Informacja jako broń i cel ataku oraz krótki kurs czerwonej konspiracji czyli… postsowiecka spuścizna i skażenie Dzierżyńskim w polskich służbach. Kilka słów prawdy o IPN czyli „o największych tajemnicach ludzkości”


rys. Andrzej Krauze

„…Polska odzyskała niepodległość 11 listopada 1918 r. Tego samego dnia w rewolucyjnej, bolszewickiej Moskwie doszło do wydarzenia, które wówczas wydawało się nieistotne, ale zaważyło fatalnie na naszej przyszłości. „Polscy” bolszewicy skupieni w Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) zebrali się, aby debatować nad… przyszłością Polski. Nie mogli pogodzić się z faktem, że powstaje polskie państwo jako organizm niepodległy, niepodlegający kontroli czy wręcz zwierzchności sowieckich komunistów. Usiłowali więc temu zaradzić przez stworzenie partii komunistycznej, która byłaby narzędziem propagandowym i ideologicznym „ojczyzny proletariatu”. Doszło do tego już 16 grudnia 1918 r. przez proklamowanie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski jako zjednoczenia SDKPiL oraz PPS-Lewicy (w 1925 r. skrócono jej nazwę do KPP)…

Już w połowie 1919 r. KPRP została zdelegalizowana jako organizacja terrorystyczna, która jawnie występowała przeciwko strukturom państwa, prowadząc działalność szpiegowską, propagandową i sabotażową na rzecz bolszewików. Jawne wystąpienie przeciwko strukturom państwa polskiego podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. spowodowało, że powszechnie postrzegano komunistów jako sowieckich agentów, a z racji bardzo silnego nasycenia ich instancji kierowniczych przez działaczy pochodzenia żydowskiego powstało pojęcie „żydokomuny”, co miało dodatkowo podkreślać niepolskie pochodzenie tej organizacji. Pewni swego zwycięstwa bolszewicy w lipcu 1920 r. utworzyli Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (Polrewkom), który miał być tymczasowym rządem dla podbitych terenów. W jego skład weszli m.in. Julian Marchlewski (przewodniczący), Feliks Dzierżyński, Feliks Kon i Józef Unszlicht. Polrewkom ogłosił formowanie tzw. Polskiej Armii Czerwonej, ale zgłosiło się do niej zaledwie 176 osób, co świadczyło o braku jakiegokolwiek faktycznego poparcia dla najeźdźców.

Liczebność partii nie była wówczas znaczna, a podstawowa kadra działaczy centralnych i terenowych składała się głównie z przedstawicieli mniejszości narodowych (Żydów, Ukraińców i Białorusinów). W 1923 r. utworzono dwie autonomiczne struktury: Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy (KPZU) i Komunistyczną Partię Zachodniej Białorusi (KPZB). Oprócz tego od 1920r. istniała Komunistyczna Partia Górnego Śląska (KPGŚ), a na Pomorzu i w Wielkopolsce komórki Komunistycznej Partii Niemiec (KPD).

Partia była bardzo mocno zhierarchizowana. Jej trzon składał się z funkcjonariuszy (zwanych po sowiecku „funkami”), którzy pozostawali na jej wyłącznym utrzymaniu. Trzeba przyznać, że za całkowitą dyspozycyjność i bezwzględne posłuszeństwo komuniści płacili więcej niż polskie państwo swym urzędnikom czy nauczycielom… Partia była też wewnętrznie bardzo rozbudowana, jej komórki organizacyjne miały za zadanie obserwować wszelkie dziedziny życia społecznego i politycznego. Najważniejsze były Wydziały Wojskowe (na szczeblu centralnym i okręgowym), których działalność skierowana była na szpiegostwo, sabotaż i ewentualną demoralizację szeregów armii, wyszukiwanie słabszych ideowo jednostek i werbowanie ich do zadań na rzecz Związku Sowieckiego, choć nie zawsze było to – ze zrozumiałych względów – ujawniane…

Jedną z pierwszych czynności było dostosowanie nazwisk do specyfiki kraju przeznaczenia. I tak, towarzysze żydowscy z Polski przybierali masowo nazwiska „słowiańskie”. Z tego samego kursu, w którym uczestniczyła wspomniana wyżej tow. Estera, „Lea Kantorowicz przeobraziła się w Jelenę Kamińską; jej mąż Icchak Gordon – w Aleksandra Leonowicza; Nechama i Józef Feigenbaum stali się Natalią i Osipem Krawczyńskimi; Chana Milsztajn jest tu Hanną Turską; Motke Hajman to teraz Mikołaj Wojnarowicz; z jednego Rapaporta zrodził się Krawiecki, z drugiego, częstochowskiego – Józef Karpiński”.

Po solidnych przeszkoleniach towarzysze rozsyłani byli dosłownie po całym świecie, aby propagować rewolucję jako lekarstwo na wszelkie zło i wspomagać miejscowe, na ogół rachityczne struktury konspiracji komunistycznej…” (Leszek Żebrowski, naszdziennik.pl za: wzzw.wordpress.com)

podobne: Leszek Żebrowski: 1945 rok – wyzwolenie czy początek nowej okupacji? oraz: (GN)Ida antypolonizmu czyli reżyserska wizja Heleny Wolińskiej-Brus (pierwotnie Felicja Fajga Mindla Danielak, ps. Lena)

„…W samym Lublinie istniały trzy punkty filtracyjne NKWD plus obóz  NKWD na Majdanku. Czyli „polski PKWN” mógł odetchnąć pełną piersią i spać spokojnie. Bowiem 13 października 1944 r. słynny „polski rząd” w osobie niejakiego Berii wydał rozkaz nr 001266 o sformowaniu 64 Zbiorczej Dywizji NKWD, która tworzona była w owym Lublinie. Do 20 października 1944 r jak pisze pan Pietrzak :”… liczyła ona już 9574 żołnierzy, a w grudniu 1944 r. jej stan osobowy przekroczył 14 tys. W tym samy czasie cały aparat bezpieczeństwa PKWN liczył zaledwie 2,5 tys. funkcjonariuszy….”. W maju 1945 r. oddziały NKWD liczyły na terenie Polski już 35 tysięcy a w lecie 1945 r. odpowiednio 45 tysięcy funkcjonariuszy NKWD. W styczniu 1945 r. na rozkaz Berii sformowane zostały 2 dodatkowe dywizje NKWD.  
Zadania polegające na wyłapaniu oddziałów polskich i „zneutralizowaniu” polskich elementów patriotycznych ale też nadzór nad demontażem infrastruktury przemysłowej m.in. na Śląsku i zarządzanie obozami filtracyjnymi NKWD, obozami pracy i obozami rolnymi.  W maju 1945 było ich 16 a w pod koniec 1945 r. – 28.
 A przecież nie byli to jedyni Rosjanie uprawiający terror na terenach „wyzwolonej Polski” i „wyzwalanego Śląska”. Armia Czerwona kiedy ruszyła w styczniu 1945 r. znad Wisły, liczyła ok. 3,8 mln sołdatów. Oni byli doskonale poinformowani, kiedy mijają granicę niemiecko-polską z 1939 r. i co im wolno. W wolnej chwili oczywiście. Oni już obejrzeli filmy propagandowe o wyzwoleniu niemieckiego obozu na Majdanku w Lublinie a doskonale pamiętali „dokonania niemieckie” na terenach Białorusi i ogólnie ZSRR.  
Tak więc do tych 45 tysięcy funkcjonariuszy NKWD należy dodać codziennie jakieś 200 tysięcy sołdatów wałęsających się w „wolnych chwilach” kiedy nie było walk i poszukujących różnych fajnych przedmiotów, które chcieli wysłać jako podarki dla mamy i narzeczonej. Zazwyczaj „kolekcjonerstwo” obejmowało: zegarki, biżuterię, sukienki, pantofle ale też rowery a nawet piły. „W pakiecie” był samogon i gwałty…

…Mnie zainteresowało, ilu Polaków realnie kierowało Wojewódzkimi Urzędami Bezpieczeństwa , zwłaszcza na Śląsku w momencie „zero” i na samym początku.  No i okazuje się, że nawet docent wiki daje ciekawe dane o narodowości szefów tych WUBP, podlegających MBP.  Wybierając nazwiska tych, którzy kierowali takimi urzędami na początku czyli w latach 1945-1947 dochodzimy do ciekawych ustaleń.
Oto parę fiszek osobowych pokazujących, jak to „Polacy przejęli władzę na Śląsku” w 1945 r. Mamy już tego Pinka Mąkę w randzie kapitana i z tym „przebitkowym papierem z nadaniem”. Wiadomo, że on organizował pierwszą ekipę Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Katowicach i zatrudnił tam m.in. swoich 2 braci, jakieś żydowskie koleżanki z Będzina etc.
A teraz ciekawsze postacie:

1)      Bronisław Trochimowicz, Rosjanin, ur. 1904 r. w rejonie Krasnodarska. W latach 1918-1926 żołnierz Armii Czerwonej zwalczający oddziały „Białych”, w latach 1928-1941 r. kierownik elektrowni i szef budownictwa w Krasnodarze i Leningradzie. W 1943 r. odkomenderowany do Armii Polskiej z ZSRR. Od 22.11.1944 r. z-ca Komendanra Komendantury RBP w Lublinie, w latach 1945-1947 – Z-ca Kierownika UB na Okręg Dolny Śląsk!!! Od 1947 r. szef  WUBP w Gdańsku,

2)     Faustyn Grzybowski, Rosjanin, ur. 1913 w Mikołajewie k. Dnipra, od. 1933 aktywista KPZR i pracownik kołchozu, od 1935 Armia Czerwona, 1938 r. ukończenie szkoły podoficerskiej 64 Pułku NKWD, od 1943 oddelegowany do Armii Polskiej w ZSRR, 13.08.1944- 16.01.1945 – szef WUBP w Białymstoku, 16.01.1945- 30.11. 1945 r. szef WUBP w Lublinie, 06.12.1945- 15.04.1948 r. – szef WUBP we Wrocławiu. Pełne 3 lata.

3)      Józef Kratko  Żyd, ur. 1914 Pińsk, od 09. 1941 ochotnik w Armii Czerwonej, od 15.08. 1944 r. Komendant MO Miasta Stołecznego Warszawy, 1945 – Szef Inspektoratu KG MO w Warszawie, 1946-1947 szef WUBP w Katowicach, 1947-1953 Szef IV Departamentu MBP

4)     Józef Jungman (Jurkowski) Żyd,  ur. 1913 w Lublinie, w latach 30-tych w KZMP, od 1941 r. w Armii Czerwonej, od 1943 r. w Wojsku Polskim w ZSRR, od 1944 r. oficer do zadań specjalnych Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, od 23.01.1945 r. Szef Grupy Operacyjnej na Górny Śląsk, 23.12. 1945 r. szef. WUBP  w Bydgoszczy, 15.03.1948 r. szef WUBP – w Gdańsku, 15.08.1950-30.11.1951 r. w MBP Warszawa, w okresie 1.12.1951- 31.05.1955 r. szef WUBP w Katowicach,  najbliższy szef Pinka Mąki.

5)      Jan Wołkow, Żyd, ur. 1916 Ozdziutynach na Wołyniu, w latach 30-tych w KPZU, od 1939 3 lata w „aparacie partyjnym komunistycznym na Wołyniu”, w 1943 szkolenie w tzw. Polskim Batalionie Szturmowym, w 1944 zrzucony do Polski  w AL. U Grzegorza Korczyńskiego, w okresie 28.09.1945 -2.08.1947 – w WUBP w Gdańsku, śledczy , „prowadził” sprawę „Inki” oraz 5 Brygady Łupaszki na terenie Pomorza,

6)      Nachum Chmielnicki ur. 1914 Żyd, w Kamionce Rosja, w 1945 w WUBP w Katowicach, 1946-1947  z-ca szefa PUBP w Nysie, 1948 – szef PUBP w Bytomiu, 1949 szef PUBP w Lublincu, 1951-1954 – z-ca szefa WUBP w Katowicach,

7)      Beniamin Kanarek ur. 1917 w Tarnowie, Żyd, 1945 oficer śledczy WUBP w Katowicach, 01.01.1946 – kierownik MUBP w Chorzowie, 1946 – szef UBP w Gliwicach, 1948 – inpektor WUBP w Katowicach

8)      Leon Weintraub, ur. 1914 w Sosnowcu, Żyd, 05.03.1945- 31.01.1946 r. w I Wydziale WUBP w Katowicach, 01.02.1946 – 06,.1946 – zca szefa wydziału VII WUBP w Katowicach, 1948-1949 szef wydziału V w WUBP w Katowicach…

…oczywiście można starać się udowadniać, że Polacy samodzielnie i bez pomocy innych mścili się na Niemcach, ale widać, że to było dzieło komunistów, których ojczyzną był Związek Sowiecki a nie Polska…” (Pink Panther – John Sack, Mąka, Łuszczyna i NKWD czyli kto męczył Niemców po wojnie)

podobne: „Nie rzucim żłobu, skąd nasz ród!”… Marek Jan Chodakiewicz – „O prawicy i lewicy” oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

„…Logika panów „byłych oficerów” nie jest skomplikowana i sprowadza się do klasycznej manipulacji, w której pracę w organach okupanta sowieckiego nazywa się „pracą dla Polski”, zaś między „obroną socjalizmu”, a służbą na rzecz suwerennego państwa, stawia znak równości. Przez cały okres III RP, to ordynarne kłamstwo pozwalało ludziom bezpieki kreować się na polskich patriotów oraz znawców problematyki bezpieczeństwa narodowego…

…„Wiadomość” o braku lojalności państwa wobec byłych esbeków, nie musi nas interesować. Intryguje jednak, że tę samą „wiadomość” mają również odbierać „młodsi oficerowie, pozostający w służbie”

Naruszanie fundamentalnej w całym świecie zasady bezwzględnej lojalności oficera wobec Państwa i Państwa wobec oficera wiedzie do relatywizacji tej więzi. (…) Skoro Państwo może bywać lojalne lub nie według zasady „widzimisię”, to oficer wywiadu (lub inny funkcjonariusz Państwa) może zachować się co najmniej symetrycznie albo gorzej – spodziewając się „wystawienia do wiatru”, taki oficer może uprzedzająco się „do wiatru” ustawić. A znając inteligencję obecnie służących oficerów kontrwywiadu (tych w ABW i tych w AW), którzy także są bystrymi czytelnikami ustaw, przewidujemy, że ich gorliwość w tropieniu obcych szpiegów będzie umiarkowana.”

Jakby mało takich nieszczęść, b. funkcjonariusz Departamentu I SB MSW ostrzega rządzących, że „w tej ustawie widzimy ukryty komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej nam przyjazne uzyskały potężną dźwignię werbunkową wobec polskich funkcjonariuszy. Argument o państwie nielojalnym wobec własnego urzędnika, użyty w odpowiednim kontekście, może przekonać osoby nawet bardzo uparte i nieprzejednane. Wiemy co mówimy. Akurat w tym jesteśmy fachowcami.”

Można byłoby przejść do porządku na tym ahistorycznym i niedorzecznym wywodem i uznać go za wyraz frustracji środowiska byłych esbeków, gdyby nie fakt, że wielu z tych ludzi nadal posiada wpływ na służby III RP i jest aktywnymi uczestnikami życia publicznego. Lekceważenie takiego sygnału, byłoby tym bardziej pochopne, że sugestia o możliwej nielojalności „młodszych oficerów, pozostających w służbie” wpisuje się w szereg innych gróźb, próśb i deklaracji, które w normalnym państwie byłyby potraktowane z uwagą przez służby i prokuraturę…” (Aleksander Ścios – MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH)

podobne: Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)

„…Rosja ma za to wyśmienitą dyplomację, biegłą w sztuce dzielenia i skłócania, co rozbija w porę wszelkie przeciwrosyjskie sojusze; ma chytrych i elokwentnych agitatorów, gotowych we wszystkich stolicach Europy z nieskończoną bezczelnością głosić jej trjumfy i wyższość jej racyj w chwilach największego Rosji poniżenia i klęski. I dzięki tej prowadzonej od pokoleń polityce zdołała zaszczepić kulturę nierozumnego moskalofilstwa nie tylko na salonach Paryża, Berlina, Wiednia, ale także wśród narodów własną jej ręką rzuconych w błoto i pod jej butem upodlonych: Czechów, Litwinów, Polaków. Oto jest zwycięstwo nad zwycięstwami: nie dość, że pobić, to zmusić pobitych – nie, nie zmusić – sprawić, że z własnej woli przyjdą całować knut gnębiciela.”[1]

…wymieniając niebezpieczeństwa i zagrożenia wojenne dla Federacji Rosyjskiej wśród „głównych zewnętrznych niebezpieczeństw wojennych” Doktryna wymienia „wykorzystywanie technologii informacyjnych i komunikacyjnych w celach wojskowo – politycznych do prowadzenia działań sprzecznych z prawem międzynarodowym, skierowanych przeciwko suwerenności, niezawisłości politycznej, integralności terytorialnej oraz stanowiących zagrożenie dla międzynarodowego pokoju, bezpieczeństwa, stabilności globalnej i regionalnej”. Jako jedno z głównych wewnętrznych niebezpieczeństw wojennych Doktryna wskazuje na „działalność w zakresie oddziaływania informacyjnego na społeczeństwo, w pierwszym rzędzie na młodych obywateli, mająca na celu przerwanie historycznych, duchowych i patriotycznych tradycji w zakresie obrony Ojczyzny.” …

Doktryna wyraźnie odwołuje się do koncepcji wojen hybrydowych oraz wojen „buntowniczych” …

…należy podkreślić fakt, iż przestrzeń informacyjna nie tylko została oficjalnie za piąte środowisko walki (po lądzie, morzu, przestrzeni powietrznej i kosmicznej), ale wręcz wymieniona na pierwszym miejscu, co dodatkowo podkreśla znaczenie, jakie twórcy Doktryny przywiązują do wojny informacyjnej… 

W „Długim Telegramie” z 22 lutego 1946 r. do Georga Marshalla Kennan stwierdzał: „u podłoża neurotycznego spojrzenia Kremla na sytuację światową leży instynktowne, rosyjskie poczucie braku bezpieczeństwa. (…) gdy Rosja zetknęła się z gospodarczo rozwiniętym Zachodem doszedł do tego strach przed bardziej kompetentnymi, potężniejszymi i lepiej zorganizowanymi społeczeństwami. (…) Przywódcy mieli bowiem nieustanne poczucie, że ich władza w swoim kształcie jest archaiczna, że opiera się na sztucznie wymyślonych podstawach psychologicznych, że jest krucha i nie wytrzyma porównania i kontaktów z systemami politycznymi Zachodu. Z tych powodów zawsze obawiali się penetracji obcokrajowców, obawiali się bezpośrednich kontaktów pomiędzy światem zachodnim a ich światem, obawiali się tego, co mogłoby nastąpić, gdyby Rosjanie poznali prawdę o świecie zewnętrznym, a obcokrajowcy prawdę o rosyjskim świecie zewnętrznym. I nauczyli się poszukiwać bezpieczeństwa jedynie w cierpliwej, ale zażartej walce, której celem jest zniszczenie przeciwnika, a nigdy ugoda czy kompromis”.[4] (Tomasz Aleksandrowicz – Informacja jako broń i cel ataku)

podobne: MON o korpusie szeregowych zawodowych. Wzrosną wydatki na zbrojenia. Ministrowie Obrony UE o wojnie informacyjnej i hybrydowej. oraz: W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze) polecam również: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach” i to: Nowe oblicze armii Putina. Udany test międzykontynentalnego pocisku balistycznego. USA-Rosja ponad podziałami (milcząca zgoda na interwencję w Syrii). Amerykański sprzęt wojskowy w Polsce.

„…Dziś wiemy, że cały proces „transformacji ustrojowej” był kierowany i nadzorowany przez bezpiekę. Nim rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, instrukcje SB wskazywały na potrzebę „wspierania zwolenników konstruktywnego nurtu opozycji w naszym kraju, kosztem wyhamowania najbardziej agresywnych inicjatyw podejmowanych przez ekstremistów”.
W ramach dyspozycji wydanych przez szefa bezpieki, inspirowano więc powstawanie nowych partii i środowisk politycznych. Udział w tym procederze brali ludzie powiązani z policją polityczną PRL, którzy po roku 1990 przemienili się w biznesmenów, bankierów i polityków. Jedną z partii, w której znalazły się takie postacie, był Kongres Liberalno Demokratyczny, z którego, w roku 2001 powstała Platforma Obywatelska…

…Zdaniem niektórych mediów, powołanie PO poprzedziło intrygujące wydarzenie. W styczniu 2001 roku, w warszawskim gmachu Intraco doszło do spotkania zorganizowanego przez byłego funkcjonariusza Departamentu I SB MSW Gromosława Czempińskiego. W latach 70. Czempiński był oficerem prowadzącym Andrzeja Olechowskiego (KO ps.”Must”, „Tener”). Zebranych wówczas „przyjaciół jednej służby”, pułkowników: Krzysztofa Smolińskiego, Romana Deryłę, Marka Szewczyka, Zygmunta Cebulę i Wojciecha Czerniaka, Czempiński miał namawiać do wsparcia Platformy i zachęcać do budowania wokół tej partii grupy doradców i specjalistów od służb specjalnych…

„Logika obecnej wojny hybrydowej nie jest zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi PiS w ramach pokracznej „demokracji parlamentarnej”, bo żadne z dotychczasowych działań w niczym nie zagroziły decydentom III RP. Jest natomiast zależna od pragmatyki pracy służb specjalnych i metod operacyjnych, bo z takim mechanizmem i środowiskiem decydenckim mamy dziś do czynienia. Tzw. politycy „opozycji” oraz poszczególne indywidua wystawiane na widok publiczny, spełniają tylko rolę „słupów ogłoszeniowych” i nie posiadają żadnych właściwości sprawczych.”
Jest zadziwiające, że ludzie, którzy publicznie stawiają (słuszny) zarzut środowisku „opozycji”, iż broni ono i wspiera byłych esbeków i działa na rzecz interesów sukcesorów komuny, nie chcą jednocześnie przyjąć, że działaniami owej „opozycji” rządzą mechanizmy zaczerpnięte z arsenału policji politycznej PRL, a ona sama stanowi tylko „użyteczne, w dużym stopniu kontrolowane narzędzie realizacji ekonomicznych interesów”. Przyjęcie takiej tezy zrujnowałoby jednak mitologię demokracji III RP i zmusiło rządzących do zastosowania środków adekwatnych do skali zagrożenia. Łatwiej zatem posługiwać się efekciarską demagogią i stawiać publicystyczne zarzuty o puczu i próbie zamachu stanu, nie podejmując przy tym żadnych działań, niż powiedzieć Polakom, że mają do czynienia z elementami wojny hybrydowej, prowadzonej przez polityczną agenturę wpływu, pod dyktando wrogich ośrodków i „realnej grupy kierowniczej”…

…W tekście „NIEDYSKRETNY UROK REŻIMU PREZYDENCKIEGO” z października 2014 mogłem już napisać, że „Odsunięcie nadto skompromitowanego Donalda Tuska i kilku innych osób, szczególnie zaangażowanych w sprawę kłamstwa smoleńskiego, jest zabiegiem od dawna planowanym i korzystnym dla triumwiratu III RP. W tle obecnej kombinacji znajdziemy bez wątpienia interesy środowiska belwederskiego, ale ma ona również szerszy wymiar dotyczący interesów rosyjskich i niemieckich. (…) Mocnym preludium, zapowiadającym te roszady była tzw. afera podsłuchowa, w której ludzie bliscy kręgom belwederskim wystawili figurantów mających uwiarygodnić pochodzenie komprmateriałów…

kombinację zmierzającą do zdyscyplinowania grupy Tuska i wymiany ówczesnej ekipy, mógł podjąć tylko taki ośrodek władzy, który dysponował realnymi narzędziami wpływu i potrafił zapewnić mechanizmy bezpiecznego przeprowadzenia „nowego rozdania”. Bezpiecznego, a zatem takiego, które nie doprowadzi do niekontrolowanego upadku triumwiratu (politycy-oligarchowie-służby) i nie zagrozi fundamentom magdalenkowego tworu…” (Aleksander Ścios – MY NIE WIEMY – RZECZ O GRANICACH)

podobne: Tusk będzie zabiegał o (niemiecki?) kompromis ws. Ukrainy. Niemcy i Rosja zadowolone z wyboru. „Le Monde” o niemieckich sympatiach Tuska. Krajowe konsekwencje „ucieczki do raju” i to: Duchowni w służbie KGB, SB i poprawności politycznej (na tle medalu papieskiego dla Rzeplińskiego i anszlusu Polski do UE). Istotą Kościoła jest wiara w Boga i pokora wobec mądrości zasad.  i jeszcze: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? polecam również: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta.

„W książce „GRU. Radziecki wywiad wojskowy”, Wiktor Suworow opisywał poszczególne kategorie sowieckich agentów. Wymienił przy tym „kategorię najbardziej ze wszystkich obrzydliwą” i określił ją mianem „gawnojedów”…

…Przez szereg lat, ta najniższa kategoria rosyjskich paputczików obejmowała głownie osoby z kręgów lewackich i lewicowych – rozmaitych ekologów, liberałów i „postępowych demokratów”, piewców światowego „odprężenia” i ogłupiałych rzeczników „resetów”, traktujących państwo Putina niczym solidnego partnera w rozwiązywaniu globalnych problemów.
Ta ostatnia patologia – bodaj najpowszechniejsza we współczesnej polityce, jest pochodną sowieckiej idei zbieżności – zwanej teorią konwergencji. Uknuta w podziemiach Łubianki „doktryna” kazała wierzyć, że dwa rywalizujące za sobą i początkowo krańcowo odmienne systemy polityczne, w miarę rozwoju wzajemnych kontaktów, będą stopniowo upodabniały się do siebie i mogły nawiązywać bliższe kontakty. „Konwergencja” usprawiedliwiała więc wszelkie związki ze światowym komunizmem i rozgrzeszała zgraję łajdaków z paktowania z kremlowskimi bandytami. Dzięki uprawianiu tej hiper bredni, zalegalizowaniu partii i środowisk komunistycznych, sowieckie zniewolenie bez przeszkód torowało sobie drogę do zachodnich szkół i uniwersytetów, co wkrótce doprowadziło do sytuacji, w której znaczna część wpływowych środowisk opiniotwórczych znalazła się pod inspiracją „idei marksistowskich”. Tym samym – „konwergencja”, w wydaniu sowieckim, doprowadziła do „oswojenia” Zachodu z komunizmem i zainfekowania całej myśli politycznej błędnymi teoriami i wyobrażeniami…

Putin będzie więc socjalistą dla zaczadzonych socjalizmem i narodowcem, dla wyznawców idei narodowych. Stanie się gorliwym chrześcijaninem, gdy przyjdzie mu oszukać chrześcijan i pierwszy sięgnie po symbole wolnomularstwa, gdy sprzymierzy się z masonami. Dla Żydów założy jarmułkę, a muzułmanom zbuduje meczet. Nie ma takich idei, doktryn i religii, których „prawdziwy czekista” nie byłby w stanie wyznawać.
Odradzanie komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że jest on istotnie „nieśmiertelny” – w tym sensie, że wykorzystując rozmaite idee i pasożytując na zdobyczach myśli ludzkiej, dąży do zaspokojenia najbardziej zbrodniczych skłonności i pragnień…

…Przedstawiciele rosyjskiej Dumy, w wydanej wczoraj uchwale na temat polsko-ukraińskiej „Deklarację pamięci i solidarności”, zarzucili Polsce i Ukrainie „podważanie nienaruszalność własnych granic” i stwierdzili wprost – „Rosja, jako spadkobierczyni ZSRR, zwycięzcy w czasie drugiej wojny światowej, nie pozwoli na dokonanie rewizji jej historii”.
W ramach naszej, polskiej racji stanu, leży zatem ocena potencjalnych partnerów w kontekście ich relacji z Rosją. Nikogo nie zmusimy do zaniechania „normalizacji” stosunków z Putinem i izolowania kremlowskiego watażki, ale interes Polski wymaga, by dostrzegać i równoważyć to zagrożenie… 

2017 rok, przyniesie kolejną ofensywę „rosyjskiej siły”, wspartą na pomocy „konserwatywnej” agentury i życzliwości tysięcy „prawicowych” gawnojedów. Putin, kreując się na decydenta w sprawach terroryzmu i Bliskiego Wschodu oraz posługując się retoryką narodowo-konserwatywną, już zapewnił sobie nienależną pozycję „rabina – wybawcy”. To dziś najpoważniejsza broń Kremla…(Aleksander Ścios – KONSERWATYŚCI WSZYSTKICH KRAJÓW, ŁĄCZCIE SIĘ!)

podobne: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. oraz: Służby specjalne i dane Polaków. Pieniądze na walkę z rosyjską propagandą. Czy „taśmy Wprost” wypłyną raz jeszcze? Wyciek stenogramów (smoleńskich) pokazuje słabość państwa. Niemcki wywiad ma informacje o zamachu w Smoleńsku? i to: Uwaga Putin jest Rosjaninem! Czy Lachy naprawdę mają mu pomagać (a jeśli tak to w czym)? Polityka rosyjska wobec Polaków czyli „Bracia Moskale” nigdy nie istnieli

Tymczasem zachwyconych Putinem i jego metodami sprawowania władzy przybywa. Rośnie też grupa wyznawców panslawizmu i pogańskiej „słowiańszczyzny”, które stanowią ideologiczne (i religijne) zaplecze dla pro putinowskiej propagandy.
Równolegle neguje się i wyśmiewa tę części historii Polski (o której można przeczytać na samym początku wpisu), która nas tragicznie „łączy” z Rosją. Chętnie uznaje za prawdę że naziści byli Niemcami (tu paradoks, bo wbrew oficjalnemu stanowisku pupila – Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow a Niemców uznaje za „ofiary nazizmu”), ale tej że komuniści byli Rosjanami już nie uznają. Dla nich winę za zbrodnie komunizmu ponoszą wyłącznie Żydzi, ale już samą okupację naszego państwa (i nie tylko naszego) przez ZSRR, do tej pory (na wszelki wypadek) uznają za wyzwolenie. Tak samo do dnia dzisiejszego powtarzają za komunistyczną propagandą że rządy „króla Stasia” i jego obiady czwartkowe (pod protektoratem Katarzyny II) to najbardziej światłe w historii naszego narodu dzieje, a rozbiory były potrzebne dla zachowania przy życiu (przez zaborców rzecz jasna) naszej „tożsamości narodowej”, którą według tych ludzi zaprzepaściła szlachta… a nie zaborcy.
Dla wykreowania odpowiedniego kontrastu i dystansu wobec komunizmu i polityki ZSRR, próbuje się nas epatować banderyzmem, tylko dlatego że był on bardziej brutalny i prymitywny od swoich braci (nazizmu i komunizmu). Logiczną konsekwencją takiego stawiania problemu, jest oczywiście próba wyrobienia w Polakach przekonania że to nie od Rosji a nawet nie od Niemców, ale od Ukraińców doznaliśmy największego w historii upokorzenia i krzywdy. Ma to przesłaniać wszystkie inne tragedie oczywiście bez zbytniego ich negowania, bo w tak tendencyjnym zestawieniu nie ma takiej potrzeby. Wielu się na tę nachalną i prostacką propagandę nabrało i ciągle nabiera, wystarczy rzucić na stół zdjęcie (obraz) wbitego na sztachetę/widły niemowlaka a doły Katynia i oświęcimska rampa mogą się schować. W tym m.in. celu nakręcono film „Wołyń”, którego nieprzypadkowym właścicielem jest Gazeta Wyborcza. Za kamerą zaś postawiono człowieka, który we wcześniejszych swoich filmach nie stroni od groteskowego eksponowania „naszych wad narodowych”.

W ten prymitywny sposób, podatne na emocje romantyczne polskie głowy, zostały zainfekowane jedynie słusznym kryterium rozliczania krzywd i tragedii narodowych, a jako obiektywne remedium na owe bolączki widzą zemstę. Nic dziwnego że wielu z nich upaja się wojną na Ukrainie, kibicując „separatystom” albo wprost Putinowi. Potakując narracji o „spontanicznym buncie ludności Donbasu” przeciw „rezunowym rządom”, i jakoby kawałkowanie Ukrainy odbywało się w naszym interesie (niektórzy piszą wprost o potrzebie przyłączenia się do rozbioru).

Zadziwiająca jest wiara tych ludzi w opozycję Putina wobec międzynarodowego żydostwa, kiedy on sam nawiązuje do chwały ZSRR i Armii Czerwonej, a wszystkich tych tzw. „Polskich Żydów” którzy przez niemal pół wieku „budowali” w Polsce komunizm, chowa sobie po archiwach (a nam figą przed nosem kiwa). Tymczasem kolejne pokolenia tamtej swołoczy do dziś kreują naszą rzeczywistość, i dalej jesteśmy traktowani jako „bliska zagranica”, bez prawa do prowadzenia własnej polityki – zgodnie z doktryną ZSRR, którego krytykowanie jest w Rosji zakazane prawem. To zadziwiające jaką sympatią ze strony Polaków cieszy się człowiek nawiązujący wprost do wrogiej Polsce imperialnej tradycji Moskali.

To jednak co po łebkach poruszyłem jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Fakty owe należą bowiem do tej sfery wiedzy do której każdy może dotrzeć sam bo ją widać najlepiej, i leży że tak powiem w zainteresowaniu. Największy jednak problem z Moskalem to jego całkowicie niekompatybilna do naszej duchowość… „W tym kształcie, który znamy, z tymi ich cerkwiami, popami, świeczkami i tym ich papieżem, który większość swego czasu spędza między Kremlem a centralą GRU, Rosja to wróg. I nie dajmy sobie wmówić, że tam się dzieje coś jeszcze, co daje nam szansę na choćby minimalną zmianę” (fragment artykułu z najnowszego numeru (14) „Szkoły Nawigatorów” pod roboczym tytułem „rosyjska”, którego lekturę gorąco polecam. Od recenzji u Magazyniera do zakupu tu: Księgarnia Coryllusa)

Wracając do wojny hybrydowej czyli rozgrywki propagandowej, chcę też zwrócić uwagę na inny problem. Kochani ludkowie „dobrej zmiany”! Nie można bez żadnego namysłu i umiaru nazywać ruskim agentem każdego, kto krytykuje polskie władze (zwłaszcza jeśli jest za co). Nic też nie da obarczanie Putina i jego służb odpowiedzialnością za każdą podejrzaną akcję. Urabianie tej postaci do rozmiarów wszechmocnej i wszechwładnej służy tylko i wyłącznie Moskwie. To nie rozwiąże problemu. Nie da się też w ten sposób zaszczepić obywatelom umiejętności krytycznego patrzenia i wyczulenia na obcą/wrogą propagandę. Politycy czy inni „eksperci” zatroskani o bezpieczeństwo narodowe, którzy w ten sposób „edukują” (mobilizują?) społeczeństwo, wywołują raczej efekt odwrotny od zamierzonego. Ile można słuchać o „agentach Putina”, gdzie to oni nie siedzą oraz do czego są zdolni, jeśli nie idą za tym zatrzymania i inne konkrety potwierdzające skalę zagrożenia, pokazujące w jaki sposób zamierzamy z tym walczyć. „Dobra zmiana” musi zmienić taktykę, i zacząć ludziom solidnie tłumaczyć „agenturalne” niuanse, albo skończy z jednej strony ze stadem paranoików węszących wszędzie agenturę, a z drugiej ze świadomymi lub nieświadomymi „gawnojedami”, którzy przez głupie gadanie jakichś ambicjonerów/paranoików poczują się obco we własnym kraju, zatracą poczucie wspólnoty, a w skrajnych przypadkach zaczną szukać jej gdzie indziej… Nazywanie ruskimi agentami ludzi po prostu ogłupionych (bo nieuświadomionych) nie jest mądre… za to może okazać się szkodliwe… Jest też odwracaniem uwagi od rzeczy/informacji dużo ważniejszych, będących jak najbardziej w zasięgu mocy decyzyjnych (potwierdzonych konkretną zgromadzoną wiedzą) obecnej władzy (Odys)

„…Państwo powinno docenić obywateli i im zaufać. U nas niestety panuje choroba, którą nazywam „ściśle tajnością”. Wszystko, o cokolwiek by zapytać, także w trybie dostępu do informacji publicznej, jest tajne. Za tym można ukryć każdą niekompetencję – i tak się u nas dzieje. A co w dzisiejszym świecie jest tajne? No, może konkretne obiekty, ale poza tym już nic. Niedawno na stronach FBI przeczytałem ostrzeżenie przed firmami rosyjskimi, które mogą być powiązane z wywiadem. Tak to działa w normalnym świecie: uczula się obywateli na zagrożenia, zachęca do współpracy, nie po to, żeby mieć całą masę agentów, tylko po to, by zapewnić ludziom bezpieczeństwo…

służby należałoby sformować od nowa, mając na uwadze wiążące się z tym zagrożenia. Bo malowanie ruin jest zawsze malowaniem ruin. Ile się farby nie nałoży, zawsze będą pod tym zgliszcza…

w naszych służbach nie zmieniła się mentalność. Jako że gros funkcjonariuszy przeszła z jednej epoki do drugiej, to oni swoim myśleniem zainfekowali następnych. I to jest zabawne, jak szybko nowi przejmowali starą mentalność. Pamiętam takiego jednego, nieważne jego nazwisko, on rzeczywiście był represjonowany w latach 80. Kiedyś wchodzę do jego gabinetu i widzę portrety Lenina, Dzierżyńskiego, figurki, kupa tych rzeczy. Zbieranina pamiątek po PRL-u i po SB. Pytam: po co ci to? A on, że to jest fajne…

razem z tymi artefaktami mamy do czynienia z przejmowaniem pewnego rodzaju mentalności. Świat się zmienił, ale nie ludzie. Uważam, że wywiad, który jest bardzo drogą zabawką, powinien być o wiele mniejszy, zadaniowany. A główną polską służbą powinien być kontrwywiad, działający na wszystkie strony z odpowiednim rozłożeniem sił i środków. Ale na to i tak nikt nie zwróci uwagi, ponieważ każdy chce mieć służby specjalne, którymi będzie mógł się zabawiać…

…Praca w służbach uczy wrażliwości na drugiego człowieka, na jego zachowania, wyłapywanie momentów, kiedy ten panikuje. Pamięta pani moment, w którym premier Tusk zaczął mówić o tym, że scenariusz afery podsłuchowej pisany był cyrylicą? Szybko to ucichło, premier ewakuował się z kraju, podczas wielkiego kryzysu. Ja już wiedziałem, że to koniec tego rządu. Zwłaszcza że pojawiło się na tych nagraniach nazwisko pewnego biznesmena ukraińskiego, z rosyjskimi korzeniami, którego sprawę prowadziłem w latach 90. I mi ją zabrano, kiedy napisałem raport, że tego człowieka jak najszybciej powinniśmy się pozbyć z Polski. A potem ten człowiek pojawia się jako współwłaściciel kilku restauracji, w których przy ośmiorniczkach prowadzone są rozmowy – moim zdaniem – operacyjne, w których biorą udział najwyżsi funkcjonariusze państwa.

To poproszę konkretnie: kto za tym stał? Komu to przyniosło korzyść? Rosjanom, co wydaje się pan sugerować?

Nie wiem, czy za tym stali Rosjanie. A może Rosjanie z kimś, np. z Niemcami. Mogli stać nawet i Chińczycy. Niektórzy mówili, że to jakaś wojna między CBŚ a CBA, ale to bzdura totalna. Przypuszczam, że to była robota zewnętrzna. Poza tym za coś temu Falencie zapłacono. Bo ten wyrok jest zapłatą, jemu nic nie grozi. Bo my się użalamy nad nim, ale ile on dostał? Dwa i pół roku więzienia. A ile odsiedział? Za ile wyjdzie? Gdzie zniknie razem z pieniędzmi? Kolejna sprawa to Amber Gold. To przecież jest idealnie to samo – i ta sejmowa komisja śledcza niczego nie znajdzie, bo to trzeba rozpracować operacyjnie. Prokurator szpiega w życiu nie złapie…

choć rozumiem wolność prasy, to media powinny być monitorowane. Co nie ma nic wspólnego z cenzurą i zakładaniem knebla. Z amerykańskiej rozgłośni Radio Wolna Europa za komuny nie poszedł żaden przekaz, który nie zostałby wcześniej uzgodniony z centralą. Ale odejdźmy od czasów zimnej wojny, dziś także w krajach zachodnich, w Niemczech, USA czy Wielkiej Brytanii wszystkie media powiązane z obcym kapitałem są na celowniku. Na przykład w Niemczech media mogą mieć tylko 20 proc. obcego kapitału, bo więcej stanowiłoby zagrożenie dla państwa. A co zrobili Amerykanie? Wywalili ludzi związanych z pewnym think tankiem, czyli wywiadownią rosyjską. Bo Rosja to jest wróg. Z Rosją nie można być przyjacielem. Oni nie mają przyjaciół, oni mają niewolników. Z nimi można rozmawiać jedynie z pozycji siły. Albo wspólnych interesów: my wam tyle i tyle ton jabłek, wy nam tyle i tyle kasy. Bez tych pierdół pansłowiańskich, które niestety zyskują coraz większą akceptację w społeczeństwie…

…I to Rosjanie wykorzystują, uderzając w idealistów, którzy nie mają pojęcia, że według tej ideologii Słowianin to człowiek, który pisze cyrylicą. Słabe jest to, że ludzie nie myślą, łapią każdą głupotę, którą wyczytają w sieci. A jeszcze gorsze, że nie mają oparcia w państwowych służbach, które by im rozjaśniły w głowach. Więc zachwycają się sieciowymi trollami, jak np. Aleksander Jabłonowski, który lobbuje na rzecz naszych wschodnich sąsiadów. U nas nikt tego nie kontroluje, więc pewna gazeta, której nazwy nie wymienię, a której kapitał pochodzi właśnie ze Wschodu, z niewielkiego pisemka rozprowadzanego z ręki rozwinęła się w poważne wydawnictwo, które można kupić w każdym kiosku. To bardzo prawicowe pismo. Mogę powiedzieć, że środowiska związane z Macierewiczem i prawicą nie mogą na to patrzeć. Oni wręcz uważają, że to jest ruska impreza. Ale z Ruskimi tak jest, że oni uwielbiają antyrosyjskie organizacje, łatwo się za nimi schować.

To się nazywa dezinformacja.

Bezpieczeństwo cyberprzestrzeni, te ataki hakerskie, jest o wiele łatwiej wykryć niż dezinformację. Ostatnio czytałem kawałki Aleksandra Dugina, guru Putina. Jestem pod wrażeniem. Facet jest świetny. Nam brakuje specjalistów w tej dziedzinie. FSB założyło specjalny wydział hejterów do monitorowania sieci, odnoszą sukcesy, a my ekscytujemy się ochroną informatyczną, hasłami, bajerami. Nie rozumiemy, jak to działa. A wystarczy nieco psychologii…” (Mira Suchodolska, Kinga Król (wsp.) • gazetaprawna.pl – Służby skażone Dzierżyńskim)

podobne: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”. i to: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. oraz: Falenta oskarża służby specjalne, raport NIKu wskazuje na brak nadzoru. ABW w Kompanii Węglowej. Zmiana prawa pod Nowaka? a także: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. polecam również: W krajach NATO brak jednolitego systemu nadzoru nad służbami. Sejm zajmie się projektami ustaw o ABW i AW.

„…Ludzie zwykle piją alkohol, cudzołożą, kradną i oszukują, a czasem jeden drugiego zabije. I to w zasadzie wszystko. Z czynów tych spowiadają się chętnie i w przeważającej liczbie przypadków uważają, że mogą być z nich dumni. Jeśli zaś ktoś brał udział w zabójstwie lub jakimś innym grubszym przestępstwie czuje się wręcz zobligowany do tego, by opowiadać w towarzystwie o wypadkach jakie były jego udziałem.

Wszystko przez to, że człowiek zatracił całkowicie poczucie wstydu i wie doskonale, że im więcej dynamicznych historii z własnego życia, a niechby i nieprawdziwych, opowie tym większe wzbudzi zainteresowanie innych. Jeśli dodatkowo ci inni, będą – przypadkiem zupełnie – redaktorami z telewizji lub jakiejś gazety może uda mu się nawet zarobić parę złotych, a potem je przepić…

…Jest jednak jeden rodzaj czynów, które każdy człowiek chowa tylko dla siebie, jest coś do czego nie przyzna się nigdy, coś co wyjawić może dopiero śledczym po najcięższych przesłuchaniach. Chodzi o współpracę z tajną policją czy jak kto woli o donoszenie na bliźnich, wpędzanie ich w kłopoty i czynienie z ich życia piekła. Tego żaden przestępca ani człowiek zwany przez siebie samego uczciwym, nie wyjawi nigdy i nikomu.

Wśród sprokurowanych w dzisiejszych czasach usprawiedliwień dla różnych brudnych czynów brakuje póki co tego najważniejszego, brakuje usprawiedliwienia za donoszenie i zdradę bliźniego swego wobec sił przemocy i zła. Usprawiedliwienia takie od lat funkcjonują w Rosji i widnieje na nich nadruk: dla dobra państwa. U nas jeszcze ich nie ma, dopiero się piszą. Przygotowywane są starannie przez teoretyków prawa i moralności, a wszystko po to, by ci, którzy na bliźnich swych donosili mogli utrzymać się u władzy

Stąd ten antylustracyjny szał. Oni doskonale wiedzą, że na to co czynili nigdy nie będzie usprawiedliwienia, bo system – ich system – nigdy go nie wyda. Zanegowałby sam siebie. To nie Rosja, gdzie pamięć wyciera się gumką umieszczoną na końcu ołówka oficera śledczego. Tutaj się pamięta długo i każdy kto ma władzę o tym wie. Stąd właśnie owa potrzeba dużego marginesu dyskrecji. Stąd również wściekłość i bezsilność różnych kapusiów, co teraz prowadzą tok szoły.

Usprawiedliwienia nie będzie nigdy. Potępienie zaś może przyjść w każdej chwili. Ono już jest, ale nie jest potwierdzone urzędowo. Będzie jednak, jeśli opresyjne państwo uzna, że leży to w jego interesie.

Jest oczywiście wyjście z tej skomplikowanej sytuacji – ekspiacja. I powiem wam, że osobiście sądzę iż wielu byłych i obecnych donosicieli ma na to wielką ochotę. Na zaworze bezpieczeństwa, którym zakręcona jest nasza kultura napisane jest bowiem słowo – przebaczenie, nie zaś – święta wojna – jak to ma miejsce na innych zaworach. Jest jednak coś, co ich powstrzymuje. Przede wszystkim strach przed siłą państwa opresyjnego. Ono bowiem nigdy nie darowałoby donosicielowi przejścia na drugą stronę, podobnie jak nie darowaliby mu tego inni donosiciele

Państwo opresyjne dopieszcza więc swoich kapusiów, by im do głowy nie przyszło kogoś tam przepraszać. Z drugiej jednak strony grozi palcem. Wielu jednak nie trzeba grozić, bo dobrze wiedzą, że utraciwszy pozycję, którą otrzymali za swoje usługi będą warci mnie niż roznoszone przez jesienny wiatr liście. Stąd właśnie bierze się wierność donosicieli wobec państwa oraz uparta wrogość wobec obywateli. Państwo opresyjne uczyniło z donosicieli wybrańców, którzy poprzez swoje ześwinienie doznali przeobrażenia w istoty nieziemskie...

…Czy uważacie, że grupa ludzi doświadczająca tak złożonych i kolorowych emocji, na każdym właściwie kroku, w dodatku w większości dobrze opłacanych, może tak po prostu zgodzić się na otwarcie archiwów IPN? Nigdy. I nie chodzi nawet o to, że stracą tę pozycję. Chodzi o to, że przestaną być wybrańcami we własnych oczach. Tego na pewno by nie znieśli.” (coryllus – O największych tajemnicach ludzkości)

podobne: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu oraz: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki. i to: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!)

„…Historyk zapytany o to, czyim jest żołnierzem, odpowiedział, że jest „żołnierzem prawdy historycznej”. Jego zdaniem prezes IPN powinien być „elastyczny, bo pełni funkcję w istocie polityczną”. Dodał, że nigdy nie był zwolennikiem swojej kandydatury na to stanowisko.

Cenckiewicz przyznał, że ma poczucie pewnej klęski, bo „uprawianie zawodu historyka i pisanie nie przekładają się na mądrość polityków i rodaków. Ileż ja napisałem tekstów o absurdzie lustracji sądowej, tym potworku ustawy lustracyjnej. Nieraz rozmawiałem na ten temat z Jarosławem Kaczyńskim. Jestem państwowcem i chciałbym, by państwo posiadało narzędzia eliminacji ludzi służących dawnemu reżimowi i tajnej policji. Mam poczucie, że wiem, jak powinno być, i że ktoś tego nie chce zrealizować. To jak walenie głową w mur”…” („Dziennik Gazeta Prawna”, tvp.info, fronda.pl – Sławomir Cenckiewicz wyjawia, dlaczego nie został prezesem IPN)

podobne:  Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów 

W świetle tego do czego przyznał się Pan Cenckiewicz, uważam że nazwa firmy w której pracuje jest adekwatna do pewnego powiedzonka o „dobrej pamięci”… ale nie tego o prawdzie. Gdyby było inaczej takiecoś jak IPN nie byłoby w ogóle potrzebne. Zatem z samego faktu jej istnienia powinniśmy wyciągać wnioski niestety przykre, a wobec wszelkich sensacji w postaci „raportów” i „list” z nazwiskami (firmowanych nazwiskami innych znanych i szanowanych), tj. wobec wszelkiego rodzaju POŚREDNICTWA między tym co „tajne” a publiczne powinniśmy zachować podwójną czujność. Z tego co nam oficjalnie podają do wierzenia, powinniśmy czytać nie tylko to co widać, ale również to czego ciągle brakuje. To samo dotyczy wiedzy „objawionej przypadkiem” jak ją nazywam, czyli wszelkich przecieków i wycieków informacji oficjalnie zastrzeżonych. Po owocach tego typu akcji widać że większość z nich została zaplanowana i wykonana na szczególne polityczne zamówienie.

Co innego wiedza znajdująca się w „szafach” prywatnych (o których kto chce ten wie), przy której nazwisko Wałęsa (którego po samych czynach już dawno można było odhaczyć) jest cienkie jak przysłowiowy Bolek. Zamiast tego próbuje się wyborców utrzymać w podnieceniu nad dywagacjami o tym, czy i na ile tzw. „zbiór zastrzeżony” IPNu powinien być dalej zastrzeżony. Dla dobra Polski rzecz jasna, żeby nikomu nie przyszło do głowy zamknąć otwartą z sensacji na oścież buzię i rozejść się do innych „obowiązków wobec ojczyzny”, albo nie daj Boże zapytać o jakieś ważne rzeczy zamiast wysłuchiwać kolejnego tysiącpięćsetpierwszego odcinka o tym „jak to było naprawdę”, z ust komiwojażerów po „tajnych dokumentach” którzy sobie tylko znanym sposobem „dotarli” (bez niczyjej wiedzy i zgody 🙂 ) do źródła.

Kiedy ktoś zakłada takie towarzystwo jak IPN, zamiast po prostu uczynić dokumenty dostępnymi powszechnie, a strażników postawić co najwyżej po to żeby papierów nikt nie wynosił/nie niszczył, otóż dla mnie osobiście urządzenie tego rodzaju (nie)dostępu do źródeł jest jednoznaczne… Nie będę też nazywał ludzi tam pracujących, z całym szacunkiem dla Pan Cenckiewicza i innych, którzy tym czymś zawiadują w zasadzie nie wiem po co, poza kreowaniem w oczach opinii publicznej własnego wizerunku, i poza służbą dla grupy z której się wywodzą i której zawdzięczają etat w instytucji… Taniej i ciekawiej wychodzi poczytać pamiętniki starych UBeków i aparatczyków (jeśli je wydają za własne pieniądze), niż czekać łaski „jaśnie oświeconego” pana i władcy na urzędzie.

Rzeczywistość jest taka, że wielu rzeczy się już nie dowiemy, bo choć „likwidacja zbioru zastrzeżonego IPN” niemrawo ruszyła z miejsca, to dla mnie jest to sygnał że w owym zbiorze nie pozostało już nic ważnego, co mogłoby wstrząsnąć polską sceną polityczną i tzw. „administracją publiczną”. Tak jak do tej pory będą się pojawiać co jakiś czas przecieki tudzież dziennikarskie „dotarcia do prawdy”, ale tylko i wyłącznie w celu podrażniania/mobilizacji opinii publicznej dla celów stricte politycznych. Tak jak do tej pory będzie się to odbywać bez żadnych poważnych konsekwencji dla osób „umoczonych”, choć będzie się to oficjalnie nazywać „rozliczaniem przeszłości”… (Odys)

polecam również: Sławomir Cenckiewicz: Wielu rzeczy się już nie dowiemy (referat w Doylestown, PA)

Andrzej Krauze

W USA: czy prezydenta wybrał Putin i kto odpowie za porażkę w cyberwojnie, rośnie przepaść między bogatymi i biednymi, Kongres chce zlikwidować Obamacare (w pakiecie reformy gospodarcze)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

USA: FBI opublikowała nowy raport oskarżający Rosję o ingerencję w amerykańskie wybory

PAP – Świat, 30 Gru 2016, 6:41,  Waszyngton (PAP/Reuters/AP) – Federalne Biuro Śledcze (FBI) i Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikowały w czwartek pierwszy dokładny raport bezpośrednio oskarżający hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w proces ostatnich wyborów w USA.

Raport, liczący 13 stron, zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania rosyjskich hakerów z włamaniami do serwerów Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej.

Według raportu rosyjska FSB zaczęła w połowie 2015 r. m. in. wysyłać złośliwe kody komputerowe i linki do ponad 1000 odbiorców w USA, w tym do Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, instytucji i agend federalnych. W raporcie podano przykłady takich kodów i linków.

Krajowy Komitet Partii Demokratycznej miał być ponownie infiltrowany na początku br. przez rosyjski wywiad wojskowy GRU.

Administracja prezydenta Baracka Obamy już 7 października oskarżyła Rosję o ataki hakerskie mające na celu wpływ na proces wyborów prezydenckich w USA, ale raport FBI jest pierwszym oficjalnym dokumentem zawierającym szczegółową analizę techniczną i konkretne dane. Jest to też pierwsze oficjalne potwierdzenie FBI tych zarzutów.

Raport opublikowano tego samego dnia, w którym prezydent Obama ogłosił sankcje wobec Rosji, w tym wydalenie z USA 35 rosyjskich dyplomatów.

Strona rosyjska, która zdecydowanie odrzucała te oskarżenia, potępiła sankcje i zapowiedziała „udzielenie adekwatnej odpowiedzi”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa napisała na swoim profilu na Facebooku, że reakcji Moskwy należy spodziewać się w piątek.

Według amerykańskich agencji wywiadowczych, rosyjscy hakerzy wykradli tysiące maili z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej a następnie dostarczyli je demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks, by skompromitować demokratyczną kandydatkę do prezydentury Hillary Clinton i pomóc w ten sposób Donaldowi Trumpowi wygrać wybory prezydenckie. (PAP) jm/ 

źródło: stooq.pl

„FT”: według Trumpa „zero dowodów” na wpływ Rosji na wybory w USA

PAP – Świat, 2 Sty 2017, 20:57, Waszyngton (PAP/Media) – Prezydent elekt Donald Trump uważa, że istnieje „zero dowodów” na to, iż Moskwa ingerowała w wybory w USA i wpłynęła na ich wynik – oświadczył w poniedziałek rzecznik Trumpa Sean Spicer, cytowany przez „Financial Times”.

Prezydent elekt nie chce „wyciągać pochopnych wniosków” z raportu FBI na temat rosyjskich hakerów, którzy ingerowali w proces wyborczy – powiedział Spicer, odnosząc się do opublikowanego w zeszłym tygodniu dokładnego raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

Spicer podważył ustalenia tego raportu, nazywając go „13-stronicowym podręcznikiem na temat poprawy podstawowego bezpieczeństwa Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej”, której serwery zostały zaatakowane.

Raport bezpośrednio oskarża hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w wybory. Liczący 13 stron dokument zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania hakerów z włamaniami do serwerów Demokratów.

„FT” przypomina, że informacje o działaniach Rosji wzburzyły Kongresmenów niezależnie od afiliacji politycznej, co „wróży trudne początki dla administracji Trumpa, gdy będzie starała się wykorzystać fakt, iż Republikanie przejęli (po wyborach) kontrolę zarówno nad Senatem jak i Izbą Reprezentantów”.

Wcześniej w poniedziałek kongresmen Adam Schiff, członek Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów zarzucił Trumpowi, że jako jedyny wydaje się kwestionować informacje zawarte w dokumencie FBI.

Wpływowi Republikanie, jak senatorzy John McCain i Lindsey Graham, którzy od tygodni apelują o powołanie międzypartyjnej komisji Kongresu, która zbada tę sprawę, zapowiedzieli, że będą – jak powiedział McCain – „mocno naciskać na naszych kolegów (w Kongresie USA – PAP), by przyjęli bardziej znaczące i ostrzejsze sankcje przeciwko Rosji z powodu jej ataków na Stany Zjednoczone”.

Trump w ubiegłym tygodniu ogłosił, że nadszedł czas, by zająć się czymś innym, niż kwestie związane z cybernetyczną interwencją Rosjan, lecz w poniedziałek zmienił stanowisko, a jego zespół zasugerował, że prezydent elekt podejmie w tej sprawie decyzję, gdy zapozna się z większą ilością materiałów dowodowych.

„FT” przypomina, że przed opublikowaniem raportu FBI 17 amerykańskich agencji wywiadowczych uznało, że za atakami hakerów stała Rosja.

W czwartek Stany Zjednoczone ogłosiły nałożenie sankcji na Rosję w reakcji na hakerskie ataki, które służyły ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie; 35 rosyjskich dyplomatów zostało wydalonych z USA. (PAP) fit/ mal/

źródło: stooq.pl

„…kiedy okazało się, że zwycięstwo Trumpa wywołało w Stanach Zjednoczonych podobne objawy, co wejście do austriackiego rządu Jorga Haidera, doprowadzając do wybuchu niespotykanego wcześniej w Ameryce politycznego zacietrzewienia, niemieckie kierownictwo najwyraźniej się zreflektowało i z początkowego zaskoczenia ochłonęło. Być może odegrała tu decydującą role okoliczność, że zarówno w Europie, jak i w Ameryce, siłą napędową tych protestów i tego zacietrzewienia jest złość i złoto starego żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, który to wszystko finansuje. Będąc w Nowym Jorku słyszałem z wielu stron uporczywą plotkę, jakoby grandziarz obiecał każdemu elektorowi, który 19 grudnia nie odda głosu na Trumpa, 5 milionów dolarów. Nie ma dymu bez ognia; 20 elektorów zapowiedziało, ze nie zagłosuje na Trumpa dopóki CIA nie wyjaśni, czy wybory prezydenckie nie były aby zmanipulowane przez Rosję. Zatrzymajmy się chwilę nad tym dziwacznym żądaniem. Mamy dwie mozliwości: albo Rosja dysponuje w USA agenturą rozbudowana do tego stopnia, że na skinienie Kremla moskiewski faworyt może zostać prezydentem – ale w takim razie CIA, to kupa gówna, skoro dopuściła do takiej sytuacji, więc jej wyjaśnienia nie mają specjalnej wartości, albo – możliwość druga – Rosja żadnej do tego stopnia rozbudowanej agentury w USA nie ma, ale za to amerykańskie społeczeństwo stało się tak podatne na rosyjską propagandę, że Kreml może sobie przebierać w tamtejszych prezydentach, jak w ulęgałkach. I tak źle i tak niedobrze – ale jest jeszcze jedna istotna sprawa – że po raz pierwszy ostatnie słowo w wyborach prezydenckich miałaby amerykańska bezpieka. Pewnie i wcześniej tak bywało, ale nigdy jeszcze nie było takiej ostentacji. W wreszcie ostatnia sprawa – a skąd możemy mieć pewność, że Kreml, albo i finansowy grandziarz nie przekupił funkcjonariuszy CIA, którzy mieliby osądzić autentyczność amerykańskich wyborów prezydenckich? Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – mawiali starożytni Rzymianie, a skądinąd wiadomo, że w ostatnich latach (czyżby nadchodziły zapowiadane „dni ostatnie”?), podatnośc funkcjonariuszy publicznych na korupcję raczej wzrosła i to gwałtownie, więc dlaczego niby akurat CIA miałaby być na tę przypadłość szczególnie immunizowana? Warto postawić takie pytanie tym bardziej, że sam widziałem oferty w postaci stawek godzinowych za udział w antytrumpowych demonstracjach. Jeśli nie stał za nimi w charakterze sponsora stary finansowy grandziarz, to ja jestem chińskim mandarynem. ” (Stanisław Michalkiewicz – Ciamajdan, majdanek i majdan)

podobne: Niemcy: kontrwywiad ostrzega przed rosyjskimi szpiegami. Służby zacieśniają współpracę z USA. oraz: Wiodący niemiecki dziennikarz: CIA naciska na media by promowały III wojnę światową

Niezależnie od tego czy ataki hakerskie rzeczywiście miały miejsce, jakich konkretnie strat dokonały, i pomijając zarzuty o bezpośrednim wpływie na niedawne wybory (bo wyciek czyichkolwiek mailów nie jest niczym takim a co najwyżej posłużył politycznemu przeciwnikowi – o co trudno Trumpa winić, niech się wstydzi Clintonowa), można się zastanowić nad sensem „chwalenia się” publicznie i na cały świat przez służby i  administrację państwa o mocarstwowej pozycji jakim jest USA tym, że jakieś inne państwo (w dodatku dużo słabsze) ma realny bezpośredni wpływ na obsadzanie stanowiska najważniej osoby w państwie. Jest to nie tylko głupota co jasny sygnał dla innych potencjalnych wrogów USA o głębokim kryzysie tego państwa, jeśli nie w samej administracji to z całą pewnością w służbach bezpieczeństwa, a jeśliby przyjąć za prawdę że zmanipulowane zostało społeczeństwo to mamy tu do czynienia z inwigilacją na masową skalę i powszechną zdradą… Jednym słowem czy USA to jeszcze USA, czy też może marionetkowe państwo sterowane zdalnie przez Putina? Bo taki właśnie sygnał wysyłają ci zadowoleni z własnej przenikliwości durnie.

Pozostaje pytanie co zamierzają w związku z tym odkryciem zrobić? Co się stanie z wyborcami Trumpa których Putin zahipnotyzował, i co będzie z demokracją jako metodą wyłaniania władz państwa? Idąc tropem oskarżenia o bezpośredni wpływ Rosji na wybory w USA powstaje pytanie – dlaczego wybory nie zostały do tej pory po prostu anulowane? Niedoszły POTUS powinien zostać natychmiast odizolowany i poddany bardzo szczegółowemu przesłuchaniu na okoliczność owych wniosków jakie wysuwają szefowie służb i dotychczasowa administracja… Mało tego! To właśnie ową administrację i jej służby należałoby w pierwszej kolejności zwolnić, zamknąć i ostro przesłuchać jako nieudolnych, tudzież zaprzedanych Putinowi muppetów, bo ta niesłychana zdrada miała miejsce na ich warcie!… Bądź tu mądry… Jak mawiał klasyk „do czego to doszło żeby przez (pastowaną) świnię człowiek (demokrata) protekcji dochodził!” 🙂

Ja jednak uważam że najwyższa już pora aby przegrani pogodzili się z porażką, i nie wystawiali własnego państwa i siebie na taką kompromitację. Paradoksalnie „olewczy” (oficjalnie) stosunek Trumpa do tych zarzutów jest jedynym głosem rozsądku mogącym złagodzić skutki raportu o NIEUDOLNOŚCI amerykańskiej administracji (i służb bezpieczeństwa), o której szczegółach na miejscu władz USA wstydziłbym się w ogóle rozmawiać a co dopiero ujawniać jakieś szczegóły. Zamiast robić z Trumpa ruską matrioszkę zająłbym się poważnie samym faktem cybernetycznych ataków jeśli rzeczywiście do nich doszło… i zrobił coś równie spektakularnego w odwecie (oczywiście po cichu ale tak żeby to dotarło do agresorów)… Tymczasem histeryczna reakcja administracji Obamy i zwolenników Clintonowej na przegraną w prezydenckich wyborach, zaczyna przybierać formę taktyki spalonej ziemi – szKODzenie własnemu krajowi…

Z drugiej strony trudno mi uwierzyć że ogłaszanie tego rodzaju rewelacji świadczące o niekompetencji/słabości amerykańskiej administracji nie ma jakiegoś innego powodu. Jakiegoś drugiego dna które zaprzeczyłoby tej głupocie, ale  póki co nie jestem w stanie zauważyć niczego takiego… oprócz wewnętrznych rozgrywek miedzy nową a starą administracją. Być może kiedy postawione zostaną konkretne zarzuty to Trump będzie miał pretekst żeby przeprowadzić czystki w nieudolnych służbach… (Odys)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji.

spy vs spy

spy vs spy

…czy w związku z powyższym USA przegrywają wojnę cybernetyczną?

Szefowie wywiadu: Rosja poważnym cybernetycznym zagrożeniem dla USA

PAP – Świat, 5 Sty 2017, 20:04, Waszyngton (PAP/Media/Reuters/AFP) – Podczas przesłuchania w Senacie USA szefowie służb wywiadowczych, w tym dyrektor wywiadu James Clapper, powiedzieli w czwartek, że Rosja jest poważnym zagrożeniem cybernetycznym dla USA, a jej ingerencja w wybory w USA była agresywna i „wielowymiarowa”.

Komisja sił zbrojnych Senatu rozpoczęła dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA oraz takich zagrożeń cybernetycznych, jakimi były hakerskie ataki Rosji na serwery Partii Demokratycznej i sztabowców kandydatki Demokratów w wyborach Hillary Clinton.

Szef komisji sił zbrojnych, senator John McCain przewodniczył jej czwartkowej sesji. Jak informuje dziennik amerykańskiego Kongresu „The Hill”, przesłuchanie wzbudziło bardzo duże zainteresowanie i senatorzy prowadzili je przy wypełnionej sali.

Przed komisją oprócz Clappera zeznawali admirał Mike Rogers, dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) i zarazem szef Cyber Command (cyberdowództwa) sił zbrojnych USA oraz wiceminister obrony do spraw wywiadu Marcel Lettre.

Szefowie wywiadu uznali, że Rosja stanowi duże zagrożenie dla „amerykańskiego rządu, armii, dyplomacji, krytycznej infrastruktury oraz handlu” – podaje Reuters.

Moskwa jest szczególnie groźna ze względu na „wysoce zaawansowany ofensywny program cybernetyczny i (…) wyrafinowane możliwości (technologiczne)” – powiedział jeden z wysokiej rangi przedstawicieli amerykańskiego wywiadu.

Jak podaje „The Hill”, szefowie wywiadu poinformowali, że również w czwartek pogłębiony raport na temat ingerencji Rosjan w wybory otrzymał prezydent Barack Obama. Dokument jest ściśle tajny, ale w przyszłym tygodniu pewne jego części zostaną opublikowane.

Clapper wyjaśnił, że w tej sytuacji nie może podać więcej szczegółów na ten temat, ale podkreślił, że będzie zabiegał, aby jak najwięcej informacji zawartych w raporcie zostało udostępnionych opinii publicznej.

Raport ten został przygotowany przede wszystkim przez trzy agencje: CIA, FBI oraz NSA – powiedział Clapper.

Zastrzegł też, że amerykański wywiad nie jest w stanie dociec, czy cybernetyczne ataki Rosjan miały wpływ na wynik wyborów. Dodał też, że z ustaleń wywiadu wynika, iż działania te „miały więcej niż jeden motyw”.

Admirał Rogers i Clapper powiedzieli również, że „tylko najwyższe władze Rosji mogły je zatwierdzić”, a ingerencja nie ograniczała się do ataku na Demokratów.

Tego rodzaju postępowanie „nie zatrzymuje się na Stanach Zjednoczonych” i dochodzi do prób „wpływania na opinię publiczną w Europie i Eurazji”; działania Rosjan mają na celu „podważenie publicznego zaufania do instytucji oraz informacji (w sferze publicznej)” – dodał Clapper.

Dyrektor wywiadu powiedział też, że skala ingerencji Moskwy w ostatnie wybory w USA jest bez precedensu.

„Rosjanie mają długą historię ingerowania w wybory. Swoje własne i innych narodów (…). Sięga ona lat 60., zaczęło się w latach zimnej wojny” – wyjaśnił i podkreślił, że kampania prowadzona przez Rosjan w 2016 roku w USA była szczególnie agresywna.

Republikański senator Lindsey Graham spytał Clappera, czy służby specjalne gotowe są na to, że Trump „rzuci im wyzwanie” podczas piątkowego briefingu wywiadu dla prezydenta elekta. „Sądzę, że tak” – odparł Clapper.

Graham przy sposobności skrytykował administrację Obamy za niewystarczające sankcje nałożone na Moskwę w związku z jej ingerencją w wybory. W ramach retorsji Amerykanie wydalili z kraju 35 rosyjskich dyplomatów.

Clapper wyjaśnił też senatorom, że kampania Rosjan była „wielowymiarowa”, nie ograniczała się do cyberataków i polegała też między innymi na dezinformacji.

Pytany przez senatorów o to, czy można uznać za wiarygodne wypowiedzi Juliana Assange’a, którego portal WikiLeaks ujawnił treść maili wykradzionych przez hakerów, Clapper odpowiedział „Nie w mojej opinii”, a admirał Rogers dodał, że „popiera tę opinię”.

We wtorek wieczorem w rozmowie z Fox News Assange powiedział, że Rosjanie nie są źródłem przekazanych WikiLeaks maili zdobytych po włamaniu przez hakerów do systemu komputerowego Demokratów.

Te i inne wypowiedzi Assange’a Trump zacytował w środę na Twitterze, w kolejnych wpisach podważających ustalenia wywiadu w sprawie cyberataków na serwery Demokratów i ingerowania Rosji w wybory.

W czwartek Trump napisał na Twitterze: „Nieuczciwe media chętnie mówią, że zgadzam się z Julianem Assange’em. Błąd. Po prostu stwierdzam to, co on stwierdza (…) i to ludzie mają wyrobić sobie zdanie, co jest prawdą”.

Dodał też: „Media kłamią, by mnie ukazać jako kogoś, kto jest przeciw +wywiadowi+, podczas gdy ja naprawdę jestem ich fanem!”.

Odnosząc się do tych wpisów Trumpa i komentarza jego rzecznika Seana Spicera, który nazwał stanowisko swego szefa „zdrowym sceptycyzmem”, Clapper powiedział: „Istnieje różnica między sceptycyzmem a dezawuowaniem (wywiadu)”.

W środę wieczorem „Wall Street Journal” podał, że prezydent elekt przymierza się do uszczuplenia Urzędu Dyrektora Bezpieczeństwa Narodowego oraz personelu CIA w Waszyngtonie.

Spicer zdementował te informacje; „nie ma cienia prawdy w (informacji) o planach restrukturyzacji społeczności wywiadu” – powiedział dziennikarzom. (PAP) fit/ ro/

źródło: stooq.pl

„…Gazeta Kommiersant podaje, że nie tylko Rosja oskarżana przez USA o cyberataki posiada jednostki wojskowe działające w cyberprzestrzeni. Znajduje się jednak w pierwszej piątce krajów, które stworzyły cyberwojska.

Specjalistyczne jednostki zajmujące się cyberbezpieczeństwem w celach militarnych albo wywiadowczych istnieją według gazety w Rosji, USA, Chinach, Wielkiej Brytanii i Korei Północnej. Jednostki te w coraz większym stopniu wykorzystują narzędzia do walki informacyjnej, czego przykładem mogły być rosyjskie działania w okresie kampanii wyborczej w USA stwierdzone przez amerykańskie służby.

Z ustaleń Zecurion Analytics wynika, że formalnie jednostki cyberwojska posiada kilkadziesiąt państw, a nieformalnie ponad sto z nich. Najwięcej na tego typu podmioty wydają Stany Zjednoczone (7 mld dolarów rocznie), którzy zatrudniają w tym celu około 9 tysięcy ludzi. Rosja posiada około tysiąca specjalistów pracujących w cyberwojsku, którzy kosztują rocznie około 300 mln dolarów.

Wnioski Zecuriona kwestionują niektórzy analitycy, którzy twierdzą, że trudno potwierdzić liczby przedstawione przez ośrodek. Mimo to publikuje on zestawienie wydatków i ilości etatów w największych jednostkach cyberwojska na świecie…” (Wojciech Jakóbik – Cyberwojska krajów świata ruszają na front)

podobne: Edward Snowden znowu nadaje czyli „cyberarmia” i broń klasy „D” w „internetach”. oraz: Epatowanie terroryzmem nie służy w jego zwalczaniu.”Cyberterroryzm” i (nie)bezpieczeństwo „ustawy inwigilacyjnej”? i to: Witold Gadowski: Mocne zmiany w służbach konieczne! Szpiegomania, dezinformacja (na przykładzie „teologii wyzwolenia” Chruszczowa) i „kontrwywiad obywatelski”.

…a teraz coś z zupełnie innej teczki

Nowy Kongres USA chce obalić Obamacare

PAP – Świat, 3 Sty 2017, 19:55, Nowy Jork (PAP) – Nowo wybrany Kongres USA zdominowany przez Republikanów zapowiada obalenie systemu ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare oraz innych inicjatyw podjętych przez odchodzącego prezydenta. Demokraci podejmują kampanię, żeby temu zapobiec.

We wtorek na waszyngtońskim Kapitolu nastąpi zaprzysiężenie członków 115. Kongresu. Kiedy 20 stycznia Donald Trump obejmie swój urząd, po raz pierwszy od dekady Republikanie kontrolować będą obie izby Kongresu, jak i Biały Dom. Ułatwi im to forsowanie własnej polityki.

Podstawowym obiektem ataku Partii Republikańskiej (GOP) jest reforma opieki zdrowotnej wprowadzona przez Baracka Obamę. Od początku uznawali ją za jedną z przyczyn słabego tempa uzdrawiania gospodarki po kryzysie.

Trump wzywał we wtorek na Twitterze do gruntownej reorganizacji systemu. „Obamacare po prostu nie działa, jest zbyt droga, jest to marna opieka zdrowotna” – argumentował prezydent elekt.

Amerykańskie media podkreślają, że rezygnacja z Obamacare nie będzie prosta. Według szacunków dzięki nowym przepisom, a także rozszerzeniu systemu Medicaid (dla ubogich) 20 milionów ludzi zyskało dostęp do ubezpieczeń zdrowotnych. Ponadto uznaniem cieszy się fakt, że firmy ubezpieczeniowe nie mogą podobnie jak dawniej odmawiać usług osobom, które już wcześniej nabawiły się poważnych schorzeń.

W środę Obama ma się udać z wizytą na Kapitol, co rzadko się zdarza. Pragnie tam omówić z Demokratami plany, w jaki sposób zachować reformę służby zdrowia. Wiceprezydent elekt Mike Pence spotka się w tym samym dniu z Republikanami.

„Mamy wiele rzeczy do zrobienia i wiele do wycofania” – pisał lider większość republikańskiej w Izbie Reprezentantów Kevin McCarthy w liście do kongresmanów GOP.

Celem Republikanów jest m.in. okrojenie budżetu federalnego i biurokracji w Waszyngtonie. Przymierzają się m.in. do rewizji popularnych systemów świadczeń społecznych, jak zasiłki emerytalne Social Security oraz ubezpieczenia zdrowotne Medicare, z których korzystają seniorzy.

Według przewidywań agenda GOP obejmować będzie też reformę systemu podatkowego, przepisów dotyczących środowiska naturalnego oraz zaniechanie regulacji finansowych podjętych w odpowiedzi na kryzys z 2008 roku. Republikanie uważają je za zbyt uciążliwe dla przedsiębiorstw.

Oczekuje się także zmiany podejścia do ONZ po rezolucji Rady Bezpieczeństwa potępiającej budowę osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu Jordanu i we Wschodniej Jerozolimie. USA umożliwiły przeforsowanie jej w Radzie Bezpieczeństwa, wstrzymując się od głosu. Pojawiają się apele, by „odwrócić szkody wyrządzone przez administrację Obamy i odbudować sojusz z Izraelem”.

Przeobrażeniom może ulec polityka wobec Rosji. Obama zaostrzył ostatnio sankcje pod zarzutem ataków hakerskich. Ekipa Trumpa twierdzi, że na udział Rosji brak rozstrzygających dowodów.

Krytykując Obamacare, Republikanie nie mają alternatywnego planu. Dlatego według Demokratów przywódcy GOP rozważają zwłokę, by zyskać na czasie i zastanowić się, co będzie dalej.

„Rzucając gromy nie pokazali nic, co wskazywałoby, że wiedzą, co z tym zrobić” – twierdziła przewodnicząca mniejszości demokratycznej w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi. Strategię rywali polegającą na obaleniu Obamacare i zwłoce w jej zastąpieniu nazwała „aktem tchórzostwa”.

Także zdaniem Lanhee Chena, byłego czołowego doradcy republikańskiego kandydata na prezydenta Mitta Romneya, uchylenie Obamacare, jeśli się nie ma planu, aby ją szybko zastąpić, byłoby błędem GOP.

Według amerykańskich mediów Demokraci podejmą kroki, by zablokować plany Republikanów, odwołując się do opinii publicznej. Jak zapewniał we wtorek przywódca mniejszości demokratycznej w Senacie Charles Schumer, jego partia będzie patrzeć na ręce prezydenta i Republikanów w Kongresie.

„Będziemy w grupie, która postara się upewnić, czy prezydent elekt wywiązuje się ze swoich zobowiązań, żeby Amerykę uczynić naprawdę wspaniałą w najlepszym tego słowa znaczeniu” – mówił Schumer.

Aby bronić swej polityki, demokratyczna mniejszość może się w Senacie uciec do obstrukcji parlamentarnej. Ma to jednak swoje ograniczenia. Nie brak ostrzeżeń, że spośród 23 senatorów, którzy będą się ubiegać o reelekcję w 2018 roku, dziesięciu pochodzi ze stanów, w których elektorat głosował na Trumpa. Mogą oni wyłamać się z szeregów swej partii i poprzeć politykę GOP.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ mc/

źródło: stooq.pl

podobne: USA. Limit długu wraca jak bumerang i przyprowadza kolegę „Obamacare”. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. i to: Izrael planuje zawłaszczenie palestyńskiej ziemi

…najlepszy przykład na to jak (nie)działa Obamacare jest poniższa informacja…

USA – Rośnie przepaść między bogatymi i biednymi

PAP – Biznes, 1 Sty 2017, 8:41, Nowy Jork (PAP) – W USA pogłębia się przepaść między nieliczną grupą bogatych a połową ludności sytuującą się na przeciwnym biegunie. Obecnie 1 proc. Amerykanów zarabia średnio 1,3 mln dolarów rocznie.

Omawiając badania ekonomistów Thomasa Piketty’ego, Emmanuela Saeza i Gabriela Zucmana, telewizja CNN w programie Money nazywa najbardziej zamożnych maszynkami do robienia pieniędzy. Zarabiają oni teraz trzy razy więcej niż w latach 80., gdy ich dochody wynosiły średnio 428 tys. dolarów.

Jednocześnie 50 proc. populacji USA w latach 80. miała średnie dochody brutto wynoszące ok. 16 tys. dolarów rocznie; trzy dekady później, uwzględniając inflację, niewiele się zmieniło.

Jak wynika z raportu Equality of Opportunity Project, dla ogromnej większości American Dream (amerykańskie marzenie) staje się nieosiągalnym mitem. 92 proc. osób urodzonych w latach 40. zarabiało więcej niż ich rodzice, ale od tego czasu sytuacja pogarsza się systematycznie. Wśród urodzonych w latach 50. takich osób było jeszcze 79 proc., a wśród millenialsów, urodzonych w latach 80., stanowią tylko połowę.

Coraz większą część dochodów zgarniają zamożni. O ile w latach 70. na 1 proc. najbogatszych przypadało nieco ponad 10 proc. wszystkich dochodów, obecnie jest to ponad 20 proc. Jednocześnie o ile przez większą część lat 70. do połowy mniej zasobnych Amerykanów trafiło ponad 20 proc. dochodu narodowego, teraz jest to tylko 12 proc.

Punkt zwrotny nastąpił ok. 1980 roku. W połowie lat 90. plasujący się na szczycie 1 proc. Amerykanów wyraźnie się bogacił. Dochody połowy populacji na dolnych szczeblach amerykańskiej drabiny gwałtownie spadały.

Piketty, Saez i Zucman zaobserwowali, że z powodu wywołanej kryzysem finansowym recesji w latach 2009-2010 nierówność zmniejszyła się, ponieważ także bogaci doznali strat. Ale od tamtego czasu różnice majątkowe znowu są coraz większe.

Zamożni przezwyciężyli skutki kryzysu znacznie szybciej m.in. dzięki wzrostowi na giełdzie. Także wartość nieruchomości osiągnęła poziom sprzed recesji. Tymczasem płace dolnej części społeczeństwa nie drgnęły.

W 1980 roku 1 proc. najbardziej majętnych Amerykanów zarabiał średnio 27 razy więcej niż 50 proc. na dole, a obecnie jest to 81 razy więcej.

Z Nowego Jorki Andrzej Dobrowolski (PAP) ad/ kot/ kar/

źródło: stooq.pl

podobne: Rekordowy poziom nierówności między najbogatszymi a najbiedniejszymi. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Prof. Witold Kwaśnicki: Ci wstrętni (neo)liberałowie. A przecież „kapitalizm oznacza własność” a także: Adam Gwiazda: Wolność, równość i… nierówności ekonomiczno-społeczne

…a to ci niespodzianka. Tyle lat pompowania pieniędzy w biedotę a biedoty przybywa. Zdaje się że nie taki był cel tego rozdawnictwa żeby zlikwidować klasę średnią i pogłębiać różnice między najbiedniejszymi a najbogatszymi… Tylko pozornie nie taki, bo trudno oczekiwać innych efektów od sprawdzonej metody uszczęśliwiania ludzi poprzez rabunek i redystrybucję tego co się zabiera najbardziej aktywnym i zdolnym pracownikom. Ta metoda od ZAWSZE uderza w najuboższych i odbywa się kosztem klasy średniej w taki sposób że jest ona pozbawiana siły nabywczej przez co nie może konkurować z bogatymi, co z kolei odbija się na biedocie która z swojego poziomu wyrwać się wyżej nie może i jest skazana na korporacyjne monopole i zmowy. Może nasi „fachofcy” z „dobrej zmiany” tak zapatrzeni w USA też powinni przemyśleć swoje rozdawnicze pomysły zamiast wpychać Polaków w odmęty „sanacji” i gierkowszczyny? (Odys)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Pułapka fałszywych narracji, układów, histerii, i prowokacji czyli… jak się (nie)zaKODować we własną propagandę. Hipolit Korwin-Milewski o różnicy między mężem stanu a populistą.


Adam Wycichowski niewolnik - konstruktywne wotum zaufania

Adam Wycichowski niewolnik – konstruktywne wotum zaufania

„…Układy wiążą ręce, spajają struktury korupcji zależnościami, hakami, zastraszaniem, wpływami i możliwościami. Pozwalają na karierę w świecie na pograniczu przestępstw i kuszą łatwymi ogromnymi zyskami. Manipulacje wciąż sączące się z niektórych mediów podają setki „słów-kluczy” paplanych potem w większości bezmyślnie przez uczestników wieców KOD. Gdyby któreś z tych zjawisk było przyczyną wciąż utrzymującego się poparcia dla postkomunistycznego obozu PO+KOD+N+SLD wystarczyło by zaproponować nowe skuteczne układy, albo wyjaśnić błąd w rozumowaniu. A tymczasem wyjaśnienia nic nie dają, możliwość uczciwej pracy nie jest atrakcyjna, a jeśli fakty przeczą przekonaniom to tym gorzej dla faktów. Obserwując poczynania tych ludzi, słuchając tego co wykrzykują ma się wrażenie uczestnictwa w jakimś absurdalnym wiecu paranoików.

Prawdziwą przyczyną, leżącą u podstaw tego stanu rzeczy jest mentalność. To głębokie poczucie, charakter w którym dobrze się czuje nasze własne „ja”, coś na czym sami budujemy swój światopogląd, a nawet przekonania religijne czy gust artystyczny.

Zastanówmy się dlaczego widzowie TVN na ogół oglądają doniesienia z tej stacji a czytelnicy Gazety Wyborczej czytają te doniesienia? Ludzie ci, słysząc np. o rozróbach pod Sejmem, wiedzą dobrze kogo chcą popierać i po jakiej stronie konfliktu chcą być. Brakuje im jednak jednej rzeczy – argumentów do potwierdzenia słuszności swojego wyboru. Nie szukają niezależnej obiektywnej oceny. Szukają argumentów poparcia stanowiska które zajmują ZANIM zorientują się w faktach. TVN, GW podają im takie „słowa-klucze” – jak łamanie demokracji, wolne media, itp. Nienawidzą „Kaczyńskiego”, ale gdyby go zabrakło nienawidzili by kogoś innego…

…Co więc zrobić aby sytuacja wreszcie zaczęła się zmieniać?

Trzeba pracować nad mentalnością. Nie jest to łatwe i niestety prawie nikt tego nie robi, z tej racji, że nawet często nie rozumie że takie zjawisko istnieje. To nie praca doraźna. To nie doraźny szybki zysk polityczny czy medialny. To praca na lata i pokolenia, bo tak, mentalność przechodzi z pokolenia na pokolenie. Chociaż każdy z nas jest wolnym, niezależnym człowiekiem, to jednak w ogromnej większości typ mentalności dziedziczymy po długiej linii przodków opowiadających się albo za istnieniem uniwersalnych wartości, albo ich brakiem i „samowolką” moralną.

Dlatego nasze dyskusje w mediach społecznościowych nie przekonują prawie nikogo, ani z jednej ani z drugiej strony. Zacietrzewiają nas tylko nawzajem. Dlatego 30% POstKODmuNy wciąż łącznie waha się koło takiej liczby. Partyjki te odbierają sobie trochę elektoratu, ale suma pozostaje niezmienna. To co się zmienia to postępująca od 30 lat radykalizacja. W latach 90-tych sporo ludzi nie opowiadało się tak zdecydowanie za jednym czy drugim obozem. Trochę osób, widząc koszmar poprzednich lat owszem zmieniło preferencje wyborcze i opowiada się za jaką grupą prawicową. Nie łudźmy się jednak że to się utrzyma. Te osoby jeszcze przez pokolenie nie będą pewne swoich przekonań. Gdy nadarzy się okazja powrotu do dawnej opcji szybko z niej skorzystają i niestety będzie to wtedy wielki radykalista. Możemy przypuszczać że właśnie takimi osobami są te, które miały chwilowy epizod bycia w partiach prawicowych a obecnie pojawiają się jako celebryci na wiecach KOD.

Zacznijmy więc wreszcie świadomie pracować nad mentalnością Polaków, nad odpowiedzialnością mądrością i uczciwością, aby stały się one na powrót, jak w czasach Pawła Włodkowica czy Kopernika naszymi narodowymi cechami. Obecne rozruchy pod sejmem są efektem tego, że przez rok nie zrobiono w tej kwestii praktycznie nic. Jeśli nie zaczniemy tego robić TERAZ to kolejne wybory przywrócą stan bełkotu gładkich słów Donalda Tuska, zarozumiałych pokrzykiwań Ewy Kopacz, prymitywnych wygrażań Stefana Niesiołowskiego, wymachiwania plastikowymi członkami Janusza Palikota i wielu, wielu szemranych interesów wąskiej grupy międzynarodowych cwaniaków.” (Marcin Niewalda • naszeblogi.pl – Dlaczego POstKODmuNa ma wciąż 30% poparcia?)

podobne: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

Nie wiem czy za czasów Pawła Włodkowica (czy Kopernika) naszymi narodowymi cechami były tak jak sugeruje autor artykułu mądrość i uczciwość, bo tych dwóch to za mało żeby całą populację tamtych czasów w owe cnoty przez aklamację ubierać, ale oczywiście jest dziś nad czym pracować w kwestii mentalności Polaków. Jednak nie tylko tych umownych 30% (ciekawe skąd taki właśnie przydział) ale można z całą pewnością powiedzieć że nad KAŻDYM, który wykazuje objawy ukąszenia socjalizmem. Choroby która usprawiedliwia rabowanie ludzi pod pretekstem „państwa opiekuńczego”. Bo to jest tak naprawdę główny problem tej całej komuny (Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?), a nie jakaś grupka ludzi która nie chce się pogodzić z tym że ich ukochana demokracja z nich zakpiła, i odsunęła od koryta dzięki któremu mogli sprawować (za odpowiednią dla siebie prowizję) nad narodem „opiekę” nazywaną również „sprawiedliwością społeczną”. Którą na dużo wyższym poziomie uprawia teraz ktoś inny kupując sobie vox populi za jego własne pieniądze. Ta gierkowska taktyka wzbudza największą desperację w głowach dzisiejszej opozycji, której zabrakło sprytu nie liczenia się z „procedurą nadmiernego deficytu”. PIS natomiast nie ma z tym żadnego problemu a przy okazji pokazuje komu służy, oraz o co naprawdę chodzi unijnym demokratom – wepchnięcie nas jeszcze głębiej w uzależnienie od banksterskiej lichwy (W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?)

Cytowana skarga dotyczy wprawdzie tylko jednej ze stron trwającego od ponad roku na polskiej scenie politycznej konfliktu, a w zasadzie od roku przybierającego na sile, gdyż w rzeczywistości konflikt ów trwa od bardzo dawna (od poróżnienia się Kaczyńskich z Wałęsą). Konfliktu między jak się ich nazywa (nie wiadomo czemu) „liberałami” czyli obecną opozycją wywodzącą się głównie z dawnej Unii Wolności/Demokratycznej, a tzw. „prawicą” (również nie wiadomo czemu) czyli obecnym rządem, którego korzenie sięgają dawnego Porozumienia Centrum. Skarga ta jest jednak na tyle tendencyjna i powierzchowna w swej opinii, że sformułowanych w niej pretensji i zarzutów wobec „opozycji” można równie dobrze użyć przeciwko stronie rządowej. Wystarczy w miejsce wymienionych partii i mediów opozycyjnych wstawić odpowiedniki drugiej strony a tekst będzie równie uczciwy i trafny… No może za wyjątkiem kultury której strona rządowa w owym konflikcie wykazuje jednak więcej, czego nauczyła się za czasów bycia wieloletnią opozycją nie licząc epizodu z AWS (który tworzyły kiedyś obie dziś zwalczające się strony) i dwuletnich rządów w koalicji z LPR i Samoobroną.

Co prawda zwolennicy rządu uważają że przyczyną awantury są legislacyjne pomysły PISu, ale jest to przekonanie w moim mniemaniu bałamutne. Wściekły opór „obrońców demokracji” nie jest podyktowany heroiczną walką „dobrej zmiany” z komuną i jej przywilejami, bo sama „dobra zmiana” wprowadziła już taką masę niebezpiecznych dla obywateli pomysłów rodem z manifestu komunistycznego, że poprzednicy mogą się schować. Sama też z przywilejów pośrednika „redystrybucji” (na kredyt) korzysta. Więc jak to mówi Pan Michalkiewicz „choć wiele się zmieniło to wszystko zostało po staremu”. Kolejne ekipy rządowe (rzekomo wrogo do siebie nastawione i o „innych tradycjach”) po sobie następują, ale „model kapitalizmu kompradorskiego nawet nie drgnął”. Polacy są coraz bardziej wyzyskiwani podatkami, zadłużani i coraz głębiej wpychani w niewolę babilońską u międzynarodowej lichwy. Nic z tego co sobie uchwalił w ostatnim czasie PIS, nie zasługuje na miano doniosłego dokonania, sprawiedliwości dziejowej, tudzież rozliczenia z poprzednim układem. Ani te pół miliarda zabrane UBekom (które i tak skonsumuje rząd a nie naród), ani ograniczenie swobody dziennikarskiej w Sejmie w niczym POprzednikom i KODomitom nie zagroziły. Nie zagroziły też „starej komunie”, bo obniżenie emerytur do poziomu 2 tys. zamiast osądzenia, zasądzenia więzienia i odszkodowania za popełnione zbrodnie (o ujawnieniu nazwisk i powiązań starej komuny z obecnym KODem nie wspominając), to naprawdę nie jest sukces na miarę zmiany jaką zapowiadał PIS zanim doszedł do władzy. Można się tu czarować że lepsze to niż nic, ale faktem jest że to wojny „polsko-polskiej” nie zakończy. Choć może i zakończy jak tylko narobi się odpowiednio dużo szumu żeby każdy niewtajemniczony nabrał przekonania jaka to wielka krzywda (a z drugiej strony prawo i sprawiedliwość) nareszcie po tylu latach się dokonała 🙂 Tak jak w przypadku wyroku sądu z Krakowa który postanowił w dość ciekawy sposób załatwić sprawę „polskich obozów zagłady” o czym można przeczytać tu: Mistrz pługa – Gdy kopanie w du*ę nie obraża

A teraz wszyscy do roboty bo ktoś musi zapłacić za kolejną kiełbachę w postaci „mieszkaniaplus”. Niech nikt nie myśli że te 0,5 mld PLN wytrzepane z takim bólem z kieszeni UBekrów (pod pretekstem ekonomicznym a nie żadnej „sprawiedliwości społecznej” o której bredzi Błaszczak), wystarczy na zadowolenie „nowej klasy średniej” – prawdziwego celu zrównoważonego niedorozwoju, do czego niedawno przyznał się głośno sam oberpremier Morawiecki. Niepokojące nie jest więc to co się dzieje między politykami, ale skutki podniecania ich wyznawców nieproporcjonalnie do tej żenującej sytuacji przez władzuchnę, która z grupki ewidentnie bezradnych frustratów ze śladowym poparciem nawet wśród swoich wyborców zrobiła „hybrydowy zamach stanu”. Po co? Obawiam się że po to aby usprawiedliwiać własną nieudolność póki co opartą o publiczne rozdawnictwo, choć doskonale wiedzą jak to się dla państwa (czyli dla nich) skończy kiedy kasy zabraknie. Bo ani „jednolity podatek” nie wystarczy ani te pół mld. żeby zaspokoić gierkowskie plany „dobrej zmiany”.

Za sukcesem tego typu ludzi jak Kijowski (innych skompromitowanych nie wspominając) kryje się zawsze safandulstwo władzy…. Bo ten BenyHil polskiej sceny rozrywkowej (a nie politycznej) został wywindowany na piedestał i jest nadmuchiwany głównie przez prorządową propagandę. Przecież nikt tego typa nie poważa na podstawie tego co pisze i mówi na jego temat prasa lewicowa, i to niezależnie od teorii kto go do czynu popycha (prócz własnych ambicji). Ten pan nie potrafi opowiadać o rzeczach ważnych, nie stoczył też ani jednej bitwy na argumenty z poważnym przeciwnikiem politycznym, a wszystko na co go stać to populistyczne oderwane od rzeczywistości emocjonalne kwiki do zbiegowisk które nazywane są „demonstracjami” KODu. Dlaczego więc PIS robi z kogoś takiego Brutusa, skoro to istny Dyzma. Czemu kreują to coś co łazi po ulicach (łącznie ze Schetyną i Petru) na siłą polityczną zdolną obalić rząd? I jak widać dobrze im to wychodzi, bo część zwolenników „dobrej zmiany” wpadła po ostatnich wydarzeniach w prawdziwą histerię. Co to za rząd który boi się garstki kabareciarzy, a jedyną reakcją obronną na jaką go stać to wywoływanie histerii? Ten kanapki przyniósł, a tamten telewizję wyłączył, jeszcze inny na ulicy się położył i udawał martwego. Po co robić z tego jakąś wojnę hybrydową? Dość spojrzeć zimnym okiem od czego się zaczęło – od dwóch durniów/prowokatorów i ich pogaduszki na mównicy. Bo do tanga trzeba DWOJGA. A teraz dołączają rzesze „zmartwionych” i „przestraszonych” (nie wiadomo czym) wyborców/sympatyków by przejąć pałeczkę po tych prowokatorach. I pompują balon do niewyobrażalnych rozmiarów. Ten kto przykłada do tego rękę sam będzie miał ewentualną krew na rękach… Proponuję wyborcom jednej i drugiej strony spojrzeć na to co się dzieje z dystansu, i nie dać się rozgrywać w tak prymitywny sposób.

Jeśli jednak mamy do czynienia z prawdziwym zagrożeniem (bo np. premier coś wie dzięki służbom) to ja nie rozumiem dlaczego ciągle istnieje coś takiego jak zastrzeżony zbiór w IPN. Dlaczego raport i aneks do raportu z „likwidacji WSI” wciąż jest tajny i gdzie są kwity z szafy Kiszczaka na tych z „aureolą”… O innych „miażdżących audytach”, „śledztwach” CBA, archiwach do których Kamiński (ten od skręcania afery gruntowej) ma klucze nie wspominając? PIS nas od dawna przekonuje że to są gotowe wyroki skazujące dla „zdrajców” więc czemu z tego nie korzysta, ale pozwala na ten cały cyrk urządzany dziś na ulicach i w Sejmie. Jeśli takowe kwity istnieję, to przecież władza ma uczciwy pretekst (ba! podstawę prawną) do osądzenia, spiskowców, oraz skazania, i nałożenia na ich mocodawców z dawnego systemu odszkodowania za popełnione zbrodnie. Dlaczego tego nie robi ale bawi się w podchody i prowokacje którym sam się podkłada, o ile specjalnie nie prowokuje rękami takich jak ten pożal się „marszałek” Kuchciński. Moim zdaniem chodzi o odwracanie uwagi od dużo ważniejszych problemów, które nie dotyczą ich (władzy) tylko nas (obywateli). Dlatego urządzają nam cyrk, którego najlepszym symbolem jest niejaki Diduszko który udawał że go zabili… Tylko się kłaść jak on… ze śmiechu…Dlatego najbardziej podobała mi się wypowiedź jednego z niewielu trzeźwo patrzących (bez podniecania się) komentatorów, który nazwał to coś jak należy – papierowym przewrotem. Wieloznaczność tego stwierdzenia i wątki z „wydarzeń” jakie do niego pasują wprost (kartki trzymane przez opozycję w Sejmie) i w przenośni (faktycznego ciężaru i siły ulicznego „puczu”) jest naprawdę szeroka 🙂 Swoją drogą to niesamowite ilu „poważnych” zdawałoby się ludzi naprodukowało bzdur do i na temat tego „dramatu”. Najlepsi są ci od opowieści „co by było gdyby”, i jaki to straszny zamach stanu się odbywa, próbując w ten sposób podniecać zgromadzony przed telewizorem naród, by potem posłać go na barykady w obronie demokracji, której każda ze stron używa jak jakiegoś zaklęcia od którego fanatycy dostają spazmów i histerii. Ludzie opanujcie się.

Myk z tzw. „mediami” to rzecz jasna kolejny już krok na drodze ku „wolności”… od niewygodnych i czasem wstydliwych dla władzuchny (ale dla obłudników z opozycji też) informacji. Pierwszym była ustawa inwigilacyjna pozwalająca odpowiednim organom śledzić i gromadzić bez podawania uzasadnienia dane na temat obywateli. Wprowadzono też przepisy zwiększające koszt prowadzenia blogów: „Koszty prowadzenia bloga już nie są dla fiskusa kosztami prowadzenia działalności gospodarczej. Resort finansów wydał interpretację podatkową, która może mocno uderzyć po kieszeni osoby zarabiające w ten sposób. Wolta ministerstwa w tej sprawie podaje w wątpliwość deklarację wicepremiera Morawieckiego o stabilności i przyjaznej interpretacji prawa, jakie złożył, prezentując Konstytucję dla biznesu..” (Jacek Bereźnicki – Mateusz Morawiecki uderza w blogerów. Gdzie obiecana stabilność prawa i przyjazna interpretacja przepisów?). Jakiś czas temu podjęto też decyzję o kontynuowaniu polityki POprzedników ograniczając prawo do „spontanicznych zgromadzeń publicznych”: „…Zgodnie z nowymi zasadami ustawy o zgromadzeniach, jako manifestacje „cykliczne”, będą one miały priorytet, mniej więcej taki sam, jak procesje w święto Bożego Ciała. To podobieństwo nie jest zresztą wcale przypadkowe, bo liturgia smoleńska jest elementem rodzącego się na naszych oczach kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego…” (Stanisław Michalkiewicz – Ku konfrontacji). Najnowszy pomysł tych co to niby budują społeczeństwo obywatelskie, to oczywiście „certyfikowany” dla dziennikarzy dostęp do widowiska pod nazwą „Sejm”. Błaszczak zaś przywraca obowiązek meldunkowy żeby było łatwiej odnaleźć prawdziwych wichrzycieli a nie tych pajaców łażących z flagami po ulicach i wykrzykujących dziwne hasła, albo przewracających się pod ciężarem własnej głupoty. Żeby było wiadomo pod jaki adres wysłać takie czy inne postanowienie/wyrok/egzekucję, a procedura wszczęcia ścigania/rabunku była skuteczna (reszta może się wszak odbyć zaocznie)… Jak ktoś nie widzi co tu się wyrabia to współczuję i dlatego uważam że w swoim czasie co niektórzy obecni apologeci tego „prawa i sprawiedliwości” obudzą się z ręką w nocniku… i będą bardzo źli na „swoich” (ale nie na własną naiwność). Przy okazji polecam odnaleźć wypowiedź doradcy Pana Dudy (niejakiego Zybertowicza zwanego profesorem od socjologii) dotyczącą internetu i nowoczesnych technologii komunikacyjnych, które uważa za ZAGROŻENIE. Na podstawie tego co z siebie wypluł można go uznać za wybitnego przedstawiciela neoluddyzmu (Wiki definicja trafnie to określa) czyli buntu przeciwko nowoczesnym narzędziom/maszynom.

Dziś takim narzędziem zagrażającym wszystkim szamanom i leśnym dziadkom „dobrej zmiany” ale nie tylko, bo Gazeta Michnika również przeżywa poważny kryzys monopolu na prawdę (i nie mam tu na myśli tylko naszego „nieszczęśliwego kraju), jest właśnie Internet, a wszelkiego rodzaju świry w nim istniejące są „tylko” ale wymarzonym pretekstem dla wszelkiego rodzaju ustaw „o bezpieczeństwie” oraz ACTA. Ostatnio wyczytałem (właśnie w internecie) że Chiny wystąpiły do USA z propozycją współpracy w zakresie kontroli internetu. Widocznie rządy i fejsbuk słabo się spisują, i ogłupianie ludzi nie idzie tak jak sobie zaplanowali „ci co wiedzą lepiej”. Wiedzą też jaką siłą jest internet, więc nie potrzebują tej jego części której nie są w stanie zneutralizować swoją propagandą czy kontrolować… A i w Niemczech ktoś ważny niedawno chlapnął że trzeba z internetem zrobić porządek. Ciekawe czy Gmyz będzie nam za jakiś czas również i w tej kwestii stręczył „zachodnie standardy” jak to zrobił odnośnie „dziennikarstwa politycznego”. Które nie tylko według niego wypadało ucywilizować w Polsce, a co stało się w rzeczywistości pretekstem opozycji do „obalenia rządu”. Jeżeli to „ucywilizowanie” ma doprowadzić do takiej „normy” jaka miała miejsce po sylwestrze w Kolonii to ja dziękuję. Lepiej nie kopiujmy z Niemiec żadnych standardów.

Atak na „Internety” trwa bo to jest ostatni bastion autentycznie wolnej myśli która stanowi zagrożenie dla rewolucji luddowej. Chodzi o zniszczenie konkurencji na każdym polu ludzkiej myśli i działalności, oraz o odcięcie od niezależnych od propagandy rządowej źródeł informacji, żeby korpo i rządy mogły nas strzyc do woli bez żadnego już tłumaczenia się przed ludźmi. Jak powiedział klasyk: „…Każdy może, prawda, krytykować, a mam wrażenie, że dopuszczanie do krytyki panie to nikomu… Mmmm… Tak, nie… Nie podoba się. Więc dlatego z punktu mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być, tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie. Tych naszych, prawda, punktów, które stworzymy.”  (Wolność, równość, szyderstwo (od PRLu do fejsbuka) czyli walka z cenzurą kiedyś i dziś. O skutkach ubocznych pracy najemnej i deklasacji kultury)

Jak to powiedział Longinus Podbipięta do Rzędziana: „Dobrze, rybeńko ale ty nam powiadaj o Bohunie, nie o gruszkach…” 🙂 przejdę więc do konkluzji. Warto bowiem przyjrzeć się rzeczywistym skutkom tego cyrku poszukując przyczyn i celów które leżą gdzie indziej niż nam to próbuje przedstawić oficjalna propaganda jednej i drugiej strony.

Cyrk w Sejmie i na ulicach zdechnie z głodu natychmiast jak tylko rząd (celowo tudzież przypadkiem) SAM przestanie go karmić i pompować do absurdalnych rozmiarów. Bo tu nie ma żadnego zamachu stanu a jest zwykła walka o koryto między postmagdalenkowymi układami o to kto będzie doił podatników. Jako obywatele stojący na końcu łańcucha pokarmowego nie mamy żadnego interesu żeby podniecać się i uganiać na ulicach za prowokacjami jak jakieś psy za kością, tylko dlatego że obie strony są wyjątkowo bezczelne (Psy się gryzą na podwórzu a kruk krukowi oka nie wykole…). Jest więc straszno i śmieszno. Śmieszno bo dość spojrzeć chłodnym okiem na to jak ci dorośli i poważni ludzie się zachowują, a straszno dlatego że (tu powtórzę raz jeszcze)  „prawa strona” zwana dla niepoznaki „rządową” która stoi tam gdzie stoi (a nie tam gdzie mówi że stoi) spija póki co albo pianę z piwa którego naważyła tj. własnej nieudolności, albo śmietankę z celowego prowokowania cymbałów z komunistycznym rodowodem, po to żeby ich wybryki spędzały sen z powiek wyborcom, i żeby nie widzieli tego jak ich Pan Morawiecki wpycha w maszynkę (nie)zrównoważonego niedorozwoju. Póki co cały ten „zamach stanu” jak go niektórzy nazywają traktuję wyłącznie jako prowokację i okazję jednej i drugiej strony do antagonizowania społeczeństwa i próbę zaangażowania go w sposób bezpośredni (łącznie z fizycznym) w interes partyjny, żeby na ulicy polała się krew dając w ten sposób powód zarówno władzy jak i „opozycji” do ostatecznego rozstrzygnięcia bez ruszania archiwów i haków, które służą szantażom, układom, i trzymaniu na smyczy swoich UBeków, oraz wiecznej wojnie którą karmiony jest naród w imię zasady dziel i rządź (TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego).

rys. Artur Żukow

rys. Artur Żukow

„…aby człowiek szaleństwem, przed świętami
zaraził się i też pustym obłędem
aby nie wiedział co jest dobre
a co jest karygodnym błędem
i tak odwieczny wróg będzie krzyczał
kopytami po karkach będzie wierzgał
bruk będzie wyrywał, ludzkimi rękoma
flagami obcych machał, dla uciechy imperiów
wkraczał będzie w te niewidzialne sieci
w szklanych kulach, stworzonych ku kontroli
będzie mówił o utraconej wolności
samemu tą wolność dzień w dzień zabierając
bo od lat jego rodzaj walki nie zmienny jest
wpierw dzieląc mówi, że inni dzielą…”

Zczarny – “historyczne kopyta imperiów”

Osobiście z tego wszystkiego co się ostatnio u nas (i nie tylko u nas) wydarzyło oczekuję od władzy że nikogo nie będzie przepraszać ale zajmie się konkretnymi czynnościami sprawdzającymi i na ich podstawie podejmie stosowne decyzje. Zarówno w sprawie zamachu w Niemczech z udziałem polskiego kierowcy (czy nie była to prowokacja i przez kogo zaplanowana), jak też w sprawie KODu czy nie ma tam ludzi poważnie i praktycznie planujących zamach stanu. Oczekuję również że natychmiast poprawi regulamin Sejmu, a do tego czasu dopuści (wyszkolonego w prowokacjach) Szczerbę do głosu żeby mógł dalej udowadniać że regulamin trzeba zmienić. W mediach (podobno rządowych) zamiast pokazywać migawki z „męczeństwa” jednych i drugich, tudzież dziennikarzy którzy sami pchają się gdzie nie trzeba, wystarczy pokazywać uśmiechnięte ryje opozycji i piknikowy nastrój jaki panuje na ich demonstracjach oraz w sali Sejmowej. To po pierwsze rozładuje niepotrzebne napięcie w „narodzie” a po drugie pokaże prawdziwą twarz tego „męczeństwa”. Najbardziej z tych wszystkich wydarzeń interesuje mnie jednak co władza zamierza zrobić z tym, że nasza telewizja nie dysponuje swoim sygnałem. Bicie piany kto personalnie do tego doprowadził nie powinno przesłaniać w pierwszej kolejności przywrócenia stanu normalności i bezpieczeństwa w tej kwestii. Oczywiście warto sprawdzić pod kątem legalności i działania na szkodę bezpieczeństwa, kto personalnie za to odpowiada.

Do tego czasu zamiast łamania się pod publiczkę opłatkiem już na kilka dni przed Wigilią, zamiast obłudnego śpiewania kolęd, pieśni patriotycznych i „Murów” Kaczmarskiego (których treści ani intencji kompletnie  nie rozumieją), proponuję wszystkim spadkobiercom okrągłego stolca żeby zanucili sobie inną, bardziej adekwatną do tego skąd się wzięli i co wyrabiają balladę O ubocznych skutkach alkoholizmu. Życząc sobie (nie znaczy że naiwnie wierząc) że obecna władza zreflektuje się w końcu, i zrobi to co do niej należy. Przestanie kopać w klatkę licząc że małpa znowu zrobi coś śmiesznego, żeby ludzie nie nasiąkali atmosferą absurdu aż do obrzydzenia i agresji, a już tym bardziej żeby nie prowokowała małpy do rozlewu krwi. Bo choć polityką zawodowo się nie zajmuję, to wiem czego oczekuję od polityków, dzięki czemu potrafię odróżnić mężów stanu od klaunów, cwaniaków i agentury. Oczekuję tego co można wyczytać z fragmentu pamiętnika Pana Korwin-Milewskiego. Geniuszu retoryki, przenikliwości, dalekowzroczności, skuteczności i elegancji, ale nie kosztem czasu, pieniędzy a może i krwi Polaków. Dzisiejsze mężyki stanu to przy tym panisku pełną gębą co najwyżej liche tło… (Odys)

„…podczas zawieszenia posiedzenia zbliżyli się do mnie, stojącego we framudze drzwi prowadzących do sąsiedniego pokoju, dwaj wpływowi członkowie dumskiego Koła i zapytali o moje zdanie. Odpowiedziałem im prawie dosłownie: „Mnie daleko mniej interesuje treść waszego projektu niż metoda, którą będziecie go przedstawiali i popierali. Kiedy będziecie się trzymali metody układów i wzajemnej zgody, to proście sobie choć o oddzielne wojska i mundury napoleońskie jak przed 1830 rokiem, bo wiadomo, że układ jest to targ, gdzie każda strona ma w zapasie coś do ustąpienia. Lecz kiedy, jak powiadają; zamierzacie panowie stawić kwestię na ostrzu noża, w formie ultimatum, albo nadanie formalnej autonomii, albo odmowa przejścia do rozpatrzenia budżetu, to gracie grę nadzwyczaj niebezpieczną. Nie mogę wszystkiego powiedzieć, bo jestem związany obietnicą dyskrecji, lecz wiem, że obecnie rząd formalnej autonomii wam przyznać nie to, że nie chce, lecz nie może. Przejście zaś przez Izby budżetu jest mu niezbędne i odrzucenia go nie zaryzykuje. Zatem będzie to nieprzejednany konflikt. A w tym konflikcie spotkają się z jednej strony ogromne państwo z wojskiem, może nie ciekawym, lecz milionowym, a z drugiej strony tylko języki, może dzielne, lecz w liczbie trzydziestu czterech. Ja bym za nic na świecie na taki konflikt nie poszedł, targowałbym się, przyjąłbym to, co można wyrwać, i czekałbym nowej pomyślnej okoliczności.”

Na to jeden z moich słuchaczy, którego miałem i mam (bo jeszcze żyje) za bardzo roztropnego, odpowiedział mi: „Ale cóż możemy zrobić, kiedy Warszawa na nas wywiera nacisk, o którym pan pojęcia mieć nie może?” – „Przepraszam, ja o nacisku mogę mieć pojęcie, lecz nie pojmuję, żeby w tak żywotnej dla narodu kwestii można było jemu ulegać. Jestem sam wybranym przedstawicielem mojego wileńskiego społeczeństwa, ale nie uważam siebie za komisjonera, lecz jako zaufanego pełnomocnika. Gdyby mi postawiono wymagania, których sumiennie wypełnić nie mogę bez jawnej szkody dla sprawy to bym postąpił po swojemu, a potem powiedziałbym moim wyborcom: tak postąpiłem, bo tak mi nakazywało sumienie, a kiedy nie jesteście z mego postępowania zadowoleni, to obierzcie sobie mędrszego.” Na to mój pan poseł jakby z westchnieniem: „Łatwo panu tak mówić, panie Milewski, który możesz jak chcesz wyrzec się i mandatu, i polityki bez żadnej szkody dla pańskiej sytuacji światowej lub majątkowej, a my jesteśmy we wszystkim od naszej partii i naszych wyborców zależni.”

I to jest przekleństwo, które ciąży we wszystkich krajach, nawet daleko więcej od naszego rozwiniętych, nad tak zwanymi zawodowymi politykami; dla nich zajęcie się sprawami publicznymi stanowi nie ukoronowanie ich kariery, lecz samą karierę. Muszą w końcu nie dziś to jutro stać się nie kierownikami, lecz pokornymi sługami tego niepoczytalnego stada, jakim się staje w chwilach podniecenia wszelkie liczne zbiorowisko nawet wykształconych ludzi.

W takich warunkach rozwiązanie drugiej Dumy okazało się koniecznością nie mniej nieuniknioną niż rozwiązanie pierwszej; lecz Stołypin był zanadto mądry, żeby się doczekać formalnego odrzucenia dyskusji budżetowej i wobec stu kilkudziesięciu milionów mużyków przyznać się, że car rozwiązuje Dumę dlatego, że ona chce, żeby lud nie płacił podatków i akcyzy za wódkę. Daleko korzystniejsze było hasło: my rozwiązujemy Dumę dlatego, że część jej członków projektuje cara zamordować, a Duma ich nie wydaje.

Szczęśliwa gwiazda Piotra Arkadjewicza ten pretekst mu nastręczyła. Oczywiście uprzedzona przez jakiegoś zdrajcę policja przyłapała na gorącym uczynku całą paczkę spiskowców w trakcie, kiedy w konspiracyjnej kwaterze na Newskim Prospekcie z bibułą i wszystkimi potrzebnymi dowodami naradzali się nad rozpropagandowaniem i zbuntowaniem kilku w stolicy konsystujących pułków. W spisek było zamieszanych dwudziestu dwóch członków Dumy, między innymi wyżej wspomniany Cereteli1. Stołypin chwycił się tego, wymagał natychmiastowego wydania tych dwudziestu dwóch spiskowców i Duma by nie odmówiła, lecz bardzo słusznie jej komisja domagała się umotywowania podejrzeń na każdego oskarżonego poszczególnie. Stołypin to przyjął jako odmowę i pod tym pretekstem znienacka Dumę rozwiązał. Na posiedzeniu w sobotę 5/18 czerwca odczytano nam ukaz cesarski, odraczający zajęcie Izby Wyższej do l listopada 1907 r. A nazajutrz wyszedł słynny ukaz 6/19 czerwca, na mocy artykułu 87 praw zasadniczych wydany, zatem pozbawiony wszelkiego cienia legalności, który wnosił do ordynacji wyborczej Izby Niższej bardzo ważne zmiany, a mianowicie:

Co do Królestwa Kongresowego i Kresów jednym pociągnięciem pióra zredukowano ich przedstawicielstwo w Kongresówce z 34 posłów na dwunastu pod pretekstem do pewnego stopnia usprawiedliwionym przez postępowanie ostatniego Koła Polskiego, że „nie można dopuścić, aby grupa obcoplemieńców stała się arbitrem losów narodu rosyjskiego”…” (reszta u coryllusa tu: Hipolit Korwin Milewski o Dmowskim i posłach do Dumy)

podobne: Rokosz i Elekcja, Hitchcock i histeria, Trump(y) i trąf(y) czyli rozgrywanie tłumu w służbie demokracji. oraz: „Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach. a także: Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.

rys.Andrzej Krauze

rys.Andrzej Krauze

Jacek Kaczmarski i poetycka pamięć o stanie wojennym. „Stan wojenny trwa dla każdego przez całe życie, od narodzin do śmierci” czyli… „Obława II” i korpoustRÓJ.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Uważam, że stan wojenny trwa — dla każdego — przez całe życie, od narodzin do śmierci. Zawsze istnieją nowe wyzwania, zawsze jest konieczność wyboru: pomiędzy aktywnością i biernością, buntem i posłuszeństwem, myśleniem i jedzeniem. I dlatego kiedyś śpiewaliśmy o niewoli, teraz — o tym, co zrobić z wolnością” — mówił po latach Jacek Kaczmarski w jednym ze swoich wywiadów dla „Gazety Wyborczej”.

Nadał tym samym egzystencjalny charakter wywołującemu wypieki na twarzach Polaków pojęciu stanu wojennego. Można zauważyć u niego chęć pokazania innej twarzy niż tylko „barda stanu wojennego” czy też „barda Solidarności”. To wieczne szufladkowanie jest zresztą niesłuszne i dławiło poetę, czego dowodem jest m.in. powyższy cytat. Kaczmarski miał świadomość, że jego piosenki będą narażone na uporczywe prześwietlanie w poszukiwaniu podtekstów z komunistycznej przeszłości. Najlepszym dowodem na to są słynne Mury uznane na przekór autorowi za hymn „Solidarności”:

Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną,
Łańcuch kołysze się u nóg…

Musimy jednak pamiętać, że twórczość Jacka to nie tylko Mury, Obława czy Zbroja, lecz także dokonania późniejsze, które są całkowicie wolne od aluzji do czasów komuny, choćby dlatego, że powstały znacznie później (Wojna postu z karnawałem, Dwie skały). Jacek powinien więc pozostać w pamięci słuchaczy nie tylko jako „bard panny S”, ale przede wszystkim — genialny poeta, który sformułował swoją wielowątkową i oryginalną twórczością swoisty system filozoficzny opierający się na szacunku do historii i dziedzictwa narodowego oraz na podkreślaniu niepowtarzalności człowieka.

Powyższy wstęp wydał mi się niezbędny, ponieważ tematem, który pragnę przedstawić, będzie wizja stanu wojennego w twórczości Kaczmarskiego. Trzeba jednak zaznaczyć, jak ważna jest pamięć o równie doskonałej poetycko, a odmiennej tematycznie części dorobku poety, co z kolei stanowi dobry pretekst, by zachęcić do szerszego zapoznania się z jego dziełem. Jednakże aby uciec od stereotypu także przy prezentowaniu zagadnienia stanu wojennego (tego grudniowego, politycznego, a nie metafizycznego), nacisk położę na teksty mniej znane szerokiemu gronu odbiorców, niemniej godne uwagi. Pokażę ich wartość przez prezentację czterech różnych wizji stanu wojennego. Będą to: przeczucia nadchodzących niepokojów (Krzyk), kronikarski punkt widzenia na tak ważne i nie do końca zabliźnione wydarzenia (List do redakcji „Prawdy” z trzynastego grudnia 1981 roku), komentarz w zgrabnej, dowcipnej formie (Ballada pozytywna, Świadectwo) oraz sformułowanie głębszych prawd ogólnych (Młody las).

Kolejne pokolenie emigrantów

Należy chyba zacząć od wyjaśnienia faktu, który wyzyskiwany jest do wytykania Kaczmarskiemu „antypolskości” czy „tchórzostwa’ — jego emigracji w 1981 roku. Nie wszyscy są świadomi, że stan wojenny zastał Jacka za granicą. Kaczmarski ze swoimi kolegami muzykami — Zbyszkiem Łapińskim i Przemkiem Gintrowskim — wyjechał do Francji na koncerty. Okazało się, że jest duże zapotrzebowanie na ich twórczość, więc Gintrowski i Łapiński wrócili do Polski, by odwołać krajowe występy. Jacek został, ponieważ tylko on znał język francuski. Niestety, jego koledzy już nie powrócili, gdyż 13 grudnia 1981 roku ogłoszono stan wojenny i granice zostały zamknięte. Jacek natychmiast sprzeciwił się decyzji władz, zaangażował się w życie emigracji i koncertował pod jej banderą. Tym samym odciął sobie drogę powrotu do ojczyzny. Oskarżenia, sformułowane m.in. przez Waldemara Łysiaka w Rzeczpospolitej kłamców. Salon i przez Jerzego Urbana w Alfabecie Urbana, że Kaczmarski uciekł, bo stchórzył i z bezpiecznej perspektywy pluł na naród polski, są co najmniej nietrafione, a na pewno nierzetelne. Łatwość ferowania takich wyroków jest bezdyskusyjna, warto jednak znać sprawę, którą się tak jednoznacznie komentuje.

Jacek na emigracji nie mniej przysłużył się Polsce, aniżeli inni, którzy pozostali w kraju. Koncertami na rzecz polskiej opozycji wspierał tych, którzy zostali objęci terrorem. Szybko stał się więc twórcą zakazanym. Jego tomiki były powielane w domowych warunkach i przekazywane z rąk do rąk. To samo działo się z kasetami, potajemnie kopiowanymi. Mój ojciec do dziś wspomina, z jakim namaszczeniem słuchano piosenek Jacka:

To nic, że jakość była koszmarna, najważniejsze, że uczestniczyliśmy w opozycyjnym przedsięwzięciu. Przyjmowaliśmy z łaknieniem poetycki wyraz czasów niepokoju, bo ten niepokój właśnie nas dotykał.

Płyty winylowe Jacka były niemal niedostępne. Nagrany w 1981 roku (będącym czasem przyduszenia systemu komunistycznego) longplay Krzyk był oczywiście zakazany. Jednak poradzono sobie z jego kolportowaniem: „Solidarność” Polskich Nagrań ukryła prawie cały nakład tego albumu, by następnie wydawać go w kopertach wokalistki Eleni. Rozsyłano tego zmyślnego konia trojańskiego godzącego w komunę po świecie. Kaczmarski mógł rozbrzmiewać dzięki temu również w okupowanym przez własne siły, zmęczonym i przerażonym kraju. Po zakończeniu stanu wojennego nadal tworzył na emigracji, pracując np. w Radiu Wolna Europa (od 1984 r.).

Poważnie

Przejdźmy jednak do sedna — do wizji, które poeta wykreował przed wprowadzeniem stanu wojennego bądź w trakcie jego trwania.

Pierwszym ważnym dla tej tematyki utworem jest piosenka Krzyk z 1978 roku. Młody Kaczmarski daje w niej wyraz metafizycznego bólu, który towarzyszy pokoleniom rozszczepionym ważkimi wydarzeniami politycznymi. Tekst zainspirowany jest przez znany obraz Edvarda Muncha — Krzyk.

Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze?
Dlaczego drążą w świetle ciemne korytarze?
Dlaczego ciągle muszę biec nad samym skrajem?
Dlaczego z mego głosu mało tak zostaje?

Sam Kaczmarski tak się wypowiadał o swojej piosence w wywiadzie dla Radia Wrocław z 2001 r.: Chodziło mi oczywiście o krzyk, o zaznaczenie tego i lęku istnienia, i przerażenia światem, i wyrażenia buntu jednocześnie.

Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy!
A czy ktoś zrozumie to?!
Nie kończy się ten straszny most
I nic się nie tłumaczy wprost.
Wszystko ma drugie, trzecie, czwarte, piąte dno!

Tekst wydaje się przepowiednią, głosem człowieka, który czuje, że zbliża się nieokreślone niebezpieczeństwo. Ogarnięty psychozą strachu (oddaną również szaleńczym rytmem piosenki), próbuje zdławić te przypuszczenia.

Kim jest ten człowiek, który ciągle za mną idzie?
Zamknięte oczy ma i wszystko nimi widzi!
Wiem, że on wie, że ja się strasznie jego boję,
Wiem, że coś mówi, lecz zatkałam uszy swoje!

Podmiot liryczny nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości:

Lecz wiem, że już nadchodzi czas,
Gdy będzie musiał każdy z was,
Uznać ten krzyk, ten krzyk, ten krzyk z mych niemych ust
Za swój!!!

W okresie „solidarnościowego karnawału” (sierpień 1980–jesień 1981) społeczeństwo polskie czuło podświadomie nadchodzące niebezpieczeństwo. Każdy podejrzewał, że coś jest na rzeczy, ale nikt nie wiedział, o co dokładnie może chodzić. Sam Kaczmarski też nie jest wyrocznią, ale swoim wierszem doskonale oddał nastrój, jaki towarzyszył zapewne wówczas wielu ludziom powątpiewającym w zmianę na lepsze. Bardzo szybko okazało się też, że poeta miał rację, wyśpiewując zapamiętale swoje obawy w „niemym krzyku”.

Kolejnym ciekawym, mniej znanym tekstem, jest nawiązujący bezpośrednio do grudniowych wydarzeń List do redakcji „Prawdy” z trzynastego grudnia 1981 roku.

Nie chciałbym być Polakiem,
Polakiem być — to wstyd.
Nie można ufać takim,
Co drugi z nich to Żyd.
Co trzeci to literat
Na żołdzie CIA,
Co czwarty ksiądz, a teraz
Spiskują wszyscy trzej.

Wiersz jest wyrazem negatywnej postawy wobec władzy, która poddała się presji Wschodu i w imię własnego interesu zdradziła ideał wolnej ojczyzny.

Nie chciałbym być Polakiem,
Tam nawet w partii smród.
Im wille z Cadillakiem
Budują zamiast hut.
A w Centralkomitecie
Trwa wciąż frakcyjny spór!
Kto słyszał, by na świecie
Do takich doszło bzdur!?

To swoisty zawadiacki kuksaniec w bok wszystkich, którzy uważali, że polityka Rosji wobec Polaków przyniesie wymierne korzyści. Wiersz streszcza w sobie niemal wszystkie ważne wydarzenia, które zaszły przed trzynastym grudnia (założenie KOR-u i „Solidarności”, komentarz do programu polityki na przyszłość, widmo interwencji), toteż można pokusić się o stwierdzenie, że to swoiste sprawozdanie z sytuacji społecznej i politycznej panującej wówczas w Polsce.

Nie chciałbym być Polakiem,
Tam z brudnych swoich nor
Wypełzło trzech łajdaków
I założyło KOR.
Demagogiczne hasła
Zalały cały kraj
I proszę: nie ma masła,
A nawet kurzych jaj!
W Dierżyńskowo ojczyźnie
Bezkarni parę lat?!
Solidarność w Socjalizmie?!
Tego nie widział świat.

Kaczmarski nadaje jednak tekstowi charakter autoironiczny, gdyż autorem listu okazuje się Rosjanin, który kończy słowami:

I chyba na tym koniec.
Papieros w ręku drga…
A, jeszcze podpis: pionier —
Iwan, liet szest’, Moskwa.

Fakt, że kronikarzem czyni Kaczmarski Rosjanina dodaje całemu opisowi pikanterii i ciekawego posmaczku ironicznego nakłaniania do poznania prawdy, kto w ich [Polaków] dziejach przyjaciel im, kto wróg.

Z przymrużeniem oka

Jacek nie był tylko, jak można by sądzić po lekturze poprzedniego tekstu, zaciekłym protagonistą katastrofizmu wyłaniającego się ze stanu wojennego. Potrafił odnaleźć w wydarzeniach grudniowych aspekty skłaniające do uśmiechu. Utworem tego typu jest Ballada pozytywna. Autor Obławy formułuje w nim krytyczną ocenę postawy tej części społeczeństwa, która położyła uszy po sobie i zaczęła gorliwie merdać ogonem przed komunistyczną władzą (niczym pies wobec swojego pana w balladzie). O przyczynach powstania tej piosenki i poetyckiej wizji pójścia na rękę władzom najlepiej opowie nam sam Jacek:

„To jest czysto publicystyczny tekst. Reakcja na pierwsze wypowiedzi ludzi ważnych i w Polsce, i na Zachodzie. W Polsce to była wypowiedź prymasa Glempa, że należy podejść pozytywnie do zjawiska stanu wojennego, oczywiście prymas miał na myśli uniknięcie rozlewu krwi i pewną wewnętrzną siłę społeczeństwa, ale odebrane to było jednak i na emigracji, i przez ludzi w podziemiu jako szukanie kompromisu z władzami polskimi. A na Zachodzie wtórował mu Andrzej Walicki, mówiąc, że dobrze się stało. I w tym samym mniej więcej czasie obie te wypowiedzi dotarły do mnie do Paryża, a młody, zdenerwowany i przejęty tym, co się dzieje w kraju, musiał zareagować — i stąd ta piosenka „Ballada pozytywna”, i stąd jej forma rosyjskich czastuszek” (z rozmowy w Radiu Wrocław z 2001 r.).

Od pierwszych słów poeta ostro ocenia opisywaną postawę:

Położymy płasko uszy,
Pysk na kłódkę, ogon w ruch.
Skowyt niech się tłucze w duszy,
Kasza niech napełnia brzuch.

Przecież tylko o to chodzi,
Żeby hołdów było dość.
Ta dłoń skarci, co nagrodzi —
Jeden kształt ma kij i kość.

Jakże złośliwe są więc słowa refrenu tej piosenki, które wytykają naszą specyficzną ludzką słabość dochodzącą do głosu w chwilach, w których zmuszeni jesteśmy opowiedzieć się po którejś ze stron. Powtarzamy wtedy z wściekłością, że najważniejsze jest, abyśmy mieli spokój:

Nikt mi nigdy tego nie da, co mi moja buda da!
Buda moja! Buda moja! Buda moja! Buda ma!
[…]
Jeśli kochasz swoją budę,
To pokochaj łańcuch swój!
Śmierdzi gnojem twój ogródek?
— Przecież to twój własny gnój!

Poeta wskazuje też, że po rezygnacji z oporu (bo tak jest rzeczywiście łatwiej) pozostanie niewygodne piętno, umniejszające nasze przyszłe zasługi:

Gdy zapomnisz już, żeś w pola
Jął pod płotem tunel ryć,
Wtedy, ile tylko wola —
Będziesz wyć mógł, wyć i wyć!

A prócz wycia nie zostanie już… nic

Kolejnym tekstem napisanym z przymrużeniem oka, który miał przekazać prawdę o impertynencji władzy polskiej i często absurdalnych wydarzeniach zaszłych w kraju, jest Świadectwo maj‘82.

Jaja w kraju niewyjęte —
Solidarność dała ciała,
Spawacz gra w bambuko z Glempem,
Partia trzyma się na pałach.
W dzień handelek czym podleci,
Za to w nocy ostra bania —
Pieniądz tańszy już od śmieci,
Milion poszedł bez gadania.
ZOMO tanio się sprzedaje,
Buce tępe i uczynne,
Za dwa Króle, czyli Cwaję,
Sami wiozą na melinę.
Starczy z okna się wychylić,
Krzyknąć: pokot ma pragnienie!
A już dwaj pod drzwiami byli
Z odpowiednim obciążeniem!
[…]
A tu całkiem kadr jak z Wajdy:
Człowiek, sztandar, dymu chmury.
Bracie, ale były rajdy!
Potem pojechałem w góry.
[…]
Paszport? Paszport mam wojenny,
Własność Pana Generała.
Nawet ci nie podam ceny,
Przyjm, że się mnie WRONA bała.
Tam nie wracaj, grunt spalony,
Nie ma życia, stan krytyczny.
Słuchaj, czy na paszport WRONY
Dadzą azyl polityczny?

Piosenkę tę napisał Kaczmarski po usłyszeniu relacji pierwszego Polaka, który przyjechał z Polski dotkniętej stanem wojennym. Żeby utwór był zrozumiały dla publiki środowisk polonijnych, które nie znały slangowych zwrotów używanych w ówczesnej Polsce, Jacek przed wykonywaniem Świadectwa zwykł podawać dowcipny słowniczek, który jest jednym z ciekawszych materiałów dotyczących życia w okresie stanu wojennego. A brzmiał tak:

„Zwrot „jaja niewyjęte” określa sytuację tak śmieszną i absurdalną, że nie powinna się ona wydarzyć, a jednak się wydarzyła. Zwrot „dać ciała” jest to eufemizm, oznacza inny zwrot, bardziej dosadny, aczkolwiek podobny, który z kolei oznacza sytuację upadlającego podporządkowania z lekkim odcieniem erotycznym. „Spawacz” jest to jedno z wielu przezwisk Jaruzelskiego ze względu na jego ciemne okulary. „Bambuko” — jest to gra, ongiś nosząca nazwę chruszczówka, która spośród wszystkich innych gier wyróżnia się tym, że nie posiada reguł. Wygrywa tę grę ten, kto narzuci swoje, wymyślone przez siebie reguły przeciwnikowi. „Melina” — miejsce zakupu alkoholu. „Bania” — stan upojenia alkoholowego. „Cwaja” — banknot o walorze dwóch tysięcy złotych. Dlatego cwaja, ponieważ jest na nim dwóch królów: Kazimierz Odnowiciel i Bolesław Chrobry. Dlaczego Bolesław Chrobry, nikt nie wie, Kazimierz Odnowiciel dlatego, że banknot wszedł w obieg w okresie odnowy. „Pokot” — typowe słowo stanu wojennego. Pokot jest to grupa ludzi zgromadzona w jednym pomieszczeniu, tak jak my, ale w odróżnieniu od nas nie mogąca się rozejść do domów, ponieważ jest już godzina policyjna. W związku z tym wszyscy zmuszeni są nocować pokotem na podłodze. Z czasem pokot stał się jedną z bardziej ulubionych form życia towarzyskiego. „Wrona” — wiadomo, „Zomo” — wiadomo. „Buc” — osobnik o niskim poziomie intelektualno-moralnym. „Kasprowy” — luksusowy hotel w Zakopanem.”

Refleksyjnie?

Na koniec jeszcze jeden bardzo głęboki i ważny tekst pt. Młody las, pochodzący z 2 marca 1982 r.

Gdy wycinają młody las
I cieknie sok z przeciętych pni
Nie gaśnie żadna z ważnych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni
I słychać tylko siekier jęk
Bo nie jest skargą drzew ich trzask
W tej ciszy godność jest i lęk
Gdy wycinają las

Kaczmarski za pomocą analogii do lasu, w którym wycinane są zdrowe drzewa, pragnie pokazać dławiący charakter wszelkich form ucisku. Represje stanu wojennego i całego systemu komunistycznego stają się brutalnym pozbawianiem „gniazd”, w których człowiek może istnieć w warunkach wolności umożliwiającej jego rozwój.

A kiedy zwożą młody las
Gałęzi rośnie gęsty stos
Za którymś ze strąconych gniazd
W rozpaczy ptak gdzieś krzyczy w głos
[…]
A kiedy palą młody las
To słychać jęk i pisk i huk
I dym przesłania słońca blask
A żar ogromny zwala z nóg

Autor Arki Noego pozostawia jednak nadzieję na odnowę energii zdegradowanego społeczeństwa. To na przyszłych gruzach odrodzą się nowe, silniejsze pokolenia, które poszanują wartość wolnego państwa.

Po karczowisku błądzi wiatr
Popiół rozwiany ogień zgasł
Odeszli drwale do swych chat
I rośnie młody las

Kaczmarski formułuje więc myśl, że nic nie jest w stanie zabić ducha normalności we wszystkich ludziach. Nic nie przerobi ich umysłów na jednostajną papkę. Zawsze dojdzie bowiem do odnowy — niemoc jednego pokolenia może stać się podstawą do stworzenia wielkości drugiego.

Życie po 13 grudnia

Tak oto przeprowadza nas Jacek Kaczmarski po stanie wojennym — jednej z kolein najnowszej historii Polski. Podkreśla raz poważnie, raz z humorem jego znaczenie. W czasie trwania stanu wojennego dawał nadzieję uciśnionym ludziom, a dzisiaj nam — kolejnym pokoleniom po spalonym już „młodym lesie” — daje możliwość zapamiętania tamtych wydarzeń poprzez zagłębienie się we wspaniałe poetyckie obrazy, które wykreował. Wszak, jak śpiewał w swojej późniejszej Nadziei śmiełowskiej:

Trzeba wciąż żywić nadzieję jakąś,
Wbrew sobie — sobą żywić ją trzeba.

Niech te słowa pozostaną w naszej świadomości, a twórczość Kaczmarskiego towarzyszy w poznawaniu zawiłych meandrów historii. Warto bowiem spojrzeć razem z poetą — z perspektywy niesamowitości.

Jacek Kaczmarski (ur. 22 III 1957; zm. 10 IV 2004). Poeta, prozaik, publicysta, jeden z najbardziej znanych polskich twórców i wykonawców poezji śpiewanej. Przez ponad 25 lat działalności artystycznej stworzył liczne utwory o tematyce politycznej, historycznej, społecznej, filozoficznej. Do najbardziej znanych należą: Mury, Obława, Nasza klasa, Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego.”

źródło: histmag.org, Jacek Kaczmarski — poetycka pamięć o stanie wojennym

poprzednio: Rokosz i Elekcja  podobne: Jacek Kaczmarski oraz: Szczureida (do Szczurospolitej) czyli… „wolność” w postkomunizmie a także: Czego uczy nas Konstytucja 3 maja i kto powinien siedzieć na miejscu „Stańczyka” (Matejki).”Kasandra” Jacka Kaczmarskiego. polecam również: Ks. Jacek Gniadek: „Każdy jest migrantem”. Władysław Panasiuk: „Ptak w koronie” i to: Jacek Kaczmarski: „Mury” do obrazu „Wiezień wolności” Mariusza Lewandowskiego

do posłuchania według kolejności w tekście: KrzykList do redakcji PrawdyBallada pozytywnaŚwiadectwoMłody lasNadzieja śmiełowska

Bassam Alemam - Trigger

Bassam Alemam – Trigger

Co niektórym się wydaje że skoro nie są zamknięci w obozach/więzieniach, i nikt nie dybie na ich życie pałą, dołkiem i odwróconym stołkiem to są wolni. Zwłaszcza jeśli mogą robić co chcą, gdyż uważają ten przywilej za istotę wolności, chociaż za tzw. komuny też robili co chcieli 🙂 (tyle że wtedy nie było to takie „modne” jak dziś). Na tym właśnie polega zwycięstwo dzisiejszego systemu który podobno „obalił komunę” – na przekonaniu u tzw. większości że niewolnictwo zostało zniesione. Tymczasem Niewolnictwo nie zostało zniesione ale znacjonalizowane! tj. „usystematyzowane” w sprawnie działającą maszynę autodestrukcji „nowoczesnego człowieka” (po ówczesnym go wykorzystaniu zwanym „ścieżką kariery do sukcesu”)… (Odys)

„…Nic siłą, nic przemocą, nic bezpośrednio. Zabieramy tylko tyle miodu, ile nie zauważą. Czynimy tak dlatego, że każdy osobnik Homo Sapiens ma własną, indywidualną piramidę potrzeb. Każdy chce realizować swoje cele. Jeśli mu się przy tej piramidzie potrzeb majstruje, to może się zbuntować, napsuć rzeczy wokół i jeszcze sobie i innym krzywdę zrobić. Mimo to gatunek dokonuje nieustającej ekspansji, zajmuje nowe przestrzenie, rozmnaża się…

 …To, że gatunek zajmuje przestrzeń i tępi wilki, wieloryby i mamuty, to oczywiście każdy jakoś na swój sposób rozumie i czuję się dumny będąc członkiem społeczności tak wszechwładnej, ale jednocześnie mamy świadomość, że te nowe-lepsze tereny zajmą konkretni osobnicy, a na te nowe-gorsze pognają batem resztę. Dlatego każdy, realizując swoją piramidę potrzeb, chce być bardziej w tych lepszych, niż w tych gorszych.

Piramidy potrzeb realizują zwierzęta. Żerują, kopulują, odpoczywają. Na przykład w warunkach optymalnych Homo Sapiens żre srogo, kopuluje i nic nie robi. Po prostu spędza całe dnie w grupie, milcząc lub coś opowiadając. Naprawdę tak żyją ludzie, jak mają właściwe warunki. Tacy nie wytwarzają żadnej mocy swobodnej – wytwarzają minimum, jakie potrzebują na podtrzymanie procesów życiowych.

Jednak my jesteśmy inni. Wytwarzamy olbrzymie nadwyżki mocy swobodnej – mamy szerszą piramidę potrzeb. Chcemy, pragniemy, pożądamy wszystkiego. Jesteśmy chciwi i zachłanni. Jesteśmy indywidualistami w grupie. Chcemy więcej, lepiej, szybciej. Jesteśmy wyjątkiem w świecie zwierząt – wytwarzamy olbrzymie nadwyżki mocy swobodnej, które pożytkujemy zmieniając świat zastany w narzędzia do zmieniania świata.

Pan Wojciech Cejrowski odwiedza ostatnie ludy, jakie są na etapie tych pierwszych narzędzi jakie w ogóle mieliśmy. To z tego etapu stworzyliśmy to wszystko, co nas otacza, aż po nanotechnologię. To wszystko zaczyna się od wyplatania koszyków i gładzenia kamieni. To jest właśnie skumulowana nadwyżka mocy swobodnej.

Celem korelatora w takiej sytuacji będzie kierowanie tej nadwyżki mocy swobodnej na ekspansję. Ale że trzeba skumulować olbrzymie ilości mocy, aby przebyć ocean (i może się to nie udać), to żaden pojedynczy osobnik się tego nie podejmie, ponieważ koliduje to z jego indywidualnymi potrzebami. Nie jest to w jego interesie, mimo że z korzystnego rezultatu jak najbardziej chciałby skorzystać. Taki dylemat więźnia.

Ten problem musi rozwiązać korelator. Trzeba to zorganizować tak, aby żaden indywidualny osobnik nie połapał się, że jest nadmiernie dojony z mocy i miał poczucie realizacji swoich potrzeb.

Pierwszy, wymieniony ustrój syntetyczny (zaplanowany, skonstruowany, wykonany) został przetestowany na podludziach i nie zadziałał. Wyciągnięto z niego pewne elementy do montażu u ludzi. Tylko ludzie się połapali, że to nie jest w ich indywidualnych celach i spadło wytwarzanie mocy. Więc nie są realizowane cele korelatora.

Trzeba w takiej sytuacji przestać kombinować z wymyślaniem ustrojów i ich testowaniem w naturze, tylko wziąć jakiś gotowy z natury i zastosować tak, jak się da. Musi być to ustrój generujący nadwyżki, zdolny do dalekiej ekspansji, adaptacyjny do warunków, gotowy na lokalne straty

…Obszary wiejskie – zbędne utrapienie z ludnością wykazującą wszelkie wady. Osiadli, zasiedzieli, z własnymi zasobami, prawie nic nie potrzebującymi od zewnętrznego świata, wytwarzającymi olbrzymie nadwyżki na potrzeby ludności i nieprzydatne w ekspansji. Usidla się ich kontyngentami, dotacjami, dopłatami do rolnictwa, paliwem dla rolnictwa, najróżniejszą siecią udziwnionych powiązań ubezpieczeniowych i wypieraniem upraw naturalnych (a nawet ekstensywnych) przez zmodyfikowane intensywne. Docelowo całkowicie zbędny archaizm.

Obszary miejskie. Najistotniejsze miejsca efektywnego wytwarzania nadwyżek przy najniższych kosztach (populacja skomasowana w klatkach, z szybkim i efektywnym dostępem do stanowisk pracy). Ludność pozbawiona przestrzeni do gromadzenia zasobów czy uprawiania korzystnego hobby (majsterkowania, mogą sobie pograć w piłkę, a najlepiej jakby grali na konsoli – nie trzeba im wtedy boiska). Docelowo ludność pozbawiona pojazdów (brak uprawnień do kierowania, pojazdy zajmują miejsce, parkingi, samo utrapienie) w środowisku z komunikacją publiczną, ograniczeniami ruchu i wypożyczaniem miejskich (kolektywnych) rowerów.

Obszary z kolejnymi zakazami poruszania się pojazdów spalinowych i promowaniem absurdów, opłat za parkingi, za drogi. Ograniczenia ruchu powoli izolują ludność miejską od wpływu złych, zewnętrznych wzorców. Obszar wykluczający rozrodczość – brak przestrzeni.

Celem tego obszaru jest wydajne i tanie dokładanie mocy swobodnej w sztucznym środowisku nastawionym na efektywne wykorzystanie zasobu biologicznego…

i jeszcze niech się cieszy, że jest w grupie egalitarnej młodych wykształconych z dużego miasta. A na starość do małego, spokojnego miasteczka, do instytucjonalnej umieralni. No i żeby nie marnował zasobów na potomstwo – w weekend ma się napić, odstresować z samicą bez rezultatu i do pracy w poniedziałek. Czas wolny w pracy (przerwy) odliczyć mu od czasu pracy, to posiedzi tam dłużej za tyle samo, a jeszcze do tego będzie w miarę wypoczęty

…najistotniejsza do regulowania jest dzietność. W gospodarce wytwarzającej nadwyżki i zapewniającej dziedziczenie środków bardzo korzystnym jest, aby do systemu dostarczać biedaków mogących rozpocząć wspinaczkę w drabinie społecznej, a usuwać zamożnych, którym nie ma już nic do zaoferowania bez zmniejszenia mocy swobodnej zabieranej na realizację jedynie słusznych projektów.

Ponieważ ustrój, gdzie takich zamożnych kułaków wywożono do lasu, się nie utrzymał, nowym rozwiązaniem problemu jest ograniczenie dzietności tak, aby nie miał kto pozycji społecznej dziedziczyć.

Dzietność można ograniczyć poprzez odsunięcie w czasie „właściwego momentu”, stawiając po drodze mapetowi targety (dom, lodówka, samochód, kariera), które osiągnie bądź nie w wieku, kiedy jego szanse rozrodcze będą statystycznie nieistotne. Co ciekawe 30 latki, jak jest za późno, chcą mieć dzieci i czasu im starcza na góra jedno (o ile jeszcze w ogóle mogą je mieć), natomiast 18 latkom (w krajach „rozwiniętych”) to nie w głowie.

„Pszczoła robotnica – samica pszczela o uwstecznionych narządach rozrodczych, przystosowana do wykonywania prac na rzecz rodziny pszczelej.”

Przytomnym ciągiem rozwojowym jest rozmnażanie Homo Sapków tam, gdzie robią to tanio – na peryferiach cywilizacji, gdzie nie ma dostępu do edukacji i narodzi się wielu bardzo zdrowych, przeczesanych przez warunki naturalne osobników. Nie zużywają do tego żadnych zewnętrznych zasobów, takich jak dzieci w krajach rozwijających się (konsola, własny pokój, rower) czy rozwiniętych (do tego jeszcze skuter, wyjazdy na narty, na ciepłe wyspy). Rozmnażać takich jest najtaniej. Nawet jak jest ich po kilkanaście na samicę, która może zacząć w wieku 13 lat i dożyć 30 – co zupełnie wystarcza i dalej nie kosztuje jej utrzymanie.

Rozsądnym następstwem jest transport tej ludności w różnych kierunkach. Młodych samców do małych miast terenów industrialnych (migracja w Chinach choćby), aby stanowili tam niewymagającą, tanią siłę roboczą, poświęcając się pracy przez kilkanaście godzin na dobę i eksploatując się biologicznie.

Oczywiście przymuszanie ich do takiej pracy nie daje rezultatów (spadek wydajności), więc muszą być motywowani własną piramidą potrzeb, a to będzie przede wszystkim zapewnienie sobie lokum (więc wywindujmy im ceny nieruchomości wysoko, ale tak żeby było to do spłacenia w okresie aktywności biologicznej) oraz potomstwa. Relacje w nowym miejscu nawiążą dopiero po jakimś czasie, jeszcze dłużej im zajmie stworzenie funkcjonalnej rodziny przy takim katorżniczym wyzysku biologicznym. W najlepszym wypadku taki robotnik będzie miał kilkoro dzieci. A zazwyczaj nie zapewni nawet zastępowalności.

Dzieci tego osobnika (czyli już trzecie pokolenie od wylęgarni) odziedziczą po nim mało warte lokum (choć pracował na nie całe życie), schorowanego lub umierającego rodzica, jakieś wykształcenie lepsze niż rodzic. I cel aby dzieciom żyło się lepiej – trzeba wspiąć się po drabinie społecznej dalej. Ale tych ludzi nie ma już o wiele więcej (najwyżej dwukrotnie więcej), niż przybyło z rejonu wysiedleń.

Ci osobnicy chcą porzucić to miejsce bytowania (a na ich miejsce już przybywają nowi z wylęgarni), aby polepszyć swój byt (wszak zdobyli jakieś wykształcenie) i ruszają prosto do wielkiego miasta…

„Zadaniem form płciowych jest rozmnażanie w kolonii, natomiast formy bezpłciowe wykonują prace służące utrzymaniu gniazda (kasta robotnic), działaniom poza gniazdem (kasta robotnic-zbieraczek) i obroną gniazda (kasta żołnierzy). U mrówek i pszczół kasta robotników to niepłodne robotnice (osobniki żeńskie), a w przypadku termitów są to zarówno niepłodne osobniki żeńskie jak i męskie.”

…brzmi znajomo? Reszta tu: zarobmy.se UstRÓJ

…konkluzja? Ta cała inżynieria została stworzona  przede wszystkim po to żeby „małpoludy” nie stały się samowystarczalne i nie zakłóciły tą swoją samorządnością „porządku” który polega na pasożytnictwie samozwańczych elit na całej reszcie uczestników rynku. Korporacje są tu niewątpliwą siłą napędową, a demokratyczne (koniecznie! bo to demokracja utrzymuje niewolników w poczuciu decydowania o własnym losie i daje mandat społeczny „ustawowym przedstawicielom”) rządy stwarzają korporacjom w majestacie tzw. „prawa” (tj. pod przymusem) stosowne warunki do żerowania na swoich „wyborcach”. Rządy służą też temu, żeby tych którzy produkują na własny użytek zmusić do uczestnictwa w systemie – tj. płacenia daniny za to że coś robią na własną rękę.

Typowe pasożytnictwo. No i system lubi/musi wiedzieć kto, jaki i gdzie kit z okien wydłubuje, a to po to z kolei żeby nie wyrosła mu pod nosem jakaś nowa i konkurencyjna wobec monopolu (korporacji) branża. Dlatego wrogiem człowieka są wszystkie rządy które zamiast zajmować się ochroną obywatela przed wyzyskiem, same w tym procederze uczestniczą pod płaszczykiem tzw. „sprawiedliwości społecznej”, która rzekomo ma na celu „opiekę państwa nad obywatelem” a w rzeczywistości kończy się ścisłą „opieką” nad zasobami które ten człowiek samodzielnie wytwarza – tj. pospolitą kradzieżą (w postaci coraz wyższych podatków i tzw. „składek” na cokolwiek i pod byle pretekstem zwanym często „interesem społecznym”). Człowiek obrabowany ze swojej sił nabywczej nie ma szans na samodzielny rozwój.

W związku z powyższym, można się pokusić o stwierdzenie że korpo dyktuje tempo przemian tzw. „prawa” w tzw. „państwie”. Nie zapominajmy jednak o tym, że w parlamencie siedzą i podnoszą za tymi wszystkimi ustawkami łapy konkretni ludzie, wybrani „w demokratycznych wyborach” spośród autochtonów a nie z zarządów międzynarodowych korporacji. To parlament a nie korpo ostatecznie wprowadza owo prawo nawet jeśli jest ono lobbowane, i to rząd wraz z podległym mu aparatem egzekwuje później wykonanie tego „prawa” w praktyce.
Wina złodzieja jest zawsze ewidentna, ale gdyby „lokaj” którego nieopatrznie zatrudniliśmy we własnym domu i daliśmy mu do niego klucze nie otworzył drzwi złodziejowi, to mógłby on co najwyżej zdechnąć pod drzwiami z głodu.
Z całą pewnością winę ponoszą parlamenty i „nasze” władze. Które na dobrą sprawę przysięgały służyć komu innemu a potem „pstryk” i traktat lizboński podpisany, „pstryk” i mamy CETA, itd.itp. Dopóki ci ludzie nie ponoszą za swoją działalność żadnej odpowiedzialności, to będą się pchać na poważne stanowiska różne szumowiny – choćby po to żeby się później wynająć korpo (o ile od początku nie są przez nie podstawieni)… (Odys)

podobne: Piotr Świder: Oda do wolności. Z dedykacją dla poszukiwaczy skarbów wolnego rynku. oraz: „Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć”… I choć podświadomie wiemy to wniosków nie wyciągamy, bo nie wiemy czego chcemy. O niewolnikach systemu. i to: Rzadkość zasobów w polemice z antyekonomią granic, dyskryminacji i importu. Nie samym chlebem żyje człowiek czyli o bogactwie i moralności. a także: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców) polecam również: Trzecia rewolucja technologiczna i ryzyko rosnącego bezrobocia w związku z rozwojem robotyki. Receptą na potencjalny kryzys uwłaszczenie (a nie „pomoc państwa”). Michalkiewicza debata o nierównościach. i jeszcze: Wolność a niepodległość. Czy Polska jest niepodległa a Polacy wolni?  oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

Alex Andreev - Lupus

Alex Andreev – Lupus

Obce lasy przemierzam, serce szarpie mi krtań!
Nie ze strachu – z wściekłości, z rozpaczy!
Ślad po wilczych gromadach mchy pokryły i darń,
Niedobitki los cierpią sobaczy!
Z gąszczu żaden kudłaty pysk nie wyjrzy na krok,
W ślepiach obłęd lęk chciwość lub zdrada!
Na otwartych przestrzeniach dawno znikł wilczy trop,
Wilk wie dobrze czym pachnie zagłada!

Słyszę wciąż i uszom nie wierzę,
Lecz potwierdza co krok wszystko mi:
Zwierzem jesteś i żyjesz jak zwierzę,
Lecz nie wilki, nie wilki już wy!

Myśli brat, że bezpieczny, skoro schronił się w las,
Lecz go ściga nie bóg! Ściga człowiek!
Śmigieł świst nad głowami, grad pocisków i wrzask,
Co wyrywa źrenice spod powiek!
Strzelców twarze pijane w drzew koronach znad luf,
Wrzący deszcz wystrzelonych ładunków!
To już nie polowanie, nie obława, nie łów!
To planowe niszczenie gatunku!

Z rąk w mundurach, z helikopterów
Maszynowa broń wbija we łby
Czarne kule i wrzask oficerów:
Wy nie wilki, nie wilki już wy!

Kto nie popadł w szaleństwo, kto nie poszedł pod strzał
Jeszcze biegnie klucząc po norach,
Lecz już nie ma kryjówek, które miał, które znał,
Wszędzie wściekła wywęszy go sfora!
I pomyśleć, że kiedyś ją traktował jak łup,
Który niewart wilczych był kłów!
Dziś krewniaka swym panom zawloką do stóp,
Lub rozszarpią na rozkaz bez słów!

Bo kto biegnie – zginie dziś w biegu!
A kto stanął – padnie gdzie stał!
Krwią w panice piszemy na śniegu:
My nie wilki, my mięso na strzał!

Ten skowyczy trafiony, tamten skomli na wznak,
Cóż ja sam? Nic tu zrobić nie mogę.
Niech się zdarzy co musi się zdarzyć i tak,
Kiedy pocisk zabiegnie mi drogę!
Starą ranę na karku rozszarpuje do krwi,
Ale póki wilk krwawi – wilk żyw!
Więc to jeszcze nie śmierć! Śmierć ostrzejsze ma kły!
Nie mój tryumf, lecz zwycięstwo – nie ich!

Na nic skowyt we wrzawie i skarga!
Póki w żyłach starczy mi krwi
Pierwszy bratu skoczę do gardła,
Gdy zawyje – nie wilki już my!

Jacek Kaczmarski – „Obława II”

Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.


Adam Wycichowski niewolnik - men in black

Adam Wycichowski niewolnik – men in black

„IPN przedstawił listę aktów oskarżenia, które prokuratorzy Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu skierowali w sprawie przestępstw i zbrodni popełnionych w czasie stanu wojennego. Łącznie skierowano 81 aktów oskarżenia przeciwko 136 osobom.

„Wielu z nich sądy jednak nie skazały, uznając, że część przestępstw jest przedawnionych, a niektórych sprawców objęła amnestia. Jeszcze inni – już nie żyją, a wielu przez lata skutecznie torpedowało próby wymierzenia im sprawiedliwości, choćby dostarczając zwolnienia lekarskie i nie stawiając się na rozprawy” – pisze IPN.

„Jerzy H. (…) działając wspólnie z dwoma oficerami SB znęcał się fizycznie i moralnie nad zatrzymanymi członkami Związku Zawodowego „Solidarność” w ten sposób, że bił ich pięściami i kopał po całym ciele, wykręcał ręce do tyłu, dusił zakładając na twarz maskę przeciwgazową z zablokowanym dopływem powietrza, porażał prądem elektrycznym, bił pałka milicyjną po rękach i stopach, groził pozbawieniem życia oraz znieważał słowami powszechnie uznanymi za obelżywe” – sąd pierwszej instancji uznał Jerzego H. winnym i skazał na 2 lata więzienia. Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok w mocy.

„Jan D., Julian K., Mirosław T., Henryk N. (…) będąc funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa (…) w ramach postępowań karnych prowadzonych przeciwko członkom NSZZ Solidarność znęcali się psychicznie i fizycznie nad zatrzymanymi w ten sposób, że w trkacie wielogodzinnych przesłuchań znieważali ich słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe, demonstrując broń palną grozili pozbawieniem życia, zadawali uderzenia pięściami, pałką milicyjną oraz kopali po całym ciele, przykuwali kajdankami za ręce i nogi do kaloryfera oraz zmuszali do stania bez odzieży w otwartym oknie przy kilkustopniowym mrozie” – sąd w stosunku do Jana D. i Henryka N. zawiesił warunkowo wymierzone kary, a Mirosława T. i Juliana K. skazał na rok i 8 miesięcy więzienia.

„Roman S. (…) będąc funkcjonariuszem Komendy Miejskiej MO w Toruniu (…) zadał zatrzymanemu Cezaremu M. i Mariuszowi G. kilkanaście uderzeń pałką milicyjną po nogach i plecach” – sąd umorzył postępowanie przeciwko Romanowi S. na podstawie przepisów o amnestii z 1989 r.

Setka oskarżonych przez Komisję uniknęła kary.

Nienależyte ukaranie winnych zbrodni popełnionych w stanie wojennym owocuje teraz mówieniem o „pewnej kulturze” tamtych wydarzeń oraz poczuciem bezkarności i dobrze pełnionego obowiązku wśród osób, które w mniejszym lub większym stopniu tych zbrodni się dopuszczały.”

(ipn.gov.pl, telewizjarepublika.pl – IPN rozlicza zbrodnie stanu wojennego. Szczegóły śledztw mrożą krew w żyłach!)

podobne: Stan wojenny był tragedią dla Polski, ale niektóre środowiska dalej robią sobie żarty gloryfikując komunistów. a także: „Układ zamknięty” znów dał głos – „rzeźnik z Trójmiasta” niewinny i jeszcze: 13 grudnia – Uśmiercona nadzieja bez winy, kary a więc i bez przebaczenia polecam również: Umarł obywatel Jaruzelski czyli… Trzy niezależne komentarze o „kondukcie przebierańców” (i coś od siebie) i to: Śledztwo w sprawie „śmierci nieustalonych osób” czyli… Prokuratura zabrania prof. Szwagrzykowi ekshumacji ofiar zbrodni komunistycznych (uwaga!) na wniosek samego IPN. oraz: Wspólny mianownik CETA, GMO, i Zbioru Zastrzeżonego IPN czyli o kosztach wojny między korporacjami jakie ponoszą społeczeństwa państw niepoważnych. O zgodzie między socjalistami. Jaką Polskę zostawimy przyszłym pokoleniom?

„…zdemaskowano Kiszczaka. Okazało się, że był to donosiciel i zdrajca, który szpiegował polskich żołnierzy w Londynie i pisał na nich różne brzydkie rzeczy. W portalu niezależna są nawet zdjęcia tych donosów i każdy może się przekonać, jak piękny, dojrzały i wrobiony charakter pisma miał ś.p Kiszczak. Lektura tych donosów doprowadza do białej gorączki komentujących, którzy, reagując niczym psy Pawłowa, piszą wyłącznie o tym czy Kiszczak był czy nie był człowiekiem honoru. To jest reakcja, którą zawsze łatwo wywołać i nie sądzę, by ktokolwiek, kiedykolwiek oszczędził nam tego wstydu. Nie to jest jednak najlepsze – oto w tekście opublikowanym przez niezależną pojawia się zdanie: Portal niezalezna.pl dotarł do kopii raportów Kiszczaka. Zawarta jest w nim sugestia, że zdobycie tych kwitów dokonało się przy nieprawdopodobnym wysiłku dziennikarzy, co nie jest prawdą, bo oni je po prostu dostali od Sławomira Cenckiewicza. Nie wiem po co więc pisać – dotarł i mijać się z prawdą, podkreślać własną zasługę, której nie ma, skoro można napisać – otrzymaliśmy od…i pozostać uczciwym…

Wszyscy wiemy, że jak ktoś mówi o swojej szaleńczej miłości do Polski, albo wyciąga patriotyczne gadżety i wkłada je sobie na łeb, na rękaw czy w spodnie, to na 99,9 procent jest oszustem. Ta jedna dziesiąta procenta zaś to grupka frajerów. Jeśli zaś idzie o skalę nieprawdziwych emocji zawierającą się w wartościach od 1 do 10 osiąga ów człowiek wynik 12, 5.

Mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją. Jeśli ktoś ma wątpliwości niech sobie przypomni na czym polega dziennikarstwo śledcze w praktyce. Polega ono na tym, że dziennikarze realizują polecenia tajniaków, od których dostają kwity i zdjęcia kompromitujące tego czy innego polityka. Można kompromitować martwych polityków – wtedy mamy do czynienia z dziennikarstwem śledczym tanim, albo żywych i wtedy mówimy o dziennikarstwie śledczym ekskluzywnym. Na takie właśnie wody chce się puścić Pacewicz, ale na razie ma 122, 5 tysiąca. W sam raz tyle, żeby przekupić Czuchnowskiego. Mówi nam pan Piotr, że na utrzymanie portalu OKO press potrzeba miesięcznie około 150 tysięcy…To jest poważna kwota i za pomocą jednej, dwukolorowej szmatki nie uda się jej zebrać. To jest jasne. Są jednak sposoby, które mogą pomóc w zebraniu takich pieniędzy. One już były wykorzystane z bardzo dobrym skutkiem, w czasach kiedy Piotr Pacewicz nosił swoją strajkową opaskę. Trzeba sobie, mianowicie, wpiąć w klapę maleńki wizerunek Matki Bożej, może być częstochowska, opcjonalnie Ostrobramska lub Kodeńska i latać z tym wszędzie, a także pokazywać się w telewizji i w nagraniach na YT. Sukces pewny. Zanim ludziska się zorientują, że coś jest nie tak, zdąży się uzbierać nowy zbiór zastrzeżony w IPN, no i forsa rzecz jasna. A potem znów będzie kogo demaskować. Okaże się – po latach – że ten Pacewicz to on wcale nie z miłości do Matki Przenajświętszej nosił jej wizerunek w klapie…że on chciał tylko te parę groszy uzbierać na swój portal OKO presss…Co za historia…całe szczęście, żeśmy go zdemaskowali i można wreszcie odetchnąć….Tak to szło, idzie i będzie szło nadal…Nie ma odwrotu. Nie ma siły, by ten obłęd zatrzymać. Nie ma też dobrej pointy…po prostu, na koniec, jak zwykle pozdrawiam wszystkich mocno i serdecznie.” (coryllus – Piotrek Pacewicz wpadł czyli dziennikarstwo śledcze)

podobne: Amber Gold czy OLT Expres? Taśmy Prawdy, Zastrzeżony IPN, Komorowski i Aneks do Raportu o WSI, TeWu i Teczki , Traktat Lizboński, katastrofa smoleńska i inne newerendingstory z których NIKT nie wyciąga wniosków (ani odpowiedzialności). Kryzys przywództwa i ruch oporu przeciwko niemu. oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia i to: Państwo prawa: Podjęcie procesu Kiszczaka ws. stanu wojennego. Akt oskarżenia ws. zabójstwa gen. Papały trafi do sądu. Nie będzie śledztwa w sprawie tzw. spisku generałów. Umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości raportu z WSI a także: Smołyń… czyli o sojuszach politycznych budowanych na „autorytecie” tzw. „ludzi kultury”. Jaką propagandą będą żyć Polacy po Wajdzie?

Andrzej Krauze - Zwycięstwo

Andrzej Krauze – Zwycięstwo

Ważne żeby się „pięknie różnić” poglądem na socjalizm z ludzką twarzą. Który z jednej strony reprezentuje legenda Kiszczaka z ekipą „ludzi honoru” (od mokrej roboty) a z drugiej legenda Gierka z ekipą „dobrej zmiany” (od ciężkiej roboty).
Mało kto kojarzy że druga ekipa bez zbrodni popełnionej przez tą pierwszą (co ustalono wspólnie w Magdalence) nie przetrwałaby na „rynku” ze swoją polityką społeczną. No i mamy kolejną odsłonę spektaklu. „Socjalizm tak, wypaczenia nie”. A że przy okazji ktoś oficjalnie i te parę groszy przytuli z dobrowolnej zbiórki to tylko utwierdzi zbiegowisko że widowisko jest AŁtentyczne. Zanim się zorientują że im obie grupy teatralne w tym czasie płaszcze w szatni przetrzepują będzie za późno. Bo to zawsze lepiej dla władzy rzucić pomiędzy ludzi jakąś niedogryzioną kość i patrzeć z bezpiecznej odległości jak się poszczególne gangi zabijają o pierwszeństwo, niż dać się złapać przez wściekły tłum na tym że się go łupie.
Sztuka pod tytułem „Bolek” już się przejadła, przez chwilę grany był Kiszczak, a ostatnio modni są UBecy (a w zasadzie ich emerytury). Za jakiś czas wyciągną innego bankruta albo trupa, i będą pomimo dzierżącej w rękach władzy absolutnej równie stanowczo jak dotychczas, ubolewać nad bezprawiem i niesprawiedliwością (oczywiście poprzedniego systemu) przy akompaniamencie skrywanego za wysokim kołnierzem chichotu tej dziś już tzw. „opozycji”. Jak śpiewał poeta:

„…nie pażywiosz lecz wiesz że Stalin był zły
i można już wszystko dziś zwalić na niego
A gdy dusza zatęskni do straconych dni
możesz o suchym pysku słuchać Wysockiego…”

Co się przy tym nieświadomi niczego wyborcy jednej i drugiej „strony” popodniecają to ich. Ważne żeby nikt się nie zorientował że popełnianie prawdziwych zbrodni na tym narodzie tak naprawdę niczym poważnym nie grozi, bo nie będzie innego finału dla „bijącego serca partii” jak kolejne nieudolne i od d… strony „rozliczanie”, w dodatku po raz kolejny na papierze (Co to jest „majątek państwa” i na co idzie siła polskich rodzin? O podatkach, składkach i reformach kosztem zdrowia i emerytury (nie tylko ubeckiej). Dygresja o żelazie czyli Polska drugą Japonią). Liczy się spektakl i wywarcie jak największego wrażenia na widzu/uczestniku, do czego służy m.in. „pion śledczy” IPNu i tzw. „dziennikarstwo śledcze” któremu jak widać zawsze ktoś coś doniesie. Dlatego tzw. „opozycja” czyli Zielone Ludziki z poprzedniego systemu będą sobie maszerować po ulicach, z kwikiem że się ich krzywdzi ujawniając wiedzę którą każdy zainteresowany posiada od dawna, a druga strona będzie udawać że to najkrwawsza z komun podnosi łeb, podczas gdy sama będzie realizować punkt po punkcie swój manifest polegający na doprowadzeniu programu partii do każdego stanowiska pracy – żeby złupić ciężko pracującego Polaka tak jak to swojego czasu robiła „prawdziwa” komuna, po drodze każąc mu robić różne rzeczy których normalny człowiek nigdy by nie zrobił gdyby nie zmuszono go do tego „prawem”, jak np. przymusowe szczepienia i obowiązek posyłania dzieci do pralni umysłów zwanej „szkołą publiczną” żeby jak to powiedziała Pani minister od „edukacji” „dzieci z systemu nie wyciekały”, o płaceniu coraz wyższych podatków i składek na ZUS nie wspominając. Przy okazji zamiast rozliczyć tę „prawdziwą komunę” za zbrodnie obrabuje się pozostałych przy życiu UBeków żeby ze wspomnianego „Zakładu Ubezpieczeń Społecznych” za dużo nie wyciekało, czemu każdy „prawdziwy patriota” jeszcze przyklaśnie choć sam nie zobaczy z tego ani teraz ani kiedy sam przejdzie na tzw. emeryturę (o ile dożyje) złotówki. Bo tu nie chodzi o sprawiedliwość, ale o to z czego wygadał się Pan Błaszczak (cytuję): „Świadczenia funkcjonariuszy SB będą takie jak ich ofiar. To jest właśnie zasada sprawiedliwości społecznej.” A kto tego jeszcze nie zrozumiał tłumaczę – wszystkim po równo czyli g…. bo tym się właśnie różni tzw. „sprawiedliwość społeczna” od „zwykłej” sprawiedliwości. Ktoś kiedyś powiedział że nie można zgwałcić prostytutki i było wiele poczciwego oburzenia wokół tego stwierdzenia że nie można. Tymczasem dziś okazuje się że można obrabować bandytę i że jest to jak najbardziej sprawiedliwe i moralne.

Dziś zatem (w kolejną rocznicę 13 grudnia pamiętnego roku) znowu nie będzie „Teleranka” i to wcale nie dlatego że jest wtorek. Będzie za to „Wilk i Zając” czyli i straszno i śmieszno. Śmieszno dla tego o czym był łaskaw trafnie napisać coryllus tu: „Czy jutro będzie teleranek?, a straszno dlatego że „prawa strona” która stoi tam gdzie stoi (a nie tam gdzie mówi że stoi) będzie z zimną satysfakcją spijać śmietankę swoich nieudolnych rządów, które od roku polegają na prowokacji cymbałów z komunistycznym rodowodem do jałowych kwików i marszów. Po to żeby biedni ludzie, w większości wyborcy „dobrej zmiany” (bo inni się nie liczą – takie są niestety realia wynikające ze statystki chodzących na wybory) nie widzieli jak ich Pan Morawiecki wpycha coraz bezczelniej w maszynkę (nie)zrównoważonego (niedo)rozwoju. Może przy okazji manifestacji puszczą komuś nerwy i padnie jakiś trup? Wtedy znowu będzie można przez kolejne miesiące zająć się czymś innym. Któż to wie. Bo nie o to chodzi by złapać króliczka… ale żeby owce nie zorientowały się że są strzyżone.

Nu pogodi! w nowej odsłonie – Ну, постривай! – 3 серія(Odys)

podobne: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki oraz: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? i to:  Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również:: Niezdrowe podniety nad szafami z trupami (z wykorzystaniem ofiary „Żołnierzy Wyklętych”) nie naprawią spuścizny Magdalenki i OS. PIS cierpi na KOD Bolka. Optymizm nie zastąpi nam Polski. i jeszcze: Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów  oraz: Od kłamstwa do przemocy czyli skutki nierozliczenia rewolucji – rehabilitacja komunistów a także: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu. polecam również: Prawo Bastiata i sprawiedliwość jako warunek pojednania (na podstawie lustracji w Niemczech). Tania łaska zamiast rozliczenia, Belka w oku PIS i frazesy o „dobrej zmianie” (Oficer „bezpieki” dostał ważne stanowisko w MSZ!) i jeszcze: Sumliński i patologie III RP. Sprawa ks. Popiełuszki sprawdzianem chęci rozliczenia PIS z PRL. Klątwa FOZZ i kompromisu z komuną

rys. Rafał Zawistowski

rys. Rafał Zawistowski

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. PIS odrzucił projekt ustawy o ochronie życia. Nieubłagany palec postępu wskazał na bezkarność (w drodze do deprawacji)


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Piąty października 2016 roku przejdzie do historii polskiego parlamentaryzmu. Oto posłowie PiS, powołujący się niezmiennie na nauczanie Kościoła i twierdzący, że to za ich rządów „dumna Polska wstaje z kolan” sprzeciwili się naukom Jana Pawła II i wyraźnie przestraszyli się manifestacji wulgarnych aborcjonistek i europejskiej lewicy. Oszukali swoich wyborców i zdradzili skazywane na śmierć dzieci.

Każdemu, kto obserwował dzisiejsze wydarzenia w Sejmie towarzyszyć musi uczucie ogromnego niesmaku. Cała Polska widziała bowiem, jak poseł PiS – pełniący tego dnia obowiązki przewodniczącego komisji sprawiedliwości – Andrzej Matusiewicz, w trybie niezgodnym z przepisami wykonywał polecenia przełożonych, którzy nakazali mu szybkie odrzucenie projektu. Regulamin Sejmu wskazuje wyraźnie, że zwołanie komisji musi nastąpić na trzy dni przed posiedzeniem – uczestników dzisiejszego posiedzenia jednak wezwano SMS-em na kilka godzin przed jego rozpoczęciem. Był więc to wyraźny wybieg, niezgody z sejmowym regulaminem, zorganizowany tylko po to, by odciąć się od projektu ustawy pod którym podpisało się ponad pół miliona obywateli – w miażdżącej większości wyborców PiS.

Po co PiS-owi ten mini-zamach stanu? Po to, by w Polsce nadal obowiązywał krwawy kompromis aborcyjny, zgodnie z którym wolno zabijać nienarodzone dzieci. Dziś na niby-posiedzeniu komisji sprawiedliwości fani polityki doświadczali prawdziwej uczty – na ich oczach bowiem cyniczni kabotyni z partii rządzącej próbowali na siłę odrzucić projekt, a opozycja na siłę… chciała pozostawić go w Sejmie, wyłącznie po to, by przez media wciąż przetaczał się antypisowski walec. Ludzie, którym bardziej niż polityczne gierki odpowiada katolicka moralność otrzymali dziś cios w plecy. Od ludzi, którym – nierzadko bezgranicznie – zaufali.

Z jakiego powodu rządząca „prawica” zadała cios milionom polskich katolików? Mamy uwierzyć, że przestraszyła się „Gazety Wyborczej”? Przecież pismo to szkaluje PiSowców z każdego powodu, a żaden jego czytelnik nigdy na tą partię nie zagłosuje, zakaz aborcji niczego by tu nie zmienił. Czyżby więc PiS przestraszył się wściekłych aborcjonistek ubranych na czarno? A może debaty w Parlamencie Europejskim? Takie są teraz priorytety Prawa i Sprawiedliwości? To feministki i europejscy neo-komuniści są autorytetami partii rządzącej? Czym więc różni się ona od Platformy Obywatelskiej czy .Nowoczesnej?

Wygląda na to, że prezes PiS wolał kultywować ulubionego świętego niejednego polskiego naczelnego katolika wśród polityków. Jaki to święty? Święty spokój. Jest ważniejszy niż spokój własnego sumienia polityków pozwalających na mordowanie niewinnych dzieci w majestacie prawa. Jednak posłowie PiS zapowiadali podczas pierwszego czytania w Sejmie, że poprą projekt. Występowali na mównicy, oklaskiwali projektodawców, głosowali za tym projektem. Oczekujemy więc, że nie zmienią zdania w przeciągu zaledwie kilkunastu dni, i mimo wszystko – skierują projekt do dalszych prac.

Żenującym wręcz kłamstwem są wypowiedzi prominentnych PiS-owców mówiących o tym, że odrzucili projekt antyaborcyjnej ustawy ponieważ są przeciwni karaniu kobiet. Aby nie karać kobiet, ale prawnie zakazać aborcji wystarczyło na jednym posiedzeniu komisji odrzucić jeden punkt tego projektu, a nie całą ustawę! To obrzydliwa hipokryzja posłów, którzy nagle odkryli, że rzekomo nie chcą karania kobiet, które zleciły zabójstwo swojego dziecka.

Posłowie PiS zapowiadają również, że będą pracować nad własnym projektem zakazującym aborcji, ale tylko tej eugenicznej. Znając ich możliwości zamierzają pracować nad nim co najmniej osiem lat, wszak wydaje im się, że są dla Polaków tak ważni, iż będą rządzić w nieskończoność. Tymczasem każdego kolejnego dnia w polskich szpitalach będzie się rozszarpywać na strzępy niewinne ludzkie istnienia, statystycznie trzy dziennie. Posłowie-katolicy! Nie musicie być winni tej krwi! Wystarczy, że zagłosujecie w zgodzie z własnym sumieniem – nie przeciwko obywatelskiemu projektowi, ale przeciwko zabijaniu dzieci! 

W przeciwnym bowiem wypadku za butę i spektakularną zdradę przyjdzie politykom rządzącej partii zapłacić. Pan Bóg bowiem wynagradza za dobre i karze za złe nie tylko poszczególnych ludzi, ale i całe narody. A obóz rządzący na każdym kroku coraz bardziej przypomina uwielbianą przez siebie sanację. Oni też za nic mieli moralność, i uważali się za pomazańców narodu, którym wolno sprzeciwiać się Bożym prawom. Koniec sanacji okazał się dramatyczny. Co najgorsze, dramatyczny nie tylko dla klasy panującej, ale i dla całego kraju.” (Krystian Kratiuk)

żródło: pch24.pl – Kto będzie winny tej krwi?

…co w zamian?

„…4 tys. złotych to zapisana w ustawie „Za życiem” wysokość jednorazowego świadczenia z tytułu urodzenia chorego dziecka. Rodziny mają ponadto otrzymać bardzo potrzebne dodatkowe wsparcie medyczne, rehabilitacyjne i psychologiczne. Ze smutkiem trzeba jednak stwierdzić, że PiS nie decydując się na zakaz aborcji i jednocześnie wprowadzając takie finansowe wsparcie, de facto wycenia życie niepełnosprawnych. Rządzący zdają się mówić: „4 tysiące za życie. 4 tysiące albo śmierć. Nie zabij, to zapłacimy. Potem załatwimy lekarza czy rehabilitanta bez kolejki. Ale jeśli uważasz, że pomagamy i płacimy za mało, to możesz zamordować. W porządku. Nie staniemy ci na drodze. Nie kiwniemy palcem, by chronić życie”.

To prawdziwe oblicze Prawa i Sprawiedliwości, formacji, która swoim programem wyborczym, deklaracjami przywiązania do wiary katolickiej oraz głosowaniami w poprzedniej kadencji przekonywała, że zakaz aborcji jest oczywistością i jedynie kwestią czasu. Tymczasem minął rok rządów „dobrej zmiany”, a posłowie nie tylko nie podjęli własnej inicjatywy, ale jeszcze w skandaliczny sposób odrzucili inicjatywę obywatelską, zasłaniając się teraz programem mizernego wsparcia finansowego dla rodzin z chorymi dziećmi.

To zadowala sprzyjających władzy dziennikarzy, zwanych niekiedy, o zgrozo, prawicowymi. PiSowskie media trąbią teraz na prawo i lewo o sukcesie, na wszystkie strony donosząc o spełnieniu obietnicy. Rządzący – owszem – obietnicę spełnili, jednak tylko tę złożoną w trakcie drugiego czytania obywatelskiej projektu ustawy Stop Aborcji, gdy inicjatywę wyrzucono do kosza. Obietnicę wprowadzenia „programów” i „pakietów” PiS złożył jednocześnie odrzucając rozwiązania, które wprowadzałyby pełną ochronę życia, realizowałyby program partii oraz obietnice złożone w poprzednich latach, także przed wyborami z roku 2015.

Mamy więc nad Wisłą, ponad rok od wyborczego tryumfu formacji obiecującej „dobrą zmianę”, zmianę żadną. W mocy pozostaje krwawy „kompromis aborcyjny”, na mocy którego w majestacie prawa rocznie morduje się ponad tysiąc dzieci…” (Michał Wałach)

źródło: pch24.pl – Ustawa „Za życiem” czyli „Kompromis Aborcyjny Plus”

podobne: Sprzedawczyki spod Lizbony zawłaszczają Kościół czyli… PiS udaje, że reprezentuje elektorat katolicki  i to: Dzień Świętości Życia i obywatelski projekt ustawy „Stop Aborcji”. „Jeden z nas” w Parlamencie Europejskim. Michalkiewicz: Papież Franciszek a kara śmierci. oraz: Mamo nie zabijaj mnie! (ani siebie)… O „bezkarności” aborcji. Madryt – manifestacja przeciwników aborcji. a także: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci. polecam również: Zabij „dzień po” bez recepty… „Nie o Mary Wagner” Dla Mary Wagner. i jeszcze: Zoll: propozycje zmian przepisów m.in. o aborcji przyjęto jednogłośnie

Istotą prawicy jest bowiem obrona naturalnego prawa moralnego, jako dobra wspólnego. Partia, która to odrzuca, przestaje być prawicowa, przechodząc na pozycje lewicowe.

PiS nie tylko stracił moralną wiarygodność, ale okazał się partią tchórzliwą, przestraszoną ulicznymi manifestacjami aborcjonistów. Okazał się partią niezdolną do walki z lewicowym zagrożeniem naszego kraju. Stracił polityczną i moralną wiarygodność. A posłowie, którzy zagłosowali za partyjną dyrektywą, udowodnili, że najważniejszym celem ich obecności w parlamencie nie jest dobro wspólne naszego narodu, a obrona własnych możliwości wyborczych. To partia, nie interesu narodowego, a interesu partyjnego, budowanego nawet za cenę życia dzieci nienarodzonych.

Jest rycerskim obowiązkiem bronić najsłabszych i bezbronnych. Dziś najbardziej bezbronną grupą są dzieci nienarodzone. I to ich zdradził PIS w imię utrzymania w przyszłości własnych mandatów poselskich. To obrzydliwe i tchórzliwe zachowanie jest niegodne przyzwoitych ludzi. Głosując za odrzuceniem projektu broniącego życia, stał się partią tchórzliwych i bezmyślnych obrońców systemu zezwalającego na mordowanie niewinnych dzieci. I dlatego PIS stracił rację swojego istnienia.” (Marian Piłka)

źródło: pressmania.pl – PIS stracił rację swojego istnienia

NIE ZABIJAJ i „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, czyli miłość względem bliźniego wyrażona w poszanowaniu każdego życia (począwszy od najbardziej bezbronnej jego fazy), to według środowisk lewicowych „szkodliwy radykalizm” i „fundamentalizm religijny”. Tymczasem to właśnie stosunek do życia pozwala określić z kim i z czym mamy w rzeczywistości do czynienia i nie da się tego zamazać „potrzebą/koniecznością polityczną”. Zwłaszcza kiedy ma się stosowną większość w parlamencie a naprzeciwko siebie jakiś lewacki margines, z którym jak pokazała praktyka obóz rządzący do tej pory nie liczył się w ŻADNEJ spornej kwestii, dopiero gdy przyszło do ochrony życia nienarodzonych władza postanowiła podkulić ogon i zwiać.
Mając do wyboru dotychczasowy „kompromis” i projekt który zakładał większą i uczciwie postawioną ochronę życia poczętego, obóz rządzący zdecydował się na polityczny „pragmatyzm” sprzeniewierzając się zasadom z którymi szedł do wyborów, oszukując tym samym tę część elektoratu który widział w nich partię katolicką. Odrzucając w „dziwnych okolicznościach” projekt Ordo Iuris z bandy zwykłych socjalistów (do niedawna „pobożnych”) PIS stał się bandą socjalistów bezbożnych. Bez szacunku już nie tylko do własności prywatnej, ale do czegoś o wiele ważniejszego – życia ludzkiego.
To są kwestie fundamentalne które ustawiają całą lewacką pragmatykę i ideologię w uprzywilejowanej pozycji jako „moralnych” zwycięzców. Kto nie szanuje życia w prostej konsekwencji wystawia się na konsekwencje braku poszanowania również w takich kwestiach jak zdrowie i własność. Na tzw. zachodzie widać te konsekwencje w całej ohydnej rozciągłości. Jeżeli ktoś uważa że ochrona życia ludzkiego to problem drugorzędny albo temat zastępczy, to powinien się mocno zastanowić nad swoim systemem wartości i po co/dlaczego jeszcze żyje… (Odys)

„…tzw. aborcja nie jest „tematem zastępczym”, jak tego znów próbowali ostatnio dowodzić niektórzy politycy i dziennikarze należący do „otuliny propagandowej” układu władzy. To jest kwestia pierwszorzędna – nie miejmy wątpliwości, że od stworzenia prawnej gwarancji bezpieczeństwa życia ludzkiego zależą losy naszego państwa. To jest, owszem, sprawa życia i śmierci, ale nie tylko tych najmłodszych z nas, jeszcze nienarodzonych, bezbronnych i niemogących nawet głosu zabrać w swojej obronie, to sprawa być albo nie być całego narodu. Dlaczego z wszystkich zdań wypowiedzianych kiedykolwiek przez Jana Pawła II do własnych rodaków to jedno okazuje się tak trudnie do zapamiętania: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości”?

Nie, stosunek do aborcji nie jest kwestią „opinii” – to jest kwestia faktów. Doprawdy, ileż razy można te mrożące krew w żyłach fakty przytaczać? Zanim wdamy się z kimkolwiek w teoretyczną dysputę, upewnijmy się, że każdy z dyskutantów wie, o czym mówi. Jest XXI w., są kamery, ultrasonografy i inne cuda, każdy może to sobie przecież wyszukać i obejrzeć w sieci. Nie udawajmy, że nie wiemy – tu chodzi o rozrywanie na kawałki żywych ludzi, a nie o żadne „usuwanie produktów zapłodnienia” czy „tkanki ciążowej”. Zresztą nawet jeśli ktoś udaje, że są w tej sprawie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to przecież właśnie wątpliwości powinny przesądzać na korzyść życia…

Ten sławetny „kompromis”, przypomnijmy, plasuje nas na poziomie cywilizacyjno-prawnym Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera. Tam również nie wolno było z mocy prawa dowolnie i legalnie zabijać wszystkich nienarodzonych dzieci – tylko niektóre. Jakie? Ano te skazane zaocznie i arbitralnie na śmierć przez konsylium lekarskie, a więc nie wyrokiem sądu ani nawet nie w trybie decyzji administracyjnej. Jeśli już nie sam koszmar tzw. zabiegu, to czyż arbitralność i nieformalność tych wyroków powinna budzić sprzeciw każdego legalisty. Ale jakoś nie budzi…” (Grzegorz Braun)

całość tu: Prawo do życia dla wybranych?

podobne: Prawo do życia a sumienie narodu, czyli… Aborcja w przekroju dwóch prezydentów

Warto przy okazji przypomnieć dziś twarde stanowisko Kościoła, którym ta pseudo katolicka partia wyciera sobie czerwoną gębę – Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji i to „Ksiądz profesor Guz: bezkarność to droga do deprawacji”Kościół rozwiązuje to prosto – Bóg Cię rozliczy. Nie jest w stanie egzekwować/narzucać w tym zakresie prawa cywilnego (zakazów i kar) bo nie posiada takich kompetencji. Nie od tego jest Kościół. Może jedynie napominać (co bezustannie robi), ewentualnie kapłan może nie udzielić indywidualnego rozgrzeszenia mordercy dziecka. Granie w tej kwestii (i nie tylko tej) Kościołem przez tzw. państwo, które dziwnym trafem penalizuje każdy jeden przypadek zabójstwa/morderstwa, ale mordercom nienarodzonych dzieci daje pewne przywileje jest zwykłą obłudą. To demoralizujący relatywizm nie tylko etyczny ale również prawny. Mowa jest o projekcie prawa cywilnego a nie reformie przykazań, więc niech się obłudnicy z PISu nie podpierają stanowiskiem Kościoła który prawa w Polsce nie tworzy. Dlatego rzygać mi się chce kiedy politycy podpierają się nauką Kościoła za każdym razem kiedy na swoim poletku uprawiają relatywizm moralny, i jeszcze bezczelnie twierdzą że kościół to pochwala. Jego stanowisko na polu ochrony życia poczętego jest od wieków jasne i niezmienne (patrz V przykazanie).

Poza tym nie jest prawdą że ten projekt nakazywał karanie kobiet – dopuszczano możliwość odstąpienia od karania. Tak jak nie nakazywał kobietom poświęcania życia dla nienarodzonego dziecka – dawał kobiecie wybór gdyby na szali było jej życie.

Tym samym zasłanianie się Kościołem przez obłudników z PISu to tylko i wyłącznie pretekst (a nie przyczyna) odrzucenia w sposób skandaliczny projektu Ordo Iuris i to ze strachu przed tymi którzy nie mają ŻADNEJ WŁADZY poza wulgarnym kwikiem na ulicy. Więc warto w ten sposób o tym mówić. Zasłanianie się Kościołem jako przyczyną własnego tchórzostwa i braku kręgosłupa uwłacza inteligencji słuchacza i opowiadającego… (Odys)

podobne: Efekt „państwa opiekuńczego” – rządowe dofinansowanie do grzechu. NFZ należy leczyć wolnym rynkiem a bezpłodność naprotechnologią. „Kult Świętego Spokoju” i „Kara śmierci za niezaradność” (o aborcji). oraz: Obłudnicy z „pseudoprawicy”

„…rewolucjoniści zaczęli rozgladać się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko padło na kobiety. Kobieta bowiem, wszystko jedno; ładna, czy brzydka, młoda, czy stara, mądra, czy głupia, biedna, czy bogata, kobietą być nie przestanie, a skoro tak, to trzeba tylko je oduraczyć, wmawiając im, że są nieszczęśliwe z powodu oprymowania przez męskie, szowinistyczne świnie, od których mogą wyzwolić je właśnie rewolucjoniści. Dlatego właśnie przed nimi trzeba rozłożyć nogi, dając przystęp do sanktuarium swego ciała – ale żeby potem nie odciągać ich od walki o świetlaną przyszłość, jakimiś burżuazyjnymi przeżytkami w rodzaju dzieci, czy rodziny, kobiety powinny uzyskać prawo mordowania własnych dzieci. W rezultacie rewolucjoniści będą mogli pławić się w pierwotnej niewinności, bo jużci – całe odium spadnie na wyzwolone panie, które w zamian dostaną makagigi w postaci „swobody wyboru”.

Część kobiet, zwłaszcza snobujących się na „postępowość”, temu duraczeniu chętnie się poddaje, dzięki czemu może być dodatkowo wykorzystana w charakterze mięsa armatniego. No i właśnie RAZWIEDUPR, który pracowicie wykonuje zadanie zlecone przez centralę BND, by dostarczyć Naszej Złotej Pani jak najwięcej argumentów uzasadniających zastosowanie wobec Polski przewidzianej w traktacie lizbońskim „klauzuli solidarności”, do spółki z żydowską gazetą dla Polaków, zmobilizował damską agenturę do proklamowania 3 października ogólnopolskiego „czarnego protestu” w obronie „wagin” i „macic” przed złowrogą penetracją ze strony nieubłaganego palca reżymu. Pani Krystyna Janda, która – jak się okazało – ma za sobą aborcyjne epizody, wyraża nadzieję, że „czarny protest” doprowadzi do sparaliżowania całego kraju, aż się reżym „zadziwi i zlęknie” i porzuci swoje zbrodnicze knowania. Dzięki temu kobiety będą mogły mordować nie tylko dzieci jeszcze nie narodzone, ale i wszystkie inne – bo dlaczegóż właściwie mielibyśmy sobie żałować? Im dziecko starsze, tym więcej miejsca zajmuje w naturalnym środowisku i w ogóle – sprawia więcej kłopotów, więc logika nakazywałaby nie zatrzymywać się w pół drogi, tylko za jednym zamachem pójść na całość. Jak słusznie zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, wyrywanie zęba po kawałku jest bez sensu; trzeba go wyharatać za jednym zamachem, a wtedy ból szybko mija i jest gites tenteges. On co prawda wspominał o tym przy okazji ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, ale to bez znaczenia, bo ważniejsze, że myśl raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Nieubłaganym palcem

„…Pretekstem jest – jakże by inaczej – „swoboda wyboru”, której jednak kobiety milcząco odmawiają ludziom bardzo małym. Ciekawe, że pan Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka, nawet nie ośmielił się pisnąć słówka protestu. Widać ktoś starszy i mądrzejszy musiał mu doradzić, by nie wtykał nosa w nie swoje sprawy, a wtedy , za uposażenie uzyskiwane z tytułu piastowania tej operetkowej synekury, będzie mógł spokojnie wypić i zakąsić jeszcze przez kolejna kadencję – być może aż do emerytury. Otóż zgłaszane ze strony tych kobiet żądanie przyznania im prawa decydowania o życiu i śmierci osób, które nie są oskarżane o żadne przestępstwa, a jedynym powodem zagrożenia ich życia jest okoliczność, iż ich egzystencja akurat koliduje z czyimiś projektami lub interesami, świadczy o gwałtownym wzroście skłonności zbrodniczych w środowisku tak zwanych „kobiet wyzwolonych”…

…zgłaszane obecnie przez część kobiet żądanie przyznania im prawa decydowania o życiu ludzi bardzo małych, na pewno nie jest z ich strony ostatnim słowem. Skoro prawdziwą przyczyną jest okoliczność, iż egzystencja tych bardzo małych ludzi staje w kolizji z projektami lub interesami kobiet, to przecież ludzie więksi, na przykład – już urodzeni albo nawet wyrośnięci, mogą zagrozić projektom lub interesom wyzwolonych kobiet w stopniu jeszcze większym, niż ludzie w fazie prenatalnej. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak wyzwolone kobiety zażądają przyznania im prawa decydowania o życiu również tych pozostałych kategorii osób. Skoro uważają za słuszne, sprawiedliwe i pożądane przyznanie im uprawnienia do pozbawiania życia osób bardzo małych, to w przypadku zgody na aborcję, trudno będzie odmówić zgody na mordowanie przez nie ludzi już urodzonych, a nawet dorosłych…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Czyżby Lombroso wszystko przewidział?

„…Obserwując zachowania i wypowiedzi uczestniczek „czarnego protestu” można by odnieść wrażenie, że nie potrafią one zauważyć związku przyczynowego między rozłożeniem nóg przed przygodnym partnerem, a późniejszą ciążą. Taki brak spostrzegawczości przypisywany był kiedyś Dajakom z wyspy Borneo, którzy nie potrafili uchwycić związku przyczynowego między spółkowaniem a narodzinami dziecka. Teraz, kiedy rewolucja seksualna dotarła już nawet pod takie strzechy, Dajakowie pewnie już takie rzeczy wiedzą – za to praktyczne wyzwolone panie – już chyba tę umiejętność zatraciły. Z zagadkowych powodów utrzymywane są w tej ignorancji przez wyszczekanych Żydów w rodzaju pana Jana Hartmana, który agitował je do uczestnictwa w „czarnym proteście” pod pretekstem, że Jarosław Kaczyński próbuje wkładać im rękę „w majtki”, by swoim nieubłaganym, faszystowskim palcem penetrować im „waginy”, a nawet „macice”. Jaki interes Żydzi mają w ekscytowaniu głupich gojek przeciwko nieubłaganym palcom – trudno zgadnąć – chyba, że przyjmiemy, że o głupie gojki chodzi im wyłącznie w tym aspekcie, by przerobić je na mięso armatnie, które będą mogli rzucić przeciwko bastionom znienawidzonej łacińskiej cywilizacji. Ta żydowska intencja wychodzi naprzeciw identycznemu pragnieniu ubeckich dynastii, które też nienawidzą, nie tylko łacińskiej, ale w ogóle każdej cywilizacji, jako że swoje korzenie wywodzą jeśli nie od bolszewików, to od bandytów, dla których wszelka cywilizacja jest zjawiskiem nienawistnym. Warto zwrócić uwagę, że z tego punktu widzenia Żydzi, ubowcy i wiele kobiet musi znajdować się na zbliżonym poziomie intelektualnego rozwoju, skoro najpierw uwijają się wokół destrukcji podstaw cywilizacji łacińskiej, a kiedy już doprowadzą do jej kryzysu, strasznie się dziwują, że pali się nimi w piecach, albo harapem zagania do haremów „pod czujną eunucha straż”. Ale skoro można ćwiartować ludzi bardzo małych, to dlaczego nie – dajmy na to – Żydów i to nawet już wyrośniętych?..” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Operacja polska przyspiesza

Zasady moralne są jak grawitacja, pozostają niezmienne od ludzkich podskoków. Oczywiście tylko dla tych co w nie wierzą i są gotowi stawać w ich obronie. Ci zaś co nie wierzą w uniwersalność i trwałość owych zasad mogą sobie reklamować relatywizm, kompromisy, „pośrodkuprawdę” (choćby środek w gównie leżał) i co tam jeszcze im „wolna wola” podpowiada. „Róbta co chceta”… a nawet więcej róbta, tylko nie mieszajta do tego Boga i katolicyzmu że „zawodzi”, bo tam nie ma miejsca inną ideologię i indywidualne poprawki. Tylko nie płaczta potem że się sodoma i gomora szerzy skoro „kompromis” jest wart tyle samo co wierność prawdzie. To jest właśnie rzeczywistość podeptania „nierzeczywistych” zasad. Od udawania że jest inaczej, i że każdy ma „prawo do swojej prawdy” nikt się lepiej nie poczuje, bo o człowieczeństwie i o zgodzie z samym sobą decyduje coś zupełnie innego. Dopóki ludzie sobie tego nie uzmysłowią będzie tylko narastała frustracja i kult „ludzkiej ułomności”, „kompromisu” dla „świętego spokoju”, aż wszyscy (każdy dla siebie) zaczną dla tego „spokoju” realizować swoje „pomysły na życie” nie oglądając się na innych.
Taki plan ma tzw. „lewica”, która „z ustawy” już od dawna wypina się na obiektywne zasady (jak prawo naturalne) wielbiąc „kompromis” i udając że każdy ma prawo do swojej „prawdy”. Skutki tej utopii widać gołym okiem. Najpierw sankcjonuje się brak szacunku (albo „warunkowy”) dla życia ludzkiego, gdzie wszyscy mają być zadowoleni ze „zgody” i „mądrego kompromisu”, a potem następuje ryk, kwik, oburzenie i zdziwienie kiedy ktoś siłą i bez pytania o zgodę głównych zainteresowanych wprowadza w życie inżynierie społeczne i biologiczne. Nie dziwcie się jeśli władza ma gdzieś waszą własność czy zdrowie skoro godzicie się na to by o życiu decydował „kompromis” ze śmiercią . Tam gdzie nie ma zasad, albo gdzie nikt ich nie broni nie oczekujcie sprawiedliwości, porządku ani nawet szacunku.

Połamanie zasad jest jak zniszczenie grawitacji. Człowiek przestaje mieć kontrolę nad swoim życiem i może tylko dryfować zgodnie z wolą tego komu tę kontrolę oddał…(Odys)

podobne: Po debacie w „Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na „patriotyzm” i „konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. a także: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS polecam również: Narada szczurów czyli… Pamięć Kaczyńskiego przed i po „głosowaniu nad prawdą” wołyńską.

„…Skoro już zdecydowaliśmy się na śmiałe przełamywanie anachronicznych konwenansów, to trzeba by również zmodyfikować zakres ochrony innych wartości – na przykład – wolności i własności. Dlaczegóż to wolność, czy własność miałaby być bardziej chroniona prawem, niż życie? W końcu zarówno wolność, jak i własność są pochodnymi egzystencji, więc skoro wchodzimy na drogę likwidacji ochrony życia to nie ma co się trząść ani nad wolnością, ani nad własnością. Wyobraźmy sobie tylko, ileż cierpień, a być może nawet dolegliwości natury medycznej, powoduje niemożność natychmiastowego odbycia stosunku płciowego z upatrzoną damą tylko z powodu konieczności respektowania jej kaprysów, nie wiedzieć czemu awansowanych do rangi „prawa wyboru”? Skoro człowieka bardzo małego bez ceregieli takiego prawa pozbawiamy, to dlaczego mielibyśmy nabożnie respektować uroszczenia jakiejś klempy? Niech nie marudzi, tylko w podskokach rozkłada nogi. Podobnie z właścicielami. Któż to widział, by jeden miał całą fabrykę gwoździ, a drugi żeby nic nie miał? Jak jeden ma całą fabrykę gwoździ, to i drugi niech ma całą fabrykę gwoździ, a jak jeden nie ma nic, to i drugi niech nie ma nic. Tak właśnie tłumaczył mi zasady sprawiedliwości społecznej mój przyjaciel z dzieciństwa, pięcioletni Henio Zielski z Markuszowa. Za sprawą „czarnych dam” chyba się wreszcie tego doczekamy…” (Stanisław Michalkiewicz)

źródło: Cudna woń społecznej sprawiedliwości

podobne: przestroga feministki oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. a także: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm.

wopako85 grafika

wopako85 grafika

Ciemnogród w postępowej gazecie? Ks. Tischner udzielił Wyborczej „wywiadu”… zza grobu.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Wszyscy pamiętają scenę z filmu „Potop”, kiedy Kmicic przybywa do Lubicza i tam rozpoczyna się pijaństwo, takie prawdziwe, ostre pijaństwo, z gwałceniem niewiast i strzelaniem do portretów przodków. Wydaje się, że nic nie zmityguje uczestników i porwą się oni na wszelkie szczyty oraz osiągną wszystkie możliwe dna, jakie człowiek pijany może osiągnąć. W jednym momencie jednak przychodzi opamiętanie. Oto jeden z uczestników libacji chce wznieść toast za zdrowie osoby dawno nieżyjącej. Na to inni wołają z oburzeniem – co ty? Zdrowie nieboszczyka pijesz?! No właśnie – są granice, których, jak pisała dawno temu Zofia Nałkowska, przekraczać nie wolno.

Komu nie wolno, temu nie wolno. Powiedzcie dziennikarzom gazowni, żeby nie pijali zdrowia nieboszczyków, a ofukną Was tylko. Jak któryś będzie miał dobry humor, powie, że im akurat wolno, a reszta ma siedzieć cicho i trzymać gęby na kłódkę. Jak pewnie już wszyscy wiedzą, gazownia przekroczyła kolejny Rubikoń, wyemitowano wywiad z księdzem Tischnerem, który gada o Smoleńsku. Ja niestety, z racji zbytniego obciążenia obowiązkami, straciłem umiejętność finezyjnego szydzenia z absurdów, ale spróbuję napisać coś tak po prostu, bo mam przeświadczenie, że trzeba.

Nie ma to jak wykreować sobie całkowicie fikcyjny autorytet, wmówić w siebie samego, że jest to sama moc i potem kazać mu gadać po śmierci. To jest coś jak Golem, ale gorsze, bo na ulicę wyjść nie może. Możne jednak udzielać odpowiedzi, co było do okazania. W piosence Jacka Kaczmarskiego zatytułowanej „Mimochodem” jest taka fraza – swego boga za słomianą szarpią brodę….I to jest ów moment, gazownia zaczęła szarpać za słomianą brodę swego boga, którego wcześniej pracowicie kreowała przez wiele lat. Katolicki ksiądz – Józef Tischner został obsadzony w roli pogańskiej wyroczni, która orzeka o wypadkach jak najbardziej współczesnych. Sybilla w koloratce normalnie. Do wieszczenia już tylko jeden krok, do wieszczenia za opłatą dwa. I to akurat może się przydać, bo ja pamiętamy odebrano gazowni możliwość czerpania z budżetu państwa. Przynajmniej oficjalnie, bo w to, że im odebrano tak naprawdę i wszystko to ja łatwo nie uwierzę. No, ale ksiądz Tischner to tylko wstęp. Poczekajcie na to co się będzie działo jak umrze Michnik. Oby mu Pan Bóg dał jeszcze długie lata i ze sześcioro dzieci. Tam za nim już jest jednak kolejka młodzieńców, z których każdy szykuje się na jego miejsce. Latka lecą, Adam uporczywie żyje, a im włosy wypadają i oczy zachodzą mgłą. Jak temu nieszczęsnemu Karolowi, który może i liczył na koronę po matce, ale sam już nie pamięta kiedy to było. Ile można czekać? I tu znowu wracamy do wódki i innej piosenki Kaczmarskiego – po marzeniach przyszła kolej na dziewczyny oraz łyk, co pozwolił nam zapomnieć o czekaniu. No właśnie, jeden łyk, drugi, trzeci i w końcu któryś wstał i mówi – to może, kurna, ożywimy Tischnera? Że kogo? – Smoleński na to. – Tischnera mówię przecież wyraźnie. – A po co? – Niech powie, że w Smoleńsku nie było zamachu. – A po co? – Jak to ku…a „a po co”? Żeby wszyscy uwierzyli, że nie było! – I tak nie uwierzą….No, ale my się mniej będziemy nudzić…czekając aż Adam odwali kitę…” (coryllus – Słomiana broda księdza Tischnera)

„… już Aleksander Fredro wkłada w usta Rejenta Milczka sentencję, że „nie brak świadków na tym świecie”, a kropkę nad „i” w powieści „Kariera Nikodema Dyzmy” stawia adwokat konsystorski, któremu Nikodem Dyzma powierzył prowadzenie sprawy unieważnienia małżeństwa Niny Kunickiej z grandziarzem i hochsztaplerem Kunickim, który tak naprawdę nazywał się „Kunik”. Na spostrzeżenie Dyzmy, że niektórzy świadkowie już nie żyją, adwokat pyta, czy Dyzma naprawdę uważa, że wydobycie zeznań zza grobu powinno kosztować taniej? A któż lepiej od funkcjonariuszy „Gazety Wyborczej” może wiedzieć, jak się takie zeznania wydobywa? Przecież na takich właśnie relacjach opiera się jeśli nie cały, to w każdym razie znaczna część „przemysłu holokaustu”, a w Stanach Zjednoczonych – o czym sam mogłem się przekonać – w miarę upływu czasu pojawia się coraz więcej tak zwanych „świadków historii”, którzy na obstalunek zeznają, co tylko trzeba. Podobnie zresztą było i w Polsce za pierwszej komuny, o czym w swoim „Dzienniku 1954” wspomina Leopold Tyrmand. Oto podczas jakiegoś zjazdu rewolucjonistów z całego świata zasłabł grecki rewolucjonista Apostologs Grozos. Do hotelu sejmowego, gdzie rewolucjoniści kwaterowali, wezwano tedy doktora Dobrzańskiego, który próbował się z pacjentem porozumieć w różnych językach: a to po angielsku, a to po francusku, ale bez skutku. Próbował też po rosyjsku, ale Grek w obecności ubeckiej nadzorczyni o manierach ruskiego generała, po rosyjsku też nie rozumiał. Wezwano tedy rewolucjonistkę z Argentyny, co znała wszystkie języki świata. Zagadała ona do Greka w narzeczu, które doktor Dobrzański, nawiasem mówiąc, z pierwszorzędnymi „korzeniami”, pamiętał z przedwojennych Nalewek. Zrobił pacjentowi zastrzyk i pożegnał go życzliwym: „a giten cześć!” Okazało się, że „Grek” jest uczestnikiem tzw. „cyrku Stalina”, w którym żydowscy absolwenci komunizmu z ulicy Gęsiej lub Smoczej w Warszawie, przedstawiają, a to argentyńskich peonów, a to bohaterskich Malajów. Sama z nimi wygoda; takiego jednego z drugim peona, czy Malaja całymi tygodniami trzeba by uczyć, jak ma nawijać, podczas gdy tubylczy absolwent komunizmu chwyta mądrości etapu w lot. No to dlaczego on nie ma być świadkiem? Okazuje się, że za sprawą żydowskich migracji, stalinowskie wynalazki znakomicie przyjęły się i sprawdzają również w Stanach Zjednoczonych!

Ksiądz Tischner został przez funkcjonariusza „Gazety Wyborczej” przesłuchany na okoliczność katastrofy smoleńskiej i nie trzeba chyba dodawać, że rozsmarował złowrogiego Antoniego Macierewicza na podłodze. Taki wywiad może być pośrednim dowodem na istnienie życia pozagrobowego, nawet jeszcze lepszym od tych, które co i rusz odkrywa judeochrześcijański portal „Fronda”, bo tam podają jakieś mgliste poszlaki, a tu proszę – świadkuje nam sam ksiądz profesor Tischner we własnej osobie! Ale nie o to przede wszystkim chodzi, tylko o to, że na potrzeby ostatecznej rozgrywki z rządem, Wojskowe Służby Informacyjne mobilizują wszystkie rezerwy. Nie tylko partyjnych, ale i bezpartyjnych, nie tylko niewierzących, ale i wierzących, nie tylko żywych, ale nawet umarłych!” (Stanisław Michalkiewicz – WSI mobilizują nieboszczyków)

Swoją drogą to ciekawe że medium podające się za chorążego postępu i co rusz racjonalizujące podejście Polaków do kwestii takich jak wiara w życie pozagrobowe samo wywołuje ducha, i to nie byle kogo bo księdza katolickiego żeby przeprowadzić z nim wywiad (spirytystyczny).  🙂 (Odys)

podobne: Tajne przez poufne: „Resortowe dzieci” czyli „Kto go rodził?” oraz: Urzędowe „autorytety”, czyli o agentach kłamstwa dzięki którym „łatwiej umrzec niż myślec”. i to: Profesjonalizm dziennikarzy, czyli… a także: Stanisław Michalkiewicz: „Wchodzimy w etap konfrontacji” czyli kto dla kogo mosty pali. Spadek sprzedaży Wyborczej i „inwigilacja” Durczoka.

Dinozaur (martwi, żywi)

Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Czy Polska, pozbawiona przez ostatnie dwa stulecia podmiotowości i skazana na egzystowanie jako strefa buforowa pomiędzy Niemcami a Rosją, jest w stanie wybić się na niepodległość, stając się przywódcą bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej? Czy może zrealizować się nowa koncepcja Międzymorza, którego liderem byłby właśnie nasz kraj? Czy budowa projektu politycznego na kształt dawnej Rzeczypospolitej, który mógłby zapewnić wolność, stabilność i bezpieczeństwo pokaleczonym narodom doświadczonym straszliwie przez totalitaryzmy XX wieku, nie przerasta aby naszych możliwości?”.

Poniżej zestaw kilku artykułów w których poszczególni autorzy starają się spojrzeć na faktyczną sytuację Polski, zwracając uwagę na kierunki w których powinna szukać korzystnych dla siebie rozwiązań geopolitycznych, a jako uzupełnienie lektury: Wykład Michalkiewicza: „Quo vadis Polsko?”/Referat Brauna oraz: Radosław Pyffel: Polska & Chiny – kto, jak i kiedy skorzysta na współpracy?

Świat stał się multipolarny, w którym Ameryka jest niekwestionowanym najsilniejszym mocarstwem, ale już nie hegemonem globalnym, jakim pozostawała po zakończeniu „zimnej wojny”. Obecnie nie da się sprawować dyktatury geopolitycznej przy pomocy lotniskowców, jak to miało miejsce w przypadku Jugosławii. Jednak istotą tej „erozji” jest wzrost siły Rosji…

Zauważmy, że większość krajów Europy Zachodniej nie podziela istnienia militarnego rosyjskiego zagrożenia, jak Polska, a raczej opowiada się za balansem równowagi sił między Rosją a NATO. Nie chcą, aby wzrost napięć militarnych hamował współpracę we wszystkich dziedzinach. Niemcy są zdecydowanym przeciwnikiem budowy i rozbudowy baz wojskowych w Polsce. Dlatego właśnie szef polskiej dyplomacji wskazał Wielką Brytanię jako pierwszego sojusznika w Europie – kraj o podobnie silnym nastawieniu rusofobicznym, który podziela polską wizję bezpieczeństwa europejskiego oraz będący naszym ważnym sojusznikiem w dotychczas podejmowanych decyzjach w NATO. Wielka Brytania to też główny przedstawiciel Ameryki w Unii Europejskiej.

Dla naszej „dalekosiężnej polityki wschodniej” potrzebne są właśnie takie stosunki z Ameryką, jakie posiada Wielka Brytania. Są to najbardziej sojusznicze stosunki, jakie Stany Zjednoczone posiadają w świecie i takie relacje minister W. Waszczykowski chce uzyskać dla Polski…

…Należy sądzić, że montowany układ sojuszniczy USA-Wielka Brytania-Polska ma stać się tym „silnym aktywem międzynarodowym”, które zapewnią Polsce na forum Unii współkształtowanie „dalekosiężnej polityki wschodniej”. Wzmocnieniem „polskich aktywów międzynarodowych” ma być zaproponowany projekt „utworzenia regionalnego sojuszu opartego na Grupie Wyszehradzkiej”. O tym projekcie w 2012 roku mówił: „podmiotową pozycję (Polski) można odbudować przez odzyskanie roli rzecznika interesów państw regionu, odrestaurowanie intensywnej współpracy z państwami nordyckimi, bałtyckimi czy Grupą Wyszehradzką. Prócz podjęcia wysiłków na rzecz zbudowania autonomicznego regionu (np. karpackiego) w naszej części UE. Przez powrót do roli wiarygodnego promotora europejskich ambicji państw bałkańskich i wschodnioeuropejskich. Przez powrót do polityczno-wojskowej i gospodarczej, zwłaszcza w dziedzinie energetyki, współpracy z USA”.

Przy tego rodzaju pomysłach warto zdawać sobie sprawę, że „budowanie autonomicznego regionu w naszej części UE”, to nic innego, jak harce na obrzeżach unii, które sprawiają dla centrum w Brukseli poważne kłopoty wobec wcześniej wymienionych wyzwań, rozsadzających integralność Unii.

Minister W. Waszczykowski chce „odzyskać podmiotowość polskiej polityki zagranicznej”, ale nie mówi, jakimi aktywami dysponuje. Wygląda na to, że chce je uzyskać przez sojusznicze relacje w układzie USA-Wielka Brytania-Polska, które faktycznie jeszcze nie istnieją. Postrzega ten sojusz, jako strategiczną siłę, zwróconą przeciwko Rosji. Jedyne jednak, co Polska może wnieść do takiego sojuszu, to politykę wymierzoną przeciwko Rosji. Trudno tu mówić o jakiejś podmiotowości, raczej o byciu narzędziem amerykańskiej geopolityki, której częścią jest rywalizacja z Rosją. Tym samym nasze bezpieczeństwo uzależniamy od geopolitycznych relacji na linii Ameryka-Rosja, na które nie mamy wpływu. Warto tu przypomnieć chińską maksymę „nie wchodzę do gry politycznej, jeżeli nie posiadam właściwych dla niej aktywów”.

Uzależniamy nasze bezpieczeństwo od geopolitycznej gry Ameryki, której znaczna część interesów znalazła się już nad Morzem Chińskim. To tam rozgrywają się obecnie geostrategiczne interesy USA, nie w Europie. Taka lokalizacja może wymusić powstanie porozumienia rosyjsko-amerykańskiego w sprawie Ukrainy, zaś przy proponowanej polityce W. Waszczykowskiego, która jest faktycznie polityką niszczenia solidaryzmu politycznego Unii, Polska w rezultacie może znaleźć się w „szarej strefie”…(Wojciech Domosławski)

całość tu: Niebezpieczna utopia w polskiej polityce zagranicznej

„…III RP jest państwem słabym, znajdującym się w strefie wpływów dwóch mocarstw euroazjatyckich i dlatego – satelickim. Zrozumienie tego stanu rzeczy utrudnia fakt, że nie istnieje jedno centrum władzy politycznej a także to, że część mocarstw starannie skrywa swoje hegemonialne dążenia. Polska leży na peryferiach Zachodu, który, jak zauważa Immanuel Wallerstein, nie ma jednolitego centrum politycznego. Stąd nie podlegamy wpływom jednego mocarstwa, lecz wielu. Na dodatek zależność od niektórych państw przeceniamy, a od innych ledwie dostrzegamy.

…Dominacja gospodarczo-polityczna Niemiec w regionie jest dominacją z upoważnienia Stanów Zjednoczonych. Już w 1989 r. w Waszyngtonie zdecydowano, że w zachodniej części Eurazji Niemcy sprawować będą przywództwo w imieniu USA. Taki był sens amerykańskiej koncepcji „partnerstwa w przywództwie” (partnership in leadership). Wówczas politycy nad Potomakiem byli świadomi ograniczoności zasobów amerykańskiego imperium i dlatego zdecydowali się tworzyć taki układ równowagi, w którym część mocarstw by im podlegała i w ich zastępstwie reprezentowała ich interesy w określonych regionach świata. Niemcy przykładnie wpisują się w realizacje tego strategicznego paradygmatu. Co istotne dzięki współpracy euroatlantyckiej ich globalna waga się powiększa.

Waszyngton i Berlin nie obnoszą się ze swoją współpracą w przywództwie, albowiem od dawna elity polityczne obu państwa deklarują, że polityka równowagi sił i koncert mocarstw to generalnie złe praktyki na arenie międzynarodowej. Manifestowanie ich miałoby negatywny wpływ na wizerunek obu państw. Z tego też powodu „partnerstwo w przywództwie” jest nad Wisłą zazwyczaj niedostrzegane. Zresztą polskie elity polityczne nigdy nie grzeszyły zbytnim zmysłem politycznego realizmu. Dlatego wygodnie im wierzyć w ideologię amerykańskiego przywództwa, które rzekomo na celu tylko i wyłącznie zaprowadzenie dobra, pokoju i dobrobytu na świecie.

Nasza zależność od Rosji jest tematem tabu. Zupełnie nie mieści się w głowach naiwnych Polaków. No bo przecież skoro Zachód, czyli Amerykanie i Niemcy walczą niestrudzenie o wolność i demokrację na arenie międzynarodowej, to na pewno nas obronią przed „imperium zła” oraz nie pozwolą, aby w naszym regionie mogło ono realizować swoje nieczyste interesy. O, sancta simplicitas! Zapominamy, że dla Stanów Zjednoczonych największym koszmarem nie jest wcale odbudowa imperium przez W. Putina, ale jakikolwiek scenariusz dezintegracji postimperialnej Rosji. Wywołałoby to ogromną destabilizację w Eurazji i groziłoby tym, że część ogromnego arsenału jądrowego wpadłaby w niepowołane ręce. Trzeba więc robić wszystko, aby temu zapobiec. Gdyby w grę wchodziło sprzedanie interesów państw środkowoeuropejskich, to z pewnością uznane by to było w Waszyngtonie za niewyśrubowaną cenę. Rozumie to Berlin i dlatego współpraca Niemiec i Rosji trwa w najlepsze. Wspólnym, sztandarowym projektem obydwu mocarstw jest zmonopolizowanie handlu surowcami energetycznymi w naszej części Europy. Służyć temu ma m.in. rozbudowa gazociągu Nord Stream. Jej celem jest utrzymanie uzależnienia naszego regionu od rosyjskiego gazu. Obydwa mocarstwa mają też nadzieje, że gazociąg ten zablokuje powstanie nowego gracza w regionie, czyli Polski.

Najbardziej paradoksalny jest fakt, że to właśnie polskie elity polityczne mimo werbalnej wrogości wobec Rosji od lat wspierają dominację Moskwy na środkowoeuropejskim rynku surowców energetycznych. Jesteśmy jednym z jej najważniejszych klientów, ponieważ prawie całość importowanego gazu i ropy pochodzi właśnie stamtąd. Od roku 1993 wiąże nas umowa z Rosją na dostawy gazu ziemnego i jeśli jest ona renegocjowana to z reguły na gorsze dla nas warunki. Jest ona wymownym świadectwem faktu, że rządzący naszym krajem establiszment torpedował wszelkie posunięcia dywersyfikacyjne, aby utrwalać zależność od Rosji. Takie są niestety fakty.

W Polsce nie rozumiemy, dlaczego tak często mocarstwa zachodnie przedkładają interesy „barbarzyńskiego” imperium kosztem swych mniejszych sojuszników. Zapominamy o regułach koncertu mocarstw, które polegają na tym, że kraje mniejsze i średnie stanowią rodzaj łupu mocarstw. Ich przydatność sprowadza się do tego, że mocarstwa na ich koszt zawierają miedzy sobą kompromisy

…Tisze budziesz, dalsze jedziesz – mówi znane rosyjskie przysłowie. Zamiast krzyczeć, że zamierzamy prowadzić politykę wymierzoną w interesy Niemiec i Rosji, a potem bezradnie przyglądać się temu, jak Berlin i Moskwa skutecznie blokują nasze inicjatywy, lepiej skupić się na realizacji konkretnego przedsięwzięcia. Są bowiem takie dziedziny, w których autonomiczna polityka zagraniczna jest możliwa. Taką okazję daje polityka energetyczna. W jej wypadku nasze geopolityczne położenia, które z reguły było przekleństwem, okazuje się być wielką szansą. Ze względu na swoje centralne położenie Polska może być samodzielnym graczem na europejskim rynku surowców energetycznych, przede wszystkim gazu ziemnego. Chodzi o to, aby mogła dysponować nadwyżkami gazu, które następnie sprzedawałaby z zyskiem…” (Krzysztof Rak)

całość tu: Polska dyplomacja – między mirażem potęgi, a pokusą appeasementu.

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

„…Polska i Węgry współpracują skutecznie w ramach polityki bezpieczeństwa NATO. Razem rozbudowują infrastrukturę gazową i nadal bronią się przed ambitną polityką klimatyczną. Schodząc jednak do konkretów, coraz więcej różni nasze nacje. Kością niezgody jest stosunek do Moskwy, z którą Orban flirtuje, by grać na nosie Komisji Europejskiej. Chociaż spotkanie z Kaczyńskim zapowiada być może współpracę w opieraniu się Komisji razem z Polakami, ci potrzebują Brukseli do obrony przez projektami Moskwy, jak Nord Stream 2 i dezintegracją polityki wspólnotowej: partykularyzmami w Europie Zachodniej w relacjach z Moskwą, próbami rewizji polityki sankcji. W przeciwieństwie do Węgrów, którym na sankcjach nie zależy, a na Nord Stream 2 mogą się zgodzić pod pewnymi warunkami, Polacy mają wiele do stracenia na utracie posłuchu w Komisji Europejskiej, która do tej pory wspierała nas w wyżej wymienionych kwestiach.

Romantyczny sojusz Polski i Węgier przetrwał setki lat. Rośnie także popularność idei Międzymorza, czyli współpracy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mało kto dziś wspomina, że u jej gruntu leży właśnie antyrosyjskość, promocja ruchów wyzwoleńczych, czyli swoistych Majdanów, i rozpruwanie Imperium po szwach narodowościowych. Takiego Międzymorza nie poprą współczesne Węgry i wiele nacji regionu, którym zależy na dobrych relacjach z Rosjanami.

Przekuwanie sojuszu polsko-węgierskiego w pragmatyczną współpracę będzie tym trudniejsze, im bardziej rozchodzić się będą te kraje w podejściu do integracji europejskiej i stosunku do Rosji. No chyba, że czeka nas Budapeszt w Warszawie i rewizja polskiej polityki zagranicznej na kształt zmian wprowadzonych przez Wiktora Orbana na Węgrzech. Tu jednak stanie na przeszkodzie antyrosyjski rys polityki Kaczyńskiego. Zmiana linii byłaby trudna do zaakceptowania także z punktu widzenia elektoratu partii Prawo i Sprawiedliwość podnoszącej wciąż kwestię niewyjaśnionych przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, brat-bliźniak Jarosława. Z tego względu Orban może być dla niego taktycznym „bratankiem”, ale prawdopodobnie nie zostanie nowym, strategicznym „bratem”.” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kaczyński, Orban – dwa bratanki? 

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i to: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? a także: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę.

„…Gdybym miał w obrazie odmalować ówczesną tragedię polityczną Kraju, przedstawiłbym naród w postaci pochodu, który z pieśnią na ustach, na przemian męczeńską i triumfalną, gnany jest przez siepaczy hitlerowskich w przepaść bolszewicką, a po bokach kroczące szpalery „autorytetów” konspiracji, pilnujących z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł.” – pisał Mackiewicz.

Jakkolwiek „siepaczy hitlerowskich” zastępują dziś szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele, a „przepaść bolszewicka” ma być zaledwie koleiną, wytyczoną politycznym „georealizmem” – obraz nakreślony przez pisarza powinien przerażać swoją aktualnością.

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski, wkracza obecnie w kolejną fazę, w której Rosja i Niemcy mogą liczyć na wsparcie eurołajdaków i pełną współpracę ze strony „elit” III RP. Projekt Prusy Wschodnie – utrzymywania za wszelką cenę otwartej granicy z Kaliningradem, jest symbolem trwałości nowego przymierza i już dziś prowadzi do reaktywacji historycznych demonów. Z kolei, „awans” udzielony jednemu z wysokich przedstawicieli reżimu dowodzi, że cały aparat unijny zostanie zaangażowany w utrwalenie obecnego status quo i będzie zabiegał o utrzymanie Polski w orbicie Moskwy i Berlina.

W ostatnich latach przynajmniej kilkakrotnie mogliśmy dostrzec prawdziwe intencje „wolnego świata”. Entuzjazm, z jakim na Zachodzie powitano zwycięstwo wyborcze Platformy, w roku 2007 i 2011, nie wypływał przecież z troski o polskie sprawy i nie był efektem wysokiej oceny przymiotów politycznych i intelektualnych przedstawicieli rządu Tuska. Podkreślano przede wszystkim, że pragmatyzm nowej władzy pozwoli poprawić relacje z Rosją i wygasić „polską rusofobię”. To dlatego, natychmiast po tragedii smoleńskiej pojawiły się na Zachodzie głosy nawołujące do pojednania polsko-rosyjskiego, zaś niemieckie media nie ukrywały, że „napięcia pomiędzy Polską a Rosją oznaczają dla Berlina kłopoty”. Życzliwość komisarzy i polityków Zachodu, a w szczególności serdeczności Angeli Merkel, mają bardzo konkretny wymiar. W równym stopniu dotyczy on świadomości, że reżim III RP jest tworem wyjątkowo słabym i podatnym na unijne naciski, jak przekonania, że nie będzie on przeciwstawiał się Rosji ani tworzył przeszkód w realizacji polityki pojałtańskiej.

Warto sobie uświadomić, że po roku 1939, 1945 i 1989, kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.

Byłoby fatalnie, gdyby Polacy odrzucili tę lekcję historii.

Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że postawę Zachodu wobec Sowietów/Rosji wyznaczyły słowa Churchilla o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Tym diabłem był wówczas Stalin, mający obronić Europę przez Hitlerem-szatanem. Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko diabłu, będzie odtąd wrogiem cywilizowanej Europy. Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” stanowił naturalną kontynuację tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad szatanem totalitaryzmu i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność moralnego usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem, nie byłaby możliwa, albo co najmniej utrudniona. Dzięki niej, dokonano rozgrzeszenia hańby „ładu jałtańskiego”, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.

…Wprawdzie historia przyznała rację Mackiewiczowi i obnażyła cynizm i nielojalność aliantów, to przecież pisarza skazano na zapomnienie i marginalizację. Tryumf zaś święcą mitomani, deliberujący o „zwycięstwie Polski w II wojnie światowej” oraz umacnianiu sojuszu z państwami Zachodu. Niezależnie – czy mówią dziś o „zakopywaniu Polski aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”, czy postulują „pogłębianie integracji europejskiej i budowanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej” – reprezentują tę samą sektę utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.

Trzeba wielkiego zaślepienia, by po doświadczeniach zaborów, wojen i 50-letniej okupacji – nie dostrzec klęski podobnych koncepcji.

Ich twórcy, nie tylko nie wierzą w potencjał Polaków i możliwość zbudowania silnej państwowości, ale porażeni własną niemocą, uczynili z naszego położenia geograficznego, najtrwalsze kajdany. Bo jeśli nie „współpraca” z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie „zbliżenie” z Zachodem, to moskiewski jasyr.

Przekleństwo georealizmu będzie nam ciążyć tak długo, jak długo dajemy wiarę, że Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle. cdn.” (Aleksander Ścios całość tu: NUDIS VERBIS – 1 Diagnoza)

podobne:  „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.

„…w roku 2013, po kilkuletniej przerwie spowodowanej „resetem” dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, Stany Zjednoczone powróciły do aktywnej polityki w Europie Wschodniej. Polska ponownie trafiła pod amerykańską kuratelę i ponownie podjęła się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, co objawiło się w postaci postępowania, polegającego na żyrowaniu przez Polskę w ciemno wszystkiego, co zrobią tamtejsi Umiłowani Przywódcy w rodzaju Arszenika Jaceniuka. Piotra Poroszenki, czy największej osobliwości w postaci Michała Saakaszwiliego. Kontynuacją tego było zadeklarowanie kijowskim dygnitarzom przez pana prezydenta Dudę 4 miliardów złotych pożyczki, żeby mogli sobie jeszcze przez jakiś czas z czego pokraść. Już mniejsza o to, w jaki sposób pan prezydent uzbiera taką sumę („nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” – śpiewała Izabela Trojanowska), bo ważniejsze jest pytanie, czy jesteśmy skazani na bęcwalstwo, czy też z powrotu USA do aktywnej polityki w Europie Wschodniej Polska mogłaby uzyskać jakieś korzyści?

Skoro Polska już podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to byłoby bardzo niedobrze, gdyby tę rolę odgrywała za darmo – jak to było za prezydenta Kaczyńskiego. Polska – po pierwsze – powinna uzyskać od Stanów Zjednoczonych zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę żadnych nacisków w sprawie realizacji tak zwanych „roszczeń majątkowych”, jakie Żydzi wysuwają wobec naszego nieszczęśliwego kraju, a po drugie – że ponieważ Polska, wychodząc naprzeciw amerykańskim oczekiwaniom i podejmując się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, siłą rzeczy stała się państwem frontowym, to oczekiwalibyśmy, że USA potraktują Polskę tak samo, jak traktują inne państwo frontowe, to znaczy Izrael. W praktyce chodziłoby o finansową kroplówkę w wysokości 4 mld dolarów rocznie, plus udogodnienia wojskowe, z jakich korzysta Izrael. I jedna i druga sprawa ma żywotne znaczenie z punktu widzenia polskich interesów państwowych i uważam, że władze polskie powinny starać się uczynić z tego probierz jakości stosunków amerykańsko-polskich. Postępowanie przeciwne oznaczałoby polską zgodę na instrumentalne traktowanie naszego państwa, a byłoby niedobrze, gdyby politycy amerykańscy przyzwyczaili się, że Polskę nie tylko można, ale tak właśnie trzeba traktować.

Wprawdzie sojusz amerykańsko-polski ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego (polega on na tym, że jeśli jeden sojusznik traci niepodległość, to drugi może nawet tego nie zauważyć), ale o ile tej egzotyki nie możemy wyeliminować z uwagi na okoliczności obiektywne, to przecież możemy ją zmniejszać przez odpowiednie postępowanie, w którym również Polonia amerykańska mogłaby oddać Polsce wielką przysługę. Warto zwrócić uwagę, że zapowiedzi rozlokowania m.in. na terenie Polski amerykańskiego wojska „w sile brygady pancernej”, czy urządzenie tu amerykańskich magazynów ciężkiej broni, to nie to samo. Ani bowiem te wojska nie będą podlegały polskim władzom, tylko będą wykonywały rozkazy przywódców amerykańskich, ani broń tu zmagazynowana nie będzie mogła być wykorzystana przez Polskę bez zgody jej właścicieli. Dlatego Polska jest zainteresowana modernizacją WŁASNYCH sił zbrojnych, które nie tylko stanowią element sił zbrojnych NATO, ale w dodatku są rozlokowane na wschodnim skraju obszaru obrony Paktu Atlantyckiego. Ich wzmocnienie leży zatem w interesie wszystkich członków NATO, a jednocześnie wychodzi naprzeciw polskim interesom państwowym. I tylko takie zgrywanie interesów Paktu Atlantyckiego z polskimi interesami państwowymi pozwoli Polsce na uzyskiwanie korzyści z faktu uczestnictwa w NATO.

Obecne podróże pani premier Beaty Szydło, prezentowane przez życzliwą państwową telewizję jako dyplomatyczna ofensywa, stwarzają dobrą okazję do zastanowienia się nad jeszcze jedną sprawą, a mianowicie – powrotem do Heksagonale – jednak uzupełnionego i poprawionego…

…Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię – a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej – protektora. O tym właśnie pisał m.in. we wspomnianym artykule Jan Nowak-Jeziorański – że „ze Stanami Zjednoczonymi na czele”. Brak tego protektora sprawił, że Niemcy z łatwością tę inicjatywę storpedowały i próżnię polityczną, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji stamtąd sowieckiego imperium, zaczęły wypełniać poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której były niekwestionowanym politycznym kierownikiem. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej. Wydaje się, że obecna sytuacja sprzyja powrotowi do tamtej – ale uzupełnionej i poprawionej – koncepcji. Polska polityka zagraniczna uzyskałaby wtedy perspektywę szerszą niż dotychczasowe zadaniowanie starych kiejkutów – a to byłaby niewątpliwie „dobra zmiana”. (Stanisław Michalkiewicz – Szumią morza trzy)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  polecam również: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu  oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…Kacper Kujawski: Czy uważa pan że w obecnych realiach geopolitycznych jest realne utworzenie intermarium – ta perspektywa jest ostatnio trendem w myśli amerykańskiej polityki zagranicznej jako osłabienie tandemu Rosja – Niemcy.

Nie tylko realne, ale i docelowo konieczne. Rzecz w tym, kto będzie tym międzymorzem rządził? Czy będzie to rzeczywista reaktywacja Wielkiej Rzeczypospolitej (czego nieodzownym momentem musi być podniesienie Korony polskiej), czy też ukonstytuowanie się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” od Odessy, Konstancy i Kiszyniowa do Wrocławia i Szczecina – ? Uwaga: sytuacji nie ułatwia fakt, że to drugie będą nam zapewne sprzedawać właśnie w opakowaniu propagandowym „polityki jagiellońskiej” – wmawiając przy tym naiwnym słuchaczom, że jej istotą jest rzekomo „wielokulturowość”. Pamiętajmy więc, że „wielokulturowość”, owszem, w sensie respektowania staropolskich reguł nieingerencji państwa w sprawy prywatne: „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Ale co innego sprawy publiczne, w których rządzić będą albo zasady cywilizacji łacińskiej wywiedzione z katolickiego personalizmu, albo kolektywistyczny trybalizm.

Wszelkie przymierza, ma się rozumieć, muszą być oparte na wspólnocie interesów. Róbmy więc dobre interesy z kim się tylko da. Zastrzegam, że moje suygestie nie zakładają gwałtownego zrywania jakichkolwiek kontaktów, które już działają. Ale trzeba wszystko widzieć we właściwych proporcjach. Warto np. zauważyć, że jeśli już o interesy chodzi, to np. z USA mamy wymianę handlową na tym samym poziomie, co z Belgią – więc, z całym szacunkiem, nie tu jest klucz do naszego wzrostu gospodarczego. Gdzie go zatem szukać? Przede wszystkim: znieść żelazną kurtynę, którą pod dyktando UE i USA utrzymujemy na naszej wschodniej granicy – należy do tego dążyć ze wszystkich sił, a przemawiają za tym wszelkie względy ekonomiczne i geostrategiczne. Mówiłem o tym wielkokroć, nie powtórzę tu kompletnej argumentacji – ale w najbliższym otoczeniu to Białoruś (!) jest ostatnim otwartym jeszcze dla nas oknem możliwości. Jeśli mamy kiedyś doprowadzić do nowego otwarcia w kontaktach z Moskwą – to właśnie via Mińsk. Oczywiście prezydent Łukaszenka musiałby najpierw zobaczyć, że ma w Warszawie z kim rozmawiać – co po latach odrzucania wszelkich ofert z jego strony i retransmitowania przez nas na Wschód demokratycznego frazesu nie będzie wcale takie oczywiste. Oczywiście jest Budapeszt. Ale trzeba budować dłuższą oś: droga do Mińska wiedzie być może przez Ankarę z jednej, a Sztokholm z drugiej strony. Aby obronić nasza suwerenność musimy szukać wyjścia z pułapki geopolitycznej w jakiej tkwimy od stuleci. Pilnie należy zacząć wykorzystywać wszelkie możliwości w relacjach handlowych z Chinami. Obsługa europejskiej końcówki „nowego szlaku jedwabnego” to wspaniała perspektywa – nic dziwnego, że wszyscy inni chcieliby czerpać z tego profity (to nb podstawowa współczesna przesłanka koncepcji „kondominium” na naszym terytorium)…” (Grzegorz Braun, całość w wywiadzie dla Polskiego Piekiełka)

„…Projekty Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji (AIIB) stały się punktami uwagi dla praktycznie wszystkich krajów na świecie. Nowy Jedwabny Szlak doskonale wpisuje się również w koncepcję Międzymorza w Europie Środkowo-Wschodniej… 

Nowa koncepcja skupia się przede wszystkim na Ukrainie, Białorusi i Litwie, jako hubie łączącym Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym i praktycznie całkowicie pomija Polskę oraz Rosję. W takim układzie, rozwiązanie to najbardziej uderza jednak w interesy Polski. Ukraińska megalomania umieszcza ponownie dzikie pola w sercu Europy zapominając, że dla Chin priorytetem jest wymiana handlowa z Europą, a nie z państwami byłego ZSRR. Następstwem takiego procesu jest z kolei apel ukraińskich władz o większe zaangażowanie Niemiec i Chin w procesy gospodarcze na Ukrainie oraz wsparcie rozwoju infrastruktury. Nie trzeba tutaj dużej wyobraźni, aby zrozumieć, że historia zatacza tutaj właśnie duże koło i niedługo może się okazać, że perspektywa współpracy Niemcy-Rosja-Ukraina-Chiny będzie wyjątkowo kusząca dla nowych władz Ukrainy…

…Bardzo ciekawa jest ukraińska koncepcja połączenia Nowego Jedwabnego Szlaku z państwami Unii Europejskiej. Nie biegnie ona bowiem, jak dotychczas przez Lwów do Polski, lecz na północ w kierunku Białorusi. Prowadzi przez Mińsk i Wilno aż do litewskiego portu w Kłajpedzie. Jest to właśnie wschodni projekt Międzymorza bez udziału Polski. Historycznie rzecz ujmując – jest to powstanie Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzięki wsparciu Chińskiej Republiki Ludowej), w jego pierwotnych granicach, czyli od Bałtyku i Żmudzi przez Galicję Wschodnią aż po Odessę. Pierwsze sygnały dotyczące takiej koncepcji już wiele lat temu wysyłał Aleksander Łukaszenka.

Koncepcja ta, w której Ukraina staje się hubem, komplikuje teoretycznie eksport do Unii Europejskiej. Jednakże projektantom nie zabrakło tutaj wyobraźni. Pojawiły się nawet delikatne sugestie, że w najbliższym czasie możliwa jest również zmiana granic na Pomorzu oraz Śląsku. Ukraińcy wskazują, że póki co – na Ukrainie nie ma sił politycznych nawołujących do zwrotu Lwowa do Polski – natomiast w Polsce działa liczna partia „Autonomii Śląska”, której celem jest „powrót do Niemiec”. Nie będę tutaj oceniał ile jest w tym kłamstwa, a ile prawdy, lecz uznam, że bezsporny jest fakt, iż prowadzenie „polityki historycznej” i rewizjonistycznej, to broń, która ścina w obu kierunkach. W realnej perspektywie rozpadu Unii Europejskiej takie mechanizmy polityczne oraz kolorowe rewolucje wspierane z zewnątrz – powinny być szczególnie poważnie potraktowane. Ewentualne zmiany geopolityczne miałyby nastąpić w okolicznościach rozpadu Unii Europejskiej, co stawiałoby gospodarkę Niemiec w centrum nowego układu sił w Europie Zachodniej. Nowe granice i nowy rozkład linii transportowych umożliwiałby nie tylko połączenie drogą morską, lecz również drogą lądową od Wilna do Kaliningradu oraz w kierunku Hamburga.

Nie jest to niestety pierwszy objaw ukraińskiej megalomanii i nacjonalizmu, gdzie punktem odniesienia dla interesów Ukraińców jest współpraca ukraińsko-niemiecka, kosztem dobrych relacji z Polską. Z tych koncepcji wynika bowiem jasno, że Ukraina przedkłada współpracę z Niemcami i Białorusią z całkowitym pominięciem Polski(Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Ukraina proponuje Międzymorze bez Polski

podobne: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło  a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.

„…Anglia nie ma wiecznych wrogów, ani wiecznych przyjaciół, ale za to ma wieczne interesy. Polacy też mają swoje interesy i właśnie od ich respektowania zależy nasz dobrobyt i samo istnienie. Ale te interesy trzeba jasno wyartykułować.

pytanie USA czy Chiny jest zasadne – pod warunkiem zachowania własnej podmiotowości. Ktoś powie, że to pomylony pomysł, bo interesy USA i Chin się wykluczają, a my jesteśmy zbyt słabi. To prawda, że wykluczają, ale nie na terenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, która oddziela Niemcy od Rosji. Tę ścianę, lub współcześnie – mur, chcą zbudować Amerykanie i Chińczycy. Jeżeli Niemcy oficjalnie piszą o polsko-amerykańskiej zmowie, to musi ona już mieć realne kształty. Ponadto działania polskiego rządu wskazują na takie poparcie. I niezależnie od politycznej opcji należy „kuć żelazo póki gorące”. Jak mawiał Piłsudski, stwarzać fakty dokonane.

Przy tak zarysowanym planie musi pojawić się pytanie, jaką cenę ma takie poparcie? Do czego więc Polacy się zobowiązali wobec Amerykanów, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w polityce nic nie ma za darmo. A skoro tak jest, a interes Amerykanów i Chińczyków na terytorium Polski pokrywa się z naszym, to może warto przyjąć propozycję chińską 16+1 i w ten sposób wzmocnić swoją pozycję przetargową wobec nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej, ale również wobec Rosji i Niemiec, a także samych Amerykanów i Chińczyków.

…Oczywiście takie rozwiązanie będzie budziło opór Rosjan, Niemiec, ale również i USA. Ale z Amerykanami to nie my powinniśmy negocjować, lecz Państwo Środka, które jest zainteresowane wzmocnieniem Europy Środkowo-Wschodniej – oczywiście dla swoich celów. Ale te cele, warto przypomnieć, że w wyjściowej pozycji pokrywają się z naszymi. Dlaczego nie mamy skorzystać z okazji i wejść na drogę ku lepszej Polsce, tym bardziej, że w amerykańskiej świadomości dyplomatycznej już żyje wizja Polski, jako lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Stworzył ją Stratfor, prywatna agencja wywiadu George’a Friedmana. Siła tej koncepcji będzie zależała od siły poparcia państw tego regionu.

Polska chcąc obronić swoją godność i wolność, musi wcześniej wejść w odpowiednie sojusze odporowo-obronne i wyłonić z siebie elity na odpowiednim poziomie, które potrafią myśleć po polsku, wyczuć odpowiedni moment i zastosować odpowiednią taktykę. Koncepcja „z nikim” nie oznacza samodzielnie lub samotnie. (Ryszard Surmacz • wpolityce.pl całość tu: WSTAJEMY Z KOLAN I NIE MAMY DROGI ODWROTU)

podobne: „Między Niemcami a Rosją”, czyli Polska niepodległa w trzech scenariuszach  i to: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy? a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.

„…12 lutego 2016 roku w Monachium weszliśmy w nową erę. Tak jak XX wiek rozpoczął się od upadku potęgi Europy kontynentalnej i zakończył ostatecznie epokę imperializmu kolonialnego, tak XXI wiek rozpoczyna się od upadku chrześcijaństwa i zakończy się upadkiem całej zachodniej cywilizacji.

Konferencja w Monachium przejdzie do historii podobnie jak konferencje w Teheranie, Jałcie czy Poczdamie. Nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że Stany Zjednoczone porozumiały się z Rosją w sprawie podziału stref wpływów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W zamian Rosja zobowiązała się do pohamowania rozwoju gospodarczego Chin w Kierunku Europy, poprzez blokadę wszystkich projektów transportowo-lądowych, w tym Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednocześnie Niemcy potwierdziły swoje zaangażowanie we wsparcie gospodarcze dla Rosji i zagwarantowały odbiór gazu i innych surowców rosyjskich przez następne dekady. Mniej więcej w tym samym czasie zniesiono sankcje gospodarcze dla Białorusi, co de facto umożliwiło zniesienie sankcji na Rosję, gdyż teraz jej towary będą płynąć przez Białoruś z nowymi etykietami. Innymi słowy, Stany Zjednoczone zdecydowały się również zrekompensować Niemcom i Rosji straty materialne związane z izolacją Chin poprzez oddanie wolnej ręki w Europie Środkowo-Wschodniej oraz odstąpieniem od dalszego wsparcia Turcji na Bliskim Wschodzie.

Ustalenia i umowy w zakresie nowego ładu na świecie odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy mocarstwa światowe ustalały podział swoich stref wpływów – polscy politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje: Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów.

Ktoś, kto był obecny na konferencji w Monachium mógł odnieść wrażenie, że cofnął się w czasie o 25 lat. Była to konferencja, na której nieustannie obecne były takie hasła jak: walka z terroryzmem, nowa zimna wojna, nowy układ sił, Syria, Turcja, Irak, ISIS. Najbardziej wyeksponowanymi elementami wyposażenia były flagi USA, Rosji, Niemiec i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Polityków Europy Środkowo-Wschodniej celowo ustawiono na świeczniku w centrum dyskusji z osobami o trzeciorzędnym znaczeniu. Kluczowe decyzje podejmowane były za zamkniętymi drzwiami.

Nowy układ sił zakłada, że Rosja zapewni spokój w Syrii i w Iranie, natomiast USA zapewnią spokój w Iraku i jego peryferiach. Jednocześnie Rosja otrzymała wolną rękę w regionie Europy Wschodniej (były bufor ZSRR), w zamian za dopilnowanie, aby Nowy Jedwabny Szlak nigdy nie powstał. USA będą blokować morskie drogi rozwoju Chin, a Rosja będzie blokować lądowe drogi rozwoju Chin. Rosja zobowiązała się do odstąpienia z agresywnej polityki wobec Japonii, natomiast USA skasowały wszystkie swoje projekty w Europie Środkowo-Wschodniej. Nigdy w Polsce nie powstaną amerykańskie bazy i nigdy w Polsce nie będzie stałej obecności wojsk NATO z USA lub Europy Zachodniej.

Zaskoczeni?

Gdzie jest tarcza antyrakietowa? Gdzie jest szpica NATO? Zamiast wielkich projektów pozostały do dzisiaj wielkie, puste obietnice. Zbliża się do końca druga kadencja Baracka Obamy i poza wspólnymi ćwiczeniami kilku tysięcy żołnierzy – nie wprowadzono ŻADNYCH rozwiązań, które mogłyby zapewnić nam bezpieczeństwo przed Niemcami lub Rosją… 

…Amerykanie mają jedną, bardzo prostą zasadę, którą kierują się w polityce i bezpieczeństwie: biznes…” (Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Zdrada w Monachium

…Pan Różyński zwraca uwagę na dość przykre ale rzeczywiste fakty, które wynikają choćby z obserwacji tego co się stało na Ukrainie (doszło tak naprawdę do rozbioru tego kraju) i tego co się dzieje w Syrii, gdzie doszło do zaangażowania się sił zewnętrznych w jej sprawy wewnętrzne, i gdzie na jej granicy „doszło do powstania” tzw. „państwa” islamskiego”, które stało się dla USA i Rosji pretekstem do „bohaterskiej” interwencji. Pomimo oficjalnej wrogości między USA i Rosją, oba kraje już od dłuższego czasu działają jakby w cichym porozumienia na obu kierunkach/frontach (kosztem wspomnianych państw) w których wewnętrzne sprawy mocno się zaangażowały. To ciche porozumienie spowodowane jest moim zdaniem „zagrożeniem” jakie dla swoich interesów obie strony widzą w osobie nowego hegemona na międzynarodowej scenie politycznej – Chin. Polska jak zwykle jest tu tylko pionkiem, który jedna strona chętnie poświęci dla zadowolenia drugiej, żeby tylko uratować ważniejsze figury na szachownicy, czyli własny interes. W tej sytuacji uważam że powinniśmy jak najszybciej otworzyć swój rynek interesów na Chiny (i nie mam tu na myśli ścisłej współpracy politycznej ani militarnej).

Uważam że w obecnym niekorzystnym układzie dogadywania się USA z Rosją ponad naszym interesem, tylko w sytuacji kiedy ktoś spoza tandemu Rosja/USA będzie miał u nas swój żywotny interes, wspomniane państwa będą zmuszone podbić własną ofertę by zjednać sobie Polskę i zacząć ją traktować jako ważnego partnera w kontaktach bilateralnych. Kierując się logiką opartą o zasadę konkurencji – skoro wszyscy widzą w Polsce geopolitycznie strategiczny klucz do rozgrywek w Europie, to właśnie tym powinniśmy grać. Nie tylko z USA, ale również z Rosją i Chinami. Skoro Amerykanie nie kierują się wobec nas sympatiami a wyłącznie własnym interesem (i dość na to przykładów), to dziwię się że mimo tej świadomości tak chętnie poświęcamy dla nich własną rację stanu, tym bardziej kiedy USA co i raz oddaje Polskę rosyjskim wpływom. Uważam że nie warto w ciemno (i za darmo) iść za USA kiedy tylko im to pasuje. Zwłaszcza że do tej pory niczego w zamian nie otrzymaliśmy, a kolejny raz wymachujemy papierowymi gwarancjami ryzykując konflikt zbrojny z sąsiadem, podczas gdy USA notorycznie odmawia nam baz wojskowych i broni antyrakietowej. Nie wspominając o tym że jesteśmy ciągle energetycznie uzależnieni od Rosji.

Faktem jest że Chiny mając w planach projekt gospodarczy pod nazwą „jedwabny szlak” (Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku), widzą w nim Polskę jako istotny kraj tranzytowo przeładunkowy dla swoich towarów. Być może gdyby zainwestowały w infrastrukturę, tudzież otworzyły u nas filie swoich firm, zmieniłaby się optyka postrzegania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Chodzi o to żeby Chiny miały u nas swój kawałek tortu, i to na tyle duży żeby Rosja i USA zastanowiły się czy warto destabilizować kraj w którym ktoś taki jak Chiny ma swoje żywotne interesy.

W międzyczasie dobrze by było gdyby PIS zmienił swoją politykę wewnętrzną. Zamiast zadłużać kraj, podnosić podatki, zmuszając w ten sposób Polaków do emigracji, trzeba uwolnić potencjał naszego narodu, który bogacąc się mógłby udźwignąć koszt utrzymania silnej i o wysokim morale armii. Tyle że od bandy socjalistów o lepkich łapach na pieniądze obywateli nie da się tego wymagać. Czeka nas zatem powolne zwijanie się narodu (zwłaszcza jak dziura w ZUSie zacznie pochłaniać wszystkie daniny publiczne) w którym będzie narastać frustracja wobec „elit” politycznych i coraz większe rozczarowanie krajem. Czeka nas degrengolada gospodarcza, antypatriotyczna i moralna, bo urządzanie spędów/wieców z racji katastrofy smoleńskiej to za mało żeby wyzwolić w Polakach miłość i oddanie dla kraju. Obstalowanie bezrobotnych z własnego zaplecza politycznego na czyszczonych po POprzednikach stanowiskach to nie jest ten cud gospodarczy na który czekają miliony rodaków w Polsce i za granicą, a 500 + tylko przyspieszy załamanie się finansów państwa.

Jakkolwiek się potoczą zakulisowe ustalenia w Monachium, i czy rzeczywiście Polska została (nie)jawnie sprzedana przez USA Rosji w zamian za jej pozyskanie do szachowania rozwoju Chin, tak w niczym nie zmienia to faktu że obok „zdrady” Amerykanów mamy przede wszystkim problem z Rosją, która ciągle traktuje Polskę jako „swoją zagranicę” i raz za razem podnosi lament kiedy Polska próbuje budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o USA. Tylko ślepiec może nie widzieć tego, że choć Rosja pogardliwie odnosi się do naszej zależności od USA, to bardzo chętnie widziałaby środek ciężkości zależności naszego kraju we własnych łapach.

Proszę zwrócić uwagę również na to że choć rusofilskie środowiska traktowały i prezentowały Rosję w oczach opinii publicznej jako ostatnią linię obrony przed „NWO”, to Rosja po raz kolejny pokazała że jej „sprzeciw” i „opór” przeciwko temu projektowi był wyłącznie grą, by wywalczyć dla siebie jak najlepszą pozycję w nowym rozdaniu (o czym więcej tu: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). Rosja weźmie udział w każdym korzystnym dla niej układzie jeśli się jej tylko dobrze zapłaci (albo zrekompensuje koszty)… (Odys)

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.  i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?  polecam również: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Magistra vitae czyli… Pozytywistyczna Wizja Polski w historii i literaturze kontra romantyczna histeria rymkiewiczowskiego rewolucyjnego patriotyzmu.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„Każdy zdrowy człowiek pamięta swoją przeszłość i ciekaw jest przeszłości osób, z którymi się bliżej styka. Ponieważ wszyscy ludzie to robią, jest to właściwość uniwersalna wszystkich cywilizacji. Można stąd wyciągnąć wniosek, że musi to być żywotny czynnik w życiu i rozwoju społeczeństw, skoro żadne się nie ostało, które by wiedzy o swojej przeszłości nie wytwarzało i nie gromadziło, aby ją przekazywać…

Jeśli wiedza o przeszłości jest jednym z niezbywalnych nurtów kultury, wobec tego pytanie o pożytek z historii znaczy tyle samo, co pytanie o potrzebę kultury i jest tak samo zbyteczne, jeśli go nie uściślimy, aby wyjść poza oczywistości…

…jak wielkie znaczenie miała znajomość polskiej historii w sporach i procesach polsko-krzyżackich i różnych akcjach dyplomatycznych. Przytoczę dla przykładu akapit z rozdziału napisanego przez Mariana Zwiercana, najlepszego wciąż znawcę Janowego Komentarza (s. 15-16):

Uzdolnienia prawnicze i wiedzę historyczną Dąbrówki wykorzystał król Kazimierz Jagiellończyk w ważnych misjach dyplomatycznych. W 1462 r. uczony uczestniczył jako rzeczoznawca w zjeździe piotrkowskim, na którym rozstrzygano spór między królem a Piastami mazowieckimi i śląskimi o spadek po książętach płockich. Swymi ekspertyzami przysądził na rzecz króla ziemie rawską i gostyńską. W sprawie tej posłużył się przygotowanymi uprzednio materiałami historycznymi oraz genealogicznymi. Następnie w 1463 r. w Brześciu Kujawskim zbijał prokrzyżackie stanowisko legata papieskiego Hieronima, arcybiskupa Krety, występującego z pośrednictwem pokojowym między Polską a Zakonem Krzyżackim… 

…Rozpoznajemy w powyższym szkicu działalności pierwszego polskiego profesora historii przynajmniej dwa pola historyczności. Najpierw genealogię książąt polskich jako klucz do sprawiedliwego podziału spadku po Piastach. Następnie kalendarium władztwa polskich książąt na ziemiach zagarniętych bądź zagrożonych przez Zakon Krzyżacki. O tym wymiarze pracy krakowskiej szkoły historycznej pisze w monografii Komentarza Piotr Węcowski (s. 68):

W skład tej grupy wchodziło kilka osób związanych z krakowskim środowiskiem uniwersyteckim: Jan z Dąbrówki, Jan Długosz, Jakub z Szadka, Mikołaj z Kalisza i Sędziwój z Czechla. Łączyły ich wspólne cele, ale i podobne poglądy oraz zainteresowania intelektualne. Jak zauważył Jacek Wiesiołowski, „program Polski etnicznej, piastowskiej, wydaje się wspólny dla całej grupy ekspertów królewskich Kazimierza Jagiellończyka”. Dążyli oni do powrotu Polski do granic „pierwszych Bolesławów”, eksponując zasięg terytorialny Korony Królestwa Polskiego (…).

Nauka historii, rozpoczęta tak chwalebnie na Uniwersytecie Krakowskim w XV wieku, i w całej Europie, nie zastąpiła oczywiście indywidualnych ścieżek pozyskiwania, gromadzenia i przekazywania wiedzy o swojej przeszłości. Zdarzało się, że ta warstwa podstawowa rozmijała się z oficjalną wykładnią historii czyli polityką, „rozumem narodowym”, którym zawiadują elity. Bywa, że część elit zostaje skorumpowana i przez wiele lat uczestniczy w zagładzie państwa (np.[LINK]) Bolesne przykłady fatalnych skutków takiej niszczącej samozagłady, skutkującej oddawaniem stopniowo państwa we władanie wrogich potęg, można by mnożyć…” (Andrzej Dąbrówka)

całość tu: „Po co nam historia?”

podobne: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną. i to: Kowalski: obecne władze w Kijowie są wrogie wobec Polaków. Poroszenko podpisał ustawę uznającą prawny status bojowników o wolność, w tym członków UPA (nazizm i komunizm na cenzurowanym). IPN-y Polski i Ukrainy powołają platformę dialogu historycznego. a także: Gimnazjaliści nie radzą sobie z trudniejszymi zadaniami, ale szkołę lubią. Prawo do odręcznego pisania. Polscy historycy zbulwersowani niemiecko-rosyjskim podręcznikiem. oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem) i jeszcze: Jeszcze o alternatywnej wersji historii pichconej przez lewicę

„Jarosław M. Rymkiewicz w bardzo ważnej rozmowie z Joanną Lichocką:

…Jest bowiem tak, że z literaturą, z wielkimi pisarzami w żaden sposób nie można wygrać – wielkie dzieła ducha i umysłu mają siłę – tajemniczą, niewidzialną – która ujawnia się wtedy, kiedy chce. Tak jak nasza miłość do Polski, tak i nasza literatura narodowa była przez tych, którzy w ostatnich latach rządzili Polską, lekceważona, wyśmiewana, marginalizowana, wyrzucana ze szkół – wydawałoby się, skazana już na nieistnienie. Tym złym ludziom chodziło oczywiście o to, żeby dzieci nie uczyły się miłości do Polski, żeby pokochały coś nowoczesnego i milszego niż Polska – jakieś popkulturowe głupoty. Ale na nic zdały się ich wysiłki, bo nie można wygrać z wielkimi pisarzami – oni są nieśmiertelni i na zawsze pozostaną tutaj z nami. Warto tu jednak zauważyć, że jeśli chodzi o literaturę polską, to jest też i tak, że ona w swojej całości, wszystkimi swoimi dziełami, nawet tymi podrzędnymi, oddziaływała i nadal oddziałuje na losy Polaków. To wydaje mi się bardzo tajemnicze – i nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Może w tym jest jakaś szczególność naszej literatury narodowej, może to odsłania jej szczególne przeznaczenie – że również pisarze niewielkiego talentu przykładają się do wielkiego wysiłku uczenia Polaków, jak należy służyć swojej ojczyźnie. Na przykład Władysław Bełza, zmarły przed ponad stu laty lwowianin, który dzięki jednemu małemu wierszykowi wszedł do panteonu wielkich Polaków – bo dobrze się Polsce przysłużył.

…Ciekawe, że różne nonsensowne powody, dla których Polska powinna zostać zlikwidowana i wymazana z mapy Europy– niekiedy nawet trochę podobne do tych wymienionych – pojawiały się już kilka wieków temu – w wieku osiemnastym i dziewiętnastym i dwudziestym. Różnica jest tylko taka, że wówczas te powody, które miały usprawiedliwić rozbiór Polski, wymyślano w Petersburgu, Berlinie i Wiedniu, a teraz wymyślają je z upodobaniem Polacy, którzy już nie chcą być Polakami…”

całość tu: Czego uczy nas literatura Polska?

podobne: Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.  oraz: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.

Ma rację Pan Rymkiewicz że literatura ma tajemniczy wpływ na umysły Polaków, ale nie powinno być obojętne co z tej literatury zostaje w głowach, i jakiego rodzaju „tajemniczość” jest udziałem naszych „namiętności”. Jako naród i państwo wyszliśmy zwłaszcza na „romantycznych” uniesieniach jak przysłowiowy Zabłocki. Każdy kto choć trochę orientuje się w historii Polski wie jak, i na czym wyrosła potęga I RP. Na pewno nie na Reju, ani na Kochanowskim, ani na żadnej innej literaturze czy sztuce. Kierunek był odwrotny – sztuka i literatura były tylko pięknym dodatkiem a raczej emanacją potęgi, która swoje źródło miała po pierwsze w wolności (zanim stała się samowolą), po drugie w praworządności (zanim stała się nierządem), a po trzecie w harcie ducha (zanim strawiła go zgnilizna moralna w postaci prywaty i zaprzedaniu się obcym wpływom). Po upadku tego wszystkiego co stanowiło siłę/kręgosłup Rzeczypospolitej, pozostał tylko sentymentalny jęk za dawną świetnością (który trwa do dziś), a w zasadzie za pewnym jej symbolem, trafnie opisanym przez Mickiewicza w „Panu Tadeuszu”: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? –jakoś to będzie!”. Sentyment za wzorem opływającego w złoto paniska idioty kompletnie nie liczącego się z brutalną rzeczywistością (jak np. druzgocąca przewaga militarna okupanta), niecierpliwie czekającego okazji żeby „porwać się na tysiące” (jak Sienkiewiczowski Kmicic) i bohatersko skrwawić w przekonaniu że „tak trzeba” i że Bóg dopomoże szaleństwu, bo kiedyś przecież przodkowie gromili przeważające siły wroga. Przekonanych o tym że czekanie cierpliwie na okazję (słabość okupantów) to strata czasu a wręcz zdrada. Po macoszemu traktujących pozytywistyczną strategię, by odbudować Polskę silną nie tylko sentymentem literackim, ale przede wszystkim zorganizowaną w terenie pod względem administracyjnym i ekonomicznym, nie dającą się sprowokować do krwawych powstań kończących się zawsze pacyfikacją i wywłaszczeniem zasobów ludzkich, gdzie ciągle panował podział na szlachtę i chłopstwo. Kto ośmielił się kalkulować na zimno i nazywać gorące porywy szaleństwem ten był zdrajcą świętej sprawy (do dziś używa się tej kalki).

Ślepy i głupi bunt ubierany w barwy „romantyzmu”, który tak naprawdę z każdym swoim wybuchem kończył się zwijaniem resztek państwowości polskiej i eksterminacją jego elit, doprowadził do tego że po dziś dzień jesteśmy tylko nędznym kadłupkiem (pisownia celowo nawiązująca do nie tak dawnego mitu Polski jako potęgi gazowej) dawnej Rzeczypospolitej i jej pierwotnych ideałów, które nie miały nic wspólnego z „rewolucyjnym romantyzmem”, który doprowadził do tego, że spora część Polaków mieniąca się dziś „konserwatystami” (republikanami?) czuje sentyment do jakobińskiej rewolucji (sic!). Jednocześnie (paradoksalnie) tęskni za szlachecką RP, nie potrafiąc skojarzyć oczywistej prawdy że skoro w tamtym systemie większość Polaków była zwykłymi chłopami (bez przywileju wolności osobistej czy własności), to i oni znaleźliby się podobnie jak tamtejsze chłopstwo poza nawiasem tak polityki jak i pańskiej dumy, którą dziś się karmią snując narkotyczne wizje o przynależeniu do elity. I ta nosząca znamiona wady wrodzonej fascynacja, ciągle jest karmiona i podsycana przez ludzi takich jak Pan Rymkiewicz. Zapominają „prawdziwi patrioci” że w tamtym systemie tylko co dziesiąty z nich mógłby się nazywać „narodem” (z racji pochodzenia szlacheckiego). Analogicznie nawiązując do mitu II RP musieliby się wywodzić/należeć do sanacyjnej szlachty towarzysza Ziuka, żeby móc odnosić wymierne korzyści ze swojego poświęcenia dla ojczyzny.

„Trochę jestem konserwatystą, trochę republikaninem, trochę jakobinem. Konserwatywna jakobińska rewolucja – to mi się podoba.” pisze Pan Rymkiewicz, nie zdając sobie (chyba) sprawy z anty cywilizacyjnego i antychrześcijańskiego (a więc ANTYpolskiego) charakteru tego rodzaju mieszanki. Bo nie można dwóm Panom służyć, i jak pisał swojego czasu Koneczny – nie można być cywilizowanym na dwa sposoby (Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?). Jeśli podoba Ci się jakobinizm to znaczy że niewiele w tobie z konserwatysty, bo nie można być tylko trochę w ciąży. Polsce jest dziś zatem potrzebna kontrrewolucja wobec tego co zrobili Jakobini, a ich ideowi spadkobiercy tj. szeroko pojęta lewica (od bolszewików po socjalistów z „ludzką twarzą”) radośnie kontynuują. Tymczasem ma miejsce kolejna (r)ewolucja socjalistycznych mrzonek opartych o masowe (pod płaszczykiem „interesu publicznego”) złodziejstwo dusz i portfeli jako konieczną ofiarę ku chwale ojczyzny… (Odys).

„…nie ma w Polsce innej tradycji patriotycznej niż socjalistyczna. Wiąże się to oczywiście z procesem odzyskiwania przez Polskę niepodległości, którą wywalczono w wyniku szeregu rewolucji lansujących idee lewicowe. Polska niepodległość jest na stałe przyspawana do socjalizmu, a jak ktoś twierdzi inaczej to już mu socjaliści wyjaśnią, że jest zdrajcą. W warunkach niebytu państwowego, opresji i szykan, inna niż socjalistyczna postawa, jawiła się bowiem ludziom jako forma zdrady, mniej lub bardziej jawnej. Dla socjalisty zdrajcą był ziemianin co inwestował w maszyny rolnicze, zdrajcą był robotnik, co nie zapisywał się do partii i zdrajcą był sklepikarz, który odmawiał płacenia rewolucyjnych haraczy. Można oczywiście twierdzić, że socjaliści to ludzie czynu, rzucają bomby, strzelają z browningów i dzięki temu powstaje Polska. To jest niby prawda, niby powiadam, bo koszta powstania takiej Polski są dla samych Polaków nie do udźwignięcia, a przykład 20 lecia pokazuje, że najważniejszym celem socjalistów po odzyskaniu niepodległości, była przemiana w establishment z mniej lub bardziej oszukanymi tradycjami, który próbuje coś tam robić na arenie międzynarodowej. Bez skutku, rzecz jasna, bo ludzie lansujący socjalizm w krajach takich jak Polska byli, są i będą z istoty socjalizmowi wrodzy. I tylko idiota może myśleć, że zdobywszy władzę jako socjalista będzie mógł zamienić się w konserwatystę i gadać z tamtymi jak równy z równymi. To głupstwa. I to widać na licznych przykładach, tak rewolucyjnych, jak i parlamentarnych…” (coryllus)

podobne: Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą? oraz: Prof. Zbigniew Pełczyński: Tożsamość narodowa nie jest wrodzona. O patriotyzmie słów kilka.

Potrzebne jest zatem stworzenie (na początek) nienaruszalnego, (tj. niepodlegającego demokratycznym fantazjom) porządku prawnego, opartego o sprawiedliwość. Ale nie o tę zwaną „społeczną” (rodem z komuny) gdzie redystrybuuje się zagrabione ludziom dobra by było „po równo”, a najlepiej na kredyt który będą spłacać obywatele i ich dzieci okradzione w ten sposób z przyszłości już na starcie. Chodzi o sprawiedliwość opartą o prostą zasadę – NIE KRADNIJ, a przymus stosuj tylko po to by zapobiegać niesprawiedliwości, w tym podstępowi w umowach zawieranych między wolnymi ludźmi. Prawo powinno być „defensywne”, tj. stać na straży wolności i własności prywatnej WSZYSTKICH (to jedyna równość która winna być pożądaną, jedyna „prawicowa” równość), a nie „ofensywne” tj. służące zabezpieczeniu niedookreślonego interesu „publicznego”, który okazuje się być ekonomicznym interesem jakiejś grupy „umiłowanych przywódców” (oraz najbardziej zasłużonych spośród „wyborców”), kosztem całej reszty wolnych ludzi – słowem zabezpieczeniem pasożytowania władzy na obywatelach… (Odys)

„…Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję…” (coryllus)

Żeby temu zapobiec potrzebna jest pisemna gwarancja wolności i własności obywateli tego kraju (i pozbawienie władzy możliwości kierowania gospodarką), zamiast doraźnego pisania „prawa” pod samowolę władzy, i dociskanego go później kolanem w Sejmie. Władza która uważa że może zmieniać jednostronnie umowę kiedy jej się podoba, na dodatek wstecz lub w trakcie gry (bo jakiś „budżet” tego wymaga), po to głównie by rozbudowywać swój (i dla „swoich”) aparat w oparciu o zagrabione Polakom pieniądze, otóż taka władza nie jest żadną elitą a bandą pospolitych zbójców i powinna natychmiast stracić swój mandat do rządzenia państwem. Wszystko to co zostało stworzone w ramach tzw. „administracji”, a nie mieści się w kategoriach zapewnienia porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli, nie jest tak naprawdę obywatelom potrzebne. Ani do życia, ani do prowadzenia jakiejkolwiek działalności bo tylko żre i przeszkadza. To jest kolumna stojąca ZAWSZE po stronie kosztów i wydatków, choć niektórzy starają się ją ubrać w tzw. „inwestycję” albo „dobro wspólne”. Dobrem publicznym jest wyłącznie to, by każdy mógł uczciwie na siebie i swoje rodziny pracować (bez strachu że go ktoś okradnie), a potem ewentualnie DOBROWOLNIE dzielił się tym na czym mu zbywa z innymi. „Państwo opiekuńcze” jest zaprzeczeniem idei opieki, dobroczynności i w co tam jeszcze próbują je ubrać wszyscy ci, którzy w pierwszej kolejności z tego typu „administracji” korzystają.

Zacząć natomiast trzeba od naprostowania pokrętnej semantyki, i zdemaskowania głosów które mieszają ludziom w głowach, tj. uprawiają „masowe duraczenie” (jak to nazywa Pan Michalkiewicz), czyniąc nieczytelnymi pojęcia i idee jakimi się rzekomo kierują, ubrani w nie jak przysłowiowy diabeł w ornat. Przez ten „nieporządek”, grupę socjalistów, etatystów i „trochę konserwatystów” nazywa się „prawdziwą prawicą”, a interes partyjny (bądź innej kliki) myli się z interesem narodowym. Ten mechanizm o którym ględzę nieustannie, można spokojnie podciągnąć pod każdy jeden element „układu”, który rządzi Polską (z przerwami) od wieków – począwszy od tzw. „demokracji szlacheckiej” po obecną „demokrację”, za którą każda jedna z dotychczas rządzących klik dałaby się pokroić, bo bez niej nie byłoby „budżetu” i monopolu władzy. Rozciągniętego do granic absurdu na słodkie bułki w szkolnych sklepikach, a z drugiej strony na to że zamiast cieszyć się z owoców swojej pracy, trzeba żebrać u państwa o zasiłki płacone z pieniędzy wcześniej zagrabionych (w podatkach i „składkach”) uczciwie pracującym ludziom. A potem się dziwimy kiedy po tak przygotowaną gołotę wyciągają ręce obce wpływy, i że obcy (jak niegdyś pruskie, ruskie i austriackie ambasadory w przeddzień rozbiorów) znowu czują się w „wolnej Polsce” jak u siebie, przekupując Polaków za grosze by szkodzili własnemu państwu.

Trudno czuć się Polakiem, tudzież może bardziej pasować będzie stwierdzenie że trudno identyfikować się z państwem które upadla własnego obywatela. Czyni go dłużnikiem już od narodzenia, potem przez lata dojną krową a na końcu bankrutem. Nędzarzem bez przyszłości i ciężarem dla przyszłych pokoleń. Wiecznie na dorobku jeśli się nie wpasuje w zastany układ (lub nie ucieknie za granicę), wyrzuconym poza nurt rozwoju którym steruje ktoś inny, wykluczonym. Więc epatowanie tak upodlonego człowieka koniecznością miłowania ojczyzny i państwa, które jest głównym sprawcą jego poniżenia, zakrawa na bezczelność. Ciężko jest założyć rodzinę i karmić ją wyłącznie Mickiewiczem, Sienkiewiczem czy Rymkiewiczem. Jeśli jakiemuś patriocie nie mieści się to w głowie, to polecam pielgrzymkę po tzw. Polsce B i rozmowę z zapomnianymi przez „warszafke” (jak niegdyś przez szlachtę) chamami i zapytanie ich czy znają Mickiewicza albo Słowackiego i czy żyje im się dzięki tym literatom dobrze. Zresztą z tego co pamiętam nowej władzy wcale nie trzeba udowadniać jak wygląda Polska, bo dobrze miała to policzone w kampanii wyborczej, prowadzonej w oparciu o hasło „Polska w ruinie” (o czym więcej tu – dlaczego niewolnicy nie zasługują na wczasy). Dobrze też wiedzą że tego problemu nie załatwi podwyższanie deficytu i rozdawnictwo w postaci „500 zł na (nie)każde dziecko”. Jeśli jednak w to wierzą to są żywym przykładem tragicznych efektów karmienia umysłu „rewolucyjnym romantyzmem” i niczym się nie różnią w swoich „naprawczych” zamysłach od poprzedniej władzy („Teraz K…. My!” czyli… O wchodzeniu w koleiny wyżłobione przez poprzednie rządy. Czy Polak już zawsze będzie partyzantem we własnym państwie? Nie bójmy się myśleć o tym Jakich reform Polska potrzebuje. Wyborczy pluralizm w „nowych” mediach)… (Odys)

„…Pisał bowiem Piętak o tym, że trzeba koniecznie przypominać pułkownika Kuklińskiego i innych wielkich to wtedy wzrośnie nam poziom patriotyzmu. Oczywiście, a jak ustawimy w każdym mieście głośnik na rynku i zaczniemy przez ten głośnik puszczać muzykę Szopena to przybędzie nam melomanów, szczególnie wśród nieuświadomionej muzycznie ludności najuboższej. Porzucą oni swoje dotychczasowe zainteresowania i miast ryczeć po pijanemu ile sił w płucach – głęboka studzienkaaaaaaaa, głębokooooo kopanaaaaaaaa – popadną w zamyślenie i zaczną chłonąć wszystkimi porami skóry piękno mazurków i polonezów. To jest znany i praktykowany od dawna sposób na propagowanie treści polskich i patriotycznych. On się za każdym razem kończy kacem i katastrofą, uwolnić się odeń jednak nie można. I dziś właśnie wyjaśnimy sobie dlaczego. Otóż kultura narodowa jest dobrem całkowicie przez Polaków nieznanym

…Igor Janke będzie sobie publicystykował wraz z ministrem w telewizorze na tematy gospodarcze, a dla nas tutaj, z przeznaczeniem do prywatnej dewocji, ustawi się ikony bohaterów przed którymi palić będziemy kadzidła. Jak ktoś będzie to czynił opieszale to może na razie nie nazwie się go zdrajcą, ale zwinie mu się na przykład bloga, albo wymyśli coś innego.
No więc jak powiem to co Cambronne w chwili kiedy czworoboki gwardii stojące na łące pod Waterloo, były już mocno przerzedzone – a gówno. Nie będzie tak. I teraz właśnie przechodzimy do naszego, zapomnianego już nieco postulatu. Nie będziemy palić żadnych kadzideł przed monidłami, a już na pewno nie będziemy tego czynić za namową czy z polecenie ministra-bankiera o prawdziwie polskiej duszy. Niech on to sobie wybije z głowy. Nie możemy sakralizować własnej przeszłości, to jest pierwsza część mojego postulatu, bo to pogaństwo, masonerka i szamanizm. O przeszłości zaś musimy pisać zawsze w sposób bezwzględnie atrakcyjny….

…Póki co jednak nie zanosi się, by ktoś napisał coś podobnego. Czymu – jak pytają czasem mieszkańcy Katowic. Tymu mianowicie, że świeżo pochowani bohaterowie to fetysze, służące towarzyskiej nobilitacji i za opisywanie ich mogą brać się jedynie osoby najdostojniejsze, umocowane towarzysko lub na wielkich pisarzy mianowane, ot takie choćby jak Maria Nurowska, stara grafomanka, która napisała o Kuklińskim książkę pod tytułem „Mój przyjaciel szpieg”. Dopóki tendencja ta nie zostanie odwrócona nie ma szansy na to, by cokolwiek w tej tak ukochanej przez wszystkich publicystów promocji Polski ruszyło do przodu. No, a właśnie na zmiany się nie zanosi, zanosi się na całkowite zabetonowanie. Zanosi się na chóralne śpiewy pieśni okołopowstaniowych i przemarsze zespołu Mazowsze przez deski sceny w sali Kongresowej w tę i nazad. Zanosi się na późnego Gierka mówiąc w skrócie. Zanosi się na podział głęboki na tych co omawiają poważne sprawy i na mentalne przedszkole, w którym wychowawcą jest Piętak roniący łzę nad grobem Kuklińskiego. Powtórzę więc jeszcze raz – a gówno. Nie będzie tak, bo nikt w Polsce tego nie chce . Ludzie chcą triumfu prawdziwego, sukcesu, który ich umocni i uniesie…” (coryllus)

całość tu: Palenie zabija czyli hurrapatriotyzm

„Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.” (Ignacy Krasicki, Do ks. Adama Naruszewicza, o pisaniu historii)

„Jeśli chodzi o słuchaczy, to dzieło moje, pozbawione baśni, wyda im się może mniej interesujące, lecz wystarczy mi, jeśli uznają je za pożyteczne ci, którzy będą chcieli poznać dokładnie przeszłość i wyrobić sobie sąd o takich samych lub podobnych wydarzeniach, jakie zgodnie ze zwykłą koleją spraw ludzkich mogą zajść w przyszłości”. (Tukidydes)

I po to właśnie potrzebna jest nam historia i takoż literatura – żebyśmy znali prawdę, oraz powielali i kultywowali dobre/pożyteczne zachowania/postawy, oraz pamiętali i uczyli się na błędach jakie popełniali nasi przodkowie, by następnie wyciągnąć z nich stosowne wnioski unikając podobnych zdarzeń na przyszłość. Jednak żeby tego rodzaju wnioski stały się naszym udziałem w życiu politycznym (państwa, narodu i indywidualnym) historia musi stać się nauką opartą o fakty, a nie infantylną historyjką rodem z „harlekinowej” literatury życzeniowej, podsycającej niezdrowe sentymenty na użytek partykularnych interesów jakiejś grupy podrzędnych karierowiczów żywo zainteresowanej ekscytowaniem mas (dopóki im płacą). Prawda i dobro też potrafią „rozerwać” i być atrakcyjne, to tylko kwestia/miara talentu… (Odys)

„Wiedza o historii, szacunek i sentyment dla niej zaliczają się do naczelnych czynników spajających narody. Rolę tę spełniają jednak tylko wtedy, gdy nikt nie próbuje amputować wiedzy, tłumić jednych umiłowań, by sztucznie hodować inne. Jeśli się nie spełnia tych warunków, sprawa fałszowanej historii dzieli ludzi, wytwarza między nimi przepaście” (Paweł Jasienica właśc. Lech Beynar – polski historyk)

Prawda jako obiektywna wiedza na dany temat powinna być celem i środkiem wszelkich badań historycznych (czy namysłów nad literaturą) – na pohybel powiedzeniu jakoby historia była pisana przez zwycięzców. Bo pisana w ten sposób często nie jest żadną historią a zwykłym kłamstwem, lub jak kto woli propagandą. Na tego rodzaju fałszywej wiedzy można wyhodować wyłącznie niepewność, kompleksy i niesprawiedliwość, które prędzej czy później odbijają się na całym narodzie, z jednej strony podsycając w nim nastroje szowinistyczne, a z drugiej strony czyniąc go zgrają zepsutych, niemoralnych ludzi. Wtedy zamiast dążyć do pokojowego rozwoju ludzkości we wzajemnym poszanowaniu, państwa ciągle wysuwają wobec siebie „zadawnione” pretensje. Kwestią czasu jest przejście od pretensji do roszczeń, a następnie do „casus belli”. Uznanie i odkupienie win z przeszłości może prowadzić do uzyskanie przebaczenia i zamknąć stare ropiejące od wieków rany krzywd. Tylko tego rodzaju podejście do historii daje szansę skłóconym narodom na koegzystencjalną (nie koniecznie wspólną) pokojową przyszłość. Kłamcy i propagandyści nie powinni zatem nigdy pełnić funkcji „nadwornych” historyków (zwłaszcza publicznie). Tego typu ludzie powinni być w tej branży zwalczani bezwzględnie, gdyż są tak samo niebezpieczni dla państw i narodów jak nieodpowiedzialni politycy… (Odys)

„Historia jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia”. (Cyceron)

tymczasem…

„Historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła”. (Wilhelm Friedrich Hegel)

więc póki co „Naród, który nie zna swej przeszłości nie ma szans na napisanie nowej historii”. (autor nieznany) Będzie powtarzał stare błędy aż wyginie doszczętnie. Na koniec fragment artykułu pod tytułem: „Z Rymkiewiczem nie zbudujemy Polski Jana Pawła II” (Fronda.pl).

„…Logos a nie chaos

Niebezpieczna jest także rymkiewiczowska koncepcja wolności, którą sprowadzić można (jeśli pominąć cały niezwykle estetycznie dojmujący sztafaż eseistyki) do pochwały samowoli. To właśnie tak rozumiana wolność – co bardzo mocno podkreślał błogosławiony Jan Paweł II – doprowadziła Polskę do upadku. „Myśmy kiedyś, nasi praojcowie, zawinili, zawinili wobec wolności. Nazywaliśmy to „złotą wolnością”, a okazała się zmurszałą!” – mówił Ojciec święty podczas pielgrzymki do Polski w 1987 roku, i przypominał, że tylko wolność osadzona na Bogu (a to znaczy na Logosie) może rzeczywiście budować.

Inaczej niż Rymkiewicz błogosławiony Jan Paweł II kładł zatem nacisk na rozsądek (poeta przeciwstawia Polaków rozsądnych, którzy zostają zdrajcami) Polakom szalonym) i mądrość obywatelską, która doprowadziła do powstania konstytucji 3 maja. To właśnie ukryta w niej rozumność, racjonalność, zdolność do nawrócenia, a nie pogrążenia się w odmętach szaleństwa, stały się – wedle błogosławionego Jana Pawła II – fundamentem odrodzenia Polski. „Ona sprawiła, że nie można było odebrać Polsce jej rzeczywistego bytu na kontynencie europejskim, bo ten byt został zapisany w słowach Konstytucji 3 maja. A słowa te, mając moc prawdy, okazały się potężniejsze od potrójnej przemocy, która spadła na Rzeczypospolitą” – zauważał Papież podczas pierwszej pielgrzymki do wolnej Polski. Odrodzenie Polski, jej moc i siła przychodzą zatem dzięki Prawdzie, Mądrości i Odpowiedzialności, a nie dzięki szaleństwu czy samowoli, która doprowadzić nas może do apologii ślepej przemocy.

…Polska potrzebuje bowiem rozsądku, tak samo jak męstwa, które jednak, gdy przekształca się w szaleństwo staje się brawurą, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistą odwagą…” (całość tu: Wolnośc a samowola czyli – Goń libertyna!)

podobne: Powstanie warszawskie: „strumień wody może być obrócony na koło młyńskie i przynosić pożytek, albo obrócony na dom i zalać go i zniszczyć” i to: Powstanie Wielkopolskie – „kolebka” niepodległej Polski. Czemu o nim tak cicho? “Bliżej” – J. Pospieszalskiego oraz: Powstanie Styczniowe. Cześć i chwała bohaterom! Hańba na nieodpowiedzialnych prowodyrów. Socjalistyczne korzenie zrywu z podpuszczenia i analogia do Ukrainy.

PS…

„…Poetom bowiem przede wszystkim zależy na publikacji, a przez to są całkowicie bezradni wobec policji, dziennikarzy i różnych oszustów, którzy się koło nich kręcą. Poeci nie mają innego wyjścia jak wierzyć w szczere intencje kłamców, bo sami mają nieszczere intencje. Wydaje im się, że jak napiszą wiersz korespondujący z polityką, to on zostanie zauważony. Mickiewicz musiał napisać cały poemat, a do tego dwa lata pełnił funkcje urzędnicze w carskim aparacie przemocy, dopiero potem przyszła sława, ale i tak nie była ona słodka, a na pewno nie tak słodka, jak to sobie poeta wymarzył. Dziś zaś poeci po napisaniu jednego czy kilku wierszy domagają się uwagi, bo te wiersze są o Smoleńsku. Czy panowie zadbali o to, by mieć po swojej stronie jakichś krytyków i dziennikarzy? Nie. Przeciwnie, wystawiliście się na osąd publiczności i podłożyliście się takiemu cynglowi jak Staszewski, a pan Nessun Dorma pointuje to nieszczęście bajaniem o etyce. W walce propagandowej nie ma miejsca na etykę. Wiersze o Smoleńsku nie są potrzebne PiS i nie mogą być potrzebne. Gdyby PiS zaczął je skupować, w kraju pojawiłoby się dwustu co najmniej poetów, lepszych od Rymkiewicza.

Teraz kolej na niego. Jarosław Marek Rymkiewicz istnieje nie po to, by dawać przykład i torować szlaki młodym, ale po to, by ci młodzi nie mieli wstępu na obszary, które on zajmuje. Tak jest zawsze ze sławnymi poetami. Partia, policja, jakaś polityczna siła powinna mieć po swojej stronie poetę, bo to ma wymiar nobilitujący. To jedna ze zdobyczy rewolucji socjalistycznej, czego nikt właściwie nie rozumie, jedynie my tutaj. I dzięki temu sporo na tym korzystamy. Otóż jest tak, jeśli likwiduje się fizycznie i fiskalnie klasę nobilów musi powstać na jej miejscu coś, co będzie ją imitowało. Nie może być inaczej, bo tak jest już zorganizowane ludzkie stado. Nawet jeśli mamy do czynienia ze skrajnym przykładem rewolucji socjalistycznej, takiej jak w Kambodży. Tam też były elity i tam też marzono o nobilitacji. Normalnie jest tak, że elity dzielą się na jawne i tajne. Tajne to te, które własnymi rękami mordowały klasę posiadaczy, a teraz dzierżą władzę. Jawne zaś to te, które przy tej likwidacji ubrudziły się najmniej, czyli propagandyści opiewający rewolucję, zwani czasem poetami.

Zawoła ktoś – daj pan spokój, przecież Rymkiewicz nikogo nie zamordował! Oczywiście, że nie, ale podobnie jak wszystkie dziś partie polityczne jest on jednym ze spadkobierców socjalistycznego przewrotu, który na przełomie wieków XIX i XX całkiem zmienił świat. Poeci, pisarze, twórcy generalnie to dziś klasa nobilów. Kłopot w tym, że polityka chciałby mieć w ręku sito, na którym odsiewać będzie tych jej potrzebnych, od tych co się nie nadają. Istnieje jednak coś takiego jak pozory, które socjalizm wypracował, żeby usprawiedliwić przed innymi socjalistami swoje zbrodnie i lepiej wypaść na tel Czerwonych Khmerów. I one muszą być zachowane. A skoro tak, każdy teoretycznie może pisać wiersze i liczyć na sukces. I tu jest właśnie ta pułapka. Każdy może, ale o sukcesie musi zapomnieć jeśli nie zna redaktora Staszewskiego z gazowni, albo jakichś prawicowych redaktorów. Z tymi ostatnimi jest znacznie gorzej niż ze Staszewskim, ponieważ on chce być tylko dziennikarzem, oni zaś chcieliby być dziennikarzami, poetami, pisarzami, noblistami, a Terlikowski chciałby jeszcze mieć swój harem do tego. Dlatego właśnie pisanie wierszy o Smoleńsku nie ma sensu i zawsze spotka się jedynie z milczeniem – periodyki prawicowe, albo szyderstwem – gazownia. Rymkiewicz zaś będzie stał tam gdzie stoi i patrzył spod swoich krzaczastych brwi. Kiedy zaś go zabraknie, postawią na jego miejscu inną figurę, albo wręcz manekin, żeby było taniej…” (coryllus)

całość tu: Kłótnie poetów patriotów

Witold Pruszkowski - Wizja

Witold Pruszkowski – Wizja

Historia naturalna i porwanie Europy, oraz wybrane propozycje nie do odrzucenia z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami. UE w dołku Healey’a.


Oleksii Gnievyshev - Porwanie Europy

Oleksii Gnievyshev – Porwanie Europy

„…Bunt Odoakra w 476 roku był tylko smutnym potwierdzeniem końca istnienia wielkiego ongiś cesarstwa. Wandalowie w tym czasie byli zajęci budową zrębów swego państwa w północnej Afryce, a Wizygoci pod wodzą Ataulfa wtargnęli do południowej Galii i wokół jednego z jej głównych miast, Tuluzy, utworzyli niewielkie, ale silne państwo. Wkrótce przekroczyli Pireneje i wkroczyli do Hiszpanii. W drugiej połowie V wieku, za panowania Euryka, wyparli resztki administracji cesarskiej i sami podjęli dzieło budowy własnego królestwa.

Na zalanych przez barbarzyńców obszarach byłych prowincji Cesarstwa Rzymskiego zaczęły powstawać państwa, których charakter był odmienny od wcześniejszych związków plemiennych. Dotychczasowa germańska wspólnota plemienna oparta była na demokracji wojennej. Wszelkie decyzje dotyczące polityki plemienia podejmował wiec, w skład którego wchodzili wszyscy wojownicy. Decydujący głos miał wódz lub książę (rzymski dux) oraz starszyzna rodowa. Często zamiast niej wokół księcia funkcjonowała rada plemienna, złożona z naczelników rodów, bądź klanów.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego dawne uprawnienia naczelników klanów zostały ograniczone na rzecz księcia i wyznaczonych przez niego urzędników. Nie powstała jednak administracja oparta na zawodowej warstwie urzędniczej, ani urzędy o ściśle określonych kompetencjach. Władca osobiście udzielał instrukcji dotyczących konkretnej sprawy, a wyznaczony poddany był tylko jego wysłannikiem.

Sądownictwo zachowało dawny charakter patrymonialny, choć w przypadku sporów w łonie rodów arystokratycznych istniała możliwość odwołania się do decyzji księcia. Z reguły jednak wszelkie sprawy natury cywilnej, jak małżeństwa, dziedziczenie, czy umowy kupna i sprzedaży regulowały dawne prawa zwyczajowe. W sprawach kryminalnych, zwłaszcza dotyczących zabójstwa, bądź zniewolenia kobiety, każdemu klanowi przysługiwało prawo krwawej zemsty.

Pierwsi monarchowie

Jako pierwsze do tworzenia organizmów państwowych przystąpiły plemiona germańskie. Przez wieki sąsiadując z Rzymianami, zdołały przyswoić sobie pewne elementy kultury prawnej Rzymian. Część z nich posługiwała się łaciną, a arystokracja niektórych z nich uważała się za obywateli rzymskich.

Najsilniejszym związkiem plemiennym byli Frankowie, którzy odziedziczyli w dawnej prowincji Galii niezłą sieć rzymskich dróg, miasta i obwarowane osady oraz sprawnie działającą organizację kościelną. Pierwszy władca, któremu udało się podporządkować większość Franków, Chlodwig, prędko zrozumiał, jak istotne znaczenie ma Kościół dla scementowania jedności rodzącego się państwa. Zapewne z tego względu w 496 roku, jako pierwszy z germańskich władców, dobrowolnie przyjął chrzest z rąk katolickich duchownych.

Obszar państwa stanowił własność księcia (patrimonium), choć zarówno Chlodwig, jak i jego następcy radzili się w najważniejszych sprawach wiecu. Na wiecach zapadały decyzje o wojnie i pokoju, dokonywano podziałów łupów, a także obierano wodza (księcia), bowiem w pierwszym okresie istnienia państwa frankijskiego tron książęcy nie był dziedziczny.

Dwór monarszy składał się z dostojników świeckich i duchownych. Najważniejszą osobą po księciu był majordom (majordomus), który zastępował władcę we wszystkich sprawach w czasie jego nieobecności. Spośród duchownych ważną rolę odgrywał spowiednik książęcy, choć oficjalnie nie wnikał w meandry polityki. Inni księża zajmowali się przede wszystkim prowadzeniem kancelarii, gdyż byli najczęściej jedynymi osobami umiejącymi pisać, czytać i formułować dokumenty…

Od 493 roku istniało również silne królestwo germańskie w Italii. Jego twórcą był władca Ostrogotów, Teodoryk Wielki, który za namową bizantyjskiego cesarza Zenona pokonał Odoakra. Władca Bizancjum nie miał jednak złudzeń, że Teodoryk zwróci mu władzę nad Italią. Zdecydował się więc na powierzenie mu namiestnictwa, dzięki czemu, przynajmniej formalnie, Italia powróciła do Cesarstwa Bizantyjskiego.

Tak więc Teodoryk stał się z jednej strony bizantyjskim urzędnikiem, z drugiej zaś nadal pełnił funkcję monarchy Ostrogotów.

Rychło po objęciu władzy w Italii okazało się jednak, że Teodoryk nie zamierza ograniczać swoich rządów wyłącznie do wypełniania instrukcji cesarskich. Z własnej inicjatywy skonfiskował ziemie dawnych zwolenników Odoakra, hojnie nagradzając nią zaufanych oficerów, ustalił wysokość podatków, a wobec Ostrogotów nadal stosował zwyczajowe prawa germańskie. Jedynie wobec ludności rzymskiej posługiwał się prawem ustanowionym przez cesarzy. Jako arianin liczył się z silną opozycją katolicką wśród Rzymian, cieszącą się poparciem papieży. Nie ingerował więc w sprawy religijne, wykazując rzadką w tej epoce postawę tolerancji.

Dwór w Konstantynopolu również nie interesował się sprawami wiary w Italii, zwłaszcza że następcy Zenona jawnie sprzyjali monofizytom, uznającym w Chrystusie jedną, ale zarazem boską i ludzką naturę.

W 527 roku sytuacja uległa zmianie. Na tronie w Konstantynopolu zasiadł Justynian, nieprzejednany katolik i w dodatku człowiek o nieposkromionych ambicjach politycznych. W 555 roku ostatni władca Ostrogotów, Tejas, został ostatecznie pokonany, co przypieczętowało los pierwszego barbarzyńskiego państwa w Italii. W kilkanaście lat później, w roku 568, Półwysep Apeniński najechali Longobardowie, wywodzący się z tej samej grupy etnicznej co Ostrogoci.

Jednak już w 574 ich związek plemienny rozpadł się na kilkadziesiąt mniejszych organizmów, co z kolei spowodowało, że Bizantyjczykom udało się utrzymać skrawki Półwyspu. Nietknięte pozostało również państwo Kościelne, a w środkowej Italii niezależność utrzymało księstwo Spoleto.

Longobardowie, w przeciwieństwie do swych poprzedników, porzucili politykę ugodową wobec ludności rzymskiej. Od początku uznali ją za ludność podbitą, wobec której można dowolnie interpretować prawo. Toteż wypracowane przez jurystów rzymskich zasady regulacji sporów były przez nich stosowane tylko wówczas, gdy sprzyjały ich interesom.

W 597 roku na wyspy brytyjskie przybyła misja wysłana przez papieża Grzegorza VII, której udało się schrystianizować południową część Anglii. Z kolei z wyspy Iona, wyruszyła podobna misja do kraju Piktów, kierowana przez mnichów irlandzkich. Również i ona zakończyła się powodzeniem.

Na początku VII wieku Brytania przedstawiała mozaikę walczących ze sobą królestw, ochrzczonych, ale hołdujących nadal pewnym plemiennym zasadom ustrojowym. Obok książąt (coerls), najważniejszą rolę odgrywała arystokracja, skupiona wokół naczelników (earls), bowiem na niej spoczywał militarny wysiłek obrony ziemi oraz prowadzenia wypraw.

Ludność trudniąca się rolnictwem miała status półwolnej (laets), bowiem już wówczas była obarczona pewnymi powinnościami wobec właścicieli ziemskich. Obok niej istniała również pokaźna grupa niewolników (theows), rekrutująca się najczęściej z brańców, rzadziej z zakupu. Handel niewolnikami na miarę antyku nie istniał bowiem w społecznościach germańskich.

Dawną wspólnotę rodową zastąpiły gminy wiejskie (township), zarządzane przez zebrania wolnych mieszkańców (galimot). Decydowały one o wyrębie lasów, użytkowaniu łąk, a przede wszystkim o tym, co w danym roku będzie uprawiane.

Z czasem gminy zostały zastąpione przez centeny, czyli okręgi zamieszkałe przez 100 wojowników, podobnie jak u Germanów na kontynencie. Na czele takiej wspólnoty stał starosta centeny, hundred-moot, którego obowiązkiem było zwoływanie raz w miesiącu zgromadzenia. Ponadto realizował on zadania w zakresie bezpieczeństwa publicznego i przestrzegania obyczajów. Sądownictwo sprawowało 12 starszych, którym przewodniczył sędzia królewski.

Stan posiadania poszczególnych rodów zależał od udanych wypraw wojennych. Jedne stawały się szybko konkurentami władcy, pod względem posiadanego majątku, inne musiały szukać opieki u bogatszych sąsiadów. Earl przyjmujący pod opiekę zubożałych sąsiadów stawał się hlafordem (późniejszym lordem), a więc odpowiednikiem średniowiecznego suwerena. Wszyscy wolni, jak też półwolni mieszkańcy owych państewek mieli obowiązek uczestnictwa w wyprawach wojennych oraz pracach przy budowie mostów, dróg i grobli. Przy czym własny koń i rynsztunek wymagany był od ludzi wolnych.

U progu średniowiecza

Czasy, które nastały po upadku Cesarstwa zachodniego zwykło się określać mianem wczesnego średniowiecza. Trwało ono mniej więcej do X wieku w Europie Zachodniej, a do XII w. w Europie Wschodniej. W tym okresie powstaje większość współczesnych państw europejskich, a własność ziemi i stopień poddaństwa staje się podstawą stosunków feudalnych. Pozycję swą umacnia Kościół, który jednak nie odgrywa do XI wieku zbyt dużej, samodzielnej roli politycznej.

Po śmierci Chlodwiga w 511 roku państwo Franków rozpada się na zachodnią Neustrię i wschodnią Austrazję. Chociaż w obu panują przedstawiciele Merowingów, nie ma między nimi zgodności co do polityki zewnętrznej, a często dochodzi nawet do wojen.

Z czasem coraz większą rolę na frankijskich dworach zaczynają odgrywać majordomowie z domu Karolingów. W 732 roku, jeden z nich, Karol Młot, powstrzymał pod Poitiers napór Arabów z Hiszpanii. Choć w rzeczywistości Arabowie nadal plądrowali Francję, Karol Młot wedle późniejszych legend urósł do rangi obrońcy Europy przed Maurami.

Na wschodzie, około roku 622 Słowianie podnieśli bunt przeciwko Awarom, który zakończył się pomyślnie. Na jego czele stanął tajemniczy kupiec frankijski Samon, któremu udało się zjednoczyć kilka grup plemiennych zamieszkujących obszary dzisiejszych Moraw, Czech i Łużyc. W 631 pokonał nawet silny korpus wojsk frankijskich króla Dagoberta I.

Dopiero Karol Wielki po zjednoczeniu Franków uporządkował sprawy na wschodzie, likwidując chanat Awarów oraz podporządkowując sobie Longobardów i Sasów. Co się działo z Samonem i jego posiadłościami – dokładnie nie wiadomo. Być może zostały one wchłonięte przez rodzące się Państwo Wielkomorawskie.

Tak więc na początku IX wieku, po koronacji Karola Wielkiego na cesarza, Europa podzielona została pomiędzy dwa cesarstwa, pomiędzy którymi egzystowały państwa i państewka o różnej kondycji militarnej i gospodarczej. Tak narodziła się Europa…” (Leszek Stundis)

całość tu: Narodziny Europy

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne? oraz: Unia w Horodle jako dziedzictwo polskości, oraz Feliks Koneczny o Polsce między Wschodem a Zachodem. Czy można być cywilizowanym na dwa sposoby?

„…obecna próba zaprowadzenia w Europie jedności i rządów prawa nie jest bynajmniej pierwsza w historii tego kontynentu. Pierwszą taka próbą było Cesarstwo Rzymskie, a kiedy nawet i ono rozpadło się na Wschodnie ze stolicą w Konstantynopolu i Zachodnie za stolicą w Rzymie – to już tylko Zachodnie. Kiedy jednak i Zachodnie Cesarstwo legło w gruzy za sprawą Odoakra, germańskiego generała z plemienia Cherulów, który w 476 roku nie tylko zrzucił z tronu ostatniego cesarza Romulusa Augustulusa (warto zwrócić uwagę , że słowo „Augustulus” jest zdrobnieniem od słowa „August”, coś jak „Augustek” – zaś słowo „August” oznacza „wywyższony”, a nawet „uświęcony” – to możemy sobie wyobrazić, jak groteskową postacią musiał być ten ostatni cesarz; być może nawet równie groteskową, jak belgijski monarcha, który abdykował na jeden, czy dwa dni, żeby umożliwić legalizację w Belgii aborcji), ale w dodatku odesłał cesarskie insygnia do Konstantynopola. W rezultacie gestu Odoakra, Rosja ma godło w postaci dwugłowego orła. Bo wskutek gestu Odoakra, dziedzicem tradycji obydwu Cesarstw stał się Konstantynopol, który po upadku Zachodniego Cesarstwa przetrwał jeszcze około 1000 lat i upadł dopiero w roku 1453, wskutek najazdu Turków Osmańskich. Z wnuczką cesarza Manuela Paleologa, Zofią Paleolog, ożenił się moskiewski książę Iwan III Srogi, który z racji tego ożenku uznał się za spadkobiercę tradycji obydwu Cesarstw i w roku 1497 wprowadził dwugłowego (z uwagi na tradycje obydwu Cesarstw: Zachodniego i Wschodniego) orła jako godło Rosji – bo wcześniej zaczął posługiwać się tytułem „Gosudara wszystkiej Rusi”, nie uznanym jednak przez polskiego króla Aleksandra Jagiellończyka. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Po „wiekach ciemnych” jakie nastały po upadku Cesarstwa Zachodniego, nadszedł okres „renesansu karolińskiego”. Frankoński król Karol, zwany Wielkim, zarówno ze względu na swoje dokonania, jak i imponującą posturę, którą odziedziczył po matce, Bercie O Wielkiej Stopie, a właściwie O Wielkich Stopach (bo o „Wielkiej Stopie” Berty śpiewał jedynie średniowieczny poeta Franciszek Villon w „Balladzie o paniach minionego czasu”), w dzień Bożego Narodzenia roku 800 przyjął w Rzymie z rąk ówczesnego papieża tytuł Cesarza Rzymskiego – co wyrażało polityczny program odtworzenia w Europie państwa uniwersalnego, na podobieństwo Cesarstwa Rzymskiego. Potęga Karola musiała promieniować daleko poza granice jego państwa, a najlepszym tego świadectwem jest choćby fakt, że we wszystkich językach słowiańskich nazwa osoby panującej pochodzi od imienia „Karol” (łac. Carolus): polski król, czeski kral, serbski kral, rosyjski karol… Kres temu wielkiemu państwu położył w 843 roku traktat w Verdun, dzieląc je między Ludwika Pobożnego, Karola Łysego, Ludwika Niemieckiego i Lotara. Z tych działów powstały dwa państwa: Francka i Niemcy, które przez następne 1000 lat walczyły o pas Lotarowy, rozciągający się od Morza Północnego po Italię. Z tego pasa Lotarowego w 1830 roku wyłoniła się między innymi Belgia, początkowo neutralna, ale po II wojnie przystąpiła do NATO i Wspólnoty Europejskiej.

Ale Wspólnota Europejska miała swoje poprzedniczki w rozmaitych mutacjach państwa uniwersalnego. Po rozpadzie monarchii Karola Wielkiego, od polowy XII wieku formą państwa uniwersalnego stało się „Święte Cesarstwo” później jako Święte Cesarstwo Rzymskie, a jeszcze później – jako Święte Cesarstwo Rzymskie narodu Niemieckiego. W połowie wieku XV na tronie niemieckim zasiedli Habsburgowie, którzy przejęli tytuł Cesarzy Rzymskich i dopiero Napoleon po bitwie pod Austerlitz wymusił na cesarzu Franciszku II zrzeczenie się tego tytułu. Wiele wskazuje na to, że Napoleon wymuszając na Franciszku II zrzeczenie się tytułu cesarza rzymskiego, zamierzał obdarzyć nim własnego syna, który tytuł „króla Rzymu” otrzymał zaraz po urodzeniu. Ale Napoleon został pokonany przez koalicję, której uczestnikiem obok Rosji były również Prusy. No i te Prusy w 1871 roku pokonały Francję, odbierając jej fragmenty pasa Lotarowego w postaci Alzacji i Lotaryngii. W następstwie tego zwycięstwa pruski kanclerz Bismarck doprowadził do proklamowania Cesarstwa Niemieckiego, które wyrażało pruskie ambicje zjednoczenia Europy pod swoim berłem. Te ambicje doprowadziły do wybuchu Wielkiej Wojny, która zakończyła się klęską Niemiec, upadkiem Cesarstwa i rozpadem Austrii.

Próbę ponownego zjednoczenia Europy podjął wkrótce potem pochodzący z Austrii wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, któremu nawet w znacznym stopniu się to udało – ale został pokonany przez koalicję z udziałem Wielkiej Brytanii. Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego – bo taka nazwę przyjęła przejściowo Rosja pod rządami bolszewików. Upokorzona i zbiedniała Francja doszła do wniosku, że dalsze wojowanie z Niemcami o pas Lotarowy i hegemonię w Europie prowadzi tylko do wzmocnienia politycznej potęgi Anglosasów i Rosji, więc postanowiły podjąć jeszcze jedną próbę ustanowienia w Europie państwa uniwersalnego – ale nie metodą „radosnej wojny”, tylko środkami pokojowymi, które okazały się tańsze i nie obciążone takim ryzykiem, zgodnie ze spostrzeżeniem starożytnych Rzymian, ze nie ma takiej bramy, której nie przekroczyłby osioł obładowany złotem. W tym celu Wspólnoty Europejskie, dysponujące zaledwie niecałymi dwoma procentami europejskiego Produktu Brutto, stworzyły cały system przekupstwa, nakierowany przede wszystkim na podane na korupcję elity polityczne poszczególnych krajów europejskich. Może nie byłoby nic złego w tej kolejnej próbie odtworzenia w Europie uniwersalnego państwa na podobieństwo Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego, gdyby nie to, że Unia Europejska nie tylko w niczym nie przypomina Cesarstwa Rzymskiego, a jeśli już – to tylko w objawach degeneracji obyczajowej i ideowej. Unia Europejska nie tylko odcina się od rzymskich korzeni, ale w dodatku przy pomocy swoich instytucji forsuje rewolucję komunistyczną, prowadzoną według strategii Antoniego Gramsciego. To po to potrzebna jest owa „jedność”, o której bredzi pan Gwidon Verhofstadt i owe „rządy prawa”, to znaczy, stara, poczciwa pruska dyscyplina, której objawów właśnie zaczynamy doświadczać.” (Stanisław Michalkiewicz)

źródło: Historia naturalna Europy

podobne: Stanisław Michalkiewicz: Czy uda się nam ocalić cywilizację łacińską, czy na jej gruzach zatriumfuje komunizm. i to: „Vae victis!”. Przyczyny upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego analogią czasów współczesnej „cywilizacji zachodu”.

„Pełna unia gospodarcza i walutowa była jądrem pierwotnego wielkiego planu, odrzuconego przez państwa członkowskie na etapie projektowania tej waluty. W tym momencie projekt ten powinien był zostać odrzucony. A że nie został odrzucony, że mieliśmy katastrofę w kraju za krajem strefy euro po jego uruchomieniu: pięć zbankrutowało, większość innych ogromnie zwiększyło stosunek zadłużenia do PKB; że obecnie ułatwia się wprowadzenie UGW – narzuca się pytanie: czy taki był plan B od samego początku?

Czy tak myśleli ci, którzy to wszystko uknuli? Katastrofy w rodzaju tych, co w Irlandii i Hiszpanii zostały dokładnie przepowiedziane już w 1998 roku przez tak słynnego ekonomistę jak Paul De Grauwe, a więc musiały również zostać przewidziane przez tych, którzy byli na pierwszym planie we wdrażaniu tej unii walutowej. Czy wszystkich nas wywiedziono w pole? Czy cały ten ból, cierpienie i trud – a nawet śmierć – w Irlandii, w Grecji, w Portugalii, Hiszpanii, Włoszech, Cyprze były przewidziane, a nawet planowane? Jestem przeciwko UGW. Im szybciej Irlandia się wydostanie, tym lepiej…” (Luke Ming Flanagan)

całość tu: Jestem przeciwko UGW

podobne: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy ? a także: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?  oraz: Tomasz Gabiś: Europejska unia walutowa jako system socjalistycznej redystrybucji kosztem Niemców…(?)

„…Euro nie działa. Nawet po poluzowaniu ilościowym, wzrost w strefie euro w tym roku to żałosne 1,5%, i to po siedmiu latach od krachu finansowego, na który nadal zrzucacie winę za wszystkie swoje nieszczęścia. We Włoszech wzrost wynosi 0,8%, a w biednej Grecji 0,5%. Po tym, gdy tak wiele zasobów produkcyjnych zostało wyjętych z użytkowania po katastrofie, wasz roczny wskaźnik wzrostu powinien zaczynać się od trzech, a nie od zera, wszędzie w strefie euro. Moi koledzy z grupy EFDD w Ruchu Pięciu Gwiazd ujmują to bardzo dobrze, kiedy mówią: „wystarczająco dużo czasu minęło, aby ocenić polityczną i ekonomiczną porażkę projektu euro”, oraz że „rozbieżności i braki równowagi zostały pogłębione”.

Co do bezrobocia, brytyjska stopa wynosi 5,3%, stopa w strefie euro jest dwukrotnie wyższa: 10,7%, mimo że przejmowaliśmy nadwyżki siły roboczej od was poprzez migrację. A mimo to chcecie więcej przymusowej integracji, zamiast uwalniać odmienne gospodarki w ich własnych walutach i własnych systemach stóp procentowych, nadzorowanych przez ich własne demokracje.

Dół, który kopiecie teraz jest tak głęboki, że wkrótce będziecie w stanie pogrzebać w nim wszystkie perspektywy gospodarcze UE.” (Patrick O’Flynn)

całość tu: Prawo dołków Healey’a

podobne: ZnZ: Pod rządami socjalistów aż 84 miliony obywateli UE żyje poniżej progu ubóstwa oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów).

„…Unia ma na głowie naprawdę poważne problemy z którymi zmaga się często bardzo nieudolnie, co skutkuje ich narastaniem i w konsekwencji coraz większą jej dezintegracją. Chodzi między innymi o masową imigrację do UE (w 2015 liczba imigrantów przybyłych do UE przekroczyła milion), problemy krajów Południa strefy euro, w tym wręcz dramatycznej sytuacji Grecji, wreszcie ewentualnego Brexitu w wyniku referendum w W. Brytanii w 2017 roku.

Problem masowej imigracji wywołany nieodpowiedzialną polityką Niemiec i ich kanclerz Angeli Merkel, doprowadził do poważnych podziałów wśród krajów UE, część z nich (Węgry, Słowacja i Czechy), skarży decyzję Rady o tzw. kontyngentach uchodźców do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, wreszcie niektóre zawieszają funkcjonowanie przepisów strefy Schengen i wprowadzają kontrole na granicach (np. Dania na granicy z Niemcami, czy Szwecja na granicy z Danią).

Podobnie mimo wpompowania w Grecję ponad 300 mld euro przez instytucje europejskie, kryzys w tym kraju w dalszym ciągu trwa, bezrobocie wśród ludzi młodych przekracza 50% i jeżeli sytuacja się nie zmieni to jak mówią w PE posłowie greccy od lewa do prawa, temu krajowi grozi po prostu rewolucja. Trochę lepsza ale w dalszym ciągu trudna jest sytuacja gospodarcza w Portugalii i Hiszpanii, na granicy recesji znajduje się gospodarka włoska, więc cała strefa euro ciągle chwieje się w posadach.

Wreszcie warunki jakie postawił Radzie i Komisji premier Cameron są takiego kalibru, że raczej nie będzie zgody pozostałych 27 krajów członkowskich na ich spełnienie, a to oznacza, że brytyjskie referendum w 2017 roku może przynieść decyzję o wyjściu tego kraju z UE…(Zbigniew Kuźmiuk • naszeblogi.pl)

całość tu: Posłowie frakcji ECR popierają rząd PiS w sporze z KE

podobne: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. oraz: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

…Pięć lat temu w pisanym na łamy „Polonia Christiana” tekście „Klasycy antypolonizmu” stwierdzałem oczywistości: Oto Polskę krytykuje się, redukuje i stawia w stan likwidacji zawsze z pozycji wyższości cywilizacyjnej – w imię „ogólnoludzkich” celów. Zawsze idzie o jeśli nie o „zabezpieczenie pokoju w świecie”, jeśli nie o „wspólne zwycięstwo” (np. „nad faszyzmem”), to przynajmniej o dobro samej Polski (np. jej „dostosowanie do standardów” i „pełną integrację”). Do kanonu antypolonizmu należy nigdy nie wyrażane wprost, a jednak najgłębiej żywione przekonanie, że Polska zostawiona samej sobie jest potencjalnie niebezpieczna – na zewnątrz (np. zagraża „jedności”) i do wewnątrz (zagraża np. „mniejszości”). Że zatem Polska powinna, musi – w imię nieubłaganych praw postępu – być poddana jakiejś kontroli. Inaczej bowiem niechybnie „zbudzą się demony” (fakultatywnie: „nietolerancji”, „ksenofobii”, „antysemityzmu”). Nie można więc Polski zostawić samopas – trzeba ją urzędowo ubezwłasnowolnić, poddać kurateli oświeconych guwernantek, które już wiedzą jak sprawić, by Polacy wyzbyli się złych nawyków wysysanych z mlekiem matki.

Pozostaje nadzieja, że zwłaszcza w ostatnich latach skokowo maleje podatność Polaków, zwłaszcza młodych na pedagogikę wstydu z jednej, a i zwykłe pogróżki z drugiej strony. Chwała Bogu, wielu z nas zdążyło już zauważyć, że niezależnie od tego, jak daleko zajdziemy na drodze kompromisu, konformizacji, a potem konsekwentnie bezwarunkowej kapitulacji – Polska z zasady jest dla „obozu postępu” w ogóle nie do przyjęcia. Ze strony dziedziców Komeniusza nie ma i nie będzie przyzwolenia na żadną prawdziwą Polskę – zwłaszcza tę trwającą przy Tradycji. Nie ma zatem istotnych źródeł trwałego i pożytecznego Jej istnienia – innych, niż Wola Boża i nasza własna wolna wola. Co sobie z całą mocą uświadomiwszy, możemy odetchnąwszy z ulgą zacząć poważnie myśleć o odzyskaniu kontroli nad własnym życiem narodowym. A to oznaczać powinno opracowanie planu pilnego wycofania się ze stanu tej uwłaczającej zależności, którą Andrzej Olechowski (b. MSZ III RP, w PRL TW SB „Must”, uczestnik spotkań Grupy Bilderbergu i Komisji Trójstronnej), gdy przed laty zachwalał Polakom uroki Eurokołchozu, wskazał jako najważniejszą korzyść: „możliwość współdecydowania o własnych sprawach” (sic!).” (Grzegorz Braun)

całość tu: Perswazje, pogróżki i propozycje nie do odrzucenia. Z dziejów międzynarodowego „dialogu” z Polakami

podobne: Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą  a także: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset? oraz: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?  i to: „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Na czym polegać ma wspólnota?
Czy to jest wolność? Czy zależność?
O wojnę kraj nasz już się otarł.
Gdzie jest przystanek „Niepodległość”?
 
Były rabunki i wyprzedaż
i były pochylone głowy.
My już myślimy: Jak się nie dać… !
Przywrócić system narodowy!
 
A to się obcym nie podoba.
Są groźby i medialna scysja.
Wiersz zna też dosadniejsze słowa –
gdzie go całować ma Komisja!
 
Czy Unia bywa antypolska,
przeciwna ludziom oraz rządom?
Socjalistyczna? Genderowska
i wroga odmiennym poglądom?”

Marek Gajowniczek: „Unia antypolska” 

podobne: „Do dwunastu mediów” czyli „wiersz do każdego polskiego ucha”. oraz: Pociąg do Unii… i to: Sznur…

na koniec: „Je suis idiot” czyli… marsz EUnuchów i haracz dla Turcji (z motywem kurdyjskim w tle). Czy zamachy w Belgii to wystarczający powód do zaostrzenia przepisów „antyterrorystycznych” w Polsce?

Porwanie Europy (przez Islam)

Porwanie Europy (przez Islam)

Lech, czarownica i stara szafa. Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI. Festiwal hipokryzji, teorie spiskowe i brak konkretów.


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…W związku z informacją przekazaną w dniu 16 II br. opinii publicznej przez prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego nt. oferty wdowej po gen. Czesławie Kiszczaku próbującej sprzedać Instytutowi doniesienia TW ps. „Bolek” pragnę oświadczyć, że:

Znalezione w mieszkaniu Kiszczaków dokumenty powinny zostać natychmiast zabezpieczone przez prokuratorów IPN i w obecności pracowników BUiAD (archiwum) IPN spisane w formie protokołu, który powinien zostać upubliczniony;

— Wszystkie dokumenty powinny już dzisiaj zostać przewiezione do IPN i tam zdeponowane (istnieje przypuszczenie, że fizycznie zabezpieczyła je Policja bez spisania protokołu w obecności przedstawicieli IPN);

— Dokumenty powinny zostać poddane oględzinom przez prokuratorów KŚZpNP IPN – w obecności przedstawicieli BUiAD IPN – i przekazane do opracowania oraz ewentualnej konserwacji, po czym niezwłocznie włączone do zbioru ogólnego archiwum IPN;

Dokumenty w ciągu najdalej kilku dni powinny zostać udostępnione dziennikarzom i historykom w czytelni IPN (również w formie elektronicznej kopii roboczej ze względu za spore zainteresowanie opinii publicznej); Prezes IPN powinien udzielić konkretnej informacji, czy znalezione u Kiszczaków dokumenty dotyczą jedynie L. Wałęsy, a jeśli nie, to kogo lub jakich spraw;

— Prezes IPN i dyrektor KŚZpNP IPN prok. Dariusz Gabrel, który również był zaangażowany w dzisiejsze działania prokuratorów IPN, powinni udzielić informacji czy w kwestii oceny i kwalifikacji znalezionych dokumentów prosili o pomoc przedstawicieli ABW;

— Prezes IPN powinien w szczegółach poinformować o wizycie wdowej po gen. Cz. Kiszczaku w IPN, złożonej przez nią oferty oraz udokumentowaniu tego faktu przez służby IPN (kto rozmawiał z wdową, czy był świadek rozmowy, czy powstała notatka służbowa?);

— Prezes IPN i KŚZpNP IPN powinni udzielić informacji czy wdowa po gen. Kiszczaku została przesłuchana przez prokuratora IPN; Prezes IPN i KŚZpNP IPN powinni udzielić informacji na temat przeszukania innych nieruchomości (w tym posiadłości na Mazurach) należących do Kiszczaków w celu zabezpieczenia materiałów archiwalnych.

(…)

Wałęsa był współpracownikiem SB o ps. „Bolek”, którego współpraca nie była ani „kilkunastomiesięcznym incydentem” w jego biografii, ani jego „realna współpraca” nie „trwała prawdopodobnie do 1972” jak możemy przeczytać w „Encyklopedii Solidarności” autoryzowanej przez IPN i osobiście przez prezesa Kamińskiego, ale trwała kilka lat, wymierzona była w konkretne osoby (blisko 30 osób) i wynagradzana finansowa.

Poza tym, fakt współpracy agenturalnej L. Wałęsy z SB odgrywał później istotne znaczenie w okresie działania w okresie Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, w Sierpniu ’80, w sposobie kierowania przez niego ruchem NSZZ „Solidarność”, a także wpłynął na kształt reform ustrojowych po 1989 r. Jednym z faktów potwierdzających stopień uwikłania Wałęsy we współpracę z SB i konsekwencje tego w wolnej Polski jest zorganizowany zabór i kradzież dokumentów „Bolka” przez wysokich urzędników państwowych z MSW, UOP i urzędu prezydenta RP w latach 1992-1995.

Za te przestępstwa nikt nie poniósł jakiejkolwiek odpowiedzialności. Mimo złożenia odpowiednich wniosków do prokuratury IPN o ściganie tych przestępstw (m. in. przez Henryka Jagielskiego), sprawy te zostały umorzone, a L. Wałęsa nie został w tej sprawie nawet przesłuchany…”

całość tu: Oświadczenie Sławomira Cenckiewicza. „Wałęsa był współpracownikiem SB o ps. ‚Bolek’”

„…Co znajduje się w pozostałych 50 kg akt? Można domyślać się, że są tam również inne teczki „w całości”. Cezary Gmyz dodał także: Są to oryginały donosów i pokwitowań TW Bolka, a nie kopie. Prócz tego duża ilość zdjęć z Magdalenki

Wczoraj przez kilka godzin – do późnego wieczora – policjanci dokonywali, w obecności prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej, przeszukania w warszawskim domu Marii Kiszczak. Wyniesiono stamtąd kilka kartonów dokumentów.

Przeszukanie to efekt wizyty wdowy po Kiszczaku w IPN. Przedstawiła ona zapisaną obustronnie odręcznie kartkę papieru zatytułowaną „Informacja opracowania ze słów T.W. „Bolek” z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r.” datowaną: Gdańsk, dn. 16.11.74, opatrzoną w lewym górnym rogu nagłówkiem „źrodł. T.W. „Bolek”, przyj. rez. „Madziar”, wpłyn. 16 XI 74 r., odeb. kpt. Z. Ratkiewicz” – jak podał IPN w oświadczeniu…” (niezalezna.pl)  

całość tu: Co zabezpieczono u Kiszczaka?

podobne: Rosjanie mogą posiadać oryginalną teczkę pracy Lecha Wałęsy oraz: Najniższą w skali wartości jest etat donosiciela

„… Jest wielkim skandalem, że dopiero teraz IPN zdecydował się na to, żeby wejść do domu Kiszczaka…

Wyszkowski mówił, że Instytut miał od dawna informację o tym, że takie dokumenty znajdują się w domu generała. Kiszczak bezprawnie posiadał te dokumenty. Dziś IPN mówi, że prowadził śledztwo. To jakieś bzdury. Prezes IPN się kompromituje – stwierdził były opozycjonista.

Wyszkowski wskazał przy tym, jak ważne może być archiwum, jakie zostało po Kiszczaku. Z pewnością są tam dokumenty dotyczące porwania i zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki, Okrągłego Stołu i agentury po stronie solidarnościowej, którą kierowali Kiszczak i Jaruzelski, właściciele teczek – wskazywał.

Zdaniem Wyszkowskiego, Kiszczak nie był jedyną osobą, która nielegalnie przechowywała w domu dokumenty. Jak mówił, miał je też mieć Wojciech Jaruzelski oraz Lech Wałęsa. Wyobrażam sobie, co się dzieje teraz u Michnika i mu podobnych, którzy pewnie trzęsą się teraz z przerażenia, że co ten „głupi Kiszczak tam przechował” – mówił.

Wyszkowski stwierdził, że dziennikarze powinni teraz oblegać IPN, aby żadne dokumenty nie zginęły.” (TV Republika, wpolityce.pl)

źródło: Krzysztof Wyszkowski o archiwum Kiszczaka

„…O wiele lat za późno te dokumenty trafiły do IPN te dokumenty, prawda?

Andrzej Gwiazda: Oczywiście, że tak. To jest dowód na to, że informacje bezpieki były cały czas w grze.

Czyli nie ma pan wątpliwości, że także te dokumenty, z domu Kiszczaka, służyły bieżącej polityce?

Waga tego odkrycia, czy znaleziska, nie wiem jak to nazwać, dopiero będzie – mam nadzieję – znana po analizie tych materiałów. Natomiast nie ma wątpliwości, że każdy dokument poszerza naszą wiedzę. Nawet wydawałoby się na pierwszy rzut oka – nic nie znaczący – może naprowadzić badaczy, czy śledczych, na ścieżkę, która wcześniej wszystkim całkowicie umknęła.

Mówi się w tym momencie, że tam są dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy – TW Bolka. Ale pojawiły się przypuszczenia, że może tam być prawdziwa kopalnie wiedzy o elitach III RP. Skłania się pan ku takich przypuszczeń?

Tak. Nie pamiętam przy jakiej okazji, ale Kiszczak powiedział, że jest w stanie ujawnić sto nazwisk ważnych ludzi w III RP, a którzy są w najmniejszym nawet stopniu niepodejrzewani o związki z bezpieką. I – żona podpowiada mi, że Kiszczak powiedział także, że od tych dokumentów zatrzęsie się cała scena polityczna. I faktycznie należy się z tym liczyć, że mogą to być dokumenty, które zatrzęsą sceną polityczną i szereg dotychczasowych autorytetów zostanie obnażonych.

A nie zastanawia Pana fakt, że Kiszczak przez cały czas bezprawnie przechowywał dokumenty, mimo że był kilka razy podsądnym. Państwo zawiodło, bo można było już dawno – zgodnie z prawem – te materiały sądownie mu skonfiskować.

To jest III RP właśnie. To skutek stanu wojennego i dalszych jego konsekwencji – w tym umów okrągłego stołu.

Zapewne rozmawia pan z małżonką o tej sprawie; czy domyślacie się państwo na kogo mogą być w tych materiałach „haki”?

Jest wiele „autorytetów”, które podejrzewamy o związki z bezpieką. I to bardzo silne związki. Ale co innego podejrzenia, a co innego pewność…” (Sławomir Sieradzki • wpolityce.pl)

źródło: Andrzej Gwiazda: „Mogą to być dokumenty, które zatrzęsą sceną polityczną i szereg dotychczasowych autorytetów zostanie obnażonych”

…z archiwum strony: Lech Zborowski, 2009.04.10 21:53 Tajemnice piwnicy Marszałka Borusewicza

Pan Marszałek pomija całkowitym milczeniem fakt, ze dokumenty na swój temat ma w swoich rękach już od czasów, kiedy nikt z nas nie miał do nich żadnego dostępu. Co więcej, był on w posiadaniu dokumentów na temat wielu innych osób, w tym swoich WZZtowskich kolegów w czasie, kiedy oni sami nie wiedzieli, ze takie dokumenty istnieją. Chciałbym, aby pan Marszałek równie publicznie jak atakuje IPN odpowiedział jak wszedł w ich posiadanie. przeczytaj cały artykuł„.

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? oraz: Kiszczak czyli sprawiedliwości stało się na złość. Polską manipuluje (z telewizora) i rządzi postsowiecka żulia

„…Mogliśmy być znacznie dalej niż jesteśmy pod każdym względem, gdyby nie działania Bolków już po 1989 roku, gdyby nie Wałęsa, Bartoszewski, Michnik, Geremek, Mazowiecki, Kuroń, Komorowski, Tusk, Małachowski, Szczypiorski itp, ludzi z wszczepionym KODem zniewolenia, których ustawiła na najwyższych pozycjach w państwie bezpieka cywilna i wojskowa pod nadzorem Kiszczaka. To dzięki Bolkom kontrolowanym przez ludzi Kiszczaka i resortowym dzieciom w newralgicznych dla państwa instytucjach i w gospodarce, z lidera przemian w 1990 spadliśmy na ostatnie miejsce już w 1997 roku.

Ten KOD Bolka degenerował instytucje państwa do stanu określonego obrazowo przez min. Sienkiewicza jako ch. d. i kamieni kupa. To KOD Bolka sprawił, że Sawicka została bohaterką niemal narodową, podobnie doktor G., Blida, sędzia Milewski na telefon z kancelarii premiera czy sędzia Łączewski skazujący najuczciwszego człowieka w Polsce tropiącego przestępców szczególnych – wysoko ustawionych, którzy przez 20 lat byli NIETYKALNI, często powiązanych z przestępczymi strukturami mafijnymi wyrosłymi z dawnych służb. Ten KOD Bolka niszczył bohaterów i wspaniałych ludzi takich jak senator Kern, demoralizował i reatomizował społeczeństwo…” (Janko Walski • naszeblogi.pl)

źródło: KOD Bolka ***

podobne: „Tadeusz Mazowiecki sadził drzewo III RP”… które wydało zgniłe owoce. a także: Geremek idzie na wojnę z Pospieszalskim czyli…Święte krowy na cenzurowanym i to: Prof. Kieżun i SB. Dokumenty IPN. Czy autorytet to już świętość? polecam również: CBOS: 33 proc. Polaków uważa, że po 1989 r. trzeba było rozliczyć PRL. Wśród zwolenników „porozumienia” wyborcy PISu.

„…dziwna historia z Marią Teresą Kiszczak, a właściwie z archiwum jej męża dowodzi, że nikt w III RP nie chciał realnie przycisnąć ojców założycieli III RP. Co oznacza, że nie było woli pozbawienia ich statusu świętych krów, mimo że mieli wiele na sumieniu, a często i krew na rękach. Kiszczak nie musiał chyba nawet chować swego archiwum, bo wiedział, że nikt po nie nie przyjdzie. Po prostu się nie odważy. I to fatalnie świadczy o III RP. Za czymś takim musiała bowiem stać jakaś umowa i mimo zmian władzy ta umowa była respektowana. A to z kolei oznacza, że żyliśmy (i pewnie wciąż żyjemy) w chorej rzeczywistości równie chorych uwikłań, zobowiązań i zastraszeń.

Po trzecie, wciąż są ludzie, którzy dzięki wykradzionym ubeckim papierom mają „trzymanie” na innych ludzi. I część tych osób jest przez tych mających haki sterowana. Dla dobra wszystkich i dla dobra państwa tych szantażowanych trzeba uwolnić, a tych szantażujących pociągnąć do odpowiedzialności. Uwolnić, to nie znaczy zrehabilitować, ale sprawić, że przynajmniej będziemy wiedzieć, czy ktoś robił różne rzeczy, bo musiał, czy sam z siebie. To ważne i dla bezpieczeństwa państwa, i dla publicznej moralności. Warto wiedzieć, czy ktoś robił różne świństwa zdalnie sterowany, czy po prostu miał taki charakter. To samo dotyczy podejmowania strategicznych albo tylko ważnych decyzji.

Po czwarte, niektóre autorytety III RP są od początku do końca stworzone przez ubecję i wstawione w ważne miejsca życia publicznego czy gospodarki. A potem te wykreowane autorytety robiły różne dziwne i paskudne rzeczy, bo były do tego zobowiązane…

różne wykradzione czy wyniesione archiwa były podstawą silnych, choć trudnych do przejrzenia zależności między ludźmi. Innymi słowy – tworzyły coś w rodzaju mafijnej struktury. A ponieważ chodziło raczej o ludzi wpływowych i ustawionych, takie mafijne struktury mogły mieć dużą siłę przebicia i decydować o wielu ważnych sprawach: od awansów przez kontrolę ważnych instytucji po decyzje przeliczalne na duże pieniądze i dalekosiężne skutki. Dotarcie do archiwów czy tylko ich części mogłoby te mafijne struktury rozwalić, a przynajmniej je zneutralizować. O dobroczynnych tego skutkach nie warto nawet wspominać.

Powinno się przeciąć te wszystkie nici wiążące stary system i jego patologie z obecną Polską. Inaczej to wszystko będzie gniło, brzydki zapach wciąż będzie się rozchodził, a obszar zakażenia nie malał. Odzyskanie archiwów może być ważnym krokiem w kierunku zatrzymania choroby i rozpoczęcia leczenia…” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: Historia z wdową po Kiszczaku odsłania sześć ważnych, patologicznych obciążeń III RP

„…Fałszywa legenda Wałęsy była traktowana – słusznie – jako centralny zwornik systemu dezinformacji III RP. Jeszcze dziś głos zabierają etatowi żyranci wałęsowskich matactw: Smolar, Wujec, starszy Lis (ten co do „Solidarności” wszedł z gdańskiej PZPR) i młodszy Lis (jeden z Goebbelsików III RP) et consortes. Łączy ich z Wałęsą wspólnota interesów i podobnie nieprzeparta potrzeba retuszowania własnych życiorysów.

…Na naszych oczach rozgrywa się spektakl hipokryzji w wykonaniu tych, co w porę uciekli z tamtego tonącego okrętu. W komentowaniu najświeższej „rewelacji” odnalezienia oryginałów dokumentów poświadczających zdradę Wałęsy uczestniczy cała parada hipokrytów wcześniej opowiadających się za reglamentowaniem tej smutnej prawdy, albo występujących w charakterze stróżów i żyrantów kłamstwa jego biografii.

…chodziło o podtrzymanie tej wersji, wedle której Wałęsa, owszem, nie jest całkiem w porządku, ale „ma też swoje zasługi”. Ta wersja i dziś ma się całkiem dobrze, i jest bezkrytycznie reprodukowana np. przez ministra Piotra Glińskiego, któremu wciąż zdaje się, że historia „Bolka” to tylko przypadek uwikłania z początku lat 70. Wałęsa, jak mówi pan minister, „się zaplątał”. To kolejna dezinformacja i kolejna wersja zgniłego kompromisu z prawdą.

…Prezentowane nam rozważanie przypadku drobnego kapusia „Bolka” to wersja „soft” i „light” kłamstwa biografii Wałęsy. Poważniejsze sprawy odsłonią się nam, kiedy zobaczymy Wałęsę jako lojalnego donosiciela od lat 60. Najpierw w ewidencji MO, a WSW – już w czasie odbywania przez niego zasadniczej służby wojskowej. Donosiciela oddanego w dzierżawę przez bezpiekę „zieloną”, bezpiece „niebieskiej” na grudzień 1970 i kilka pracowitych lat jakie potem nastąpiły. Do dziś żyją przecież jeszcze jego koledzy-stoczniowcy, na których życiu zaważyły donosy płatnego kapusia „Bolka”. Jednak już w 1976 roku Wałęsa zostaje najwyraźniej reaktywowany jako agent bezpieki wojskowej. Tego ślady dostrzegamy w znanych od dawna dokumentach. Jednak ich interpretacja przez historyków budzi poważne zastrzeżenia.

Jakie to dokumenty i ślady?

To znana od dawna notatka z rozmowy Wałęsy z funkcjonariuszami SB Ryszardem Łubińskim i Czesławem Wojtalikiem z 1978 r. Czytamy w niej, że Wałęsa zapowiedział iż o „nachodzeniu go przez SB zamelduje komu trzeba”. Z całego kontekstu sytuacyjnego wynika, że może chodzić wyłącznie o bezpiekę wojskową. Pamiętajmy, że jak relacjonuje Krzysztof Wyszkowski, Wałęsa zgłosił się wcześniej do działaczy Wolnych Związków Zawodowych jako ewidentny prowokator.

Tym, którzy biorą za dobrą monetę dezinformacje płynące m.in. z gdańskiego muzeum „Solidarności” (etatowo fałszują tam historię ludzie spod znaku prof. Friszke) polecam również uważną lekturę zachowanego protokołu rozmowy Wałęsy z pułkownikami Kilisiem (MON) i Starszakiem (MSW) jesienią 1982 r. Wałęsa prowadzi z nimi dialog w siedzibie prokuratury wojskowej w Warszawie, kiedy jest zwalniany z internowania i podkreśla swoje zasługi dla reżimu komunistycznego.

…Jaką rolę w sprawie ujawnienia materiałów dotyczących TW Bolka odegrała wdowa po generale Kiszczaku?

Jest kilka opcji. Ta najprostsza i chyba raczej mało wiarygodna, że pani Kiszczakowa wykazała się zwyczajnym brakiem rozsądku. A może to osoby życzliwe i bliskie wdowie wytłumaczyły jej, że bycie depozytariuszem takich tajemnic może kosztować życie? Akcja w świetle reflektorów sprawia, że zainteresowani mogą upewnić się, że pani Kiszczakowa nie jest w posiadaniu ani jednej kartki papieru mogącej posłużyć w demaskacji kolejnego historycznego autorytetu i legendy. W tym środowisku dobrze przecież pamięta się tragiczny los małżeństwa Jaroszewiczów. Może więc pani Kiszczakowa zadziałała bardziej racjonalnie, niż się to z pozoru zdawało.

Kiedy słyszę natomiast, że pierwszy jej kontakt z IPN miał miejsce już dwa tygodnie temu, to nie mogę sobie zadać innego pytania: czy w tym czasie nie można było przygotować tej akcji porządnie – aby przy okazji spenetrować domy i dacze większej liczby postpeerelowskich generałów? Przeprowadzona takimi jak nam to pokazano w mediach metodami akcja IPN i służb policyjnych miała dość mizerne efekty – ale przy okazji spełniła funkcję sygnału ostrzegawczego skierowanych do ew. nieprzezornych, by zrobili porządek z papierami, których są depozytariuszami.

…Czyli rozgrywa się – zwłaszcza w mediach – obecnie spektakl mający na celu dalszą reglamentację wiedzy o Wałęsie i III RP?

Owszem. Jeśli bowiem reżimowa telewizja mówi o czymś na okrągło przez 3 dni, to trudno nie pomyśleć jakie tematy schodzą z czołówek…” (z Grzegorzem Braunem rozmawiał Łukasz Karpiel • pch24.pl)

całość tu: W sprawie Wałęsy trwa festiwal hipokryzji i to: Plusy Dodatnie Plusy Ujemne – CAŁOŚĆ – Grzegorz Braun

podobne: Co takiego czczą „farbowane lisy” 4 czerwca i dlaczego „Nocną zmianę”

„…Cóż bowiem po tym, że „wolne media” rozpisują się o „biesiadach z Kiszczakiem” i dostrzegają fałsz „transformacji ustrojowej”, skoro nie podąża za tym świadomość istnienia „skazy pierworodnej” III RP ani wola obalenia bezpieczniackiego tworu? To oznacza, że ujawnienie prawdy o agenturalnej przeszłości Wałęsy, nie tylko nie może podważyć fundamentów patologicznej państwowości, ale zostanie wykorzystane jako przesłanka świadcząca o rzekomym „oczyszczeniu” życia publicznego. Ten rodzaj konwalidacji esbecko-agenturalnego tworu był już wielokrotnie praktykowany.

Tak widowiskowa akcja mogłaby zagrozić interesom autorów kombinacji, gdyby istniała pewność, że PiS podejmie radykalne działania: np. uchwalając nowelę ustawy o IPN i dokonując szybkiej zmiany kierownictwa Instytutu, wszczynając śledztwa w/s „prywatnych zbiorów” esbeckich (przeszukania, rewizje, areszty) czy uchwalając restrykcyjną ustawę lustracyjną i upubliczniając wszystkie zasoby „zbiorów zastrzeżonych” oraz nowo pozyskanych dokumentów. Gdyby zaistniałą sytuację wykorzystano do podjęcia zmasowanej akcji informacyjnej w mediach krajowych i zagranicznych, odebrania uprawnień esbekom i eliminacji tego środowiska z życia publicznego, do zdecydowanej rozprawy z obcą agenturą (pisałem o tym w poprzednim tekście) lub ukrócenia antypolskich działań ośrodków propagandy (powołanych z funduszy bezpieki i zarządzanych przez „przyjaciół Kiszczaka”) – można byłoby mówić o sensownej reakcji.

Ponieważ takie działania nie zostaną podjęte, zaś opinia publiczna jest epatowana wyłącznie sprawą TW „Bolka”, ryzyko przejęcia inicjatywy lub pokrzyżowania planów kombinacji jest praktycznie znikome…

…Już dziś staje się oczywiste, że największa troska partii Jarosława Kaczyńskiego (podzielana również przez elektorat PiS) dotyczy „unikania prowokacji”. Wszechobecny lęk przed posądzeniem o „zemstę polityczną” oraz wizerunkowa dbałość o „demokratyczny sznyt” nowej władzy, zostały skutecznie zaszczepione podczas powyborczej gry z udziałem reżimowych „obrońców demokracji”. Ta kombinacja zdecydowała o obezwładnieniu PiS-u i narzuceniu mu przymusowej roli „gołąbka pokoju” i krzewiciela wartości demokratycznych.
Zdarza się jednak, że zamysł kombinacji jest bardziej złożony, jak np. wówczas, gdy „wystawienie” ma służyć uwiarygodnieniu nowego, znacznie cenniejszego agenta lub jest rodzajem swoistej „deklaracji lojalności”. W takim przypadku, moglibyśmy mówić o działaniach zmierzających do uwierzytelnienia jakiegoś środowiska służb oraz „podrzuceniu” tematu wyjątkowo korzystnego dla układu rządzącego. Za taką interpretacją przemawiałaby wcześniejsza gra, zwana „aferą taśmową”, w której ludzie jednej ze służb umiejętnie dozowali komprmateriały obciążające niektórych polityków PO-PSL. Materiały te były chętnie kolportowane i rezonowane przez żurnalistów „wolnych mediów” – z tym zastrzeżeniem, iż nikt nie zadawał pytań – kto jest rzeczywistym mocodawcą osławionych „kelnerów” i jakie cele przyświecają kombinacji? Warto natomiast pamiętać, że jej efekty medialne znacząco pomogły w zwycięstwie wyborczym PiS i przyczyniły się do wizerunkowego pogrążenia reżimu…

…pojawia się również trzecia, niemniej atrakcyjna teoria. (…) Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w odzyskanych przez IPN „zbiorach Kiszczaka” (bądź w prywatnym archiwum innego, prominentnego esbeka) zostaną znalezione dokumenty świadczące o współpracy agenturalnej któregoś z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości bądź informacje obciążające (kompromitujące) najważniejsze postaci „środowiska patriotycznego”. Jeśli wcześniej, z tego samego źródła uzyskano szereg wiarygodnych dokumentów, na jakiej podstawie można wykluczyć prawdziwość tego, konkretnego przekazu? Kto uwierzyłby, że esbek przechowujący oryginały dotyczące TW „Bolka” lub teczki niezwykle cennych agentów, kolekcjonuje w swoich zbiorach pospolite „fałszywki” i zbiera informacje pozbawione znaczenia?

Takie „znalezisko” byłoby cennym elementem rozgrywki prowadzącej do rozpisania wcześniejszych wyborów, lub przez długie lata pozwoliło eksploatować temat niewygodny dla PiS-u…

…Ponieważ w interesie PiS leży osłona medialna wyjątkowo słabego i pasywnego prezydenta Dudy oraz odstąpienie od rozliczenia najgroźniejszych postępków PO-PSL, nie usłyszymy informacji o losach aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI, o spustoszeniach dokonanych przez środowisko B. Komorowskiego w sferze bezpieczeństwa, a tym bardziej, o sprawach, które podważałyby mitologię „wolnej i demokratycznej” III RP. Dlatego sposób uczestnictwa w obecnej kombinacji zostanie ograniczony do rezonowania tylko tych treści, które odpowiadają politycznym wizjom i strategiom partii rządzącej. To z kolei sprawia, że autorzy esbeckiej gry mogą czuć się bezpieczni.” (Aleksander Ścios)

polecam lekturę całości tu: JAK PRZEGRAĆ W OBRONIE III RP – hipotezy i teorie

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

podobne: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i jeszcze: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji? a także: T. Arabski zeznaje w procesie gen. Bielawnego. Kolejna odsłona „taśm Wprost”. PiS chce nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu w związku z doniesieniami nt. Sienkiewicza. CBA: doniesienia ws. Wojtunika niedorzeczne, sprawiają wrażenie manipulacji. oraz: IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?

Kto i dlaczego zdecydował się na przekazanie/przejęcie „prywatnego” archiwum Kiszczaka w blasku fleszy jest według mnie znacznie mniej istotne od tego, co z tą wiedzą przez ostatni tydzień (nie)robią jej dysponenci, i jakie będą tego dalsze konsekwencje. Należy brutalnie zweryfikować rzeczywistość i zwrócić uwagę na to, czego tuż po zajęciu archiwum Kiszczaka w opublikowanym przez siebie oświadczeniu (przytoczonym na początku wpisu) słusznie domagał się Pan Cenckiewicz. Czy zostały i czy zostaną zachowane pewnego rodzaju standardy mające zapewnić jak największą transparentność i wiarygodność zajętych dokumentów. Nie wiemy tak naprawdę kto konkretnie, co, i w jakiej ilości zdołał odnaleźć w domu Pani generałowej. Opinii publicznej podrzuca się jakieś skrawki wiedzy podczas gdy czynności z weryfikacji tych wszystkich papierów i materiałów filmowych powinny być transmitowane w telewizji NA ŻYWO, albo przynajmniej w ciągłej obecności ludzi mediów nie związanych ani z opozycją ani z obecną władzą. Tak by zrobiła władza która chce uchodzić za uczciwą, której zależy na wiarygodności w oczach opinii publicznej, która wyciąga wnioski z błędów i zaniechań przeszłości. Tymczasem z tej całej masy kwitów tylko teczka „Bolka” doczekała się niemal natychmiastowej publikacji bez „weryfikacji”, w przeciwieństwie do reszty dokumentów które ciągle są „obrabiane” z dala od kamer, przez wyznaczonych do tego (jak mniemam zaufanych dla „nowej” władzy) ludzi. Czy w ramach przejmowania i zabezpieczania dokumentów (przez mające do nich bezpośredni dostęp organa), zachowano należytą rzetelność i transparentność czy też może nie? Czy ktoś spoza rządzących monitoruje co się dzieje z resztą kwitów? Śledząc sprawę niewiele słyszałem dotąd głosów domagających się natychmiastowego upublicznienia całości znaleziska. Od prawie tygodnia mielony jest niemal tylko jeden temat – „Bolka”. Klasycznej musztardy po obiedzie, która nic nie wnosi do głównego problemu tj. struktury mafijnej zarządzającej do dziś od ponad 25 lat państwem polskim.

Czemu z nagranych w Magdalence rozmów „nowa/narodowa” telewizja pokazała widzom tylko dwa kilkunastominutowe odcinki w TVP Info? Czyżby reszta musiała najpierw przejść odpowiednią weryfikację cenzury? O co chodzi z tym 50 minutowym filmem w „reżyserii” Cezarego Gmyza? Jakby wyciąć z niego klatki nie związane z materiałem archiwalnym (łącznie ze niepotrzebnym komentarzem lektora) to nawet 50 minut materiału się nie uzbiera. Pytanie gdzie jest reszta z tych 5 godzin, i czemu tak długo trwało udostępnienie materiału opinii publicznej. Kogo obchodzi sama libacja, toasty Kiszczaka i Wałęsy, czy żarciki Michnika, słowem „atmosfera”? Przecież nikt nie jest głupi i wie co widzi. Ja bym chciał obejrzeć co każdy z uczestników miał konkretnego do powiedzenia w kwestii nowego ustroju i podziału władzy który istnieje do dziś. Przestańcie traktować ludzi jak idiotów i dajcie nam surowy materiał BEZ KOMENTARZA jakiegoś zmanierowanego lektora…  (Odys)

„Jeżeli ta sprawa budzi we mnie pewien niepokój, to właśnie dlatego, że tu nagle teraz Kamiński [szef IPN Łukasz Kamiński – przyp. red.] i kierownictwo IPN, w tym taki człowiek jak prof. Friszke, nagle zdecydowali się skupić uwagę publiczną na Wałęsie. Wałęsa jest punktem straconym, jest pozycją nie do obrony, więc skoro nie da się go obronić to się go poświęca. Uznali, ze „Wałęsę oddajemy”, ale nadal ukrywają informację na temat tego co się znajduje w pozostałych materiałach. A ja uważam, że Lech Wałęsa w tej chwili jest już postacią nieinteresującą, co najwyżej w sensie sensacyjnym dla pism brukowych. Powiedziałbym nawet, że to informacja „dla głupich”. A robi się tą sztuczna sensację, żeby zasłonić innych – mówi w rozmowie z Izabelą Kozłowską Krzysztof Wyszkowski…

…Kiszczak w 89′ i 90′ roku, kiedy był wicepremierem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, to właśnie on i jego aparat prowadzili wielką akcję tworzenia partii politycznych, wyszukiwania zdolnych młodych ludzi, którzy chętnie wezmą pieniądze i staną się reprezentantami tego układu sowieckiego na nowe czasy.

…Wszyscy ci ludzie, którzy wystartowali dzięki SB, którzy są kreaturami SB, osoby i środowiska wytworzone do polityki przez Służbę Bezpieczeństwa, są uzależnieni od sponsorów, a sponsorem głównym było KGB, Służba Bezpieczeństwa była tylko terenowym lokalnym oddziałem służb sowieckich. A jak się doda do tego jeszcze niemieckie służby i służby innych krajów, które chciałyby Polskę traktować przedmiotowo, rozgrywać tu sprawy, pilnować żeby Polacy się nie buntowali, które chciałyby obrabować Polskę, bo Polska w ostatnim okresie została obrabowana z majątku narodowego, otrzymujemy międzynarodowy układ, który nie musi być wrogi Polsce, bo np. Amerykanie nie chcieli żeby jakiś bunt Polaków utrudnił im rozładowanie problemu Związku Sowieckiego, ale w którym Polska miała pełnić rolę służebną. Geopolityka.

Więc lepiej się było dogadać z agentami KGB w Polsce, niż pozwolić Polakom na niepodległość i rządzenie się samym…

Z „Szafy Kiszczaka” trzeba wyprowadzić wniosek, że to Kiszczak, Jaruzelski i ich ludzie zbudowali IIIRP i kierowali nią do ubiegłego roku, a w dużym stopniu kierują nią do dzisiaj.(Krzysztof Wyszkowski: Afera z „Bolkiem” jest dla głupich, ważni są INNI)

„…RAZWIEDUPR przygotowywał transformację ustrojową, zarówno uwłaszczenie nomenklatury, jak i selekcję kadrowa w podziemiu, w następstwie której, przy pomocy „lewicy laickiej” została spreparowana reprezentacja „społeczeństwa”, z którą RAZWIEDUPR zawarł umowę „okrągłego stołu”. Była ona aktem i zarazem mitem założycielskim III RP, a ten główny mit obrósł w mnóstwo mitów pomniejszych, tak zwanych „legend”, osnutych wokół „legendarnych” postaci w rodzaju Kukuńka, pani Krzywonos, czy Władysława Frasyniuka. Na straży tych legend stanęła niezawodna żydowska gazeta dla Polaków, która preparowanie legend i ich strzeżenie wyssała z „miszpuchy cycełesowatej”, która tymi umiejętnościami nasiąknęła jeszcze w czasach stalinowskich. Istotnym elementem „transformacji ustrojowej” było „odwrócenie” bezpieczniaków – o czym przedstawiciel CIA miał informować Macieja Zalewskiego, zasięgającego rady, co robić z ubeckimi dynastiami. Oni mieli być odwróceni i zostali odwróceni – powiedział rezydent CIA, dodając na koniec, że „tak ma być”. Znaczy – ubecy po staremu służą Związkowi Radzieckiemu, który tylko zmienił położenie, przenosząc się z Moskwy do Waszyngtonu. Ponieważ jednak tym systemowym przygotowaniom towarzyszyły również indywidualne przygotowania ubeków, którzy próbowali załatwiać sobie na własną rękę polisy ubezpieczeniowe poprzez przewerbowywanie się na służbę do naszych przyszłych sojuszników, to sojusznicze centrale zyskały w ten sposób bazę kadrową, która umożliwiła szybkie wykreowanie trzech (omne trinum perfectum) rządzących Polską stronnictw: Ruskiego, Pruskiego i Amerykańsko-Żydowskiego…” (Stanisław Michalkiewicz – II wojna o inwestyturępolecam również: Stanisław Michalkiewicz: o umizgach do Ameryki (na „tajnej” konferencji MOSTY), i o braku instynktu samozachowawczego UBęcwalencji (czy nadejdzie opamiętanie?)

Czekam zatem niecierpliwie na upublicznienie wszystkich teczek/materiałów, i ostateczne rozliczenie z przeszłością WSZYSTKICH „autorytetów”, którzy macali swoje łapki w magdalenkowe i inne mniej oficjalne ustalenia, doprowadzając w konsekwencji do okrągłostołowej hucpy która wcale nie uwolniła Polski od komuny i jej złodziejskiego aparatu, a skończyła się podziałem masy upadłościowej „wolnej Polski” między postkomunę i „solidarność” (czego bolesne konsekwencje, oprócz rzecz jasna beneficjentów „dogaworu” odczuwamy po dziś dzień). Interesuje mnie niejasna do tej pory rola ś.p. Lecha Kaczyńskiego (który uczestniczył w rozmowach w Magdalence), oraz zwrócenie uwagi Polaków na firmowanie tego cyrku pod nazwą III RP przez USA, które wspierały „antykomunistyczne podziemie” tak finansowo jak również operacyjnie. Przyklepały tę całą transformację ustrojową, a następnie przez lata uwiarygadniały jej fałszywy wolnościowy mit wraz z „autorytetami” które za tym mitem stały, wiedząc przecież doskonale że firmują zdradę narodu polskiego.

Warto przy tej okazji zadać sobie pytanie kto i dlaczego utworzył IPN w tak (celowo?) niekompetentny sposób. Dlaczego kadry tej instytucji pomimo posiadanej wiedzy przez lata nie robiły nic w sprawie takiego bezprawia jak szafa Kiszczaka. Wygląda to bowiem jakby IPN zamiast ujawniać tajemnice i wyciskać z życia publicznego ludzi umoczonych w poprzednim systemie (a więc niewiarygodnych i nieodpowiednich do pełnienia funkcji publicznych) stał na ich straży, torpedując/kanalizując wszelkiego rodzaju inicjatywy mające służyć ujawnianiu prawdy i oczyszczeniu przez to przestrzeni publicznej i administracji państwa. Jak to jest możliwe że Wałęsa nie poniósł żadnych konsekwencji w związku ze zniszczeniem akt które „wypożyczając” zwrócił niekompletne, a potem (również bez żadnych konsekwencji) podrzucał opinii publicznej „starannie” wyselekcjonowaną wiedzę pochodzącą z teczek na swój temat?

Uwalenie legendy ludzi takich jak Kiszczak, Jaruzelski czy Wałęsa, dokonało się niejako samoistnie z marszu jako nieunikniona konsekwencja dążenia ludzi interesujących się przeszłością do prawdy i łaknących sprawiedliwości dziejowej. Dzięki dojściu do władzy polityków kreujących się na oponentów wyżej wymienionych (w tej roli PIS), ta historia będzie z pewnością długo rozgrywana jako jedna z misji publicznych (i temat zastępczy dla realnych problemów jakie codziennie dotykają Polaków). Ze względu na dotychczasową nietykalność wymienionej trójcy, pomimo istnienia wszelkich znaków na niebie i ziemi ich wzajemnej zażyłości po dogoworze pod okrągłym meblem, współpraca jednych z drugimi nigdy nie budziła u mnie żadnych wątpliwości. Więc ujawnienie dowodów na to co wiadomo było już od dawna niczego w zasadzie nie zmieniło. Człowiek który chciał mieć na ten temat wiedzę mógł ją zdobyć już dawno. Najgorsze jest to, że szkody jakie z tego zapóźnienia wynikły dla Polski i Polaków już się dokonały, a co gorsza są kontynuowane. To że „ludzie honoru” zostaną go w końcu sprawiedliwie pozbawieni jest jak wisienka na torcie którego już dawno nie ma. Mam tylko cichą nadzieję że dokona się jednak jakaś przemiana w umysłach tych spośród Polaków, którzy przez te z górką 25 lat „nie wiedzieli” o Bolku i reszcie. Dziś można się co najwyżej dziwić na brak reakcji sporej części obywateli naszego „nieszczęśliwego kraju”, którzy od wyborów do wyborów oddawali władzę w łapy politycznych tworów powiązanych w jakikolwiek sposób z Magdalenką, tj. SLD, AWS, UW, PSL, PO, oraz pozostałym ideowym dziedzicom tej hańby zwanej mylnie zgodą narodową. Ile z tego dziedzictwa siedzi za paznokciami obecnej „dobrej zmiany” (dawniej zwanej PC a teraz PISem), gdzie nie brakuje dawnych aparatczyków rodem PZPRu? (Jak Kaczyński oszukuje Polaków? oraz: Była konferencja, ale nie było opozycji. Różnica między negacją a opozycją oraz między prawicą a lewicą czyli… do czego nadaje się PIS)

Kwestią czasu było ujawnienie i nagłośnienie istnienia takiego znaleziska jak tajne/prywatne archiwum Kiszczaka (z pewnością nie pierwsze i nie ostatnie). Pozostaje pytanie ile z tej wiedzy, w której posiadaniu znajdują się „nowe władze” zostanie objawione obywatelom. Czy dowiemy się całej prawdy, czy tylko „właściwe” pół zgodnie z polityczną potrzebą „dobrej zmiany”? Czy nastąpią w wyniku tej „całej prawdy” jakieś konkretne posunięcia? Czy nastąpi wykluczenie z życia publicznego wszystkich osób niewiarygodnych bo powiązanych z Magdalenką i okrągłym stołem? I najważniejsze – czy wyborcy pójdą w końcu po rozum do głowy i zaczną wyciągać konsekwencje z dokonanych dotychczas wyborów?

Chciałbym więc wyjaśnienia udziału w tej historii tych spośród „autorytetów”, którzy ciągle w ten czy inny sposób piastują do dziś ważne stanowiska w państwie, jeśli nawet nie bezpośrednio to poprzez kolejne pokolenia zależności i „układów” politycznych. Bo choć rządy się zmieniały, to nie zmieniał się styl rządzenia, ani prawo na podstawie którego władza egzekwowała (i do tej pory egzekwuje) swoje uprawnienia i „kompetencje” wobec obywateli. Ta niepisana współpraca ma miejsce do dziś nie dlatego, że jedni drugich szafują wiedzą z teczek, ale dlatego że im wszystkim obecny system się opłaca. W ten sposób każda „zmiana” polega w gruncie rzeczy na tym że wszystko zostaje po staremu za wyjątkiem ryjów które się przy korycie wymieniają. Choć jedni i drudzy wymieniali się u steru, to istota dogoworu z Magdalenki przyklepana pod okrągłym stołem, czyli możliwość grabienia i żerowania na tubylczym narodzie, pozostała do dziś nietknięta. Czy dowiemy się w końcu całej prawdy bez pomijania roli również tych, którzy obecnie sprawują władzę, a dziedziczących po ś.p. Lechu Kaczyńskim jego niejasny udział w Magdalence? Czy też wiedza (podobnie jak władza) zmieni po prostu po raz kolejny właściciela, który będzie nią w taki sam sposób jak poprzednicy, tj. dla własnych celów i ambicji szermował… (Odys)

„…Gdy miałem zaszczyt być posłem na Sejm, zwróciłem się z zapytaniem poselskim do ówczesnego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro o ujawnienie protokołów z ,,obrad” z Magdalenki, przedstawicieli władzy i ,,opozycji”. Minister Ziobro odpowiedział mi, że spotkania w Magdalence nie były protokołowane. Nie wiem, czy rzeczywiście mógł nie wiedzieć o tym, że były protokoły albo mnie okłamał, ponieważ nie chciał rozgrzebywać roli w ,,Magdalence” Lecha Kaczyńskiego. Wyjaśniam, że protokoły z obrad w ,,Magdalence” są.
Protokulantami byli: Jacek Ambroziak, Krzysztof Dubiński, Kazimierz Kłoda. Część kopii tych protokołów posiadam. Czytając wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli władzy i pseudoopozycji, mam wrażenie jakby ci ludzie znali się od wielu lat, jakby to byli koledzy. Stronę rządową reprezentowali; Kiszczak, Ciosek, Reykowski (on wszystkie ustalenia przekazywał do Tel Avivu i od nich brał wskazówki), Sekuła, Gdula, Kwaśniewski i inni.
Ze strony tzw. opozycji udział brali: L. Kaczyński, Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, Kuroń i inni oraz Ks. Bp. Tadeusz Gocłowski i Ks. Alojzy Orszulik. Największe kariery polityczne z tych osób które knuły w Magdalence zrobili L. Wałęsa, A. Kwaśniewski i obecny Prezydent L. Kaczyński i to jemu poświęciłem szczególnie dużo uwagi czytając protokoły, ponieważ on teraz jest Prezydentem, o pozostałych już dużo wiemy…” (Zygmunt Wrzodak – Ściana płaczu i ściana hańby… na tle Magdalenki)

Nie sugeruję że Kaczyński współtworzył w sposób bezpośredni III RP, ale chodzi o to że pomimo „obrzydzenia” jakie rzekomo odczuwał wobec ludzi tam się układających nie zareagował właściwie. Nie zrobił NIC żeby poinformować opinii publicznej o tym co się w Magdalence rzeczywiście działo, i firmował te rozmowy swoją osobą. Wziął też dobrowolnie udział w widowisku pod nazwą Okrągły Stół, a potem jeszcze lansował kandydaturę Wałęsy na prezydenta i jawnie z nim współpracował na chwałę III RP. Nie twierdzę że Kaczyński był tutaj decydentem, ale jak dla mnie nie ma usprawiedliwienia na to że firmował to zaprzaństwo. Zwiódł w ten sposób wielu wyborców którzy uspokojeni tym że wokół Wałęsy stoją inne ważne nazwiska, zamiast protestować na ulicach przeciwko układom poszli zagłosować na „wolną Polskę”.

Pozostaje pytanie DLACZEGO ś.p. L. Kaczyński to zrobił? Czy uważał tak jak Wałęsa że „dla Polski warto ubabrać się w g…”, czy może wykonywał zlecenie dla naszych przyszłych sojuszników zza oceanu (którzy firmowali „transformację ustrojową” z „Bolkiem” na jej czele), czy też może był naiwny i wierzył w socjalizm z ludzką twarzą? Tego nie wiem, ale dopóki nie mamy dostępu do stenogramów i wszystkich materiałów co kto mówił i w jakim kontekście, pozostaje nam suchy fakt obecności i udziału „uczciwego” człowieka w szemranym dogoworze – takie są przykre fakty. Skoro więc WIEMY czemu służyło to spotkanie, to wyjaśnienie faktu uczestniczenia w nim L. Kaczyńskiego i poinformowanie opinii publicznej na czym polegała jego obecność/aktywność na tym spotkaniu, jest równie ważne jak wyjaśnienie roli i obecności pozostałych. Zwłaszcza że Polską „rządzi” teraz jego brat wraz z partią dziedziczącą spuściznę po nieboszczyku. Mogłoby to być zupełnie nieistotne i pominięte machnięciem ręki jako wątek poboczny, gdyby nie fakt wyżej wspomniany. Fundament III RP powstał w Magdalence więc wszyscy którzy firmowali to wydarzenie (nieprzypadkowo dobrani przez Kiszczaka) muszą być pod tym kątem prześwietleni. No chyba że nie muszą, bo wystarczy nam że „Bolek” jest głównym (i jedynym?) winowajcą.

Mnie naprawdę nie chodzi w pierwszej kolejności o to kto tam był a kogo nie było, ale głównie o KONSEKWENCJE wspólnego dla tych wszystkich ludzi z Magdalenki „pomysłu na życie” w postaci urządzenia sobie żerowiska na Polsce i jej obywatelach. I o wysługiwanie się tych „elit” (w konsekwencji zapoczątkowania przemian politycznych na szczeblu międzynarodowym) nowym „sojusznikom” z tzw. „zachodu”. Zarówno tym z UE, do której PIS pomagał Polskę wepchnąć, wtedy strasząc Polaków perspektywą „Białorusi” i że „nie było wyjścia”, a dziś nieudolnie twierdząc że nie dało się przewidzieć iż będzie to twór na wzór sowieckiego kołchozu, zlewaczony do granic absurdu i co gorsza narzędzie Niemiec do uczynienia z krajów sąsiednich neokolonii. Oraz sojusznikom zza oceanu, którzy utrzymując nas w przekonaniu że jesteśmy „wschodnią flanką NATO” nie chcą się jednocześnie zgodzić na wzmocnienie swojego „strategicznego” sojusznika w europie środkowo wschodniej (kwestia baz NATO czy tarczy antyrakietowej), za to chętnie nas napuszczają na Rosję. Pamiętajmy że Amerykanom nie przeszkadzało to, że służby i władze PRLu (wysługujące się ZSRR czyli wrogowi USA) przeszły suchą stopą „transformację ustrojową” bez weryfikacji, by zostać jak gdyby nigdy nic sojusznikami „jasnej strony mocy” (w slangu CIA zostali „zawróceni”). Nasz główny sojusznik pomógł w przeprowadzeniu tej „transformacji” wiedząc że jest to zdrada narodu, do którego żywią (oficjalnie) wielki szacunek i którego bojowość z jaką zwalczał komunę (SIC!) sobie do dziś cenią, a wszystko to pomimo wiedzy kim był Wałęsa i jego zaufane otoczenie, oraz oczywistej oczywistości że 4 czerwca 1989 roku komuna w Polsce upadła…na cztery łapy.

Pamiętajmy więc o co tak naprawdę chodziło w tej „transformacji”, a chodziło o podwaliny prawne ustroju państwa socjalistycznego z podziałem na poszczególne koryta dla przyszłych beneficjentów władzy. Jest to bowiem do dziś nasza PRAWDZIWA narodowa tragedia. Tu już naprawdę nie chodzi o zdradę Wałęsy, przebiegłość Kiszczaka, brak protestu Kaczyńskiego czy bezczelność Kwaśniewskiego. Chodzi o tzw. „system” w jakim do dziś funkcjonujemy jako obywatele tego kraju, czyli o „program gospodarczy” realizowany przez każdy kolejny rząd i to bez względu na to kto (nie)rządzi, który polega od 25 lat na tym samym – wywłaszczaniu Polaków z ich własności poprzez podatki (i składki), oraz na zadłużaniu nas pod pretekstem „państwa opiekuńczego” w celu redystrybucji „legalnie” zagrabionej obywatelom własności do kieszeni kolejnych rządów i tzw. „opozycji”. Naprawdę nie jest ważne czy okrada nas Kiszczak, Wałęsa, Kwaśniewski czy Kaczyński – ważne że tam w Magdalence wszyscy oni uczestniczyli w tworzeniu tego systemu, i że każdy z tych „ojców założycieli” (bez względu na rolę!) korzystał i do tej pory materialnie z  niego korzysta… (Odys)

komentarz znaleziony w internecie… Pisze GakSong:

„Przecież tu nie chodzi o to, że Wałęsa to ” był zwykły człowiek, który coś tam podpisał”. Był głównym elementem gry i manipulacji, a do tego dobrze wiedział jaką przypisano mu rolę. Wałęsa – zwykły ubecki słup – od picia wódki z Kiszczakiem i Jaruzelem. Wmonotowany przez UB w środowisko „opozycyjne” i wykreowany na lidera, którego swego czasu naród nosił na rękach. Mentalny i moralny degenerat. Miał być ikoną „transformacji” i gwarantować brak rozliczeń. Poza tym okrągły stół to nie był „początek wolności” , tylko podział władzy między socjalistów z PZPR, a socjalistów opozycyjnych. Kuroń, Michnik, Geremek, Mazowiecki, i inni „opozycjoności” wcale nie walczyli z „ludową ojczyzną”, szli po władzę ze sztandarem ” socjalizm tak, wypaczenie nie”. Prawdziwi opozycjoności byli katowani po komisariatach, zwalniani z pracy, bici na ulicach, albo lądowali w lesie, lub rzece. Bolek-Wałęsa, bardzo szybko został rozpoznany jako podejrzany, który sprzedał się. Ale wtedy jeszcze nie uchodził za totalnego konfidenta służb. Przecież cała ta góra „opozycji”, którą wymieniłem, zawsze walczyła z dekomunizacja, odkryciem prawdziwych twarzy partyjniaków i kofidentów ( przecięż sami nimi byli), a potem ostatecznie przyczynili się do zrujnowania ekonomicznego, gospodarczego Polski. Nie ma dla nich żadnego usprawiedliwienia… Niech młodzi nie łykają tekstu, że to co mamy to zawdzięczamy Wałęsie i ” co by było, gdyby nie on”. Wszystko co zawdzięczamy jemu i jego kolegom to ” kamieni kupa”. A na koniec – chyba Lenin powiedział te słowa „najlepszą metodą kontrolowania opozycji, jest stanąć na jej czele„.

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Wilki zmieniły skórę” czyli… jak 4 czerwca upadł komunizm (na cztery łapy). a także: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS” i to: „Jeszcze nigdy w historii tak niewielu nie otumaniło tak wielu” czyli… Zakontraktowane łgarstwo „święta wolności” oraz „lux in tenebris” oraz: Po debacie w “Klubie Ronina” Grzegorz Braun zwraca uwagę na “patriotyzm” i “konserwatyzm” środowisk mieniących się prawicowymi. polecam również: Stanisław Michalkiewicz: Pogrobowcy Hilarego Minca czyli… Wilczek kontra „prawdziwa prawica”.

rys. Buch

rys. Buch

Obniżenie ratingu Polski w praktyce. Nie ma darmowych obiadów więc kto zapłaci za długi i „sprawiedliwy kurs” CHF? Kryzys z deflacją w tle. Przyjdzie czas na złoto.


Ciężar kredytu

Ciężar kredytu

Rynki finansowe i politycy to w pewnym sensie dwie frakcje, które ze sobą konkurują, ale nie mogą bez siebie żyć. Jedni wydają pieniądze, a drudzy to finansują i na tym zarabiają…

„Ryzyko kredytowe na średnim poziomie. Dobra wiarygodność finansowa i wystarczająca zdolność do obsługi zobowiązań. Podwyższona podatność na niekorzystne warunki gospodarcze.”

Jak widać z opisu, S&P nie obawia się o obecną sytuację gospodarczą Polski, tylko o pogorszenie sytuacji w przyszłości. Analitycy agencji w uzasadnieniu swojej decyzji, jako główny powód podają fakt, że w październiku w wyborach parlamentarnych zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, którego decyzje polityczne mogą doprowadzić do destabilizacji czołowych instytucji państwowych i w konsekwencji spowodować osłabienie naszej gospodarki, co w konsekwencji ma oznaczać problemy z obsługą zadłużenia.

Czego obawia się agencja Standard & Poor’s?
Jest kilka elementów, które zagrażają naszej sytuacji gospodarczej i mogą budzić pewne wątpliwości. Oto kilka z nich:

1. Destabilizacja polskiego sektora bankowego.

…Kursy Getin Noble, Alior Banku, BOŚ znajdują się obecnie w okolicy swoich historycznych minimów. Jednym z powodów przeceny jest oczywiście dyskontowanie wpływu nowego podatku, jaki wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość ,w kolejnych latachNiestety, nie jest to powód jedyny. Z czasem banki przerzucą nowy podatek na klientów, więc w długim terminie to nie będzie miało aż tak dużego znaczenia….

…W piątek Prezydent zaprezentował projekt kolejnej ustawy, która mocno uderzy w banki. Tym razem dotyczy ona kredytów w walucie zagranicznej, przede wszystkim we franku szwajcarskim. Według ustawy, każdy kredytobiorca ma uzyskać możliwość przewalutowania swojego zobowiązania po „kursie sprawiedliwym”.

…Pojawiają się pierwsze szacunki ze strony banków, że może to stanowić w sumie nawet 34 mld zł. Zysk całego sektora bankowego w 2015 roku to 10 mld zł. (…) Liczby pokazują, że nowa ustawa Prezydenta może całkowicie zdestabilizować sektor bankowy. W najlepszym wypadku doprowadzi do masowego podnoszenia opłat i wstrzymania akcji kredytowej, a w najgorszym nawet do kryzysu całego sektora bankowego i potrzeby masowego dokapitalizowania banków.

2. Dług Polski w obcej walucie.

…Jak wynika z oficjalnych danych Skarbu Państwa, dług w walucie obcej to około 35,3% całości zadłużenia. Wystarczy, że doświadczymy w najbliższym czasie mocniejszego osłabienia polskiej waluty, powyżej 10%, a pierwszy próg ostrożnościowy zostanie szybko aktywowany. Wtedy, zgodnie z konstytucją nie ma możliwości zwiększania wydatków, a więc plany dotyczące nowych ustaw staną pod znakiem zapytania. Sytuacja finansowa kraju znacznie się pogorszy. UE ponownie nałoży na nas procedurę nadmiernego deficytu.

3. Obniżenie wieku emerytalnego.

Po projekcie ustawy o „frankowiczach” nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Prezydent przygotuje ustawę obniżającą wiek emerytalny. Ta ustawa zwiększy wydatki budżetowe związane z finansowaniem ZUS i oczywiście przyspieszy rozbiór OFE. Przyspieszy zbliżanie się stosunku długu do PKB do okolic 55%.

4. 500 zł na dziecko

…w krótkim terminie Rząd nie ma pomysłu jak to sfinansować. W ekonomii nie ma darmowych obiadów i nowe podatki firmy przerzucą na nas konsumentów. Istnieje więc poważna obawa, że pomysł zostanie sfinansowany w inny sposób, np. poprzez NBP.

5. Zagrożenie niezależności NBP

Wkrótce wygasną mandaty członków Rady Polityki Pieniężnej. Nowych członków wybierze m.in Prezydent, Parlament i Senat. Po wydarzeniach z Trybunałem Konstytucyjnym chyba już nikt nie ma wątpliwości, że to będzie najbardziej upolityczniona Rada Polityki Pieniężnej w historii Polski. Nikt nie będzie zachowywał pozorów zatrudniania fachowców i obiektywnych specjalistów. Jeżeli nowa RPP będzie prowadzić ekspansywną politykę monetarną, zależną od Rząd, to polska waluta może zanurkować (czyli dotkną nas konsekwencje opisane w punkcie 2).

Co obniżenie ratingu Polski oznacza w praktyce?

…Inwestorzy instytucjonalni i finansowi z całego świata, którzy inwestują globalnie, zamiast zatrudniać własne sztaby analityków polegają na analizach agencji. W swoich strategiach inwestycyjnych zapisują, że inwestują przykładowo tylko w papiery o ratingu A+ i lepsze. Jeżeli rating Polski spada, to w tym momencie wszystkie firmy inwestycyjne zgodnie ze swoimi zapisami strategii muszą przebudować swoje portfele. Docelowo Ci inwestorzy w przyszłości już nie będą kupować polskich obligacji, przez co popyt się zmniejszy, a więc ich oprocentowanie wzrośnie. Będziemy musieli w związku z tym więcej zapłacić za swoje długi, przez co prawdopodobieństwo tego, że szybciej dojdziemy do progu ostrożnościowego jest większe.

Wpływ na współczynniki wypłacalności

…Im mniejszy rating tym większe ryzyko, a więc firmy ubezpieczeniowe i banki inwestycyjne mogą mieć w swoich portfelach mniej polskich obligacji i tutaj też nie ma dyskusji, tak po prostu jest. Przez to popyt jest mniejszy i oprocentowanie musi być wyższe.

…Prawda jest taka, że jesteśmy średnio zamożnym krajem na dorobku i nie stać nas na uszczęśliwienie wszystkich. Możemy się zgadzać z decyzją S&P lub nie, ale nie powinniśmy jej ignorować.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Standard & Poor’s tnie rating Polski. Co to oznacza w praktyce?

„…Standard and Poor’s (S&P) to najbardziej skorumpowana z kilku agencji ratingowych, przyłapana swojego czasu na procederze przekształcania scheissu w złoto, a konkretnie na przerabianiu nic nie wartych obligacji „subprime” w klejnoty z najwyższym rankingiem i najwyższą ceną. Za to Standard and Poor’s (S&P) zdrowo beknął płacąc karę. Nie jest jednak pewne czy wyciągnął z tego jakieś nauki.

Oczywiście myślący inwestor sam sobie szkodzi polegając w swoich prywatnych rachubach i poczynaniach na rankingach skorumpowanych agencji. Wierz własnym oczom i własnemu rozumowi, a ignoruj resztę. Nie znaczy to jednak aby ranking Standard and Poor’s (S&P) nie miał znaczenia. Ma znaczenie i to duże.

Wypuszczające obligacje rządy, główne banki czyli tzw. primary dealers w tych obligacjach, banki centralne oraz organizacje takie jak IMF czy Bank Światowy, tworzą jeden wielki ekosystem o charakterystykach organizacji mafijnej. Z jednej strony do mafii należeć musisz, na zasadzie sklepikarza w złej dzielnicy muszącego płacić comiesięczną „opiekę” miejscowemu gangowi. Mafia w zamian prowadzi coś w rodzaju ulicznego ATM – gdzie rząd może w każdej chwili podjąć potrzebną mu gotówkę. W ciepłej atmosferze wzajemnych kontaktów mafiosi znają się dobrze i przestrzegają pewnych reguł.

…Jak by się nie ustatkował to są na to inne metody, jak na przykład odcięcie mu dopływu tlenu, ergo dostępu do rynków kapitałowych, a/k/a do wspomnianego ATM. Do urabiania opornych służą m.in. właśnie rankingi długu Standard and Poor’s (S&P) i dwóch innych makerów. Rating gorszy oznacza ostrzeżenie i trudniejszy dostęp do rynków kapitałowych; kraj musi płacić wyższe odsetki czyli kredyt staje się droższy. Rating zły znaczy że jego obligacje mają status śmieciowy i że nikt, oprócz ryzykantów, ich nie kupi. A jak rząd nie dostanie dostępu do życiodajnego ATM to go mogą wywieźć na taczkach, na czym się jego kadencja skończy…

Tak jak niegdyś grupa targowickich zdrajców w Sankt Petersburgu tak i teraz mafia banksterska z aparatczykami unijnymi w Brukseli i ich pozujący na „obrońców demokracji” agenci w kraju knują obalenie legalnego rządu poprzez sprowokowanie kryzysu finansowego w Polsce. Kiedy dwie pozostałe agencje, Fitch i Moody’s, też zaczną obniżać polski rating, w sytuacji gdy nijak się to nie ma do realiów gospodarczych, to sytuacja może się szybko zaognić. Złoty spadnie głęboko a kraj wpaść może w kryzys jakiego nie widział od lat, zwłaszcza na tle globalnego spowolnienia i prawdopodobnej recesji.” (cynik9)

całość tu: Wojna polsko unijna. PLN pierwszą ofiarą podobne: Rezolucje, obniżanie rankingów, i nadpodaż surowca (na polityczne zamówienie?) czyli „Wojny Finansowe” na przykładzie Rosji.

…chodzi o to że sam rating (niezależnie od tego czy zrobiony na polityczne zamówienie czy nie) nie jest szkodliwy ani dla realnej gospodarki ani dla państwa jako instytucji, jeśli funkcjonują w sposób zdrowy/normalny w oparciu o własny, zaoszczędzony i wypracowany na rynku wewnętrznym kapitał. Nikt jeszcze od tego typu prowokacji nie zamknął firmy ani nie przestał uprawiać ziemniaków. Od takiego notowania nie zależy ani pomyślność firm ani budżetu państwa. Problem staje się realny kiedy państwo i gospodarka potrzebują kapitału z zewnątrz w postaci KREDYTU na inwestycje oraz na kosztowne zobowiązania budżetowe, które w wypadku deficytu są finansowane z długu (tym bardziej kosztownego im większy deficyt i zadłużenie). Wtedy zagrożenie jest jak najbardziej realne, ponieważ instytucje finansowe które udzielają kredytów inwestycyjnych/finansują deficyty państw, budują swoje portfele inwestycyjne na podstawie ratingów (niezależnie od tego czy są robione na polityczne zamówienie czy też nie) i mogą w związku z tym nie chcieć pożyczać, albo będą sobie życzyć większej „premii” za ryzyko (większych odsetek od udzielonej pożyczki).

Co to oznacza dla budżetu i gospodarki opartej o kredyt nie trzeba chyba wyjaśniać. Słaba gospodarka do tego sterowana centralnie (a taką jest Polska) nie jest w stanie sama udźwignąć kredytowania wydumanych wydatków państwa (a PIS ma tutaj dość ambitne plany), więc państwo zmuszone jest zadłużać się za granicą. Gdyby nie musiało, albo gdyby prowadziło zbilansowaną gospodarkę wydatkowania środków publicznych to mogłoby sobie na taki ranking (a co za tym idzie na kapitał zagraniczny) gwizdać. A tak to tylko patrzeć jak polski rząd zacznie tańczyć jak mu lichwiarze zagrają – rzecz jasna na własne pazerne/nieodpowiedzialne życzenie! (Odys)

Dla uzupełnienia jak zwykle ciekawy wywiad Trader21 dla dla NTV – Po co nam agencje ratingowe (27.01.2016) 

podobne: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo. oraz: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. i to: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę? a także: PKB spada, dług względem PKB rośnie, deficyt w górę, OFE do „golenia” – perspektywa negatywna polecam również: Agencja ratingowa „Fitch” obniża perspektywę ratingów Polski. Ekonomiści: to sygnał dla rządu. i jeszcze: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia.

„…Dlaczego kredyty we franku szwajcarskim to problem dla całej gospodarki?
Może się mylę, ale nie słyszałem głosów na temat tego, że kredyty we franku szwajcarskim stanowią problem dla kredytobiorców, którzy brali je w 2004 roku, kiedy kurs CHFPLN wynosił 3 zł, a ceny nieruchomości były niskie. Problem odczuwają kredytobiorcy, którzy brali kredyt w 2007 i 2008 roku, gdy na rynku panowała odmienna sytuacja od tej z 2004 roku, czyli wysokie ceny nieruchomości i niski kurs CHFPLN.

Nieefektywne inwestycje
Kredytobiorcy we franku szwajcarskim z 2007 i 2008 roku mają klasyczny problem z finansowaniem nietrafionej inwestycji. Ich mieszkania nie są po prostu warte tej ceny, jaką zapłacili w 2007 i 2008 roku. Co prawda ich cena w PLN nie zmieniła się, ale w CHF drastycznie spadła. Każdy kto zrealizuje nietrafioną inwestycję musi ponieść straty z nią związane. W tym przypadku straty przyjmują charakter dużo wyższych rat kredytu w przyszłości, niż gdyby zaciągnęli dług w walucie polskiej.

Przeinwestowanie
Inną kwestią jest też to, że kredytobiorcy we franku szwajcarskim eksploatowali swoją zdolność kredytową do granic możliwości. Tutaj w grę wchodzi ekonomia behawioralna i wiele pułapek mentalnych, jakie nam zagrażają5. Zamiast kupić mieszkanie o powierzchni 60 m2, na które pozwalała im zdolność kredytowa w walucie krajowej, decydowali się na zakup mieszkania o wielkości 80 m2, w przypadku kredytu walutowego. To tylko potęguje koszty i skalę tego jak bardzo inwestycja okazała się nietrafiona i jak duże koszty kredytobiorcy muszą obecnie ponosić. W związku z tym około 250 tys. kredytobiorców w CHFPLN, którzy zdecydowali się na kredyt pomiędzy 2007-2009 rokiem musi płacić dużo wyższe, raty niż gdyby zaciągnęli zobowiązanie w krajowej walucie oraz ponosić koszt dodatkowo zakupionego metrażu, na który ich w rzeczywistości nie było stać.

Underwater mortgage
Problemem kredytobiorców we franku szwajcarskim nie są jedynie wyższe raty kredytu, ale też w wielu przypadkach tak zwane zjawisko hipoteki pod wodą, która odbiera zdolność kredytową. Przez to kredytobiorcy we franku szwajcarskim, którzy nie mają problemu z regulowaniem swoich zobowiązań i tak nie mają zdolności kredytowej, gdyby chcieli zaciągnąć dodatkowe zobowiązanie. Wartość ich kredytu w PLN, pomimo wielu lat spłacania, wciąż przekracza wartość nieruchomości, na którą kredyt był brany. To zmniejsza potencjał do dalszych inwestycji w naszym kraju i przez to obniża nasz potencjalny wzrost gospodarczy

…Jak to mawiał Milton Friedman, w ekonomii nie ma darmowych obiadów. Za finansowanie gospodarki z oszczędności zagranicznych, zbyt duże i nietrafione inwestycje musimy w jakiś sposób zapłacić

Teraz zostaliśmy ze zobowiązaniami, które musimy w jakiś sposób pokryć. Tutaj nie ma jednego dobrego rozwiązania. Najlepiej koszty borykania się z problemem rozbić po trochu na samych kredytobiorców, banki, budżet i być może NBP. Koszty są duże, ale w ten sposób rozłożony proces sprawi, że na pewno nie zdestabilizuje to gospodarki. Ryzyko systemowe jednak wreszcie zniknie i wtedy możemy jako kraj zabrać się za punkt pierwszy planu wyjścia z długów i przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Mam tu na myśli budowanie silnych polskich firm, które mogą konkurować na rynku globalnym.” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kredyty we Franku Szwajcarskim – historia prawdziwa podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in”

„…Za rozwiązanie problemu z kredytami w CHF mogą zapłacić tylko trzy strony: kredytobiorcy, banki albo budżet państwa. Projekt ustawy Prezydenckiej zakłada, że ostatecznie to właśnie budżet państwa zapłaci za restrukturyzację kredytów. Banki, które poniosą straty na restrukturyzacji kredytu, będą mogły liczyć na 20% obniżkę podatku od aktywów. Skumulowana strata będzie mogła być odliczana przez wiele lat, aż zostanie w całości pokryta. Krótko mówiąc, to budżet zapłaci za restrukturyzację, ale koszt ten zostanie rozbity w czasie.

W krótkim terminie jednak to właśnie banki muszą same ponieść koszt restrukturyzacji i jednocześnie płacić 80% należnego podatku od aktywów bankowych. Tutaj nie trzeba być wielkim znawcą bankowości, aby domyślić się, że same będą zmuszone przerzucać wyższe koszty na klientów. Także podsumowując w długim terminie koszt restrukturyzacji kredytów poniesie budżet państwa poprzez mniejsze wpływy z nowo uchwalonego podatku od aktywów bankowych, ale koszt ten zostanie on rozbity w czasie. W krótkim terminie banki będą musiały nowe obciążenie pokryć same lub poprzez podwyżkę opłat dla klientów…” (Paweł Biedrzycki)

całość tu: Kto właściwie zapłaci za „sprawiedliwy kurs” CHF? 

…no i właśnie to zawsze się tak kończy. Można udawać że jakiś „budżet” albo „państwo” spłaci za ludzi ich długi, ale prawda jest taka że to my obywatele zapłacimy za pazerność innych obywateli i „filantropię” tzw. państwa które będzie udawać że pomaga za swoje, choć swoich pieniędzy nigdy nie posiadało i nie posiada bo tylko żre. Więc ja w przeciwieństwie do autora nie podzielam poglądu o tym że należałoby rozłożyć czyjeś zobowiązania na innych (niby jakim prawem?). Kto ma długi niech je spłaca. Bez kary za pazerność ludzie i banki które im bezmyślnie tych kredytów udzielają, nigdy nie zmądrzeją i nie wyrwą się z pętli myślenia „róbta co chceta” (bezkarnie) bo przyjdzie św. Mikołaj „budżet” albo inny dobry wujek Duda i wszystko za was lekką rączką zapłaci. Bo w tym momencie to nie tylko długi kredytobiorców są spłacane ale jak można przeczytać spłacone będą również banki. Czemu społeczeństwo składające się głównie z ludzi którzy nie mają kredytów i całe życie uczciwie oszczędzają, ma ponosić koszta fanaberii jakichś dyletantów i jeszcze być szantażowane groźbą utraty depozytów jeśli banki nie zostaną spłacone?  (Odys)

podobne: Polska gospodarka: rośnie czy się kurczy? Chciwość i głupota zakończona szczodrością dla wybranych (Hipoteki frankowe w Polsce).

„…Każde zaciągnięte zobowiązanie powoduje, że wydajemy pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy. Dzisiaj konsumujemy nasze przyszłe przychody. Widzimy zatem, że konsumenci zaciągając długi, nakręcają teraźniejszy popyt kosztem przyszłego. Starając się sprostać wymaganiom rynku, firmy zwiększają swoje możliwości produkcyjne, zaciągając kolejne zobowiązania. Dzięki temu, pracownicy przedsiębiorstw zarabiają więcej pieniędzy, a będąc jednocześnie konsumentami, zaciągają dodatkowe długi. Dostali przecież podwyżkę, więc mogą sobie na to pozwolić. Trwa to do czasu, zanim skumulowane odsetki zdławią popyt, a wiele rodzin i firm straci płynność, i zbankrutuje.

Harry Dent ma zatem rację, wieszcząc nadchodzącą deflację. Objawi się ona z powodu bankructw na różnych poziomach, w zależności od rodzaju podmiotu. Dług rządowy zostanie odpisany, zmniejszając tym samym ilość i wartość obligacji w obiegu (jak będzie to miało miejsce w Puerto Rico). Korporacje przestaną spłacać swoje zobowiązania, a syndyk zlicytuje ich aktywa trwałe. Długi osobiste natomiast będą zaspokajane przez zajęcia komornicze dóbr i kont bankowych. Wtedy, ilość pieniędzy używanych przez społeczeństwo drastycznie się zmniejszy, gdyż zostaną „wessane” przez banki pod spłatę należności. To z kolei, spowoduje problemy z płynnością jeszcze większej liczby podmiotów.

Dzisiaj właśnie, dzięki nieustannemu przyrostowi długu, państwa i korporacje są w stanie rolować swoje zobowiązania. Nie będzie to jednak trwało wiecznie. Podaż nowych pieniędzy okaże się niewystarczająca, a sytuacja będzie się pogarszać z każdym dniem, zanim nastąpi odpis niespłacalnych długów...

Jeśli dodamy do tego rozrost sektora publicznego i dłuższy okres życia, mamy coraz większe obciążenia kosztów pracy dla mniejszej liczby młodych ludzi. Tendencja ta nie jest jednakowa na całym świecie. Kraje rozwijające się w Afryce i Azji mają dodatni przyrost naturalny i to dzięki nim populacja ludzi na świecie wzrasta. Rosnąca różnica między tymi krajami a Europą, będzie miała coraz większy wpływ na pogłębienie się problemu płynności finansowej krajów zachodnich w nadchodzących latach.

Postępujący proces starzenia się społeczeństw byłby zdecydowanie mniejszy, gdyby nie państwowy powszechny system emerytalny, który został wprowadzony w poprzednim stuleciu. Rozerwanie międzypokoleniowych więzi rodzinnych niszczy już nie tylko finanse publiczne, ale również cywilizację łacińską, na której Europa wyrosła ponad przeciętność.

Kończą się możliwości manewru banków centralnych

Wiemy już, że wzrost gospodarczy sponsorowany długiem jest silniejszy, ale pociąga za sobą nieubłagany kryzys. Deflacja jest pewna i to ona, prędzej czy później, kończy cykl kredytowy. Kryzys będzie tym głębszy, im większa ilość podmiotów gospodarczych i państw dopełni jednocześnie cykl. Mimo to, istnieją możliwości przedłużania degradacji bilansów firm i banków, gdy odsetki urosną do zbyt dużych poziomów. Większość z nich została już wykorzystana, na przykład przez: obniżenie stóp procentowych, gwarancje rządowe dla banków pod zabezpieczenie długów, luzowanie standardów przyznawania kredytów, czy drukowanie pieniędzy. Jedyne, czego banki centralne oficjalnie jeszcze nie zrobiły na dużą skalę, to rozdawanie banknotów obywatelom. W rzeczywistości, robią to „pod przykrywką” już od dawna. Przykładem na to są rządowe programy pomocowe w postaci food stamps, bądź zatwierdzany przez kongres duży deficyt budżetowy, który uzupełnia popyt przez zlecenia rządowe.

W normalnym państwie rozbuchane wydatki publiczne poważnie dławią wszelki rozwój gospodarczy, ale w USA jest inaczej. Proces ten zmienia międzynarodowy status dolara. Inflacja, która powstaje ze zwiększania bazy monetarnej przez zamówienia rządowe, jest eksportowana za granicę wraz z walutą. To właśnie ten mechanizm utrzymuje Stany Zjednoczone na powierzchni, pomimo około 30% deficytu budżetowego każdego roku. Z tego właśnie powodu udaje się tak długo odciągnąć w czasie nieunikniony krach, który przyjdzie, gdy skończą się możliwości rolowania długów.” (Trader21)

całość tu: Co nas czeka – wielka deflacja czy hiperinflacja

podobne: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz:  „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. a także: Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?) polecam również: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i jeszcze: Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia? oraz: Fryderyk Bastiat: „Co widać i czego nie widać”. Kredyt.

„…Dziać się mogą ciekawe rzeczy bo FED nigdy nie trzymał stóp procentowych na zerze przez aż tak długo. Nigdy też nie zaczynał podwyżek w sytuacji kiedy gospodarka w sposób widoczny zmierza ku recesji w której stopy raczej się redukuje, a nie podwyższa. Ale z czego tu redukować skoro są dalej praktycznie zero, bo 0.25% żadnej wiosny nie czyni. Jak widać, co krok to jakaś nowość…

Brak zainteresowania złotem wśród inwestorów kompensują na szczęście rządy, dzięki czemu jest zawsze o czym pisać… 😉

Rząd grecki na przykład wykazuje wprost nadzwyczajne zainteresowanie złotem swoich obywateli. Do tego stopnia nawet że od 2016 będą oni musieli składać szczegółowe zeznania majątkowe deklarując w którym materacu trzymają ile złota a który przeznaczony jest do trzymania wyłącznie gotówki. Najwyraźniej zdaniem greckich socjalistów bessa w złocie kiedyś się skończy (w czym mają rację) a wtedy listy obywateli i ich złotych posiadłości mogą dla polującego na każde euro reżimu okazać się nadzwyczaj pożyteczne. A że EU przejmuje właśnie nie tylko granice Grecji ale też i resztę kraju to adaptacja tego pomysłu na całą unię może być jedynie kwestią czasu.

Znamienne jest że kiedy dawno temu pisaliśmy o inwestowaniu w złoto nikt dobrze nie rozumiał po co nabywać je anonimowo… Obecnie Grecy przynajmniej to zrozumieli, choć dla niektórych poza Grecją jest to prawdopodobnie nadal greka. Tym bardziej że dyskusja przeszła raczej na temat po co w ogóle je nabywać. Przypuszczamy że temat ten z czasem okaże się równie oczywisty jak zakup anonimowy choć i tu dla wielu będzie za późno…” (cynik9)

całość tu: Zainteresowanie złotem wzmaga się choć w Europie na razie wśród rządów 

podobne: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi? Polska na jedwabnym szlaku. oraz: Skoro ze złotem jest źle, to czemu Chiny je skupują? Im większy pesymizm tym bliżej do zmiany trendu i różnica między spekulacją, inwestycją a zabezpieczeniem kapitału. Co to znaczy „dobrobyt”? i to: Cypr. Precedens już jest… kto następny?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Zaplanowane migracje przymusowe, oraz prawomyślność, hipokryzja i głupota bez granic czyli… zmacane na własne życzenie Niemcy „martwią się” o „Państwo Islamskie” nad Wisłą.


„Inwazje barbarzyńców” to wyrażenie, po które chętnie sięgają włoscy i francuscy historycy, by opisać powszechne zjawisko lawinowego przemieszczania się heterogenicznej ludności kontynentu euroazjatyckiego w IV i V w. n.e., które zakończyło się jej osiedleniem na terytoriach w większości przypadków należących do Cesarstwa Rzymskiego, różniących się od obszarów, z których pochodziły owe ludy. Warto nadmienić, że w kulturze niemieckiej dla opisania tego zjawiska migracyjnego stosuje się natomiast bardziej neutralne i łagodne określenie: „wędrówka ludów” (Völkerwanderungen).

Biorąc pod uwagę wolę jednostek migrujących, należy rozróżnić tzw. migrację dobrowolną (gdy jednostka dobrowolnie podejmuje decyzję o przemieszczeniu, dążąc do poprawy własnych warunków ekonomicznych), a także przymusową (jako skutek ograniczeń politycznych lub prześladowań czy też działań wojennych lub katastrof naturalnych).

Czynniki wypychające tzn. skłaniające do emigracji, mogą być zatem różnorodne. Jednym z najważniejszych jest czynnik ekonomiczny, o którym mowa, gdy w miejscu pochodzenia możliwości zatrudnienia są nikłe, a standard życia jest niższy niż w miejscu przeznaczenia. Istnieją również tzw. polityczne czynniki wypychające: wojny, konflikty etniczne, prześladowania itp.

Wśród czynników sprzyjających ruchom migracyjnym należy wymienić czynniki społeczne, bazujące na istnieniu swego rodzaju sieci, która zapewnia wsparcie migrantom niedawno przybyłym do kraju przeznaczenia. Taką siecią stosunków społecznych może być społeczność rodaków, która już wcześniej osiedliła się w danym kraju…

…K. Greenhill wyróżnia trzy odrębne kategorie strategicznie zaplanowanych migracji: wywłaszczające, eksportowe i zmilitaryzowane. „Zaplanowanymi migracjami wywłaszczającymi są te, których głównym celem jest zawłaszczenie terytorium lub własności innej grupy/grup czy też eliminacja grupy/grup stanowiących zagrożenie dla etnopolitycznej i gospodarczej przewagi strony, która zorganizowała migrację (lub migracje); przypadek ten obejmuje zjawiska powszechnie znane jako czystki etniczne. Zaplanowanymi migracjami eksportowymi są migracje organizowane, by umocnić wewnętrzną pozycję polityczną (poprzez wydalenie politycznych dysydentów i innych wewnętrznych przeciwników) czy też usunąć lub zdestabilizować jeden lub więcej rządów zagranicznych. Wreszcie, zaplanowane migracje zmilitaryzowane to takie, które zwykle zostają zastosowane podczas konfliktu zbrojnego, by zyskać przewagę militarną nad przeciwnikiem – poprzez zdezorganizowanie lub zniszczenie jego centrum dowodzenia, infrastruktury logistycznej i zdolności operacyjnych – lub też celem umocnienia własnych struktur bojowych poprzez zdobycie dodatkowego personelu lub zasobów” [6].

Mówiąc o fali nielegalnej imigracji, która wstrząsnęła Europą w 2015 roku, prezydent Czech Milos Zeman posłużył się schematem stworzonym przez byłą asystentkę J. Kerry’ego. „Tak zwany kryzys migracyjny – powiedział M. Zeman podczas swojej oficjalnej wizyty w Pardubicach – jest zorganizowaną inwazją, która ma na celu niszczenie europejskich struktur społecznych, kulturowych, gospodarczych i politycznych. To jest dobrze zorganizowana inwazja, nie spontaniczny ruch. Dojdzie do tego, że czeskie wojsko będzie musiało interweniować, by bronić granic Republiki Czeskiej”.

Jak stwierdziła amerykańska profesor w komentarzu z dnia 11 grudnia 2000 r. dotyczącym wojny w Kosowie: „Zmieniła się sama natura wojny; teraz uchodźcy są narzędziem wojny” (“The nature of war itself has changed; now the refugees are the war”).

„Zaplanowane migracje przymusowe” (coercive engineered migrations) wykorzystują zatem niekonwencjonalną broń, która, podobnie jak inne niekonwencjonalne metody walki (terroryzm, manipulacja medialna, hakerstwo, zakłócenia na rynkach akcyjnych), jest stosowana w prowadzeniu wojny, zwanej przez dwóch znanych chińskich polemologów „wojną bez ograniczeń”. Niezwykle ciekawy i nie bez znaczenia jest fakt, że dwaj polemolodzy porównują George’a Sorosa do Osamy Bin Ladena [7]: o cieszącym się złą sławą „filantropie” wspomniał premier Węgier Viktor Orban w jednym z wywiadów w węgierskim radiu Kossuth Rádió, mówiąc o napływie tzw. uchodźców pochodzących z Afryki i Bliskiego Wschodu do Europy: „Jego nazwisko – stwierdził V. Orban – jest prawdopodobnie najmocniejszym przykładem spośród osób, które popierają wszystko, co zaprzecza tradycyjnemu europejskiemu stylowi życia”, natomiast aktywiści jego organizacji, oferując praktyczną pomoc i wsparcie prawne nielegalnym imigrantom, „niezamierzenie stają się częścią międzynarodowej siatki zajmującej się przemytem ludzi”…” (Claudio Mutti)

całość tu: Migracje

podobne: „Islamizacja Europy” kontra „tchórzliwa brutalność” czyli „Problem, Reaction, Solution!” i jeszcze: Destabilizacja Afryki przyczyną masowego uchodźstwa. UE nie ma polityki imigracyjnej ale chce zmusić do „solidarności” wszystkie kraje. Pomysły w sprawie imigracji problematyczne dla Polski.

„…No i wreszcie zejdźmy na jeszcze niższy poziom tych piekielnych kręgów. Wędrówka ludów, której ofiarą padają najzamożniejsze państwa starej Europy, jest następstwem wypadku przy pracy, to znaczy – przy operacjach pokojowych, misjach stabilizacyjnych i wojnie o pokój i demokrację, jaką Stany Zjednoczone prowadzą tu i tam – przede wszystkim zaś w krajach, które w przeszłości, słusznie, czy niesłusznie, uważane były za zagrożenie dla bezcennego Izraela. Wskutek pogrążenia tych krajów w stanie krwawego chaosu, potencjalne zagrożenie dla Izraela z ich strony zmalało do zera, zaś ubocznym skutkiem tego chaosu jest właśnie wędrówka ludów ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy. Co najmniej 70 procent „uchodźców” stanowią młodzi mężczyźni przed ukończeniem 30 lat – a więc najbardziej zdolni do walki. Ewakuacja setek tysięcy, a może nawet i miliona takich mężczyzn ze Środkowego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej do Europy jeszcze bardziej zmniejsza potencjalne zagrożenie dla bezcennego Izraela, ale zwiększa zagrożenie dla Europy. Czy to nie jest przypadkiem amerykańsko-żydowska odpowiedź zarówno na doktrynę „europeizacji Europy”, której wyznawcami po roku 1990 stały się Niemcy i Francja, jak i pogróżki Jakuba Delorsa z roku 1989, kiedy jako ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej odgrażał się, że celem UE jest wypowiedzenie Stanom Zjednoczonym „wojny ekonomicznej?” Czyżby Europa próbowała rozpocząć strategiczne przeciwnatarcie od sprowokowania mężczyzn „o wyglądzie…” – i tak dalej, do wsadzenia niemieckim panienkom rąk pod spódnice? I tego też wykluczyć nie można tym bardziej, że już starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, zauważyli, że na świecie dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.” (Stanisław Michalkiewicz: Inter pedes puellarum)

podobne: Europa muzułmańska, „Państwo Islamskie” i prawdziwa twarz Islamu: broń w rękach imperialistów, terroryzm, idea rewolucji, czy też religia jak inne?

Kordoniarze - Rafał Zawistowski

Kordoniarze – Rafał Zawistowski

„…Ogromna armada rusza do ziemi obiecanej, do Europy, po swoją ostatnią szansę. Bramy raju – bramy Zachodu zostały dla nich otwarte… Droga wiedzie znad Gangesu w kierunku Sokotry i Suezu i dalej przez Morze Śródziemne do portów Zachodu… Ale Egipt zamyka Kanał Sueski, a salwa z torpedowca zawraca statki z uciekinierami na południe. To długa droga dookoła Afryki. Może pordzewiałe parowce armady zechcą zatrzymać się gdzieś w połowie drogi? Rząd RPA zapowiada, że żaden ciemnoskóry znad Gangesu nie postawi żywy nogi na afrykańskiej ziemi… Mimo to Afrykanerzy w poczuciu przyzwoitości dostarczają statkom paki z żywnością. Te jednak są wyrzucane do morza… Uciekinierzy nie chcą ich, płyną dalej. Nie Afryka jest przecież celem. A Europa? Europa dyskutuje. Media bezrefleksyjnie reagują bezwarunkowym odruchem humanitaryzmu. Pytania, co stanie się z nami, kiedy ten milion wyjdzie na brzeg, zagłuszane są dźwiękami koncertów i krzykiem celebrytów…

W latach siedemdziesiątych francuski pisarz Jean Raspail roztoczył wizję, co mogłoby się stać za trzydzieści lat (Obóz świętych)… Można rzec – wizję nie tyle futurystyczną, co profetyczną – i jakże niepokojącą.

Wtedy – w latach siedemdziesiątych książki nie przyjęto z aplauzem; i nic dziwnego, bo i dzisiaj głosy sprzeciwiające się przyjmowaniu uchodźców są oceniane jako nieprawomyślne, wręcz antyhumanitarne… W książce Raspaila – kiedy armada stała się faktem – to znaczy kiedy dzioby jej pordzewiałych statków zaryły w skały i piaski Lazurowego Wybrzeża, we francuskich nadmorskich kurortach nie pozostał już nikt, nie licząc pewnego profesora, garstki długowłosych dzieci-kwiatów, ortodoksyjnych lewicowców i kilku benedyktyńskich mnichów na granicy demencji… Francuzi po prostu uciekli na północ… Ci sami Francuzi, którzy codziennie przysłuchiwali się wywodom na temat konieczności i obowiązku przyjęcia uciekinierów znad Gangesu. Ci sami, którzy wywieszali transparenty: Wszyscy jesteśmy ludźmi znad Gangesu. I ci sami którzy, potępiali przejawy niechęci wobec każdego, kto mówił inaczej niż głos z telewizyjnych ekranów i codziennych gazet… Zapakowali swoje żony i dzieci do samochodów i w pośpiechu opuścili swoje jasne domy, tłumacząc, że tak trzeba i nie pamiętając, że gdy armada była jeszcze daleko ich dzieci pisały szkolne wtpracowania w rodzaju: Rodzina uciekinierów znad Gangesu prosi o gościnę w moim domu…

Wizja Raspaila sięga dalej – pisarz ujawnia prawdopodobny mechanizm społeczny – ilustruje zjawisko i… straszy.

Może rzeczywiście doczekamy czasów, że będziemy się bać we własnych domach, że przeinterpretujemy pojęcia: odpowiedzialności, miłosierdzia, braterstwa, słabości i siły; nasze rządy staną się bezsilne, a nasze armie nie będą w stanie reagować?

W końcu prognozy demograficzne przywołane przez Raspaila budzą nie tylko niepokój. Siedem miliardów ludzi, w tym tylko siedemset milionów białych, których trzecia cześć – przeważnie ludzi starych będzie zamieszkiwać Europę. I oni mają przeciwstawić się czterystu milionom przybyszów z Bliskiego Wschodu czekających po drugiej stronie Morza Śródziemnego?…” (Roland Maszka)

całość tu: „Prawomyślność i hipokryzja. Czytając Jeana Raspaila”

„…Kontrolowane media zachodnie stawały początkowo na głowie aby tylko nie ujawnić szczegółów. Najpierw chodzić miało tylko o „chuliganów” obmacujących parę dziewczynek tylko w Kolonii. Ani słowa o tym że nie byli to żadni „chuligani” ale Merkel Jugend najnowszej generacji. Podkreślano też że wśród zatrzymanych było aż dwóch Niemców a nawet jeden Amerykanin. Koloru skóry dla pewności nie ujawniono.

Ale potem mleko się rozlało. Zorganizowanych grup Merkel Jugend napastujących kobiety w szeregu miastach nie dało się zamieść pod dywan. Zaczęła w końcu mówić o tym miejscowa telewizja, choć rozdarcie lewackiego serca dalej trudno ukryć. I tak praktyczni Niemcy  chcą zwiększać zatrudnienie w policji na przykład. Bardziej humanitarni od nich Belgowie, których policja dalej nie może złapać sprawców masakry w Paryżu, stawiają przede wszystkim na lekcje wychowania seksualnego w obozach dla uchodzców. No kidding. Oto czego „uchodźcom” głównie potrzeba! Jako podręcznik proponujemy w takim razie Życie seksualne dzikich Malinowskiego, uzupełniony może zajęciami praktycznymi na dworcu w Kölln…

…Media i kosmopolityczna elita dobrze zna olbrzymie ryzyko związane z masową imigracją ale woli tego nie zauważać. Gdy tragedia się wydarzy, jak ostatnio w Paryżu, winny jest zawsze „represyjny klimat” we Francji.

Lewicowe elity sprowadziły na nas wszystkich olbrzymie niebezpieczeństwo wpuszczając zbyt wiele ludzi którzy nie mogą zostać zintegrowani. W odróżnieniu od popularnej opinii, ludzie nie zmieniają się emigrując, zabierają swój kulturalno-religijny bagaż ze sobą.

Współczesne elity utraciły łączność ze swoimi krajami i zostawiły swoje populacje z konsekwencjami narzuconego [przez siebie] multi-kulti i globalizmu…” (cynik9)

całość tu: Merkel Jugend świętuje Nowy Rok na dworcu w Kölln

„…głupek polski, który przyrównał rząd PIS-u do Państwa Islamskiego nawet nie zauważył, że strzelił swojej partii w kolano i przy okazji walnął w pysk całe polskie lewactwo i bojowniczki feminizmu na dodatek! Bo te właśnie środowiska najbardziej zabiegają o przyjęcie do Polski emigrantów islamskich, którzy ponoć uciekają przez Państwem Islamskim. Skoro Państwo Islamskie już mamy nad Wisłą, to jaki uciekinier zechce się tu osiedlić ?

Zapewne z tej przyczyny słowa głupka polskiego o Państwie Islamskim nad Wisłą nie są rozpowszechniane przez media niemieckie, którym zależy na tym, by jak najwięcej islamskich imigrantów upchać w Polsce. Szczególnie teraz – po upojnej nocy sylwestrowej, która dała Niemcom przedsmak kalifatu, który będzie ostatnim akordem polityki multi-kulti Angeli Merkel. Angela oraz inne kobiety ( w tym feministki) mogą jednak liczyć na wiele praw, które im kalifat przyniesie (link).

Na przykładzie Kolonii sami Niemcy zorientowali się, że poruszonej przez Angelę Merkel lawiny nie da się powstrzymać, jak i utworzenia Wielkiego Kalifatu Niemieckiego w samym centrum Europy. Oto w Kolonii hordy arabskich przybyszy dały pokaz „kultury”, która wkrótce zaleje Niemcy mimo prób cenzurowania wiadomości o gwałtach i rabunkach na kobietach, które znalazły się w pobliżu katedry Świętego Piotra i Najświętszej Marii Panny oraz dworca kolejowego. Watahy podpitej hołoty z Południa osaczały niemieckie kobiety molestując je, zdzierając odzienie i rabując. Na 120 zgłoszeń (do tej pory), dwa to gwałty. Inni wyznawcy Proroka bezcześcili w tym czasie średniowieczne sanktuarium, jedne z największych na świecie, załatwiając w jego pobliżu oraz na jego murach swoje potrzeby fizjologiczne. Policja oczywiście nie interweniowała, a niemiecka prasa milczała co dowodzi, że postępowa głupota dotarła do nas z Niemiec.

Mimo to, Niemcy nadal chcieliby nas pouczać o demokracji i o tym, jak walczyć z faszyzmem, ksenofobią oraz brakiem empatii dla zaproszonych przez Angelę Merkel gości. Nie byłem więc zaskoczony, gdy kolejny głupek rodzaju żeńskiego na łamach niemieckiego Newsweeka (ale wydawanego w języku polskim), zaczął nawoływać do cenzurowania informacji o wydarzeniach w Niemczech, gdyż nie tylko w Kolonii doszło do zderzenia postępowej kultury lewackiej z kulturą z Południa. Takie informacje, to byłaby woda na młyn dla całej prawicy, która tylko czeka na takie wiadomości – wyjaśnił głupek polski – zawodowa feministka, wspierająca multi-kulti na łamach polsko-języcznego Newsweeka. Wniosek z tego przekazu jest jeden: Trzeba bez rozgłosu pozwolić wyhasać się zdrowym i młodym wyznawcom Proroka, których przecież zaprosiła do Niemiec sama Angela Merkel ! Natomiast kobietom, które nie zamierzają brać udziału we „współżyciu kultur” (jak to okresliła Merkel) zaleca się chodzić w grupach i na odległość wyciągniętego ramienia od wyznawcy Proroka.

Za to już bez żadnej cenzury opublikowano w pro-niemieckich mediach wiadomość o ucieczce z Polski boksera Salety. Salecie bowiem tak obili mózg, że wybrał wolność w Tajlandii. A więc w kraju, gdzie władzę w 2014 roku przejęła junta wojskowa. Wiadomość o ucieczce Salety paradoksalnie najbardziej zaszkodzi planowi Angeli Merkel umieszczenia w Polsce 7 tysięcy imigrantów z Południa. Kto się bowiem zdecyduje na osiedlenie w kraju, gdzie panuje większy reżim niż w Tajlandii ? Tylko głupek kompletny…” (Kapitan Nemoniepoprawni.pl)

całość tu: Głupek polski po zderzeniu z PIS-em

„…I druga rzecz. Część Niemców nie akceptując medialnej propagandy zaczęła spontanicznie budować – wzorem polskiej prawicy – niezależny od głównego nurtu mediów drugi obieg. Dziś w niemieckim internecie nietrudno znaleźć memy z przekreślonym logiem ARD i ZDF. To wyraz sprzeciwu społeczeństwa. Media grały swoje, a ludzie wokół siebie widzieli co innego.

Niewygodnie dla władzy informacje i opinie zaczęły krążyć zwłaszcza po mediach społecznościowych. Być może nie jest to jeszcze poruszenie na miarę polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale ciosy zaczęły padać. W odpowiedzi rząd Merkel pod pozorem walki z „mową nienawiści” wymusił na Facebooku, Twitterze i Google podpisanie kontrowersyjnego porozumienia. Podejrzane posty mają być usuwane w ciągu 24 godzin, a sama procedura ma ruszyć lada dzień. Łatwo się domyślić, co przede wszystkim będzie usuwane.

Na koniec nie sposób nie postawić pod adresem niemieckich mediów kilku pytań. Jak nazwać solidarne milczenie mainstreamu, kiedy na policję zgłaszały się setki kobiet molestowanych i zgwałconych przez mężczyzn „o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej”? Co takiego się stało, że te media milczały? Dlaczego milczały tak długo? Dlaczego dopiero masowe pojawienie się pokrzywdzonych kobiet na policji doprowadziło do ujawnienia tych informacji w mediach? Czy spóźniona reakcja mediów wynikała z nacisków władz państwowych, dla których gwałty w Kolonii są ostatnią rzeczą, na którą czekały? Pytania te są istotne, bo w gruncie rzeczy dotyczą powrotu cenzury, a tym samym stanu niemieckiej demokracji…” (Krzysztof Kunertwpolityce.pl)

całość tu: Nokaut dziennikarstwa w Niemczech

„…Ktoś nie poświęcający wiele uwagi otaczającemu go światu, zadowalający się potocznym wyobrażeniem postępu, demokracji i ogólnie pojmowanej „europejskości”, może się zdziwić – no, jak to możliwe? To tysiąc bandziorów szaleje po niemieckich miastach, rozpędzając bez wysiłku zniewieściałą policję, i bezkarnie gwałci oraz rabuje niczym Armia Czerwona po 1945 – i nic o tym nie mówią w telewizji, nie piszą w gazetach? No, przecież to Zachód, przecież wolność słowa, przecież nie ma tam cenzury?!
„Oj, naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle…” – chciałoby się zaśpiewać piosenkę ze starego kabaretu. Nie, media niemieckie wcale nie są wolne, rzetelne ani uczciwe, i co więcej, nie odbiegają pod tym względem od średniej europejskiej. Dla człowieka, który choć trochę interesował się w ostatnich latach sprawami publicznymi, to żadne odkrycie.
Ukrycie głęboko pod suknem takiego niusa, jak sylwestrowe napaści, nie jest żadnym precedensem. A czy zanim załamała się gospodarka Grecji, mógł się przeciętny Europejczyk dowiedzieć z gazet lub telewizji o nadchodzącej katastrofie, choć fachowcy widzieli ją już kilka lat wcześniej? Czy dotarły do niego jakiekolwiek wątpliwości co do wspólnej waluty? Czy jest uczciwie informowany o rzeczywistym wpływie ludzkiej działalności na klimat i o tym, kto i jakie biliony dolarów zarabia na rzekomej walce z ociepleniem? Czy mógł sobie kiedykolwiek na ten temat wyrobić własne zdanie?
Nie, w tych sprawach i w dziesiątku innych obywatel Zachodu poddany był i jest propagandowemu praniu mózgu dokładnie tak samo, jak obywatel PRL – karmiony dzień po dniu obrazami spuszczanej surówki, terkoczących na polach traktorów, kwitnącego dobrobytu i zadowolonych włókniarek (w latach siedemdziesiątych) albo, odwrotnie, wizjami szalejącego na ulicach bandytyzmu, chaosu i nędzy wywołanej ciągłymi strajkami rozwydrzonej „ekstremy Solidarności”, gdy ta sama telewizja urabiała grunt pod stan wojenny.
Rozciągnięcie tej samej medialnej osłony na cios imigracyjnym młotem, którym europejska oligarchia chciała skruszyć państwa narodowe, zwłaszcza w środkowej Europie, było może tym jednym krokiem za daleko. Euro czy klimat nie mogą prostemu obywatelowi dać po mordzie, a „uchodźcy” jak najbardziej, co sprawiło, że teraz nawet najgłupszy przeżuwacz medialnej papki odczuć musiał jakimś dyskomfort. Inna sprawa, czy na długo. Media w Europie pozostają wciąż w pewnych rękach i na pewno włożą wiele wysiłku w odbudowanie instynktów baraniego stada, dyrygowanego sprawnie z gabinetów polityków i szefów ponadnarodowych korporacji…” (Rafał Ziemkiewicz)

całość tu: Wymacane Niemcy, wymacana wolność słowa.

podobne: Śmierć ojczyzny czyli… Francuzi już nie są u siebie. Terroryści “ubogacili kulturowo” Paryż. Rzeź dopiero nastąpi? i to: miarka: „Lewacki bałagan w wartościach” czyli pułapki tolerancji w wykonaniu lewicowym. polecam również: Postmodernizm, polityczna poprawność i marksizm kulturowy to siły które zagrażają Polsce i Europie. Jak nie przystosować się do przeciętnego poziomu swej epoki?

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

IV RP kontra III RP czyli lekcja z demokracji. Sprawa Sumlińskiego, niekompetencja w MON i uchwała sejmu ważniejsza od Konstytucji. Czy Duda złożył Rzeplińskiemu propozycję nie do odrzucenia? Na czym polega postkomunizm i czy socjalista może być dobrym patriotą?


„…Usiłuje się wbić i utrwalić taką teorię, że demokracja w Polsce równa się Trybunał Konstytucyjny i być może niedługo będzie się używać zamiennie tych pojęć czyli Trybunał będzie nazywać się demokracją…” (Mieczysław Ryba)

a przecież chodzi o to że…

„Powinniśmy mieć zasady gotowe do zastosowania w każdej okoliczności” (Epiktet z Hierapolis)

tymczasem…

„Ślepy i nierozważny jest ten, co zdaje się na łaskę przypadku” (Seneka)

Z natłoku bełkotu informacyjnego jaki wylał się przez ostatnie tygodnie na głowy zainteresowanych polityką Polaków (podkreślam, bo nie wszystkich to interesuje), warto wyłowić cztery (dosłownie) najistotniejsze (moim zdaniem) sprawy, które rzutują w dość konkretny sposób na jakość (standardy) rządów które już odeszły, oraz na rządy które będą nam towarzyszyć przez najbliższe lata. I nie jest to niestety wyłącznie towarzyszenie na zasadzie jakiejś fikcji rodem z programu rozrywkowego w TV. Nie chodzi tu bowiem o standardy jako pewnego rodzaju kulturę polityczną (to akurat najmniejszy problem, łatwy do załatwienia jednym kliknięciem pilota od telewizora), ale o uchwalane właśnie prawo (jak i to które ciągle obowiązuje), które należy jak najbardziej do świata realnego ze wszystkimi tego konsekwencjami i kosztami dla nas obywateli, na teraz i na przyszłość.

Przepychanki na temat kto, co i na kiedy „planuje”, kto komu przeszkadza, co psuje, i czy zrobi to rano czy w nocy, to wyłącznie element propagandowej walki obu stron mający mobilizować poszczególne elektoraty do większej aktywności w „kibicowaniu” swoim przedstawicielom ustawowym”. Informacyjnych konkretów wynikających z tych wszystkich „działań” dla poważnie podchodzącego do spraw państwowych (i obywatelskich) Polaka nie uświadczysz. Tego typu „wiedza” i niusy, choć niejednokrotnie zabawnie formułowane przez lekkopiórych komentatorów brzmią bowiem z obu stron histerii tak samo propagandowo. Dla szarego ludzia nic z tego nie wynika inie jest do niczego potrzebne. Służy to wyłącznie dworakom i fanatykom obu obozów, by mogli upuścić napięcia ze swoich nadętych/nakręconych głów, tudzież do wyprowadzania „niezadowolonych” na ulice w celu napuszczenia ich na siebie, a być może sprowokowania jakiejś ulicznej bitki.

Jakkolwiek nie przykładać wagi do większości komentarzy płynących z obu stron barykady poprzez tzw. „media głównego nurtu” (mocno zaangażowane każde w swoją rację – zgodnie z zapotrzebowaniem obozu któremu służą) należy sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia z wojną o interesy partyjne, a nie jak nam to każda ze stron próbuje przedstawić z walką o prawa obywateli. Obecna opozycja walczy o utrzymanie wpływów i bardzo ją boli odrywanie przysłowiowego „ryja od koryta”, zaś obecny obóz rządzący mocno wyposzczony po 8 latach bycia w opozycji, jako zwycięzca w „demokratycznych wyborach” dąży w sposób dla siebie naturalny do odzyskania (kosztem poprzedników) jak największej władzy, stołków, praw i przywilejów. Tymczasem retoryka tak jednych jak i drugich nie dotyczy istoty rzeczy, o której pisze Pan Michalkiewicz… (Odys)

„…dopiero konflikt, jaki w naszym nieszczęśliwym kraju rozgorzał na tle zagrożeń demokracji, pozwolił zobaczyć, ilu na świecie jest durniów, a przynajmniej – ilu jest hipokrytów. Rzecz w tym, że w demokracji – jak wiadomo – decyduje Większość, bo demokracja kieruje się zasadą: im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. Jest to nic innego, jak tyrania Większości. Tymczasem banda idiotów, z jakich składa się zdecydowana większość tak zwanych elit politycznych, nie mówiąc już o konfidentach poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, udaje że tej prostej, niczym budowa cepa prawdy nie pojmuje, albo – co gorsza – nie pojmuje jej naprawdę i bredzi coś o konieczności poszanowania przez Większość praw Mniejszości. Tymczasem taka konieczność nie tylko nie ma nic wspólnego z demokracją, ale wprost zasadę demokratyczną podważa, bo albo przyjmujemy za demokratami, że im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja, albo uznajemy jakieś prawa Mniejszości, które trzeba respektować bez względu na Liczbę. Otóż ochrona praw Mniejszości nie wynika z zasady demokratycznej, tylko z zasady nomokratycznej (nomos to po grecku: prawo), z której wynika, że słuszność Racji nie zależy od Liczby – jak chcieliby demokraci – tylko od zgodności z nie poddającymi się żadnym głosowaniom zasadami…

…No dobrze – ale co jest praworządne, to znaczy – jaką treść powinny mieć akty prawne, by mogły być uznane za praworządne?

Na właściwy trop naprowadza nas sformułowanie języka potocznego, w jakim wspomniana ustawa byłaby skomentowana. Powiedziano by o niej, że owszem, może i jest demokratyczna, ale nie jest w porządku. To sformułowanie języka potocznego sugeruje istnienie jakiegoś porządku, który w dodatku ma charakter nadrzędny nad porządkiem demokratycznym. (…)  pierwszym warunkiem, jakiemu powinno odpowiadać stanowione prawo, to wykonalność. Prawo obiektywnie niewykonalne, nie będzie mogło wejść w życie…

prawo, żeby było wykonalne, nie może abstrahować od tego, jacy ludzie są, nie może abstrahować od naturalnych właściwości ludzi. Naturalnych – a więc takich, których nie ustanowiła żadna władza publiczna i żadna władza publiczna, nawet demokratyczna, nie jest w stanie ich uchylić. Jakie to są właściwości? Ano, ludzie mają naturalną zdolność do świadomego wybierania. Jest to bardzo ważna właściwość, nie tylko odróżniająca gatunek ludzki od innych gatunków przyrodniczych, ale będąca też warunkiem sine qua non wszelkiej odpowiedzialności. Inną ważną właściwością naturalną człowieka jest wrażliwość na piękno – z czego wynika cała kultura. Kolejną ważną właściwością natury ludzkiej jest zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim – z czego zrodziły się cywilizacje. Ale najważniejszą właściwością, z której wynikają wszystkie pozostałe, jest życie.

Mamy zatem katalog ważnych cech ludzkiej natury, które prawo stanowione powinno respektować, żeby w ogóle było wykonalne. Ale nie tylko respektować. Ponieważ są to właściwości bardzo ważne, prawo stanowione nie powinno również w nie godzić – jeśli ma dobrze służyć ludziom, a tak chyba powinno być. Skoro tak, to musimy przełożyć te właściwości natury ludzkiej na język prawa. Jeśli chodzi o życie, nie ma z tym problemu; prawo radzi sobie językowo z życiem bez trudu. Zdolność do świadomego wybierania w języku prawa nazywa się wolnością, zaś zdolność do wytwarzania bogactwa i dysponowania nim nazywa się własnością. Ciekawe, że zdolność do odczuwania piękna nie daje się przełożyć na język prawa, chociaż takie próby były podejmowane, na przykład w postaci „socrealizmu”. Mamy zatem katalog praw naturalnych – bo żadnego z nich nie ustanowiła władza publiczna – w postaci życia, wolności i własności. Tworzą one porządek, z którym powinno być zgodne prawo pozytywne, by mogłoby być uznane za praworządne pod względem treści. Od razu widać, że jest to porządek niedemokratyczny, bo prawa naturalne z istoty nie poddają się żadnemu głosowaniu. Co więcej – przekonujemy się, że demokracja może być bezpieczna o tyle, o ile zakotwiczona jest w porządku niedemokratycznym, jakim jest porządek praw naturalnych. Widać zatem, że kwik, jaki podnosi się nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju i w wielu ościennych krajach w obronie demokracji w Polsce, to lament ignorantów…(Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Obrońcom demokracji pro memoria

podobne: Konwulsje zdychającej III RP w obronie „demokratycznego państwa prawa”  i to: „Państwo to ja” czyli… Prywatne potrzeby nie wymagają interwencjonizmu demokracji. Konsekwencje demosu na podstawie planów odebrania kreacji pieniądza bankom komercyjnym w Szwajcarii. oraz: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

A teraz przejdę do wspomnianych istotnych wg mnie kwestii, o których były jakieś wzmianki w mediach, ale nie pod tym kątem pod jakim powinny być komentowane i relacjonowane obywatelom, więc sam je skomentuję…

1. Wojciech Sumliński i wyrok na III RP.

„Wydarzenia, które do historii przejdą jako sprawa Sumlińskiego, rozpoczęły się wiosną 2008 r. Znany dziennikarz śledczy, wówczas zajmujący się przede wszystkim badaniem okoliczności mordu na ks. Jerzym Popiełuszce i niejasności związanych z późniejszym śledztwem, został poddany całej serii represji, które doprowadziły go do próby samobójczej…

Sprawa ciągnie się tygodniami, miesiącami, wreszcie – latami. Z dala od centrum Warszawy (sądy na ul. Kocjana znajdują się na dalekiej Woli, zaledwie trzy przystanki od granic miasta), a przede wszystkim z dala od zainteresowania mediów. Obserwując rozprawy od grudnia 2013 r., znam sytuacje, gdy ważne, choćby z racji problemów z pamięcią nadających się do podręczników medycyny, zeznania ministra Grasia bądź byłego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka odbywały się bez udziału choćby jednego dziennikarza. Przez wiele miesięcy jedynym źródłem informacji o przebiegu procesu był starannie prowadzony blog Andera, później dołączyły do niego relacje na kilku portalach, a także nadawane na żywo przez autora niniejszego tekstu korespondencje na Twitterze. Do lata 2015 r., kiedy odbyło się przesłuchanie Bronisława Komorowskiego, media zainteresowały się sprawą chyba tylko raz – gdy w sądzie pojawił się Antoni Macierewicz.

Bronisław Komorowski, postać w sprawie Sumlińskiego kluczowa, czeka wciąż na wyjaśnienie swojej roli w tym zdarzeniu. Przesłuchanie, które zgromadziło większość ważnych mediów, lecz nie zostało przez nie praktycznie odnotowane, niewiele wyjaśniło.

Z zeznań świadków wiemy jedynie, że Komorowski był zainteresowany propozycją dostępu do tajnego aneksu, jaką miał mu złożyć Tobiasz. Tego, że był on centrum prowokacji wobec dawnej komisji weryfikacyjnej WSI, której ostatnim akordem jest proces Sumlińskiego, domyślać się możemy z zeznań innych osób, a przede wszystkim z wypowiedzi i książek samego Wojciecha Sumlińskiego.

Istotne dla pokazania dwuznacznej roli byłego prezydenta okazały się niedawne zeznania Krzysztofa Winiarskiego, który zeznał, że Komorowski podczas rozmowy dotyczącej spłaty zobowiązań państwa wobec powiązanego ze służbami biznesmena w zamian za przekazanie haków na polityków PiS u, pytał również o Wojciecha Sumlińskiego. W tym samym czasie zastępca szefa ABW Jacek Mąka miał proponować udział w prowokacji wymierzonej przeciwko dziennikarzowi, innemu ważnemu świadkowi – Tomaszowi Budzyńskiemu, emerytowanemu oficerowi tej agencji. Wkrótce potem doszło do zatrzymania, które stanowi oficjalny początek opisywanej sprawy…

…Wydany w środę wyrok zaskoczył. Zaskoczył z punktu widzenia praktyki sądowej Trzeciej Rzeczypospolitej. Sędzia Stanisław Zdun skazał Aleksandra L. na cztery lata więzienia bez zawieszenia, równocześnie uniewinniając Wojciecha Sumlińskiego. Wyrok był więc całkowitym przeciwieństwem oczekiwań prokuratury, uzasadnienie zaś całkowitym zaprzeczeniem jej narracji. Zdun powtórzył wszystkie pozapolityczne elementy z mów obrońców, wykazał całkowitą niewiarygodność zeznań L., a przede wszystkim nieżyjącego Leszka Tobiasza. Tobiasz jest tu głównym czarnym charakterem, autorem prowokacji, niemającym jednak żadnych dowodów. L. jest współwykonawcą, a w najlepszym razie ofiarą prowokacji Tobiasza, co jednak nie zwalnia go od odpowiedzialności za próby płatnej protekcji, jakie zostały udowodnione w postępowaniu. Na udział Sumlińskiego w tych samych próbach nie znaleziono natomiast żadnych dowodów. Czyn L. był haniebny – jak mówił sędzia Zdun – i zagrażał bezpieczeństwu kraju. Oprócz więzienia sąd zdecydował również o grzywnie, gdyż, jak zwrócił uwagę sędzia Zdun, L. nadal pobiera wysokie świadczenia. Z obawy o możliwość ucieczki skazanego za granicę zastosowano wreszcie środek zapobiegawczy w postaci odebrania paszportu…

…Jest to historyczny dzień dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. I nie tylko dla niego, przekonaliśmy się bowiem, że człowiek, mający do dyspozycji głównie własne zasady moralne, wiarę i determinację, a przy tym wsparcie kilku podobnych sobie zapaleńców (i oczywiście najbliższych), nie jest bez szans w starciu z niepokonaną machiną zakorzenionej w PRL u niesprawiedliwości.

Równocześnie jednak jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego, które przez lata próbowało sprawę zamilczeć. Obok patologii służb sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów. Rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznie – niech to będzie kolejny optymistyczny wniosek ze środowego wyroku.” (Krzysztof Karnkowski • Gazeta Polska Codziennie)

całość tu: Wyrok na III RP

podobne: Komorowski ch… sałatki szkoda! czyli… rzeczy ważne i ważniejsze dla „mediów” z 18 grudnia. 6 pytań, które są zbyt proste by pozostać bez odpowiedzi ze strony prezydenta. oraz: Co kryje tajny aneks Macierewicza? Raport z likwidacji WSI oraz ANEKS do raportu a Bronisław Komorowski. Sprawa Mazura umorzona?

jest to dzień wstydu dla większości środowiska dziennikarskiego… pisze bezczelnie Pan Karnowski, który reprezentuje dokładnie to samo środowisko, tylko z innej (rzekomo „prawej i sprawiedliwej”) mańki. Wystarczy sobie bowiem przypomnieć niedawne równie haniebne przemilczanie przez tzw. „media niezależne” (do których Pan Karnowski się samozwańczo zalicza) rozprawy na której zeznawał ważny świadek w procesie Sumlińskiego – niejaki Winiarski, którego zeznania uznano publicznie w owych mediach jako NIEWIARYGODNE:

„…Milczenie środowiska PiS i związanych z nim „wolnych mediów” jest praktyką tym wielce zadziwiającą, że tuż po 30 października ukazały się dwie, niezwykle istotne wypowiedzi na temat wiarygodności świadka Winiarskiego. Ten bowiem argument – brak wiarygodności, był najczęściej podnoszony przez luminarzy „wolnych mediów” i miał rzekomo decydować o braku zainteresowania…

To raczej ci, którzy już 30 października okrzyknęli zeznania Winiarskiego „niewiarygodnymi”, nie zadbali o jakiekolwiek argument na obronę swoich twierdzeń. Ich zarzuty pod adresem świadka bardziej wyglądały na próbę usprawiedliwienia własnego asekuranctwa niż dowodziły rzetelności dziennikarskiej…” (całość tu: Parasol ochronny nad Komorowskim?),

…czy to nie jest wystarczający powód do tego żeby fala obrzydzenia zalała każdego przyzwoitego człowieka, jeśli ludzie wywodzący się ze środowiska tzw. „niezależnych mediów” wycierają sobie gębę procesem człowieka, do którego ułaskawienia przyczynił się świadek uznany przez tych samych ludzi za „niewiarygodnego”? Przyganiał kocioł garnkowi Panie Karnowski. Zgadzam się ze stwierdzeniem że sprawa ta zaprezentowała dobitnie patologię mediów… i że rozwój niezależnych kanałów informacji również w tym wypadku pokazał, że fałszowanie rzeczywistości nie może trwać wiecznietyle że jak to się ma do „was”, którzy odegraliście w tej patologii również swoją niechlubną rolę… (Odys)

2. „Skandal w MON” i „nocne wtargnięcie do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”.

„…Decyzją ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do dyspozycji szefa MON zostali przeniesieni płk Krzysztof Dusza i gen. Piotr Pytel. Całe przedpołudnie trwała medialna histeria na temat wejścia do pomieszczeń Centrum Kontrwywiadu NATO…

…Część kierownictwa miała mieć podpisane wieloletnie kontrakty opiewające na około 20 tys. zł miesięcznie. Okazało się również, że część kadry mają stanowić byli żołnierze Wojskowych Służb Informacyjnych.

…Mieliśmy utracić wiarygodność, a „sprawa odbije się szerokim echem” i „będą tego bolesne konsekwencje”. Minister Tomasz Siemoniak publicznie przepraszał Słowaków, którzy z nami współtworzyli CEK. Do wyrazów potępienia przyłączyli się politycy innych partii opozycyjnych.

I taka jatka medialna trwała do południa, kiedy to z kwatery głównej NATO nadszedł komunikat, że wszelkie decyzje w sprawie CEK należą do Polski, ponieważ Centrum nie jest w strukturach Sojuszu.

Warto zwrócić uwagę, że w nagonce na Służbę Kontrwywiadu Wojskowego umknęła najważniejsza kwestia – co było powodem nocnego wejścia do pomieszczeń CEK. Otóż odwołani szefowie CEK nie chcieli przyjąć swoich dymisji do wiadomości, nie zamierzali opuścić zajmowanych biur i nie chcieli przekazać dokumentów. Stąd nocna interwencja.” (niezalezna.pl)

źródło: Kompromitacja szczujni

„…Dufny w siłę swoich partyjnych opiekunów – nie podporządkował się aktualnym wojskowym przełożonym, a fizycznie odsunięty od urzędu – udał się na skargę do swoich rzeczywistych mocodawców.

To niespotykany ewenement – wysokiej rangi oficer wyznaczony na szefa Centrum Ekspertskiego Wywiadu NATO – nie zna podstawowych reguł obowiązujących w każdej armii świata od czasów babilońskich. Jeżeli płk Dusza poczuł się pokrzywdzony – miał do dyspozycji służbową drogę odwoławczą. Może zresztą z niej nie korzystać po odejsciu do cywila i dochodzić swoich praw w sądach poiwszechnych. Oczywiście w każdym razie obowiazuje go wojskowa tajemnica, zdradzenie której skutkuje poniesieniem kary do najwyższej włącznie. W chwili obecnej mamy stan buntu, który powinien powodować degradację oficera i szybkie wydalenie ze służby. Niezależnie od tego powinien ponieść karę za narażenie na szwank dobrego imienia polskich wojskowych służb specjalnych.

Jednakze większą jeszcze szkodę dla wizerunku tych służb i Wojska Polskiego wyrządzili byli ministrowie ON z ramienia PO, a szczególnie niejaki Siemoniak. Abstrahuję od tego, że razem z Tuskiem ponosi on bezpośrednią odpowiedzialność za doprowadzenie do znacznego osłabienia gotowości bojowej naszej armii (…) Odkładał w nieskończoność realizację projektu WISŁA, NAREW, czy śmigłowcowego. Teraz jednak Siemoniak dopuscił się – nie wacham się powiedzieć – zdrady interesów Polski. Nie sprawdził stanu faktycznego, tylko w mediach wygłasza bzdury, że Macierewicz zaatakował placówkę NATO zainstalowaną w Polsce. Tak może powiedzieć tylko nieuświadomiony dureń, a nie były minister ON…” (Janusz40 • blogpress.pl)

całość tu: Skandaliczne i kretyńskie wypowiedzi byłego szefa MON

podobne: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. oraz: Wiceszef MON Waldemar Skrzypczak podał się do dymisji. Jaki będzie finał „wojny na haki”. a także: Przemysław Karda: Rozbrojenie, czyli… Quo vadis Polska armio? i to: Polski przemysł zbrojeniowy traktowany po macoszemu (Świdnik odpada z przetargu). Amerykanie i Francuzi uzbroją polską armię (MON wybrał „Patrioty” i „Caracale” – opinie podzielone). MON weryfikuje akty prawne („Si vis pacem, para bellum”). i jeszcze: ABW kontrwywiaduje na terenie SKW. Złapanie szpiegów to prężenie muskułów. Trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer. „Nasz Dziennik” Medal dla szpiega.

Po pieniądzach jakie miały się w tym paśniku przewalać, i po tym jak centrum dowodzenia NATO odcięło się od całego „projektu” nazwanego szumnie „Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO”(?), jestem bardziej skłonny do wniosku że ten kwik (kolejny w ostatnich tygodniach) jest prędzej spowodowany bólem odrywania ryja od koryta poprzedniej władzy, niż ma cokolwiek wspólnego z troską o państwo przed jego „osłabianiem”, czy z „wstydem” przed naszymi sojusznikami, skoro najważniejszy organ (czyli wspomniane centrum dowodzenia NATO) jasno dał do zrozumienia że ma tę sprawę gdzieś, i że całe to CEK nie ma z NATO nic wspólnego (poza nazwą). Pozostaje zatem pytanie czy nowy MON nie powinien przypadkiem całe to towarzystwo (a nie tylko dwóch funkcjonariuszy) dyscyplinarnie i ze skutkiem natychmiastowym rozwiązać, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na konkretne cele wojska… (Odys)

„…Tylko w Republice Okrągłego Stołu było możliwe kooptowanie, korumpowanie, uwłaszczanie i dopuszczanie do zyskownych interesów, głównie kosztem majątku narodowego, części postsolidarnościowych elit. Tylko w takiej republice było możliwe wykreowanie ogromnej części elity biznesu i pieniądza w oparciu o fundusze i z pomocą tajnych służb – na początku tych peerelowskich, a potem tych z rodowodem III RP. Tylko w takiej republice autorytetami zostawały osoby dające legitymację, gwarancje i ideologiczne uzasadnienia pookrągłostołowemu porządkowi. Tylko w Republice Okrągłego Stołu możliwa była negatywna selekcja w nauce, kulturze czy głównych mediach.

Zakończenie istnienia Republiki Okrągłego Stołu byłoby nie tylko aktem historycznej sprawiedliwości, ale także pozbyciem się ogromnego brzemienia (tych wszystkich uprzywilejowanych kast i grup interesów) hamującego rozwój Polski i dobrobyt przeciętnych ludzi… 

Opór beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu jest oczywisty i był łatwy do przewidzenia. W innym systemie większość z nich byłaby po prostu nikim. Oni walczą o życie, o byt, o status majątkowy i prestiż społeczny, o uprzywilejowaną pozycję swoich dzieci, o wpływy i możliwości życiowe. Oceniam grupę beneficjantów i pasożytów Republiki Okrągłego Stołu na około milion osób. Ale ona ma ogromne wpływy i możliwości, zarówno z powodu posiadania pieniędzy i innych zasobów, jak i znajomości, wpływu na media czy możliwości urabiania opinii publicznej i hodowania sobie uzależnionej klienteli. Oni wiedzą, że bój to jest ich ostatni. I odwrotnie, obóz zmiany skupiony wokół PiS też wie, że jeśli nie teraz, to Republika Okrągłego Stołu będzie trwać w Polsce przez kolejne dziesiątki lat. To jest naprawdę poważna sprawa. Znacznie poważniejsza niż wynikałoby z medialnego przekazu, który istotę i znaczenie tej gry próbuje ukryć albo rozwodnić.” (Stanisław Janecki • wpolityce.pl)

całość tu: To nie jest zwykła polityczna walka. Gra się toczy o likwidację Republiki Okrągłego Stołu

…więc ja z uporem maniaka będę zadawał to pytanie, które każdy myślący obywatel, a przede wszystkim płatnik na te wszystkie urzędnicze paśniki powinien sobie zadać. Panie Janecki (i reszto „rozliczaczy”) – czy wraz z usuwaniem osób o których bez przerwy słyszymy z ust polityków obecnie rządzącego obozu (mieniącego się być prawem i sprawiedliwością), obóz ten nie powinien zgodnie z Pańską intencją jednocześnie likwidować tych wszystkich szkodliwych i nikomu nie potrzebnych stanowisk/urzędów i „służb”, których to poprzednia władza niegospodarnie namnożyła? Czy też jako podatnicy (o których dobro i portfele tak bardzo Pan Janecki się troszczy) mamy się zadowolić tym, że kilku się wyrzuci a na ich miejsce zatrudni „właściwie myślących” z „jedynie słusznego” obecnie, politycznego klucza (wmawiając ludziom że „nowi” nie będą „partyjni”)? Co komu przyniesie zmiana na stanowisku jednej kosztownej świnki na drugą? Obywatelowi nic z tego powodu w portfelu nie przybędzie, zwłaszcza jeśli nowe władze wcale nie zamierzają zaciskać pasa państwowej hydrze, a wręcz przeciwnie. Retoryka  nowej władzy to typowo etatystyczny bełkot socjalistów z naciskiem na „uszczelnienie systemu fiskalnego” (do którego wiadomo kto wpłaca a kto korzysta), po to by móc się umościć na nowych włościach i dalej popuszczać pasa, co może okazać się w niedalekiej przyszłości bardzo kosztowne dla podatników… (Odys)

podobne: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne. oraz: Spadek po platformie. PO zawiodła przedsiębiorców. Czy obietnice wyborcze zbankrutują Polskę?

…Czy to właśnie z tego powodu PIS potrzebuje zniszczyć ideę (uprawnienia) Trybunału Konstytucyjnego – ostatniego bezpiecznika między zapisanymi w Konstytucji prawami własności i wolności obywateli, a zakusami pazernej władzy, po to by móc swobodnie się na nie zamachnąć jak już nowej władzy zabraknie do pierwszego?

Dlatego na koniec trzecia ważna informacja i najważniejsza moim zdaniem kwestia, bo naruszająca w sposób bezpośredni nasze obywatelskie prawa do bezpieczeństwa przed nieodpowiedzialnymi politykami. Bo to że dwa obozy polityczne się ścierają (nie robiąc sobie przy tym zbyt wielkiej krzywdy 🙂 ), nie jest aż tak istotne dopóki są zajęte sobą a obywatele nic na tym nie tracą (poza rzecz jasna finansowaniem tego zoo bo już nawet nie cyrku). Gorzej kiedy „przy okazji” tej walki naruszane są fundamentalne zasady chroniące nas – obywateli przed tą całą wścieklizną polityczną… (Odys)

3. Prokurator Generalny: TK nie ma prawa orzekać ws. uchwał Sejmu.

W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Polityce.pl stwierdza, że TK przekroczyłby swoje kompetencje orzekając ws. uchwały Sejmu.

Zakwestionowane [przez grupę posłów wnioskującą do TK– red.) uchwały nie są aktami normatywnymi, lecz aktami stosowania prawa. Kompetencje kontrolne Trybunału Konstytucyjnego obejmują wyłącznie ocenę aktów normatywnych i nie rozciągają się na akty stosowania prawa, choćby wydawano je powołując się wprost na kwestionowane przepisy

— podkreśla Prokurator Generalny.

Przywołuje jednocześnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 5 czerwca 2001 roku:

Trybunał kilkakrotnie już podkreślał, iż jego właściwość rozciąga się na akty normatywne, nie obejmuje natomiast aktów indywidualno-konkretnych. Trybunał posługuje się przy tym materialną definicją aktu normatywnego, co oznacza, iż chodzi o akty zawierające normy generalne i abstrakcyjne, które charakteryzują się cechą powtarzalności. Nie mają tych cech akty adresowane do indywidualnego podmiotu, dotyczące konkretnej sprawy czy sytuacji, których stosowanie ma charakter jednorazowy.

W nawiązaniu do powyższego wyroku, Prokurator Generalny stwierdza, że TK nie ma prawa wyrokować w sprawie sędziów. Nie może więc stwierdzić, czy Sejm legalnie unieważnił wybór „platformerskiej piątki”, ani czy legalnie wybrał ich następców…”

źródło: wpolityce.pl

Ja tylko chciałbym zwrócić uwagę na wielce frapujący problem dotyczący (a jakże! bo to w końcu na czasie) „nieopatrznego” obrzydzania Polakom przez obecną władzę instytucji TK. Które jest prowadzone z rozmysłem na zdyskredytowanie, aby nikt po trybunale nie płakał kiedy zostanie zlikwidowany/zmarginalizowany/sparaliżowany. Ja doskonale rozumiem potrzebę czyszczenia wymiaru sprawiedliwości, służb bezpieczeństwa, i resortów administracji z wrażego (post)komunistycznego elementu bo jest on niewiarygodny i tu moja PEŁNA zgoda. Nie rozumiem tylko (a raczej rozumiem 🙂 ale o tym dopowiem tylko jak ktoś zapyta) dlaczego PIS wylewa dziecko z kąpielą którym jest właśnie instytucja TK (nie mylić z poszczególnymi sędziami) – tj. organ który został stworzony po to by stać na straży zgodności z Konstytucją (w której zapisane są również NASZE – OBYWATELI prawa i wolności) wszelkich aktów prawnych, na które mogliby wpaść kiedykolwiek (a nie tylko za obecnej władzy) jacykolwiek politycy.

Otóż zohydzenie tej instytucji w taki sposób w jaki to robi PIS, lekceważąc sobie jej postanowienia, bez merytorycznego uzasadnienia, a bazując wyłącznie na „niejasnych” procedurach prawnych, a przede wszystkim żerując na populizmie hasła „koniecznych zmian” (koniecznych dla kogo? w jakim wymiarze? i co w zamian?) jest bardzo niebezpieczne właśnie dla nas zwykłych obywateli. Oto właśnie nie Pan Prokurator „Genialny” zawyrokował że uchwały Sejmowe nie podlegają rozpatrywaniu przez TK pod względem ich zgodności z Konstytucją (pomimo tego że są aktami niższego rzędu od Konstytucji właśnie). Ktoś tu chyba nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego rozstrzygnięcia. Jeśli bowiem Konstytucja ma pozostać najwyższym z możliwych aktem prawa powszechnie obowiązującego, to odebranie TK prawa orzekania o zgodności z Konstytucją aktów niższego rzędu (a takim aktem prawa jest również uchwała Sejmu) umożliwia Sejmowi (tj. politykom) uchwalanie w przyszłości (całkowicie bezkarnie!) prawa niezgodnego z Konstytucją! I nikt już nie będzie w stanie powstrzymać posłów przed tego rodzaju zakusami. To oznacza że nasze wolności zapisane w Konstytucji mogą być BEZPRAWNIE i BEZKARNIE naruszane przez polityków jeśli tylko takie bezprawie będzie głosowane w formie uchwały Sejmu.

Jak dla mnie nie ma się z czego cieszyć. Broń nas teraz Panie Boże przed zachłannością i totalitarnymi zakusami polityków (w tej czy w przyszłej kadencji). Tymczasem władza sobie „pozwala” i nadaje kolejne uprawnienia przepalając bezpiecznik jakim między sejmem a obywatelami jest TK. To że ten Trybunał zachowywał się w wielu kwestiach nie jak obrońca naszych praw a raczej jak sługus polityków w niczym nie zmienia faktu że sama instytucja jest potrzebna. Wystarczy TYLKO zmienić sposób wybierania sędziów do tego organu w taki sposób by TK przestał być ciałem politycznym. Tymczasem nie widzę korzyści dla nas szarych obywateli z tego, że Kaczyński i sp-ka sparaliżują ten organ całkowicie. Jeśli ktoś takowe widzi to chętnie się dowiem jakie. Powinno się naprawić funkcjonowanie TK (bo to prawda że on źle funkcjonuje) ale nie można go paraliżować, robiąc jednocześnie furtkę dla samowoli polityków w postaci potencjalnych złych uchwał (mało jeszcze złego prawa krąży w obiegu? No to teraz hulaj dusza!). Czy ktokolwiek z wychwalających obecną władzę jest w stanie zagwarantować Polakom teraz (i na przyszłość) że żaden sejm nie naruszy naszych praw? Sędziowie przychodzą i odchodzą ale złe prawo i furtka dla chciwych polityków pozostanie.

Bo choć „prawo jest prawo”, to co zrobimy biedne żuczki jeśli ktoś kiedyś „zgodnie z prawem” uchwałą sejmową przepchnie pomysł że obywatel winien jest państwu cały swój dorobek? Na jakim prawie się wtedy oprzemy, i kto stawi opór pazerności polityków? Gdzie jest prezydent?! Czemu w tak ważnej sprawie nie wykazuje własnej inicjatywy, ale zachowuje się jak rezydent-marionetka (Kaczyńskiego), szkodząc zarówno swojemu wizerunkowi jak i powadze urzędu. Prezydent jako „obrońca obywateli” powinien stawiać tamę zbytnim zakusom władzy ustawodawczej, tymczasem po „ułaskawieniu” Kamińskiego ten człowiek wyświadcza (a raczej popełnia) kolejne „przysługi” obecnej władzy w imię partykularnych partyjnych interesów. Pomijając milczeniem takie kwiatuszki do kożucha jak palenie świec chanukowych przez tego „katolika”, czy firmowanie Owsiaka przekazaniem mu prezydenckich nart… (Odys)

„…największy koszt polityczny pierwszego okresu rządów PiS poniósł właśnie Andrzej Duda – przede wszystkim dlatego, że został zmuszony do wsparcia pacyfikacji Trybunału Konstytucyjnego, podczas gdy mógł w tej sprawie wystąpić jako choćby pozorny rozjemca, z jednej strony nie rezygnując z neutralizacji niechętnych nowej władzy tendencji w TK, ale z drugiej – promując dobre ustrojowo rozwiązania, takie jak choćby proponowany przez klub Kukiz ’15 wybór sędziów TK większością dwóch trzecich głosów. Zamiast tego bez oporów (na zewnątrz, bo wewnątrz pałacu takie były) podpisał błyskawicznie przygotowaną przez PiS i firmowaną przez posła Piotrowicza nowelizację, a następnie – co było gigantycznym błędem i prawdopodobnie przyklei się do wizerunku prezydentury na zawsze – zaprzysiągł nowych sędziów w środku nocy. Jeżeli Duda ma dziś problem z opinią prezydenta partyjnego (podkreślam: prezydent partyjny to co innego niż prezydent z wyrazistymi poglądami politycznymi, co jest całkowicie normalne), to właśnie z tego powodu. Tak więc szkody wizerunkowe, jakie poniósł Duda, były związane z poważnym sporem ustrojowym, w którym prezydent miał szansę odegrać rolę bynajmniej nie marionetkową…” (Łukasz Warzecha • wpolityce.pl) całość tu: Narty dla Owsiaka, czyli błąd prezydenta

podobne: TKO czyli dwa lewe proste „prawicy” w trzecią i czwartą władzę. Targowica KODrywanych od koryta POdnosi wrzask. Walka POPISu o (nie)zależność Trybunału Konstytucyjnego. oraz: Rola prezydenta RP

tymczasem na dniach…

4. TK powtórzył (potwierdził) stanowisko Prokuratora Generalnego ograniczając sobie samemu możliwość badania pod względem zgodności z Konstytucją Uchwał Sejmowych:

„…W piątek TK informował, że odwołał zapowiedzianą na 12 stycznia rozprawę w sprawie tych 10 uchwał Sejmu. W poniedziałek TK ujawnił zaś, że w czwartek, 7 stycznia, 10 sędziów TK umorzyło merytorycznie sprawę tych 10 uchwał. Skargę złożyła grupa posłów PO, do której przyłączył się RPO Adam Bodnar.
Oceniając uchwały o braku mocy prawnej wyboru 5 sędziów przez poprzedni Sejm, TK ustalił, że nie mogą być one uznane za akty normatywne. Trybunał uznał zatem, że postępowanie w tym zakresie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia.
Z kolei uchwały o ponownym wyborze 5 sędziów TK zaliczył do „kategorii uchwał nieprawotwórczych, przez które Sejm miałby realizować funkcję kreacyjną w odniesieniu do organów władzy publicznej”, wobec czego nie mogą one zostać uznane za akty normatywne. TK stwierdził, że również w tym zakresie postępowanie podlegało umorzeniu ze względu na niedopuszczalność wydania orzeczenia…”  (całość tu: Trybunał Konstytucyjny umorzył sprawę dot. powołania 5 sędziów)

…zanim to jednak nastąpiło, miała miejsce osobliwa rozmowa między Panem Dudą (prezydentem) a przewodniczącym TK prof. Rzeplińskim, który tak jak wcześniej odgrażał się że będzie stał na straży zgodności z Konstytucją prawa stanowionego przez PIS tak teraz zmienił gwałtownie zdanie. I tak jak on nie chce powiedzieć dlaczego mu się odwidziło tak Pan Duda nie chce zdradzić opinii publicznej czego dotyczyła wspomniana rozmowa:

„…Jeszcze nie minęło 48 godzin od godzinnej, poufnej rozmowy prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana prof. Andrzeja Rzeplińskiego z panem prezydentem Andrzejem Dudą, a już Trybunał Konstytucyjny odroczył termin rozpatrywania skarg na uchwały sejmu dotyczące wyboru sędziów Trybunału. Posiedzenie, które miało rozpocząć się 12 stycznia, zostało odroczone, póki co, bez wyznaczenia następnego terminu. Ani pan prezydent, ani pan prezes Trybunału, którego przesłuchaniu I stopnia poddał mianowany na proroka mniejszego (i stąd ten tylko I stopień, bo do przesłuchań II i III stopnia trzeba mieć specjalne zezwolenie od RAZWIEDUPR-a), nie puścił farby, co właściwie spowodowało, że prześwietny, niezawisły – bo jakże by inaczej – Trybunał Konstytucyjny – jednak odroczył rozpatrywanie zasadności tych wszystkich skarg – bo przecież od strony konstytucyjnej żadna zmiana nie nastąpiła. Konstytucja jest cały czas taka sama, jak była i przedtem, podobnie jak teorie sławnych jurysprudensów – na przykład pana profesora Zolla, czy pani profesor Ewy Łętowskiej.

Inna rzecz, że ci jurysprudensi, owszem kombinują, ale w granicach wyznaczonych przez starszych i mądrzejszych. Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…

Ciekawe tedy, co zobaczył pan prof., Andrzej Rzepliński podczas godzinnej rozmowy za zamkniętymi drzwiami u pana prezydenta, któremu pan minister Antomi Macierewicz mógł przecież to i owo powiedzieć na temat zawartości Zasobu Zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej, w którym Wojskowe Służby Informacyjne zdeponowały dane swoich konfidentów w przekonaniu, że nigdy, a w każdym razie nieprędko ujrzą one światło dzienne. Ale co jeden człowiek zakrył, to drugi odkryje i pewnie dlatego i z pana prezesa Rzeplińskiego zaczyna uchodzić powietrze i Trybunał spuszcza z tonu…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Ujrzał ducha?

…długo na reakcję samego Rzeplińskiego nie trzeba było czekać. Szybko okazało się że niewzruszalne zasady „demokratycznego państwa prawa” są jednak do obejścia, i że mogą one być przedmiotem „kompromisu”, choć wcześniej zapowiadano walkę o ich niewzruszalność do upadłego 🙂

„…Rzepliński podkreślił, że ws. TK czeka na ruch ze strony prezydenta Andrzeja Dudy. Zaprzysiężenie przez prezydenta jednego z trzech sędziów wybranych przez PO i objęcie przez niego urzędu, oznaczałoby, że prezydent zdecydował, że ci trzej wybrani 8 października przez PO zostaną sukcesywnie sędziami. To otworzyłoby mi drogę do działania – twierdzi prezes Trybunału…” (Rzeczpospolita, wpolityce.pl)

całość tu: Prof. Rzepliński: „To nie był skok na Trybunał, ale głupota. Posłom PO wydawało się, że będą bez wysiłku rządzić po wyborach”

…Powstaje pytanie – jakież to wynikły „równiejsze” okoliczności że nawet prawo okazało się wobec nich mniej równe? Trochę światła na tę tajemniczą i nagłą zmianę stanowiska o 180 stopni Pana Rzeplińskiego (i części Trybunału) może rzucić kwestia związana z zapytaniem jakie swojego czasu złożył z mównicy sejmowej Pan Zygmunt Wrzodak…

„…Zdaniem byłego już posła w ministerstwie sprawiedliwość są zeznania płk. Pietruszki, który miał w obecności prof. Rzeplińskiego zeznawać nt. zleceniodawców mordu bł. ks. Jerzego Popiełuszki oraz miał mówić kto chciał zabić biskupa Gulbinowicza!…

…Spisano na tę okoliczność odpowiedni dokument w obecności pana Rzeplińskiego i nieżyjącego już pana Nowickiego. Pan płk Pietruszka pokazuje cały mechanizm zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Pan płk Pietruszka mówi, kto z MSW zlecił zamordowanie i zamordował Piotra Bartoszcze. To przesłuchanie było w obecności pana Rzeplińskiego. Co zrobił z tą informacją pan prof. Rzepliński?

Następnie pan Rzepliński, słuchając wypowiedzi pana płk. Pietruszki, który mówił wprost, że generał Kiszczak kazał mu poddać się uwięzieniu, ponieważ on musi chronić pana gen. Jaruzelskiego i pana Kiszczaka. Pan Pietruszka zgodził się na więzienie, bo sąd był w tym momencie ustawiony i prokuratura ustawiona. I rzeczywiście taki wyrok, jaki ustawili przed rozprawą, dostał pan Pietruszka. Pan generał Kiszczak obiecał panu płk. Pietruszce stopień generała po wyjściu z więzienia.

Myślę, że tę informację posiada pan prof. Rzepliński. Pan prof. Rzepliński pod tymi zeznaniami pana esbeka Pietruszki podpisał się i te dokumenty są w Ministerstwie Sprawiedliwości…” (całość tu: Czy prezes TK, prof. Rzepliński ukrywa morderców ks. Popiełuszki?)

podobne: Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

…Pytanie jest proste. Czy Pan Duda i włodarze PISu dysponują taką wiedzą, a jeśli tak to czemu jej nie ujawniają skoro pragną sprawiedliwości a nie politycznych gierek? Tymczasem zamiast rozliczać poprzedni układ nowe władze same wchodzą w podejrzane „dile” i „kompromisy”, trzymając ciemne sprawki poprzedników pod kloszem w archiwach MSW, MON i IPN dla swoich politycznych interesów. Bawią się jak mafiozi szantażując i grając teczkami z ludźmi, którzy powinni ponieść za swoje czyny odpowiedzialność a nie zajmować intratne i odpowiedzialne stanowiska państwowe. Czym w związku z tym różni się PIS od PO którą wielu włodarzy z obecnej partii rządzącej nazywa „układem”, „mafią” tudzież „zdradą narodową”. W związku z powyższym należy sobie postawić kolejne pytanie…(Odys)

5. Kto tu w końcu jest postkomunistą i czy patriota może być socjalistą?

„…Bardzo wielu komentatorów biadoli nad upadkiem autorytetu Trybunału. Wydaje się jednak, że zamieszanie wokół TK może mieć pozytywne konsekwencje.

Pierwszą jest zauważalny dla dość szerokiego grona Polaków upadek mitu niezawisłości sądu konstytucyjnego. Okazało się bowiem, iż jest on wyłącznie „zawisły”, i to na wpływach korzeniami sięgających PRL. W tym gronie, które część żurnalistów propagandystów prezentuje jako „mędrców”, są ludzie czujący się jak ryba w wodzie w czasach braku wolności i sprawiedliwości, czyli w państwie komunistycznym. Ba, jest nawet doradczyni zbrodniarza komunistycznego Czesława Kiszczaka. To doprawdy niezwykła sytuacja – zgodność prawa z konstytucją ma w demokratycznym państwie oceniać prawnik doradzający politykowi odpowiedzialnemu za mordowanie ludzi. Ktoś, kto nie miał oporów przed usługiwaniem zleceniodawcy zabójstw i prześladowań, ma dzisiaj wyznaczać standardy praworządności! Jaka jest wiarygodność takiego przedstawiciela Temidy? Dokładnie taka, jaką miały sądy w PRL.

Po drugie: zaangażowanie polityczne sędziów Trybunału pokazało jak na dłoni jedną z największych patologii polskiego sądownictwa, czyli służalczość wobec grup interesu. W komunistycznej rzeczywistości sądy oddawały się komunistyczno-bezpieczniackim klikom, w rzeczywistości postkomunistycznej niektóre pozostawały wierne dotychczasowym panom, inne szukały nowych patronów. Nie przez przypadek to właśnie składy sędziowskie były najważniejszym i najskuteczniejszym wsparciem zbrodniarzy komunistycznych w unikaniu sprawiedliwości. Sam Kiszczak mógł się wykpić kserokopią zwykłego zwolnienia lekarskiego i latami drwić z tych, którzy próbowali doprowadzić go do poniesienia kary za zbrodnie.

Doprawdy, niewiele (a być może nic) dzieli słynnego sędziego na telefon z Gdańska od szefostwa dzisiejszego Trybunału, które przymykało oczy na łamanie prawa przez posłów ubiegłej kadencji wyłącznie dlatego, że beneficjentami tego procederu byli ich polityczni patroni. Nawet jeśli w najbliższych tygodniach prezes Rzepliński i jego ekipa rakiem wycofywają się z konfrontacji z parlamentem, sprawy nie można uznać za zakończoną. Większość rządząca musi przygotować kompleksową reformę czy wręcz sanację wymiaru sprawiedliwości, która obejmie również Trybunał.

Postkomunizm w polskich sądach wreszcie musi się skończyć. (Katarzyna Gójska-Hejke • Gazeta Polska)

źródło: Trzeba skończyć z postkomunizmem w sądach

podobne: Bogdan Goczyński: Polskie sądy – studium urzędniczej psychopatii. Dziwne zachowanie wymiaru sprawiedliwości w sprawie Grzegorza Brauna. Państwo superpolicyjne. Czy Komorowski zostanie dyktatorem? Reforma sądów.

…no i ja się gorąco zgadzam z Panią Katarzyną. Potrzeba gruntownych i rzetelnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, przede wszystkim jego odpolitycznienia i urządzenia sądów na kształt służby cywilnej ODPOLITYCZNIONEJ (odpowiedzialnej przed lokalną społecznością, której służą), do tego kadencyjnej w swoim urzędowaniu i pozbawionej przywilejów nietykalności. Problem polega jednak na tym, że PIS wcale nie dąży do tego rodzaju regulacji, i nie chce walczyć z postkomunizmem a wręcz przeciwnie. Własnymi „rencyma” utrwala „znienawidzony” system dążąc do centralizacji władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej w jednym upolitycznionym i upartyjnionym ręku. Gwarantują to zmiany w prawie dotyczące poluzowania służbom specjalnym możliwości inwigilacyjnych, koncentracji prokuratury w ręku polityka (Ministra Sprawiedliwości), i paraliż TK który jak się okazuje nie może badać pod względem zgodności z konstytucją uchwał sejmowych (sic!), gwarantując potencjalną swobodę posłów w uchwalaniu prawa pod siebie. Dodając do tego na wskroś socjalistyczny program gospodarczy, wzrost ucisku fiskalnego, oraz dalsze zadłużanie państwa można to co robi PIS nazwać spokojnie postkomuną właśnie. Co to jest bowiem postkomunizm? Jest to właśnie zamordyzm, etatyzm, socjalizm a przede wszystkim tzw. demokracja, która dopóki istnieje ze swoją fasadą wyborów, to biednym ludziom się wydaje że są wolni, a zamordyzm etatyzm i socjalizm to dla nich coś pożytecznego a wręcz koniecznego jeśli tylko „nasi” stoją na czele, bo tylko nasi są w stanie w tym samym systemie zaprowadzić porządek, praworządność o sprawiedliwości nie wspominając. Patologia z którą rzekomo zamierzano się rozliczać jest więc utrwalana, i nie ma w związku z tym (przy okazji) co liczyć na pociągnięcie do odpowiedzialności poprzedniej ekipy (za dokładnie to samo), o czym pisałem tu: Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?

PIS demagogicznie gra na emocjach, wymachując podatnemu na czerwoną płachtę komuny ludowi, po to żeby go zmobilizować i zyskać poparcie dla tandetnie zamaskowanych pod płaszczykiem „reform społecznych” czysto partyjnych planów, których średnio rozgarnięty elektorat zwolenników/niewolników tej partii nie dostrzega (lub nie chce dostrzec). Póki co wystarczą mu bowiem pseudo patriotyczne hasła, i tępa satysfakcja z kwiku odrywanych od koryta, znienawidzonych politycznych przeciwników nazywanych ogólnie „III RP”. Kiedy już ci wszyscy biedni ludzie zorientują że zostali po raz kolejny oszukani i ograbieni (z zapisanych w konstytucji własności i wolności) będzie niestety za późno. Zaślepieni hasłem „zmiana” nie widzą że jedyna „zmiana” jaka się w związku z ordynarną walką o stołki dokonuje to wymiana „elit” które z tego systemu będą korzystać. Czy dzięki temu będzie już odtąd tylko „prawie i sprawiedliwie”? Śmiem wątpić (a dlaczego to już pisałem tu: Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i tu: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak?).

Tym to sposobem wpis zatoczył koło, bo o tym na czym powinna polegać zmiana i sprawiedliwy system rządzenia państwem pięknie opisał Pan Michalkiewicz we fragmencie który pozwoliłem sobie przytoczyć na początku tego przydługiego wpisu. Na koniec jeszcze fragment z „coryllusa”… (Odys)

„…Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.
(…) Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć. (…)
Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną…” (coryllus)

całość tu: Czy socjalista może być dobrym patriotą?

podobne: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą. i to: Dlaczego w Polsce jest jak jest? Julian Drozd o socjalistycznym populizmie pod płaszczykiem prawicy.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

 

Geneza „polskiej” bezpieki i „Archiwum Mitrochina”. Paranoja zbioru zastrzeżonego IPN i fikcja lustracji. Pamięć wybiórcza czyli „drastycznie ograniczona” jawności archiwów. Czemu PIS broni demokracji?


rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„W Związku Sowieckim zdawano sobie sprawę, że tylko przy pomocy szeroko rozbudowanego aparatu bezpieczeństwa będzie możliwe przejmowanie władzy i tworzenie planów na przyszłość. Tworzenie międzynarodowych kadr służb specjalnych NKWD rozpoczęło już we wrześniu 1940 roku.

W Smoleńsku utworzono specjalny, szkolny batalion NKWD znany jako Aleksandrowskaja Szkoła.[1] Do batalionu skierowano blisko 200 Polaków, Białorusinów i Ukraińców z ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Szkolenia zostały wstrzymane w marcu 1941 roku, a część została przeniesiona do bliźniaczej szkoły NKWD w miejscowości Gorki. W grupie przeszkolonych osób znaleźli się m.in. późniejszy wiceminister Bezpieczeństwa Publicznego gen. Konrad Świetlik[2], dyrektor departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa płk. Józef Czaplicki i Mieczysław Moczar.[3]

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej przerwał dalsze kształcenie Polaków przez NKWD. Mimo wszystko uczestnicy kursu byli odesłani bezpośrednio do zadań specjalnych; wyżej wymienieni Świetlik i Czaplicki, później trafili do Dywizji Kościuszkowskiej. Natomiast Moczar został skierowany od razu do Polski.[4]

Sprawa zaczęła powracać w nowym stopniu po zmianie sytuacji na froncie niemiecko-radzieckim. Stalin przyspieszył przygotowania do utworzenia struktur bezpieczeństwa złożonych z Polaków i ludzi władających językiem polskim. Brak szerokiego poparcia dla komunistów w Polsce, a także nieufność Stalina do nielicznych grup PPR-owców i AL-owców działających na terenach okupowanych, przeważył o konieczności jak najszybszego zorganizowania przez ZSRR kursów dla ludzi, którzy podejmą podstawowe obowiązki z organizacją aparatu bezpieczeństwa w Polsce. Z inicjatywy grup polskich komunistów w ZSRS przygotowaniem kadr do działalności komunistycznej w kraju od roku 1943 zajmował się Wydział Krajowy Zarządu Głównego Patriotów Polskich. Wiodącą rolę odgrywał w nim późniejszy Minister Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz[5] i to on miał być pomysłodawcą utworzenia 18 października 1943 roku w podmoskiewskiej miejscowości Biełoomot Polskiego Samodzielnego Batalionu Specjalnego, niekiedy nazywanego też szturmowym.[6] W maju 1944 r. batalion ten wysłano do walki-przeprowadzono akcje na stację kolejową w Równem. Do sierpnia 1944 r. PSBS był podporządkowany Polskiemu Sztabowi Partyzanckiemu, którego celem było utrzymywanie kontaktu z AL. Do batalionu kierowano przez Rejonową Komisję Uzupełnień, ale także na podstawie zaświadczeń wystawionych przez dowódców grup partyzanckich AL i pełnomocników PWKN. W końcu lipca i początkach sierpnia 1944 r. część kadry PSBS przeszła do urzędów bezpieczeństwa różnych szczebli, szczególnie na etaty kierownicze. W tym samym czasie minister Radkiewicz otrzymał doradcę z NKWD – ppłk-a Bielajewa.[7] Trudno oceniać jakim rzeczywiście był doradcą, prawdopodobnie spełniał funkcję kontrolera i obserwatora pracy ministerstwa BP.

Centralne Biuro Komunistów Polskich zapowiadało, że żołnierze batalionu przerzuceni w tym okresie do okupowanej Polski będą się głównie zajmować „rozpoznaniem politycznym terenu”, aby po wojnie przejąć rolę ochrony aparatu władzy ludowej. PSBS nie zaspokoił potrzeb związanych z wizją budowy zaplecza nowej władzy. Władających językiem polskim żołnierzy Armii Czerwonej poddano szczegółowej obserwacji w celu wyłonienia ludzi pasujących do pełnienia najwyższych stanowisk w przyszłym aparacie bezpieczeństwa. To im NKWD na specjalnych kursach przekazywało informację o technikach operacyjnych i śledczych, które później miały swe odbicie w sposobie zniewalania i budowie ciągłego strachu w społeczeństwie.

Kolejnym etapem szkoleń była szkoła oficerska nr 366 w Kujbyszewie.[8] Najbardziej znana, która przeszkoliła największy procent przyszłych kierowników jednostek aparatu bezpieczeństwa. Kandydatów, odpowiednio rozpracowanych, zweryfikowanych i sprawdzonych pod względem politycznym, NKWD typowało samodzielnie często bez wiedzy samych zainteresowanych. Dochodziło do sytuacji w, których kursanci nie byli informowani o charakterze szkolenia, jego długości, miejsca, terminu.[9] Kurs rozpoczęto prawdopodobnie w połowie kwietnia 1944 r., był to jednak wstęp do zasadniczego kursu. Miał on na celu jeszcze bardziej dokładne poddanie inwigilacji i obserwacji kursantów. Do Kujbyszewa skierowano 217 osób z których stworzono dwie kompanie po 5 plutonów.[10]

Program nauczania podzielony był na trzy sekcje; przedmioty ogólne w skład, których m.in. wchodziła historia polskiego ruchu robotniczego, a także historia literatury rosyjskiej i radzieckiej. Drugą część stanowiła tematyka wojskowa, w której możemy wyróżnić musztrę, czy też naukę o broni i strzelanie. Trzecim filarem była tematyka zawodowa, w skład której wchodziły metody pracy śledczej i operatywnej z wybranymi zagadnieniami prawa. Wszystkie zajęcia oprócz historii polskiego ruchu robotniczego prowadzone były w języku rosyjskim, co sprawiało ogromne trudności uczestnikom nie znającym wystarczająco dobrze rosyjskiego. Nauka trwała około 2 miesięcy tj. do lipca 1944 roku.

Absolwenci pierwszego kursu w Kujbyszewie przybyli do Lublina na początku sierpnia 1944 r. To oni stali się głównymi organizatorami aparatu bezpieczeństwa i elitą na szczeblu resortu, województw i powiatów. Wraz z nominacją Teodora Dudy z dniem 31 sierpnia 1944 r. na stanowisko kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie[11] nowy szef dostaje wiadomość, że przydzieleni mu zostaną absolwenci kujbyszewskich kursów. Do jego dyspozycji skierowano trzynastu oficerów. Większa część została w WUBP, pozostała zaś część zasiliła powiatowe urzędy, obejmując tam przeważnie kierownicze stanowiska. Od razu wysłano dziesiątki kandydatów na kolejny kurs. Braki kadrowe komunistów były olbrzymie dlatego starano się w pośpiechu pomnożyć kadry bezpieczeństwa same kursy były skracane do 4 tygodni, a ich poziom systematycznie spadał.[12]

Kluczową rolę kujbyszewiacy spełniali nie tylko w pierwszych miesiącach Polski Lubelskiej. Także po zajęciu przez Rosjan reszty kraju w 1945 r., to oni, obok funkcjonariuszy NKWD stanowili trzon, na którym opierała się organizacja pracy terenowych struktur UB, a same szkolenia były doskonałym punktem wyjścia do dalszej kariery w strukturach aparatu bezpieczeństwa.

Bezpieka od samego początku utworzenia posiadała dość liczną strukturę. Z końcem 1944 r. liczyła już około 2500 funkcjonariuszy, a należy pamiętać, iż w tym czasie front znajdował się jeszcze na Wiśle, a tylko około 30% obszaru późniejszej Polski była zarządzana przez władze komunistyczne. W maju 1945 r. zatrudniano 11 tys. a z końcem roku już około 24 tys. Najwyższe zatrudnienie zanotowano w 1953 r. kiedy to w Ministerstwie pracowało ponad 33 tys. ludzi z czego tylko 22% pracowało stricte w ministerstwie, a reszta rozrzucona była po wojewódzkich i powiatowych urzędach bezpieczeństwa publicznego. Całemu ministerstwu podlegało aż 321 tys. 200 osób, oprócz wymienionych wyżej pracowników urzędów, należy dodać 47,5 tys. osób pracujących w Milicji Obywatelskiej, 41 tys. w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, 32 tys. w Wojskach Ochrony Pogranicza, 32 tys. w Straży Przemysłowej, 10 tys. w Straży Więziennej i 125 tys. w Ochotniczej Rezerwie Milicji Obywatelskiej.[13]

W oczach obywateli szerzył się pogląd jakoby każdy ubek miał rodowód starego komunisty o pochodzeniu żydowskim, który ukończył kurs w Kujbyszewie, powrócił do kraju i przybrał mundur polski aby kontrolować społeczność w, której funkcjonował. Jednak informacje i kwestionariusze przedstawiają przeciętnego pracownika Urzędu Bezpieczeństwa jako niedojrzałego, niewykształconego, często nietrzeźwego człowieka o mało interesującym życiorysie.[14]

W większości istniejących urzędów bezpieczeństwa na obszarze powiatu funkcjonariusze byli narodowości polskiej. Także przeważająca część funkcjonariuszy milicji i wojska była Polakami. Zważywszy jednak na to, że czołowe stanowiska na szczeblu centralnym były obsadzone przez Sowietów, Żydów i członków innych mniejszości, duża część zwykłych obywateli postrzegało nowe polskie władze jako obce.[15]”  (Szczepan Jagiełło • nowastrategia.org.pl)

całość tu: SKĄD SIĘ WZIĘLI UBECY ?

podobne: „Psy Stalina” Nikity Pietrowa – kelejdoskop zbrodniarzy i anatomia zbrodni oraz: Najnowsza historia Polski wciąż czeka na odkrycie, źródła leżą w Moskwie (wywiad z prof. Wieczorkiewiczem)

jako uzupełnienie – Archiwum Mitrochina

„…Jestem zwolennikiem ujawniania wszystkiego, co nie rodzi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, nie jest zagrożeniem dla osób, które pracują obecnie dla państwa. Ten proceder nie może być szkodliwy dla przedstawicieli państwa, np. są na zagranicznych misjach. Tych elementów, które mają znaczenie dla bezpieczeństwa kraju oraz bezpieczeństwa osób pracujących dla państwa, nie należy ruszać. To byłoby szkodliwe.

To znaczy, że zbiór zastrzeżony powinien zostać utrzymany?

W oparciu o różne sprawy, jakimi się zajmowałem, mam pewność, że w zbiorze zastrzeżonym znajdują się materiały, które nie spełniają kryterium, o którym mówiłem. Do tego zbioru bowiem chowało się rozmaite życiorysy czy fakty, utajniając przed opinią publiczną.

Ma Pan jakieś dowody w tej sprawie?

Osobiście spotkałem się z takimi przypadkami. Miałem kiedyś proces z panem Waldemarem Chrostowskim, kierowcą ks. Jerzego Popiełuszki. I okazało się, że najwyższa instytucja w Polsce oceniająca, co jest prawdą a co fałszem, czyli Sąd Najwyższy nie jest w stanie uznać, kto ma rację w sporze, co jest prawdą a co fałszem, ponieważ nie otrzymał akt związanych ze sprawą. One były właśnie w zbiorze zastrzeżonym. Odmówiono najważniejszemu sądowi w Polsce prawa do akt dotyczących pana Chrostowskiego.

Dlaczego?

To jest właśnie absurdalne. Cóż takiego mogłoby się stać, gdyby tego typu materiały były dostępne, gdyby mógł je poznać Sąd Najwyższy? Takie przykłady można mnożyć. W mojej ocenie trzeba zwrócić uwagę na te materiały, które mogą rzeczywiście narazić osoby pracujące dla Polski lub polskie bezpieczeństwo narodowe. Pozostałe należałoby ujawnić. Jeśli materiały nie stanowią zagrożenia, o jakim mówiłem, opinia publiczna powinna mieć prawo dostępu do tych materiałów. Jestem zwolennikiem daleko posuniętego ujawniania materiałów.

Ujawnienie zbioru zastrzeżonego może wywołać polityczne trzęsienie ziemi? Rzeczywiście ten zbiór chroni osoby ważne dla III RP?

Nie ma wątpliwości, że wiele osób jest chronionych dzięki temu zbiorowi. Im takiej ochrony zapewniać nie należy. Mamy prawo dowiedzieć się prawdy.

Jeśli tak, to decyzja PiS-u dotycząca ujawnienia „zetki” jest politycznym samobójstwem?

Samobójczą decyzją to chyba nie jest. Na pewno jednak jest to trudna i ważna decyzja. Ona wywoła wielki wrzask, nie mam żadnych wątpliwości. Jednak pamiętajmy, że wrzawa trwa od wyborów, a właściwie zaczęła się jeszcze wcześniej. Spór i hałas może się jedynie nasilić. Ja jednak nie uważam, że to samobójstwo polityczne. Na pewno MON rozpoczął proces bardzo trudny i podjął odważne decyzje.

Zbiór zastrzeżony to może być klucz dla zrozumienia polskiej transformacji? Czego właściwie możemy się dowiedzieć z tych materiałów?

Trudno mi przesądzać, ponieważ nie znam materiałów tam zgromadzonych. Spotkałem się jednak wiele razy z sytuacją, w której wyjaśnienie pewnych spraw było niemożliwe właśnie ze względu na zbiór zastrzeżony. To było jak zderzenie się ze ścianą. Tego nie wolno, bo jest w zbiorze zastrzeżonym – słyszałem wiele razy. Sądzę jednak, że ten zbiór może pokazać nowe fakty dotyczące polskiej transformacji. Dużo ważnych dla obecnej rzeczywistości procesów miało miejsce właśnie na styku PRL i III RP. Dlatego spór i krzyk dotyczący zbioru zastrzeżonego będzie tak głośny. W dużej mierze wydarzenia z okresu transformacji to nie jest historia, one trwają. Odpowiedź na pytania dlaczego trwają może być właśnie m.in. w tym zbiorze zastrzeżonym.” (Stanisław Żaryn • wpolityce.pl)

całość tu: Wojciech Sumliński: Zbiór zastrzeżony chroni interesy ważnych dla III RP osób

„…czytelnicy pytają o to, co może przynieść odtajnienie zbioru zastrzeżonego Instytutu Pamięci Narodowej. I ciężko się dziwić, że pytają, gdy minister Antoni Macierewicz mówi o skutkach takiego ruchu jako likwidacji „fikcyjnej elity w służbach specjalnych, bankowości, mediach i polityce”. Czy likwidacja tego zbioru będzie ważnym momentem w historii III RP, czy może wyłącznie smaczkiem dla grona historyków?

dr hab. Sławomir Cenckiewicz, prof. WSKSiM: Nie chciałbym podgrzewać atmosfery i czegokolwiek sugerować. Patrzę na tę sprawę i decyzję ministra Macierewicza z perspektywy historyka dziejów PRL i kulisów transformacji ustrojowej, a więc z nadzieją i radością. Istnienie zbioru zastrzeżonego jest bowiem dzisiaj niczym nieuzasadnione. Dopóki często podstawowe materiały dotyczące struktur i kadr Służby Bezpieczeństwa, jej pionu wywiadowczego, agentury a także różne tzw. pomoce ewidencyjne (czyli dane rejestrowe i zinformatyzowane materiały bezpieki) znajdują się w zbiorze zastrzeżonym, dopóty nie jest możliwe całościowe opracowanie dziejów aparatu i systemu represji PRL. Akurat minister Macierewicz zrobił w tej kwestii najwięcej począwszy od lustracji w 1992 r. aż po odtajnienie tysięcy materiałów tzw. wojskówki w latach 2006-2007. Jego postawa winna być naśladowana przez szefów ABW i AW, którzy nadzorują większą część zbioru zastrzeżonego w IPN.

Co się w nim znajduje?

zbiór zastrzeżony IPN to również skrytka dla ukrywania informacji o przodkach, agenturze i przestępstwach bezpieki. Podam przykład – w tym roku ze zbioru zastrzeżonego IPN wyszły duże ilości materiałów dotyczących rozkazów personalnych funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku z lat 40! Co to ma wspólnego z ważnym interesem bezpieczeństwa państwa w dniu dzisiejszym? Innym przykładem jest ukrywanie w zbiorze zastrzeżonym dokumentów odsłaniających kulisy transformacji w wymiarze finansowym, że odwołam się do przykładu materiałów Zarządu II Sztabu Generalnego dotyczących Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Proszę sobie wyobrazić, że minister Bogdan Klich zwrócił do zbioru zastrzeżonego IPN odtajnioną wcześniej przez ministra Macierewicza jedną z teczek Grzegorza Żemka o kryptonimie „Portfolio”. Taki sam los spotkał teczkę Piotra Nurowskiego, którą pomimo odtajnienia wrzucono z powrotem do zbioru zastrzeżonego. Ukrywanie takich materiałów nie ma to nic wspólnego z interesem państwa polskiego!

Skoro to takie oczywiste, to dlaczego na taką decyzję musimy czekać dwudziesty szósty rok?…

na przełomie 2000/2001 r. Wprowadzono jednak do ustawy IPN bezpiecznik w postaci zbioru wyodrębnionego, w którym ukrywano przeróżne materiały by mieć pewność, że wiele istotnych informacji o PRL i kulisach III RP nie ujrzy światła dziennego. Dlatego ten zapis ustawy o IPN powinien zostać usunięty, i tak się stanie, w czasie obecnych prac na ustawą. Materiały o rzeczywistym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa, po przeglądzie, ale na warunkach nowego prezesa IPN, a nie służb specjalnych, mogą być chronione w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych, nie zaś na zasadzie stworzenia „eksterytorialnego” zbioru archiwalnego w IPN. Wzmocni to IPN w relacjach z służbami, które przez lata wytworzyły w instytucie mentalność klientelistyczną pracowników IPN względem tajnych służb, zwłaszcza ABW. Paraliżowało to również szefów tej instytucji, zwłaszcza pierwszego i obecnego prezesa IPN, nie mówiąc już o pracownikach niższego szczebla, którzy uzyskując od ABW zgodę na dostęp do materiałów niejawnych (tzw. poświadczenie bezpieczeństwa), myśleli często wpierw w kategoriach interesu służb specjalnych a później dopiero IPN.

A może to dobrze? W dyskusji o ujawnianiu tego typu informacji i danych wraca co jakiś czas argument, że oto z powodu odtajnienia dokumentów ucierpi bezpieczeństwo polskiego państwa.

Tutaj posłużę się własnym doświadczeniem i powiem, że z wszystkich materiałów, które wyszły ze zbioru zastrzeżonego IPN nie dostrzegam ani jednego, który uzasadniałby, że materiał, z którym się zapoznałem, powinien w tym zbiorze się znaleźć. Druga sprawa to jednak ważne świadectwo płk. Piotra Wrońskiego, do niedawna pracownika Agencji Wywiadu. Powiedział, że tylko raz w ciągu całej historii 25 lat pracy w służbach specjalnych wolnej Polski, któryś z funkcjonariuszy skorzystał z materiałów archiwalnych wytworzonych przez służby specjalne PRL! To pokazuje, że nie istnieje jakikolwiek sens istnienia zbioru zastrzeżonego.

Inny przykład: w tym roku poseł Zbigniew Girzyński otrzymał wykaz materiałów, które wyszły ze zbioru zastrzeżonego IPN i zasiliły jawne zbiory IPN. To wykaz ponad 600 jednostek archiwalnych, które są jednym wielkim argumentem przeciw istnieniu zbioru zastrzeżonego. W materiałach z lat 40., 50. i 60. znajdują się akta osobowe i rozkazy UB-eków, dokumenty prokuratorskie i śledcze opisane już w różnych książkach i artykułach…

…Najważniejsza jest dzisiaj ustawowa – w nowej ustawie o IPN – likwidacja zbioru zastrzeżonego w IPN. Kwestią drugorzędną w tym kontekście jest przegląd tych materiałów pod kątem ich ujawnienia. Jeśli pojawią się w tej kwestii poważne zastrzeżenia ze strony osób strzegących naszego bezpieczeństwa i zostaną one uwzględnione przez nowego prezesa IPN, to materiały takie powinny być chronione klauzulami tajności w oparciu o przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych. Powtórzę raz jeszcze – zbiór zastrzeżony IPN jest dodatkową formą ukrycia materiałów, w której przecież nie przechowuje się wszystkich tajnych materiałów znajdujących się w zbiorach IPN! Jest więc zbiór zastrzeżony czymś więcej niż tylko klauzulą tajności, w tym sensie nie odpowiada on nawet w pełni ustawowym zasadom chroniącym informacje niejawne w Polsce…” (Marcin Fijołek • wpolityce.pl)

całość tu: Sławomir Cenckiewicz wyjaśnia, co zmieni odtajnienie zbioru zastrzeżonego

„…Forma sądowej lustracji którą nam narzucił Lech Kaczyński podburzony przez Bogdana Borusewicza, była bez sensu. Niezlustrowane sądy przeniesione w całości z systemu komunistycznego, stały się chrzcielnicami dla rozmaitych agentów, którzy po werdykcie sądowym wkładali białe szaty i udawali niewiniątka. Powinno się było ujawniać wszystkie dokumenty, pisać o tych sprawach, publicznie debatować, a nie umożliwiać chodzenie do sądu po certyfikat niewinności. (fragment wywiadu Zbigniewa Girzyńskiego dla „Rzeczpospolitej”)

…należy postawić sobie pytanie czy Lech Kaczyński i Antoni Macierewicz byli aż tak naiwni żeby nie wiedzieć o tym, jak będzie przebiegać lustracja prowadzona przez niezweryfikowanych sędziów? Czy oni naprawdę uważali że sędziowie z poprzedniego systemu będą oskarżać i skazywać tych z którymi nie tak dawno ręka w rękę walczyli po ciemnej stronie mocy? Otóż ja nie uważam żeby obaj Panowie o tym nie wiedzieli, i że CELOWO pozostawiono na stanowiskach sędziów ludzi niezweryfikowanych (oczywiście nieoficjalnie 😉 bo kto miał wiedzieć kim dany sędzia jest i co ma za paznokciami ten wiedział) dając im jednocześnie do ręki mechanizm weryfikacji innych, gdyż dzięki posiadaniu wiedzy na temat takiego delikwenta łatwiej nim sterować dla WŁASNYCH politycznych celów. Przysługa za przysługę – MY ci pozwalamy zajmować intratne i prestiżowe stanowisko z immunitetem na nietykalność, a Ty będziesz dla nas czyścił scenę polityczną, albo chronił ludzi których Ci wskażemy.

Każda większa opcja polityczna wykształcona w wyniku tzw. „przemian ustrojowych” 89 roku (po tym jak przetrząśnięto archiwa w poszukiwaniu teczek i haków) miała swoją „listę sukinsynów”, których rzecz jasna chroniono a starano się „lustrować” i eliminować z życia publicznego „sukinsynów jakichś takich nie naszych”, tj. wrogiej/konkurencyjnej opcji politycznej. Ten „błąd” spowodował że tak naprawdę nie rozliczono ze zbrodni żadnego z poważniejszych sługusów poprzedniego systemu, gdyż oba bloki wzajemnie się szachowały listą byłych UBeków, sędziów i aparatczyków komunistycznego reżimu, którzy się pochowali w partiach i na stanowiskach w „wolnej Polsce”, rzecz jasna składając wcześniej przysięgę lojalności wobec nowych mocodawców, na wierność ich interesom. Pięknie to pokazano w filmie „Psy” (Pasikowskiego) gdzie we „wzruszającej” scenie były UBek którego grał Bogusław Linda na siedząco z kiepem w łapie przysięga służyć odnowionej demokratycznej RP bezapelacyjnie do samego końca (swojego lub jej)…

…Należy więc odejść od formuły lustracji sądowej, wrócić do projektu ustawy z 2006 r.,zlikwidować Biuro Lustracyjne IPN i postawić na jawność zapisów archiwalnych na temat osób pełniących funkcje publiczne (ale drastycznie ograniczając krąg osób podlegających tej procedurze tak by nie zajmować się kandydatami na radnych!)…” (Sławomir Cenckiewicz)

całość tu: Sławomir Cenckiewicz: Skończmy z fikcją lustracji sądowej w Polsce!

W związku z tym o czym pisałem wyżej, chciałbym zwrócić uwagę na kolejną już wypowiedź (teraz rozumiem że nie przypadkową 😉 ), po podobnej, udzielonej wcześniej przez Pana Macierewicza (o czym więcej tu: Parasol ochronny nad Komorowskim? Zamiast aneksu do raportu WSI, „raport” z niegospodarności) wyraźnie tonującą szumne i bezkompromisowe do tej pory zapowiedzi, o wydaniu totalnej wojny „układowi”, której jednym z kluczowych elementów taktycznych miało być otworzenie archiwów i ujawnienie teczek na temat komunistycznej i postkomunistycznej agentury która omotała swoimi mackami wszystkie najważniejsze sfery państwowości polskiej. Tymczasem możemy przeczytać kolejne mimochodem wrzucane zdania (tym razem z ust pomagiera Pana Macierewicza) o potrzebie, jak czytamy nawet „drastycznego ograniczania jawności” wobec osób mających podlegać procedurze ujawnienia. Czyż to nie piękny oksymoron taka jawność drastycznie ograniczona? 😀

Nie wiem jak szanowni czytelnicy, ale ja jestem ciekaw jak bardzo „drastycznie” nowe władze ograniczą swoją wcześniejszą obietnicę i jak bardzo będą w tej kwestii wybiórczy  i czy rzeczywiście wyłączeni z jawności będą tylko „kandydaci na radnych”. Jak dla mnie zapowiada się powtórka z rozrywki z lat 90 tych, o czym przypomina fragment felietonu Pana Michalkiewicza który zacytuję, żeby ktoś przypadkiem nie myślał że to całe zamieszanie jakie obecna władza robi wokół tego tematu, wynika z poczucia „Prawa i Sprawiedliwości”, tudzież innej szlachetnej potrzeby poza chęcią oczyszczenia instytucji państwa moim zdaniem wyłącznie dla partyjnych (a nie „narodowych”) celów, z „sukinsynów jakichś takich nie naszych” by na ich miejsce wsadzić swoich:

„…Pamiętam, jak w roku 1990, kiedy jeszcze pod rządami konstytucji z czasów PRL, została uchwalona ordynacja wyborcza, wprowadzająca przywileje dla reprezentantów mniejszości niemieckiej w Polsce. Był to rezultat traktatu „o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z Niemcami, zawartego z Polską między innymi wskutek straszenia pana ministra Krzysztofa Skubiszewskiego ujawnieniem faktu jego współpracy z SB pod pseudonimem „Kosk”. Ujawnił to jeszcze wiosną 1992 roku ówczesny doradca premiera Jana Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski, ale wszyscy udali, że tego nie dosłyszeli. Z tego właśnie powodu posłowie UPR, a konkretnie – Janusz Korwin-Mikke, wniósł o podjęcie uchwały, nakazującej ówczesnemu ministrowi Spraw Wewnętrznych Antoniemu Macierewiczowi, przekazanie Sejmowi informacji, którzy z posłów i senatorów, ministrów i wojewodów, byli w przeszłości konfidentami UB i SB. Jak wiadomo, obydwie strony siuchty „okrągłego stołu”, to znaczy – RAZWIEDUPR i jego konfidenci z tak zwanej „lewicy laickiej”, doprowadziły do obalenia rządu premiera Olszewskiego (wniosek w tej sprawie złożył poseł Jan Maria Rokita, dzisiaj za plecami małżonki Nelly udający osobę prywatną), w następstwie czego konfidenci poczuli się bezpiecznie i bez ceregieli ciułali sobie kariery pilotowane przez oficerów prowadzących z Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto dodać, że materiały dotyczące agentów WSI nie zostały 4 czerwca 1992 roku ujawnione przez ministra Macierewicza, podobnie jak informacje dotyczące agentów SB przejętych przez UOP, na którego czele już wkrótce został postawiony generał Gromosław Czempiński, zasłużony dla komuny ubek, który miał na tyle przytomności umysłu, że w odpowiednim momencie przewerbował się do Amerykanów. Warto przypomnieć w związku z tym scenę z posiedzenia Klubu Parlamentarnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Jego przewodniczący, Jan Krzysztof Bielecki, 4 czerwca 1992 roku zwołał posiedzenie klubu, a kiedy już wszyscy się zebrali, wszedł z zalakowanymi kopertami i odezwał się w te słowa: nie zaglądałem, nie czytałem – ale który był – niech wstanie. Wstało kilku posłów, między innymi poseł Jacek Merkel – jak się okazało – niepotrzebnie, bo jego fiszki w kopercie dostarczonej przez ministra Macierewicza nie było, bo był już przejęty przez RAZWIEDUPR pozostający w służbie „demokratycznego państwa prawnego”…”  (całość tu: Ujrzał ducha?)

…nie żebym się cieszył z tego „odkrycia”, ale powtarzam tylko to co od dłuższego czasu wiem, bo inaczej cała ta lustracja dokonałaby się już daaawno temu. Otóż nie będzie żadnego rozliczenia, ani wyciągania konsekwencji wobec najważniejszych (ani nawet wobec średniego szczebla) osób oficjalnie (tudzież zakulisowo) odpowiadających za obecny stan degrengolady państwa. Taka wojna na teczki mogłaby bowiem bardzo zaszkodzić demokracji w Polsce 🙂 głównie za sprawą ujawnienia postkomunistów kryjących się w szeregach PISu, co mogłoby wywołać ogólnonarodowy szok a to nikomu z układu nie byłoby na rękę. Takie gwałtowne odwrócenie się od bękartów demokracji którymi są dziś główne na polskiej scenie politycznej partie, mogłoby wywołać poważny kryzys w samej demokracji. A jak wiadomo upadek demokracji mógłby bardzo zaszkodzić jej ekonomicznemu aspektowi czyli socjalizmowi (bez którego demokracja nie jest możliwa – i na odwrót), a bez socjalizmu ani stary ani nowy układ nie miałyby za co żyć i żreć. Więc jeśli ktoś z co bardziej radykalnych wyborców PISu  liczy we wspomnianej kwestii na jakieś „rozliczenie” tudzież „prawo i sprawiedliwość” to zapowiadam że się przeliczy. Być może kilka mało znaczących dla układu płotek załapie się na tę drastycznie ograniczoną lustrację, ale to będzie wszystko… (Odys)

„…To państwo nie zostało nagle zepsute przez reżim PO-PSL i nie zostanie „naprawione” przez PiS. Było chore już w chwili poczęcia, zaś dzisiejsze patologie są stanem całkowicie naturalnym dla magdalenkowej „demokracji socjalistycznej”.

Trzeba zatem uznać, że partia pana Kaczyńskiego zbiera dziś żniwo, na które solidnie zapracowała ciągłym bredzeniem o „obronie demokracji” i priorytecie „zgody narodowej”. Tyle kosztuje uprawianie politycznej szarlatanerii i ucieczka przed wytyczeniem ostrych granic. Taką cenę muszą płacić politycy, gdy nie mają odwagi nazywać rzeczy po imieniu, oddzielać dobra od zła i dążyć do obalenia truchła III RP.

To słuszna kara za zwodzenie Polaków. Nie ma jednak powodu, byśmy płacili ją wspólnie lub uzależniali nasz los od błędnych wyobrażeń partyjnych macherów.

Stanie się tak, jeśli zabraknie dziś głosu trzeźwych „radykałów”, jeśli zamilkną żądania zerwania ze zgubną mitologią, twardego rozliczenia reżimu PO-PSL i zakończenia farsy obecnej pseudo państwowości.

PiS nie otrzymał od nas władzy po to, by zapewniał eurołajdaków, że w III RP „demokracja ma się dobrze” lub mizdrzył się do zgrai antypolskich zamordystów. Nie przejął rządów pod hasłem celebrowania „praw opozycji” i budowania wspólnoty z apatrydami. Andrzej Duda nie został zaś prezydentem, by ukrywał przed Polakami wiedzę o Komorowskim i jego kamratach i dawał gwarancję zakulisowym układom.

Trzeba dążyć do przywrócenia właściwego porządku i w miejsce roztkliwiania nad partyjnymi cierpiętnikami, żądać spełnienia oczekiwań wyborców oraz zdecydowanej rozprawy z patologią III RP. Trzeba też przywrócić racjonalne proporcje i przestać traktować polityków PiS niczym dziewice oblężone w zamkowej wieży. Jeszcze jest pora, by przypomnieć zadufanym zwycięzcom – komu mają służyć i czyjego głosu słuchać.

Każdy dzień, w którym realia tego państwa są zakłamywane projekcją fałszywych wyobrażeń o demokracji, jest dniem straconym i przybliża nas do nieuchronnej klęski. Im szybciej zrozumiemy, że uprawianie tej mitologii stało się zabójcze dla polskich aspiracji i narodowych dążeń, tym większą mamy szansę uniknąć losu oszukanych głupców.” (Aleksander Ścios • bezdekretu.blogspot.de)

całość tu: KTO ZAPŁACI ZA MITOLOGIĘ DEMOKRACJI ?

podobne: Podsłuchują nie tylko kelnerzy, ale też kolejarze. Sprawa Mazura umorzona (będzie batalia o odszkodowanie?). Swoje WSIoki czyli „Podwójne, lustracyjne standardy PiS”. a także: Nihil novi Winiarskiego o Komorowskim (na procesie Sumlińskiego) przemilczane przez „media”. Wiemy że żyjemy w Stajni Augiasza ale PIS jej nie posprząta. i to: Leszek Szymowski: Komisją śledczą w Macierewicza. Jak to było z WSI? oraz: Instytut Pamięci… Nietykalnej: „Zbiór zastrzeżony”, POzorowanie śledztwa na „Łączce” i niepotrzebna wiedza o zbrodniach stalinowskich. „Wyzwolenie” PO sowiecku. polecam również: Taśmociąg Platformy „wprost” POd cenzurą i czas rozliczeń za „katastrofę smoleńską” czyli… „WSI wraca tylnymi drzwiami” dzięki (anty)Tuskowej reformie służb specjalnych. i jeszcze: Były eSBek chce odtajnić swoje akta. Ma dość wybiórczej „sprawiedliwości społecznej” gdzie za PRL karane są płotki.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze