Zamiast „jednolitego podatku” centralna baza (PO)rachunków oraz „obywatelska emerytura” czyli… szukanie pokrycia dla rekordowego deficytu kosztem obywateli. Ostrowice jako przykład (nie)”zrównoważonego rozwoju” w skali mikro.


rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Wygląda na to, że ominą nas dobrodziejstwa jednolitego podatku. Głównym powodem rezygnacji z tego projektu jest jego wpływ na drobnych przedsiębiorców, którzy płaciliby niemal dwukrotnie wyższą stawkę niż obecnie. Projekt poległ w dużej mierze ze względu na to, że był tym czym miał nie być. Założenia mówiły o uproszczeniu podatku dla osób fizycznych by wszystkie daniny złączyć w jedną. Po drodze powstał dziwny kompromis mający spełniać założenia sprawiedliwości społecznej, który gwałtownie skomplikował cały projekt. Efektem był chaos i kolejne niedotrzymane terminy. Grabarzem projektu okazał się kalendarz. Mamy 21 grudnia, a projektu nie dało się już skończyć by obowiązywał od 2017 roku. Na szczęście w budżecie nie zapisano dodatkowych wpływów, które miały pochodzić z tej unifikacji.

Rekordowy deficyt w 2017 roku

Na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce niemal 60 miliardowy deficyt budżetowy. To najwyższa wartość jaka kiedykolwiek trafiła do ustawy budżetowej. Wartość ta ma jeden podstawowy negatywny skutek. Będziemy się musieli najprawdopodobniej silnie zadłużyć za granicą. Pomysł przeniesienia zadłużenia wewnątrz kraju poprzez nakłonienie obywateli do reinwestowania środków z programu 500+ w obligacje okazał się niemal zupełnym fiaskiem. Analitycy zwracają uwagę, że silne uzależnienie od kredytowania z zewnątrz może powodować jego mniejszą stabilność. W efekcie jeżeli inwestorzy będą tracić zaufanie koszty kredytu mogą istotnie wzrosnąć co dalej pogłębi deficyt i osłabi złotego(internetowykantor.pl – Bez ważnej zmiany w podatkach. Rekordowy deficyt)

podobne:  „New Deal” po polsku czyli „jednolity podatek” dla przedsiębiorców. „Dobra zmiana” czy wielki kryzys? Nie – dla socjalizmu z ludzką twarzą. oraz: Trader21: Obligacje rządowe gwarantem straty. Inflacja i dewaluacja jako narzędzie walki z długiem. W czyich rękach spoczywa polski dług, i czy krach finansów publicznych zakończy się eutanazją?

„…Jeżeli więc mimo rządów pobożnego PiS-u piekło zagrozi Polakom to przynajmniej nie w 2017.  PiS-owi nie uda się tym docisnąć  podatkowo samo zatrudnionych tak aby wyzwolić ich spod  nieznośnej perspektywy płacenia mniej niż etatowcy.

Skorygowanie tej kapitalistycznej anomalii  wprowadzonej  jeszcze przez komunistów Millera w 2004 – umożliwienie samo zatrudnionym płacenia stawki liniowej 19% PIT-u – było punktem honoru PiS-u. Od lat była to furtka do obejścia podatkowego piekła normalnego PIT-u i ZUS-u razem,  jednego z najwyższych takich obciążeń w Europie.  PiS zdeterminowany był furtkę tę zamknąć i owinąć ją do tego drutem kolczastym.

Łączenie wszystkiego w jeden wysoki podatek „jednolity” miało pomóc Janosikowi Morawieckiemu w jego planach „odpowiedzialnego rozwoju” i „mobilizacji” kapitału polskiego.  Od dawna twierdziliśmy że  o ile dobra zmiana  jakimś cudem zmobilizuje tym polski kapitał to tylko do ucieczki zagranicę.  Wolnego kapitału polskiego od tego z pewnością nie przybędzie lecz przeciwnie, będzie go mniej.

Tym bardziej że dobra zmiana wyrzuca do kratki ściekowej nawet ten kapitał którego nie ma i który musi pożyczać  na swoje rozdawnictwo 500+.  Nic dziwnego że na rok 2017 zapowiadany jest w Polsce prawie 60 miliardowy deficyt budżetowy.  W międzyczasie Janosik Morawiecki wymyśla nowe metody finansowego terroru.  Jego najnowszym pomysłem jest projekt ustawy o centralnej bazie rachunków  Jak widać socjaliści PiS-u tak nawykli do „centralizmu demokratycznego” za komunizmu że w głowie im się nie mieści aby cokolwiek mogło nie być „centralne”.  Potrzebna jak psu piąta noga ustawa przewiduje nowy centralny urząd,  najpewniej z paroma setkami centralnych biurw,  śledzący centralnie  wszelkie możliwe miejsca w których ludzie pochować jeszcze mogli jakąś wartość.  Centralnym zadaniem urzędu będzie centralne informowanie o tym innych urzędów centralnych(cynik9 – Dobra zmiana bierze się za bitcoiny)

podobne: Rabunek na zlecenie czyli… oZUSowanie umów cywilno-prawnych oraz: Premier: pełne oskładkowanie wszystkich umów byłoby ze stratą dla ludzi

…Pani minister Rafalska w kwestii rozdawnictwa 500+ niedawno stwierdziła co następuje:

“Każda dyskusja na temat wprowadzenia programu zaczynała się od zarzutu, że rodziny na pewno zmarnotrawią pieniądze, wydadzą na alkohol. Dziś wiemy, że to problem marginalny. Średnio zmiana pieniędzy na inne świadczenia, bony, usługi dotyczy miesięcznie 600 rodzin. Przy skali programu to margines – wyjaśniała Rafalska. – To dowód, że rodziny same najlepiej wiedzą na co wydawać te pieniądze – mówiła minister.”

Mając więc dowód na to że rodziny same najlepiej wiedzą jak wydawać swoje pieniądze, Pani minister chwali program rządowy który sprowadza się do zabierania owych pieniędzy tymże rodzinom pod przymusem w ramach tzw. „pomocy rodzinie”… Prawda że logiczne? Oczywiście że nie, bo tu chodzi o inną „logikę”:

„…Tylko w ten sposób może potem błaznować w roli św. Mikołaja i rozdawać je intelektualnej elicie narodu. Tylka ta elita, dziwnym zbiegiem okoliczności, sama wie najlepiej  na co je wydać i pomocy Rafalskiej przy tym jakoś nie potrzebuje.  Wystarczy że troszczy się ona o kasę. Trochę wprawdzie gorzej u tej elity z wiedzą jak tę kasę samemu zarobić ale od czego w końcu elity mają  PiS i jego czerwoną ministrę?” (cynik9 – Na co wydać swoje pieniądze)

podobne: PIS lepszy od POprzedników… w zadłużaniu Polaków. O jakim „zwrocie z inwestycji” mówią piewcy programu „500+”? Niesprawiedliwość redystrybucji i społeczna funkcja własności prywatnej.

Mamy zatem czarno na białym przyznanie się polityków do uprawiania bezczelnego procederu przekupywania podatników za ich pieniądze. I chociaż nie będzie tego procederu (póki co) ułatwiał „jednolity podatek”, to kierunek uzależnienia obywatela od  „redystrybucji” zostanie utrzymany w inny sposób – w ramach tzw. „uszczelniania” obecnie obowiązującego systemu podatkowego… (Odys)

„…Od 1 stycznia 2017 r. mali oraz średni przedsiębiorcy będą podlegali obowiązkowi składania comiesięcznego pliku JPK_VAT (ewidencja zakupu i sprzedaży VAT). Pierwsze sprawozdania ww. przedsiębiorcy będą musieli złożyć do 25 lutego 2017 r. Obecnie JPK przesyłają już duże firmy.

Zaliczenie do określonej grupy przedsiębiorców zależy od liczby zatrudnianych osób oraz od wielkości obrotów firmy.

Rozszerzenie katalogu podmiotów, które mają obowiązek raportowania, ma za zadanie pozyskanie bieżącej informacji o transakcjach podlegających opodatkowaniu VAT. Umożliwi to szybką i skuteczną identyfikację wyłudzeń oraz unikania opodatkowania…” (inforfk.plNowy obowiązek dla małych i średnich przedsiębiorców)

…natomiast pod pretekstem „procesu elektronizacji i usprawnienia obrotu gospodarczego, a także upowszechnienia płatności bezgotówkowych” i „prac nad systemem fiskalizacji online”, zaplanowano że…

„…kasy fiskalne od stycznia 2018 roku będą podłączone online i będą automatycznie przesyłać dane o sprzedaży do centralnego repozytorium prowadzonego przez MF. Jednocześnie, kasy poza wydawaniem papierowych paragonów klientom będą wysyłać elektroniczne paragony zainteresowanym użytkownikom, którzy wyrażą na to zgodę i zarejestrują się. Pośredniczyć w tym będzie przygotowywana przez KIGEiT platforma dystrybucji paragonów elektronicznych z kas fiskalnych bezpośrednio do konsumentów. System ten ma gwarantować pełną anonimowość przesyłanych danych. Najprostszą formą będzie przekazanie paragonu elektronicznego na pocztę e-mail lub sms, czy też do aplikacji mobilnych” – wyjaśniono…

Ministerstwo uzasadnia wprowadzenie obowiązkowych e-paragonów ograniczeniem szarej strefy. Według resortu „wyniki analizy ekonometrycznej wskazują, że przyrost liczby aktywnych kas fiskalnych w relacji do liczby aktywnych przedsiębiorstw w Polsce o 0,1 prowadzi średnio do spadku udziału szarej strefy w PKB o 0,33 pkt. proc.” MR powołuje się też na doświadczenia innych państw, takich jak Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Słowenia czy Gruzja – gdzie wprowadzenie systemu rejestrowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych poprawiło wpływy z VAT. Resort rozwoju liczy także na „zwiększenie akceptacji płatności bezgotówkowych oraz zapewnienie konsumentom dostępu do paragonów elektronicznych w jednym miejscu”. (PAP) mick/ je/ (stooq.pl – MR: podpisano porozumienie ws. utworzenia platformy e-paragonów)

„…od przyszłego roku wszystkie firmy mają przesyłać co miesiąc do policji skarbowej wszystkie faktury, stany magazynowe nawet wyciąg z konta.
Totalna kontrola wszystkich, zapewne już na poziomie ogólnopolskiej bazy danych za pomocą algorytmów, które mają wyłapać podejrzane rzeczy.
Do wytypowanych nieszczęśników zapuka policja skarbowa, które może wlezć wszędzie nawet do miejsc niepowiązanych z prowadzoną działalnością, zażądać dowolnych dokumentów również niepowiązanych z prowadzoną działalnością, wejść oczywiście bez uprzedzenia jak dotychczas.
Jeśli “gestapo” uzna że jakaś faktura jest lipna wg ich kryteriów można iść na 25 lat do więzienia, do dyspozycji mają też konfiskate rozszerzoną, czyli trzeba udowodnić im pochodzenie majątku, który posiadamy nawet i 20 lat, pod groźbą jego odebrania.

Na dodatek, jeśli komuś nie do śmiechu, ministerstwo finansów, które tak dzielnie walczy z hazardem, że od lipca będzie nakazywało blokować tysiące domen rozmaitych kasyn online, samo staje się takowym organizując loterie paragonową, ciekawe czy zablokują sami siebie.” (Szelo)

Mamy więc do czynienia z konkretnym krokiem w kierunku upieczenia jeszcze jednego półgęska umożliwiającego nadzór nad obywatelem i jego własnością tj. ze stopniowym eliminowaniem gotówki, w walce z którą najciekawszy przypadek wydarzył się w Indiach… (Odys)

„…Banknoty o nominałach 500 i 1000 rupii, stanowiące 86% gotówki będącej w obiegu, z dnia na dzień przestały być w Indiach legalnym środkiem płatniczym. Premier Narendra Modi ogłosił swoją decyzję 8 listopada, kiedy cały świat emocjonował się wyborami w USA. Szef rządu Indii stwierdził, że przyczyną zmian jest „walka z unikaniem opodatkowania oraz szarą strefą”

…Na stronie Ministerstwa Rozwoju można znaleźć dokument dotyczący „zwiększania obrotu bezgotówkowego”. Zgodnie z jego założeniami, udział gotówki w transakcjach na obszarze Polski, ma spaść w ciągu 5 lat z 21,5% do 15%. W tym celu rozważane jest m.in. obniżenie limitu transakcji gotówkowych.

Jeden ze sposobów na przekonanie Polaków do obrotu bezgotówkowego, zakłada wprowadzenie specjalnych ulg podatkowych. W przypadku transakcji elektronicznych, stawki podatku VAT miałyby zostać obniżone o 1 punkt procentowy, do 22% i 7%…

…Wszystko odbywa się pod pięknie brzmiącymi przykrywkami, ale prawdziwym motywem jest możliwość grabienia ludzi na skalę większą niż kiedykolwiek w historii.

Ogromna liczba krajów boryka się dziś z problemem zadłużenia. Wycofanie gotówki byłoby dla polityków wymarzonym rozwiązaniem. Społeczeństwo bezgotówkowe umożliwia wprowadzenie negatywnych stóp procentowych. Obywatele byliby zmuszeni do płacenia za trzymanie pieniędzy w bankach, a zadłużenie zostałoby zredukowane. Z kolei rządy mogłyby zapożyczać się po zerowym koszcie. Co stałoby zatem na przeszkodzie, aby politycy mogli dalej zadłużać obywateli i sponsorować za to coraz bardziej absurdalne wydatki? Można jedynie domyślać się, jakie obietnice wyborcze pojawiłyby się w programach poszczególnych partii.

Czego możemy spodziewać się obecnie? Z pewnością walka z gotówką zmobilizuje przezorną część społeczeństwa do ucieczki w metale szlachetne. Potwierdzają to wydarzenia w Indiach.

Warto zaznaczyć, że sposób wprowadzenia zmian w Indiach nie wyglądał rozsądnie z punktu widzenia elit, gdyż wywołał wściekłość ludzi. Można zatem zakładać, że był to eksperyment – co stanie się, jeśli w jednym momencie zdelegalizujemy większość banknotów. Nie zmienia to faktu, że większość zmian mających na celu walkę z gotówką, to mniej odczuwalne działania (wycofanie pojedynczego nominału, obniżenie limitu transakcji gotówkowych). Ich wychwycenie wymaga od społeczeństwa większej czujności. To tzw. powolne gotowanie żaby – jeśli walka z gotówką będzie prowadzona etapowo, to ludzie nie zauważą zmian.

Jeśli w przyszłości dojdzie do wycofania gotówki, będzie to prawdopodobnie połączone z wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu gwarantowanego. Zostanie on ustawiony na takim poziomie, aby zapewnić najbiedniejszym minimum potrzebne do przeżycia, a jednocześnie pozbawić masy motywacji do wyjścia na ulicę.” (Zespół Independent Trader – Walka z gotówką przybiera na sile)

podobne: „Dziennik Gazeta Prawna”: NBP eliminuje obrót gotówką. „Puls Biznesu”: Podatkowe pole minowe oraz: Cynik9: Szaleństwo dobermanów czyli… Wielki Brat chodzi po suficie

Cytowany wyżej cynik9 założył że wraz z rezygnacją rządu z „jednolitego podatku”, nie dojdzie do „oskładkowania” ostatniej już grupy pracowników zwolnionej w Polsce z ZUSowskiego haraczu. Niestety rząd wcale z tego pomysłu nie zrezygnował, i już niedługo wszyscy pracownicy będą „sprawiedliwie” (bo po równo) okradani… (Odys)

Umowy o dzieło to ostatnia z form zatrudnienia, przy których nie trzeba płacić składek ZUS. Ale już niedługo. Rząd, który dokonał przeglądu systemu ubezpieczeń społecznych, wprost zaleca w nim rozważenie „rozszerzenia katalogu tytułów podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym” o osoby wykonujące pracę na podstawie tego rodzaju umowy.

Przegląd jest już oficjalnym dokumentem przyjętym przez Radę Ministrów i niebawem zajmie się nim Sejm. Można się więc wkrótce spodziewać szczegółowych propozycji w tej sprawie. Ozusowanie umów o dzieło byłoby próbą załatania dziury w systemie. Do 2015 r. z tej formy korzystało rocznie około 200 tys. pracujących – takich, dla których była to jedyna podstawa zatrudnienia. Można zakładać, że w 2016 r. popularność dzieła jeszcze wzrosła po tym, jak składkami na ubezpieczenie społeczne obłożono wszystkie umowy-zlecenia (wcześniej to one były podstawowym typem tzw. umowy śmieciowej; w 2015 r. na ich podstawie pracowało ponad milion osób)…” (Czytaj więcej tu: praca.interia.pl – PiS łata dziury w systemie. Oskładkuje umowy o dzieło)

To oczywiście w żaden sposób nie naprawi niewydolnego systemu „ubezpieczeń społecznych”. Dlatego też rząd szykuje kolejną jego reformę. Cytuję:

„…Zapewne zdajecie sobie sprawę, że nie chodzi o to żeby emerytury były wyższe. Istnieje na przykład koncepcja, że aby dostać emeryturę trzeba będzie przepracować 15 lat. Jak ktoś przepracuje mniej, mimo, że ZUS będzie podprowadzał swoją cześć, to dostanie emeryturę w wysokość 0 złotych (słownie: zero złotych). Pieniędzy oczywiście nie odzyska tez w inny sposób. Mówiąc wprost – Państwo ukradnie mu w majestacie prawa całkiem sporo pieniędzy. A… jest też szansa, że to ile wpłacamy do najukochańszej instytucji Polaków też nie ma znaczenia, bo wszyscy dostaniemy tyle samo. Czyli tyle żeby w miarę szybko umrzeć i nie obciążać systemu…” (DWS24.pl13 lutego 2017 roku)

Więc jak ktoś myślał że pomysł obcinania emerytur dotknie tylko UBeków, to ma teraz dowód na zwodniczość tego rodzaju autosugestii. Ja lojalnie ostrzegałem że precedens z UBeckimi emeryturami to tylko rozgrzewka przed nabraniem prędkości w mieleniu przez wielkie koło „sprawiedliwości społecznej” własności ludzi którzy niczym sobie na tego rodzaju „Prawo i Sprawiedliwość” nie zasłużyli.

Wychodzi więc na to że PIS jako naturalnie socjalistyczny projekt/partia nie tylko kontynuuje reformy zapoczątkowane przez takich samych ideologicznie poprzedników (Tusk znowu obiecuje (grozi) że da (zabierze). Michalkiewicz: „Źle było, źle będzie…”), ale wykazuje się na dodatek dużo bardziej bezwzględną kreatywnością  wymyślając coraz to nowe i perfidne w swej naturze sposoby rabunku… „Domiar podatkowy”, „solidarność podatkowa”, czy kolejna „reforma emerytalna” nie są bowiem żadną nowością, ale zdecydowanie się na ich wdrożenie jak również stworzenie narzędzi w postaci „centralnej bazy rachunków”, „e-paragonu” i „oskładkowanie” ostatniej już formy zatrudnienia, z całą pewnością ułatwi PISowi sięgnięcie głębiej do kieszeni Polaków. „Damy radę!” nabiera całkiem realnych kształtów…(Odys)

podobne: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz oraz: Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych. i to: Budżet państwa na kończący się 2015 rok okazał się być prawdziwą ruiną… ale czy PIS będzie nas kosztował mniej? Oczywiście że nie – zamach na umowy cywilnoprawne i to: Papierowe rozliczanie komuny jako ekwiwalent sprawiedliwości czyli… zamiast osądzenia zbrodni prawo do rabunku UBeków na podreperowanie ZUSu.

„…„sprawiedliwość społeczna”, to elegancka nazwa rozmaitych łajdactw, przeważnie – rabunku maskowanego pozorami legalności. Gdybym z pistoletem w ręku zgłosił się do bogatszego ode mnie i pod groźbą użycia broni zażądał od niego natychmiastowego podzielenia się ze mną majątkiem, to każdy sąd uznałby to za rabunek. Jeśli jednak wynajmę sobie posła i ministra, opłacając ich walutą głosów wyborczych, to ten sam czyn zostanie uznany za realizację „sprawiedliwości społecznej”. A przecież istota czynu pozostaje taka sama. Niestety nie rozumie tego nawet papież Franciszek, który niedawno pochwalił komunistów, że myślą według zasad nauki Chrystusowej. Jest to oczywista nieprawda, bo Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy komuniści mówią: „bierz!” Ale żeby dać, to najpierw trzeba mieć, a zatem warunkiem sine qua non praktykowania chrześcijańskiego przykazania miłości bliźniego, jest własność prywatna. Tymczasem podstawowym punktem programu komunistycznego jest właśnie likwidacja własności prywatnej, zatem między chrześcijaństwem a komunizmem istnieje sprzeczność nie do pokonania…” (Stanisław Michalkiewicz – Hołota panoszy się w Sejmie)

podobne: Przerośnięte państwo gwarancją problemów jego obywateli. O demokracji, państwie „opiekuńczym” i długu „publicznym” czyli przejadaniu przyszłości na własne życzenie. oraz: O tym jak państwo „opiekuńcze” zamiast pomagać jednostkom zubaża całe społeczeństwo i to: Seks, pieniądze i władza czyli… Niemcy w buduarze Goeringa. Lewy stosunek do Kościoła, wolności i własności źródłem syfilisu moralnego socjalistów. Rewolucja bolszewicka trwa.

Jeśli ktoś nie potrafi sobie wyobrazić do czego tego rodzaju polityka potrafi doprowadzić, albo uważa że to jakaś wirtualna rzeczywistość i że nie ma żadnego związku między deficytem/długiem a polityką fiskalną oraz własnością, to polecam jeszcze jedną lekturę… (Odys)

„…decyzją rządu B. Szydło w Ostrowicach wprowadzono pod koniec 2016 zarząd komisaryczny. Ma to być przygotowaniem do rozparcelowania gminy między bardziej poczytalnych sąsiadów…

…Samorząd gminy, jak małpa z brzytwą, pożyczał zresztą chaotycznie nie tylko na infrastrukturę.  Raz były to szkoły, innym razem prąd do latarni. Wreszcie w ramach kolejnej reorganizacji postanowił sięgnąć po najnowsze zdobycze finansowej inżynierii, co gminę  ostatecznie pogrążyło. Pozbył się mianowicie swojego majątku związanego z wodociągami po to aby go z powrotem zaleasować. Potem, w sytuacji podbramkowej, gmina w panice ratowała sytuację bieżącą odkupując ten majątek za znacznie większą kwotę. Ktoś sprytny się obłowił, gmina zaś pozostała z workiem.

Uwagę przyciągają 3 miliony złotych które gmina wydaje rocznie na obsługę długów. Na długu 35M oznacza to zwrot bliski 10%, który w obecnych warunkach niskich stóp procentowych jest prawdziwym klejnotem. Wkłada go do swojej kieszeni prawdopodobnie przedsiębiorczy finansista gminy, parabank z którym samorząd robił interesy. Przewija się w papierach skupująca długi spółka z Łodzi  której burmistrz genialnym posunięciem sprzedał część długów gminy. Pewnie myślał że nie musi ich dłużej spłacać…

Jest w tej historii coś niepokojącego, i nie jest tym bynajmniej bankructwo. Bywają sytuacje nieprzewidziane, są popełniane błędy i owszem, od czasu do czasu ktoś bankrutuje. Świat się na tym nie kończy. Tym niepokojącym czynnikiem jest natomiast chocholizm niewielkiej społeczności niezdolnej do samodzielnego rządzenia się,  połączony z  porażającą bezmyślnością jej wybranych decydentów. Gdyby mieszkańcom gminy socjalizm nie przerwał witalnego nerwu łączącego portfel z mózgiem i sami musieliby płacić za swoje wodociągi czy kanalizację to wnet by odkryli że cudów nie ma i że ich na to nie stać. Znaleźli by rozwiązania alternatywne, lepsze  i przede wszystkim mieszczące się w budżecie. Ale nie, mimo sygnałów zbliżającej się katastrofy i ratowania się ryzykownymi pożyczkami zarząd gminy parł z programem daleko przekraczającym jej finansowe możliwości. Zamiast wdepnąć na hamulec uciekał się do coraz bardziej ryzykownych gimnastyk finansowych, robiąc biznes z parabankami. Nikomu jakoś te partnerskie związki lisa z drobiem nie wydały się podejrzane. Nikomu nie zaświeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. I wiadomo dlaczego – bo to nie ich pieniądze,  tylko pożyczone(cynik9 – Polski Detroit)

podobne: gigantomania chorobą samorządów. oraz: Samorządowe „inwestycje” to wzrost zadłużenia i podwyżki opłat. Rentowność długu i rosnąca obsługa kosztów. Państwo broni się przed zwrotem zagrabionego mienia i zmianami w ordynacji podatkowej, obniżka podatków nie tak szybko (fiskus łupi rodzinę). Innowacje obce sektorowi MSP. „Polska Miedź” rabowana podatkiem od wydobycia. oraz: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu i to: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel. a także: „Zastaw się a postaw się”: Mazowsze bez dostępu do kont, Słupsk przerywa budowę aquaparku. polecam również: Konsekwencje zadłużania – Rząd sięga po kolejne rezerwy

Adam Wycichowski niewolnik - emerytury gwiezdne

Adam Wycichowski niewolnik – emerytury gwiezdne

Reklamy

Znikające miliardy z kont emerytalnych, tymczasem ZUS będzie potrzebował coraz więcej „składek”.


„Rząd straszy nas kolejnymi podwyżkami składek ZUS.

Powodem są, jak zawsze, pustki w kasie ZUS. A pustki są, ponieważ grube miliardy złotych znikają w tajemniczych okolicznościach….

…Chodzi o środki zgromadzone na kontach emerytalnych osób, które były rencistami. W sytuacji, gdy osoby takie pobierają rentę, ich środki emerytalne, podobnie jak środki emerytalne wszystkich innych osób, gromadzone są na ich kontach emerytalnych. W momencie jednak gdy rencista umiera, środki te, zgodnie z prawem, powinny zostać przeksięgowane na fundusz rentowy. W ten sposób, fundusz rentowy powinien być zasilany każdego roku dodatkowym strumieniem kilku miliardów złotych pochodzących ze składek emerytalnych zmarłych rencistów.

Tak powinno się to odbywać zgodnie z polskimi przepisami. A jak odbywa się w rzeczywistości?

Na koniec 2010 r. na kontach zmarłych rencistów znajdowało się aż 8,4 mld zł. Obecnie ci renciści już nie żyją, więc zniknęły ich konta emerytalne. Jednak pieniądze z tych kont nie zostały przeksięgowane, jak wymaga tego prawo, na fundusz rentowy. Gdzie zatem są te pieniądze?

Ekonomista i były wiceminister finansów, Cezary Mech, badający sprawozdania finansowe ZUS, twierdzi, że pieniądze te „wyparowały”. Nie ma ich ani tam, gdzie były poprzednio, ani tam gdzie powinny były się znaleźć po śmierci rencistów. Kilka miliardów złotych po prostu zniknęło, rozpływając się w „rządowej przestrzeni”.

(…)

Jak wskazuje Cezary Mech, rząd skonstruował prawdziwe finansowe perpetuum mobile. Należy bowiem pamiętać, iż niedawno rząd podwyższył również wiek emerytalny. Wyższy wiek emerytalny oznacza jeszcze większą ilość rencistów. To z kolei rodzi dwa skutki. Po pierwsze – większa ilość rencistów to wyższe zasoby środków emerytalnych zgromadzonych na ich kontach po śmierci, a co za tym idzie, jeszcze wyższe kwoty znikające w czeluściach systemu. Po drugie zaś – więcej rent do wypłacenia przekłada się na jeszcze wyższy deficyt funduszu rentowego, i co za tym idzie, powodować będzie zwiększoną presję na kolejne podwyżki składki rentowej w przyszłości.”

zus.pox.pl  całość tuZniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS

„…Obecnie na jednego emeryta przypada pięć osób w wieku produkcyjnym (w wieku 15-64 lata), a mimo to ZUS już ma poważne problemy ze ściągnięciem odpowiedniej kwoty pieniędzy ze składek na wypłatę bieżących emerytur. W tym roku zabraknie na ten cel rekordowej kwoty 52,4 mld zł. Deficyt ten pokrywany jest z dotacji i bezzwrotnych pożyczek przekazywanych przez rząd (pieniądze podatników) do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), który jest finansowym zapleczem ZUS-u. Niestety tak wysokie dotacje powodują paraliż wydatków państwa w innych dziedzinach, takich jak służba zdrowia czy obronność. Co gorsze – z roku na rok deficyt ZUS będzie drastycznie wzrastał. Według szacunków samego ZUS-u w ciągu najbliższych 5 lat wszystkie składki pobierane od pracowników i przedsiębiorców będą na tyle niskie, że z budżetu państwa trzeba będzie zabrać na poczet wypłaty bieżących emerytur gigantyczną kwotę 356,5 mld zł.

Gigantyczny deficyt ZUS to najprostsza droga do bankructwa całego kraju. Eksperci z Ośrodka Badań nad Migracjami są zgodni – aby do tego nie doszło wiek emerytalny trzeba będzie nadal stopniowo przesuwać. W 2050 r. powinien on wynosić minimum 73 lata, a w 2060 już 76 lat. Powód? – We wspomnianym 2060 r. na jednego emeryta w naszym kraju będą przypadały mniej niż dwie osoby w wieku produkcyjnym (przypominam, że obecnie na jednego emeryta przypada pięciu pracujących i już są problemy). Niestety podniesienie wieku emerytalnego to tylko jeden z warunków utrzymania całego systemu przy życiu. Kolejnym będzie obniżenie wysokości wypłacanych emerytur do poziomu głodowego (co już się dzieje) oraz zdecydowane poluźnienie polityki imigracyjnej, tak oby obcokrajowcy chętniej osiedlali się w naszym kraju. Zdaniem Pawła Kaczmarczyka z Ośrodka Badań nad Migracjami, aby skutecznie zatrzymać spadającą liczbę ludności Polski, nasz kraj będzie musiał stać się „krajem wielokulturowym, krajem masowej migracji”…

wpis z dnia 17/07/2015  źródło: niewygodne.info.pl

podobne: Złodzieje Ukradli Składki: Zniknęło 8 mld zł z kont emerytalnych w ZUS oraz: Sprawdź komu powierzasz pieniądze a dla dobra ZUSu żyj krótko i nie wydawaj za dużo, czyli jak Pilon „pomógł” Piratowi. TFI – Teraz Chiny? a także: Znowu trzeba „odkładać” więcej. ZUS i składka zdrowotna w górę. i to: „Raport o sytuacji ZUS”. Piramida finansowa bankrutuje. polecam również: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry. i jeszcze:  Do dziurawego wora FUS (dzięki oskładkowaniu „śmieciówek”) trafi 650 milionów złotych.Niewygodne info - ZUS, składki, emeryturaNiewygodne info - ZUS, składki, fiskalizm, podatki, Tusk

Niewygodne info - ZUS, składki, miejsca pracy, Kidawa-Błońska

Eurokołchoz i nierealny „program pomocowy” dla Grecji (prywatyzacja majątku), oraz ostrzeżenia, których nikt nie słucha czyli… politycy sobie a ekonomia sobie. Kryzys (nie)do przewidzenia?


Grecja – Prywatyzacja nie będzie pośpieszna, jest planem długoterminowym.

PAP – Biznes, 7 Sie 2015, 21:59, Ateny (PAP/AFP) – Ministerstwo finansów Grecji zapewniło w wydanym w piątek komunikacie, że prywatyzacja, której domagają się wierzyciele Aten, nie będzie przeprowadzana pośpiesznie, jest projektem długoterminowym, obliczonym na 30 lat i przewidującym korzystne inwestycje.

Resort obiecuje też, że nie będzie wyprzedaży aktywów po niekorzystnych cenach, a agencja prywatyzacyjna, która zostanie powołana, będzie de facto „funduszem inwestycji publicznych”, utworzonym na wzór „wielu podobnych instytucji (działających) w innych krajach, jak Norwegia czy Australia”.

Ministerstwo, które – jak komentuje AFP – chce uspokoić Greków, zapewnia, że nie będzie natychmiastowej wyprzedaży aktywów publicznych, a fundusz będzie miał możliwość „oczekiwania bardziej korzystnej sytuacji gospodarczej”, by prywatyzować przeznaczone do tego spółki, nieruchomości, budynki publiczne czy udziały w państwowych przedsiębiorstwach.

W związku z tym skorygowane zostały sumy, jakie ma przynieść prywatyzacja do roku 2018. W poprzednich założeniach wierzyciele Grecji domagali się, by było to 6 mld euro. Po rewizji tych planów Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce, by prywatyzacja przyniosła w tym okresie 1,5 mld euro, a Komisja Europejska liczy na 2,5 mld euro.

Szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem ocenił niedawno, że oczekiwania, iż grecki fundusz aktywów państwowych do prywatyzacji przyniesie w ostatecznym rozrachunku 50 mld euro, są realistyczne. Dijsselbloem, który jest też ministrem finansów Holandii, powiedział, że „zamiast gwałtownej wyprzedaży aktywów będzie prywatyzacja prowadzona powoli, po to, by zapewnić, że osiągnięte zostaną lepsze zyski”.

Kwestia wymuszonej przez wierzycieli Aten prywatyzacji jest „bardzo delikatnym” tematem w Grecji, gdyż rząd zarzuca kredytodawcom, że w poprzednich założeniach dotyczących funduszu prywatyzacyjnego usiłowali doprowadzić do zbyt pośpiesznej sprzedaży publicznego mienia, po niekorzystnych cenach i kosztem inwestycji – wyjaśnia AFP.

Porozumienie Grecji ze strefą euro w sprawie dalszej pomocy zakłada utworzenie funduszu, do którego Ateny przekażą majątek wart do 50 mld euro z przeznaczeniem do prywatyzacji.

Pieniądze z prywatyzacji tego mienia lub korzystnego nim zarządzania mają być przeznaczone na rekapitalizację banków (według różnych źródeł od 10 do 25 mld euro) i obsługę długu publicznego. Fundusz zostanie utworzony w Grecji i będzie zarządzany przez greckie władze pod nadzorem odpowiednich instytucji europejskich.(PAP)

fit/ mc/ (za stooq.pl)

  • „…Kolejny program pomocowy musi zakończyć się fiaskiem, albowiem oparty jest na fałszywych ekonomicznych przesłankach i nie rozwiązuje najważniejszej kwestii, czyli spłaty długu.
  • Niemcy prędzej czy później dojdą do wniosku, że rola europejskiego „nadzorcy” przynosi ogromne straty wizerunkowe. A przecież ich szczególna pozycja w Europie opiera się na „miękkiej sile”. Kontynuowanie twardej linii wobec Aten nie wydaje się więc racjonalne.
  • Najważniejszy wniosek, jaki należy wyciągnąć z greckiego kryzysu, dotyczy metody integracyjnej. Wykazał on, że tzw. podejście funkcjonalistyczne ma swoje istotne ograniczenia oraz że integracja gospodarek wcale nie wymusza integracji politycznej.

Realizacja projektu wspólnej europejskiej waluty doprowadziła do ogromnego kryzysu politycznego, który prędzej czy później odwróci dotychczasowy kierunek integracji europejskiej.

Euro skażone było rodzajem grzechu pierworodnego. Wspólnej waluty nie oparto na trwałym fundamencie ekonomicznym, a podporządkowano ją kaprysom polityków. Ci w swojej nieodpowiedzialności nie brali pod uwagę ani teorii ekonomicznej, ani kryteriów, które sami sobie narzucili. Unia walutowa powstała 1 stycznia 1999 r. Uczestniczyło w niej jedynie 11 krajów ówczesnej unijnej „piętnastki”: Austria, Belgia, Finlandia, Francja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Portugalia, RFN, Włochy. Jednak w momencie startu, wymogi gospodarcze, fachowo nazywane kryteriami konwergencji, w rzeczywistości wypełniało tylko dziewięć państw. Belgia i Włochy miały np. dług publiczny, znacznie przekraczający wysokość jednego z kryteriów przystąpienia (60%).

Kolejne rozszerzenie „klubu euro” odbyło się w roku 2001. Z członkostwa zrezygnowała wówczas Szwecja, która – co istotne – spełniała wymagania ekonomiczne. Zamiast niej przyjęto jednak Grecję, która nie spełniała kryteriów długu publicznego (wynosił on 104%) i deficytu budżetowego. Na fakt ten zwracał uwagę Europejski Bank Centralny, ale pomimo to Rada UE uznała, że wejście Aten do unii walutowej jest konieczne. Zgodnie z zasadą „nie chcesz mieć gorączki, stłucz termometr” podjęła w 2000 r. decyzję o formalnym uchyleniu wobec Grecji procedury nadmiernego deficytu, która blokowała przyjęcie Aten do strefy euro. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Wskaźniki pogarszały się cały czas. W roku 2010 Grecja pogrążyła się w kryzysie… 

…Wspólna waluta okazała się dla Greków pułapką. Brali w niej kredyty taniej, aniżeli przedtem w swojej własne walucie – drachmie i zadłużyli się na potęgę. Banki z chęcią dawały im kredyty aż do momentu, gdy Ateny stały się niewypłacalne. Pożyczone euro wracało jednak szybko do gospodarczego centrum, ponieważ Grecy kupowali za nie produkty i usługi, których nie wytwarzała ich słaba gospodarka. W efekcie najbogatsze państwa, a przede wszystkim Niemcy, dzięki eksportowi odnotowywały zysk, a Grecja – dług. Zgodnie z teorią Immanuela Wallersteina relacje pomiędzy centrum a peryferiami nigdy nie są symetryczne, albowiem to właśnie centrum jest ich głównym beneficjentem. Przykład Grecji to idealny dowód słuszności tez Wallersteina…” (Krzysztof Rak)

…polecam lekturę całości tu: Acropolis adieu? gdzie można przeczytać skąd się wzięła owa mityczna kwota 50 mld. EUR na jaką wyceniono grecki majątek 🙂

podobne: Nowy grecki rząd oszczędzać nie chce. Program Syrizy groźny dla budżetu ale jednocześnie mało realny. Obawa przed wzrostem fali ekonomicznego populizmu w Europie. Inwestorzy czekają na bieg wydarzeń. oraz: Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji. i to: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka. a także: n„Deutschland über alles! …”

Wiele razy podkreślałem na łamach bloga, iż sytuacja na globalnych rynkach finansowych jest nieporównywalnie gorsza niż podczas wybuchu kryzysu z 2008 roku. Podstawowe przyczyny czyli nadmierny dług nie został zredukowana lecz spotęgowany. Problemy systemowe absolutnie nie zostały rozwiązane. Skoordynowanym dodrukiem na poziomie banków centralnych zwiększono zalano rynki walutą czym jedynie kupiono czas.

W mediach słyszymy, że Europa ma się w miarę dobrze. Wyjątkiem jest nieznacząca Grecja. W USA natomiast ekonomia rozkwita. Rynek derywatów (instrumentów pochodnych) którego wartość wynosi wg. ostrożnych prognoz 12 krotny globalny PKB także nie jest problemem. 

Generalnie zarówno politycy jak i instytucje finansowe zapewniają nas, że problemy owszem są ale mamy nad nimi kontrolę. Owszem, mają kontrolę. Przynajmniej do momentu w którym kontrolę tą utracą.

Gdy jednak poważne problemy czy to na nadmuchanych rynkach akcji czy to długu rządowego przypominającego bańkę wszech-czasów ostatecznie pękną znowu usłyszymy „nikt nie mógł tego przewidzieć”.

Czy jednak jest to prawda czy czarnowidztwem zajmują się tylko alternatywne media. Otóż nie do końca. W ostatnim czasie dwie bardzo poważne instytucje czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Rozrachunków Międzynarodowych (bank centralny dla banków centralnych) opublikowały mnóstwo ostrzeżeń. 

…Pamiętajmy o tym, gdy po raz kolejni medialni eksperci powtórzą chórem „nikt nie mógł tego przewidzieć”. (Trader21)

całość (łącznie z linkami do komunikatów) tu: independenttrader.pl

…Oczywiście że wszystko co się obecnie dzieje w światowej gospodarce było do przewidzenia. Bo to nie jest kryzys (sam z siebie) a REZULTAT! Do tej pory zębami zgrzytają środowiska (głównie eurosceptyczne i antyglobalistyczne) które od lat przestrzegały przed długiem i zabójczym mechanizmem kreowania pieniądza z powietrza za pomocą kredytu. Tyle że ludzie z tych środowisk to dla zdecydowanej większości tzw. „opinii publicznej” opanowanej i zafiksowanej na teorie socjalistycznego modelu gospodarki  oraz etatystycznego interwencjonizmu rządów (ze sztandarowym keynesizmem na czele) banda oszołomów defetystów i faszystów… Wszystko było „przewidziane” dawno temu, ale ostrzeżenia zbagatelizowano! Frédéric Bastiat do którego tak często nawiązuję w swoich komentarzach już w XIX wieku powiedział:

Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.

…słusznie jednak skonstatował że ludzie reagują tylko na to co ich dotyka na bieżąco (a dług to jak wiadomo problem przyszłych pokoleń):

„Gdyby wszystkie konsekwencje jakiegoś działania dotykały jego sprawcy, uczylibyśmy się znacznie szybciej. Zdarza się, że nasze działanie nam przynosi dobre, widoczne skutki, a komuś innemu złe, niewidoczne – a to sprawia, że jeszcze trudniej nam je dostrzec. Musimy wówczas czekać, aż zareagują ci, którzy ponoszą owe złe konsekwencje naszego czynu. Czasem czekać trzeba bardzo długo, przez co panowanie błędu trwa dłużej. Człowiek dokonuje czynu, który przynosi mu dobre konsekwencje równe 10 i złe konsekwencje równe 15, które rozdzielane są na trzydziestu innych ludzi, w taki sposób, że na każdego z nich przypada tylko ½. W sumie mamy stratę, więc koniecznie musi pojawić się reakcja. Jednak na reakcję będziemy czekać tym dłużej, im na większą ilość społeczeństwa rozłoży się zło, podczas gdy dobro, będzie skoncentrowane w jednym punkcie.

…dopiero bowiem od jakiegoś czasu, dla części ludzi to co się dzieje, zaczyna być widoczne. Tyle że oni dalej nie wiedzą że to jest „tylko” konsekwencja, i że to co się od jakiegoś czasu dzieje miało swój perfidnie logiczny początek lata temu w nieodpowiedzialnych posunięciach polityków na których sami głosowali. Działania opóźniające katastrofę i maskujące prawdziwy stan rzeczy choć są dalej podejmowane, nie są już w stanie zamaskować kolejnych trupów które zaczynają jeden przez drugiego wypadać z szafy. Pozostaje kwestią czasu zawalenie się całego systemu finansowego opartego o wiarę w pieniądz papierowy i kredyt. Pytanie kiedy (i czy w ogóle) elity oraz ludzie mający na nie wpływ zmądrzeją, i co mają zamiar zrobić żeby w przyszłości taka sytuacja się nie powtórzyła. (Odys)

podobne: Independent Trader: „Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem. oraz: Od standardu złota do pieniądza fiducjarnego. Realny stan gospodarki USA, Teksas żąda od FEDu zwrotu złota, o cynicznych Grekach i ekspansji Chin. Czy świat finansów (a za nim cywilizacji zachodu) chyli się ku upadkowi?polecam również: Bankierzy mówią co myślą… Ile to jeszcze potrwa? i to: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Reanimacja greckiego trupa (w interesie NATO na koszt Europy). Świetlana przyszłość UE kosztem suwerenności członków. Michalkiewicz o paroksyzmach demokracji.


„…Zjawisko niewypłacalności państw warunkuje nadal specyfika państwowej podmiotowości (suwerenność) i jej nadrzędnej pozycji w szeregu systemów prawnych. Dlatego choć dzisiaj państwa mają coraz słabszą pozycję i nie dysponują katalogiem instrumentów, które pozwalają im samowolnie uchylać się od zapłaty długów, to jednak wierzyciele ciągle nie mają wystarczającego zestawu narzędzi do oddziaływania wobec państwowych dłużników. Prawo regulujące ten problem pochodzi też z różnych reżimów: międzynarodowego publicznego, międzynarodowego gospodarczego i krajowego. Członkostwo państwa w organizacji integracyjnej dokłada tu również normy tej organizacji. W efekcie konkretne rozwiązania są skomplikowanym pakietem norm, uzależnionym od konkretnego kontraktu wiążącego państwo.

W przypadku Grecji, jej obecny status w UE warunkuje szereg regulacji chroniących jej pozycję. Dotyczą one nieodwracalności członkowstwa w strefie walutowej, praktycznej nieusuwalności z UE, jak i uznanie jej sytuacji w roku 2010 za uwarunkowaną obiektywnymi czynnikami. Dwa pierwsze elementy ograniczają możliwość oddziaływania UE na państwo greckie. Unia nie ma prawnych narzędzi, by przymusić Grecję do przyjęcia konkretnych warunków kredytodawców. Bez zgody Grecji nie jest możliwy też żaden manewr prawny zmieniający jej status członka Unii. Do tego dochodzą też trudności czasowe, bo każda zmiana traktatowa wiążę się z konieczności przyjęcia noweli traktatowych przez państwa w ich trybach konstytucyjnych. To otwiera drogę do roszczeń innych krajów. Z kolei trzeci element ogranicza zrzucanie winy za kryzys na państwo greckie, skoro formalnie uznany został za spowodowany przyczynami zewnętrznymi. Zarzuty mogą jedynie dotyczyć sposobu wychodzenia z niego.

Obie sytuacje są jednak formalnie odrębne. Czym innym jest prawna relacja Grecji i jej wierzycieli (także państw członkowskich UE), a innym kwestia pomocy unijnej dla Grecji w związku z jej bankructwem. Obie regulują odrębne reżimy prawne. Obie spaja jedynie fakt udziału Grecji w unii walutowej, a więc wpływ kryzysu greckiego na sytuację polityczno-ekonomiczną samej UE, jej waluty, a przez to i innych państw.

Obecne problemy UE związane z niewypłacalnością Grecji są skutkiem naruszenia norm traktatowych na etapie jej przyjęcia do unii walutowej. Ale w powstałej sytuacji Unia skazana jest na wspieranie Grecji, nie tylko dlatego, że tym samym wspiera inne państwa członkowskie – wierzycieli Grecji. Status prawny Grecji ma też skutki generalne. Rozwiązanie problemów finansowych poprzez jego zmianę miałby przełomowe konsekwencje polityczne dla UE. Oznaczałby odwrócenie kierunku procesu integracji europejskiej. Dziś ma on na celu stworzenie z państw członkowskich „coraz ściślejszej unii”, posiadającej wspólną walutę i opartej na solidarnym rozwiązywaniu problemów. Wystąpienie lub wyrzucenie Grecji z UE, ale jeszcze bardziej usunięcie jej ze strefy euro, byłoby działaniem sprzecznym z tymi celami traktatów unijnych. Zostałoby odebrane na świecie jako wielka klęska polityczna projektu. Na to – mimo racjonalności ekonomicznej właśnie tego rozwiązania – UE politycznie raczej nie stać. Stąd werbalne groźby unijnych polityków, w szczególności niemieckich, są tym samym emocjonalnym działaniem bez pokrycia, co rząd grecki wydaje się rozumieć.

Ciekawa jest pozycja prawna państw-wierzycieli. Ich relacje z Grecją odnośnie długu reguluje prawo pozaunijne. Ale z drugiej strony unijni wierzyciele są podmiotami współdecydującymi o polityce fiskalnej Grecji w ramach unijnych instytucji (Rada), jak i potencjalnej unijnej pomocy. I próbują te kwestie połączyć z korzyścią dla siebie. Widać to w szczególności po działaniach Niemiec. Jak donosiły media, unijna pomoc w większości szła na spłaty dla niemieckich banków i zakupy w Niemczech. Stąd tak mocno używany jest szantaż w formie groźby ograniczenia pomocy, jeśli Grecja nie porozumie się z wierzycielami.
Jedynym słabym punktem w tej walce interesów, są obywatele greccy. Dlatego państwa unijne będą prawdopodobnie kierować presję ekonomiczną i propagandową w ich stronę. Tylko ich niezadowolenie wywołane szeregiem utrudnień, jak np. brakiem dostępu do gotówki, może doprowadzić do wymiany rządu greckiego na bardziej spolegliwy. Jeśli to się nie uda, Unia ulegnie i będzie dążyć do porozumienia, choć to dla niej samej nie jest najlepsze rozwiązanie. Ale to jedyne wyjście dla odzyskania choć części długu przez jej największych członków, którzy preferując swoje indywidualne cele, ujawniają prawdziwą unijną hierarchię interesów.

Jeśli to nastąpi, prawdopodobnym sposobem na rozwiązanie problemu będzie poszukanie formuły na ominięcie traktatów w drodze różnych cząstkowych rozwiązań politycznych lub prawnych na poziomie pozatraktatowym. Tym bardziej, że taka praktyka od pewnego czasu cechuje już proces ewolucji UE (np. pakt fiskalny). Nieograniczona możliwość takich posunięć nie pozwala nawet spekulować na temat ich potencjalnego kierunku. Może to być bezpośrednia pomoc powiązana z szeregiem reform. Może też być pojawiająca się propozycja równoległego powrotu do drachmy i funkcjonowania w Grecji czasowo dwóch walut, i inne. Wszystkie będą na pewno mniej lub bardziej wątpliwe traktatowo.

Ponieważ jednak rozwiązanie problemów Grecji wiązać się będzie z potężnymi kosztami finansowymi i politycznymi, w ujęciu długofalowym można spodziewać się też dalszego działania UE na rzecz uniknięcia podobnych sytuacji. Będzie to polegać na tworzeniu narzędzi do unijnej kontroli polityki budżetowej państw członkowskich, w szczególności państw strefy euro, i to na poziomie traktatowym. Dzisiejsze rozwiązania w tej płaszczyźnie są zbyt słabe w porównaniu do istniejącej integracji walutowej. Ta dysproporcja pozwala państwom na swobodę budżetową, generującą problemy. Tym samym integracja europejska, przynajmniej w strefie euro, ulegnie pogłębieniu w płaszczyźnie polityki budżetowej państw, wdzierając się w kolejny obszar ich suwerenności. Możliwe bardzo jest także, że strefa euro rozbuduje się na poziomie instytucjonalnym, odrębnym od ogólnounijnego. Dlatego w interesie państw sprzeciwiających się pogłębianiu integracji leży doprowadzenie do Grexitu.

Sprawa grecka ma również kontekst Polski. O ile kwestia relacji Grecja – wierzyciele, to sprawa z obszaru powszechnego prawa międzynarodowego, z kolei ochrony waluty „euro” to sprawa państw unii walutowej, o tyle już ewentualna kwestia wsparcia Grecji ze środków unijnych odbywa się przy pomocy mechanizmów, w których finansowo uczestniczą także państwa spoza strefy euro, w tym Polska. Powstaje pytanie, dlaczego Polska nie uczestniczy w negocjacjach, skoro ma w gaszeniu kryzysu swój finansowy udział. Negocjacje nie powinny być prowadzone tylko na poziomie państw-członków unii walutowej. Tym bardziej jest to konieczne, że w powstałej sytuacji politycznej po referendum greckim, będą miały one kontekst ogólnounijny. To pokazuje na słabość rządu polskiego i brak podmiotowości decyzyjnej polskiego państwa w UE. Udział w decydowaniu o kierunku procesu integracji jest dla polskiej racji stanu kluczowy.”  (Mariusz Muszyński)

całość tu: Bankructwo Grecji a przyszłość Unii Europejskiej

podobne: Eurokołchoz: UE nie ma oferty dla wschodnich sąsiadów. Za unijne fundusze płacimy dwa razy. Kwoty mleczne uwolnione (rolnicy boją się o spadek cen) oraz: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

…Sam tekst jest ciekawy bo traktuje o czymś o czym mało gdzie można przeczytać, tj. o sytuacji prawnej i procedurach związanych z pomocą, wyjściem i niewypłacalnością krajów w ramach UE. Nie znalazłem w nim żadnych rażących/drażniących opinii poza jednym w zasadzie fragmentem gdzie napisano: „…trzeci element ogranicza zrzucanie winy za kryzys na państwo greckie, skoro formalnie uznany został za spowodowany przyczynami zewnętrznymi. Zarzuty mogą jedynie dotyczyć sposobu wychodzenia z niego.” co wzbudziło u mnie lekki uśmiech politowania. Bo skoro istotą są „zarzuty” co do sposobu wychodzenia Grecji z kryzysu a nie jego źródło które „radośnie” zrzucono na „czynniki zewnętrzne” (ustalono to sobie nie w oparciu o realne źródło problemu, ale dlatego żeby móc Grecji udzielić pożyczki z unijnych programów „ratunkowych” – SIC!) to jasno z takiego stawiania sprawy wynika, że czynnikiem nadrzędnym dla tej analizy jest obrona samego systemu zależności i „integracji europejskiej”, która jest obecnie zagrożona (zresztą jest to właśnie jeden z celów statutowych ośrodka który opinię stworzył 🙂 – promowanie integracji UE) a nie próba znalezienia realnego wyjścia z kryzysu i neutralizacji jego przyczyn.

Skupianie się na analizie prawnej zaistniałej sytuacji, i deliberowanie nad tym co jest prawnie dopuszczalne a co nie w warunkach kiedy jakiś kraj członkowski znajduje się na granicy niewypłacalności, jest moim zdaniem bezsensownym biciem piany. Nie ma to bowiem żadnego znaczenia dla realnego zagrożenia przed jakim stoi Grecja (i cała reszta zadłużonych po uszy). Problemem nie jest tu „zakłócenie procesu integracji UE” i niuanse prawne warunkujące casus bankruta, ale fakt że za chwilę Grecja nie będzie miała pieniędzy na swoje funkcjonowanie. W związku z tym, zupełnie niepoważnym jest deliberowanie nad tym, co w takiej sytuacji jest legalne czy dopuszczalne przez traktaty. Jak to mówią „inter arma silent leges” 🙂 O tym czy (nie)możliwe jest opuszczenie strefy EURo tudzież UE nie zadecydują przepisy i podpisy, ale żywioł własnego interesu i gdzie Grecy go dostrzegą.

Istotą problemu jest również to że Grecy chcą po prostu dalej balować za cudze. Szkodząc tym nie tylko sobie, ale przede wszystkim innym gospodarkom które muszą się dorzucać do tej „pomocy” (Żelazna Logika: Jak Polska Grecję ratowała…). Tymczasem Grecy udowodnili na przestrzeni swoich dziejów wiele razy jak potrafią gospodarować i że nie warto im pożyczać nawet złotówki… cytuję:

„…Stan niewypłacalności przydarzał się europejskim krajom 73 razy. Rekordzistami są Grecy, którzy od momentu uzyskania niepodległości w 1829 r. połowę czasu spędzili w stanie bankructwa i restrukturyzacji…” (całość tu: Upadek finansowy krajów nie jest niczym nowym i nadzwyczajnym)

Dopóki ktoś żyje ponad stan (ale za swoje) to ja nie mam nic ani przeciwko. Niech przepija „swojej babci domek cały” nawet i 1000 razy! Tyle że w normalnych warunkach możliwy jest tylko JEDEN raz na długi czas, bo potem trzeba dłuuuugo odrabiać zanim coś znowu będzie można przechlać. Druga rzecz to fakt że w normalnych rynkowych warunkach nikt nie da takiemu bankrutowi złamanego grosza „pożyczki”. Tymczasem Grecy stanowią niebezpieczny casus i co najgorsze pretekst do tego żeby spirala długu kręciła się dalej a „integracja w ramach UE” przybrała jeszcze bardziej pazerną na suwerenność poszczególnych krajów formę:

„…Będzie to polegać na tworzeniu narzędzi do unijnej kontroli polityki budżetowej państw członkowskich, w szczególności państw strefy euro, i to na poziomie traktatowym. Dzisiejsze rozwiązania w tej płaszczyźnie są zbyt słabe w porównaniu do istniejącej integracji walutowej. Ta dysproporcja pozwala państwom na swobodę budżetową, generującą problemy. Tym samym integracja europejska, przynajmniej w strefie euro, ulegnie pogłębieniu w płaszczyźnie polityki budżetowej państw, wdzierając się w kolejny obszar ich suwerenności…”

Grecy dają też przykład na to że opłaca się mieć w d… swoje zobowiązania. Jest to tak NIEMORALNE, że dziwię się iż ktokolwiek ten stan rzeczy usprawiedliwia widząc tylko jedną stronę medalu – lichwę, zaś tego że ktoś z PREMEDYTACJĄ sięga po cudze nie dostrzega… (Odys)

„Ostatnie wydarzenia wokół komedii greckiej  (z elementami tragedii) uwidoczniły wszystkim totalitarny charakter euro imperium i zarazem  jego podporządkowanie hegemonowi zza oceanu…

(…)

…w krytycznej fazie negocjacji ujawnił poufne memo IMF. Z memo wynika że IMF od lat wiedział że bez wspomnianego odpuszczenia przynajmniej części długów wszelkie ratowanie Grecji nie ma sensu. Nie chwaląc się 2GR wiedziały to od lat. Stanowiło to i stanowi wyrzucanie pieniędzy euro podatnika do kratki ściekowej. Ironią jest że Grecy podnosząc tę kwestię mieli na swój sposób rację. Owszem, żyli w błogim socjalizmie ponad stan długie lata i nie bardzo chcieli z tego teraz rezygnować. Jednak nie dający się obejść fakt jest taki że żadne ładowanie nowych ciężarów na dawno padłego konia nie postawi go na nogi.

Dobre serce hegemona natomiast wynika naturalnie z chęci utrzymania Grecji w NATO, bez uciążliwej konieczności organizowania tam kiedyś nowego majdanu,  czy może nawet przywracania rządu pułkowników.  Długi greckie natomiast Ameryka może sobie łatwo odpuszczać do dnia Sądu Ostatecznego bo ich prawie nie ma.  Na haczyku wisi tu głównie wasal niemiecki i jego euro, które w waszyngtońskich planach NWO/TIIP i tak jest potrzebne jak psu piąta noga.

(…)

…Wygląda też na to że hegemon nakazał swoim euro wasalom pilną zbiórkę  w rządku celem zbiorowego zatwierdzenia chórem pozytywnego załatwienia sprawy greckiej…

(…)

Ostatecznie jak wiadomo rzecz załatwiono polubownie nie załatwiając niczego. Hegemonowi, z pomocą francuską, udało się zapobiec jedynemu rozsądnemu rozwiązaniu jakim byłby grexit. Niemcom udało się zapobiec jakiemukolwiek odpuszczeniu długów greckich.   Tsiprasowi udało się zapobiec utracie posady.  Grekom uda się zapobiec życiu  na własny koszt do następnej odsłony kryzysu

całość tu: dwagrosze.com

podobne: Eurokołchoz: Islandia nie chce do UE. Wyjście Grecji ze strefy euro byłoby katastrofą (dla UE). Francja i zaostrzenie przepisów z Schengen (terroryzm tylko pretekstem?) i to: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów.

… W jednej tylko kwestii nie zgodzę się z „cynikiem”. Otóż uważam że Niemcy już dawno nie chodzą na sznurku USA, czemu niejednokrotnie w ostatnim czasie dali wyraz („Sueddeutsche Zeitung”: cezura w historii stosunków z USA i to: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami). Z tego też względu wtrącenie się MFW (ekspozytury amerykańskich interesów na świat) w problem grecki wygląda raczej na próbę ugotowania Niemców w ich własnym sosie, by skończyć z ich dominacją w projekcie UE (ale zmusić do dalszego firmowania patologii). Podstawą planu ratunkowego proponowanego przez MFW jest bowiem konieczność umorzenia greckiego długu, co oznacza ni mniej ni więcej że niemieccy wierzyciele (banki) nie dostaną „swoich” pieniędzy z powrotem (a przynajmniej nie tyle ile by chcieli odzyskać). Desperacka propozycja MFW by „pomagać” Grecji to konieczność ponoszenia przez Europę dalszych ogromnych kosztów utrzymywania bankruta za „unijne” pieniądze (a nie amerykańskie – oni do tego nic nie dopłacą!), przy jednoczesnym wątpliwym zwrocie kapitału do niemieckich banków 🙂

Wszystko rzecz jasna po to by nie dopuścić do dostania się Grecji w orbitę Kremla. Stąd też USA zrobi wszystko żeby Europa po raz kolejny się zrzuciła na „haj lajf” Greków. Trzeba sobie bowiem zdawać sprawę z istoty tego dramatu, który polega na tym, że Grecy wcale nie myślą zaciskać pasa – inaczej w ogóle nie negocjowaliby żadnej „pomocy”.

Grecja nie opuści UE również z tego powodu, że nie ma tym kraju elit które poważnie by o tym myślały. Nie ma odważnych którzy powiedzieliby w końcu swoim obywatelom że tak dalej żyć nie można (wydając więcej niż się zarabia – do tego cudzych pieniędzy). Greków gubi już na starcie ich rozbuchany roszczeniowo temperament do życia ponad stan. Oni chcą tylko kasy! Inaczej już dawno zachowaliby się jak Islandczycy albo Węgrzy. Tymczasem po raz kolejny sami się skazują na jeszcze bardziej niespłacalny dług, i dogorywającą z tego powodu gospodarkę (z ogromnym bezrobociem, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie zainwestuje grubszej forsy).

Mówi się że Grecja jest protektoratem (ofiarą) UE/Niemców/lichwiarzy/banków itd. itp. ale nie mówi się o tym, że obecne problemy Grecji to wynik własnej głupoty i pazerności na cudze pieniądze…

Większość „solidaryzujących” się z Grecją nie chce rozmawiać o tym skąd się wziął „grecki” dług – dlaczego Grecy pożyczyli tyle pieniędzy i na co je wydali? I tu nie chodzi o to że ja cokolwiek neguję z tego że ktoś „głupi” im te pieniądze dał, ale to jest tylko jedna strona tego samego medalu. Owszem mamy do czynienia ze „sprytną” lichwą, ale Grecy po nią bez skrupułów sięgnęli by finansować swój „bal na Tytanicu”, mimo tego że nikt ich do tego nie zmuszał. Tak jak teraz nikt ich nie zmusza, a jednak znowu po cudze pieniądze sięgają. Grecy nie protestują przeciwko „pomocy” – oni się jej wręcz domagają! Protestują tylko przeciwko cięciom jakimi jest ona uwarunkowana (a bez których nie będzie w ogóle skuteczna – tak jak poprzednie). Grecja zachowuje się jak pospolity wyłudzacz. Bezczelnie realizuje program „DAWAJCIE ile się da ale my tego oddawać NIE BĘDZIEMY” (i oszczędzać też nie mamy zamiaru). Grecy chcą dalej żyć na takim samym poziomie jak przed kryzysem choć nie mają na to własnych środków. To jakiś absurd. Ile jeszcze można się usprawiedliwiać mówiąc „jestem niewinny grzechu bo mnie kuszono”. Grecy i ludzie grekopodobni nie chcą się oprzeć pokusie, nawet w sytuacji kiedy konsekwencje są dla nich po raz kolejny takie same – tragiczne.

Bądźmy szczerzy. Tego rodzaju postawa jaką wykazują się demoludy (bo tu nie chodzi tylko o Grecję) nie napawa optymizmem że cokolwiek się zmieni w przyszłości. Nawet jak Grecja wyjdzie ze strefy EURo a UE kiedyś upadnie, to na miejsce tego projektu powstanie inny podobnie złośliwy (niczym rak). Dopóki dominuje w umysłach ludzi postawa roszczeniowa i przywiązanie do etatystyczno-socjalistycznego modelu państwa, dopóty będą trwały kryzysy zadłużeniowe.

W tym miejscu należy się więc również zastanowić nad sensem demokracji, jako systemu legitymującego do rządzenia państwem ludzi wybranych tylko na podstawie kaprysu „większości”. Skutki demokratycznych wyborów pokazują bowiem ewidentnie, że tego rodzaju decyzje są w zdecydowanej większości przypadków błędne. Wola „większości” to nie jest żadna wartość z której wynikałoby jakiekolwiek dobro (prócz rzecz jasna dobra dla „wybrańców narodu”). Tłum jest zbyt podatny na populizm, i nie rozumiem jak można mu było kiedykolwiek pozwolić decydować o tym kto ma rządzić państwem… (Odys)

„…Zaraz potem, jak naród grecki w referendum większością głosów odrzucił ofertę przygotowaną przez finansowych grandziarzy, do Brukseli został wezwany na przesłuchanie tamtejszy premier Cipras. Wzięto go na konwejer – a na konwejerze, jak to na konwejerze – po 17 godzinach każdemu rura mięknie i godzi się na wszystko, byle tylko położyć kres udręce. Tak właśnie było z premierem Ciprasem, który zresztą chyba pierwszy raz w życiu skonfrontował się z gestapowskimi metodami i nawet bez bicia podpisał wszystko, co mu podsunęła Nasza Złota Pani do spółki z francuskim filutem Hollandem, nawet nie tłumacząc się, że „bez swojej wiedzy i zgody”. Zgodził się na wszystko, przeciwko czemu tydzień wcześniej agitował mniej wartościowy naród grecki. Od razu widać, że ci wszyscy Umiłowani Przywódcy to Scheiss, z którego można – jak powiada Kazimiera Iłłakowiczówna – „wszystko zrobić i w każdą formę ulepić”. Żadnej odporności – ale właściwie na jakiej zasadzie oczekiwać odporności od demokratycznych przywódców, którzy nie mają żadnych zasad, tylko akomodują się do nacisków – raz nacisku większości, a innym razem – nacisku Naszej Złotej Pani, która też wykonywała zadanie zlecone jej przez plutokratów, którym te wszystkie rządy napędzają niewolników?

Ale zgoda premiera Ciprasa była tylko pierwszym aktem upokorzenia demokracji przez plutokrację, bo jego zgoda musiała być jeszcze zatwierdzona przez grecki parlament. No i parlament, przechodząc do porządku dziennego nad wyrażoną tydzień wcześniej w referendum wolą narodu, zgodził się na ultimatum finansowych grandziarzy. Grecja będzie musiała wziąć ponad 80 miliardów euro pożyczki, za którą spłaci poprzednią pożyczkę, wziętą gwoli spłacenia jeszcze wcześniejszej pożyczki, która… – i tak dalej – a ponadto zgodzić się na partycypowanie w funduszu w wysokości 50 mld euro utworzonym gwoli zabezpieczenia spłaty greckiego długu „prywatyzacją” państwowego majątku Grecji.

Dzięki temu niemieccy i francuscy bankierzy odetchnęli z ulgą, podobnie jak po 13 grudnia 1981 roku, kiedy to generał Jaruzelski przeprowadził pomyślne usmirenije polskawo miatieża…” (Stanisław Michalkiewicz)

…oddając komuś nieograniczoną władzę nad moim majątkiem (pomijając absurdalność samego pomysłu) jako człowiek myślący MUSZĘ zakładać że ten ktoś ma możliwość zrobić z nim co chce. Jeśli tego nie zakładam to jestem po prostu durniem! Jeżeli chcemy utrzymać taki system jak obecnie to trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie w jaki sposób zamierzamy oduczyć ludzi kraść i kombinować kiedy mają taką władzę nad innymi (tu podpis tam pieczątka i firma załatwiona, tam podpis tu pieczątka i firmę przejmuje kolega, itd. itp.) a wszystko zgodnie z prawem. Bo trzeba sobie zdawać sprawę że socjalizm to nie jest tylko rozdawnictwo. To przede wszystkim RABUNEK i pasożytnictwo na tych którzy SAMI coś tworzą bez „pomocy państwa” a zatem im większy jest ten aparat tym patologia większa i nie da się nad tym zapanować…

Żeby nie było! Sama władza nie jest zła bo ktoś musi rządzić, ale nie na takich zasadach jakie funkcjonują obecnie bo to jest nie do obrony (zbyt kosztowne i niesprawiedliwe). Nie wystarczy bowiem wymienić ludzi w systemie, bo to nie jest tylko problem ludzi a patologicznej administracji i prawa. Ci co tym systemem zarządzają i w nim funkcjonują robią to co robią bo MOGĄ i taka jest ich praca, więc wiara w to że wystarczy te setki tysięcy ludzi (które niejednokrotnie pracują po urzędach całymi rodzinami!) zamienić na „uczciwych” (jak to zweryfikować?) co odejmą sobie od pyska, jest jeszcze większą utopią jak sama wiara w istnienie państwa opiekuńczego. Dość popatrzeć jak poszczególne działy sektora publicznego żyjące z publicznego grosza jeden za drugim wychodzą dziś na ulicę i wysuwają coraz śmielsze żądania finansowe – jak ich wszystkich nawrócić? NIE DA SIĘ!

Trzeba systemowych zmian poczynając od likwidacji koryta i ograniczenia ZNACZNEGO władzy państwowej nad gospodarką. Nie można jednocześnie mieć ciastka i zjeść ciastka. Albo chcemy wolności by się swobodnie rozwijać i bogacić, albo idziemy w drugą stronę (tyle że już po drugiej stronie byliśmy – komuna zbankrutowała). Wolność to tyle ile każdy z nas z osobna (a nie „rząd” czy inna „władza”) ma „w kieszeni” jako SWOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚĆ. Etatyzm, centralizm, socjalizm w wydaniu „państwowym” doprowadził właśnie do tego co mamy obecnie – WYWŁASZCZENIA z własności i PRAW OSOBISTYCH. Im więcej cedujemy na państwo tym mniej mamy do gadania jako obywatele i po prostu ludzie. Ergo wiara w to że okazja przestanie czynić złodzieja jest niczym nieuzasadniona poza życzeniowym podejściem do problemu. Uczciwi ludzie są w mniejszości i to zdecydowanej. Nie można mieć pretensji do złodzieja że kradnie skoro sami mu to umożliwiamy. Na co komu milionowa armia urzędników? Nie chodzi o sam koszt ale o zwykłą SAMODZIELNOŚĆ oraz jedynie uczciwy przepływ kapitału – od pracodawcy do pracobiorcy, bez żadnych państwowych pośredników którzy tylko kosztują (i to coraz więcej)… (Odys)

całość tu: Paroksyzmy demokracji w Grecji i Zakierzońskim Kraju

podobne: Demokracja… czyli Dyktatura Durni. Australijczycy tracą do niej zaufanie.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.


„Bankructwo Grecji ma wiele stron. Główną jest oczywiście sam kolaps greckiego socjalizmu który  w  spektakularny sposób dochodzi do ściany.  Wg danych Brookings Institute, na 3.8 miliona pracujących Greków w 2013  przypadał mniej więcej jeden milion osób które albo wisiały na rządowych fuchach albo pobierały rządowe emerytury.   I to całkiem  zdrowe emerytury…   Emerytura  55-letniego emerytowanego oficera policji  była na przykład rzędu €1650,  wobec €1200 netto dla wykładowcy uniwersyteckiego. Ciekawe czy to odbiega tak znacznie od realiów  polskich emerytur mundurowych i uposażeń uniwersyteckich… Tego typu patologie  socjalizmu mogą być przedłużane i sztukowane rozmaitymi bailoutami,  pożyczkami  i czym tam jeszcze, ale  w nieskończoność trwać nie mogą.  A ponieważ socjalizm nigdy się sam nie zreformuje  jedyną opcją jest dojście do ściany i rozbicie się o nią.   Cudza kasa na całe szczęście kiedyś się kończy  i  następuje twarde lądowanie  do życia  na koszt własny.

(…)

Jeśli Tsipras by się ugiął pod wywieraną na niego presją  to zdradziłby swoich wyborców i swoją własną partię która by szybko pokazała mu drzwi. Jeśli by się nie ugiął to doprowadziłby do bankructwa kraju, i drzwi by mu pokazali  wspomniani wyżej rozgoryczeni emeryci i sektor publiczny pozostawiony bez środków do życia. W obu przypadkach polityk bez odpowiedniego mandatu ochronnego byłby skończony.

Tsipras jednak  intrygę przejrzał  i ją  rozbroił.  Niespodziewanie ogłosił referendum na temat przyjęcia lub odrzucenia dyktatu „trojki”,   które właśnie taki mandat ochronny mu zapewni niezależnie od wyniku…  

(…)

Ale dlaczego hegemonowi tak miałoby zależeć na usunięciu Tsiprasa? Z kilku powodów z których głównym jest prawdopodobnie polityka gazowa i wojna hegemona i jego satelitów z Rosją. Wiedzą oni dobrze że Europa potrzebuje gazu rosyjskiego z odnogi południowej. Nie ma dla tego praktycznie alternatywy, włączając w to nawet alternatywne dostawy LNG, i nawet hegemon to z ociąganiem przyznaje. Odnoga południowa przejąć ma od 2019 transporty obecnie idące przez Ukrainę.

Europejscy wasale piętrząc na polecenie hegemona trudności na drodze rurociągu South Stream mającemu początkowo wylądować w Bułgarii i iść dalej przez Rumunię spowodowali anulowanie jego budowy. Rosja nie traciła czasu ogłaszając że gas dostarczony będzie teraz rurą Turk Stream, innym rurociągiem pod Morzem Czarnym i lądującym w Turcji. Walka obecnie idzie o to jaką drogą tranzytową zostanie on dostarczony dalej.

Najlogiczniejszą opcją jest „Balkan Stream”, trajektoria gazociągu przez Grecję, Macedonię i Serbię na Węgry. Z krajów tych Grecja pod Tsiprasem i Węgry pod Orbanem prowadzą relatywnie niezależną politykę zagraniczną  i nie dają się zdominować hegemonowi jak reszta EU,  a Serbia i Macedonia nie są w ogóle członkami EU.  Dochody z tranzytu gazu wzmocniłyby pozycję tych krajów, sympatyzujących z wizją multipolarną świata. Nitka Balkan Stream umożliwiłaby też partycypującym w niej krajom podpięcie się pod chińską inicjatywę „Silk Road”, handlową magistralę łączącą Chiny poprzez Rosję  z Europą, która jest największym importerem dóbr chińskich i zarazem wielkim eksporterem do Chin.

(…)

Balkan Stream byłby specjalnie atrakcyjny dla Grecji. Nie bez powodu Tsipras jeździł dogadywać się z Putinem, przewidując że intratny deal z Gazpromem, a kto wie czy i nie cenne pożyczki mu towarzyszące, będą stanowiły dla Grecji istotny czynnik w przechodzeniu przez turbulencje suwerennego bankructwa.” (cynik9)

całość tu: Referendum greckie – mistrzowski ruch Tsipras ominął pułapkę

podobne: „W krainie deszczowców”: Irlandzkie wychodzenie z recesji. Akcja kredytowa w toku. Cynik9: „bail-in” oraz: Rosja może zrezygnować z Gazociągu Południowego, ale w dalszym ciągu rozdaje karty (wariant przez Grecję i Turcję będzie dla UE droższy). Powrót do Jamal II. Firmy tracą wiarę w gaz łupkowy. i to: Niemiecka gospodarka zaczęła się kurczyć. W Hiszpanii Ebola zaraziła giełdę. Podatek na tablety we Francji. Włochy: za chlebem. Szczyt UE ws. walki z bezrobociem. cynik9: W Polsce rewolucji raczej nie będzie. MFW obniża prognozę gospodarczą i proponuje więcej długu. Trader21: Świat na głowie.

„Dzisiejsza sytuacja Grecji jest bardzo poważnym strategicznym ostrzeżeniem dla Polski, bo jeżeli przyjrzymy się greckiej drodze do Europy, do tej wspólnoty różnych krajów, bogatszych i mniej bogatych, to dzisiaj widać, że ta droga nie była dobra. I prowadziła ona przez ogromne, według mnie, niepotrzebne zadłużenie, czasami gdzieś po drodze rozkradzione. To zadłużenie spowodowało, że w czasie światowego kryzysu finansowego, zadany był cios przede wszystkim w społeczeństwo. To jest droga wielu krajów peryferyjnych Europy. Grecja była przyjęta w 1981 roku, a Polska w 2004, czyli dwadzieścia kilka lat później, ale my niestety idziemy tą samą drogą. Tutaj jest poważne ostrzeżenie, żebyśmy nadmiernie nie uzależniali się od pożyczek, od pieniędzy Zachodu, które w czasie sytuacji kryzysowej, tak jak to było w latach 2007-2008, uderzają. Ci, którzy są zadłużeni mają potworne kłopoty. To jest bardzo poważne ostrzeżenie, co do strategicznej drogi rozwoju, którą Polska powinna iść. To po pierwsze.

Drugie poważne ostrzeżenie jest związane z ostatnią fazą kryzysu. Jeśli przyglądniemy się dokładniej warunkom, które ta trójka bogatych krajów stawia Grecji, to nasuwa się pytanie, o co w tej ostatniej fazie kryzysu chodzi i przed czym Grecy się bronią. To jest, przede wszystkim, liberalizacja i otwarcie wszystkich rynków. Czyli wejście wielkich firm z najbogatszych państw zachodnich na te rynki oraz ich przejęcie. A drugie żądanie to wyprzedaż wszystkich aktywów, które Grecja ma, czyli własności przemysłowej, infrastruktury, a także ziemi, wysp, które są w Grecji bardzo atrakcyjnym towarem. Są to dwie rzeczy, będące strategicznymi elementami stosunków między krajami bogatymi, między Zachodem, a krajami, które są dzisiaj peryferiami Europy, i które mają wspólne problemy…” (An­drzej Szczę­śniak)

całość tu: Polska Grecja dwa bratanki…

Owszem, teraz Grecy się bronią przed możliwością utraty kontroli nad własnym państwem, ale pamiętajmy o tym w jaki sposób doszło do tej sytuacji, i to nie tylko w Grecji bo problem długu dotyczy zdecydowanej większości krajów UE. Fakty są takie że nie ma obecnie kraju na Zachodzie, który realizując tzw. „cele społeczne” nie zadłużałby się z tej okazji. Gospodarki tych krajów nie są w stanie zarobić na potrzeby wynikające z realizacji wiekopomnych zdobyczy socjalnych, ale wcale nie myślą skończyć z rozdawnictwem. Pierworodny błąd jest w tym, że nie ma tu absolutnie żadnego namysłu w postaci mechanizmu obronnego – kagańca prawnego ZABRANIAJĄCEGO wydawania więcej niż otrzymuje się w podatkach. Jak to w ogóle możliwe, żeby pozwalać sobie na uchwalanie budżetów z deficytem? Skoro współczesne państwa mogą się bezkarnie zadłużać co roku bardziej, to jest tylko kwestią czasu kiedy wszystkie po kolei zbankrutują. Grecja jest tu tylko „pionierem” jako najbardziej doświadczona w bankrutowaniu, bo przez połowę swojego dotychczasowego niepodległego bytu była niewypłacalna (o czym wszyscy wiedzą bo nie jest to wiedza tajemna)… Odys

podobne: Eurokołchoz: Grecja prosi o pożyczkę, ale stawia warunki, KE z nadzieją na kompromis, Niemcy mówią NIE. Trader21 o greckiej tragedii. W Hiszpanii Banki Żywności dla biednych. Finansowe kłopoty Włochów. oraz: Rewolucyjne nastroje w Eurokołchozie: Strajk paraliżuje Belgię, Hiszpanie nie mają z czego oszczędzać, fala głodu w Wlk. Brytanii, Grecja ciągle na finansowej kroplówce, w Szwecji będą nowe wybory (rośnie poparcie nacjonalistów). i to: Cisza przed burzą. Toksyczne aktywa w systemach bankowych Polski i Hiszpanii. Przestajemy płacić kredyty mieszkaniowe. „Troika” wróciła do Hiszpanii.

„…jeżeli bankructwo i powrót do waluty narodowej okażą sie lekarstwem skutecznym i po chwilowym załamaniu Grecja zacznie szybko odzyskiwać siły, wiara w skuteczność wspólnoty w jej obecnym kształcie zostanie podważona, a wraz z nią ucierpi też pozycja eurokracjizaczyna swój wpis Rafał Ziemkiewicz.

Podobnie (do Grecji – red.) patronowała Unia równie nieodpowiedzialnemu zadłużaniu Węgier przez Gyurcsany’ego i Polski przez Tuska. Ich nigdy nikt, tak jak dawnych przywódców greckich, nie nazwał w europejskich elitach „populistami”. Przeciwnie, byli dobrzy i popierani, bo zadłużając swoje narody, nakręcali zyski korporacjom i rządom głównych unijnych graczy – kontynuuje dziennikarz i przechodni do sedna.

W wypadku PO – robią to dalej. Jedną gębą bezczelnie oskarżając o populizm Dudę, PiS i Kukiza oraz strasząc, że zrobią oni w Polsce „drugą Grecję”, drugą gębą zapowia władza PO-PSL rozdawanie milionów i miliardów, bezwstydnie wykorzystując możliwości dalszego zadłużania kraju dzięki zdjęciu z nas unijnej procedury nadmiernego deficytu. I znowu, po raz kolejny wykorzystuje PO pojawiające się możliwości zaciągania pożyczek na wspieranie konsumpcji, a nie prorozwojowych czy proinnowacyjnych inwestycji.

Jest w tym cyniczna, bezczelna logika. Ta ekipa nie walczy już o władzę, walczy by być możliwie silną opozycją. Rozdając pieniądze emerytom, urzędnikom i właścicielom bramek na autostradach, rzucając je na różne „programy”, niby to dla Śląska albo dla młodych, świadomie działa na rzecz bankructwa, z góry oskarżając o jego spowodowanie tych, którzy cały ten gnój, jakiego PO z PSL narobiły przez prawie dziewięć lat, odziedziczą na jesieni.

Na koniec dziennikarz zamieszcza swoiste „rozwiązanie” całej tej fatalnej sytuacji. 

Jeśli Polska stanie się „drugą Grecją”, to na pewno nie będzie winą Dudy, Szydło ani nikogo innego, tylko przede wszystkim Tuska. To jego za skrajną nieodpowiedzialność w rządzeniu państwem należy powiesić na warszawskiej kolumnie Zygmunta – i wcale nie za szyję – czytamy.”

parezja.pl  źródło: Ziemkiewicz: Tuska należy powiesić na kolumnie Zygmunta

…no cóż. Nie da się nie dostrzec tego na co zwraca uwagę Pan Ziemkiewicz, ale jednocześnie zdumiewa mnie jego ograniczona do 8 lat rządów PO-PSL i wybiórcza pamięć w kwestii odpowiedzialności za stan polskiego państwa. Tak jakby PIS nie miał udziału w wepchnięciu nas do eurokołchozu, namawiając Polaków do głosowania w referendum akcesyjnym na tak i sankcjonując zapisanie nas do niewoli babilońskiej podpisem ś.p. Lecha Kaczyńskiego pod traktatem lizbońskim. Jakby środowisko tworzące dziś projekt pod nazwą PIS w ogóle nie procedowało prawa w Polsce (i nie uczestniczyło w magdalenkowym szwindlu) najpierw jako PC, a potem w ramach AWSu i nie miało udziału w dziurach budżetowych i w utrwalaniu ucisku fiskalnego (do dziś ekspertem PISu jest Pan Modzelewski – główny konstruktor VATowskiego wyzysku) czy uzasadnianiu piramidy fiskalnej zwanej ZUSem i całym etatystycznym marnotrawstwie. Tak jakby PIS nie uczestniczył w socjalistycznym szaleństwie wydawania publicznych pieniędzy (również na poziomie samorządów), łącznie z sięganiem po tzw. „środki unijne”, licytując się w tej kwestii z PO na ilość wyżebranej kasy idącej w parze z zadłużeniem.

Już dawno bowiem osiągnęliśmy w Polsce moment, gdzie zarówno lewica jak i prawica chcą być prawicą i deklarują że są obywatelskie, tudzież wolnościowe a nawet wolnorynkowe – patrzące jak tu ulżyć podatnikom, ale robiące faktycznie coś zupełnie przeciwnego. Tymczasem zarówno „prawica” jak i lewica są… lewicą i głosują za zwiększeniem socjalizmu, (bo tak są zaprogramowane: Nikt wam tyle nie da co socjalista naobiecuje a łżeliberał ściąga spodnie) ponosząc tym samym solidarną odpowiedzialność za zadłużanie Polaków (i ta współpraca nie dotyczy tylko ostatnich 8 lat! na co sam Pan Ziemkiewicz kiedyś zwracał uwagę: „Państwowe, czyli nie nasze”, ale „patrioci” mówią NIE dla wolnego rynku w Polsce. To mamy ten wolny rynek czy nie?). Nie żebym nie rozróżniał i nie stopniował „zasług” jednych i drugich, bo tę różnicę „kto bardziej popsuł” oczywiście dostrzegam, ale jak już ostrzegałem tu: „Depresja gangstera” (Bronisława K.) i sraczka legislacyjna „platformy” czyli… narobić POd publiczkę i uciec zanim przyjdą lePSI i tu: Nowy program PIS – populismus über alles PIS wcale nie będzie lepszy w tej kwestii od PO.

„…warto odnotować deklarację pani premierzycy Ewy Kopacz o prawdziwych przyczynach bankructwa Grecji. Pani premierzyca zwróciła uwagę pani Beacie Szydło, że Grecja zbankrutowała nie dlatego iż przyjęła euro, jako swoją walutę, tylko dlatego, że żyła ponad stan. Warto tedy zwrócić uwagę, że zadłużenie Grecji wynosi około 320 mld euro. Aktualny dług publiczny Polski szacowany jest – bo pan minister Rostowski podczas swego urzędowania trzykrotnie zmienił sposób liczenia długu publicznego, w związku z tym szacunki wahają się od biliona 100 mld złotych do 3 bilionów 700 miliardów, przy czym ta druga kwota wydaje się bliższa prawdy. Aktualny kurs euro w stosunku do złotego wynosi 4,1, a to oznacza, że zadłużenie Grecji odpowiada wysokości długu publicznego Polski i to w wersji najłagodniejszej – to znaczy 1312 miliardów złotych. Jeśli w dodatku przypomnimy, że przez ostatnie 8 lat nasi okupanci trzymali przy rządzie Platformę Obywatelską, to napuszone uwagi rozmaitych tamtejszych Zasrancen („mann kann singen, mann kann tanzen, aber nicht mit den Zasrancen”) budzą już tylko irytację…” (Stanisław Michalkiewicz)

Podziemna TV: Robią nas w konia: POPiS Kopacz i Szydło o bankrutującej Grecji #120

…apropos Grecji…

„…Naprawdę fascynują mnie przyczyny dlaczego państwo, które płaci m.in. za mycie rąk – 420 euro miesięcznie, 870 euro miesięcznie dla pracowników administracji – za wysyłanie faksów, korzystanie z darmowej stołówki (aby zwiększyć w niej ruch) – 120 euro miesięcznie padło na pysk. Już te 3 czynności powodują, że moja pensja wygląda śmiesznie. I wszyscy się na to zrzucamy. Cieszycie się?…” (dws24.pl 1 lipca 2015 roku)

Grecy nie tylko są tępymi leniami łasymi na cudze pieniądze, ale że „ktoś” jednocześnie wykorzystał tę sytuację by (prawdopodobnie) zrobić z tego kraju żebraka pod przyszły wykup masy upadłościowej (to oczywiście w ostateczności, bo póki co najważniejszy jest projekt euro) jest tylko konsekwencją pierwszego faktu… Prawdopodobieństwo wystąpienia drugiej możliwości w niczym nie usprawiedliwia pierwotnego źródła problemu i FAKTU że grecki dług został „wypracowany” przez samych Greków, bo nikt im na siłę pożyczek ani „ratunku” nie wciskał. Mogli już dawno temu zatkać sobie pazerną gębę i ogłosić UCZCIWE bankructwo odmawiając „pomocy” i wreszcie zacząć się dorabiać za swoje. Nikt Grekom nie broni zachować się jak swojego czasu Islandia – goniąc z kraju kijami tak swoje „elity” (które w końcu realizowały wyłącznie wolę ludu 🙂 „nie chcemy oszczędzać”) jak i międzynarodowych lichwiarzy.

Tymczasem Grecy wybrali sobie do władzy po raz kolejny populistów socjalistów, którzy uważają że będą dyktować warunki bezczelnie wyłudzając kolejną transzę cudzych pieniędzy (bo doskonale wiedzą że ten kolaps będzie miał inne negatywne skutki dla innych gospodarek przez ekspozycje ich banków na grecki dług), po które łatwo się sięga zwłaszcza kiedy ktoś skwapliwie je daje 🙂 W jakim celu to już jak wspomniałem inna zupełnie historia, ale to w niczym nie usprawiedliwia marnotrawstwa i głupoty samych Greków. Jeśli ktoś uważa za uczciwe „pomaganie” tego typu gospodarkom, które żyją ponad stan wydając więcej jak są w stanie sami zapracować to ja nie mam pytań a proponuję wyciągnąć z własnego konta ile się da i wysłać to Grekom w ramach solidarności 🙂 z ich „biedą”.

Dlaczego grecki rząd i politycy zamiast obniżać wydatki publiczne zwiększali je nie mając na ten cel uczciwie zarobionych środków we własnym budżecie pozostaje oczywistym skutkiem populizmu partii socjalistycznych które zafundowały Grekom różnego rodzaju bzdurne przywileje pracownicze (wręcz legendarne w swoim absurdzie!) i dodatki do pensji windując w górę wydatki państwa nie mając na ten cel pokrycia w dochodach z własnej gospodarki. Chodzi tu głównie o wydatki pracownicze sektora publicznego który rozrósł się do niemal 1/3 całego rynku pracy w Grecji co oznacza że co trzeci Grek nie produkuje niczego i nie wzbogaca budżetu ale na nim żeruje, tj. na tych którzy stanowią pierwotne źródło dochodu państwa. To są oczywiste fakty (obok rzecz jasna innych wydatków podobnych skutkiem do naszych rodzimych „programów rozwojowych” – będących inwestycyjnymi piramidami) których efektem był coraz większy deficyt sektora finansów publicznych.

Ten sam schemat marnotrawstwa (głównie na kredyt) został powielony również w Irlandii, Portugalii, Hiszpanii czy Włoszech (które są następne w kolejce do spektakularnego bankructwa) czyli pozostałych krajów z niesławnej grupy „świnek” (PIIGS). Mówienie o wypracowaniu w ostatnim czasie przez Grecję jakiejś „nadwyżki budżetowej” kiedy kraj jest zadłużony po uszy i co miesiąc żebrze u obcych o pieniądze na bieżące wydatki (nawet po kolosalnych cięciach emerytur – które mimo owych cięć dalej wyglądają o niebo lepiej jak w kilku innych krajach UE) jest nie tyle bredzeniem a zwykłym zakłamywaniem rzeczywistości – Grecja nie ma wystarczająco dużo własnych pieniędzy by pokryć wszystkie swoje wydatki… Długi z powietrza się nie wzięły 🙂

Odpowiedź na pytanie dlaczego Grecja jest po raz kolejny „zmuszana” do sięgnięcia po pomoc jest oczywista (już od co najmniej 2010r.) – chodzi rzecz jasna o to żeby Grecja spłacała swoich wierzycieli którzy sfinansowali pożyczki dla tego kraju, poprzez załadowanie się w jego śmieciowe obligacje (chodzi tu głównie o banki niemieckie, ale też innych krajów UE), bo kiedy największe banki w Europie przestaną być spłacane to dopiero zacznie się dym i już nie tylko Grecja ale cały projekt eurozony i UE stanie się niestabilny, co z kolei pociągnie za sobą kłopoty w gospodarkach które w Europie mają swój rynek zbytu. Grecja to problem globalny (dlatego sprawą zajął się MFW – ekspozytura gospodarki USA na świat) tylko nikt nie chce się do tego przyznać. Więc czy Grecja chce czy nie to „musi” być ratowana przynajmniej do momentu aż banksterka wymyśli jakiś inny myk by szatańskie koło długu kręciło się dalej (i tu jestem bardzo ciekaw co takiego wymyśli) bez większej szkody dla tych którzy na tym interesie zarabiają najwięcej, by mogli żerować bez końca na NIESTETY głupocie ludzkiej. Bo to ona jest przyczyną całej tej „tragedii” – jak świat światem nikt bowiem nikogo nie zmusza do tego by żył i konsumował ponad stan i wydawał pieniądze których nie ma – a od tego się właśnie wszystko zaczęło.

„Od roku 2010 znaczna większość greckich długów zmieniła właściciela – przeszła bowiem z instytucji i banków komercyjnych i prywatnych do instytucji i banków publicznych. Całkowite zadłużenie Grecji wynosiło w maju br. aż ponad 323 miliardy euro (ok. 176 proc. PKB tego kraju). Z tego jedynie ok. 80 mld euro pochodziło z finansowych rynków. Znaczna większość tej sumy (ok. 63 mld euro) to tzw. papiery wartościowe wyemitowane w samej Grecji. Właścicielami tej części greckiego długu są więc sami Grecy, ich fundusze inwestycyjne i banki.

Największa część całego greckiego długu to tzw. programy ratunkowe UE i MFW, w ramach których w latach 2010-2014 trafiło do Grecji w sumie aż ok. 240 mld euro. Tych pożyczek udzielały państwa strefy euro (prawie 53 mld euro), Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) oraz MFW. Prawie 31 mld euro greckiego długu należy jeszcze do MFW. Niemcy przekazały Atenom ponad 15 mld euro, Francja ok. 11 mld euro a Włochy ok. 10 mld euro. O przyszłych spłatach tych pożyczek Grecy mogą rozmawiać z każdym z tych państw oddzielnie, ponieważ opierają się one na umowach dwustronnych.

Najwięcej pożyczył Grecji EFSF – aż 141 mld euro. Największe udziały w tym funduszu mają Niemcy (29 proc.), Francja (21 proc.) i Włochy (19 proc.). Są to kredyty długoletnie. Ich okres spłaty przypada na lata 2041-2053. Według wyliczeń brytyjskiego Open Europe, aż ok. 60 proc. całego długu Grecji należy do państw waluty euro, niecałe 10 proc. do MFW, ponad 6 proc. do Europejskiego Banku Centralnego (jednak ten udział wzrósł znacznie wiosną br. w związku z ciągłym zasilaniem greckich banków przez EBC), 3 proc. do banków greckich, a już tylko nieco ponad 1 proc. do banków zagranicznych (a jeszcze w roku 2010 posiadały one w sumie blisko 2/3 całego długu Grecji!)…” (całość tu: Ile na bankructwie Grecji straciliby Niemcy? Struktura długów rozrzutnych południowców)

Pozostaje pytanie. Skoro Grecy chcą naprawdę zrzucić jarzmo międzynarodowej finansjery, to czemu ciągle negocjują z MFW jakieś „warunki” a nie zrobią tego co zrobiła Islandia czy chociażby Węgry (które są na dobrej drodze do niezależności od zagranicznych „inwestorów”) 😉 Ile jeszcze razy ten kraj ma zamiar „nabierać się” na pomoc i wierzyć w kredyt bez pokrycia w realnej sile własnej gospodarki. Ile jeszcze razy ta patologia musi zbankrutować żeby ludzie przestali żyć na koszt innych?

Dług publiczny jako proc. PKB w UE (2012)„Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom.” (F. Bastiat)

Jak ktoś nie potrafił przewidzieć skutków leczenia alkoholika dostarczaniem mu jeszcze większej ilości wódy to już jego problem ale nie nasz. Interesuje mnie tylko czy inni (i w jakim stopniu) pojmują czym jest życie ponad stan i na kredyt. Reszta to NATURALNY i POTRZEBNY rezultat marnotrawstwa – bankructwo. Jeśli choć 1 na 10 to pojmie to warto o tym mówić (do znudzenia).

Jak najbardziej zgadzam się z diagnozą (sam o tym od dawna doskonale wiem) Ziemkiewicza że „oni” boją się nie kryzysu a efektu domina pt. „wychodzimy”, i tego że Grecja może sobie poza strefą EURo w końcu poradzić (po pierwszym szoku który musi nastąpić – finanse publiczne przestaną istnieć) a Grecy nauczą się w końcu żyć NORMALNIE, tj. na swój koszt a nie na kroplówce na którą cała reszta eurozony (i nie tylko bo i kraje spoza strefy finansowały po części programy pomocowe) płaci i „pożycza” kosztem własnych obywateli nie pytając ich nawet o zdanie. Solidarność z lamerami żeby dalej mogli dostawać rozbuchany socjal to czyste złodziejstwo. Czas ponieść konsekwencje swojej nieodpowiedzialności. Jestem jednak przekonany że eurokołchoźnicy będą szukać pretekstu żeby Grecję zatrzymać za wszelką cenę w tym chorym systemie. (Odys)

„…Za czasów Juliusza Cezara, na podstawie lex Clodia, wprowadzone zostało rozdawnictwo zboża, co pochłaniało około 20 procent wydatków państwowych, a ponadto skłaniało ludność wiejską do przeprowadzki do miast, gdzie mogłaby żyć na koszt państwa, a ściślej – na koszt prowincji, które musiały te wszystkie dobrodziejstwa sfinansować. Doprowadzało to do niewyobrażalnego zdzierstwa prowincji, bo dodatkowo magistraci rzymscy, którzy musieli sfinansować igrzyska i inne imprezy podczas swego urzędowania, ubiegali się potem o stanowiska namiestników prowincji, by odkuć się finansowo. Próby ograniczenia skali frumentacji nie przyniosły rezultatów, bo cesarze mieli wprawdzie władzę, ale byli też zakładnikami ludu rzymskiego, od którego nastrojów zależała nie tylko łatwość rządzenia, ale często i sama władza, toteż frumentacje stały się w Rzymie zjawiskiem trwałym, rodzajem naturalnych praw człowieka.

Od tamtych czasów nic się nie zmieniło i prawo do życia na cudzy koszt, zostało uznane za jedno z podstawowych praw człowieka, pod nazwą „prawa do godnego życia”. Może tylko zyskało bardziej skomplikowane i patetyczne uzasadnienie, bo w czasach starożytnych wiadomo było, że frumentacje, to forma przekupstwa i na przykład Senat pokonał Gajusza Grakcha jego własną bronią, podstawiając mu jako rywala demagoga w osobie Marka Liwiusza Druzusa. Druzus po prosu Grakcha przelicytowywał i kiedy ten na przykład proponował przydziały ziemi obciążonej nieznacznymi podatkami, to Druzus oferował ją za darmo. W rezultacie lud się od Grakcha odwrócił, jego kandydatura na trybuna przepadła, a w dwa lata później zginął na skutek wszczętych przeciw niemu rozruchów. Coś podobnego widzimy i teraz, kiedy przed wyborami nadszedł czas rozdawnictwa i ugrupowania parlamentarne prześcigają się w hojności by zyskać poparcie obywateli, którzy potem, kiedy etap rozdawnictwa zostanie zastąpiony przez etap rabowania, zostaną pozbawieni wszystkich korzyści i to z nawiązką. Dopiero na tym tle możemy lepiej zrozumieć spostrzeżenie Franciszka ks. de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemie drugiego potopu, że przekonał się o bezskuteczności pierwszego…

…Obecnie nakazem chwili jest odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego. Bez tego nic się nie uda. W tym celu wystarczyłoby przywrócić moc obowiązującą ustawy o działalności gospodarczej z brzmieniu z 1 stycznia 1989 roku i uchylić wszystkie akty prawne, sprzeczne z tamtą regulacją. Konsekwencją uchylenia aktów prawnych sprzecznych z ustawą o działalności gospodarczej, byłaby konieczność zlikwidowania znacznej liczby urzędów i instytucji, których racją istnienia jest blokowanie narodowego potencjału gospodarczego i produkowanie uzasadnień tego procederu. Dlatego też obawiam się, że odblokowanie narodowego potencjału gospodarczego nie nastąpi, bo ścisłe kierownictwo zwycięskiej partii nie odważy się działać na szkodę własnego zaplecza politycznego, którego jest przecież zakładnikiem…” (Stanisław Michalkiewicz)

całość tu: Frumentacje Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    3 lipca 2015

na koniec jeszcze jeden fragment (uważam że całkiem obiektywnego) komentarza Rafała Ziemkiewicza:

„… wszelkie rozmowy o greckiej winie, o rozrzutności i lenistwie mieszkańców tego kraju oraz populizmie jego rządów trzeba zaczynać od tego, że praprzyczyną problemu jest ideologiczny upór, aby siłami dyrektyw, dekretów i zarządzeń poskromić naturę, bo paru euromędrków wymyśliło argument, że jak się politycznie narzuci zróżnicowanym gospodarkom jedną wspólną walutę, to zmusi je ona do przyśpieszonej unifikacji. Klasyczne postawienie wozu przed koniem.

Nie ma sensu wdawać się teraz w rozsądzanie wywołanych kryzysem kłótni. Może mi Państwo wierzyć lub nie, ale obie strony mają rację. Niemieckie banki powiadają – przecież pożyczyliśmy wam pieniądze, nasze, dobre pieniądze, musicie je oddać! Grecy na to – już wam, lichwiarze, spłaciliśmy odsetek trzy razy tyle, ile pożyczyliśmy, i ciągle jesteśmy w długach! Oczywiście, banki mogą na to powiedzieć, że odsetki były w umowie, i widziały gały co brały – ale ci, co brali, brali przecież wiedząc, że niebawem ich kadencja się skończy, a potem to się będą martwić inni. Ale „korupcja, nepotyzm i polityczny klientyzm”, który jako przyczynę katastrofy greckiego państwa gromi dziś Zachód, rozwinąć się mógł właśnie dzięki temu, że grandziarze mieli nieograniczony, polityczny kredyt w Brukseli i Berlinie. Bankierzy też rozumują, jak politycy, w kategoriach swojej kadencji i własnego zysku z „opcji menadżerskiej”,  zależnego od tego, jak bardzo uda im się w tym czasie podbić kurs akcji. Nie wiedzieli, że Grecja padnie? Wiedzieli, że padnie kiedyś, a do tego czasu wyciągnie się z niej odsetek aż miło – więc naciskali jak mogli europolityków, żeby ci jak mogli popierali rządzących tą europrowincją grandziarzy, by przypadkiem ich jakiś patriotyczni i odpowiedzialni politycy nie odsunęli od władzy. Trudno nie dodać – dokładnie tak samo, jak to było z Polską i Tuskiem, Węgrami i Gyurcsanym i paroma innymi peryferyjnymi krajami Unii oraz ich „proeuropejskimi” przywódcami.

Niemieccy podatnicy mówią: nie będziemy finansować greckiego socjalu! Mają rację? Mają. Grecy na to: nie finansujecie naszego socjalu, tylko swoje banki! Też mają rację, pod hasłem „pomoc dla Grecji” kryje się pomoc w spłacaniu odsetek, a nie stawianiu greckiej gospodarki na nogi. Prawdą jest, że greckie rządy oszukiwały kredytodawców, fałszując statystyki i prognozy rozwoju, i prawdą jest, że dokładnie to samo robiły rządy państw-liderów strefy euro i europejski bank centralny, i banki komercyjne. Wszyscy się nawzajem oszukiwali, wszyscy doskonale wiedzieli, że są oszukiwani, ale mimo że wiedzieli, dawali się oszukiwać, bo chcieli wierzyć, no, może nie że wspólnie tworzona nierzeczywistość jest wieczna, ale że jeszcze jakiś przyzwoity czas wytrzyma.

Niestety, jako się rzekło – okazało się nagle…”

Czytaj więcej na fakty.interia.pl

polecam również: POPIS w natarciu! czyli…”Krynica mądrości” Tusk i „karny podatek” Kaczyński i to: Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy a także: Równi i równiejsi: KE łagodnie wobec (nie)dyscypliny budżetowej Belgii, Włoch i Francji, ale na Polskę nakłada karę. Socjalizm po polsku: Polskie firmy w szponach legislacyjnej burzy. Komu i dlaczego przeszkadzają stare auta? i jeszcze: „Za PISu było lepiej” czyli… komentarz do grafiki „niewygodne statystyki” oraz: Pod przykrywką wygłupu Sikorskiego fala rabunku przetoczyła się przez sejm: uwolnienie kominówek, rząd kładzie łapę na depozytach, centralna baza „haków” skarbówki, zamiast śmieciowych umów o pracę będzie śmieciowa emerytura. Do diabła z taką opozycją! Dratewka potrzebny od zaraz.

Grecja, eurokołchoz, dług, Syzyf

Rząd planuje zamknięcie 4-5 kopalń kosztem do 2 mld zł. Tomasz Cukiernik: Prywatyzować a nie likwidować!


Rząd planuje zamknięcie 4-5 kopalń kosztem do 2 mld zł. Tomasz Cukiernik: Prywatyzować a nie likwidować!

Warszawa, 05.01.2015 (ISBnews) – Rząd przygotowuje program restrukturyzacji górnictwa celem uratowania branży, która w pierwszych trzech kwartałach 2014 r. miała ponad 0,5 mld zł straty. Cztery-pięć kopalń ma zostać zlikwidowanych, a produkcja w nich wygaszona, wynika z informacji „Dziennika Gazety Prawnej”. Podobna liczba zakładów ma zostać przekazana do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK) w celu przekształcenia w rentowne zakłady.

W całej branży działa obecnie około 30 kopalń, z czego 14 w Kompanii Węglowej, największej firmie z branży, która ma też największe problemy. Związana z programem redukcja zatrudnienia w branży ma wynieść od 4 do 5 tys. osób. Obecnie pracuje 100 tys. górników.

„By zmniejszyć koszty społeczne programu, rząd szykuje osłony socjalne. Podobnie jak w przypadku największej restrukturyzacji, którą branża przeszła za rządów Jerzego Buzka, ma zostać uruchomiony system dobrowolnych odejść. Zakłada on wielomiesięczne odprawy dla górników, którzy zrezygnują z pracy. W czasach Buzka maksymalna wysokość odpraw mogła sięgać nawet 24 pensji” – czytamy w „DGP”.

Według dziennika, koszt programu w żadnym z wariantów nie przekracza 2 mld zł (w optymistycznym wariancie może to być kilkaset milionów). Poniesie go prawdopodobnie budżet, gdyż Kompania Węglowa nie ma pieniędzy.

(ISBnews)

komentarz Tomasza Cukiernika:

„…Jeszcze w 1990 roku w Polsce wydobywano 148 mln ton węgla kamiennego, w 2013 roku było to już tylko 76 mln ton. Wydobycie i sprzedaż węgla z państwowych kopalni cały czas spada, a do każdej tony węgla aktualnie podatnicy dokładają prawie 33 zł.

─ Polskie górnictwo musi być konkurencyjne i nowoczesne, bo inaczej za parę lat w ogóle go nie będzie – uważa Wojciech Kowalczyk, pełnomocnik rządu do spraw restrukturyzacji górnictwa. Ameryki nie odkrył, jednak nawet nie zająknął się, że jedynym rozwiązaniem i to bezbolesnym dla podatnika jest całkowita prywatyzacja branży, choćby za symboliczną złotówkę.

Daria Kulczycka, dyrektor departamentu Energii i Zmian Klimatu w Konfederacji Lewiatan, uważa, że zamykanie kopalń to jedyne wyjście z sytuacji, gdyż inne działania będą niekorzystne dla polskiego budżetu. Oczywiście myli się, bo znacznie lepszym rozwiązaniem jest oddanie kopalni w ręce prywatne. To też nie obciąża podatników.

Kolejne państwowe restrukturyzacje państwowych spółek węglowych nic nie dały i ta też nie pomoże. Okazuje się, że mimo niskich cen węgla obecne w Polsce prywatne kopalnie, jak „Bogdanka” czy będące w rękach zagranicznych inwestorów (np. kopalnia „Silesia”, której właścicielami jest czeska firm prywatna) jakoś dają sobie radę i nie trzeba do nich dopłacać.

Czy lepsze jest zamknięcie kopalni, czy oddanie prywatnemu inwestorowi za złotówkę? Jeśli prywatny właściciel w warunkach rynkowego działania dojdzie do wniosku, że dalsze funkcjonowanie kopalni jest nierentowne, to wtedy będzie można ją zamknąć. A urzędnicy nie dają na to szans. Czy oni wiedzą lepiej od rynku, że wydobycie jest nieopłacalne?

Głównym problemem jest państwowa własność kopalni i wtrącanie się państwa do branży. Polskiemu górnictwu potrzebne jest nie zamykanie kopalni, tylko prywatyzacja, deregulacja, skończenie z unijną polityką klimatyczną, zmniejszenie obciążeń podatkowych, likwidacja przywilejów związkowych i otwarcie nowych złóż.

źródło: nczas.com

Gomułka: Rząd nie zdał egzaminu Zabrakło działań w sektorze węglowo-energetycznym – mówi Stanisław Gomułka, ekonomista.

podobne: Polskie górnictwo węglowe to skansen i elektrownie go nie uratują. Podatek od srebra i miedzi dobija przemysł wydobywczy. Biurokracja największym wrogiem polskiej gospodarki. NIK o marnotrawstwie w Polskim Holdingu Obronnym. oraz: „List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm. i to: Przywileje emerytalne rolników i górników oraz delegacje prokuratorów kosztują, więc rząd przyjął założenia do noweli ustawy o VAT. a także: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa. polecam również: Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”. i to: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: Słabe wyniki górnictwa – Zarząd KW wstrzyma wydobycie.

250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Koszt zaniechania prywatyzacji. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm i żerowiska bezpieki.


1. Piechociński o likwidacja kopalni z budżetuKoszty zaniechania prywatyzacji TOMASZ CUKIERNIK

01.10.2014 (IAR) – To dopuszczalna pomoc publiczna. Tak o środkach z budżetu państwa, które maja być przeznaczone na likwidację kopalni Kazimierz -Juliusz i innych zobowiązań spółki, mówi wicepremier- minister gospodarki Janusz Piechociński z PSL.

Dziś komisja nadzwyczajna do spraw energetyki i surowców energetycznych przyjęła poprawkę do ustawy o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw, która umożliwi finansowanie zamknięcia tej kopalni z dotacji budżetowej. Chodzi w sumie o 280 milionów złotych. Członkowie komisji mieli wątpliwości, czy zmiana ta nie jest pomocą publiczną, na którą zgodę musi wyrazić Komisja Europejska.

Janusz Piechociński w rozmowie z IAR przypomniał, że Komisja Europejska w przeszłości dawała już zgodę na pomoc publiczną w podobnych sytuacjach. „Naszym zdaniem to dopuszczalna pomoc publiczna, dlatego że obok samego elementu eksploatacji jest kwestia szkód, rozliczeń z samorządami, ponownego zagospodarowania przestrzeni. To i tak zostaje na garnuszku państwa” – powiedział wicepremier Piechociński. Dodał, że koszty likwidacji kopalni i tak obciążyłyby państwo polskie, bo jest ona częścią państwowego Katowickiego Holdingu Węglowego.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Danuta Zaczek/dabr

podobne: PG Silesia vs. Kompania Węglowa czyli efektywność i wydajność vs. szaleństwo. NIK skontroluje funkcjonowanie górnictwa. oraz: Misie na miarę naszych czasów. Pomoc publiczna dla PLL LOT. Pendolino nie mieści się na torach

„W 2013 roku Kompania Węglowa zanotowała stratę na poziomie ponad 675 mln zł, mimo zysku brutto ze sprzedaży na poziomie niemal 1,2 mld zł. Dodać należy, że w latach 2003-2011 Kompania Węglowa otrzymała w ramach pomocy publicznej dotacje w wysokości łącznie ponad 6,3 mld zł. Kluczem do odpowiedzi na pytanie o przyczyny wyniku finansowego spółki za rok 2013, okazuje się być rubryka „Koszty ogólnego zarządu” – pisze w raporcie Warsaw Enterprise Insiture.

Głównym problemem jest rozrost tkanki zarządczo-związkowej, generujący rokrocznie potężne koszty, przewyższające zyski ze sprzedaży produktu. Świadczą o tym wyniki finansowe kopalń sprywatyzowanych. Dla przykładu, w 2013 roku Bogdanka S.A. osiągnęła zysk netto w wysokości ponad 224 mln zł. Dodatkowym zagadnieniem, związanym z kosztem prowadzenia działalności przez Kompanię Węglową jest nadzwyczajna mnogość związków zawodowych działających wewnątrz spółki. Ilość organizacji związkowych w Kompanii Węglowej S.A. wynosi 161, natomiast poziom uzwiązkowienia to 101,86%.

Głównym wnioskiem wysnutym z raportu jest stwierdzenie, że liczne błędy oraz niedoskonałości przekształceń własnościowych przedsiębiorstw państwowych niosą za sobą dwa najistotniejsze rezultaty, które w kombinacji składają się na, często patologiczną, sytuację spółek Skarbu Państwa. Pierwszym z tych rezultatów jest ugruntowanie i zabetonowanie w polskim życiu gospodarczym instytucji skomercjalizowanych przedsiębiorstw państwowych, która to sytuacja, w założeniu, stanowić miała stan pośredni pomiędzy przedsiębiorstwem będącym własnością państwową a przedsiębiorstwem sprywatyzowanym. Zgodnie jednak z obawami proces prywatyzacji wielu przedsiębiorstw państwowych zatrzymał się na etapie ich komercjalizacji i w większości przypadków nie zapowiada się na to, aby w najbliższym czasie zaszła w tym zakresie jakakolwiek zmiana. Drugim rezultatem jest ustanowienie, już na samym początku procesu prywatyzacji, niebywale niskich standardów w zarządzaniu mieniem państwowym, których skutkiem jest traktowanie przedsiębiorstw państwowych (a następnie spółek Skarbu Państwa) jako obfitego źródła majątku, który można z powodzeniem drenować do kieszeni prywatnych.

Według Warsaw Enterprise Institute za uzasadnione można uznać stwierdzenie, wedle którego niedokończony i w dużej mierze wadliwie przeprowadzony proces prywatyzacyjny doprowadził do utrwalenia w polskiej rzeczywistości gospodarczej nierentownych państwowych spółek wspomaganych publicznymi pieniędzmi, pochodzącymi oczywiście z podatków. Oznacza to, że wszyscy Polacy ponoszą koszty związane z nieodpowiedzialnymi, a w wielu przypadkach wręcz patologicznymi praktykami, które, jak się zdaje, stanowią regułę w wielu spółkach Skarbu Państwa. Przykład Kompanii Węglowej doskonale ilustruje mechanizm działania tych molochów – ogromne koszty zarządu i pracownicze czynią ich działalność skrajnie nieopłacalną, nawet pomimo ogromnych dotacji z budżetu.

Nie sposób jest z całą stanowczością oceniać architektów przekształceń własnościowych w Polsce, łatwo bowiem, szafując mocnymi słowami, popaść w ahistoryzm ocen. Nie można jednak nie zauważyć, że istniały alternatywne ścieżki przeprowadzenia tego procesu, a nawet w ramach metod wykorzystanych faktycznie można było uniknąć wielu błędów. Dzisiaj wszyscy podatnicy muszą ponosić koszty zaniechań w tej dziedzinie – podsumowuje WEI.

Źródło: Warsaw Enterprise Institute

polecam również: Tani węgiel solą w oku lobby górniczego. POwszechna zgoda na komunizację (certyfikaty jakości, koncesje) branży i dopłacanie do interesu za pieniądze podatników. oraz: Opieka socjalna niszczy branżę węglową. Część kopalń trzeba będzie zamknąć. Tomasz Cukiernik: „Czarny kłopot”.

Drogi Przyjacielu

Już minęło cztery lata jak opisywałem Tobie moją historię „Uradowanego Górnika” na blogu DwaGrosze, dziękując za tak wspaniałe fanty które mi wówczas zafundowałeś, takie  jak chociażby ten 5 letni urlop górniczy ze wszystkimi przywilejami…No cóż, przy moim hulaszczym trybie życia zabrakło by mi znów pieniędzy lecz oto Twoja obecna partia całkiem niedawno temu znowu wpadała na wspaniały pomysł chyba głównie po to aby mnie nadal wesprzeć. Dziękuję Ci Jurku B z PO, że tak o mnie dbacie! Zafundowali mi jako byłemu pracownikowi cały pakiet akcji JSW.  Emisja po 136 zł za sztukę a ponieważ mój urlop górniczy który mi onegdaj przyznałeś zaliczał się do stażu pracy górniczej to ja też dostałem pełny limit,  nie tak jak ci ze spółek córek JSW. Jak już się orientujesz, u mnie się nic długo nie trzyma więc sprzedałem ten pakiet dość szybko „konikom” z pod kopalni gdyż oni naprawdę wierzyli, że w Polsce można się obłowić nie będąc prezesem. Dziś akcja kosztuje tylko 30 zł za sztukę. Ja ha, ha na tej sprzedaży wydębiłem dużo więcej czyli troszkę kasy (jakieś drobne 36000 zł ).

Rozumiesz teraz dlaczego w tym roku rząd polski dopisał do krajowego PKB dochody z szarej strefy! Rozumiesz także dlaczego pozostałym wydłużono wiek emerytalny. Ktoś przecież musi na mnie zasuwać. Koledzy górnicy z kompani węglowej już strajkują. Nie podoba się im ruski tani węgiel choć chińskie badziewia kupują w sklepach sami. Przy okazji chcą otrzymać mieszkania zakładowe na własność. Już im je obiecano!

Dziwne to jest jak łatwo u nas można dostać kasę. Wystarczy trzy, cztery dni posiedzieć pod ziemią i tym co spłacali za Balcerowicza super wysokie kredyty mieszkaniowe na mieszkania spółdzielcze (oprocentowane 91r -styczeń 50% ; luty 40%) można wytrzeć (czytaj „napluć”) w twarz za ich naiwność. A powinni też zjechać na dół i trzy lub cztery doby tam pospać. Nie musieli by przez to przecież takich kredytów spłacać,  bo po co. Rząd RP jest hojny szczególnie jeżeli chce się przypodobać aby jeszcze troszkę porządzić przed wyborami. Wiem, wiem, Ty też się znowu załapałeś na nową kadencję do UE. I znów takaaaaaa kasa.

Tak naprawdę Jurku B. mamy coś wspólnego. Obaj mamy pieruńskie szczęście żyjąc na konto frajerów którzy nam na to pozwalają. Podobnie jak ci co w tym kraju inkasują zarąbiste odprawy po zejściu ze stolca na piedestałach my tez nie będziemy musieli się już nigdy przemęczać!Dziękuje Ci Jurku ponownie!

Uradowany Górnik

który nigdy nie głosował na Ciebie bo nie jest frajerem.

źródło: dwagrosze.com

rys. Żukow

rys. Żukow

…Ktoś powie „no dobrze, ale przecież prawo na to pozwala więc nie jest to nielegalne a górnicy mają słuszne prawo bronić swoich miejsc pracy”. Tyle że to nie jest żadne wytłumaczenie ani argument dla usankcjonowania jawnego marnotrawstwa i okradania ludzi którzy na to łożą i nawet jak coś „jest w prawie” to bywa skurwysyństwem (pardon my frencz, ale inaczej nazwać tej patologii nie można)… Oprócz tego jak powinno funkcjonować państwo równie ważne (o ile nie najważniejsze!) jest właśnie postawa obywatelska, która w wykonaniu „górników” (głównie ze ZZ) jest patologią o wiele gorszą, bo to właśnie ten rodzaj „obywateli” urządził nam to „państwo prawa” poprzez wybór do organów ustawodawczych Polski ludzi takich samych jak oni – roszczeniowców, janosików pierwszych do dzielenia cudzego dla siebie. Taka jest bowiem właściwa chronologia patologii.

…tymczasem inni płacą na tę „ludzką twarz” rządu przez nos kosztem własnej rentowności. Oczywiście do momentu aż dołączą do tych co zostali już przez „opiekuńczą” władzuchnę do cna wyczyszczeni, więc znikają z rynku nie mogąc liczyć na to, że ich protest w obronie miejsc pracy zostanie uznany przez „umiłowanych przywódców” za „ważny interes społeczny” w ramach walki o „sprawiedliwość społeczną”… Chociaż jestem przekonany że takiemu KGHMowi raczej włos z głowy nie spadnie, bo zbyt wielu polityków ze wszystkich zainteresowanych stron obsadziło w tej spółce swoje rodziny i znajomych…. (Odys)

2. KGHM apeluje do rządu o niższe podatki od wydobycia Euler Hermes: Liczba upadłości wzrosła r/r do 71 we wrześniu.

02.10.2014 (IAR) – KGHM apeluje do polskiego rządu o niższe podatki od wydobycia. Wczoraj w Chile koncern uroczyście uruchomił kopalnie miedzi zbudowaną razem z japońskim inwestorem za 4 miliardy dolarów. Koszty wydobycia surowca w Ameryce Południowej są niższe nawet o 40 procent niż w Polsce.

Prezes Herberth Wirth w wywiadzie udzielonym Informacyjnej Agencji Radiowej apelował do ministra finansów o zmianę zasady naliczania niedawno wprowadzonego dodatkowego podatku od kopalin. „Jest to podatek, który blokuje nowe inwestycje w kraju i ekstremalnie negatywnie wpływa na finanse koncernu. Dzisiaj w Polsce jeden z naszych ważnych oddziałów jest trwale nierentowny i to daje pod rozwagę.” – przekonywał Herberth Wirth.

Tą deficytową kopalnią jest zakład górniczy w Lubinie. KGHM 2 lata temu dodatkowego podatku od kopalin zapłacił ponad 1,5 miliarda złotych. W tym roku danina może wynieść już 2 miliardy.

IAR/ Tomasz Majka, Chile/pbp

podobne: Produkcja miedzi w Europie spada – rośnie w Chinach. „Polska Miedź” potrzebuje 2,5 miliarda złotych kredytu.  oraz: (Nie)odPOwiedzialnośc POlityków która nic ich nie kosztuje.

rys. Żukow

rys. Żukow

Warszawa, 02.10.2014 (ISBnews) – Liczba upadłości firm zarejestrowanych we wrześniu br. wyniosła 71 wobec 66 we wrześniu ub. roku, wynika z danych Euler Hermes Collections na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego.

„Większa jest nie tylko liczba upadłości, ale także ich efekt ekonomiczny. Opublikowane we wrześniu orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie ok. 1,2 mld zł, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 2,5 tys. osób (obydwie te wartości są znacznie wyższe niż w poprzednim miesiącu)” – czytamy w komunikacie.

Na przestrzeni dziewięciu miesięcy tego roku sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 630 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 713 opublikowanych upadłości. Wrzesień był drugim w tym roku miesiącem (obok maja), gdy liczba upadłości była wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, podkreśla Euler Hermes.

Liczba upadłości opublikowanych we wrześniu jest wyższa niż przed rokiem z powodu liczniejszych upadłości firm produkcyjnych oraz handlowych, tłumaczy firma.

„Wśród największych upadłości dominują dystrybutorzy hurtowi (m.in. dwie firmy spośród trzech największych pod względem obrotów bankrutów). (…) Upadłości firm produkcyjnych dzielą się po połowie na producentów artykułów konsumpcyjnych (żywność i meble) oraz inwestycyjnych (artykuły budowlane, wyroby maszynowe oraz części motoryzacyjne)” – czytam dalej.

Euler Hermes zwrócił też uwagę na problemy sektora spożywczego – w ostatnim miesiącu upadło łącznie 11 firm (4 producentów i 7 hurtowników).

(ISBnews)

źródło: stooq.pl

To dopiero nie lada wyczyn polityków! Zwiększyć bezrobocie w kraju, w którym powstaje prawie najwięcej miejsc pracy!!! 

+ Cyferki mogą się zmieniać ale to nie znaczy jeszcze, że lepiej zarabiamy. Cyferki mogą rosnąć – a siła nabywcza zarobków spadać. Co oczywiście oznacza, że biedniejemy – mimo, że pensje rosną. I jest to najbardziej popularna sztuczka księgowa polityków, żeby dalej bezkarnie doić społeczeństwo, mamiąc iluzją rosnącej średniej krajowej...” (Podziemna TV: Robią nas w konia: Bilans 7 lat rządów PO i PSL)

podobne: Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne. oraz: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę? i to: Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc!

3. Jak do tego doszło? Całkiem „legalnie” i choć w konspiracji przed to jednak przy wydatnym udziale „demokratycznego” społeczeństwa.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Konstytucja III Rzeczypospolitej była tworzona przez tak zwaną „bandę czworga”, w skład której wchodziły ugrupowania zdecydowanie lewicowe, jak Unia Pracy, dowodzona przez „prawdziwego socjalistę” Ryszarda Bugaja, farbowane na czerwono lisy z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, skupiającego dawnych PRL-owskich nomenklaturowców, Polskie Stronnictwo Ludowe, którego działacze serca mają, jak się należy, po lewej stronie, no i Unia Wolności – wówczas dowodzona przez Leszka Balcerowicza, wprawdzie uchodzącego za „liberała”, ale otoczonego przez socjaldemokratów w rodzaju Jacka Kuronia i Bronisława Geremka. Taki skład redakcji sprawił, że konstytucja z 1997 roku przypomina wielbłąda, który jak wiadomo, jest koniem zaprojektowanym przez komisję. Znakomicie ilustruje to art. 2 konstytucji głoszący, iż „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” Zawarcie aż tylu sprzeczności w jednym zdaniu to duża sztuka, ale czegóż to się nie robi dla Polski? Według tego artykułu Rzeczpospolita Polska jest państwem demokratycznym, to znaczy takim, w którym kwestie sporne rozstrzyga się przez przyznanie racji arytmetycznej większości oraz takim, w którym rekrutacja aparatu władzy następuje w wyniku powszechnego głosowania. Państwo w którym kwestie sporne rozstrzygane są przez każdorazowe przyznawanie racji arytmetycznej większości, nie może być „państwem prawnym” – bo w państwie prawnym respektowane są zasady prawa wywodzące się z prawa naturalnego – bez względu na to, co na ten temat mniema arytmetyczna większość. A tu jeszcze dochodzi nieszczęsna „sprawiedliwość społeczna”, której „zasady” Rzeczpospolita Polska ma „urzeczywistniać”. Opatrzenie rzeczownika „sprawiedliwość” przymiotnikiem „społeczna” oznacza, że mamy do czynienia z jakimś szczególnym rodzajem sprawiedliwości, różniącym się istotnie od sprawiedliwości zwyczajnej. Sprawiedliwość zwyczajną zdefiniował przed blisko dwoma tysiącami lat rzymski prawnik Ulpian Domicjusz. Twierdził on, że „iustitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi” – co się wykłada, że sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu, co mu się należy, co dodatkowo potwierdził w trzech, jako że „omne trinum perfectum”, czyli wszystko co potrójne, jest doskonałe – „zasadach prawa”: honeste vivere, alterum non laedere, suum cuique tribuere (uczciwie żyć, drugiego nie krzywdzić, każdemu należne oddawać). Gdyby zatem sprawiedliwość społeczna była sposobem postępowania zalecanym przez Ulpiana Domicjusza, byłaby po prostu zwyczajną sprawiedliwością i nie byłoby konieczności opatrywania jej zagadkowym przymiotnikiem „społeczna”. Tak jednak nie jest, więc sprawiedliwość społeczna musi różnić się czymś istotnym od sprawiedliwości zwyczajnej – na przykład, żeby nikomu niczego nie oddawać, a jeśli już koniecznie trzeba – to oddawać nie to, co „należne”, ale, dajmy na to, tylko to, co nam zbywa. Krótko mówiąc, przymiotnik „społeczna” sprawia, iż mamy do czynienia z jakimś rodzajem niesprawiedliwości, a skoro tak, to utrzymywanie, jakoby III Rzeczpospolita była „państwem prawnym” jest absolutnie nieuprawnione….” (Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność)

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

…owocem tego „prawa” są właśnie różnego rodzaju żerowiska zwane „spółkami skarbu państwa”, „agencjami”, i innymi organami „pożytku publicznego” (spółki celowe, komunalne) tworzone przez organa władzy dla rzekomego dbania o „interes publiczny” (bądź „społeczny”). W tych tworach siedzi cała masa dobrodziejów, marnotrawiąc to co na funkcjonowanie tego żerowiska zabierane jest obywatelom w ramach podatków, tudzież ze wspólnego (nie mylić z wolnym) rynku na zasadzie monopolu państwa w danej branży (jak np. energetyka, paliwa i cała reszta przedsiębiorstw państwowych, których pokaźną listę można znaleźć na stronie Ministerstwa Skarbu Państwa). Istnienie tego rodzaju UPRZYWILEJOWANYCH „podmiotów gospodarczych” zaburza najważniejszą dla konsumentów zasadę konkurencji, obniża efektywność zarządzania takimi firmami co z kolei przyczynia się do ich niskiej albo wręcz zerowej rentowności, przez co państwo musi do nich dopłacać by w ogóle istniały (kopalnie, LOT, kolej państwowa) obciążając ich istnieniem podatników i tę część rynku która działa poprawnie (jak wspomniany KGHM, który jest zmuszony płacić dodatkowe podatki). Jednocześnie zdrowa część sektora (zwłaszcza prywatnego) nie może liczyć na nikogo innego jak na siebie i w naturalny sposób plajtuje kiedy przestaje przynosić dochód wykrwawiając się na rzecz podmiotów państwowych, które nie obowiązuje rentowność a w razie kłopotów finansowych mogą liczyć na wsparcie państwa (za pieniądze podatników)… (Odys)

…kolejna kwestia to wspomniane Związki Zawodowe…

„…Ustawa z 23 maja 1991 roku o związkach zawodowych na szczęście nie jest powszechnie czytana, bo gdyby była, to mogłoby to ściągnąć na nasz nieszczęśliwy kraj straszliwe paroksyzmy. Oto do utworzenia związku wystarczy 10 osób przy czym można należeć do więcej ni z jednego związku zawodowego, podobnie w przedsiębiorstwie może działać więcej niż jeden związek. Ponieważ osoby funkcyjne maja prawo do płatnych zwolnień od pracy na działalność związkową, można wyobrazić sobie sytuację, że w firmie zatrudniającej 1000 pracowników działa, dajmy na to, 100 związków zawodowych, a każdy jest funkcyjnym – jak nie w jednym, to w drugim związku. W ten sposób można rozłożyć każdą firmę, zwłaszcza konkurencyjną wobec kontrolowanych przez bezpiekę, która przy pomocy swoich konfidentów może założyć tam tyle związków, ile tylko dusza zapragnie. Żeby temu zapobiec, wystarczy tę ustawę uchylić i wprowadzić zasadę, że związki zawodowe maja status stowarzyszeń zwykłych. Ten pomysł był wysuwany jeszcze w początkach lat 90-tych, podobnie jak pomysł, by konstytucyjną normą zakazać uchwalania budżetu z deficytem – ale podobnie, jak niezależna prokuratura w tak zwanej „wolnej Polsce” nie ośmieliła się podważyć decyzji Biura Politycznego KC PZPR w sprawie afery „Żelazo”, tak samo poważni politycy nie ośmielili się podważyć rozwiązań zaaplikowanych naszemu nieszczęśliwemu krajowi przez bezpiekę…” (Kaźmierczak: Terror związków zawodowych. Wszyscy się boją! – Najwyższy Czas! oraz: Grzegorz Braun: „Sierpniowa lekcja” czyli… Polak przed szkodą i po szkodzie socjalistą.)

 …jak to się stało że banda gnuśnych obskurantów bezkarnie i w „majestacie prawa” okupuje i rabuje ponad 30 milionowy naród? Otóż… 

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

„…Przyczyną tego stanu rzeczy jest – jak sądzę, fakt, iż III Rzeczpospolita to inna, elegancka nazwa okupacji Polski przez bezpieczniackie watahy, które rabunkowo eksploatują nie tylko zasoby kraju, ale coraz śmielej i coraz bezczelniej rabują również obywateli. Oczywiście nie bezpośrednio, tylko z zachowaniem pozorów legalności, czyli w tak zwanym „majestacie prawa”.

Stworzeniu takich pozorów służą Umiłowani Przywódcy, z których bezpieczniacy tworzą demokratyczną fasadę, tych wszystkich prezydentów, premierów, ministrów, senatorów, posłów i tak dalej. Ci, w zamian za umożliwienie dojenia Rzeczypospolitej, czyli w zamian za dopuszczenie do rabunku obywateli, wysługują się bezpieczniackim watahom mniej więcej w podobny sposób, pięknie się różniąc jedynie emploi, to znaczy – pozorami moralnego uzasadnienia swojej obecności w szajce zwanej III Rzeczpospolitą. Jedni tłumaczą swoją obecność w bandzie pragnieniem „modernizacji” naszego nieszczęśliwego kraju, a inni – płomienną obroną interesu narodowego. Ale znacznie bliższe prawdy są inwektywy, jakimi wzajemnie się obrzucają. Na przykład Platforma Obywatelska nazywana jest „obozem zdrady i zaprzaństwa”, podczas gdy ona z kolei określa antagonistyczne „Prawo i Sprawiedliwość” mianem „oszołomów”…

…zarówno premier, jak i ministrowie, są tylko posiadaczami zewnętrznych znamion władzy w postaci gabinetów, sekretarek i limuzyn, ale to tylko taka atrapa, rodzaj dekoracji, za zasłoną której nasz nieszczęśliwy kraj okupują bezpieczniackie watahy, wysługujące się państwom poważnym. Te – jak potwierdził to w całej rozciągłości raport NIK – nie są kontrolowane przez żaden konstytucyjny organ, więc robią co chcą…”

punkt ciężkości władzy w naszym nieszczęśliwym kraju znajduje się poza konstytucyjnymi organami państwa, którego funkcjonariusze skaczą z gałęzi na gałąź przed bezpieczniackimi watahami, które wysunęły ich do konstytucyjnych godności w charakterze „zderzaków”, o których wspominał jeszcze gadatliwy Kukuniek…

… wydatki na bezpiekę ujawnione w ustawie budżetowej, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo część niewidoczna ukryta jest właśnie w rożnych deficytach wspomnianych spółek. Ponieważ liczba bezpieczniackich watah w ciągu ostatnich 20 lat się zwielokrotniła, podobnie jak agentura i apetyty, to w rezultacie takiego dojenia państwa, polski węgiel, podobnie jak inne produkty, musi być drogi…” (Stanisław Michalkiewicz – Polska bezpieka pasożytuje na spółkach skarbu państwa

…W ten sposób współczesne państwo opiekuńcze, a zwłaszcza – tworząca aparat państwowy pasożytnicza klasa próżniacza, staje się coraz większym problemem dla narodowej gospodarki, rodzajem złośliwego nowotworu, który wysysa z gospodarki wszystkie siły żywotne, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Pół biedy, gdy tylko wysysa, chociaż i to musi doprowadzić do dramatycznych konsekwencji. Gorzej, gdy pasożytnicza klasa próżniacza, która w gruncie rzeczy nie potrafi nic innego, jak tylko wyszukiwać sobie synekury, a więc dobrze płatne posady bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, uzurpuje sobie prawo zarządzania narodową gospodarką. Prowadzi to do sytuacji głęboko patologicznej, gdy kto inny podejmuje decyzje, a kto inny ponosi ich ekonomiczne konsekwencje. Skutki nie dają na siebie długo czekać; konieczność korumpowania obywateli ochłapami bogactwa uprzednio im zrabowanego, by w ten sposób zyskiwać popularność i wygrywać kolejne wybory powoduje, że nie tylko zwiększają się rozmiary rabunku obywatelskich dochodów, ale również – dług publiczny, obciążający następne pokolenia…

Dlatego też prawdziwa reforma współczesnych państw powinna zmierzać w kierunku przywrócenia obywatelom władzy nad bogactwem, jakie swoja praca wytwarzają i z jakiej zostali podstępnie wyzuci przez Umiłowanych Przywódców. Trudno oczekiwać, że właśnie oni to zrobią, skoro z tego rabunku przecież żyją, więc obawiam się, że obywatele będą musieli wydrzeć im tę władzę własnymi rękami.” (Stanisław Michalkiewicz: Państwo jako nowotwór złośliwy)

podobne: Państwowe synonimem marnotrawstwa, korupcji i niesprawiedliwości. PKP leży ale 500 tys. odprawy się należy. CBA o zmowie cenowej w MSZ. NIK: nieprawidłowości w stadninach koni oraz przy wywłaszczaniu pod autostrady. Michalkiewicz: Czy konstytucja RP chroni własność. i to: Państwo w połączeniu z biznesem: marnotrawstwo, kumoterstwo, rabunek i korupcja na koszt podatników a Polacy podobno nie lubią nepotyzmu. a także: Paweł Rybacki: Moralna i praktyczna wyższość gospodarki wolnorynkowej nad centralnie planowaną lub interwencjonistyczną.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Fed zmniejsza skup aktywów. Kolejne bankructwo Argentyny. System bankowy w Europie powoli się rozpada więc wymyśla kolejne złodziejstwo (na własną zgubę?)


1. Fed zmniejsza skup aktywów do 25 mld USD miesięcznie z 35 mld USD.

31.07.2014 (ISBnews) – Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) postanowił wprowadzić ograniczenie tempa skupu aktywów począwszy od sierpnia – będzie skupował aktywa o łącznej wartości 25 mld USD miesięcznie wobec obecnych 35 mld USD, podał Fed po posiedzeniu.

„Komitet uważa, że gospodarka w sensie szerszym ma już wystarczającą siłę, aby wspierać trwającą poprawę warunków na rynku pracy. W świetle skumulowanego postępu w kierunku maksymalizacji zatrudnienia oraz w świetle poprawy warunków na rynku pracy od początku obecnego programu skupu aktywów, Komitet zdecydował się uczynić kolejny krok w zakresie ograniczania tempa skupu swoich aktywów” – czytamy w komunikacie.

Począwszy od sierpnia, Fed będzie skupował obligacje zabezpieczone hipotekami o wartości maksymalnej 10 mld USD miesięcznie zamiast dotychczasowych 15 mld USD oraz obligacje skarbowe o dłuższym okresie zapadalności w wysokości 15 mld USD miesięcznie zamiast 20 mld USD, podano dalej.

(ISBnews)

podobne: Independent Trader: Malutka Belgia ratuje obligacje USA oraz: Fed rozhuśtał gospodarkę, ale jej nie naprawił

2. Fiasko rozmów ws. spłaty argentyńskich długów.

31.07.2014 (IAR) – Fiaskiem zakończyły się prowadzone od dwóch dni w Nowym Jorku rozmowy w sprawie spłaty argentyńskiego zadłużenia. Oznacza to, że od godziny szóstej rano naszego czasu, kraj ten będzie uznawany za znajdujący się w stanie bankructwa.

O niepowodzeniu negocjacji poinformował minister gospodarki Argentyny Axel Kiciloff. Na konferencji prasowej powiedział, że wraca do kraju, gdyż tak zwane fundusze hedgingowe, domagające się miliarda trzystu milionów dolarów za posiadane przez siebie argentyńskie obligacje, odrzuciły propozycję restrukturyzacji długu.

Fundusze hedgingowe – zwane również potocznie „sępimi funduszami” specjalizują się w skupowaniu za względnie niewielkie kwoty, długów państw, które ogłaszają niewypłacalność. Takim krajem w 2001 była Argentyna. Teraz fundusze domagały się zwrotu całości długu, a nie jego jednej-trzeciej, na co zgodziło się ponad 90 procent argentyńskich wierzycieli w ramach programu restrukryzacji zadłużenia. Argentyński rząd twierdzi, że złamałby prawo, spłacając fundusze na innych warunkach, niż pozostalych.

Ogłoszenie przez Argentynę niewypłacalności – zdaniem ekonomistów – odetnie ten kraj od zagranicznych pożyczek, pogłębi recesję, a wysoka inflacja jeszcze wzrośnie.

iar/ft.com, rtrs, afp + wcześniejsze/kry

źródło: stooq.pl

…NML Capital, który jest częścią Elliott Capital Management, oraz Aurelius Capital Management, zaciągnęły Argentynę do amerykańskiego sądu, który zdecydował, że kraj musi spłacić posiadane przez nie obligacje o wartości 1,3 mld dolarów wraz z odsetkami. Jednocześnie sędzia Thomas Griesa uznał, że byłoby to nielegalne, gdyby Argentyna spłaciła odsetki tych wierzycieli, którzy w czasie kryzysu zgodzili się na ich redukcję, a nie spłaciła sępów. Argentyna może więc albo spłacić wszystkich, albo nikogo i ogłosić niewypłacalność. 30 lipca mija termin spłaty 539 mln dolarów odsetek wierzycielom, którzy zgodzili się na „haircut”. Według NML Capital i Aurelius Capital Management tego dnia mija również termin spłaty ich obligacji.

Prezydent Kirchner obawia się, że gdyby spłaciła sępy, ustawiłaby się kolejka wierzycieli, którzy domagaliby się pełnej spłaty zredukowanego wcześniej zadłużenia. Wtedy dług wzrósłby do 15 mld dolarów. Rząd swoją odmowę argumentuje tym, że sępy kupiły dług po bardzo niskiej cenie i utrudniały jego restrukturyzację.

Władze utrzymują, że nie są w stanie spłacić jednocześnie regularnych wierzycieli i sępów. W agresywnej kampanii medialnej Argentyna oskarżała amerykańskie sądy o stronniczość, a sępy o „nagabywanie” i „lichwę”.

Mleko się rozlało

Ponieważ apelacje nie przyniosły rezultatu, w ostatnich dniach Argentyna wysłała do Nowego Jorku negocjatorów, którzy mieli uratować sytuację. Jak informuje Reuters, we wtorek o 23:20 minister Kicillof opuścił budynek, w którym toczyły się rozmowy. Według mediatora Daniela Pollacka mimo szczerej wymiany poglądów kryzysu nie zażegnano. Jeśli sytuacja się nie zmieni, 30 lipca Argentyna stanie się technicznie niewypłacalna. – Wydaje się, że władze Argentyny doszły do wniosku, że ogłoszenie teraz niewypłacalności i późniejsza jej renegocjacja będzie tańszą opcją – uważa ekspert ds. Ameryki Łacińskiej Carlos Caicedo, którego cytuje CNBC.

Według źródeł bankowych i mediów, na które powołuje się Reuters, grupa prywatnych banków chce zaoferować 250 mln dolarów gwarancji, aby pokazać sędziemu Griesie dobrą wolę Argentyny i przekonać go do wstrzymania postanowienia. Domagają się tego również posiadacze argentyńskich obligacji. Wcześniej podobny wniosek rządu Argentyny sąd odrzucił. We wtorek szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde uspokajała, że kolejna niewypłacalność Argentyny nie powinna dotknąć innych państw, bowiem kraj ten jest w izolacji od światowego systemu finansowego.

Argentyńczycy wciąż pamiętają dramat niewypłacalności, którą ogłoszono w czasie kryzysu w 2001 roku. Był to skutek wielu lat złego zarządzania, a także powiązania waluty z kursem dolara. Rząd nie był wówczas w stanie spłacić obligacji o wartości 95 mld dolarów. Zamrożono konta wielu ludziom, wielu uciekło do innych państw, 60 proc. obywateli znalazło się poniżej granicy ubóstwa, a ponad jedna czwarta poniżej granicy skrajnego ubóstwa. Pracodawcy zatrudniali tylko za napiwki, pensji nie wypłacano także w sektorze publicznym. PKB Argentyny zmniejszył się wtedy o 20 proc. Teraz może nie być tak źle, gospodarka jest bowiem w lepszej kondycji niż na początku wieku. Poza tym Argentyńczycy są już na taką możliwość lepiej przygotowani. Są wręcz recydywistami, jeśli chodzi o niewypłacalność – w swojej historii ogłaszali ją już siedem razy.

Niezależnie od tego, jak potoczy się los Argentyny, mleko już się jednak rozlało. Decyzja amerykańskiego sądu jest bowiem precedensem, który podważa wieloletnią metodę ratowania państw rozwijających się poprzez redukcję ich zadłużenia. Jak zauważyła prezydent Brazylii, grupie kilku spekulantów udało się zagrozić stabilności całego kraju. A Argentyna nie będzie ostatnią ofiarą żarłocznych sępów.

Autor: Paweł Strawiński
Źródło: Onet

podobne: MFW: deficyty i długi krajów rozwiniętych. oraz: „Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli. i to: Prawdziwy sens konfliktów zbrojnych czyli… kto kontroluje dług ten kontroluje wszystko. a także: Czy grecka tragedia przyniesie opamiętanie reszcie eurosocjalizmu? Polska idzie śladami bankruta czyli Michalkiewicza o „frumentacjach” słów kilka.

…pazerność fundów nie może dziwić zwłaszcza że system na którym się opiera ma spore kłopoty i kiedy kraje jeden po drugim zaczną bankrutować to i one stracą rację bytu, bo to system naczyń połączonych…

3. System bankowy w Europie powoli się rozpada.

04.08.2014 (IAR) – Portugalscy podatnicy złożą się na ratowanie największego banku w kraju – Banco Espirito Santo (czyt.espiritu santo).Budżet i bank centralny przeznaczą 4,9 mld euro na plan restrukturyzacji i podziału instytucji. Władze interweniując wobec banku, chcą zapobiec ryzyku wybuchu kolejnego kryzysu. Upadek jednej instytucji mógłby pociągnąć za sobą kłopoty kolejnych, w tym potężnego imperium finansowego właścicieli banku – rodziny Espirito Santo.

Przez weekend trwały rozmowy przedstawicieli portugalskiego rządu z Brukselą w sprawie zgody na interwencję. Zgodnie z przyjętym planem bank podzielony zostanie na dwie części. W jednej zgromadzone zostaną „złe” aktywa w tym zagrożone niespłaceniem kredyty. Odpowiedzialność i straty związane z prowadzeniem tego biznesu wezmą na siebie dotychczasowi akcjonariusze banku.

Druga część stanie się podstawą do budowy nowego banku, który zresztą przyjmie nazwę Novo Banco. To on otrzyma blisko 5 mld euro dokapitalizowania, z czego 4,4 mld pójdzie prosto z budżetu państwa. Lizbona zapewnia, że to jedynie pożyczka, która w przyszłości zostanie spłacona, gdy instytucja stanie na nogi i zostanie sprzedana prywatnym inwestorom.

podobne: UE – Za kłopoty banków zapłacą ich udziałowcy i wierzyciele (oraz podatnicy i depozytariusze)

IAR/rtp.pt/łp

Międzynarodowy Fundusz Walutowy już dwa lata temu ostrzegał, iż odpisy z tytułu niespłacalnych długów w europejskim systemie bankowym sięgną 2 bln USD. Realne straty zapewne są większe lecz zasady księgowości stworzone w 2008 roku pozwalają bankom księgować aktywa wg ceny nominalnej nawet jeżeli ich cena rynkowa jest znacznie niższa. W ostatnich dwóch miesiącach problemy banków zakamuflowane przez ostatnie lata wydają się coraz bardziej uwidaczniać i to w miejscach, w których najmniej bym się tego spodziewał.

Bułgaria

Wszystko zaczęło się na początku czerwca w Bułgarii, gdzie czwarty największy bank KTB na skutek problemów z płynnością zawiesił działalność…

Portugalia

Problemy sektora bankowego także poważnie dotknęły Portugalię.  W grudniu zeszłego roku opublikowano raport mówiący, iż grupa finansowa Espirito Santo International jest nadmiernie zalewarowana i zbyt zależna od sprzedaży instrumentów dłużnych. Co więcej, aktywa banku są znacznie zawyżone w stosunku do realnej wartości…

Austria

Złych wiadomości nie koniec. Problemy dotknęły także austriacki Erste Bank , który ogłosił, że źle skalkulował straty z tytułu złych kredytów. Wg najnowszej prognozy straty są o 40% wyższe niż pierwotnie przewidywano i wynoszą 2,2 mld USD. Mimo strat kapitalizacja banku jest dobra lecz moim zdaniem, rewizja strat nie jest ostatnią.  

Problemy banków w Europie doskonale odwzorowuje zachowanie indeksu reprezentującego europejskie banki, który spadł o 11% od początku czerwca.

Powiązania sektora bankowego

Dzieje się tak gdyż problemy banków z jednego kraju natychmiast przekładają się na inne kraje. Obecnie mamy system bankowy wzajemnie powiązany jak nigdy dotąd. Inwestorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę lecz media za każdym razem powtarzają, że mamy do czynienia z odosobnionym przypadkiem.

W obecnym świecie nie ma czegoś takiego jak odosobniony przypadek. Zobrazuję to na poniższym przykładzie.

Portugalski bank emituje obligacje aby pozyskać kapitał. Aby uwiarygodnić się w oczach kupców obligacji ubezpiecza w banku z Francji. Obligacje w całości wykupuje instytucja finansowa z Niemiec.

Nagle bank Portugalski ogłasza, że nie jest w stanie wykupić owych obligacji. Depozytariusze natychmiast wycofują środki. Inne instytucje finansowe odmawiają finansowania. Bank nie mając wyjścia zawiesza działalność przechodząc na tzw. survival mode. Od tego momentu zablokowane zostają jakiekolwiek wypłaty depozytów a politycy razem z przedstawicielami banku centralnego zastanawiają się jak rozwiązać problem.

Posiadacze obligacji (firma z Niemiec) kieruje wniosek do banku z Francji o wykup obligacji gdyż instytucja ta je ubezpieczała. Bank z Francji odmawia gdyż bank z Portugalii formalnie nie upadł. Politycy z Niemiec, Francji oraz Portugalii zaczynają rozmowy jak rozwiązać kryzys.

W międzyczasie kłopoty ogłasza instytucja z Holandii, która poprzez kontrakty terminowe grała na wzrost ceny obligacji podczas gdy ich ceny dramatycznie spadły. Lewar 1:40 okazał się zabójczy zarówno dla instytucji jak i jej wierzycieli.

Nikt nie wie jaki będzie los czterech instytucji finansowych. Banku z Portugalii który ma problemy z wykupem obligacji. Banku z Francji, który ubezpieczył owe obligacje jak i banku z Niemiec, który nie wie czy i kiedy odzyska zainwestowane środki. Bank z Holandii także poprosił o ochronę przed wierzycielami.

Zaprezentowany przykład jest ekstremalnym uproszczeniem. W rzeczywistości powiazania między bankami są dużo bardziej skomplikowane. Problemy jednego banku zazwyczaj przekładają się na inne banki i mamy reakcję łańcuchową…

polecam lekturę całości tu: independenttrader.pl

podobne:  Independent Trader: “Hipotetyczne plany bankierów” czyli… wszystko przebiega zgodnie z planem

…na horyzoncie pojawiło się zatem narzędzie (testowane póki co w Hiszpanii) dla ratowania systemu który de facto tworzą sami obywatele swoimi pieniędzmi 🙂 (przez to że posiadają konta bankowe)…

4. Hiszpańskie konta bankowe na celowniku MFW

 rząd wprowadził opodatkowanie depozytów stawką 0,03%. Dochody z takiego podatku to raptem 350 mln Euro, co jest wielkością pomijalną. Można zatem domniemywać, że chodzi o precedens lub test mający na celu sprawdzenie jak w praktyce zadziała ściągalność podatku…

Jeżeli podatek zostanie pobrany raz, rząd będzie miał wypracowany model do opodatkowania depozytów znacznie wyższą stawką w przyszłości. MFW od dłuższego czasu wspomina o konieczności „jednorazowego” 10% podatku mającego na celu oddłużenie gospodarki. Zakładając jednak, że taki podatek nagle zasiliłby budżet kwotą około 130 mld Euro (1/10 wszystkich depozytów) to dług spadnie raptem o 13% w stosunku do PKB.

MFW jak i rząd Hiszpanii wydają się jednak nie dostrzegać najważniejszego faktu. W ciągu ostatnich 7 lat dług Hiszpanii wzrósł z 36% do 94%. Rok do roku rośnie o około 7%. Oznacza to, że aby dług utrzymał się na obecnym poziomie takie jednorazowe akcje należałoby powtarzać co najmniej co dwa lata.

Wydatki rządowe w relacji do PKB kształtują się obecnie na poziomie 45%. Oznacza to, że gospodarka jest tłumiona nadmiernym rządem. Optymalna wysokość budżetu kształtuje się pomiędzy 10-18%. Za każdym razem gdy rząd rozrasta się ponad maksymalny 18% próg mamy do czynienia z nadmierną liczbą regulacji, korupcji, wysokimi podatkami oraz marnotrawstwem środków publicznych. Władze Hiszpanii tego jednak nie dostrzegają….

Najważniejsze w całej sytuacji jednak będzie zburzenie zaufania do systemu. Zdecydowana większość Hiszpanów uważa, że problemy sektora bankowego wynikały z nadmiernych powiązań polityków z sektorem bankowym. Mało kto łączy je z niskimi stopami procentowymi oraz zbyt luźną polityką kredytową. Obecnie większość Hiszpanów uważa, że problemy sektora bankowego się skończyły. Media doskonale wywiązały się ze swojego zadania.

W każdym razie jeżeli za jakiś czas Hiszpanie obudzą się w sobotę rano i usłyszą, że wartość ich depozytów spadła o 10%, zburzone tym samym zostanie zaufanie do systemu bankowego. Kto przy zdrowych zmysłach będzie trzymał środki na koncie oprocentowanym poniżej 2% skoro w ciągu jednego weekendu można stracić równowartość 5 lat odsetek.

Nagłe wycofanie depozytów z banków przełoży się na spotęgowanie problemów całego sektora. Obecnie nieoficjalne dane mówią o 13% zagrożonych kredytów (kredyt przewyższający wartość zabezpieczenia). W przypadku braków płynności wiele banków zapewne desperacko wypowie część umów kredytowych aby w panice pozyskać jakiekolwiek środki.  Doprowadzi to do dalszego pogorszenia się sytuacji na rynku nieruchomości oraz nasili sentymenty antybankowe wśród społeczeństwa.

Aby ratować niewypłacalny system bankowy zostaną dwa wyjścia:

a) ratowanie banków poprzez Bail – in czyli przejęcie depozytów, a następnie ich zamiana na akcje zbankrutowanego banku. Zburzy to do końca zaufanie do systemu, co wymusi ograniczenia w dalszych wypłatach środków ulokowanych na kontach w całym systemie. (Przelew możesz zrobić na dowolne konto w Hiszpanii lecz tygodniowo nie możesz podjąć więcej z konta niż…. Euro)

b) zastrzyki gotówki z EBC na bezprecedensową skalę. Jeżeli jakimś cudem Niemcy nie zdołają zablokować zapędów Brukseli i dodruk nabierze tempa to kilka krajów o restrykcyjnej polityce monetarnej zapewne zdecyduje się na porzucenie strefy Euro w obecnej formie i utworzenie nowego bloku walutowego łączącego Niemcy, Austrię, Luxemburg, Finlandię i może Holandię.

Dobrego wyjścia nie będzie, a powiedzenie „bezpieczne jak w banku” nabierze humorystycznego znaczenia…

całość tu: independenttrader.pl

podobne: „Eurokołchoz” – Złodzieje tracą wiarygodnośc ale ciągle im mało! oraz: Co sie stało sie na Cyprze?… i co dalej?

…Niemcy niestety dołączyły do szaleńców (EMS zgodny z konstytucją. Niemcy będą ratować zadłużoną Europę!) a system jest zabezpieczany na każdy możliwy sposób – PE przyjął przepisy ws. wspólnego systemu likwidacji banków.

…jednym słowem ZŁODZIEJSTWO… Ale czy tak państwa, jak i nieodpowiedzialni obywatele nie upichcili sobie tego losu na własne życzenie? Bastiat miał absolutną rację pisząc:

Życie na kredyt, czyli zjadanie przyszłości, to metoda, którą się obecnie stosuje, żeby sprzeczności [dużo korzyści i żadnych podatków] ze sobą pogodzić. Próbuje się osiągnąć niewielkie korzyści bieżące, ryzykując wielkie straty w przyszłości. Taki sposób postępowania przybliża widmo bankructwa, które kładzie kres kredytom. 

…teraz wszystko w rękach nieubłaganego czasu… granat odbezpieczony

Granat, prawo Murphiego

Przedsiębiorcy walczą o skażony alkohol. Wiceminister popełnił przestępstwo?


10.07.2014 (IAR) – Z jednej strony sprowadzają towar z zagranicy, z drugiej nasyłają kontrole na polskie firmy. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców chce, by prokuratura zajęła się sprawą skażonego alkoholu. Jest on potrzebny zakładom chemicznym do produkcji między innymi płynów czyszczących, czy kosmetyków. Szef Związku Cezary Kaźmierczak oskarża ministerstwo finansów o to, że podległe mu służby celne rejestrują zagraniczny surowiec, a potem naliczają domiar podatkowy na polską produkcję, niszcząc w ten sposób rodzime firmy.

Po kontroli na wytwarzany w Polsce alkohol została naliczona akcyza, ponieważ był skażony niezgodnie z krajowymi normami. Dopuszczają one tylko dwie metody skażenia. Jedna, zdaniem ZPP, jest zbyt droga, druga powoduje małą przydatność produktu. Dlatego polskie firmy stosują alternatywne sposoby. Jednak wtedy naliczana jest już akcyza.

Co więcej, polskie służby nie interesują się, jakimi metodami jest skażony alkohol sprowadzany z zagranicy. W Unii Europejskiej dopuszcza się kilkanaście sposobów skażenia.

Domiar podatkowy sięga kilku lat wstecz. W efekcie firmy są doprowadzane do bankructwa. Przedsiębiorcy chcą, by sprawą zajęło się także Centralne Biuro Antykorupcyjne. Ministerstwo Finansów na razie nie ustosunkowało się do zarzutów.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/A. Pszoniak/magos            …źródło: stooq.pl

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców doniósł do Prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez Jacka Kapicę, szefa Służby Celnej i wiceministra finansów, w związku ze sprawą skażania alkoholu na cele przemysłowe.

Jak informuje ZPP, z niewiadomych powodów – bez jakiejkolwiek zmiany prawa – ministerstwo w sposób planowy i zorganizowany zaczęło niszczyć polskie firmy skażające alkohol, przy jednoczesnym przyzwoleniu na import skażonego alkoholu z zagranicy. Po upublicznieniu sprawy przez Związek, poprzez list do Marka Belki, prezesa NBP, minister zwolnił kilku dyrektorów izb celnych, którzy przodowali w tym procederze, co może potwierdzać tezę, iż mogło w tej sprawie dojść do działań o charakterze przestępczym.

18 marca 2013 roku ZPP skierował zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstw w Ministerstwie Finansów. Odpowiedź z Prokuratury Okręgowej w Warszawie przyszła szybko, 25 kwietnia 2013 roku prokurator Jarosław Szklarczyk stwierdził, że dokonywano przestępstw, ale wszystko przedawniło się.

źródło: nczas.com

podobne: Solidarni z mafią, czyli zaległym VATem w przedsiebiorcę oraz: „Dziennik GP” – Firmy uderzone VAT-em. Ożywienie w gospodarce dusi przedsiębiorczość? a także: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

rys. Żukow

rys. Żukow

Chora „służba zdrowia”. Radomskie szpitale toną w długach ale główny problem władzuchny to prof. Chazan. Komentarz Michalkiewicza i Ziemkiewicza. Prawdziwe oblicze „in vitro”.


1. Radomskie szpitale toną w długach.

09.07.2014 (IAR) – Radomskie szpitale toną w długach. Brakuje pieniędzy na pensje dla pracowników, zakup sprzętu i leków. Kredyty bankowe mają pomóc wybrnąć z kłopotów, ale pogarszają i tak już złą sytuację.

Radomski Szpital Specjalistyczny przez najbliższe dwa miesiące będzie wypłacał pracownikom pobory niższe o 10 procent. Jak mówi Anna Kwiecień, wiceprezydent miasta, finanse placówki są w tak złym stanie, że decyzja o wzięciu kredytu, wydaje się być jedyną rozsądną..

W przeciwnym razie komornicza egzekucja jest tylko kwestią czasu, bo szpital zalega z zapłatą za sprzęt i leki.

W podobnej sytuacji jest Mazowiecki szpital Specjalistyczny. Wystarcza na pensje, ZUS i podatki, ale dostawcy muszą czekać na pieniądze. Placówka wzięła pożyczkę na początku roku, ale odpowiedzialna za placówkę Luiza Staszewska przyznaje jednak, że pieniędzy nadal brakuje.

Zdaniem dyrekcji obu szpitali powodem kłopotów jest zła polityka finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia, który ustala nierealne limity przyjęć pacjentów i niekorzystnie wycenia procedury medyczne.

IAR/A.Orzeł/Radom/buch

podobne: Chora „służba zdrowia” leży, tymczasem prywatne lecznice są masowo kontrolowane.

2. Godek: Zostało zrealizowane zlecenie polityczne na profesora Chazana.

09.07.2014 (IAR) – Zostało zrealizowane zlecenie polityczne na profesora Bogdana Chazana – tak decyzję prezydent Warszawy o odwołaniu profesora ze stanowiska dyrektora szpitala św. Rodziny w Warszawie ocenia Kaja Godek z fundacji Pro – Prawo do życia. Jej zdaniem obecnie w szpitalu dyrektorem zostanie ktoś, kto nie będzie widział nic złego w tym, że zabija się dzieci”. Kaja Godek dodaje, że nie wiadomo, czy zostały złamane procedury, bo sprawa klauzuli sumienia jest w Trybunale Konstytucyjnym.

Zdaniem działaczki, nawet jeśli faktycznie stwierdzono pewne nieprawidłowości, to w ocenie profesora powinien liczyć się ogrom dobra, jakie zrobił przez 10 lat. „Społeczeństwo i warszawianki cenią szpital na Madalińskiego – pani Gronkiewicz-Waltz dziś zaczęła niszczenie tego szpitala” – podsumowała Godek.

Hanna Gronkiewicz-Waltz decyzję o odwołaniu profesora Chazana podjęła po kontroli w szpitalu św. Rodziny. Kontrola wykazała nieprawidłowości co – jak tłumaczyła w czasie konferencji prezydent stolicy – było powodem do rozwiązania umowy z dyrektorem placówki. Kontrola oceniła decyzję profesora w sprawie odmowy przeprowadzenia uzasadnionej aborcji w jego szpitalu, a także nieudzielenia informacji, gdzie kobieta taki zabieg może przeprowadzić.

Profesor powołał się na tak zwaną klauzulę sumienia, która daje mu prawo do odmówienia przeprowadzenia zabiegu, ale jednocześnie nakazuje wskazanie szpitala, do którego może się zgłosić. W rezultacie pacjentka urodziła dziecko z licznymi wadami.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Dorota Piotrowska/jj

…ładny mi szpital św. Rodziny w którym zabija się najmłodszych jej członków a ludziom którzy odmawiają zabijania odmawia się prawa do wykonywania zawodu lekarza. Profesor Chazan powoływał się na klauzulę sumienia (którego wolność gwarantuje Konstytucja), tłumaczył także całkiem słusznie, że wskazanie innego lekarza byłoby współudziałem w aborcji. Ale to jak widać zupełnie niezrozumiałe dla logików o „lewackim” podejściu do ludzkiego życia, jak i to że prof. Chazan oferował kobiecie pomoc po urodzeniu dziecka. W ich mniemaniu miał obowiązek sam zabić albo wskazać innego potencjalnego zabójcę.

podobne: Stanisław Michalkiewicz: „Łajdacy się obrazili”… ale prawda jest niepodzielna.

3. Kardynał Nycz broni i popiera prof. Chazana.

09.07.2014 (IAR) – Kardynał Kazimierz Nycz „głęboko zaniepokojony” zapowiedzią odwołania profesora Bogdana Chazana z funkcji dyrektora stołecznego szpitala św. Rodziny. Metropolita warszawski odniósł się do słów prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz, która ogłosiła, że raport w sprawie funkcjonowania placówki daje podstawy do odwołania prof. Chazana.

Jak pisze arcybiskup Nycz, „Profesor Chazan ma stracić stanowisko z tego powodu, że odwołał się do klauzuli sumienia, która potwierdza jedno z podstawowych praw człowieka – wolność sumienia”. Zdaniem kardynała, to groźny precedens, uderzający w prawa nie tylko katolików, ale i wszystkich ludzi. „Prawo stanowione nie może zmuszać lekarzy do działań wbrew ich sumieniu. Lekarz nie może ponosić konsekwencji z powodu odwołania się do klauzuli sumienia. Jeśli takie sytuacje zachodzą, należy udoskonalić prawo, a nie karać lekarza” – czytamy w oświadczeniu.

Metropolita warszawski wyraża pełne poparcie dla postawy prof. Bogdana Chazana. „Prowadzony przez niego szpital cieszy się dobrą opinią i wdzięcznością pacjentów, jest chwalony za dobre funkcjonowanie. Profesor stanął w obronie życia od samego poczęcia, ryzykując utratę stanowiska i inne, przykre dla siebie konsekwencje” – pisze kardynał Nycz. Wezwał też kompetentne władze do skorygowania zapisu o klauzuli sumienia w taki sposób, by nie kolidował on z prawem wolności religii.

IAR/archidiecezja.warszawa.pl/jj

podobne: Dokument bioetyczny Episkopatu: sprzeciw wobec in vitro, aborcji i eutanazji.

„…Profesor Bogdan Chazan, dyrektor Szpitala Św. Rodziny w Warszawie, który kierując się prawem i obowiązkiem sumienia, odmówił zabicia oraz współdziałania w zabiciu dziecka nienarodzonego, żyjącego w łonie matki, urasta do rangi symbolu – symbolu zmagania się ciemności cywilizacji śmierci z kulturą życia – mówił już w sobotę na rozpoczęcie pielgrzymki ks. bp Stanisław Napierała z Kalisza. Przypominał, że zmuszanie kogoś, zwłaszcza zaś lekarza, do łamania tego obowiązku, a w konsekwencji do zadawania gwałtu jego sumieniu i wykraczaniu przeciwko naturalnemu porządkowi, jest „działaniem w najwyższym stopniu nagannym i poważnym przestępstwem”. – Nie ci, którzy podpisali i podpisują Deklarację Wiary, zasługują na naganę, lecz ci, którzy przeciw nim w jakikolwiek sposób występują – przestrzegał ks. bp Napierała. A ks. abp Zimowski podkreślał, że sumienia nie można zawiesić na wieszaku wraz z ubraniem, wchodząc do pracy, do biura, do szpitala...” (Czas próby sumień)

„…postępek prof. Chazana wzbudził potężny klangor. W tym klangorze wybijają się dwa sprzeczne poglądy: pierwszy – że lekarz ma w podskokach wykonywać obowiązki nałożone nań przez obowiązujące w państwie prawo, a drugi – że prawo – prawem, ale ostatnią instancją jest sumienie.

Klangor ten jest elementem komunistycznej rewolucji, jaka w Europie prowadzona jest pod auspicjami Unii Europejskiej według strategii zaproponowanej przez Antoniego Gramsciego. Celem tej rewolucji jest wyhodowanie człowieka sowieckiego oraz zbudowanie mu totalitarnego państwa, bo w innym środowisku człowiek sowiecki czułby się źle. Człowiek sowiecki tym się różni od normalnego, że wyrzekł się wolnej woli, tzn. m.in. sumienia, na rzecz państwa. Co państwo mu każe, to jest dobre. Jak mu na przykład każe palić Żydami w piecach, to będzie palił, albo jak mu każe mordować wariatów lub inwalidów, to będzie ich mordował w poczuciu pierwotnej niewinności. Z kolei państwo totalitarne nie toleruje innej władzy poza własną – a więc np. władzy rodzicielskiej, a zwłaszcza – władzy sumienia. Z tego powodu pan prof. Chazan, który wraz z trzema tysiącami innych lekarzy podpisał „klauzulę sumienia”, to znaczy – deklarację, iż sumienie będzie dlań ostatnią instancją, wzbudza taki niepokój i taką wrogość w środowiskach komunistycznych rewolucjonistów, bo jeśli by taka postawa się upowszechniła, to rewolucja może się nie udać.

Socjalizm bohatersko walczy z problemami nie znanymi w innym ustroju – mawiał Stefan Kisielewski. Gdyby nie było państwowej służby zdrowia – której domagała się i którą wspiera również większość lekarzy – to na przykład szpital „Rzeź Niewiniątek” robiłby skrobanki taśmowo, podczas gdy szpital „Dzieciątka Jezus” by ich nie robił. Szkoda, że lekarze, zarówno stawiający dzisiaj na sumienie, jak i stawiający na obowiązujące prawo, na skutek zaczadzenia socjalistyczną propagandą wcześniej o tym nie pomyśleli. W rezultacie dzisiaj o tym, jak mają leczyć pacjentów, dyktują im biurwy z Narodowego Funduszu Zdrowia.”

Stanisław Michalkiewicz (źródło: wirtualnapolonia.com)

„…Nie chce mi się rozwodzić o pani wiceprzewodniczącej PO, przypominać jej wywiadów sprzed kilku lat, jak to wysoko ceni Ojca Świętego za jego kategoryczną postawę w obronie życia poczętego, jak to kandyduje by zanieść do Sejmu Ducha Świętego itp. Mam o tej pani wyrobione zdanie, nie jest zresztą jedyną hipokrytką w partii rządzącej – moim skromnym, sama przynależność do PO powinna skutkować ekskomuniką z automatu, ale nie mnie decydować. Dzisiaj o czym innym. O tym, jak was władza wodzi za nos i wpuszcza w religijną wojnę, żeby odwrócić uwagę od taśmowego i korupcyjnego bagna, w którym się pogrąża.

Nawet publicystka „Gazety Wyborczej” nie mogła odmówić profesorowi oczywistej racji. Wymóg, by skierował pacjentkę na aborcję, nawet jeśli istnieje taki przepis, sprzeczny jest z klauzulą sumienia i z konstytucją. Jest też nie do obrony przed sądem – bo nie ma żadnego systemu informacji, które placówki wykonują takie zabiegi, nie można więc tej wiedzy od nikogo wymagać i egzekwować. Od siebie dodam, że jest też niepotrzebny. Lekarzy, którzy argumenty praktyczne uważają za ważniejsze od sumienia, nie brak, i odkąd istnieje aborcyjny kompromis nikt nigdy nie miał problemu ze znalezieniem takowego, choćby w internecie. Tylko ta jedna pani udała się – zapewne przez kogoś skierowana – akurat do tego szpitala i tego profesora, o którym wszyscy w warszawskim medycznym światku wiedzą, że aborcji nie przeprowadza i nie pomaga w niej. I uparła się, że właśnie on ma to zrobić!...” Rafał Ziemkiewicz: Aby do jesieni

…słówko dopełnienia. Pora żeby Kościół odzyskał rezon i użył narzędzi jakimi został obdarowany przez samego Chrystusa… Z pewnością postawa proaborcyjna jest tematem do rozważenia ostrego potępienia z ambony i w oficjalnym tekście Z IMIENIA I NAZWISKA. Biskupi powinni się zdecydować czy taka osoba która szykanuje obrońcę życia jakim jest doktor Chazan i wprost karze go za zachowanie z duchem 5 przykazania, zasługuje na bycie w Kościele… Niech sobie Pani Gronkiewicz poszuka innego wyznania które życie ludzkie ma za nic – najlepiej jakiś bolszewicki odłam. Komu skrzydła…komu rogi, czyli… kto i po co udaje Katolika?

…i komentarz znaleziony w internecie dobrze moim zdaniem wyjaśniający w czyim interesie matka została nakręcona na zabicie własnego dziecka… pisze  ~zorro

Dlaczego naprawdę zaatakowano lekarza? – W sprawie ataku na prof. Bogdana Chazana wychodzi na wierzch coraz więcej faktów. Można przypuszczać, że cała sprawa ma drugie dno, nagonka na tego fachowca i jego pacyfikacja oznaczają coś więcej niż tylko odwet za podpisanie przez prof. Chazana słynnej Deklaracji Wiary katolickich lekarzy i odmówienie zabicia dziecka pacjentce Szpitala im. Świętej Rodziny. Dziecko, które media głównego nurtu próbują zdehumanizować i potraktować jak produkt medialny, jest wynikiem zapłodnienia metodą pozaustrojową, popularnie nazywaną in vitro. To pokazuje, jak pojawienie się tego małego pacjenta i człowieka na świecie rozwścieczyło i zagroziło bytowi lobby, które mogło, gdyby sprawa wyszła na jaw wcześniej, stracić dużą ilość pieniędzy. Kobiety, które zobaczyłyby „efekt produkcji” człowieka, mogłyby się zawahać, a co najmniej poważnie zastanowić, czy chcą podjąć to ryzyko. Dziecko miało zostać zabite, a sprawa zniknąć w czeluściach zapomnienia. Tymczasem jest. Żyje. Przy okazji całej sprawy wyszło na jaw, jak naprawdę wygląda „szlachetne” leczenie niepłodności przez kliniki in vitro i do czego doprowadził flagowy projekt rządu Donalda Tuska i ministra Arłukowicza. Dla nich te dzieci to tylko produkty, które jeśli się nie udadzą, można bezkarnie unicestwić, a każdego, kto się temu przeciwstawi, zniszczą. Przygnieceni rodzice nie mogą się nawet odwołać do wymiaru sprawiedliwości, są pozostawieni sami sobie ze swoim nieszczęściem. Dlatego prof. Chazan naraził się przemysłowi zagłady (. Jest zbyt ważną osobą, aby sprawa nie poruszyła opinii publicznej, dlatego przeprowadzono atak wyprzedzający, wykorzystując historię nieszczęśliwych ludzi, którzy szukali, zranieni swoim nieszczęściem sprawiedliwości. Media głównego nurtu działały na zlecenie, skupiając uwagę opinii publicznej na sprawie „konieczności aborcji” chorego dziecka i na „nieludzkim” Chazanie, ukrywając przy tym fakt, że dziecko przyszło na świat w konsekwencji zapłodnienia metodą in vitro. Dyktatura relatywizmu moralnego ukryła kwestię odpowiedzialności moralnej, zarówno rodziców za całe wydarzenie, rządu, jak i specjalistów kliniki, gdzie dokonano produkcji tego małego człowieka. Dziś natomiast na czołówkach gazet jest „zły” Chazan, a nie klinika in vitro. A wszystko w sposób podejrzany zbiega się z raportem rządowym na temat projektu dofinansowywania zapłodnienia in vitro z naszych podatków. Na zabiegi wydano 72,4 mln złotych, zaklasyfikowano 8,6 tys. par, uzyskano 2,5 tys. ciąż, z czego na świat przyszło tylko 214 dzieci!. Jest to wynik szokujący. Ponadto raport nie uwzględnia informacji, ile dzieci przyszło na świat chorych. Katastrofa zapłodnienia pozaustrojowego w tym kontekście nie mogła zostać upubliczniona. Sprawa Chazana mogła zdemaskować kolejną porażkę -genialnych projektów rządowych, a także zaszkodzić intratnemu biznesowi pasożytującemu na nieszczęściu niepłodnych rodziców. Im więcej osób dowie się dziś o tym zamachu, tym więcej potencjalnych rodziców uniknie tragedii, jaką przeżywają ci, którzy zdecydowali się na zabieg in vitro. Człowiek, który odkrył tę prawdę, stał się wrogiem publicznym numer jeden, w wyniku propagandy proaborcyjnych środowisk i klinik dokonujących zapłodnienia metodą in vitro. Należało go zatem zawczasu uciszyć i wyeliminować. Nie udało się. Dziś potrzeba wielkiej modlitwy za prof. Chazana, tego odważnego człowieka, który zagroził potężnemu lobby. Modlitwa potrzebna jest także za dziecko, za jego rodziców, potrzeba modlitwy za lekarzy, którzy mają dziś decydujący wpływ na to, czy chore dzieci się narodzą, czy zostaną zamordowane z zimną krwią.

…Trudno określić, jak często zdarzają się błędy w in vitro, ponieważ lekarze zrobią wszystko, aby nie wyszły one na jaw. Mogą też dużo zrobić, aby te, które zostaną ujawnione, zostały jak najszybciej wyciszone w ugodach (np. pod warunkiem nieujawniania nazwy kliniki lub nazwiska lekarza). Zawsze mogą mieć nadzieję, że ciąża zakończy się niepowodzeniem (poronieniem), a ich „pomyłka” nigdy nie ujrzy światła dziennego. Również aborcja skutecznie zaciera ślady. Pacjentkę można przecież przekonać do aborcji. Można sfałszować dokumentację, przekonując, że dziecko jest bardzo chore i „załatwić” aborcję eugeniczną.

Czy dlatego właśnie środowisku in vitro tak zależy, aby lekarze nie powoływali się na sumienie? Zależy na tym, aby każdy szpital musiał wykonać aborcję? (całość tu: Klinika in vitro pozwana. Milion odszkodowania NATALIA DUEHOLM)

polecam wykład Prof. dr hab. Andrzej Kochańskiego, genetyka i specjalisty genetyki klinicznej i laboratoryjnej o medycznych konsekwencjach zapłodnienia pozaustrojowego.

polecam również: Lekarze z KSLP chcą, by zakazano in vitro. oraz: in vitro eliminuje ludzkie istnienia

…Na koniec zasadnicze pytanie – czy ludzie płacą składki na zabijanie czy na leczenie? I czemu na to pierwsze są pieniądze a na drugie pieniędzy nie ma? Ministerstwo Zdrowia czy śmierci? Polecam również: Andrzej Talarek: „Zabić downa” czyli… Albo cywilizacja życia, albo cywilizacja śmierci.

…Odys

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

„Przykra sprawa”, ale nie ma odpowiedzialnych za „teoretyczne państwo”. Drugie dno „NBP gate” czyli, jak nie wiadomo o co chodzi….


1. Sienkiewicz o nieistniejącym państwie

16.06.2014 (IAR) – Prezes NBP i szef MSW – o słabości państwa i wielkim biznesie. W jednym z opublikowanych przez tygodnik „Wprost” fragmentów rozmowy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem pojawia się kwestia przetargu banku na produkcję monet groszowych.

Prezes Belka mówi, że bank chciał zrezygnować z monet. Ostatecznie, zamiar się nie udał.

„Tutaj Jacek (Rostowski) zachował się po prostu jak c… No i tam uległ jakimś tam tego i zaczął walkę” – mówi Belka. Przy okazji odkrywa stosunki panujące na styku biznesu i państwa.

„Żeśmy stwierdzili, dlaczego by nie urynkowić tego procesu, czyli zapytanie ofertowe żeśmy wysłali do trzech mennic, w tym polskiej” – mówi Marek Belka.

„Trzymajcie kciuki, aby ta była najtańsza” – mówi Sienkiewicz o firmie należącej do jednego z najbogatszych Polaków, Zbigniewa Jakubasa.

Marek Belka tłumaczy, że „tylko problem jest taki, że jak wygrają, no to będą bardzo drodzy, a jak przegrają, to będą bardzo tani”.

„A my nie chcemy, żeby oni przegrali, ale żeby byli bardzo tani. No i jesteśmy w związku z tym w d…” – mówi Belka. Według niego to określenie pasuje do negocjacji z biznesmenem, który „już uważa, żeśmy go okradli”.

Sienkiewicz radzi, żeby wpłynąć na biznesmena: „To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie”. Według Belki, biznesmen to rozumie, ale „on jest przyzwyczajony do tego, że jak ma partnera państwowego, to znaczy że ma c… przed sobą, a on sam gra twardych ludzi”.

„Jemu wszystko wolno, a państwowemu nic nie wolno” – tłumaczy Marek Belka.

Szef MSW wskazuje na problemy z działaniem państwa w takich sytuacjach. Według ministra spraw wewnętrznych, szwankuje współpraca między poszczególnymi instytucjami państwowymi.

„Moje pierwsze doświadczenie jest banalne. Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…” – tłumaczy Sienkiewicz.

Jednocześnie wskazuje, że pracuje w MSW nad współpracą między kilkoma instytucjami policyjnymi i skarbowymi.

„To będzie bardzo przyzwoite narzędzie także do naszych gier z takimi tłustymi misiami, którzy uważali, że są kompletnie bezkarni” – mówi Sienkiewicz.

Pełna rozmowa – dostępna w nowym wydaniu „Wprost”.

IAR/Wprost/łp/dj

2. Belka o Amber Gold

16.06.2014 (IAR) – W jednym z fragmentów rozmowy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem pojawia się sprawa piramidy finansowej. Minister Sienkiewicz komentuje sposób, w jaki z aferą korupcyjną poradził sobie rząd Hiszpanii. Belka zastanawia się, w jaki sposób podobna sytuacja wyglądałaby w Polsce.

„Chociaż była podobna. Tylko, jak to zawsze mówią, jaki kraj, taki terroryzm, więc jaki kraj, takie awantury. Młody Tusk się okazuje jest zatrudniony w firmie, k…, nie wiadomo jakiej” – mówi Belka w kontekście pracy syna premiera dla związane z Amber Gold upadłej już linii lotniczej OLT.

Marek Belka deklaruje, że kilka miesięcy przed upadkiem Amber Gold informował premiera o sprawie: „Zadzwoniłem do Donalda i powiedziałem mu, że sprawa Amber Gold jest dość poważna, że jest to piramida finansowa, ale poważniejsza ze względu na to, że oni są właścicielami tego szybko rozwijającego się OLT Express”.

Marek Belka dodaje, że w sprawie OLT chodziło o również o interes lokalnych lotnisk. Bartłomiej Sienkiewicz przyznaje w tym wątku, że prywatne linie są opłacane, by korzystać z peryferyjnych portów lotniczych.

„Dlatego my ich dotujemy pod stołem, żeby w ogóle był jakiś ruch lotniczy” – mówi minister.

IAR/Wprost/łp/dj

3. Sienkiewicz o BOR i PIR, Belka o BGŻ

16.06.2014 (IAR) – W jednym z opublikowanych przez tygodnik „Wprost” fragmentów rozmowy między Markiem Belką a Bartłomiejem Sienkiewiczem pojawia się kwestia Biura Ochrony Rządu i sztandarowej inwestycji rządu.

Prezes Belka mówi, że Polskie Inwestycje Rozwojowe mogłyby przejąć potencjalnie wystawiony na sprzedaż (lipiec 2013) przez zagranicznych inwestorów BGŻ. Wcześniej, prezes NBP podkreślał, że większość naszego rynku bankowego opanowana jest przez kapitał zagraniczny.

„Polska nie może pozwolić, żeby kawał polskiego państwa, bo BGŻ to nie jest tylko kawał systemu finansowego, to kawał państwa, żeby po prostu poszedł w ręce jakiegoś, znów nie wiadomo, inwestora” – mówi Belka.

Według prezesa NBP dla Polskich Inwestycji Rozwojowych byłby to osiągalny zakup. Sienkiewicz jednak rozwiewa nadzieje: „Polskie Inwestycje Rozwojowe są, niestety, jak to się górnolotnie nazywa i bardzo eufemistycznie… Ich po prostu nie ma”.

„To ch.., d.. i kamieni kupa” – rymuje Sienkiewicz.

Panowie rozmawiają też o Biurze Ochrony Rządu. Sienkiewicz tłumaczy, że to instytucja niereformowana od lat, a pracujący w niej ludzie są pod parasolem ochronnym najważniejszych osób w państwie. Jednocześnie jednoznacznie wskazuje, że BOR jest nie do ruszenia w związku z wiedzą, jaką posiadają jego funkcjonariusze: „Nie bardzo mogę sobie pozwolić na głębokie reformy w służbie, od której dyskrecji zależy wiele, he, he, istotnych decyzji w tym kraju na kwartał przed wyborami, bo to jest samobójstwo, he, he”.

Więcej – w tygodniku „Wprost”.  IAR/”Wprost”/łp/dj

4. Maliszewski: to jest mała afera, do wygaszeniaTusk nie ugasił pożaru

16.06.2014 (IAR) – To jest raczej mała afera, do wygaszenia. W ten sposób sprawę podsłuchów, na kilka godzin przed konferencją prasową premiera, komentuje politolog Norbert Maliszewski.

Ekspert spodziewa się, że premier Tusk spróbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od tematu nagranych rozmów. Skupi się raczej na kwestiach bezpieczeństwa państwa. Na pewno też negatywnie wypowie się o uczestnikach nagrań ujawnionych przez tygodnik „Wprost”, być może Bartłomiej Sienkiewicz zostanie odsunięty z funkcji ministra spraw wewnętrznych Norbert Maliszewski powiedział, że ze względu na to, iż nie wiemy, kto jest autorem tych nagrań, trudno wskazać osobę czy instytucję, która na ich ujawnieniu zyskała. Z pewnością o pewnym triumfie może tu mówić opozycja. Jednak z pewnością nie ma ona nic wspólnego z ujawnieniem treści rozmów, bo jej bardziej odpowiadałby termin przed wyborami.

Premier do tej pory nie skomentował sprawy. W sobotę zapewnił jedynie, że sprawy nie lekceważy. Na Twitterze napisał, że „sprawa jest przykra” i zapowiedział, że dzisiaj o 15:00 odniesie się publicznie do sprawy na konferencji prasowej.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/dyd

16.06.2014 (IAR) – …Zdaniem eksperta nadal mamy dość spore pole do spekulacji. Nie wiadomo kto nagrywał, czy i kto pojawi się w nowych taśmach. Chociaż premier starał się bagatelizować sprawę, Polacy nie będą się czuli bardziej bezpiecznie.

Norberta Maliszewskiego trochę zdziwiło to, że minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz nie poniósł odpowiedzialności politycznej za to co mówił. Premier nawet wyznaczył go do wyjaśnienia okoliczności powstania tych nagrań i znalezienia odpowiedzialne za to osoby. Zdaniem Maliszewskiego Sienkiewicz powinien być w jakiś sposób odsunięty od tej sprawy, szczególnie że w kancelarii premiera jest zaufany człowiek Tuska – Jacek Cichocki – jako były szef MSW znający się na sprawie.

Nie dziwi natomiast zupełne odsunięcie Sławomira Nowaka. Zdaniem politologa polityczny czyściec byłego ministra transportu z pewnością wydłużył się teraz o kolejne kilka lat.

Zdaniem Norberta Maliszewskiego posunięcia Donalda Tuska pozwolą mu zareagować w przyszłości, kiedy być może pojawią się kolejne nagrania z podsłuchów. W razie czego minister Sienkiewicz i tak może stracić stanowisko i stać się kozłem ofiarnym. Jeżeli natomiast nic więcej się nie wydarzy, to będziemy mieć do czynienia z rozwadnianiem sytuacji.

W najbliższym czasie największym beneficjentem obecnego zawirowania politycznego będzie opozycja. Szczególnie, że zdaniem politologa będziemy mieć tutaj do czynienia z serialem, który będzie mieć wiele odcinków. I to jest właśnie wina Donalda Tuska, który dzisiaj nie zakończył fabuły.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Kamil Szwarbuła/pbp

5. Eksperci zaskoczeni brakiem dymisji ministra Sienkiewicza

16.06.2014 (IAR) – Eksperci są zaskoczeni brakiem dymisji Bartłomieja Sienkiewicza. Po ujawnieniu afery taśmowej premier nie odwołał ministra spraw wewnętrznych. Skrytykował język ujawnionych rozmów i polityków, którzy w rządzie już nie są. Oszczędny był natomiast w ocenie szefa Narodowego Banku Centralnego, choć podkreślił, że w jego rozmowie z Bartłomiejem Sienkiewiczem nie widzi nic niezgodnego z prawem.

Socjolog, profesor Henryk Domański podczas debaty w radiowej Jedynce, wyraził zdziwienie decyzją premiera, ponieważ spodziewał się, że Donald Tusk będzie się liczył z opinią publiczną, która oczekiwała tej dymisji.

Z kolei socjolog, profesor Radosław Markowski uważa, że najważniejszą kwestią, która obciąża ministra Sienkiewicza w tej sprawie jest pytanie: kto nagrał rozmowy polityków i jak do tego mogło dojść. Właśnie zdaniem naukowca minister Sienkiewicz powinien stracić stanowisko nie za to o czym rozmawiał z prezesa NBP lecz za to, że jako minister spraw wewnętrznych dopuścił do powstania tych nagrań.

Natomiast politolog, doktor Rafał Chwedoruk uważa, że premier wręcz bał się odwołać Bartłomieja Sienkiewicza. Zdaniem eksperta minister Sienkiewicz ma bardzo mocna pozycję i nie da się go w łatwy sposób „wystawić za drzwi”. To uważa politolog pociągnęłoby za sobą poważne zmiany w rządzącej ekipie, a na „to premier Tusk jest za słaby”.

Ponadto, zdaniem doktora Chwedoruka, taśmy ujawniły wiele słabych elementów naszego państwa, a także pokazały, że politycy i urzędnicy czują się dość bezkarnie.

Choć afera taśmowa jest głośno komentowana i budzi duże społeczne emocje to profesor Henryk Domański uważa, że ta sprawa nie zaszkodzi Platformie Obywatelskiej. Zdaniem naukowca po pierwsze ponieważ takie afery w Polsce spowszedniały, po drugie zbyt mało przekonująca jest opozycja. Zdaniem profesora, mimo tej afery elektorat PO nie zmieni preferencji i nie zagłosuje na PiS.

Zdaniem profesora Markowskiego, skutki afery podsłuchowej będą rozłożone w czasie, a sytuację mogłaby poprawić rzetelna rozmowa polityków wszystkich partii, którzy wspólnie zgodzą się, że „coś z podsłuchami trzeba zrobić bo one nie służą niczemu dobremu”.

Tygodnik „Wprost” o aferze podsłuchowej napisał w sobotę na stronie internetowej. Redakcja stopniowo publikowała też nagrania rozmów między szefem NBP a ministrem spraw wewnętrznych, oraz między byłym ministrem transportu Sławomirem Nowakiem a byłym wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. W tej ostatniej Nowak próbował przekonać Parafianowicza, by wykorzystał swoje wpływy i zablokował kontrolę skarbową majątku jego żony. Parafianowicz zgodził się na to i zapowiedział interwencję.

PR1/ Informacyjna Agencja Radiowa IAR Witold Banach/pbp

6. Kamiński: Belka i Sienkiewicz – Trybunał Stanu, Nowak – prokuratura

16.06.2014 (IAR) – Marek Belka i Bartłomiej Sienkiewicz mogą stanąć przed Trybunałem Stanu. Tak treść nagrań ujawnionych przez „Wprost” ocenia były szef CBA Mariusz Kamiński. Wiceprezes PiS-u był gościem radiowej Jedynki.

Według Kamińskiego, z nagrań upublicznionych przez „Wprost” wynika, że minister spraw wewnętrznych oraz prezes NBP omawiali sposób obejścia zapisów w konstytucji. Prawo polskie zabrania finansowania deficytu budżetowego ze środków NBP, a panowie rozmawiali o tym w jaki sposób Bank Centralny może wykupić obligacje państwowe, czyli de facto zmniejszyć dług publiczny.

Mariusz Kamiński przypomniał, że w rozmowie wielokrotnie padło stwierdzenie o konieczności takich działań, które pozwolą Platformie Obywatelskiej wygrać kolejne wybory. Były szef CBA nie ma też wątpliwości, że Bartłomiej Sienkiewicz występuje w tej rozmowie jako emisariusz Donalda Tuska i w jego imieniu prowadzi negocjacje z Markiem Belką.

Mariusz Kamiński odniósł się też do nagrania rozmowy Sławomira Nowaka z wiceministrem finansów Andrzejem Parafianowiczem. Polityk PiS-u zwrócił uwagę na obietnice składane przez wiceministra pomocy w powstrzymaniu działań kontroli skarbowej wobec żony Nowaka. Zdaniem byłego szefa CBA sprawą tą powinna natychmiast zająć się prokuratura.

Pytany o zachowanie premiera w tej sprawie, Mariusz Kamiński prognozuje, że szef rządu będzie starał się rozmywać sprawę.

PR1/IAR/jp/nyg

PS… Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeszukała kilka miejsc, by znaleźć materiały, które mogą być dowodem w sprawie nagrań ujawnionych przez Wprost. – Działania trwają od soboty, są już pierwsze ich efekty – poinformował IAR rzecznik ABW Maciej Karczyński. Ustalono bowiem osoby – wraz z ich adresami – które mogą mieć związek z nagraniami. Przeszukania są prowadzone pod kątem zabezpieczenia ewentualnego materiału dowodowego…

Ktoś podrzucił kolejną świnię ABW? Czy można tę służbę oskarżać że nie upilnowała przed bezprawnym nagrywaniem decydentów na ważnych stanowiskach (w tym własnego ministra)? A może to ona sama sprokurowała i wywołała skandal żeby się pozbyć Sienkiewicza? Może to konkurencyjna firma (tzw. „soldateska” z WSI) odpowiada za kompromitację ABW? Dużo pytań a co wiemy na pewno?

…kluczowe jak dla mnie stwierdzenie to niestety fakt, że takie afery w Polsce spowszedniały a ich wygaszenie odbywa się w sposób „naturalny” (co słusznie zauważył Kamiński), jak na bantustan przystało. No bo za co tu wieszać? Za knajpiany język? Albo załatwianie „ważnych interesów państwa” w jakiejś Bogu ducha winnej restauracji? Że ktoś nagrał całą tę dyskusję a potem puścił to w obieg?  (jakby to był pierwszy przeciek). Za szopki w TV z odpytywaniem po kilku dniach „głównych zainteresowanych”, którzy zdążyli się dobrze do swych ról przez weekend przygotować? (po co głupi Kraśko odpytuje na temat podsłuchów jakiegoś restauratora?) Kto i po co się oburza na FAKT, że nasze państwo to „ch.., d.. i kamieni kupa”? Gratuluję zapłonu 😀 (słodkich snów książęta! już po aferze i możecie spać dalej!). Obrażać się na prawdę o „teoretycznym państwie” nie ma sensu. Jedyny sens z tej całej afery to fakt ujawnienia prac nad ustawką prawną pod ratowanie państwa przez NBP za pomocą skupu obligacji…

…Jak donosi Wprost w lipcu 2013 r. Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz spotkał się w restauracji z Markiem Belką. Sienkiewicz zarysował Belce scenariusz załamania finansowego Państwa do 2015 r. (kliknij tutaj). Jako lekarstwo rozmówcy rozważali niestandardowe działanie – skup przez NBP polskich obligacji skarbowych

…W sierpniu 2013 r. Ministerstwo Finansów ujawniło projekt założeń do zmiany ustawy o NBP (kliknij tutaj). W projekcie znajduje się niepozorne zdanie: „Proponuje się stworzenie możliwości sprzedaży i kupna dłużnych papierów wartościowych przez NBP także poza operacjami rynku otwartego.” Zdanie to ma charakter rewolucyjny. To postulat umożliwienia bankowi centralnemu nabywania polskich obligacji skarbowych w celu emisji złotego i zapewnienia płynności rynkowi polskich papierów skarbowych na wzór operacji luzowania ilościowego Rezerwy Federalnej w Stanach Zjednoczonych

…Związek Banków Polskich uznał (kliknij tutaj), że „proponowane zmiany […] powinny mieć charakter umożliwienie działań niestandardowych podejmowanych przez Narodowy Bank Polski w nadzwyczajnej sytuacji budżetowej”. ZBP zaproponował ograniczenie takiej możliwości do 2-4 lat od wejścia w życie nowelizacji. To sensacyjne stanowisko. Wynika z niego, że w ZBP nie wyklucza załamania budżetowego w latach 2015-2019. Potwierdza to realność krytycznego scenariusza omawianego na spotkaniu Sienkiewicza i Belki w lipcu 2013 r. Wygląda na to, że rząd wie. NBP wie. Bankowcy wiedzą. Tylko nas „zapomniano” poinformować o możliwym głębokim kryzysie w roku wyborów prezydenckich i parlamentarnych” (całość tu: Patriotyczna gra Belki)

Desperacja z jaką strona rządowa zwraca się po cichu do Marka Belki, żeby ustalić kwestię o której mowa to prawdziwy powód do zagrania larum. I nie mam tu na myśli samego dogadywania zmian ustawowych w niecny sposób i „przysługi za przysługę” (pozbycie się Rostowskiego i obsadzenie MF kimś innym) a sam pomysł skupowania długu, ułatwiającego dalsze zadłużanie państwa na koszt podatników. Świadczy to dobitnie o ostatnich podrygach całego systemu wydatków publicznych państwa. Dlaczego tę kwestię rozpatruje się po kryjomu skoro jest to taki dobry pomysł i idzie o „ratowanie państwa”? 😉 Dlaczego wszyscy komentatorzy bagatelizują ten wątek, traktując go jako poboczny (w mediach krzyczy się tylko o pierdołach które wymieniłem wcześniej). Czemu nikt nie kojarzy tej księgowej sztuczki z tym co robi np. amerykański FED? (a za jego pośrednictwem taka np. Belgia 🙂 – Malutka Belgia ratuje obligacje USA). Pan Urbaś pyta czemu nie możemy sami skupować swojego długu i dorabiamy innych – a ja się pytam jakim prawem państwo w ogóle się (NAS!) zadłuża.

Fajne państwo już upadło, tylko my jeszcze o tym nie wiemy… To o czym pisze Pan Urbaś czyni wielce prawdopodobną jedną z teorii – ujawnienie całej afery ma na celu doprowadzenie do wcześniejszych wyborów i oddania steru bankrutującego państwa tzw. „opozycji”, zanim opinia publiczna się domyśli o co tak naprawdę chodzi. Zmiana prowadzącego (PIS za PO) magdalekowego układu który betonuje większość polskiej sceny politycznej zanim się on rozleci jest bardzo PO na rękę. PIS i tak wygra przyszłe wybory więc lepiej je urządzić teraz póki elektorat całkiem się od PO nie odwrócił. Wcześniejsze wybory uprzedzą również wzrost popularności prawdziwej opozycji do tego co się od 25 lat w Polsce dzieje czyli KNP, które dziś ma zaledwie 7% poparcia, ale do wyborów mogłoby na fali niezadowolenia przejąć większość elektoratu obu skompromitowanych partii i je wygrać. Jest to bowiem jedyna partia która zaczyna się masowo kojarzyć wyborcom jako anty systemowa. Od lat bowiem środowisko skupione wokół Pana Korwin-Mikke ostrzega przed tym co nas być może już w niedalekiej przyszłości czeka – przed spektakularnym bankructwem.  Na takich ludzi u sterów państwa PO ani PIS nie mogą sobie pozwolić. Do czego zresztą przyznał się osobiście Pan Tusk „ex cathedra” ogłaszając że jako szef rządu i Platformy ma za zadanie nie dopuścić do zwycięstwa eurosceptyków (chodziło o wybory do PE) bo to jest naprawdę poważne zagrożenie.

 …Czas oczywiście zweryfikuje wszystkie teorie…. Sprawa ma tyle wątków (a i zdaje się pokrywać swoim rozmachem aferę Kwaśniewskich oraz uchwalenie przez Sejm wypłat z ZUSu dla „weteranów holokaustu„), że naprawdę można się zastanawiać nad tym czemu ktoś ją właśnie teraz odpalił. Taśmy „Wprost” (autor póki co nieznany 😉 ) to sprawa rozwojowa i na dzień dzisiejszy nie wiadomo gdzie nas ta królicza nora doprowadzi i czy nie na manowce. Póki co nikt nie stracił, więc może chodziło tylko o to żeby nas pomału przyzwyczajać do kolejnych rewelacji jakie zostaną ujawnione.

…Odys

Podziemna TV Robią nas w konia: Afera taśmowa a rzeczywistość – wojna gangów III RP

podobne: Hulaj dusza piekła nie ma! Umorzenie dochodzenia nie musi być uzasadnione. Samorządy domagają się ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Za błędy urzędnika płaci ubezpieczyciel.

rys. - Jerzy Wasiukiewicz

rys. – Jerzy Wasiukiewicz

Polska gospodarka: bankructwa firm, eksport, inwestycje zagraniczne.


1KUKE: w pierwszym kwartale br. zbankrutowało 189 firm

09.04. Warszawa (PAP) – 189 przedsiębiorstw w I kwartale br. ogłosiło upadłość; to o 19,6 proc. mniej niż w I kwartale 2013 r. – podała Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. KUKE szacuje, że w całym 2014 roku z rynku zniknie 787 firm, czyli o 11,2 proc. mniej niż w 2013 r.

Jak poinformowała w środę KUKE, powołując się na dane z Monitora Sądowego i Gospodarczego, w I kwartale 2014 r. sądy gospodarcze ogłosiły upadłość 189 przedsiębiorstw. „Było to o 19,6 proc. mniej niż w I kwartale 2013 r., w którym zanotowano 235 upadłości, oraz o 10,4 proc. mniej niż w I kwartale 2012 r., w którym miało miejsce 211 takich zdarzeń” – napisano w komunikacie.

W ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku upadło o 3,1 proc. firm mniej niż w IV kwartale 2013 r. Upadłość ogłosiły 134 spółki prawa handlowego – o 11,3 proc. mniej kwartał do kwartału.

„Wyraźne obniżenie poziomu upadłości wśród spółek prawa handlowego obserwuje się od pięciu miesięcy. Można przyjąć, że do końca bieżącego roku stan ten będzie się utrzymywał” – wskazano.

KUKE poinformowała, że w marcu br. ogłoszono 63 upadłości – o 3,1 proc. mniej niż w lutym 2014 r. (65) oraz o 16 proc. mniej niż w marcu 2013 r.; wówczas chodziło o 75 podmiotów. Najwięcej firm kończących swoją działalność pochodziło z województw: dolnośląskiego zachodniopomorskiego, świętokrzyskiego i małopolskiego. Najrzadziej robiły to firmy z Warmii i Mazur, Wielkopolski, Podlasia, Łódzkiego, Lubelskiego i Pomorza.

Według danych Korporacji, z problemem tym najczęściej borykały się firmy z branży budowlanej oraz związanej z działalnością finansową i ubezpieczeniową. W porównaniu do marca 2013 r. mniej problemów miały przedsiębiorstwa związane m.in. z edukacją, górnictwem i wydobyciem piasku, a także z kulturą, rozrywką i rekreacją.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy, czyli od kwietnia 2013 r. do marca 2014 r., na skutek niewypłacalności działalność gospodarczą zakończyło 840 przedsiębiorstw.

W 2013 roku upadło 886 firm. (PAP)                                aop/ pad/

podobne: W III upadły 74 firmy zatrudniające ok. 5,5 tys. osób – Euler Hermes – Stooq i tu: Euler Hermes: Polskie budownictwo może spaść nawet o 15% r/r w 2013 r.

podobne: Czy rząd Donalda Tuska wraz z całą administracją podatkową postawili sobie za cel, by wszyscy przedsiębiorcy albo zbankrutowali, albo wyprowadzili się za granicę?

2Spadek udziału Rosji i Ukrainy jako odbiorców eksportu – GUS

09.04. Warszawa (PAP) – Dynamicznie spada udział Rosji i Ukrainy, jako odbiorców polskich towarów. W przypadku Rosji spadek w okresie styczeń-luty 2014 roku wyniósł 4,9 proc., zaś Ukrainy 13,8 proc. rdr – wynika z opublikowanych w środę danych GUS.

Rekompensowane jest to dynamicznym wzrostem eksportu do Szwecji o 19,5 proc. rdr oraz na Węgry o 7,1 proc.

Rośnie również rola Niemiec, które odbierają 25,7 proc. eksportu.

Poniżej tabela z udziałem eksportu (w proc.):

I-II'13      I-II'14

1.  Niemcy            25,3        25,7
2.  W. Brytania        6,8         6,4
3.  Czechy             6,2         6,3
4   Francja            5,9         6,1
5.  Włochy             4,4         4,5
6.  Rosja              4,8         4,4
7.  Holandia           4,1         4,0
8.  Szwecja            2,6         3,0
9.  Węgry              2,4         2,5
10. Słowacja           2,6         2,5


Poniżej tabela z udziałem importu:



I-II'13      I-II'14

1.  Niemcy            21,1        21,4
2.  Rosja             13,1        13,0
3.  Chiny              9,6        10,1
4.  Włochy             5,1         4,8
5.  Francja            3,8         3,9
6.  Holandia           3,8         3,6
7.  Czechy             3,8         3,5
8.  W. Brytania        2,6         2,6
9.  Belgia             2,2         2,5
10. USA                2,6         2,3

podobne: Kruche ożywienie gospodarcze w Europie. Naszą gospodarkę ma napędzać konsumpcja, inwestycje i eksport

3Polska zaczyna inwestować za granicą

09.04.2014 (IAR) – Polska zaczyna inwestować za granicą. Szef Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Sławomir Majman podkreśla, że z roku na rok jesteśmy coraz aktywniejsi na innych rynkach. Dodał, że jeszcze kilka lat temu zjawisko to wydawało się bardzo egzotyczne.

W ciągu ostatnich lat zainwestowaliśmy ponad 50 miliardów dolarów w innych krajach.

Jednym z krajów, w którym są polskie inwestycje jest Belgia. Mark de Mil z belgijskiego ministerstwa finansów zachęcał dziś w Warszawie naszych przedsiębiorców do obecności w tym kraju. Przekonywał, że czeka tam na nich przyjazny system podatkowy.

Największe polskie inwestycje za granicą związane są z poszukiwaniem i wydobywaniem surowców i ich przetwarzaniem – z przejęciem przez KGHM kanadyjskiej firmy wydobywczej Quadra na czele.

Na drugim miejscu znajduje się branża farmaceutyczna, na kolejnym telekomunikacyjna.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR) K.P. /magos

podobne: Ekonomiczna prognoza na rok 2014 czyli… pożyjemy zobaczymy.

polecam również: Forsal: 10 najgorszych polskich inwestycji ostatnich 10 lat

Gospodarka

Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia.


28.03. Londyn (PAP/Media) – Ukrainę czeka ciężka droga, a pomoc z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) będzie skuteczna tylko wtedy, jeśli będą jej towarzyszyły wysiłki na rzecz reform. Szansa na odbudowę kraju może się już długo nie powtórzyć – ocenia w piątek „Financial Times”.

Jak zauważa brytyjski dziennik, między 1995 r. a 2010 r. Ukraina wynegocjowała z MFW sześć pożyczek typu stand-by i była jednym z najczęstszych gości w siedzibie funduszu w Waszyngtonie. Ale dwuletni kredyt w wysokości 14-18 mld dolarów, ogłoszony w czwartek, jest najważniejszym programem finansowym dla Ukrainy, od kiedy odłączyła się od ZSRR w 1991 r. – ocenia gazeta.

„Prawdziwe znaczenie pomocy MFW jest takie, że jeśli ukraińscy przywódcy polityczni i biznesowi nie wykorzystają tej szansy na zmianę kraju w stabilną, zamożną europejską demokrację, taka szansa może się długo nie powtórzyć” – zaznacza dziennik. „Zarówno przed i po wyborach prezydenckich z 25 maja każdy polityk i przywódca biznesowy, który szczerze pragnie wolnej i rozwijającej się Ukrainy, musi uznać, że reformy związane z pomocą MFW nie są kwestią wyboru, lecz najwyższej konieczności” – dodaje.

Wśród rekomendacji Funduszu „FT” wymienia swobodniejszy przepływ ukraińskiej waluty i zaostrzenie kontroli wydatków publicznych, co częściowo może zostać osiągnięte poprzez cięcia w dotacjach energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. „MFW słusznie żąda też restrykcyjnego prawa w sprawie zamówień publicznych w celu wyeliminowania korupcji w sektorze państwowym. W sektorze energii od dawna brakuje pełnej przejrzystości” – wymienia gazeta.

Ponadto Ukraina „musi raz na zawsze położyć kres nachalnej kradzieży majątku państwowego, wzbogacaniu się potężnych ludzi kosztem obywateli i nieprzejrzystym transakcjom biznesowym, które pozwalają bajecznie bogatym oligarchom przekupywać polityków według swego widzimisię” – pisze dziennik. Zdaniem „FT” krajowe elity powinny skoncentrować się na poprawie opieki zdrowotnej, sieci transportowej i edukacji, z czego skorzystają zwykli Ukraińcy.

„Potępiającym werdyktem” wobec tych, którzy odnieśli sukces finansowy poprzez grabież współczesnej Ukrainy, nazywa gazeta fakt, że obecnie krajowa produkcja jest mniejsza niż w czasie upadku komunizmu, podczas gdy dwukrotnie wzrosła ona w sąsiedniej Polsce. Według „FT” Ukraińcy bez wątpienia zaakceptowaliby tymczasowe poświęcenia z większą cierpliwością, jeśli oligarchowie zobowiązaliby się do osobistych wkładów finansowych w celu odbudowy państwa.

Jeśli chodzi o Rosję, nierealistycznie jest oczekiwać od Kremla, że uzupełni pomoc MFW przywracając wart 15 mld dolarów pakiet dla Ukrainy, który został wstrzymany po lutowej rewolucji w Kijowie. „Miarą intencji Moskwy wobec Ukrainy będzie to, czy utrzyma ona uporządkowane stosunki handlowe czy też zamiast tego postanowi pogorszyć trudną sytuację gospodarczą Ukrainy, zakłócając eksport do Rosji lub odcinając dostawy gazu. Niezależnie od tego, MFW, zachodnie rządy i sami Ukraińcy muszą wytrwać w pracach na reformami. Będzie to długa i trudna droga” – konkluduje „FT”.(PAP)

jhp/ ro/                                                                           …źródło: stooq.pl

podobne: Warunkowa “pomoc” UE dla Ukrainy. Nowy szef Narodowego Banku Ukrainy.

„Prawdziwe znaczenie pomocy MFW jest takie, że jeśli ukraińscy przywódcy polityczni i biznesowi nie wykorzystają tej szansy na zmianę kraju w stabilną, zamożną europejską demokrację, taka szansa może się długo nie powtórzyć”… każdy polityk i przywódca biznesowy, który szczerze pragnie wolnej i rozwijającej się Ukrainy, musi uznać, że reformy związane z pomocą MFW nie są kwestią wyboru, lecz najwyższej konieczności”… 😀 o tak! Po szczegóły odsyłam tu: Independent Trader: Ukraina – globalny aspekt finansowy

Jedyna szczerość jaka się ciśnie na usta po takiej lekturze to odruch wymiotny. Cóż bowiem można odpowiedzieć na tak bezczelny dyktat o znamionach pseudo troski, „manny z nieba”, „łaski Pana”, „dobrodziejstwa” itd. itp? Otóż nic nie można powiedzieć, co najwyżej można rozdziawić gębę i przecierać oczy ze zdumienia na to co pisze „życzliwy” Financial Times… Kto głupi, ten może nie słyszał o casusach Grecji, Portugalii czy Hiszpanii, gdzie MFW (i reszta lichwiarsko-banksterskiej bandy) zrobiła po prostu dobry biznes kosztem „obdarowanych pomocą”… Tego typu niewybredne uwagi, jakoby Ukraina „musi raz na zawsze położyć kres nachalnej kradzieży majątku państwowego, wzbogacaniu się potężnych ludzi kosztem obywateli i nieprzejrzystym transakcjom biznesowym, które pozwalają bajecznie bogatym oligarchom przekupywać polityków według swego widzimisię”… z uwagi na to że szykuje się rabunek na dużo większą skalę przy wydatnym wsparciu „nowych” władz i przychylności tych samych oligarchów, którzy jeszcze nie tak dawno stali za Janukowyczem to szczyt bezczelności.

…Zdaje się że ofiarnie protestując na Majdanie lud ukraiński osiągnął niezupełnie to co chciał, (…) ale przede wszystkim to na co zasłużył – pełną wolność w końcu i grube zyski.

Nie dla siebie, co prawda, ale to przecież tylko dobrze o nim świadczy. Pełna wolność, przynajmniej od nerwowego oczekiwania uda się czy nie uda, oraz grube zyski stały się udziałem zachodnich spekulantów zaparkowanych w ukraińskich obligacjach. Widząc pogrążający się finansowo bantustan fundusze hedgingowe od kilku lat masowo skupowały jego dług licząc na tłuste zyski. Ukraina była hazardem moralnym od dłuższego czasu – przyznaje szczerze jeden manager – i było dość niepewne czy podatnik za wszystko to zapłaci. Jednak zakład na to że kraj jest „zbyt duży i geopolitycznie ważny aby padł” i że albo Rosja albo zachód i tak go w końcu wybailoutuje okazał się nieodparty. Sam fundusz Franklin Templeton miał w 2013 $7.3 mld w obligacjach ukraińskich….

…za wszystko, stare długi plus nową „pomoc” z IMF która wygląda jedynie na zadatek, beknie ofiarny lud ukraiński. Nie jest zupełnie jasne czy tego akurat domagał się na Majdanie. Głodowe ukraińskie emerytury przycięto mu już i tak o połowę. Teraz kolej na drastyczne zwyżki cen energii i reszty, a to tylko początek „austerity” narzuconej przez IMF. Przyjąć można że Gazprom długo subsydiować Ukrainy też nie będzie, przekazując ewentualnie te obowiązki EU… (Dwa Grosze)

podobne: Czego szuka stary podżegacz na Ukrainie.

No i właśnie wygląda na to, że na pohybel 😉 pseudo troskliwego bełkotu Financial Times i zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Rosji, Ukraina oberwie drogim gazem a UE będzie musiała grać dobrego samarytanina żyrując swoimi podatnikami pokojowe rozgrabianie majątku Ukrainy przez międzynarodową lichwę wiadomego pochodzenia.

28.03.2014 (IAR) – Unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger otrzymał list od ukraińskiego ministra ds. energetyki Jurija Prodana – poinformował rzecznik Komisji Joe Hennon. Dotyczył on obaw Kijowa związanych z przyszłością dostaw gazu z Rosji. Hennon powiedział, że Bruksela jest gotowa wspierać Ukrainę w obecnej sytuacji i pracuje nad poprawą jej bezpieczeństwa energetycznego: Przypomniał, że od 1 kwietnia ceny dostaw rosyjskiego gazu na Ukrainę mają wzrosnąć. „Chcielibyśmy pomóc Ukrainie zdywersyfikować swoje dostawy, pracujemy nad możliwościami odwróconego przepływu gazu z niektórych krajów unijnych jak Węgry, Polska i Słowacja” – powiedział rzecznik.

Hennon dodał, że na razie Komisja Europejska nie zauważyła żadnych problemów z dostawami gazu z Rosji do Unii Europejskiej.

IAR/Magdalena Skajewska/Bruksela/dw                                   …źródło: stooq.pl

podobne: POżyteczni idioci zwani “prawdziwymi patriotami” chcą niewoli Ukrainy czyli “nieudane eurowesele” cynika9, oraz: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności.

polecam również: Smród podrzuconej przez UE świni unosi się nad Ukrainą i Polską. Racja stanu sprzedana za obce interesy.

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Dla złodziei figa z makiem – MISie mówią dośc!


„Pracodawcy, szczególnie z sektora MSP, twardo zapowiadają – po wprowadzeniu przymusu opłacania składek zusowskich od wszystkich umów zleceń będziemy się bronić – zaczniemy wzorem działań za czasów PRL-u wielkie „zmiękczanie”, czyli zmniejszymy płace, zaczniemy zwalniać, uciekać w szarą strefę, płacić pracownikom pieniądze ”do ręki”. A to oznacza, że z nadziei ministra pracy, że dzięki „ozusowaniu” pracownicy będą mieli w przyszłości większe emerytury, wyjdzie przysłowiowa… figa.”

Tak wynika z badania przeprowadzonego przez Dom Badawczy Maison na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. W badaniu pytano, jaka będzie reakcja właścicieli firm, szczególnie z sektora MSP, na związkowy pomysł przymusu opłacania składek ZUS od wszystkich umów zleceń. 

Takie rozwiązanie zakłada projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. 

Prace nad takimi zmianami to wspólna decyzja rządu, pracodawców i związkowców zasiadających w zespole ds. ubezpieczeń społecznych komisji trójstronnej. Skierowany do dalszych prac dokument został przygotowany przez resort pracy na bazie przepisów zaproponowanych przez NSZZ „Solidarność”. Projekt ma być obecnie skierowany do konsultacji….

całośc tu: Małe firmy szykują się na wojnę: Wy nam ZUS, my wam…figę

Prace nad takimi zmianami to wspólna decyzja rządu, pracodawców i związkowców zasiadających w zespole ds. ubezpieczeń społecznych komisji trójstronnej – Dokładnie tak! Wiem o tym doskonale że “nie-rzond” i tzw. “związki zawodowe” to ta sama banda socjalistycznych złodziei, którym solą w oku tzw. “umowy śmieciowe” – ostatni bastion wolności od fiskalnego wyzysku! Stąd przyjazna retoryka względem lobby związkowego i Pana Dudy, który mógł sobie “protestowac” na ulicy bez specjalnych trudności ze strony władz. Pan Duda to nie to, co ta “nacjonalistyczna hołota” – chociaż sam głośno mówi o obalaniu rządu! Pan Duda to “swojak” – bo socjalista – a władzy najwyraźniej marzy się powtórka z “transformacji ustrojowej” z lat 90-tych i “nowy” Wałęsa… Każdy nowy złodziej przy korycie dobry, byle nie “faszysta”. Bo tu nie chodzi o to żeby coś zmieniac budując, ale o “reorganizację” jak przy “postulacie” o NFZ. O “reorganizację” taką jak w powiedzonku, które mówi, że “wiele trzeba zmienic żeby wszystko zostało po staremu“ (Rząd duje w Dudę)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

rys. Jerzy Wasiukiewicz

rys. Jerzy Wasiukiewicz

Chytry dwa razy traci! Jak pokazuje przykład z życia, ten kogo się ograbia ma po pewnym czasie tego ograbiania dośc i zamyka interes. Tudzież ucieka z kapitałem za granicę (jak go stac) albo w szarą strefę i ile wtedy z takiego bogatego państwo zedrze?. Bankructwo dotyka przeważnie małe i średnie całkowicie POLSKIE przedsiębiorstwa, których nie stac na “ucieczkę” z kapitałem za granicę (chocby na “nieszczęśliwy” Cypr). I kiedy padają te firmy to biedni ludzie (o których tak państwo się “troszczy”) tracą pracę i stają się jeszcze bardziej biedni nie konsumują przez co płacą mniejsze podatki i składki (albo w ogóle nie płacą jak nie mają dochodu)… Więc zastanawiam się o co Panu Rostowskiemu chodzi? Jak Pan Tusk i jego ferajna zamierzają “pomóc” tym wszystkim ludziom dożynając jednocześnie źródło “zaopatrzenia” dochodów budżetu państwa? Mówiąc szczerze wcale się nie zastanawiam – bo zastanawiac się nad głupotą jest bezcelowe. Można ją tylko wytykac palcami, albo popukac się w głowę.

…Odys

„Ostatnia chudoba”, czyli przyczyna, przebieg i skutki kryzysu dla realnej gospodarki i obywateli.


Każdy kto czytał książkę Adama Fergussona „Kiedy umiera pieniądz” dobrze wie jakie są efekty redystrybucyjne polityki druku pieniądza na masowa skalę. W II Republice Weimarskiej największe straty poniosła klasa średnia, która straciła wszystkie oszczędności, a bardzo bogaci ludzie i spekulanci giełdowi stali się jeszcze bogatsi, bo ci pierwsi przejmowali za bezcen przedsiębiorstwa, a ci drudzy zarabiali na spekulacjach akcjami i walutami.” Krzysztof Rybiński 
http://www.obserwatorfinansowy.pl/blogi/krzysztof-rybinski/redystrybucyjne-efekty-polityki-drukowania-pieniadza/

Przez ostatnie kilka lat (dokładnie od pęknięcia bańki spekulacyjnej na nieruchomościach w USA) można się natknąc w różnego rodzaju mediach na informacje związane z tzw. kryzysem. Jednak niewiele osób potrafi w prosty sposób przedłożyć te informacje przeciętnemu człowiekowi. Co to takiego ten „kryzys” i „z czym to się je”. Wielu ludzi ciągle nie wie że wcale nie chodzi o pieniądze, których od kilku lat przybywa w obiegu z racji różnego rodzaju „luzowań ilościowych” – jak obrazowo się nazywa najzwyklejsze w świecie „psucie pieniądza”. Większości wydaje się, że nie ma nic prostszego jak „dodrukowac” pieniędzy i rozdac je ludziom. Nic bardziej mylnego! Bo pieniądz – jak każdy towar – podlega zasadzie popytu i podaży i jeżeli jest go w nadmiarze to po prostu jego wartośc ulega zmniejszeniu (to się nazywa wzrost cen – inflacja). Wiecie ile „hajsu” papierowego (i wirtualnego pieniądza) bez pokrycia w innym dobru krąży już w tej chwili po świecie? Banki Centralne (takie jak np. amerykański FED, czy europejski ECB) mogą w każdej chwili zalac świat gotówką – co zresztą od kilku już lat robią. Dlaczego więc ludziom się „nie poprawia” a wręcz przeciwnie? Ponieważ prawdziwe bogactwo bierze się z pracy, której ubywa i która jest coraz mniej wydajna ze względu na system który na niej żeruje – tj. PAŃSTWOWY SOCJALIZM – budowany w oparciu o tzw. „sprawiedliwośc społeczną”, która charakteryzuje się tym, że żeby zapewnic dobra ludziom niepracującym, niezaradnym życiowo czy nieobecnym z jakichś innych przyczyn na rynku pracy, reszta musi na nich łożyc w różnego rodzaju podatkach. Do tego dochodzi cały aparat państwowy, który (za swoją „działkę”) zajmuje się „dystrybucją” i „sprawiedliwym podziałem” tego co pracujący oddają do „wspólnej kasy”…
…Kryzys nadchodzi a co gorsza nabiera rozpędu, ponieważ:
1) państwa gwałtownie się zadłużyły żeby sprostac wymaganiom socjalnym (kredytowały swoją „działalnośc”) które same sobie narzuciły na rzecz obywateli, ale ich kosztem bo żeby coś rozdac to trzeba najpierw komuś zabrac wiec podatki w górę! (za socjal zawsze ktoś płaci – to nie jest „darmowa” jałmużna państwa ale pieniądze innych obywateli!)…
2) wzrost fiskalizmu i związany z tym wzrost zobowiązań jakie państwo na siebie przyjęło (skoro zabiera na emerytury i zdrowie to musi obywatelom te usługi świadczyc „za darmo”) spowodowało wzrost zadłużenia wobec obywateli (fajny paradoks nie? – zadłużają nas samych u nas samych ale koszty tego systemu ponoszą tylko ci co pracują w sektorze prywatnym) to spowodowało niewypłacalnośc sytemów emerytalnych, zdrowotnych i innych które w głównej mierze „sponsorowały” socjal (dlatego brakuje na emerytury, renty i inne świadczenia „publiczne” a tzw. służba zdrowia nie ma kasy żeby leczyc ludzi… podobnie jak inne instytucje „użyteczności publicznej” które utrzymywane są za nasze pieniądze) – w skrócie chodzi o to że jest zbyt wiele „gęb” do wykarmienia a za mało pracujących rąk, które wytwarzałyby dochód i płaciły podatki a przypomnę bezrobocie cały czas rośnie i zakłady padają i tu dochodzimy do punktu…
3) czyli – rosnące bezrobocie i malejąca produkcja… Żeby ratowac sytuację rząd powinien ciąc wydatki (oszczedzac i wydawac mniej niż dostaje w podatkach) i zmniejszac podatki żeby pobudzic (UWOLNIC!) przemysł (i inne gałęzie gospodarki) i pozwolic ludziom zainwestowac pieniądze w nowe biznesy, lub dobra które ktoś inny produkuje (konsumpcja napędza gospodarkę). Powinien też zmniejszac liczbę „gęb budżetowych” do wykarmienia. Niestety!…
… Zamiast „uciąc sobie” woli zabrac ludziom to do czego wcześniej się zobowiązał i na co kazał ludziom „odkładac”. Więc tnie ludziom emerytury, podwyższa podatki i każe pracowac do śmierci bo „klasa próżniacza” (nie tylko urzędasy ale cala armia lamusów żyjących na zasiłkach i zapomogach) która zawdzięcza mu stołki i głosuje w wyborach na swojego dobroczyńcę musi miec co żrec. Tym to sposobem mamy najgroźniejszy efekt uboczny socjalizmu, tj. bankructwo, lub ucieczka bogatych z majątkiem. Zamykanie firm, przenoszenie za granicę, ucieczka w szarą strefę przed pazernym rządem który „rząda” (jak to rząd) coraz więcej. Bogatego stac na ucieczkę…biedny zostaje bez pracy i środków do życia z wyciagnięta ręką po zasiłek… „Sól tej ziemi” czyli klasa średnia i ludzie pracy zamiast pracowac powiększają szeregi „gęb” do wykarmienia licząc na pomoc państwa, które nauczyło że „każdemu się należy”…Jednak kiedy państwo jest w kłopotach to zaostrza kryteria „pomocy” bo nie może dac każdemu zwłaszcza kiedy na tę okolicznośc zaciąga coraz większe długi… Wiec ci ludzie żeby miec za co życ pozbywają się majątku i dorobku życia który przechodzi w ręce bogatych, którzy kumulują własnośc bo doskonale wiedzą że pieniądz to tylko „środek” a ziemia, nieruchomości, surowce i środki produkcji to najważniejsze dobra…

… Mamy więc głębokie rozwarstwienie społeczne i powrót do starożytności gdzie biedni żyją z dnia na dzień za miskę zupy pracując niewolniczo do śmierci na bogatych, ale przede wszystkim na system, który na nich bezlitośnie i pod przymusem tzw. „prawa” żeruje. A teraz kto mi odpowie drogie dzieci na pytanie: czy socjalizm to wam właśnie obiecywał? A skoro nie to dlaczego wyszło tak jak wyszło i kto za to kłamstwo odpowiada?

…Odys

uzupełnienie: Szumowiny drukujące pieniądze na koszt podatników

podobne: Dlaczego w Polsce jest jak jest? oraz: Poradnik kryzysowy: co zrobić w trudnych czasach?

Ostatnia chudoba - Aleksander Kotsis

Ostatnia chudoba – Aleksander Kotsis