadto dobra zmarłych biskupów zarówno ruchome, jak nieruchome były narażone na złupienie i grabieże lub oddawane na rzecz skarbu książęcego. Zwoławszy więc wielki zjazd do Łęczycy na ogromnym zgromadzeniu książąt, biskupów i rycerzy[książę Kazimierz] przedstawia, jakie nieszczęścia i zabójstwa powstają z trzech wymienionych nadużyć, na jakie spustoszenia i straty jest narażone Królestwo, jak takie przeniewierstwo przypominające okrucieństwo pogan i barbarzyńców obraża Boga i woła o jego pomstę.

Niech wobec tego postanowią, że należy wykorzenić tego rodzaju nadużycia, pozyskać życzliwość zagniewanego dotąd Boga i dostosować się do świętych praw królestw katolickich. [Mówił], że jego tak wychowano, iż nie ścierpi dłużej w swoim królestwie i pod swoimi rządami tak zbrodniczych i haniebnych zwyczajów, powodujących obrazę Boga, krzywdę bliźniego i zhańbienie świętości. Było na tej naradzie ośmiu biskupów: gnieźnieński Zdzisław, krakowski Gedeon, wrocławski Żyrosław, kujawski Unelf, poznański Cherubin, płocki Lupus, kamieński Konrad, lubuski Gaudenty i trzech książąt: poznański Otto, wrocławski Bolesław i mazowiecki Leszek oraz ogromny tłum panów i rycerzy. Ci przeważającą liczbą głosów orzekli, że należy wytępić niegodziwe zwyczaje, z powodu których gniew Boży — byli o tym przekonani — zesłał na Polaków różne nieszczęścia i niepowodzenia. I żeby w przyszłości ktoś przypadkiem nie przywrócił na nowo tych zwyczajów, postanowiono wszystkich sprawców tych albo tym podobnych [nadużyć] ukarać strasznym wyrokiem klątwy. Nazajutrz więc arcybiskup gnieźnieński Zdzisław i wszyscy biskupi polscy ubrani w szaty biskupie w obecności księcia i monarchy polskiego Kazimierza, wszystkich książąt, panów, rycerzy i pospólstwa, którzy, zatwierdzając to postanowienie i poddając mu wśród radosnego uniesienia zarówno siebie, jak swoje potomstwo, ogłaszają, co następuje: „Kto zabierze albo poleci zabrać zboże albo inną własność rolników i wieśniaków siłą albo w jakiś inny sposób, niech będzie przeklęty!

Kto z okazji odbywania poselstwa w publicznej lub prywatnej potrzebie, wyjąwszy doniesienie o grożącym ojczyźnie napadzie wrogów, weźmie lub poleci wziąć czyjegoś konia albo zwierzę pociągowe tytułem obowiązku podwody, niech będzie przeklęty! Kto zagrabi, zagarnie lub roztrwoni dobra zmarłych biskupów albo osób duchownych, choćby był znakomitą osobą i piastował godność króla, księcia albo jakąkolwiek inną, niech będzie przeklęty! Kto by przyjmował zagrabione mienie biskupie bez odszkodowania albo przymykał oczy na posiadanie przez łupieżców rzeczy złupionych lub zagrabionych, bez należnego prawem zadośćuczynienia, jako wspólnik świętokradztwa wyrażający na nie swą zgodę i jako taki, który dla zaspokojenia własnej zachłanności i osiągnięcia korzyści dał okazję do świętokradztwa, niech będzie przeklęty!” Książęta i cały lud odpowiedzieli zgodnym okrzykiem: „Amen!”…” (Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, źródło: szkolanawigatorow.pl – Synod w Łęczycy 1180 r)

podobne: Plankt na śmierć Bolesława Chrobrego. Święci i sprawiedliwi: królewicz Kazimierz Jagiellończyk i Joanna d’Arc (Kaczmarskiego)  oraz: Świecąc przykładem: Sugeriusz i harmonia zjednoczenia zhierarchizowanej wizji świata widzialnego i boskiego zmaterializowana w Katedrze Saint-Denis, oraz fenomen ks. Wacława Blizińskiego. Nadchodzi rewolucyjny chaos i to: Surowość zdyscyplinowanej łagodności katolicyzmu św. Franciszka i Inkwizycji, kontra rozpasana bezwzględność anglikanizmu doby elżbietańskiej („Łowcy księży”) polecam również: Przesądy „polskiej inteligencji”. O monarchii, demokracji, elitach i ładzie (prawie) naturalnym a także: cynik9: Dyskretny urok monarchii konstytucyjnej. W 80-tą rocznicę Ermächtigungsgesetz i jeszcze: „Najpierw państwo” czyli… gdy monopol na przemoc nie służy sprawiedliwości i własności. Ekonomia grzechu przeciw wolności „elit” naiwnych i mściwych (I) oraz: (NIE)odpowiedzialni za państwo. Dwa oblicza Sarmatów i Quincunx Orzechowskiego czyli Wielka Polska Katolicka

„…Dzięki swojej ogromnej wiedzy nie tylko prawniczej, ale także historycznej i źródłoznawczej, napisał Hube w 1878 r. krótką rozprawę pt. „Przywilej żydowski Bolesława i jego potwierdzenia”, która jest zarówno historią tego dokumentu i jego kolejnych zatwierdzeń, jak i polemiką m. in. z pracą Ludwika Gumplowicza z 1868 r. „Prawodawstwo polskie względem Żydów”.
Najciekawsze jest jednak to, że z wnioskami Hubego nikt nie podjął polemiki merytorycznej, bo trudno za taką uznać kuriozalne stwierdzenie Mojsze Schorra w pracy: „Organizacya żydów w Polsce od najdawniejszych czasów aż do r. 1772″ (Lwów 1899, s. 8) „jeżeli nawet zgodzimy się z Hubem, że przywilej ten jest falsyfikatem, sporządzonym przez żydów a podsuniętym królowi przez żydów zamiast oryginału, który się spalił w Poznaniu podczas pożaru w r. 1447, to przynajmniej może nam posłużyć jako źródło do poznania ustroju żydów w II. połowie XV. wieku”(sic!)
A tezy Hubego są następujące:
1. istnieją dwie wersje przywileju Bolesława Pobożnego: tzw. oryginalna, krótsza (zwykle 36 paragrafów: jedna z datą 1334, pochodząca ze Statutu Łaskiego, druga z tzw. rękopisu Bandkiego BIII, będącego XV-wiecznym odpisem, a także świeżo wówczas znalezione odpisy potwierdzeń: jeden z datą 1365, własność niegdyś Hubego, następnie Biblioteki Ordynacji Krasińskich, także w kopii rękopiśmiennej z końca XV w., oraz potwierdzenia z datą 1367 r., z akt grodzkich miasta Krakowa, Przemyśla i Lwowa, oraz liczne późniejsze potwierdzenia) i dłuższa, tzw. rozszerzona (do 48 paragrafów).
Wersja dłuższa, zw. przez Hubego przerobioną, też znana jest z kilku kopii: (tzw. rękopisu B Bandkiego, z akt gminy żydowskiej w Poznaniu, z potwierdzenia króla Jana III Sobieskiego, z akt grodzkich poznańskich, oraz kolejne dwie cytowane przez Gumplowicza z posiadanych przez niego potwierdzeń Augusta III z 1735 r. oraz Stanisława Augusta z r. 1765). Oba teksty znane z różnych odpisów, nie starszych niż koniec XV w.
2. tylko pierwsza (krótsza) wersja jest prawdziwa. Druga została sfałszowana.
3. fałszerstwa dopuścili się żydzi poznańscy w czasach Kazimierza Jagiellończyka (najprawdopodobniej w dniu jego koronacji w 1447 roku, nie później niż w 1453 r.)
4. dowodem fałszerstwa jest zarówno budowa dokumentu (niezgodna ze znanymi tego typu aktami), jak i jego treść, sprzeczna z innymi prawami dotyczącymi Żydów, w tym ze Statutem Warckim z 1423 roku.
5. różni polscy królowie w różnych okresach zatwierdzali obie wersje Przywileju Bolesława Pobożnego.
6. inicjatorami zatwierdzeń zawsze byli Żydzi, a ich orędownikami niektórzy możnowładcy polscy.
W czym więc tkwi problem?
Przede wszystkim w paragrafach, dotyczących kredytowej (mówiąc oględnie) działalności Żydów, a ściślej przedmiotu zastawu.
W wersji krótszej, oryginalnej, w paragrafie 25. znajduje się wyraźny zakaz pożyczania pieniędzy pod zastaw nieruchomości. Tymczasem w wersji rozszerzonej nie dość, że tego zakazu nie ma, to jeszcze kilka paragrafów określa, jak Żydzi, przy pomocy władzy państwowej (wojewodów i starostów) mogą przejąć zastawioną nieruchomość, nawet w przypadku śmierci dłużnika i pozostawieniu w majątku nieletnich dzieci!
Przedstawmy teraz krótko wywód Hubego.
Okazuje się, że wszystkie znane teksty Statutu Kaliskiego pochodzą z potwierdzeń tego przywileju w czasach Kazimierza Wielkiego, zachowanych w znacznie młodszych odpisach. W wersji oryginalnej tekst przywileju zacytowany jest w treści właściwego dokumentu królewskiego, zawierającego datę i miejsce wystawienia, oraz nazwiska możnowładców, będących świadkami tego wydarzenia. W kolejnych latach: 1334, 1365 i 1367 Kazimierz Wielki rozszerza tylko obowiązywanie przywileju na poszczególne ziemie swojego królestwa (Małopolskę, Wielkopolskę, wreszcie Ruś).
Treść jest taka sama.
Co ciekawe, tekst Przywileju Bolesława Pobożnego (wersja krótsza wg Hubego) został zamieszczony w Statucie Łaskiego z 1506 r. na polecenie króla Aleksandra z adnotacją, że ma być wykorzystywany PRZECIW samym żydom i ich nieuzasadnionym roszczeniom („aby tylko przeciw żydom, nie zaś za nimi przemawiać mógł”).
Inaczej przedstawia się sytuacja z wersją rozszerzoną. Najstarsza jej kopia pochodzi z końca XV w. (po 1493). Z treści dokumentu (bez daty i miejsca wydania, oraz nazwisk świadków!) wynika, że przed królem Kazimierzem Jagiellończykiem stawili się Żydzi poznańscy, którzy prosili o zatwierdzenie kopii wydanego im rzekomo przez Kazimierza Wielkiego przywileju, którego oryginał miał spłonąć w pożarze miasta w 1447 (był taki rzeczywiście):
„(…) przed Majestat nasz osobiście stanąwszy żydzi nasi z ziemi wielkopolskiej, a mianowicie z województwa poznańskiego, kaliskiego, sieradzkiego, brześciańskiego, władysławowskiego i ziemi do tychże należących, wykazali jako prawa te, które od świętej pamięci poprzednika naszego Kazimierza króla polskiego mieli i których pod innymi królami poprzednikami naszymi aż do naszych czasów używali, wtedy kiedy miasto Poznań podczas naszej obecności stało się łupem pożaru się spaliły, prosili i błagali Nas pokornie, abyśmy podług kopii, którą Nam przedłożyli owe prawa uznać, potwierdzić i wznowić raczyli” (tłum za: L. Gumplowicz w: Prawodawstwo polskie względem żydów, Kraków 1867, s. 33).
Wersja ta zawiera już możliwość pożyczania pieniędzy na skrypt dłużny, zabezpieczony nieruchomością!
Kazimierz Jagiellończyk ów „dokument” potwierdza dla Żydów wielkopolskich (między 1447 a 1453). Jest on jednak sprzeczny z innymi aktami, m. in. ze Statutem Warckim z 1423 r,. który nie tylko zabrania zaciągania długów pod zastaw nieruchomości, ale wszelkie zawarte w ten sposób umowy uznaje za nieważne.
Król szykuje się właśnie do wojny z Zakonem Krzyżackim, tymczasem wybucha afera. Dochodzi do buntu szlachty, żądającej odwołania owego „przywileju”. Interweniuje sam kardynał Zbigniew Oleśnicki (w liście z maja 1454 r.), o czym informuje Jan Długosz w swojej Historii:
„ dawniej (pridem) W. K. M., z ujmą i obrazą religii, pewnych przywilejów i wolności ży­dom udzieliłeś i niektóre przywileje najfałszywsze (falsissimae), ja­koby przez króla Kazimierza im nadane, które ś. p. ojciec twój w mojej obecności, gdym sam tego był świadkiem i sam je czyta­łem, lubo ujmowany licznemi darami przez żydów (licet sollicitatus judeorum largitionibus), przez całe swe życie wzbraniał się potwier­dzić, i te W. K. M. potwierdziłeś, nie zniósłszy się ani ze mną, któ­ry wówczas w Krakowie bawiłem, ani z panami radą… I dlatego proszę i błagam, abyś W. K. M. te tam przywileje i wolności odwo­łać raczył” (cytat za Hubem)
Jeszcze w tym samym roku Kazimierz Jagiellończyk w statucie nieszawskim tak w redakcji wielkopolskiej, jak i mało­polskiej owe nieprawnie uzyskane przywileje odwołuje:
(…)wszelkie listy swobód, które żydom mieszkającym w Królestwie udzielił po dniu (post diem) swej koronacyi, przeciwne prawu boskiemu, uchyla i wszelkiej mocy obowiązującej pozbawia, co ma być przez ogólne ogłoszenie podane do powszechnej wiadomości.
Na tym jednak sprawa się nie kończy, ponieważ Żydzi odczekawszy kilkadziesiąt lat, ową anulowaną wersję (znów w jakiejś kopii) przedstawiają, do zatwierdzenia tym razem Zygmuntowi Augustowi.
Fałszerstwo jest znacznie lepsze, ponieważ zawiera treść rozszerzonego „przywileju”, wklejoną do „obudowy” statutu nieszawskiego! Tym razem jest więc nawet lista świadków i data, tylko treść niezgodna z oryginałem!
Od tej pory równolegle będą zatwierdzane w różnych okresach, dla różnych ziem, przez różnych królów, na zmianę (a czasem nawet obie wersje w różnym czasie przez tego samego króla, np. Stefana Batorego czy Jana Sobieskiego): wersja oryginalna krótsza, albo sfałszowana rozszerzona. Od XVII w. nie będzie już zatwierdzeń dla poszczególnych ziem, a w imieniu Żydów nie będą występować jacyś „uproszeni” przez nich magnaci, tylko tzw. syndyk, reprezentujący wszystkich Żydów Rzeczypospolitej…
perfidny proceder fałszerstwa nie byłby możliwy, gdyby interes Żydów nie łączył się z interesem niektórych krótkowzrocznych władców i dostojników państwowych, którym możliwość wysokiej pożyczki na skrypt dłużny pod zastaw nieruchomości odbierała rozsądek i zdolność przewidywania mniej przyjemnych skutków takiego braku wyobraźni…” (Jolanta Gancarz, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Jak Romuald Hube żydowskie fałszerstwa wykrył)

podobne: Kaczmarski i 7 grzechów głównych… na przykładzie starożytnego Rzymu i Cyncynat – wzór do naśladowania. oraz: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? i to: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce) a także: Jak honor (w Wersalu) i etnos (w Rydze) kresów Polskę pozbawiły czyli… Piłsudski, Dmowski, Żydzi i patriotyzm na Targu (Kaczmarskiego) polecam również: Gwatemala: wyrzucono społeczność ortodoksyjnych Żydów

Miroslaw Szeib – Żyd z kluczykiem do fortuny

O chemii i alchemii czyli o praktyczności nauk tajemnych w prowadzeniu wojny i kontroli nad surowcami strategicznymi (z informacją włącznie). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią. Metale ziem rzadkich.


Michiel Versteegh – Scholars in their study, przełom XVIII i XIX w

„…ciemnota, powtarzamy, jest wielką biedą, ale owa bieda na epokę zniszczeń moralnych jaką jest dzisiejsza, to malum necessarium, to tarcza zasłaniająca społeczność od innej ciemnoty która jest największym nieszczęściem, sromotą i bólem tych na których padnie, a która jest następstwem oświaty bezbożnej kończącej się łunami i pożarami podsycanemi naftą w imię postępu i w imię wolności…” (ks. Zygmunt Golian)

„…W Akademii Krakowskiej nowe myśli nachodzą wielu zwolenników wśród jej profesorów. Obok teologii i scholastyki zaczynają się tu wspaniale rozwijać i nauki przyrodnicze, kwitnie astronomia. Poziom naukowy Akademii z czasem dochodzi do takich wysokości, szczególnie w ostatnim dwudziestoleciu XV w., że epokę tę można uważać za najświetniejszą w dziejach Krakowskiej Akademii. Do jej wrót po światło wiedzy spieszą już nie tylko swoi ale i obcy uczeni nawet. (Celtes, Kallimach – Niemcy, Ślązacy). Mimo reakcji bowiem od r. 1500 przemógł tu humanizm. Równocześnie jednak kwitną i tu nauki tajemne. W pierwszej mierze i jawnie, jak widzimy ze spisów wykładów profesorów Krakowskiej Akademii, kwitnie tu astrologia; przy niej także alchemia, chiromancja i magia. Te ostatnie jednak są oficjalnie zabronione a w aktach rektorskich zwie się je często „ars prohibita”.

Jak bardzo „nauki tajemne” były w Polsce rozpowszechnione świadczy o tym dobitnie „Pogrom czarnoksięskie błędy, Latawców zdrady, y Alchimickie fałsz, iako rozprasza za pozwoleniem zwierzchności spisany od Stanisława z Gór Poklateckiego na ochrone zbawienia ludzkiego wydany”. (Trzecie księgi Moyżeszowe położenia 19: Nie chodźcie do czarnoksiężników ani się o czym pytaycie od wieszczków, abyście się przez nie nie splugawili. Ja Pan Bóg wasz). W Krakowie z Drukarni Jakuba Siebeneychera 1595. Autor gromi tu błędy czarnoksięskie, występuje przeciwko wszelkiego rodzaju czarnoksięskim praktykom, tak w Polsce rozpowszechnionym, wołając ze zgrozą: „A co więtsza, iż fałsze czarnoksięskie y szaleństwo Alchemickie po wielkiej części, tak z pospolitego człeka iako y z przednie wysokich stanow, znaczney liczby poczet owichtało y siatkami czartowskimi okupieło” .A w przedmowie wierszowanej do Rzeczypospolitej mówi tak:

„Królowie ziemscy, y wysokie stany,
Jęli się błędów: poimał y Pany
Alchimist zdradą: Czarnoksiężnik baie.
Maskare sprośną, za Diannę daie”.

…Astrologia zakwitła w Akademii Krakowskiej przede wszystkim za czasów profesora astrologii Henryka Czecha (Bohemius) w r. 1424. Przepowiada on podówczas ludziom bardzo szczęśliwie przyszłe losy. Podług świadectwa M. Radymińskiego w r. 1427 np. przepowiedział on nawet królowej Zofii, żonie Władysława Jagiełły losy przyszłe jej trzech synów, a wróżba ta spełniła się co do istotnych okoliczności. Astrologię znał zresztą dobrze już Kopernik, jak to zaznaczył słusznie M. Curtze. (Inedita Copernicana)…

…O wpływie dzieł hiszpańskich uczonych z Toledo, Sewilli i Kordowy na profesorów Akademii Krakowskiej, który był bardzo znaczny, świadczy dobitnie „Instrukcya dla profesora astrologii tudzież zatwierdzenie powiększenia funduszu tej posady przez Macieja z Miechowa uczynionego. Maciej z Miechowa wyznaczając dzieła, z których miał wykładać przyszły profesor astrologii wymienia oprócz „Quadripartitum i Centiloquium” Ptolomeusza, traktujących o wpływie gwiazd i konstelacyj na los ludzi, także dzieła uczonych w Sewilli i Toledo a więc dzieła: Joannesa Hispalensis w Sewilli (który żył w XII w.)”Epitome totius astrologiae”, Alcabitiusa rodem z Toledo (astronoma arabskiego w XII w.), który napisał dzieło tłumaczone na język łaciński pt. „Libellus ysagogicus Abdilazi i. e. servigloriosi dei: qui dicitur alchabitius ad magisterium iudiciorumastrorum interpretatus a ioanne hispalensi”. Venetiis 1482. Almagestum Ptolemaei per Commentum Ceber, który znów pochodził z Sewilli itd. Wszystko to świadczy o duchowym pokrewieństwie uczelni – dość wielkim…

…Za czasów Zygmunta Augusta żyli tacy sławni astrologowie jak Szymon z Gincburga, wybitny znawca gwiaździarskiej sztuki, Profesor Akademii Krakowskiej Piotr Proboszczowicz Wiszniewski (Sołtykowicz Józef o. c. str. 246 mówi o nim: Zygmunt August słuchał prognostyków naszego matematyka i profesora Proboszczowicza tak dalece, że za jego radą i podróż swoją kilka razy odmieniał i wesele z Katarzyną odkładał, jako twierdzi Tadeusz Czacki w Tomie II o L. Pol. Prawach) autor Iudicium comoetis visi in horisonte Cracoviensi i Akademik krakowski Marcin Foxius, którzy mieli bardzo wielki wpływ na króla, ślepo ich we wszystkim słuchającego

…Nie darmo Podwórzecki broniąc iudiciów, zwalczał wszelakiego innego rodzaju przepowiednie astrologów i ludzi postronnych, w pierwszym rzędzie bab. O astrologu mówi, że gdy się go kto z ludzi zapyta o zgubę, szkodę, zysk, powód rzeczy albo o co takiego – nic nie powie, jeśli ma Boga, bo te rzeczy bardziej się do supersticiy pogańskich chylą niż do krześcijańskich. Baby ośmiesza „co w niebo patrząc, w rzeczy na planety, których nie znaiąc, ani wiedzą co to jest wróżą: woski y ołowynleią, co omywaią, kadzą y sprośne gusła wymyślają…” „co patrzą w kryształ w zwierciadło, albo śkło iakie” – „bo to są gusła szatańskie, bo także nie zawisły na żadnej nauce uczciwej”. A to wróżbiarstwo, rozpowszechniało się w Polsce polwiej części pod wpływem Akademji Krakowskiej. Fakty wspomniane stawały się źródłe­m plotek, przesądów i dziwnych opowieści, których nimb powoli okalać zaczął Akademię Krakowską. Wpływało na to i stanowisko kościoła, który zabraniał duchownym zajmowania się matematyką i astrologią jako pomocniczymi naukami czarnoksięskimi, będącymi w ścisłym związku z magią…

…Obok wróżb z gwiazd znana była i ulubiona w owych czasach także chiromancja, zgadywanie z ręki charakteru człowieka i wróżenie przyszłych jego losów. Że zaś w uniwersytecie trudniono się nią, tego dowód mamy z r. 1505, w którym dwóch scholarów Melchiora bakałarza i Marka z Gdańska ukarano przed sądem rektorskim „ob exercicium ciromancie”. Ten jednak sposób wróżenia polegający, jak mówi Podwórzecki Jan w swych „Wróżkach” z r. 1589 „po części na nauce a po części na natchnieniu dziwnym i tajemnym czasów teraźniejszych bardzo w lekkim jest poważaniu…” „iż go ludzie lekcy i Cygani sprośni używaią”.
Że chiromancja była na uniwersytecie zabroniona, świadczą o tym „Acta rectoralia”, w których czytamy pod rokiem 1505 zapisek 2052 „chiromantia, ars prohihita…”…

…Równie popularną jak astrologia była w XV i XVI w. Polsce także alchemia. Wedle wierzeń adeptów tej sztuki można przy jej pomocy:
1. ciała nie zawierające w sobie złota na prawdziwe, doskonałe i trwałe złoto zamienić. Istota, która tę zmianę sprawia, jest dziełem sztuki zwanym „kamieniem mędrców, lub filozoficznym”, „wielkim elixyrem” albo „czerwoną tynkturą”. Srebro, merkuriusz i nieszlachetne metale, przesiąknięte tynkturą zamieniają się na złoto a lotne stają się zarazem ogniotrwałemi (transmutacja albo uszlachetnienie).
2. ciała nie mające w sobie srebra można zamienić na srebro czyste i ogniotrwałe.
3. Tenże sam preparat sztuki na złoto zamieniający, przed zupełnym wykończeniem swym jest najużyteczniejszym a według wielu uniwersalnym lekarstwem, panaceum życia, (aurum potabile) odmładza, wzmacnia ducha, ożywia siły. Adepci tej nauki strzegą jej tajemnic pilnie, co jest zarazem powodem ciemności pism z dziedziny alchemii. Grzechem było wiadomości te rozprzestrzeniać a Arnold de Villanova grozi apopleksją temu, który by to zdradził i mówi w swym Rosarium „Qui revelatsecretum artis maledicetur apoplexia”. Rajmund Lullus zaś straszy za to piekłem. Dlatego też jest to „nauka tajemna”. Alchemia jest nauką bardzo starą.

Kwitła najpierw w Hiszpanii, gdzie jej reprezentantami byli Geber, Dzszafarem zwany z Sewilli, jego syn Abu Mussa Giabr Ben Hajiam al Sofi, uczeń, Gebera Rhases i wielu innych. Stąd przez Włochy .i Francję dostaje się ona w XIII w. do Niemiec a potem i do Polski. Wybitnymi alchemikami są Albertus Magnus, Michał Scotus, Tomasz Aquinus. Raymond Lulli, Roger Bacon. Gwiazdą na polu alchemii w Niemczech w XV w. jest Basilius Valentinus, Johannes Ticinensis. Johannes Trithemius, w XVI zaś Henryk Korneliusz Agrippavon Nettesheim (1486 -1535) i Philippus Aureolus Paracelsus Teophrastus Bombastus von Hohenheim (1493-1541), Jerzy Agricola (1494-1555) a w Anglii Dr. Dee i Kelley….

….zamożność Polaków w tych wiekach tudzież polska gościnność zwabiały do Polski różnego rodzaju i uczonych i szarlatanów, którzy te wiadomości i „nauki” na grunt polski przeszczepiali…” (Jan Kuchta – Nauki tajemne w Polsce w XV i XVI wieku, całość tu: szkolanawigatorow.pl)

podobne: Czas odkrywa prawdę (historii) czyli… ile jest wiedzy w wykształceniu i po co nam uniwersytet? oraz: „Szkoła” Jacka Kaczmarskiego czyli zapowiedź najnowszej książki Gabriela Maciejewskiego („Socjalizm i śmierć”)… Bo wszystko już było (na kole historii) i to: Zniknęły zeznania dotyczące szajki pedofilów w brytyjskich władzach a na Uniwersytecie w Cambridge konferuje się o pedofilii jako „męskiej normie” a także: proroctwo św. Malachiasza a Paruzja czyli… bój śmiertelny o wieczność kontra pogoń za sensacją i jeszcze: Na chłopski rozum o „transmisji myśli w kosmos”, talencie wybrańców losu, transgresji i ektoplazmie „poezji” czyli… „o mafii bardzo kulturalnej” („arystokracji rozumu”) oraz magii Nobla Władysława Reymonta (alias Rejmenta-Balcerka)

Jak ktoś ciekawy historii nekromancji tudzież czarnoksięstwa i innego rodzaju praktyk z piekła rodem ten sobie może doczytać pod załączonym linkiem. Tymczasem kontynuujmy wątek alchemii, gdyż stanowi on istotę dzisiejszego wpisu…

„…Najbardziej znana w Polsce anegdota dotycząca alchemików, to ta opowiadające o tym, że Michał Sędziwój, królewski alchemik o mało nie wysadził wierzy zamkowej na Wawelu, zwanej kurzą stopką. Szczegóły tej anegdoty nie są dla słuchaczy istotne, interesuje ich tylko, to że miało być złoto, a było wielkie bum. Sam zaś Michał Sędziwój doczekał się zasłużonej sławy i został przedstawiony cesarzowi Rudolfowi, wykonywał dla niego różne tajemnicze misje, których natura do dziś nie jest rozpoznana. Nie jest? Jest. Trzeba tylko spojrzeć na nią pod właściwym kątem.

Michał Sędziwój już w początkach XVII wieku rozpoczął wraz z Mikołajem Wolskim, kanclerzem królewskim, wielkim magnatem, budowę dużego okręgu przemysłowego pod Częstochową, tuż nad granicą, cesarskiego wówczas Śląska. Dlaczego tam właśnie produkować miano blachę, elementy stalowe potrzebne przy konstrukcji broni, drut stalowy i inne wyroby hutnicze? Ponieważ cesarstwo przygotowywało się do wojny. Wojna ta musiała wybuchnąć, albowiem zawarty w roku 1555 pokój pomiędzy katolikami a protestantami, zwany pokojem augsburskim nikogo nie satysfakcjonował…

…Ówczesna wojna, ba, każda wojna do połowy XIX wieku nie mogła się toczyć bez prochu. Ten zaś składa się, jak pamiętamy z trzech podstawowych komponentów: saletry potasowej, siarki i prochu strzelniczego. Od tego jakiej jakości saletra została użyta do produkcji prochu zależało jak daleko poleci kula wystrzelona z armaty. Skąd pozyskiwano saletrę? Zewsząd. Brytyjczycy wprowadzili specjalne prawo, które zmuszało obywatela do oddawania państwu zawartości wychodków oraz tego co zalegało pod nogami zwierząt w oborze. Z tych właśnie frakcji pozyskiwano saletrę. Na Ukrainie znajdowały się duże złoża saletry, stąd właśnie kozacy, byli w zasadzie samowystarczalni jeśli idzie o produkcję broni. Większość jednak państw Europy skazana była na import. Ciekawe skąd? Dociekliwi już zgadli. Tak, tak, z północnej Afryki. Tam, na wielkich przestrzeniach Sahary kryształy saletry, czystej jak łza, rosły po prostu jak grzyby. Czekały miliony lat na to, by człowiek wymyślił proch strzelniczy i użył ich do jego produkcji.

Dobre stosunki z Afryką północną były więc gwarantem dostaw saletry. Czy już wiecie teraz po co Henryk Twaroch przybył do Pragi? Miał załatwić kontrakt na dostawę tego surowca. Cesarz miał w zamian za to skłonić swojego kuzyna, króla Hiszpanii do wypuszczenia Berberów na Atlantyk. Habsburgowie podbili stawkę i wynegocjowali dodatkowo, że Berberowie będą atakować protestanckie konwoje płynące na Islandię. Ciekawe czy już zgadliście po co one tam pływały? Każdy kto był na Islandii wie, że są tam gorące, siarkowe źródła. Siarka zaś była drugim ważnym komponentem do produkcji prochu strzelniczego. Świat protestancki, wspomagany przez katolicką Francję szykował się do rozprawy z cesarstwem Niemiec, w całej Europie i na wybrzeżach Afryki trwał od roku 1555 wielki wyścig zbrojeń. Ludźmi zaś, którzy odgrywali w nim rolę kluczową byli alchemicy. Nie poszukiwacze kamienia filozoficznego bynajmniej, ale technologowie i menedżerowie zarządzający zasobami, ludźmi i fabrykami. Tacy jak Michał Sędziwój, zwany Polonusem i Mikołaj Wolski, powszechnie uważany za czarownika.

Ktoś podejrzliwie spojrzy na te rewelacje i zapyta – dlaczego w takim razie w relacji Daniela Vettera nie ma słowa o siarce? Dodam jeszcze jedną zagadkę – dlaczego jego tekst napisany w początku XVII wieku opublikowano dopiero pod koniec stulecia? Otóż dlatego, że tajnych materiałów szpiegowskich nie udostępnia się wszystkim naokoło. Czytelnicy ówczesnej literatury i prasy mieli wierzyć, że alchemicy to ludzie produkujący złoto z rtęci, a jedynym pragnieniem ich mocodawców jest powiększająca się stale góra złotych dukatów. Ten świat naprawdę niewiele się zmienia… iluzje zaś dzisiejsze nie obiegają wiele jakością od ówczesnych” (coryllus, źródło: papug.pl – O rozwiązywaniu zagadek historycznych : część 2 na 2)

podobne: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja oraz: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego  i to: O stawianiu wozu przed wołem czyli o treściach ukrytych naprawdę. „Pokot”, „Wielka Lechia”, „słowiańszczyzna” i folklor jako propaganda specjalnej (o Polaków) troski a także: Polska podbija kosmos. Kosmiczne złoża metali pod Myszkowem

„Alchemicy praktycznie od zawsze byli specjalistami od wytwarzania strategicznie ważnych produktów. Przykładem może być jeden z pierwszych alchemików, Zosimos z Panopolis, który opisał w III w. po Chr. sposób wytwarzania wysokogatunkowej stali w Indiach i odnotował, że była ona używana w Persji Sasanidów do wyrobu mieczy, które eksportowano m.in. do Imperium Rzymskiego. Nota bene handlem tym poszukiwanym i dorgim surowcem, zwanym w Talmudzie Babilońskim Hindnan (a w żródłach rzymskich ferrum Indicum), zajmowali się kupcy żydowscy, którzy stworzyli sieć szlaków handlowych pomiędzy Syrią i Mezopotamią a południowymi Indiami. Zosimos zajmował się poza tym produkcją kwasów, alkoholi i szeroko pojętą metalurgią. Jego umiejętności do dziś budzą podziw, dysponował już bardzo zaawansowanymi instrumentami laboratoryjnymi (kolby, destylatory itd.). Już w starożytności wiedza chemiczna była mocno rozwinięta, a opowieści o wytwarzaniu złota z innych metali to od początku była zasłona dymna. Alchemia to tak naprawdę zakonspirowana chemia służąco konkretnym celom strategicznym.na prawdziwą rolę alchemii wskazują prace starożytnych greckich alchemików żyjących w czasach hellenistycznych i w Cesarstwie Rzymskim. Zawsze mamy w tych dziełach pomieszanie mistycznego kamuflażu (fragmenty dotyczące świata duchowego, magii itp.) i bardzo konkretnych tekstów zawierających receptury wytwarzania substancji użytecznych w wytwarzaniu stopów metali, szkła, leków, kosmetyków i barwników. A samo słowo alchemia pochodzi od greckiego wyrazu chymeia (prawdopodobnie chodzi tu stop metalu, łączenie różnych metali, nie jest to do końca jasne), który później Arabowie zniekształcili i wyszło z tego słowo alchimia.” (Stalagmit 8 czerwca 2017)

W gnozie (bo alchemia to w pewnym sensie gnoza) chodzi o niedostępność/utajenie wiedzy/informacji (prawdy) i jej zmonopolizowanie w rękach „wybrańców”. Temu zabiegowi towarzyszą zazwyczaj „zagadkowe” i „oryginalne” rytuały, dzięki którym „wierzącemu” wydaje się że ma do czynienia z czymś wyjątkowym bo niepojętym (niedostępnym) dla zwykłego śmiertelnika. To mu imponuje, a przez to że został dopuszczony do „elitarnego” kultu „wtajemniczonych” postrzega samego siebie jako wyjątkową osobę… i to mu w zasadzie wystarcza za całą „wiedzę”. Do dziś wykorzystuje się ten mechanizm by manipulować ludźmi. Trochę magii tajemniczości i wszyscy są zadowoleni… a zyski wybrańców (kosztem „oczarowanych”) rosną. Bo czasem bardziej opłaca się zrobić wokół ważnej rzeczy wielopiętrowy i kosztowny (pełen strojów, rekwizytów i aktorów) cyrk. Zamiast oficjalnie zaprzeczać i wymazywać fakty (ostra polemika sprzyja zapamiętywaniu i promowaniu informacji) lepiej je zawczasu ośmieszyć, skompromitować. Ludzie początkowo ciekawi machną po jakimś czasie ręką na taką „sensację”, albo popukają się w głowę z niesmakiem i wrócą do swoich zajęć… Nikt przecież nie lubi żeby go nazywać oszołomem albo idiotą. Abrakadabra! Dotyczy to nie tylko surowców strategicznych i informacji. Dziś największą zasłoną dymną (działającą na tej samej zasadzie) jest tzw. demokracja…(Odys)

„Wszyscy wiemy jak wyglądają negocjacje przy podziale łupów pokazywane w filmach o piratach. To jest zawsze jeden z najlepszych momentów w takim filmie. Jeden drugiego próbuje oszukać, wszyscy mają noże w rękach, zaczyna się zwykle spokojnie, potem uczestnicy spotkania przechodzą do gróźb, zdarza się, że chwytają za kordelasy albo siebie nawzajem za tak zwany „wsiarz”. Jest przy tym kupa śmiechu, bo na koniec zawsze jakoś dochodzi do porozumienia i wszyscy rozchodzą się do swoich kajut zadowoleni. Warunek zadowolenia jest jeden i nie chodzi wcale o dobrą atmosferę przy stole, chodzi o to, że przedmiotem negocjacji są zwykle rzeczy wartościowe bezwzględnie: pieniądze, kobiety, mapa skarbu, albo dobra broń. Nie ma żadnych wątpliwości, że kłótnia wybuchająca przy podziale łupów jest autentyczna i świadczy o powadze oraz autentycznym zaangażowaniu negocjujących. My, oglądając taki film, śmiejemy się z tych scen, ale źle robimy, bo sceny te wmontowane są w produkcję rozrywkową celowo. Po to, by przekonać nas, że takie zachowania są niestosowne w dzisiejszym świecie. Otóż jest dokładnie na odwrót. Niestety powrotu do starych dobrych czasów, kiedy to rozdzielano dublony na pokładach zdobytych galeonów nie będzie…

…Profesjonalizm jest już nieważny, a liczy się tylko chemia spotkania…

…cała tak zwana kultura biznesu służy temu by zamaskować rzeczywistą wartość przedmiotu negocjacji, ukryć ją, a na jej miejscu zorganizować jakiś teatr kabuki. To jest jednak niemożliwe, bo wszyscy rozumieją sens tego oszustwa. Co więc jest u samego spodu? Myślę, że fakt iż prawdziwi kapitanowie okrętów pirackich nie mogą się ujawnić. Mapa, dublony, broń, wszystko nadal leży na tym samym stole, ale oni siedzą w innej kajucie i palą opium. Negocjacje zaś prowadzą trzeci oficer, bosman i cook. Dzieje się tak, ponieważ ich życie jest dziś o wiele cenniejsze niż w czasach Francisa Drake, cenniejsze niż mapa i dublony, i to o nie właśnie toczą się negocjacje. My zaś nie poznamy nigdy ani jego rzeczywistej wartości, ani ich nazwisk. Pozostanie nam jedynie wiara w to, że najważniejsza jest chemia spotkania.” (coryllus – Głęboki profesjonalizm zawodowy korsarzy morskich)

podobne: O różnicy między „lewicą” i „prawicą” czyli… kto w demokracji ma większe prawo prowadzić lud na barykady by realizować scenariusz grabieżczo-rozbiorowy zwany czasem solidarnością

„…Dzięki etatyzmowi, w okolicznościach braku rozwoju, dzięki należymisiom otoczeni rudami żelaza Japończycy nie mieli ich jak kruszyć. W spiżarni umierali z głodu. Z powodu tego zapóźnienia w produkcji żelaza miało ono niezwykle wysoką cenę i w czasie, gdy podpisywali z jankesami umowę o szybkim handlu, za cztery stalowe gwoździe (kolejowe – używane przy budowie torów) Japończycy płacili jedną złotą monetę (o wadze około 4-4.15 grama). To tak na nasze dzisiejsze jest jakieś 150 pln od gwoździa. Jankesi ich wyssali z kruszcu, ze wszystkiego co mieli (nefryt, srebro, miedź) za kilka maszyn parowych. To jest właśnie rezultat tego, co robi Morawiecki – będą “gwoździe” po 150 pln, jak rozkręci program swojego odlotu kosmicznego. Ciekawe czy zostanie chociaż lokajem w BIS.

W Japonii było tak wesoło w ekonomii, że córkom powszechnie “szukano sponsora”, a nierząd, pijaństwo i hazard stały się podstawową działalnością w miastach. Chłopi podnosili bunty, a były wsie, gdzie zbiorowo popełniali samobójstwa po wykonaniu obowiązku podatkowego (dlatego nie należy płacić podatków – grożą śmiercią). Powstawały gangi polityczne, ale kupcy zorganizowali sobie grupę, która pomimo regulacji należymisiów kontrolujących handel z resztą świata sprowadzała już od początku XIX wieku do górskich, niedostępnych prowincji południa (od strony Chin) maszyny parowe, narzędzia, technologię. Samurajowie rezygnowali ze swojego ślacheckiego statusu i wstępowali do tej grupy. Dziś ta organizacja kupców bez barier znana jest pod tą samą nazwą co w XIX wieku – yakuza. I znana jest z tej samej działalności – przemytu, przemysłu i handlu nieruchomościami – cała reszta to widowiskowe dodatki. Grupy przestępcze powstają wokół fabryki Krupp’a i mają mundury od Hugo Bossa, a nie z tak zwanych pi… karmionych chłopców z miasta prowadzących ku… dołki. Co ciekawe, aby zachować pozory ścigania jakiejś przestępczości, to pokazuje się te płotki zajmujące się hazardem, nierządem i koksem, natomiast poważnych ludzi, zajmujących się korporacyjnym przemysłem i dysponujących agenturą wpływu i aparatem przemocy, nigdy się nie rusza – bo tam chodzi o poważne pieniądze i użycie prywatnej armii, aby uspokoić urzędasów, jest naturalnym odruchem. Zwróćcie uwagę, co się działo w Polsce, gdy niewolnicy w Wujku i na Wybrzeżu się pobuntowali i nie chcieli dla gangsterów robić tak tanio – od razu wjechały czołgi, od razu były ofiary – tak działa prawdziwa przestępczość…”  (zarobmy.se – Dygresja o żelazie)

podobne: Polska drugą Japonią, ale nie tą z „propagandy sukcesu”  oraz: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy i to: Walka naszych służb z przestępczością gospodarczą i zorganizowaną to jedna wielka ściema.

„…W skład metali strategicznych wchodzą m.in.: ren, german, cyrkon, molibden, ind, gal, hafn, bizmut, tantal, tellur, kobalt czy wolfram.

Z kolei do grupy metali ziem rzadkich należą: skand, itr, lantan, cer, neodym, promet, samar, europ, gadolin, terb, dysproz, holm, erb, tul, iterb czy lutet…

….Urządzenia stosowane w branży energetycznej, elektronicznej, medycznej, wojskowej czy motoryzacyjnej nie mogą obejść się bez metali strategicznych oraz metali ziem rzadkich. Przykłady? Europ (technologia jądrowa), iterb (płyty ogniw słonecznych), hafn (chipy komputerowe), tantal (smartfony, komputery, sprzęt medyczny), molibden (inżyniera lotnicza i kosmiczna) czy lantan (pojazdy o napędzie hybrydowym). To oczywiście tylko początek długiej listy, póki co nie ma dla nich substytutów…

…W 1990 roku globalna konsumpcja metali strategicznych i metali ziem rzadkich wynosiła 45 tys. ton. Rozwój nowoczesnych technologii doprowadził jednak do wzrostu popytu, który w 2013 roku wynosił już 124 tys. ton, natomiast w zeszłym roku – 155 tys. ton. Z kolei prognozy dla rynku zakładają 40% wzrostu popytu pomiędzy 2017 a 2020 rokiem…

…Dominacja Chin doprowadziła do sytuacji, w której ceny metali strategicznych są silnie uzależnione od polityki chińskich władz, jak również sytuacji geopolitycznej. Głównymi rywalami Państwa Środka na arenie międzynarodowej są dwaj najwięksi importerzy, czyli Stany Zjednoczone i Japonia. To jedna z głównych przyczyn, dla których Chiny chcą ograniczyć eksport metali do obu krajów. Ponadto, Państwo Środka stara się zachęcić największe przedsiębiorstwa, aby przeniosły swoją produkcję do Chin. Pozwoliłoby to przede wszystkim pozyskać nowoczesną technologię.

W przypadku USA sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Sześć miesięcy temu na prezydenta Stanów Zjednoczonych zaprzysiężony został Donald Trump. Polityk już podczas kampanii wyborczej zapowiadał, że zamierza ściągnąć dobrze płatne miejsca pracy z powrotem do USA. Ponadto, Trump chce nakładać wysokie cła na produkty importowane z innych państw, w tym Chin. Jeżeli polityka amerykańskiego prezydenta zostanie wdrożona może to oznaczać wojnę handlową pomiędzy dwoma mocarstwami.

Państwo Środka może zdecydować się na podobną reakcję jak w 2010 roku podczas sporu z Japonią. Wówczas Chiny wstrzymały eksport dwóch metali: neodymu oraz dysprozu. Efekt? Ceny wspomnianych pierwiastków w ciągu 10 miesięcy wzrosły o 600-800%.

Warto zwrócić uwagę, że wówczas spór dotyczył kilku wysp skalistych na Morzu Wschodniochińskim. Dzisiejsza dominacja Chin w tej branży jest silniejsza niż miało to miejsce 7 lat temu. Potencjalna wojna handlowa pomiędzy USA i Chinami mogłaby doprowadzić do eksplozji cen metali ziem rzadkich oraz metali strategicznych.

Jeśli nie dojdzie do wojny handlowej, należy spodziewać się spokojniejszego wzrostu cen, do którego w ostatecznym rozrachunku musi dojść. Przecena metali strategicznych i metali ziem rzadkich była gigantyczna. Chiny osiągnęły swój cel i zdominowały produkcję. Teraz utrzymanie niskich cen metali nie jest już priorytetem chińskich władz.

Należy jeszcze wspomnieć o konflikcie na linii USA – Korea Północna, który ma drugie dno. Wartość złóż metali ziem rzadkich należących do komunistycznego kraju wynosi 6 bln dolarów. Ze względu na brak funduszy oraz technologii, Korea Północna nie jest w stanie wykorzystać swojego potencjału. Obalenie Kim Dzong Una pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym uzyskać dostęp do cennych minerałów, dzięki czemu mogliby uniezależnić import metali strategicznych z Chin… (Zespół Independent Trader – Metale ziem rzadkich – marginalizowane aktywo)

podobne: Japoński rząd zatwierdza nową strategię obronną w obliczu napięć z ChRL oraz: Azja: zagrożenie terroryzmem i groźba konfliktu (Korea Płn. gotowa do próby nuklearnej? Chiny i Morze Południowochińskie ). USA odpowiedzialne za sytuację w Iraku (Wlk. Bryt. niezdecydowanie) i to: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach a także: Korea Północna grozi i prosi ONZ. Rywalizacja militarna Chin i USA polecam również: Mesko liderem w realizowaniu programów rakietowych dla wojska. I ty może zostać komandosem

Michael Cheval – Evolution

Stanisław Michalkiewicz z okazji 20 rocznicy „majówki” o „świętości” pracy, trybunale oraz konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej. „Teatr na Wyspie” (Gajowniczka)


Adam Wycichowski niewolnik

1 maja jest świętem naszych okupantów, ponieważ po raz pierwszy na ziemiach Rzeczypospolitej Polskiej obchodzone było w roku 1940, zarówno w części pod okupacją niemiecką, jak i w części pod okupacją sowiecką. To, że za komuny święto to zostało utrzymane przez administrujących Polską sowieckich kolaborantów, to rzecz zrozumiała. Dlaczego jednak zostało utrzymane już po sławnej transformacji ustrojowej? Utrzymanie tego święta naszych okupantów aż do dnia dzisiejszego jest znakomitą ilustracją politycznej schizofrenii, w jakiej po „okrągłym stole” pogrążył się nasz nieszczęśliwy kraj. Jak wiadomo, przy „okrągłym stole”, a tak naprawdę – w ośrodku MSW w Magdalence, doszło do porozumienia przedstawicieli komunistycznego wywiadu wojskowego z przedstawicielami tak zwanej „lewicy laickiej”, czyli dawnych stalinowców w pierwszym, albo drugim (jak w przypadku red. Adama Michnika) pokoleniu, co do ustanowienia władzy nad narodem polskim. Polityczna wojna, jaka w tej chwili jest udziałem naszego nieszczęśliwego kraju, jest następstwem tej siuchty. Komunistyczny wywiad wojskowy walczy o utrzymanie swoich wpływów, dzięki którym, pod osłoną stworzonych przez przedstawicieli „lewicy laickiej” i tak zwanych „pożytecznych idiotów” pozorów demokracji, mógłby nadal okupować nasz nieszczęśliwy kraj. Sojusz „lewicy laickiej” z agenturą Wojskowych Służb Informacyjnych jest na tym tle całkowicie zrozumiały, podobnie jak wysługiwanie się WSI państwu niemieckiemu, które przy pomocy kombinacji operacyjnych, próbuje odzyskać wpływy częściowo utracone na skutek przejścia Polski pod kuratelę USA. Lewica laicka również basuje tym niemieckim staraniom, bo najtwardszym jej jądrem jest żydokomuna, politycznie, finansowo i emocjonalnie zaangażowana w komunistyczną rewolucję, jaka w Europie jest w pełnym natarciu, z wykorzystaniem dla jej potrzeb wszystkich instytucji Unii Europejskiej. Jak wiadomo, celem tej rewolucji jest zniszczenie łacińskiej cywilizacji, żeby z historycznych narodów europejskich uczynić tak zwany „nawóz historii” na którym, „jak grzyb trujący i pokrzywa”, mogłaby rozkwitnąć dominacja starszych i mądrzejszych.

Tedy podczas grillowania, jakiemu przy wódeczce i piwku znaczna część populacji będzie się oddawała, warto sobie o tym wszystkim nieśpiesznie podyskutować, bo skoro już taki schizofreniczny zbitek świąt mamy, to niechże i z tego wypłynie dla nas jakiś pożytek. A poza tym, ponieważ pretekstem dla 1 maja jest „święto pracy”, to warto zwrócić uwagę, że praca w Polsce jest opodatkowana co najmniej tka wysoko, jak artykuły luksusowe. Opodatkowanie pracy w naszym nieszczęśliwym kraju wynosi 41 procent, co oznacza, że jeśli pracodawca chce, żeby pracownik dostał 3000 złotych na rękę, to musi wypłacić dodatkowo 2078 złotych dla państwa. Gdyby system podatkowy był inny, na przykład – gdyby to opodatkowanie pracy zostało zmniejszone przynajmniej do 25 procent, to pracownik mógłby dostawać na rękę 3808 złotych miesięcznie. Czyż nie warto podyskutować przy wódeczce i piwku również o o tym?” (Stanisław Michalkiewicz – Przy grillu, wódeczce i piwku)

podobne: 1 Maja – święto pracy, czy raczej dzień lewicowych wybryków? oraz: Szara strefa w polskiej gospodarce. Ks. Jacek Gniadek: Czy praca na czarno jest grzechem? czyli… „nielegalna” praca w odpowiedzi na „legalny” rabunek i to: Moralne i ekonomiczne konsekwencje głupoty czyli… „Dobrobyt” płacy minimalnej, średniej krajowej, bezwarunkowego dochodu gwarantowanego i programów socjalnych. Skąd się bierze bogactwo? PIS gwarantuje bankom niezatapialność (za oszczędności Polaków) a także: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

„O czymże mówić w dniu 3 maja, jak nie o konstytucji! Jasne, że o konstytucji, tym bardziej, że zainteresowanie konstytucją osiągnęło w Polsce niebywały poziom. To zresztą bardzo pozytywny objaw, świadczący o zwycięstwie ducha nad materią. Na przykład wydawałoby się, że emeryci koncentrują się raczej na nasłuchiwaniu, jak obgryzają ich własne mikroby, że najbardziej doskwiera im brak pieniędzy na zakup lekarstw, a nawet żywności, a tymczasem – nic z tych rzeczy! Najbardziej interesuje ich konstytucja i wyroki Trybunału Konstytucyjnego, bez których już nie mogą wytrzymać, żeby ich nie przeczytać. Jakże tu nie cieszyć się z takiego triumfu ducha nad materią?…

ważnym postanowieniem, jakie powinno znaleźć się w konstytucji, jest zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Taki pomysł został zgłoszony podczas sejmowej debaty nad przyszłą konstytucją przez posła Janusza Korwin-Mikke. Domagał się on ponadto, by każda próba ominięcia tego zakazu była traktowana jak kradzież zuchwała. Niestety większość posłów myślała, że to dowcip i taka norma nie została do konstytucji z 1997 roku wprowadzona. W rezultacie mamy dług publiczny, z którym nikt nie wie, co zrobić i w którego następstwie przyszłe pokolenia naszego narodu są wpędzane w coraz głębszą niewolę u lichwiarskiej międzynarodówki. Nie tylko zresztą naszego – bo inne rządy też kupują sobie spokój społeczny za cenę sprzedawania własnych obywateli w niewolę u lichwiarzy – i w tym właśnie tkwi przyczyna, dla której wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się w tłumie po zapachu, tak zachwalają demokrację.” (Stanisław Michalkiewicz – Wokół konstytucji dawnej, obecnej i przyszłej)

podobne: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego  oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność i to: Sejm Wielki i Konstytucja 3 maja. Marian Piłka: Nieodpowiedzialny patriotyzm

„…w lipcu 1992 roku TK uznał uchwałę lustracyjną za sprzeczną z konstytucją, chociaż w ogóle nie powinien się nią zajmować, bo nie była ona „aktem prawnym” w rozumieniu ustawy o TK, bowiem stanowiła polecenie wykonania określonej czynności adresowane do konkretnego człowieka, mianowicie – ministra spraw wewnętrznych. Podniósł to jedynie pan prof. Łączkowski w votum separatum, ale nikt go oczywiście nie słuchał i pan prof. Zoll ogłosił wyrok, a następnie odczytał 30 stron uzasadnienia, chociaż między zamknięciem przewodu sądowego a odczytaniem wyroku minęło zaledwie półtorej godziny. Jeszcze zabawniejsza sytuacja przytrafiła się Trybunałowi w czerwcu 2007 roku, kiedy to ogłosił uzasadnienie swego orzeczenia z 11 maja w sprawie ustawy tzw. „lustracyjnej”. Charakterystyczne dla tego, liczącego aż 138 stron uzasadnienia było aż 9 zdań odrębnych, które zajmowały dodatkowe 85 stron. Warto dodać, że pierwsze 75 stron uzasadnienia, to wyrok i rekapitulacja stanowisk stron. To orzeczenie praktycznie zablokowało lustrację przez uznanie wzoru oświadczenia lustracyjnego za sprzeczny z konstytucją. Ale już wtedy widać było, że niezawisłym sędziom Trybunału, być może ośmielonym zachętami oficerów prowadzących, najwyraźniej zaczyna przewracać się w głowach, bo zamieścili w swoim elaboracie zbawienne pouczenia, jakie prawa Sejm powinien uchwalać. Konkretnie – że w „demokratyczne państwo prawa nie może jednak i nie powinno zaspokajać żądzy zemsty, zamiast służyć sprawiedliwości”, albo, że „zakaz piastowania urzędu na podstawie lustracji powinien obowiązywać przez racjonalnie określony czas”, albo wreszcie, że „jeśli dana organizacja dopuszczała się poważnych naruszeń praw człowieka, należy uznać, że jej członek, pracownik lub współpracownik brał w nich udział, jeśli był w tej organizacji wysokim funkcjonariuszem”. Czy np. sędzia – członek PZPR, a przy okazji konfident SB – był w tej organizacji funkcjonariuszem „wysokim”, czy też tylko sprzątał? Ale to jeszcze nic, bo przyjrzyjmy się sławnemu „szlifowaniu”, o którym bredzi nadęty na podobieństwo purchawy pan Andrzej Rzepliński. Oto na 41 zakwestionowanych postanowień, aż 40 okazało się niezgodnych ze sławnym artykułem 2 konstytucji, stanowiącym, że Rzeczpospolita Polska jest „demokratycznym państwem prawnym”, w dodatku „urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Za wepchnięcie tylu nonsensów do jednego krótkiego zdania autorzy tej konstytucji powinni trafić do księgi Guinessa, a potem zaraz – pod opiekę jakichś weterynarzy, ale nie chodzi o to, by pastwić się nad nimi, tylko – by pokazać, że na podstawie nonsensu można udowodnić zgodność wszystkiego ze wszystkim, albo przeciwnie – niezgodność – co, nawiasem mówiąc, zgodne jest z prawem Dunsa Szkota, odkrytym jeszcze w Średniowieczu. Najzabawniejsze jednak jest to, że autorów zdań odrębnych można było podzielić na dwie grupy: jedna uważała, że wyrak TK jest dla ustawy zbyt łagodny i druga – że wyrok jest dla ustawy zbyt surowy. O przynależności do jednej, albo drugiej grupy decydowała… data nominacji. Sędziowie mianowani przed 2005 rokiem krytykowali wyrok za nadmierną łagodność, podczas gdy ci, którzy swoją nominację uzyskali później, uważali wyrok za zbyt surowy dla ustawy.

Wspominam o tych wszystkich zabawnych sytuacjach, kiedy trzeba było podkasać togi gwoli zatańczenia i zaśpiewania nie tylko dla zilustrowania sposobu, w jaki Trybunał „szlifował” nieszczęsną konstytucję, ale również ze względu na buńczuczną deklarację pani prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która odgraża się, że tylko patrzeć, a będziemy mieli w naszym nieszczęśliwym kraju „prawdziwe państwo prawa” – tylko żeby każdy na swoim odcinku, gdzie partia go postawiła, wykonał zadanie zlecone przez starszych i mądrzejszych. Ha! Skoro „prawdziwe państwo prawa” ma dopiero nadejść, to nie ulega wątpliwości (nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania; lepiej… no, mniejsza z tym), że dotychczas mieliśmy do czynienia z fałszywym państwem prawa, piramidą krętactwa i fałszu, na której szczycie znajdował się Sąd Najwyższy. Można by przytoczyć wiele przykładów, kiedy właśnie ten Sąd wydawał osobliwe orzeczenia, jak np. w sprawie pana Jurczyka – że nie był on konfidentem, czy w sprawie ważności wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta, chociaż podał on fałszywą informację na temat swojego wykształcenia. Jak pamiętamy, Sąd Najwyższy uznał, że nie miało to znaczenia dla ważności wyboru. Może to i prawda, bo jeśli kandydatura Aleksandra Kwaśniewskiego została zatwierdzona przez starych kiejkutów, to rzeczywiście – wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli jednak prawidłowo odtwarzam sobie tok rozumowania SN, to może mieliśmy dotychczas do czynienia z państwem prawa, ale „fałszywym”. Ciekawe, że podobne spostrzeżenie przedstawił Naczelnik Państwa, czyli pan prezes Jarosław Kaczyński, zauważając, że konstytucja z roku 1997, acz mająca pewne zalety, generalnie jest „postkomunistyczna”.

Po co konstytucja?

Skoro tak, to powinno się ją zmienić – ale właściwie jak? W tej chwili żadne ugrupowanie nie ma konstytucyjnej większości i chyba nie może na taka liczyć, więc możemy sobie najwyżej podyskutować, w jakim kierunku zmiany konstytucji powinny pójść. Skoro już się nad tym zastanawiamy, to warto wyjść od tego, po co w ogóle konstytucja jest. Na trop ważnego celu konstytucji naprowadza nas refleksja nad momentami dziejowymi, w których konstytucje się pojawiały. Z reguły były to momenty osłabienia władzy monarszej na tyle, że poddani zaczynali stawiać monarsze warunki dalszego posłuszeństwa jemu samemu i jego rodzinie, czyli dynastii. Zatem pierwszym celem konstytucji jest dostarczenie obywatelom gwarancji ochrony przed samowolą władzy. Ale to się tylko tak łatwo mówi, tymczasem już św. Paweł zauważył, że władza „nie na próżno nosi miecz”, a gdy go jeszcze, nie daj Boże, wyciągnie, to cóż tu mówić o jakichś „gwarancjach”. A jednak nawet w takich warunkach trzeba znajdować jakieś rozwiązanie i Karol Ludwik de Montesquieu je znalazł. Zauważył mianowicie, że każda władza ma niepohamowaną skłonność do rozszerzania swego imperium i paradoksalnie, na tej właśnie zaborczości władzy, zbudował gwarancję ochrony obywateli przed jej samowolą. Skoro bowiem każda władza ma taką skłonność, to dwie władze będą się nawzajem blokowały, a jeśli na te dwie napuści się jeszcze trzecią, to będą trwały w klinczu, trzymając się za klapy, a jeśli będą trzymać się za klapy, to nie będą już miały wolnych rąk, by dusić za gardło obywateli. I to jest właśnie ta gwarancja. Nie jest ona może doskonała, ale to nie pora na grymasy. Konstytucja z 1997 roku recypowała monteskiuszowski trójpodział władzy, ale oczywiście – jak wszystko u nas – niekonsekwentnie, bo dopuszcza unie personalne między władzą ustawodawczą i wykonawczą. Tymczasem takie unie zakłócają klarowność trójpodziału, więc w przyszłej konstytucji powinny zostać zakazane.

Skoro tedy mamy trzy odrębne władze, to drugim celem konstytucji jest takie ukształtowanie stosunków między nimi, by nie dopuszczać do paraliżów decyzyjnych, a więc do sytuacji, w których albo nikomu nie wolno podjąć jakiejś decyzji, albo przeciwnie – wszyscy maja taką możliwość i decyzji jest aż nadto – ale każda inna i nie wiadomo, którą wykonywać, więc nie wykonuje się żadnej.

Czy przemawia suweren, czy uzurpatorzy?

Podstawowym rozstrzygnięciem w konstytucji jest postanowienie, co do ustroju politycznego. Konstytucja z 1997 roku przesądza o ustroju republikańskim, w którym przyjmuje się, że suwerenem, a więc kimś, kto samodzielnie ustala własne kompetencje, jest „naród”. Ale „naród” nie zbiera się jednocześnie w jednym miejscu, a gdyby nawet się zebrał, to nie przemawia jednym głosem. Przeciwnie – jedni mówią to, inni tamto, jedni chcą tego, drudzy tamtego… Czyją opinię należałoby uznać za opinię suwerena? Konsekwencją rozstrzygnięcia o ustroju republikańskim jest konieczność znalezienia sposobu wyłaniania reprezentacji suwerena. Konstytucja z 1997 roku postawiła na sposób demokratyczny, to jest – przez głosowanie i nawet ustaliła, że wybory do Sejmu odbywają się według zasady proporcjonalności. Do Sejmu – bo konstytucja ta ustanowiła zarazem polityczny system państwa w postaci systemu parlamentarno-gabinetowego, w którym kto kontroluje Sejm, ten w zasadzie kontroluje całe państwo. Skoro przy wyborach do Sejmu obowiązuje zasada proporcjonalności, to znaczy, ze okręgi wyborcze muszą być wielomandatowe, a w takiej sytuacji od razu pojawia się znalezienie sposobu przeliczania głosów na mandaty. I w ordynacji wyborczej zasada proporcjonalności została zmodyfikowana przy pomocy dwóch narzędzi: klauzuli zaporowej i systemu d’Hondta. Klauzula zaporowa stanowi, że do podziału mandatów w okręgach wyborczych mogą stawać te komitety, które uzyskały co najmniej 5 proc. głosów w skali kraju. Pociąga to za sobą co najmniej dwie konsekwencje: komitet musi wystawic listy we wszystkich okręgach wyborczych, a co za tym idzie – musi prowadzić kampanię w skali kraju, co wymaga korzystania z mediów elektronicznych, co z kolei pociąga za sobą ogromne koszty i trzeba rozstrzygnąć, kto i w jaki sposób ma za to płacić. System d’ Hondta, nazwany tak od nazwiska belgijskiego matematyka Victora d’Hondta polega na tym, że liczbę głosów oddanych na poszczególne komitety wyborcze w okręgu dzielimy przez następujące po sobie kolejno liczby całkowite aż do momentu, gdy suma uzyskanych w ten sposób ilorazów będzie pokrywała się z liczbą mandatów w okręgu. Warto zapamiętać, że system d’Hondta preferuje ugrupowania silne kosztem słabszych, realizując w ten sposób ewangeliczną zasadę, że temu, kto ma, będzie dodane, a temu, kto nie ma, odbiorą i to, co ma. W rezultacie takiej modyfikacji zasady proporcjonalności, Sejm jest stosunkowo mało reprezentatywny. Wiele kierunków politycznych występujących w społeczeństwie nie ma żadnej parlamentarnej reprezentacji, co skutkuje absencją wyborczą, przekraczającą 50 procent uprawnionych do głosowania. W tych warunkach rodzi się pytanie, czy tak Sejm może być jeszcze uważany za przedstawicielstwo suwerena, czy już tylko za grono jakichś uzurpatorów tym bardziej, że dla ważności wyborów nie ma u nas ustanowionego żadnego minimum frekwencyjnego, więc gdyby do głosowania poszli tylko sami kandydaci i powybierali się nawzajem, to wybory byłyby ważne. W takiej jednak sytuacji pytanie o legitymizację takiego Sejmu byłoby jak najbardziej zasadne. Toteż podnoszą się głosy o potrzebie zmiany systemu proporcjonalnego na większościowy, oparty na jednomandatowych okręgach wyborczych. Obawiam się wszelako, że taka zmiana wcale nie gwarantuje osiągnięcia celu w postaci większej reprezentatywności Sejmu. Jeśli chcemy uzyskać możliwie maksymalna reprezentatywność Sejmu, to najlepszym środkiem jest utrzymanie zasady proporcjonalności, ale bez modyfikacji w postaci klauzuli zaporowej, czy systemu d’Hondta.

Czy myć ręce, czy myć nogi?

Musimy jednak pamiętać, że Sejm maksymalnie reprezentatywny, musiałby liczyć może nawet ponad 20 rozmaitych klubów i kół poselskich, a ponieważ w systemie parlamentarno-gabinetowym ważnym zadaniem Sejmu jest również stworzenie stabilnej podstawy politycznej dla rządu, to takie zadanie w tych warunkach mogłoby być bardzo trudne do wykonania, być może nawet niemożliwe, chyba, ze podstawową metoda rządzenia byłaby korupcja; panie pośle, nie poparłby pan rządu? – No poparłbym, ale co z tego będę miał? – A co by pan chciał mieć? To lekarstwo może być gorsze od choroby. Zatem stajemy w obliczu nieprzyjemnej alternatywy: albo myć ręce, albo myć nogi – bo jeśli chcemy mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm, to ryzykujemy, a jest to ryzyko graniczące z pewnością, niestabilne państwo. Tymczasem stabilność państwa jest wartością wymagającą ochrony. Czy zatem możemy jakoś obejść tę alternatywę? Na szczęście taka możliwość istnieje i gdybyśmy w przyszłej konstytucji odeszli od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz politycznego systemu prezydenckiego, to możemy jednocześnie i myć ręce i myć nogi, to znaczy – mieć maksymalnie reprezentatywny parlament i stabilną władzę wykonawczą. W Polsce nie byłoby zresztą jakiejś wielkiej rewolucji, bo prezydent już teraz jest wybierany w głosowaniu powszechnym. To jest zresztą ciekawa sprawa, że autorzy konstytucji z 1997 roku dali prezydentowi bardzo silna legitymację demokratyczną, ale władzą obdarowali prezesa Rady Ministrów, chociaż żaden tak silnej jak prezydent legitymacji demokratycznej nie ma. Co więcej; uważna lektura konstytucji prowadzi do wniosku, że jej autorzy musieli z jakichś zagadkowych przyczyn uważać prezydenta za wariata i to wyjątkowo niebezpiecznego, bo założyli mu aż dwa kaftany bezpieczeństwa. Oto przykład: prezydent jest wprawdzie zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale z własnej inicjatywy nic tu zrobić nie może; musi działać dopiero na wniosek premiera, albo przynajmniej ministra obrony. Pewne światło na to dziwactwo rzuca okoliczność, że wśród autorów konstytucji znajdował się Aleksander Kwaśniewski, który coś tam na swój temat musi przecież wiedzieć. Czy jednak musimy tak niewolniczo trzymać się jego obaw?

Zatem gdyby odejść od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego, w którym władza wykonawcza spoczywa w osobie prezydenta, to moglibyśmy mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm i jednocześnie stabilną władzę wykonawczą, a nawet rządy o długiej kadencji, bo przecież prezydent może być wybrany na kolejną, pięcioletnią kadencję.

Ustawa Wilczka jako przestroga

Jak pamiętamy, uchwalona w październiku 1988 roku ustawa o działalności gospodarczej, zwana potocznie „ustawą Wilczka”, nie tylko rozmontowała socjalizm realny w gospodarce, przy pomocy dwóch zdań, które przyjęły postać jej przepisów i dzisiaj brzmią jak „oczywista oczywistość”, ale wtedy miały rangę przewrotu kopernikańskiego, ale również odblokowała narodowy potencjał gospodarczy. Te zdania, to – po pierwsze – że każdy ma prawo prowadzenia działalności gospodarczej oraz – po drugie – że dozwolona jest każda forma działalności gospodarczej, która nie jest zakazana przez prawo. Ustawa ta odblokowała narodowy potencjał gospodarczy, ale jej historia, to historia jej nieustających nowelizacji. W ciągu pierwszych 10 lat była ona znowelizowana ponad 60 razy, a każda taka nowelizacja polegała na dopisywaniu kolejnych przypadków reglamentacji. W rezultacie, po 10 latach z nielicznych przypadków reglamentacji pozostawionych w ustawie w pierwotnym jej brzmieniu, rozmaite formy reglamentacji, to znaczy koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia, zostały przywrócone w 202 obszarach działalności gospodarczej. Żeby wyjaśnić przyczynę takiego odwrotu, musimy najpierw odpowiedzieć na inne pytanie – dlaczego właściwie doszło do uchwalenia „ustawy Wilczka”. Otóż za pierwszej komuny nomenklatura, czyli środowisko władzy, była żywotnie zainteresowana w drobiazgowym kontrolowaniu każdej formy działalności gospodarczej, bo z tego ciągnęła zyski – legalne i nielegalne. Ale kiedy w drugiej połowie lat 80-tych nomenklatura się uwłaszczyła, to już nie chciała mieć żadnych nadzorców nad sobą, co Mieczysław Wilczek wykorzystał, by pozwolić wszystkim. Ale nomenklaturowcy szybko się zorientowali, że ze „wszystkimi”, to oni na rynku nie wygrają, a dzwonkiem alarmowym była dla nich sprawa Ireneusza Sekuły. Uchodził on nie bez powodu za rodzaj jamochłona finansowego, ale przecież musiał aż cztery razy do siebie strzelić, zanim pożegnał się z rodziną. To było ostrzeżenie; jeśli si nie opamiętacie, wszyscy podobnie zginiecie! Tedy zatrąbiono do odwrotu i to były właśnie owe nowelizacje, zaś ta ochrona ekonomicznych interesów nomenklatury, wyszła naprzeciw oczekiwaniom „nowych elit” na posady. I tak doszło do powtórnego zablokowania narodowego potencjału gospodarczego.

Żeby zatem uniknąć takiego obrotu sprawy w przypadku, gdyby jakimś cudem udało się narodowy potencjał gospodarczy odblokować, to do konstytucji trzeba wpisać normę treści następującej: nikt nie może wbrew stronom podważyć umowy, ani zmienić jej treści, chyba, że stanowi ona czyn zabroniony pod groźbą kary, wynika z takiego czynu, albo ma go na celu oraz – że ustanawianie monopoli jest zakazane. W takiej sytuacji koncesjonowanie działalności gospodarczej byłoby właściwie niemożliwe – i o to właśnie chodzi. Podobnie trzeba by wprowadzić do konstytucji normę zakazującą uchwalania budżetu z deficytem i przewidującą odpowiedzialność karną za każdą próbę ominięcia tego zakazu, jak za kradzież zuchwałą.

I jeszcze inne zmiany warto by do konstytucji wprowadzić, ale ich omawianie przekroczyłoby ramy artykułu, więc w miarę potrzeby postaram się do tej sprawy co pewien czas powracać, bo – trawestując spostrzeżenie Jerzego Clemenceau – praworządność jest sprawą zbyt poważną, żeby pozostawiać ją sędziom.” (Stanisław Michalkiewicz – W 20 rocznicę konstytucji)

podobne: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? oraz:  Pułapka „demokratycznego państwa prawa” i racji „sejmowej większości” czyli walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego i czwartej władzy i to: Lustracyjny POPIS i teoria konwergencji w praktyce czyli o „naszych sukin…ach” ze „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Wybiórczej polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) a także: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.

Kluczem do skuteczności każdej władzy jest fizyczna i „legalna” (prawna) kontrola nad dochodami obywateli państwa i ich faktyczna redystrybucja. Bez pieniędzy KAŻDA władza może sobie co najwyżej pomarzyć o sprawowaniu jakichkolwiek rządów, bo „administracja publiczna” i kontrola (przymus) po prostu kosztuje. I to jest drodzy państwo bardzo cenna wskazówka czego powinny się wystrzegać tzw. „demoludy” (czyli suweren) żeby nie utracić własnej wolności i niezależności, czyli realnej władzy nad swoim (i swoich bliskich) życiem… Wbrew temu co napisał Pan Michalkiewicz rzeczywistość jasno pokazuje że kiedy chodzi o cudze pieniądze to żaden „trójpodział władzy” i wzajemne szachowanie się nie obowiązuje. Wcale nie dlatego że system jest wadliwie skonstruowany, ale dlatego że ŻADNA władza nigdy nie będzie zainteresowana skutecznym blokowaniem własnych „kompetencji”, którą jest przede wszystkim żerowanie na pracy innych ludzi i układanie pod tę patologię tzw. „prawa”. Równie dobrze można mieć nadzieję na to że na „rynku” włamywaczy zapanuje kiedyś konkurencja o przychylność obrabowanych tym że jeden przez drugiego zaczną mniej kraść.

Jedyne co obowiązuje w tym „trójpodziale” to kolejność dziobania, czyli prawo do największej części tortu. Nikt nikogo w tych podstawowych „kompetencjach” nie blokuje (bo każdy z nich „czy stoi czy leży” i tak swoje zeżre), i żaden obywatel nie poczuje się mniej wyzyskiwany nawet jeśli „władza ustawodawcza” (czyli Sejm) podrze koty z „władzą sądowniczą” (czyli Trybunałem Konstytucyjnym)… Nie jest tu ważne „do kogo ma należeć pałacyk na wodzie” (jak śpiewa poeta), bo i tak za wszystko płaci „szeregowy Kowalski” g… z tego mając. Tyle jego co sobie w maju kilka dni odpocznie od pracy na rzecz umiłowanych przywódców. Tu warto zdać sobie sprawy kiedy w naszym „nieszczęśliwym kraju” przypada dzień tzw. „wolności podatkowej”, czyli ile czasu pracujemy na siebie a ile na innych. Dla mnie to żaden interes… Czy na tym polegał sukces pierwszej „demokracji” oraz siła obywateli I Rzeczypospolitej? Czy w tamtych czasach obywatele czekali łaskawie na to aż władza ustanowi dla nich święto państwowe żeby mogli sobie od pracy odpocząć? Śmiem wątpić… (Odys)

Adam Wycichowski niewolnik

Jest w Warszawie Teatr na Wyspie
z fosą, sceną i kolumnadą.
Obcym radził: A teraz wy spie…
a nie wierzył, że jednak wyjadą.

Ktoś uciekał stąd w damskim kostiumie.
Inny kartki o sobie wyrywał.
Nie jest łatwo i grać trzeba umieć,
nawet gdy się etiudę przegrywa.

Płytki staw – nie Jezioro Łabędzie.
Kaczki jednak się godzą z karpiami.
Za aleją, w państwowym Urzędzie
nowy duch się pojawia czasami.

Trzyma się stary Pałac na Wodzie.
Dla przykładu, że jednak można…
Ucz historii swe dzieci Narodzie,
zamiast grilla, majówek i rożna.

Można jeszcze komedię odgrywać,
zanim czas dawnych śladów nie zatrze,
lecz widowni po trochu ubywa.
Pustką świeci w amfiteatrze.

Błyszczą wody glazurą Łazienki.
Platan splata czas w hipotezach.
Cichną dźwięki marszowej piosenki,
za to rośnie rytm poloneza.

Marek GajowniczekTeatr na wyspie

Lustracyjny POPIS i teoria konwergencji w praktyce czyli o „naszych sukin…ach” ze „zbioru zastrzeżonego” Instytutu Pamięci Wybiórczej


rys. Andrzej Krauze

„Dla mnie osobiście w całej historii Polski po 1989 roku, najważniejszą datą jest pierwsza i ostatnia poważna próba lustracji jaką próbowano podjąć zupełnie przypadkowo przez ówczesne koło UPR z januszem Korwin-Mikkem, jako szefem tego 3-osobowego koła poselskiego. Kiedy już było wiadomo, że los rządu masona Jana Olszewskiego jest przesądzony i tylko w zasadzie dni dzieliły go od upadku, poseł UPR wystąpił nieoczekiwanie z propozycją lustracji, wykorzystując moment, kiedy posłowie głównie z Unii Demokratycznej uznali, że ważniejsze jest towarzyszenie prezydentowi Izraela bawiącego z wizytą w Polsce, niż branie udziału w nudnych obradach Sejmu.
Błyskawiczne uchwalenie uchwały lustracyjnej zaskoczyło kompletnie wszystkich, najbardziej chyba z tego co pamiętam Jacka Kuronia, który będąc jak zwykle w stanie kompletnej pomroczności jasnej, zaczął bredzić o chorych z nienawiści oczach Antka. Jak się później okazało, Kuroń się okazał najgorszym szują, moim zdaniem gorszym od Michnika i Maleszki razem wziętych.
Wtedy to jedyny raz dowiedzieliśmy się, mówiąc po amerykańsku o „Deep State”, który to ma władzę rzeczywistą i wysługuje się naszymi wybrańcami narodowymi, a oni z wdzięczności robią laskę za darmo każdemu, kogo mu wskażą kierujący deep state. I ta sytuacja trwa do dzisiejszego dnia.
Nie wiadomo, dlaczego niemalże z marszu powołano komisję sejmową do zbadania afery „Amber Gold”, która to jak widzimy niczego nie wyjaśni, zaś świadkowie mówią że niczego nie pamiętają. Przecież to wyraźnie widać, że nie chodzi o wyjaśnienie czegokolwiek, oraz że jest to typowe przedstawienie dla publiki p.t. PiS cosik robi.
Osobiście bym wolała, by powstała sejmowa komisja do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, bez jakiegokolwiek udziału Antka Macierewicza, bo tylko wtedy coś mogłoby być wyjaśnione do końca. Ale widocznie Jarosław, nasz strategos nad strategosami ma zabronione zajmowanie sie tą problematyką. Jego głównym powołaniem jest być w ciągłym klinczu z Donaldem Tuskiem i tym głównie ma się pasjonować elektorat PiS i PO. To że eliciarstwo III RP zajmuje się takimi trzeciorzędnymi sprawami, jak Amber Gold, a nie naprawą państwa, wynika z postanowień magdalenkowych w 1989 roku, których sygnatariuszem był m.in. santo subito PiS, Lech Kaczyński.
Dzisiejsze eliciarstwo patriotycznie inaczej, realizuje jakis jego mityczny testament, ja bym wolała osobiście i wszyscy myślący Polacy, by prezydent Duda upublicznił treść słynnego już aneksu do raportu o WSI sporządzonym przez Antka, ale widocznie siły wyższe zabroniły naszemu strategosowi nad strategosami ujawnienie treści tego raportu, co mnie skłania do stwierdzenia, znając sposób pracy Antka, że raport może być zupełną fikcją. Ale jeśli aneks został rzeczywiście sporządzony, zaś PiS czyli nasz strategos nie chce go ujawnić, oznacza to, że punkt ciężkości władzy znajduje sie nie w rządzie Beaty Szydło, ani w sejmie i senacie, tylko w zupełnie w innym miejscu.
Przeprowadzenie totalnej lustracji uważam za rzecz najważniejszą dla państwa. Gdyż tak naprawdę nie wiemy, kto nami rządzi-Moskwa, Waszyngton, Tel-Aviv, Berlin, a może Burkina Fasso…” (slepamanka, całość tu: szkolanawigatorow.pl – Lustracja ciągle niezbędna-widziane z USA)

podobne: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) oraz: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. i to: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. a także: Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Ściana płaczu i ściana hańby… (na tle Magdalenki)

rys. Andrzej Krauze

„Jednym z ważniejszych dokonań Zbigniewa Brzezińskiego, którego pogrzeb odbył się 9 czerwca, była teoria konwergencji. Głosiła ona, że tkwiące w śmiertelnym zwarciu antagonistyczne mocarstwa coraz bardziej się do siebie upodabniają. Polska wprawdzie mocarstwem nie jest; była nim przez krótki czas za panowania Edwarda Gierka, kiedy to „propaganda sukcesu” głosiła, iż nasz nieszczęśliwy kraj jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata – ale już w 1976 roku rozpoczął się bolesny powrót do rzeczywistości, aż w 1980 roku euforia zakończyła się depresją, to znaczy – buntem przeciwko Partii, który został stłumiony w następstwie stanu wojennego. Ale właśnie na Polsce sformułowana jeszcze w pierwszej połowie lat 60-tych teoria konwergencji sprawdza się najlepiej. Oto od 2015 roku trwa u nas nieustająca, a nawet jakby zaostrzająca się polityczna wojna, w której po jednej stronie występuje Stronnictwo Pruskie ze swoimi politycznymi ekspozyturami oraz żydowskie lobby polityczne, a z drugiej – ekspozytura stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego…

…Podobieństwo to zwiększa dodatkowo okoliczności, że i Donald Trump, podobnie jak prezydent Duda, czy premier Beata Szydło, podlizują się i nadskakują Żydom przy każdej okazji – ale ani jemu, ani im w niczym to nie pomaga, bo Żydzi wiedzą swoje i na żadne umizgi nie dają się nabierać. Zatem w tym podobieństwie nie tyle chodzi o postępy socjalizmu, chociaż i u nas socjalizm postępuje, między innymi wskutek realizowania przez obecny rząd programu przedwojennej sanacji, co o zbieżność interesów żydowskich zarówno w USA, jak i w Polsce. Te interesy polegają na cierpliwym i metodycznym doprowadzeniu jednego i drugiego narodu do stanu politycznej bezbronności, by w ten sposób łatwiej zapanować nad jednym i drugim, poddając je bezlitosnej eksploatacji za parawanem socjalistycznych haseł…” (Stanisław Michalkiewicz – W Polsce jak w Ameryce)

rys. Andrzej Krauze

Po co znowu o tym wszystkim? Ano dlatego że znowu wyszło szydło z wora (i nie chodzi o biedną Panią premier)…

Mimo wcześniejszych zapowiedzi do 15 czerwca nie dowiemy się, jakie dokumenty ze zbioru zastrzeżonego IPN zostaną ujawnione, a które pozostaną tajne – informuje „Dziennik Polski”.

Gazeta, powołując się na dobrze zorientowane źródło w służbach specjalnych, pisze jakie są powody, dla których dokumenty z tzw. „zetki” wciąż pozostają utajnione.

Według ustaleń „Dziennika Polskiego” wewnątrz obozu władzy toczy się ostry spór o to, które nazwiska agentów ujawniać, a które nadal ukrywać. W sprawę zaangażowały się również służby państw sojuszniczych NATO. Część z nich nie chce upubliczniać nazwisk niektórych osób.

Chodzi też o bezpieczeństwo cudzoziemców, np. z Bliskiego Wschodu, którzy zostali zwerbowani przez tajne służby PRL, a potem przejęci przez służby III RP. Gazeta informuje, że do przeglądu zbioru zastrzeżonego IPN zaangażowano zbyt mało funkcjonariuszy, którzy nie zdążyli przejrzeć wszystkich materiałów na czas.

Służby miały zapoznać się z dokumentami z „zetki” do końca marca 2017 roku. Wymóg spełniła tylko jedna z nich – Straż Graniczna.

W zbiorze zastrzeżonym IPN znajdują się dokumenty przekazane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencję Wywiadu (wcześniej UOP), Straż Graniczną oraz Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Służbę Wywiadu Wojskowego (wcześniej WSI).

W ocenie wielu historyków i publicystów zbiór „Z” chroni m.in. byłych funkcjonariuszy i tajnych współpracowników komunistycznej bezpieki, zajmujących ważne stanowiska w III RP.” („Dziennik Polski”, dorzeczy.pl – Co dalej ze zbiorem zastrzeżonym IPN?)

Nie chce mi się tego komentować, zwłaszcza że już kilka razy zabierałem głos na okoliczność przyczyny powstania tak IPNu jak i wspomnianego „zastrzeżonego” (dla obywateli) zbioru. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi a jest ciekawy owej opinii, to polecam lekturę pod niżej wymienionymi linkami… Powiem tylko „a nie mówiłem”…(Odys)

podobne: Zbiór IPNu w POłowie zastrzeżony oraz polscy prawnicy na niemieckich stypendiach czyli… kłótnia w rodzinie i Bolek jako ofiara spiralnej teorii dziejów. i jeszcze: Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”  i to: Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą. polecam również: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

rys. Artur Żukow