Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?


Adam Wycichowski niewolnik - przy jednym stole

Adam Wycichowski niewolnik – przy jednym stole

„Perypetie w związku z umową między Unią Europejską i Kanadą „o wolnym handlu” pokazują, jak trudno jest budować, a cóż dopiero – utrzymać imperium przy zastosowaniu procedur demokratycznych. Demokratyczne imperium to rodzaj contradictio in adiecto, co niedobrze rokuje dla Unii na przyszłość. Jedynym wyjściem jest przywrócenie pruskiej dyscypliny przy demokratyczne fasadzie – jak było w Związku Sowieckim w czasach wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina. I chyba w tym kierunku Unia Europejska będzie ewoluować, na co przed wielu laty zwrócił uwagę Guy Sorman mówiąc, że kapitalizm jest w każdym kraju odmienny, podczas gdy socjalizm wszędzie jest taki sam. Najwidoczniej żadnego innego być nie może i tyle. Inna sprawa, czy umowa CETA jest rzeczywiście umową o wolnym handlu, czy o czymś zgoła innym – bo umowa licząca ponad 1000 stron nie może być umową o wolnym handlu. Umowa o wolnym handlu powinna składać się z dwóch zdań i aneksu. Zdanie pierwsze mogłoby brzmieć następująco: w stosunkach między UE i Kanadą przywraca się zasady wolnego handlu. Zdanie drugie – uchyla się wszelkie regulacje sprzeczne z tymi zasadami. Aneks zaś powinien zawierać wykaz regulacji uchylonych w tym trybie i pewnie ważyłby z 50 kilogramów. Bo zasady wolnego handlu są nastepujące: sprzedający może sprzedać co chce, komu chce, gdzie chce, ile chce i kiedy chce, zaś kupujący może kupić co chce, u kogo chce, ile chce i kiedy chce. Wszystko co więcej – od złego pochodzi. Skoro umowa CETA liczy ponad 1000 stron, podobno ustanawia jakieś „limity” i „procedury”, to już choćby do samego przestrzegania wszystkich jej postanowień, tych „limitów” i „procedur” musi być stworzony potężny aparat biurokratyczny, coś w rodzaju Ministerstwa Wolnego Rynku pod kierownictwem profesora Biedy-Nędzarkiewicza…” (Stanisław Michalkiewicz – Czekając na salwę)

…cała impreza zaczęła się jeszcze w minionym tysiącleciu a dokładnie 16 czerwca 1999 r. w restauracji luksusowego hotelu w Ottawie , gdzie ambasador Kanady przy UE pan Jean –Pierre Juneau wydał uroczystą kolację z udziałem 30 przedstawicieli firm i polityków Kanady i UE, w tym z udziałem m.in. pana Sergio Marchi Ministra ds. Handlu w rządzie Jeana Chretiena Kanada i sir Leona Brittana, również poddanego Jej Królewskiej Mości i od 1995 r. wiceprzewodniczącego Unii Europejskiej oraz komisarzem ds. stosunków zewnętrznych.
No i na tym obiedzie powołany został do życia The Canada Europe Roundtable for Business ( Kanadyjsko-Europejski Okrągły Stół dla Biznesu) w skrócie CERF. Wśród zachwyconych inicjatorów odnajdujemy takie firmy jak: ACCIONA, ALCATEL, BASF, MERCEDES BENZ, THYSSEN KRUPP, SIEMENS, RIO TINTO, GlaxoSmithKline, BOREALIS, ASTRA ZENECA i parę innych.

Zachwyceni biesiadnicy wybrali na stałych przewodniczących CERF kolejnych dwóch poddanych Jej Królewskiej Mości: pana  Roya MacLarena byłego ministra wielu rządów Kanady ale przede wszystkim w latach 1996-2000 Wysokiego Komisarza Kanady z ramienia Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii , Irlandii Północnej. Oraz wg Bloomberga – członek Komitetu Wykonawczego legendarnej Trilateral Commission (Komisja Trójstronna)  założonej przez dobrego pana Davida Rockefellera w 1973 r.  przedstawianej jako „…prywatna, pozarządowa organizacja założona  przez 325 osób prywatnych z Europy, Japonii i Północnej Ameryki w celu promowania bliższej współpracy między tymi rejonami. Obecnie rozszerza swoją działalność poza trzy pierwotnie zakreślone obszary…”.

Wśród wybitnych przedstawicieli Komisji Trójstronnej (wg stanu na 15 września 2015 r.) wymienia się m.in. Madelaine Albright – była Sekretarz Stanu USA, Michael Bloomberg, właściciel agencji Bloomberg, Henry Kissinger były Sekretarz Stanu USA, David Rockefeller – fundator, Paul A.Volcker były szef Federalnej Rezerwy no i mnóstwo innych fajnych ludzi…

A jak już „wszystko między niemieckim biznesem i poddanymi Królowej było dopięte” – rozpoczęła się operacja Brexit, dzięki czemu Wielka Brytania może uczestniczyć w zyskach ale już nie ryzykuje szkód wynikających z tej totalnie bezczelnej ” umowy” , która jest po prostu przywróceniem kolonializmu gospodarczego.

Liczy ona sobie aż 1600 stron. Ale najważniejsze postanowienia zawierają wielkość 3 -5 stron. Okazuje się, że w „sekcji  4”  na stronach  158-161 CETA , która wprowadza „Ochronę Inwestycji dla zagranicznych inwestorów i gwarancje „poprawnego traktowania oraz pełnej ochrony i bezpieczeństwa”. CETA pozwala zagranicznym korporacjom pozywać rządy państw przed trybunały arbitrażowe (gdzie siedzą tacy „Rzeplińscy z Oxfordów), jeśli mają roszczenia z tytułu poniesienia strat z powodów następujących:
– państwo narusza zobowiązanie „nie-dyskryminowania” zgodnie z CETA, sekcja 3, strona 156 f,

– lub z powodu naruszenia /złamania zagwarantowanej ochrony/protekcji inwestycji.

Ta gwarancja istnieje tylko w jedną stronę – PAŃSTWO  NIE MOŻE POZWAĆ FIRMY INWESTORA w tych „inwestor-państwo”- arbitrażach.  Na przykład gdy okaże się , że przez produkty firmy M-o wytrute zostały pszczoły i idziemy umierać z głodu.  Albo mamy raka. Ale firma  X. na przykład firma klinik aborcyjnych może zaskarżyć ustawodawstwo Rzeczpospolitej Polskiej za przepisy „ograniczające aborcję” – jako „działające na szkodę jej interesów”.  I chyba o takie myki chodzi. Czego nie można przeprowadzić główną bramą, to  Niemce, ich wierny Tusk i poddani Królowej – wcisną oknem od piwnicy.

Jak podaje docent wiki, takie zaskarżenia inwestorów dokonują się od lat na podstawie postanowień prawa międzynarodowego. Znane są 514 przypadki wg stanu na 2012 r. , głównie z USA, Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 
Natomiast ta niesymetryczność – jest nowością  I opowieści naszych pluszaków, sorry, bojowych polityków i europosłów, jak to będzie można wybronić państwo przed Siemensem przy pomocy jednego „sędziego Rzeplińskiego” albo innego „sędziego Stępnia” – w takim „mieszanym arbitrażu” w składzie 15 osób– jest groteską.
Natomiast przestępstwem jest  stręczenie umowy jawnie niesymetrycznej na korzyść międzynarodowych korporacji, które zasady korupcji politycznej i prawnej mają opanowane do perfekcji i dzięki temu rosną w siłę…(pink panther)

polecam lekturę całości tu: Historia CETA czyli ludzie Królowej, niemiecki biznes i TRI-COMMISION

podobne: Katarzyna Śledziewska: Co przyniesie Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji? Umowa handlowa UE z USA to nowe ACTA? Trwają masowe protesty. KE: zielone światło dla 19 GMO.

„…City i Korona wychodzą spod rządów durniów z Brukseli narzucających kwoty mleka, co jest owocem a co rybą i inne szczegółowe rozwiązania korzystne dla Francji i Niemiec by wrócić od strony Kanady. Wystarczy powiedzieć sobie głośno, że głową państwa w Kanadzie jest królowa brytyjska a Kanada jest członkiem brytyjskiej wspólnoty narodów (Commonwealth). Urywa się Korona spod dyktatu wspólnej polityki zachowując dostęp do gospodarki UE o jakim do tej pory nawet nie marzyła (np możliwość pozywania przez korporacje państw utrudniających im rabunek społeczeństw). To nazywamy na tym blogu państwem poważnym.” (cortes 30 października 2016 o 17:22)

„…W II wojnie światowej, stary brytyjski sojusznik – Rosja– miał doprowadzić do dewastacji Europy wschodniej, po to, by brytyjskie zboże z Kanady mogło zalać rynki światowe. Kooperujące zaś z rządem USA koncerny farmaceutyczne potrzebowały darmowych królików doświadczalnych, na których można by było przeprowadzić szereg eksperymentów potrzebnych do rozwoju nowoczesnej medycyny. I takie laboratoria ochoczo zbudowali oszukani przez Amerykanów Niemcy, wierny i wypróbowany przyjaciel najstarszych amerykańskich elit. Dlaczego USA wygrały wojnę z Wielką Brytanią, chociaż potencjał ZSRR był o wiele większy i tańszy do uzyskania niż to co mieli Niemcy? Ponieważ Brytyjczycy wdali się w przepychankę z Żydami o Palestynę. I to ich kosztowało chwilową utratę pozycji współlidera lidera, na którą wysunął się ZSRR. Nie trwało to zbyt długo i teraz wracamy do początków. Zaczyna się nowa kłótnia w rodzinie, którą my będziemy postrzegać całkiem inaczej, będziemy ją opisywać w sposób zgubny dla nas i dla naszych dzieci, bo nikt, żaden mędrzec nie podsunie nam tej prostej formuły, która wyjaśnia wszystko – państwa służą do przerzucania kosztów wojny wywołanej przez konsorcja na narody…” (coryllus – Skąd się biorą wojny?)

podobne: O heretyckiej (rewolucyjnej, imperialnej) i Bożej tradycji w armii oraz ich wpływie na polską prawicę. „Rozbite oddziały” Kaczmarskiego.

Idąc tym tropem można powiedzieć że mamy do czynienia – jak to celnie określił jeden z czytelników bloga z którego pochodzi powyższy fragment – z „wojną koncernów rolniczych i wydobywczych przeciw medycznym i przemysłowym(mechanicznym)” o ziemię i zasoby naturalne, czyli z agresywną eksploatacją (połączoną z ludobójstwem) terenów spornych dla „inwestorów” z państw poważnych. Najtrudniej pogodzić się z tym że ta kolonizacja odbywa się przy pełnej aprobacie rządów krajów kolonizowanych mieniących się „narodowymi”, będącymi w rzeczywistości bandą płatnych zbirów wynajętych do pilnowania „zasobów” i tworzenia legitymacji prawnej dla kolonizacji. O czym więcej tu: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. i tu: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło.

W zamian za pełnioną funkcję nadzorcy obcego interesu, czyli tzw. „rządy” legitymizowane na arenie międzynarodowej w ramach „święta demokracji” (dającym okupowanym narodom złudzenie suwerenności) partycypują w zyskach z tego procederu, i cieszą się bezkarnością kiedy kradną coś dla siebie na własną rękę. Co zdolniejsi/zasłużeni znajdują później zatrudnienie w międzynarodowych korporacjach, albo pełnią zaszczytne funkcje w międzynarodowych instytucjach politycznych i finansowych, jako rezerwa kadrowa gotowa do instalacji wszędzie tam gdzie wymagana jest „interwencja społeczności międzynarodowej” i zdolna do największej podłości by przysłużyć się swoim mocodawcom. Tę pospolitą rządzę władzy i bogactwa maskuje się i usprawiedliwia różnego rodzaju „postępowymi” ideami, wśród których prym wiodą utopijne lewicowe inżynierie społeczne – tym łacniej łykane przez społeczeństwa im bardziej są zubożane i terroryzowane przez „rządy” i ich zleceniodawców – korporacje… (Odys)

„…Cargill Inc, Archer Daniels Midland (ADM/Topfer), Continental, Luis Dreyfus, Bunge, Con Agra, Pills-bury (własność Grand Metropolitan).

Kompanie te skupiają i kontrolują 90% całego światowego handlu oraz produkcji zbóż i mięsa. Uzupełniają je kompanie Unilewer i Nestles kontrolowane oczywiście przez Grand Metropolitan, a same kontrolujące z kolei produkty mleczne i mleko, walcząc zaciekle z indywidualnymi hodowcami i ich spółdzielczością…

…Rolnicy, którzy kupują ziarno GM, są uzależniani od wielkich korporacji. Modyfikowane ziarna są bowiem opatentowane. Rolnik po zebraniu nasion z pola nie ma prawa ich wysiewać w kolejnym sezonie. Musi je kupować co roku. W przeciwnym razie grożą mu procesy sądowe i wielkie kary, włącznie z więzieniem. Musi także płacić koncernom opłaty technologiczne i licencyjne. Człowiek pozbawiony jest wolności wyboru, a z powodu wyniszczenia gleby musi kupować ziarno wraz z nawozem od Monsanto i jego pestycydami. Jest to obłąkany zaklęty krąg…

…Na Ukrainie Monsanto, Cargill i Dupont zainwestowały już setki milionów dolarów budując zakłady nasienne. Przez ostatnie 20 lat tworzyły silne podwaliny dla swojego biznesu w tym kraju. Widać to chociażby w składzie członków zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Nasiennego. To stowarzyszenie, w którym znajduje się również Dupont i Monsanto, ma na celu wdrażanie „nowych technologii” i „najlepszych odmian i hybryd na Ukrainie”.

Ukraińskie Towarzystwo Nasienne chce także „brać aktywny udział w pracach legislacyjnych Ukrainy związanych z rozwojem rynku nasiennego.” A to oznacza, że międzynarodowi giganci będą mieli nie tylko możliwość wdrażania swoich technologii na Ukrainie, ale także zmiany prawa. W 2012 r. zniesiono obowiązkowe znakowanie produktów zawierających GMO na Ukrainie. Zrobiono to w niecałe dwa lata, po tym jak obowiązek ten wszedł w życie…

Cargill w Polsce prowadzi działalność w następujących obszarach: żywienie zwierząt, produkcja syropów skrobiowych, glutenu oraz alkoholu etylowego, handel zbożami i śrutą sojową oraz słonecznikową, import olejów, tłuszczów roślinnych, soków i koncentratów, proszków kakaowych. 2011 r. Cargill zakończył proces przejęcia Provimi, globalnej firmy działającej w branży żywienia zwierząt. W 2008 r. Cargill zakończył budowę młyna w Bielanach Wrocławskich. W 2007 r. Cargill nabył LNB, spółkę zajmującą się produkcją premiksów, której własnością jest między innymi zakład w Kiszkowie. W 2015 r. Cargill oraz Dossche uzgodniły warunki przejęcia przez Cargill działalności w zakresie produkcji pasz, prowadzonej w Polsce przez firmę Dossche. W Polsce już 80 proc. centrali nasiennych należy do Cargill…

…Monsanto Polska to producent najskuteczniejszych środków ochrony roślin oraz hodowca nasion rzepaku ozimego i dostawca nasion rzepaku ozimego i kukurydzy wspierających rolnictwo gospodarstw wielkoobszarowych oraz rodzinnych. Działa także przez powiązane ze sobą firmy Polska Federacja Biotechnologii, Niezależna Agencja Prasowa, Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, GBE Polska, Komisja ds. GMO, Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza i Komitet Biotechnologii PAN. Spółka Agora wprowadziła w swoim systemie dodawania komentarzy do artykułów filtr powodujący, że komentarze zawierające słowo „monsanto” nie mogą być dodawane…

…Henryk Pająk w kolejnej swej książce „A Naród śpi” pisze: „W amerykańskich fermach Smithfielda hoduje się przemysłowo -„obozowo” – trzodę zdegenerowaną genetycznie, karmioną przyspieszaczami hormonalnymi. W grudniu 1999 r., choć już podjęli decyzje o zagładzie „Animexu”, w periodyku Animexu zapewniali, nie ukrywając swych manipulacji w genetyce: (…) pomożemy swoim partnerom obniżyć koszty produkcji, ułatwimy dostęp do nowej genetyki…” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro, Wydanie II).

26 września 2013 roku Smithfield Foods została przejęta przez chiński Shuanghui International Holding. Animex, warszawskie przedsiębiorstwo, jest producentem mięs i wędlin, oraz właściciele, marek Krakus, Morliny i innych...” (Stanisław Bulza)

dużo więcej tu: Wielkie koncerny kolonizują świat podobne: Joanna Blythman: Wszystko, co mówiono ci o zdrowym odżywianiu, to bzdury

warto przy okazji przypomnieć sobie inną sprawę, od której zaczęła urzędowanie „dobra zmiana” rencyma swojego prezydenta:

„…POLSKA jest jedynym krajem w Europie, który nigdy nie podpisał Europejskiej Konwencji Bioetycznej. Co to oznacza? W tej Konwencji jest niezwykle ważna rezolucja mówiąca, że ludzkie życie i zdrowie są wartościami najwyższymi, i w żadnym przypadku nie można ich poświęcać dla ogólnego dobrego samopoczucia. To W POLSCE swobodnie bada się na ludziach każdy nowy lek i szczepionki. Cóż, można powiedzieć, że POLSKA jest poligonem doświadczalnym dla każdej firmy farmaceutycznej…

…W 16 krajach europejskich nie ma przymusu szczepień. W 13 krajach europejskich jak i w  Rosji są odszkodowania dla ofiar za niepożądane skutki uboczne szczepionek, zaś W POLSCE szczepienia są nie tylko przymusowe, ale również nie ma żadnych odszkodowań dla ofiar niepożądanych skutków ubocznych szczepionek.

Pomimo tak wielu oświadczonych, wykazanych i potwierdzonych skutków ubocznych szczepionki HPV (Gardasil), POLSKI RZĄD PRZEGŁOSOWAŁ WPROWADZENIE TEJ FATALNEJ SZCZEPIONKI. Ważne jest by wspomnieć, że ogromna większość członków Parlamentu W POLSCE głosowała za ta kontrowersyjną szczepionką. Z pośród 432 parla-mentarzystów, aż 406 zagłosowało za śmiertelną szczepionką HPV, 25 było przeciwnych, zaś tylko 1 wstrzymał się od głosu. Na dodatek Senat przegłosował ją także! I w końcu nowy prezydent POLSKI, Andrzej Duda, podpisał nowe prawo, zgodnie z którym szczepionka HPV (Gardasil) MA BYĆ PRZYMUSOWA W POLSCE OD POCZĄTKU 2017…” (Prof. Maria Majewska Z zagranicy: Totalitarna polityka szczepień w Polsce)

„…Polska jest jedynym krajem na świecie, w którym szczepienia przeciwko HPV są obowiązkowe, podkreślam jedynym. Jak pamiętamy nasz kolega Toyah rozpisywał się kiedyś tutaj bardzo szeroko o podłości producentów leków, szczególnie tych, którzy oszukują ludzi w sprawie skuteczności, bądź nieskuteczności preparatów antyrakowych. Ten temat szalenie się podobał ludziom, szczególnie tym nieco starszym. Mamy dziś inny temat, obowiązkowe szczepienia małych dziewczynek przeciwko chorobie, na którą one z pewnością nie zachorują, no chyba, że spotkają na swojej drodze kogoś z redakcji Krytyki Politycznej. Szczepionki te nie są „na zawsze” o ile pamiętam, a jedynie na kilka lat, potem działać przestają i zagrożenie infekcją brodawczaka jest takie samo jak było. Interesuje mnie więc kilka kwestii, po pierwsze co Toyah myśli o tym, że Polska jest jedynym krajem gdzie to gówno jest obowiązkowe. Ciekawi mnie to, bo on właśnie był tu swego czasu specjalistą od brudnych intencji firm produkujących leki. I my doskonale zdajemy sobie sprawę, że jeśli na jakimś obszarze coś jest obowiązkowe, a do tego zagrożone wysoką karą to nie ma mowy, czy krył się za tym święty Mikołaj. Ciekawi mnie jak prezydent wszystkich Polaków mógł spokojnie podpisać ustawę, w której jak byk stoi, że ci co nie zaszczepią dziecka będą płacić karę od 5 do 50 tysięcy złotych. Sfera naszej wolności poszerzyła się tak, że już prawie nie możemy już oddychać. Nie dość, że nie można wyciąć krzaka na własnej ziemi, to jeszcze nie można zabezpieczyć życia i zdrowia dziecka przez złodziejami z korporacji. Nie sądzę, żeby prezydent mi odpowiedział, proszę więc Toyaha, który jest jego największym tutaj admiratorem, by mi te kwestie wyjaśnił. Mam również nadzieję, że sprawa szczepionek przeciwko HPV nie zostania zamieciona pod dywan, ale będzie szeroko dyskutowana, mam nadzieję, że córka pana prezydenta w geście solidarności z tymi wszystkimi dziesięcioletnimi dziewczynkami, które muszą się zaszczepić, bo inaczej ich rodzice zostaną ograbieni, również sobie tę szczepionkę wstrzyknie do organizmu. Wstrzyknie sobie, prawda? Mam nadzieję, że nic jej się po tym nie stanie, że będzie zdrowa, urodzi dzieci i dożyje późnego wieku. Życzę jej tego z całego serca. Mam również nadzieję, że – oby to się nigdy nie wydarzyło – kiedy coś się stanie jakiemuś dziecku z powodu tej szczepionki, ojciec tego dziecka będzie miał okazję porozmawiać z prezydentem Dudą, tak jak on mógł sobie pogadać z Tomaszem Lisem…” (coryllus – Prezydent wszystkich korporacji)

„…W latach 2003-2013, czyli w okresie, w którym wprowadzono na polski rynek wiele nowych szczepionek niemowlęcych (Hib, pneumokoki, meningokoki, rotawirusy, ospa wietrzna, grypa, szczepionki 5 i 6-cioskładnikowe), lawinowo wraz ze wzrostem „wyszczepialności” wzrastała liczba hospitalizowanych niemowląt, która w ciągu 10 lat wzrosła o 52% (ze 199 tys. do 320 tys. rocznie!). Organy odpowiedzialne nie podają przyczyn tej zapaści zdrowotnej,a zdarzenia te nie trafiają do rejestru NOP mimo, że w przypadku dzieci poniżej roku, szczepionych co kilka tygodni, w większości dzieją się w bezpośrednim związku czasowym ze szczepieniem.

To jest właśnie jak na dłoni widoczny „sukces” zdrowia publicznego i polityki szczepień, prowadzonej wobec dzieci w oparciu o przymus i z całkowitym pominięciem dobra każdego konkretnego dziecka indywidualnie. Jednocześnie środowisko medyczne udaje, że nic się nie dzieje, choć taka lawina nie mogła przejść niezauważona dla systemu opieki medycznej!..” (Justyna Socha – Szczepienia – List otwarty do najwyższej izby lekarskiej ministerstwa zdrowia i społeczeństwa)

podobne: Dzieci będą szczepione szczepionkami niedopuszczonymi do obrotu!

polecam również: Kolejny przymus szczepień w Polsce, tymczasem związek szczepień z autyzmem udowodniony oraz: Przymusowe szczepienia: Inspektorzy GIS kontra „STOP NOP”. Kto ma rację?

„…Charakterystyczne jest, że zwolennicy wszelkich, w tym zbrodniczych utopii, nigdy nie widzą siebie w roli członka postulowanej przez siebie rzekomo idealnej społeczności. Hitler i jego pretorianie nie spełniali w najmniejszym stopniu kryteriów ustawy norymberskiej. Każdemu z wielkich i mniejszych zbrodniarzy, a także z większych czy mniejszych głupców wydaje się zawsze , że osobiście go nie dotkną skutki własnych decyzji, że dzięki wyjątkowej roli społecznej, koneksjom czy zgromadzonej fortunie zdoła się im wymknąć. Zwolennikom aborcji nie przychodzi do głowy, że sami też mogliby być „usunięci”. Zwolennicy eutanazji nie rozumieją, że ich też może dotknąć przymusowe zakończenie ich ziemskiej egzystencji. Wystarczy, że- jak w Holandii- komisja lekarska uzna, że pomimo dobrego stanu zdrowia komfort ich życia jest niezadawalający. Hitlerowi nie przychodziło zapewne do głowy, że gdyby poddano go ocenie zgodnej z jego własnym ustawodawstwem, przy jego aparycji jako element mniej wartościowy rasowo powinien zakończyć życie w obozie pracy.

Sowiecki agent, zastępca członka, a potem członek KC , wieloletni poseł na sejm PRL, Ignacy Loga –Sowiński , zwolennik zimnej wojny i wyścigu zbrojeń, a także energetyki jądrowej, w swojej willi przy ulicy Szarotki w Warszawie urządził schron przeciwatomowy, w którym on i jego rodzina dzięki zapasom żywności i wody mogliby przetrwać nawet rok. Wiem o tym bo przechwalał się swymi osiągnięciami przed sąsiadami , a nawet pozwalał im zwiedzać swój podziemny pałac. Optymizm Logi- Sowińskiego co do szans przeżycia ataku jądrowego może tłumaczyć fakt, że miał on tylko wykształcenie niepełne podstawowe, uzupełnione potem formalnie do wykształcenia średniego w bliżej nieokreślonej placówce oświatowej. Trudniej mi natomiast zrozumieć optymizm wykształconych zwolenników GMO w Polsce.

Zapewne tak jak cytowany naukowiec i większość bogatych ludzi w USA uważają, że zaopatrując się w sklepach z drogą żywnością ekologiczną osobiście unikną zagrożenia, natomiast tania żywność modyfikowana przeznaczona będzie dla ubogich. Nie rozumieją, że w żadnym kraju nie da się wydzielić stref upraw GMO, gdyż pyłki roślin modyfikowanych mogą przenosić się na setki kilometrów zanieczyszczając inne uprawy. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że liberalizacja handlu z Kanadą czy z USA spowoduje napływ taniej modyfikowanej żywności do Polski i w konsekwencji likwidację upraw żywności zdrowej. Polska jest jednym z nielicznych krajów posiadających tradycyjne rolnictwo. Jest to jej ogromny atut ekonomiczny. Mieszkańcy krajów, które dopuściły do zniszczenia swego rolnictwa przez rolnictwo przemysłowe chętnie kupują produkty polskie. Dla producentów tych krajów polskie rolnictwo jest jednak niewątpliwie niepożądaną konkurencją i chętnie widzieliby jego likwidację.

Nie śmiem sugerować, że za poglądami zwolenników GMO stoi potężne lobby producentów żywności modyfikowanej podobnie, że na poglądy lekarzy mają wpływ producenci szczepionek. Wolę przyjąć, że są po prostu i po ludzku głupi. Uważają zapewne, że uprzywilejowana pozycja społeczna zapewnia im nietykalność, że mają swój prywatny pakt z Niebiosami. Zbyt często jednak lęki zwykłych ludzi uważane przez oświeconych za prymitywny przesąd okazują się usprawiedliwione.” (Izabela Brodacka Falzmann )

całość tu: GMO Strachy na Lachy)

podobne: Naukowcy i ekolodzy krytycznie o propozycji zmian w ustawie o GMO. Rząd przyjął projekt nowelizacji.

„…Nasze pokolenie ojczyzny nie stworzyło. Ono ją zastało w postaci stworzonej przez pokolenia poprzednie i z tego tytułu spoczywa na nas obowiązek przekazania tego dziedzictwa pokoleniom następnym, tym, które przyjdą po nas, w postaci ubogaconej, a przynajmniej – nie uszczuplonej. Dlatego taka ważna jest postawa konserwatywna, nastawiona na ochronę tego dziedzictwa oraz na jego ubogacanie przez rozmaite nowości – ale takie, które nie działają na nie niszcząco. Nie wszystko bowiem co jest nowe – jest zarazem dobre. Trafiają się tam rzeczy szkodliwe, zarówno takie, których szkodliwy charakter można rozpoznać natychmiast, jak i takie których opłakane skutki ujawniają się dopiero po latach. Dlatego otwierając się na nowości, powinniśmy działać z rozeznaniem, którego brakuje czcicielom nieubłaganego postępu. Mają oni ambicję poprawiania świata, to znaczy – reformowania tego, co już zastali…

…Cywilizacja łacińska, która również nas wykołysała, wspiera się na trzech filarach: greckim stosunku do prawdy, zasadach prawa rzymskiego i etyce chrześcijańskiej, jako podstawie systemu prawnego. Dzisiaj każdy z tych filarów jest atakowany przez zwolenników nieubłaganego postępu; grecki stosunek do prawdy – przez relatywizm, wypływający z poglądu, że obiektywnej prawdy nie ma. Taki pogląd nie wytrzymuje krytyki już na pierwszy rzut oka, bo przynajmniej to zdanie – że mianowicie prawdy nie ma – musi być prawdziwe. A skoro tak, to… – i tak dalej. Zasady prawa rzymskiego – na przykład: volenti non fit iniuria, co się wykłada, że chcącemu nie dzieje się krzywda – podważane są i niszczone przez socjalistów i komunistów. Pod pretekstem obrony pokrzywdzonych, wtrącają ich w coraz głębszą i sroższą niewolę, której tamci nawet nie zawsze są świadomi. Przykładem niech będzie rewolucja bolszewicka w Rosji, o której mówiono, że może i zdjęła ludziom z nóg kajdany – ale razem z butami. Wreszcie chrześcijański filar łacińskiej cywilizacji atakowany jest przez odwiecznych wrogów chrześcijaństwa, którzy posługują się rozmaitymi pretekstami – ostatnio w postaci uprzejmości – niby żeby nikogo nie urażać. W tym celu zasady etyki chrześcijańskiej są metodycznie i cierpliwie usuwane z podstaw systemu prawnego – czego jesteśmy świadkami również w naszym nieszczęśliwym kraju. A przecież nikt chyba nie ma złudzeń, że tak zwane „wściekłe kobiety” nie zbudują nam nowej cywilizacji, nawet jeśli będzie wspierał je naczelny redaktor żydowskiej gazety dla Polaków – bo takie zadanie przerasta i to znacznie, zarówno jego, jak i ich możliwości. Przed tymi wszystkimi zagrożeniami powinniśmy cywilizacji łacińskiej bronić – i tak oto od refleksji nad przemijaniem przeszliśmy do polityki – bo od polityki uciec niepodobna…” (Stanisław Michalkiewicz – Przemijanie i polityka)

podobne: Zapis agonii czyli… Cywilizacja Łacińska i Świat zadowolonych głupców. Przepowiednia z „Konopielki” (gdzie tkwi diabeł).  oraz: Reisman: Dlaczego nazizm był socjalizmem oraz dlaczego socjalizm jest totalitaryzmem

„…Mamy oto zdemaskowanego zdrajcę – Kiszczaka, ale to nie koniec. Dorota Kania powiedziała, że w kolejnym tomie Resortowych dzieci, znajdują się informacje, które pokażą nam czym naprawdę była III RP. Nie przypuszczałem, że jest jeszcze ktoś, kto nie wie czym była III RP, po siedmiu latach rządów PO. No, ale okay, niech będzie. Są ludzie, którzy uwielbiają się zaczytywać w tego rodzaju rzeczach i ja im nie będę bronił. Wiem jednak, że konsekwencji politycznych ani ta, ani inne demaskatorskie książki nie będą miały żadnych, albowiem są one w istocie ofertą współpracy, a nie demaskacją. Kania zaś, Targalski i inni autorzy tego dzieła, to tacy sami funkcjonariusze rewolucji jak Michnik i Pacewicz. To zaś co nam proponują pod nazwą „demaskacji”, jest jedynie próbą wygaszenia konfliktów w rodzinie i ma charakter presji. Powiem tak – jeśli tamci, są rzeczywiście potomkami zbrodniarzy, katów i przestępców politycznych, to taką presją mogą się co najwyżej podetrzeć. Tym wygodniej im to przyjdzie, że właśnie jakaś pani napisała biografię Luny Brystygierowej, w której to biografii udowadnia, że Luna nikogo osobiście nie zabiła i nikogo osobiście nie torturowała. Wszystko zaś co się jej przypisuje to są legendy. Ponoć ma na to dowody. Dowody, prawda, przeciw dowodom…dokumenty przeciw dokumentom….Ponadto profesorowie Ruchniewicz i Frieszke wraz z kolegami idą na wojnę z polityką historyczną obecnego rządu, czyli z tym do czego usiłują się podpiąć Kania z Targalskim. W ich oddziale jest między innymi ten pan, co był konsultantem Pokłosia. Tak więc możemy sobie wyobrazić jaka to będzie batalia i jakimi problemami się będzie zajmować. Powtórzę jeszcze raz – to jest próba utrzymania się – mam na myśli jedną i drugą grupę – na czele pochodu rewolucji. Nie możemy nawet spoglądać w tamtą stronę, bo sypią tam bardzo tanią paszę. W zasadzie jest to walka o to, kto – dysponując państwowymi pieniędzmi – będzie formatował historię. Precz z tym. Trzeba to powiedzieć wyraźnie, precz bo za chwilę dojdzie do targów, albo prowokacji, o jakich nie śniło się tym biednym idiotom…” (coryllus – Wolność, równość, szyderstwo)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i to: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

„…problemem polskich polityków nie jest realizacja wizji i misji, ale zwycięstwo w kolejnych wyborach oraz podniesienie oglądalności mediów publicznych, ludziom ze zbioru zastrzeżonego nic się nie stanie. Przeciwnie, będą oni zapraszani do telewizji, by tam dyskutować z Semką i Ziemkiewiczem o naszej skomplikowanej historii oraz coraz bardziej świetlanej przyszłości. I to będzie marchewka. Żeby podnieść oglądalność tych wszystkich programów, które już niebawem zobaczymy, do blogosfery wydelegowano Sowińca. Zapowiada on, że wkrótce zrobi porządek na Powązkach i napisał nawet list do prezydenta Dudy, w którym domaga się degradacji generała Jaruzelskiego do stopnia szeregowca. To byłoby posunięcie ze wszech miar słuszne, ale trzeba by rzecz posunąć dalej i zdegradować wszystkich. Takiego na przykład Grzegorza Korczyńskiego też. Żeby widać było wyraźnie jak wygląda zbiór zastrzeżony dla nieboszczyków oraz dlaczego się go zastrzega. Możecie sobie myśleć co chcecie, ale według mnie nigdy to nie nastąpi. Prezydent nie zdegraduje Jaruzelskiego, ani nikogo poza nim, a na Powązkach nie dojdzie do żadnego sprzątania, poza tym zwyczajnym, związanym z grabieniem liści. Nie o to, bowiem chodzi, celem jest zgoda pomiędzy wszystkimi frakcjami obozu socjalistycznego oraz wspólna zaduma nad Polską. Dlaczego tak? Bo kiedy już do tej zgody dojdzie i tę zadumę będziemy mogli obejrzeć na telebimach, jasne już dla wszystkich będzie, że o żadnych istotnych zmianach nie ma mowy, a ci państwo, co tak mądrze gadają, nie mają żadnych możliwości decyzyjnych. Nie mogą nic. Cała władza jest poza nimi. Gdyby było inaczej natychmiast znów skoczyliby sobie do gardeł. Mają za to święty spokój i dożywotnie pensje dla siebie i rodziny, mają także pewność, że póki będą się trzymać ustalonej narracji nic złego im się nie stanie. Byle tylko gadali, gadali, gadali…” (coryllus – O zgodę między socjalistami)

podobne: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów

„…Unia Europejska zmłotowała Walonię, dzięki czemu umowa „o wolnym handlu” między Kanadą i Unią została podpisana. Teraz w poszczególnych nieszczęśliwych krajach rozpocznie się żmudny proces ratyfikacji, za którą w naszym nieszczęśliwym kraju opowiedział się zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i obóz płomiennych szermierzy miłości ojczyzny. Pokazuje to, że jeśli nawet gwoli emocjonalnego rozhuśtywania jak nie jednej to drugiej części opinii publicznej obóz zdrady i zaprzaństwa musi z obozem płomiennych szermierzy toczyć zażarte spory, to przecież w sprawach ważnych czy to dla Naszej Złotej Pani, czy to dla innych starszych i mądrzejszych, obydwa obozy działają ręka w rękę. Świadczy to o trwałości i mocy położonych przez generała Kiszczaka fundamentów III Rzeczypospolitej, na czele z niepisaną, ale za to fundamentalną zasadą konstytucyjną – że mianowicie my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych. W praktyce politycznej oznacza to, że jeśli nawet się kopiemy, to tylko po kostkach – ale nie wyżej…” (Stanisław Michalkiewicz – Akcja „Znicz” dla demokracji)

jako uzupełnienie – Żeby w Polsce nie został stworzony zalążek jakiejś siły, inne rządy popierają socjalistów i etatystów! – Stanisław Michalkiewicz o objawach osłabienia międzynarodowej powagi i znaczenia Polski podczas dyskusji po wykładzie „Islamizacja Europy” w Kole 15.10.2016 r.

To że szalbierstwo „CETA” staje bardziej jawne i wiele „tajnych” do tej pory umów i układów polityczno – gospodarczych zostanie „skonkretyzowanych”, a wiele „tajnych” teczek personalnych ujrzy światło dzienne, to nic innego jak nadawanie pozoru legalności szalbierstwu które właśnie ma miejsce kosztem obywateli, poświęcanych na ołtarzu „postępu”, gdzie teoria „zbitej szyby” i „koniunktury nakręcanej wojną” wciąż są popularne i mieszają ludziom w głowach „tłumacząc” zasadność owych poświęceń. Bez żadnej refleksji nad kolumną „kosztów” – ludobójstwem, truciem, wandalizmem i kradzieżą.

Oprócz oczywistych skutków problem polega więc również na tym, że „nasza” obecna ekipa rządząca (czyli Ci którzy obiecali chronić Polaków przed szalbierstwem i obiecali zwrócić im władzę nad krajem) robią zupełnie co innego – tj. to samo co POprzednicy. Raz – wysługując się obcym interesom, a dwa – odstawiając szopkę zwaną „walką z komuną” która ma odwrócić uwagę od dużo poważniejszych (nie)działań. Miało być inaczej a wyszło jak zwykle czyli: „My nie ruszamy waszych Wy nie ruszacie naszych” oraz „wiele musi się zmienić żeby wszystko zostało po staremu” . Oni nigdy z Magdalenki nie wyszli, a jedyną kwestią sporną jest kolejność dziobania resztek z tego co rabują obcy, i uzasadnienie dla tego pasożytnictwa w postaci „polityki historycznej”, do której klucz leży w „Zbiorze Zastrzeżonym” IPNu (i nie tylko) a wobec której każda ze stron tubylczej sceny politycznej ma swoje plany (zgodnie z rodowodem politycznym i zaleceniami obcych dworów).

Najważniejsze jest żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty). Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No to mamy kolejną odsłonę spektaklu „socjalizm tak, wypaczenia nie” i mało kto kojarzy że to drugie jest nieodzowną konsekwencją tego pierwszego… (Odys)

podobne: W kolejną rocznicę „odzyskania niepodległości” kilka słów o jej dysponentach na zlecenie rewolucji czyli psuciu młodzieży na koszt jej rodziców. oraz: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji.

Reklamy

Lewicowa wrażliwość czyli… Afera reprywatyzacyjna spuścizną układów w Magdalence i belką w oku PIS.


Przez ostatnie tygodnie mogliśmy się dowiedzieć z wielu mediów jak to zgraja cwaniaków wskazana przez mapę „dzikiej reprywatyzacji” (pod przewodnictwem Pani Prezydent Warszawy – Hanny Gronkiewicz Walc) dokonała strasznego zaboru „państwowego mienia”. Nie mam zamiaru bronić szubrawców zamieszanych w ten proceder, którzy sobie tylko znanymi kanałami w ramach (jak zwykle) dziurawego prawa dokonywali zawłaszczeń nieruchomości na ogromne sumy pieniędzy wykorzystując cudze prawo własności. Kto chce ten sam odnajdzie w internecie stosowny materiał na ten temat i wyciągnie stosowne wnioski. Tu odeślę do innego znacznie groźniejszego wątku który można nazwać „zagraniczną reprywatyzacją” (Przekręty na reprywatyzacji – rozmowa z dr Ryszardem Ślązakiem) dotyczącego roszczeń obywateli obcych państw.

Ja natomiast chciałbym zwrócić uwagę na dużo poważniejszy problem od wspomnianej na początku kliki z Warszawy. Chodzi mi o pozorną nieudolność samego państwa, które pozwala na tego rodzaju szalbierstwa pod płaszczykiem prawa, bo nie potrafiło/nie chciało przez tyle lat rozliczyć się ze swoimi obywatelami ograbionymi za komuny przez Bieruta i jego sitwę (co do dziś mylnie i bez wstydu nazywa się „nacjonalizacją”), i które jedyne co potrafiło wymyślić w tej sprawie to zatrzymać cały proces reprywatyzacji ze szkodą również dla prawowitych właścicieli… (Odys)

„Afera reprywatyzacyjna w Warszawie i kwestie zwrotu działek, które od kilkunastu lat dotyczą Poznania, są nie tylko bulwersujące czy kontrowersyjne. Są przede wszystkim doskonałym obrazem jak od lat (nie?) działa nasze państwo.

Najpierw był dekret Bieruta dla Warszawy. Następnie ustawy uchwalane przez komunistyczne władze, na mocy których odbierano ziemie m.in. w Poznaniu. Jednak w stolicy Wielkopolski niejednokrotnie wywłaszczano w sposób bezmyślny idąc przede wszystkim na ilość. Nikt nie pomyślał wtedy, że mieszkańcy w przyszłości mogą upomnieć się o swoje i nie powinno zabierać się ziemi bez opamiętania. Skutki takiej działalności odczuwane są do dzisiaj, czego najlepszym przykładem jest ok. 320 postępowań zwrotowych w Poznaniu. A część na pewno zakończy się po myśli byłych właścicieli. Koniec PRL nie oznaczał jednak początku normalności. Wręcz przeciwnie, jak się później okazało, był to początek nieprawidłowości i afer, które po raz kolejny ukazały jak nie powinno działać państwo. Przykładem jest afera testamentowa, po której skazana sędzia nadal orzekała. Niezrozumiałe jest dla mnie, że przez kilkadziesiąt lat państwo polskie nie poradziło sobie z reprywatyzacją tak, by uniknąć przy tym kontrowersji, niejasności i afer. Teraz mamy czekać na kolejne? „

Czytaj więcej: http://www.gloswielkopolski.pl/opinie/a/jak-nie-dziala-panstwo,10554272/

Jakiś czas temu niejaki (ni)Jaki (zwany sekretarzem stanu w ministerstwie „haha sprawiedliwości”) zapowiedział powrót do słupków jakie ktoś mu wydrukował, i które z nieudawaną powagą (i zadowoleniem) prezentował w telewizorze, gdzie było jak byk namalowane na niebiesko że za rządów PISu oddawało się ludziom najmniej. I TO jest właśnie cel tej bandy socjalistów – zatrzymać reprywatyzację, żeby NIKT (łącznie z prawowitymi właścicielami) nie mógł dostać tego co komunista Bierut postanowił zatrzymać dla siebie i swoich aparatczyków (o czym więcej tu: Ustawa reprywatyzacyjna gorsza od dekretu Bieruta). Bo tak jak za tamtych czasów (i jedynie słusznej ideologii) tak i dziś państwo jest najwyższą wartością dla tych ludzi, więc nie liczy się prawo zwykłych obywateli do odzyskania tego co im komuna zagrabiła. „Dojna zmiana” napisze w związku z tym stosowną ustawę i wszystko pozostanie „legalnie” we władaniu państwa ale nie narodu.

Ciekawe ile z tego zostanie zabezpieczone na poczet żydowskich roszczeń majątkowych, bo tylko to moim zdaniem tłumaczy ujawnienie i rozkręcenie tej afery przez Gazetę Wyborczą i kibuca Śpiewaka bez żadnej estymy dla Pani Prezydent Warszawy HGW. I myślę że nawet Pan Schetyna widzi w tym poświęceniu partyjnej koleżanki głębszy sens jeśli myśli o monopolu na rząd dusz w partii, a i na temat zobowiązań wobec Żydów ma dość jednoznacznie precyzyjne POglądy (o czym więcej tu: Stanisław Michalkiewicz o POPISowej „służbie Polsce” za 54 „partyjne” miliony (i zegarek) a wszystko na poczet 60 mld dolarów jakie „sprawiedliwi wśród narodów świata” według Schetyny są winni Żydom). Cała akcja zaczyna zaś wyglądać na ponadpartyjne porozumienie w kontekście spotkania do jakiego doszło w Nowym Jorku z udziałem Pana Dudy i działaczami żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej. (Odys)

„…proszę Pana Prezydenta, by poinformował opinię publiczną w kraju, co konkretnie Żydom obiecał. Rzecz w tym, że ewentualna „legislacja” może doprowadzić do drastycznego ograniczenia wolności słowa w Polsce, w następstwie czego środowiska lub organizacje żydowskie zyskają możliwość dyktowania Polakom, co wolno im mówić, a czego nie, podobnie jak zyskają wpływ na swobodę badań naukowych. Jeszcze gorsze następstwa mogą wynikać z obietnicy dokonania „restytucji” mienia żydowskiego w Polsce, czego organizacje żydowskie od lat się domagają, kierując pod adresem Polski bezpodstawne roszczenia. Bezpodstawne – bo naciski na polskie władze idą w tym kierunku, by dopiero stworzyły namiastkę podstawy prawnej, swego rodzaju pozór legalności, na podstawie którego organizacje żydowskie uwłaszczyłyby się na majątku w Polsce. Warto zwrócić uwagę, że roszczenia te szacowane są na 65 mld dolarów – co potwierdził były ambasador Izraela w Warszawie, dr Szewach Weiss – a więc stanowią równowartość rocznego budżetu państwa. Polska nie jest w stanie wygenerować takiej gotówki bez spowodowania natychmiastowej katastrofy ekonomicznej i społecznej w kraju. Zatem, jeśli miałaby nastąpić owa „restytucja”, musiałaby ona zostać dokonana w naturze, to znaczy – w nieruchomościach. To zaś oznacza, że środowisko obdarowane takim majątkiem, dysponowałoby nim na terenie Polski, uzyskując natychmiast dominującą pozycję ekonomiczną, która przełożyłaby się na dominującą pozycję społeczną i polityczną. Inaczej mówiąc, naród polski zostałby we własnym kraju zepchnięty na pozycję narodu drugiej, a nawet trzeciej kategorii. Dlatego poinformowanie polskiej opinii publicznej w przedmiocie poczynionych przez Pana Prezydenta obietnic wydaje się bezwzględnie konieczne.” (Stanisław Michalkiewicz – Panie Prezydencie, co Pan obiecał Żydom?)

podobne: Michalkiewicz wyprorokował: Emerytury dla ocalałych z Holocaustu czyli… Przełom i wyłom w polskiej kasie „Zespołu HEART”. oraz: Holokaust jako przedsiębiorstwo zakłamywania historii, pedagogiki wstydu i wyłudzania pieniędzy od Polaków.

Takim oto sposobem kliku złodziei którzy uwłaszczyli się „nielegalnie” (choć działali w oparciu o jakieś prawo, którego sami przecież nie uchwalali) stało się pretekstem żeby z kamienicami zrobić to samo co z ziemią i z oszczędnościami Polaków w ramach nowelizacji przepisów o „ustroju rolnym”, oraz o „bankowym funduszu gwarancyjnym”. Nie dla psa kiełbasa! Kiełbasę będzie jadł Pan Śpiewak i inni „oburzeni” kibuce którzy nakręcają spiralę nienawiści do „niecnego procederu” zwrotu zagrabionego Polakom mienia.

Jak tu nie chwalić „dobrej zmiany” że dba o państwo? Tylko Bierut ze swoim dekretem dbał lepiej. A że razem z kąpielą wylane zostanie dziecko to już mało kto zauważy. Ile w końcu jeszcze zostało takich których ograbiono za komuny i jaki to odsetek narodu? Nikt też im współczuć nie będzie. Kto by tam współczuł „posiadaczom” i „prywaciarzom” co to na „złodziejskiej reprywatyzacji” chcieli się „dorobić”. Stosownej zaś dramaturgii (i słuszności) całej sprawie nadał eksploatowany przez lewicę (i Pana Ziobrę) przypadek Pani Jolanty Brzeskiej… (Odys)

„…Nic nie wiemy o tym, czy Jolanta Brzeska była socjalistką, komunistką czy trockistką, ale koledzy Sierakowskiego upominają się o nią i zamiast iść na jej grób zapalić tam świeczkę, albo dać na mszę za jej duszę, śpiewają piosenkę, w której wszyscy są winni śmierci Jolanty Brzeskiej tylko nie oni. Oni bowiem są zawsze tam gdzie świeci jutrzenka swobody, płonie święty gniew ludu i szykują się rzeczy wielkie. Okoliczności śmierci Jolanty Brzeskiej są z grubsza znane, ale jeszcze je przypomnijmy. Pani ta postawiła się właścicielowi kamienicy, który chciał podnieść czynsze lokatorom, a następnie ich wysiedlić. Nie pamiętam na jakich zasadach człowiek ów wszedł w posiadanie tej kamienicy, ale znając okoliczności przejmowania budynków w stolicy przez różne organizacje i pojedynczych ludzi, sądzę, że miał ów sposób wiele wspólnego z socjalistyczną gospodarką planową. Jak wiemy wiele osób z różnych stron świata zgłasza się po swoją rzeczywistą i rzekomą własność nieruchomą w polskich miastach, ale w piosence młodych trockistów nie o nich ani słowa. Jest za to mowa o Kościele i narodzie. Widzimy tu, mniemam, że wyraźnie pułapkę zastawioną na nasze biedne umysły i serca, które uwielbiają poddawać się fali świętego oburzenia, w tych szczególnie przypadkach, kiedy ofiara jest niewinna i szlachetna. Sport ten ma swoje odmiany, a do najbardziej lubianych należy ekscytacja grupowa. Tej zaś nie ma bez piosenek, filmów, programów i publicystyki. Czyli bez całej machiny propagandowej, którą programuje się jak maszyny w drukarni – na wielkie nakłady zestandaryzowanych produktów. Dlatego właśnie jak ktoś wpadnie w taką pułapkę już najprawdopodobniej z niej nie wyjdzie. Będzie siedział i lamentował nad tym, jak źle jest a świecie, że muszą umierać ludzie. Monopol na tę narrację ma lewica, która zawsze jest pierwsza jeśli idzie o wyrażanie współczucia w mowie wiązanej, ma do tego dobre tradycje warsztatowe i na podorędziu ludzi, którzy za propagandę zabierają się fachowo i nazywają ją potem sztuką…” (coryllus, całość tu: Kat, ofiara, Che Guevara)

Źródłem tej patologii jest znana ale do tej pory niezrozumiana przez większość obywateli historia, w której udział brały wymienione wyżej zainteresowane do dziś strony… (Odys)

„…Jacek Kuroń za pośrednictwem pułkownika Jana Lesiaka, przekazał ówczesnemu hegemonowi na tubylczej scenie politycznej, czyli RAZWIEDUPR-owi ofertę, że w zamian za wymiksowanie „ekstremy” z podziemnych struktur, „lewica laicka” a więc dawni stalinowcy, co to na skutek rasistowskich motywacji obrócili się przeciwko partii, a nawet przekształcili się w jeden z nurtów „opozycji demokratycznej”, udzieli RAZWIEDUPR-owi gwarancji zachowania pozycji społecznej komunistycznej nomenklaturze i gwarancji zachowania tego, co sobie akurat kradnie. I selekcja kadrowa też udała się w stu procentach; o ile pierwsza „Solidarność” była budowana od dołu do góry, to druga, ta reaktywowana – od góry do dołu. Wszystko było pod kontrolą, łącznie z „Bolkiem”, co to w nagłej potrzebie wygrywał w totolotka. To właśnie było najtwardszym jądrem porozumienia „okrągłego stołu”, którego najistotniejsze szczegóły zostały uzgodnione w Magdalence, z udziałem Lecha Kaczyńskiego, lansowanego dzisiaj na smoleńskiego świątka III Rzeczypospolitej.

No i teraz, w 26 lat po tym wszystkim, pan prezes Jarosław Kaczyński, objawił swoim wyznawcom, że wszystko się skawaliło dlatego, że „etos Solidarności uległ doktrynie postkomunizmu i neoliberalizmu”. Skoro taka – jak powiadają gitowcy – poważna zastawka nas spotkała, to wypada nam rozebrać ją z uwagę, co najmniej z taką samą, z jaką Wojski rozbierał przypowieść królowej Dydony. Otóż jeśli traktować poważnie fantasmagorie podawane do wierzenia przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego w hagiografii jego autorstwa, to ani przy okrągłym stole, ani tym bardziej w Magdalence, nic nie mogło zostać uzgodnione albo bez udziału „brata”, albo bez udziału obecnego pana prezesa, w stosunku do którego „brat” zawsze poczuwał się raczej do umiejętności wykonawczych, czemu dał wyraz w spontanicznym meldunku w roku 2005. Zatem pan prezes Kaczyński nie mógł nie mieć wpływu na program gospodarczy „Solidarności” z roku 1989, którego dwa filary („bo Berman oraz Minc Hilary, ludowej władzy dwa filary…”) sprowadzały się do „indeksacji płac i dochodów” to znaczy – pilnowania, by wszyscy dostawali „według żołądków” oraz do ugruntowania pozycji samorządów w zakładach pracy – oczywiście państwowych, no bo jakże by inaczej? Przypuszczenie, że pan prezes Jarosław Kaczyński, a już zwłaszcza jego brat Lech, nie miał żadnego wpływu na treść tego programu, byłoby niegrzeczne. No dobrze – ale co to właściwie znaczy? Ano to, że pan prezes Jarosław Kaczyński nie miał nic przeciwko temu, by uwłaszczona, czy uwłaszczająca się nomenklatura, nie tylko stała się główny organizatorem życia gospodarczego, ale żeby system prawny został podporządkowany interesom tej szajki. Przypuszczenie, że mogło być inaczej, to znaczy, że ani Lech Kaczyński, ani tym bardziej pan prezes Jarosław Kaczyński nie miał wtedy nic do gadania, bo podzielał propagandową tezę, ze wobec „panu Balcerowicza nie ma alternatywy”, stałoby w jaskrawej sprzeczności z opublikowaną właśnie hagiografią, więc jakże jej zaprzeczać? Ale w tej sytuacji musimy przyjąć, że promotorami – cóż z tego, że nieświadomymi rzeczy? – ideologii „doktryny postkomunizmu”, byli bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy. Co gorsza – pan prezes Jarosław Kaczyński nadal jest promotorem „ideologii postkomunizmu”, nawet jeśli czyni to – w co chętnie wierzę – „bez swojej wiedzy i zgody”. Autoryzowany przezeń program rozdawnictwa publicznych pieniędzy za cenę zadłużania przyszłych pokoleń Polaków, jest obliczony – jeśli podjąć próbę jakiejś racjonalizacji tego idiotyzmu – na zaskarbienie sobie nostalgicznych wspomnień na wzór nostalgii za Edwardem Gierkiem, a więc na budowanie sobie pomnika trwalszego od spiżu. Przyszłe pokolenia Polaków będą z tego powodu jęczały w babilońskiej niewoli lichwiarskiej międzynarodówki – ale pan prezes schroni się już przed wszelką krytyką w grobie. To oczywiście jest przypuszczenie uprzejme, bo uznanie, że forsowany przez pretorianów pana prezesa Kaczyńskiego: panią Szydło i pana Morawieckiego program rozdawnictwa, nie jest obliczony na żaden efekt, byłoby już bardzo niegrzeczne…” (Stanisław Michalkiewicz – Brednie pana prezesa)

„…Kierunek, w którym zmierza narracja dotycząca własności, lansowana przez naszych jest oczywisty, reprywatyzacja tak, ale na zasadach które proponujemy i z zastosowaniem pojęć, które proponujemy. Mechanizm ten zmierza też, jak w poprzednich socjalistycznych otwarciach polityki krajowej, do wskazania winnego wszystkich nieszczęść. Nie personalnie i nie w sensie odpowiedzialności za winę, ale tak bardziej propagandowo, żeby kolektyw wiedział kogo ma się obawiać, komu klaskać, a na kogo buczeć. Nie będzie dobrze…

…Przez chwilę oglądałem film „Miasto 44”, ale nie dałem rady. Jeśli na jednym kanale Pawlicki ustawia dyskusję o tym, kto jest właścicielem nieruchomości zniszczonych podczas Powstania, a na innym widzimy to Powstanie i te zabijane dzieci, oraz burzone nieruchomości, to ja w zasadzie nie rozumiem o czym jest ta dyskusja. Przedstawiciele socjalistycznego rządu przedwojennej Polski, zainteresowani kontynuowaniem tej socjalistycznej tradycji po wojnie, sprowokowani do akcji przez fałszywych sojuszników, przyczynili się walnie do zdewastowania miasta. PRL był – czego uporczywie nie chcemy przyjąć do wiadomości – kontynuatorem tradycji II RP, a wielu polityków i urzędników tamego ustroju odnalazło się w strukturach władzy po wojnie. To co nastąpiło w czasie działań wojennych, było – z punktu widzenia władz politycznych Polski – walką frakcyjną. Jedna frakcja musiała ustąpić innej i została przez tę inną frakcję zniszczona. Ocaleli ci, którzy mogli się przydać. Kontynuacją PRL była III RP, a kontynuacją III RP jest to co mamy teraz. Zadajmy pytanie – czy państwo ma jakieś zobowiązania wobec obywateli i w jakim wymiarze zamierza je wykonywać? Jeśli już nie chce, a nie chce, zwracać nieruchomości, zagrabionych, zniszczonych przez głupotę przedstawicieli administracji i armii międzywojennej, to niech przynajmniej nie dopuszcza do tego, by ukrywać właściwych beneficjentów tej jumy i niech nie dopuszcza do tego, by dyskusja o własności zamienianiała się w dyskusję o wywłaszczeniu. Wywłaszczeniom bowiem, kiedy się je raz zacznie nie ma końca…” (coryllus, całość tu: Pawlicki prowadził program o własności)

We wspomnianym przez coryllusa programie nie mogło oczywiście zabraknąć wspomnianego wcześniej Pana Śpiewaka, kreowanego w mediach na „obrońcę ludu”… (Odys)

„…Jan Śpiewak bronił przed wyrzuceniem mieszkańców fińskich domków na Jazdowie tak skutecznie, że otrzymał jeden z domków na żydowski kibuc. Przykro mi ale nie widzę najmniejszego sensu urządzania kibucu w centrum stolicy. Bardziej nadawałby się do tego szczytnego celu jakiś zrujnowany i opuszczony PGR. Śpiewak założył również stowarzyszenie „Miasto jest nasze”, które z powodzeniem startowało w wyborach samorządowych. Zastanawiałam się co to znaczy „miasto jest nasze”? Nasze są ulice, czy kamienice? Poza tym co to znaczy MY? Oby nie okazało się, jak często bywało, że MY to zakamuflowani ONI. Śpiewak odważnie ujawnia afery reprywatyzacyjne w Warszawskim ratuszu. A przecież o tych aferach pisaliśmy od 2008 roku, ale nie było woli politycznej aby się tym zająć. Pierwsze wybiórcze reprywatyzacje miały miejsce już za prezydentury Marcina Święcickiego. Niektórzy z łatwością odzyskiwali swoje lub nie swoje kamienice, inni nie byli w stanie uzyskać nawet informacji o ich stanie prawnym. O skandalicznym przejęciu przez rodzinę Waltz kamienicy ukradzionej Openheimom pisałam w 2012 roku. Pisał również o tym tygodnik „W Sieci”. Teraz odkrycie i nagłośnienie tego faktu przypisuje się Janowi Śpiewakowi i jego, jak kiedyś Leppera, pokazuje przy każdej okazji w telewizji. Widać wyraźnie, że Śpiewak szykowany jest do zagospodarowania kryzysu w Warszawie a być może nawet na stanowisko prezydenta miasta. Nie jest wykluczone, że mieszkańcy Warszawy przekonani, że broni on ich interesów przed złodziejską mafią chętnie na niego zagłosują.

Podobnie ulegli kiedyś promowaniu Wałęsy. Odnoszę wrażenie, że gdyby umieścić główkę kapusty na kiju od miotły i wystarczająco często pokazywać w telewizji miałaby szanse zostać prezydentem miasta a nawet kraju. Śpiewak prezentuje się dobrze i mówi dokładnie to co chcielibyśmy usłyszeć. Troszczy się o wyrzucanych z rabowanych kamienic lokatorów i o instytucje pożytku publicznego. Sam fakt, że jest tak nachalnie promowany powinien nas jednak zastanowić…” (Izabela Brodacka)

całość tu: dakowski.pl – Przekładaniec

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. oraz: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”. i to: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu.


„Sprawa Amber Gold śmierdzi na kilometr. Jak bowiem przez bite trzy lata na rynku Polskim mogła sobie bez skrępowania działać piramida finansowa bez licencji KNF, która oszukała zwykłych ludzi na 850 mln zł? (…) Czy możliwe jest, że to służby specjalne sprokurowały moment wybuchu afery?…

…Z opinii Marcina P. wynika, że młody Tusk mógł szpiegować dla ówczesnego rządu w sprawie sytuacji w OLT. Kontekstem dla całej sprawy miała być prywatyzacja LOT-u. Warto zauważyć, że po wejściu na rynek OLT – który wymusił drastyczne obniżenie cen krajowych połączeń lotniczych – rząd Tuska w sprawie prywatyzacji LOT-u poniósł spektakularną porażkę. Wycofał się bowiem jedyny chętny na zakup narodowego przewoźnika lotniczego – Turkish Airlines. Według „Rzeczpospolitej” – wartość LOTu mogła wynosić nawet około 2 mld zł. Do Skarbu Państwa należało 93,07% akcji tej spółki. Zakładając, że wejście na rynek OLT mogło spowodować, iż do znajdującej się w opłakanym stanie kasy państwowej nie wpłynęło blisko 2 mld zł (Turcy wystraszyli się bowiem tego, że LOT nie wytrzyma konkurencji z OLT), całkowicie nie przekreślałbym zeznań Marcina P., według których wywołanie przez rząd i podległe mu służby „afery Amber Gold” dopiero po 3 latach spokojnego funkcjonowania i łupienia klientów, jest zwykłą karą za inwestycje w OLT, która uniemożliwiła rządowi prywatyzację LOT-u.

Przypomnijmy, że wcześniej Marcin P. ujawnił dokument, rzekomo sporządzony przez ABW, z którego wynikało, że akcja wywołania afery Amber Gold była starannie przygotowana przez służby specjalne. Celem tej akcji było doprowadzenie do wypowiedzenia przez banki komercyjne rachunków bankowych prowadzonych przez Amber Gold, co przyczyniło się do powstania problemów firmy Marcina P. z terminowym spłacaniem lokat swoich klientów oraz wypłatą pensji pracownikom – zarówno Amber Goldu jak i OLT.”

źródło: Amber Gold: zmowa KNF i ABW?

Jako żywo przypomina mi się fragment jednego z nagrań „u Sowy”, na którym Belka wypowiada takie oto słowa: „Zadzwoniłem do Donalda i powiedziałem mu, że sprawa Amber Gold jest dość poważna, że jest to piramida finansowa, ale poważniejsza ze względu na to, że oni są właścicielami tego szybko rozwijającego się OLT Express”Myślę więc że jak najbardziej można przychylić się do tezy iż mniej palącą potrzebą „państwa” w tej sprawie było ukaranie „nielegalnych” mechanizmów w ramach których Amber Gold stwarzał zagrożenie dla prywatnych inwestorów (jak to do tej pory próbuje się wmawiać opinii publicznej), a kluczowym argumentem do chwycenia za pysk akurat tej firmy był fakt, że konkurencja na rynku przewozów lotniczych psuła „interes państwa” (czyt. ludziom establiszmentu), tj. opchnięcie LOTu w ramach prywatyzacji. Jest to standardowy przykład na to jak niebezpiecznym tworem jest państwo (w zasadzie jego chciwy aparat) jeśli dysponuje prawem do dysponowania „publiczną własnością”, i zarządzania nią bez konieczności liczenia się z interesem zwykłych obywateli. Nie mam tu na myśli dobra Pana Plichty, ale nieświadomych depozytariuszy i udziałowców jego biznesu, którzy dzieki „sprawnej interwencji” państwa stracili bezpowrotnie szanse na odzyskanie swoich oszczedności po tym jak zdelegalizowano całe przedsiewziecie. Nie wspominając już o tym jak sie kończy dla podmiotu prywatnego konkurowanie tam gdzie państwo widzi SWÓJ interes, choć to właśnie konkurencja leży jak najbardziej w interesie KAŻDEGO obywatela.

Dokładnie o tego rodzaju zagrożeniu (i że można w ten sposób zniszczyć nawet legalnie działającą firme) wspominałem na samym początku tej „afery” tu: Tusk ściga „Superwizjer” za „Amber Gold”. Polska rajem dla oszustów, kiedy niemal wszyscy byli zapatrzeni wyłącznie na proceder „oszukania inwestorów”, którzy przecież sami (dobrowolnie) zanieśli swoje pieniądze do AG licząc na złote góry (co dla niektórych rzeczywiście tak sie skończyło). Przy okazji należy pamiętać o tym, że ta „piramida finansowa” to tylko licha kupka piachu w porównaniu do PRZYMUSOWEGO wałku (na dużo większe kwoty i skalę rażenia) jakim jest ZUS (o czym więcej tu: Szewczak: Do OFE przypisano nas bez pytania. To jedno z największych oszustw III RP… Jeśli tak to jak nazwać ZUS? Michalkiewicz podaje rozwiązanie). Natomiast co do innej studni bez dna (na pieniądze podatników) czyli wspomnianym wyżej LOT, polecam lekture: „Narodowa dojarka lotnicza”… (Odys)

„…W Polsce znakomita większość tajnych współpracowników służb PRL-u, zajmująca obecnie stanowiska w biznesie, mediach czy polityce, pozostała niezdemaskowana. Szacuje się, że w 1989 r. tylko ze Służbą Bezpieczeństwa współpracowało około 90 tys. tajnych współpracowników. Podobną liczbę współpracowników miały wojskowe służby PRL, które w znacznym stopniu zdążyły zniszczyć swoje archiwa. Dziś już wiadomo, że kopie niszczonych akt trafiały do ZSRR. Wiele wskazuje na to, że Rosjanie mają także kopie kompletu akt SB. W nadzorującym SB MSW rezydentura KGB miała łączników dla każdego pionu – tylko dla wywiadu (departamentu I SB) było ich przynajmniej trzech. Gdy SB zaczęła niszczyć w 1989 r. swoje archiwa (przede wszystkim zaczynając od tych dotyczących najbardziej wpływowych osób), kopie trafiały do ZSRR. Oczywiste jest, że tajne rosyjskie służby używały i używają zawartości tych akt do działań werbunkowych w Polsce. Dziś, aby dokonać pełnej lustracji, nie można robić organizacyjnych manipulacji i wyłączać części zbiorów archiwalnych z poszukiwań archiwalnych. Prawda o „autorytetach” III RP może być szokująca, ale powinna być Polakom znana. Bez tego przebywać będziemy w zakłamanej rzeczywistości. W której „pilota” do znanych i wpływowych osób mają zagraniczne służby.

całość tu: Prawda o „autorytetach” III RP może być szokująca

Prawo i Sprawiedliwość wycofuje się z ekspresowego ujawnienia zbioru zastrzeżonego zgromadzonego w Instytucie Pamięci Narodowej. „Zetka”, w której zgromadzone są do tej pory nieujawniane akta służb specjalnych PRL, będą sprawdzane przez maksymalnie rok, a nie ujawnione w ciągu trzech miesięcy. Z kolei minister Antoni Macierewicz (PiS) chciałby, aby „zetkę” zlikwidować jak najszybciej. Według szefa MON utrzymywanie tajności „zetki” „tworzy fikcyjną elitę ludzi” w życiu publicznym i biznesie.

W obozie PiS nie ma jednomyślności ws. „zetki”. – Czasami ktoś mógł z żyłki przygody współpracować ze służbami PRL, a potem już III RP go przejęła. Dlaczego mamy go pochopnie wywalać za burtę? Czymś innym jest oczywiście sytuacja, w której ktoś współpracował w złej wierze – mówi ważny polityk z kręgu PiS.”

źródło: PiS opóźnia ujawnienie „zetki” – najtajniejszych akt PRL

„…Zdaniem Jeglińskiego nowe przepisy znowu umożliwią, by to politycy i służby decydowały o tym, co zostanie ujawnione, a co nie. – To jest bardzo niepokojące. Każda służba stara się jak najwięcej materiałów zachować dla siebie. Z doświadczenia ostatnich dwudziestu pięciu lat wynika, wiadomo co się działo z tymi materiałami, ludzie dawnych komunistycznych służb mieli dostęp do tych akt, bo mieli ich kopie. Oni są beneficjentami zbioru zastrzeżonego i są najbardziej zainteresowani, aby były tajne – dodał.

Zdaniem opozycjonisty utrzymaniem dokumentów w zbiorze zastrzeżonym jest też po myśli Rosjan, którzy także posiadają tę dokumentację – zapewne nawet w szerszej wersji. Jak zauważył, tylko „całkowite odtajnienie tych zbiorów mogłoby pozwolić na porównanie, jakich materiałów brakuje”. Ponadto przyjęcie rozwiązania, że to komisja złożona ze służb i IPN będzie decydować, które materiały zostaną odtajnione, spowoduje że cały proces przeciągnie się na lata.

W opinii Jeglińskiego, takie przepisy powodują, że likwidacja zbioru będzie uznaniowa, a to w połączeniu z nowym, jeszcze niezniżanym prezesem IPN, stawia cały proces likwidacyjny pod znakiem zapytania. – Krążą różne kandydatury, decyzja o odtajnieniu zbioru będzie zależała od charakteru, woli i zdecydowania nowego prezesa. Jeżeli będzie to człowiek w rodzaju pierwszego szefa IPN, to będzie katastrofa – zauważył.

Jedynym dobrym rozwiązaniem – w ocenie opozycjonisty – będzie odtajnienie wszystkich akt z „zetki”. – To przetnie pępowinę z PRL. Myślę, że najbardziej tajne i delikatne materiały nigdy nie trafiły do zbioru zastrzeżonego. Znana jest praktyka wymyślona przez Kiszczaka, kiedy archiwum MSWiA przeniesiono do IPN, służby pisały w tym samym dniu protokół, że wypożyczają dany materiał. W ten sposób znaczna część materiałów nigdy nie trafiła do „zetki”, tylko dalej posiadały ją służby – wskazał. Stąd też odtajnienie powinno objąć nie tylko zbiór zastrzeżony, ale i te wypożyczone materiały…” (wpolityce.pl, pch24.pl)

źródło: Zbiór zastrzeżony IPN nadal tajny?

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku.

„…Za poprzednich rządów PiS poprzestała na ujawnieniu 9 dziennikarzy pracujących dla WSI. Dlaczego? Okazuje się, że pokusa, aby korzystać z takiej współpracy, jest za silna dla każdej obecnej władzy. Dodatkowe pytanie jest takie, czy współpraca z polskimi służbami dziennikarza zawsze jest naganna. Przykładem niech będzie tu „A”, dziennikarz, który był korespondentem w obcym kraju i podjął współpracę z pobudek patriotycznych z WSI (wynagrodzenie jednak pobierał…), jeszcze inny dziennikarz za pomaganie WSI zapłacił życiem na wojnie.

Dylemat pracy dziennikarzy dla służb jest trudny do rozstrzygnięcia. Przypomnijmy, że przed wojną duża część dziennikarzy (i polityków) pracowała dla słynnej „dwójki” (II zarząd sztabu generalnego, czyli wywiad wojskowy). Problemem jest raczej to, do czego agentura w polskich mediach jest używana. Problemem są także sposoby jej werbunku, które są takie same jak w PRL-u. Czytałem kiedyś notatkę WSI z 2006 r., na której napisane było o dziennikarzu, że ma żonę i dwójkę dzieci, a sypia ze studentką, więc jest na niego „wejście”. Krótko mówiąc: można go szantażować. Czyli mamy sytuację taką, jaką znamy z teczek SB. Oficerowie polskich służb kupują sobie dziennikarzy, płacąc za wystawne kolacje (wybierają celowo drogie lokale, tak aby rachunki wynosiły nie mniej niż 1000 zł), ułatwiając karierę itp. Tacy dziennikarze nie tyle pracują dla służb, co dla swoich prowadzących, a pokusie wykorzystania takiej siły trudno się oprzeć.

Zdarza się również, że mamy do czynienia z etatowymi funkcjonariuszami służb, zatrudnionymi w redakcjach lub stacjach telewizyjnych na stanowiskach dziennikarzy. Tak jest i tak było od lat w wypadku Agencji Wywiadu, która lubuje się w lokowaniu swoich ludzi w opiniotwórczych tytułach. AW ma pod swoją kontrolą jedną z większych gazet w Polsce. Z agencją współpracuje zarówno właściciel, jak i prezes, redaktor naczelny (od lat 80.), na szefie działu informatyki, śledzącemu, co piszą dziennikarze, kończąc.

Czasami mają w związku z tym miejsce zabawne historie. Tak było m.in. w redakcji pewnego tabloidowego dziennika, gdy doszło do poważnej sprzeczki między dwoma jej dziennikarzami, w czasie której obaj licytowali się, który jest wyższego stopnia oficerem i więcej może! Wyglądało to naprawdę komicznie! Warto jedynie zaznaczyć, że obaj wcale nie byli pod wpływem alkoholu podczas opisywanej sprzeczki. Współpraca dziennikarzy ze służbami skutecznie psuje jakość polskich mediów. Ale jest też przejawem brutalnego łamania ich niezależności.” (Jan Piński • warszawskagazeta.pl)

całość tu: Szpiedzy w naszych mediach

podobne: Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia oraz: Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI. i to: Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach. polecam również: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski.

„…Swego czasu naczelny tygodnika „Wprost” Sylwester Latkowski, który wpuszczał w obieg stenogramy nagrań z „Sowa&Przyjaciele”, wiedziony obywatelskim obowiązkiem zdeponował w Prokuraturze całą kolekcję nagrań. Mówiło się też o taśmach z Pałacyku Sobańskich, a nawet z willi premiera, wtedy Tuska, na ulicy Parkowej. Podano nawet, że z „Sowa&Przyajaciele” jest ok. 900 godzin zarejestrowanych pogawędek przy ośmiorniczkach, a z pozostałych miejsc ok. 700 godzin.

W tamtym czasie, gdy te taśmy trafiły w ręce organów ścigania, można było przypuszczać, że celem tego zabiegu jest ukręcenie sprawie łba i zakamuflowanie zawartej tam wiedzy pod pozorem prowadzenia śledztwa. Ot, nagrywali kelnerzy, bo dostawali za małe napiwki, a napuścił ich PiS. Taką niewybredną wersję sporządzono dla ciemnego ludu, zahartowanego zresztą wiarą w „pancerną brzozę”. Z tym, że to była „niezależna” Prokuratura, zależna tylko od widzimisie premiera Tuska. I wiadomo, że działała usługowo, spełniając wszelkie kaprysy władzy.

Natomiast obecnie mamy już Prokuraturę podlegającą „dobrej zmianie”, czemu więc stykamy się z sytuacją jak za tej złej Prokuratury, czyli przeciekami, wrzutkami, odpaleniami. Co stoi na przeszkodzie by ujwanić te taśmy obanżające szemrany establishment III RP? A podobno były tam ciekawe sceny obyczajowe. Można zresztą przypuszczać, że istnieją także materiały filmowe, bo co to w tych czasach za problem umieścić kamerę, a nawet ze dwie.

Podobna sytuacja jest z publikacją aneksu do raportu o WSI. Znowu mnożą się niebywałe trudności, by ten raport ujrzał światło dzienne i widać taktykę „a może zapomną”. Zbiór Zastrzeżony w IPN, miał być udostępniony opinii publicznej, przynajmniej część podlegająca pod MON w lutym, a tu mija kwiecień i nic. Odtajniono teczkę Jerzego Zelnika, tak jakby ostrzegawczo i zapadła znana z III RP, lustracyjna cisza na przeczekanie. Zafundowano nam dziwaczny cyrk wokół teczki TW Bolka. Odgrzano sprawę znaną i wielokrotnie maglowaną. To plus parę nic nieznaczących listów, to niby całe archiwum Kiszczaka?

Nie po to głosowaliśmy na zmianę, by było po staremu. A na razie działania, jeśli chodzi o docieranie do prawdy o III RP są pozorowane. Co z tego, że dowiadujemy się o kolejnych bulwersujących faktach, jeśli odpowiedzialni za nie pozostają bezkarni, a co więcej opływają w luksusy na świetnych posadach…” (Ryszard Makowski źródło: Czas skończyć tasiemiec z taśmami)

podobne: Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? oraz: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i to: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów.

Aneks do Raportu z Weryfikacji WSI, sprawa zabójstwa księdza Jerzego, strategia bezpieczeństwa narodowego, sądowe zeznania świadka Winiarskiego, publicystyka Wojciecha Sumlińskiego.

Co łączy te różne tematy i sprawia, że można dopatrywać się w nich wspólnego mianownika? Znajduję jedną, podstawową cechę – wszystkie są związane z osobą Bronisława Komorowskiego i z środowiskiem, któremu patronował były lokator Belwederu. Wszystkie też należą do spraw skrupulatnie przemilczanych i ignorowanych przez Andrzeja Dudę i układ rządzący…

…Publikacja Aneksu nie jest nam potrzebna dla rozbudzenia emocji lub zaspokojenia ciekawości pospólstwa, ale po to, by obnażyć i przeciąć patologiczne więzi łączące polityków, biznesmenów i ludzi megasłużb sowieckich. Ten przestępczy triumwirat jest fundamentem tzw. układu III RP. Ujawnienie tych relacji to najżywotniejsza kwestia bezpieczeństwa, która winna być priorytetem władzy deklarującej troskę o sprawy obywateli. Każdy dzień zwłoki oznacza kontynuację mafijnych związków i pozbawia Polaków prawa do wiedzy kształtującej wybory polityczne i świadomość społeczną. Dlatego ten, kto nadal ukrywa Aneks wyrządza Polakom ogromną krzywdę i podtrzymuje patologiczne układy. Przypomnę, że decyzja Andrzeja Dudy o odmowie udostępnienia kopii Aneksu na potrzeby prokuratury, spowodowała już umorzenie śledztwa w sprawie wycieku tajnych dokumentów. Oznacza to, że nie poznamy inspiratorów publikacji tygodnika „Wprost” i nie dowiemy się, kto „grał aneksem” przeciwko politykom ówczesnej opozycji.  

Prawda o męczeństwie świętego Jerzego nie jest nam potrzebna, by szukać sensacji. Nawet nie po to, by stawiać sprawców przed sądem, wznawiać procesy, oskarżać i ferować wyroki. Potrzebujemy jej dlatego, by z tej śmierci wyrosło dobro – takie, jakiego ksiądz Jerzy chciał dla Polski i Polaków.

Tym dobrem nie jest III RP – twór komunistycznej sukcesji, powstały na zaprzaństwie i depozycie zbrodniczej wiedzy. Wagę ujawnienia rzeczywistych okoliczności śmierci księdza Jerzego, można zrozumieć wyłącznie w perspektywie tzw. transformacji ustrojowej, u której źródeł leży mord założycielski. Logika tego procesu zakładała bowiem, że zabójstwo księdza, a następnie włączenie wyselekcjonowanej opozycji w proces fałszowania zdarzeń, otworzy drogę do układu „okrągłego stołu” i zbuduje fundament „nowego porządku”. Udział w tym zabójstwie ludzi służb wojskowych PRL oraz włączenie agentury w proces fałszowania prawdy,  do dziś stanowią najmocniejszą gwarancję obcych wpływów i wytyczają relacje życia publicznego i politycznego…” (Aleksander Ścios całość tu: CYROGRAF)

polecam: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną. oraz: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.

„…po sześciu miesiącach sprawowania władzy przez układ Prawa i Sprawiedliwości, nie tylko nie mamy informacji o kulisach rządów reżimu PO-PSL, ale nie doczekaliśmy się próby wyjaśnienia jakichkolwiek przestępstw, afer i matactw poprzedniej ekipy. Przez ostatnie pół roku rząd PiS nie przedstawił ani jednego audytu ministerialnego i nie sformułował żadnego zarzutu pod adresem przedstawicieli reżimu. Polacy nadal nie wiedzą o korupcji, nepotyzmie czy ustawionych przetargach. „Odzyskana” przez PiS prokuratura nie prowadzi postępowań w sprawie afery marszałkowej, stoczniowej, gazowej czy hazardowej, ani w żadnej z setek innych afer, o jakich słyszeliśmy w ciągu ostatnich lat. Nic nie słychać o odpowiedzialności karnej i politycznej za paktowanie z Putinem, o zarzutach zdrady dyplomatycznej, o szukaniu winnych represji i przestępstw sądowych, o rozliczeniu samowoli służb specjalnych, o ściganiu służalczych sędziów, prokuratorów i policjantów. Zadziwia też nonszalancja, z jaką prezydent Andrzej Duda traktuje sprawę Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI – dokumentu, który jest źródłem bezcennej wiedzy o funkcjonowaniu przestępczego układu III RP. „Ta sprawa nie jest w tej chwili najważniejsza” – orzekł następca B. Komorowskiego. „Mam znacznie poważniejsze sprawy, co do których zobowiązałem się względem wyborców” – uznał prezydent i do tej chwili odmawia nawet ujawnienia, czy jest w posiadaniu tajnego dokumentu.
Tylko dwie przyczyny mogą tłumaczyć taką sytuację – albo przez osiem lat popełnialiśmy kardynalny błąd, dopatrując się zła w rządach reżimu PO-PSL, albo obecna ekipa chce ukryć przed Polakami wiedzę o funkcjonowaniu „demokracji” III RP i zamierza uciec od obowiązku rozliczenia poprzedników…

…padła obietnica, że w najbliższą środę rząd dokona prezentacji audytów poszczególnych ministerstw. Przypuszczam, że jeśli w ogóle dojdzie do takiej prezentacji, zostanie ograniczona do rzeczy doskonale znanych, do ogólników i spraw podrzędnych.
Przedstawiciele PiS mogą czuć się bezpiecznie składając puste deklaracje i mamiąc wyborców wizją rozliczenia poprzedniej ekipy. Żadne „wolne” medium nie pozwoli sobie na krytyczną ocenę tej władzy i nie ośmieli domagać spełnienia obietnic (…) Oczekiwania wyborców na rzetelne podsumowanie rządów PO-PSL są częściowo zaspokajane przy pomocy kontrolowanych „przecieków”. Poszczególni żurnaliści „wolnych mediów” otrzymują dostęp do sprawozdań, by epatować odbiorców banałami lub „rewelacjami” o zakupach prezentów. Najbliższa (środowa) inscenizacja może również posłużyć do zwekslowania tematu rozliczeń i zastąpienia go jałowymi zarzutami. Wyborcy PiS cierpią zaś na zbyt głęboki deficyt odwagi i samodzielnego myślenia, by zdobyli się na krytyczną ocenę lub formułowanie żądań…

…W tekście „JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teorie”, z 22 lutego br. przedstawiłem kilka hipotez związanych z kombinacją operacyjną pt. teczki Kiszczaka. Omawiając jedną z nich napisałem – „Może się zatem zdarzyć, że celem obecnej kombinacji jest wprowadzenie do „obiegu publicznego” dokumentów/informacji niekorzystnych lub dyskredytujących układ rządzący. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w odzyskanych przez IPN „zbiorach Kiszczaka” (bądź w prywatnym archiwum innego, prominentnego esbeka) zostaną znalezione dokumenty świadczące o współpracy agenturalnej któregoś z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości bądź informacje obciążające (kompromitujące) najważniejsze postaci „środowiska patriotycznego”. Jeśli wcześniej, z tego samego źródła uzyskano szereg wiarygodnych dokumentów, na jakiej podstawie można wykluczyć prawdziwość tego, konkretnego przekazu? Kto uwierzyłby, że esbek przechowujący oryginały dotyczące TW „Bolka” lub teczki niezwykle cennych agentów, kolekcjonuje w swoich zbiorach pospolite „fałszywki” i zbiera informacje pozbawione znaczenia? Takie „znalezisko” byłoby cennym elementem rozgrywki prowadzącej do rozpisania wcześniejszych wyborów lub przez długie lata pozwoliło eksploatować temat niewygodny dla PiS-u.”
Nietrudno zauważyć, że rozgrywka z tzw. teczkami Kiszczaka stanowiła swoistą cezurę i miała wpływ na decyzję o odstąpieniu od publikacji wyników audytów. I nie tylko, bo niemal w tym samym czasie wyciszono temat ujawnienia „zbioru zastrzeżonego” oraz zrezygnowano z nagłaśniania projektu ustawy ograniczającej emerytury esbeckie. Choć przeszkoda, w postaci obawy o „spowodowanie totalnego chaosu informacyjnego” wkrótce ustąpiła, PiS nie powrócił już do pomysłu ogłoszenia audytów i poprzestał na epatowaniu jałowymi obietnicami.
Ukrywanie wiedzy o stanie III RP i zaniechanie rozliczeń poprzedniego reżimu, jest oczywistym dowodem słabości grupy rządzącej. Świadczy o tym również kondycja sztucznie wykreowanych przeciwników i zakres spraw, jakie zostały narzucone PiS-owi w czasie ostatniego półrocza. Jeśli do miana „najgroźniejszych wrogów” partii pana Kaczyńskiego pretendują – średnio inteligentny sędzia i gromada jazgotliwych zamordystów, trudno się spodziewać, by taka formacja polityczna mogła przeprowadzić autentyczne zmiany lub potrafiła zerwać ze spuścizną III RP.
Skoro bez najmniejszego problemu narzucono PiS-owi nonsensownych „spór o Trybunał” i wepchnięto w zdradliwą „pułapkę demokracji”, nie wolno wierzyć, że partia pana Kaczyńskiego zechce osądzić bandytów i aferzystów lub podejmie jakąkolwiek „kontrowersyjną” sprawę…

…Nie wykluczam, że obecna ucieczka od „tematów trudnych” i brak woli rozliczenia układu III RP , może świadczyć o istnieniu zakulisowych ustaleń i koneksji, w których oportunizm, kunktatorstwo lub groźba użycia komprmateriałów stanowią ważną platformę porozumienia… (Aleksander Ścios całość tu: SPEKTAKL „DEMOKRACJI III RP” – CZY OSTATNIA MISJA AGENTA ?)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach  oraz: Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) 

…jednak to nie jest takie proste ponieważ…

„…ważniejszy jest program polityczny, jaki wyłonił się z przemówienia prezesa PiS. Można w nim wskazać trzy zasadnicze punkty: po pierwsze – wytarzanie Donalda Tuska w smole i pierzu, przy czym nie jest do końca jasne, czy ten zabieg ma poprzedzać egzekucję, czy być karą samoistną. Po drugie – wybudowanie na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wreszcie – po trzecie – przedstawienie w książkach i podręcznikach szkolnych pełnej prawdy o wspaniałych dokonaniach prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Oprócz tych trzech zasadniczych punktów jest również i czwarty, polegający na „dążeniu do prawdy” odnośnie smoleńskiej katastrofy. W tej ostatniej sprawie prezes Kaczyński pochwalił ministra Macierewicza za to, że wraz ze swą parlamentarną komisją „dokonał cudów”. To akurat prawda i sam mógłbym wskazać co najmniej dwa cuda. Otóż – po pierwsze – prezes Kaczyński cieszy się reputacją wirtuoza intrygi, a tymczasem minister Macierewicz, przejmując inicjatywę w sprawie „dążenia do prawdy”, owinął sobie prezesa Kaczyńskiego dookoła palca, zmuszając do podążania ku prawdzie szlakiem przez siebie wytyczonym. W rezultacie prezes Kaczyński nie może już z tego szlaku zboczyć bez narażenia się na ośmieszenie do końca życia… 

Mamy zatem program, który można by uznać za prywatny program prezesa Kaczyńskiego, gdyby nie to, że prezes pełni de facto funkcję Naczelnika Państwa, któremu podporządkowane są inne konstytucyjne organy w postaci prezydenta i rządu. W takiej sytuacji wspomniany program można uznać za program rządu, a nawet – całego państwa…

Skoro tak, to możemy porównać ten program z programem realizowanym na Węgrzech przez premiera Wiktora Orbana. Premier Orban zauważył, że aby zapewnić państwu węgierskiemu swobodę ruchów, trzeba wydobyć je z pułapki zadłużenia. Wymaga to przykręcenia finansowej śruby nie tylko zagranicznym korporacjom, ale również Węgrom – i premier Orban tę śrubę Węgrom przykręca. Mimo to jednak już dwukrotnie wygrał wybory z większością konstytucyjną, co jak dotąd żadnemu Umiłowanemu Przywódcy w naszym nieszczęśliwym kraju się nie udało. Czym wytłumaczyć to społeczne poparcie? Pewne światło rzuca na to sformułowanie zawarte w preambule nowej węgierskiej konstytucji: „korona Świętego Stefana”. Jest to inna nazwa terytorium węgierskiego sprzed traktatu w Trianon, narzuconego Węgrom 4 czerwca 1920 roku jako kary za uczestnictwo Węgier w I wojnie światowej po niewłaściwej stronie. Traktat w Trianon był dla Węgier traktatem rozbiorowym w następstwie czego utraciły one dwie trzecie terytorium państwowego. W tym kontekście program polityczny premiera Orbana jest bardzo czytelny: musimy wydobyć Węgry z pułapki zadłużenia, by państwo odzyskało swobodę ruchów. Wymaga to wprawdzie przykręcania śruby, ale popatrzcie tylko, jaki cel nam przyświeca! I Węgrzy to rozumieją i premiera Orbana popierają. Ale bo też program ten nie jest wyrazem jakichś dynastycznych urojeń, tylko skierowany ku potrzebom państwa, ku potrzebom narodu i ku przyszłości. I dopiero na tym tle możemy ocenić głębokość kryzysu przywództwa, w jakim pogrąża się nasz i tak już przecież nieszczęśliwy kraj.” (Stanisław Michalkiewicz całość tu: Cudowny kryzys przywództwa)

podobne: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?

„…tak samo jak nie powinny Polską rządzić trumny Piłsudskiego i Dmowskiego – tak też nie należy wysuwać do tej roli trumny (respective: sarkofagu) Lecha Kaczyńskiego. Na naszych oczach w tych miesiącach właśnie ujawnia się całkowite bankructwo jego polityki, której aksjomatem były trzy egzotyczne sojusze: wobec Waszyngtonu, wobec państwa i diaspory żydowskiej i wobec masonerii. Były to sojusze kompletnie egzotyczne – bo całkowicie jednostronne, pozbawione cech realizmu, czyli jakkolwiek pojmowanej wzajemności, która jest przecież podstawą każdej realnej dyplomacji.

Poza wspomnianym już aktem lizbońskiej abdykacji z suwerenności parę jeszcze jego decyzji i zaniechań pozostanie na zawsze czarnym memento dla każdego polskiego państwowca – ot, choćby: wstrzymanie ekshumacji w Jedwabnem; rozmontowanie (wspólne z bratem) większości parlamentarnej za życiem; zatrzymanie lustracji (poprzez autosabotaż ustawy o IPN i odłożenie ad acta aneksu do raportu o likwidacji WSI); socjalistyczna awersja do tzw. prywatyzacji, czyli zwrotu mienia zagrabionego polskim właścicielom; gołosłowna retoryka polityki jagiellońskiej połączona z fatalną praktyką izolowania Białorusi; deklarowanie na kredyt wiecznej lojalności sojuszniczej wobec Izraela i jednoczesne koncesjonowanie działalności jawnie antypolskich organizacji w rodzaju B’nai B’rith Polin etc., etc. Na czymże więc miałaby polegać owa tylekroć już deklarowana wola realizacji „politycznego testamentu” Lecha Kaczyńskiego? W naszej historii przypadnie mu miejsce bynajmniej nie monumentalne – między tragedią a groteską – między Sikorskim a Mikołajczykiem.

…Polska racja stanu wymaga dokładnego i szczegółowego wyjaśnienia sprawy Lizbony (2007–2009) – aby mechanizm międzynarodowego szantażu nie został znów bezkarnie zastosowany wobec tych, którzy dziś stoją na narodu czele i dzierżą stery nawy państwowej. To im właśnie, ludziom tak chętnie powołującym się na ów „testament Lecha Kaczyńskiego”, paradoksalnie najbardziej powinno zależeć na wyświetleniu sprawy lizbońskiej – nie mniej niż smoleńskiej…” (Grzegorz Braun • polskaniepodlegla.pl)

źródło: Grzegorz Braun: Pytajcie o naciski – zawczasu nie po fakcie!

podobne: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki.

Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta… bo stanowi nieodłączny element tego burdelu od tzw. „transformacji ustrojowej” którą firmował swoją osobą ś.p. Lech Kaczyński najpierw w Magdalence a później wspierając Wałęsę.

Wmawia nam się że PIS i „oPOzycja” walczą o jakieś zasady (demokratyczne), które mają na celu „dobro Polski”. Nikt jednak nie poczuwa się do obowiązku wytłumaczenia zwykłym ludziom na czym to rzekome dobro miałoby polegać. Nie przeszkadza też żadnej ze stron „sporu” fakt naginania owych zasad (i tzw. „prawa”) do swoich potrzeb. Jakimś „cudem” to co do tej pory (od 25 lat „wolnej polski”) było jednoznaczne i proste w interpretacji (dla wszystkich udziałowców polskiej sceny politycznej) przestało takie być.

Optykę zmieniła walka o polityczną dominację, z czym łączy się osiąganie konkretnych korzyści majątkowych, wynikających z „redystrybucji” środków zwanych „publicznymi”. Gra nie toczy się bowiem o żadne „dobro Polaków”, ale o miejscówki za stołem na którym owo dobro jest rozdzielane. Chodzi o to kto i ile będzie czerpał z tego „dobra nas wszystkich”… DLA SIEBIE i swoich politycznych kolegów.
„Dobra zmiana” która postanowiła zagarnąć wszystkie insygnia władzy dla siebie wywołała klasyczny konflikt interesów z POprzednią władzą (będącą obecnie w opozycji – czyt. z dala od głównego koryta) i o to właśnie toczą się te wszystkie boje zwane „obroną demokracji”. Rewizja dotychczasowego przepływu publicznych pieniędzy „w gospodarce” (czyt. do wyznaczonych przez władzę dworów/przyjaciół królika), przestraszyła POprzedników utratą pozycji i zysków jaką sobie przez lata wybudowali. To dlatego każda ze stron postrzega „interes państwa/obywateli” zupełnie inaczej, i ma na swoje (Sejmu lub Trybunału Konstytucyjnego) działanie zawsze jakieś prawno/proceduralne usprawiedliwienie, naginające przepisy w sposób dla siebie korzystny i przedstawiając to opinii publicznej jako jedynie słuszną wersję „prawa powszechnie obowiązującego” – bezprawną tylko w mniemaniu politycznego przeciwnika.

Tymczasem ani żadne „ale” (uzasadnienie), ani owe „zasady” (prawo) nie usprawiedliwiają tego co się w rzeczywistości dzieje. Tu nie chodzi o to kto był pierwszy (jajko czy kura) i kto bardziej naruszył „prawo” (czytaj interes partyjny sitwy która obecnie rządzi, bądź tej która zajęła jej miejsce w opozycji). Chodzi o to że tak ustawodawstwo jak i sądownictwo to DWA ODDZIELNE byty (o egzekutywie, i o tzw. 4 władzy nie wspominając). Nie po to bowiem ktoś wymyślił trójpodział władzy, żeby potem jedna z nich wykorzystywała przewagę w którymś ze swoich organów (Sejmie, tudzież w Trybunale) by narzucać swoją wolę pozostałym, sięgając tym samym po władzę absolutną. Na tym się bowiem zasadza ISTOTA BEZPIECZEŃSTWA NAS – OBYWATELI przed NIMI czyli władzą, że one się gdzieś jednak wzajemnie ograniczają i kontrolują. Jeśli zaś nie potrafią powstrzymać własnych ambicji, i nie potrafią obronić interesu obywateli przed zakusami swoich ustawowych rywali, to na co komu taki sejm czy sąd, tudzież prezydent? W takim momencie nie może być mowy o ŻADNYM „interesie obywateli”.
Pora zdać sobie sprawę z tego, że pomimo „walki” miedzy Sejmem a TK (czyli między jednym a drugim obozem władzy), tak naprawdę WSZYSTKIE kluczowe (w sposób zgubny dla narodu) ustawy już dawno obowiązują i działają, a kolejne ciągle są wprowadzane w życie. Więc nie dajmy sobie wmówić że ta „wojna na górze” toczy się o jakiś „narodowy interes” bo to jest nieprawda.
Osobiście od dłuższego czasu kibicuję temu, żeby Sejmowe gnioty sięgające coraz głębiej do kieszeni podatników nie mogły zostać opublikowane z racji swojej niekonstytucyjności. Nie interesuje mnie szanowny Sejmie twoje „prawo” do ustaw, jeśli sięgasz dzięki niemu coraz głębiej do kieszeni, zadłużając mnie i resztę obywateli tego „nieszczęśliwego kraju” na kolejne pokolenia. Tak samo nie interesują mnie twoje wyroki szanowny Trybunale Konstytucyjny jeśli dotyczą „spraw własnych”, podczas gdy bez sprzeciwu puszczane są w obieg sejmowe gnioty sankcjonujące złodziejstwo. Więc dopóki oba twory pracują wspólnie i w porozumieniu we WŁASNYM interesie kosztem Polaków, to ja się nie dam nabrać na propagandę jakoby któraś ze stron walczyła w moim interesie. Mam gdzieś „dwa porządki prawne” jakie z tego tytułu powstają (bo nie powstają), jeśli żaden z nich nie poprawia faktycznie sytuacji w której na dzień dzisiejszy czeka mnie przyszłość bez emerytury pomimo LEGALNEGO nabycia do niej praw. Co mnie obchodzi stołek jakiegoś urzędnika/figuranta z TK, „uciemiężonego” z tego powodu że nie może publicznie demonstrować swoich poglądów politycznych (obecnie na „zwolnieniu lekarskim” łazi po telewizjach jak jakiś męczennik i bohater), kiedy w tym samym czasie Polakom (którzy go utrzymują z podatków i „składek”) ciężko jest znaleźć godnie płatną pracę i muszą w jej poszukiwaniu tysiącami emigrować za granicę.

Jak dla mnie do tego kompletu „sparaliżowanych organów” (walczących tak naprawdę wyłącznie o SWÓJ interes) brakuje jeszcze władzy wykonawczej i tzw. czwartej którą PIS bezczelnie nazywa „narodową TV” – po to by biedni ludzie myśleli że coś się zmieniło w dotychczas serwowanej jakości informacji. Tylko ktoś totalnie zanurzony w propagandzie „nowej” władzy może uznać że „Bodo”, tureckie seriale, odgrzebana PRLowska poligramota w postaci „sondy”, „pegaza”, czy „teleranka”, tudzież małpowanie konceptu TVNowskiego „szkła kontaktowego”, a już szczególnie uchwalenie za te „ofertę” PRZYMUSOWEGO haraczu (czy ktoś „to” ogląda czy nie), jest tym co wyczerpuje wymogi tzw. „misji publicznej” (tj. wychowaniu społeczeństwa obywatelskiego). Jeśli tak ktoś myśli i uważa poparcie dla tego czegoś za przejaw patriotyzmu to współczuje.
Zamiast „sprawnego działania” tych szkodników życzę wiec sobie, by w końcu ONI wszyscy razem (i każdy z osobna) nie mogli nawet palcem ruszyć dla „dobra kraju”. Niech nareszcie Polacy staną się wolni od tej „opieki”… Może wtedy zacznie się ludziom chcieć żyć po swojemu a nie tak jak im Pan Kaczyński, Schetyna, Petru, Kosiniak Kamysz, czy inny Rzepliński (jedna wielka socjalbanda) każą, biorąc ze swoje „nieocenione usługi” niemałe pieniądze.

Propagandyści obu obozów oraz inni ściemniacze/uciekacze od istoty problemu polskiej biedy, epatujący nas codziennie tym żerowiskiem szczurów jako „racją stanu”, będą mieli dzięki tej orgii chaosu nieskończone źródło tematów dla swoich coraz bardziej pudelkowych felietonów, ale im dłużej trwa ten cały „impas” tym szybciej się znudzi NORMALNYM ludziom, którzy być może w końcu przejrzą na oczy i zaczną zadawać pytania nie o „wojnę na górze” (za którą płacą ciężkie pieniądze odbierane im POD PRZYMUSEM), ale o to gdzie jest do cholery ta cała „dobra zmiana” i „interes narodu”, i czemu bez względu na to kto pełni te rolę to i tak nic się dla przeciętnego obywatela nie zmienia. Dzięki temu cyrkowi (i im dłużej on trwa) jest szansa na to że chociaż część obecnych wyborców zniesmaczona tą małpiarnią, w kolejnych już wyborach odda swój głos na kogoś NORMALNEGO spoza tego układu POPIS/nowoczesna/PSL (czy ich ideowe przybudówki)… (Odys)

podobne: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

W jednej ze swoich książek („Milczące psy”) Waldemar Łysiak we fragmencie dotyczącym fikcyjnej instrukcji Katarzyny Wielkiej dla jej ambasadora w Polsce, trafnie odmalował to co sie dzieje obecnie zwracając uwage na istote problemu bezkarności władzy i wynikającej stąd szkody dla zwykłego obywatela, oraz w czym tkwi siła naszego narodu. Niezależnie od tego kto do tej pory rządził wygląda to tak:

„…Polacy. Nie można zaanektować ich państwa, bo trzeba byłoby dzielić się z Prusami, Austrią, Turcją i Bóg wie z kim jeszcze; narzuca to europejska równowaga sił.

…Należy raczej zdemoralizować ich do szpiku, zostawić im formalną swobodę, z całym teatrum nazw i symboli, które tak kochają, z całą honorową frazeologią, która jest ich narkotykiem, z konstytucyjnymi prawami o fałszywej wartości, i przytroczyć do siodła niewidzialną liną, której jeden koniec trzymasz mocno w dłoni, a drugi zakotwiczyłeś w sercach ,,milczących psów”, co sprawują tam władzę. Szarpniesz i kukiełki robią żądany ruch…

Stworzymy tam nową oligarchię, która będzie okradać własny naród nie tylko z godności i siły, lecz po prostu ze wszystkiego, głosząc przy tym, że wszystko, co czyni, czyni dla dobra ojczyzny i obywateli. Niższe szczeble tych krwiopijców będą uzależnione od wyższych w nierozerwalnej strukturze piramidy. Trzeba będzie starać się, by w piramidę wpasowany był każdy zdolny i inteligentny człowiek, by zechciwiał w niej i spodlał. Niedopasowywalnych szaleńców, nieuleczalnych fanatyków, nałogowych wichrzycieli i każdą inną wartościową jednostkę wyeliminujemy operacyjnie…”

„…Nie wiem czy wszyscy już to dostrzegli, ale ja właśnie zadałem pytanie o sens niepodległości bez własności. Oto kosztem niewyobrażalnych ofiar odzyskujemy niepodległość, czyli nasze państwowe dekoracje, po to, by w tym rzekomym państwie żyć jak niewolnicy, traktowani w dodatku wrogo przez urzędników tego państwa. To jest poważny paradoks wynikający z niezrozumienia tego czym jest państwo i jaka jest hierarchia organizacji. Już o tym pisałem, ale jeszcze powtórzę: większość tak zwanych niepodległych państw to dekoracja i fikcja mająca maskować interesy wielkich instytucji finansowych, które posługując się retoryką niepodległościową, załatwiają różne sprawy na rynkach światowych. Jeśli ktoś daję się w tę grę wciągnąć sam jest sobie winien. Czasem jednak nie ma wyboru. I my to doskonale wiemy. Nie wszyscy jednak, bo sięgające pod niebo piony formacji urzędniczych sądzą, że jest dokładnie odwrotnie, że to oni i ich dobrostan, jak sobie lubił czasem zażartować Migalski, są przedmiotem troski organizacji globalnych. Otóż spieszę z życzliwym wyjaśnieniem – nie jest to prawda…

Warto przy tym też zapytać kto chce zarobić dziś na tym, że ziemia w Polsce wolnej i niepodległej, w Polsce która oddaje hołd tym rzekomo niepodległościowym tradycjom, wyłączona jest w obrotu rynkowego

…Teraz pora wyjaśnić co jest istotą tak zwanych dojrzałych demokracji. Czy jest to prawo obowiązujące wszystkich poddanych, to jest, chciałem rzec obywateli? Nie, istotą dojrzałych demokracji są ukryte hierarchie, dla których prawo jest pretekstem do wyduszania pieniędzy z niewolników zwanych obywatelami oraz do ciągłej ich degradacji. Nie tylko finansowej, ale także moralnej

…Ktoś może powiedzieć, że doszedłem do ściany, bo kwestionuję sens odzyskiwania niepodległości. Nieprawda, ja tylko kwestionuję sens jej tracenia. Oto Polska w XVIII wieku, omamiona ideą postępu położyła głowę na pieniek. Potem zaś przez 122 lata próbowała sobie tę głowę nieudolnie przykleić do korpusu z powrotem w myśl zaleceń płynących z demokratycznych stolic. Kiedy się to w końcu udało okazało się, że głowa gada w jakimś niezrozumiałym języku o sprawach, które nie rokują za dobrze. Całość zaś przypomina trochę stwora, co go wyprodukował doktor Frankenstein w demokratycznej Szwajcarii, przytułku wszelkiej maści rewolucjonistów. I tak jest do dzisiaj.

Historia uczy nas, że państwo może upaść, ale naród zostaje. Jeśli jednak nasi ciemiężyciele, potomkowie carów i Wilhelmów porzucą swoją tradycję i zaczną małpować zasady dojrzałych demokracji, przy usilnym wsparciu ideologicznym ze stolic tychże demokracji płynącym, to może się okazać, że i naród nie przetrwa. Nic bowiem nie stoi w miejscu i nie ma już powrotu do pogodnych czasów Hakaty. Ludzie się uczą, a do tego pokładają jeszcze wiarę w tej nauce. I zgodnie z postępem zmieniają metody działania – patrz Hitler i Stalin.” (coryllus całość tu: Polacy i ich londyńskie banki)

podobne: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni? oraz: Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu i to: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność. a także: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii.

„…Niestety nie wszyscy ludzie są zdolni zrozumieć długookresowe skutki życia bez praw własności i opierania stosunków społecznych na rabunku.

Dlatego też mądre społeczeństwa obwarowały fundament swojego sukcesu – własność prywatną – bastionem prawa chroniącego ją i gwarantującego, że każdy, kto wyciągnie rękę po cudze mienie, ponosi ryzyko spotkania się z brutalną przemocą odwetową. Jeśli bowiem ktoś nie jest zdolny pojąć że rabunek w długim okresie czasu doprowadzi go do zguby, musi być uświadomiony, że zguba czeka go także w bliskiej przyszłości, a nawet, że nadejść może jeszcze w chwili, gdy podejmie próbę kradzieży. Tylko wtedy możemy zniechęcić niektórych przed sięganiem po owoce cudzej pracy i konsumowanie ich, mimo, że nie przyłożyli do ich wytworzenia ani odrobiny wysiłku i nie należą im się. Jeśli jakieś społeczeństwo decyduje się znieść groźbę przemocy odwetowej w przypadku rabunku, społeczeństwo takie podmywa fundament swojego własnego dobrobytu i stabilności społeczno-gospodarczej.

Gdy sąd ogłasza, że wolno kraść i złodziej nie poniesie konsekwencji, dla wielu ludzi znika motywacja do uczciwej pracy i handlu, gdyż rabunek jest prostszy i wymaga mniej wysiłku w stosunku do uzyskanej korzyści. Ludzie pozbawieni wewnętrznej moralności, niezdolni do odróżnienia dobra od zła, będą kierowali się właśnie takim prostym rachunkiem zysków i strat. Gdy tylko zauważą, że współczynnik profit/loss jest wyższy dla kradzieży, niż dla pracy i handlu, nic nie powstrzyma ich przed rozgrabieniem wszystkiego, co wypracowali uczciwi i moralni członkowie społeczeństwa.

Na marginesie warto też dodać, że z punktu widzenia etyki, nie ma zasadniczo żadnej różnicy, czy rabunku dokonuje głodny biedak osobiście wynosząc bułkę ze sklepu, czy też robi to w jego imieniu urzędnik skarbowy opodatkowując sklepikarza a następnie przekazując część tak zdobytych funduszy głodnemu biedakowi. Z punktu widzenia ekonomii druga sytuacja jest jeszcze gorsza, gdyż urzędnik musi zrabować nieco więcej sklepikarzowi, aby utrzymać, poza biedakiem, także siebie i swoją rodzinę. Tak czy inaczej, w obu przypadkach mamy do czynienia z legalizacją rabunku a więc z regresem społeczeństwa do stanu sprzed powstania cywilizacji i prawa. Jeśli ktoś ma wątpliwości, musi uświadomić sobie, że „prawo” dopuszczające kradzież to w istocie anty-prawo, to zaprzeczenie ludzkiej wolności i własności, a więc dwóch podstawowych zasad, w oparciu o które opiera się zaawansowana cywilizacja.” (Rafał Trabski)

całość tu: Koniec ludzkiej cywilizacji

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej. oraz: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Rafał Ziemkiewicz: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?

PS…

„Skoro każdy człowiek ma prawo bronić swojej osoby, swojej wolności i swojej własności – nawet używając siły – grupa ludzi ma prawo zorganizować i utrzymywać wspólną siłę, aby bronić tych praw stale.” (Frederick Bastiat – „Prawo” Paryż 1850)

Koncepcja oporu bez przywódcy została wysunięta przez pułkownika Uliusa Louisa Amossa, założyciela International Service of Information Incorporated z siedzibą w Baltimore w stanie Maryland. Amoss zmarł ponad piętnaście lat temu, ale w trakcie swojego życia był niezmordowanym przeciwnikiem komunizmu, a także wykwalifikowanym oficerem wywiadu…

Z upływem czasu nawet dla bardziej ograniczonych spośród nas będzie stawało się jasne, że głównym zagrożeniem dla życia i wolności ludzi jest rząd. Niewątpliwie ucisk, z jakim mamy dziś do czynienia ze strony rządu, wyda się dziecinadą w porównaniu z tym, co zaplanował on [rząd] na przyszłość.

Tymczasem istnieją ludzie, którzy wciąż mają nadzieję, że niewielu zdoła jakimś sposobem zrobić to, czego nie udało się dokonać wielu. Jesteśmy świadomi, że zanim rzeczy będą się miały lepiej, z pewnością będą się miały gorzej, jako że rząd demonstruje chęć użycia przeciw dysydentom coraz ostrzejszych środków państwa policyjnego…

…Z pewnością ta walka staje się w szybkim tempie i w znacznym stopniu kwestią indywidualnych działań; każdy z jej uczestników podejmuje w ciszy swojego serca decyzję, żeby się przeciwstawiać: przeciwstawiać się z użyciem wszelkich koniecznych środków. Trudno przewidzieć, co zrobią inni, bo żaden człowiek nie zna w pełni serca drugiego człowieka. Wystarczy wiedzieć, co zrobi się samemu. Wielki nauczyciel powiedział kiedyś: „Poznaj sam siebie”. Udaje się to niewielu osobom, ale niech każdy z nas obieca sobie, że nie przystanie potulnie na los, jaki zaplanowali nasi niedoszli władcy.

Wykorzystując koncepcję oporu bez przywódcy wszystkie poszczególne osoby oraz grupy działają niezależnie od siebie i nigdy nie zgłaszają się do żadnej kwatery głównej ani do żadnego przywódcy po rozkazy albo instrukcje, jak robiliby to ludzie należący do typowej organizacji o modelu piramidy.

…Nie jest to bynajmniej tak niepraktyczne, jak się wydaje, bo jest bezsprzecznie prawdą, że w każdym ruchu wszystkie zaangażowane w niego osoby mają takie samo podejście do najważniejszych spraw, znają tę samą filozofię, i generalnie reagują na dane sytuacje w podobny sposób. Historia komitetów korespondencyjnych podczas Rewolucji Amerykańskiej pokazuje, że tak właśnie jest.

Jako że ostateczny cel oporu bez przywódcy to zniesienie tyranii państwa (tym przynajmniej zajmujemy się w niniejszym opracowaniu), wszyscy członkowie ukrytych komórek albo poszczególne osoby będą mieli tendencję do reagowania na obiektywne wydarzenia w ten sam sposób – poprzez zwyczajną taktykę oporu. Powszechnie dostępne narzędzia dystrybucji informacji, takie jak gazety, ulotki, komputery itd., dają każdemu człowiekowi wiedzę o bieżących wydarzeniach, pozwalając na zaplanowaną reakcję, która przyjmie różne formy.

…Z punktu widzenia tyranów oraz niedoszłych potentatów federalnej biurokracji i agencji policyjnych nic nie jest bardziej pożądane niż to, aby ci, którzy się im sprzeciwiają, mieli ZJEDNOCZONĄ strukturę dowodzenia i aby każdy sprzeciwiający się im człowiek należał do grupy opartej na modelu piramidy. Takie grupy i organizacje łatwo zniszczyć…

ostatnią rzeczą, jakiej chcieliby rządowi szpicle, gdyby mieli w tej sprawie coś do powiedzenia, byłoby istnienie tysiąca rozmaitych małych ukrytych komórek sprzeciwiających się im [szpiclom]. Taka sytuacja to wywiadowczy koszmar dla rządu zdeterminowanego, aby dowiedzieć się wszystkiego, co możliwe, o tych, którzy mu się sprzeciwiają. Funkcjonariusze federalni, zdolni zgromadzić w dowolnej chwili olbrzymią ilość cyfr, ludzi, danych wywiadowczych oraz sił i środków, potrzebują jedynie centralnego punktu, w który skierują swój gniew. Pojedynczy przypadek infiltracji w organizacji typu piramidowego może doprowadzić do zniszczenia całości.

Tymczasem opór bez przywódcy nie daje funkcjonariuszom federalnym pojedynczej sposobności do zniszczenia znacznej części Ruchu Oporu.

…Jest zatem jasne, że czas już przemyśleć na nowo tradycyjną strategię i taktykę oporu wobec współczesnego państwa policyjnego. Ameryka w szybkim tempie stacza się w ciemną noc tyranii państwa policyjnego, w którym prawa uznawane teraz przez większość za niezbywalne znikną. Niech nadchodząca noc zostanie rozświetlona tysiącem punktów oporu. Opór wobec tyranii musi być jak mgła, która tworzy się w wymagających tego warunkach i znika, gdy ich nie ma.

całość tu: Opór bez przywódcy  wiecej tu: Dr Brzeski: Ruch oporu bez przywódców

podobne: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”?  oraz: Totalna kontrola populacji. Amerykański Wielki Brat implementuje Orwella i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski” a także: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW. polecam również: 10 chwytów ciemnych typów… i jeszcze: „Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji. Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?

Kryzys przywództwa - rys. MAGIC

Kryzys przywództwa – rys. MAGIC

Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)


Albert Einstein (niebezpieczeństwo, zło dobro, ignorancja, bezczynność, ludzie)

„Prawo zdeprawowane! I policja, władza państwa zdeprawowana razem z nim! Prawo, twierdzę, nie tylko odwróciło się od swojego właściwego zadania, ale zostało zmuszone do osiągnięcia całkowicie przeciwnego celu! Prawo stało się narzędziem siły każdego rodzaju chciwości! Zamiast powstrzymywać przestępstwo, prawo samo jest winne przestępstwom, które mniema się, że powinno karać! Jeśli to jest prawdziwe, to jest to poważnym faktem i moralny obowiązek wymaga ode mnie by zwrócić uwagę na to moich współobywateli.”

„Jeden z najważniejszych tekstów Fryderyka Bastiata napisany na krótko przed jego śmiercią w 1850 r. Treść niezwykle aktualna również w dzisiejszych czasach. Czyta profesjonalny lektor p. Tomasz Agencki”. Źródło: bastiat.pl

podobne: Tacyt: „Przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Rekordy biurokracji, zmiany w prawie karnym i schizofrenia Platformy. Państwo jak rabuś czyli… komu to wszystko służy? oraz: Wewnętrzna sprzeczność czyli… państwo i wolność i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. a także: Sprawiedliwość – „Układ zamknięty”?

Frédéric Bastiat – Prawo

„…Sprawiedliwość nie jest zemstą. Także nasze działania na rzecz lustracji nie miały nic wspólnego z zemstą czy odwetem. To była przede wszystkim próba zbudowania nowych struktur państwa i służby publicznej, także z udziałem byłych konformistów i byłych komunistów, aż do zdrajców włącznie. Podstawowym kryterium wykluczenia z nowych struktur służby publicznej był brak wiarygodności danej osoby, uniemożliwiający dalsze pełnienie przez nią wysokiej funkcji publicznej; dopiero w drugim rzędzie prawna kwalifikacja ich czynów z przeszłości.

Ci, którzy zostali wykluczeni ze służby publicznej w procesie lustracyjnym, nie mieli owej wiarygodności, ponieważ wcześniej za plecami swoich współobywateli pracowali przeciwko nim oraz czerpali ze swojej bez wątpienia uprzywilejowanej pozycji konkretne korzyści, których inni nie mieli. Można powiedzieć, że w wyniku podjętej współpracy z dyktaturą, ich sytuacja była nieporównanie lepsza od tej, w jakiej znajdowali się wszyscy pozostali. Jeśli mieli na przykład konflikt z prawem, mogli uniknąć procesu przed sądem i kary dzięki interwencji służby bezpieczeństwa. To była oczywista forma uprzywilejowania. Mogli być także faworyzowani w pracy zawodowej, mogli mieć ułatwioną drogę kariery i często też tak właśnie było. Jest dla mnie sprawą zupełnie oczywistą, że to właśnie ten element uprzywilejowania jest argumentem na rzecz bardziej surowego potraktowania tych ludzi dzisiaj.

Tutaj nie chodzi o dokładne rozstrzygnięcie, kto z nich był dobry, a kto zły, ale o stwierdzenie, kto z nich nadal nadaje się do pracy w służbie publicznej, a kto nie. Jest to motywowane pragnieniem wyrównania krzywd i odpowiedzialnością za ustanowienie nowych struktur państwa

…Zakładam, że także w Polsce były różne rodzaje nieoficjalnej współpracy. Byli więc tacy, których zmuszano do składania podpisów, inni podpisywali dobrowolnie, jeszcze inni byli po prostu gadatliwi i nieostrożni albo kierowali się jakimś rodzajem lewicowego idealizmu. Na pewno trzeba na te wszystkie przypadki patrzeć w sposób zróżnicowany i nie można każdego nieoficjalnego współpracownika uznać od razu za łajdaka i zdrajcę. Można natomiast powiedzieć, że oni wszyscy przekroczyli pewną granicę, na którą większość ich kolegów miała baczenie

…Jaspers powiada: wina nie jest tylko problemem karno-prawnym. Jeśli zdefiniujemy ją tylko w aspekcie prawa karnego, to jedyną odpowiednią instancją do jej oceny jest sąd. Wina ma jednak również kontekst osobisty, moralny, ale wtedy sąd przestaje być odpowiednią instancją do jej rozpatrywania. Taką instancją stają się inni, przede wszystkim ci, wobec których dopuszczono się niesprawiedliwości. Do tego dochodzi jeszcze wymiar metafizyczny i teologiczny.

Kiedy więc chodzi o wykroczenia, wymierzone w innych ludzi, nie powinniśmy zbyt pochopnie rezygnować z możliwości zdobycia realnej wiedzy o nich, z przeanalizowania ich charakteru, z poszukiwania prawdy. Taka postawa w istocie czyni ludzi bezbronnymi wobec zła. Jeżeli bowiem państwo nie podejmuje swojej roli w organizowaniu warunków sprawiedliwości, to tym samym daje wyraźny sygnał, iż w istocie nie wierzy w to, aby ludzie potrafili dokonywać właściwych wyborów w krytycznych moralnie sytuacjach. A przecież chodzi tylko o to, aby dać ludziom możliwość zdobycia wiedzy, dzięki której mogą ustalić swój pogląd i właściwą ocenę, trzeba tylko otworzyć archiwa, dostarczyć informacji i ustalić, jakie kryteria będą nas wszystkich obowiązywać w dążeniu do prawdy. Nie wystarczy mieć sędziów, potrzebne są także spisane reguły, które będą ich obowiązywać.

…Jeśli weźmiemy przykład Pańskiego kraju, to zobaczymy w jak paradoksalnej sytuacji znaleźli się dzisiaj byli opozycjoniści prześladowani przez służbę bezpieczeństwa. Mogą jedynie oszołomieni przyglądać się bezradnie, jak byli funkcjonariusze robią kariery na najwyższych szczeblach państwa, a jedyne, co im pozostaje, to tylko krzyczeć z wściekłości. (…) Tym ludziom pozostała tylko wściekłość, ponieważ państwo nie wykonało swojego obowiązku, swojego podstawowego zadania, jakim jest sprawiedliwość. I należałoby wprost zapytać, dlaczego państwo w Polsce uchyliło się od tego zadania. Chciałbym na koniec wrócić jeszcze do jednej bardzo ważnej kwestii. Mówiłem wcześniej o syndromie taniej łaski. To pojęcie pochodzi od Dietricha Bonhoeffera. W swoich teologicznych pracach zwracał uwagę na to, że nie należy minimalizować aspektu boskiej sprawiedliwości. Nie można traktować Boga jak dobrego wujka, który – chyba powiedział to Wolter – po prostu ma przebaczać, bo to w końcu jest jego zawód. I w tym teologicznym kontekście Bonhoeffer sformułował problem taniej łaski. Problem ten pojawia się zawsze wtedy, kiedy ludzie nie chcą znać prawdy, kiedy nie chcą jej dociekać. Dlatego uważam, że wybaczenie, pojednanie jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie posiadamy wiedzy na temat przeszłości lub mamy jedynie okruchy tej wiedzy…” (Joachim GAUCK)

całość tu: „Sprawiedliwość jako warunek pojednania”

„Gdy wybuchł ostatni skandal z Lechem Wałęsą i tzw. szafą Kiszczaka, prezes IPN wystąpił z apelem, aby ubecy pooddawali ukradzione dokumenty. Chyba sobie żartował. Ludzie, których przez ponad ćwierć wieku nie rozliczono za mordy polityczne popełnione podczas 45 lat trwania komuny mieliby odszukać przyzwoitość w swoich sercach i potulnie odnieść władzom kartony sprywatyzowanych raportów i teczek operacyjnych? Można się modlić, aby tak się stało, ale liczyć na to raczej jest naiwnością, być może oprócz paru wyjątków.

Ponadto, dlaczego niby tajni policjanci PRL mieliby pozbywać się źródła dochodu? Przecież wyniesione akta to źródło wiedzy o konkretnych ludziach. Ludzi tych się prowadziło i przed, i po 1989 r. Właściwie tylko garstka umoczonych miała odwagę cywilną publicznie przyznać się do swoich grzechów. To świetnie załatwiało sprawę, bo wszystko wyszło na jaw i nie było na nich już haków. Ale większość zataiła swoją współpracę, a to już ze wstydu, z nadzieją, że wszystko się skończyło (przecież „padła komuna”, nie?) czy z przyzwyczajenia brnąc nadal w kłamstwo. I najważniejsze: milczano, bowiem czerpano z tego brudnego układu wymierne korzyści. Nawet gdy umoczeni ludzie wzbili się na wyżyny finansowe dzięki brudnym układom i wydawało im się, że pieniędzmi wyemancypowali się z jarzma swych oficerów prowadzących, zwykle kupując sobie potężniejszych goryli-ochroniarzy, to i tak przecież funkcjonowali w ramach stworzonego w 1989 r. układu okrągłostołowego, czyli postkomunistycznego. I w tym sensie widmo przeszłej współpracy wlokło się za nimi. Byli nadal podatni na szantaż. Ich sukces opierał się na podłości, kłamstwie i złu…

Od 27 lat ten ten sam modus operandi, to ten sam swołocz transformacji.

…czyli zachowania z systemu komunistycznego jak najwięcej form, symboli i personelu na prominentnych stanowiskach w polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze. Co krok kłaniają się nie tyle zaniedbania czy nawet zaniechania, ale wręcz kryminalna bezkarność ubeków. Bezkarność ta wpisana była w proces transformacji systemowej. Trzeba z tym zerwać, trzeba ich w końcu rozliczyć. Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo. Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego…” (prof. Marek Jan Chodakiewicz – Rozliczyć ubeków)

podobne: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów. oraz: Buchalter z Auschwitz skazany, UBek uniknie więzienia czyli… dysonans POznawczy ugruntowany na fałszywej legendzie (Jerzy Buzek, TW „Karol”). i to: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce.

A oto przykład na żywym organizmie owego modus operandi transformacji…

„Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

Ojciec i syn specjalizowali się w stosunkach polsko-izraelskich. Jako to możliwe, że rząd Beaty Szydło pielęgnuje takiego dyrektora w tak ważnym resorcie? Chcemy wierzyć, że to jedynie wypadek przy pracy.

Biogramu Piotra Puchty darmo szukać w Internecie. Oficjalne notki biograficzne podają jedynie lakonicznie, że pracę w MSZ rozpoczął w… 1985 r. Jak ustaliliśmy przez wiele lat Piotr Puchta (syn wiceszefa Wojskowych Służ Informacyjnych) pracował w Izraelu i był oficerem spec służb wojskowych kierowanych przez gen. Kiszczaka w słynnej później z czasów WSI jednostce 3362 (pod takim samym numerem co Zarząd II funkcjonowały potem WSI). Teraz jest szefem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu w MSZ kierowanym przez ministra Witolda Waszczykowskiego z PiS, co potwierdziło nam biuro prasowe ministerstwa.

Historia Puchty juniora, a tym bardziej jego ojca, zapisana na kartach w IPN balansuje pomiędzy tym, co prawdziwe, a tym, co niedopowiedziane. Chociaż sam zainteresowany dla systemu IPN nie istnieje, „Warszawskiej” udało się go znaleźć tam, gdzie się jego biogramu spodziewaliśmy…

Dziennikarskie śledztwo „Warszawskiej Gazety” wprost od Ahmada Sameha Abu Mizera opisanego w tekście „Mossad na serwerach” doprowadziło do dzisiejszego dyrektora w MSZ.

W czasach PRL Piotr Puchta pomagał w Tel Awiwie niekryteryjnemu dla bezpieki Abu Mizerowi załatwić stały pobyt w Polsce Ludowej. Palestyńczyk rozpracowywany był zarówno przez polską jak i prawdopodobnie palestyńską służbę bezpieczeństwa pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Choć był „niepożądany” ze względu na „bezpieczeństwo państwa”, Puchta zdecydował, że napisze z prośbą w jego imieniu do polskich bezpieczniaków w PRL.

To właśnie w tych teczkach z zasobów IPN „Warszawska” po raz pierwszy natrafiła na obecnego podwładnego ministra Waszczykowskiego.

Materiały, do których dotarliśmy mrożą krew w żyłach. Podobnie jak w przypadku Ahmada Sameha Abu Mizera na podstawie tej historii może powstać dobry szpiegowski film. Cały materiał opublikujemy w wydaniu papierowym „Warszawskiej” 18 marca 2016 roku.” (Magdalena Myk, Robert Wit Wyrostkiewicz – Oficer wojskowej „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” oraz: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?

Ten „przypadek” (i dwa kolejne o których również będzie mowa) wPISuje się  dość jednoznacznie w to co od wielu lat powtarzam i na co zwracałem uwagę ostatnio pisząc, że o największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą trąbić z wielką egzaltacją, jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu (więcej tu: Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza i tu: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta). Wpisuje się to również bardzo „niefortunnie” w niedawną „dziwną” wypowiedź Pana Dudy odnośnie tajnych współpracowników. Tego Dudy co to prezydentem (to znaczy obrońcą) „wszystkich Polaków” został i chyba już wiem co to znaczy „wszystkich”… (Odys)

„…Prezydent Andrzej Duda skomentował sprawę teczki dotyczącej Jerzego Zelnika. Dokumenty na temat aktora miały zostać znalezione w IPN. Sam Jerzy Zelnik wydał w tej sprawie oświadczenie.

Prezydent pytany o sprawę Zelnika wypowiedział się w sposób dość zaskakujący.

Jaki był wpływ pana Jerzego Zelnika na rzeczywistość po 1989 roku? Bo nie o to chodzi, czy ktoś współpracował czy nie, bo było ich wielu. Można to spokojnie pominąć, ale problem polega na tym, jaki i który z nich miał wpływ na zmiany na polską rzeczywistość po 1989 roku i na ile przeszłość agenturalna była jawna. Na ile w związku z tym można było poprzez daną osobę wywierać wpływ na polską rzeczywistość polityczną

— ocenił prezydent. Dodając, że „w przestrzeni tego wpływu pan Jerzy Zelnik nie miał zasadniczo żadnej siły sprawczej”.

Niestety z takim sposobem stawiania sprawy nie można się zgodzić…

nieszczęśliwe słowa Prezydenta Dudy uderzają w bohaterstwo tych, którzy mimo represji, szykan, niszczenia itd. oparli się bezpiece, nie dali się złamać. A takich było przecież niemało. Jak w świetle ich bohaterstwa brzmią dzisiejsze słowa Andrzeja Dudy? Jak w świetle historii bohaterskich postaw oceniać słowa prezydenta…

Przecież właśnie chodzi o to, że niektórzy dali się złamać – z bardzo różnych powodów – a inni nie. I dziś tylko jedna z postaw jest godna pochwały. Postawa tych, którzy się dali złamać nie. Nie chodzi o to, by ludziom współpracującym przekreślać na całe życie, chodzi o to, by piętnować postawy, które były de facto szkodzeniem innym ludziom i szkodzeniem wolnej Polsce. Próba wskazywania, że nie ma znaczenia, czy ktoś coś podpisał w PRL-u czy nie, jest przykładaniem ręki do niszczenia jasnych wartości – rozróżnienia dobra i zła. Bo jeśli współpraca z bezpieką PRL-owską nie będzie zła, jeśli nie będzie to jednoznacznie oceniane przez Polaków, nie uda nam się zbudować jasnego katalogu wartości.

Decyzja o uwikłaniu się we współpracę z bezpieką była zła. Sugerowanie, że dziś tamte decyzje nie mają wartości moralnych jest dla społeczeństwa szkodliwe…” (Stanisław Żaryn – Bardzo nieszczęśliwe słowa prezydenta Dudy)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? i to: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

…i kolejny kwiatek…

„Nie podoba mi się to, w jaki sposób Prezydent RP Andrzej Duda potraktował księdza Stanisława Małkowskiego, usiłującego spotkać się z nim i porozmawiać o przyszłości śledztwa w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki.

Na poniższym filmie ksiądz relacjonuje ten niemiły i dający do myślenia incydent. W moim odczuciu Kancelaria Prezydenta RP zabawiła się w “głuchy telefon” z kapłanem, który przeszedł już swoje w życiu i płacił przez długie lata wysoką cenę za Prawdę i swoją walkę o Wolną Polskę. Czy tak ma wyglądać zapowiadana przez PiS “dobra zmiana”?

Same frazesy pisane przez podrzędnych kancelistów Prezydenta i odsyłanie niechcianych “petentów”, oczekujących reakcji rządzących na tę ważną sprawę, do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, to moim zdaniem jakaś chucpa, a nie “dobra zmiana”.(Uparta • niepoprawni.pl – „Głuchy telefon” w Kancelarii Prezydenta)

„…Nie może być tak, że partia, której politycy mają gęby pełne patriotycznych frazesów, nie chce podjąć śledztwa w sprawie śmierci księdza Jerzego. Trzeba zmusić (podkreślam) tych ludzi do jednoznacznych decyzji i deklaracji. To nasz obowiązek. W tej kwestii nie interesuje mnie dobre samopoczucie pana prezydenta ani „racje polityczne” ludzi PiS. Jeśli – z jakichkolwiek powodów, nie podejmą sprawy zbrodni założycielskiej III RP, trzeba ich nazwać wspólnikami matactw i winnymi haniebnego przemilczenia” (Aleksander Ścios)

…Nie pierwszego haniebnego przemilczenia/zaniedbania/zdrady (Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską i to: W rocznicę mordu w Jedwabnem. „Pokłosie” błędu Lecha Kaczyńskiego). I kolejny kamyczek prosto z ogródka „dobrej zmiany”:

„Ostatnie zmiany kadrowe w kontrolowanej przez skarb państwa Giełdzie Papierów Wartościowych wskazują, że spółka ta może stać się bezpieczną przystanią dla ludzi Marka Belki, który za kilka miesięcy kończy kadencję szefa NBP.

Już teraz intratną posadę znalazł w niej Michał Kaszuba, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Belki. Kaszuba będzie dbał o PR i marketing tej spółki kluczowej dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa – w praktyce będzie decydował o krociowym budżecie marketingowym.

Przypomnijmy, Belka (były premier z ramienia SLD, zarejestrowany przez SB jako TW) był jednym z bohaterów afery taśmowej – wraz z Bartłomiejem Sienkiewiczem omawiał sposoby zabezpieczenia interesów rządzącej wówczas PO. A będąc w NBP, otoczył się dawnymi PZPR-owskimi aparatczykami, z których część widnieje w archiwum IPN-u jako współpracownicy służb PRL-u

źródło: Przystań dla ludzi Belki

…oraz:

„…PiS przed wyborami było głównym krytykiem Marka Belki, szczególnie po ujawnieniu przez tygodnik „Wprost” tzw. nagrań kelnerów w „aferze ośmiorniczkowej”. Teraz nastąpiła zaskakująca zmiana frontu:

– Powiedziałam w jednym z wywiadów prasowych, że Marek Belka będzie kandydatem polskiego rządu i zgłaszamy go oficjalnie

– potwierdziła informacje MF premier na konferencji prasowej, że Belka jest oficjalnym kandydatem rządu na szefa EBOiR.

Chodzi nie tylko o bardzo prestiżowe stanowisko. Prezes EBOiR, zawiadujący dobrze wyposażoną w kapitał, międzynarodową instytucją finansową, to bardzo wpływowa osoba na europejskich salonach. EBOiR (ang. The European Bank for Reconstruction and Development – EBRD) to międzynarodowa instytucja finansowa założona w 1991 r. w celu wspierania budowy nowego ładu w Centralnej i Wschodniej Europie po zakończeniu zimnej wojny. Udziałowcami tego banku są 64 państwa oraz Unia Europejska i Europejski Bank Inwestycyjny.

Jaką grę rozgrywa PiS profesorem Markiem Belką, że chce zapewnić mu nie tylko miękkie, ale i intratne lądowanie na europejskiej placówce? Czy to może jakieś „czynniki” europejskie oczekują, że właśnie Belka zastąpi na stanowisku kończącego także w czerwcu kadencję obecnego szefa EBOR Sumy Chakrabartiego?

Wielu wyborców PiS, a sądzić można, że nie tylko tej partii, może być w szoku. Rozmawiając z nimi, lub czytając ich opinie w internecie, można szybko zorientować się, że raczej mieli nadzieję, ze Belka zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, a może nawet stanie przed Trybunałem Stanu za domniemanie przestępstwa przeciwko Konstytucji RP (Art 220, 216). Że będzie ukarany, zgodnie z prawą i sprawiedliwą linią nowej władzy. O pociągnięciu do odpowiedzialności Marka Belki za pochopne deklaracje w „aferze ośmiorniczkowej”, wyrażające gotowość NBP dodruku pustego pieniądza na życzenie byłej, rządzącej koalicji PO PSL, mówił nawet we wrześniu 2014 r. Antoni Macierewicz.

– Sienkiewicz i Belka omawiali, jak złamać istotę ustroju RP. To jest sprawa dla komisji śledczej i Trybunału Stanu

– twierdził wówczas w programie „Dziś wieczorem” w TVP Info wiceszef PiS Antoni Macierewicz, m.in. tym uzasadniając konieczność powołania komisji śledczej dotyczącej sprawy podsłuchów.

Część analityków bankowych uważało też, że Marek Belka stojąc też na czele Rady Polityki Pieniężnej wydawał w 2011 i 2013 r. bezowocnie rezerwy dewizowe NBP na podtrzymywanie kursu złotego – na interwencje na rynku walutowym, które jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, nie przyniosły długoterminowych rezultatów w postaci zmiany trendu kursu złotego w stosunku do walut obcych.

Belka był też za podtrzymywaniem stałej gotowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego do utrzymywania otwartej, a nie wykorzystywanej tzw. elastycznej linii kredytowej (w wys. 33,8 mld dolarów), za którą budżet musiał zapłacić za tzw. gotowość do zaciągania zobowiązań ok. 114 mln dolarów.

Jest więc co najmniej dziwne i podejrzane, że PiS nie tylko nie odciął się od swoich antybohaterów raptem z przed dwóch lat, a jeszcze winduje ich do góry…”  (Robert Azembski – PiS popiera Belkę, a niedawno widział go przed Trybunałem Stanu)

…tak oto zamiast obiecanego kryminału, lub przynajmniej wywalenia na zbity pysk i blokady kariery w instytucjach zależnych od rządu polskiego, Pan Belka został  nagrodzony i awansował z ramienia tego samego ugrupowania, którego wierchuszka (Kaczyński, Kamiński i Macierewicz) obiecywała jeszcze nie tak dawno go rozliczyć. Jest to dla mnie przykład tej samej patologii, z jakiej słynął pogardzany przez obecny establiszment były obóz rządzący. Kolejny zresztą przykład, bo od tej strony zdążyłem już się na PISie poznać, o czym więcej tu: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? Wpisuje się to zresztą w strategię transformacji ustrojowej (zaplanowanej właśnie w Magdalence), która przewidywała że trzeba będzie wiele zmienić („by wszystko zostało po staremu” 😉 ). W takim wypadku „rola konfidentów staje się kluczowa, bo tylko oni potrafią zapewnić ciągłość między dawnymi i nowymi laty – oczywiście pod warunkiem ulokowania ich na odpowiednich stanowiskach” (jak mówi Pan Michalkiewicz). Myślę że „zesłanie” Pana Belki do EBOiR, (instytucji odpowiedzialnej za budowanie „nowego ładu” w Europie Środkowo Wschodniej) zasługuje na miano „odpowiedniego stanowiska” dla tego typu zdolniachy – gotowego utopić gospodarkę własnego kraju (z pominięciem prawa) w pustym pieniądzu. Sam EBOiR ma bowiem „wybitne” osiągnięcia na polu „odbudowy” Polski ze zgliszczy komuny, jak też w budowaniu „dobrobytu” innych krajów byłego bloku wschodniego. Dość popatrzeć na ogromny jakościowy dystans jaki dzieli gospodarki państw z tego rejonu od państw „zachodnich”. No ale trudno się dziwić tym wynikom, zważywszy na grono najważniejszych udziałowców tej „międzynarodówki”… (Odys)

 „…Jest coś głęboko tragicznego w dzisiejszych oczekiwaniach elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. W tym, co chcielibyśmy zobaczyć po publikacji „teczek Kiszczaka” i odczytać w intencjach ludzi, którym okazaliśmy zaufanie.
Jest też zagadka zabobonnej wiary, jakoby partia pana Kaczyńskiego miała wolę rozliczenia zbrodni komunizmu i postępków jego sukcesorów, w tym usilnym przeświadczeniu, że okaże się zdolna obalić porządek „okrągłego stołu” i zbudować nam państwo wolnych Polaków. Ten tragizm okazuje się tym bardziej widoczny, im pogłębia się kontrast między oczekiwaniami milionów wyborców, a praktyką partyjnych macherów.
Wiem, skąd bierze się ta wiara, lecz nie potrafię jej usprawiedliwić. Nie pytam też – dlaczego jest umacniana, bo spodziewam się najgorszej odpowiedzi.  
Trzeba mocno zaciskać oczy, by nie dostrzec logiki „dobrych zmian” – partyjnych pochwał dla „demokracji” i „ducha dialogu”, gloryfikowania „roli opozycji” i zapewnień o „poszanowaniu” jej praw. Trzeba zapomnieć o bojaźni wobec dyktatu brukselskich terrorystów, o poparciu dla szkodników i kapusiów bezpieki, o szemranych nominacjach i geszeftach z ośrodkami propagandy, o słowach, które uwłaczały Polakom i niosły zapowiedź prawdziwych intencji – „nie możemy w tej chwili myśleć o żadnym rewanżu, o żadnym odwecie”. Trzeba udawać, jak nieistotna jest  prawda o śmierci księdza Jerzego i wiedza zawarta w aneksie. Trzeba zapomnieć o setkach przestępstw i niegodziwościach poprzedniego reżimu, o krzyku z Krakowskiego Przedmieścia, o zdradzie hierarchów „pojednanych” z wysłannikiem Putina i zaprzaństwie politycznych „elit”. O tym, kto i co mówił po Smoleńsku i jak dalece cuchnął agenturą lub pospolitym tchórzostwem. Trzeba nie widzieć głupoty i słabości ministrów tego rządu i rozgrzeszać ich błędy dialektyką „ataków ze strony opozycji”. Trzeba powtarzać sobie – jak wspaniałego mamy prezydenta, byle nie dostrzec pustki półrocznego bilansu, pijarowskiej fasady i deficytu realnych działań.
Zaiste – trzeba też pogardy dla prawdy, rozumu i własnych aspiracji, by nadal powtarzać mantrę o „wybitnych strategach”, „potrzebie cierpliwości” i „mobilizacji”.

Ze smutkiem czytam teksty, w których przewija się teza o „zamachu” na prezydenta Dudę. Teza prosta i politycznie pożądana, bo nikt bardziej nie docenia kreacji „ofiary”, jak ci, którzy budują na niej własną mitologię. Dlatego łatwiej jest przyjmować optykę „oblężonej twierdzy” niż udźwignąć ciężar konsekwentnej walki z komunistyczną hybrydą. Łatwiej grać na wyobrażeniach elektoratu niż zmierzyć się z prawdą o III RP…

jak długo wyborcy będą wierzyli, że tak załgana nomenklatura jest tylko wyrazem „strategii politycznej” PiS-u, a nie oznaką trwałości komunistycznej hybrydy?

Obco dziś brzmią słowa Mackiewicza –  My musimy komunizm wyniszczyć, wyplenić, wystrzelać! Żadnych względów, żadnego kompromisu! I nadal przerażają – zastępy Skwiecińskich i Warzechów, rzesze partyjnych hochsztaplerów i środowiska małych demiurgów…(Aleksander Ścios – KWIATY DLA SUKCESORÓW I LOGIKA MACKIEWICZOWSKA)

„Jeśli uczynicie z Prawa stanowionego, obowiązującego wszystkich obywateli, strażnika wolności i własności, jeśli będzie ono tylko uporządkowaniem indywidualnego prawa do uprawnionej obrony – oprzecie na Sprawiedliwości rządy racjonalne, proste, zrozumiałe dla każdego, kochane przez wszystkich, użyteczne dla wszystkich, obarczone znakomicie zdefiniowaną odpowiedzialnością, wyposażone w trudno wzruszalną stabilność.

Jeśli, przeciwnie, w interesie jednostek lub całych klas uczynicie z Prawa stanowionego narzędzie Rabunku – każdy będzie chciał przede wszystkim tworzyć to Prawo, a następnie wykorzystywać je na swą korzyść. Powstanie wielki tłok przy drzwiach Gmachu Ustawodawstwa, nastąpi zażarta walka wewnątrz, anarchia w ludzkich umysłach, rozpad wszelkiej moralności, przemoc stosowana przez zainteresowane organy, zażarte walki wyborcze, oskarżenia, wzajemne pomówienia, zawiści, niegasnące nienawiści, wprzęgnięcie w służbę niesprawiedliwej chciwości czynnika państwowego, powołanego do jej ograniczania, pojęcia prawdy i fałszu wymazane zostaną z ludzkich umysłów, pojęcia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe znikną z ludzkiej świadomości, nastąpią rządy odpowiedzialne za wszystkich i upadające pod ciężarem tak wielkiej odpowiedzialności, będą polityczne konwulsje, nieustanne bunty, zostaną ruiny, na które przyjdą próbować swych sił wszelkiego rodzaju odmiany socjalizmu i komunizmu; takie są plagi, których nie omieszka uwolnić psucie Prawa.” (Frédéric Bastiat „Rabunek a Prawo” 1850 r. Tłumaczył Marian Miszalski 2015 r. )

Pytam zatem (po raz kolejny), gdzie się zapodziało elementarne poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialność i troska o profesjonalizm/wiarygodność państwa którym „nowa władza” zarządza? Co to za „prawo” które pozwala przymykać oko na niesprawiedliwość? Tzw. „dobra zmiana” (której włodarze zapowiadali rozliczenie z patologiami poprzedniego systemu), to żadna zmiana skoro idzie drogą wyparcia i lekceważenia powinności, zarówno względem obywateli (którym obiecała „prawo i sprawiedliwość”), jak i państwa którego stery z takim przytupem i szumnymi hasłami objęła. Zastanówmy się więc, i wyciągnijmy wnioski z tego co się rzeczywiście dzieje i czemu nie dzieje się właściwie a wręcz przeciwnie… (Odys)

podobne: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. i to: Jak Kaczyński oszukuje Polaków? polecam również: wMeritum: Obłudnicy z „pseudoprawicy”.

Kaczyński i Tusk

Kaczyński i Tusk

Lecz nade wszystko – słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość – sprawiedliwość.

IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?


„…Usiłuje się wbić i utrwalić taką teorię, że demokracja w Polsce równa się Trybunał Konstytucyjny i być może niedługo będzie się używać zamiennie tych pojęć czyli Trybunał będzie nazywać się demokracją…” (Mieczysław Ryba)

a przecież chodzi o to że…

„Powinniśmy mieć zasady gotowe do zastosowania w każdej okoliczności” (Epiktet z Hierapolis)

tymczasem…

„Ślepy i nierozważny jest ten, co zdaje się na łaskę przypadku” (Seneka)

Z natłoku bełkotu informacyjnego jaki wylał się przez ostatnie tygodnie na głowy zainteresowanych polityką Polaków (podkreślam, bo nie wszystkich to interesuje), warto wyłowić cztery (dosłownie) najistotniejsze (moim zdaniem) sprawy, które rzutują w dość konkretny sposób na jakość (standardy) rządów które już odeszły, oraz na rządy które będą nam towarzyszyć przez najbliższe lata. I nie jest to niestety wyłącznie towarzyszenie na zasadzie jakiejś fikcji rodem z programu rozrywkowego w TV. Nie chodzi tu bowiem o standardy jako pewnego rodzaju kulturę polityczną (to akurat najmniejszy problem, łatwy do załatwienia jednym kliknięciem pilota od telewizora), ale o uchwalane właśnie prawo (jak i to które ciągle obowiązuje), które należy jak najbardziej do świata realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami i kosztami dla nas obywateli, na teraz i na przyszłość.

Przepychanki na temat kto, co i na kiedy „planuje”, kto komu przeszkadza, co psuje, i czy zrobi to rano czy w nocy, to wyłącznie element propagandowej walki obu stron mający mobilizować poszczególne elektoraty do większej aktywności w „kibicowaniu” swoim przedstawicielom ustawowym”. Informacyjnych konkretów wynikających z tych wszystkich „działań” dla poważnie podchodzącego do spraw państwowych (i obywatelskich) Polaka nie uświadczysz. Tego typu „wiedza” i niusy, choć niejednokrotnie zabawnie formułowane przez lekkopiórych komentatorów brzmią bowiem z obu stron histerii tak samo propagandowo. Dla szarego ludzia nic z tego nie wynika inie jest do niczego potrzebne. Służy to wyłącznie dworakom i fanatykom obu obozów, by mogli upuścić napięcia ze swoich nadętych/nakręconych głów, tudzież do wyprowadzania „niezadowolonych” na ulice w celu napuszczenia ich na siebie, a być może sprowokowania jakiejś ulicznej bitki.

Jakkolwiek nie przykładać wagi do większości komentarzy płynących z obu stron barykady poprzez tzw. „media głównego nurtu” (mocno zaangażowane każde w swoją rację – zgodnie z zapotrzebowaniem obozu któremu służą) należy sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z wojną o interesy partyjne, a nie jak nam to każda ze stron próbuje przedstawić z walką o prawa obywateli. Obecna opozycja walczy o utrzymanie wpływów i bardzo ją boli odrywanie przysłowiowego „ryja od koryta”, zaś obecny obóz rządzący mocno wyposzczony po 8 latach bycia w opozycji, jako zwycięzca w „demokratycznych wyborach” dąży w sposób dla siebie naturalny do odzyskania (kosztem poprzedników) jak największej władzy, stołków, praw i przywilejów. Tymczasem retoryka tak jednych jak i drugich nie dotyczy istoty rzeczy, o której pisze Pan Michalkiewicz… (Odys)

„…dopiero konflikt, jaki w naszym nieszczęśliwym kraju rozgorzał na tle zagrożeń demokracji, pozwolił zobaczyć, ilu na świecie jest durniów, a przynajmniej – ilu jest hipokrytów. Rzecz w tym, że w demokracji – jak wiadomo – decyduje Większość, bo demokracja kieruje się zasadą: im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Jest to nic innego, jak tyrania Większości. Tymczasem banda idiotów, z jakich składa się zdecydowana większość tak zwanych elit politycznych, nie mówiąc już o konfidentach poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, udaje że tej prostej, niczym budowa cepa prawdy nie pojmuje, albo – co gorsza – nie pojmuje jej naprawdę i bredzi coś o konieczności poszanowania przez Większość praw Mniejszości. Tymczasem taka konieczność nie tylko nie ma nic wspólnego z demokracją, ale wprost zasadę demokratyczną podważa, bo albo przyjmujemy za demokratami, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja, albo uznajemy jakieś prawa Mniejszości, które trzeba respektować bez względu na Liczbę. Otóż ochrona praw Mniejszości nie wynika z zasady demokratycznej, tylko z zasady nomokratycznej (nomos to po grecku: prawo), z której wynika, że słuszność Racji nie zależy od Liczby – jak chcieliby demokraci – tylko od zgodności z nie poddającymi się żadnym głosowaniom zasadami…

…No dobrze – ale co jest praworządne, to znaczy – jaką treść powinny mieć akty prawne, by mogły być uznane za praworządne?

Na właściwy trop naprowadza nas sformułowanie języka potocznego, w jakim wspomniana ustawa byłaby skomentowana. Powiedziano by o niej, że owszem, może i jest demokratyczna, ale nie jest w porządku. To sformułowanie języka potocznego sugeruje istnienie jakiegoś porządku, który w dodatku ma charakter nadrzędny nad porządkiem demokratycznym. (…)  pierwszym warunkiem, jakiemu powinno odpowiadać stanowione prawo, to wykonalność. Prawo obiektywnie niewykonalne, nie będzie mogło wejść w życie…

prawo, żeby było wykonalne, nie może abstrahować od tego, jacy ludzie są, nie może abstrahować od naturalnych właściwości ludzi. Naturalnych – a więc takich, których nie ustanowiła żadna władza publiczna i żadna władza publiczna, nawet demokratyczna, nie jest w stanie ich uchylić. Jakie to są właściwości? Ano, ludzie mają naturalną zdolność do świadomego wybierania. Jest to bardzo ważna właściwość, nie tylko odróżniająca gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, ale będąca też warunkiem sine qua non wszelkiej odpowiedzialności. Inną ważną właściwością naturalną człowieka jest wrażliwość na piękno – z czego wynika cała kultura. Kolejną ważną właściwością natury ludzkiej jest zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim – z czego zrodziły się cywilizacje. Ale najważniejszą właściwością, z której wynikają wszystkie pozostałe, jest życie.

Mamy zatem katalog ważnych cech ludzkiej natury, które prawo stanowione powinno respektować, żeby w ogóle było wykonalne. Ale nie tylko respektować. Ponieważ są to właściwości bardzo ważne, prawo stanowione nie powinno również w nie godzić – jeśli ma dobrze służyć ludziom, a tak chyba powinno być. Skoro tak, to musimy przełożyć te właściwości natury ludzkiej na język prawa. Jeśli chodzi o życie, nie ma z tym problemu; prawo radzi sobie językowo z życiem bez trudu. Zdolność do świadomego wybierania w języku prawa nazywa się wolnością, zaś zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim nazywa się własnością. Ciekawe, że zdolność do odczuwania piękna nie daje się przełożyć na język prawa, chociaż takie próby były podejmowane, na przykład w postaci „socrealizmu”. Mamy zatem katalog praw naturalnych – bo żadnego z nich nie ustanowiła władza publiczna – w postaci życia, wolności i własności. Tworzą one porządek, z którym powinno być zgodne prawo pozytywne, by mogłoby być uznane za praworządne pod względem treści. Od razu widać, że jest to porządek niedemokratyczny, bo prawa naturalne z istoty nie poddają się żadnemu głosowaniu. Co więcej – przekonujemy się, że demokracja może być bezpieczna o tyle, o ile zakotwiczona jest w porządku niedemokratycznym, jakim jest porządek praw naturalnych. Widać zatem, że kwik, jaki podnosi się nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju i w wielu ościennych krajach w obronie demokracji w Polsce, to lament ignorantów…(Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Obrońcom demokracji pro memoria

podobne: Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”  i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

A teraz przejdę do wspomnianych istotnych wg mnie kwestii, o których były jakieś wzmianki w mediach, ale nie pod tym kątem pod jakim powinny być komentowane i relacjonowane obywatelom, więc sam je skomentuję…

1. Wojciech Sumliński i wyrok na III RP.

„Wydarzenia, które do historii przejdą jako sprawa Sumlińskiego, rozpoczęły się wiosną 2008 r. Znany dziennikarz śledczy, wówczas zajmujący się przede wszystkim badaniem okoliczności mordu na ks. Jerzym Popiełuszce i niejasności związanych z późniejszym śledztwem, został poddany całej serii represji, które doprowadziły go do próby samobójczej…

Sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami, wreszcie – latami. Z dala od centrum Warszawy (sądy na ul. Kocjana znajdują się na dalekiej Woli, zaledwie trzy przystanki od granic miasta), a przede wszystkim z dala od zainteresowania mediów. Obserwując rozprawy od grudnia 2013 r., znam sytuacje, gdy ważne, choćby z racji problemów z pamięcią nadających się do podręczników medycyny, zeznania ministra Grasia bądź byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka odbywały się bez udziału choćby jednego dziennikarza. Przez wiele miesięcy jedynym źródłem informacji o przebiegu procesu był starannie prowadzony blog Andera, później dołączyły do niego relacje na kilku portalach, a także nadawane na żywo przez autora niniejszego tekstu korespondencje na Twitterze. Do lata 2015 r., kiedy odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, media zainteresowały się sprawą chyba tylko raz – gdy w sądzie pojawił się Antoni Macierewicz.

Bronisław Komorowski, postać w sprawie Sumlińskiego kluczowa, czeka wciąż na wyjaśnienie swojej roli w tym zdarzeniu. Przesłuchanie, które zgromadziło większość ważnych mediów, lecz nie zostało przez nie praktycznie odnotowane, niewiele wyjaśniło.

Z zeznań świadków wiemy jedynie, że Komorowski był zainteresowany propozycją dostępu do tajnego aneksu, jaką miał mu złożyć Tobiasz. Tego, że był on centrum prowokacji wobec dawnej komisji weryfikacyjnej WSI, której ostatnim akordem jest proces Sumlińskiego, domyślać się możemy z zeznań innych osób, a przede wszystkim z wypowiedzi i książek samego Wojciecha Sumlińskiego.

Istotne dla pokazania dwuznacznej roli byłego prezydenta okazały się niedawne zeznania Krzysztofa Winiarskiego, który zeznał, że Komorowski podczas rozmowy dotyczącej spłaty zobowiązań państwa wobec powiązanego ze służbami biznesmena w zamian za przekazanie haków na polityków PiS u, pytał również o Wojciecha Sumlińskiego. W tym samym czasie zastępca szefa ABW Jacek Mąka miał proponować udział w prowokacji wymierzonej przeciwko dziennikarzowi, innemu ważnemu świadkowi – Tomaszowi Budzyńskiemu, emerytowanemu oficerowi tej agencji. Wkrótce potem doszło do zatrzymania, które stanowi oficjalny początek opisywanej sprawy…

…Wydany w środę wyrok zaskoczył. Zaskoczył z punktu widzenia praktyki sądowej Trzeciej Rzeczypospolitej. Sędzia Stanisław Zdun skazał Aleksandra L. na cztery lata więzienia bez zawieszenia, równocześnie uniewinniając Wojciecha Sumlińskiego. Wyrok był więc całkowitym przeciwieństwem oczekiwań prokuratury, uzasadnienie zaś całkowitym zaprzeczeniem jej narracji. Zdun powtórzył wszystkie pozapolityczne elementy z mów obrońców, wykazał całkowitą niewiarygodność zeznań L., a przede wszystkim nieżyjącego Leszka Tobiasza. Tobiasz jest tu głównym czarnym charakterem, autorem prowokacji, niemającym jednak żadnych dowodów. L. jest współwykonawcą, a w najlepszym razie ofiarą prowokacji Tobiasza, co jednak nie zwalnia go od odpowiedzialności za próby płatnej protekcji, jakie zostały udowodnione w postępowaniu. Na udział Sumlińskiego w tych samych próbach nie znaleziono natomiast żadnych dowodów. Czyn L. był haniebny – jak mówił sędzia Zdun – i zagrażał bezpieczeństwu kraju. Oprócz więzienia sąd zdecydował również o grzywnie, gdyż, jak zwrócił uwagę sędzia Zdun, L. nadal pobiera wysokie świadczenia. Z obawy o możliwość ucieczki skazanego za granicę zastosowano wreszcie środek zapobiegawczy w postaci odebrania paszportu…

…Jest to historyczny dzień dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. I nie tylko dla niego, przekonaliśmy się bowiem, że człowiek, mający do dyspozycji głównie własne zasady moralne, wiarę i determinację, a przy tym wsparcie kilku podobnych sobie zapaleńców (i oczywiście najbliższych), nie jest bez szans w starciu z niepokonaną machiną zakorzenionej w PRL u niesprawiedliwości.

Równocześnie jednak jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego, które przez lata próbowało sprawę zamilczeć. Obok patologii służb sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów. Rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznie – niech to będzie kolejny optymistyczny wniosek ze środowego wyroku.” (Krzysztof Karnkowski • Gazeta Polska Codziennie)

całość tu: Wyrok na III RP

podobne: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. oraz: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego… pisze bezczelnie Pan Karnowski, który reprezentuje dokładnie to samo środowisko, tylko z innej (rzekomo „prawej i sprawiedliwej”) mańki. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć niedawne równie haniebne przemilczanie przez tzw. „media niezależne” (do których Pan Karnowski się samozwańczo zalicza) rozprawy na której zeznawał ważny świadek w procesie Sumlińskiego – niejaki Winiarski, którego zeznania uznano publicznie w owych mediach jako NIEWIARYGODNE:

„…Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej…” (całość tu: Parasol ochronny nad Komorowskim?),

…czy to nie jest wystarczający powód do tego żeby fala obrzydzenia zalała każdego przyzwoitego człowieka, jeśli ludzie wywodzący się ze środowiska tzw. „niezależnych mediów” wycierają sobie gębę procesem człowieka, do którego ułaskawienia przyczynił się świadek uznany przez tych samych ludzi za „niewiarygodnego”? Przyganiał kocioł garnkowi Panie Karnowski. Zgadzam się ze stwierdzeniem że sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów… i że rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznietyle że jak to się ma do „was”, którzy odegraliście w tej patologii również swoją niechlubną rolę… (Odys)

2. „Skandal w MON” i „nocne wtargnięcie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”.

„…Decyzją ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do dyspozycji szefa MON zostali przeniesieni płk Krzysztof Dusza i gen. Piotr Pytel. Całe przedpołudnie trwała medialna histeria na temat wejścia do pomieszczeń Centrum Kontrwywiadu NATO…

…Część kierownictwa miała mieć podpisane wieloletnie kontrakty opiewające na około 20 tys. zł miesięcznie. Okazało się również, że część kadry mają stanowić byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych.

…Mieliśmy utracić wiarygodność, a „sprawa odbije się szerokim echem” i „będą tego bolesne konsekwencje”. Minister Tomasz Siemoniak publicznie przepraszał Słowaków, którzy z nami współtworzyli CEK. Do wyrazów potępienia przyłączyli się politycy innych partii opozycyjnych.

I taka jatka medialna trwała do południa, kiedy to z kwatery głównej NATO nadszedł komunikat, że wszelkie decyzje w sprawie CEK należą do Polski, ponieważ Centrum nie jest w strukturach Sojuszu.

Warto zwrócić uwagę, że w nagonce na Służbę Kontrwywiadu Wojskowego umknęła najważniejsza kwestia – co było powodem nocnego wejścia do pomieszczeń CEK. Otóż odwołani szefowie CEK nie chcieli przyjąć swoich dymisji do wiadomości, nie zamierzali opuścić zajmowanych biur i nie chcieli przekazać dokumentów. Stąd nocna interwencja.” (niezalezna.pl)

źródło: Kompromitacja szczujni

„…Dufny w siłę swoich partyjnych opiekunów – nie podporządkował się aktualnym wojskowym przełożonym, a fizycznie odsunięty od urzędu – udał się na skargę do swoich rzeczywistych mocodawców.

To niespotykany ewenement – wysokiej rangi oficer wyznaczony na szefa Centrum Ekspertskiego Wywiadu NATO – nie zna podstawowych reguł obowiązujących w każdej armii świata od czasów babilońskich. Jeżeli płk Dusza poczuł się pokrzywdzony – miał do dyspozycji służbową drogę odwoławczą. Może zresztą z niej nie korzystać po odejsciu do cywila i dochodzić swoich praw w sądach poiwszechnych. Oczywiście w każdym razie obowiazuje go wojskowa tajemnica, zdradzenie której skutkuje poniesieniem kary do najwyższej włącznie. W chwili obecnej mamy stan buntu, który powinien powodować degradację oficera i szybkie wydalenie ze służby. Niezależnie od tego powinien ponieść karę za narażenie na szwank dobrego imienia polskich wojskowych służb specjalnych.

Jednakze większą jeszcze szkodę dla wizerunku tych służb i Wojska Polskiego wyrządzili byli ministrowie ON z ramienia PO, a szczególnie niejaki Siemoniak. Abstrahuję od tego, że razem z Tuskiem ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za doprowadzenie do znacznego osłabienia gotowości bojowej naszej armii (…) Odkładał w nieskończoność realizację projektu WISŁA, NAREW, czy śmigłowcowego. Teraz jednak Siemoniak dopuscił się – nie wacham się powiedzieć – zdrady interesów Polski. Nie sprawdził stanu faktycznego, tylko w mediach wygłasza bzdury, że Macierewicz zaatakował placówkę NATO zainstalowaną w Polsce. Tak może powiedzieć tylko nieuświadomiony dureń, a nie były minister ON…” (Janusz40 • blogpress.pl)

całość tu: Skandaliczne i kretyńskie wypowiedzi byłego szefa MON

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”. a także: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”). i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.

Po pieniądzach jakie miały się w tym paśniku przewalać, i po tym jak centrum dowodzenia NATO odcięło się od całego „projektu” nazwanego szumnie „Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”(?), jestem bardziej skłonny do wniosku że ten kwik (kolejny w ostatnich tygodniach) jest prędzej spowodowany bólem odrywania ryja od koryta poprzedniej władzy, niż ma cokolwiek wspólnego z troską o państwo przed jego „osłabianiem”, czy z „wstydem” przed naszymi sojusznikami, skoro najważniejszy organ (czyli wspomniane centrum dowodzenia NATO) jasno dał do zrozumienia że ma tę sprawę gdzieś, i że całe to CEK nie ma z NATO nic wspólnego (poza nazwą). Pozostaje zatem pytanie czy nowy MON nie powinien przypadkiem całe to towarzystwo (a nie tylko dwóch funkcjonariuszy) dyscyplinarnie i ze skutkiem natychmiastowym rozwiązać, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na konkretne cele wojska… (Odys)

„…Tylko w Republice Okrągłego Stołu było możliwe kooptowanie, korumpowanie, uwłaszczanie i dopuszczanie do zyskownych interesów, głównie kosztem majątku narodowego, części postsolidarnościowych elit. Tylko w takiej republice było możliwe wykreowanie ogromnej części elity biznesu i pieniądza w oparciu o fundusze i z pomocą tajnych służb – na początku tych peerelowskich, a potem tych z rodowodem III RP. Tylko w takiej republice autorytetami zostawały osoby dające legitymację, gwarancje i ideologiczne uzasadnienia pookrągłostołowemu porządkowi. Tylko w Republice Okrągłego Stołu możliwa była negatywna selekcja w nauce, kulturze czy głównych mediach.

Zakończenie istnienia Republiki Okrągłego Stołu byłoby nie tylko aktem historycznej sprawiedliwości, ale także pozbyciem się ogromnego brzemienia (tych wszystkich uprzywilejowanych kast i grup interesów) hamującego rozwój Polski i dobrobyt przeciętnych ludzi… 

Opór beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu jest oczywisty i był łatwy do przewidzenia. W innym systemie większość z nich byłaby po prostu nikim. Oni walczą o życie, o byt, o status majątkowy i prestiż społeczny, o uprzywilejowaną pozycję swoich dzieci, o wpływy i możliwości życiowe. Oceniam grupę beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu na około milion osób. Ale ona ma ogromne wpływy i możliwości, zarówno z powodu posiadania pieniędzy i innych zasobów, jak i znajomości, wpływu na media czy możliwości urabiania opinii publicznej i hodowania sobie uzależnionej klienteli. Oni wiedzą, że bój to jest ich ostatni. I odwrotnie, obóz zmiany skupiony wokół PiS też wie, że jeśli nie teraz, to Republika Okrągłego Stołu będzie trwać w Polsce przez kolejne dziesiątki lat. To jest naprawdę poważna sprawa. Znacznie poważniejsza niż wynikałoby z medialnego przekazu, który istotę i znaczenie tej gry próbuje ukryć albo rozwodnić.” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: To nie jest zwykła polityczna walka. Gra się toczy o likwidację Republiki Okrągłego Stołu

…więc ja z uporem maniaka będę zadawał to pytanie, które każdy myślący obywatel, a przede wszystkim płatnik na te wszystkie urzędnicze paśniki powinien sobie zadać. Panie Janecki (i reszto „rozliczaczy”) – czy wraz z usuwaniem osób o których bez przerwy słyszymy z ust polityków obecnie rządzącego obozu (mieniącego się być prawem i sprawiedliwością), obóz ten nie powinien zgodnie z Pańską intencją jednocześnie likwidować tych wszystkich szkodliwych i nikomu nie potrzebnych stanowisk/urzędów i „służb”, których to poprzednia władza niegospodarnie namnożyła? Czy też jako podatnicy (o których dobro i portfele tak bardzo Pan Janecki się troszczy) mamy się zadowolić tym, że kilku się wyrzuci a na ich miejsce zatrudni „właściwie myślących” z „jedynie słusznego” obecnie, politycznego klucza (wmawiając ludziom że „nowi” nie będą „partyjni”)? Co komu przyniesie zmiana na stanowisku jednej kosztownej świnki na drugą? Obywatelowi nic z tego powodu w portfelu nie przybędzie, zwłaszcza jeśli nowe władze wcale nie zamierzają zaciskać pasa państwowej hydrze, a wręcz przeciwnie. Retoryka  nowej władzy to typowo etatystyczny bełkot socjalistów z naciskiem na „uszczelnienie systemu fiskalnego” (do którego wiadomo kto wpłaca a kto korzysta), po to by móc się umościć na nowych włościach i dalej popuszczać pasa, co może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo kosztowne dla podatników… (Odys)

podobne: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę?

…Czy to właśnie z tego powodu PIS potrzebuje zniszczyć ideę (uprawnienia) Trybunału Konstytucyjnego – ostatniego bezpiecznika między zapisanymi w Konstytucji prawami własności i wolności obywateli, a zakusami pazernej władzy, po to by móc swobodnie się na nie zamachnąć jak już nowej władzy zabraknie do pierwszego?

Dlatego na koniec trzecia ważna informacja i najważniejsza moim zdaniem kwestia, bo naruszająca w sposób bezpośredni nasze obywatelskie prawa do bezpieczeństwa przed nieodpowiedzialnymi politykami. Bo to że dwa obozy polityczne się ścierają (nie robiąc sobie przy tym zbyt wielkiej krzywdy 🙂 ), nie jest aż tak istotne dopóki są zajęte sobą a obywatele nic na tym nie tracą (poza rzecz jasna finansowaniem tego zoo bo już nawet nie cyrku). Gorzej kiedy „przy okazji” tej walki naruszane są fundamentalne zasady chroniące nas – obywateli przed tą całą wścieklizną polityczną… (Odys)

3. Prokurator Generalny: TK nie ma prawa orzekać ws. uchwał Sejmu.

W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Polityce.pl stwierdza, że TK przekroczyłby swoje kompetencje orzekając ws. uchwały Sejmu.

Zakwestionowane [przez grupę posłów wnioskującą do TK– red.) uchwały nie są aktami normatywnymi, lecz aktami stosowania prawa. Kompetencje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego obejmują wyłącznie ocenę aktów normatywnych i nie rozciągają się na akty stosowania prawa, choćby wydawano je powołując się wprost na kwestionowane przepisy

— podkreśla Prokurator Generalny.

Przywołuje jednocześnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2001 roku:

Trybunał kilkakrotnie już podkreślał, iż jego właściwość rozciąga się na akty normatywne, nie obejmuje natomiast aktów indywidualno-konkretnych. Trybunał posługuje się przy tym materialną definicją aktu normatywnego, co oznacza, iż chodzi o akty zawierające normy generalne i abstrakcyjne, które charakteryzują się cechą powtarzalności. Nie mają tych cech akty adresowane do indywidualnego podmiotu, dotyczące konkretnej sprawy czy sytuacji, których stosowanie ma charakter jednorazowy.

W nawiązaniu do powyższego wyroku, Prokurator Generalny stwierdza, że TK nie ma prawa wyrokować w sprawie sędziów. Nie może więc stwierdzić, czy Sejm legalnie unieważnił wybór „platformerskiej piątki”, ani czy legalnie wybrał ich następców…”

źródło: wpolityce.pl

Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na wielce frapujący problem dotyczący (a jakże! bo to w końcu na czasie) „nieopatrznego” obrzydzania Polakom przez obecną władzę instytucji TK. Które jest prowadzone z rozmysłem na zdyskredytowanie, aby nikt po trybunale nie płakał kiedy zostanie zlikwidowany/zmarginalizowany/sparaliżowany. Ja doskonale rozumiem potrzebę czyszczenia wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa, i resortów administracji z wrażego (post)komunistycznego elementu bo jest on niewiarygodny i tu moja PEŁNA zgoda. Nie rozumiem tylko (a raczej rozumiem 🙂 ale o tym dopowiem tylko jak ktoś zapyta) dlaczego PIS wylewa dziecko z kąpielą którym jest właśnie instytucja TK (nie mylić z poszczególnymi sędziami) – tj. organ który został stworzony po to by stać na straży zgodności z Konstytucją (w której zapisane są również NASZE – OBYWATELI prawa i wolności) wszelkich aktów prawnych, na które mogliby wpaść kiedykolwiek (a nie tylko za obecnej władzy) jacykolwiek politycy.

Otóż zohydzenie tej instytucji w taki sposób w jaki to robi PIS, lekceważąc sobie jej postanowienia, bez merytorycznego uzasadnienia, a bazując wyłącznie na „niejasnych” procedurach prawnych, a przede wszystkim żerując na populizmie hasła „koniecznych zmian” (koniecznych dla kogo? w jakim wymiarze? i co w zamian?) jest bardzo niebezpieczne właśnie dla nas zwykłych obywateli. Oto właśnie nie Pan Prokurator „Genialny” zawyrokował że uchwały Sejmowe nie podlegają rozpatrywaniu przez TK pod względem ich zgodności z Konstytucją (pomimo tego że są aktami niższego rzędu od Konstytucji właśnie). Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego rozstrzygnięcia. Jeśli bowiem Konstytucja ma pozostać najwyższym z możliwych aktem prawa powszechnie obowiązującego, to odebranie TK prawa orzekania o zgodności z Konstytucją aktów niższego rzędu (a takim aktem prawa jest również uchwała Sejmu) umożliwia Sejmowi (tj. politykom) uchwalanie w przyszłości (całkowicie bezkarnie!) prawa niezgodnego z Konstytucją! I nikt już nie będzie w stanie powstrzymać posłów przed tego rodzaju zakusami. To oznacza że nasze wolności zapisane w Konstytucji mogą być BEZPRAWNIE i BEZKARNIE naruszane przez polityków jeśli tylko takie bezprawie będzie głosowane w formie uchwały Sejmu.

Jak dla mnie nie ma się z czego cieszyć. Broń nas teraz Panie Boże przed zachłannością i totalitarnymi zakusami polityków (w tej czy w przyszłej kadencji). Tymczasem władza sobie „pozwala” i nadaje kolejne uprawnienia przepalając bezpiecznik jakim między sejmem a obywatelami jest TK. To że ten Trybunał zachowywał się w wielu kwestiach nie jak obrońca naszych praw a raczej jak sługus polityków w niczym nie zmienia faktu że sama instytucja jest potrzebna. Wystarczy TYLKO zmienić sposób wybierania sędziów do tego organu w taki sposób by TK przestał być ciałem politycznym. Tymczasem nie widzę korzyści dla nas szarych obywateli z tego, że Kaczyński i sp-ka sparaliżują ten organ całkowicie. Jeśli ktoś takowe widzi to chętnie się dowiem jakie. Powinno się naprawić funkcjonowanie TK (bo to prawda że on źle funkcjonuje) ale nie można go paraliżować, robiąc jednocześnie furtkę dla samowoli polityków w postaci potencjalnych złych uchwał (mało jeszcze złego prawa krąży w obiegu? No to teraz hulaj dusza!). Czy ktokolwiek z wychwalających obecną władzę jest w stanie zagwarantować Polakom teraz (i na przyszłość) że żaden sejm nie naruszy naszych praw? Sędziowie przychodzą i odchodzą ale złe prawo i furtka dla chciwych polityków pozostanie.

Bo choć „prawo jest prawo”, to co zrobimy biedne żuczki jeśli ktoś kiedyś „zgodnie z prawem” uchwałą sejmową przepchnie pomysł że obywatel winien jest państwu cały swój dorobek? Na jakim prawie się wtedy oprzemy, i kto stawi opór pazerności polityków? Gdzie jest prezydent?! Czemu w tak ważnej sprawie nie wykazuje własnej inicjatywy, ale zachowuje się jak rezydent-marionetka (Kaczyńskiego), szkodząc zarówno swojemu wizerunkowi jak i powadze urzędu. Prezydent jako „obrońca obywateli” powinien stawiać tamę zbytnim zakusom władzy ustawodawczej, tymczasem po „ułaskawieniu” Kamińskiego ten człowiek wyświadcza (a raczej popełnia) kolejne „przysługi” obecnej władzy w imię partykularnych partyjnych interesów. Pomijając milczeniem takie kwiatuszki do kożucha jak palenie świec chanukowych przez tego „katolika”, czy firmowanie Owsiaka przekazaniem mu prezydenckich nart… (Odys)

„…największy koszt polityczny pierwszego okresu rządów PiS poniósł właśnie Andrzej Duda – przede wszystkim dlatego, że został zmuszony do wsparcia pacyfikacji Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy mógł w tej sprawie wystąpić jako choćby pozorny rozjemca, z jednej strony nie rezygnując z neutralizacji niechętnych nowej władzy tendencji w TK, ale z drugiej – promując dobre ustrojowo rozwiązania, takie jak choćby proponowany przez klub Kukiz ’15 wybór sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Zamiast tego bez oporów (na zewnątrz, bo wewnątrz pałacu takie były) podpisał błyskawicznie przygotowaną przez PiS i firmowaną przez posła Piotrowicza nowelizację, a następnie – co było gigantycznym błędem i prawdopodobnie przyklei się do wizerunku prezydentury na zawsze – zaprzysiągł nowych sędziów w środku nocy. Jeżeli Duda ma dziś problem z opinią prezydenta partyjnego (podkreślam: prezydent partyjny to co innego niż prezydent z wyrazistymi poglądami politycznymi, co jest całkowicie normalne), to właśnie z tego powodu. Tak więc szkody wizerunkowe, jakie poniósł Duda, były związane z poważnym sporem ustrojowym, w którym prezydent miał szansę odegrać rolę bynajmniej nie marionetkową…” (Łukasz Warzecha • wpolityce.pl) całość tu: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta

podobne: TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego. oraz: Rola prezydenta RP

tymczasem na dniach…

4. TK powtórzył (potwierdził) stanowisko Prokuratora Generalnego ograniczając sobie samemu możliwość badania pod względem zgodności z Konstytucją Uchwał Sejmowych:

„…W piątek TK informował, że odwołał zapowiedzianą na 12 stycznia rozprawę w sprawie tych 10 uchwał Sejmu. W poniedziałek TK ujawnił zaś, że w czwartek, 7 stycznia, 10 sędziów TK umorzyło merytorycznie sprawę tych 10 uchwał. Skargę złożyła grupa posłów PO, do której przyłączył się RPO Adam Bodnar.
Oceniając uchwały o braku mocy prawnej wyboru 5 sędziów przez poprzedni Sejm, TK ustalił, że nie mogą być one uznane za akty normatywne. Trybunał uznał zatem, że postępowanie w tym zakresie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia.
Z kolei uchwały o ponownym wyborze 5 sędziów TK zaliczył do „kategorii uchwał nieprawotwórczych, przez które Sejm miałby realizować funkcję kreacyjną w odniesieniu do organów władzy publicznej”, wobec czego nie mogą one zostać uznane za akty normatywne. TK stwierdził, że również w tym zakresie postępowanie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia…”  (całość tu: Trybunał Konstytucyjny umorzył sprawę dot. powołania 5 sędziów)

…zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce osobliwa rozmowa między Panem Dudą (prezydentem) a przewodniczącym TK prof. Rzeplińskim, który tak jak wcześniej odgrażał się że będzie stał na straży zgodności z Konstytucją prawa stanowionego przez PIS tak teraz zmienił gwałtownie zdanie. I tak jak on nie chce powiedzieć dlaczego mu się odwidziło tak Pan Duda nie chce zdradzić opinii publicznej czego dotyczyła wspomniana rozmowa:

„…Jeszcze nie minęło 48 godzin od godzinnej, poufnej rozmowy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego z panem prezydentem Andrzejem Dudą, a już Trybunał Konstytucyjny odroczył termin rozpatrywania skarg na uchwały sejmu dotyczące wyboru sędziów Trybunału. Posiedzenie, które miało rozpocząć się 12 stycznia, zostało odroczone, póki co, bez wyznaczenia następnego terminu. Ani pan prezydent, ani pan prezes Trybunału, którego przesłuchaniu I stopnia poddał mianowany na proroka mniejszego (i stąd ten tylko I stopień, bo do przesłuchań II i III stopnia trzeba mieć specjalne zezwolenie od RAZWIEDUPR-a), nie puścił farby, co właściwie spowodowało, że prześwietny, niezawisły – bo jakże by inaczej – Trybunał Konstytucyjny – jednak odroczył rozpatrywanie zasadności tych wszystkich skarg – bo przecież od strony konstytucyjnej żadna zmiana nie nastąpiła. Konstytucja jest cały czas taka sama, jak była i przedtem, podobnie jak teorie sławnych jurysprudensów – na przykład pana profesora Zolla, czy pani profesor Ewy Łętowskiej.

Inna rzecz, że ci jurysprudensi, owszem kombinują, ale w granicach wyznaczonych przez starszych i mądrzejszych. Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…

Ciekawe tedy, co zobaczył pan prof., Andrzej Rzepliński podczas godzinnej rozmowy za zamkniętymi drzwiami u pana prezydenta, któremu pan minister Antomi Macierewicz mógł przecież to i owo powiedzieć na temat zawartości Zasobu Zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej, w którym Wojskowe Służby Informacyjne zdeponowały dane swoich konfidentów w przekonaniu, że nigdy, a w każdym razie nieprędko ujrzą one światło dzienne. Ale co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje i pewnie dlatego i z pana prezesa Rzeplińskiego zaczyna uchodzić powietrze i Trybunał spuszcza z tonu…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ujrzał ducha?

…długo na reakcję samego Rzeplińskiego nie trzeba było czekać. Szybko okazało się że niewzruszalne zasady „demokratycznego państwa prawa” są jednak do obejścia, i że mogą one być przedmiotem „kompromisu”, choć wcześniej zapowiadano walkę o ich niewzruszalność do upadłego 🙂

„…Rzepliński podkreślił, że ws. TK czeka na ruch ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Zaprzysiężenie przez prezydenta jednego z trzech sędziów wybranych przez PO i objęcie przez niego urzędu, oznaczałoby, że prezydent zdecydował, że ci trzej wybrani 8 października przez PO zostaną sukcesywnie sędziami. To otworzyłoby mi drogę do działania – twierdzi prezes Trybunału…” (Rzeczpospolita, wpolityce.pl)

całość tu: Prof. Rzepliński: „To nie był skok na Trybunał, ale głupota. Posłom PO wydawało się, że będą bez wysiłku rządzić po wyborach”

…Powstaje pytanie – jakież to wynikły „równiejsze” okoliczności że nawet prawo okazało się wobec nich mniej równe? Trochę światła na tę tajemniczą i nagłą zmianę stanowiska o 180 stopni Pana Rzeplińskiego (i części Trybunału) może rzucić kwestia związana z zapytaniem jakie swojego czasu złożył z mównicy sejmowej Pan Zygmunt Wrzodak…

„…Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwość są zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Rzeplińskiego zeznawać nt. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!…

…Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk. Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości…” (całość tu: Czy prezes TK, prof. Rzepliński ukrywa morderców ks. Popiełuszki?)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

…Pytanie jest proste. Czy Pan Duda i włodarze PISu dysponują taką wiedzą, a jeśli tak to czemu jej nie ujawniają skoro pragną sprawiedliwości a nie politycznych gierek? Tymczasem zamiast rozliczać poprzedni układ nowe władze same wchodzą w podejrzane „dile” i „kompromisy”, trzymając ciemne sprawki poprzedników pod kloszem w archiwach MSW, MON i IPN dla swoich politycznych interesów. Bawią się jak mafiozi szantażując i grając teczkami z ludźmi, którzy powinni ponieść za swoje czyny odpowiedzialność a nie zajmować intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Czym w związku z tym różni się PIS od PO którą wielu włodarzy z obecnej partii rządzącej nazywa „układem”, „mafią” tudzież „zdradą narodową”. W związku z powyższym należy sobie postawić kolejne pytanie…(Odys)

5. Kto tu w końcu jest postkomunistą i czy patriota może być socjalistą?

„…Bardzo wielu komentatorów biadoli nad upadkiem autorytetu Trybunału. Wydaje się jednak, że zamieszanie wokół TK może mieć pozytywne konsekwencje.

Pierwszą jest zauważalny dla dość szerokiego grona Polaków upadek mitu niezawisłości sądu konstytucyjnego. Okazało się bowiem, iż jest on wyłącznie „zawisły”, i to na wpływach korzeniami sięgających PRL. W tym gronie, które część żurnalistów propagandystów prezentuje jako „mędrców”, są ludzie czujący się jak ryba w wodzie w czasach braku wolności i sprawiedliwości, czyli w państwie komunistycznym. Ba, jest nawet doradczyni zbrodniarza komunistycznego Czesława Kiszczaka. To doprawdy niezwykła sytuacja – zgodność prawa z konstytucją ma w demokratycznym państwie oceniać prawnik doradzający politykowi odpowiedzialnemu za mordowanie ludzi. Ktoś, kto nie miał oporów przed usługiwaniem zleceniodawcy zabójstw i prześladowań, ma dzisiaj wyznaczać standardy praworządności! Jaka jest wiarygodność takiego przedstawiciela Temidy? Dokładnie taka, jaką miały sądy w PRL.

Po drugie: zaangażowanie polityczne sędziów Trybunału pokazało jak na dłoni jedną z największych patologii polskiego sądownictwa, czyli służalczość wobec grup interesu. W komunistycznej rzeczywistości sądy oddawały się komunistyczno-bezpieczniackim klikom, w rzeczywistości postkomunistycznej niektóre pozostawały wierne dotychczasowym panom, inne szukały nowych patronów. Nie przez przypadek to właśnie składy sędziowskie były najważniejszym i najskuteczniejszym wsparciem zbrodniarzy komunistycznych w unikaniu sprawiedliwości. Sam Kiszczak mógł się wykpić kserokopią zwykłego zwolnienia lekarskiego i latami drwić z tych, którzy próbowali doprowadzić go do poniesienia kary za zbrodnie.

Doprawdy, niewiele (a być może nic) dzieli słynnego sędziego na telefon z Gdańska od szefostwa dzisiejszego Trybunału, które przymykało oczy na łamanie prawa przez posłów ubiegłej kadencji wyłącznie dlatego, że beneficjentami tego procederu byli ich polityczni patroni. Nawet jeśli w najbliższych tygodniach prezes Rzepliński i jego ekipa rakiem wycofywają się z konfrontacji z parlamentem, sprawy nie można uznać za zakończoną. Większość rządząca musi przygotować kompleksową reformę czy wręcz sanację wymiaru sprawiedliwości, która obejmie również Trybunał.

Postkomunizm w polskich sądach wreszcie musi się skończyć. (Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska)

źródło: Trzeba skończyć z postkomunizmem w sądach

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…no i ja się gorąco zgadzam z Panią Katarzyną. Potrzeba gruntownych i rzetelnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, przede wszystkim jego odpolitycznienia i urządzenia sądów na kształt służby cywilnej ODPOLITYCZNIONEJ (odpowiedzialnej przed lokalną społecznością, której służą), do tego kadencyjnej w swoim urzędowaniu i pozbawionej przywilejów nietykalności. Problem polega jednak na tym, że PIS wcale nie dąży do tego rodzaju regulacji, i nie chce walczyć z postkomunizmem a wręcz przeciwnie. Własnymi „rencyma” utrwala „znienawidzony” system dążąc do centralizacji władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w jednym upolitycznionym i upartyjnionym ręku. Gwarantują to zmiany w prawie dotyczące poluzowania służbom specjalnym możliwości inwigilacyjnych, koncentracji prokuratury w ręku polityka (Ministra Sprawiedliwości), i paraliż TK który jak się okazuje nie może badać pod względem zgodności z konstytucją uchwał sejmowych (sic!), gwarantując potencjalną swobodę posłów w uchwalaniu prawa pod siebie. Dodając do tego na wskroś socjalistyczny program gospodarczy, wzrost ucisku fiskalnego, oraz dalsze zadłużanie państwa można to co robi PIS nazwać spokojnie postkomuną właśnie. Co to jest bowiem postkomunizm? Jest to właśnie zamordyzm, etatyzm, socjalizm a przede wszystkim tzw. demokracja, która dopóki istnieje ze swoją fasadą wyborów, to biednym ludziom się wydaje że są wolni, a zamordyzm etatyzm i socjalizm to dla nich coś pożytecznego a wręcz koniecznego jeśli tylko „nasi” stoją na czele, bo tylko nasi są w stanie w tym samym systemie zaprowadzić porządek, praworządność o sprawiedliwości nie wspominając. Patologia z którą rzekomo zamierzano się rozliczać jest więc utrwalana, i nie ma w związku z tym (przy okazji) co liczyć na pociągnięcie do odpowiedzialności poprzedniej ekipy (za dokładnie to samo), o czym pisałem tu: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

PIS demagogicznie gra na emocjach, wymachując podatnemu na czerwoną płachtę komuny ludowi, po to żeby go zmobilizować i zyskać poparcie dla tandetnie zamaskowanych pod płaszczykiem „reform społecznych” czysto partyjnych planów, których średnio rozgarnięty elektorat zwolenników/niewolników tej partii nie dostrzega (lub nie chce dostrzec). Póki co wystarczą mu bowiem pseudo patriotyczne hasła, i tępa satysfakcja z kwiku odrywanych od koryta, znienawidzonych politycznych przeciwników nazywanych ogólnie „III RP”. Kiedy już ci wszyscy biedni ludzie zorientują że zostali po raz kolejny oszukani i ograbieni (z zapisanych w konstytucji własności i wolności) będzie niestety za późno. Zaślepieni hasłem „zmiana” nie widzą że jedyna „zmiana” jaka się w związku z ordynarną walką o stołki dokonuje to wymiana „elit” które z tego systemu będą korzystać. Czy dzięki temu będzie już odtąd tylko „prawie i sprawiedliwie”? Śmiem wątpić (a dlaczego to już pisałem tu: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i tu: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?).

Tym to sposobem wpis zatoczył koło, bo o tym na czym powinna polegać zmiana i sprawiedliwy system rządzenia państwem pięknie opisał Pan Michalkiewicz we fragmencie który pozwoliłem sobie przytoczyć na początku tego przydługiego wpisu. Na koniec jeszcze fragment z „coryllusa”… (Odys)

„…Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.
(…) Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć. (…)
Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną…” (coryllus)

całość tu: Czy socjalista może być dobrym patriotą?

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

„Zawieszenie i dziewczyna”, fobia, absurdy oraz niusy ważne i mniej ważne (wizyta Dudy w Chinach na cenzurowanym). „Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura” czyli… Ile jest dziennikarstwa w „polskich”(?) mediach.


rys. Wojciech Romerowicz

rys. Wojciech Romerowicz

cytat: „Środki masowego przekazu, nawet jeżeli im nie wierzymy, jeżeli uważamy, że kłamią, mają na człowieka olbrzymi wpływ, ponieważ ustalają mu listę tematów, ograniczając w ten sposób jego pole myślenia do informacji i opinii, jakie decydenci sami wybiorą i określą. Po pewnym czasie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, myślimy o tym, o czym decydenci chcą, abyśmy myśleli (najczęściej są to sprawy błahe, lecz celowo wyolbrzymione, albo fałszywie przedstawione problemy). Dlatego ktoś, kto mniema, że myśli niezależnie, ponieważ jest krytyczny wobec treści przekazywanych mu przez środki masowego, przekazu – jest w błędzie. Myślenie niezależne to sztuka myślenia własnego, osobnego, na tematy samodzielnie wywodzone ze swoich obserwacji i doświadczeń, z pominięciem tego, co usiłują narzucić mass media.(Ryszard Kapuściński)

„…Czy my w obecnych czasach mamy jakiekolwiek pojęcie które jest dokładnie sprecyzowane i w stosunku do którego nie ma konfliktów w interpretacji? Czy „dziennikarze” wyjaśniają nam na czym polega dane pojęcie, czy po prostu tylko podgrzewają atmosferę dolewając oliwy do ognia.

Wolność słowa, populizm, państwo prawa, zamach stanu, zamach na demokrację, konstytucjonalista, prawo karne, prawo łaski, nacjonalista, ksenofob, rasista, imigrant, uchodźca, lewak, kosmopolita, sztuka, porno, wolność sztuki, mowa nienawiści, itd., itd.

Zapraszają ludzi do programów, a człowiek który obejrzy ma jeszcze większy mętlik w głowie, bo temat nie dość że nie zostanie wyjaśniony to rozciągnięty na dodatkowe płaszczyzny.

Znacie pojęcie, czy nawet słowo w stosunku do którego nie powstanie konflikt interpretacji? Może my już jesteśmy skazani na podgrzewanie atmosfery, natomiast nigdy na wypracowanie optymalnego ustawienia na kaloryferze.

Kim według mnie powinien być dziennikarz? Powinien być osobą która łączy pozyskane informacje w jedną całość która przedstawia widzom, jest źródłem spójnej, zrozumiałej informacji, wiedzy kształtującej poglądy ale jednocześnie poszerzającej horyzont widza, czytelnika na sprawy które podejmuje.

Obecnie mamy przesyt publicystów mianujących się dziennikarzami i ich współpracowników nazywanych dziennikarzami. Dziennikarze to wymierający gatunek.

Pantera śnieżna należy do rodziny kotów, gatunek zagrożony wyginięciem. Dziwne przecież na świecie jest tyle kotów. Kot to, to kot, nieprawdaż, więc po co podejmować temat.” ()

polecam lekturę całości tu: „Zawieszenie i dziewczyna”.

podobne: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”.

„…Nienawiść = Strach

Na przejawy racjonalnego myślenia, próby wytłumaczenia, że istnieje realne zagrożenie zamachami i ludzi męczy jak najbardziej zasadny strach przed terrorystami, ci wszyscy eksperci reagują histerycznie, oskarżając autora takich słów o nienawiść. A potem ci sami socjologowie czy dziennikarze widząc Marsz Niepodległości potrafią opowiadać, że autentycznie boją się i czują duże zagrożenie ze strony tłumu z polskimi flagami. Potrafią godzinami opowiadać o swoim strachu przed „demonami polskiego patriotyzmu” i obrażać Polskę i Polaków na różne sposoby, od wsadzania polskiej flagi w gówno, aż po zrównywanie patriotyzmu z rasizmem.

Muzułmanów z bombami się nie boją, a jeśli widzą kogoś kto się boi – to znaczy że to nienawiść. Polaków z flagami się boją, i to w żadnym stopniu nie jest uprzedzenie, ksenofobia czy polonofobia. To zwykły strach.

Myślenie tych ludzi sprowadza się więc do takiego schematu.

Muzułmanie robią zamachy – obywatel mówi, że się boi.

Pan ekspert komentuje – to nie strach. To jest nienawiść i nie wolno tego rozpowszechniać!

Polacy maszerują z flagami – Pan ekspert obraża ich, wyzywa i okazuje pogardę.

To nie jest nienawiść. To jest uzasadniony strach i należy jak najwięcej osób przekonać, że to jest zagrożenie!..”

źródło: Żelazna Logika – FOBIA

podobne: Dziedzictwo „króla Stasia” czyli… ”Wyzwoliciele z polskości”. oraz: „Chodzi o to aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa”, czyli… Terror propagandy

cytat: „Media informacyjne natomiast podają nam treść, która, jak to ktoś policzył, w 80 procentach jest wygenerowana przez firmy PR-owskie i lobbingowe. I nie ma tam dżingla ostrzegawczego: „Kryptoreklama”. Ale nie to jest jeszcze najgorsze. Do dewaluacji słowa, do spadku wiary w wartość informacji najbardziej przyczynia się to, że jednego dnia jakiś news podawany nam jest jako kosmicznie ważny, a następnego dnia już jest zapomniany. I dodajmy do tego jeszcze tabloidy, które informują, że do Torunia przypłynął Wisłą wieloryb, w Łodzi grasuje kotojeleń, a na polu pod Suchedniowem kosmici zdradzają rolnikom tajemnicę zwycięskich numerów Totolotka. W tej sytuacji kłamstwo jest powszechne, a informacja przestaje mieć jakąkolwiek wartość.” (Tomasz Piątek)

Od czego by tu zacząć skoro absurd goni absurd?

Może od wczorajszej okładki gówna. W unijną flagę i rozpaczą, jak się traktuje taki śwety symbol. Nie przypadkowo napisałem „święty”. Otóż wszelkiego typu ekspertom przypomniało isę, ze flaga nawiązuje do chrześcijańskich korzeni Europy. Czyżby Unia Europejska miała się okazać ukrytą instytucją wyznaniową? Co z rozdziałem kościoła od państwa? Gdzie jest Ewa Kopacz ostrzegająca przed PiSowskim państwem wyznaniowym – oczywiście chwile po tym jak wstała z kolan na które padła przed Franciszkiem? Jestem pewny, że nikt na te pytania nie odpowie. Mało tego – nikt ich nie zada.

Skoro jesteśmy przy umiłowanej Unii to jej instytucje pracują. Obecnie opracowują dyrektywę określającą maksymalną wysokość… płomienia świecy. Ponadto dyrektywa wyjaśni nam w końcu czym jest świeca: „jest to rzecz, która ulega częściowemu spaleniu w temperaturze 20-27 stopni Celsjusza a jej główną funkcją jest dawanie jasnego płomienia”, a także nakłada na użytkownika świec obowiązek pilnowania czy świece są stabilne, a także stałego kontrolowania czy ryzyko oparzenia się  „jest tak niskie, jak to tylko możliwe”. Jakim cudem ludzkość przetrwała tyle tysięcy lat bez tak istotnej dyrektywy pozostanie jedna z tajemnic historii…

…Na koniec już… Niedawno GóWno opublikowało artykuł, że w poznańskiej szkole prześladowany jest uczeń z Ukrainy. Typowe GóWniane ujadanie o ksenofobii wyssanej przez „polaczków” z mlekiem matki. Dzisiaj Wirtualna Polska opublikowała artykuł z którego wynika, że nic takiego nie miało miejsca. Powołując się na rozmowę z rodzicami chłopca, oświadczenie ich prawnika i dyrekcji szkoły. Co prawda fakt, że w GóWnie prawdziwy jest tylko tytuł gadzinówki nie dziwi, ale kiedyś w swoich kłamstwach były bardziej… hm… wyrafinowane…”

całość tu: DWS – 27 listopada 2015 roku

podobne: 113% frekwencji czyli unijne absurdy wybrane oraz źle wydane pieniądze. Bankrutujący „raj” Szwecji kontra raj podatkowy na Krymie. oraz: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka. i to: Kto za krzywdę odpowiada…Ten najgłośniej krzyczy “Biada!” GW donosi na stadiony!

„…Przez 4 dni Wiadomości TVP pokazały łącznie 9 minut i 48 sekund relacji z wizyty prezydenta Andrzeja Dudy do Chin. Łączny czas ujęć spotkań delegacji polskiej z Chińczykami wyniósł 3 minuty i 5 sekund, natomiast łączna długość wypowiedzi prezydenta wyniosła 48 sekund. Dłużej mówił sam korespondent, bo przez 2 minuty i 24 sekundy. Koszty wysłania polskiej ekipy telewizyjnej do Chin nie odzwierciedlały jakości przekazu z Państwa Środka.

Z przykrością należy stwierdzić, że Jacek Tacik pojechał do Chin bardziej na wycieczkę, niż po to, by relacjonować wizytę prezydenta. Wiele rzeczy zostało pokazanych byle jak, po łebkach, a niektóre w ogóle zostały pominięte jak choćby spotkanie Andrzeja Dudy z Polakami mieszkającymi w Chinach. Pozornie mało istotne wydarzenie nabiera jednak znaczenia w momencie, gdy uświadomimy sobie, że takie spotkania podczas zagranicznych wizyt stanowią ważny element polityki prezydenta. Korespondent TVP skupiał się często na rzeczach mało istotnych, takich jak historia Muru Chińskiego, czy kwestie związane z oprawą uroczystości…” 

całość tu: Andrzej Duda w Chinach

„…Niusy ważne:

1. Akcja z Lewicką, oczywiście reportaż pseudośmieszny. Trwał coś koło 3 minut. Główna teza, taka jakiej można się spodziewać. Opinie ze wszystkich stron, ale samej rozmowy wam drodzy widzowie nie pokażemy, bo jeszcze byście mogli sobie wyrobić własne zdanie. A to jest nasza rola żeby wam mówić co macie myśleć! Do tego reportaż pomieszany z pornosztuką we Wrocławiu. Obrazu komedii dopełniają słowa Knapika, który na słowa kilku polityków PiS o sztuce dał komentarz „mówią co myślą, choć nie widzieli”. I dokładnie to samo zrobił ze swoimi widzami.

2. Raport otwarcia Kancelarii Prezydenta. Znany od tygodnia ale do Faktów trafił dopiero, gdy znaleźli jakąś kontrę. Oczywiście ta kontra czyli jakiś nocleg Dubienieckiego to była główna treść reportażu. A co tam Broniu nabroił, no to tego już się z Faktów nie dowiemy. Potem jakieś bzdury o pustej szafie Macierewicza, która miała być chyba zabawną puentą. Razem jakieś 3 minuty głupot.

3. I nagle nius naprawdę istotny. Najważniejsza wizyta prezydenta RP od co najmniej roku. Andrzej Duda pojechał do Chin. Reportaż o tym trał ok. 30-40 sekund. Przebitka z Szanghaju, wypowiedź Prezydenta o nowym szlaku jedwabnym, zero puenty, zero przybliżenia tematu, bo….

4. … Wjeżdża nius dla Polski najważniejszy! Blisko trzyminutowy reportaż o wizytach zagranicznych prezydenta Francji. O proszę, Cameron przyjechał, Tusk przyjechał, jutro jedzie do USA, a w czwartek do Rosji. Zagrożenie terroryzmem i tak dalej.

5. Potem jeszcze kolejny trzyminutowy reportaż o pijanym wójcie, który udzielił ślubu i czy teraz ślub jest ważny? I jeszcze jeden dwuminutowy supernius o zmianie dyrektorki w jakiejś szkole.

Mamy zatem dwie pieczenie w tym krótkim wpisie.

1. Już wiemy jakie niusy są wg Faktów ważniejsze od wizyty prezydenta Polski w drugim największym światowym mocarstwie.
Nocleg Dubienieckiego, zepsuta szafa, pornosztuka, nowa dyrektorka jakiejś szkoły i pijany wójt – to wszystko w Faktach zyskało więcej czasu antenowego niż Prezydent Polski nawiązujący w Chinach do Nowego Szlaku Jedwabnego, który może być inwestycją kluczową dla całej Polski na kolejne dekady.

2. Wiemy też, że ważniejsze od wizyt zagranicznych prezydenta Polski, są wg Faktów, wizyty zagraniczne prezydenta Francji i o tym postanowili powiedzieć Polakom zdecydowanie więcej.

Prawdziwy popis dezinformacji. Winszuję redaktorom i gratuluję szczerze, że po takich codziennych dawkach jesteście nadal w stanie ze spokojem spoglądać sobie w lustro.”

całość tu: Żelazna Logika – Polskie media o kluczowej wizycie Andrzeja Dudy w Chinach

cytat: „Pustą głową łatwiej jest potakiwać. Myślenie to najcięższa praca, dlatego tak niewielu jej się podejmuje.”

„…Przyzwyczajacie od lat swoich widzów, że polityka to pyskówki w „Kropce nad I„, zabawne riposty w „Kawie na ławę„, ostry język w Waszych reportażach, gdzie zawsze wybieracie najbardziej wulgarne wypowiedzi z kilkunastu godzin pracy kilkuset osób.

Pokazujecie ludziom jakieś infantylne pseudozabawne reportaże o „kulisach polityki na luzie” i jednocześnie to jest cała treść Waszych programów. Albo pyskówki, albo opinie, albo dowcipy. A informacja? Przy okazji czasem się trafi ale zawsze koniecznie z omówieniem tejże.

I Wy się jeszcze dziwicie, że oglądalność telewizji spada, a młode pokolenie czerpie dla siebie informacje już tylko z Internetu? A skąd ma brać, jak u Was tylko pierdoły lecą. Chcieliście wychować sobie widza-przygłupa. Częściowo Wam się udało, bo są ludzie którzy z braku czasu są skazani na Wasze codzienne 30-minutowe streszczenia dnia i w efekcie w plebiscycie na „Wydarzenie roku”, dwukrotnie wygrywa… mama Madzi a w TOP3 jest usunięcie piersi przez Angelinę Jolie.  Faktycznie. Wydarzenia roku.
Ale nie przewidzieliście, że będzie też gigantyczna grupa ludzi, którzy z braku rzetelnej informacji w telewizji, zaczną szukać jej gdzie indziej.

Telewizja odchodzi do lamusa. Telewizja informacyjna umiera na własne życzenie ledwo osiągnąwszy pełnoletność.

I nikt po Was nie zapłacze. Nikt, bo to co serwujecie jest tak marne, że nie będzie żadnej straty dla dostępu do informacji.”

całość tu: Żelazna Logika – Stacja informacyjna z ambicjami 24-godzinnej telewizji rozrywkowej

podobne: Heglowska logika mediów w sprawie Wiplera czyli „Jeśli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów”. oraz: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli…

cytat: „Kiedy przeanalizowano 14 tysięcy materiałów z jednego dnia na Google News, największego agregatora internetowego dziennikarstwa, okazało się, że wszystkie wywodzą się z 24 materiałów informacyjnych. Tak wyglądają teraz proporcje. 24 razy ktoś wykonał prawdziwą dziennikarską robotę, czyli poinformował o wydarzeniu. Reszta dopisała do tego materiały pochodne. (…) Cała ta publicystyka mogła być dobra albo zła, ale nie będziemy mieć wartościowej publicystyki bez tekstów informacyjnych. A ich wciąż ubywa”. (Andrew Nagorski)

Od czego są dziennikarze?

Jeśli od tego by prezentować nam swoje prywatne poglądy, albo z góry ustaloną „prawdę” (czy inne „fakty”), to nie potrzebują do tego gości, ekspertów, rozmówców itp. „przyzwoitek”. Niech usiądą sobie w studiu (sami) i sami sobie odpowiadają na zadane przez siebie pytania. Zgodnie ze swoją wiedzą, intencjami i w stylu jaki sobie (też sami) narzucą. A jeśli są od tego żeby zaprezentować czyjeś stanowisko, to niech nie robią ze studia rzeźni a z zaproszonych gości świń, zaś z widzów tępych konsumentów tego co przerobią na swoją modłę, co w efekcie można nazwać popularnym dla tego rodzaju „informacji” określeniem, tj. parówką. „Zaprosić” kogoś do studia po to by go urabiać, a jeśli się nie uda urobić to się go próbuje wybijać z rytmu wypowiedzi prowokacyjnym, nachalnym i bezczelnym przerywaniem (jaki sens ma „dopytywanie” przed wysłuchaniem do końca?), po to żeby ludzie siedzący przed telewizorem nie poznali przypadkiem innego punktu widzenia (poza dziennikarskim) jest oczywistą próbą manipulacji widzem… I dla każdego dziennikarza tego rodzaju „praca” powinna się zakończyć dyscyplinarnym zwolnieniem… (Odys)

„…jeśli chcemy oddać media publiczne ludziom, uspołecznić je i wyrwać z rąk politruków, to musimy solidnie się namyślić.

To, jak teraz – na powrót – skonstruujemy media publiczne, pozostanie na długie lata.

Nowy ład medialny musi bowiem służyć nie „nam” a krajowi, państwu, społeczeństwu. Z ekranów publicznej telewizji powinien przestać wylewać się potok kłamstwm kpin z obywateli i obrażania naszych przodków (np. emisja serialu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie”).

Kanał TVP Kultura powinien zostać natychmiast przebudowany.

Za genderowo – antypolski kształt produkcji tego kanału odpowiada Katarzyna Janowska. Dla niej już nie będzie już miejsca w nowej TVP.

Z szefowania telewizyjnej „dwójce” natychmiast powinien zostać usunięty ziejący nienawiścią do opcji niepodległościowej Jerzy Kapuściński, człowiek o nikłej kulturze i niewielkich dokonaniach.

Niedawny, niezbyt rozgarnięty, prezes TVP Juliusz Braun nigdzie się nie ukryje, czeka go proces za świadome niszczenie substancji publicznej jaką jest TVP.

Przestępcze decyzje – m.in. podpisane, przez peowsko – peeselowski zarząd TVP – o zawarciu umów z podejrzaną firmą i wyrzuceniu, na jej podstawie, wielu dziennikarzy poza obręb TVP muszą zostać ocenione i na podstawie tej oceny powinny zostać sporządzone wnioski do prokuratury…

…Pora też uwolnić telewizje od najgorszych transferów w jej dziejach – maleństwo Lisów już powinno szukać sobie zajęcia daleko poza ulicą Woronicza.

Tomasz Sekielski – autor słynnych „taśm Beger”, wredna przystawka do niejakiego Morozowskiego, niech już teraz spakuje swoje manele i wraca do macierzystej stacji. Jego czas w TVP właśnie dobiega końca.

Piotr Kraśko – istnieje wielka szansa, ze wreszcie utnie się w telewizji publicznej wpływy komunistycznego klanu rodziny Kraśków – Piotr Kraśko, osobiście odpowiedzialny na uleganie Godlewskiemu i redagowanie najbardziej załganego w tej części Europy serwisu informacyjnego, już tym razem się nie wyślizga.

Stał się symbolem reżimowej propagandy i jako symbol powinien ponieść za to konsekwencje.

Do wymiany jest nie tylko całe kierownictwo TVP Info (gdzie trzeba przeprowadzić gruntowną operację plewienia peeselowskich chwaścików), ale też czołowe twarze ludzi występujących na wizji w rolach „prezenterów” i „reporterów politycznych, zwłaszcza sejmowych” , do zwolnienia są wydawcy, autorzy serwisów i autorzy propagandowych – kłamliwych – nagonek na polityków niedawnej jeszcze opozycji.

Wszyscy ci ludzie powinni stracić pracę nie za poglądy – bo te każdy dziennikarz może mieć jakie sobie chce – ale za świadome szerzenie kłamstw, fałszowanie rzeczywistości – to przecież najcięższe dziennikarskie przestępstwa…”

całość tu: Witold Gadowski – Dziennikarz służalczy to najbardziej żałosna kreatura

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?”  oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

…Nie mam więc żadnych zastrzeżeń co do win i uwag jakie poczynił Pan Gadowski wobec nazwisk wymienionych w artykule. Bo to właśnie ci ludzie walnie przyczynili się do tego że przestałem śledzić (i nie tylko ja) serwisy informacyjne i programy publicystyczne w tzw. „telewizji publicznej” (i nie tylko tego medium), gdyż nie było w nich ani rzetelności, ani bezstronności. Była za to wybiórczość w serwowaniu „informacji” oraz polityczna poprawność w ich interpretowaniu (to samo zresztą dotyczy największych stacji „prywatnych”). Jednak na tym się mój brak uwag kończy. Bo jeżeli Pan Gadowski upiera się przy upaństwowieniu (czyli właśnie upolitycznieniu) mediów zwanych publicznymi sądząc że to je „uspołeczni” (sic!), nie zauważając że to jest właśnie główna przyczyna i mechanizm ich stronniczości (przecież takie media NIGDY nie będą źle mówić o władzy która im płaci!), wierząc w to i przekonując (kogo?) że media państwowe mogą być bezstronne i niepodatne na wpływy polityczne to jest albo naiwny albo… (nie dokończę) 🙂

Z dedykacją dla Pana Gadowskiego i innych dziennikarzy, publicystów, autorytetów i ekspertów z samozwańczego obozu „niepokornych” (zwanych również „niezależnymi), cytat: Jeżeli my wracamy do struktur, w ramach których rząd mianuje szefa telewizji i to ma być odpolitycznienie mediów publicznych, to mamy do czynienia z taką sytuacją, ja aż milknę, że jeżeli się ma odpowiednie poparcie w mediach, to można dosłownie wszystko. Można pokazywać czarną ścianę i mówić, że jest biała.” Ich autorem jest ś.p. Lech Kaczyński – brat człowieka od którego partii Pan Gadowski domaga się rozliczeń i stworzenia od nowa mediów państwowych. Prawda że niezły paradoks?

Będąc niejednokrotnie świadkiem wybiórczej stronniczości mediów zwanych do niedawna „opozycyjnymi” (tudzież „niezależnymi” alias „niepokornymi”) jak np. TV Republika (więcej tu: Kukiz wyszedł z kina (TVRebublika) czyli… przesłuchanie prawie antysystemowca przez prawie Olejnik), bo „zaprzyjaźnionymi” z nową władzą (a do niedawną opozycją), śmiem wątpić w to, że misja „odnowy mediów publicznych” zakończy się ich powrotem do rzetelnego i bezstronnego informowania o otaczającej Polskę i Polaków rzeczywistości. Uważam że pod nowym auspicjum „media publiczne” będą tak samo upolitycznione jak do tej pory, tyle że teraz będą nas informowały z innego (rzecz oczywista) klucza, poprzez usta swoich sprawdzonych i wiernych propagandystów… (Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. oraz: Dr Hanna Karp o promocji Telewizji Republika w lewicowych mediach i to: Powyborczy Przegląd Tygodnia w Klubie Ronina czyli o tym jak demokraci wyśmiewają monarchistę, ale sami żądają od władzy żeby sama się obaliła. KNP brata się z Ruchem Narodowym! a także: POPIS na posiedzeniu „Parlamentarnego Zespołu ds. obrony wolności słowa” czyli… wiódł ślepy kulawego (Nagroda Darwina dla obu). Stanisław Michalkiewicz o „cyngielmanach” prezesa Kaczyńskiego. polecam również: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”.

„…Media w Polsce przypominają mi Koloseum – na arenie walczą gladiatorzy i od kaprysu gawiedzi zależy kto wygra a kto zginie, argumentem jest siła i widowisko, czasami ukrzyżuje się większą ilość chrześcijan, czasami wypuszczą lwy, ludziom rozda się chleb, a gdy przybędzie cezar udekoruje się arenę kwiatami, by dać namiastkę luksusu.

Nie chodzi o piękno, lecz jedynie o to, żeby nikt nie opuścił trybun. Tymczasem na zapleczu, w podcieniach, trwa handel niewolnikami, pojawiają się kolejni możni, którzy ustawiają walki i opłacają klakierów.

Koloseum zaprezentuje każdego, kto wystarczająco dużo zapłaci, aby tylko kontynuować widowisko. Tyle, że nie można spędzić na trybunach całego życia, ani też to co widzimy na arenie nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością się poza jego murami. A im głupsze i bardziej brutalne widowisko tym większe poczucie dysonansu kiedy przestaje się na to patrzeć.

Jeśli tylko wyjść poza mury amfiteatru okazuje się, że jest wiele dużo ważniejszych spraw. Jest nauka, przynosząca codziennie nowe odkrycia i potrzeba by ludzie o nich się dowiadywali, bo może właśnie nowa terapia uratuje tobie albo twojemu bliskiemu życie. Jest kultura i sztuka które cieszą, zachwycają, bawią, zmuszają do refleksji i zadumy, dzięki którym kształtuje się wewnętrzną wrażliwość. Jest edukacja, dzięki której nasze dzieci lepiej rozumieją otaczającą nas rzeczywistość, rozwijają się i kształtują na dobrych, mądrych ludzi. Jest gospodarka, którą należy rozwijać z korzyścią dla jak największych grup obywateli, nie zapominając o solidarności z tymi, którzy są na tyle nieporadni że potrzebują wsparcia. Jest prawo które należy kształtować tak, że przetrwa nasze i kolejne pokolenia, zapewniając obywatelom poczucie bezpieczeństwa, sprawiedliwości oraz możliwość wyrażania swojego zdania, w najważniejszych kwestiach dotyczących wspólnoty i działania dla dobra wszystkich, a nie tylko wybranych grup interesu kosztem pozostałych…” (Anna Białoszewska)

źródło: „Media publiczne tworzą dziś obywatele”

podobne: Dziennikarstwo to odpowiedzialna służba dobru wspólnemu. Konserwatystki w polskich mediach. i to: Blizna: Dlaczego zwykły IDIOTA oraz facet z trzema FAKULTETAMI i doktoratem MÓWIĄ i MYŚLĄ dokładnie tak SAMO?

…na szczęście mamy internet i póki co wolność słowa, dzięki czemu istnieje swobodny dostęp do dość szerokiego wachlarzu pluralizmu informacyjnego, a demografia i postęp technologiczny sprzyjają rozwojowi niezależnych (od budżetu państwa) mediów elektronicznych. Jak śpiewa klasyk: „…wystarczy wsłuchać się i schylić żeby mieć, a im się nie chce…”, więc za kilkanaście lat takie TVP, Wyborcza, Polsat czy TVN będą musiały zrewidować swoją politykę (dez)informacyjną inaczej nikt (albo jakieś resztówki) po nie nie sięgnie, czyniąc ich biznes niepotrzebnym i nieopłacalnym… (Odys)

PS… „Za panowania cesarza Marka Aureliusza istniała niespotykana jak na tamte czasy swoboda wypowiedzi. Na przykład pisarz komediowy Marullus pozwalał sobie na krytykę władzy, nie ponosząc żadnych konsekwencji.

Cesarz był otwarty na krytykę, co było niespotykanym przypadkiem w historii. Każdy inny cesarz rzymski skazałby pisarza na śmierć. Marek Aureliusz, nazywany „Filozofem na tronie”, pomimo swojego pochodzenia, wykształcenia, bogactwa, władzy i przywilejów, był prostym i bardzo wyrozumiałym człowiekiem. Do wszelkich obowiązków podchodził z rozwagą, rządził sprawiedliwie. Był wierny dla swoich przyjaciół i rodziny, litościwy dla wrogów; hojny dla potrzebujących. Był wzorem dobrotliwego monarchy, o którym wspominał Sokrates.” (Imperium Romanum)

Żeby nie było tak całkiem sztywno 🙂 „Za chwilę dalszy ciąg programu” przedstawia: Rozmowa z posłem, czyli wywiad w Sejmie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Prawo i sprawiedliwość? „Ułaskawienie” Kamińskiego. Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności. Koniec „złotych spadochronów”. Komentarz Michalkiewicza.


„…Obecny polski wymiar sprawiedliwości jest kontynuacją tworu, który powstał w 1943 r. w Związku Sowieckim. Po aresztowaniu przedwojennych sędziów, tzw. „grupy operacyjne” wkraczające z Rosjanami zakładały nowe sądy, których celem było wychowanie tzw. „sędziów nowego typu”, służących komunistom. To ich odziedziczyła III RP i przyjęła, że nadają się, by pełnić rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, by bez czekania na drugą instancję unieważnić jawnie niesprawiedliwy wyrok wobec Mariusza Kamińskiego, można odczytać jako demonstrację. Tego, że fikcja, zgodnie z którą narzędzie stworzone przez komunistyczny totalitaryzm do walki z Polakami, może ich sprawiedliwie sądzić, kończy się.

Środowisko sędziowskie nigdy po 1989 r. nie zostało poddane weryfikacji. Olbrzymie zło, wyrządzone obywatelom przez wielopokoleniową sędziowską sitwę, musi zostać rozliczone, a ci, którzy sprzeniewierzyli się zasadom niezawisłości, usunięci i ukarani. Tego chce większość Polaków – według sondaży ponad połowa z nich nie ufa wymiarowi sprawiedliwości.

Historia tego, jak powstawał i rozwijał się ów stworzony przez Związek Sowiecki twór, jest w III RP jednym z tematów tabu. Artykuł Piotra Lisiewicza z miesięcznika „Nowe Państwo” przerwał zmowę milczenia w tej sprawie. Poniżej zamieszczamy go w całości. (red.)

Skazał na śmierć „Nila” i szkolił elitę sędziów III RP

„Bierni i wrodzy”, „reakcyjne elementy w prawnictwie”, „usiłujący kompromitować młody aparat bezpieczeństwa” – tak mówiła o przedwojennych sędziach propaganda PRL, co skutkowało ich aresztowaniami i wyrzucaniem z pracy. Ich miejsce zajął wyszkolony w trybie przyspieszonym „młody narybek prawniczy”, potrafiący pokonać „skostnienie i formalizm” i „dojrzeć – gdzie czyha wróg”. Nowy wymiar sprawiedliwości wchodził do Polski, nierzadko dosłownie, na sowieckich bagnetach. Ale „walka o nowy typ sędziego” wymagała dziesięcioleci pracy ideologicznej nad świadomością narybku.

Ten narybek, wprawdzie inaczej niż w pierwszych latach PRL, mający już maturę, a nawet skończone studia, odziedziczyła III RP. I przyjęła, że „sędziowie nowego typu” nadają się do tego, by wypełniać rolę wymiaru sprawiedliwości niepodległego państwa.

Satyryk Bohdan Smoleń mawiał, że niezawisłość sędziowska polega u nas głównie na tym, że żaden sędzia jeszcze nie zawisł. Samo środowisko prawnicze w swej większości nigdy nie widziało potrzeby oczyszczenia się z ludzi wsadzających do więzień tych, którzy walczyli o wolną Polskę.

Do rangi symbolu urasta fakt, że uczniem prof. Igora Andrejewa, w latach stalinowskich głównego ideologa „walki o nowy typ sędziego”, jest prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego z lat 1998–2010, odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Andrejew teorię łączył z praktyką – był jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast dla nikogo zorientowanego tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza, zwanej „Duraczówką”, którą to nazwę ludowa mądrość połączyła z rosyjskim słowem „durak”, czyli głupek. To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono w ideologicznym zapale kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. Zaś jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

Sądy i prokuratura – największa klęska III RP

W wyniku utrzymania tej ciągłości, którą symbolizują nazwiska Andrejewa i Gardockiego, mamy aparat sprawiedliwości niezdolny do bronienia honoru Polski po smoleńskiej tragedii. Od 26 lat niepotrafiący rozliczyć komunistycznych zbrodni. A na co dzień – nienadający się do skutecznej walki z przestępczością białych kołnierzyków. Za to nierzadko wsadzający do więzień i szpitali psychiatrycznych osoby niemające pieniędzy na adwokata, które popadły w konflikty z urzędniczymi sitwami.

Ubocznym skutkiem braku weryfikacji w wymiarze sprawiedliwości jest niechęć do rozmowy o jego historii. Owszem, o zbrodniach stalinowskich wiemy sporo. Natomiast nic lub prawie nic nie pisze się o tym, jak powstał aparat prokuratorski i sądowniczy zdolny do tych zbrodni. I jak przetrwał różne historyczne zakręty…” (Piotr Lisiewicz)

całość tu: Koniec bezkarności postsowieckiego wymiaru sprawiedliwości!

O tak! Z pewnością pewna część polskiego wymiaru sprawiedliwości nadaje się do wymiany, a być może powinna nawet trafić za kratki. Ale jeśli nowa władza chce tę niewątpliwą konieczność przeprowadzić z pozycji moralnej wyższości, z zachowaniem obiektywnego poczucia sprawiedliwości (i prawa), a nie dlatego że „większość się domaga”, to nie może równolegle dokonywać zamachu na istotę sądownictwa – jego niezależność. Co do „większości”, to czy wcześniej jej nie było? (tyle że wspierała innych) Co to w ogóle za argument? No i jaka to większość skoro wyborcy PISu to zaledwie część z tej połowy która w ogóle poszła na wybory. Nie może „nowa” władza która w szyldzie ma „prawo i sprawiedliwość” posługiwać się niejasnymi regułami i tworzyć niebezpieczne na przyszłość precedensy prawa dla politycznych celów. Gdyż mogą one zostać później wykorzystane w niecny sposób jako „praktyka prawna”, ze szkodą dla obiektywnego poczucia sprawiedliwości. Tę stajnię Augiasza należy wyczyścić a nie spalić do cna łącznie z fundamentami (ideą niezależności), robiąc miejsce dla jakiegoś potwora. Nieuczciwych sędziów trzeba „wycinać”, ale nie można jednocześnie razem z nimi wyciąć istoty wymiaru sprawiedliwości.

Dotyczy to również ułaskawiania przestępców (i to z naruszeniem prawa) po to żeby ich umieszczać na wysokich stanowiskach, jakim jest np. minister koordynator służb specjalnych. Nie ma to nic wspólnego z „poczuciem sprawiedliwości”. Bardzo źle świadczy o nowej władzy fakt że całą akcję przeprowadzono po to, by oddać resort służb specjalnych człowiekowi któremu udowodniono totalniackie zapędy. Mowa tu o ułaskawianiu (prawnym i moralnym) Pana Kamińskiego, który nadużywał władzy do bezprawnych działań polegających na fabrykowaniu sytuacji przestępczych, po to żeby wabić w nie ludzi i na sfingowanej przez siebie od początku podstawie ich zamykać. Taki człowiek powinien siedzieć a nie nadzorować służby specjalne w Polsce…

„…Kamiński – mimo braku uzasadnienia popełnienia przestępstwa w aferze gruntowej – zdecydował się przeprowadzić operację specjalną, a podległych mu funkcjonariuszy podżegał do przestępstwa. Polegało ono na kierowaniu niezgodnymi z prawem działaniami operacyjnymi – wręczenia łapówki Piotrowi Rybie i Andrzejowi K. oraz „funkcjonariuszom publicznym”. Prokuratura uznaje to za „niedozwoloną prowokację”.
Według zarzutu, Kamiński działał ze „z góry powziętym zamiarem” i odpowiada karnie za działania całej nadzorowanej przez siebie instytucji – powinien był bowiem nie dopuszczać do nadużywania uprawnień przez podległych sobie funkcjonariuszy, co stanowi niedopełnienie obowiązków szefa CBA. „Za jego wiedzą i zgodą podlegli mu funkcjonariusze podrobili szereg dokumentów osób fizycznych i jednostek samorządowych” – głosi uzasadnienie zarzutu.
– W tej sprawie stwierdziliśmy kilka przypadków stosowania kontroli operacyjnej bez zgody prokuratora i sądu – podkreśliła rzeczniczka prokuratury Mariola Zarzyka-Rzucidło. Według prowadzących śledztwo Kamiński miał świadomość, że w oparciu o podrobione dokumenty zostanie wydana w ministerstwie rolnictwa decyzja administracyjna naruszająca prawa osób trzecich – właścicieli gruntu w Muntowie…” więcej na Szef CBA usłyszał zarzut. Nie przyznaje się podobne tu: „Z miłości do prawa łamać prawo”, czyli jeszcze raz o Sawickiej

Cała ta chucpa oraz przekonanie wyborców i dworaków PIS o słuszności posunięć Dudy, w niczym nie zmienia faktu że Pan Kamiński został słusznie przez sąd pierwszej instancji skazany. Cała ta „afera gruntowa” przypominała bowiem „zabawę” w którą czasem bawią się strażacy – sami podpalają by później mieć co gasić. Afera została bowiem od początku do końca zorganizowana i zrealizowana przez CBA, w dodatku z nadużyciem władzy (podobnie było w przypadku Beaty Sawickiej, innym zaś przykładem może być ABW i Brunon K.). Ostatecznie prowokatorom udało się wciągnąć tylko jedną osobę z zewnątrz (Pana Rybę). Drugi podejrzany (Pan Kryszyński) okazał się „byłym” funkcjonariuszem (skończył elitarną szkołę wywiadu w Kiejkutach i był oficerem UOP). A że ze służb nigdy się nie wychodzi, to tylko Ryba dostał odsiadkę, zaś Kryszyńskiego ukarano grzywną. To z kolei rodzi domysły że Kryszyński mógł pełnić w tej aferze rolę „tajniaka”, a jego zadaniem było prawdopodobnie sztuczne napędzanie całej afery, łącznie z prowokowaniem, kreowaniem i nakłanianiem do zachowań korupcyjnych „wspólnika” – Ryby. Jeśli CBA powołano do tego by wytwarzać sytuacje korupcyjne, to w tym kraju ŻADEN obywatel nie może czuć się bezpieczny. Jest to typowo ubecka metoda działania którą można podsumować słynnym cytatem „dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie”. Tego rodzaju „specjalne uprawnienia” stanowią też pokusę do pozbawionego ryzyka „zarobku” dla skorumpowanych funkcjonariuszy. Bo nawet jak wpadną to zawsze będą mogli się wytłumaczyć, że przecież to była taka specjalna akcja-prowokacja – całkowicie legalna!

Ludzi którzy uważają ten sposób postępowania za potrzebny i praworządny nie uważam za godnych prawa łaski, ani za właściwych kandydatów na funkcjonariuszy czy ministrów mających pełnić nadzór nad służbami. Są to zbiry najgorszego sortu, bo potrafią bez skrupułów wykorzystać powierzoną im władzę do szukania haków nawet na niewinnych ludzi (gdyby nie nakłanianie CBA to nie popełniliby sami z siebie przestępstw). To jest jakieś kuriozum, a wszczęcie procedury ułaskawienia kogoś, kto nie został jeszcze prawomocnie skazany jest przy tej okazji „piękną” konkluzją paradoksu z jakim mamy do czynienia. Być może drugorzędnym problemem (dla zwykłych obywateli), ale jednak pokazującym jak paskudnie zaczyna się bawić „nowa” władza, i jak potrafi wyzbyć się skrupułów żeby osiągnąć polityczny cel… I tę hucpę postanowił żyrować człowiek który skończył prawo i klęka na mszy w Kościele…tfuuuu. Prezydent „obrońca” – prywaty i partyjnych interesów.

Trochę innych standardów oczekiwałem od Pana Dudy (Rola prezydenta RP). Nawet Komorowski ze swoją WSIową oprawą (który ma sporo innych rzeczy na sumieniu) nie połasił się na to żeby przerywać sądom przed zakończeniem postępowania, by ułaskawić kumpla przeznaczonego na ministerialny stołek. Najgorsza w tym wszystkim jest premedytacja na określone polityczne zapotrzebowanie. Duda najprawdopodobniej wiedział że Kamiński zostanie skazany więc zdecydował się na „mniejsze zło” (w swoim mniemaniu), zanim do Kamińskiego przylgnie wyrok przestępcy skazanego prawomocnym wyrokiem. Wyręczył więc sąd drugiej instancji i postawił się w roli sędziego który lekkim ruchem ręki na podstawie własnego widzimisię ocenia kto jest słusznie sądzony a kto nie. To że złamał w ten sposób prawo miało w tym wypadku trzeciorzędne znaczenie. Bo „społeczne poparcie” wyborców PIS, jak i całego intelektualnego zaplecza tej partii, hurtem okrzyknęły że był to jedynie słuszny (i o zgrozo! sprawiedliwy) ruch. Zaś dla tej części która polityką się w ogóle nie interesuje był to kolejny nieinteresujący rozdział wojny na górze. Mało kto się zastanawia nad niebezpieczeństwem wynikającym z tego precedensu a w zasadzie bezprawia. Priorytetem ponad wszystko było to, żeby kandydat na ministra koordynatora służb specjalnych mógł tym ministrem zostać bez łatki „prawomocnie skazanego”. Nie mógłby bowiem w sposób nieskrępowany wykonywać swoich funkcji, bez dostępu do informacji tajnych i ściśle tajnych (nie daje się tego rodzaju uprawnień kryminalistom). Dlatego też dołożono wszelkich starań (łącznie z zamachem na praworządność) żeby Pan Kamiński nie został prawomocnie skazany.

Należy zwrócić uwagę również na to, że Pan Duda jednocześnie zdjął z lobby sędziowskiego (ukłon w stronę palestry z racji wyuczonego zawodu?) presję ewentualnej konieczności uchylenia pierwszego wyroku (który był jak najbardziej słuszny i nie do podważenia). Sąd po prostu nie mógłby uniewinnić Kamińskiego bez naplucia sobie w gębę gdyż nie miał do tego podstaw. Całe odium (nie)odpowiedzialności spadło więc na urząd prezydenta, który przerwał niewygodny impas. Sędzia do którego trafiło pismo o ułaskawieniu z rozbrajającą szczerością przyznał że nie wie co z tym fantem zrobić, ale jednocześnie zasugerował że dalszy proces jest bezcelowy. Tylko na jakiej podstawie?

Pozostaje pytanie – kim jest Pan Kamiński, że Pan Duda rzuca na szalę swoją reputację jako uczciwego człowieka, powagę urzędu prezydenta i porządek prawny, by w wielkim pośpiechu i bez uzasadnienia (poza subiektywnym odczuciem – SIC!) oddać przysługę człowiekowi który nie jest tego wart, bo naginał prawo dla politycznych celów (czy swoich czy kogoś innego to nie ma znaczenia), w związku z czym nie powinien pełnić ŻADNEJ funkcji publicznej, a co dopiero takiej władzy jaką posiada minister koordynator służb specjalnych. Dlaczego MUSIAŁ być to właśnie Kamiński? Myślę że PIS potrzebuje „sprawdzonej” osoby na tym stanowisku, która nie cofnie się przed niczym kiedy partia będzie tego potrzebować. Jeśli takie mają być standardy „prawa i sprawiedliwości” to ja dziękuję. Osobiście jako zwykły szary i nic nie znaczący obywatel mogę mieć to gdzieś, ale jako człowiek który przykłada wagę do porządku, sprawiedliwości i uczciwości w życiu publicznym, nie mogę udawać że nie widzę tego co się dzieje. Nie będę udawał z fałszywej sympatii dla „dobrych chęci” i „konieczności dania szansy” nowej władzy, że wolno im więcej kosztem elementarnych zasad stworzonych dla NASZEGO (obywateli) bezpieczeństwa właśnie przed potencjalną zbyt rozbuchaną chciwością władzy.

Analizując zaś sam proces „ułaskawienia” Pana Mariusza Kamińskiego przez Pana Andrzeja Dudę należałoby zacząć od wyjaśnienia co to takiego ułaskawienie. Dokładnie nazywa się to „prawo łaski” i wynika z art 139. Konstytucji RP, jednak sama konstytucja nie definiuje tego pojęcia w żaden sposób! Przepis ten stanowi tylko tyle że: „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu.” Z samej treści tego artykułu nie wynika absolutnie nic poza czysto semantycznym znaczeniem słów „stosuje prawo łaski” (zdanie pierwsze) i kogo ta łaska nie dotyczy (zdanie drugie). Co się przekłada „możesz iść, ale nie wolno Ci pójść w lewo”. Jednak mając na uwadze to, że na tej drodze nie jesteś sam, bo istnieją jeszcze inne organa władzy jak ustawodawcza a zwłaszcza sądownicza obwarowane tak samo ważnymi kompetencjami (w ramach tej samej konstytucji), to nie możesz sobie chodzić jak chcesz, bez uważania na innych! I o tym właśnie jakby część klakierów PISu zapomina.

Tymczasem z uwagi na nieprecyzyjność pierwszego zdania (na czym to prawo łaski miałoby konkretnie polegać) cała reszta dopowiedzeń, w jaki sposób i kiedy prezydent może, a w jaki sposób i kiedy nie może skorzystać z tego prawa, po prostu MUSI uwzględniać inne przepisy. Zwłaszcza zawarte w konstytucji (czyli tej samej rangi i powagi), mówiące o rozdziale władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej, oraz zawarte w aktach prawnych niższego rzędu (kodeksy, ustawy) w ramach – lex specialis (gdyż istnieją również takie). Przepisy te powinny zatem owo prawo łaski o ile nie definiować to przynajmniej precyzować, jednocześnie nie ograniczając jego sensu.

„Łaska” oznacza w praktyce prawniczej „darowanie kary”. A zatem sensem „prawa łaski” jest uwolnienie od KARY (dolegliwości) a nie winy (za popełniony czyn), która jednak musi być wcześniej udowodniona (w ramach procesu), żeby można było w ogóle mówić o ukaraniu (i jego podstawach). Ułaskawienie dotyczy więc skazanego, i to PRAWOMOCNIE – bo tylko takich osób dotyczy UKARANIE. Nie ma skazania (prawomocnego) – nie ma kary – nie ma ułaskawienia. Taki jest logiczny ciąg zależności. Osoba „nieprawomocnie skazana” nie podlega bowiem żadnej sankcji, którą można by jej w ramach „prawa łaski” darować. Więc każdy kto twierdzi że można ułaskawić kogoś (a nie uniewinnić! – uniewinnienie to nie jest to samo co łaska 🙂 ) kto nie został uprzednio skazany (a w związku z tym nie podlega karze) po prostu bredzi. O tym zresztą traktuje pośrednio drugie zdanie art. 139 konstytucji. Przyjmując na chwilę logikę Pana Dudy za dopuszczalną, (że prawo łaski nie wymaga skazania i że może być ono stosowane na każdym etapie postępowania sądowego SIC!) można byłoby łatwo obejść ograniczenie zawarte w zdaniu drugim, które swoją drogą nieprzypadkowo zestawia „łaskę” ze „skazanym” (tyle że w ramach ograniczenia). Wystarczyłoby bowiem, żeby prezydent nie czekał aż Trybunał Stanu kogoś skaże, tylko uruchomił procedurę ułaskawienia w trakcie lub natychmiast po wszczęciu takiego postępowania przed Trybunałem Stanu i już można sobie tym ograniczeniem podetrzeć d…udę 😉 I to samo na zasadzie analogii można byłoby stosować w sądach powszechnych. Jest to po prostu absurd i jawne bezprawie!

Nie można prawem łaski skracać postępowania karnego czy sądowego. To naruszałoby albo wręcz likwidowało prawo oskarżonego (pozwanego) zarówno do udowodnienia przed sądem swojej niewinności, jak i do skazania oraz ukarania przez sąd sprawcy czynu zabronionego któremu udowodniono winę. Byłoby to naruszenie elementarnych zasad prawa i poczucia sprawiedliwości w społeczeństwie. Zamykałoby bowiem możliwość ustalenia, kto jest winien (i dlaczego), poprzez jedną decyzję prezydenta. Taka ingerencja w wymiar sprawiedliwości byłaby niebezpieczna zwłaszcza w sprawach funkcjonariuszy państwowych związanych z władzą „panującego”. Skoro rzekomo Konstytucja (ani inne przepisy) nie mają prawa ograniczać prezydenta w stosowaniu prawa łaski, to równie dobrze można zlikwidować całą władzę sądowniczą bo jest niepotrzebna, a prawo łaski to żadne „prawo” a po prostu licencja na nieomylność prezydenta w sprawach sądowych. Nadawanie jednemu człowiekowi takiej władzy to faktyczne połączenie w jednym ręku władzy wykonawczej z sądowniczą (niemal absolutyzm). Skoro ułaskawienie jest dopuszczalne na KAŻDYM etapie sprawy, to co stoi na przeszkodzie żeby prezydent zażyczył sobie takiego „ułaskawienia” natychmiast po wniesieniu oskarżenia, przerywając cały proces na samym początku, tak żeby nikt nie dowiedział się żadnych faktów dotyczących oskarżenia takiego czy innego „kolegi prezesa” 😉 Bo zgodnie z „nowym prawem” prezydent nie musi czekać na to, aż cokolwiek będzie komuś udowodnione. Nie musi się też liczyć z argumentami skoro jeszcze żaden nie wybrzmiał! Sąd może się zatem nie wysilać w zbieraniu i rozpatrywaniu dowodów, przesłuchiwaniu świadków czy w innych czynnościach mających na celu dążenie do ustalenie prawdy obiektywnej, bo ona się nie liczy. Liczy się tylko „poczucie sprawiedliwości” Pana prezydenta – koniec kropka!

Dlatego najważniejszy w całej tej sprawie w zestawieniu z art. 139 konstytucji, jest art. 7, który mówi, że organy władzy działają nie tylko na podstawie, ale i w granicach prawa, a przede wszystkim art. 173. gdzie stoi jak wół napisane, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Skracanie postępowania sądowego przez prezydenta (czyli inną władzę – wykonawczą) jest zatem działaniem poza granicami prawa, oraz naruszeniem odrębności sądu jak i niezależności toczącego się postępowania, gdyż dopiero wyrok (i to prawomocny) takie postępowanie kończy. Prezydent powinien ZACZEKAĆ na zakończenie postępowania, by dopiero od jego skutków (KARY ale nie od winy) móc swojego kolegę legalnie „zwolnić”. Jednak to by oznaczało że Pan Kamiński pozostanie winny popełnionego przestępstwa, a tylko nie wyląduje za to w więzieniu.

„…Zważywszy na to, że okazany przez prezydenta Dudę akt łaski godzi w elementarne poczucie sprawiedliwości i podważa fundamenty państwa prawa, wypada jedynie trzymać kciuki aby Sąd Okręgowy nie uległ presji większości doktryny prawa konstytucyjnego. Powinien uznać, że akt łaski zastosowany przez Prezydenta wykraczał poza jego prerogatywy, przez co był bezskuteczny. Skutkować to winno odmową umorzenia postępowania karnego i merytorycznym rozpoznaniem apelacji (o ile tylko, wobec ponownego wyboru Mariusza Kamińskiego na posła nie ma potrzeby ponownego uchylenia mu immunitetu, co już jest jednak zupełnie inną kwestią). A nuż w wyniku rozpoznania apelacji sąd w drugiej doszedłby do wniosku, że przestępstwo nie zostało popełnione i uniewinnił oskarżonego. Byłoby to z wielkim pożytkiem dla samego Kamińskiego (który mandat do sprawowania funkcji publicznych wywodziłby wówczas z oceny niezawisłego sądu, a nie z posiadania wpływowych kolegów), ale przede wszystkim dla budowy w Polsce państwa prawa.” (Tomasz Ludwik Krawczyk – Ułaskawienie nieskazanego Mariusza Kamińskiego a konstytucja)

…wypada więc powtórzyć za Panem Kokoszkiewiczem…

…Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo zagrażające każdej grupie rządzącej zwłaszcza, kiedy posiadła ono pełnię władzy. Mam na myśli triumfalizm, arogancję i przemożną pokusę spożywania zakazanych owoców, które takiej władzy często podtyka się jak na tacy. Bardzo ważne, aby media, które przez lata wspierały PiS nie poczuły się organami partyjnymi i nie przyjęły wraz z rządzącymi zasady TKM, czyli „Teraz K…a MY”.

I tu widzę bardzo ważne zadanie dla „Warszawskiej Gazety”, na której okładce nad winietą widnieją pisane drobną kursywą słowa: Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski-polskiej. Te dwa zdania zaczerpnięte zostały z ulotki kpt. Władysława Łukasiuka, „Młota” z 6 Brygady Wileńskiej AK.

Pamiętajmy, aby radość z tego, kto dzisiaj Polską rządzi nie przesłoniła nam nigdy czegoś o wiele ważniejszego, czyli tego jak rządzi i jakie cele stara się realizować. Powyższy cytat zapamiętajmy i traktujmy, jako wzornik i kopiał, który zawsze przykładać będziemy do każdej decyzji i poczynań nowej władzy. Jeżeli cokolwiek nie będzie pasowało do tego wzornika będziemy informować, a kiedy trzeba alarmować nie zważając, że komuś może się to nie spodobać. Trzeba pamiętać, że zawsze najłatwiej oszukać tych najbardziej i ślepo zakochanych. Dziennikarzom nie wypada tak na zabój kochać się we władzy bo utracą jakąkolwiek wiarygodność dołączając do Michnika, Lisa, Żakowskiego czy „Stokrotki” Olejnik.” (Mirosław Kokoszkiewicz)

źródło: Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę

… i liczyć na deklarowaną niezależność od nowej władzy by dać świadectwo owej wiarygodności o której jest mowa w cytacie. Tymczasem do tego co się wydarzyło jak ulał pasuje fragment z „Pana Tadeusza”:

„…Mistrz coraz takty nagli i tony natęża,
A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,
Jak zgrzyt żelaza po szkle – przejął wszystkich dreszczem
I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.
Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili,
Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli?…” 

Pora przejść do innej sprawy…

„Ledwo na cztery dni przed zwycięstwem PiS w wyborach parlamentarnych Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej, powołał na stanowisko rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa” – czytamy w serwisie Niezależna.pl.

Siemoniakowi nie przyszło do głowy, by skonsultować tę decyzję z Andrzejem Dudą, zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale gen. Pacek długo się stanowiskiem nie cieszył. Wczoraj odwołał go nowy minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Decyzja była jedną z pierwszych, które podjął.

To symboliczne. Tym samym w szeregi pozostałych w strukturach wojskowych pracowników, współpracowników i konfidentów komunistycznej bezpieki poszedł jasny sygnał:

„grubej kreski” nie będzie.

To samo dotyczy zapewne poukrywanych tu i ówdzie żołnierzy WSI, tak zaciekle zwalczających likwidatora „długiego ramienia Moskwy”.

Bez dokończenia procesu lustracji, bez wyeliminowania z życia publicznego ludzi zakorzenionych w PRL i ZSRS, nie ma możliwości przeprowadzenia sanacji życia publicznego.

Wiedzą o tym wszyscy, a najbardziej przeciwnicy nowego ministra obrony. Dlatego tak zaciekle go atakują.” (Wojciech Mucha)

źródło: Przegonić bezpiekę

Wiedzą o tym wszyscy… zauważa Pan Mucha pisząc o potrzebie lustracji (bardzo słuszna koncepcja) i odżegnując nowe władze od „grubej kreski” (do której nie powinno nigdy dojść). Na dowód realizacji tych potrzeb przywołuje odwołanie z funkcji rektora AON byłego żołnierza komunistycznej bezpieki wojskowej gen. Bogusława Packa. Jednak mało kto wie, że ten gest nie ma po pierwsze nic wspólnego z lustracją, ani z likwidacją grubej kreski, a jest po prostu elementem polityki kadrowej w ramach zmiany u władzy. Jak ktoś nie wierzy niech się zapozna z podstawą prawną zwolnienia gen. Packa.

Jest to zapewne jeden z wielu gestów które jeszcze przed nami a które szumnie będzie się nazywać „sprawiedliwością dziejową” i oczyszczaniem aparatu państwa z wrażego elementu. W ilu wypadkach będzie to rzeczywiście podyktowane troską o kompetencje i uzasadnionym brakiem zaufania do delikwenta (z racji starych grzechów) to można będzie ocenić na podstawie ilości udowodnionych przed sądem przestępstw, niekompetencji i „zdrad” (nie spodziewam się zbyt dużo tego typu spraw). Z pewnością przypadek gen. Packa zmobilizuje prawdziwe szuje do samodzielnego ruchu w pożądanym przez nowe władze kierunku, i odejdą z zajmowanych stanowisk na własną prośbę, oszczędzając tym samym czasu i zachodu nowym pryncypałom – i tyle z tego będzie dobrego. O największych „ludziach honoru” uciekających przed „rozliczeniem” z pewnością się dowiemy z komunikatów prasowych, bo media „niezależne” będą się na ten temat rozpisywać, trąbiąc o tym jak to PIS samym swoim „majestatem” robi „porządek”. Natomiast o tym ilu z tych nieodrodnych synów ludowej rzeczypospolitej zachowa swoje posadki uzyskując status „naszych sukinsynów” (jeśli przysięgną lojalność nowej władzy) nie dowiemy się zbyt szybko. Jeśli jednak  przypadkiem się dowiemy, to będzie nam to z pewnością dobrze wytłumaczone. W przeciwnym wypadku ci ludzie będą się bronić przed ujawnieniem, strasząc kogo trzeba wiedzą na temat co niektórych aparatczyków z PISu 🙂 Bo taka jest cena za bycie partią „kompromisu” i zadawnionych układów rodem z Magdalenki, oraz kadrami z PZPRu.

Ta „dekomunizacja” z pewnością zadowoli na jakiś czas część elektoratu PIS. Nic tak bowiem nie rajcuje najzagorzalszych fanatyków jak pozbawienie tłustych kotów i aparatczyków poprzedniej władzy funkcji i apanaży. Tylko co potem kiedy już chęć zemsty zostanie nasycona? Ilu Polakom ta odwilż da pracę, ułatwi prowadzenie działalności gospodarczej, ulży w fiskalnym ucisku, wyrwie z biedy albo pozwoli na powrót z emigracji? Ile stanowisk przez tę „falę rozliczeń” się zwolni, i komu przypadną? Dokładnie nie wiadomo, ale wiadomo że szary obywatel (do tego nie związany z nową władzą) będzie mógł się na tego typu „miejsce pracy” tylko popatrzeć. Stąd właśnie radość z tego rodzaju „czystki” nazwałem jałową, bo żaden obywatel nie odniesie z tego tytułu żadnej wymiernej korzyści poprawiającej jego byt. Zwolnione przez jedne tłuste koty synekury przejmą inne tłuste koty, a naród dalej będzie musiał to wszystko utrzymywać. Co prawda PIS chce wprowadzić zmiany w kontraktach managerskich i zmniejszyć wysokość odpraw w spółkach Skarbu Państwa, które dzięki poprzedniej władzy przybrały wymiar po prostu rabunkowy, ale to jest również tylko gest. Bo cały ten majątek może być efektywnie zarządzany również w prywatnych rękach, a w wielu wypadkach (jak np. kopalnie) powinien być natychmiast sprywatyzowany (najlepiej oddany górnikom w zamian za część przyszłych zysków z przeznaczeniem na fundusz emerytalny) żeby nie obciążać więcej podatników kosztami jego (nie)funkcjonowania.

„…Prawo i Sprawiedliwość w projekcie ustawy chce ograniczyć długość okresu odprawy do 3 miesięcy, a tzw. zakaz konkurencji do 12 miesięcy jeżeli te okresy zawarte w już podpisanych umowach na zarządzanie i różnego rodzaju kontraktach managerskich są dłuższe, to wypłaty z nich wynikające będą opodatkowane 65% stawką podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Temu rozwiązaniu ma towarzyszyć także obniżka samych wynagrodzeń dla zarządzających w spółkach Skarbu Państwa, przy czym to rozwiązanie będzie dotyczyło tych nowo zatrudnionych. Zapowiadający wprowadzenie tych rozwiązań w Sejmie prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że w Polsce nie jest najlepiej z równością wobec prawa i obniżenie wynagrodzeń zarządzających w spółkach Skarbu Państwa i wysokiego opodatkowania odpraw będzie pierwszym przejawem wprowadzania tej równości.

W spółkach Skarbu Państwa po wygranych wyborach przez Prawo i Sprawiedliwość co oczywiste szykują się zmiany w szczególności powinni być wymienieni ci managerowie, którzy zostali nagrani na „taśmach prawdy”. Z tych rozmów bowiem bardzo często wynika, że podstawowym ich zajęciem wcale nie jest dobre zarządzanie powierzonym im majątkiem ale raczej tworzenie układów z politykami Platformy, aby jak najdłużej można się by było utrzymać na tym intratnym stanowisku. W takiej sytuacji likwidacja tzw. złotych spadochronów jest jak najbardziej na czasie i powinna być uchwalona w możliwie jak najszybciej…”

całość tu: Koniec „złotych spadochronów” podobne: PrzElewarr czyli… jak obejść ustawę kominową i jak z państwowej spółki zrobić prywatny folwark (raport NIK). oraz: Najwyższy Czas!: „Słońce Peru przypala wszystkich prócz kasty urzędników”… Nie daj sobie wmówić że „ONI” są potrzebni.

Cała ta „wymiana” (za wyjątkiem usunięcia szubrawców i złodziei) jest narodowi potrzebna jak kolejny serial w TV. Co innego gdyby za tymi personalnymi czystkami szła jednocześnie likwidacja etatów, a pieniądze które rząd do tej pory wydawał na ich utrzymanie pozostały w całości w kieszeniach Polaków. To co proponuje PIS to żadna sprawiedliwość a zwykłe usprawiedliwienie dla istnienia urzędniczych paśników. Oczywiście zmiany jakościowe są potrzebne – zwłaszcza w organach kluczowych dla obronności i bezpieczeństwa, jak i w sądach czy prokuraturze. Jednak w pozostałych resortach i tzw. „administracji” należałoby po prostu zlikwidować etaty których poprzednia władza namnożyła, a sam proces zarządzania państwem (zwłaszcza gospodarką) powinien zostać zderegulowany. Tymczasem wcale się na to nie zanosi, bo zbyt łakomy to kąsek dla „nowych” co też chcą się nachapać.

Robią nas w konia: Expose Premier Szydło i rządu PiS – koniec złudzeń #136

Niestety naród ten plan (swoim wyborem) przyklepał, gdyż władzy udało się mu wmówić że systemu nie trzeba reformować a wystarczy tylko zamienić świnie przy korycie na „bardziej uczciwe”.  A wtórują temu przekonaniu całe sztaby „specjalistów” i „autorytetów” zwanych „niezależnymi” i „niepokornymi”, które aż przebierają nogami żeby się wśliznąć na miejsca znienawidzonych poprzedników, po to by podczepić się pod różnego rodzaju kurki z publicznym szmalem.

Ta postawa pełnej ambicji pseudoelity tłoczącej się u podnóżka nowej władzy ma przełożenie na wyborców, których większość skłonna jest niewątpliwe polepszenie jakościowe rządów pod władzą PiS traktować jako cel sam w sobie.

Problem polega na tym, że to polepszenie nie jest wystarczające do załatwienia problemów. Sytuacja wygląda tak, jakby lekarz truciciel został odsunięty i zastąpiony przy łóżku chorego na nowotwór pacjenta przez niepodtruwającego już medyka, który zaczyna leczyć zapalenie spojówek, a na uwagi, że trzeba zająć sie rakiem, oskarża (ku akceptacji publiki i rodziny chorego) o radykalizm i ryzykanctwo. Finał jest do przewidzenia.

Dlatego wydaje mi się, że ,,radykalizm” będzie jednak niezbędny. Choroby nie wyleczono.” (Wojciech Miara)

podobne: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? W oczekiwaniu na „przełom”. Brytyjczycy nie chcą mieć nić wspólnego z długiem i uchwalają jeden z postulatów KORWiNa. oraz: Minuta POPISu. Czy system znowu się obroni dzięki propagandzie spod znaku Virtual Insanity? Wybory są „grą o legitymizację” władzy.

Jak się przedstawia stan świadomości części tego elektoratu (i nie tylko tego) również w kontekście znajomości historii, wydarzeń politycznych i wyciągania na podstawie tej wiedzy stosownych (a przede wszystkim prawdziwych) wniosków, które mogłyby prowadzić do odzyskiwania tożsamości narodowej (nie mylić z polityczną 🙂 ) i świadomości obywatelskiej niech opowie lektura: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

Pan Mucha mówi o tym że trzeba „dokończyć lustrację”. Prawda! Tyle że dziwnym trafem oczekuje – a w zasadzie jest przekonany o tym – że dokona tego środowisko, w którym tak jak w poprzedniej ekipie, nie brakuje ludzi z komunistycznym rodowodem i z socjalistyczno etatystycznym pomysłem na państwo. Pan Mucha zachowuje się jakby nie wiedział, że za uwalenie lustracji w przeszłości (kiedy była najlepsza na to pora) odpowiada m.in Pan Macierewicz, który wspomnianej uchwały lustracyjnej nie wykonał, choć został do jej wykonania przez Sejm zobowiązany….

„…nie przeprowadzil lustracji. Ujawnil tylko tych agentow, ktorzy juz nie pracowali. Czyli tych, ktorzy zakonczyli wspolprace z SB. Nie ujawnil natomiast tych osob, ktore pracowaly nadal dla UOP. Czyli ze rzucil nam ochlap w osobach Wieslawa Chrzanowskiego i Lecha Walesy, ktorzy z punktu widzenia tworcow Magdalenki byli tylko pionkami. Natomast nie ujawnil nikogo, kto dalej kontynuowal dzialalnosc w UOP, a ci agenci byli bardziej grozni od juz nieczynnych, poniewaz to oni podejmowali kluczowe decyzje. Przypominam chociazby sprawe Skubiszewskiego…” (całość tu: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”)

…Pisze też o poukrywanych tu i ówdzie jakichś bezimiennych żołnierzach WSI (dobre ma oko jeśli chodzi o płotki), podczas gdy grube ryby wydają się póki co pływać w mętnej wodzie niewiedzy całkowicie bezkarnie, choć przysłowiowych haków na których można by je powiesić nie brakuje… o czym przypomina Pan Sumliński:

„…Dziś, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiada „nasz” prezydent, a pełnię władzy przejęła partia pana Kaczyńskiego, należałoby oczekiwać, że Polacy poznają prawdę o byłym lokatorze Belwederu. Trudno bowiem wyobrazić sobie tematykę bardziej „nośną” medialnie, jak informacje zawarte w zeznaniach świadka Winiarskiego. Usłyszeliśmy przecież o wielorakich kontaktach Komorowskiego ze służbami rosyjskimi i wschodnioniemieckimi, o poszukiwaniu „haków” na polityków PiS, o „ochronie” byłego prezydenta, mającej ścisłe powiązania z gangsterami, o przestępczych próbach zastraszania i zdobycia tajnego aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o związkach Komorowskiego z ProCivili i kilku innych sprawach, zdolnych wywołać polityczne trzęsienie ziemi i reakcje każdego wymiaru sprawiedliwości.

Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej.

Nazwanie takiej sytuacji zadziwiającą, byłoby zaledwie bladym eufemizmem. Uważam, że mamy do czynienia z ogromnym skandalem i niezwykle groźnym zjawiskiem. Jeśli dziś je przemilczymy, wkrótce możemy zapłacić za to wysoką cenę.

Bronisław Komorowski jest bowiem najciemniejszą postacią świata polityki III RP. Jest osobą, za którą rozpościera się cień wielu ponurych tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Prezydentura tego człowieka była czasem hańby, destrukcji i nienawiści. To okres, w którym utraciliśmy poczucie bezpieczeństwa i zdolność do suwerennych działań, w którym znacząco osłabiono potencjał obronny państwa i skierowano polityczne priorytety na proces „zbliżenia” z putinowską Rosją. Nie chodzi tylko o obszar propagandy i nachalnej demagogii wylewającej się z ust polityków PO-PSL i hierarchów Kościoła. „Zbliżenie” z państwem Putina miało wymiar koncepcji bezpieczeństwa narodowego, w której Rosja miałaby stanowić „istotny gwarant bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”. [o czym więcej tu: Na Kremlu ogłoszono: FSB i SKW będą współpracowac(?) – Odys]

Z takiej perspektywy trzeba oceniać prezydenturę Komorowskiego oraz więzi łączące go z Rosjanami. Nigdy nie wyjaśniono okoliczności, w jakich człowiek ten kontaktował się z ludźmi Putina, tuż po 10 kwietnia 2010 roku. Chodzi m.in. o majową wizytę w Katyniu (wspólnie z Jaruzelskim), o spotkanie 21 czerwca 2010 roku z rosyjskimi wojskowymi w Erewaniu, o wspólny pobyt w Sopocie Komorowskiego i Patruszewa w lipcu 2011 roku, o spotkanie w Jekaterynburgu w grudniu 2011 z wysłannikiem Putina Aleksandrem Charłowem, o lądowanie w Irkucku na Syberii, w drodze do Chin, o „międzylądowanie” w Azerbejdżanie, 6 marca 2012 roku (dwa dni po wyborach prezydenckich w Rosji) i rozmowy z prezydentem tego państwa Ilhamem Alijewem – żarliwym zwolennikiem Putina. To zaledwie część tematów wymagających wyjaśnienia. Jest oczywiste, że nie tylko wcześniejszy życiorys Komorowskiego, ale czas jego prezydentury obfitują w rozliczne „białe plamy” i zagadkowe sytuacje.

Ponieważ ten człowiek jest nadal aktywny w życiu publicznym, posiada realny obszar wpływów oraz potencjał polityczny, który niebawem (jak sądzę) zostanie wykorzystany – należałoby uczynić wszystko, by Polacy poznali prawdziwe oblicze owego „katolika – konserwatysty”. Uważam to za rzecz priorytetową dla naszego bezpieczeństwa…

…Nie wyobrażam też sobie, by (jak ma to miejsce obecnie) środowisko „naszego” prezydenta mogło nadal ukrywać informacje na temat aneksu z Weryfikacji WSI i udzielało w tej sprawie tyleż nonsensownych, jak skandalicznych odpowiedzi. Mamy prawo wiedzieć – czy aneks znajduje się w tajnym sejfie prezydenta Dudy oraz – czy i kiedy zostanie ujawniona jego treść?…

…Jeśli nowa władza nie podejmie żadnych czynności weryfikujących informacje przekazane przez tego świadka i nadal będzie unikała prześwietlenia i rozliczenia prezydentury Komorowskiego, otrzymamy mocną przesłankę na istnienie parasola ochronnego nad byłym prezydentem.

Odpowiedź na pytanie – dlaczego taki parasol miałby istnieć, pozwoliłaby wówczas zrozumieć logikę „nowego rozdania”. (Aleksander Ścios)

całość tu: PARASOL NAD KOMOROWSKIM ? oraz: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

…jednocześnie człowiek odpowiadający za sporządzenie owego tajemniczego aneksu do raportu (za którego ukrywanie do politycznych rozgrywek być może zginął Lech Kaczyński) w jednej z wypowiedzi zapowiada (i nie zapowiada – taki myk) kolejne aneksy, choć pierwszego jeszcze nie opublikowano, za to poszukiwanie konfidentów ma się odbywać dalej (bo poufnych informacji nigdy dość)…

„…Macierewicz wskazuje, że gdy szefowie nowych służb natkną się na informacje, które zgodnie z ustawą weryfikacyjną wymagają napisania następnego aneksu, czyli kolejnego uzupełnienia do „Raportu z weryfikacji WSI”, to muszą to zrobić – czyli jest to ich ustawowy obowiązek.

„Mówię o tym dlatego, żeby była jasność: z punktu widzenia ustawowego istnieją wszystkie narzędzia, aby kontynuować proces weryfikacyjny” – podkreśla wiceprezes PiS.

Pytany czy będzie kolejny aneks Macierewicz wyjaśnia: „Nie zapowiadam żadnych kolejnych aneksów. Od razu chciałbym to powiedzieć tym komentatorom, którzy mogą podnieść histeryczne krzyki, że Macierewicz zapowiada następne aneksy. Przypominam jedynie, co mówi ustawa, i że przewidziano w niej taką sytuację, że wykryte przestępcze działania byłych żołnierzy WSI wymagają opublikowania następnego aneksu i wyciągnięcia z niego konsekwencji”…” (Antoni Macierewicz: Istnieje możliwość dokończenia weryfikacji)

…Bardzo to pasuje do dotychczasowej taktyki przemilczania o jakiej wspomina Pan Sumliński. I nie dziwota! Kto by się chwalił publicznie wiedzą na taki temat. Tylko ten który nie może już z niej zrobić użytku. Upublicznienie tego rodzaju danych to pozbycie się przysłowiowego „asa w rękawie” w postaci haków na poszczególne osoby (tak z władzy jak i jej oficerów prowadzących). Poza tym, to całe (prze)milczenie jakie gwałtownie zapanowało w obozie „płomiennych patriotów” wobec „naturalnego” wroga jakim jest Pan Komorowski, bardzo pasuje do resetu resetu pierwszego resetu (to nie jest powtórzenie, ponieważ kierunek wiatru dziejów zmienił się już dwukrotnie) kiedy to swojego czasu Barack Obama proponował Rosji sojusz w ramach tworzenia wspólnego międzynarodowego bloku „bezpieczeństwa”, czyli wspomnianego przez Sumlińskiego „nowego rozdania”.

Ktoś zapyta a co ma wspólnego taki czy inny dogawor USA i Rosji z tym co się akurat dzieje w „polskim piekiełku” polityki? Ano ma wiele wspólnego, jeśli tylko zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska nie jest podmiotem a przedmiotem w polityce międzynarodowej, i w zależności od tego jak akurat kształtują się relacje między mocarstwami, tak kształtuje się kierunek sympatii i antypatii „polskich” władz (a to na pro amerykańską, a to na pro rosyjską, a to na pro niemiecką). Więc jeśli nawet jakiś czas temu Putin i Rosja były beee (bo Gruzja, bo Ukraina, bo coś tam) to od jakiegoś czasu można zaobserwować jak nasi sojusznicy z USA kokietują Rosję (z wzajemnością) pod pretekstem walki z terroryzmem (a głównie ze strachu przed rosnącą potęgą Chin), i znowu ocieplają wzajemne stosunki. Z tego też powodu może wynikać zobowiązanie „nowych” polskich władz, do pewnych drobnych „gestów” wpisujących się w aktualną tendencję sojusznika z USA, czyli nie robienia krzywdy ludziom z obozu prorosyjskiego, z którym poprzez WSI (które podobno zostały zlikwidowane przez Macierewicza) identyfikowany jest Pan Komorowski.

Inne wytłumaczenie to oczywiste zaszłości wynikające z początków tzw. „transformacji ustrojowej”, gdzie protoplasta obecnego PISu (Porozumienie Centrum) było reprezentowane na rozmowach z komunistyczną bezpieką (również wojskową) w Magdalence przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Z uporem maniaka wypominam po raz kolejny tę słynną popijawę, bo to właśnie tam ustalono że „wy nie ruszacie naszych a my nie ruszamy waszych”. Stąd też m. in. wynikają pewne szczególne zobowiązania Pan Macierewicza, bo chociaż był „zawzięcie” ścigany przez „starą” władzę” za swoją „szkodliwą” dla państwa działalność, to jednak skończyło się tylko na ściganiu i nieprzyjaznej prasie (o czym więcej tu: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI?)

Na koniec jeden z mocniejszych pozytywów ostatnich dni (taka kropla miodu w beczce dziegciu), choć będący póki co również w fazie gestu, bo czy cokolwiek wyniknie z tej sprawy w postaci ukarania odpowiedzialnych za to osób, to już od prokuratury będzie zależało. Mowa o raporcie Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy na temat nadużyć i defraudacji popełnianych przez poprzednich właścicieli „zamku”, a być może i samego byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego…

„…W raporcie zwrócono uwagę m. in. na niebywałe zmiany w strukturze zatrudnienia wprowadzane w ostatnich miesiącach urzędowania Bronisława Komorowskiego. Od 24 maja do 6 sierpnia 8 pracownikom zamieniano umowy terminowe na umowy na czas nieokreślony, zatrudniono 6 nowych pracowników, 14 osobom przyznano awans, w tym 4 zaraz przed rozwiązaniem stosunku pracy.

3 osoby rozwiązały umowy o pracę z Kancelarią, by przejść do pracy w sztabie wyborczym Bronisława Komorowskiego. Odprawy i ekwiwalenty za niewykorzystany urlop oraz dni nadpracowane wyniosły w sumie 57 tys. złotych. Wszystkie te osoby wkrótce zostały ponownie zatrudnione, jedna z nich otrzymała awans, dwie pozostałe – podwyżki. Nowe zasady funkcjonowania Kancelarii wprowadzono 31 lipca, czyli tydzień przed zakończeniem urzędowania prezydenta Komorowskiego.

„Trudno znaleźć obiektywne uzasadnienie dla tego typu zmian pod koniec kadencji Prezydenta, poza chęcią wypłaty wysokich odpraw bliskim współpracownikom ustępującego z urzędu Prezydenta” – stwierdza raport.

Łączna kwota wypłaconych odpraw wyniosła 587 tys. złotych, w tym najwyższa odprawa dla jednego pracownika – 81 tys. złotych. W czerwcu – a więc już po przegranych wyborach prezydenckich – Bronisław Komorowski utworzył aż 5 nowych stanowisk kierowniczych.

Jeszcze większa była suma nagród, jakie w ciągu omawianych niecałych czterech miesięcy otrzymali pracownicy Kancelarii. Nagrodzono finansowo 328 osób na łączną kwotę prawie 1,5 miliona złotych.

Na podobną kwotę składają się upominki wręczane przez byłego prezydenta w okresie od 1 stycznia do 6 sierpnia. Wydano 1 476 780 złotych, z czego większość (prawie milion) w ciągu ostatnich miesięcy urzędowania…

…To tylko niektóre elementy audytu z działania kancelarii Bronisława Komorowskiego. Pełna treść raportu jest do pobrania na stronie Prezydenta RP. 

– To, co się rzuca w oczy to brak szacunku dla pieniędzy publicznych. Brak planowania, chaos w zarządzaniu i wydawanie lekką ręką ogromnej ilości publicznych pieniędzy. Jest szereg przykładów tych rażących nieprawidłowości. Dla mnie najbardziej rażące przykłady to likwidacja 1246 składników majątkowych należących do Kancelarii na kwotę ponad miliona złotych – tylko w tym roku. Na przestrzeni ostatnich 7 lat w Kancelarii zlikwidowano 150 składników na kwotę 61 tysięcy. Jak należy nazwać coś takiego?!..”

źródło: Pełny raport podsumowujący szokujące działania kancelarii Bronisława Komorowskiego podobne: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI.

…Wszystko o czym tu tak długo ględziłem spisując przez kilka dni i układając w (jak sądzę) logiczną całość, przejrzyście, lekko i w sposób najprostszy z możliwych opisał w swoim stylu Pan Michalkiewicz, więc na koniec jego tekst jako synteza…

„Zaledwie tydzień mija od zaprzysiężenia rządu pani premierzycy Beaty Szydło, a już widać, że na podmiance przy rządzie przebudowa sceny politycznej w naszym nieszczęśliwym, a właściwie odtąd już szczęśliwym kraju się nie skończy. Z tym nieszczęśliwym krajem jest tak, że wielu Czytelników ma do mnie pretensję o to sformułowanie. Dotychczas na takie uwagi odpowiadałem pytaniem, czy uważają, że nasz kraj jest szczęśliwy. Ponieważ żaden tak nie uważał, dalej spokojnie używałem określenia „nieszczęśliwy kraj”, będącego zresztą cytatem z powieści Bolesława Prusa „Lalka”, w której tak właśnie o Polsce, a właściwie – o Prywiślińskim Kraju – mówi Książę. Teraz jednak sytuacja się zmieniła, teraz Czytelnik nadesłał mi opinię, że kraj nasz może się wreszcie uważać za szczęśliwy, bo rządy objął pan prezes Jarosław Kaczyński ze współpracownikami w osobach pana prezydenta Andrzeja Dudy i pani premierzycy Beaty Szydło, żeby nie wspomnieć o pozostałych członkach rządu. Skoro tak, to co innego, chociaż z drugiej strony przezorność nakazuje nie chwalić dnia rano, tylko dopiero wieczorem, co przywódca SLD Leszek Miller wyraził w postaci wskazówki, po czym poznaje się prawdziwego mężczyznę – nie po tym, jak zaczyna, tylko po tym, jak kończy.

Otóż pan prezes Kaczyński ze swymi współpracownikami najwyraźniej dopiero zaczyna przebudowywać również kulisy politycznej sceny. Skoro bowiem przechodzimy pod kuratelę amerykańską, tym razem już chyba na dobre – chociaż któż może wiedzieć, jakie bajki będzie opowiadał wybrany w przyszłym roku nowy amerykański prezydent i z jakiego klucza będzie i nam wypadało ćwierkać, jeśli na przykład – na co się coraz bardziej zanosi – sojusznikiem naszych sojuszników zostanie zimny ruski czekista Putin – no to jest rzeczą oczywistą, że nasi sojusznicy („niech żyją nasi sojusznicy, Amerykanie i Anglicy!”) muszą na tubylczej politycznej scenie zainstalować swoich sukinsynów, a wyeliminować sukinsynów jakichś takich nie swoich i to nie tylko od frontu, ale i od kulis. Toteż zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, co nastąpiło po expose pani premierzycy Beaty Szydło, w którym zapowiedziała ona dla naszego nieszczęś… – to znaczy – pardon – oczywiście szczęśliwego kraju „rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój”, dzięki bilionowi złotych, które przeznaczy się na inwestycje, rozpoczęła się energiczna kuracja przeczyszczająca.

Bilion, czyli tysiąc miliardów złotych, stanowi równowartość mniej więcej trzech rocznych budżetów państwa, więc trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób polska gospodarka, w której – mówiąc nawiasem – narodowy potencjał ekonomiczny jest wykorzystany w niewielkim zaledwie stopniu, miałaby wygenerować takie nadwyżki i to w ciągu najbliższych dwóch, a najwyżej trzech lat. Ten potencjał jest zablokowany z jednej strony przez ustanowiony w roku 1989 przez generała Kiszczaka i grono osób zaufanych ekonomiczny model pastwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego, a z drugiej – przez rosnącą biurokratyzację kraju, z której korzystają Umiłowani Przywódcy i polityczne zaplecze wszystkich dotychczasowych kierunków politycznych. Najprawdopodobniej tedy opowieści o potrójnym rozwoju można będzie spokojnie włożyć między bajki, bo osobiście sądzę, że nowy rząd może – po pierwsze – poodkręcać zainstalowane u nas w poprzednich latach wynalazki politycznej poprawności w rodzaju genderactwa i temu podobnych bredni, a po drugie – że zacznie prowadzić politykę historyczną, w której będzie dawał odpór politykom historycznym niemieckiej i żydowskiej – oczywiście w granicach dopuszczonych przez naszych sojuszników, którzy i w tej sprawie mają przecież wiele do powiedzenia.

Więc zaraz po przegłosowaniu wotum zaufania dla nowego rządu, rozpoczął on kurację przeczyszczającą, dymisjonując szefów tajnych służb: Kontrwywiadu Wojskowego i Wywiadu wojskowego. Najwyraźniej oni też powiększą grono „żołnierzy wyklętych”, którym bohaterskie legendy będzie pewnie dorabiała niezawodna „Gazeta Wyborcza”, gdzie redakcyjny Judenrat takie umiejętności powysysał z mlekiem stalinowskich przodków, co to podobne legendy dorabiali „generałowi Walterowi” („ziemia spadła na ciało, zapachniała jak senny las, ale serce zostało na przedmieściach hiszpańskich miast, ale serce szło z wojskiem przez obszary Republik Rad, do wolności przez Polskę, a do Polski przez cały świat”) i innym.

Nocne posiedzenie komisji do spraw służb, podczas której kuracja została przeprowadzona, pan Biernacki z PO uznał za „zamach stanu”, ale to się tylko tak mówi, bo w posiedzeniu uczestniczył nowy minister-koordynator Mariusz Kamiński, który przez prezydenta Dudę właśnie został ułaskawiony, chociaż niezawisły sąd apelacyjny jeszcze nie zdążył wydać w jego sprawie prawomocnego wyroku. Ta decyzja pana prezydenta spowodowała powstanie w tubylczej jurysprudencji dwóch szkół: jedna szkoła utrzymuje, że pan prezydent może ułaskawić każdego delikwenta w każdym czasie. „W każdym” – a więc nawet ZANIM zdąży popełnić jakieś przestępstwo, podczas gdy druga twierdzi, że owszem – ale prawo łaski prezydent może zastosować dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok skazujący. Ta druga szkoła powołuje się na to, że w kodeksie postępowania karnego procedura ułaskawienia jest omawiana w dziale zatytułowanym „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia” oraz na art. 7 konstytucji stanowiący, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” z czego wynika, że nie można domniemywać kompetencji organu władzy publicznej, np. pana prezydenta.

Ale jurysprudencja – swoją drogą, a wymagania wynikające z konieczności przebudowy sceny politycznej i jej bezpieczniackich kulis pod kątem potrzeb obecnej amerykańskiej polityki w Europie – swoją drogą i od razu widać, że sojusznicy chyba dłużej nie chcieli czekać. Tym bardziej, ze kuracja przeczyszczająca obejmuje również jurysprudencję – na razie w postaci Trybunału Konstytucyjnego, gdzie poprzedni Sejm rzutem na taśmę wybrał na zapas pięciu sędziów. Jednak prezydent Duda ich nie zaprzysiągł, a PiS w czwartek przepycha przez Sejm nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, dzięki której zamiast tamtych, wybierze nowych sędziów. Ciekawe, którzy sędziowie dali się wtedy wybrać i jacy dadzą wybrać się teraz – bo zarówno tamten rzut na taśmę w wykonaniu koalicji PO i PSL, jak i ten w wykonaniu PiS rzuca jaskrawe światło na sławną „niezawisłość” sędziów i trybunałów. Nikt chyba nie będzie miał już odtąd wątpliwości, że również i ją możemy spokojnie włożyć sobie między bajki, a bajki – wiadomo – zawsze są, a w każdym razie – zawsze mogą być piękniejsze od rzeczywistości, dzięki czemu im więcej bajek, tym szczęśliwszy będzie stawał się nasz, dotychczas nieszczęśliwy kraj.”

źródło: Na fasadzie i za kulisami

„…Ponieważ pan minister Kamiński nie został skazany prawomocnie, to w myśl zasady domniemania niewinności powinien być uważany za niewinnego również przez pana prezydenta.

Pan prezydent bowiem, podobnie jak inne organy władzy publicznej, zgodnie z art. 7 konstytucji, działa, a w każdym razie – powinien działać „na podstawie i w granicach prawa”. W przełożeniu na język ludzki oznacza to, że nie można domniemywać uprawnień organu władzy publicznej, której każdy krok powinien następować z wyraźnego upoważnienia. Tymczasem kodeks postępowania karnego umieszcza procedurę traktującą o ułaskawieniu w dziale zatytułowanym: „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia”, co interpretatorzy hołdujący potępianej za pierwszej komuny metodzie formalno-dogmatycznej uznaliby za argument, iż ułaskawić można tylko osobę prawomocnie skazaną. Podobno jednak nie można było czekać z ułaskawieniem pana ministra Mariusza Kamińskiego ani chwili dłużej i z tego powodu pan prezydent nie miał innego wyjścia, jak ułaskawić pana ministra Kamińskiego, niechby nawet z niewinności.

Może to stworzyć kłopotliwy precedens dla jurysprudencji, bo jaki właściwie jest status obywatela ułaskawionego z niewinności? Czy na skutek ułaskawienia z niewinności obywatel traci niewinność, czy przeciwnie – nie tylko jej nie traci, ale nawet uodpornia się na utratę niewinności w przyszłości, analogicznie jak w przypadku zaszczepienia ospy prawdziwej? W pierwszym przypadku pan prezydent swoją stachanowską decyzją wyświadczyłby panu ministrowi Kamińskiemu niedźwiedzią przysługę, natomiast w przypadku drugim pan minister Kamiński mógłby dokazywać jeszcze śmielej, niż w przypadku afery gruntowej, korzystając z nabytej odporności na winę, zgodnie z nazistowską jeszcze zasadą, że „czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty”.

Na tym przykładzie widać, ile nowych zadań spadnie na naszą tubylczą jurysprudencję, w związku z kuracją przeczyszczającą, przeprowadzaną w naszym bantustanie dla potrzeb naszego sojusznika. Czy będzie ona w ogóle w stanie tym oczekiwaniom sprostać? To nie jest takie pewne tym bardziej, że w najtwardszym jądrze jurysprudencji, czyli Trybunale Konstytucyjnym zapanował zamęt nie do opisania. Najsampierw koalicja Platformy Obywatelskiej i PSL, rzutem na taśmę dokonała wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Ci sędziowie byli, ma się rozumieć, niezawiśli, podobnie jak wszyscy inni, ale co to komu szkodzi, jak niezawisłość będzie wzbogacona wdzięcznością za nominację? Takie rzeczy się zdarzały; któregoś razu TK wydał orzeczenie opatrzone aż dziewięcioma zdaniami odrębnymi, Autorzy jednych zdań odrębnych uznawali wyrok za zbyt surowy, zaś autorzy drugich – za zbyt łagodny. Okazało się, że ocena wyroku zależała od daty nominacji konkretnych sędziów, co rzuca snop światła na przyszłe badania nad niezawisłością. Mając na uwadze te zależności między nominacją i niezawisłością, PiS postanowił wybrać innych, nie powiem, że „swoich” sędziów, bo ci też będą niezawiśli, jak zresztą wszyscy. Jurysprudencja, politykieria i żuliarystyka podzieliła się na dwa obozy; jedni uważają, że skoro sędziowie zostali raz wybrani, to Roma locuta i causa finita, a drudzy – że vim vi repellere licet, co się wykłada, że siłę godzi się odeprzeć siłą, a w przełożeniu na praktykę polityczną – jak wy nam tak, to my wam tak

…co z konfidentami? Wiadomo przecież, że agentura jest podstawowym narzędziem, przy pomocy którego RAZWIEDUPR utrzymuje okupację naszego nieszczęśliwego kraju. Ta agentura, którą można spokojnie liczyć w dziesiątkach tysięcy, uplasowana została w miejscach, gdzie podejmuje się decyzje, gdzie kontroluje się kluczowe segmenty gospodarki, gdzie decyduje się o energicznych śledztwach – komu zrywamy paznokcie, a komu na razie nie – gdzie wydaje się wyroki, no i gdzie wytwarza się masowe nastroje, a więc mediach i środowiskach opiniotwórczych. Ci konfidenci gotowi w zamian za synekurę, gotowi są służyć każdemu, więc z punktu widzenia naszego sojusznika kuracja przeczyszczająca nie jest tu potrzebna, no ale oprócz sojusznika, który na tubylcze synekury nie poluje, są jeszcze inni polujący, więc nie jest wykluczone, że kuracja przeczyszczająca obejmie również konfidentów. Czy jednak wtedy można będzie jeszcze rządzić naszym nieszczęśliwym krajem?” 

źródło: Co z konfidentami?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.


1. „FAZ”: Merkel i Hollande naciskali na władze Ukrainy w sprawie konstytucji

PAP – Świat, 17 Sie 2015, 10:18 Berlin (PAP) – Niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze w poniedziałek o irytacji wśród ukraińskich polityków spowodowanej naciskami przywódców Niemiec i Francji na parlament w Kijowie w celu zmiany ustawy o decentralizacji władzy zgodnie z sugestiami Rosji.

Wiceprzewodnicząca ukraińskiego parlamentu Oksana Syroid zarzuciła kanclerz Angeli Merkel i prezydentowi Francois Hollande’owi, że 14 lipca, bezpośrednio przed pierwszym głosowaniem nad projektem ustawy o zmianach w konstytucji przewidujących decentralizację władzy w państwie, naciskali w rozmowie telefonicznej na szefa parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, domagając się wprowadzenia zmian służących wyłącznie rosyjskim interesom.

Syroid powiedziała „FAZ”, że zmiany zostały rzeczywiście wprowadzone i zaakceptowane przez Radę Najwyższą Ukrainy. „Nasi sojusznicy narzucili nam te rozwiązania” – zaznaczyła ukraińska parlamentarzystka z proeuropejskiego klubu Samopomoc.

Wprowadzona zmiana, określana przez Syroid mianem konia trojańskiego, stanowi, że „kształt lokalnego samorządu w określonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego ustalony zostanie w odrębnej ustawie”.

Jak twierdzi posłanka, projekt „odrębnej ustawy” już istnieje i daje Moskwie wszystko, co chciała: samorząd dla obszarów opanowanych przez separatystów wraz z własną milicją oraz uprzywilejowanymi relacjami z Rosją. „Kto przyznaje separatystom samorząd i zbrojną władzę zanim Rosja wycofa swoje oddziały, ten utrwala na zawsze wpływy Moskwy we wschodniej Ukrainie” – wyjaśnia Syroid. „Konstytucja staje się tym samym bronią Rosji” – dodaje. Jej zdaniem postępowanie Berlina i Paryża jest złamaniem prawa Ukraińców do samostanowienia.

Autor materiału w „FAZ” Konrad Schuller przyznaje, że rozmowa Merkel i Hollande’a z Hrojsmanem na dzień przed zmianą projektu ustawy rzeczywiście się odbyła. Oboje „wyrazili satysfakcję z powodu włączenia fragmentów zgodnych z porozumieniem z Mińska” – czytamy na stronie internetowej biura prasowego niemieckiego rządu.

„FAZ” zwraca uwagę na obawy ukraińskich polityków przed „cichym porozumieniem” z Rosją osłabionego licznymi kryzysami Zachodu. „Wsparcie dla Ukrainy zostanie ograniczone, roszczenie Moskwy do hegemonii po cichu zostanie uznane, a w zamian prezydent (Władimir) Putin pomoże w rozwiązaniu konfliktów w Syrii, Iranie i Korei Północnej” – opisuje Schuller obawy Ukraińców. „FAZ” ostrzega, że postawa Zachodu może doprowadzić do rozbicia proeuropejskich sił w ukraińskim parlamencie.

Parlament Ukrainy wstępnie zaakceptował w połowie lipca prezydencki projekt zmian w konstytucji, który przewiduje szeroką decentralizację władzy w państwie. Posłowie zgodzili się w głosowaniu na skierowanie projektu do Trybunału Konstytucyjnego.

Wcześniej część deputowanych wyrażała obawy związane ze znajdującym się w dokumencie zapisem o „statusie samorządów” na opanowanych przez prorosyjskich separatystów obszarach Donbasu i mówiła, że na przyjęcie prezydenckiego projektu zmian w konstytucji naciskają zachodni partnerzy Ukrainy. Podczas głosowania w parlamencie obecna była m.in. wysoka rangą przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland. (PAP)

lep/ mmp/ ap/ (za stooq.pl)

„…stabilny kraj został zamieniony w pokryty gruzami bantustan ogarnięty wojną domową. Na zmianach Ukraina wyszła jak Zabłocki na mydle, co nie dziwi, gdyż były one inspirowane z zewnątrz, a pomoc Zachodu we „wprowadzaniu demokracji” faktycznie okazała się podaniem tego państwa na tacy Kremlowi.

I choćby dlatego świat o Ukrainie zapomina, nie przejmuje się wojną domową. Temat nie jest trendy medialnie i politycznie, tym bardziej, że cel — dezintegracja terytorialna i polityczna — został osiągnięty. Więc jeszcze nie tak dawne sążniste reportaże telewizyjne z pola walki zostały zastąpione przez krótkie relacje o tym, że znów ktoś kogoś ostrzelał, znowu zrujnowane zostało jakieś miasteczko czy wieś.

Wojna, jej wywołanie, nigdy nie bierze się z przypadku. Zawsze jest jakiś cel. Biznesowy, czyli zarobienie na konflikcie poprzez sprzedaż uzbrojenia. Oraz polityczny, czyli zastąpienie starego układu nowym, bardziej spolegliwym, pozwalającym rozgrywać dane państwo we własnej polityce zagranicznej, także tej gospodarczej. W tym świetle rewelacje „Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 17 sierpnia o tym, że Niemcy i Francja doprowadziły niedawno do przegłosowania przez parlament w Kijowie zmian w konstytucji, przewidujących decentralizację władzy w państwie, zgodnie z interesem Rosji nie są żadnym zaskoczeniem. Z publikacji wiadomo więc np., że w lipcu, bezpośrednio przed pierwszym głosowaniem w tej sprawie, Merkel i Hollande naciskali w rozmowie telefonicznej na szefa parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, domagając się wprowadzenia zmian służących wyłącznie Kremlowi. Żądanie to zostało oczywiście zaakceptowane.

Wiceprzewodnicząca parlamentu w Kijowie Oksana Syroid potwierdziła w rozmowie z „FAZ”, że postępowanie Niemiec i Francji jest złamaniem prawa Ukraińców do samostanowienia, a przyjęte pod naciskiem rozwiązania określiła mianem „konia trojańskiego”. W sumie słusznie, gdyż Putin dostał wszystko, co chciał. Zmiany stanowią, że kształt lokalnego samorządu w określonych rejonach obwodów donieckiego i ługańskiego ma zostać ustalony w odrębnej ustawie, już zresztą powstałej. „Kto przyznaje separatystom samorząd i zbrojną władzę, zanim Rosja wycofa swoje oddziały, ten utrwala na zawsze wpływy Moskwy we wschodniej Ukrainie. Konstytucja staje się tym samym bronią Rosji” — kwituje Syroid.

Na tym wszystkim, rzecz oczywista, najgorzej wyszli zwykli Ukraińcy, którzy zostali potraktowani jak mięso armatnie w prorosyjskiej politycznej grze mocarstw zachodnich i Stanów Zjednoczonych. Wmówiono im, jaki to Janukowycz zły, że jak przyjdzie nowa władza, to się polepszy. A zamiast polepszenia zostali mieszkańcami kondominium francusko-niemieckiego z dyskretnym acz silnym poparciem Waszyngtonu, bo przecież nieprzypadkowo podczas głosowania ustawy w parlamencie była w nim obecna wysoka rangą przedstawicielka amerykańskiego Departamentu Stanu Victoria Nuland.

Tak więc i wilk syty i owca cała. Wsparcie dla Ukrainy zostanie ograniczone, roszczenie Moskwy do hegemonii po cichu uznane, a w zamian prezydent Putin pomoże w rozwiązaniu konfliktów w Syrii, Iranie i Korei Północnej. I Ameryka też jest zadowolona, bo uczyniła z Ukrainy pole konfliktu z Rosją daleko poza własnymi granicami.

tekst opublikowany na portalu stefczyk.info Julia M. Jaskólska • jakuccy.pl  źródło: Koń trojański 

podobne: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem).

…Cały ten „spontaniczny przewrót” od początku pachniał ustawką Rosja-USA-UE (Niemcy, Francja) i zdradą Ukraińców przez ich własne elity. Można na ten temat znaleźć sporo opinii w internecie (osobiście już w kwietniu zeszłego roku zwracałem na to uwagę – Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej). Rozumiem że część społeczeństwa Ukrainy mogła nie mieć tej wiedzy, ale żeby tzw. elity były tym zaskoczone to świadczy wyłącznie o nich, zwłaszcza że same brały udział w procedowaniu i głosowaniu tego co im podyktowano, a o co teraz mają żal (nie wiadomo do kogo). Niestety wszystko to było do przewidzenia już od pierwszych głosów zachodu popierających federalizację Ukrainy.

Biedni Ukraińcy będą się musieli niestety przeprosić z „bratnim” narodem Rosyjskim. Na przyszłość powinni jednak uważać na co i komu pozwalają urządzać we własnym kraju „rewolucję”, nie zważając na własny interes i sens tego rodzaju przedsięwzięć. Tyle krwi przelanej i zaognionych relacji z sąsiadem tylko po to by pozostać krajem zrujnowanym, okrojonym terytorialnie i ostatecznie sprzedanym temu od kogo się uciekało. Ciekawi mnie teraz czy ktoś na Ukrainie nie będzie chciał wyciągnąć z tego konsekwencji wobec władz które do tego upokorzenia dopuściły… Czy będzie drugi Majdan?… (Odys)

podobne: Co z paktem Putin-Merkel dotyczącym Ukrainy? oraz: Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. „Sueddeutsche Zeitung”: kapitulacja Kijowa. Obserwator OBWE: W Donbasie nie ma już państwa ukraińskiego. o jeszcze: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję. i to: Merkel będzie mediować „decentralizację” a także: Porozumienia genewskie sukcesem Rosji i klęską państw zachodnich. Sueddeutsche Zeitung: „Putin maszeruje, Zachód tylko reaguje”.

2. Sikorski w „FT”: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej

PAP – Świat 17 Sie 2015, 9:50 Londyn (PAP/Media) – Były szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski skrytykował w poniedziałek na łamach „Financial Times” największe państwa Unii Europejskiej za lekceważenie założeń traktatu z Lizbony i prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej.

Sikorski przypomniał, że sześć lat temu w życie weszły zapisy traktatu z Lizbony, który powołał m.in. stanowisko wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej bezpieczeństwa, a także urząd przewodniczącego Rady Europejskiej. Dzięki temu UE miała mówić na zewnątrz jednym głosem, a nie być reprezentowana przez największe państwa takie jak Niemcy i Francja.

„+Dwuznaczność+ nie jest tym pojęciem, którego oczekiwaliśmy w odniesieniu do europejskiej polityki zagranicznej w sześć lat od wejścia w życie traktatu z Lizbony. W czasach, kiedy pakt był negocjowany, słusznie zakładaliśmy, że w porównaniu z innymi potęgami świata wszystkie państwa Europy są małe i mogą stanowić realną siłę, tylko działając razem” – zwraca uwagę Sikorski.

Według niego wspólna polityka zagraniczna UE odniosła pewne sukcesy, ratując m.in. Gruzję przed utratą suwerenności w wyniku inwazji wojsk rosyjskich. Jednak od tego czasu doszło do zmian i powrotu do sytuacji, kiedy pierwsze skrzypce w europejskiej polityce odgrywają znowu Niemcy i Francja.

„Czy to w przypadku Syrii, czy konfliktu izraelsko-palestyńskiego, Libii czy uchodźców państwa członkowskie są bardziej widoczne niż sama UE, mimo podejmowanych prób przez szefową unijnej dyplomacji Federicę Mogherini” – zwraca uwagę Sikorski. „W sprawie Ukrainy UE nie ma nawet przy stole rozmów. W zamian za to Niemcy i Francja, które nawet nie graniczą z tym państwem, wzięły na siebie sprawę rosyjskiej agresji, osiągając zaledwie częściowy sukces” – dodał.

Źródła takiego stanu rzeczy Sikorski doszukuje się w kryzysie finansowym, który podkopał siłę UE i pokazał, że najważniejsze decyzje podejmują najbogatsi. Zdaniem byłego szefa polskiej dyplomacji szczególnie wyraźnie ilustruje to konflikt na wschodzie Ukrainy i nieprzestrzeganie porozumień z Mińska.

„Przywódcy Rosji, Chin i USA będą słuchać tylko największych państw Europy, ale nie będą skłonni do działania zgodnie z tym, co im się zakomunikuje. Jeżeli będą chcieli skontaktować się z +Europą+, nie będą nadal pewni jaki numer (telefonu) powinni wybrać” – ocenia Sikorski.

Podsumowując były szef polskiego MSZ podkreśla, że na takiej polityce traci nie tylko UE, ale także Niemcy i Francja, ponieważ w przypadku fiaska ich działań, to właśnie Berlin i Paryż będą obwiniane za porażkę. Apeluje jednocześnie o powrót do wspólnej polityki UE, przypominając, że tylko działając razem, Europa ma szansę na osiągnięcie swoich celów. (PAP)

lm/ ap/ bk/ (za stooq.pl)

…no to ja tylko przypomnę Panu Sikorskiemu że to właśnie on apelował swojego czasu do Niemiec o większą aktywność (obawiając się bezczynności tego kraju na arenie międzynarodowej) i że to on był pierwszym który swojego czasu groził Ukrainie również w interesie Niemiec i Francji. Być może Pan Sikorski miał na myśli dobro wszystkich wokół, ale za swoją naiwność i służalczość to już niestety niech ma pretensję wyłącznie do siebie, bo tylko idiota może być zaskoczony tym że oba kraje pilnują przede wszystkim swoich interesów frymarcząc interesem pozostałych państw UE. Kolejny raz Pan Sikorski dowodzi smutnej prawdy że milczenie jest złotem, choć zasadniczo racji mu odmówić nie można a co najwyżej realizmu 🙂

I niech się Pan Sikorski tak nie martwi tym że Chiny, USA czy Rosja nie będą wiedziały do kogo w Europie dzwonić za interesami. Wszystkie trzy świnki wiedzą doskonale z kim warto rozmawiać (a na kogo czasu nie warto marnować) bo w Europie wilkiem są Niemcy, bo UE to są właśnie NIEMCY 🙂 (Odys)

Dlaczego należy zmienić władzę w Polsce? – Stanisław Michalkiewicz ukazuje program dla Polski

podobne: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. oraz: Szczyt w Mińsku a stosunki Rosyjsko-Ukraińskie. Kryzys ukraiński a jedność Europy. a także: Dyktat Niemiec i Francji w sprawie Grecji i sankcji. i to: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.

3. Duda: obecność NATO w Polsce powinna być bardziej namacalna i faktyczna.

PAP – Kraj, 15 Sie 2015, 11:28, Warszawa (PAP/PAP Media) – „Cel jest jeden, bardzo prosty – wzmocnienie bezpieczeństwa Polski, wzmocnienie gwarancji bezpieczeństwa dla Europy Środkowo-Wschodniej w tej sytuacji, jaka jest. Myślę, że każdy już dzisiaj widzi, że ta obecność NATO tutaj w Europie Środkowo-Wschodniej, w Polsce powinna być bardziej namacalna, powinna być faktyczna” – mówił prezydent.

„Dzisiaj rzeczywiste istnienie wschodniej flanki Sojuszu – a ja uważam, że my jesteśmy tą wschodnią flanką Sojuszu (…) – musi oznaczać także faktyczną obecność wojsk NATO na naszym terenie” – zaznaczył prezydent. „Myślę tutaj o twardej, czy tak zwanej krytycznej (…) infrastrukturze NATO – myślę tutaj o bazach, choćby polsko-amerykańskich czy innych bazach wojsk NATO” – wyjaśnił. Dodał, że chciałby, aby w tym procesie uczestniczyli polscy żołnierze. „Uważam to także za element budowy silnej polskiej armii. My naszą armię musimy wzmacniać, bo poza gwarancjami sojuszniczymi, przede wszystkim powinniśmy liczyć na siebie” – powiedział Andrzej Duda.

Zwierzchnik Sił Zbrojnych przypomniał, że jeszcze jako prezydent elekt odbył szereg spotkań m.in. z premierem Kanady oraz szefem NATO, na których podkreślał, jak widzi rozwój Sojuszu Północnoatlantyckiego i jaki stawia przed nim cel. „Negocjacje już się dla mnie rozpoczęły. Mam nadzieję, że spotkamy się z przychylnością partnerów – będę je kontynuował, bo przede mną cały szereg ważnych spotkań” – stwierdził Andrzej Duda.

Prezydent zapytany o reakcję na postulaty „drugiej strony” odpowiedział, że odbiera ją jako dobrą. „Dlatego, że nie spotkałem się ze zdecydowanym sprzeciwem, w związku z czym uważam, że temat jest otwarty i temat jest do dyskusji” – powiedział. „Jaki będzie zakres tej obecności (wojsk NATO w Europie Środkowo-Wschodniej-PAP), to oczywiście jest do ustalenia, to jest do wynegocjowania, ale chciałbym, żeby do czasu szczytu NATO w Warszawie za rok, te sprawy były przeprowadzone i stąd taka duża też spodziewana i planowana intensywność moich działań w tej sferze międzynarodowej” – podsumował prezydent.

Prezydent w „Sygnałach dnia” odniósł się także do kontrowersji wokół przetargu na zakup śmigłowców od Airbusa. „Mam takie same wątpliwości, jak podnosi wielu Polaków, jakie podnosiło także wielu polskich polityków” – powiedział. Podkreślił, że „to jest bardzo ważna przede wszystkim polska sprawa, wspólna sprawa, bo to są ogromne pieniądze podatników, które mają zostać wydane na unowocześnienie i dozbrojenie polskiej armii”.

W celu wyjaśnienia spraw związanych z przetargiem, prezydent zadeklarował chęć rozmowy z ministrem obrony narodowej Tomaszem Siemoniakiem. „Ustaliliśmy wstępnie z panem ministrem, że zaproszę pana ministra do siebie w przyszłym tygodniu po to, żeby właśnie porozmawiać m.in. na ten temat” – powiedział Andrzej Duda.

„Ale ja chciałbym z panem ministrem też szerzej rozmawiać, na temat właśnie całego tego wielkiego programu dozbrojenia polskiej armii, w jaki sposób będziemy to realizować” – podkreślił. Zdaniem zwierzchnika Sił Zbrojnych polską armię należy wyposażać w sprzęt możliwie najnowocześniejszy. „To są duże pieniądze, ale trzeba je wydać dobrze i to jest wielkie zadanie i to jest także wielka odpowiedzialność polityków przed społeczeństwem i przed polskim wojskiem, bo ono musi być bezpieczne, ono musi być dobrze wyposażone, musi być silne. Silna armia to podstawa; taka armia, żeby nikomu nie przyszło nawet do głowy podnieść na nas rękę. To jest najistotniejsze w tej chwili” – zaznaczył prezydent.

Andrzej Duda podkreślił, że „przyszłość polskiego przemysłu zbrojeniowego powinna być wielkim elementem przyszłości polskiej gospodarki”. „My mamy bardzo dobre tradycje, jeżeli chodzi o przemysł zbrojeniowy, i to nie jest tak, że my powinniśmy kupować broń wszędzie na świecie” – powiedział. Według prezydenta ważne jest, „żeby pieniądze zarabiali nasi rodacy, polscy pracownicy, tak, żeby one trafiały do polskiego budżetu”. (PAP)

amt/ mww/ je/ (za stooq.pl)

podobne: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce. oraz: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”).

„…„Sueddeutsche Zeitung” stwierdziła, że Andrzej Duda, domagając się rozlokowania w Polsce większych sił NATO, narusza kompromis osiągnięty podczas szczytu NATO w Newport, co grozi, jak twierdzi SZ, konfliktem nie tyle z Rosją co wewnątrz Sojuszu. Słowa dziennikarza niemieckiej gazety, skądinąd znanego z tego, iż nieraz wypowiadał się w duchu otwarcie prorosyjskim i bywa częstym gościem telewizji Russia Today, natychmiast podchwyciły polskie media. Niektóre cytowały tekst z „Sueddeutsche Zeitung” wyłącznie w ramach szukania sensacyjnego tytułu, inne – niestety – w ramach już rozpoczynającej się walki politycznej w Polsce. W sprawie głos zabrał jednak minister obrony Tomasz Siemoniak, który stwierdził, iż nie należy dać się „rozgrywać niemieckiej gazecie”. Można byłoby zastanawiać się nad tym skąd biorą się polskie kompleksy, które powodują, iż jeden tekst w niemieckiej gazecie jest cytowany przez niemal wszystkie portale i co kieruje ludźmi, którzy gotowi są w oparciu o taki artykuł rozpoczynać kolejną odsłonę polsko – polskiej wojny. Należałoby z drugiej strony docenić postawę ministra obrony, który swym wpisem na twitterze zapobiegł eskalacji konfliktu w tej sprawie i stanął po stronie Prezydenta wywodzącego się z zupełnie innego obozu politycznego…

…Nie należy mieć więc złudzeń. Dialog Zachodu z Rosją nie tylko będzie prowadzony, ale już trwa. I nie chodzi wcale o rozmowy nt. Ukrainy. W tle bowiem rodzi się nowy układ sił. Zmierzcha ten, który powstał w wyniku zakończenia Zimnej Wojny, który był wszakże bardziej pochodną czy też echem konfrontacji Zachodu z komunizmem, niż nowym systemem jako takim. Pierwsze skądinąd oznaki, iż ów ład jest etapem przejściowym było widać już kilka lat po naszym wejściu do NATO.

Celem Rosji niewątpliwie jest zastąpienie obecnej architektury bezpieczeństwa układem bezpieczeństwa zbiorowego, czy też – mówiąc nieco prościej – koncertem mocarstw. Zapewne Moskwa nie osiągnie w pełni zakładanych celów, ale nie można też mieć złudzeń, że Zachód układając się z Moskwą nie uzna przynajmniej części jej aspiracji. Zbyt wiele łączy bowiem Zachód z Rosją… 

…W Europie głównym graczem stają się Niemcy – tradycyjnie zbyt słabe by samodzielnie odpowiadać za kontynent i za silne, by być tylko jednym z państw UE i NATO. Wydaje się skądinąd, iż polityka Berlina i Waszyngtonu jest na tyle skoordynowana, że – w ramach pewnych ograniczeń – Biały Dom powierza jednak Urzędowi Kanclerskiemu prowadzenie polityki europejskiej wobec Rosji. To zaś oznacza, iż Moskwa będzie odgrywać poważną rolę w Europie Środkowo – Wschodniej. Im więcej bowiem Rosji w Europie, tym niejako równolegle ważniejszy w Europie jest Berlin. Polska zaś, domagając się potwierdzenia gwarancji bezpieczeństwa, narusza tworzący się układ sił…

…Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na pewien paradoks, którym jest to, iż w naszej debacie publicznej cały czas mowa jest o „europejskiej perspektywie” dla Kijowa i Mińska, a na Zachodzie w tym samym czasie dyskutuje się o czymś zgoła przeciwnym – bliższym jeśli już to raczej duchowi Monachium, niż jakiejkolwiek idealistycznej wizji poszerzania euroatlantyckiej strefy bezpieczeństwa i dobrobytu. Trudno doprawdy o bardziej wyrazisty dowód z jednej strony twardej gry Zachodu, a z drugiej naszej naiwności. Skoro jednak tak, to warto rozważyć, czy Polska powinna grać o ową europejską perspektywę, czy też może traktować to jedynie jako kartę przetargową, by potem uzyskać – w zamian za nasze ustępstwa – finlandyzację Ukrainy i Białorusi. Nie musielibyśmy przy tym wcale mówić Ukraińcom, w ślad za marszałkiem Piłsudskim, że „bardzo przepraszam (y), nie tak miało być”, gdyż Ukraińcy lepiej niż my rozumieją, że Warszawa, poza słowami, niewiele oferuje. Ukraińcy rozumieją też, że jeśli realną alternatywą dla finlandyzacji nie jest wcale integracja z Zachodem, a moskiewski dyktat to, godząc się na ów neutralny status, wygrywają. Pamiętajmy, że wygrywamy również i my. Pytaniem na inny tekst jest, czy ktoś będzie nas pytał o zgodę i czy mamy z czego, poza deklaracjami, które w polityce są nic nie warte, ustępować…

…Tak jak utrzymanie statusu Polski jako członka drugiej kategorii NATO oznacza koniec naszych ambicji w polityce wschodniej tak i – analogicznie – uznanie Białorusi i Ukrainy nie za strefę buforową, a za sferę wpływów Rosji automatycznie oznacza, iż Polska staje się strefą buforową, terytorium o które toczy się gra… 

…Na dziś wszystkie scenariusze, poza tym najbardziej dla nas optymistycznym, są nadal realne. O ile oczywiście polscy politycy, b. ministrowie, analitycy i media czy to z bojaźni, czy dla doraźnych korzyści nie będą godzić się na rozwiązania dla nas niekorzystne na etapie, gdy te są jeszcze tylko balonami próbnymi. Konieczne jest też zrozumienie przez wspomnianych wyżej polityków i analityków faktu, iż na Zachodzie mamy do czynienia co prawda z sojusznikami, ale są to sojusznicy, z którymi w pewnych sprawach mamy sprzeczne interesy…” (Witold Jurasz)

polecam lekturę całości tuNATO dwóch prędkości

„…podjęta 4 czerwca 1992 roku próba ujawnienia agentury, czyli jurgieltników w strukturach państwa polskiego, została zablokowana przez obydwie strony umowy „okrągłego stołu”: RAZWIEDUPR i wyselekcjonowaną przezeń „stronę społeczną”, której soldateska powierzyła w naszym nieszczęśliwym kraju piastowanie zewnętrznych znamion władzy… 

…W rezultacie rządów jurgieltniczych Polska nie uzyskuje nawet tych korzyści, jakie mogłaby uzyskać w związku z przynależnością do NATO i słusznie w wywiadzie dla „Financial Times” prezydent Andrzej Duda zwrócił uwagę, iż w NATO Polska traktowana jest jako „strefa buforowa”. Wynika to ze sformułowanej jeszcze w latach 60-tych przez ówczesnego sekretarz obrony Roberta McNamarę doktryny „elastycznego reagowania”: taktownie nawzajem oszczędzamy własne terytoria, więc haratamy się na przedpolach. Znaczy – w strefach buforowych. Dla obszaru przeznaczonego na „strefę buforową” żaden cymes to nie jest, nawet jeśli amerykańska, czy kanadyjska drużyna uświetni defiladę naszej niezwyciężonej armii. Nie zmienia tej sytuacji „rotacyjna obecność” sojuszniczej kompanii, czy nawet batalionu na terenie Polski, bo nawet gdyby ta obecność nie była „rotacyjna”, to i tak nie wiemy przecież, co te sojusznicze wojska zrobią. Wiemy tylko, czego na pewno nie zrobią; na pewno nie będą słuchały rozkazów rządu polskiego, tylko rozkazów własnych rządów i jeśli na przykład w chwili zagrożenia rozkażą one im się wycofać, to na pewno zrobią to z wielką skwapliwością. Dlatego też Polska nie powinna nasładzać się ani żadnymi „rotacyjnymi obecnościami” ani nawet obietnicami rozlokowania na naszym terytorium baz NATO. Trzeba bowiem pamiętać, że w podpisanym w Moskwie 12 września 1992 roku traktacie „2 plus 4” sygnatariusze zobowiązali się do nieprzesuwania baz ani ciężkiej broni NATO na wschód od dawnej granicy niemiecko-niemieckiej. Traktat ten otworzył drogę do zjednoczenia Niemiec, a i Polska nie powinna go podważać, bo Niemcy zobowiązały się do uznania tego traktatu za traktat pokojowy z Polską – do którego odwoływały się postanowienia konferencji czterech mocarstw w Poczdamie w roku 1945. Wreszcie Niemcy nie życzą sobie żadnych baz na terenie Polski, również z uwagi na strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. A ponieważ na takie bazy musiałoby wyrazić zgodę całe NATO, to nie ma co na to liczyć.

Dlatego jeśli USA znowu powierzyły Polsce niebezpieczną rolę amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to w rezultacie podjęcia się tej roli Polska stała się państwem frontowym. Oczekiwalibyśmy zatem od Stanów Zjednoczonych – po pierwsze – solennej obietnicy, że już nigdy, pod żadnym pozorem USA nie będą na Polskę naciskały w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych, a po drugie – że Polska zostanie przez USA potraktowana tak samo, jak inne państwo frontowe, to znaczy – Izrael. Oczekiwalibyśmy takiego samego finansowego wsparcia ze strony USA, jakie corocznie uzyskuje Izrael oraz podobnych udogodnień wojskowych. Nie po to, by instalować na polskim terytorium jakieś „bazy NATO”, nad którymi musiałaby wiecować np. Hiszpania, czy Grecja, tylko żeby wzmocnić i zmodernizować polską armię, która wprawdzie stanowi element sił sojuszniczych na wschodnim skraju obszaru obrony NATO, ale przecież musiałaby słuchać rozkazów rządu polskiego, jaki by on tam nie był.” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Zamiast „strefy buforowej”

Stanisław Michalkiewicz o nowym prezydencie Andrzeju Dudzie

…cały wpis można podsumować znanym cytatem: „…a na końcu i tak wygrywają Niemcy” 😉

podobne: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ. oraz: Ośrodek Analiz Strategicznych: Potencjał militarny Białorusi. i jeszcze: UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło. polecam również: Putin: Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród (tymczasem Ukraina ponownie prosi o siły pokojowe). Norweski wywiad o rosyjskiej aktywności. Rosyjska armia na poligonach od Kaliningradu po Sachalin. Polska zaniepokojona Iskanderami, potrzebna twarda infrastruktura NATO i zmiana koncepcji obrony (w odpowiedzi na doktrynę rosyjską). O roli Niemiec w polityce wschodniej (dodatkowe miliardy na armię). i to: Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy. NATO i „Trójkąt Weimarski” o wsparciu dla Ukrainy i Europy Wschodniej. a także: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP

USA, Rosja, Unia Europejska

Komentarze POwyborcze… „Ostatnia niedziela” (grana na dudach). Przegrana Komorowskiego to przegrana wielu mend z układu.


Dudek o Dudzie: najbardziej spektakularna kariera polityczna w III RP

PAP – Kraj 24 Maj 2015, 23:13, Warszawa (PAP) – Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich to chyba najbardziej spektakularna kariera polityczna w dziejach III RP – powiedział PAP politolog prof. Antoni Dudek. W jego ocenie to także „początek nowej epoki w dziejach politycznych III Rzeczypospolitej”.

„Andrzej Duda był politykiem PiS na pewno jakoś rozpoznawalnym w ubiegłym roku i gdzieś tam dostrzegalnym, ale na pewno nie był w tej trójce czy czwórce najważniejszych. I nagle w ciągu tak naprawdę kilkunastu tygodni kampanii wyrósł na prezydenta RP” – powiedział prof. Dudek komentując dla PAP wynik niedzielnych wyborów prezydenckich.

W jego ocenie to oczywiście sukces Dudy i jego sztabu, ale także efekt sprzyjającej koniunktury. „To znaczy pewnego niezadowolenia czy zmęczenia nie tylko prezydenturą Komorowskiego, ale też ośmioma latami rządów PO. Z drugiej strony jeśli chodzi o Bronisława Komorowskiego to jednak myślę, że powinno powstać kilka porządnych prac politologicznych analizujących tę myślę jedną z najbardziej sensacyjnych porażek. Bo pamiętamy jeszcze dwa-trzy miesiące temu dyskusje czy Komorowski wygra w pierwszej turze czy dopiero w drugiej, ale praktycznie nikt nie brał pod uwagę możliwości, że nie wygra” – mówił politolog.

Jego zdaniem na porażkę Komorowskiego wpłynęła także pewna „mała aktywność jego prezydentury” i błędy, które popełnił podczas kampanii. „Najpierw lekceważąc przeciwnika, a później kiedy po pierwszej turze jakby się zmobilizował, to pierwsze jego ruchy znowu mu odbierały głosy. Mam na myśli pomysł z referendum, czym zrobił prezent głównie Pawłowi Kukizowi, a sobie +strzelił w stopę+. I tak naprawdę pomijając pierwszą debatę telewizyjną, w której rzeczywiście wypadł lepiej, to właściwie przez te dwa tygodnie nie zrobił wiele, by przełamać negatywny dla siebie trend” – podkreślił Dudek.

Negatywnie ocenił także ostatnie decyzje Komorowskiego np. zapowiedź, że będzie łagodził reformę emerytalną. „Myślę, że tak naprawdę nie było to przekonywujące dla większości wyborców, bo było odbierane jako próba licytacji z Dudą na +kiełbasę wyborczą+. I to w ostatniej chwili nie brzmiało zbyt wiarygodnie i raczej nie zachęcało do głosowania na Komorowskiego. Także to ciąg błędów, z których na część nie miał on wpływu, ale moim zdaniem mógł te wybory wygrać. On je przegrał z powodu błędów swoich i swojego sztabu wyborczego. One odebrały mu jakąś liczbę wyborców, która moim zdaniem by wystarczyła, by nie przegrać” – zaznaczył politolog.

Według niego zwycięstwo Dudy to początek nowej epoki w dziejach politycznych III Rzeczypospolitej, dlatego że „to się nie skończy na zmianie prezydenta”. „Moim zdaniem jednak w jesiennych wyborach PiS będzie miał bardziej komfortową pozycję. To oczywiście nie znaczy, że je wygra, ale będzie miał – i to jest efekt bardziej pierwszej tury niż drugiej – z kim robić koalicję. Bo niewątpliwie ten ruch Kukiza, który ma wszelkie szanse wejść do Sejmu, będzie miał bliżej do PiS-u niż do PO” – zaakcentował Dudek.

W jego ocenie dla PO ten wynik oznacza „potężne kłopoty i trzęsienie ziemi”. „Oczywiście to nie przesądza wprost wyniku jesiennych wyborów parlamentarnych, ale na pewno zwycięstwo Komorowskiego miało być lokomotywą, która miała pociągnąć PO do zwycięstwa, a tymczasem będzie dokładnie odwrotnie. Zacznie się teraz festiwal oskarżeń, kto bardziej zawinił i pojawi się sam problem Bronisława Komorowskiego, który coś będzie musiał ze sobą zrobić. Będzie w końcu byłym prezydentem z dużym jednak społecznym poparciem. On będzie teraz poważnym politykiem PO, do której prawdopodobnie wróci i jakąś rolę będzie w niej odgrywał. Być może stanie się jednym z kandydatów do przywództwa, bo raczej na emeryturę polityczną się nie wybierze. Więc sytuacja w PO się jeszcze bardziej skomplikuje” – mówił politolog.

„Ale trzeba pamiętać, że wbrew pozorom zwycięstwo Dudy nie oznacza, że PiS nie będzie miał żadnych problemów. Bo pamiętajmy, że teraz w PiS pojawi się coś, czego nigdy nie było. Wokół Dudy powstanie jakby drugi ośrodek przywódczy partii. To nieuchronne. Czym innym był Lech Kaczyński, który był bratem Jarosława i ich współpraca jakoś nie iskrzyła. Sytuacja z Andrzejem Dudą jest inna, chociaż mówi się, że jest marionetką w ręku Jarosława Kaczyńskiego i teraz zobaczymy czy to prawdziwa opinia. Ale nawet gdyby sam Duda chciał Kaczyńskiego słuchać pamiętajmy, że wyrośnie wokół niego pewne otoczenie. Kancelaria Prezydenta to będzie ośrodek, w którym się znajdzie podejrzewam wielu polityków PiS lub nie tylko, którzy może niekoniecznie będą uważali, że trzeba słuchać Kaczyńskiego i będą na Dudę oddziaływać. W PiS więc też się zmieni pewien układ sił. Także ten wynik wyborów przynosi wielkie zmiany na wielu polach” – podsumował Dudek. (PAP) akn/ pro/

źródło: stooq.pl

podobne:  Rola prezydenta RP (a propos debaty). oraz: Do Polski Racjonalnej: Zatrzymajmy ich bieg! „Majestat” prezydenta idzie na całość – za duży na debatę, w sam raz na wojewódzką żenadę. Komunikat Ministerstwa Prawdy nr 466. i to: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu! a także: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?) polecam również: Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem?

Najpierw żartobliwie…

„Takiej podłości nie znała historia ludzkości! Ktoś ukradł z magazynu Młodzieżowej Orkiestry Młodych Demokratów im. Stefana Niesiołowskiego niemal wszystkie instrumenty. Pozostały tylko dudy. I na tych dudach Młodzi Demokraci grają dziś smutne piosenki…”

…i krótka rymowanka

Pewnego pięknego dzionka o wpół do dwunastej,
Wybrał się Car ochoczo na wycieczkę do miasta,
O którym dużo „wiedział” i ciepło wspominał,
Gdyż w zamku na jego temat historie czytywał

Jak się skończyła wycieczka możecie (rzecz jasna)
Domysleć się moi mili z poniższego obrazka

Car i wycieczka do miasta

„…Naturalnie rodzi się pytanie – czy Duda wygrał czy Dekoder przegrał? Mimo wszystko raczej to drugie.

Kampania Dekodera pokazała jedynie oderwanie władzy od rzeczywistości. Opisywałem na bieżąco, wiec nie będę się powtarzał. Oni naprawdę uwierzyli we własną propagandę. I własne sondaże, według których Dekoder miał momentami 376% poparcia. Czegoś takiego jeszcze w historii świata nie widziano. Najśmieszniejsze jest to, że kampania Dekodera kosztowała 19 milionów złotych. 19 milionów za najgorsze widowisko w historii. Z drugiej strony ośmiorniczki w każdym z kilkunastu Bronkobusów muszą kosztować. Olanie pierwszej debaty również dało jasny sygnał za kogo się bezrobotny uważa.

Wypuszczenie z klatki po pierwszej turze Stefka Szczawiożercy i obrażanie przez niego elektoratu Kukiza była już wizerunkowym mistrzostwem świata.

Przede wszystkim jednak Dekoderowi dostało się za całokształt rządów PO. Afery, podatki, arogancję, kupę kamieni i wieczne zadowolenie z siebie.

Na szczęście nic do tych głąbów nie dociera. A nie przepraszam. Dociera. „My jesteśmy zajebiści, ale społeczeństwo nie dorosło do demokracji” – tak można w skrócie streścić wypowiedzi elyt z ostatnich 24 godzin. Tak trzymać! Nic nie zmieniać!

A Duda? Każdorazowe wyjście do ludzi nie było klęską. Z ludźmi rozmawiać potrafił, kawę dał. Tanie? Może, ale za to skuteczne. Pomogło mu też to, że część ludzi zagłosowałoby na żelazko gdyby było kontrkandydatem dla Dekodera…”

całość tu: dws24.pl

A teraz mniej żartobliwie bo problem jest na prawdę poważny…

„Gdyby przeciwnikiem B.Komorowskiego było żelazko głosował bym na żelazko – zgrabnie ujął W.Cejrowski  dylemat wielu w Polsce (…) Jeden wygrał bo zadłuży na więcej.  Przegranych będzie 38 milionów.(…)

Żaden nie miał pomysłu aby coś usprawnić. Zrobić coś co przyniesie od razu wymierne korzyści.  Co gdyby tak zabrać się za emerytury mundurowe? Albo w ogóle doprowadzić przerost państwowego zatrudnienia przynajmniej do poziomu sprzed Tuska? Wywalenie na przykład połowy sług publicznych, jako oczywiście zbędnych, na ulicę,  od gminnych straży miejskich po generałów których więcej od szeregowców i po kolesi w radach nadzorczych. Nie tylko kolosalne oszczędności dla budżetu. Także gwarancja że wydajność pracy pozostałych skokowo wzrośnie a uprzejmość wystrzeli w kosmos. Wszystko nagle da się załatwić, i to pronto. W razie czego redukcja metodą losową, kręcenie pustą butelką po piwie na stole (…) Że to tylko teoria? Może i tak. Ale to w sam raz dla państwa istniejącego tylko teoretycznie, co przecież  jego funkcjonariusze otwarcie przyznają.(…)

(…)Feeria obietnic wyborczych za które inni mają płacić.  Wyborcza licytacja kto rozda więcej nie swojego. Tu  500 zł miesięcznie na każde dziecko! 30 mld rocznie, puff! Poszło. Tam „bezpłatne” przedszkola! 4 mrd rocznie, puff! Jeszcze gdzie indziej obniżenie wieku emerytalnego! 15.5 mrd rocznie, puff!  Sama czelność głoszenia temu podobnych haseł świadczy o traktowaniu elektoratu jaką ciemną masę której wcisnąć można wszystko bo wyboru masa wbrew pozorom w zasadzie nie ma. Inna sprawa że najwyraźniej sama wierzy iż używana za parawan przez obu kandydatów polska polityka demograficzna nie jest tym czym jest –  ponurym nonsensem. To cul de sac, trick na wyciągnięcie pieniędzy. (dobry artykuł A.Wielomskiego w Najwyższym Czasie, Nr.20)

Przygnieciona podatkami, socjałem i regulacjami gospodarka nigdy przecież nie wchłonie tych ekstra dzieci, nawet jeśli udałoby się je naprodukować. Naprzód będą kosztowały krocie aby je ubrać i wychować a potem i tak wylądują w Niemczech, UK czy Norwegii, może dalej...

całość tu: dwagrosze.com

…Na Dudę głosowałem bo Komorowski to dla mnie kryminał. Już pisałem wcześniej że mam nadzieję iż urwie się PISowcom ze smyczy i sam zacznie robić coś dla Polaków (a nie będzie kolejnym partyjniakiem), ale to tylko nadzieja (nic poważnego). Ocenię go po czynach i mam nadzieję że nie zrealizuje żadnej ze swoich populistycznych obietnic bo rozdawnictwo to oczywisty rabunek Polaków. W najgorszym wypadku jeśli okaże się niekreatywny to ufam że przynajmniej będzie skutecznie blokował niekorzystne dla gospodarki i obywateli socjalistyczne ustawy (bo jego zaplecze polityczne to w przeważającej większości socjalistyczni rabusie) również te przychodzące do nas z UE (zwłaszcza w kwestiach energetycznych, naprawiając błędy ś.p. Lecha Kaczyńskiego który poszedł na współpracę/ustępstwa Niemcom w tej kwestii w 2008 roku w ramach tzw. „pakietu energetycznego” otwierając drogę do dekarbonizacji Polski).

Dodałbym do tego jeszcze życzenie, aby nowy Pan prezydent był w końcu mężem stanu z prawdziwego zdarzenia a nie jakimś zlepkiem „głosów ludu”. Głosem ludu może sobie być ktoś kto nie ma koncepcji na silne państwo i nie ma własnego zdania, więc musi się słuchać innych i dogadzać elektoratowi obiecując gruszki na wierzbie i ucząc ludzi postawy roszczeniowej. Prezydent powinien rozumieć czym jest państwo i czego mu potrzeba żeby było silne a ludzie się bogacili (a wręcz na odwrót, bo pierwsze zależy od drugiego). Prezydent powinien być NIEZALEŻNY od kaprysu środowisk politycznych i „woli ludu”. Powinien stać na straży własności prywatnej, wolności no i przede wszystkim sprawiedliwości (mądrego prawa)… Jeśli Duda zacznie się słuchać ludzi to dojdziemy do momentu że krzykliwa mniejszość (ta najbardziej zwyrodniała) będzie dyktować (nie)prawość i (nie)porządek zgoła taki, jakiego normalny człowiek sam by sobie nigdy nie zafundował. Słowem prezydent ma być PRZYWÓDCĄ. Kimś za kim ludzie pójdą a nie będą mu palcem pokazywać co ma robić żeby zachować urząd, PRZYKŁADEM do naśladowania a nie delegatem do załatwiania często sprzecznych ze sobą próżnych interesów różnych „lódów”.

Tymczasem osobiście nie widzę żadnego światełka w tunelu, dopóki z Polaków nie zostanie zdjęty ciężar „kapitalizmu kompradorskiego” i babilońskie uzależnienie od UE, którego PIS jest niestety gorącym zwolennikiem. Jeśli państwo PISu pozostanie w takim samym stopniu socjalistyczne jak dotychczas (na co się zapowiada) to nic się nie zmieni. Kto wie jak działa ekonomia ten musi zdawać sobie sprawę z tego co nas czeka jeśli PIS zrealizuje swoje groźby (zwane obietnicami).

Fascynować się węgierską drogą, a zrozumieć o co w niej idzie i pójść za tym przykładem to dwa różne światy, ale że decydują czyny a nie słowa to zaczekam na konkrety (choć słowa zapowiadają bardzo kosztowne dla obywateli konkrety). Na tej podstawie nie wróżę Polakom niczego dobrego, bo partia która utrzymuje że ZUS jest ok, służba zdrowia musi pozostać publiczna, zaś państwo ma wydawać więcej na obywateli (wiadomo z czym to się wiąże skoro państwo NIE MA SWOICH PIENIĘDZY) to kolejna lewicowa chucpa. Bo PIS to nie jest prawica. Ich program gospodarczy oparty jest o redystrybucję w ramach „sprawiedliwości społecznej” (a więc uprawia LEWICOWY socjalizm) i etatyzm w zarządzaniu gospodarką. Partia ta co prawda uderza w nuty narodowe i patriotyczne, ale na ile jest to autentyczne to można zweryfikować na podstawie wepchnięcia nas do eurosojuza i podpisanie traktatu lizbońskiego (o wysługiwaniu się pewnemu lobby narodowemu zza oceanu nie wspominając). Jak ktoś potrafi to pod patriotyzm podciągnąć to ja nie mam pytań… (Odys)

i komentarz znaleziony w internecie pod którym się podpisuję:

Prawda jest taka, że Duda nie zostałby wybrany na prezydenta, gdyby nie głosy elektoratu Kukiza, Korwina, Brauna i innych antysystemowców. Ci ludzie głosowali na mniejsze zło. Wyborcy tych panów w żaden sposób nie utożsamiają się z Dudą ani PIS, ale na tle fatalnego i szkodliwego Komorowskiego uznali, że nie ma innego wyjścia jak przerwać ten gordyjski węzeł, który od 8 lat dusi i tłamsi większą część Narodu Polskiego. Niestety, smutne jest to, że spora część Polaków głosuje tak (albo w ogóle nie głosuje), że ludzie rozsądni i mający pojęcie o ekonomii, polityce, prawie i historii, potem muszą wybierać pomiędzy tyfusem a cholerą. Socjalistów z PIS olewam ciepłym moczem i w wyborach parlamentarnych pójdę zagłosować na Korwina.

Cieszę się przez łzy, że Duda został prezydentem, ale to jego wolę widzieć na stanowisku prezydenta, ponieważ dość mam samowładztwa PO i Komorowskiego, który z empatią seryjnego mordercy przyklepywał uchwalane przez PO ustawy szkodliwe dla Polaków.

Posłużę się dwoma cytatami Niccolo Machiavellego:
”Ludzie wybierają najczęściej rozwiązania pośrednie, które są najgorsze ze wszystkich, a to dlatego, że nie potrafią być ani całkiem źli, ani całkiem dobrzy” – u nas w Polsce tak właśnie myśli i robi duża część ludzi, którzy wybierają polityków...”

PS… jedno jest pewne – obecny „establiszmęt” boi się przede wszystkim utraty synekur a nie rozliczeń (ostrzegam i zapowiadam tym którzy liczą na czystki i „sprawiedliwość” – nie doczekacie się tego i przygotujcie się na rozczarowanie), bo nowe władze z pewnością będą zwalniać najbardziej zagorzałych fanatyków i pomagierów obecnej władzy, ze stanowisk będących w jakikolwiek sposób pochodnymi administracji publicznej. Oberwą również te pozabudżetowe biznesy którym obecna władza fundowała kontrakty za publiczne pieniądze dając im się obłowić w zamian za POplecznictwo, zaczynając od dziennikarzy tzw. „mediów publicznych”…

„Czerwony jak burak, kryjący frustrację Kraśko. Lis z miną chłopca, któremu zabrano zabawki. Skompromitowany Karolak. Choć to już na nim nie zrobi większego wrażenia, po tylu pomyjach wylanych za grę w filmowych gniotach. Przegrana misja dużej części funkcjonariuszy TVNu. Spakowani pracownicy jednej z najdroższych kancelarii prezydenckich w Europie. Niedowierzanie zadowolonych z życia sytych misiów, którym „jakieś gówniarstwo” Polskę przejęło. I to samo zobojętnienie na politykę lemingów i innych fajnopolaków. To widoki jakie czekają nas po ogłoszeniu wyników wyborów. W przypadku wygranej Dudy…”

całość tu: pikio.pl

podobne: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty).


Najpierw o tzw. „debacie” tefałenu…

Dr Gacek: debata wyrównana, z lekkim wskazaniem na Dudę.

PAP – Kraj, 22:39, 21.05. Białystok (PAP) – Wyrównana, z lekkim wskazaniem na Andrzeja Dudę – tak czwartkową telewizyjną debatę prezydencką ocenił socjolog polityki dr Marcin Gacek z Uniwersytetu Śląskiego. Jego zdaniem Duda wygrał w części dotyczącej polityki zagranicznej i wewnętrznej, Komorowski zaś lepiej wypadł w części gospodarczej.

„Nie ulega wątpliwości, że ta debata była wyrównana. Myślę, że przejdzie do historii stwierdzenie Andrzeja Dudy, że +ludzie są moimi ekspertami+. To było oczywiście trochę pod publiczkę, ale to był przekaz emocjonalny, bardzo dobry” – powiedział PAP dr Gacek.

Jego zdaniem w debacie obaj kandydaci kierowali się do swoich wyborców. „Ja ją sobie określiłem 2:1 na korzyść Dudy” – powiedział Gacek, dodając, że to zwycięstwo jest „nieznaczne”.

Podkreślił, że debata może w znaczący sposób wpływać na postawy wyborców jedynie wtedy, gdy jeden kandydat nokautuje drugiego, a taka sytuacja ani w pierwszej, ani w drugiej debacie nie miała według niego miejsca. Mówił, że walka odbywała się „łeb w łeb”. „Były mocne ciosy (…). To był taki klincz, takie przepychania, to nie był nokaut” – dodał.

Zaznaczył jednak, że to nie wynik debaty będzie decydował o tym na kogo w niedzielę Polacy oddadzą głos w drugiej turze wyborów prezydenckich, a decydować będą głosy osób niezadowolonych z PO i prezydenta lub przeciwników Jarosława Kaczyńskiego.

„W tej chwili walka toczy się o płynny elektorat. Będą dwa negatywne uczucia: absolutne zniechęcenie, można by powiedzieć pewnego rodzaju wstręt do tego, co robiła PO i co robił Bronisław Komorowski w kampanii wyborczej. Jego zmiany nastawienia, szybkość płynięcia z prądem była nie do przyjęcia szczególnie dla wielu młodych wyborców. A z drugiej strony nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego” – powiedział dr Gacek. Dodał, że odkąd sztab Bronisława Komorowskiego zaczął się liczyć z tym, że prezydent może przegrać wybory, „cały czas uderza w Andrzeja Dudę przez nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego, pokazywanie, że Duda nie jest samodzielny”.

„Przez te ostatnie dwa dni będzie się toczyło, która z tych emocji wygra. Czy więcej pójdzie do wyborów ludzi, którzy boją się i nienawidzą Kaczyńskiego – bo ci, którzy teraz zmieniają decyzję, to są ci, którzy nienawidzą Kaczyńskiego w moim przekonaniu – czy tych, którzy bardziej wybierają uczucie zniechęcenia, wstręt do tego, co się dzieje. Dla tych ludzi ta debata nie była tak ważna” – ocenił Gacek.

Ekspert uważa, że bardzo trafnym posunięciem Andrzeja Dudy, które wyprowadziło Komorowskiego z równowagi, było postawienie na samym początku debaty chorągiewki z logo Platformy Obywatelskiej na pulpicie Bronisława Komorowskiego. Gacek powiedział, że był to „emocjonalny przekaz”.

„Niewątpliwie zaskoczyła mnie flaga. To był strzał w moim przekonaniu mistrzowski. Szczególnie, że zaskoczył wszystkich, bo i Komorowski musiał szybko tę flagę oddać Monice Olejnik, Monika Olejnik musiała ją postawić na podłodze. Nie chciałbym daleko idących wniosków wyciągać, ale może to było symboliczne” – powiedział Gacek. Zaznaczył jednocześnie, że prezydent Bronisław Komorowski nie mógł się inaczej zachować, chyba że sam odstawiłby flagę, nie podając jej prowadzącej. Dziennikarka też musiała ją odłożyć. Bronisław Komorowski został w ocenie dr. Gacka „zostawiony bez wyboru” w sprawie chorągiewki.

Dr Marcin Gacek zwrócił uwagę, że przyjęcie zaproszenia przez Dudę do debaty w TVN uwiarygadnia go w oczach wyborców. „To tak, jakby Komorowski przyjął zaproszenie do Kukiza albo do Radia Maryja” – porównał Gacek. (PAP)

kow/ jra/

podobne: Jaka piękna UStawka! Olechowski w TVN spuszcza PO do kibla. Kukiz „nową alternatywą” (dlaczego nie JKM?)

Co można powiedzieć o tym widowisku? Chorongiefka bulu i nadzieji – Max Kolonko o debacie w TVN

21.05. Londyn (PAP/Media) – Kandydat na prezydenta Andrzej Duda będzie zabiegał o większe przekazanie władzy państwom członkowskim Unii Europejskiej, zacznie też intensywny dialog na temat „przekalibrowania” stosunków Polski z Niemcami – pisze „Financial Times”.

Materiał z wypowiedziami polityka, zatytułowany „Duda apeluje o odebranie pełnomocnictw Brukseli” brytyjski dziennik opublikował w czwartek po południu na swej stronie internetowej.

Duda, który „niespodziewanie minimalnie zwyciężył w pierwszej turze wyborów i przed niedzielną drugą turą toczy zacięty wyścig z piastującym obecnie urząd Bronisławem Komorowskim, powiedział, że jego wizja UE zakłada zrewidowanie rozłożenia kompetencji decyzyjnych pomiędzy Brukselą a państwami członkowskimi i +wzmocnienie gwarancji suwerenności w ramach prawodawstwa krajowego+” – relacjonuje „FT”.

Dziennik cytuje słowa Dudy: „jest sprawą kluczową, by utrzymać polityczną równość pomiędzy państwami członkowskimi, która jest fundamentalna dla wspólnoty. Jednocześnie należy przeciwdziałać naturalnym tendencjom do tworzenia hierarchii wewnątrz UE”.

„FT” ocenia, że brytyjski premier David Cameron „prawdopodobnie znajdzie w Dudzie sojusznika w swej próbie renegocjacji stosunków z Brukselą”.

Londyński dziennik wskazuje, że kwestia stałych baz NATO to jeden z obszarów, w których Polska i Niemcy różnią się. Duda powiedział, że „będzie dążył to przekalibrowania stosunków Warszawy z Berlinem by upewnić się, iż nie jest to relacja +kosztem interesów Polski+” – pisze „FT”.

Cytuje wypowiedź kandydata: „Są pewne kwestie, w których mamy z Niemcami wspólne interesy i są inne, w których ich nie mamy. Dyplomacja pomiędzy dobrymi sąsiadami nie oznacza przytakiwania sobie wzajemnie. Dzisiaj musimy zacząć negocjować z Niemcami, by przekonać ich do zmiany zdania w pewnych kluczowych sprawach, szczególnie co do rozmieszczenia baz NATO w Polsce i sojuszniczej infrastruktury obronnej, polskiej obecności przy stole rozmów o Ukrainie i polityki wobec Rosji oraz klimatu i energii, zwłaszcza dekarbonizacji”.

„FT” zauważa, że przed wyborami prezydenckimi Duda był „względnie nieznanym politykiem”, jednak jego „energiczna kampania wykorzystała silne rozczarowanie obecnym rządem”. Zdaniem dziennika wygrana Dudy „byłaby prawdopodobnie zwiastunem zwycięstwa prawicowego Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych w październiku, zmieniającego potencjalnie postawę Polski wobec UE”. (PAP)

awl/ ap/ bk/

Muszę przyznać że deklaracje Pana Dudy napełniają mnie pewnego rodzaju pozytywnym odczuciem. Działania ukierunkowane na odebranie Brukseli (i Niemcom) mocy decyzyjnej wobec Polski mogą Dudzie zjednać wiele środowisk dotychczas niechętnych PISowi. Zaś sam Duda ma zadatki na niezależnego męża stanu na fotelu prezydenta Polski…

Jeśli chodzi o to co może a czego nie może prezydent, to w praktyce (jak historia pokazuje) jest to urząd niemal wyłącznie do reprezentowania i blokowania takich czy innych ustaw, ale tylko jeśli mamy do czynienia z takimi ludźmi jacy do tej pory mieli okazję „rządzić” naszym „nieszczęśliwym krajem”. Bo też oni wszyscy „rządzili” byle jak! – nie wychodząc ponad to co „konieczne” by się nikomu nie narażać. Byli strażnikami żyrandola, tj. pilnowali kompromisu między partykularnymi interesami różnych środowisk politycznych, oraz interesu tego środowiska z którego się „ideowo” wywodzili. Ci ludzie byli po prostu reprezentantami klik politycznych, ale nie narodu (choć to on teoretycznie tych ludzi na prezydentów wybierał). Gdyby jednak na tym stanowisku (przypadkiem 🙂 ) znalazł się człowiek z charyzmą, pryncypialny, cieszący się powszechnym poważaniem i szacunkiem, albo który potrafiłby przekonać naród do swoich racji stając się symbolem jego interesów (a nie jakiejś sitwy sejmowej), to dzięki ogromnemu poparciu mógłby DOSŁOWNIE WSZYSTKO. Żaden sejm czy senat nie ośmieliłby się takiemu prezydentowi podskakiwać, i przegłosowałby absolutnie wszystko w ramach prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej. Raz że ze strachu przed narodem który się ze swoim prezydentem identyfikuje do tego stopnia że byłby w stanie poprzeć go nawet na ulicy jeśli trzeba, a dwa – politycy sami chętnie by się przyłączyli do tego co sobą taki prezydent reprezentuje, jako jego stronnicy.

Reasumując, jestem za tym żeby Pan Duda urwał się prezesowi PIS i robił naszą politykę narodową a wtedy być może uda mu się skończyć z dzieleniem Polski na „racjonalną” i „radykalną” czego dokonał Pan Komorowski szczując jednych Polaków na drugich…

Słowem – Polska potrzebuje dyktatora – Max Kolonko, ale czy takim (oczywiście w narodowym i wolnościowym wydaniu) będzie Pan Duda to czas pokaże. W najgorszym wypadku Komorowski (który poczynił już pewne przygotowania) nie zostanie już dyktatorem. Należy się jednak liczyć z tym że i nasi sąsiedzi i „sojusznicy” będą robić wszystko co w ich mocy, żeby Polska pozostała bezwolnym narzędziem w ich rękach, i dobrowolnie nie dopuszczą do tego żeby odbudowała swoją mocarstwową pozycję. Pan Kolonko słusznie zwrócił uwagę na bardzo istotny element drogi do niezależności. Otóż aby pozytywny scenariusz miał w ogóle szansę się rozpocząć, Polska potrzebuje korzystnego dla siebie zbiegu politycznych okoliczności (co już się kiedyś zdarzyło). Potrzebujemy jednoczesnego kryzysu w Niemczech i w Rosji, przy równoległym uwolnieniu potencjału Polaków (dojściu do władzy patriotów) i wtedy mielibyśmy szansę na wybicie się na prawdziwą niepodległość. Na Węgrzech się udało, więc może i nam się poszczęści tyle że trzeba być na to przygotowanym.

Trzeba sobie jednak powiedzieć że deklaracja Pana Dudy odnośnie przekalibrowania stosunków Warszawy z Berlinem by upewnić się, iż nie jest to relacja +kosztem interesów Polski+ może być elementem całkiem innego scenariusza (pisanego za oceanem). O tym właśnie (między innymi) mówi Pan Bartosiak w swoim wykładzie.

Myśl przewodnia to wielki projekt gospodarczy Chin („jedwabny szlak”) które z tzw. zachodu wyłuskują dla siebie Niemcy, które z kolei już zerwały się ze smyczy USA i prowadzą w Europie własną politykę gospodarczą i bezpieczeństwa (we współpracy z Rosją). Według Pana Bartosiaka USA czują się zagrożone przez rosnącą potęgę Chin i widzą w nich głównego rywala dla swoich żywotnych interesów. Będą zatem próbowały zagarnąć Europę dla siebie, przy jednoczesnym szachowaniu Niemiec i pozyskaniu Rosji przeciwko Chinom. Rosja bowiem też coraz bardziej uzależnia się od Pekinu i będąc słaba demograficznie stoi przed zagrożeniem kolonizacji z tego kraju. Na dodatek ugrzęzła jedną nogą na Ukrainie (na której Chiny zamyślały dzierżawić ogromne połacie żyznej gleby), więc gra teraz na przeczekanie sankcji i ofertę współpracy z USA. Rosja zdaje sobie sprawę że bez niej USA nie ma nawet co marzyć o pokonaniu Chin…

PAP – Świat 22 Maj 2015, 9:43 Waszyngton (PAP/Media) – Wysiłki podejmowane przez USA w celu wznowienia współpracy z Rosją w Moskwie przyjmowane są nie jako oferta konstruktywnego partnerstwa, lecz oznaka słabości i zachęta do wymuszania ustępstw – ocenia „Washington Post” w piątkowym komentarzu redakcyjnym.

Przypomina o spotkaniu sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem przed tygodniem. Administracja Baracka Obamy stara się w ten sposób po raz kolejny pokazać, że „może układać się z Putinem bez sprzeniewierzania się interesom i sojusznikom USA oraz bez kapitulowania przed rosyjskim przywódcą i jego imperialistycznymi zamiarami” – pisze waszyngtoński dziennik.

Dotychczasowe rezultaty tych starań nie zachęcają – zauważa gazeta. Na wschodniej Ukrainie ogłoszone w lutym zawieszenie broni między prorosyjskimi separatystami i ukraińskimi siłami rządowym jest stale naruszane, a Moskwa niezmiennie wspiera prezydenta Syrii Baszara el-Asada mimo licznych dowodów na to, że syryjski reżim wznowił ataki z użyciem broni chemicznej przeciw ludności cywilnej.

„Zamiast potwierdzać życzeniowe myślenie Kerry’ego, że współpraca (amerykańsko-rosyjska) jest możliwa, ekipa Putina utrzymuje, że USA spuściły z tonu, a Obama uznawszy, że nie udało mu się zmienić rosyjskiej polityki za pomocą sankcji i izolacji, zgodził się zabiegać o względy Kremla i pójść wobec niego na znaczące ustępstwa. Rosyjskie media i przedstawiciele władz wskazują, że podczas niedawnych rozmów Kerry nie zakwestionował rosyjskiej aneksji Krymu” – podkreśla „WP”.

„Obamie może się wydawać, że wznowienie kontaktu z Rosją pomoże mu (…) w osiągnięciu porozumienia atomowego z Iranem i jednocześnie w uniknięciu kolejnej eskalacji konfliktu na Ukrainie. Jednak na Putina bardziej podziała pokazanie, że kolejna agresja spotka się w Donbasie ze stanowczym oporem (np. poprzez dostarczenie broni ukraińskim siłom) i wzmocnienie sankcji gospodarczych” – ocenia gazeta.

„Oceniając po retoryce Moskwy, wysiłki Kerry’ego jedynie utwierdziły Putina w przekonaniu, że amerykańskie władze ostatecznie zgodzą się na wszystkie warunki, jakie im postawi” – pisze „Washington Post”.(PAP) akl/ kar/

Buńczuczne prężenie muskułów przez oba kraje trwa, jednak to nie zmienia faktu że potrzebują siebie nawzajem by móc skutecznie stawić czoła rosnącej dynamicznie chińskiej potędze. I to może być z kolei zła informacja dla nas, bo przedmiotem dogoworu może stać się Polska. USA zrobią bowiem wszystko by utrzymać swoją pozycję hegemona na arenie międzynarodowej.

O tym dlaczego grozi Polsce druga Jałta, i czy mamy jakąś alternatywę. O tym dlaczego geografia predestynuje nas do wielkości, i o scenariuszu wybicia się Polski na niepodległość w bardzo ciekawych szczegółach odpowiada Pan Jacek Bartosiak.

Bezpieczeństwo Polski na arenie międzynarodowej – mec. Jacek Bartosiak – 18.05.2015, Białystok

podobne: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”.  oraz:  Thierry Meyssan: Wątek ropy i gazu w walce z Państwem Islamskim. Paul Craig Roberts: Czy Rosja i Chiny czekają na moment, kiedy jedyną opcją będzie wojna?  i to: Rosja – Chiny – USA (Izrael) – Unia Europejska. Thierry Meyssan: „Początek wielkiej zamiany ról”. a także: Chiński Plan Marshalla? Rosja zamierza skorzystać. Iran (i nie tylko) członkiem AIIB polecam również: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy i jeszcze: Stanisław Michalkiewicz: „Kurde balans, miękną rury” czyli „mocni siłą naszych sojuszników”, „za wolność waszą” idziemy na wojnę. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

Na potwierdzenie słów Pana Bartosiaka komunikat prasowy: Polska kluczowa dla kolejowego Nowego Jedwabnego Szlaku.

23.05. Szanghaj (PAP) – Kolej towarowa Chiny-Europa zyskuje coraz większą popularność, a jako część inicjatywy Nowego Jedwabnego Szlaku znajduje się na liście priorytetów chińskiego rządu. To szansa dla Polski, gdyż przejeżdżają przez nią wszystkie pociągi – oceniają eksperci.

Pociągi towarowe kursujące pomiędzy chińskimi a europejskimi miastami przewiozły w 2014 roku o 200 proc. więcej kontenerów niż w roku wcześniejszym, a silny trend wzrostowy prawdopodobnie utrzyma się w nadchodzących latach – powiedzieli PAP pracownicy chińskiego oddziału firmy logistycznej DHL w Szanghaju. Transport kolejowy – reklamowany jako trzy razy szybszy niż morski i czterokrotnie tańszy od lotniczego – jest szczególnie opłacalny w przypadku towarów o wysokiej wartości oraz wszędzie tam, gdzie istotny jest czas dostawy.

„Nowy Jedwabny Szlak to ogromna szansa dla naszego kraju. Kreujemy się jako miejsce inwestycji logistycznych dla całej Europy” – ocenił w rozmowie z PAP Andrzej Juchniewicz z szanghajskiego biura Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ).

W latach 2011-14 regularne połączenia kolejowe z Europą uruchomiło kilka chińskich miast, w tym Chongqing, Chengdu i Suzhou. Jako element Nowego Jedwabnego Szlaku, połączenia te są silnie promowane przez chińskie władze, a każde duże chińskie miasto stara się uruchomić własne.

Pociągi do Europy jeżdżą korytarzem zachodnim – przez Kazachstan, Rosję i Białoruś – albo korytarzem północnym, omijającym Kazachstan. W obu wariantach przejeżdżają przez Polskę, a część z nich ma w Polsce stacje końcowe. Mogą na tym skorzystać m.in. polscy przewoźnicy kolejowi i samochodowi.

„Polska ma największą, najmłodszą i najtańszą flotę samochodów ciężarowych w całej wspólnocie europejskiej. Mnóstwo towarów trafia do Warszawy lub Łodzi (pociągiem), a następnie są rozprowadzane ciężarówkami do różnych miast Europy” – powiedział PAP kierownik działu wartości dodanej z chińskiego biura DHL Zafer Engin, uznawany za jednego z pionierów transportu kolejowego między Chinami a Europą.

„To naprawdę ekscytujące, ponieważ w 2000 lat temu, kiedy istniał pierwszy Jedwabny Szlak, Polska nie była jego częścią. Znajdowaliśmy się na peryferiach cywilizacji antycznej. Tym razem jesteśmy w samym środku” – ocenił menedżer z chińskiego oddziału DHL Konrad Godlewski.

Andrzej Juchniewicz z PAIiIZ wyraził nadzieję, że w przyszłości pociągami na dużą skalę będą jeździły do Chin polskie produkty eksportowe, szczególnie żywność. Tymczasem obecnie zdecydowana większość kontenerów przewożonych pociągami jedzie z Chin do Europy, a po stronie europejskiej przewoźnicy mają problemy z zapełnieniem składów towarami.

Opłacalność transportu kolejowego z Chin do Europy wynika m.in. z tego, że połączenia te są subsydiowane przez lokalne rządy chińskich miast. Dopłacając do pociągów, władze miast pośrednio dofinansowują również chiński eksport. Natomiast w Europie nikt nie dopłaca do pociągów jadących do Chin.

Nowy Jedwabny Szlak to gigantyczny projekt lansowany przez administrację prezydenta Chin Xi Jinpinga od jesieni 2013 roku. Składa się on z „jednego pasa i jednego szlaku”, które oznaczają odpowiednio sieć połączeń morskich i lądowych Chin z Europą – ich największym partnerem handlowym.

Jak zauważa kierownik projektu UE-Chiny z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Marcin Kaczmarski, inicjatywa Nowego Jedwabnego Szlaku nie ogranicza się do budowy infrastruktury logistycznej. Staje się ona kluczowym narzędziem chińskiej polityki zagranicznej i budowania miękkiej siły (soft power) tego kraju.

„Koncepcji Szlaku towarzyszy oprawa informacyjno-propagandowa, obejmująca imprezy kulturalne, spotkania eksperckie, trasy turystyczne. Uruchomiona została specjalna strona agencji informacyjnej Xinhua. Chińscy eksperci lansują określenia w rodzaju +chińska wersja Planu Marshalla+. Koncepcja to rodzaj +opakowania+ chińskiej ekspansji gospodarczej poprzez nadanie jej atrakcyjnego kształtu” – ocenił Kaczmarski w komentarzu opublikowanym na stronie internetowej OSW.

Z Szanghaju Andrzej Borowiak (PAP) anb/ ksaj/ kar/

…prawda że przyjemna perspektywa? Prawda że teraz staje się jasne dlaczego tak naprawdę Niemcom zależy na wprowadzeniu płacy minimalnej na swoim terytorium również dla pracodawców z zagranicy, co przypadkiem najbardziej uderzyło w polskich przewoźników 😉 Mało tego! Chodzi również o konkurencyjną cenowo polską żywność wokół której od dawna trwają dziwne gierki Niemiec (do spółki z Rosją) Polska gospodarka: rośnie eksport żywności, wieprzowina, delegacja przedsiębiorców i misja gospodarcza z Chin. oraz: Polskie rolnictwo w poważnych kłopotach, domaga się rządowego wsparcia. UE nie radzi sobie z sankcjami i nie pomaga. Ceny żywności spadają. Rosja kolejny raz uderza w polski eksport, korzysta Białoruś.

podobne: Słabszy niemiecki przemysł. Merkel po raz 7. w Chinach

USA - Chiny - dług

USA – Chiny – dług

„Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” czyli… salon i Komorowski w strachu, wyścig populizmu wyborczego z użyciem mitu JOWów, a wszystko i tak zostanie po staremu!


Opozycja krytykuje krok Komorowskiego ws. referendumKucharczyk: to błąd, że prezydent ściga się z Dudą na populizmEksperci: JOW-y wbrew pozorom wzmacniają pozycję dużych partii.

11.05. Warszawa (PAP) – Tylko PO pozytywnie oceniła krok prezydenta Bronisława Komorowskiego, który dzień po I turze wyborów zaproponował referendum ws. m.in. jednomandatowych okręgów wyborczych. Zdaniem polityków opozycji propozycja prezydenta jest całkowicie niewiarygodna.

W poniedziałek rano prezydent Komorowski ogłosił, że chce referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, zmian systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym (wprowadzenie rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika). Swoją propozycję wysunął po ogłoszeniu wyników sondażowych I tury wyborów prezydenckich, w których kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał 34,5 proc. głosów, on sam – 33,1 proc., a Paweł Kukiz, który jest zwolennikiem wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych – 20,5 proc.

Andrzej Duda komentując propozycję Bronisława Komorowskiego ocenił, że prezydent „zmienił nagle zdanie o 180 stopni w sprawie JOW-ów, podatków i finansowania partii politycznych z budżetu państwa”. „Do tej pory w ogóle nie było o tym mowy. Wszystkich, którzy wychodzili z inicjatywami, traktował z góry” – mówił.

Sam Duda powiedział w niedzielę, że „jest otwarty” w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych.

Z kolei rzecznik PiS Marcin Mastalerek propozycję prezydenta (i w sprawie JOW-ów, i w sprawie finansowania partii) nazwał „rozpaczliwą”. „Jeżeli ktoś pięć lat jest prezydentem i trzy lata marszałkiem Sejmu, a obietnicę referendum składa po przegranej I turze przed II turą, jest to całkowicie niewiarygodne. Komorowski po przegraniu pierwszej tury może obiecać absolutnie wszystko i wszystkim. Co prezydent robił pięć lat?” – powiedział PAP Mastalerek.

„Nie będziemy odpowiadali na poważnie na propozycje, które padają między I a II turą. Nie wierzymy temu” – dodał.

Mariusz Witczak z PO podkreślił natomiast w rozmowie z PAP, że propozycje prezydenta Komorowskiego to „niezwykle ważne punkty programowe”, z którymi wcześniej Platformie trudno się było przebić. „Byliśmy blokowani w tych rozwiązaniach jak się dało, przez PiS i inne partie, a dzisiaj, skoro jest dobry klimat dla tych punktów programowych, to podnosimy je do rangi referendalnej i patrzymy na reakcję PiS, które zaczyna w tej kwestii zmieniać poglądy” – zaznaczył Witczak.

Poseł przypomniał, że sam kilka lat temu był w Senacie autorem poprawki, która do uchwalonego wcześniej w Sejmie Kodeksu wyborczego wprowadzała jednomandatowe okręgi wyborcze w głosowaniu do izby wyższej polskiego parlamentu. „Batalia o wprowadzenie JOW-ów w Senacie toczyła się wówczas i w Senacie, i w Sejmie przy okazji prac nad Kodeksem wyborczym. W Sejmie nie udało nam się wprowadzić jednomandatowych okręgów, ponieważ przeciwko głosował PiS, a w głosowaniu zabrakło kilku posłów PSL. Później sam zgłosiłem to jako poprawkę w Senacie” – tłumaczył Witczak.

Jak dodał, JOW-y wprowadzone zostały też w wyborach do rad gmin w gminach niebędących miastem na prawach powiatu. „Platforma więc tam, gdzie się da, małymi krokami wprowadza okręgi jednomandatowe” – zaznaczył Witczak.

Jeśli chodzi o likwidację finansowania partii z budżetu państwa, to – jak przypomniał polityk PO – również jest to jeden z dawnych postulatów Platformy, na który również do tej pory nie zgadzał się PiS. „Kilka lat temu, podczas kryzysu, doprowadziliśmy do obniżki finansowania partii z budżetu o 50 proc.; nigdy jednak było ze strony PiS zgody na całkowitą likwidację finansowania” – zaznaczył Witczak.

Popierający Dudę szef klubu Zjednoczona Prawica Jarosław Gowin podkreślił w rozmowie z PAP, że chętnie poparłby wszystkie propozycje prezydenta Komorowskiego, bo są one zbieżne z jego poglądami, gdyby padły w innych okolicznościach. „W tej chwili to przejaw rozpaczliwej walki o utrzymanie się na stanowisku prezydenta. To nie budzi naszego zaufania” – podkreślił.

Z kolei szef PSL Janusz Piechociński, odnosząc się do zapowiedzi Komorowskiego i Dudy ws. jednomandatowych okręgów wyborczych ocenił, że sztaby obu kandydatów niepotrzebnie się koncentrują na pozyskaniu głosów kandydatów z pierwszej tury. „Po I turze mamy do czynienia z emocjonalnym szukaniem wyborców” – powiedział PAP Piechociński. Jego zdaniem obaj kandydaci raczej powinni kłaść nacisk na przyciągnięcie wyborców, którzy nie poszli głosować. „To poważny faul ze strony obu komitetów. Trzeba się było koncentrować na tych, którzy zostali w domach” – mówił wicepremier.

Oceniając postulat wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych Piechociński zaznaczył, że „trzeba też myśleć kategoriami: co po wyborach?”. W jego ocenie – przez wprowadzenie JOW-ów „można wprowadzić wielką destabilizację”.

Piechociński nie jest też zwolennikiem zniesienia systemu finansowania partii z budżetu. „Już mieliśmy model, w którym polityka nie była od tej strony kontrolowana” – zauważył. Podkreślił, że przejście do wariantu finansowania partii z budżetu miało swoje uzasadnienie. Jak mówił, takie dziedziny, jak służba zdrowia, obronność, czy polityka nie mogą funkcjonować bez pieniędzy. Jego zdaniem obecny system ma wiele wad, z których pierwszą jest niechęć społeczna do finansowania działalności społecznej, ale – jak dodał – w jego miejsce może być wprowadzony „system zasilania szarej strefy polityki”.

Z kolei sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski, odnosząc się do propozycji Komorowskiego, powiedział, że prezydent „posiał populizmem, jakiego nie słyszeliśmy od niego przez ostatnie pięć lat”. „Jednomandatowe okręgi wyborcze i zakaz finansowania partii politycznych z budżetu państwa to działanie populistyczne prezydenta prowadzące tylko i wyłącznie do tego, by zebrać elektorat Pawła Kukiza, a potem najzwyczajniej w świecie go oszukać” – mówił.

Gawkowski przypomniał, że zniesienie finansowania partii z budżetu państwa zapowiadał już b. premier i lider PO Donald Tusk i „nic z tego nie wyszło”. „PO jak zwykle dokonuje politycznego zwrotu, ale tylko i wyłącznie dlatego, że jest to jej dzisiaj potrzebne, a w najmniejszym stopniu nie ma zamiaru zmieniać w tej sprawie prawa” – dodał sekretarz generalny Sojuszu.

Według niego zniesienie finansowania partii z budżetu byłoby „niepoprawne i głupie”, bo spowodowałoby, że partie stałyby się „mafiami do zbierania pieniędzy, a nie uprawiania polityki”.

Gawkowski przekonywał też, że jednomandatowe okręgi wyborcze to rozwiązanie, które ogranicza demokrację. „Najlepszym tego przykładem jest Wielka Brytania, gdzie w parlamencie nie są reprezentowane wszystkie ruchy i trendy społeczne. Na pewno ordynacja większościowa nie pozwala na taką pełną reprezentację” – mówił. (PAP)

mce/tgo/gł/wni/mkr/ann/ as/ malk/

11.05. Warszawa (PAP) – Prezydent Bronisław Komorowski proponując m.in. referendum ws. jednomandatowych okręgów wyborczych, ściga się z Andrzejem Dudą na populizm; to błąd – uważa szef Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk.

Prezydent Komorowski zapowiedział w poniedziałek, że chce referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, zmian systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa oraz zmian w systemie podatkowym. Wysunął tę propozycję po ogłoszeniu sondażowych wyników I tury wyborów prezydenckich, w których kandydat PiS Andrzej Duda uzyskał 34,5 proc. głosów, on sam – 33,1 proc., a Paweł Kukiz – 20,5 proc.

„To był – podejrzewam – pomysł śmiertelnie wystraszonego sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego, jego ludzie boją się dziś, że zostaną obwinieni za klęskę mało dynamicznej kampanii” – powiedział PAP Kucharczyk.

Według niego inicjatywa prezydenta była błędem. „To wygląda, jakby prezydent zaczął ścigać się z Andrzejem Dudą na populizm po to, by zdobyć wyborców Kukiza” – ocenił. Na wygraną w tym wyścigu – zdaniem Kucharczyka – prezydent ma bardzo małe szanse.

Zdaniem eksperta Komorowski powinien dziś „powalczyć raczej o tych, którzy zostali w domu, których nie przekonał nikt”, w tym szczególnie o elektorat lewicowy.

Kucharczyk stwierdził ponadto, że prezydent i jego ludzie też powinni lepiej odczytywać sygnały, które daje mu elektorat Kukiza. „Tu przecież nie chodzi o postulat jednomandatowych okręgów wyborczych, bo tego terminu większość wyborców pana Kukiza zapewne nie rozumie, tylko o wyrażenie protestu, szczególnie wobec ekonomicznej sytuacji ludzi młodych” – zaznaczył ekspert. (PAP)

wni/ gma/ abr/

11.05. Warszawa (PAP/PAP Legislacja) – Jednomandatowe okręgi wyborcze nie likwidują, a wzmacniają pozycję dużych partii; w Polsce klasyczne JOW-y doprowadziłyby do systemu dwupartyjnego, bardziej zróżnicowany efekt mógłby przynieść ewentualnie system mieszany – ocenili eksperci w rozmowie z PAP.

Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, w których wybory są większościowe, jako sposobu na odpartyjnienie życia publicznego jest postulatem Pawła Kukiza, który według sondażowych wyników, zajął trzecie miejsce w wyborach prezydenckich, uzyskując pond 20 proc. poparcie. Ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział w poniedziałek, że chce zarządzić za zgodą Senatu ogólnokrajowe referendum, które dotyczyłoby m.in. wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Na dyskusję o JOW-ach otwarty jest też kandydat PiS Andrzej Duda, któremu sondaże dają zwycięstwo w pierwszej turze wyborów i który w II turze, 24 maja, spotka się z Komorowskim.

Według konstytucjonalisty, profesora Uniwersytetu Gdańskiego Piotra Uziębło, jednomandatowe okręgi wyborcze mają więcej wad niż zalet. „Podstawową zaletą tego systemu jest to, że jest on bardzo czytelny dla wyborców. Wyborca oddaje głos na konkretnego kandydata i ten spośród nich, który uzyska najwięcej głosów, uzyskuje mandat” – powiedział.

Jak zaznaczył, praktyka pokazuje, że nieprawdziwy jest argument zwolenników JOW-ów, według których sprzyjają one odpartyjnieniu wyborów, bo kandydaci nie startują z list partyjnych tylko indywidualnie. Zwrócił uwagę, że w państwach, w których ten system działa, na przykład Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, „uzyskanie mandatu przez kandydata niezależnego jest rzeczą zupełnie incydentalną”.

„W ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii mamy jeden taki mandat, uzyskany przez kandydatkę w jednym z okręgów w Irlandii Północnej. Jest to jednak osoba, która miała ciche wsparcie jednej z partii politycznych; to nie jest kandydatka stricte niezależna” – powiedział Uziębło.

Podobną sytuację – zaznaczył – mieliśmy w Polsce w ostatnich wyborach do Senatu: na sto mandatów jedynie trzy uzyskali kandydaci niezależni. „Tyle że zarówno Marek Borowski jak Włodzimierz Cimoszewicz startowali wprawdzie z własnego komitetu, ale byli po cichu wspierani przez PO, która nie wystawiła przeciwko nim kontrkandydatów i popierała ich w sposób nieformalny” – dodał.

Drugą kwestią podkreślaną przez zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych – mówił konstytucjonalista – jest to, że przy takim systemie partie polityczne nie mają decydującego wpływu na wystawianie kandydatów.

„To też jest fikcją, bo jeżeli znowu spojrzymy na Wielką Brytanię, to tam właśnie organizacje partyjne decydują, kto w którym okręgu zostanie wystawiony. Bardzo często kandydaci, którzy są popierani przez władze partyjne, otrzymują okręgi, gdzie szanse na mandat są duże, natomiast kandydaci niewygodni dostają miejsca w tych okręgach, w których dana partia raczej szans na mandat nie ma” – powiedział Uziębło.

Pytany, dlaczego mechanizm, który w teorii ma służyć kandydatom niezależnym i małym partiom, w praktyce działa na rzecz dużych partii, podkreślił, że kandydaci dużych formacji mogą liczyć na „machiny partyjne, które są niesłychanie sprawne w prowadzeniu kampanii wyborczej”.

„Ponadto w grę wchodzi przyzwyczajenie wyborców, którzy – mimo różnych haseł i zaklęć – w praktyce nie głosują na kandydatów tylko na szyldy partyjne” – powiedział. Jak dodał, przykładem tego mechanizmu są ostatnie wybory samorządowe w Polsce, które po raz pierwszy zostały przeprowadzone w systemie większościowym we wszystkich gminach z wyjątkiem miast na prawie powiatu.

„Jeśli spojrzymy na wyniki, to w większości przypadków decydowały jednak szyldy partyjne” – powiedział. Jak dodał, z badań przeprowadzonych przez niego w województwie pomorskim wynika, że łącznie kandydaci niezależni, startujący z własnego komitetu, zdobyli nieco ponad 1 proc. mandatów.

Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis zaznaczył w rozmowie z PAP, że pod pojęciem „jednomandatowe okręgi wyborcze” kryje się wiele rozwiązań: istnieje przynajmniej siedem podstawowych systemów stosujących jednomandatowe okręgi wyborcze, z których każdy ma odmienne konsekwencje.

„Mamy system stosowany w Wielkiej Brytanii. On ma swoje zalety, ale one nie odpowiadają oczekiwaniom, o których się w pierwszej kolejności w Polsce mówi, na przykład system ten nie likwiduje władzy central partyjnych, tylko ją wzmacnia. W stosunku do obecnego polskiego systemu nawet zwiększa kierowanie się identyfikacjami partyjnymi” – powiedział Flis.

„Poza tym nie wiem, czy w Polsce jesteśmy przygotowani na to, że wybory będą się odbywać w pasie pomiędzy Częstochową, Kaliszem a Toruniem, bo w całej reszcie będzie z góry wiadomo, kto wygrywa, jak to się dzieje w Anglii, gdzie walka się toczy tak naprawdę tylko w co dziesiątym okręgu” – dodał ekspert.

Flis podkreślał jednak, że istnieją takie rozwiązania uwzględniające jednomandatowe okręgi wyborcze, które w Polsce by się sprawdziły. W jego ocenie takim systemem jest ten obowiązujący np. w Niemczech, który jest systemem mieszanym, gdzie połowa posłów uzyskuje mandaty w okręgach jednomandatowych, a połowa jest wybierana z list partyjnych. „Przy zastosowaniu takiego systemu w Polsce w Sejmie znaleźliby się też posłowie PO z Podkarpacia i posłowie PiS z woj. zachodniopomorskiego” – ocenił.

Według niego wprowadzenie jednomandatowych okręgów bez „dodatkowych urozmaiceń” doprowadzi do sytuacji, jaka jest dziś w Senacie, gdzie dominują dwie największe partie: PO i PiS. „Wprowadzenie JOW-ów oznaczałoby z grubsza tyle, że na zachód od Konina nie będzie żadnego posła PiS, a na wschód od Radomia nie będzie posłów PO”. „Posłów mniejszych partii nie będzie wcale” – mówił Flis.

Zdaniem Flisa „polski system wyborczy jest fatalny, natomiast nie każda zmiana będzie zmianą na lepsze i nie każda zmiana przyniesie takie efekty, jak obiecują jej zwolennicy”.

O tym, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych doprowadziłoby w Polsce do systemu dwupartyjnego, przekonany jest szef Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk. „Nie rozumiem, jaka idea przyświeca panu Kukizowi. On zachowuje się jak karp, który żąda przyśpieszenia Bożego Narodzenia” – powiedział PAP ekspert. Kucharczyk zaznaczył, że gdyby w jesiennych wyborach parlamentarnych obowiązywały JOW-y, w Sejmie zasiedliby jedynie przedstawiciele PiS i PO.

Największym niebezpieczeństwem dla demokracji – zdaniem Kucharczyka – byłoby połączenie JOW-ów i likwidacji subwencji dla partii politycznych. „Wtedy najbogatsi mogliby organizować partie i wręcz kupować sobie głosy. To byłby model oligarchiczny, jak na Ukrainie” – ocenił. (PAP)

mzk/ mce/ wni/ mok/ abr/

źródło: stooq.pl

Ciekawe nieprawdaż? Do podobnych konkluzji jak eksperci doszedłem już dawno samodzielnie, nie wiedząc nawet o praktycznym wymiarze funkcjonowania JOWów (dopiero w ostatnim czasie sięgnąłem po lekturę) a kierując się wyłącznie logiką funkcjonowania tłumu w systemie demokratycznym. Kukiz zachowuje się jakby o tych oczywistych inklinacjach/patologiach (potwierdzonych praktycznie nawet w tak „cywilizowanych” demokracjach jak brytyjska!) funkcjonowania JOWów nie wiedział! Głupi? Czy też może…. staliśmy się ofiarą kolejnej zasłony dymnej (dobry glina kontra zły glina) w postaci pretekstu do wprowadzenia JOWów (z woli „lódu”), które ostatecznie zabetonują polską scenę polityczną na rzecz obecnego układu w obronie przed wzrostem liczby wyborców niezadowolonych z obecnego stanu rzeczy – paradoksalnie zebranego pod nazwiskiem kandydata który tę scenę betonować POMAGA.

podobne: Podziemna TV: „Głosujcie tak jakby sondaże nie istniały!”. O „debacie” słów kilka, Kukizie i jego JOWach. Grzegorz Braun: „Polacy muszą przejąć kontrolę nad własnym państwem”. Wybory okiem socjologa. oraz: Protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym. Niestety na ignorancję nie ma paragrafu! Stanisław Michalkiewicz: Chaos kontrolowany

a teraz od początku o innych ciekawych historiach, bo też od kilku dni dzieją się dziwne rzeczy…

Kraśko (i nie tylko on) atakuje sondażownie! Te same na które tak chętnie się powoływał on i jego koledzy/koleżanki w swoich stronniczych rozmowach z kandydatami na prezydenta (to samo zresztą dotyczy innych wyborów). Tę pralnię mózgów wzięli oczywiście w obronę wszelkiego rodzaju marketingowcy, socjolodzy i politolodzy którzy żyją z okłamywania ludzi na podstawie tego rodzaju propagandy, kupowanej przez polityków za pieniądze tych których ogłupianiu potem służą. Wszak to właśnie dzięki sztuczkom socjologicznym takim jak „badanie opinii publicznej” czy „sondaż poparcia” ludzie wiedzą na kogo warto głosować żeby nie „zmarnować” swojego głosu jeszcze zanim go oddali (sic!). Krytykę funkcjonariusza Kraśko można określić mianem „złodziej krzyczy łapaj złodzieja”, gdzie obaj rżną przysłowiowego głupa, bo nie udało się tym razem sterować ludźmi. Kto winien? Oczywiście głupi „lód” bo nie wie co to jest „próba” i „reprezentatywna grupa obywateli”, oraz że takie „badanie” NIE JEST ZOBOWIĄZUJĄCE bo to tylko „część rzeczywistości”. Co oczywiście jest zgodnie z prawdą, tylko czemu zatem wszyscy „eksperci” posługują się tą propagandą skoro nie służy ona PRAWDZIE? 😉

Michnik przerażony wynikiem Kukiza straszy rządami „absurdu i szczujni” i nazywa elektorat buntu „gówniarzami”. Pakuj manatki Aaronie Szechter 🙂 skoro nie potrafisz żyć uczciwie i zamiast służyć LUDZIOM wybrałeś wysługiwanie się „elitom” które naród doją. Swoją drogą piękne to było uczucie zobaczyć przerażenie i konsternacje na twarzach tych wszystkich ludzi którzy ciągną ile wlezie z „państwowego” cyca: „kultury” (jak np. Wajda), „mediów” (jak wspomniany Aaron Szechter zwany Michnikiem, czy Kraśko) i polityki (jak Pan Nałęcz, Protasiewicz czy „misiek” Kamiński) zgromadzonych w studiach jako eksperci i komentatorzy gdzie dawali upust swojej frustracji, zadając kłam myśli przewodniej „prezydenta rezydenta Komorowskiego” o swojej „racjonalności” i chęci do zgody. Ale też mają czego się obawiać, skoro poświęcili absolutnie wszystko (łącznie z duszą) dla wysługiwania się obecnemu obozowi „zdrady i zaprzaństwa”. Skoro do tego stopnia zatracili się w jej firmowaniu, to można ich dziś spokojnie traktować jako współodpowiedzialnych za rządzenie Polską. Pociągając rzecz jasna moralnie, bo przecież fizycznie nikomu żadnej krzywdy nie zrobili. Myślę że oni wszyscy czują nie tyle strach przed tym co się stanie z Polską, ile chodzi im głównie o ich karierę, ciepłe posadki i źródło finansowania swojej szkodliwej działalności, kiedy na jesieni zmieni się układ sił w parlamencie 🙂

podobne: „Łajna w jedwabnych pończochach” odklejają się od „Cysorza”.

Kukiz tam, Kukiz tu – wszędzie Kukiz (Kukiza Kukizem pogania). Fenomen braku programu, ale umiejętnie zagospodarowanych emocji. Do niedawana pijak i szołmen dla niemal wszystkich reżimowych komentatorów „człowiek nikt”, a od kilku dni „nowa siła” na polskiej scenie politycznej skupiająca „elektorat buntu”. Przyznam że tego rodzaju kategoryczny „chrzest” uczyniony w reżimowych mediach przez różnego rodzaju ekspertów wygląda dość dziwnie. Mało tego jest w dość dziwnie „kreatywny” sposób używany do dyskredytowania Komorowskiego i odnoszę wrażenie że konkurencyjnie wobec… JKMa, który (a propos) przecież od ponad 25 lat jest „zbuntowany” (wręcz znienawidzony!) przez cały „establiszmęt” postmagdalenkowski (od lewa do lewa), nigdy nie współpracował z żadną z reżimowych partii, nie zmieniał też sympatii politycznych ani poglądów tak jak Kukiz a mimo to nie uzyskał nigdy takiego wyniku poparcia, jakim może się pochwalić Kukiz w ciągu zaledwie kilku dni! Co jest z tym buntem? 😉 Może to, że mając na uwadze Pana Kukiza związki ze związkami w ramach „Platformy Obużonych” (PO 😉 ), socjalizowanie w poglądach gospodarczych, przychylne nastawienie do „eurosojuza”, oraz z racji wspomnianej już przeze mnie na początku JOWialności demokratycznej, (a wszytko to POdlane sosem BEZ groźnych dla establiszmętu KONKRETÓW), jest to całkiem „przyjazna” alternatywa dla pogrobowców PO, przez co sam elektorat pachnie podejrzanie platformą – zagubionymi „lemingami” a nie żadnymi „zbuntowanymi” (a już na pewno nie wolnościowcami).  Czas pokaże jak mocno i czy nie za mocno 😉

Pachnie jednak odwrotnie proporcjonalnie do Komorowskiego który zaczyna śmierdzieć politycznym trupem do tego stopnia że wyciąga swoją „solidarnościową” łapę do… lewicy kwaśniewskiej (zwanej kawiorową) 😀 Nie umknęła też mojej uwadze atmosfera idącej zmiany w zapatrywaniu się salonu na niedawnego pieszczocha. Jeszcze w wieczór powyborczy wszyscy komentatorzy byli baaaardzo ostrożni w krytyce prezydenta, ale od dwóch dni wszystkie stacje telewizyjne łącznie z reżimowymi, od rana do wieczora wytykają Komorowskiemu jaki był leniwy, ospały i zamknięty na głos „lódu”. Ktoś ewidentnie przestawił wajchę! Czyżby już padło w tajnych gabinetach sakramentalne „spuszczamy go!” Tego dowiemy się za dwa tygodnie. Wiele jednak wskazuje na to że tak właśnie się stanie… Zastanawiam się w związku z tym, czy na ten gwałtowny odwrót salonu od „naszego prezydenta” nie miały przypadkiem jego słowa wypowiedziane dość głośno (ale przemilczane w mediach 😉 ) względem Rosji, wyłamujące się z dotychczasowej retoryki zagrożenia, więc raczej nie konsultowane z sojusznikiem zza oceanu. „Incydent” miał miejsce 5 go maja w Elblągu, gdzie Bronisław Komorowski apelował do samorządowców Warmii i Mazur, by nie rezygnowali z dobrych sąsiedzkich relacji z Rosją. Przekonywał, by „tam, gdzie to możliwe”, współpracować z Rosjanami, np. w oparciu o mały ruch graniczny. Była to ostatnia debata przed niedzielnymi wyborami, poświęcona w znacznej części relacjom polsko-rosyjskim. Padły tam słowa o tym, że „…Polska powinna być „w szpicy krajów i społeczeństw obywatelskich, które mówią: +my chcemy dobrych relacji z Rosją+”. Komorowski zastrzegł, że współpraca ta może się odbywać „w tych obszarach, w których jest to możliwe” bez naruszania pryncypiów dotyczących m.in. praw człowieka.„Może Rosja się na tyle zmieni, że będzie możliwy nie tylko dialog świat zachodni – Rosja, ale i powrót do dialogu NATO – Rosja. Kiedy to będzie możliwe? Nie wiem” – mówił Komorowski. W dalszej części wystąpienia dodał, że ma nadzieję, iż Polska znajdzie się wśród tych krajów, które namówią Rosję do wycofywania się z awanturniczej polityki…”… Przyznacie sami państwo, że tego rodzaju deklaracje mogły zdenerwować działające w Polsce „stronnictwo amerykańskie”, które prowadzi wobec Rosji rękami Polski politykę raczej nieprzyjazną. Moim zdaniem od tego momentu zaczęła się jazda na obalenie Komorowskiego i zastąpienie go Dudą. Za Komorowskim dopiero poszło spuszczanie PO z jednoczesnym urabianiem „elektoratu buntu”, by oderwać go od prawdziwej ideologicznie wolnościowej formacji (która dotychczas rosła w siłę a ZAWSZE mówiła o potrzebie skończenia z klientelizmem również względem USA – mówię tu o KORWiNie) i przekazać Kukizowi który był na majdanie i krzyczał „sława Ukrainie” 😉Wracając jednak do samej kampanii wyborczej, to trzeba sobie jasno powiedzieć że sporo błędów popełnił „sztab wyborczy” tego nieszczęśnika, który bez kartki nawet żony nie potrafi pozdrowić. Za późno się odgrażał Pan prezydent, że wyciągnie z kampanii, cytuję: „daleko idące konsekwencje” (na własne uszy słyszałem jak to przeczytał). Wygląda też na to, że nikt się tą groźbą nie przejął skoro wsadzono go na kolejną minę, jeszcze większą od „zgody i bezpieczeństwa” czy utrzymywania podziału na „Polskę racjonalną i radykalną”. Minę która prawdopodobnie całkowicie go pogrąży, ukazując ewidentny brak własnej tożsamości jako polityka. „Kazano” mu bowiem udawać Kukiza i obiecać ludziom JOWy (a i jeszcze więcej!). Teraz by się uwiarygodnić musi się biedak wyrobić w dwa tygodnie z tym, na co mu w 5 letniej kadencji czasu nie starczyło, podczas której wąsy tylko zdążył zgolić bez szkody dla obywateli. Przez resztę czasu był zajęty podwyższaniem wieku emerytalnego, rabunkiem OFE, ustawą o bratniej pomocy, lewacką ustawą o „przemocy w rodzinie”, wysyłką sześciolatków do szkół, dopuszczaniem GMO itd, itp. Takie „spontaniczne” przebudzenie w przeddzień widma utraty stanowiska i immunitetu, nie dość że nie wypada zbyt wiarygodnie to jest aktem czystej desperacji. W dodatku brzmi to jak jakaś kpina, bo swojego czasu partia Pana Komorowskiego „zmieliła” głosy obywatelskie w sprawie projektu wprowadzenia JOWów. Sam też na owe propozycje nie raczył odpowiadać, aż tu raptem od kilku dni obiecuje cuda na kiju, twierdząc na dodatek że od zawsze chciał to wszystko zrobić tylko (uwaga!) PIS nie pozwalał (co akurat odnośnie pomysłu zniesienia finansowania partii z budżetu jest prawdą). Co do interpretacji podatkowej z korzyścią dla podatnika to polecam tekst: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. Myślę że jakby nie patrzeć to Pan Komorowski jest w swoich obietnicach baaardzo szczery – tak jak szczery do wyciągania ręki jest KAŻDY któremu się ziemia spod nóg osuwa. I najprawdopodobniej to osunięcie się ziemi wyrównało poziom do którego Pan prezydent nie potrafił się dotychczas zniżyć by wziąć udział w debacie ze swoim kontrkandydatem. Teraz sam „wzywa” swojego kontrkandydata do wzięcia udziału w „spektaklu populizmu” 🙂

Tym to sposobem prawdopodobnie przegra z człowiekiem, któremu po prostu się chce i który jest wcale nie lepszym populistą od Komorowskiego, ale ma więcej charyzmy, jest erudytą, panuje nad emocjami i nie straszy ludzi na wiecach „zgodą i bezpieczeństwem”. Jeszcze kilka miesięcy temu Pan Andrzej Duda był cieniem „prezesa” partii „podpalaczy Polski”, którego „Polska radykalna” ma dziś więcej szabel (proporcjonalnie) od Polski „racjonalnej” – dziś jest samodzielnym politykiem, który zawsze wie co powiedzieć nawet jak go ktoś sprowokuje. Teraz już tylko strach wyborców przed PISem może Pana Komorowskiego uratować, bo wątpię by lewica poszła jawnie na współpracę z człowiekiem który dokonał tylu niepopularnych – krytykowanych głośno przez samą lewicę decyzji. Polsko! Jeśli chcesz dobra swojego państwa, prezydenta i tych wszystkich „racjonalnych” ludzi (z salonu VIPów) to po prostu musisz się bać! 😀 (i taka podejrzewam będzie strategia komunikacji z wyborcami przez pozostałe do drugiej tury dni).

W sumie to masz prawo się bać Polsko. Bo tak naprawdę ani jeden ani drugi kandydat nie gwarantują niczego nowego i nie przyjdzie z tego żadna zmiana – o ile nie będzie korzystna dla środowisk z których się wywodzą, co jest jednoznaczne z tym że będzie to zmiana niekorzystna i kosztowna dla narodu… Fakty są bowiem następujące:

„Prounijny, ukrainofilski, usłużny wobec demoliberalnego mocarstwa zza oceanu, państwa położonego w Palestynie i dominującego w tęczowym eurokołchozie Berlina solidaruch i były polityk Unii Wolności przed prounijnym, ukrainofilskim, usłużnym wobec demoliberalnego mocarstwa zza oceanu, państwa położonego w Palestynie i dominującego w tęczowym eurokołchozie Berlina solidaruchem i byłym politykiem Unii Wolności.

Smoleńczycy w ekstazie, fajnopolaczki płaczą.

O co tu k..wa chodzi?”  (Katon Najmłodszy)

Chodzi o to że dżuma i cholera walczą między sobą o pierwszeństwo przy chłeptaniu krwi „lódu” 🙂 A lód jak to lód za dwa tygodnie będzie mógł sobie wybrać komu będzie za tę „łaskawość” płacił… Widać ewidentnie że dopóki „państwowa” kasa nie będzie pusta, a bankomaty nie wyświetlą swoim klientom „nie mam pańskich pieniędzy… pocałuj mnie pan w d….” to „polactwo” nie wyciągnie nawet najmniejszego konstruktywnego wniosku ze swoich wyborów…

„…Arystoteles (Polityka) powiadał, że „niedorzeczne bowiem wydaje się, aby marni ludzie mieli moc rozstrzygającą”. Jeśli więc lud nie ma dostępu do edukacji i „dobrego wychowania”, nie może być mądrym i skutecznym prawodawcą (a jego reprezentanci pochodzą przecież z tego ludu i nieść muszą sobą takie same wartości jak głosujący na nich obywatele).

Jeśli lud – jak wywodzili ci krytycy ateńskiej demokracji – „jest ubogi”, można nim dowolnie manipulować przy pomocy przekupstwa, czczych obiecanek, mitologii i mitomaństwa, argumentów irracjonalnych i nieistotnych z punktu widzenia interesu publicznego…”

Dlatego też drogi czytelniku, cały ten POPIS „sponsoruje” powiedzenie Publiliusza Syrusa: „Oczy są ślepe, gdy rozum zajęty jest czymś innym” [Caeci sunt oculi, cum animus alias res agit]

Niestety! W imię „święta demokracji” reszta kandydatów musiała obejść się smakiem, ale taka jest rzeczywistość ideowców, do których jednak (jestem przekonany) należy przyszłość. Zwłaszcza jeśli nowy prezydent okaże się być równie miałkim (chodzącym na innym sznurku) „ojcem narodu” jak jego poprzednik (czego mu nie życzę, ale czego się jednak spodziewam), i jeśli na tym rozczarowaniu zacznie przybywać ludzi rozumnych, którzy pojmą wreszcie prawdę o jakiej pisał  Sébastien-Roch Nicolas de Chamfort:

„Pewien człowiek rozumny utrzymywał wobec milionerów, że można być szczęśliwym posiadając sześć tysięcy franków renty. Ci oponowali z niechęcią, a nawet z uniesieniem. Opuściwszy towarzystwo, zastanawiał się człowiek rozumny nad przyczyną niechęci ze strony ludzi, którzy darzyli go przyjaźnią. W końcu ją znalazł. Niechęć pochodziła stąd, że dał im do zrozumienia, że jest od nich niezależny. Każdy człowiek posiadający małe potrzeby zdaje się grozić bogatym, że co chwila gotów się im wymknąć. Tyrani spostrzegają, że tracą niewolnika. Refleksję tę można zastosować do wszystkich namiętności w ogóle…” 

PIS czy PO to jeden ch… dopóki jesteśmy niewolnikami… „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu.

PS… na wybory oczywiście pójdę. Nie zamierzam ich bojkotować i pozwolić innym decydować za mnie, by beton partyjny tryumfował że to oni są „większością” i że „mają rację”. Im więcej ludzi pójdzie głosować tym większy problem dla władzy która MUSI reagować, kombinować, budować alternatywy i zakłamywać rzeczywistość – co z kolei nie pozostaje niezauważone i zmusza przynajmniej część społeczeństwa do zastanowienia się że coś jest nie tak – a kiedy zaczynają się wątpliwości i zaczyna się myślenie to jest to pierwszy krok ku wolności i samodzielności. Oczywisty przykład to „niespodzianka” w postaci Kukiza, którą układ będzie chciał zagospodarować (o ile nie prowadzi jej od początku 😉 ).

Brak uczestnictwa w wyborach większości obywateli świadczy rzecz jasna o tym że demokracja to nie jest coś czym ludzie mają ochotę się zajmować, a jej wynik (od ponad 25 lat TEN SAM) świadczy dobitnie o tym że wręcz nie powinni bo nie znają się na polityce, ekonomii, prawie itd.itp. – słowem na ŻADNEJ ze sfer działalności która decyduje o funkcjonowaniu państwa. Więc tak! Pójdę na wybory i z zimnej kalkulacji zagłosuję na Andrzeja Dudę. Nie dlatego że go popieram, ale dlatego że Komorowski to dla mnie „kryminał” i trzeba go usunąć z zajmowanego stanowiska.

Co dalej? Trzeba robić swoje! Praca organiczna i budzenie ludzi z socjalistycznego letargu ku wolnościowemu myśleniu musi się odbywać dalej, bez względu na to kto jest u sterów władzy. Taka jest brutalna rzeczywistość ale nie można dać się jej zwyciężyć.  (Odys)

polecam również: Andrzej Talarek: „Obiecywacze, czyli szopki przedświąteczne” i maraton populizmu.

rys. Paweł Kuczyński

rys. Paweł Kuczyński

Wybory nabierają rumieńców. Kontrkandydaci podsumowują kadencję prezydenta. Grzegorz Braun w Tok FM o Komorowskim, antypolskiej propagandzie (z ust dyrektora FBI) i o stanie państwa.


Wyborczy czwartekKontrkandydaci podsumowują prezydenta

16.04.2015 (IAR) – Zakłócone spotkanie Bronisława Komorowskiego w Lublinie, nowy pomysł na pomnik smoleńsku – tym razem autorstwa Korwin-Mikkego, Andrzej Duda na Pomorzu. Do wyborów został niespełna miesiąc, a kandydaci intensyfikują swoje wysiłki, by zdobyć poparcie.

Prezydent rozpoczął podróż Bronkobusem po Lubelszczyźnie. Był w Kozienicach, gdzie mówił o energetyce. W Lublinie czekali na niego jego przeciwnicy z ugrupowania KORWIN, którzy wyposażeni w gumowe krzesła, zakłócili prezydentowi spotkanie z wyborcami. Bronisław Komorowski pod jego koniec musiał już mocno nadwyrężać głos, by być usłyszanym.

Jego konkurent z PiS odwiedzał w tym czasie Pomorze. W Tczewie Andrzej Duda mówił o tym, że ma wizję prezydentury innej niż dotychczasowa, prowadzona przez Bronisława Komorowskiego – prezydentury „aktywnej, odważnej ale rozważnej”. Jak dodał, Polska potrzebuje prezydenta, który będzie umiał twardo walczyć o polskie interesy, a nie będzie się tylko uśmiechał i czekał na poklepanie po plecach.

Uwagę na siebie zwrócił dziś także Janusz Korwin-Mikke. Ogłosił, że znalazł odpowiednie miejsce na pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. 12 kilometrów od Pałacu Prezydenckiego. Zaproponował, aby powstał on na skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz 17 stycznia. Korwin-Mikke uważa, że to byłoby idealne, a zarazem symboliczne miejsce. 200 metrów dalej jest lotnisko, z którego startował Tu-154M. „Tu jest piękna panorama, widok na pomnik Żwirki i Wigury z daleka. Cała piękna zielona oś. Tu jest miejsce, gdzie można zrobić rondo i postawić na nim wielki pomnik”- mówił.

Jeszcze przed ogłoszeniem tego pomysłu Korwin-Mikkemu dostało się od szefa PiS. Jarosław Kaczyński stwierdził, że lider partii KORWiN jest „elementem patologii polskiego życia publicznego”.

Dążenie do gruntownej zmiany systemu politycznego w Polsce zapowiada z kolei kandydat na prezydenta, Grzegorz Braun. Reżyser, publicysta i niezależny kandydat ostro krytykował pozostałych polityków podczas wizyty w Rzeszowie. Nowy system władzy chce oprzeć na tradycyjnych wartościach: wierze, rodzinie i własności. „Wiara nie byle jaka, święta, katolicka, rodzina polska, normalna, własność polska, polski pieniądz w polskich kieszeniach” – powiedział Grzegorz Braun Również w Rzeszowie o wyborach mówił Leszek Miller. Szef SLD dementował doniesienia mediów, że jego partia może wycofać poparcie dla Magdaleny Ogórek, którą do wyborów wystawiła.

Szef Sojuszu liczy na to, że kandydatka popierana przez jego ugrupowanie przejdzie do drugiej tury. Bo – jak zaznaczył Leszek Miller – najlepszym sondażem poparcia będą wybory. Zapewnił, że Sojusz będzie intensywnie pracował na rzecz Magdaleny Ogórek.

W Kaliszu i Ostrowie Wielkopolskim przekonywał dziś do głosowania na siebie kandydat na prezydenta Adam Jarubas z PSL-u. W Kaliszu mówił między innymi, że prezydent powinien prowadzić politykę propolską a nie prounijną i być strażnikiem dobrego imienia naszego kraju. Podkreślał także, że politycy często posługują się zgrabnymi formułkami, za którymi nic się nie kryje.

Paweł Kukiz, ostatnio notujący coraz większe poparcie w sondażach, dziś chwalił się w mediach społecznościowych poparciem znanych osób, między innymi Mariusza Pudzianowskiego i aktorki Joanny Jabłczyńskiej.

Marian Kowalski z Ruchu Narodowego odwiedził Szczecin, a Jacek Wilk z Kongresu Nowej Prawicy apelował w mediach społecznościowych o wsparcie swojej kampanii. Paweł Tananjo z Demokracji Bezpośredniej.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 10 maja. O fotel prezydenta RP walczy jedenastu kandydatów.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/łp

15.04.2015 (IAR) – Prezydent podsumowuje kadencję, konkurenci podsumowują prezydenta. Bronisław Komorowski dokonał rozrachunku 5 lat prezydentury i nazwał siebie prezydentem wszystkich Polaków.

Według kandydata PiS Andrzeja Dudy, Bronisław Komorowski nie może tak siebie nazywać, bo sam podzielił Polskę na Polskę racjonalną i radykalną.

Prezydenturę Duda ocenił jako „festiwal niespełnionych obietnic”. Zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że podpisał wszystkie ustawy, których zażądał od niego rząd Donalda Tuska – bez względu na skutki społeczne. Wymienił między innymi podwyżkę VAT na ubranka dla dzieci z 8 do 23 procent. Według Dudy, prezydent odpowiada też za zmianę w polityce zagranicznej jeśli chodzi o stosunek do Rosji, za zgodę na dekarbonizację polskiej gospodarki oraz likwidację kolejnych gałęzi przemysłu.

„Ta prezydentura mogła być bardziej aktywna” – uważa z kolei kandydat PSL, Adam Jarubas. W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową podkreślił, że gdyby pozytywnie ocenił ostatnie 5 lat, sam nie zdecydowałby się na start w wyborach. Prezydentowi zarzucał, że nie znalazł rozwiązania problemu emigracji zarobkowej.

Popierana przez SLD Magdalena Ogórek mówi o pięciu latach biernej prezydentury. Jej zdaniem, Bronisław Komorowski powinien wykazać większą aktywność ustawodawczą i blokować „złe prawo”. „Pod tym względem ta prezydentura nie zdała egzaminu” – mówi Magdalena Ogórek.

Szef sztabu Janusza Korwin-Mikkego Przemysław Wipler zarzucił Bronisławowi Komorowskiemu, że jego pięcioletnia kadencja to zwiększenie zadłużenia Polski, emigracja tysięcy Polaków, wydłużenie wieku emerytalnego i kilkanaście ustaw podnoszących podatki. Zarzucił mu też „usługową postawę” wobec rządu. Jego zdaniem był on prezydentem drugiego planu, bardziej „technicznym” niż dawny kandydat PiS na premiera Piotr Gliński. „Takim po prostu „wsi spokojna, wsi wesoła”, siedzę sobie z boku, nie ingeruję i jakoś tak to leci” – mówił poseł Wipler.

Bronisław Komorowski podsumował swoją kadencję w pięciu blokach. To bezpieczeństwo, rodzina, konkurencyjna gospodarka, dobre prawo i nowoczesny patriotyzm. Podsumowując 5 lat rządów zwrócił uwagę, że to on stworzył model prezydentury otwarty na wszystkich obywateli.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/zbiorcza/to/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Komorowski zalecił stosowanie korzystnej dla obywateli wykładni przepisów podatkowych. Skarbówka ma jednak inne plany. oraz: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. i to: Komorowski w Nowym Sączu, czyli wybrał się władca na wycieczkę do miasta… a także: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów. polecam również: Wywiad z Grzegorzem Braunem kandydatem prawicy na prezydenta i skrót z programu politycznego. i jeszcze: Co z tym Korwinem czyli…”8 mitów i kłamstw o Korwinie” oraz: Czekoladowy „ożeu… i morze”. Co takiego „świętujemy” 2-go maja?

Zamiast mojego będzie komentarz z humorem autorstwa Dzień s Skrócie

BronKom podsumował swoją pierwszą kadencję. „Stworzyłem model prezydentury otwartej na obywateli”… Ile to obywatelskich projektów ustaw Pan Prezydent postanowił pomóc przeforsować? O ile pamiętam większość spłonęła w kominku czy przeszła przez niszczarkę. O ile nie wszystkie. Miał również celne spostrzeżenia: „wielką falę emigracji z lat 2005-2007 szczęśliwie mamy już za sobą”. Oczywiście! Rok 2007 skończył się 8 lat temu, więc obecni emigranci się do niej nie zaliczają. Geniusz, prawdziwy geniusz jak mawia Czerepach.

Ponadto dowiedzieliśmy się, że Dekoder opiera swoją prezydenturę na pięciu fundamentach: bezpieczeństwo (dlatego nie ma armii), rodzina (dlatego mamy ujemny przyrost naturalny), konkurencyjna gospodarka (co?), dobre prawo (i przyjazne urzędy skarbowe) i nowoczesny patriotyzm (ożeł morze!). To samo w sobie jest śmieszne…”  

🙂

Fragment audycji „Usłysz swojego prezydenta” w TOK FM, w której wziął udział Grzegorz Braun. Odnosi się on do ostatnich wydarzeń, a także odpowiada na pytania dotyczące jego postulatów wyborczych.