Jacek Kaczmarski


Jacek Kaczmarski (ur. 22 marca 1957 w Warszawie, zm. 10 kwietnia 2004 w Gdańsku) – polski poeta, prozaik, kompozytor, piosenkarz, twórca tekstów piosenek.

fragment pracy magisterskiej Anny Grazi:

„Jeszcze za życia przez wielu nazywany był Mistrzem. Niejednokrotnie stawiany na równi z   wieszczami narodowymi. Niesłusznie nazywany „bardem opozycji” w wyniku – jak sam to określił – nieprawidłowego odczytania przez publiczność utworu „Mury”. Uwielbiany przez młodzież, jak i przez osoby nieco starsze. Dzięki niemu wielu młodych ludzi sięgnęło po Trylogię Henryka Sienkiewicza, „Lalkę” Bolesława Prusa czy „Trzech muszkieterów” Aleksandra Dumasa, zainteresowało się historią lub malarstwem. Jacek Kaczmarski…”

całość tu: Jacek Kaczmarski (1957-2004). Życie i twórczość

W trzydziestym ósmym roku życia
Pod koniec dwudziestego wieku,
Co nic już chyba do odkrycia
Nie ma ni w sobie, ni w człowieku –
Za czarne pióro i atrament
Chwytam, by spisać swój testament.

Za mną już liczba chrystusowa
Ofiarnym kozłom przypisana,
Kiedy niewinna spada głowa
Za cudze grzechy – czyli za nas,
By z życia się wymknąwszy sideł
Uschnąć w relikwię wśród kadzideł.

Przede mną dziesięć lat niepewnych,
Gdy każdy zmierzch mężczyznę miażdży,
Od wewnątrz pośpiech szarpie gniewny,
A z nieba mu znikają gwiazdy.
Który to przetrwa ten – dożyje
Zaszczytu, że sędziwie zgnije.

Mniej ważne – ile czasu trawisz,
Niż – z jakim trawisz go wynikiem.
Niejedną twarz mi los przyprawił:
Byłem już zdrajcą i pomnikiem,
Degeneratem, bohaterem,
A wszystkie twarze były szczere.

Patrzono na mnie przez soczewki
Miłości, złości, interesu,
Przeinaczano moje śpiewki,
By się stawały tym, czym nie są.
Tak używano mnie w potrzebie
Aż dziw, że jeszcze mam ciut siebie.

Poza tym zresztą mam niewiele.
Wpływy przejadłem i przepiłem.
Co nieco w duszy tkwi i w ciele
(Co duszy wstrętne – ciału miłe),
Więc nie zostawiam potomności
Kont, akcji ani posiadłości.

Pierwszej małżonce mojej, Ince,
Nim się wyrazi o mnie szpetnie,
Zostawiam nasze wspólne sińce –
Pamiątki z wojny wieloletniej.
Ja się przeglądam w tych orderach,
Bo to, co boli – nie umiera.

Zaś drugiej mojej połowicy
Niczego nie zapiszę za nic,
Bo choćbym nie wiem jak policzył –
I tak mnie za rozrzutność zgani;
Więc nim się zrobi krótkie spięcie –
„Kocham cię” – piszę w testamencie.

Także synowi memu, Kosmie
Niewiele mam do zapisania.
Nie wiem co będzie, gdy dorośnie:
Czy zada cios mi, czy pytania
I próżno mi się dzisiaj biedzić,
Czy znajdę na nie odpowiedzi.

Paci zabawek nie pomnożę,
A zapisuję jej przestrogę,
Że choć się wiecznie bawić może –
Nie taką jej wyśniłem drogę.
Lecz snem nie będę córki dręczył:
Zjawi się drań, co mnie wyręczy!

Przykra to myśl, że – gdy czterdziestkę
Poranny wieszczy reumatyzm –
Tak łatwo w ten testament mieszczę
Wszystkie me lary i penaty:
Gitarę, książki i zapiski,
Butelkę po ostatniej whisky.

Nic nie zapiszę więc Wałęsom,
Pawlakom, Strąkom i Urbanom,
Co codziennością naszą trzęsą,
A ja ich muszę strząsać rano.
I przyjaciółki mej Grabowskiej
Grę z nimi biorę za słabostkę.

Zostały jeszcze pieśni. One
Już, chcę czy nie chcę, nie są moje.
Niech cierpią los swój – raz stworzone
Na beznadziejny bój z ustrojem.
Sczezł ustrój, a słowami pieśni
Wciąż okładają się współcześni.

Ja z nimi nic wspólnego nie mam
(To znaczy z ludźmi, nie z pieśniami)
Niech sobie znajdą własny temat
I niech go wyśpiewają sami.
Inaczej zdradzą wielbiciele
Że nie pojęli ze mnie wiele.

Partnerzy także źródłem troski –
Ciąży przyjaźni kamień młyński:
Niezbyt wysilał się Gintrowski,
Nazbyt wysilał się Łapiński.
Tyleśmy wspólnie wznieśli modlitw –
Rozeszliśmy się bez melodii.

W ten czas tak marny, hałaśliwy,
Gdy szybki efekt myśl połyka,
Chóralne plączą się porywy,
Muzyka wszelka w zgiełku znika.
Lecz, chociaż z nieuchronnym smutkiem,
Każdy niech swoją nuci nutkę.

O, nie samotne to nucenie!
Ani obejrzy się pustelnik –
Zjawią się wielcy ocaleni
Z historii rusztów i popielnic
By szydzić wprzód a potem kusić
I do sprostania im przymusić.

Bo nie przypadkiem przeszli czyściec
Odsiani z mód wartkiego ścieku
Po to by istnieć (a nie błyszczeć)
I wieść dysputę o człowieku.
W przepyszne wciągną cię katusze
Nie byle jakie łby i dusze.

Dyskusja z nimi więc jest czysta.
Podstępna tylko z naszej strony.
Czym grozi nam antagonista
Co przed wiekami pogrzebiony?
A dodam jeszcze myśl, że i my
Niedługo już będziemy z nimi.

To samo pod rozwagę daję
Kochankom moim bez wyjątku:
Jakże do syta tym się najeść
Co końcem było od początku?
Imion rozkoszy więc nie podam,
Bo życia mało, czasu szkoda.

Dlatego też się kończyć godzi.
Nie wiem, czy jeszcze co napiszę,
Lecz tylem już wierszydeł spłodził,
Że jest czym okpić po mnie ciszę.
Zwłaszcza że póki słońce świeci
Wciąż będą rodzić się poeci.

Jak ja bezczelni i bezradni
Spragnieni grzechu i spowiedzi
I jedną nogą już w zapadni,
Dociekający co w nich siedzi,
Co wciąż nieuchronności przeczy,
Że może życie jest do rzeczy.

Jacek Kaczmarski „Testament”
2-5.2.1995 

polecam również: Jacek Kaczmarski: “Konfesjonał” do obrazu “Myśliciel” Grzegorza Kmin

Ty nie triumfuj
Nie jesteś silniejsza niż być możesz…
Ten, który przed twą zaciekłością w popiół umknął
Dalej śpiewa
Słowa – w tysiącach pamięci obwarowały się
I dźwięczą

A struna niesie celnie
I do Kolejnych trafia
(Lecz celnie, niech też znaczy – pięknie)

Skrzydłem czułości pieśń bywa jednako
I uderzeniem niźli pięść mocniejszym…
A tak się broni i zwycięża prawda
I która boli
I która zdobi

Żałosne twoje emblematy – czaszka, piszczel
Czarny proporzec niechaj nie łopoce

– Łup z dawna był wiadomy
Co twoje? -Twoje
Nic ci nie ujęto
– Na twoim terytorium nic nie uchybione
Nie jesteś jednak wszelką konsekwencją
I nie silniejsza jesteś niż być możesz
Poeta dalej – ś p i e w a p o n a d c i e b i e
O innej porze ze strun wywoła go
Następna ręka
– Inna go krtań rozgłosi
Z popiołu kształt się znów odnowi
Po który ty nie sięgniesz
– J e d n o r a z o w a

Na śmierć Jacka Kaczmarskiego

(za: leszekdlugosz.com)

„Brakuje Kaczmara, który bystrym okiem
Rzuciłby spojrzenie na to wszystko wokół,
Objąłby nasz kosmos swoim chłodnym wzrokiem,
Umiałby popatrzeć na to wszystko z boku

(…)

Znaleźć własny temat, wyśpiewać samemu,
Każdy, tak jak umie, niech się jakoś stara.
Czy prędzej, czy później – przyśnią się każdemu
Słowa nieuchronne : Brakuje Kaczmara”

Szymon Podwin – „Brakuje Kaczmara”

11 comments on “Jacek Kaczmarski

  1. Pingback: Jacek Kaczmarski: “Lament Tytana” do obrazu Jacoba Jordaens’a “Prometeusz” | Odys Syn Laertesa

  2. PamiĘtajcie wy o mnie, co sił, co sił,choć przemknąłem przed wami, jak cień. Palcie w łaźni, aż kamień zamieni się w pył , Przecież wrócę, gdy zacznie się świt ! J.Kaczmarski EPITAFIUM DLA WŁODZIMIERZA WYSOCKIEGO

    Polubione przez 2 ludzi

  3. … bo co rzeźbi kształ przyszłych przestrzeni, jak nie rzeka podziemna? Groty w skałach wypłucze, żyły złote odkryje – bo źródło, bo źródło wciąż bije ! ŹRÓDŁO J.Kaczmarski

    Polubione przez 1 osoba

  4. A my nie chcemy uciekać stąd

    Stanął w ogniu nasz wielki dom
    Dym w korytarzach kręci sznury
    Jest głęboka, naprawdę czarna noc
    Z piwnic płonące uciekają szczury

    Krzyczę przez okno, czoło w szybę wgniatam
    Haustem powietrza robię w żarze wyłom
    Ten co mnie słyszy ma mnie za wariata
    Woła – Co jeszcze świrze ci się śniło?

    Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
    Twarz moją widzę, twarz w przekleństwach
    A obok sąsiad patrzy z ciekawością
    Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa

    Lecz większość śpi nadal, przez sen się uśmiecha
    A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
    Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
    Na rusztach łóżek milczy przerażenie

    Ci przywiązani dymem materacy
    Przepowiadają życia swego słowa
    Nam pod nogami żarzą się posadzki
    Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach

    Dym coraz gęstszy obcy ktoś się wdziera
    A my wciśnięci w najdalszy sali kąt
    Tędy! -krzyczy – Niech was jasna cholera!
    A my nie chcemy uciekać stąd!

    A my nie chcemy uciekać stąd!
    Krzyczymy w szale wściekłości i pokory
    Stanął w ogniu nasz wielki dom!
    Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!
    Jacek Kaczmarski

    Lubię to

  5. Pingback: Jacek Kaczmarski: „Lament Tytana” do obrazu Jacoba Jordaens’a „Prometeusz” | Łódź Odysa

  6. Pingback: „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. | Łódź Odysa

  7. Pingback: Zaśnij (od Bacha) | Łódź Odysa

Dodaj komentarz (byle bez epitetów i wulgaryzmów)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s