Kropla amerykańskiego LNG w morzu potrzeb bezpieczeństwa Polski czyli… ile i kogo kosztuje propaganda o „niezależności energetycznej od Rosji”?


„…Oczywiście od przybytku głowa nie boli i gaz dla Polski z dwóch źródeł lepszy jest niż z jednego, a z trzech lepszy niż z dwóch. Port gazowy w Świnoujściu jest istotny niekoniecznie tym że pozwoli uniezależnić się od Gazpromu ile przede wszystkim tym że wymusi na negocjatorach nowego kontraktu z Rosjanami lepsze warunki. Dotychczasowy kontrakt jest podobno skrajnie dla Polski niekorzystny bo płacone ceny należą do najwyższych na świecie. Tak być może, nie sprawdzaliśmy. Jednak media huczące o „niezależności energetycznej od Rosji” nie huczą jakoś o tym jak to Gazprom wykorzystywał swój monopol zmuszając polskich negocjatorów pod groźbą pistoletu do podpisania niekorzystnej umowy. Ani też organa kontrolne nie pogoniły nigdy niefortunnych negocjatorów i nie badały czy czasem nie okazano im nadmiernej wdzięczności w jakiś sposób.

Jaką zatem gwarancję mamy że coś się zmieniło i że amerykański gaz, wolny od podtekstu politycznego, tym razem wynegocjowano układem dla Polski korzystnym? „W Sieci” żadnych gwarancji nie potrzebuje bo samo wie najlepiej. Po raz pierwszy amerykański gaz zaczął być konkurencyjny – pieje z zadowoleniem, nie podając jednak dla pewności źródeł. Dalsza lektura ujawnia że jedynym źródłem jest chyba tylko fobia antyrosyjska duetu Karnowski & Karnowski, bo artykuł sam stwierdza że cyt. spółka [Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – przyp. cynik9] nie ujawniła wtedy i – jak zapowiedziała – nie ujawni ceny, jaką zapłaciła za amerykański gaz. Jej przedstawiciele zapewniali jedynie, że jest ona korzystna. Również wicepremier, minister finansów Mateusz Morawiecki ocenił, że gaz ze Stanów Zjednoczonych jest wynegocjowany po bardzo dobrych cenach.

No więc znowu mamy rządowe dzięcioły rozsiewające propagandę o „bardzo dobrych” cenach, tak dobrych że dla dobra ogółu lepiej ich plebsowi nie ujawniać. Nie chce nam się szukać wypowiedzi wicepremiera Pawlaka z okresu kiedy to on dzielnie negocjował umowę z Gazpromem ale chętnie się założymy że też mówił o dobrych cenach, może nawet o bardzo dobrych. Co więc od tego czasu się zmieniło? Hmm, zmieniły się dwie rzeczy. Raz, zmienił się przede wszystkim hegemon i zakres swobody jaki pozostawia wasalom. Dwa, za Pawlaka nikt przynajmniej nie bredził bez żadnych podstaw o „konkurencyjności” rosyjskiego gazu.

Niestety, szansa jest dobra że „pierwszy amerykański statek z LNG” nie jest niczym więcej niż propagandową ściemą jednostkowej transakcji do której „traderzy w londyńskim biurze wychwycili możliwość i do niej doprowadzili”. Wiemy więc przynajmniej na jakiej podstawie gaz znalazł się w Świnoujściu. Nie mamy oczywiście nic ani przeciwko temu ani nawet przeciwko całej flotylli amerykańskich statków dostarczających do Świnoujścia regularnie amerykański gaz przez cały rok. Pod jednym wszakże warunkiem – że gaz będzie tańszy od rosyjskiego. Wymaga to jednak nie „traderów w Londynie” – co zakrawa na kpinę – ale poważnych międzyrządowych negocjacji i negocjatorów mających na względzie w pierwszym rzędzie dobro swojego kraju.

Problem z tym jest taki że wg naszej ograniczonej wiedzy tańszy gaz z USA do Polski jest ekonomicznie mało prawdopodobny. Oczywiście czasowo, dla propagandowego efektu, ktoś może kogoś podpłacić, na przykład “traderów w Londynie”, i przywieźć ładunek gazu za pół darmo, o reszcie kosztów wygodnie zapominając. „Pierwszy amerykański statek LNG ” w Świnoujściu może w tym kontekście pełnić ważną rolę miotły pod drzwiami zbliżających się negocjacji z Gazpromem nt nowego układu.

To jest, o ile przynajmniej nikt nie weźmie na poważnie rzekomej “konkurencyjności”. Faktem jest bowiem że gaz płynący z odkręconego kurka na gazpromowej rurze w normalnych warunkach powinien być w Polsce sporo tańszy niż gaz z dalekiej Ameryki, naprzód pracowicie skraplany($), potem przewożony przez pół świata($) i na koniec rozprężany. Nie wątpimy także że po wyciśnięciu z Gazpromu świetnej, długoterminowej umowy dla Polski w 2018 negocjatorzy polscy nie omieszkają wynegocjować podobnie korzystnego dla kraju układu z hegemonem amerykańskim. W razie czego także przy pomocy innej miotły pod drzwiami, w charakterze której chętnie wystąpi tym razem Gazprom…” (cynik9 – Negocjowanie taniego gazu)

podobne: Bezpieczeństwo energetyczne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek) oraz: Geopolityczne następstwa rewolucji łupkowej w USA. Gaz łupkowy w Polsce jest ale trzeba być cierpliwym. Australijczycy zwiększają szacunki dla złoża węgla w Polsce. Gaz z węgla o połowę tańszy od rosyjskiego?  i to: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Dostawy gazu do Polski zgodne umową i z zapotrzebowaniem. 45% „braki” wynikały z prawa Gazpromu do odmowy realizacji zwiększonego zapotrzebowania. Komu zależało na wywołaniu histerii? oraz: Raport KE: średnia cena gazu w UE kilkukrotnie wyższa niż w USA i jeszcze: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?

W ogóle ta cała polityka (w zasadzie propaganda) orientowania się na USA jakoby alternatywy wobec Rosji jest bardzo dyskusyjna i cienkimi nićmi szyta zważywszy np. na tego rodzaju informacje:

„…Jak donosi USA Today, kandydat prezydenta Trumpa na nowego szefa Federalnego Biura Śledczego (FBI) może mieć związki z rosyjskimi Rosnieftem i Gazpromem.

Christopher Wray to absolwent Uniwersytetu Yale i wieloletni federalny prokurator oraz urzędnik Departamentu Stanu. Jednocześnie jednak założył firmę King & Spalding, która reprezentuje Rosnieft i Gazprom, czyli największe spółki energetyczne w Rosji.

Według byłego agenta MI^ Christophera Steela Rosnieft miał oferować poprzez doradcę z czasów kampanii prezydenckiej, Cartera Page’a, 19 procent udziałów w spółce w zamian za zniesienie sankcji wobec Rosji, które zostały wprowadzone po nielegalnej aneksji Krymu i agresji na wschodzie Ukrainy.

USA Today przypomina też, że Rosnieft był zaangażowany w szereg projektów wydobywczych, z których Exxon Mobil musiał wycofać się wraz z wprowadzeniem sankcji i według informacji tej amerykańskiej spółki stracił na tym miliard dolarów. Tymczasem były szef Exxona jest obecnie sekretarzem stanu USA w administracji Trumpa. Chodzi o Rexa Tillersona…” (Wojciech JakóbikUSA Today: Kandydat na szefa FBI powiązany z Gazpromem i Rosnieftem)

W marcu tego roku (2017) media donosiły że Władimir Putin spotkał się z nowym szefem amerykańskiego giganta naftowego ExxonMobil Darrenem Woodsem, po tym jak jego poprzednik (wspomniany Tillerson) został szefem dyplomacji w rządzie Donalda Trumpa. To oczywiście może nic nie znaczyć i nie mieć żadnego wpływu na naszą próbę wybicia się na niezależność od Rosji pod skrzydła USA, ale ja w to absolutnie nie wierzę. Cała historia bicia piany nad amerykańskim tankowcem w polskim gazoporcie przypomina kwiatek do przysłowiowego kożucha, tudzież listek figowy próbujący ukryć nagą prawdę („business as usual”) o której więcej tu: O realnych ośrodkach władzy czyli… sKisłe łupki i inne polskie zasoby energetyczne w kleszczach niemieckiej polityki klimatycznej i rosyjskiej strefy wpływów. Światełko w tunelu dla węgla. Saudyjska i Irańska alternatywa dla ropy i na co od wielu lat zwracam uwagę po szybkim wygaszeniu przez amerykanów projektu łupkowego w Polsce, wcześniej przez nich samych rozbuchanego (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?)… I to jest wersja „optymistyczna”, bo jest jeszcze inna o której tu: Historia handlu wymiennego między wschodem i zachodem czyli rewolucja w zamian za zasoby naturalne. Ukraina (Ługańsk, Donieck, Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów) Rosja. Jak to mówią „nihil novi sub sole„, i w tym wypadku liczy się wyłącznie to czy polski rząd wykorzysta ową propagandę do tego żeby Polacy przynajmniej za ten gaz mniej płacili… (Odys)

rys. Adam Wycichowski (niewolnik)

Reklamy

Michalkiewicz i Braun: Quo vadis Polsko? Sny o potędze RP kontra przekleństwo georealizmu. „Stary Nowy Porządek” czyli Zdrada w Monachium.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Czy Polska, pozbawiona przez ostatnie dwa stulecia podmiotowości i skazana na egzystowanie jako strefa buforowa pomiędzy Niemcami a Rosją, jest w stanie wybić się na niepodległość, stając się przywódcą bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej? Czy może zrealizować się nowa koncepcja Międzymorza, którego liderem byłby właśnie nasz kraj? Czy budowa projektu politycznego na kształt dawnej Rzeczypospolitej, który mógłby zapewnić wolność, stabilność i bezpieczeństwo pokaleczonym narodom doświadczonym straszliwie przez totalitaryzmy XX wieku, nie przerasta aby naszych możliwości?”.

Poniżej zestaw kilku artykułów w których poszczególni autorzy starają się spojrzeć na faktyczną sytuację Polski, zwracając uwagę na kierunki w których powinna szukać korzystnych dla siebie rozwiązań geopolitycznych, a jako uzupełnienie lektury: Wykład Michalkiewicza: „Quo vadis Polsko?”/Referat Brauna oraz: Radosław Pyffel: Polska & Chiny – kto, jak i kiedy skorzysta na współpracy?

Świat stał się multipolarny, w którym Ameryka jest niekwestionowanym najsilniejszym mocarstwem, ale już nie hegemonem globalnym, jakim pozostawała po zakończeniu „zimnej wojny”. Obecnie nie da się sprawować dyktatury geopolitycznej przy pomocy lotniskowców, jak to miało miejsce w przypadku Jugosławii. Jednak istotą tej „erozji” jest wzrost siły Rosji…

Zauważmy, że większość krajów Europy Zachodniej nie podziela istnienia militarnego rosyjskiego zagrożenia, jak Polska, a raczej opowiada się za balansem równowagi sił między Rosją a NATO. Nie chcą, aby wzrost napięć militarnych hamował współpracę we wszystkich dziedzinach. Niemcy są zdecydowanym przeciwnikiem budowy i rozbudowy baz wojskowych w Polsce. Dlatego właśnie szef polskiej dyplomacji wskazał Wielką Brytanię jako pierwszego sojusznika w Europie – kraj o podobnie silnym nastawieniu rusofobicznym, który podziela polską wizję bezpieczeństwa europejskiego oraz będący naszym ważnym sojusznikiem w dotychczas podejmowanych decyzjach w NATO. Wielka Brytania to też główny przedstawiciel Ameryki w Unii Europejskiej.

Dla naszej „dalekosiężnej polityki wschodniej” potrzebne są właśnie takie stosunki z Ameryką, jakie posiada Wielka Brytania. Są to najbardziej sojusznicze stosunki, jakie Stany Zjednoczone posiadają w świecie i takie relacje minister W. Waszczykowski chce uzyskać dla Polski…

…Należy sądzić, że montowany układ sojuszniczy USA-Wielka Brytania-Polska ma stać się tym „silnym aktywem międzynarodowym”, które zapewnią Polsce na forum Unii współkształtowanie „dalekosiężnej polityki wschodniej”. Wzmocnieniem „polskich aktywów międzynarodowych” ma być zaproponowany projekt „utworzenia regionalnego sojuszu opartego na Grupie Wyszehradzkiej”. O tym projekcie w 2012 roku mówił: „podmiotową pozycję (Polski) można odbudować przez odzyskanie roli rzecznika interesów państw regionu, odrestaurowanie intensywnej współpracy z państwami nordyckimi, bałtyckimi czy Grupą Wyszehradzką. Prócz podjęcia wysiłków na rzecz zbudowania autonomicznego regionu (np. karpackiego) w naszej części UE. Przez powrót do roli wiarygodnego promotora europejskich ambicji państw bałkańskich i wschodnioeuropejskich. Przez powrót do polityczno-wojskowej i gospodarczej, zwłaszcza w dziedzinie energetyki, współpracy z USA”.

Przy tego rodzaju pomysłach warto zdawać sobie sprawę, że „budowanie autonomicznego regionu w naszej części UE”, to nic innego, jak harce na obrzeżach unii, które sprawiają dla centrum w Brukseli poważne kłopoty wobec wcześniej wymienionych wyzwań, rozsadzających integralność Unii.

Minister W. Waszczykowski chce „odzyskać podmiotowość polskiej polityki zagranicznej”, ale nie mówi, jakimi aktywami dysponuje. Wygląda na to, że chce je uzyskać przez sojusznicze relacje w układzie USA-Wielka Brytania-Polska, które faktycznie jeszcze nie istnieją. Postrzega ten sojusz, jako strategiczną siłę, zwróconą przeciwko Rosji. Jedyne jednak, co Polska może wnieść do takiego sojuszu, to politykę wymierzoną przeciwko Rosji. Trudno tu mówić o jakiejś podmiotowości, raczej o byciu narzędziem amerykańskiej geopolityki, której częścią jest rywalizacja z Rosją. Tym samym nasze bezpieczeństwo uzależniamy od geopolitycznych relacji na linii Ameryka-Rosja, na które nie mamy wpływu. Warto tu przypomnieć chińską maksymę „nie wchodzę do gry politycznej, jeżeli nie posiadam właściwych dla niej aktywów”.

Uzależniamy nasze bezpieczeństwo od geopolitycznej gry Ameryki, której znaczna część interesów znalazła się już nad Morzem Chińskim. To tam rozgrywają się obecnie geostrategiczne interesy USA, nie w Europie. Taka lokalizacja może wymusić powstanie porozumienia rosyjsko-amerykańskiego w sprawie Ukrainy, zaś przy proponowanej polityce W. Waszczykowskiego, która jest faktycznie polityką niszczenia solidaryzmu politycznego Unii, Polska w rezultacie może znaleźć się w „szarej strefie”…(Wojciech Domosławski)

całość tu: Niebezpieczna utopia w polskiej polityce zagranicznej

„…III RP jest państwem słabym, znajdującym się w strefie wpływów dwóch mocarstw euroazjatyckich i dlatego – satelickim. Zrozumienie tego stanu rzeczy utrudnia fakt, że nie istnieje jedno centrum władzy politycznej a także to, że część mocarstw starannie skrywa swoje hegemonialne dążenia. Polska leży na peryferiach Zachodu, który, jak zauważa Immanuel Wallerstein, nie ma jednolitego centrum politycznego. Stąd nie podlegamy wpływom jednego mocarstwa, lecz wielu. Na dodatek zależność od niektórych państw przeceniamy, a od innych ledwie dostrzegamy.

…Dominacja gospodarczo-polityczna Niemiec w regionie jest dominacją z upoważnienia Stanów Zjednoczonych. Już w 1989 r. w Waszyngtonie zdecydowano, że w zachodniej części Eurazji Niemcy sprawować będą przywództwo w imieniu USA. Taki był sens amerykańskiej koncepcji „partnerstwa w przywództwie” (partnership in leadership). Wówczas politycy nad Potomakiem byli świadomi ograniczoności zasobów amerykańskiego imperium i dlatego zdecydowali się tworzyć taki układ równowagi, w którym część mocarstw by im podlegała i w ich zastępstwie reprezentowała ich interesy w określonych regionach świata. Niemcy przykładnie wpisują się w realizacje tego strategicznego paradygmatu. Co istotne dzięki współpracy euroatlantyckiej ich globalna waga się powiększa.

Waszyngton i Berlin nie obnoszą się ze swoją współpracą w przywództwie, albowiem od dawna elity polityczne obu państwa deklarują, że polityka równowagi sił i koncert mocarstw to generalnie złe praktyki na arenie międzynarodowej. Manifestowanie ich miałoby negatywny wpływ na wizerunek obu państw. Z tego też powodu „partnerstwo w przywództwie” jest nad Wisłą zazwyczaj niedostrzegane. Zresztą polskie elity polityczne nigdy nie grzeszyły zbytnim zmysłem politycznego realizmu. Dlatego wygodnie im wierzyć w ideologię amerykańskiego przywództwa, które rzekomo na celu tylko i wyłącznie zaprowadzenie dobra, pokoju i dobrobytu na świecie.

Nasza zależność od Rosji jest tematem tabu. Zupełnie nie mieści się w głowach naiwnych Polaków. No bo przecież skoro Zachód, czyli Amerykanie i Niemcy walczą niestrudzenie o wolność i demokrację na arenie międzynarodowej, to na pewno nas obronią przed „imperium zła” oraz nie pozwolą, aby w naszym regionie mogło ono realizować swoje nieczyste interesy. O, sancta simplicitas! Zapominamy, że dla Stanów Zjednoczonych największym koszmarem nie jest wcale odbudowa imperium przez W. Putina, ale jakikolwiek scenariusz dezintegracji postimperialnej Rosji. Wywołałoby to ogromną destabilizację w Eurazji i groziłoby tym, że część ogromnego arsenału jądrowego wpadłaby w niepowołane ręce. Trzeba więc robić wszystko, aby temu zapobiec. Gdyby w grę wchodziło sprzedanie interesów państw środkowoeuropejskich, to z pewnością uznane by to było w Waszyngtonie za niewyśrubowaną cenę. Rozumie to Berlin i dlatego współpraca Niemiec i Rosji trwa w najlepsze. Wspólnym, sztandarowym projektem obydwu mocarstw jest zmonopolizowanie handlu surowcami energetycznymi w naszej części Europy. Służyć temu ma m.in. rozbudowa gazociągu Nord Stream. Jej celem jest utrzymanie uzależnienia naszego regionu od rosyjskiego gazu. Obydwa mocarstwa mają też nadzieje, że gazociąg ten zablokuje powstanie nowego gracza w regionie, czyli Polski.

Najbardziej paradoksalny jest fakt, że to właśnie polskie elity polityczne mimo werbalnej wrogości wobec Rosji od lat wspierają dominację Moskwy na środkowoeuropejskim rynku surowców energetycznych. Jesteśmy jednym z jej najważniejszych klientów, ponieważ prawie całość importowanego gazu i ropy pochodzi właśnie stamtąd. Od roku 1993 wiąże nas umowa z Rosją na dostawy gazu ziemnego i jeśli jest ona renegocjowana to z reguły na gorsze dla nas warunki. Jest ona wymownym świadectwem faktu, że rządzący naszym krajem establiszment torpedował wszelkie posunięcia dywersyfikacyjne, aby utrwalać zależność od Rosji. Takie są niestety fakty.

W Polsce nie rozumiemy, dlaczego tak często mocarstwa zachodnie przedkładają interesy „barbarzyńskiego” imperium kosztem swych mniejszych sojuszników. Zapominamy o regułach koncertu mocarstw, które polegają na tym, że kraje mniejsze i średnie stanowią rodzaj łupu mocarstw. Ich przydatność sprowadza się do tego, że mocarstwa na ich koszt zawierają miedzy sobą kompromisy

…Tisze budziesz, dalsze jedziesz – mówi znane rosyjskie przysłowie. Zamiast krzyczeć, że zamierzamy prowadzić politykę wymierzoną w interesy Niemiec i Rosji, a potem bezradnie przyglądać się temu, jak Berlin i Moskwa skutecznie blokują nasze inicjatywy, lepiej skupić się na realizacji konkretnego przedsięwzięcia. Są bowiem takie dziedziny, w których autonomiczna polityka zagraniczna jest możliwa. Taką okazję daje polityka energetyczna. W jej wypadku nasze geopolityczne położenia, które z reguły było przekleństwem, okazuje się być wielką szansą. Ze względu na swoje centralne położenie Polska może być samodzielnym graczem na europejskim rynku surowców energetycznych, przede wszystkim gazu ziemnego. Chodzi o to, aby mogła dysponować nadwyżkami gazu, które następnie sprzedawałaby z zyskiem…” (Krzysztof Rak)

całość tu: Polska dyplomacja – między mirażem potęgi, a pokusą appeasementu.

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska?

„…Polska i Węgry współpracują skutecznie w ramach polityki bezpieczeństwa NATO. Razem rozbudowują infrastrukturę gazową i nadal bronią się przed ambitną polityką klimatyczną. Schodząc jednak do konkretów, coraz więcej różni nasze nacje. Kością niezgody jest stosunek do Moskwy, z którą Orban flirtuje, by grać na nosie Komisji Europejskiej. Chociaż spotkanie z Kaczyńskim zapowiada być może współpracę w opieraniu się Komisji razem z Polakami, ci potrzebują Brukseli do obrony przez projektami Moskwy, jak Nord Stream 2 i dezintegracją polityki wspólnotowej: partykularyzmami w Europie Zachodniej w relacjach z Moskwą, próbami rewizji polityki sankcji. W przeciwieństwie do Węgrów, którym na sankcjach nie zależy, a na Nord Stream 2 mogą się zgodzić pod pewnymi warunkami, Polacy mają wiele do stracenia na utracie posłuchu w Komisji Europejskiej, która do tej pory wspierała nas w wyżej wymienionych kwestiach.

Romantyczny sojusz Polski i Węgier przetrwał setki lat. Rośnie także popularność idei Międzymorza, czyli współpracy państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Mało kto dziś wspomina, że u jej gruntu leży właśnie antyrosyjskość, promocja ruchów wyzwoleńczych, czyli swoistych Majdanów, i rozpruwanie Imperium po szwach narodowościowych. Takiego Międzymorza nie poprą współczesne Węgry i wiele nacji regionu, którym zależy na dobrych relacjach z Rosjanami.

Przekuwanie sojuszu polsko-węgierskiego w pragmatyczną współpracę będzie tym trudniejsze, im bardziej rozchodzić się będą te kraje w podejściu do integracji europejskiej i stosunku do Rosji. No chyba, że czeka nas Budapeszt w Warszawie i rewizja polskiej polityki zagranicznej na kształt zmian wprowadzonych przez Wiktora Orbana na Węgrzech. Tu jednak stanie na przeszkodzie antyrosyjski rys polityki Kaczyńskiego. Zmiana linii byłaby trudna do zaakceptowania także z punktu widzenia elektoratu partii Prawo i Sprawiedliwość podnoszącej wciąż kwestię niewyjaśnionych przyczyn katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, brat-bliźniak Jarosława. Z tego względu Orban może być dla niego taktycznym „bratankiem”, ale prawdopodobnie nie zostanie nowym, strategicznym „bratem”.” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kaczyński, Orban – dwa bratanki? 

podobne: Widziałem męża stanu. Orban krytykuje politykę imigracyjną UE i broni prawa do debaty nad karą śmierci. Węgry zmniejszają deficyt, zadłużenie publiczne i podatki. oraz: Polityka energetyczna Węgier solą w oku „Wielkiemu Bratu” z zachodu. i to: Studium węgierskiego przypadku nad Wisłą czyli… ile z Orbana w PISie. Czego powinien chcieć od władzy zwykły Polak? a także: Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę.

„…Gdybym miał w obrazie odmalować ówczesną tragedię polityczną Kraju, przedstawiłbym naród w postaci pochodu, który z pieśnią na ustach, na przemian męczeńską i triumfalną, gnany jest przez siepaczy hitlerowskich w przepaść bolszewicką, a po bokach kroczące szpalery „autorytetów” konspiracji, pilnujących z pistoletami w garści, aby nikt z tego pochodu się nie wyłamał, nikt nie próbował zawrócić czy innych przed przepaścią nie ostrzegł.” – pisał Mackiewicz.

Jakkolwiek „siepaczy hitlerowskich” zastępują dziś szacowni politycy niemieccy, z pupilką Stasi na czele, a „przepaść bolszewicka” ma być zaledwie koleiną, wytyczoną politycznym „georealizmem” – obraz nakreślony przez pisarza powinien przerażać swoją aktualnością.

Wojna na Ukrainie przypomniała z całą bezwzględnością, że dwa żywioły: rosyjski i niemiecki, nigdy nie pogodzą się z istnieniem Rzeczpospolitej. Nawet obecne państwo, powstałe na fundamentach „Polski Ludowej”, jest nie do zaakceptowania dla naszych odwiecznych wrogów.

Ukraina jest zaledwie etapem, „polem doświadczalnym” nowego sojuszu Moskwy i Berlina. Akta niemieckich polityków, zgromadzone w archiwach Łubianki, dają pewność, że sojusz ten przetrwa każdą próbę. Putin doskonale odrobił lekcję najnowszej historii i zrozumiał, że nadrzędnym celem społeczeństw „wolnego świata” nie jest prawda historyczna bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój – i za obie te wartości gotowe są zapłacić każdą cenę.

Realizowany od siedmiu lat plan wasalizacji Polski, wkracza obecnie w kolejną fazę, w której Rosja i Niemcy mogą liczyć na wsparcie eurołajdaków i pełną współpracę ze strony „elit” III RP. Projekt Prusy Wschodnie – utrzymywania za wszelką cenę otwartej granicy z Kaliningradem, jest symbolem trwałości nowego przymierza i już dziś prowadzi do reaktywacji historycznych demonów. Z kolei, „awans” udzielony jednemu z wysokich przedstawicieli reżimu dowodzi, że cały aparat unijny zostanie zaangażowany w utrwalenie obecnego status quo i będzie zabiegał o utrzymanie Polski w orbicie Moskwy i Berlina.

W ostatnich latach przynajmniej kilkakrotnie mogliśmy dostrzec prawdziwe intencje „wolnego świata”. Entuzjazm, z jakim na Zachodzie powitano zwycięstwo wyborcze Platformy, w roku 2007 i 2011, nie wypływał przecież z troski o polskie sprawy i nie był efektem wysokiej oceny przymiotów politycznych i intelektualnych przedstawicieli rządu Tuska. Podkreślano przede wszystkim, że pragmatyzm nowej władzy pozwoli poprawić relacje z Rosją i wygasić „polską rusofobię”. To dlatego, natychmiast po tragedii smoleńskiej pojawiły się na Zachodzie głosy nawołujące do pojednania polsko-rosyjskiego, zaś niemieckie media nie ukrywały, że „napięcia pomiędzy Polską a Rosją oznaczają dla Berlina kłopoty”. Życzliwość komisarzy i polityków Zachodu, a w szczególności serdeczności Angeli Merkel, mają bardzo konkretny wymiar. W równym stopniu dotyczy on świadomości, że reżim III RP jest tworem wyjątkowo słabym i podatnym na unijne naciski, jak przekonania, że nie będzie on przeciwstawiał się Rosji ani tworzył przeszkód w realizacji polityki pojałtańskiej.

Warto sobie uświadomić, że po roku 1939, 1945 i 1989, kolejna data w polskiej historii nie przyniesie przełomu w łańcuchu dyplomatycznych draństw, zdrady i zawiedzionych nadziei. Żadna z „zachodnich demokracji” nie będzie umierać za Polskę, tak jak dziś nikt nie chce nadstawiać głowy za wolną Ukrainę.

Byłoby fatalnie, gdyby Polacy odrzucili tę lekcję historii.

Zbyt łatwo zapomnieliśmy, że postawę Zachodu wobec Sowietów/Rosji wyznaczyły słowa Churchilla o gotowości „sprzymierzenia się z diabłem, żeby tylko wypędzić szatana”. Tym diabłem był wówczas Stalin, mający obronić Europę przez Hitlerem-szatanem. Gdy „diabeł” wykrwawił „szatana” na ziemiach oddalonych od europejskich stolic, przyjęto dogmat, iż każdy, kto występuje przeciwko diabłu, będzie odtąd wrogiem cywilizowanej Europy. Rok 1989 i propagandowe ogłoszenie „upadku komunizmu” stanowił naturalną kontynuację tej mitologicznej postawy wobec „diabła”. Jego przejście na „stronę światłości” powitano jako ostateczne zwycięstwo nad szatanem totalitaryzmu i konsekwencję wspólnej walki z demonem – Hitlerem. Przyczyną tej zbiorowej mistyfikacji była m.in. konieczność moralnego usprawiedliwienia sojuszu z międzynarodowym komunizmem. Bez tego usprawiedliwienia, ideowa wykładnia wojny z Hitlerem, nie byłaby możliwa, albo co najmniej utrudniona. Dzięki niej, dokonano rozgrzeszenia hańby „ładu jałtańskiego”, zaaprobowano farsę procesu w Norymberdze i zapomniano komunistom zbrodnie ludobójstwa, przy których bledną wyczyny Hitlera.

…Wprawdzie historia przyznała rację Mackiewiczowi i obnażyła cynizm i nielojalność aliantów, to przecież pisarza skazano na zapomnienie i marginalizację. Tryumf zaś święcą mitomani, deliberujący o „zwycięstwie Polski w II wojnie światowej” oraz umacnianiu sojuszu z państwami Zachodu. Niezależnie – czy mówią dziś o „zakopywaniu Polski aż po sam czubek głowy, razem z tym czakiem ułańskim, razem z czapką krakuską”, czy postulują „pogłębianie integracji europejskiej i budowanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej” – reprezentują tę samą sektę utopistów i mistyfikatorów, którzy od dziesiątków lat niszczą nasze marzenia o niepodległości.

Trzeba wielkiego zaślepienia, by po doświadczeniach zaborów, wojen i 50-letniej okupacji – nie dostrzec klęski podobnych koncepcji.

Ich twórcy, nie tylko nie wierzą w potencjał Polaków i możliwość zbudowania silnej państwowości, ale porażeni własną niemocą, uczynili z naszego położenia geograficznego, najtrwalsze kajdany. Bo jeśli nie „współpraca” z Rosją, to wizja ekonomicznej kolonii niemieckiej. Jeśli nie „zbliżenie” z Zachodem, to moskiewski jasyr.

Przekleństwo georealizmu będzie nam ciążyć tak długo, jak długo dajemy wiarę, że Polska musi być proniemiecka bądź prorosyjska. Albo nie istnieć w ogóle. cdn.” (Aleksander Ścios całość tu: NUDIS VERBIS – 1 Diagnoza)

podobne:  „Na sumieniu Polski ciąży wiele grzechów przeciwko sobie, ale ani jeden przeciwko innym narodom.” Aleksijewicz: człowiek postsowiecki jest agresywny i bezwzględny. i to: O tym, jak Winston Churchill realizował politykę sowiecką, zanim wybuchła II wojna światowa. polecam również: „Szklany nocnik dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego” za „Traktat Lizboński i nadmuchiwanie Niemiec”. oraz: „1920 – zapomniany appeasement”. Murzyńskość zachłyśniętych zachodem i rachunek z sowieckich krzywd. O polską politykę i świadomość historyczną.

„…w roku 2013, po kilkuletniej przerwie spowodowanej „resetem” dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, Stany Zjednoczone powróciły do aktywnej polityki w Europie Wschodniej. Polska ponownie trafiła pod amerykańską kuratelę i ponownie podjęła się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, co objawiło się w postaci postępowania, polegającego na żyrowaniu przez Polskę w ciemno wszystkiego, co zrobią tamtejsi Umiłowani Przywódcy w rodzaju Arszenika Jaceniuka. Piotra Poroszenki, czy największej osobliwości w postaci Michała Saakaszwiliego. Kontynuacją tego było zadeklarowanie kijowskim dygnitarzom przez pana prezydenta Dudę 4 miliardów złotych pożyczki, żeby mogli sobie jeszcze przez jakiś czas z czego pokraść. Już mniejsza o to, w jaki sposób pan prezydent uzbiera taką sumę („nie mam głowy, jak ty to uzbierasz” – śpiewała Izabela Trojanowska), bo ważniejsze jest pytanie, czy jesteśmy skazani na bęcwalstwo, czy też z powrotu USA do aktywnej polityki w Europie Wschodniej Polska mogłaby uzyskać jakieś korzyści?

Skoro Polska już podjęła się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, to byłoby bardzo niedobrze, gdyby tę rolę odgrywała za darmo – jak to było za prezydenta Kaczyńskiego. Polska – po pierwsze – powinna uzyskać od Stanów Zjednoczonych zapewnienie, że USA nie będą wywierały na Polskę żadnych nacisków w sprawie realizacji tak zwanych „roszczeń majątkowych”, jakie Żydzi wysuwają wobec naszego nieszczęśliwego kraju, a po drugie – że ponieważ Polska, wychodząc naprzeciw amerykańskim oczekiwaniom i podejmując się roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, siłą rzeczy stała się państwem frontowym, to oczekiwalibyśmy, że USA potraktują Polskę tak samo, jak traktują inne państwo frontowe, to znaczy Izrael. W praktyce chodziłoby o finansową kroplówkę w wysokości 4 mld dolarów rocznie, plus udogodnienia wojskowe, z jakich korzysta Izrael. I jedna i druga sprawa ma żywotne znaczenie z punktu widzenia polskich interesów państwowych i uważam, że władze polskie powinny starać się uczynić z tego probierz jakości stosunków amerykańsko-polskich. Postępowanie przeciwne oznaczałoby polską zgodę na instrumentalne traktowanie naszego państwa, a byłoby niedobrze, gdyby politycy amerykańscy przyzwyczaili się, że Polskę nie tylko można, ale tak właśnie trzeba traktować.

Wprawdzie sojusz amerykańsko-polski ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego (polega on na tym, że jeśli jeden sojusznik traci niepodległość, to drugi może nawet tego nie zauważyć), ale o ile tej egzotyki nie możemy wyeliminować z uwagi na okoliczności obiektywne, to przecież możemy ją zmniejszać przez odpowiednie postępowanie, w którym również Polonia amerykańska mogłaby oddać Polsce wielką przysługę. Warto zwrócić uwagę, że zapowiedzi rozlokowania m.in. na terenie Polski amerykańskiego wojska „w sile brygady pancernej”, czy urządzenie tu amerykańskich magazynów ciężkiej broni, to nie to samo. Ani bowiem te wojska nie będą podlegały polskim władzom, tylko będą wykonywały rozkazy przywódców amerykańskich, ani broń tu zmagazynowana nie będzie mogła być wykorzystana przez Polskę bez zgody jej właścicieli. Dlatego Polska jest zainteresowana modernizacją WŁASNYCH sił zbrojnych, które nie tylko stanowią element sił zbrojnych NATO, ale w dodatku są rozlokowane na wschodnim skraju obszaru obrony Paktu Atlantyckiego. Ich wzmocnienie leży zatem w interesie wszystkich członków NATO, a jednocześnie wychodzi naprzeciw polskim interesom państwowym. I tylko takie zgrywanie interesów Paktu Atlantyckiego z polskimi interesami państwowymi pozwoli Polsce na uzyskiwanie korzyści z faktu uczestnictwa w NATO.

Obecne podróże pani premier Beaty Szydło, prezentowane przez życzliwą państwową telewizję jako dyplomatyczna ofensywa, stwarzają dobrą okazję do zastanowienia się nad jeszcze jedną sprawą, a mianowicie – powrotem do Heksagonale – jednak uzupełnionego i poprawionego…

…Chodzi oczywiście o tak zwane „Międzymorze”, to znaczy Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Słowenię, Chorwację, Serbię, Rumunię i Bułgarię – a więc państwa leżące między Morzem Bałtyckim, Czarnym i Adriatykiem. Zamieszkuje je ponad 80 milionów ludzi, a więc mniej więcej tylu, ilu w samych Niemczech. Międzymorze nie stanowiłoby więc zagrożenia dla nikogo, natomiast mogłoby spełniać rolę sojuszu realnego dla swoich uczestników pod warunkiem uniknięcia błędu popełnionego podczas poprzedniej próby pod nazwą „Heksagonale”, która nie miała dostatecznie silnego lidera, czy ściślej – protektora. O tym właśnie pisał m.in. we wspomnianym artykule Jan Nowak-Jeziorański – że „ze Stanami Zjednoczonymi na czele”. Brak tego protektora sprawił, że Niemcy z łatwością tę inicjatywę storpedowały i próżnię polityczną, jaka w Europie Środkowej pojawiła się wskutek ewakuacji stamtąd sowieckiego imperium, zaczęły wypełniać poprzez rozszerzanie na wschód Unii Europejskiej, której były niekwestionowanym politycznym kierownikiem. W tej sytuacji współpraca polityczna w ramach Grupy Wyszehradzkiej, powinna być m.in. skierowana na przekonywanie polityków amerykańskich do koncepcji Międzymorza nie tylko jako zapory przed ewentualną rosyjską ekspansją w kierunku zachodnim, ale również jako przeciwwagi dla strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, które miałoby wyznaczać ramy polityki europejskiej. Wydaje się, że obecna sytuacja sprzyja powrotowi do tamtej – ale uzupełnionej i poprawionej – koncepcji. Polska polityka zagraniczna uzyskałaby wtedy perspektywę szerszą niż dotychczasowe zadaniowanie starych kiejkutów – a to byłaby niewątpliwie „dobra zmiana”. (Stanisław Michalkiewicz – Szumią morza trzy)

podobne: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej  polecam również: Grupa Wyszehradzka apeluje do Kongresu o przyspieszenie eksportu gazu  oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce. Czy Obama i Putin uzgodnią nowy reset?

„…Kacper Kujawski: Czy uważa pan że w obecnych realiach geopolitycznych jest realne utworzenie intermarium – ta perspektywa jest ostatnio trendem w myśli amerykańskiej polityki zagranicznej jako osłabienie tandemu Rosja – Niemcy.

Nie tylko realne, ale i docelowo konieczne. Rzecz w tym, kto będzie tym międzymorzem rządził? Czy będzie to rzeczywista reaktywacja Wielkiej Rzeczypospolitej (czego nieodzownym momentem musi być podniesienie Korony polskiej), czy też ukonstytuowanie się „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym” od Odessy, Konstancy i Kiszyniowa do Wrocławia i Szczecina – ? Uwaga: sytuacji nie ułatwia fakt, że to drugie będą nam zapewne sprzedawać właśnie w opakowaniu propagandowym „polityki jagiellońskiej” – wmawiając przy tym naiwnym słuchaczom, że jej istotą jest rzekomo „wielokulturowość”. Pamiętajmy więc, że „wielokulturowość”, owszem, w sensie respektowania staropolskich reguł nieingerencji państwa w sprawy prywatne: „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Ale co innego sprawy publiczne, w których rządzić będą albo zasady cywilizacji łacińskiej wywiedzione z katolickiego personalizmu, albo kolektywistyczny trybalizm.

Wszelkie przymierza, ma się rozumieć, muszą być oparte na wspólnocie interesów. Róbmy więc dobre interesy z kim się tylko da. Zastrzegam, że moje suygestie nie zakładają gwałtownego zrywania jakichkolwiek kontaktów, które już działają. Ale trzeba wszystko widzieć we właściwych proporcjach. Warto np. zauważyć, że jeśli już o interesy chodzi, to np. z USA mamy wymianę handlową na tym samym poziomie, co z Belgią – więc, z całym szacunkiem, nie tu jest klucz do naszego wzrostu gospodarczego. Gdzie go zatem szukać? Przede wszystkim: znieść żelazną kurtynę, którą pod dyktando UE i USA utrzymujemy na naszej wschodniej granicy – należy do tego dążyć ze wszystkich sił, a przemawiają za tym wszelkie względy ekonomiczne i geostrategiczne. Mówiłem o tym wielkokroć, nie powtórzę tu kompletnej argumentacji – ale w najbliższym otoczeniu to Białoruś (!) jest ostatnim otwartym jeszcze dla nas oknem możliwości. Jeśli mamy kiedyś doprowadzić do nowego otwarcia w kontaktach z Moskwą – to właśnie via Mińsk. Oczywiście prezydent Łukaszenka musiałby najpierw zobaczyć, że ma w Warszawie z kim rozmawiać – co po latach odrzucania wszelkich ofert z jego strony i retransmitowania przez nas na Wschód demokratycznego frazesu nie będzie wcale takie oczywiste. Oczywiście jest Budapeszt. Ale trzeba budować dłuższą oś: droga do Mińska wiedzie być może przez Ankarę z jednej, a Sztokholm z drugiej strony. Aby obronić nasza suwerenność musimy szukać wyjścia z pułapki geopolitycznej w jakiej tkwimy od stuleci. Pilnie należy zacząć wykorzystywać wszelkie możliwości w relacjach handlowych z Chinami. Obsługa europejskiej końcówki „nowego szlaku jedwabnego” to wspaniała perspektywa – nic dziwnego, że wszyscy inni chcieliby czerpać z tego profity (to nb podstawowa współczesna przesłanka koncepcji „kondominium” na naszym terytorium)…” (Grzegorz Braun, całość w wywiadzie dla Polskiego Piekiełka)

„…Projekty Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS) oraz Azjatyckiego Banku Inwestycji (AIIB) stały się punktami uwagi dla praktycznie wszystkich krajów na świecie. Nowy Jedwabny Szlak doskonale wpisuje się również w koncepcję Międzymorza w Europie Środkowo-Wschodniej… 

Nowa koncepcja skupia się przede wszystkim na Ukrainie, Białorusi i Litwie, jako hubie łączącym Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym i praktycznie całkowicie pomija Polskę oraz Rosję. W takim układzie, rozwiązanie to najbardziej uderza jednak w interesy Polski. Ukraińska megalomania umieszcza ponownie dzikie pola w sercu Europy zapominając, że dla Chin priorytetem jest wymiana handlowa z Europą, a nie z państwami byłego ZSRR. Następstwem takiego procesu jest z kolei apel ukraińskich władz o większe zaangażowanie Niemiec i Chin w procesy gospodarcze na Ukrainie oraz wsparcie rozwoju infrastruktury. Nie trzeba tutaj dużej wyobraźni, aby zrozumieć, że historia zatacza tutaj właśnie duże koło i niedługo może się okazać, że perspektywa współpracy Niemcy-Rosja-Ukraina-Chiny będzie wyjątkowo kusząca dla nowych władz Ukrainy…

…Bardzo ciekawa jest ukraińska koncepcja połączenia Nowego Jedwabnego Szlaku z państwami Unii Europejskiej. Nie biegnie ona bowiem, jak dotychczas przez Lwów do Polski, lecz na północ w kierunku Białorusi. Prowadzi przez Mińsk i Wilno aż do litewskiego portu w Kłajpedzie. Jest to właśnie wschodni projekt Międzymorza bez udziału Polski. Historycznie rzecz ujmując – jest to powstanie Wielkiego Księstwa Litewskiego (dzięki wsparciu Chińskiej Republiki Ludowej), w jego pierwotnych granicach, czyli od Bałtyku i Żmudzi przez Galicję Wschodnią aż po Odessę. Pierwsze sygnały dotyczące takiej koncepcji już wiele lat temu wysyłał Aleksander Łukaszenka.

Koncepcja ta, w której Ukraina staje się hubem, komplikuje teoretycznie eksport do Unii Europejskiej. Jednakże projektantom nie zabrakło tutaj wyobraźni. Pojawiły się nawet delikatne sugestie, że w najbliższym czasie możliwa jest również zmiana granic na Pomorzu oraz Śląsku. Ukraińcy wskazują, że póki co – na Ukrainie nie ma sił politycznych nawołujących do zwrotu Lwowa do Polski – natomiast w Polsce działa liczna partia „Autonomii Śląska”, której celem jest „powrót do Niemiec”. Nie będę tutaj oceniał ile jest w tym kłamstwa, a ile prawdy, lecz uznam, że bezsporny jest fakt, iż prowadzenie „polityki historycznej” i rewizjonistycznej, to broń, która ścina w obu kierunkach. W realnej perspektywie rozpadu Unii Europejskiej takie mechanizmy polityczne oraz kolorowe rewolucje wspierane z zewnątrz – powinny być szczególnie poważnie potraktowane. Ewentualne zmiany geopolityczne miałyby nastąpić w okolicznościach rozpadu Unii Europejskiej, co stawiałoby gospodarkę Niemiec w centrum nowego układu sił w Europie Zachodniej. Nowe granice i nowy rozkład linii transportowych umożliwiałby nie tylko połączenie drogą morską, lecz również drogą lądową od Wilna do Kaliningradu oraz w kierunku Hamburga.

Nie jest to niestety pierwszy objaw ukraińskiej megalomanii i nacjonalizmu, gdzie punktem odniesienia dla interesów Ukraińców jest współpraca ukraińsko-niemiecka, kosztem dobrych relacji z Polską. Z tych koncepcji wynika bowiem jasno, że Ukraina przedkłada współpracę z Niemcami i Białorusią z całkowitym pominięciem Polski(Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Ukraina proponuje Międzymorze bez Polski

podobne: Ukraina na skraju bankructwa (z długiem u Rosji). UE wycofuje się z polityki wschodniej. Partnerstwo strategiczne Litwy i Polski podupadło  a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości.

„…Anglia nie ma wiecznych wrogów, ani wiecznych przyjaciół, ale za to ma wieczne interesy. Polacy też mają swoje interesy i właśnie od ich respektowania zależy nasz dobrobyt i samo istnienie. Ale te interesy trzeba jasno wyartykułować.

pytanie USA czy Chiny jest zasadne – pod warunkiem zachowania własnej podmiotowości. Ktoś powie, że to pomylony pomysł, bo interesy USA i Chin się wykluczają, a my jesteśmy zbyt słabi. To prawda, że wykluczają, ale nie na terenie Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, która oddziela Niemcy od Rosji. Tę ścianę, lub współcześnie – mur, chcą zbudować Amerykanie i Chińczycy. Jeżeli Niemcy oficjalnie piszą o polsko-amerykańskiej zmowie, to musi ona już mieć realne kształty. Ponadto działania polskiego rządu wskazują na takie poparcie. I niezależnie od politycznej opcji należy „kuć żelazo póki gorące”. Jak mawiał Piłsudski, stwarzać fakty dokonane.

Przy tak zarysowanym planie musi pojawić się pytanie, jaką cenę ma takie poparcie? Do czego więc Polacy się zobowiązali wobec Amerykanów, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że w polityce nic nie ma za darmo. A skoro tak jest, a interes Amerykanów i Chińczyków na terytorium Polski pokrywa się z naszym, to może warto przyjąć propozycję chińską 16+1 i w ten sposób wzmocnić swoją pozycję przetargową wobec nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej, ale również wobec Rosji i Niemiec, a także samych Amerykanów i Chińczyków.

…Oczywiście takie rozwiązanie będzie budziło opór Rosjan, Niemiec, ale również i USA. Ale z Amerykanami to nie my powinniśmy negocjować, lecz Państwo Środka, które jest zainteresowane wzmocnieniem Europy Środkowo-Wschodniej – oczywiście dla swoich celów. Ale te cele, warto przypomnieć, że w wyjściowej pozycji pokrywają się z naszymi. Dlaczego nie mamy skorzystać z okazji i wejść na drogę ku lepszej Polsce, tym bardziej, że w amerykańskiej świadomości dyplomatycznej już żyje wizja Polski, jako lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Stworzył ją Stratfor, prywatna agencja wywiadu George’a Friedmana. Siła tej koncepcji będzie zależała od siły poparcia państw tego regionu.

Polska chcąc obronić swoją godność i wolność, musi wcześniej wejść w odpowiednie sojusze odporowo-obronne i wyłonić z siebie elity na odpowiednim poziomie, które potrafią myśleć po polsku, wyczuć odpowiedni moment i zastosować odpowiednią taktykę. Koncepcja „z nikim” nie oznacza samodzielnie lub samotnie. (Ryszard Surmacz • wpolityce.pl całość tu: WSTAJEMY Z KOLAN I NIE MAMY DROGI ODWROTU)

podobne: „Między Niemcami a Rosją”, czyli Polska niepodległa w trzech scenariuszach  i to: UE bez pomysłu na siebie pogrąża się w kryzysie. Szczyt w Chinach początkiem końca Europy jaką znamy? a także: Poważne państwa nie mają w polityce zagranicznej ani stałych sojuszników, ani też stałych wrogów, tylko niezmienne interesy. Odzyskać MSZ.

„…12 lutego 2016 roku w Monachium weszliśmy w nową erę. Tak jak XX wiek rozpoczął się od upadku potęgi Europy kontynentalnej i zakończył ostatecznie epokę imperializmu kolonialnego, tak XXI wiek rozpoczyna się od upadku chrześcijaństwa i zakończy się upadkiem całej zachodniej cywilizacji.

Konferencja w Monachium przejdzie do historii podobnie jak konferencje w Teheranie, Jałcie czy Poczdamie. Nieoficjalne doniesienia mówią o tym, że Stany Zjednoczone porozumiały się z Rosją w sprawie podziału stref wpływów w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W zamian Rosja zobowiązała się do pohamowania rozwoju gospodarczego Chin w Kierunku Europy, poprzez blokadę wszystkich projektów transportowo-lądowych, w tym Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednocześnie Niemcy potwierdziły swoje zaangażowanie we wsparcie gospodarcze dla Rosji i zagwarantowały odbiór gazu i innych surowców rosyjskich przez następne dekady. Mniej więcej w tym samym czasie zniesiono sankcje gospodarcze dla Białorusi, co de facto umożliwiło zniesienie sankcji na Rosję, gdyż teraz jej towary będą płynąć przez Białoruś z nowymi etykietami. Innymi słowy, Stany Zjednoczone zdecydowały się również zrekompensować Niemcom i Rosji straty materialne związane z izolacją Chin poprzez oddanie wolnej ręki w Europie Środkowo-Wschodniej oraz odstąpieniem od dalszego wsparcia Turcji na Bliskim Wschodzie.

Ustalenia i umowy w zakresie nowego ładu na świecie odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Podczas, gdy mocarstwa światowe ustalały podział swoich stref wpływów – polscy politycy topili się w oparach absurdu i debatach bez najmniejszego znaczenia dla przyszłości kraju. W nowym układzie sił gwarantem stabilizacji są Stany Zjednoczone, Niemcy i Rosja. Natomiast najbardziej poszkodowane i pominięte są trzy kraje: Polska, Turcja i Chiny. Pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Rumunia, Czechy, Węgry i Słowacja – nie były praktycznie w ogóle brane pod uwagę jako istotne elementy rosyjskiej strefy wpływów.

Ktoś, kto był obecny na konferencji w Monachium mógł odnieść wrażenie, że cofnął się w czasie o 25 lat. Była to konferencja, na której nieustannie obecne były takie hasła jak: walka z terroryzmem, nowa zimna wojna, nowy układ sił, Syria, Turcja, Irak, ISIS. Najbardziej wyeksponowanymi elementami wyposażenia były flagi USA, Rosji, Niemiec i Organizacji Narodów Zjednoczonych. Polityków Europy Środkowo-Wschodniej celowo ustawiono na świeczniku w centrum dyskusji z osobami o trzeciorzędnym znaczeniu. Kluczowe decyzje podejmowane były za zamkniętymi drzwiami.

Nowy układ sił zakłada, że Rosja zapewni spokój w Syrii i w Iranie, natomiast USA zapewnią spokój w Iraku i jego peryferiach. Jednocześnie Rosja otrzymała wolną rękę w regionie Europy Wschodniej (były bufor ZSRR), w zamian za dopilnowanie, aby Nowy Jedwabny Szlak nigdy nie powstał. USA będą blokować morskie drogi rozwoju Chin, a Rosja będzie blokować lądowe drogi rozwoju Chin. Rosja zobowiązała się do odstąpienia z agresywnej polityki wobec Japonii, natomiast USA skasowały wszystkie swoje projekty w Europie Środkowo-Wschodniej. Nigdy w Polsce nie powstaną amerykańskie bazy i nigdy w Polsce nie będzie stałej obecności wojsk NATO z USA lub Europy Zachodniej.

Zaskoczeni?

Gdzie jest tarcza antyrakietowa? Gdzie jest szpica NATO? Zamiast wielkich projektów pozostały do dzisiaj wielkie, puste obietnice. Zbliża się do końca druga kadencja Baracka Obamy i poza wspólnymi ćwiczeniami kilku tysięcy żołnierzy – nie wprowadzono ŻADNYCH rozwiązań, które mogłyby zapewnić nam bezpieczeństwo przed Niemcami lub Rosją… 

…Amerykanie mają jedną, bardzo prostą zasadę, którą kierują się w polityce i bezpieczeństwie: biznes…” (Jarosław Narymunt Rożyński)

całość tu: Zdrada w Monachium

…Pan Różyński zwraca uwagę na dość przykre ale rzeczywiste fakty, które wynikają choćby z obserwacji tego co się stało na Ukrainie (doszło tak naprawdę do rozbioru tego kraju) i tego co się dzieje w Syrii, gdzie doszło do zaangażowania się sił zewnętrznych w jej sprawy wewnętrzne, i gdzie na jej granicy „doszło do powstania” tzw. „państwa” islamskiego”, które stało się dla USA i Rosji pretekstem do „bohaterskiej” interwencji. Pomimo oficjalnej wrogości między USA i Rosją, oba kraje już od dłuższego czasu działają jakby w cichym porozumienia na obu kierunkach/frontach (kosztem wspomnianych państw) w których wewnętrzne sprawy mocno się zaangażowały. To ciche porozumienie spowodowane jest moim zdaniem „zagrożeniem” jakie dla swoich interesów obie strony widzą w osobie nowego hegemona na międzynarodowej scenie politycznej – Chin. Polska jak zwykle jest tu tylko pionkiem, który jedna strona chętnie poświęci dla zadowolenia drugiej, żeby tylko uratować ważniejsze figury na szachownicy, czyli własny interes. W tej sytuacji uważam że powinniśmy jak najszybciej otworzyć swój rynek interesów na Chiny (i nie mam tu na myśli ścisłej współpracy politycznej ani militarnej).

Uważam że w obecnym niekorzystnym układzie dogadywania się USA z Rosją ponad naszym interesem, tylko w sytuacji kiedy ktoś spoza tandemu Rosja/USA będzie miał u nas swój żywotny interes, wspomniane państwa będą zmuszone podbić własną ofertę by zjednać sobie Polskę i zacząć ją traktować jako ważnego partnera w kontaktach bilateralnych. Kierując się logiką opartą o zasadę konkurencji – skoro wszyscy widzą w Polsce geopolitycznie strategiczny klucz do rozgrywek w Europie, to właśnie tym powinniśmy grać. Nie tylko z USA, ale również z Rosją i Chinami. Skoro Amerykanie nie kierują się wobec nas sympatiami a wyłącznie własnym interesem (i dość na to przykładów), to dziwię się że mimo tej świadomości tak chętnie poświęcamy dla nich własną rację stanu, tym bardziej kiedy USA co i raz oddaje Polskę rosyjskim wpływom. Uważam że nie warto w ciemno (i za darmo) iść za USA kiedy tylko im to pasuje. Zwłaszcza że do tej pory niczego w zamian nie otrzymaliśmy, a kolejny raz wymachujemy papierowymi gwarancjami ryzykując konflikt zbrojny z sąsiadem, podczas gdy USA notorycznie odmawia nam baz wojskowych i broni antyrakietowej. Nie wspominając o tym że jesteśmy ciągle energetycznie uzależnieni od Rosji.

Faktem jest że Chiny mając w planach projekt gospodarczy pod nazwą „jedwabny szlak” (Pociąg cargo z polską żywnością wyruszy z Łodzi do Chin. Koncepcja Nowego Jedwabnego Szlaku), widzą w nim Polskę jako istotny kraj tranzytowo przeładunkowy dla swoich towarów. Być może gdyby zainwestowały w infrastrukturę, tudzież otworzyły u nas filie swoich firm, zmieniłaby się optyka postrzegania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Chodzi o to żeby Chiny miały u nas swój kawałek tortu, i to na tyle duży żeby Rosja i USA zastanowiły się czy warto destabilizować kraj w którym ktoś taki jak Chiny ma swoje żywotne interesy.

W międzyczasie dobrze by było gdyby PIS zmienił swoją politykę wewnętrzną. Zamiast zadłużać kraj, podnosić podatki, zmuszając w ten sposób Polaków do emigracji, trzeba uwolnić potencjał naszego narodu, który bogacąc się mógłby udźwignąć koszt utrzymania silnej i o wysokim morale armii. Tyle że od bandy socjalistów o lepkich łapach na pieniądze obywateli nie da się tego wymagać. Czeka nas zatem powolne zwijanie się narodu (zwłaszcza jak dziura w ZUSie zacznie pochłaniać wszystkie daniny publiczne) w którym będzie narastać frustracja wobec „elit” politycznych i coraz większe rozczarowanie krajem. Czeka nas degrengolada gospodarcza, antypatriotyczna i moralna, bo urządzanie spędów/wieców z racji katastrofy smoleńskiej to za mało żeby wyzwolić w Polakach miłość i oddanie dla kraju. Obstalowanie bezrobotnych z własnego zaplecza politycznego na czyszczonych po POprzednikach stanowiskach to nie jest ten cud gospodarczy na który czekają miliony rodaków w Polsce i za granicą, a 500 + tylko przyspieszy załamanie się finansów państwa.

Jakkolwiek się potoczą zakulisowe ustalenia w Monachium, i czy rzeczywiście Polska została (nie)jawnie sprzedana przez USA Rosji w zamian za jej pozyskanie do szachowania rozwoju Chin, tak w niczym nie zmienia to faktu że obok „zdrady” Amerykanów mamy przede wszystkim problem z Rosją, która ciągle traktuje Polskę jako „swoją zagranicę” i raz za razem podnosi lament kiedy Polska próbuje budować swoje bezpieczeństwo w oparciu o USA. Tylko ślepiec może nie widzieć tego, że choć Rosja pogardliwie odnosi się do naszej zależności od USA, to bardzo chętnie widziałaby środek ciężkości zależności naszego kraju we własnych łapach.

Proszę zwrócić uwagę również na to że choć rusofilskie środowiska traktowały i prezentowały Rosję w oczach opinii publicznej jako ostatnią linię obrony przed „NWO”, to Rosja po raz kolejny pokazała że jej „sprzeciw” i „opór” przeciwko temu projektowi był wyłącznie grą, by wywalczyć dla siebie jak najlepszą pozycję w nowym rozdaniu (o czym więcej tu: Gospodarka Rosji stacza się, ale katastrofy już raczej nie będzie. Czy nacjonalizacja Banku Centralnego Rosji to element planu Rothschildów? Ukraina: Strach przed wojną paraliżuje biznes, kredyt z MFW to pomoc czy drenaż? Kijów walczy o reformy energetyczne (bez Kołomojskiego). Rosja weźmie udział w każdym korzystnym dla niej układzie jeśli się jej tylko dobrze zapłaci (albo zrekompensuje koszty)… (Odys)

podobne: Jacek Bartosiak i geopolityka: Rosja uwiązana na Ukrainie czeka na propozycję USA w sprawie „rozbioru” Polski by w zamian pomóc poskromić Chiny. Potencjał Polski w konflikcie z interesem Niemiec (o „jedwabny szlak”). Rola prezydenta RP (a propos debaty) oraz: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.  i to: Jacek Bartosiak o „prawdziwej geografii świata” i roli Polski jako drzwiach do panowania nad eurazją, oraz „teoria spiskowa” Piotra Siarki. Kto kogo, kiedy i dlaczego może im się (nie)udać czyli „Bitwa gigantów”. a także: Geopolityka, mocarstwa i wojny. Koncepcja imperium. Czym (jeszcze) żyje Ameryka?  polecam również: NATO-Rosja: manewry wojskowe i „renesans wrogości” (na pokaz?)

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Ameryka otwiera zawory z ropą. Nord Stream 2 podzielił Europę. Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu. Lokalne źródła energii (OZE). Znaczny spadek cen ropy na świecie (czemu nie w Polsce?)


„…W Kongresie USA uchylono po ponad 40 latach zakaz eksportu ropy. Został on wprowadzony po embargu OPEC, w roku 1975 przez administrację Geralda Forda, jako zabezpieczenie amerykańskich zasobów dla krajowego rynku.

Był to efekt ponad dwóch lat starań amerykańskiego przemysłu naftowego, gdy poruszano wszelkie możliwe mechanizmy władzy i opinii publicznej dla zniesienia zakazu. W amerykańskim stylu ubito interes poprzez powiązanie ustawy (tzw „omnibus”) z innymi regulacjami w ustawie budżetowej, przez co także zwiększono wsparcie rządu federalnego dla energii odnawialnej. Ulgi podatkowe dla tej energii zostały przedłużone. Przełamano w ten sposób opór Białego Domu, który zapowiedział, że zawetuje tę ustawę. Jednak w pakiecie z energią odnawialną prezydent ją podpisze.

Inicjator tej ustawy Joe Barton powiedział:

„Mamy najlepsze technologie, najlepszą ropę i za pewien czas przegonimy rosyjską ropą, przegonimy Saudyjczyków, Iran”.
„Jest wiele krajów, które chcą kupić ropę bardziej od Ameryki niż Rosji czy krajów OPEC.”
.
„We have the best technology, the best oil and over time we will drive out Russian oil we will drive out Saudi, Iranian”
„There are lots of countries that would rather get oil from the United States than Russia and many OPEC countries,”

Rzeczywiście, Amerykanie mają daleko posunięte plany związania ze sobą sojuszników, którzy zamiast rosyjskiej ropy, kupowaliby amerykańską. Są one bowiem, jak argumentują zwolennicy usunięcia zakazu „szantażowane przez Rosję dostawami ropy i muszą się podporządkować rosyjskiej polityce w zamian za ropę”.

całość tu: Ameryka otwiera zawory z ropą

podobne: : Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje a także: Skutki łupkowej rewolucji za oceanem. Tani gaz przypłynie z USA a Rosja dostanie po łapach

„…Komisja Europejska ustaliła, że jeśli Nord Stream 2 zostanie zbudowany, zależność od jednego dostawcy wzrośnie i skoncentruje 80 procent dostaw rosyjskiego gazu w jednym szlaku. Prowadziłoby to do dominacji Gazpromu na niemieckim rynku, poprzez wzrost udziałów do ponad 60 procent – przypomniał Tusk. Komisja dotąd nie podjęła decyzji w sprawie zgodności projektu z trzecim pakietem energetycznym.

Projektu broniły Niemcy. – To przede wszystkim propozycja biznesowa, dla której teraz musimy w sposób oczywisty stworzyć niezbędne ramy prawne – powiedziała Angela Merkel po szczycie. Do krytyki Nord Stream 2 przyłączyły się na szczycie południowe kraje, które straciły potencjalne zyski w związku z porzuceniem przez Gazprom projektu budowy magistrali południowej South Stream. Chodzi o Bułgarię, Węgry i Włochy.

– Dla Włoch, ale także Bułgarii i innych krajów, było bardzo ważne wyjaśnienie, dlaczego South Stream nie był możliwy do realizacji, a Nord Stream 2 jest – powiedział Tusk.

Włoski premier Matteo Renzi powiedział, że Europa musi mieć odwagę, by zablokować Nord Stream 2. Przyznał, że próbował opóźnić przyjęcie decyzji o przedłużeniu sankcji wobec Rosji właśnie dlatego, by temat rozbudowy gazociągu nie został pominięty na Radzie Europejskiej. – Niemcy i Holendrzy powiedzieli, że to tylko kwestia biznesowa, ale z naszego punktu widzenia w rozbudowie jest ważna polityczna wartość – powiedział.

Premier Węgier Wiktor Orban podkreślił, że omawiany na szczycie projekt miałby oddziaływanie strategiczne. Jeżeli powstanie, pozwoli Rosji na omijanie Ukrainy i utratę przez nią 2 miliardów dolarów rocznie zysków z tranzytu. Podkreślił, że pozwoliłby także na odcinanie dostaw gazu dla krajów zza dawnej Żelaznej Kurtyny.

…Czechy, Słowacja, Polska i Węgry apelowały o zapis o konkretnych celach: dywersyfikacja źródeł dostaw, zmniejszenie zależności od jednego dostawcy i zapewnienie nieprzerwanych dostaw. O ile to wyliczenie konkretyzowało oczekiwania wobec nowych projektów, to pod hasłem Unii Energetycznej można zmieścić wiele pojęć, z postulatem zmniejszania emisji CO2 poprzez większe zużycie gazu włącznie. Taka interpretacja wręcz faworyzowałaby Nord Stream 2.

…Polskie porty w Szczecinie i Świnoujściu zapowiadają odwołanie od decyzji sądu w Hamburgu w sprawie dwóch pierwszych nitek Nord Stream. Zaskarżyły projekt za blokowanie potencjalnego rozwoju żeglugi, ze względu na wkopanie ich zbyt płytko. Pomimo politycznej deklaracji Merkel, o gotowości do przebudowy gazociągu, nie doszło do tego. Sąd uznał, że nie ma podstaw do kwestionowania Nord Stream. Jeżeli wyższa instancja nie pomoże, porty mają skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, co grozi długotrwałą i niedającą dużych nadziei walką prawną. Jest to jednak sposób na zwiększenie nacisku na Niemcy.

…Jeżeli kanclerz Niemiec nie przestanie udawać, że jest to projekt czysto biznesowy, scenariusz pisany w Moskwie może się spełnić. Ta inwestycja to uderzenie w unijne regulacje, priorytety i politykę energetyczną Wspólnoty. Jej dalsza obrona przez Niemcy będzie dalej osłabiać, i tak nadwątloną, jedność Unii Europejskiej. Problem polega jednak na tym, że Merkel słabnie w kraju i nie może ryzykować zaogniania relacji z głównymi lobbies, na czele z przemysłowym, który wspiera Nord Stream 2, jeżeli chce chronić swą sztandarową inicjatywę, czyli politykę otwarcia na migrantów. Izolowanie Niemców w Unii Europejskiej może także wzmocnić tendencje do unilateralnej polityki w relacjach z Rosją, a zatem przynieść w sprawie gazociągu efekty odwrotne od oczekiwanych. Razem z Niemcami zmagać się z polityką energetyczną Rosji jest źle, ale bez nich jeszcze gorzej. Taktyka rosyjska polegająca na zastosowaniu rzymskiej maksymy: divide et impera – sprawdza się po raz kolejny.”

całość tu: Nord Stream 2 podzielił Europę

„…Nord Stream 2 nie jest formą dywersyfikacji szlaków dostaw gazu do Unii Europejskiej. Projekt ma na celu coś dokładnie przeciwnego. Ma skoncentrować więcej gazociągów w istniejącym korytarzu eksportowym do Niemiec – pisze Korczemkin.

– W ostatnich 15 latach Rosja wybudowała dwa gazociągi eksportowe (Jamał-Europa i Nord Stream), zdolne do transportu 85 mld m3 gazu ziemnego rocznie do Niemiec. Nord Stream 2 doda kolejne 55 mld m3 rocznie. Po jego uruchomieniu ponad 90 procent eksportu gazu z Rosji do Unii Europejskiej będzie docierać przez Niemcy – wylicza.

– Ostatniej zimy Moskwie nie spodobały się rewersowe dostawy gazu z UE na Ukrainę, więc Gazprom „ukarał” Europę poprzez zmniejszenie dostaw na Zachód. Proszę wyobrazić sobie, co może się stać, jeśli Nord Stream 2 będzie już działał, a niemiecki sąd wyda wyrok na korzyść byłych udziałowców Jukosu, albo niemiecka kanclerz zrobi coś, co nie spodoba się na Kremlu? – ostrzega autor komentarza…”

źródło: Nord Stream 2 nie da większego bezpieczeństwa dostaw gazu do Europy. Rosja zmieni system podatkowy, by wesprzeć wydobycie ropy

podobne: Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. oraz: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę.

„…Czas na blokowanie Nord Stream był przed i w trakcie budowy pierwszych dwóch nitek. Polska zadowoliła się wtedy słowem danym przez Niemcy. Precedens Nord Stream jednak już się pojawił, a trzecia i czwarta linia być może powstaną. Odpowiedzią ma być terminal LNG. Daje nam dostęp do światowego rynku, elastycznych umów i pozwala projektować współpracę regionalną przy wykorzystaniu obiektu, na przykład przy wykorzystaniu mechanizmu wspólnych zakupów. O ile połączenia gazociągowe z krajami Unii Europejskiej są w pierwszym rzędzie alternatywą z punktu widzenia ceny, to terminal w Świnoujściu jest jedynym w pełni niezależnym od innych państw źródłem dostaw surowca, a więc jest kluczowy dla bezpieczeństwa energetycznego. Z tego powodu najważniejszym polem bitwy o bezpieczeństwo gazowe Polski pozostaje nasze podwórko. W 2022 roku kończy się obecna umowa gazowa i wtedy może dojść do poważnej zmiany w relacjach gazowych naszego kraju z Rosją. Obecny rząd RP zapowiada wręcz stopniową rezygnację z rosyjskiego surowca na korzyść LNG. Do tego czasu terminal w Świnoujściu musi być rentowny i gotowy do rozwoju importu gazu skroplonego. Polska potrzebuje decyzji odnośnie umocowania obiektu w gospodarce, efektywnego wykorzystania dostępnej tam przepustowości, współpracy z kupcami gazu w regionie oraz dostawcami z całego świata. Warunki rynkowe sprzyjają renegocjacji kontraktów z rosyjskim Gazpromem i katarskim Qatargas. Możliwe jest także pozyskanie nowych dostawców. Przykładem mogą być Statoil lub Cheniere Energy. Pierwszy oferuje elastyczne umowy spotowe. Drugi proponuje swoim klientom umowy długoterminowe uniezależnione od wartości ropy naftowej (jak kontrakt z Gazpromem), zależne od cen Henry Hub – giełdy gazu w USA, gdzie ceny sięgają 11-letniego minimum.”

całość tu: Walka z Nord Stream 2 nie zastąpi konsekwentnej polityki gazowej

…dwie uwagi. Należy pamiętać o tym że ceny LNG na rynkach światowych to jedno a ceny w kontraktach jakie Polska podpisała (póki co z Katarem) lub podpisze z potencjalnymi sprzedawcami tego paliwa to drugie, bo one niestety znacznie odbiegają od cen spotowych na naszą niestety niekorzyść. Dodając do tego kolejne nitki gazociągu północnego, które mają być poprowadzone po dnie Bałtyku w taki sposób że uniemożliwią w przyszłości wpływanie do portu większych jednostek transportowych LNG, należy się liczyć z brakiem obniżenia cen transportu gazu do Świnoujścia w przyszłości. Reasumując – ciężko jest negocjować niższe ceny z Gazpromem skoro nie będziemy mogli kupić go taniej na innych rynkach. Tymczasem polskiej gospodarki nie stać na gwałtowne odcięcie od źródła tańszego gazu, chyba że rzeczywiście uwolniony specjalnie dla sojuszników z Europy amerykański gaz, będzie nam sprzedawany po wyjątkowo niskiej cenie która zrekompensuje koszt jego przetransportowania z USA (czy Kanady) do Europy… (Odys)

podobne: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie. oraz: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji. polecam również: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze:  Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).

„…Z danych Agencji Rozwoju Przemysłu wynika, że po trzech kwartałach 2015 r. sektor górnictwa węgla kamiennego zanotował stratę blisko 1, 7 miliarda złotych. W ubiegłym roku kopalnie straciły ponad 2,2 mld złotych. Podczas sejmowego wystąpienia wiceminister energii, Grzegorz Tobiszowski podkreślił, że ustawa nie zakłada zamykania kopalń. Polityk podkreślił, że nie ma mowy o wygaszaniu kopalń tylko o wyciszaniu ich części. Tobiszowski wyjaśnił, że to pierwsze polega na zamykaniu, a drugie na ograniczaniu działalności niektórych jednostek związanych z poszczególnymi kopalniami. Wiceminister Tobiszowski dodał, że regulacja ma odciążyć finansowo kopalnie. Te części kopalń, które nie są związane z wydobyciem węgla i przynoszą straty mogłyby być przekazane do SRK, odciążając finansowo zakłady…”

całość tu: Reforma górnictwa to kontynuacja polityki poprzedniego rządu.

podobne: Rząd planuje zamknięcie 4-5 kopalń kosztem do 2 mld zł. Tomasz Cukiernik: Prywatyzować a nie likwidować! a także: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? oraz: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. i to: Koalicja przeciwko płacy minimalnej w Niemczech (w co grają polskie Związki Zawodowe?) Koniec solidarności UE względem rosyjskiego embarga (konsekwencje dla polskiej wieprzowiny – ratunkiem Chiny). Polityka klimatyczna UE znowu kosztem Polski. ECB wyręcza FED i odpala własne QE. polecam również: Polityka energetyczna Polski.

„…wokół OZE powstało wiele mitów. Zwolennicy naciągają możliwości, a przeciwnicy je nie doceniają.  Aby dowiedzieć się jak jest naprawdę należy poznać podstawy co wiąże się z większą dawką teorii. Biomasa i fotowoltaika jako najbardziej opłacalne zasługują na odrębne wpisy więc w poniższym tekście zostaną potraktowane po macoszemu.

Wiatr. Moc wiatraka zależy od powierzchni zataczanej przez łopaty, gęstości powietrza oraz prędkości wiatru podniesionej do trzeciej potęgi. Pierwszy parametr podobnie jak sprawność urządzenia zależy od konstrukcji wiatraka, a drugi zmienia się nieznacznie. Pozostaje trzeci, kluczowy dla tego źródła energii. Moc wiatraka najczęściej podaje się dla wiatru wiejącego z prędkością 12 m/s (silny, głośno szumiący). Ale nawet w dobrym miejscu średnia prędkość wiatru na wysokości dostępnej dla przydomowych elektrowni nie przekracza 6 m/s (umiarkowany wiatr rozwijający flagi). Ponieważ moc jaką może dostarczyć wiatrak zależy od szybkości wiatru podniesionej do 3-ej potęgi 2x szybszy wiatr niesie 8x większą moc.

Jeżeli przykładowo kupimy wiatrak o mocy 8 kW (przy 12 m/s) to po zamontowaniu obok w/w domu najczęściej będziemy mieli 8x mniej czyli 1 kW. Rzadziej będzie  wiało 5 m/s i 7 m/s, 4 m/s i 8 m/s itd. Wykres prędkości wiatru jest zbliżony do krzywej dzwonowej i im dalej od średniej tym rzadsze zjawisko, brak wiatru jest równie mało prawdopodobny jak potężna wichura. 6 m/s dotyczy miejsca o dobrych parametrach czyli na wybrzeżu lub na Mazurach, nie zasłoniętego przez drzewa lub budynki oraz na wzniesieniu.

W gęsto zabudowanym terenie o słabej wietrzności można spodziewać się średniej w okolicy 3 m/s (lekki wiatr poruszający liście) co oznacza 1/64 mocy nominalnej. 8kW wiatrak przy 3 m/s może dać zaledwie 1/8 kW. W praktyce z 1 kW mocy zainstalowanej przydomowa elektrownia wiatrowa może wytworzyć od 100 kWh do 1000 kWh rocznie. Ponieważ cena energii waha się w granicach 30-60 gr/kWh w/w elektrownie zaoszczędzą od 30-300 zł w przeliczeniu na gaz lub prąd w II-ej taryfie do 60-600 zł w przeliczeniu na prąd całodobowy. Po szybkim przeglądzie cenników wychodzi mi, że minimalna cena 1 kW mocy (przy 12 m/s) wynosi ok. 2 tys zł przez co inwestycja w ten rodzaj energii bez uprzedniego pomiaru szybkości wiatru może okazać się bardzo nietrafiona. W gęsto zabudowanym terenie wiatrak będzie się amortyzował kilkadziesiąt lat! Osobom chcącym zgłębić temat polecam wpis Jak oszacować uzysk energii  na blogu solaris18  traktującym o OZE. Warto też przeczytać komentarze bo jest w nich wiele cennych wskazówek.

Uważam, że przydomowe wiatraki mają sens jedynie tam gdzie nie ma dostępu do sieci i gdzie służą do wspomagania PV. Wyjątkiem są małe i tanie konstrukcje które będą traktowane jako hobby, a nie inwestycja sensu stricte. Ale w tym wypadku polecałbym raczej budowę, więc napiszę parę słów o różnych konstrukcjach. Najpopularniejsze są wiatraki o poziomej osi obrotu wśród których królują o profilu „lotniczym”. Mają one wiele zalet jak bardzo wysoka sprawność przy względnie małej materiałochłonności. Największą wadą jest bardzo duża wrażliwość na zakłócenia przepływu powietrza więc w terenie zabudowanym mogą działać dużo gorzej. Na dodatek są dosyć hałaśliwe, a ich amatorska budowa jest bardzo trudna. Wiatraki wielo łopatowe zwane amerykańskimi mają  mniejszą sprawność ale za to są proste w budowie.
Osobną kategorię wiatraków stanowią te o pionowej osi obrotu. Ich największą zaletą jest całkowita niezależność od kierunku wiatru, a konstrukcja o profilu „lotniczym” typu Darrieusa ma wysoką sprawność. Niestety ten wiatrak ma problemy z samodzielnym startem. Z tego powodu często stosuje się  hybrydę z  innym typem o pionowej osi – wiatrakiem Savoniusa. Ma on niską sprawność i dużą materiałochłonność ale za to całą masę zalet. Przede wszystkim pracuje bezszelestnie, możemy usłyszeć co najwyżej pracujący generator i łożyska. Potrafi wykorzystać wiatr bez względu na to jak bardzo jest zawirowany. Na dodatek ten typ łatwo poddaje się „obróbce estetycznej”, widziałem zdjęcia naprawdę bardzo ładnych Savoniusów. Dla majsterkowiczów największą zaletą będzie łatwa budowa. Wystarczy jakaś wolnoobrotowa prądnica i dwie przecięte beczki (w tym wypadku trudno mówić o estetyce, ale na bezludziu…).  Nie trzeba budować masztu, bo jak wspomniałem wykorzysta każdy podmuch wiatru a  niższą sprawność związaną z pracą tuż przy ziemi można nadrobić większą powierzchnią.

Osoby które zdecydują się na zakup wiatraka powinny zwrócić szczególną uwagę na następujące parametry:

  • Moc zainstalowana określa maksymalną moc elektryczną jaką da się uzyskać z elektrowni. Większa szybkość wiatru nie powoduje jej dalszego przyrostu.
  • Moc nominalna. Najlepiej jak jest określona dla 12 m/s bo większość producentów tak właśnie podaje. Jeżeli odnosi się do innych prędkości wiatru inne modele należy porownywać dla podanej prędkości lub znaleźć w charakterystyce moc dla 12 m/s
  • Startowa prędkość wiatru określa kiedy nasz wiatrak zacznie produkować prąd. Ma ona szczególne znacznie tam gdzie słabo wieje. Jeżeli np. średnia prędkość wiatru jest równa startowej to przez około pół roku wiatrak będzie
    stał nieruchomo.

Przy okazji obalę mity dotyczące wykorzystania mocy zainstalowanej. W Polsce dla zawodowych elektrowni wiatrowych wynosi ok. 25% co wielu interpretuje jako „nie produkują prądu przez 3/4 roku”. Każdy kto przeczytał tekst już wie, że to nieprawda: wiatrak pracuje większą część roku ale z różną mocą. Kolejny mówi, że „w Polsce wiatraki wykorzystują 25% mocy bo za słabo wieje”. Wystarczy pomyśleć co by się stało gdyby wszystkie zainstalowane wiatraki miały identyczną konstrukcję i 2x mniejsze generatory? Takie elektrownie osiągnęłyby max moc przy ok. 10 m/s, przy czym do tej prędkości dawałyby dokładnie tyle samo energii co wcześniej. Przy 11 m/s wyprodukują ok. 75% energii w
porownaniu z poprzednią prądnicą, a powyżej 12 m/s generowałyby 2x mniej prądu. Jak wiadomo im silniejszy wiatr tym rzadziej występuje więc w przybliżeniu ta zmiana dałaby 2x lepsze wykorzystanie mocy, a produkcja prądu  zmniejszyłaby się nieznacznie. Jak widać ten współczynnik zależy głównie od przyjętych rozwiązań konstrukcyjnych.

Słońce. Najważniejszym parametrem określającym wydajność kolektorów jest współczynnik emisji e. Określa on ilość energii wyemitowanej w postaci promieniowania podczerwonego w porównaniu do ciała doskonale czarnego o tej samej temperaturze. Dla większości kolektorów wynosi od 0.05 do 0.1. Drugim parametrem jest współczynnik przenikania ciepła kolektora U który dla próżniowych (rurowych) ma pomijalną wartość. Jednak tym co określa osiągi kolektorów słonecznych nie są w/w współczynniki ale warunki pracy. Poza oczywistymi jak ustawienie względem Słońca szczególnie ważna jest temperatura…” 

o pozostałych źródłach energii odnawialnej tu: Lokalne źródła energii (na co można liczyć i w jakim stopniu)

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym. oraz: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. i to: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa a także: Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. Nowelizacja ustawy o OZE. i jeszcze: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

„…Jeszcze do 2009 r. akcyza i opłata paliwowa wynosiły w sumie niecałe 1,15 zł/litr. Teraz jest to ponad 1,45 zł/litr. Biorąc pod uwagę, że ta różnica jest jeszcze powiększana przez podatek VAT, dodatkowe obciążenia fiskalne w detalu są o prawie 40 gr wyższe niż w poprzedniej dekadzie.

Inaczej natomiast wygląda sytuacja z popularną bezołowiówką. Przez ostatni miesiąc cena PB 95 na rynku ARA kształtuje się w przedziale 1,03-1,20 zł/litr. Są to podobne wartości, które były obserwowane od lutego do marca 2009 oraz w pierwszych dwóch miesiącach 2007 r. Wtedy na polskim rynku hurtowym cena PB 95 bez obciążeń fiskalnych wynosiła ok. 1,35 zł. Teraz natomiast jest to ok. 1,65 zł. Te 30 gr różnicy netto oznacza prawie 40 gr wyższą cenę brutto przy dystrybutorze, niż wynikałoby to z normalnej zależności ceny hurtowej od globalnych uwarunkowań rynkowych.

PB 95 za darmo, a my płacimy 3 zł/litr

Biorąc pod uwagę, że hurtowa cena ON wraz opłatą paliwową i akcyzą kształtuje się na poziomie 3,05 zł netto, można oczekiwać, że niedługo większość kierowców powinna płacić za diesla w okolicach 3,9-4 zł z podatkiem VAT. Znacznie trudniej będzie znaleźć benzynę bezołowiową poniżej granicy czterech złotych, gdyż jej hurtowa cena wynosi około 3,3 zł, mimo że przy obecnej sytuacji na światowym rynku paliw nie powinna przekraczać 3 zł.

Na koniec należy jeszcze zauważyć jedną ciekawą zależność. Biorąc pod uwagę, że obecna różnica pomiędzy ceną PB 95 w krajowym hurcie i na rynku ARA wynosi 60 gr za litr, to nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to i tak płacilibyśmy ok. 3 zł za litr.

Wynika to z prostej kalkulacji. Zakładamy, że cena gotowego paliwa bezołowiowego ARA 95 na świecie wynosi zero. Dodajemy do tego obecną różnicę między polskim hurtem i ARA 95 w wysokości 60 gr. Dalej dokładamy stałą akcyzę w wysokości 1,54 zł oraz opłatę paliwową w kwocie 13 gr. Dostajemy więc 2,27 zł. Do tego dochodzi średnia marża detaliczna w wysokości 16 gr (dane POPiHN za 2014 r.). Tym sposobem cena netto PB 95 to około 2,43 zł/litr. Na koniec należy oczywiście dodać 23 proc. podatku VAT. W rezultacie dostajemy finalną kwotę w okolicach 3 zł/litr. (Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl)

całość tu: Nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to Polacy płaciliby 3 zł/litr

podobne: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. oraz: Stanisław Tymiński: Polski Frankenstein… i co dalej z tą Polską? Jak to co! Walka ze swobodą gospodarczą, nowy podatek na paliwa i „składka” ZUS do góry. i to: Zdrożeją pozwolenia na emisję CO2, w górę pójdzie opłata paliwowa…

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski? Nord Stream 2 może zablokować gazoport w Świnoujściu (ile warte jest słowo Merkel). Między Ameryką a Niemcami, oraz nasze miejsce w świecie.


rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

„Norwegia – z resztą nie po raz pierwszy – wygłasza ważną deklarację. Norweski minister ds. ropy naftowej Tord Lien przekonuje, że jego kraj może stać się głównym dostawcą gazu ziemnego do Europy. Oczekuje jednak konkretnych deklaracji zapotrzebowania, które zabezpieczą inwestycje niezbędne do realizacji tego celu. To okazja, aby Polska ustawiła się w kolejce.

…Ceny dostaw od norweskiego Statoila mogą być konkurencyjne do rosyjskich, a co ważniejsze, kontrakty mogą być bardziej elastyczne, niż skostniała umowa z Gazpromem uwzględniającą niekorzystną dla Polaków klauzulę take or pay. Źródło norweskie może dać konkurencyjne dostawy LNG na rzecz zapełnienia terminala w Świnoujściu surowcem, co będzie konieczne dla utrzymania jego rentowności, jeżeli Warszawa nie zechce sięgnąć po subsydia.

W tym kontekście deklaracje przedstawicieli rządu o całkowitej rezygnacji z dostaw gazu z Rosji w długim terminie brzmią bardziej realnie. Celem nie jest rezygnacja z dostaw rosyjskich sama w sobie. Mogą się one odbywać, pod warunkiem, że przestaną być narzędziem nacisku politycznego i problemów dla polskiego sektora gazowego. Na przełomie wieku mieliśmy już szansę na skorzystanie z norweskiej alternatywy, ale ze względu na kryterium najniższej ceny, wybraliśmy wzrost dostaw od Gazpromu. To była krótkowzroczność. Krach cen ropy naftowej pokazał, że LNG może być konkurencyjne w stosunku do dostaw z Rosji. Niewykluczone, że jest tak obecnie nawet w przypadku odsądzanego od czci kontraktu katarskiego. Kryzys na Ukrainie pokazał po raz kolejny, że cena nie jest najważniejsza.

Norwedzy znów kładą ofertę na stole. Czy Polska z niej skorzysta?” (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Czy Polska zamieni gaz z Rosji na norweski?

podobne: PGNiG renegocjuje kontrakt z Gazpromem. Przegrana Rosjan z Czechami w sądzie szansą na korzystny arbitraż dla Polaków. Rosja wzywa UE, by poparła projekt gazociągu Turecki Potok. Polska nie będzie rozbudowywać mocy energetyki węglowej. a także: Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE. i jeszcze: Rozmowy z USA i Kanadą ws. dostaw LNG. Terminal w Świnoujściu ukończony w 87 procentach. Odwierty poziome w łupkach w 2015 r., po zebraniu danych (czy wydobycie się opłaci?) i to: Więcej taniego gazu na rynku, rozbudowa infrastruktury LNG i śledztwo antymonopolowe mogą uniezależnić Europę od rosyjskiego gazu. polecam również: Azoty nie chcą rosyjskiego gazu… PGNiG w kłopotach i będzie negocjował z Gazpromem oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje 

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej chcą zablokować rozbudowę bałtyckiej magistrali. Niemcy narażają się na krytykę, ze względu na wsparcie ich firm dla projektu Nord Stream 2. Czy Komisja zdoła zatrzymać inwestycję? – Zastanawia się Frankfurter Allgemeine Zeitung.

– Nord Stream był zawsze tematem politycznym. Przede wszystkim Polacy postrzegali go, jako próbę wzmocnienia kontroli nad dostawami gazu do Europy przez Rosję, przy jednoczesnym uderzeniu w kraje tranzytowe jak Polska czy Ukraina – pisze dziennikarz niemieckiej gazety. Przypomina, że polskie władze porównały Nord Stream do Paktu Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku, który umożliwił podział wpływów w regionie między hitlerowskie Niemcy, a Związek Sowiecki.

– Polski rząd przechodzi do ofensywy. Wraz ze Słowakami przekazał list Komisji Europejskiej, w którym wzywa do zablokowania projektu. Oprócz nich sygnatariuszami są kraje bałtyckie, Rumunia i Węgry. Bułgarzy i Czesi nie przyjęli propozycji przyłączenia się do listu – pisze FAZ.

Autorzy listu oskarżają Berlin o przedkładanie własnych interesów ekonomicznych ponad wspólnotowe i zgodę na zwiększenie zależności od rosyjskiego gazu wbrew planom Komisji Europejskiej, która planuje coś przeciwnego. Niemcy przekonują, że projekt ma charakter czysto komercyjny. Mimo to, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Unii Energetycznej Marosz Szefczovicz przekonuje, że wątpliwe są korzyści ekonomiczne z projektu, bo istnieją już szlaki dostaw, którymi można byłoby słać więcej gazu, a istniejące dwie nitki Nord Stream nie są wykorzystywane w pełni.

– Nord Stream 2 jest poza jurysdykcją Komisji Europejskiej – przekonuje FAZ. Komisja może jednak wymagać od autorów projektu ścisłego przestrzegania prawa unijnego dotyczącego konkurencji na rynku gazu. – Przy budowie pierwszych d1)wóch nitek Nord Stream 1 o powodzeniu projektu prawdopodobnie zadecydowała zgoda Komisji na zwolnienie jego odnóg – OPAL i Gazelle – z regulacji trzeciego pakietu energetycznego (Rosjanie mają 50 procent ich mocy na wyłączność) – pisze dziennik. Południowy projekt rosyjski South Stream upadł, bo nie dostał podobnych wyłączeń.

Na szczycie Unii Europejskiej w grudniu nie dojdzie do pogrzebania Nord Stream 2. Prawdopodobnie temat nie znajdzie się na agendzie. Kryzys migracyjny, zagrożenie terrorystyczne i groźba wyjścia Brytyjczyków z Unii to dużo ważniejsze sprawy – kwituje dziennikarz niemieckiej gazety. (Frankfurter Allgemeine Zeitung/Wojciech Jakóbik)

całość tu: Kryzys migracyjny, terroryzm i Brexit przykryją temat Nord Stream 2. Dwa bloki państw spierają się przed szczytem OPEC

podobne: Koniec dyktatu Gazpromu w Europie, czy zastąpi go Rosnieft? (komentarz Szczęśniaka). W Polsce wygaszanie projektu łupkowego. oraz: Unia energetyczna: polskie postulaty okrojone do minimum i to: Wojciech Jakóbik: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej. polecam również: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. i jeszcze: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

„…Nord Stream to połączenie gazowe między Rosją, a Niemcami, pociągnięte po dnie Morza Bałtyckiego. Pozwala omijać tradycyjne kraje tranzytowe, jak Ukraina. Może także posłużyć do zmarginalizowania znaczenia Gazociągu Jamalskiego ciągnącego się przez Polskę. Z tego powodu Warszawa, wraz z krajami Europy Środkowo-Wschodniej domaga się od Komisji Europejskiej pełnego przestrzegania prawa unijnego w zakresie inwestycji Nord Stream 2, czyli rozbudowy istniejącej magistrali o trzecią i czwartą nitkę. Nie chce dopuścić, aby projekt uzyskał podobne przywileje jak pierwsze dwie nitki. Przedtem Polska musi stoczyć inną batalię, o której pisze Rzeczpospolita.

– Skarga dotyczy sposobu ułożenia rurociągu na dnie Bałtyku. Zarząd Morskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu domaga się, by na skrzyżowaniu rurociągu z północnym szlakiem żeglugowym rurociąg był bardziej zagłębiony, co umożliwi poruszanie się statków o większym zanurzeniu – podaje Zbigniew Miklewicz, prezes ZMPSiŚ cytowany przez dziennik. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 17 grudnia. Według Rzeczpospolitej Rosjanie liczą na szybkie zwycięstwo w sądzie, które umożliwi budowę trzeciej i czwartej nitki magistrali w ramach projektu Nord Stream 2.

Rzeczpospolita podaje, że ze względu na położenie dwóch pierwszych nitek Nord Stream, do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać jednostki o zanurzeniu większym, niż 13,5 m. Tymczasem port planuje inwestycje w terminal kontenerowy i terminal ładunków masowych, który ma pozwolić na przyjmowanie takich statków.

Źródło dziennika związane ze śledztwem przekonuje, że Polakom chodzi o działanie na zwłokę, w celu opóźnienia budowy Nord Stream 2. Cztery nitki gazociągu miałyby jeszcze bardziej utrudnić pracę.

Strategia Warszawy polega na tym, by uprzedzić wyrok hamburskiego sądu, poprzez wymuszenie na Niemcach realizacji deklaracji uzyskanej przez Donalda Tuska od Angeli Merkel. Decyzja polityczna Berlina miałaby zablokować spodziewany, niekorzystny werdykt Hamburga. Problem polega jednak na tym, że uzyskane przez Tuska ustępstwa to deklaracja polityczna, bez pokrycia w zobowiązaniach formalnych

…Od tego, czy Polacy zdołają wyegzekwować polityczną deklarację od Merkel będzie zależało, czy uda nam się opóźnić realizację projektu Nord Stream 2, oraz czy gazociąg nie będzie blokował rozwoju portów. Dostosowanie gazociągu do wymagań postawionych przez Polaków może potrwać. Wtedy Warszawa zyska czas na walkę legalistyczną o to, by Nord Stream 2 został ograniczony gorsetem prawnym Unii Europejskiej na tyle, że inwestycja stanie się nieopłacalna albo niegroźna z polskiego punktu widzenia. Polska i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia wymogły na obecnym przewodniczącym Rady Europejskiej – co ciekawe, jest nim ten sam Donald Tusk, o którym mowa wyżej – aby temat Nord Stream 2 znalazł się na agendzie posiedzenia Rady zaplanowanego na 17-18 grudnia, czyli dzień rozprawy w Hamburgu i ten następujący po nim. Temat może jednak zginąć w tłumie istotnych zagadnień jak terroryzm, walka z Państwem Islamskim, kryzys migracyjny, czy zaostrzenie sytuacji na Ukrainie. Faktem jest, że Nord Stream 2 powstanie, niezależnie od interpretacji stanu prawnego, którą wybierze Warszawa. Kluczem jest uzyskanie koncesji w zamian za zaprzestanie jego torpedowania. W tym kontekście eskalowanie żądań o argumenty z zakresu żeglugi morskiej może być pożyteczne o tyle, o ile nie zostanie zdyskredytowane zręcznymi argumentami Niemców.

Sąd w Hamburgu może nie mieć wrażliwości, którą wykazał niemiecki czynnik polityczny, decydując się na ustępstwo wobec polskiego ministerstwa infrastruktury. Tamtejszą wokandę może jednak wyprzedzić zapowiadany ukłon Berlina w stronę Warszawy. Ile warte jest słowo kanclerz Angeli Merkel? Czy deklaracja uzyskana przez premiera Donalda Tuska, będzie mogła dziś posłużyć rządowi Beaty Szydło do włożenia kija w szprychy projektu rozbudowy Gazociągu Północnego? Mogło być to jedynie ustępstwo deklaratywne i taktyczne, za którym niekoniecznie pójdą faktyczne działania. Jeśli sąd hamburski wyda wyrok niekorzystny dla Polaków, nie będzie podstaw do kwestionowania istniejących i planowanych nitek gazociągu. Ostatnia szarża na Nord Stream zakończy się wtedy przeszarżowaniem. Polacy mają jeszcze 10 dni do rozprawy w Hamburgu. Czas na odpowiedź z Niemiec.”  (Wojciech Jakóbik)

całość tu: Ostatnia szarża na Nord Stream, czyli ile warte jest słowo Merkel?

podobne: raport NIK w sprawie gazoportu ujawnia bałagan, bomba górnicza i gazowa (PGNiG traci polski rynek). i to: Luka w prawie dotycząca spółek poszukujących surowców. Niemcy sprzedadzą Rosjanom koncesje i zbiorniki gazu. a także: Litwa ma gazoport i nie jest już na łasce Gazpromu. NIK i raport o Świnoujściu. Problemy „wspólnego rynku” (czarne chmury nad przewoźnikami) i uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu (z Niemiec). Azoty chcą elektrowni opalanej gazem z węgla. „SWIFT” sankcje i „fito” odpowiedź Rosji.

UE - USA

„…PiS stara się wmówić Polakom, że „strategiczny sojusz” z USA jest czymś materialnie i formalnie innym, niż platformowa „podległość wasalna Niemcom”. Podległość, to podległość, w sumie żadna różnica. Przede wszystkim jednak do znudzenia trzeba powtarzać, że „sojusz z Polską” nie jest żadną alternatywną – ani dla Polski, ani dla Stanów. Mówiąc prościej – Niemcy skolonizowały gospodarczo Polskę za wiedzą i zgodą, jeśli nie na polecenie Amerykanów, i realizują zadania namiestnicze w Europie właśnie z ramienia Waszyngtonu. Dlatego właśnie nie ma żadnej istotnej różnicy między polityką zagraniczną realizowaną przez PiS i przez PO.

Między innymi dlatego czystym pozoranctwem jest czynienie z kwestii polityki zagranicznej (zwłaszcza na jej odcinku niemieckim) jakiegoś zasadniczego elementu spornego, odróżniającego obecny rząd od poprzedniego. Podległość wobec Niemiec nie wynika z woli tego, czy innego rządu, tylko jest konsekwencją polityki gospodarczej ostatniego ćwierćwiecza (przy czym – co również z pewnym rozbawieniem konstatuję – stwierdzenie oczywistego faktu, że Polska jest jedynie częścią gospodarki niemieckiej – jest dla niektórych polemistów tak drażniące, że aż uznają je za afirmację tego, skądinąd niewesołego, stanu rzeczy).

Werwolfu nie ma i nie będzie

Żadne działania ani deklaracje strony niemieckiej nie mogą zostać na poważnie uznane za zakwestionowanie obowiązującej linii „partnership in leadership” dla relacji amerykańsko-niemieckich. Ani absencja Bundeswehry w Iraku, ani niemiecki udział w North Streamie nie kwestionują bowiem, ani nie osłabiają w niczym globalnej amerykańskiej hegemonii, mieszcząc się widocznie w przyznanej Berlinowi sferze autonomii, lub stanowiąc element PR-owskiej zasłony, czy też realizacji innych zadań zlecanych, czy akceptowanych przez Waszyngton. Rola „dobrego policjanta”, jaką Niemcy starają się niekiedy odgrywać zwłaszcza w stosunkach z Rosją również nie może dziwić. Skoro bowiem wciąż Zachód i Wschód nie znajdują się w stanie jawnej wojny – to jedyną formą podtrzymywania nawet napiętych stosunków jest technika balansu, zacinania i popuszczania, w której zadaniem niektórych podmiotów jest właśnie utrzymywanie pewnych niezatykanych do ostatniej chwili kanałów kontaktów i współpracy. Nie jest to jednak objaw samodzielności i niezależności – tylko zadania do wykonania, potwierdzające tylko zasadniczą zależność od czynnika wyższego.

Oczywiście, w Niemczech (podobnie jak i w innych krajach Zachodu) istnieją grupki i ośrodki zainteresowane wyzwoleniem spod amerykańskiej dominacji, są to jednak środowiska nie mające bezpośredniego przełożenia na politykę państwa (czy to o genezie lewackiej, liberalno-inteligenckiej, czy narodowej i narodowo-konserwatywnej). I co do zasady trudno uznać je za jakieś szczególnie wrogie, czy niebezpieczne dla Polski. Zagrożenia dla naszego kraju i narodu, dla ich bezpieczeństwa i przetrwania wynikają bowiem z dalszego utrzymywania się globalnej hegemonii USA, a nie próbami, czy koncepcjami jej przełamania. „Wojna z terroryzmem”, eksport ideologii demoliberalnej i światowego „wolnego rynku” korporacyjno-spekulacyjnego, wreszcie eskalacja już trwających konfliktów do pełnowymiarowej wojny światowej – wszystko to są skutki dążeń do utrwalenia światowego ładu jednobiegunowego i realne zagrożenia dla Polski i Polaków. Faktyczna zależność III RP od Niemiec pod względem kapitałowym, a zatem i politycznym – z całą swą fatalnością i uciążliwością – również jest elementem tego samego porządku międzynarodowego i nie zostanie zniesiona bez jego obalenia, a przynajmniej poważnego osłabienia.

Prawdziwa alternatywa

Mrzonkami są wizje skutecznego wyzwalania się od Niemiec bez kwestionowania podstaw, także organizacyjnych amerykańskiej hegemonii w naszej części świata, tj. przynależności Polski do NATO i Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie. Jeszcze większą naiwnością lub bezczelnym kłamstwem jest udawanie, że III RP jest, czy mogłaby być dla USA „partnerem”, czyli wasalem o znaczeniu choćby porównywalnym z Niemcami. Przeciwnie, nie mając nad Wisłą żadnych istotnych interesów gospodarczych Amerykanie wprost widzą w nas wasala drugiej kategorii, zadaniowanego właściwie tylko czasem na odcinku wschodnim w formie nagonki. Oczywiście, „patrioci” odpowiedzą na to zapewne, że jednak spróbują, tzn. tak wzmocnią Polskę bilionem na inwestycje, że odzyska ona swoją gospodarkę, wzmocni swoją pozycję także/przede wszystkim wobec Niemiec i z takim wianem będzie już pełnoprawnym „strategicznym sojusznikiem USA”. I znowuż jednak – odzyskania gospodarki nie da się przeprowadzić żadnymi, choćby najsympatyczniejszymi ruchami fiskalnymi wobec sieci hipermarketów, tylko poprzez opuszczenie UE i nacjonalizację, zwłaszcza sektora bankowego, czyli działania, na które żadna establishmentowa siła polityczna, choćby nie wiadomo jak „patriotyczna” się nie zdobędzie – także dlatego, że Amerykanie nie mają powodów, by na takie eksperymenty pozwalać. Polska musiałaby więc najpierw/równolegle wydobyć się spod zależności od Waszyngtonu, lokując gdzieś w ramach alternatywnego ładu wielobiegunowego, z jego formami organizacji bezpieczeństwa zbiorowego i współpracy gospodarczej. Gdyby zaś to nastąpiło – to problem zostawania „równorzędnym sojusznikiem Ameryki” na wzór niemiecki – też już by przecież przestał istnieć, bo zamiana taka straciłaby sens i rację bytu…(Konrad Rękas)

całość tu: Między Ameryką a Niemcami – dylematy geopolityki polskiej

podobne: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? a także: Większe wpływy Rosji na Ukrainie dzięki Niemcom i Francji. Sikorski: UE odeszła od wspólnej polityki zagranicznej. Duda o bezpieczeństwie a Niemcy o niebezpieczeństwie polskiej racji stanu (Polska strefą buforową). OAS i NATO dwóch prędkości. i to: Rola Polski w strategii USA (miejsce w szeregu). Jak z przedmiotu stać się podmiotem polityki międzynarodowej. (Nie)aktualność idei jagiellońskiej. oraz: Niech w końcu Niemcy wystękają dlaczego nie chcą twardej infrastruktury NATO w Polsce

Miejsce Polski w świecie stale się obniża. Nie chodzi przy tym o tak oczywisty geopolityczny regres, jak ten z pozycji europejskiego mocarstwa, którą osiągnęliśmy w czasach słabości Niemiec i Rosji, do całkowitego zaniku państwa po rozbiorach. Nie chodzi też o widoczne na mapach kurczenie się kraju od czasów jagiellońskich po współczesne. Degradacja postępuje także w ostatnich dziesięcioleciach i jest nadzwyczaj stabilnym procesem.

Pozycja Polski w świecie systematycznie spada, w ostatnim czterdziestoleciu obniżyła się o przeszło siedem miejsc. Nic nie zatrzymało tego spadku, ani westernizacja Edwarda Gierka, ani sowietyzacja Wojciecha Jaruzelskiego, ani Okrągły Stół Czesława Kiszczaka czy Plan Leszka Balcerowicza, ani wejście do NATO i Unii Europejskiej, ani napływ unijnych funduszy, ani prywatyzacja, ani zamykanie czy otwieranie rynków oraz granic. Nic.

Nie jest mi znany żaden plan, który by ten problem miał rozwiązywać, zresztą nie jest mi też znany żaden planista, który by tu problem w ogóle dostrzegał.

Liczby i rzeczywistość

Co ten dryf oznacza? Arytmetycznie tylko tyle, że pod badanymi względami wyprzedza nas coraz więcej państw. A jakie to względy? Takie, jakie klasyfikuje GUS: powierzchnia, ludność, produkcja energii elektrycznej, import, eksport, PKB ogółem, PKB na mieszkańca, zbiory: pszenicy, żyta, jęczmienia, ziemniaków, buraków cukrowych; pozyskanie drewna, pogłowie: bydła, trzody chlewnej; produkcja: mięsa z uboju, mleka krowiego, jaj kurzych; połowy morskie i słodkowodne, produkcja: surowców energetycznych, węgla kamiennego, węgla brunatnego, cukru surowego, cementu, stali surowej, miedzi rafinowanej.

Może są to anachroniczne miary kondycji państwa? Możliwe. Może są niekompletne? Też możliwe. Ale właśnie taki zestaw ustala przez ostatnie kilkadziesiąt lat GUS. Rezygnacja z którejkolwiek miary lub dodanie nowej – tworzyłyby czyjś autorski zestaw, już niepodparty autorytetem polskiej statystyki publicznej. No to skoro nie da się podważyć danych, może dałoby się je zlekceważyć? Wszak jeśli przyjąć, że węgiel jest nienowoczesny, a cukier niezdrowy, to można by się spadkiem ich produkcji cieszyć zamiast martwić. Ano można, tylko… czemu ludzie uciekają od nas, a nie do nas?

Demografia jest nieubłagana. Nawet gdyby z bilansu ludności nie skreślać jeszcze tych milionów Polaków, którzy właśnie się urządzają w Niemczech, Anglii oraz innych krajach świata, nawet gdyby Polki zaczęły teraz masowo rodzić, a ich dzieci, gdy dorosną, szukałyby sobie miejsca w kraju, to i tak należy się wkrótce liczyć z kilkunastoprocentowym ubytkiem ludności. Mogłoby to jeszcze pogłębić dotychczasową tendencję, która już była wyraźnie schyłkowa…

…Zmiana pozycji Polski nie oznacza degradacji absolutnej, lecz tylko – względem innych państw, które nas stopniowo wyprzedzają. Nie musi to znaczyć, że jest nam gorzej w ogóle, ale że gorzej niż innym, którzy stają się od nas silniejsi i są w stanie coraz bardziej nas sobie podporządkowywać. Tylko tyle…

…Szkoda teraz czasu na wyliczanie zbędnych czy nawet szkodliwych instytucji państwa, absurdalnych inwestycji, które lepiej by od razu zburzyć zamiast utrzymywać, dysfunkcyjnych praw, przepisów, które dawno utraciły sens. Trzeba to będzie ogarniać i zmieniać, ale ze świadomością, że teraz, na tym fundamencie, można tylko zmniejszać ich szkodliwość, nic więcej. A niektóre doraźnie sensowne reformy mogą nawet w efekcie naszą przyszłość pogorszyć…

Musimy dobrze uczyć i wychowywać wszystkie nasze dzieci oraz całą młodzież, lecz stopniowo wyłaniać spośród nich i kształtować dla dobra ich oraz nas wszystkich – przyszłe elity, które by się czuły odpowiedzialne za państwo i za społeczeństwo, i chciały im służyć…

Niestety, już samo zaistnienie zasobu rzetelnej wiedzy, pozwalającego na ocenę różnych projektów, zmniejsza komfort sprawowania władzy przez polityków oraz urzędników, gdyż w nieunikniony sposób ogranicza ich swobodę i różne doraźne korzyści. Może za to podnosić tej władzy jakość. Prawdę mówiąc, nawet trudno sobie wyobrazić inny sposób na jej podniesienie. Tu interes partii oraz biurokracji, ich wygoda i beztroska – muszą zejść na dalszy plan…

…Odbudowa elit wydaje się dziełem trudnym, ale wykonalnym. Może to trochę przypominać rekonstrukcję wymarłego gatunku, co już nam się zresztą udawało – z żubrem czy tarpanem. Czemu by miało teraz nie wyjść z pisarzami, humanistami, inżynierami, menadżerami?…

Trzeba uczyć dbałości o substancję biologiczną – i ludzi, i przyrodę. Uczyć myśleć o gospodarce jako służebnej dla ludzi, a nie odwrotnie. I oczywiście, zawsze, uczyć o służebności prawdziwych elit. Bo inaczej są pasożytami.

Uczyć trzeba historii Polski w narracji własnej, a nie cudzej. (…) Trzeba rozwijać własną humanistykę i w ogóle kulturę, nie tylko importować czy naśladować obcą. A nade wszystko pielęgnować język i kulturę słowa. To, co robi dziś z polszczyzną (i polskością) wiele, zapewne większość mediów, instytucji kultury, uczelni – jest nie tylko nieakceptowalne, ale też niewybaczalne…

…Tak jak istnieje dzisiaj Małopolska czy Wielkopolska, może istnieć jutro Całopolska, czy nawet po staremu Polska, może zachować kompanię honorową i fotel w zgromadzeniu ONZ. I nawet prawo do tabliczek z nazwami ulic w swojej gwarze. Czemu nie? To jednak może już nie być państwo, lecz raczej jakiś tubylczy samorząd. Niewykluczone, że w tym kierunku powoli zmierza charakter naszej autonomii w ramach europejskiego bytu politycznego, autonomii, której ograniczenia przyjmujemy dziś względnie dobrowolnie, a w każdym razie bez większego sprzeciwu. Niektórzy uważają to zresztą za najlepszą możliwą dla nas przyszłość i nawet śmiało o tym mówią…

Potencjał umysłowy Polski zdaje się maleć jeszcze szybciej niż ten ludnościowy. Jednym z najdobitniejszych tego przejawów jest samozadowolenie elit, upojonych własnymi komplementami, opromienionych samouwielbieniem, poczuciem potęgi, przyznających sobie za to coraz liczniejsze ordery, nagrody, tytuły honorowe, których liczba rośnie chyba jeszcze szybciej i optymistyczniej od wskaźników skolaryzacji, europeizacji, cywilizacji, uzasadniając tym samym wiarę w opiekuńczą, niewidzialną rękę dziejów, która zawsze sprawi, że świat zadba o nas lepiej niż my sami… To raczej nie sprzyja budowaniu planów. (…)(Marek Chlebuś)

całość tu:  Rejs

podobne: Raz w górę, raz w dół. Dwa rankingi o „wolności gospodarczej”. Komu wierzyć? a także: Mazowsze ponad stan, komornicy, odprawy w PKP i kosztowne pendolino, drogie drogi i afera więzienna, JSW strajkuje inwestorzy tracą, kryzys demograficzny i emigracja zarobkowa, przedsiębiorczość stabilna ale mniej firm na rynku, ranking wolności gospodarczej, meblarstwo kwitnie czyli…Państwo sobie gospodarka sobie i pomimo państwa. oraz: Rzeczpospolita niskich płac, zawyżonych średnich i odwróconego VATu. Projekt dot. podniesienia kwoty wolnej od podatku odrzucony, ale 95 mln zł na nagrody w urzędach jest. i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło. polecam również: Czy liberalizm nas zabije? Nawet gdyby chciał to nie zdąży, bo wcześniej wykończy nas socjalizm czyli… „Polityka społeczna” (dla głupców). i jeszcze: Utrata suwerenności czyli… Polska krajem neokolonialnym. Samoobrona rodzinna (Panel dyskusyjny XII Kongresu Konserwatywnego). Poszukiwany autorytet do walki z totalitaryzmem socjaldemokracji. oraz: Socjalistyczni sabotażyści polskiej gospodarki „wypychają” Polaków do Niemiec na roboty. i to: Cukiernik o tym, że moglibyśmy być dwa razy bogatsi od Niemców i dlaczego nie jesteśmy.

Na koniec materiał: Jacek Bartosiak szczegółowo o nowej roli Polski w kontekście chińskiej koncepcji „nowego szlaku jedwabnego”.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

20 stopień zasilania czyli, jak jest lato to musi być… bez prądu(?) Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW? Polityka energetyczna Polski.


1.Wprowadzili stopnie zasilania.

„W związku z upałami państwowa spółka, która nadzoruje 13 tys. km linii elektroenergetycznych, kolejny raz ogłosiła 19 i 20 stopień zasilania. „W związku z utrzymującą się falą upałów i sytuacją hydrologiczną w kraju wystąpiło obniżenie – poniżej poziomu wymaganego minimum – dostępnych rezerw zdolności wytwórczych, a tym samym nastąpiło zagrożenie bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej. Głównym powodem są ograniczenia zdolności wytwórczych elektrowni z uwagi na utrzymujące się, ekstremalne trudności w chłodzeniu elektrowni z otwartym obiegiem chłodzenia, ubytki na pracujących blokach, awaryjne odstawienia i przekwalifikowania na postoje awaryjne” – napisano w komunikacie.

PSE poinformowały o wystąpieniu zagrożenia bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej i o konieczności wprowadzenia ograniczeń w dostarczaniu i poborze prądu. Ogłoszone stopnie zasilania oznaczają, że duże zakłady, pod groźbą wysokich kar w wysokości do 15 procent rocznych przychodów, muszą ograniczyć pobór prądu, a tym samym zmniejszyć produkcję. Ograniczenie zużycia dotyczy około 8 tysięcy podmiotów.

W kraju brakuje prądu. Sytuacja jest ekstremalna. Fabryki przerywają produkcję, co będzie skutkowało miliardowymi stratami dla gospodarki. Będzie kolejna dziura do załatania, a gdzie kasa na obietnice polityków? Niektóre Nowosolskie fabryki dziś przerwały produkcję. 20-sty stopień zasilania, to dramat dla zakładów pracujących w ruchu ciągłym. Takie ogłaszane komunikaty o stopniach zasilania pamiętam ze stanu wojennego. Myślałem, że te czasy już nigdy nie wrócą. Kolejny dowód na nieudolność kolejnych rządów, a w szczególności ośmioletniego zarządzania gospodarką przez PSL. Polska energetyka leży” – napisał na Facebooku Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli (woj. lubuskie). „Jak ma się rozwijać polska gospodarka, gdzie mają powstawać nowe miejsca pracy? W fabrykach bez prądu? Co ja mam powiedzieć inwestorom, z którymi prowadzę zaawansowane negocjacje, kiedy zapytają mnie: „co to jest panie prezydencie 20-sty stopień zasilania”?” – pyta.”

źródło: nczas.com

 2. Tydzień upałów kosztuje gospodarkę Polski tyle ile kosztowałaby… nowa elektrownia o mocy 1000MW?

„1. Pamiętacie jak na wyścigi lewicowi politycy i połowa mediów wyliczała ileż to PKB straci Polska przez wolne w Święto Trzech Króli? Albo 15 sierpnia tudzież 3 maja? Wyliczyli od 0,3% do nawet 0,7% mniejsze PKB za każden jeden taki dzień!

Jakież to niepowetowane straty dla Polski i budżetu! Tyle milyjardów przeszło koło nosa bo albo katole albo narodole zechcieli wszystkim dyktować, że dziś jest dzień wolny.

2. I gdzie teraz jesteście drogie misiaczki, skoro nie wskutek tego, że ludzie mają wolny dzień tylko bezpośrednio z powodu zaniedbań w zakresie energetyki dzisiaj wszystkie największe zakłady przemysłowe stanęły? I to nie na jeden dzień, lecz już trzeci z rzędu i nie wiadomo kiedy przywrócone zostaną do normalnego rytmu pracy.

No? Policzycie te liczby i rozedrzecie szaty jakież to straszne, gigantyczne, niemożliwe do odrobienia straty dla gospodarki?

To podpowiem wam.

1. PKB Polski to ok. 546 mld USD (dane za rok 2014).

2. Jeśli dzień przerwy to 0,3%, to licząc po dzisiejszym kursie dolara, dziennie PKB wynosi 5,6 mld zł.

3. Przemysł odpowiada za ok. 28% polskiego PKB, czyli 1,6 mld zł DZIENNIE.

4. Stanęło lub z dużym ograniczeniem pracuje 1600 największych zakładów produkcyjnych w Polsce. Ciężko to oszacować ale przyjmijmy, że dziennie sam tylko przemysł z powodu przestoju generuje o 1 mld zł PKB mniej niż zazwyczaj.

5. Koszt budowy nowego bloku elektrowni w Kozienicach to 6,4 mld zł

Zatem w dużym uproszczeniu można przyjąć, że tydzień ograniczenia dostaw energii do największych zakładów pracy kosztuje Polskę tyle ile kosztowałoby stado baranów z ulicy Wiejskiej w Warszawie postawienie nowej elektrowni o mocy 1000 MW. Przypomnijmy, że niedobory prądu obecnie to ok. kilkuset MW.”

źródło: zelaznalogika.net

3. To państwo winne jest brakom w dostawach prądu!

„…Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki, w rozmowie z RMF FM, wyjaśnił, skąd biorą się problemy z dostawami prądu. Jest to efekt wieloletnich opóźnień technologicznych, które swoje początki mają jeszcze w PRL-u.

Mamy bardzo wyeksploatowane [państwowe – TC] elektrownie o bardzo niskiej sprawności, to po pierwsze. Mamy niewydolne [państwowe – TC] górnictwo, które produkuje drogi węgiel. Mamy z trzeciej strony niewydolne [państwowe – TC] sieci elektroenergetyczne, niedoinwestowane – powiedział Chmal, dodając, że w energetyce „jest jeden wielki bałagan, nad którym, mam wrażenie, nikt nie panuje”.

Na tym przekładzie widać dokładnie, jak bezczelny i pozbawiony racjonalności jest argument niektórych polityków, którzy twierdzą, że energetyka musi pozostać w rękach państwowych, aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju.

całość tu: nczas.com

4. Blackout w Polsce grozi nam od co najmniej 5 lat! Czyli „najlepsze czasy dla Polski” w praktyce.

„…Odpalasz tv i już wiesz o co chodzi. Ograniczenia w dostawie prądu, bo mamy „dwudziesty stopień zasilania”. Pan redaktor obraca sprawę w żart no bo „jak jest lato to musi być gorąco” i dodaje jeszcze, że to są sytuacje wyjątkowe i trudne do przewidzenia. Trzeba wytrzymać.

Kiwasz ze zrozumieniem głową, no bo faktycznie. Któż to mógł przewidzieć?

…O możliwości blackoutu w Polsce ja osobiście usłyszałem pierwszy raz gdzieś ok. roku 2009. Tę tajemnicę poliszynela sprzedał mi kiedyś zwykły pracownik jednej z dużych polskich elektrowni. Była to wiedza powszechna w świecie energetyków. Ale czy tylko wśród nich?…

…Dowiadujemy się też, że jedną z przyczyn pogłębiających ryzyko wystąpienia blackoutu są… unijne regulacje. Te same, które podpisał kilka lat wstecz Donald Tusk, a ostatnio potwierdziła Ewa Kopacz.

Na koniec w artykule czytamy jeszcze, że decyzje o budowie nowych bloków energetycznych są czysto polityczne i powinny być dla rządu łatwe do podjęcia, bo wszystkie największe spółki energetyczne są kontrolowane przez państwo.

PolskaKwitnie

Od kilku lat wiadomo, że prądu w Polsce zabraknie w okolicy roku 2015, a w 2016 te braki będą jeszcze większe.

Od kilku lat wiadomo, że rząd powinien coś z tym zrobić, bo bezpieczeństwo energetyczne jest jednym z jego podstawowych zadań.

Od kilku lat w spółkach podległych rządowi zasiadają ludzie skierowani tam przez Platformę.

I od kilku lat nie zrobiono kompletnie niczego aby zapobiec czemuś co musiało się wydarzyć i właśnie się wydarzyło…”

całość tu: zelaznalogika.net

podobne: Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r  i to: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. a także: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa i jeszcze: Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany oraz: Szczesniak o polityce energetycznej czyli „nowy projekt” w którym wszystko zostaje po staremu przez co w nowym roku będzie drożej. polecam również: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom!

…ale niektórzy dalej uważają że oddanie energetyki w ręce prywatne jest niedopuszczalne, i że bezpieczeństwo energetyczne to zbyt poważna sprawa (właśnie widać 🙂 ) żeby ktoś poza państwem miał produkować prąd. I te brednie powtarzane są na żywca w okolicznościach które kolejny raz pokazują nieudolność a wręcz szkodliwość państwa na tym polu (podobnie dzieje się w innych sektorach jak chociażby ubezpieczenia społeczne, służba zdrowia, górnictwo i niemal wszędzie tam gdzie państwo posiada istotne wpływy albo monopol). Ze względu na tą kuriozalną sytuację gdzie widać ewidentnie że państwo nie potrafi zarządzać energetyką w sposób ani odpowiedzialny ani wydolny, do tego stopnia że jakiś upał potrafi ją wykończyć, tego typu uwagi że energetyka musi pozostać monopolem państwa są jak dla mnie absurdalne. Zwłaszcza ze względu na fakt podejmowania przez te same władze działań wręcz utrudniających i sabotujących funkcjonowanie polskiej energetyki o czym więcej tu: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO? i tu: Reforma systemu handlu emisjami CO2 to gwóźdź do trumny polskiego przemysłu? Polityka klimatyczna UE to brudna gra o pieniądze. Dlatego polski węgiel leży na hałdach. oraz tu: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą.

W związku z powyższym obawiam się że ten kryzys będzie tylko pretekstem do tego by kolejne miliardy zmarnować na państwową energetykę w ramach jej „naprawy” i „modernizacji”, zamiast stworzyć warunki dla rozwoju prywatnego sektora który nie kosztowałby podatników tyle ile kosztuje monopol państwowy (w dodatku niebezpiecznie upośledzony)

„…Mamy obecnie 20 lub 19 stopień zasilania. Klimatyzacje są wyłączne, podobnie jak schody ruchome czy windy. I wszystko inne. Część sklepów też pozamykana. Nawet IKEA. Strach pomyśleć, co musi czuć rodzina przyjeżdżająca do IKEI i odbijająca się od drzwi. Parę dni upałów wystarczyły żeby w złotym okresie historii naszego kraju uświadomić sobie jak niewiele wystarczy do całkowitego paraliżu...” (dws24.pl 11sierpnia2015roku)

…a myślałem że takie numery to tylko przy okazji powtórek serialu „Alternatywy 4” (odcinek V „20 stopień zasilania” 🙂 ). Tymczasem rzeczywistość postawiła przed rządem poważne zadanie – jak przekonać Polaków do tego, że w XXI wieku normą jest palenie świeczek zamiast świateł, i że zamiast używać wiatraków i klimatyzacji lepiej jest bardziej się pocić. Mamy lato więc niech ludzie korzystają ze słońca zamiast przesiadywać w domu czy pracy (szkoda na to prądu!). Myślę że najlepszym rozwiązaniem byłaby stosowna ustawa nakazująca oszczędność energii podczas upałów właśnie w taki sposób. Byłby to namacalny dowód „powagi” z jaką państwo „radzi sobie” z kolejnym kryzysem. Wygląda na to że stać nas na to żeby gospodarka ponosiła straty a nawet była nieczynna, jeśli tylko naszej waadzy oszczędzi to krytyki za nie wywiązanie się ze swoich energetycznych kompetencji. Zgodnie z taką ustawą wszystko będzie „pod kontrolą” a niedobór mocy nie będzie już problemem – tak jak zbicie termometru likwiduje problem gorączki 🙂 Nie powinno być żadnej rysy na ślicznym obrazku „zielonej wyspy„, która przecież przeżywa swój drugi w historii „złoty wiek„, nie może więc jednocześnie znajdować się jak twierdzą niektórzy („to nie ludzie – to wilki!”) w jakiejś tam ruinie, a co najwyżej w budowie 😉

Tylko jakim prawem w XXI wieku mamy rezygnować ze zdobyczy cywilizacyjnych, żeby jakieś bubki z rządu mogły patologię przedstawiać jako coś normalnego i  naturalnego? W końcu ludzie płacą za prąd to i mają prawo go używać w takiej ilości jaka im odpowiada i nie powinna władza z własnej niekompetencji szyć Polakom giezła z napisem „oszczędność”.

Tak oto natura pozbawiła ludzi nawet tej jednej absurdalnej obietnicy Tuska o „ciepłej wodzie w kranie”. Przyszedł upał i zamiast tę wodę podgrzać, to ją bezczelnie wychlał…(Odys)

PS… „…W dzisiejszym, stale rozwijającym się świecie energetyka i nierozerwalnie związane z nią surowce naturalne zaczynają często odgrywać ważniejszą rolę niż kwestie militarne czy nawet sama ekonomia. Temat jest niezwykle istotny dla Polski, która mimo uzależnienia (w pewnym stopniu) od Rosji, stara się szukać nowych dróg działania, podejmować inicjatywy, które jednak w ogólnym rozrachunku wydają się często nietrafione lub zaniechane. By móc poddać analizie kondycję polskiej energetyki należy pokrótce przyjrzeć się stanowi faktycznemu, temu co jest w tym wszystkim kluczowe, czyli surowcom energetycznym wykorzystywanym w Polsce…

…Jedno jest pewne – bez konkretnych modyfikacji w sposobie myślenia o bezpieczeństwie energetycznym Polski nie ma szans na rzeczywiste zmiany, które usprawnią naszą politykę. Polska nie może nadal tkwić w układzie, który najlepiej odzwierciedla stwierdzenie, iż „nasze partnerstwo energetyczne z Rosją to związek łączący alkoholika z jedynym w okolicy sklepem monopolowym”. (całość tu: Magdalena Zygmunt: Polityka energetyczna Polski czyli gra w POLITICAL FICTION) Polecam również: oraz: Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje.

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

PS… PRL – kontrola sklepu GS 🙂

Rosja: 9 maja w Moskwie bez Merkel i Camerona. Oskarżeni w sprawie Niemcowa zmieniają zeznania. Szczyt UE bez sankcji ale z rezolucją w sprawie Rosji (żądanie zwrotu polskiego Tupolewa). Ukraina: kredyt z MFW, Czy UE grozi fala uchodźców z Ukrainy?


1. Niemcy: Merkel nie jedzie do Moskwy. Rosyjscy śledczy chcą odciąć opinię publiczną od sprawy NiemcowaSzczyt UE bez sankcji, ale o propagandzie i energetyce. Parlament Europejski ostro krytykuje Rosję.

11.03.2015 (IAR) – Niemiecka kanclerz nie weźmie udziału w obchodach 9 maja w Moskwie. Jak informuje urząd kanclerski w Berlinie, Angela Merkel odrzuciła zaproszenie prezydenta Rosji Władimira Putina na obchody 70. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej.

Według urzędu kanclerskiego, biorąc pod uwagę sytuację na Ukrainie jest niemożliwe, aby Angela Merkel wzięła udział w tradycyjnej paradzie wojskowej na Placu Czerwonym. Pani kanclerz ma jednak pojechać do Rosji dzień później, 10 maja, aby złożyć wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza.

IAR/N-TVSiekaj/dabr

podobne: „SZ”: Niemcy kochają Rosjan, pogardzają Amerykanami. Szeremietiew: Niemcy, Rosja, czy… Polska? oraz: „Biały konwój” opuścił Ukrainę (podobno nie wrócił na pusto). Niemiecki „Spiegel” przeciwko tarczy antyrakietowej, Merkel studzi nadzieje na przełom negocjacji z Rosją. i to: Po szczycie NATO: „Bazy” rotacyjne („szpica”?) w Polsce. Korpus NATO w Szczecinie podnosi gotowość bojową. USA organizuje zrzutkę na Irak, Afganistan i Ukrainę (manewry na zach. Ukrainy). Merkel: umowa NATO z Rosją wciąż obowiązuje. Rosja: reakcja na szczyt, manewry wojsk rakietowych, baza wojskowa w Arktyce.

11.03.2015 (IAR) – Rosyjscy prokuratorzy chcą odciąć opinię publiczną od śledztwa w sprawie śmierci Borysa Niemcowa. Do takich wniosków doszła dziennikarka „Moskiewskiego Komsomolca” Ewa Makarewicz.

W jej opinii śledczy nie chcą, aby ktokolwiek kontaktował się z osobami podejrzanymi o zabójstwo opozycyjnego polityka. Makarewicz i kremlowski obrońca praw człowieka Andriej Babuszkin spotkali się z trzema domniemanymi zabójcami Niemcowa. Usłyszeli od nich, że byli bici i zastraszani, a zeznania składali pod presją. Główny podejrzany Zaur Dadajew wycofał wcześniejsze przyznanie się do winy informując, że złożył je, aby ratować swojego kolegę przed torturami.

Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej uznał wizytę obrońców praw człowieka w moskiewskim areszcie za próbę wpływania na niezależne śledztwo. Tymczasem, niektóre rosyjskie media, w tym „Nowaja Gazieta” sugerują, że istnieje alternatywna wersja śledztwa, wskazująca na osoby z otoczenia przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/zr

podobne: Rosja: pogrzeb Niemcowa to pogrzeb epoki, tymczasem główny świadek zabójstwa opuścił Rosję. Michalkiewicz o męczeństwie za demokrację.

12.03.2015 (IAR) – Parlament Europejski jest głęboko zaniepokojony stanem rosyjskiej demokracji. W przyjętej rezolucji eurodeputowani domagają się niezależnego śledztwa w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa. Apelują też do władz Rosji o zwrot Polsce wraku prezydenckiego samolotu, który 10 kwietnia 2010 roku rozbił się pod Smoleńskiem.

W przygotowanej przez największe frakcje polityczne wspólnej rezolucji podkreślono, że zabójstwo Borysa Niemcowa jest najbardziej znaczącym morderstwem politycznym w najnowszej historii Rosji. Wpisuje się w szereg zabójstw dokonanych w tym kraju z pobudek politycznych. Europosłowie domagają się przeprowadzenia niezależnego śledztwa pod nadzorem międzynarodowych organizacji. Za zaistniałą sytuację obciążają rosyjskie władze, podsycające atmosferę nienawiści wobec opozycji i społeczeństwa obywatelskiego.

Parlament wezwał także przywódców Federacji Rosyjskiej do zaprzestania „haniebnej propagandy i wojny informacyjnej wobec swoich sąsiadów i własnego narodu”. Posłowie zaapelowali do Rady o opracowanie jednolitej polityki wobec Rosji, zobowiązującej państwa członkowskie Unii do prezentowania wspólnego stanowiska.

Zwracają się też z apelem do władz rosyjskich o natychmiastowe zwrócenie Polsce wraku TU154M, który rozbił się pod Smoleńskiem. Propozycja podjęcia niezależnego międzynarodowego dochodzenia w sprawie katastrofy została odrzucona.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Andrzej Geber/Strasburg/dw

podobne: „Odkłamać wczoraj i dziś”. Spotkanie z prof. Mieczysławem Rybą. Rosyjska „durnoj sintez” i to: Kolejna rocznica „katastrofy w Smoleńsku” – zimna wojna trwa

12.03.2015 (IAR) – Unijny szczyt raczej bez uzgodnień dotyczących sankcji wobec Rosji. Wiele wskazuje na to, że europejscy przywódcy w przyszłym tygodniu nie podejmą decyzji w tej sprawie. Tak przyznają w rozmowie z Polskim Radiem unijni dyplomaci. Pozostałe tematy szczytu to walka z rosyjską propagandą i unia energetyczna. Zapisano je w projekcie wniosków na szczyt, który widziało Polskie Radio.

Dwudniowy szczyt rozpoczyna się w przyszły czwartek i do tego czasu jeszcze wiele może się zmienić. Jednak w nieoficjalnych rozmowach można usłyszeć, że nie ma nastroju na zaostrzanie sankcji wobec Rosji, zwłaszcza tych gospodarczych. Pytanie co z obecnymi restrykcjami, które wygasają pod koniec lipca. Jeden z unijnych dyplomatów powiedział Polskiemu Radiu, że pojawił się pomysł, by już teraz przedłużyć je do grudnia. Na razie jednak ta propozycja nie uzyskała aprobaty. Europejscy liderzy na szczycie będą rozmawiać też o sposobach walki z rosyjską propagandą. Mają zlecić Komisji Europejskiej, by do czerwca opracowała strategię w tej sprawie. Kolejny temat to unia energetyczna. Do projektu wniosków na szczyt gabinet szefa Rady Europejskiej wpisał tezy Komisji Europejskiej. Nie ma więc mowy o wspólnych, obowiązkowych zakupach gazu w Unii, czyli propozycji, którą Donald Tusk, jeszcze jako premier, usilnie forsował. Nie było jednak na to zgody w Unii Europejskiej. Zapisano natomiast możliwość dobrowolnych zakupów. Jest też nacisk na większą przejrzystość kontraktów gazowych, które unijne kraje podpisują z dostawcami spoza Wspólnoty. Ostateczny kształt unii energetycznej będzie zależał od wyników negocjacji państw członkowskich z Parlamentem Europejskim.

IAR/B.Płomecka/Bruksela/sk

podobne: Konflikt gazowy na Ukrainie reaktywacja. KE o dostawach gazu przez Rosję, Unia Energetyczna ma złamać energetyczną potęgę Moskwy. Prywatna spółka znalazła gaz w Polsce oraz: Wojna Informacyjna: Kto komu narzuci narrację? Rosyjska propaganda specjalnie dla Polaków, Sputnik wylądował. Rząd chce blokować wrogie inwestycje. Słowo o agenturze wpływu. i to: Jałta Ukrainy w Mińsku: Walki o Debalcewo i Mariupol gwarantowane do 15 lutego przez „plan pokojowy” (pisany na raty). USA „zadowolone” z ustaleń dziękują Niemcom i Francji, oraz gotowe do ograniczenia sankcji na Rosję.

2. Piechociński: grozi nam katastrofa humanitarna? Ukraina z pomocą MFW i reformami.

10.03.2015 (IAR) – Jeśli nie nastanie trwały pokój na Ukrainie, może dojść do katastrofy humanitarnej – mówi wicepremier Janusz Piechociński. Jak powiedział w radiowej Jedynce, taki właśnie był przekaz jego ubiegłotygodniowej wypowiedzi dla agencji Reutera. Wywiad wzbudził duże emocje, cytowano zwłaszcza słowa Janusza Piechocińskiego o napływie fali uchodźców z Ukrainy.

Minister gospodarki powiedział w Polskim Radiu, że część jego wypowiedzi została wyrwana z kontekstu. Jak wyjaśnił, chciał przekazać, że Europa powinna przygotować siły i środki na każdy scenariusz rozwoju sytuacji na Ukrainie. Zdaniem Piechocińskiego, powinniśmy mieć na uwadze problemy Turcji, do której napływają uciekinierzy z ogarniętej wojną Syrii i być gotowi na ewentualne przyjęcie uchodźców z Ukrainy. Wicepremier dodał, że konflikt w Donbasie już teraz ma duży wpływ na europejską gospodarkę, załamuje się popyt, spadają ceny walut.

Szacuje się, że w całym obszarze towarów objętych embargiem Polska tylko w ciągu roku nie sprzedała do Rosji produktów za 500 milionów dolarów.

PR1/IAR/dw/zr

podobne: Kryzys na Ukrainie a prawa człowieka. Zbrodnie wojenne Ukraińców na Ukraińcach. oraz: Embargo daje się we znaki Rosjanom i części polskich firm. Na horyzoncie kolejne sankcje, Finlandia protestuje, Rosja zapowiada reakcję (obiecuje pracę dla Ukraińców). i to: Heglowska rzeczywistość: Polska przeżywa złoty wiek a Polacy lubią demokrację i są skłonni ponieść gospodarcze straty dla Ukraińców.

12.03.2015 (IAR) – 40 mld dolarów, czyli równowartość 32 procent PKB z 2014 roku, może wynieść skumulowany deficyt Ukrainy do 2018 roku. Takie oceny przedstawił w raporcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który rozpoczyna program pomocowy dla Kijowa.

Tymczasem, ukraińska minister finansów Natalia Jaresko poinformowała, że pierwsza transza pieniędzy od MFW może pojawić się na ukraińskich rachunkach dziś lub jutro. Z 5 mld dolarów, 2,2 mld pójdą na wsparcie banku centralnego, a reszta – do budżetu. W maju-czerwcu dojdzie do przeglądu uzgodnionych między MFW i Kijowem działań. Do końca obecnego półrocza powinna być wypłacona kolejna, również warta 5 mld USD transza pożyczki.

Natalia Jaresko ogłosiła też, że do końca roku Kijów zamierza uruchomić program prywatyzacji, obejmującej dużą część gospodarki. Jego szczegóły mają być znane w kwietniu. Dotyczyć będzie wielu z 3300 państwowych przedsiębiorstw.

Minister odniosła się też do planów restrukturyzacji ukraińskiego zadłużenia. Według niej, porozumienie z wierzycielami może zostać osiągnięte w ciągu 2 miesięcy.

MFW zamierza wesprzeć reformy na Ukrainie pożyczkami na sumę 17,5 mld dolarów. W sumie pakiet międzynarodowej pomocy dla Kijowa ma mieć wartość 40 mld dolarów, z czego część to dopiero zakładane umorzenia długu zagranicznego. MFW podkreśla, że zmiany na Ukrainie są niezbędne, ale też nie są przesądzone z uwagi na istnienie potężnych grup interesów.

IAR/MFW/hromadskie/łp/dj

podobne: Szczyt UE głównie o Ukrainie, ale też o Grecji (której grozi niewypłacalność) i terroryzmie (gromadzenie danych, kontrola graniczna). Kredyt z MFW dla Ukrainy. oraz: Ukraina: USA dadzą kolejne dolary, kredyty z Niemiec, pomoc finansowa MFW, obywatele o korupcji. i to: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności. a także: Ukraina: Rada Najwyższa nie odwołała Jaceniuka, ale nie wszystkie reformy zostały przegłosowane. Oszczędności na pensjach urzędników i więcej pieniędzy na armię. Za miesiąc koniec działań wojennych? polecam również: Podczas gdy Ukrainę czeka ciężka droga „vulture funds” robią interes życia. oraz: Ukraina: Rewolucja a umowa stowarzyszeniowa (płatne podziałem społeczeństwa, krwią i… złotem)

źródło: stooq.pl

peregovory Rosja, Unia Europejska

Łupią nas na tym gazie niemiłosiernie! Porozumienie PGNiG i Qatargas w sprawie dostaw LNG to żaden sukces! Polski lobbing energetyczny w Brukseli. Wraca sprawa kary finansowej za niewdrożoną dyrektywę o OZE.


1. Qatargas ulokuje gaz LNG przewidziany dla PGNiG na 2015 r. na innych rynkachMinister skarbu o porozumieniu między PGNiG a Qatargasem.

Warszawa, 09.12.2014 (ISBnews) – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) oraz Qatar Liquefied Gas Company Ltd zawarły porozumienie do umowy sprzedaży skroplonego gazu LNG z czerwca 2009 r. Porozumienie to przewiduje, że Qatargas ulokuje gaz LNG przewidziany do dostarczenia PGNiG w 2015 r. (ok. 1,5 mld m3) na innych rynkach, wykorzystując swoją pozycję jako jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie, podało PGNiG. Polska spółka liczy, że porozumienie to pozwoli na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego na obrocie gazem ziemnym.

„Zgodnie z porozumieniem, PGNiG i Qatargas, biorąc pod uwagę swoją długoterminową współpracę, zmieniły zasady wykonywania umowy długoterminowej w całym okresie 2015 roku. W tym okresie Qatargas ulokuje ilości określone umową długoterminową na innych rynkach wykorzystując swoją pozycję jednego z wiodących producentów i dostawców LNG na świecie” – czytamy w komunikacie.

Zarazem PGNiG pokryje Qatargas ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas. Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca PGNiG, wówczas odbiór takiego niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy długoterminowej, podano także.

„W ocenie zarządu PGNiG, bazując na aktualnie dostępnych informacjach na temat przewidywanych na 2015 rok cen LNG na świecie oraz cen gazu ziemnego w Polsce, porozumienie może pozwolić na poprawienie w 2015 roku wyniku finansowego PGNiG na obrocie gazem ziemnym pozyskanym w ramach umowy długoterminowej wobec pierwotnego scenariusza” – podkreślono w komunikacie.

Dodatkowo, z uwagi na uwarunkowania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego do Polski, w porozumieniu określone zostały zasady, na jakich PGNiG i Qatargas uzgodnią w razie potrzeby dostawy LNG w 2015 r. po osiągnięciu pełnej funkcjonalności operacyjnej terminalu w Świnoujściu.

„Uważam, że podpisanie tego Porozumienia jest korzystne zarówno dla PGNiG jak i dla Qatargas. Jest to dowód na kontynuację owocnej współpracy między Spółkami” – skomentował prezes PGNiG Mariusz Zawisza, cytowany w komunikacie.

Zgodnie z umową, jaką zawarto przed 6 laty, począwszy od drugiej połowy 2014 r. PGNiG miało odbierać w gazoporcie w Świnoujściu sprowadzany z Kataru gaz LNG. Zakontraktowano 1 mln ton, czyli ok. 1,5 mld m3 skroplonego gazu rocznie.

W ocenie eksperta Instytutu Sobieskiego Roberta Zajdlera, osiągnięte porozumienie to duży sukces zarządu PGNiG.

„Do tej pory mówiło się, że renegocjacja kontraktu katarskiego będzie oznaczać straty dla PGNiG. Okazało się, że tak nie musi być. Zawarte porozumienie ograniczy ryzyko ponoszenia przez polską spółkę kosztów związanych z brakiem możliwości odbioru LNG po 1 stycznia 2015 r. To duży sukces, zwłaszcza, że spółki porozumiały się w niełatwym temacie. Ponadto przesunięcie daty dostarczenia gazu do gazoportu daje komfort na ukończenie go i oddanie do użytku do końca przyszłego roku, co wydaje się jak najbardziej realnym terminem. Dobrze, że terminal będzie oddawany do użytkowania bez presji czasowej” – powiedział agencji ISBnews Zajdler.

„W mojej ocenie, porozumieniem przetarto szlak na pomyślną realizację tego kontraktu w przyszłości. Tak dobra współpraca PGNiG z partnerem katarskim może mieć również wpływ na pozycję negocjacyjną PGNiG w rozmowach z Gazpromem. Gazowa spółka nie musi obawiać się nadwyżki gazu na polskim rynku” – dodał ekspert Instytutu Sobieskiego.

PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i za granicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą.

(ISBnews)

10.12.2014 (IAR) – To porozumienie jest dobre dla obu stron. Tak minister skarbu ocenia dokument w sprawie późniejszych dostaw katarskiego gazu skroplonego do Polski. Chodzi o surowiec do terminalu LNG w Świnoujściu.

Półtora miliarda metrów sześciennych surowca z Kataru, który był przewidziany do dostarczenia PGNiG w przyszłym roku trafi na inne rynki.

Włodzimierz Karpiński powtórzył, że jest to korzystne dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. „Zdejmuje to presję czasu z firm, zajmujących się ostatnimi już pracami przy terminalu LNG w Świnoujściu, co wymaga szczególnej staranności i rzetelności” – wyjaśnił.

Pierwotnie inwestycja ta miała być oddana do użytku do 30 czerwca tego roku, ale termin przedłużono. Odbiór komercyjnych dostaw ma się rozpocząć w przyszłym roku. Dokładana data nie została podana.

W porozumieniu zaznaczono, że spółki polska i katarska będą miały możliwość określenia zasad na jakich uzgodnią dostawy LNG w przyszłym roku do terminalu w Świnoujściu w zależności od potrzeb energetycznych Polski.

PGNiG zaznacza, że pokryje katarskiej spółce ewentualną różnicę pomiędzy ceną LNG określoną w umowie długoterminowej a jego ceną rynkową uzyskaną przez Qatargas. Jeśli cena ta miałaby być niższa niż satysfakcjonująca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, wówczas odbiór niesprzedanego LNG będzie przesunięty na kolejne lata wykonywania umowy – napisała spółka w komunikacie.

IAR K.P. /zr

przypomnijmy że:

„Podpisana w 2009 roku umowa zakłada dostawy 1 mln ton LNG rocznie (ok. 1,5 mld m3) przez 20 lat od 2014 roku. Koszt dostaw zależeć będzie od cen ropy naftowej na rynkach światowych. Część ekspertów obawia się, że za tysiąc metrów sześciennych gazu z Kataru trzeba będzie płacić nawet 650 dolarów. Obecnie za taką samą ilość „błękitnego paliwa” z Rosji płacimy 200 dolarów mniej.”

…Poprawna analiza tego rodzaju umowy MUSI się opierać przede wszystkim na konkretach. Jednym z nich (NAJWAŻNIEJSZYM!) jest różnica między ceną kontraktową a ceną sprzedaży przez Qatargas nieodebranego przez PGNiG gazu na rynkach, gdyż tę różnicę zobowiązał się pokryć PGNiG. Drugą równie ważną kwestią jest rozwikłanie zagadki co to znaczy „cena niższa niż satysfakcjonująca” pozwalająca przesunąć odbiór gazu na następne lata. Dane na ten temat zostały opinii publicznej (CELOWO!) pożałowane 😉 więc oddaję głos ekspertowi… (Odys)

Fakty:

  • 9 grudnia PGNiG i Qatar Liquefied Gas Company Ltd (Qatargas) podpisały porozumienie zmieniające umowę z 29 czerwca 2009 r.
  • wolumeny LNG na 2015 r. (ok. 1,5 mld m3) Qatargas będzie sprzedawał na innych rynkach
  • PGNiG pokryje różnice między kontraktowa ceną LNG a ceną sprzedaży przez Qatargas
  • PGNiG może przy niesatysfakcjonującej je cenie LNG, przesunąć odbiór wolumenów na następne lata
  • dostawy LNG w 2015 w Świnoujściu zostaną jeszcze ustalone

Wnioski i uwagi:

  • PGNiG nie negocjowało lub nie udało mu się wynegocjować zmian ceny kontraktu (co było postulatem mediów, jednak znacznie ciszej eksponowanym, niż w sprawie kontraktu jamalskiego, który jest korzystniejszy (tańszy) niż katarski)
  • PGNiG zmniejszy koszty, spowodowane przez opóźnienia w oddaniu terminalu, ale ich nie wyeliminuje (pytanie, czy takie sytuacje są przewidziane w umowie z Gaz Systemem i czy PGNiG będzie egzekwowało takie zapisy, jeśli nie ma lub nie będzie egzekwowało – oskarżenie o działanie na szkodę spółki murowane)
  • Porozumienie mówi o przesunięciu „odbioru niesprzedanego LNG”, z czego wynika, że płatność będzie musiał być wykonana od razu.
  • PGNiG do dzisiaj nie ma gwarancji konkretnej daty oddania terminalu w 2015 roku, dowodzi tego zapis o elastycznym („strony będą miały możliwość”) ustalaniu terminu dostaw do Świnoujścia – to z pewnością osłabiało pozycję negocjacyjną PGNiG, (minister Karpiński na pytanie o termin – odpowiedział „w 2015 r.” – to już będzie trzeci termin (premier Tusk – maj 2015, premier Piechociński – lato 2015).
  • PGNiG otrzymuje czas na wzrost rynku, dający miejsce na nowe dostawy (1,5 mld m3), gdyż w tej chwili nie ma takiego: kontrakt jamalski jest wykonywany na minimalnym poziomie, PGNiG traci w tym roku 15% udziału w imporcie, przyjdzie zrezygnować z odbiorów z Europy (najtańszych w importowym miksie), a przy szybkiej utracie rynku – z produkcji krajowej. Jako alternatywa pozostaje eksport.

Ocena:

  • Porozumienie nie jest sukcesem PGNiG, to Qatargas utrzymał wszystkie przewagi, szczególnie cenowe, jakie są w kontrakcie.
  • Zmiany mieszczą się w standardowych warunkach stosowanych w długoterminowych kontraktach „take or pay” (ten sam rodzaj kontraktów jak z Gazpromem), polegających na odłożeniu odbioru nieodebranego gazu na późniejsze lata

Wątpliwości:

Formuła powierzenia sprzedaży Qatargasowi nie motywuje go do realizowania tej sprzedaży po jak najwyższych cenach, istnieje jedynie mechanizm „stop-loss” dla PGNiG. Pytanie, czy jeśli Qatargas sprzeda drożej niż w kontrakcie z PGNiG to zwróci nadwyżkę?
Minister Karpiński z niejasnych powodów powołuje się na „bezpieczeństwo energetyczne Polski”, jest też przekonany o „dobrej współpracy pomiędzy PGNiG i partnerem katarskim”. Rozumiem, dyplomacja, jednak w wynegocjowanym porozumieniu tego sukcesu nie widać.
Ministrem Karpińskim szarpią chyba jakieś wątpliwości – mówi jednocześnie: „Wartością projektu budowy gazoportu jest sam fakt, że zostanie on zrealizowany” i że „realizujemy tę inwestycję, mimo że do 2022 r. mamy zapewnioną odpowiednią ilość gazu”. Poszedłbym dalej – wartością gazoportu jest to, że powstanie i nic więcej” (Andrzej Szczęśniak)

źródło: szczesniak.pl

…trzeba przyznać że ten katar tfuuu! znaczy się gaz będzie nas drogo kosztował… Śmierdząca sprawa (gorzej niż gaz).

podobne: Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku  oraz: Polska rozmawia z Katarem o obniżce cen gazu. USA coraz bardziej otwarte na eksport gazu. Rewers na gazociągu jamalskim.  i to: Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?

2. Polski lobbing energetyczny w BrukseliRzecznik Trybunału UE – ukarać Polskę.

08.12.2014 (IAR) – Polskie firmy energetyczne otworzyły wspólne biuro w Brukseli. W jego ramach chcą lobbować na rzecz korzystniejszych dla Polski przepisów w tej dziedzinie.

Jak mówi Marek Woszczyk – prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, chodzi także o to, aby zmienić nieprawdziwy obraz polskiej energetyki, „która przede wszystkim jest kojarzona z energetyką przestarzałą, nienowoczesną, wykorzystującą w mało efektywny sposób paliwa kopalne, przede wszystkim węgiel, bo taki obraz prawidłowy nie jest. Polska energetyka to energetyka, która inwestuje w wysoko sprawne elektrownie, potrafimy bardzo efektywnie i czysto spalać polski węgiel i produkować z niego tani prąd. Chcemy pokazywać prawdziwy obraz polskiej energetyki, energetyki, która się zmienia i która bardzo aktywnie i szybko inwestuje w odnawialne źródła energii” – powiedział Marek Woszczyk.

Podkreślił, że nie przez przypadek biuro powstało właśnie teraz – krótko po szczycie Unii Europejskiej, na którym ustalono nowe cele polityki energetyczno-klimatycznej. Jego zdaniem, w ciągu najbliższych miesięcy bowiem będą się klarować szczegóły dotyczące wprowadzania w życie wniosków z tamtego spotkania.

Według ministra Tomasza Tomczykiewicza – sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki, lobbing węglowy w Brukseli to jest kwestia polskiego bezpieczeństwa energetycznego. „Musimy dbać o to, żeby ten zmieniający się świat uwzględniał, iż zasobność polskiego konsumenta nie jest wielka. W związku z tym musimy dbać o ceny energii, niski wzrost cen energii, a to będzie realizowane, jeśli energetyka będzie oparta na najtańszych źródłach energii” – powiedział minister Tomczykiewicz.

Na październikowym szczycie ustalono wspólną europejską strategię energetyczno-klimatyczną do 2030 roku. Głównym założeniem przyjętego pakietu jest 40-procentowa redukcji emisji CO2. Polska obawiała się, że taki cel doprowadzi do wzrostu cen energii w naszym kraju. Udało się jednak m.in. utrzymać system darmowych pozwoleń na emisję CO2 dla firm energetycznych.

Informacyjna Agencja Radiowa/Magdalena Skajewska/Bruksela/em/

podobne: Droga energia realnym zagrożeniem. oraz: Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. i to: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? a także: Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą polecam również: Walka z emisją CO2 nie musi oznaczać walki z węglem. i to: GIG: podziemne zgazowanie może pomóc w lepszym wykorzystaniu węgla a także: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i na koniec: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

11.12.2014 (IAR) – Polska powinna zapłacić karę finansową za niewdrożoną dyrektywę o odnawialnych źródłach energii. Taka jest opinia rzecznika unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ostateczne orzeczenie w tej sprawie spodziewane jest za kilka miesięcy.

W wydanym oświadczeniu, rzecznik zaproponował, by Polska zapłaciła 61 tysięcy euro za każdy dzień opóźnienia, czyli od momentu orzeczenia do czasu wdrożenia dyrektywy. To mniej niż proponowała Komisja Europejska w 2013 roku, pozywając Polskę do Trybunału. Wtedy Bruksela zażądała ponad 130 tysięcy euro za każdy dzień zwłoki. Unijne przepisy o odnawialnych źródłach energii kraje członkowskie powinny były wdrożyć do grudnia 2010 roku. Opinie rzeczników Trybunału nie są wiążące, ale zwykle bywa tak, że w 70-80 procentach podzielają je później sędziowie ogłaszając wyroki. Ciekawostką w tej konkretnej sprawie jest to, że jeśli Polska zostanie skazana i będzie musiała zapłacić karę finansową, to będzie to pierwszy przypadek od czasu wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego, że Trybunał podzieli opinię Komisji wydaną w przyspieszonym trybie.

IAR/B.Płomecka/Bruksela /nyg

źródło: stooq.pl

podobne: OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną. oraz: Polska: czekamy na ustawy o OZE i „łupkową”. Statki LNG – szybkie, bezpieczne i bardzo drogie i to: KE proponuje redukcję CO2 o 40% do 2030 r. i zwiększenie udziału OZE do min. 27%. Ekspert: brońmy się przed projektami klimatycznymi Brukseli.

rys. Jerzy Krzetowski

rys. Jerzy Krzetowski

Energetyka w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. To kosztuje


„…Strategicznym zadaniem na rzecz bezpieczeństwa energetycznego jest uruchomienie wydobycia surowców energetycznych z krajowych złóż niekonwencjonalnych, rozwój infrastruktury sieciowej i wytwórczej w oparciu o paliwa węglowe, jądrowe i gazowe oraz zapewnienie zróżnicowanego dostępu do źródeł i dróg dostaw surowców energetycznych – podsumowują autorzy Strategii. – Kluczowa jest liberalizacja rynków energii oraz tworzenie warunków dla realizacji inwestycji w sektorze energetycznym. Istotnym elementem polityki państwa będzie zapewnienie stabilności dostaw oraz integracja systemów energetycznych z państwami członkowskimi UE.

Budowa bezpieczeństwa energetycznego ma odbywać się w ramach jednego z „podsystemów gospodarczych”.

Do priorytetów przygotowawczych określających kierunki rozwoju i doskonalenia bezpieczeństwa energetycznego Polski Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP zalicza (w nawiasach mój komentarz):

  1. uruchomienie przemysłowego wydobycia gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych, w tym opracowanie technologii wydobywczej dostosowanej do specyfiki krajowych złóż tego surowca (chodzi o gaz łupkowy, którego wydobycie przemysłowe miało ruszyć w 2015 roku ale niestety tak nie będzie),
  2. rozbudowę sieci przesyłowych i magazynów do przesyłu dodatkowych ilości gazu ziemnego do odbiorców krajowych i zagranicznych (zwiększenie mocy magazynów, która obecnie wynosi 2,6 mld m3 czyli 1/5 zapotrzebowania wynoszącego ok. 15 mld m3 rocznie),
  3. budowę regionalnego centrum dystrybucyjno-magazynowego gazu ziemnego na terytorium Polski.
  4. rozbudowę terminala LNG o kolejne możliwości regazyfikacyjne (Belweder postuluje budowę trzeciego zbiornika zwiększającego przepustowość obiektu z 5 do 7,5 mld m3 rocznie, przewidzianą jako opcję),
  5. rozbudowę istniejących i nowych połączeń gazowych w ramach Grupy Wyszehradzkiej w celu budowy regionalnego rynku gazu.
  6. Kontynuację prac na rzecz zróżnicowania źródeł dostaw ropy naftowej, w tym komercyjnej realizacji projektu dotyczącego importu surowca z rejonu Morza Kaspijskiego (chodzi szczególnie o ropociąg Odessa-Brody Gdańsk, Belweder próbuje wskrzesić ten przekreślony politycznie projekt),
  7. wsparcie dla uruchomienia przemysłowego wydobycia ropy naftowej ze złóż niekonwencjonalnych w Polsce (po gazie łupkowym Strategia wspomina o ropie łupkowej, która często towarzyszy złożom gazu niekonwencjonalnego).
  8. modernizację systemu magazynowania, przesyłu i dystrybucji ropy naftowej i paliw w kraju
  9. planowane polepszenie parametrów terminalu naftowego (jak w przypadku gazoportu, zwiększenie mocy).

Zdaniem autorów dokumentu „istotna jest przebudowa sektora wytwarzania energii elektrycznej, z uwzględnieniem priorytetu, jakim jest wykorzystanie krajowych złóż nośników energii pierwotnej (węgiel kamienny, brunatny i gaz,w tym ze złóż niekonwencjonalnych) oraz energetyki jądrowej. W tym celu koniecznym jest zapewnienie wsparcia państwa dla długoterminowych, kapitałochłonnych inwestycji w nowe moce w elektroenergetyce”.

Jest to deklaracja poparcia dla inwestycji w energetykę konwencjonalną oraz utrzymania dofinansowania do inwestycji jak Elektrownia Opole. Priorytetem ma być wykorzystanie dominujących w Polsce złóż a nie np. transformacja energetyczna jak Energiewende w Niemczech.

– Bezpieczeństwo państwa wymaga międzyresortowej koordynacji, z uwzględnieniem podziału kompetencji w Radzie Ministrów w zakresie polityki energetycznej oraz zapewnienia wpływu państwa na jej realizację przez przedsiębiorstwa energetyczne, co umożliwi szybką i skuteczną reakcję w przypadku pojawienia się zagrożeń na rynkach energetycznych – czytamy w dokumencie. Jest to apel o skoordynowanie pracy ministerstw współodpowiedzialnych za energetykę, między którymi rozrzucono określone kompetencje w sektorze: ministerstwa gospodarki, środowiska, skarbu, finansów i spraw zagranicznych. Fundamentem koordynacji mógłby być pełnomocnik rządu do spraw energetyki a, według mnie, najlepiej ministerstwo energetyki, być może utworzone na bazie ministerstwa gospodarki. – Za realizację są odpowiedzialni ministrowie, urzędy centralne, wojewodowie, samorząd i inne podmioty zależnie od zagadnienia – jest napisane dalej. Jeżeli odpowiedzialność za wdrożenie strategii będzie rozproszona, to skutki będą tak opłakane jak reformy polskiej energetyki będące obiektem sporów międzyresortowych na czele z prawem geologicznym i górniczym dla sektora łupkowego.

– Konieczne jest zachowanie przez państwo kontroli nad kluczową infrastrukturą sektora paliwowo-energetycznego oraz rozszerzenie nadzoru i kontroli nad bogactwem zasobów geologicznych państwa – piszą twórcy Strategii. To sprzeciw wobec prywatyzacji strategicznych spółek energetycznych jak brany pod uwagę w tym zakresie Lotos.

Belweder opowiada się za obroną energetyki konwencjonalnej, własności państwa w sektorze i ambitnego, choć drogiego programu dywersyfikacyjnego. Strategia przypomina o tym, że bezpieczeństwo energetyczne kosztuje a jego realizacja wymaga zdecydowanych, trudnych posunięć. Jest podstawą do obrony takiej linii we wszelkich dyskusjach na temat polskiej energetyki.

Treści nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej „będą rozwijane w Polityczno-Strategicznej Dyrektywie Obronnej Rzeczypospolitej Polskiej oraz Strategii Rozwoju Systemu Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, realizującej długo- i średniookresową strategię rozwoju kraju”. Czas pokaże, jak przebiegnie realizacja postulatów Strategii.”

(Wojciech Jakóbik – całość na stronie autora artykułu)

z kwietnia zeszłego roku…

…Dziś już wiemy że z tych wszystkich planów „niezależności energetycznej” ostał się tylko gazoport w Świnoujściu. Bo na inne albo nie ma pieniędzy, albo inwestorzy machnęli ręką. Albo UE nam „pomogła” (“Zimne słońce”, handel “pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski). Łupki szlag trafił po tym jak kolejne znaczące firmy zaczęły wycofywać się z przedsięwzięcia właśnie na rzecz Rosji! (Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?). Swoje 3 grosze dorzuciła też UE za sprawą Komisji środowiska PE, która przyjęła w lipcu tego roku niekorzystne zapisy dotyczące gazu łupkowego (Po węglu “Komisja środowiska PE” uderza w niekonwencjonalne źródła energii. Polskie łupki poważnie zagrożone). Sama zaś sprawa gazoportu chociaż jest kontynuowana, to i tu można już było przeczytać niepokojące opinie o tym, że gaz sprowadzany do Świnoujścia (który głównie będzie pochodził z Kataru) będzie prawdopodobnie sporo droższy niż gaz z Rosji:

…Według Andrzeja Szczęśniaka, gaz z Kataru, oparty na formule japońskiej, będzie absolutnie niekonkurencyjny. Z tego powodu terminal LNG w Świnoujściu wpłynie negatywnie na kondycję krajowego monopolisty gazowego PGNiG. – Gazoport stanie się przysłowiowym kamieniem u szyi PGNiG, który będzie go ciągnął na dno. (…) My będziemy mieli drogi gaz z Kataru, a nasi konkurenci tani surowiec z Rosji – ocenia ekspert… (Polska: gaz z Kataru i droga dywersyfikacja)

Przyszłość jak zwykle wszystko zweryfikuje. Obyśmy nie musieli wracać na kolanach w objęcia „Wielkiego Brata” ze wschodu. (całość tu: Czar Acronu… Azoty i „Kwas”)

🙂 no i przyszłość pokazuje że nic się nie zmieniło K

…ciężko się odnieść rzeczowo do tego co ciągle istnieje wyłącznie w sferze planów i życzeń jakie zapisano sobie w dokumencie zwanym „Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP”  (dziwne byłoby gdyby Panowie stratedzy nie zakładali sobie szczytnych celów 🙂 ), ale zważywszy na dotychczasowe decyzje w zakresie bezpieczeństwa energetycznego jakie były udziałem dotychczasowych działań polskich decydentów, ośmielam się głęboko powątpiewać nie tyle w potrzebę większości tego co zaplanowano, co obawiam się efektów rzeczywistych działań na tym polu tj. tragicznych dla kieszeni Polaków skutków (Energia: Mało używamy drogo zapłacimy. Polska w pułapce „średniego dochodu” ale „The Economist” nas chwali. Michalkiewicz o tym co nas oblazło), jakie może za sobą pociągnąć centralne sterowanie całym tym procesem przez administrację państwową (na dodatek pod dyktando UE – Po węglu “Komisja środowiska PE” uderza w niekonwencjonalne źródła energii. Polskie łupki poważnie zagrożone), która przez lata nie potrafiła niczego pożytecznego na tym polu dla Polaków ani „wybudować”, ani wytargować (w umowach międzynarodowych). Nie wspominając już nawet o konkretnej pomocy, czy choćby stworzeniu dogodnych warunków inwestycyjnych dla rozwoju sektora prywatnego na polu energetyki, albo przynajmniej nie przeszkadzaniu prywatnym małym i średnim inwestorom (Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa), których jest jak na lekarstwo gdyż monopol państwowy ma tu miażdżącą przewagę… Poza tym Polska jako jeden z trybików UE, od jakiegoś czasu można powiedzieć że nie prowadzi ŻADNEJ niezależnej polityki energetycznej i na domiar złego jest na tym polu traktowana instrumentalnie przez państwa które REALNIE zawiadują UE (z niekorzyścią dla Polski). Plan energetyczny dla Europy już dawno został wytyczony  – Liberalizacja rynku gazu nie spowoduje spadku cen dla odbiorców. Rynek energii będzie coraz bardziej regulowany, co na nasze podwórko przekłada się w następujący sposób – Nie ma mowy o „liberalizacji” rynku gazu tam gdzie rządzi monopolista i regulator cen. Więc nie ma się co przejmować tym co napisano w dokumencie o liberalizacji (patrz wytłuszczenie na początku cytowanego fragmentu) bo to nam nie grozi 🙂 Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik zewnętrzny w postaci kupczenia Polską przez USA – Polskie łupki to blef? As w rękawie u Amerykanów. Jak zagra Rosja?

Kiedy słyszę hasło „państwowa strategia energetyczna” mam niestety takie oto skojarzenia:

1. dobijanie rodzimej energetyki węglowej: raz – poprzez taniec pod muzyczkę „walki z globalnym ociepleniem” (sztandarowy od lat projekt UE – niezwykle kosztowny – Pakiet klimatyczny – sukces Ewy Kopacz? Być może, ale to Polacy słono za jej sukces zapłacą), dwa przez komunizację sektora węglowego w Polsce („List uradowanego górnika” czyli 250 mln. „POmocy” na „zamknięcie” kopalni. Deficyt w kasie miedziaka z Lublina, który błaga o niskie podatki. Bankructwa firm), trzy – rabunkową politykę fiskalną na tym polu (słynny podatek od wydobycia – IS: Finalne prace nad gazem łupkowym będą prowadzić tylko rodzime firmy);

2. obrzydzanie inwestorom (głównie prywatnym firmom również zagranicznym) poszukiwania gazu łupkowego w Polsce m.in. przez nadmierny fiskalizm i biurokratyczne obowiązki na tym polu – Dopiero za 7 lat oszacujemy ilość gazu łupkowego, tymczasem dyskusja o podatkach już dziś odstrasza inwestorów.);

3. katastrofalna polityka w zakresie dywersyfikacji źródeł gazu i ropy (zarzucanie przez polskie władze takich projektów jak np. umowa z Norwegią), oraz nieudolne prowadzenie strategicznych inwestycji na tym polu (Audyt w sprawie gazoportu: Inwestycja nie powstanie na czas.)

4. związana z powyższym katastrofalna w skutkach polityka relacji zagranicznych z Rosją – od której surowców wciąż jesteśmy istotnie zależni co przekłada się na niekorzystne kontrakty gazowe na kierunku wschodnim (Dzięki POPISowi Polska od dekady przepłaca za gaz dostarczany przez Gazprom! Nowa umowa gazowa – sukces czy porażka?), w wyniku czego dochodzi do kosztownych umów w ramach tzw. „dywersyfikacji” (Drogi Katar (znaczy się gaz) jeszcze nie przypłynie. Terminal LNG najwcześniej gotowy pod koniec roku)

i 5. znikome czyt. dalekie od potrzeb w zakresie bezpieczeństwa energetycznego (Deficyt energii elektrycznej może wzrosnąć w Polsce do 1100 MW w 2017 r.) dokonania na polu inwestycji infrastrukturalnych w energetyce przez podmioty krajowe – w większości państwowe spółki energetyczne i wydobywcze (PGE, PGNiG, KGHM, Tauron i Enea zaprzestały współpracy dot. gazu łupkowego a komercyjne wydobycie nie rozpocznie się w tym roku.)

Wiem że znowu uprawiam malkontenctwo, ale w świetle dotychczasowej historii „rozwoju” naszej energetyki zarówno w kontekście polityki wewnętrznej jak i zagranicznej moje marudzenie jest uzasadnione… Podzielam zatem pogląd autora komentarza którego fragment pozwoliłem sobie przedrukować, że „czas pokaże jak przebiegnie realizacja postulatów Strategii”.

…Odys

podobne: Transformacja polskiej energetyki da bezpieczeństwo bez wzrostu cen. „Puls Biznesu”: Rząd chce rozdać węgiel bogatym oraz: Gaz łupkowy za 24 lata. Zielona energia za droga. Nie mamy realnej alternatywy dla węgla. i to: Najwyższy Czas!: Klimatyczna katastrofa. Ile Polska straci przez nieudolną politykę PIS i PO?

Prąd - Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Prąd – Mirosław Andrzejewski (Zbirek)

Wojciech Jakóbik Blog

Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RPWczoraj prezydent RP przedstawił Strategię Bezpieczeństwa Narodowego RP. Jest to dokument zastępujący wcześniejszą strategię z 2007. Uwzględnia nowe realia geopolityczne, szczególnie widoczne na przykładzie kryzysu ukraińskiego. Ważnym elementem strategii jest bezpieczeństwo energetyczne.

View original post 1 217 słów więcej

Jak nie kijem go to marchewką. Ropa w zamian za zniesienie sankcji czyli… Iran po stronie zachodu. Syria: w Kobani znowu walki, Amerykanie dozbrajają Kurdów (wbrew stanowisku Turcji).


1. Info ECAG: Irańskie nośniki energetyczne dla UE?

„Agencja Reuters podała, że Unia Europejska zwraca coraz większą uwagę na możliwość importu surowców naturalnych z Iranu. Odbywa się to czasie odwilży stosunków z Teheranem podczas gdy relacje z Rosją stają się chłodniejsze.

Istnieją jednak dwie przeszkody. Pierwszą jest kwestia zdjęcia sankcji nałożonych na Iran, zaś drugą powstanie dodatkowej infrastruktury rurociągowej. Te wyzwania nie powstrzymują unijnych dyplomatów od przygotowania przez Komisję Europejską planów nowej strategii energetycznej dla starego kontynentu.

„Iran to jeden z naszych najważniejszych średnioterminowych priorytetów, które pomogą zmniejszyć naszą zależność od dostaw rosyjskiego gazu” – informowała agencja. „Irański gaz z łatwością może docierać do Europy, zwłaszcza gdy politycznie następuje nowe klarowne zbliżenie pomiędzy Teheranem a Zachodem”.

Rosja jest obecnie największym dostawcą surowców naturalnych do Europy, wypełniając jej 1/3 rocznych zapotrzebowań, zarabiając na eksporcie ok. 80 miliardów USD rocznie. Jednak Bruksela, w związku z konfliktem ukraińskim, nałożyła sankcje na Rosję, zwiększając tym samym potrzebę poszukiwania alternatywnych dostaw surowców…”

całość tu: geopolityka.org

2. Thierry Meyssan: Nad Iran nadciąga burza.

„…Od czasu rewolucji Chomeiniego, Iran wspiera wszystkie antyimperialistyczne ruchy na Bliskim Wschodzie, niezależnie od religii, jaką wyznają ich członkowie. Wyłomu w tej polityce dokonała „Zielona Rewolucja” z 2009 r. W tym okresie, kandydat obozu „reformatorskiego” Mir-Hosejn Musawi deklarował podczas kampanii wyborczej, że jakkolwiek należy mieć uznanie dla Hamasu i Hezbollahu, nie oznacza to, że Irańczycy mają płacić za ich zbrojenie, ani też za odbudowę Palestyny i Libanu. Po objęciu władzy w 2013 r., nowy prezydent, szejk Hasan Rouhani był dla komentatorów nie lada zagadką, gdy potrząsając kluczem, dawał do zrozumienia, że odtąd skarb państwa będzie służył irańskiemu narodowi, a nie ryzykownym, a ponadto nie zawsze szyickim, ruchom oporu. Irańczycy przywiązywali jednak mało wagi do tej polemiki, którą błędnie oceniali jako zwyczajne politykierstwo.

Wygrana H. Rouhaniego obudziła wśród rzeszy wyborców nadzieję na uporządkowanie relacji ze Stanami Zjednoczonymi i z Unią Europejską, które mogłyby w końcu znieść sankcje wobec Iranu, przez co podniosłaby się zdolność nabywcza Irańczyków. Dziś Iran uzyskał możliwość eksportu ropy na międzynarodowy rynek, a więc ma do dyspozycji walutę zagraniczną. Ustabilizowała się też dzięki temu waluta narodowa – irański rial.

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy. Szejk H. Rouhani wynegocjował potajemnie z Waszyngtonem i Brukselą porozumienie, które niebawem powinien upublicznić [1]. Sięga ono znacznie dalej niż słowa wypowiedziane pięć lat temu przez Mira-Hosejna Musawiego. Chodzi, ni mniej ni więcej, o przejście Iranu do obozu państw zachodnich, i to pomimo niedawnej akcesji do Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

Zgodnie z tym porozumieniem, Iran miałby dostarczać gaz państwom Unii Europejskiej, co pomogłoby jej zerwać zależność od Rosji i zapoczątkować nową Zimną Wojnę. Poza tym, miałoby to doprowadzić do deficytu gazu w Chinach i do spowolnienia ich rozwoju [2].

24 września, na marginesie sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, odbyła się rozmowa szejka H. Rouhaniego i prezydenta Austrii Heinza Fishera. Ten ostatni zapewnił swojego rozmówcę, że Austria pokieruje projektem rurociągu Nabucco. Podniesiono też kwestię sfinansowania budowy połączenia irańskich pól gazowych i naftowych z systemem Nabucco, której koszt powinien wynieść 8,5 mld dolarów. Chodzi więc o ogromne przedsięwzięcie, które z pewnością wygeneruje masę korupcji.

Porozumienie powinno też zamknąć polemikę wokół rzekomej bomby atomowej, którą Iran miałby być zdolny wyprodukować „w ciągu kilku tygodni” [3]…

Reakcje na plany szejka Hasana Rouhaniego

Po ponad roku, licząc od ostatnich wyborów, popularność szejka H. Rouhaniego dynamicznie maleje. Część opinii publicznej oskarża go, że od roku niewiele się zmieniło, a część, że faworyzuje jedną klasę społeczną, a o większości zapomina. Gdyby M. Ahmadineżada dopuszczono do udziału w przyszłych wyborach, najpewniej wygrałby je już w pierwszej turze. Ale raczej nie należy się tego spodziewać. W 2013 r., odmówiono już udziału w wyborach zgłoszonemu przez M. Ahmadineżada Esfandijarowi Rahimowi Maszajemu, a to jemu właśnie sondaże rokowały wygraną w drugiej turze. Zostaną więc przedsięwzięte wszystkie kroki, by M. Ahmadineżada odsunąć od udziału w wyborach w 2017 r.

Jakkolwiek by było, dawny prezydent bardzo się ostatnimi czasy uaktywnił. Nawołuje swoich zwolenników do mobilizacji i wydaje się być pewien, że uratuje swój kraj, chylący się ku Zachodowi. Być może pierwszą jaskółką tego zwycięstwa jest pozwolenie na organizację międzynarodowego sympozjum poświęconego antyimperializmowi, udzielone przez Najwyższego Przywódcę zwolennikom M. Ahmadineżada. Rok temu ajatollah sprzeciwił się takiej inicjatywie [5], a teraz wysłał nawet na konferencję swojego przedstawiciela. Można więc sądzić, że zawetuje projekt H. Rouhaniego.

Dla uczniów R. Chomeiniego projekt ten obraca wniwecz Rewolucję Islamską i oznacza de facto powrót do epoki szacha. Iran miałby zrezygnować ze swoich politycznych wpływów i złożyć się na ołtarzu handlu międzynarodowego. W wymiarze krajowym, znów nastałaby era bogactwa, ale dla rządzących, niekoniecznie dla ogółu społeczeństwa. Zaś dla innych narodów Bliskiego Wschodu, zwłaszcza dla Libańczyków, Palestyńczyków, Syryjczyków i Jemeńczyków, które zbierały większe i mniejsze zwycięstwa wobec Waszyngtonu, Londynu i Tel-Awiwu, taki projekt oznaczałby ponowne osierocenie i brak środków materialnych.

Waszyngton szykuje plan „B”

Wobec prawdopodobieństwa porażki projektu H. Rouhaniego – którego sukces mogłaby zapewnić chyba tylko przedwczesna śmierć Najwyższego Przywódcy – Waszyngton szykuje swój plan „B”, a więc destabilizację kraju, zakrojoną na znacznie szerszą skalę niż w 2009 r. Wtedy chodziło o wmówienie Irańczykom, że sfałszowano wyniki wyborów, które miałby wygrać zwolennik USA [6]. Tym razem, będzie to coś na kształt pseudo-rewolucji w Syrii z 2011 r…

…Można prognozować, że w momencie, gdy projekt szejka H. Rouhaniego poniesie fiasko, Waszyngton wypuści w świat fałszywe informacje, w które uwierzy szeroka rzesza Irańczyków. Technologia postąpiła tak daleko, że bez problemu można dziś sfabrykować dowolne wydarzenie, tak jak już to miało miejsce w Libii (gdzie upadek Dżamahiriji pokazano o cztery dni za wcześnie, aby zdemoralizować społeczeństwo) i w Syrii (gdzie pokazywano liczne manifestacje, które każdy widział na ekranie, a nikt na żywo). Odrzucenie projektu H. Rouhaniego będzie więc oznaczało początek nowej konfrontacji.”

Tłumaczenie: Justyna Jarmułowicz
Fot. article.wn.com
Tekst pochodzi z portalu Voltairenet.org.
całość tu: geopolityka.org
19.10.2014 (IAR) – Radykałowie z Państwa Islamskiego przypuścili kolejny szturm na syryjskie miasto Kobani. Od ponad miesiąca fanatycy próbują zdobyć kluczowe dla nich miasto i nie poddają się mimo intensywnych amerykańskich nalotów. Tymczasem sąsiadująca z Kobani Turcja ponownie odmówiła pomocy dla Kurdów, walczących o obronę miasta.Według świadków, w ostatnich godzinach toczą się najbardziej zacięte walki o Kobani od czasu rozpoczęcia ofensywy islamistów. Radykałowie atakują miasto z pocisków moździerzowych. Jak podaje Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, od soboty na coraz bardziej opustoszałe Kobani miało spaść co najmniej 48 takich pocisków. W tym samym czasie miało zginąć co najmniej 70 bojowników Państwa Islamskiego i 10 cywilów.

Tymczasem tureckie władze zapowiedziały, że nie zezwolą na dostawy broni dla syryjskich Kurdów, którzy bronią Kobani, ale przez Ankarę są uważani za organizację terrorystyczną. Turecki prezydent Recep Erdogan powiedział, że nie zgodzi się także na to, aby broń dostarczyli Amerykanie.

Turcja ma też kolejny problem w związku z wojną domową w Syrii, której częścią jest ofensywa islamistów. Dramatycznie rośnie liczba uchodźców, którzy uciekli przez granicę na turecką stronę. „W ciągu prawie czterech lat tej wojny, 900 tysięcy uchodźców zostało zarejestrowanych w Turcji. Oceniamy jednak, że realna liczba uciekinierów wynosi tak naprawdę około 1,6 miliona osób” – mówi szefowa misji humanitarnych ONZ Valerie Amos, która odwiedziła jeden z obozów dla uchodźców w Turcji.

Ocenia się, że z samego tylko Kobani do Turcji uciekło 200 tysięcy osób.

Informacyjna Agencja Radiowa/

IAR/Wojciech Cegielski/RTR/Al-Jazeera/UN/eurovision/jj

20.10.2014 (IAR) – Amerykańskie lotnictwo zrzuciło broń, amunicję, a także pomoc medyczną dla kurdyjskich sił broniących syryjskiego miasta Kobani. Od kilku tygodni jest ono atakowane przez oddziały Państwa Islamskiego.Zrzuty, jakich dokonano minionej nocy, to pierwsze tego rodzaju od czasu trwających już kilka tygodni uderzeń z powietrza koalicji pod wodzą Stanów Zjednoczonych na pozycje islamistów w tym rejonie. Syryjskie Kobani leży przy granicy z Turcją. Dowództwo siła amerykańskich poinformowało wcześniej, że w ciągu ostatnich godzin dokonano 11 takich nalotów.

Zrzuty broni i medykamentów dla Kurdów wykonano z samolotu transportowego typu C-130.

FoxNews,AP,AFP/IAR/dyd

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina kupi węgiel z Rosji. 3 tysiące osób podejrzanych o dezercję, sytuacja na froncie, reformy w kraju. Syria: Turcja nie wjedzie do Kobani. Niemcy: znowu starcia Kurdów i salafitów. oraz:  Irak: pomoc dla Kurdów, Sunnici przeciw dżihadystom, masakra Jazydów. Gaza – jak zakończyć wojnę. i to: Kerry na Bliski Wschód. Thierry Meyssan: Przełom w polityce saudyjskiej. Geneza powstawania ISIL („Państwa Islamskiego”) czyli kto wypuścił dżina z butelki.

Iran - Izrael - Arabia Saudyjska - USA - by Tom Janssen

Iran – Izrael – Arabia Saudyjska – USA – by Tom Janssen

Pisarska: rosyjskie embargo wpływa tylko na ułamek eksportu do Rosji. Przewoźnicy o embargu: wielu grozi bankructwo. Moskiewskie media piszą o ewentualnym polskim embargu na rosyjski węgiel.


16.08.2014 (IAR) – Owoce to największa część polskiego eksportu do Federacji Rosyjskiej, Polska może więc dotkliwie odczuć efekty decyzji rosyjskich władz. Jednak problem dotyczy nie tylko jabłek.

Sporą część wymiany handlowej stanowią inne artykuły. Niewiele mniejszy niż owoce odsetek eksportu stanowią w tym roku statki i łodzie, podobnie jest ze sprzętem telekomunikacyjnym. Jak mówi doktor Katarzyna Pisarska, ekonomistka, do wymiany handlowej Polski z Rosją dochodzi w wielu różnych sektorach rynku. Chodzi o meble, okna, różnego typy produkty przetworzone. Wszystkie te artykuły nie cierpią na obecnej sytuacji.

Rosyjskie embargo nie wychodzi obecnie poza rynek rolniczy. Handel w innych sektorach kwitnie w najlepsze, co, jak mówi doktor Pisarska, prowadzi do mało konsekwentnego przekazu w rosyjskich mediach. Jako przykład podaje reklamę polskich okien w rosyjskiej telewizji, którą można było zobaczyć tuż po rozmowie poświęconej właśnie embargu i jego konsekwencjom dla polskiego rynku. Jak podsumowuje ekonomistka – polskie produkty są na rosyjskim rynku obecne i nietrudno je zauważyć.

Embargo na razie nie dotyka innych sektorów eksportu niż rynek żywnościowy. Rosja wprowadziła je, tłumacząc decyzję kwestiami sanitarnymi i jakością dostaw owoców z Europy. W trakcie czwartkowego przemówienia na Krymie Władimir Putin odniósł się do embarga, tłumacząc je jako sposób wsparcia rodzimych producentów, a także otwarcia rosyjskiego rynku na kraje, które chcą współpracować z Rosją.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Przemysław Pawełek/kl

podobne: Dekret Putina. Rosyjska prasa: sankcje wobec Zachodu szansą na rozwój. Komentarze z zachodu: sankcje uderzą głównie w Rosjan. Rekompensaty dla Polski. oraz: Sankcje w praktyce: w Kaliningradzie wstrzymano transport żywności. Drwina z Polskiej dobrej miny do złej gry. Rosyjskie media pytają o wzrost cen żywności, póki co drożeją akcje rosyjskiej spożywki. i to: Producenci papryki liczą straty wywołane embargiem. Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej

17.08.2014 (IAR) – Nasza sytuacja po wprowadzeniu rosyjskiego embarga jest dramatyczna – mówią przewoźnicy. Decyzja Moskwy postawiła z dnia na dzień tysiące firm przed groźbą bankructwa – mówił w Polskim Radiu RDC prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Międzynarodowych Przewoźników i Spedytorów „Podlasie” Waldemar Jaszczur. Dodał, że wielu przewoźników, którzy mieli stałe kontrakty na linii Polska-Rosja lub Europa-Rosja z dnia na dzień zostało bez pracy.

Szef stowarzyszenia przewoźników poinformował, że nawet samochody, które wjechały na teren Federacji Rosyjskiej przed 1 sierpnia, a nie przeszły odprawy celnej, zostały zawrócone.

Waldemar Jaszczur zauważył, że Polska posiada nie tylko największą, ale i najnowocześniejszą bazę transportową w Europie. Jeden ciągnik siodłowy z naczepą to wydatek rzędu pół miliona złotych. „Przewoźnik zaciągnął kredyty, leasingi, które trzeba spłacać” – powiedział gość RDC. Waldemar Jaszczur skarżył się na bierność rządu. Jego zdaniem są możliwości wyjścia z tej trudnej sytuacji, ale nikt nie chce z przewoźnikami rozmawiać. Rozmówca RDC dodał, że transportowcy nie chcą strajkować i są gotowi szukać kompromisu. Dodał jednak, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie w krótkim czasie będą musieli upomnieć się o swoje. Nie sprecyzował jaką formę miałby przybrać ich ewentualny protest.

Polska jest liderem drogowych przewozów transportowych w Europie. Flota polskich przewoźników liczy ponad 150 tysięcy aut.

IAR/Tomasz Marciniuk/kawo

16.08.2014 (IAR) – Rosyjskie media zauważyły wypowiedź szefa polskiej dyplomacji, który dał do zrozumienia, że nasz kraj rozważa wprowadzenie kolejnych restrykcji wobec Rosji. Chodzi i ewentualne embargo na dostawy rosyjskiego węgla. Radosław Sikorski miał powiedzieć dziennikarzom w Bydgoszczy, że krok taki jest analizowany.

Dziennik „Kommiersant” pisze, że po tym jak Rosja zamknęła swój rynek dla produktów rolnych z państw, które wcześniej nałożyły na nią sankcję, „Europa może odpowiedzieć analogicznymi działaniami”. Zwraca uwagę, że Polska „zaczęła analizować” wprowadzenie zakazu importu rosyjskiego węgla, który wypiera miejscowych producentów i stanowi już 40 procent rynku.

„Eksperci uważają, że polski rynek dla producentów węgla z Rosji nie jest najważniejszy. Jednak embargo Warszawy może uderzyć w niektóre rosyjskie kompanie aktywnie działające na polskim rynku”– pisze „Kommiersant”.

Gazeta zauważa, że z powodu wprowadzonych sankcji w relacjach między Zachodem i Rosją pojawiło się „bezprecedensowo” dużo kwestii, które mogą być powodem złożenia skarg do Światowej Organizacji Handlu. Jednak powstaje wrażenie, że strony nie śpieszą się tego robić. Nie jest wykluczone, że bardziej doświadczeni niż Rosja członkowie tego organizacji uświadamiają sobie, że należy poszukiwać innych rozwiązań, na przykład, uzgodnień w sprawie wzajemnym cofnięciu sankcji”- czytamy w dzienniku kół rosyjskiego biznesu.

InformacyjnaAgencja Radiowa (IAR)/Włodzimierz Pac,Moskwa/dyd .

podobne: Sankcje wpłyną na gospodarkę i handel. Górnicy chcą składów węgla, konsolidacji branży i embarga na rosyjski węgiel.  oraz: Równi i równiejsi czyli komu sankcje a komu rekompensaty: Exxon i Rosnieft współpracują na Morzu Karskim, USA zwiększają import rosyjskiego węgla,

źródło: stooq.pl

rys. Andrzej Krauze

rys. Andrzej Krauze

Producenci papryki liczą straty wywołane embargiem. Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowej wydatnie pomaga jej w tym Ukraina (Naftohaz twierdzi że zapewni dostawy na zachód).


1. Producenci papryki dotknięci embargiem Rosji.

10.08.2014 (IAR) – Producenci papryki dotknięci embargiem Rosji. Po wprowadzeniu restrykcji stawki za to warzywo płacone producentom spadły o połowę – z 3,5 zł do 1,6 zł za kilogram.

Roman Sobczak, prezes grupy producentów Polska Papryka, podkreśla, że eksport papryki na wschód stanowił znaczną część towaru sprzedawanego przez jego firmę. – Co roku wysyłamy do Rosji około 40 procent całej produkcji, z tego, co wiem w innych firmach jest podobnie – powiedział.

Roman Sobczak dodał, że w producentów papryki rosyjskie embargo uderzy bardziej niż w eksporterów jabłek. To rozłoży się na przestrzeni kilku miesięcy, bo zbiory jabłek zaczną się we wrześniu, ponadto te owoce można przechowywać nawet 8-9 miesięcy. – Z papryką jest inaczej, trzeba ją zerwać i sprzedać, nie mamy tyle opakowań, żeby ją składować, jedno duże gospodarstwo zbiera dziennie od 2 do 3 ton papryki – wyliczał w rozmowie z IAR przedsiębiorca.

Rosja 6 sierpnia nałożyła roczne embargo na import produktów rolno-spożywczych z krajów, które objęły ją sankcjami w związku z jej działalnością na Ukrainie. Zakazano importu owoców, warzyw, nabiału, mięsa wieprzowego i wołowego oraz wędlin i ryb z krajów Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii i Norwegii.

Minister rolnictwa Marek Sawicki uważa, że poszkodowanym rolnikom należą się rekompensaty. Będzie rozmawiał o tym we wtorek w Brukseli z unijnym komisarzem do spraw rolnictwa Dacianem Ciolosem.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/wcz./vey/kd /gaj

podobne: Dekret Putina. Rosyjska prasa: sankcje wobec Zachodu szansą na rozwój. Komentarze z zachodu: sankcje uderzą głównie w Rosjan. Rekompensaty dla Polski. oraz: Rosja może zakazać importu z Polski owoców, warzyw i jagód. polecam również: Kłopoty plantatorów owoców i hodowców świń

2. Rosja może zmienić kierunek tranzytu ropy naftowejNaftohaz zapewni dostawy na zachód.

08.08.2014 (IAR) – Rosja może zmienić kierunki przesyłu ropy naftowej w przypadku zamknięcia dla tego tranzytu terytorium Ukrainy. Jednak państwa Unii Europejskiej kupujące rosyjski surowiec, muszą się liczyć z poważnymi zakłóceniami i niedoborami.

Rzecznik Transnefti Igor Demin zapowiedział, że w przypadku wstrzymania przesyłu ropy przez Ukrainę, najbardziej poszkodowane będą Słowacja i Czechy, które otrzymują z tego kierunku 8-9 milionów ton rosyjskiej ropy rocznie, a także Węgry, kupujące 6 milionów ton. 700 tysięcy ton kupuje Bośnia i Hercegowina. Te państwa będą musiały korzystać z innych dróg tranzytu- Węgry- przez chorwacki port Omiśalj, a Czechy- przez włoski Triest. Jednak transport taki będzie o wiele droższy o około 10 dolarów za baryłkę.

„Z punktu widzenia Rosji, sankcje nie uderzą w Transneft, a będą to sankcje przeciwko Węgrom, Czechom i Słowacji”– oświadczył Igor Demin.

Przez Ukrainę płynie rocznie około 14 milionów ton rosyjskiej ropy naftowej. Rosja może skierować surowiec przez port Ust-Ługa nad Bałtykiem lub przez północną nitkę rurociągu „Przyjaźń”, biegnącego przez terytorium Białorusi.

Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk nie wykluczył, że sankcje ukraińskie wobec Rosji obejma też wszelkie formy tranzytu, w tym zamknięcie korytarzy powietrznych dla samolotów rosyjskich oraz przepływu surowców rosyjskich, Interfax.ru/

IAR/dyd

komentarz Wojciecha Jakóbika dla Eastbook.eu:

Ukraina zadeklarowała, że jest gotowa wprowadzić sankcje na przepływ wszelkich dóbr z Rosji przez jej terytorium. – Jesteśmy gotowi zablokować tranzyt rosyjskiego gazu do Europy – powiedział premier Arsenij Jaceniuk. We wtorek w tej sprawie będzie głosowała Werchowna Rada.

Rozumiem argumentację prezentowaną przez Ukraińców: jeśli zatrzymamy dostawy gazu do Europy, Bruksela będzie zmuszona działać i w końcu zareaguje realnymi działaniami na wojnę toczoną przez Rosję przeciwko Ukrainie na lewym brzegu Dniepru. Jednakże wszelkie prawidła stosunków międzynarodowych zadają kłam takiej tezie.

O ile Bruksela jeszcze bierze pod uwagę opinie Kremla w jej negocjacjach dotyczących konfliktu ukraińskiego, to wywołanie wojny gazowej przez Ukrainę całkowicie wyłączy ją z wszelkich rozmów z Rosją, o co Moskwa od dawna zabiega. Cała odpowiedzialność za problemy z dostawami gazu spadnie na Kijów. Komisarz ds. energii Gunther Oettinger nie będzie już mógł dłużej występować w roli adwokata Naftogazu i podczas wrześniowych rozmów trójstronnych “odda” gazociągi ukraińskie Rosji… (całość tu: konserwatywnie.wordpress.com)

…Europa oczywiście prędzej poświęci Ukrainę niż pozwoli na eskalację konfliktu na sferę bezpieczeństwa energetycznego UE. Ale też właśnie o to chodzi! Od początku chodzi o zmuszenie Kijowa do federalizacji terytorium i nadania autonomii regionom, która umożliwi polityczne i gospodarcze zacieśnienie relacji tamtejszych lokalnych władców z Rosją. Jest to zresztą plan którego zamysł już wcześniej ustalono między USA, Rosją a samą Ukrainą – Rosja ostrzega ale ustala z USA federalizację Ukrainy.  (a ostatnio mediacji na tym polu podjęły się nawet Niemcy – Merkel będzie mediować „decentralizację” Ukrainy), chodzi tylko o to żeby zmusić całą Europę (dać jej pretekst) do porzucenia „nieubłaganego” stanowiska o niepodzielności Ukrainy. UE nie potrzebna jest Ukraina bez jej najlepiej uprzemysłowionych ziem. W zmianie stosunku zachodu wobec Kijowa pomaga również brak zgody na reformy jakie MFW zaplanował sobie na Ukrainie – Spory polityczne na Ukrainie wstrzymują reformy sektora gazowego.

11.08.2014 (IAR) – Ukraiński właściciel rurociągów Naftohaz oświadczył, że zapewni niezakłócony tranzyt rosyjskiego gazu do Europy. Państwowa spółka gwarantuje, że będzie obsługiwać swoich międzynarodowych klientów, nawet jeśli Kijów wprowadzi sankcje wobec Moskwy. Według Naftohazu, jednym z rozwiązań, które pozwolą na zagwarantowanie dostaw błękitnego paliwa na zachód, jest kupowanie go od Rosji już na granicy ukraińsko-rosyjskiej – podaje agencja Reuters.

W takim wypadku gaz transportowany byłby przez ukraińskie terytorium na rzecz firm zachodnich i to one ponosiłyby opłaty tranzytowe na rzecz Naftohazu. Dotychczas rozliczenia te były prowadzone między Kijowem i Moskwą, a od czasu obalenia promoskiewskich władz w Kijowie, stanowią jedną z wielu osi sporu między Rosją a Ukrainą. Pod koniec lipca szefostwo Naftohazu informowało, że chciałoby zmian w kontrakcie dotyczącym tranzytu, który obowiązuje do 2019 roku.

Od czerwca Rosja w związku ze zobowiązaniami Naftohazu za odebrany i nieopłacony surowiec, wstrzymała sprzedaż paliwa na Ukrainę. Jednocześnie wciąż wysyła gaz na zachód za pośrednictwem ukraińskich gazociągów.

IAR/rt&int/łp/sk

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraińcy nie uznają algorytmu obliczania ceny gazu przez Rosjan.

polecam również: Sankcje sankcjami, ale biznes to biznes: ExxonMobil i Rosnieft rozpoczęły wydobycie ropy w rosyjskiej Arktyce (Rosja gotowa poszerzyć współpracę). „Co smuci Polaków, to cieszy Turków”. oraz: Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę. i to: Gazprom wprowadzi ceny spotowe w kontraktach długoterminowych. Bułgaria: Wznowienie prac przy South Stream. Powstaje obóz rosyjski we Wspólnocie Energetycznej.

Gazprom, gazociąg, Rosja

Putin zdenerwował się na Ukrainę. South Stream dzieli Europę.


1. Putin zdenerwował się na Ukrainę

11.06.2014 (IAR) – Prezydent Rosji zagroził Ukrainie radykalną zmianą polityki gazowej. Władimira Putina zdenerwowała informacja, że Kijów nie chce zgodzić się na proponowaną przez Gazprom 100-dolarową zniżkę ceny gazu. Obecnie, rosyjski koncern domaga się od ukraińskiego Naftohazu 485 dolarów za 1000 metrów sześciennych, to najwyższa cena błękitnego paliwa w Europie.

W trakcie gazowych negocjacji, które odbywają się w Brukseli, delegacja ukraińska nie przyjęła propozycji obniżenia ceny o 100 dolarów. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk oświadczył, że jego kraj nie chce żadnych tymczasowych zniżek, ale będzie dążył do podpisania nowego kontraktu, który zagwarantuje na poziomie podstawowym niżą cenę surowca.

Kijów jest skłonny płacić 268 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Taka cena obowiązywała przez pierwsze trzy miesiące tego roku. Oświadczeniami Kijowa poczuł się urażony prezydent Rosji Władimir Putin.

„Jeśli Kijów będzie prowadził rozmowy w ślepą uliczkę, przejdziemy na inny poziom dyskusji” – zapowiedział gospodarz Kremla. Jednocześnie polecił rządowi przygotowanie takich gwarancji prawnych, aby władze Ukrainy nie musiały się martwić, że 100-dolarowa zniżka zostanie z jakiś powodów nagle im odebrana.

Rosja twierdzi, że Ukraina jest winna za dostawy gazu około 4,5 miliarda dolarów. Moskwa dała ukraińskim władzom czas do 16 czerwca na spłatę części zadłużenia. W innym przypadku wstrzyma dostawy surowca.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Maciej Jastrzębski/Moskwa/dj

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności. oraz: Ukraina z tarczą czyli… 260 USD za 1000 m3 bez podpisania Unii Celnej. 

2. Wojciech Jakóbik: Rosyjska polityka energetyczna dzieli Europę na obozy (fragment)

„…Dla zatrzymania projektu South Stream zdecydowane znaczenie miała stanowcza postawa urzędników Komisji Europejskiej domagających się od Bułgarów zatrzymania budowy do czasu wyjaśnienia, czy przetargi z nią związane były zgodne z zasadami konkurencji UE. Bardziej długofalowo projekt hamowały zastrzeżenia KE do umów międzyrządowych w sprawie konstrukcji South Stream, które mogą godzić w zasady antymonopolowe trzeciego pakietu energetycznego. Rozmowy na temat zwolnienia rury spod jego reżimu zostały zatrzymane w odpowiedzi na działalność Rosjan na Ukrainie. Komisja prowadzi cały czas śledztwo przeciwko nieuczciwym praktykom jakich Gazprom miał się dopuścić wobec klientów w Europie Środkowo-Wschodniej.

Czytaj także: KE na straży solidarności energetycznej

Pomimo bezpardonowej polityki Komisji Europejskiej, kraje-beneficjenci współpracy gazowej z Rosją bronią wyjątkowego statusu tego kraju względem prawa unijnego. Do listy krajów wymienionych powyżej należy dopisać Austrię, gdzie ma kończyć swój bieg South Stream oraz Niemcy, które wywalczyły już ustępstwa w sprawie rezerwacji 50 procent przepustowości bliźniaczej rury – Nord Stream – dla Gazpromu. Liczą na udostępnienie Rosjanom 100 procent ale Komisja odmawia rozmowy na ten temat do czasu zakończenia kryzysu ukraińskiego. Opisywana koalicja państw prorosyjskich, zgodnie z oczekiwaniami Gazpromu, rozkłada solidarność energetyczną krajów UE i jeśli podtrzyma ten trend, może rozłożyć także projekty dywersyfikacyjne jak Gazociąg Transadriatycki.”

Czytaj także: Gazprom rozkłada plany dywersyfikacyjne Europy

Przeciw niej występuje grupa państw, którym zależy na dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego na czele z Polską wysuwającą obecnie postulat powołania Unii Energetycznej. Propozycje wchodzące w jego skład a dotyczące sektora gazowego uderzają w interesy Rosjan: transparentność umów gazowych, katalog zalecanych i zakazanych klauzul w ich ramach, wspólna platforma do zakupu gazów na kształt Euratomu, nadzór Komisji Europejskiej przy negocjacjach. To wszystko rozwiązania, które mają wpisać negocjacje gazowe z Gazpromem i każdym innym dostawcą w ramy zabezpieczające interes klienta, nawet w sytuacji gdy ma słabszą pozycję negocjacyjną w stosunku do obecnego monopolisty. Do grupy „polskiej” należą kraje najbardziej zależne od dostaw gazu z Rosji. To Litwa, Łotwa, Estonia oraz Rumunia. Z solidarności w jej ramach wyłamały się Czechy i Słowacja, które wybrały neutralność, co wynika z kształtu ich koalicji oraz długofalowej polityki uległości wobec Rosji w sektorze gazowym. Ostateczny przykład to tylko częściowe otwarcie mocy przesyłowych słowackich gazociągów na rewersowe dostawy z Zachodu na Ukrainę. Do grupy polskiej należy także zaliczyć obecnie Ukrainę, która przewodzi obecnie Wspólnocie Energetycznej i wdraża reformy sektora gazowego zgodnie z trzecim pakietem energetycznym. Grupa polska dąży do wzmocnienia wspólnotowej polityki energetycznej i realizacji projektów dywersyfikacyjnych na czele z Korytarzem Północ-Południe (który wspierają także np. Węgry) i Korytarzem Południowym….

polecam lekturę całości tu: konserwatywnie.wordpress.com

polecam również: Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.  oraz: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

gazprom, unia europejska, niedźwiedź

Wojna gazowa? Putin grozi ograniczeniem dostaw gazu do Europy w przypadku rewersu na Ukrainę. Rosja może stracić Gazociąg Południowy.


06.06.2014 (IAR) – Ukraina i Rosja mają dzisiaj (sobota 07.06.14) rozmawiać o ukraińskich zakupach gazu. Kolejna tura ma się odbyć w formacie dwustronnym ukraińsko-rosyjskim bez udziału Unii Europejskiej.

Rozmowy mają dotyczyć ceny, za jaką Ukraina będzie kupowała w Rosji gaz. Kilka dni temu ukraiński premier Arsenij Jaceniuk deklarował w parlamencie w Kijowie, że Ukraina mówi o cenie 268 dolarów, ponieważ uważa ją za rynkową. Natomiast 500 dolarów nigdy nie zaakceptuje. Za cenę proponowaną przez Jaceniuka Ukraina kupowała w Rosji gaz w ostatnim okresie rządów Wiktora Janukowycza. Po jego obaleniu Rosjanie podnieśli cenę gazu dla Ukrainy do poziomu 495 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Była to najwyższa cena, jaką Gazprom pobierał od zagranicznych kontrahentów. Dwustronny charakter rozmów wymogła strona rosyjska. Mówił o tym Jurij Prodan – ukraiński minister energetyki dodając przy tym, iż rozmowy powinny zakończyć się do 9 czerwca. Ukraińsko-rosyjski spór o cenę gazu ma istotne znaczenie dla Unii Europejskiej, ponieważ przez Ukrainę przepływa błękitne paliwo dostarczane przez Rosję do południowej i centralnej Europy. W przypadku zakręcenia Ukrainie przez Rosjan kurka poszkodowani mogą być także odbiorcy unijni.

Krzysztof Renik, Kijów, Polskie Radio/em//Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

źródło: stooq.pl

podobne: Ukraina z tarczą czyli… 260 USD za 1000 m3 bez podpisania Unii Celnej. polecam również: Kredyt z MFW w zamian za podwyżkę cen gazu dla ludności. oraz: „Puls Biznesu” Koktajlem Mołotowa w gospodarkę Ukrainy.

06.06.2014 (IAR) – Jeśli dojdzie do rewersu gazu na Ukrainę, Rosja jest gotowa ograniczyć dostawy tego surowca do Europy. „Jeżeli komuś przyjdzie do głowy rozwiązywać problemy zaopatrzenia Ukrainy w gaz przy pomocy dostaw rewersowych, poważnie się pomyli. Jeśli zobaczymy, że naruszane są nasze kontrakty gazowe, będziemy zmniejszać dostawy do Europy i tego paliwa po prostu zacznie brakować”– mówił prezydent Władimir Putin na spotkaniu z dziennikarzami w Paryżu.

Putin powiedział też, że podczas dzisiejszej rozmowy z prezydentem- elektem Ukrainy Petrem Poroszenką nie rozmawiał o cenie gazu, jednak – według jego wiedzy- Gazprom i strona ukraińska „są bliskie ostatecznego porozumienia”. ‚Nie wykluczamy, że możemy wyjść naprzeciw Ukraińcom, oczywiście tylko po spłacie przez nich długów”- powiedział rosyjski prezydent.

Dodał, że Rosja jest gotowa do konstruktywnych rozmów w sprawie gazu i zdaje sobie sprawę z trudności gospodarczych Ukrainy. Władimir Putin podkreślił też aktywną rolę Komisji Europejską w negocjacjach gazowych.

gazeta.ru/IAR/dyd                                  …źródło: stooq.pl

…A nie mówiłem? Ściema zwana „rewers gazu” czyli… Wszystkie rurki prowadzą do Rosji. Co za różnica że Niemcy czy Słowacja są gotowe na rewers skoro główny kurek i tak znajduje się w Rosji! No i inaczej teraz wygląda ta „porażka” negocjacji gazowych między Rosją a Chinami, których „niekorzystne dla Rosji” zakończenie pozwoliło zabezpieczyć jej spory kawałek przychodów, dzięki czemu może ona teraz pozwolić sobie nawet na ograniczenie dostaw gazu na zachód. (Gazprom i CNPC podpisały kontrakt na dostawę gazu z Rosji do Chin)

…Odys

podobne: (NIE)Bezpieczeństwo energetyczne. W planach mniejsza zależność od dostaw surowca z Rosji. Steinmeier przeciwko wspólnym zakupom gazu.

08.06.2014 (IAR) – Sofia zawiesza prace nad gazociągiem South Stream. Taką decyzję podjął dziś szef bułgarskiego rządu Płamen Oreszarski po konsultacjach z Komisją Europejską.

Liczący 3600 kilometrów rurociąg ma przez Morze Czarne połączyć Rosję z Bułgarią, a także z Serbią, Węgrami, Austrią i Słowenią.

„Zdecydowałem o zawieszeniu wszystkich działań związanych z uruchomieniem budowy South Streamu, konsultacje z Komisją Europejską trwają” – oświadczył Płamen Oreszarski po spotkaniu z amerykańskimi senatorami, Johnem McCainem, Ronem Johnsonem i Christopherem Murphym.

Podczas rozmów bułgarski premier zapewnił o wsparciu dla integralności terytorialnej Ukrainy oraz woli pokojowego rozwiązania konfliktu na wschodzie tego kraju. Spotkanie dotyczyło również bezpieczeństwa energetycznego Bułgarii. Premier Oreszarski podkreślił, że jego kraj chce również uczestniczyć w projekcie Shah Deniz, zapewniającym gaz ziemny z Azerbejdżanu.

„O decyzji władz w Sofii nie została powiadomiona Moskwa” – przekonuje w rozmowie z Ria Novosti jeden z przedstawicieli rosyjskiego Ministerstwa Energetyki. Resort zapewnia, że sprawa będzie tematem jutrzejszych negocjacji w Brukseli na temat cen gazu dla Ukrainy.

Rosja ubiega się o wyłączenie South Streamu z tzw. „Trzeciego Pakietu Energetycznego” Unii Europejskiej. Ma on na celu przełamanie monopolistycznych praktyk dostawców surowców energetycznych do krajów zjednoczonej Europy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/bnt.org/Voice of Russia/kd/dj   …źródło: stooq.pl

podobne: UE zaostrza stanowisko w sprawie South Streamu polecam również: Rosja chce monopolu a UE konkurencyjności.

rys. Jerzy Krzętowski

rys. Jerzy Krzętowski

Nowa polityka klimatyczna USA – zapowiedź


02.06.2014 (IAR) – Prezydent Barack Obama ma dziś przedstawić nową politykę klimatyczną Stanów Zjednoczonych. Jedno z jej głównych założeń to drastyczne zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych.

Pod lupą znajdą się przede wszystkim elektrownie spalające węgiel. To z nich pochodzi około 40 procent CO2 emitowanego w Stanach Zjednoczonych. Ekspert, profesor Michael Oppenheimer z Uniwersytetu Princeton podkreśla w rozmowie z amerykańskim radiem NPR, że po raz pierwszy federalny rząd wprowadza ograniczenia dotyczące istniejących już elektrowni. Jeśli nowe przepisy będą rygorystycznie przestrzegane, to emisję CO2 w Stanach Zjednoczonych da się znacznie zredukować.

Według niepotwierdzonych doniesień, w planach jest zmniejszenie zanieczyszczenia dwutlenkiem węgla o 30 procent do roku 2030.

Sceptycy mówią, że to może doprowadzić do wzrostu cen energii i bezrobocia. Niektórzy uważają też, że wzrost temperatury na Ziemi nie ma nic wspólnego z emitowaniem CO2 przez ludzi.

Zdaniem obserwatorów, prezydent Obama chce przy okazji wywrzeć nacisk na takie kraje jak Chiny czy Indie, które nie chcą redukować swojej emisji.

Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Rafał Motriuk/dabr    …źródło: stooq.pl

podobne: Obama będzie walczył z „globciem” oraz: Rada energetyczna UE-USA. Wspólne wysiłki ws. bezpieczeństwa energetycznego i… ochrony klimatu. a także: Od 2005 r. średnia cena energii w UE wzrosła o 25 proc., a w USA – o 1 proc. Czy UE dokona weryfikacji polityki klimatycznej? polecam również: „Zimne słońce”, handel „pozwoleniami na emisję CO2″ i jego ekonomiczne konsekwencje dla Polski

globalne ocieplenie

OZE i mikroźródła. Mamy szansę na najnowocześniejszą energetykę rozproszoną.


18.05. Warszawa (PAP) – Startując praktycznie od zera, Polska ma szansę na zbudowanie jednego z najnowocześniejszych systemów energetyki rozproszonej, prosumenckiej – ocenia prezes Banku Ochrony Środowiska Mariusz Klimczak. Według niego przełomem będzie przyjęcie ustawy o OZE.

Należący w większości do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej BOŚ oferuje różne typy produktów, np. preferencyjne kredyty czy finansowanie z dopłatami z NFOŚ na przedsięwzięcia związane z szeroko pojętą polityką ochrony środowiska.

„Czytelna sytuacja prawna pozwoli na szybkie wprowadzanie najnowszych rozwiązań, da też impuls do rozwoju rodzimego biznesu w obszarze mikroźródeł. Dlatego konieczne jest jak najszybsze domknięcie regulacji prawnych, uchwalenie ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE)” – powiedział PAP Klimczak.

Projekt ustawy został już przyjęty przez rząd, który zakłada, że prawo wejdzie w życie z początkiem 2015 r.

Zdaniem Klimczaka, rozwój rynku prosumenta, czyli tysięcy gospodarstw domowych wytwarzających energię zarówno elektryczną, jak i cieplną z odnawialnych źródeł, daje szansę na stworzenie jednego z najnowocześniejszych systemów energetycznych w Europie.

„Zaczynając niemal od zera, możemy skorzystać z doświadczeń innych krajów, które postawiły na mikroźródła już kilka lat temu. Jednocześnie implementując najnowsze rozwiązania znajdziemy się w czołówce krajów wyznaczających trendy w zielonej energetyce” – podkreślił Klimczak.

„Nie ma innej drogi – zielona energetyka będzie się rozwijać, w tym również ta mała, prosumencka. I to na masową skalę” – ocenił prezes BOŚ. Według niego wraz z rozwojem rynku fotowoltaiki ceny technologii odnawialnych będą spadać, co doprowadzi do przebudowy rynku energetycznego, na którym przyłączenie się do sieci w dzisiejszym rozumieniu tego słowa nie będzie już jedynym rozwiązaniem.

„Koncerny energetyczne powinny wykorzystać ten moment i rozwijać kompetencje w zarządzaniu systemem rozproszonych mikroźródeł czy magazynowaniem energii w nich wytwarzanej. Już dziś trzeba myśleć o zmianie długofalowych strategii – przyniesie to korzyści dla firm energetycznych i całej polskiej gospodarki” – powiedział.

Również Sekretarz Generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, prof. Krzysztof Żmijewski uważa, że projekt ustawy o OZE, mimo że ma pewne niedociągnięcia, generalnie oznacza początek rewolucji energetycznej w Polsce. Jego zdaniem projekt spełnia podstawowe przesłanki, aby prosumentów zaczęło szybko przybywać – gwarantuje opłacalność przy produkcji energii na własne potrzeby i możliwości techniczne przyłączenia do sieci.

Prof. Żmijewski zwraca m.in. uwagę na rozliczanie prosumentów z oddanej do sieci i zużytej energii za pomocą Net Meteringu, czyli na podstawie jej bilansu w określonym czasie. „Bez znaczenia, czy Net Metering jest półroczny, czy kwartalny. Dzięki rozliczaniu bilansowemu daje możliwość +magazynowania+ energii w sieci” – powiedział PAP Żmijewski. Jak dodał, z punktu widzenia znakomitej części społeczeństwa Net Metering jest rozwiązaniem tańszym niż inne.

Prof. Żmijewski ocenił też, że na podstawie proponowanych w projekcie przepisów najbardziej opłacalny model to konsumpcja własna 100 proc. produkowanej energii, co jednak jest praktycznie niemożliwe. „Ale już bardziej realny model konsumowania 70 proc. własnej produkcji i magazynowania pozostałych 30 proc. w sieci jest też bardzo opłacalny. Nieopłacalna jest natomiast produkcja wyłącznie na sprzedaż do sieci” – podkreślił.

Zdaniem prezesa Klimczaka Polacy w krótkim czasie przekonają się do OZE, a jednym z argumentów będą korzyści finansowe – uniezależnienie się, choćby częściowe, od rosnących cen energii. Podkreślił, że już dziś BOŚ – zgodnie ze swoją misją – promuje mikroinstalacje OZE, na przykład za pomocą produktu BOŚ EKO System, który – jak zaznaczył – umożliwia „radykalne” ograniczenie kosztów ogrzewania w domach.

Klimczak podkreślił, że oferta BOŚ nie ogranicza się tylko do samego sfinansowania zakupu instalacji, ale bank pomaga dobrać stosownie do potrzeb klienta odpowiednią kombinację paneli i kolektorów słonecznych oraz pompy ciepła, co ma zasadnicze znaczenie dla opłacalności. Zapewnia też montaż i serwis. (PAP)

wkr/ pad/ gma/                                                         …źródło: stooq.pl

podobne: Nie będziemy mogli wytwarzać energii w domach czyli… nie dla psa kiełbasa  oraz: Nauka: Ogniwa słoneczne nowej generacji bliżej dzięki badaniom Polki.

polecam również: MFW: subsydiowanie energii ma bardzo poważne negatywne skutki

a także: Małe reaktory jądrowe (SMR)